Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
poniedziałek, 05 grudnia 2016
Obrazowanie, obrazowanie. Biskupa Rysia Kościoła historia

Księga Izajasza 35,1-10
Psalm 85,11-12
Tym zdolnościom poetyckim Narodu Wybranego nadziwić się nie mogę. Żeby to byli tylko niektórzy Hebrajczycy, ale to zgoła niejeden. Izajasz genialny, ale bibliści są chyba zgodni, że było ich aż trzech. I to nie bracia zgoła, bo w ogóle z różnych czasów, od VIII wieku do V.
Jeśli nawet talent ich jakoś dziedziczony przez wieki, to autorzy psalmów (nie jeden Dawid przecież) również do tej ogromnej rodziny należeliby? No właśnie, przeczytałem w dzisiejszym psalmie słowa urocze:
„Spotkają się z sobą łaska i wierność,
sprawiedliwość i pokój ucałują się.
Wierność wyrośnie z ziemi,
a sprawiedliwość wyjrzy z niebios”
(Przekład Ekumeniczny 11 Kościołów).
A u Izajasza (w zasadzie Proto-Izajasza, ale według niektórych rozdział ten został napisany po to, żeby pełnił rolę pomostu łączącego dwie pierwsze części) mamy obrazy eschatologiczne do czytania na dzisiaj. Nie zacytuję, przeczytajcie sami, nie pożałujecie: choćby ten step spieczony, wręcz skaczący, gdy wszystko ożyje, ta droga czysta, święta, po której „głupi nie będzie się wałęsać”...
A oto kolejny kawałeczek zachwalanej już tutaj przeze mnie księgi biskupa Rysia.
„Przede wszystkim jest prawdą, że chrześcijaństwo zmienia świat, ale prawdą równie oczywistą (i może nawet łatwiej opisywalną) jest to, że ono samo podlega zmianom pod wpływem świata. Zmienia się wraz z nim. Chrześcijaństwo starożytnych Rzymian wychowanych w greckiej kulturze nie mogło być, i nie było, takie samo jak chrześcijaństwo barbarzyńskich Franków. I nie chodzi jedynie o to, że musiało się jedynie „przebrać” w nowy język, w nowy kod znaków liturgicznych itp. Chodzi o to, że ochrzczeni Frankowie, a potem np. Słowianie, wnosili ze sobą do Kościoła swój świat wartości, swoją wrażliwość. Przykładowo: w zetknięciu ze starożytną dualistyczną gnozą (a także z niektórymi kierunkami filozofii) chrześcijaństwo nabrało podejrzliwego dystansu do ciała i całej dziedziny erotyki - dystansu, jakiego nie znają w takiej mierze ani Stary, ani Nowy Testament. Kiedy jednak weszło w świat germański, traktujący równie otwarcie, co poważnie ludzką płciowość, pasterze Kościoła uczynili ze współżycia mężczyzny i kobiety warunek sine qua non zaistnienia małżeństwa. Tego typu zmian można by wskazać dziesiątki: podejście chrześcijan do wojny, stosunek do pieniądza i posiadania w ogóle (inny w gminach pierwotnych, inny w feudalnym świecie średniowiecznym, jeszcze inny dziś), kwestia społeczna itd. Nie dziwmy się zbyt łatwo oni owemu dialogowi Kościoła ze światem ani owym zmianom w łonie chrześcijaństwa. Dzieje ewangelizacji dokonują się bowiem między dwoma ekstremalnymi niebezpieczeństwami. Jednym jest bezmyślne otwarcie na świat, które może zaowocować co najwyżej jakąś formą dwuwiary czy synkretyzmu religijnego. Drugim jednak jest
programowe odrzucenie dialogu. To musi się skończyć wyobcowaniem i izolacją. Jest jeszcze trzecie zagrożenie: takie mianowicie, że w owym dialogu ze światem chrześcijaństwo przestanie być sobą; sięgnie po niewłaściwe sobie metody i sposoby myślenia. Wtedy przestanie zmieniać świat; zacznie mu szkodzić! To też jest refleksja jubileuszowa, związana z obchodem dwóch tysięcy lat chrześcijaństwa. Papież poprowadził ją w szczególny sposób podczas pamiętnej „Liturgii przebłagania” 12 marca 2000 r. Liturgia ta uświadamiała nam wszystkim, że w trakcie swych dziejów chrześcijanie nie zawsze służyli prawdzie; czasem nią manipulowali, owszem, narzucali siłą innym swoje jej rozumienie. Ponoszą też współodpowiedzialność za istniejące do dziś podziały między ludźmi, antysemityzm, gwałcenie praw człowieka i całych narodów, upośledzenie społeczne kobiet, petryfikowanie niesprawiedliwości.” Wyważone mądrze, odważne podobnie.

18:44, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
niedziela, 04 grudnia 2016
Przygarnianie

List do Rzymian 15,4-7
„To, co niegdyś zostało napisane, napisane zostało także dla naszego pouczenia, abyśmy dzięki cierpliwości i pociesze, jaką niosą Pisma, podtrzymywali nadzieję. A Bóg, który daje cierpliwość i pociechę, niech sprawi, abyście wzorem Chrystusa te same uczucia żywili do siebie i zgodnie jednymi ustami wielbili Boga i Ojca Pana naszego, Jezusa Chrystusa. Dlatego przygarniajcie siebie nawzajem, bo i Chrystus przygarnął was - ku chwale Boga.”
Zainteresowało mnie słowo „przygarnąć”. Ma je Tysiąclatka i Przekład Ekumeniczny 11 Kościołów, Wujek, Gdańska i Warszawska woleli natomiast „przyjmowanie”. Nasz Ekumeniczny Przekład Przyjaciół również, mnie jednak „przygarnięcie” bardziej się podoba, jest bardziej konkretne, obrazowe, lepiej jakąś serdeczność sugeruje, kojarząc sprawę z serdecznym gestem fizycznym. Przedtem jest mowa o nadziei, potrzebnej nam do życia duchowego jak woda do fizycznego, a podtrzymują nadzieję Pisma. Stary Testament można czytać, owszem, na ponuro, wyłapując obrazy Boga okrutnie karzącego, ale jest przecież tam także Miłosierny. Mamy Go w naszym stosunku do bliźnich naśladować, traktować tak jak On nas potraktował w Synu swoim. Można, co prawda, przygarnąć za mocno, nie chodzi oczywiście o wzięcie kogokolwiek w miłosną niewolę. Bóg nie niewoli nigdy, choć Jego niektórzy kościelni słudzy lubią traktować nas jak małe dzieci. Ale to także powoli mija.

10:56, jan.turnau
Link Komentarze (16) »
sobota, 03 grudnia 2016
Dawajcie darmo, a my damy ofiarnie

Ewangelia Mateusza 10,8
Czytamy dzisiaj o rozesłaniu apostołów. Lepiej – Dwunastu, bo apostołów było potem jeszcze trochę, oczywiście na czele z Szawłem (Saulem), co stał się Pawłem. Jezus dał im zadania takie: „Idźcie i głoście: bliskie już jest królestwo niebieskie. Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy. Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie”. Jednym słowem jakieś cudotwórstwo: dzisiejszym ewangelizatorom Bóg nie daje tylu charyzmatów. Ale zasada darmowości pozostaje w mocy. Oczywiście kontestowana nieraz praktycznie przez duchownych przedsiębiorców, którymi są polscy proboszczowie, bo też taki jest system finansowy, że cała kasa parafialna na ich głowie - ale akcentowana mocno przez papieża Franciszka, przedtem delikatniej przez Jana Pawła II i niejednego biskupa krajowego, na przykład Józefa Michalika. I oczywiście przez zwykły lud Boży, który jest, jak trzeba, ofiarny, ale zdzierstwem księżym brzydzi się potężnie.

20:04, jan.turnau
Link Komentarze (29) »
piątek, 02 grudnia 2016
Sława, czyli śmierć. „Ranczo”

Ewangelia Mateusza 9,30-31
„I otwarły się oczy ich. A Jezus przykazał im surowo mówiąc: „Baczcie, aby nikt się o tym nie dowiedział. A oni wyszedłszy, roznieśli wieść o Nim po całej tej ziemi” (EPP) Za sławą nie gonił, za tłumami, co Go otaczały, a uzdrawianie Go męczyło (Ewangelia Łukasza 8,46). No i domyślał się, czym to się skończy. Zapewne mógł tylko uzdrawiać, poza tym siedzieć (chodzić) cicho, elity religijnej nie krytykować - ale był przede wszystkim prorokiem. A takich odważnych mało która władza uwielbia. Oczywiście polityczna nie kocha ich również, ateistyczna takoż.
Teraz coś o tym, co było w telewizji. Wszystko się kończy, „Ranczo” też okazało się śmiertelne, obejrzeliśmy w niedzielę odcinek definitywnie ostatni. Oczywiście jednak będzie miało bardzo długi żywot pośmiertny, dalej w powtórkach ekranowych i w dobrej ludzkiej pamięci.
Sam jednak nie byłem bynajmniej widzem bezkrytycznym. W ogóle jakoś na starość sponurzałem potężnie, nie bardzo lubię komedie. Żona świadkiem, że i tutaj śmiałem się rzadko. Wolę humor bardziej subtelny, więcej psychologicznego prawdopodobieństwa. Prawdopodobnie zresztą patrzyłem na ekran telewizora okien felietonisty od tak zwanych spraw zasadniczych, oceniałem akcję pod kątem, powiem szczerze, wychowawczym. Nie brzydził mnie artystycznie żaden morał. A – wbrew opinii większości jurorów kościelnej nagrody „Totus medialny ”, którzy dali serialowi tylko nominację – było ich, owych morałów, w scenariuszu Roberta Bruttera sporo. Ot, choćby wybór małżeński Lucy, która zakochała się w przegranym życiowo Kusym, niebłyszczącym przecież żadnymi męskimi walorami poza tymi ukrytymi najgłębiej.
„Ranczo” było mojego zawodowego tematu kościelnego pełne – podejmowanego bardzo mądrze. Krytycznie, ale nie antyklerykalnie. Proboszcz, potem już biskup pomocniczy, awansuje słusznie, bo rozsądnieje z odcinka na odcinek. Wyzbywa się z wolna tradycyjnych kościelnych odruchów moralnych. Kiedy któraś miejscowa dziewczyna spodziewa się dziecka zgoła nieślubnego, idzie do jej rodziców, by bronić ją przed odrzuceniem, i potem w tym samym chrześcijańskim duchu (Świętym!) przestrzega parafian na ambonie.
Owszem, może to i publicystyka, może za bardzo przypominająca poglądy niektórych autorów katolickich, choć przecież przede wszystkim papieża Franciszka. Może też wyjaśnienie księdza wikarego, że Unia Europejska jest OK, ma w herbie 12 gwiazd, bo ma je pod stopami Niewiasta z Księgi Apokalipsy, to też „określona” propaganda. Przyznaję się, że też za to polubiłem wieczory niedzielne. Przede wszystkim jednak oczywiście dlatego, że autor scenariusza, reżyser, a nade wszystko genialni aktorzy opowiadali nam tak długo uroczą dobranockę. Dorosłym też potrzeba czasem trochę bajki, kiedy otaczająca rzeczywistość skrzeczy im nieustannie.

21:24, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
czwartek, 01 grudnia 2016
Nie wystarczą deklaracje. Komunia na stojąco, do rąk! Podejrzenia rozmaite...

Ewangelia Mateusza 7,21
„Nie każdy, kto mi mówi: - Panie, Panie, wejdzie do Królestwa Niebios, lecz ten, kto czyni wolę Ojca mego, który jest w niebie.” (Ekumeniczny Przekład Przyjaciół).
Wyższość także akcji nad tylko deklaracją. Dalszy ciąg tych słów Jezusa jest taki, że człowiek w tym sensie przykładny roztropny jest, jak ten, co swój dom zbudował na skale, nie na piasku. Wydaje mi się jednak, że można by też pójść w inną stronę: przeciwstawić dewota albo lepiej kościelnego karierowicza człowiekowi naprawdę wierzącemu. Czy też nawet niewierzącemu z własnego samonazwania, ale z wiarą „podstawową”, „implicite” czy jak ją nazwać, bo z miłością do Boga w ludzkich bliźnich swoich.
Czytam dalej z miłością antologię „Znakową” artykułów biskupa Rysia, którą zareklamowałem przedwczoraj. Nie są to na ogół teksty publicystyczne, łatwiutkie w lekturze. Erudycja duża, zwięzłość pisarska również. Ale błyskają odwagą mało episkopalną. Wyłuskuję tezy bardzo ciekawe.
W rozmowie z redaktorem książki Maciejem Müllerem historyk powiada: „W tym, co pisałem i wykładałem, zawsze miałem jeden cel: przekonać ludzi do tego, że Kościół ma historię, że nie wszystko jest w nim od początku, i to w kształcie, jaki znamy dzisiaj. To wcale nie jest oczywiste. Niektórzy np. sądzą, że papieże zawsze mianowali biskupów. A przecież przez pierwsze tysiąc lat Kościoły lokalne same wybierały sobie pasterzy. Akurat ten sposób wyboru biskupów, jaki znamy dzisiaj, jest najkrócej funkcjonującą formą w dziejach. Nie muszę dodawać, że na opowiadającego o tym historyka zaraz padną podejrzenia o zgubne popieranie demokracji w Kościele”. Co do mnie, uważam, że trzeba więcej władzy dla Kościołów lokalnych, choć podejrzewam, że nie wszystkim z nich wyszłoby to na dobre: są takie Kościoły, w których wolałoby się więcej Franciszkowego ducha. Nominacje biskupie też w tym duchu (Duchu) właśnie. Czekamy na nowego metropolitę krakowskiego...Inny przykład, tym razem liturgiczny: w sprawie sporu o Komunię na stojąco, klęcząco, do ust, do rąk, w procesji albo przy tak zwanych balaskach. „W starożytności, gdyby człowiek w okresie wielkanocnym wszedł do kościoła i uklęknął, to zostałby wyrzucony za drzwi. Kiedyś podczas bierzmowania - działo się właśnie w okresie wielkanocnym - kandydaci uklękli, a ja im powiedziałem: «Wstańcie». Zobaczyłem w ich oczach niezrozumienie i sprzeciw, więc wyjaśniłem: «Chrystus zmartwychwstał i wyzwolił nas od grzechu, zatem macie prawo wstać, jesteście wolni». Być może po raz pierwszy usłyszeli, co wyraża postawa stojąca...”
Niechaj będzie u nas jakiś pełnoprawny pluralizm liturgicznych obyczajów, także w sprawie Komunii do rąk, która mimo ostrożnej zgody biskupów traktowana jest wciąż przez wielu księży podejrzliwie. Co zaś do postawy stojącej, to ja podejrzewam z kolei, że z takimi poglądami na jej temat można być w naszej ojczyźnie biskupem sufraganem najwyżej.

20:23, jan.turnau
Link Komentarze (18) »
środa, 30 listopada 2016
Andrzej, apostoł ważny

Księga Izajasza 49,6 albo List do Rzymian 10,12
Ewangelia Mateusza 4,18-20
Czemu do wyboru dwie, mówiąc po dawnemu, lekcje? Ponieważ dzisiaj świętujemy jednego z Dwunastu, Andrzeja. Uchodzi on mianowicie za apostoła Greków czy wręcz różnych ówczesnych pogan, czyli pasuje do niego Izajaszowe: „Uczynię cię światłością dla pogan” oraz Pawłowe: „Nie ma różnicy między Żydem a Grekiem”. Na jego bliższą znajomość z Grekami wskazuje Janowa wzmianka 12,20-22, jest też tradycja, że poniósł śmierć na krzyżu ( w kształcie litery X) w Achai. Poza tym podobno nauczał w Scytii, w ogóle zaszedł może na Północ bardzo daleko, może przez dzisiejszą Polskę aż do Szkocji, która ma go za swego patrona. Za patrona ma go jednak przede wszystkim Bizancjum, Konstantynopol, w tym sensie, co Rzym Piotra, czyli poniekąd całe prawosławie.
Wspominamy dziś apostoła zatem ważnego, według Jana powołanego jeszcze przed jego bratem Piotrem (J,35-41). Wymieniany jest na listach Dwunastu na drugim miejscu u Mateusza i Łukasza, choć u Marka i w Dziejach dopiero na czwartym: tam ustąpił miejsca braciom Jakubowi i Janowi. Jezus nie wziął go też na górę Przemienienia, ale tamtych dwóch. Gdybym był pisarzem i brał na warsztat postacie biblijne, napisałbym może o Andrzeju i jego rywalizacji z Jakubem i Janem.
Greckie imię Andreas znaczy „męski” albo „mężny”. Przymiotniki te pasują nie tylko do tego apostoła, niechaj także drugi pasuje do solenizantów wszystkich!

13:18, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
wtorek, 29 listopada 2016
Ubodzy, ubodzy, ubodzy... I biskup poglądów własnych

Psalm 72,1b-2
„Boże, przekaż Twój sąd królowi, a Twoją sprawiedliwość synowi królewskiemu, abyTwoim ludem rządził sprawiedliwie i ubogimi według prawa.”
Ubodzy to temat w Biblii naprawdę częsty. Podaję tłumaczenie Tysiąclatki, Przekład Ekumeniczny jedenastu Kościołów ma w tym miejscu „uciśnionych”, ale chodzi o tychsamych ludzi, gnębionych przez jakichś ciemięzców, tamtych, którym powiodło się lepiej, mających nad innymi ciężką dla nich władzę. Walcząc w obronie wszystkich „maluczkich”, Jezus miał się na kogo powoływać: Biblia jest po swojemu lewoskrętna”.
PS. Czytam teraz znakomitą księgę: pomocniczego biskupa krakowskiego Grzegorza Rysia, zatytułowaną: „ Jeden, święty, powszechny, apostolski. Spotkania z historią Kościoła”.
Maciej Müller zebrał różne publikacje profesora historii Kościoła w tom potężny, przeszło 600 stron (Znak). Na wstępie mamy rozmowę z nim tegoż Müllera, a tam zaraz wspomnienie takowe. Pytanie: „Czy spotkał się Ksiądz Biskup z negatywną reakcją przełożonych i hierarchii kościelnej na swoje publikacje?”. Odpowiedź: „Zdarzało się. Trudne momenty przeżyłem w czasie pisania habilitacji o Janie Husie. Kilku biskupów w takich słowach odniosło się do moich badań, że przez trzy dni nie byłem w stanie napisać ani słowa. Już zamierzałem tym wszystkim rzucić, kiedy odwiedził mnie starszy brat. (...) Spytał wtedy: «A czy ty masz jakieś poglądy? Bo jeżeli tak, to nie możesz się wszystkim podobać».” Były to pewnie jeszcze czasy przed rzymskokatolicką rehabilitacją Husa, tą profesora Swieżawskiego, Jana Pawła II. A biskup Grzegorz ma poglądy, oj, ma, może nawet dlatego nie zostanie arcybiskupem metropolitą krakowskim...

23:15, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 28 listopada 2016
Żołdak z wrogiego narodu

Ewangelia Mateusza 8,5-11
„Panie, nie jestem godzien” – przed przyjęciem Komunii nieczęsto przypominamy sobie, że są to słowa oficera okupacyjnego armii rzymskiej, a nie jakiegoś pobożnego Żyda.
Tym człowiekiem bardzo pokornym, uważającym się za niegodnego, by Jezus wszedł do jego domu, był jakiś „obcy”. Przecież wystarczyłoby jedno słowo Mocarza duchowego, by sługa setnika odzyskał zdrowie. Nic dziwnego, że Chrystus skomentował tę pokorę krytykując jak zawsze swój naród: „Amen, mówię wam, u nikogo w Izraelu takiej wiary nie znalazłem. A mówię wam, że wielu ze wschodu i z zachodu przyjdzie i spocznie z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem w Królestwie Niebios”. Tu polecony na dzisiaj tekst biblijny się kończy, ale dalej jest jeszcze mocniej: „A synowie Królestwa wyrzuceni będą do ciemności zewnętrznej. Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów” (Ekumeniczny Przekład Przyjaciół). Czyli do wiecznej męki piekielnej? Wieczność, czyli nieskończoność czasowa piekła to – pisałem to nieraz – inny problem dyskusyjny dzisiaj, ale nawet i „ta ciemność zewnętrzna” mogła oznaczać tylko – spotkałem takie wyjaśnienie – nieoświetloną w nocy przestrzeń poza miejscem uczty. Co prawda, może tylko tam, gdzie o uczcie mowa. Tak czy inaczej mamy oto opowieść ewangelijną tchnącą „ksenofilią”, ważną szczególnie tu i teraz, gdy coraz więcej u nas ordynarnej ksenofobii.

21:00, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
niedziela, 27 listopada 2016
Te lemiesze i sierpy już są...


Księga Izajasza 2,4
„Wtedy przekują swe miecze na lemiesze, a swoje włócznie na sierpy”. Bóg ma to sprawić na końcu świata, tak głęboko uspokoić duchowo narody, ale przecież to już zaczęło się dzisiaj. Stała się Unia Europejska. Zaprawdę cud Boski, nie masoński. Mimo wszystko.

11:18, jan.turnau
Link Komentarze (16) »
sobota, 26 listopada 2016
„Uważajcie na siebie...

Ewangelia Łukasza 21,34-35...
aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych, aby ten dzień nie spadł na was znienacka jak potrzask”. Żaden dzień.

18:57, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
piątek, 25 listopada 2016
Kolejna zagadka biblijna

Ewangelia Łukasza 21,29-33
W tekstach biblijnych dzisiejszych dni ponure wizje końca świata. W dusz, czyli umysłów pasterstwie także polskim pojawia się egzegeza optymistyczna tych eschatologicznych tekstów. Słusznie. Bo jeżeli w ogóle Ewangelia jest Dobrą Nowiną, a nie okropną, to dotyczy to szczególnie tego, co nas czeka nie tylko zaraz, nie „docześnie”, ale jak już, to potężnie, jako puenta Wszystkiego. Nie będzie to zatem przyjście arcygroźnego Sędziego, Mściciela, ale arcymiłosiernego Zbawiciela.
Tylko jest spory problem biblistyczny. Stało się tak, że u ewangelistów (trzech pierwszych, synoptykami zwanych) przepowiednie eschatologiczne Chrystusa zostały przedstawione w ten sposób, że nie wiadomo, czy nie mówi On w danym miejscu o końcu świata tylko bardzo względnym, dla starożytnych Żydów jedynie, czyli o zburzeniu Jeruzalem ze Świątynią na czele. Ustalić to biblistom bardzo trudno, są różne hipotezy, materiał wydaje się bardzo wymieszany.
Mamy dzisiaj u Łukasza powiedziane, że są znaki nadejścia Królestwa Bożego równie oczywiste jak te, które zwiastują nadejście lata. Oznaczałoby to wcześniej opisane straszności astronomiczne, głód i zaraza, silne trzęsienia ziemi, a przedtem jeszcze prześladowanie wierzących, pojawienie się fałszywych proroków, powstanie narodu przeciw narodowi, a królestwa przeciw królestwu. Jezus przepowiada również wydarzenia oczywiście historyczne: zburzenie Świątyni, przedtem otoczenie Jerozolimy przez obce wojska - ale też eschatologiczne: nadejście Syna Człowieczego, w obłoku, z wielką mocą i chwałą.
Powiedziano zaraz dalej, że nadejdzie On właśnie jako „nasze odkupienie”. Kiedy? Jezus powiada w dzisiejszym tekście, że jeszcze w tym pokoleniu, ale trudno powiedzieć właśnie, o który koniec świata Mu chodzi. „Niebo i ziemia przeminą, ale słowa moje nie przeminą”- kończy się w każdym razie perykopa dzisiejsza takim zdaniem osobnym. Jedno jest pewne, że wróci i ofiaruje nam świat daleko lepszy. Starajmy się przygotowywać go po trochu.

23:41, jan.turnau
Link Komentarze (18) »
czwartek, 24 listopada 2016
O Babilonie, czyli Rzymie prześladującym

Księga Apokalipsy 18,1-2.21-23;19,1-3.9a
Ciekawe, że w liturgii prawosławnej tej księgi się nie czyta. Pewnie dlatego, że za dużo by trzeba było tłumaczyć. Ta lektura przedziwna, mieniąca się makabrycznymi obrazami, to jednak oczywiście narracja kostiumowa, konieczna, kiedy policja czyha. Babilon to oczywiście Rzym. Narrator Jan (ewangelista lub ktoś z jego kręgu) spisuje swoje wizje na wyspie Patmos, skazany na wygnanie pod koniec bardzo ostrych  prześladowań chrześcijan za cesarza Domicjana (lata 81-96). Ale w Apokalipsie dominuje ton nadziei. Także we fragmencie dzisiejszym: Bóg Wielką Nierządnicę osądzi, Babilon poniesie klęskę. I tak się stało, nadszedł inny cesarz i czasy wręcz przeciwne. Choć nie dla wszystkich chrześcijan: może pisze się gdzieś dzisiaj księgę trochę podobną.

18:26, jan.turnau
Link Komentarze (49) »
środa, 23 listopada 2016
Włos nam z głowy nie spadnie

Ewangelia Łukasza 21,12-19
„Będą was prześladować” - słowa te spełniały się i zapewne będą spełniać się dalej. Nienawiść ideologiczna trwa. Co prawda, jakoś pod wpływem chrześcijaństwa powstało w Europie i rozprzestrzeniło się dość szeroko pojęcie tolerancji i stosuje się ją w tym kręgu kulturowym z zadziwiającą konsekwencją. Mimo niebagatelnych wyjątków: tak zwana poprawność polityczna lubi na przykład wariować, a fundamentalizm laicki również.
Niemniej mamy na naszym globie bastiony nienawiści antychrześcijańskiej, a innych zaślepień religijnych też nie brakuje.
Jezus mówi jednak dalej: „Wydadzą was do synagog i do więzień oraz z powodu mojego imienia wlec was będą przed królów i namiestników. Będzie do dla was sposobność do składania świadectwa. Postanówcie sobie w sercu nie obmyślać naprzód swej obrony. Ja bowiem dam wam wymowę i mądrość, której żaden z waszych prześladowców nie będzie mógł się oprzeć ani sprzeciwić. (...) Włos wam z głowy nie spadnie. Przez swoją wytrwałość ocalicie wasze życie.” Zawsze tak się zdarza? Lecą nie tylko włosy z głowy, same głowy też przecież.
Tych właśnie wytrwałych, nieugiętych.
Zapytany o sens tych słów, ksiądz Michał Czajkowski opowiedział mi o pewnej dziewczynie walczącej z totalitarnym reżymem w Brazylii. Przed przesłuchaniem przeczytała te słowa Jezusowe i natchnęły ją taką ufnością Bogu, że wytrzymała wszystko. Można na to powiedzieć, że mogła przecież nie załamać się, ale nie ocaleć fizycznie, jak zdarza się milionom męczenników. Pamiętajmy jednak o innych słowach Ewangelii również jakby „nadoptymistycznych”: „Proście, a otrzymacie, szukajcie, a znajdziecie, kołaczcie, a otworzą wam.” To też jest mowa prorocka, której nie można traktować dosłownie. Żaden słuchacz Jezusa ani pierwotny czytelnik ewangelii chyba nie rozumiał tak owych słów.

15:25, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
wtorek, 22 listopada 2016
Chrystus naszym królem? Żyd królem Polski...

Psalm 96,10
„Głoście wśród ludów,
że Pan jest królem.”
Dla katolików „rzymskich” jest królem Wszechświata, ale ci katolicy polscy od dawna w różny sposób akcentują Jego królowanie w naszym narodzie.
Bardzo dobrze, że są w ogóle rozmaite starania, żeby nasz katolicyzm był bardziej chrystocentryczny. Żeby Chrystus był w centrum naszej wiary. Mimo wszystko jednak nie Jego Matka, ale On sam. Również na przykład nawet nie Dekalog: chrześcijaństwo to także etyka, owszem, ale to moralność wynikająca z najgłębszego z Nim duchowego związku. O który czasem (mnie na przykład) jakby trudniej niż o przestrzeganie przykazań. Bardzo
dobrze zatem, że bywają mistycy, widzący Go i słyszący „ponadempirycznie”, jak ta Polka, od której pomysł Jezusowego królowanie głównie pochodzi. Tylko właśnie po co dzisiaj ta terminologia monarchistyczna: król Polski? Może już raczej „prezes Polski”, jak sobie zażartował „Tygodnik Powszechny”... W „Magazynie Świątecznym” z kolei ja napisałem, że można by sobie żartować, iż wrócił w Polsce staropolski problem wolnej elekcji, czyli wyboru króla. No cóż, niektórzy moi współwyznawcy uważają, że jedynym ratunkiem dla
skołatanej ojczyzny jest ogłoszenie jej królem Jego samego. Pomysł to nie nowy, Episkopat się jednak łamał, bo zapewne rozumie, że zamiast Jezusa „intronizować”, robić z tego akcję brzmiącą wręcz politycznie, a w każdym razie bardzo szumną, trzeba dziś bardziej dbać o faktyczne nawrócenia duchowe. W końcu jednak biskupi przyznali sporo racji zwolennikom tradycyjnego pomysłu i w Krakowie-Łagiewnikach dokonał się „ogólnopolski akt przyjęcia królowania Chrystusa i poddania się pod Jego Boską władzę”. Niemniej bez określenia „intronizacja”.
Nie mogę nie przypomnieć tutaj ironii ks. Michała Czajkowskiego: „Chrystus królem Polski? Nie życzę sobie Żyda na piastowskim tronie!” Można poza tym pytać właśnie o to, czy nadal najlepszym określeniem władzy jest królowanie: monarchowie odeszli już przecież w polityczny cień. Oby Chrystus nie był od dzisiaj po staremu kimś podobnym do królowej angielskiej: czczonej, zgadza się, ale co z tego realnie wynika? Przypomnę tylko jedno: że był to człowiek, który według Ewangelii dał się zamordować, choć miał do swojej dyspozycji władzę zgoła nadludzką. Walczy się o obecność krzyża wszędzie, tak jakby zapominając, że
jest to symbol wymagający straszliwie.
Chrystus ma być też naszym Panem. Rodowód językowy tego określenia jest grecki: „Kyrios”, ale głębiej hebrajski, bo tak pierwsi żydowscy tłumacze Biblii na język grecki, czyli autorzy tak zwanej Septuaginty, oddali tetrogram JHWH. Otóż słowo „Pan” też mi brzmi dzisiaj dziwnie. Mniejsza, że jednak trochę jak pan Kowalski, gorzej, że jak pan niewolników. A Chrystus jest naszym Bogiem, ale takim, który dla nas dał się ukrzyżować, czyli Przyjacielem, przez P absolutnie największe.

17:07, jan.turnau
Link Komentarze (21) »
poniedziałek, 21 listopada 2016
Mamona miara marna. O KIK-u i Haliku

Ewangelia Łukasza 21,4
Opowieść o ubogiej wdowie hojniejszej niż bogacze: do skarbony świątynnej wrzuciła tylko dwa drobne pieniążki. Jezus widząc to komentuje: „Ta uboga wdowa wrzuciła więcej niż wszyscy inni. Wszyscy bowiem wrzucali na ofiarę Bogu z tego, co im zbywało; ta zaś z niedostatku swego wrzuciła wszystko, co miała na utrzymanie.”
Zainteresowała mnie ta skarbona. O owej hojnej wdowie czytamy też w Ewangelii Marka (12,41-44), przy czym  z przypisu do tej perykopy w znakomitej skądinąd Biblii Poznańskiej mogłoby wynikać, że było to urządzenie tylko do zbiórki jałmużny, czyli pomagania ubogim.
Otóż tak dobrze nie było: składano tam w ogóle ofiary do dyspozycji arcykapłana, który je  zużywał na cele różne, wewnątrzświątynne albo właśnie charytatywne - wyjaśnił mi to mój  przyjaciel biblista pastor Mieczysław Kwiecień. Tak czy inaczej były to zawsze ofiary  dawane Bogu, ponieważ jest On w ubogich, choć także w inny sposób w budowlach Mu  poświęconych oraz liturgicznym.
Co zaś do przesłania perykopy dzisiejszej, wartość ofiar należy mierzyć nie tyle zgodnie z ekonomią, ile oczywiście z Ewangelią. Mamona ma wartość w ogóle względną, czego jej  niektórzy posiadacze pojąć nie są w stanie. To nam wykłada dzisiaj ogólnie Ewangelia Łukasza, najbardziej losem różnych biedaków przejęta.
Dołączam tekścik, który dziś w wersji papierowej „GW” uległ skrótom potężnym. 
Nagroda Klubu Inteligencji Katolickiej
Ks. Tomasz Halik budowniczym mostów
Warszawski Klub Inteligencji Katolickiej ma już 60 lat. Każde swoje urodziny postanowił z czasem łączyć z wyróżnianiem ludzi, którzy głoszą idee mu bliskie. Ustanowił nagrodę PONTIFICI, co z łaciny tłumaczy się „Budowniczemu mostów”. Poprzednio nagradzani byli Polacy, duchowni i świeccy, niewiasty i mężczyźni, katolicy i ewangelik reformowany, w sobotę wręczyliśmy nasze wyróżnienie sławnemu myślicielowi czeskiemu, rzymskokatolickiemu księdzu Tomaszowi Halikowi.
W laudacji dominikanin Tomasz Dostatni powiedział o nim: „Jest człowiekiem dialogu w wielu obszarach. Nauki i religii, dialogu ekumenicznego i dialogu międzyreligijnego. Także dialogu społecznego. Dialogu między wiarą i niewiarą. Budowanie mostów i pokonywanie sztucznie tworzonych podziałów jest jego życiową pasją i posłaniem, które odczytuje jako swoje zadanie życiowe i intelektualne. Tomasz Halik jest tej samej grupy krwi, co ludzie, którzy tworzyli Kub Inteligencji Katolickiej przez ostatnie 60 lat.”
Z przemówienia Laureata: „Kościół ma stawać się szpitalem polowym na arenie dzisiejszego świata - powiedział papież Franciszek, wielki prorok i prawdziwy pontifeks naszych czasów.
Ważnym oddziałem tego szpitala jest ten, na którym leczy się z poczucia strachu i frustracji, z czego rodzi się agresja i nienawiść, które są z kolei podporą demagogów. Ważnym przesłaniem takich instytucji jak Klub Inteligencji Katolickiej lub Czeska Chrześcijańska Akademia, którą kieruję już ponad ćwierć wieku, jest budowanie mostów porozumienia i zaufania, przerzuconych ponad rowami, które wykopali ci, którzy szerzą strach, przesądy, kłamstwa i nienawiść”.
Zacytowałem dostatecznie dużo, aby wyżej wymienione pokrewieństwo nasze ukazało się w pełnym blasku obustronnych zapewnień.

21:48, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
niedziela, 20 listopada 2016
Chrystus naprawdę naszym królem?

Ewangelia Łukasza 23,35-43
Dziś w całym Kościele rzymskokatolickim uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata, a wczoraj Episkopat Polski ogłosił Go królem Polski. Pomysł nienowy, ale dziwny obecnie, choćby dlatego, że monarchowie są teraz na ogół w cieniu, królowa angielska żadnej władzy nie ma. Czytamy poza tym dzisiaj w Biblii, że „Był także nad Nim napis w języku greckim, łacińskim i hebrajskim: «To jest król żydowski»”.Pamiętajmy zawsze, że był to napis na krzyżu: Jezus Chrystus jest Bogiem chrześcijan, czyli ukrzyżowanym. Boska Jego potęga to absolutnie inna jakość niż to, co się za potęgę uważa i urzeczywistnia niemal wszędzie, z Kościołami, a jakże, również.

19:57, jan.turnau
Link Komentarze (35) »
sobota, 19 listopada 2016
Saduceuszy zawsze dosyć

Ewangelia Łukasza 20,27-40
Znowu dyskusja z saduceuszami, czytana i komentowana przeze mnie niedawno. Nie wierzyli w zmartwychwstanie i mają ciągle swoich duchowych potomków. Niełatwo pokonać „empiriokrytycyzm”, przekonanie, że rzeczywistość to tylko, co widać i słychać, kiedy głosy z tamtego świata zupełnie innej są akustyki, a wizje optyki.

16:57, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
piątek, 18 listopada 2016
Słodycz, potem gorycz

Księga Apokalipsy 10,8-11
Dzisiaj perykopa o połykaniu Księgi, jedna z tych bardzo dziwnych teraz, bo czytamy Apokalipsę. Znowu mamy problem, co tu jest tą księgą (raczej zwojem), który narrator Jan ma spożyć. A była to taka, że w ustach smakowała mu jak miód, ale połknięta napełniła wnętrzności goryczą. Tym razem chodzi tu chyba też o ambiwalencję ludzkiej doli/niedoli, w której oba smaki na przemian czujemy.

22:55, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
czwartek, 17 listopada 2016
Otworzyć Księgę

Księga Apokalipsy 5,1-10
Od poniedziałku czytamy w Nowym Testamencie teksty tak swoim językiem różne od wszystkich poprzednich. Dzisiaj autor i narrator w jednej osobie, jakiś Jan, tożsamy z ewangelistą albo w każdym razie ktoś z jego kręgu, płacze, że Księga zamknięta jest na siedem pieczęci i nie ma nikogo, kto byłby godny nie tylko ją otworzyć, nawet na nią patrzeć.
Ale okazało się, że jest ktoś taki: Baranek. Jest tego godzien, „bo został zabity i krwią swoją nabył dla Boga ludzi z każdego pokolenia, języka, ludu i narodu, i uczynił ich Bogu naszemu królestwem i kapłanami, a będą królować na ziemi.” Baranek Jezus może otworzyć Księgę, bo nadał taki właśnie sens jej narracji. Zwycięstwo poprzez klęskę.
PS. Zapomniałem wyjaśnić, cóż to jest ta Księga tutaj. Biblia Tysiąclecia wyjaśnia króciutko w przypisie: „Symbol wyroków Bożych w sprawie losów świata”. Ale też: „Inni widzą w niej księgi Starego Testamentu”. Ks. Michał Czajkowski uważa, że to pierwsze, i mnie się też tak widzi. Muszę jeszcze do tego problemu wrócić.

16:19, jan.turnau
Link Komentarze (29) »
środa, 16 listopada 2016
Arytmetyka dziwna taka

Ewangelia Łukasza 19,26
„Każdemu, kto ma, będzie dodane, a temu, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma”. Tylko pedant jakiś zobaczy tu błąd logiczny, bo nie można nikomu zabrać coś, czego on nie ma. W tej formule paradoksalnej, powtarzającej się nieraz w ewangeliach, mamy po prostu chrześcijański radykalizm. Przeniknięty jednak – teraz to już wreszcie rozumiemy – Bożym oraz naszym miłosierdziem dla tych, którzy sobie ze swoimi obowiązkami nie radzą.

12:49, jan.turnau
Link Komentarze (19) »
Zacheusza, supercelnika bronię

Wpis na wtorek 15 listopada

Ewangelia Łukasza 19,1-10
Pamiętamy (jak nie, to przeczytajmy): bardzo bogaty, a wzrostu niskiego zwierzchnik celników Zacheusz tak pragnie zobaczyć Jezusa pośród tłumu, że włazi na drzewo (sykomorę, czyli rodzaj figi). Spostrzegłszy go, Jezus oznajmia, że musi zatrzymać się w jego domu,
czym oczywiście wywołuje zgorszenie. Celnik już jako kolaborant z okupantem był grzesznikiem oczywistym, także jednak dlatego, że okradał rodaków ustalając sam wysokość podatku z pokaźną nadwyżką przeznaczoną do własnej kieszeni. Zacheusz tłumaczy się
jednak Jezusowi, że połowę swego majątku daje ubogim, a jeśli kogoś w czymś skrzywdził, zwraca poczwórnie (z Biblii Poznańskiej wiem, że Prawo nakazywało tylko zwrot należnej faktycznie sumy z nadwyżką w wysokości jednej piątej). Zwracam na tę deklarację o faktach, nie tylko obietnicach uwagę, bo ewangelia cytuje ją, tak jakby była prawdziwa, bez żadnego powątpiewania, i Zacheusz wypada w tekście biblijnym znacznie lepiej niż na przykład w homilii kaznodziei skądinąd znakomitego, którą słyszałem, gdy parę tygodni temu tekst był przeznaczony do czytania w niedzielę. Zawód miał wątpliwy moralnie, ale wykonywał go wyjątkowo uczciwie. Jest przykładem nie tyle nawróconego grzesznika, ile człowieka uznawanego za takiego niesłusznie.

09:13, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
Wiara, cuda i Jego moc

Wpis na poniedziałek 14 listopada.

Ewangelia Łukasza 18,35-43
Żebrak niewidomy prosi Jezusa z Nazaretu, żeby przejrzał, Jezus powiada: „Przejrzyj, wiara twoja cię uzdrowiła” i tak się staje. Drobne tutaj różnice między ewangelistami: według Mateusza niewidomych było dwóch i nie żebrali, według Marka uzdrowiony miał na imię Bartymeusz. Autorzy ci byli ewangelistami, nie historykami dzisiejszymi, co każdy, nawet drobny fakt traktują z atencją. No i Mateusz nie cytuje słów Jezusa, że uzdrowiła wiara: to już sprawa ważna teologicznie, ale i pierwszy w kanonie ewangelista nie myślał inaczej. Między wiarą   a   uzdrowieniem   też   stwierdził   związek   przyczynowy   (Mt   9,22).   U   Marka   (6,5) wyczytać poza tym można, że w swoim rodzinnym Nazarecie Chrystus nie mógł uczynić żadnego cudu, do tego trzeba było wiary w Jego moc. Miał tę wiarę ów żebrak, prosząc o zmiłowanie „Jezusa, Syna Dawida”, czyli oczekiwanego Mesjasza. Nadzwyczajne moce Syna Bożego to na pewno dla nas ludzi rzeczywistość nie do pojęcia: w tejże ewangelii Łukaszowej, choć tylko w niej, Jezus upiera się, że ktoś Go dotknął, bo poczuł moc z Niego wychodzącą (8,45) – czyli mogłaby się wyczerpać? Tyle moich komentarzy na dzisiaj.

09:07, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
niedziela, 13 listopada 2016
Praca nad sobą, aby pracować. Książki Benedykta XVI i ks. Jana Kaczkowskiego

2 List do Tesaloniczan 3,1-12
„Kto nie chce pracować, niech też nie je”.
Paweł irytuje się nieróbstwem adresatów, podaje siebie za przykład pracowitości, gani mocno tych, co „wcale nie pracują, lecz zajmują się rzeczami niepotrzebnymi”. Albowiem „kto nie chce pracować, niech też nie je”. Biblia Jerozolimska: „To złota reguła pracy chrześcijańskiej”.
Co zrobić z leniami? Na podstawie długiego doświadczenia życiowego zabłysnę może banałem zresztą, że aby polubić pracę, trzeba nad sobą pracować. Wyrobić w sobie taki nałóg niemal. Byłem sporo lat leniem, teraz wpadam w tak zwany pracoholizm (pewnie „ergoholizm” raczej), bo w ogóle – pochwalę się brzydko – nad sobą od dawna pracuję. I wznoszę hasło: „By nam nie czyniono ujmy, to nad sobą wciąż pracujmy”. Amen! Oraz sobie czytajmy. Oto dwie moje do tego zachęty, teksty do „GW”.
Z papieżem jak równy z równym
Benedykt XVI i Peter Seewald: „Ostatnie rozmowy”. Tłumaczenie : Jacek Jurczyński SDP (salezjanin). Dom Wydawniczy „Rafael”, Kraków 2016. Joseph Ratzinger: „Głód Boga. Kazania z Pentling”. Przekład: Paweł Kaźmierczak, wprowadzenie: ks. Robert J. Woźniak, przedmowa: Benedykt XVI, posłowie: ks. Jerzy Szymik. Wydawnictwo WAM. Kraków 2016.
Drukowane rozmowy z papieżem przestały być jakąkolwiek sensacją. Książkowe, prasowe. Także książkowe z Benedyktem XVI, ale kolejna z nim Seewalda stanowi sporą nowość. Jest to rzecz o Josephie Ratzingerze. O nim samym. O tamtych wielkich sprawach również, ale też o samym arcydostojniku wyniosłego przecież Kościoła. A wyznania osobiste wyniosłość likwidują.
Ot, choćby taka odpowiedź na pytanie, „czy Papa Emeritus boi się śmierci, a przynajmniej umierania?” – „W pewnej mierze tak. Po pierwsze, chodzi o obawę, że będzie się ciężarem dla ludzi, spowodowanym dłuższym czasem upośledzenia (...) Z drugiej strony, przy całej ufności, jaką żywię, że dobry Bóg mnie nie odrzuci, im bliżej jestem Jego oblicza, tym bardziej zdaję sobie sprawę, jak wiele popełniłem błędów. Tym samym rzygniata mnie ciężar winy, chociaż nie tracę fundamentalnej nadziei. (....) Nie zawsze traktowało się człowieka odpowiednio, nie zawsze sprawiedliwie.”
Pancerza ani śladu, tego, którym okrywa się siebie stojąc na cokole. Seewald nie omija spraw, za które kardynał Ratzinger, potem BXVI był krytykowany albo prowokowały pytania, jak na przykład ta o przejściu na emeryturę. Emeritus nie zachowuje się, jak penitent w konfesjonale, raczej broni się niż bije w piersi, odpowiada nieraz dyplomatycznie. Seewaldteż nie atakuje, bo rozmówcę poważa niezwykle, ale i tak to normalna rozmowa równego z równym. Naprawdę, jak napisano natychmiast, to kościelna sensacja.
Jak ktoś po tej lekturze go polubił lub lubił zawsze, zajrzy może do innej jego książki. Niemcy wydali mu jego homilie wygłaszane w wiejskim kościele tego kraju, już gdy był szefem watykańskiego urzędu do spraw doktryny. Nie jest to, rzecz jasna, jakaś awangarda teologiczna ani Franciszkowa duszpasterska prostota i śmiałość, to ten kardynał, jakiego znamy z tylu lat na kościelnym wierzchołku, pożyteczne tamtych ważnych myśli przypomnienie. Przy tym język zawsze zwyczajny, mówca gorszy niż JPII, ale pisarz lepszy.
Czyta się to poza tym inaczej dzisiaj, po tym, jak zajaśniał szczególną pokorą. Przecież nie wiedział, kto przyjdzie po nim, czy nie ktoś innych poglądów. Kardynała Bergoglia nie spodziewał się, wyznaje nawet: „Kiedy usłyszałem imię, czułem z początku niepewność. Ale potem, gdy zobaczyłem, jak rozmawia z Bogiem i ludźmi, ucieszyłem się i poczułem szczęśliwy”. Dalej dużo jeszcze o powodach tego zadowolenia: „Nowy powiew w Kościele, nowa radość, nowy charyzmat przemawiający do ludzi - to wszystko cieszy”. Mnie cieszy dodatkowo ta radość Emeryta. Głośne myślenie Masturbacja, antykoncepcja itp.
Jonasz
Takie coś nazywa się dzieło pośmiertne. Praca jeszcze za życia, publikacja już potem. Joanna Podsadecka zdążyła jeszcze zrobić z ks. Kaczkowskim następną książkową rozmowę. Bardzo ciekawą, bo seksu dotyczącą. Niech księża o nich mówią, mimo że w celibacie żyją, byleby nie byli za bardzo pewni swego. Niech nie milczą, jeżeli zdobyli sobie autorytet znakomitą pomocą ludziom: ciekawe, co myślą „de sexto”, jak mówiło się po łacinie, o przykazaniu przez przypadek właśnie szóstym.
Ksiądz Kaczkowski uważa. Na pytania własne autorki i liczne z portalu „Deon” odpowiada ostrożnie. Sugeruje, że masturbacja może być grzechem ciężkim, jeśli popełniana jest z premedytacją, ale przecież „nasze ciało nas nie słuchało, choć sumienie mówiło: nie”. Ja dodam jeszcze, że w każdym razie lepszy tak zwany samogwałt niż gwałt drugiej osoby, co i w małżeństwie się zdarza. Aby tylko nie wpaść w nałóg.
Antykoncepcja. Tu też autor nie mówi, że to nie zawsze grzech ciężki, bo czasem „naturalne” metody zawodzą, ale ja również tutaj byłbym mniej ostrożny. Wraz z wybitnymi teologami katolickimi aborcję od antykoncepcji odróżniam fundamentalnie. Nauczmy się od prawosławnych, żeby – jak powiedział patriarcha Konstantynopola Atenagoras – do małżeńskiej sypialni nie wchodzić.
„Rozwodnicy”. Joanna Podsadecka pyta: „Myślisz, że Kościół stanie się bardziej miłosierny dla osób żyjących w związkach niesakramentalnych?” Ksiądz odpowiada w książce wydanej w październiku br., że nie sądzi, „ponieważ byłaby to fundamentalna zmiana nauki”.
Podsadecka: „Ale skoro tak żywa jest dyskusja na temat komunii dla ludzi rozwiedzionych...” Kaczkowski: „Musimy czekać cierpliwie. Zobaczymy. Nie spodziewałbym się rewolucji, bo to pociągnęłoby presję na inne zmiany.” Ten argument jednak bardzo jest ostrożniacki: doktryna nie jest wieżą zbudowaną z cegieł, kiedy jedną się wyjmie, budowla nie runie. A zresztą w adhortacji „Amoris laetitia” Franciszek przecież właśnie zaryzykował furtkę miłosierną, oczywiście budząc bunt (odsyłam do felietonu z 5 listopada).Homoseksualiści: w tym rozdzialiku na końcu wyznanie z „Deonu” geja będącego w związku z rówieśnikiem. Chłopak napisał, że zawsze był blisko Boga, czasem też blisko Kościoła, ale czuje się przez ludzi Kościoła odrzucony, choć aprawdę nie chce niszczyć niczyjej rodziny. Nie chce rezygnować z uczestnictwa w życiu Kościoła. Na co ksiądz: „To niezwykła odwaga z Pana strony, że tak jasno postawił Pan swój czy też wasz [rówieśnika] problem. Jest mi niezręcznie oceniać mój Kościół, to byłoby bardzo niestosowne. Mam nadzieję, że poradzą sobie Panowie w naszym wspólnym Kościele i że jakoś to wszystko ułożycie w zgodnie z własnym sumieniem i nauką Kościoła.” Ładnie powiedziane, niech moją puentą będzie.
Ks. Jan Kaczkowski, Joanna Podsadecka: „Dasz radę. Ostatnia rozmowa”. Wydawnictwo WAM, Kraków 2016.

12:11, jan.turnau
Link Komentarze (21) »
sobota, 12 listopada 2016
O szczęściu, szczęściu...

Psalm 112,1b
„Szczęśliwy, kto się boi Pana i kocha Jego przykazania”
To tłumaczenie 11 Kościołów, Tysiąclatka, którą zawsze cytuję, ma „błogosławionego”; pisałem tu nieraz, że są to w obu językach biblijnych terminy jakoś bliskoznaczne. Niemniej należy kłaść akcent na szczęściu, nie na „błogosławieństwie”, bo to brzmi jak jakaś ocena etyczna. Tylko że tak czy inaczej niełatwo uwierzyć psalmiście. Choćby się wiedziało, że bojaźń Boża to żaden lęk przyziemny, a przykazania to nie pęta nałożone przez pedagogów kija. Trzeba nam do tego szczęścia sumień bardzo wrażliwych (choć raczej nie skrupulanckich), a w ogóle najlepiej wiary religijnej gorącej. Jedno i drugie to dary Boże, nie każdemu tak samo dawane.

19:34, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
piątek, 11 listopada 2016
Abyśmy...

2 List Jana 1,5
„A teraz proszę Cię, Pani, abyśmy się wzajemnie miłowali”. Ta Pani to któraś ze wspólnotkościelnych znana dobrze autorowi, Janowi ewangeliście albo jego uczniowi. Miłujmy się – ale jak to zrobić? A polubić bliźniego dodatkowo w sensie niezależnych od woli emocji czasem jeszcze trudniej.

12:19, jan.turnau
Link Komentarze (23) »
Archiwum