Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
środa, 16 listopada 2016
Arytmetyka dziwna taka

Ewangelia Łukasza 19,26
„Każdemu, kto ma, będzie dodane, a temu, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma”. Tylko pedant jakiś zobaczy tu błąd logiczny, bo nie można nikomu zabrać coś, czego on nie ma. W tej formule paradoksalnej, powtarzającej się nieraz w ewangeliach, mamy po prostu chrześcijański radykalizm. Przeniknięty jednak – teraz to już wreszcie rozumiemy – Bożym oraz naszym miłosierdziem dla tych, którzy sobie ze swoimi obowiązkami nie radzą.

12:49, jan.turnau
Link Komentarze (19) »
Zacheusza, supercelnika bronię

Wpis na wtorek 15 listopada

Ewangelia Łukasza 19,1-10
Pamiętamy (jak nie, to przeczytajmy): bardzo bogaty, a wzrostu niskiego zwierzchnik celników Zacheusz tak pragnie zobaczyć Jezusa pośród tłumu, że włazi na drzewo (sykomorę, czyli rodzaj figi). Spostrzegłszy go, Jezus oznajmia, że musi zatrzymać się w jego domu,
czym oczywiście wywołuje zgorszenie. Celnik już jako kolaborant z okupantem był grzesznikiem oczywistym, także jednak dlatego, że okradał rodaków ustalając sam wysokość podatku z pokaźną nadwyżką przeznaczoną do własnej kieszeni. Zacheusz tłumaczy się
jednak Jezusowi, że połowę swego majątku daje ubogim, a jeśli kogoś w czymś skrzywdził, zwraca poczwórnie (z Biblii Poznańskiej wiem, że Prawo nakazywało tylko zwrot należnej faktycznie sumy z nadwyżką w wysokości jednej piątej). Zwracam na tę deklarację o faktach, nie tylko obietnicach uwagę, bo ewangelia cytuje ją, tak jakby była prawdziwa, bez żadnego powątpiewania, i Zacheusz wypada w tekście biblijnym znacznie lepiej niż na przykład w homilii kaznodziei skądinąd znakomitego, którą słyszałem, gdy parę tygodni temu tekst był przeznaczony do czytania w niedzielę. Zawód miał wątpliwy moralnie, ale wykonywał go wyjątkowo uczciwie. Jest przykładem nie tyle nawróconego grzesznika, ile człowieka uznawanego za takiego niesłusznie.

09:13, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
Wiara, cuda i Jego moc

Wpis na poniedziałek 14 listopada.

Ewangelia Łukasza 18,35-43
Żebrak niewidomy prosi Jezusa z Nazaretu, żeby przejrzał, Jezus powiada: „Przejrzyj, wiara twoja cię uzdrowiła” i tak się staje. Drobne tutaj różnice między ewangelistami: według Mateusza niewidomych było dwóch i nie żebrali, według Marka uzdrowiony miał na imię Bartymeusz. Autorzy ci byli ewangelistami, nie historykami dzisiejszymi, co każdy, nawet drobny fakt traktują z atencją. No i Mateusz nie cytuje słów Jezusa, że uzdrowiła wiara: to już sprawa ważna teologicznie, ale i pierwszy w kanonie ewangelista nie myślał inaczej. Między wiarą   a   uzdrowieniem   też   stwierdził   związek   przyczynowy   (Mt   9,22).   U   Marka   (6,5) wyczytać poza tym można, że w swoim rodzinnym Nazarecie Chrystus nie mógł uczynić żadnego cudu, do tego trzeba było wiary w Jego moc. Miał tę wiarę ów żebrak, prosząc o zmiłowanie „Jezusa, Syna Dawida”, czyli oczekiwanego Mesjasza. Nadzwyczajne moce Syna Bożego to na pewno dla nas ludzi rzeczywistość nie do pojęcia: w tejże ewangelii Łukaszowej, choć tylko w niej, Jezus upiera się, że ktoś Go dotknął, bo poczuł moc z Niego wychodzącą (8,45) – czyli mogłaby się wyczerpać? Tyle moich komentarzy na dzisiaj.

09:07, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
niedziela, 13 listopada 2016
Praca nad sobą, aby pracować. Książki Benedykta XVI i ks. Jana Kaczkowskiego

2 List do Tesaloniczan 3,1-12
„Kto nie chce pracować, niech też nie je”.
Paweł irytuje się nieróbstwem adresatów, podaje siebie za przykład pracowitości, gani mocno tych, co „wcale nie pracują, lecz zajmują się rzeczami niepotrzebnymi”. Albowiem „kto nie chce pracować, niech też nie je”. Biblia Jerozolimska: „To złota reguła pracy chrześcijańskiej”.
Co zrobić z leniami? Na podstawie długiego doświadczenia życiowego zabłysnę może banałem zresztą, że aby polubić pracę, trzeba nad sobą pracować. Wyrobić w sobie taki nałóg niemal. Byłem sporo lat leniem, teraz wpadam w tak zwany pracoholizm (pewnie „ergoholizm” raczej), bo w ogóle – pochwalę się brzydko – nad sobą od dawna pracuję. I wznoszę hasło: „By nam nie czyniono ujmy, to nad sobą wciąż pracujmy”. Amen! Oraz sobie czytajmy. Oto dwie moje do tego zachęty, teksty do „GW”.
Z papieżem jak równy z równym
Benedykt XVI i Peter Seewald: „Ostatnie rozmowy”. Tłumaczenie : Jacek Jurczyński SDP (salezjanin). Dom Wydawniczy „Rafael”, Kraków 2016. Joseph Ratzinger: „Głód Boga. Kazania z Pentling”. Przekład: Paweł Kaźmierczak, wprowadzenie: ks. Robert J. Woźniak, przedmowa: Benedykt XVI, posłowie: ks. Jerzy Szymik. Wydawnictwo WAM. Kraków 2016.
Drukowane rozmowy z papieżem przestały być jakąkolwiek sensacją. Książkowe, prasowe. Także książkowe z Benedyktem XVI, ale kolejna z nim Seewalda stanowi sporą nowość. Jest to rzecz o Josephie Ratzingerze. O nim samym. O tamtych wielkich sprawach również, ale też o samym arcydostojniku wyniosłego przecież Kościoła. A wyznania osobiste wyniosłość likwidują.
Ot, choćby taka odpowiedź na pytanie, „czy Papa Emeritus boi się śmierci, a przynajmniej umierania?” – „W pewnej mierze tak. Po pierwsze, chodzi o obawę, że będzie się ciężarem dla ludzi, spowodowanym dłuższym czasem upośledzenia (...) Z drugiej strony, przy całej ufności, jaką żywię, że dobry Bóg mnie nie odrzuci, im bliżej jestem Jego oblicza, tym bardziej zdaję sobie sprawę, jak wiele popełniłem błędów. Tym samym rzygniata mnie ciężar winy, chociaż nie tracę fundamentalnej nadziei. (....) Nie zawsze traktowało się człowieka odpowiednio, nie zawsze sprawiedliwie.”
Pancerza ani śladu, tego, którym okrywa się siebie stojąc na cokole. Seewald nie omija spraw, za które kardynał Ratzinger, potem BXVI był krytykowany albo prowokowały pytania, jak na przykład ta o przejściu na emeryturę. Emeritus nie zachowuje się, jak penitent w konfesjonale, raczej broni się niż bije w piersi, odpowiada nieraz dyplomatycznie. Seewaldteż nie atakuje, bo rozmówcę poważa niezwykle, ale i tak to normalna rozmowa równego z równym. Naprawdę, jak napisano natychmiast, to kościelna sensacja.
Jak ktoś po tej lekturze go polubił lub lubił zawsze, zajrzy może do innej jego książki. Niemcy wydali mu jego homilie wygłaszane w wiejskim kościele tego kraju, już gdy był szefem watykańskiego urzędu do spraw doktryny. Nie jest to, rzecz jasna, jakaś awangarda teologiczna ani Franciszkowa duszpasterska prostota i śmiałość, to ten kardynał, jakiego znamy z tylu lat na kościelnym wierzchołku, pożyteczne tamtych ważnych myśli przypomnienie. Przy tym język zawsze zwyczajny, mówca gorszy niż JPII, ale pisarz lepszy.
Czyta się to poza tym inaczej dzisiaj, po tym, jak zajaśniał szczególną pokorą. Przecież nie wiedział, kto przyjdzie po nim, czy nie ktoś innych poglądów. Kardynała Bergoglia nie spodziewał się, wyznaje nawet: „Kiedy usłyszałem imię, czułem z początku niepewność. Ale potem, gdy zobaczyłem, jak rozmawia z Bogiem i ludźmi, ucieszyłem się i poczułem szczęśliwy”. Dalej dużo jeszcze o powodach tego zadowolenia: „Nowy powiew w Kościele, nowa radość, nowy charyzmat przemawiający do ludzi - to wszystko cieszy”. Mnie cieszy dodatkowo ta radość Emeryta. Głośne myślenie Masturbacja, antykoncepcja itp.
Jonasz
Takie coś nazywa się dzieło pośmiertne. Praca jeszcze za życia, publikacja już potem. Joanna Podsadecka zdążyła jeszcze zrobić z ks. Kaczkowskim następną książkową rozmowę. Bardzo ciekawą, bo seksu dotyczącą. Niech księża o nich mówią, mimo że w celibacie żyją, byleby nie byli za bardzo pewni swego. Niech nie milczą, jeżeli zdobyli sobie autorytet znakomitą pomocą ludziom: ciekawe, co myślą „de sexto”, jak mówiło się po łacinie, o przykazaniu przez przypadek właśnie szóstym.
Ksiądz Kaczkowski uważa. Na pytania własne autorki i liczne z portalu „Deon” odpowiada ostrożnie. Sugeruje, że masturbacja może być grzechem ciężkim, jeśli popełniana jest z premedytacją, ale przecież „nasze ciało nas nie słuchało, choć sumienie mówiło: nie”. Ja dodam jeszcze, że w każdym razie lepszy tak zwany samogwałt niż gwałt drugiej osoby, co i w małżeństwie się zdarza. Aby tylko nie wpaść w nałóg.
Antykoncepcja. Tu też autor nie mówi, że to nie zawsze grzech ciężki, bo czasem „naturalne” metody zawodzą, ale ja również tutaj byłbym mniej ostrożny. Wraz z wybitnymi teologami katolickimi aborcję od antykoncepcji odróżniam fundamentalnie. Nauczmy się od prawosławnych, żeby – jak powiedział patriarcha Konstantynopola Atenagoras – do małżeńskiej sypialni nie wchodzić.
„Rozwodnicy”. Joanna Podsadecka pyta: „Myślisz, że Kościół stanie się bardziej miłosierny dla osób żyjących w związkach niesakramentalnych?” Ksiądz odpowiada w książce wydanej w październiku br., że nie sądzi, „ponieważ byłaby to fundamentalna zmiana nauki”.
Podsadecka: „Ale skoro tak żywa jest dyskusja na temat komunii dla ludzi rozwiedzionych...” Kaczkowski: „Musimy czekać cierpliwie. Zobaczymy. Nie spodziewałbym się rewolucji, bo to pociągnęłoby presję na inne zmiany.” Ten argument jednak bardzo jest ostrożniacki: doktryna nie jest wieżą zbudowaną z cegieł, kiedy jedną się wyjmie, budowla nie runie. A zresztą w adhortacji „Amoris laetitia” Franciszek przecież właśnie zaryzykował furtkę miłosierną, oczywiście budząc bunt (odsyłam do felietonu z 5 listopada).Homoseksualiści: w tym rozdzialiku na końcu wyznanie z „Deonu” geja będącego w związku z rówieśnikiem. Chłopak napisał, że zawsze był blisko Boga, czasem też blisko Kościoła, ale czuje się przez ludzi Kościoła odrzucony, choć aprawdę nie chce niszczyć niczyjej rodziny. Nie chce rezygnować z uczestnictwa w życiu Kościoła. Na co ksiądz: „To niezwykła odwaga z Pana strony, że tak jasno postawił Pan swój czy też wasz [rówieśnika] problem. Jest mi niezręcznie oceniać mój Kościół, to byłoby bardzo niestosowne. Mam nadzieję, że poradzą sobie Panowie w naszym wspólnym Kościele i że jakoś to wszystko ułożycie w zgodnie z własnym sumieniem i nauką Kościoła.” Ładnie powiedziane, niech moją puentą będzie.
Ks. Jan Kaczkowski, Joanna Podsadecka: „Dasz radę. Ostatnia rozmowa”. Wydawnictwo WAM, Kraków 2016.

12:11, jan.turnau
Link Komentarze (21) »
sobota, 12 listopada 2016
O szczęściu, szczęściu...

Psalm 112,1b
„Szczęśliwy, kto się boi Pana i kocha Jego przykazania”
To tłumaczenie 11 Kościołów, Tysiąclatka, którą zawsze cytuję, ma „błogosławionego”; pisałem tu nieraz, że są to w obu językach biblijnych terminy jakoś bliskoznaczne. Niemniej należy kłaść akcent na szczęściu, nie na „błogosławieństwie”, bo to brzmi jak jakaś ocena etyczna. Tylko że tak czy inaczej niełatwo uwierzyć psalmiście. Choćby się wiedziało, że bojaźń Boża to żaden lęk przyziemny, a przykazania to nie pęta nałożone przez pedagogów kija. Trzeba nam do tego szczęścia sumień bardzo wrażliwych (choć raczej nie skrupulanckich), a w ogóle najlepiej wiary religijnej gorącej. Jedno i drugie to dary Boże, nie każdemu tak samo dawane.

19:34, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
piątek, 11 listopada 2016
Abyśmy...

2 List Jana 1,5
„A teraz proszę Cię, Pani, abyśmy się wzajemnie miłowali”. Ta Pani to któraś ze wspólnotkościelnych znana dobrze autorowi, Janowi ewangeliście albo jego uczniowi. Miłujmy się – ale jak to zrobić? A polubić bliźniego dodatkowo w sensie niezależnych od woli emocji czasem jeszcze trudniej.

12:19, jan.turnau
Link Komentarze (23) »
czwartek, 10 listopada 2016
Co na to ten Filemon?

List do Filemona 17-20
Najkrótszy z listów Pawłowych, list dosłownie, w jednej sprawie tak zwanej konkretnej. Napisany do właściciela zbiegłego niewolnika, żeby go przyjął z powrotem i to bardzo serdecznie, „jako brata umiłowanego”. Mogła to być wręcz propozycja wyzwolenia go. Sprawa szczegółowa, ale ogólna zarazem, potraktowania społecznego problemu, który musiał boleć bardziej wrażliwych chrześcijan. Nie wiemy, co zrobił Filemon, jego ewentualna odpowiedź nie zachowała się, pewnie nikt o to nie zadbał, zresztą nie musiała być chyba pisemna. Ważniejszy jest tekst apostoła i mamy go na szczęście, ale ciekawe, jaki odniósł skutek. Otóż biblista, który napisał wstęp do tej księgi w naszym EPP, pastor Mieczysław Kwiecień, zapewnił mnie, że Filemon Pawła posłuchał. Był przecież jego przyjacielem, przezeń nawróconym, bardzo religijnie zaangażowanym, przewodniczącym wspólnoty chrześcijańskiej w Kolosach, a niewolnik Onezym też już chrześcijaninem. Był to już układ personalny całkiem inny niż te normalne w ustroju niewolniczym.

21:21, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
W świątyni i zaraz obok

Wpis na środę 9 listopada 2016 r.

1 List do Koryntian 3,16-17
Liturgiczna rocznica matki świątyń rzymskokatolickich, czyli poświęcenia tej starożytnej bazyliki św. Jana na Lateranie. Papieżowi renesansowemu nie było jej dosyć, budował dodatkową, tę świętego Piotra kosztem potężnym, ponieważ między innymi na to szły pieniądze zbierane ze sprzedaży odpustów. Nazywam tak tamtą akcję, bo była skandaliczna, kompromitująca sama doktrynę o owych odpustach. Można wierzyć, że nie ma alternatywy: niebo czy piekło, jest jeszcze trzecia możliwość, czyli czyściec. Nie jesteśmy nieraz po śmierci gotowi do wejścia do nieba, musimy się jeszcze duchowo oczyścić, mogą nam w tym pomóc modlitwy za nas „ziemian”, a może i czynione w tym celu ich dobre uczynki, czyli na przykład wspieranie jakichś dobrych dzieł. Ale zrobienie z podobnej teologii uzasadnienia dla czegoś takiego, co sprowokowało Marcina Lutra, to było jakieś świętokradztwo. Kosztowało rozłam.
Wracam do liturgicznego tematu dnia. Z Ewangelii św. Jana wybrano nam do czytania opowieść o oczyszczeniu świątyni jerozolimskiej z odbywającego się handlu. Jezusa zbulwersowało coś podobnego trochę do tamtej pseudosakralnej przedsiębiorczości XVIwiecznej.
Można jednak bezcześcić świątynię jeszcze inaczej. Z listu Pawłowego wybrałem takie słowa: „Czyż nie wiecie, żeście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was? Jeżeli ktoś zniszczy świątynię Boga, tego zniszczy Bóg. Świątynia Boża jest święta, a wy nią jesteście.” Otóż te słowa skojarzyły mi się z opowieścią o księdzu Ziei, którą przypomniał Janusz Poniewierski w „Tygodniku Powszechnym” w 25. rocznicę jego śmierci. A była to opowieść Michała Czajkowskiego w mojej książkowej rozmowie z nim pt. „Nie wstydzę się Ewangelii”. Miał Zieja rekolekcje dla studiujących na KUL-u księży na początku roku akademickiego. „Wszedł na ambonę kościoła akademickiego, żeby wygłosić pierwszą naukę, ale nie szło mu, widać było, że myśli o czymś innym. Wreszcie przerwał mówiąc: - My tu nie możemy zajmować się Panem Bogiem, kiedy tam siedzi kobieta z dzieckiem i marznie. I wyszedł, a myśmy skonsternowani siedzieli i czekali. Wrócił po dobrym kwadransie i spokojnie kontynuował”. I już więcej nie widzieli tej młodej kobiety żebrzącej od kościołem – dodaje Czajkowski, a ja dodaję, że także ona oczywiście była (jest dalej) świątynią Boga.

21:18, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
środa, 09 listopada 2016
Starzec jestem stateczny, ale...

Wpis na wtorek 8 listopada

List do Tytusa 2,1
„Starcy winni być ludźmi trzeźwymi, statecznymi, roztropnymi, odznaczającymi się zdrowąwiarą, miłością, cierpliwością .”
Może faktycznie zrobiłem się taki na starość, podejrzewam,że aż za bardzo, za mało we mnie młodego ducha. A co do zdrowej wiary, miłości,cierpliwości, ile ich we mnie? Oczywiście za mało.

13:04, jan.turnau
Link Komentarze (20) »
poniedziałek, 07 listopada 2016
Przebaczać co chwileczka

Ewangelia Łukasza 17,3-4
„Jeśli brat twój zawini, upomnij go i jeśli będzie żałował, przebacz mu. I jeśli siedem razy na dzień zawinił przeciw tobie i siedem razy zwrócił się do ciebie mówiąc: - Żałuję tego, przebacz mu.”
Papież Franciszek powtarza, że Bóg nigdy nie nudzi się przebaczaniem, bierzmy z Niego przykład. Co do mnie, powinienem na przykład cierpliwie znosić powtarzanie po pięć razy tego samego przez naszego wychowanka schizofrenika, choć to trochę wynika ze zwyczajnego gadulstwa, nad którym mógłby co nieco zapanować. Przeprasza zresztą, a w ogóle wyanielił się zupełnie od czasów pierwszej młodości, kiedy zachowywał się wręcz bandycko.

19:26, jan.turnau
Link Komentarze (39) »
niedziela, 06 listopada 2016
„Totaliter aliter”

Ewangelia Łukasza 20,27-38
Dyskusja z saduceuszami na temat zmartwychwstania, w które ci w przeciwieństwie do faryzeuszy nie wierzą. Pytają Jezusa: którego żoną będzie po zmartwychwstaniu wdowa po siedmiu kolejnych mężach? Odpowiedział im, że na tamtym świecie takich problemów nie będzie, bo i małżeństw nie będzie. To jest jakaś wskazówka na temat „realiów” życia przyszłego, ale chcielibyśmy wiedzieć więcej... Otóż istnieje taka średniowieczna legenda, że komuś przyśnił się zmarły przyjaciel. Tamten zapytał go, jak tam jest, na co otrzymał odpowiedź: totaliter aliter, czyli całkiem inaczej. Wpis mini, więc taki załącznik, tekst napisany do dwumiesięcznika „Bunt Młodych Duchem”.
Notatnik zwariowanego ekumenisty
Wielki prekursor katolickiej odnowy
EKUMENISTA ZE WSI OSSE
Gdzie i kiedy mogłem go po raz pierwszy usłyszeć? Chyba było to wnet po moim sprowadzeniu się do Warszawy, czyli na samym początku lat 60., w kościele sióstr wizytek. Biruta była już chyba moją żoną, a Mimka naszą wspólną przyjaciółką. Chyba moja matka namówiła nas, abyśmy choć raz posłuchali przesławnego duchownego. Otóż mój entuzjazm na temat księdza Ziei nie od razu się zaczął. Któreś z nas młodych pozwoliło sobie na kalambur, że nomen omen, on właśnie zieje. Jego patos kaznodziejski niespecjalnie nam się podobał, a treść nie zafrapowała jakoś swoim ewangelicznym radykalizmem. Był w tym sposobie oratorskim jednak dosyć staroświecki.
Szabat dla człowieka
Tyle tylko, zaznaczę coś zupełnie oczywistego, że ział zawsze najbardziej autentyczną miłością, nie nienawiścią, którą słyszę czasem z naszych ambon. Troską o każdego bliźniego, szczególnie tego najmniej hołubionego przez los. Teraz wspomnienie nieco późniejsze. Było to już w „oazie na Kopernika”, tam, gdzie wtedy mieścił się Klub Inteligencji Katolickiej, chyba w pokoju zwanym jego czytelnią.
Ksiądz Jan komentował fundamentalne powiedzenie Jezusa, że szabat jest dla człowieka, nie człowiek dla szabatu. Podstawowe, bo wynika zeń także głębsze pojmowanie etyki chrześcijańskiej. Spotkanie było może już o prawach człowieka, choć dyskusja na ten temat kontrowersyjny politycznie zaczęła się później. Nie, pewnie okazją domocnych słów o szabacie był rozpoczynający się właśnie rewolucyjny Sobór Watykański II. Ściągnięto z Krakowa jego stałego obserwatora w „Tygodniku Powszechnym”, księdza Andrzeja Bardeckiego, i paru innych ekspertów, aby watykańskie arcywydarzenie rozgłaszać na polskiej ziemi. I zabrał głos następnie Tadeusz Mazowiecki.
Zapamiętałem, że zaczął słowami: - Trudno przemawiać po ojcu Ziei. Trudno było szczególnie jemu, znanemu z braku oratorskich talentów. A nazywaliśmy wielkiego duchownego ojcem, choć żadnym zakonnikiem nie był, bo w sposób oczywisty przekraczał duchowo swoją środowiskową przeciętność. W ogóle zresztą przeciętność człowieka.
Przekonał mnie do ikon
Widywałem go też obok KIK-u, w „Więzi”. Pisywał u nas od trzeciego numeru (1958), w którym z modlitewnika „Z Chrystusem w drogę życia”, wydanego konspiracyjnie w roku 1943, przedrukowaliśmy modlitwę „Ojcze nasz, pracujących społecznie”. Poznałem go osobiście może dopiero wtedy, kiedy przyszedł do redakcji zapytać, kto to jest ten Turian, który skrytykował kult obrazów. Wydrukowali mi mianowicie koledzy felieton pod dekalogowym tytułem „Nie uczynisz sobie obrazu rytego”, „protestantyzowałem” wtedy bowiem młodzieńczo. Otóż ojciec Jan był otwarty raczej na prawosławie i tego sposobu wyrażania sacrum zaczął przede mną bronić. Tak skutecznie, że od tamtej rozmowy cytuję opinię Lutra, iż ten problem nie należy do chrześcijańskiej wiary. Można zatem – uważam – ikony uwielbiać religijnie, adorować je nawet zamiast Hostii w monstrancji, jak to czynią prawosławni.
Albo - przeciwnie - strzec się nawet „pasyjki” na krzyżu. Co do luteranów, to bywa u nich różnie: w jednej świątyni warszawskiej, w tej przy pl. Małachowskiego, obraz i krucyfiks, w tamtej przy pl. Unii Lubelskiej tylko krzyż bez żadnej rzeźby. Pluralizm raczej zdrowy. Patriarchy prawosławia krytyka Zieja interesował się dialogiem z prawosławnymi bardzo. W 1972 r. opublikował w naszej „Więzi” swoje tłumaczenie pięciu fragmentów książki francuskiego teologa tego Kościoła Oliviera Clémenta. Ów konwertyta na prawosławie przeprowadził bardzo śmiałe rozmowy z patriarchą ekumenicznym Konstantynopola Atenagorasem I. Naprawdę ekumenicznym: to nie tylko tytuł przyznany kiedyś drugiemu Rzymowi, by zrównoważyć autorytet pierwszego, ale również określenie postawy umysłowej i duchowej. Która oznacza także kościelny samokrytycyzm. Cytuję.„Wygnaliśmy Go nawet z tego miejsca, gdzie nam się daje w zupełności, z Kielicha. Kościół podzielony rozdziera swego Pana, podczas gdy cały powinien być żywym kielichem, z którego przeobficie wylewają się boskie moce dla wszystkich ludzi.” „Ludziom Kościoła najbardziej brakuje Ducha Chrystusowego, pokory, wyrzeczenia się siebie, bezinteresowności, zdolności do dojrzenia w bliźnim czegoś lepszego. Boimy się, chcemy zatrzymać to, co jest skazane na zagładę, bośmy do tego się przyzwyczaili; chcemy, by racja była przy nas, a nie przy innych; pod mianem stereotypowej pokory pielęgnujemy w sobie ducha pychy i władczości.”
„Żeby Kościół i chrześcijaństwo znów się zjednoczyły, trzeba najpierw, żeby Kościół stał się pokorny i ubogi w postaci, w jakiej ukazuje się światu. (...) Papież i niektórzy biskupi katoliccy mogą nas wiele w tej dziedzinie nauczyć.”
„Chrystianizm to życie w Chrystusie. A Chrystus nigdy nie pozostaje na negacji, na odmowie. To my obciążyliśmy człowieka tyloma brzemionami. Jezus nigdy nie mówi: - Nie będziesz czynił, nie wolno. Chrześcijaństwo nie stworzyło zakazów: jest życiem, ogniem, tworzeniem, oświeceniem. Przez ufność odmienia się serce. I tak, powoli, powoli życie Zmartwychwstałego wlewa się w nas (...) I co myśmy zrobili z  chrześcijaństwa? Religię prawa i zadowolenia z siebie samego! Niech pan pomyśli na przykład o tym lęku przed kobietą i miłością, który stał się charakterystyczny dla psychologii chrześcijańskiej.”To „wyimki” z numerów 1/1972, 4/1972. Teraz coś z numeru 3/1972, specyficznego, bo tłumacz podpisał się tylko „J. Z.”. Miał problem dyplomatyczno-etyczny, bo ten Clément zapytał patriarchę o sprawę delikatną: „Co mamy myśleć o encyklice «Humanae vitae”», o której tyle się mówi w tej chwili?”.
„Do izby małżeńskiej nie chodzę” Otóż drugi Rzym najpierw pobronił pierwszego, Atenagoras I Pawła VI, ale nie do końca. Najpierw była (rozumiem ją) jakaś między hierarchiczna solidarność. „Papież nie mógł mówić inaczej. Nie mógł działać inaczej. Nie mógł. Co do tego problemu jest tradycja Watykanu, jest język Watykanu. Papież nie mógł tego zlekceważyć, z tym zerwać. Trzeba zrozumieć, co chciał powiedzieć tym językiem, który nie jest całkowicie jego językiem, trzeba zrozumieć wartości, których chciał bronić: świętość miłości człowieczej; tajemnica narodzin dziecka; radość, o jakiej mówi Ewangelia, że «człowiek się na świat narodził»; charakter rozkładowy przyjemności zmysłowej, jeżeli damy jej autonomię, jeżeli nie wzniesiemy się ponad nią, jeżeli nie uświęcimy jej uczuciem osobistym, jeżeli nie będzie otwarta ku całej niezmienności życia i miłości z całą jej płodnością... Papież chciał też bronić praw rodziny przed nowym totalitaryzmem, zagrażającym w niektórych krajach Trzeciego Świata, przed totalitaryzmem chemicznym, biologicznym...” I dalej słowa patriarchy o milionach katolików, którzy chcą ścisłych rozwiązań i jeżeli nie przedstawi się im rozwiązań tradycyjnych, będą mieli wrażenie, że zaleca się im coś całkiem przeciwnego.
Ale – powiedział Atenagoras - „My, na szczęście, nie mamy takich trudności. Zostawiamy to sumieniu każdego człowieka, jego stosunkom ze spowiednikiem, ojcem duchownym. To nie znaczy, że nie mamy tu nic do powiedzenia, wcale nie! Zwłaszcza w tej dziedzinie powinniśmy pomóc człowiekowi, by stał się osobą odpowiedzialną (...) A jeżeli już nią jest – mogę ją tylko otaczać czcią. Jej izba małżeńska jest dla mnie miejscem świętym. Nie chodzę tam.”
Następnie słowa patriarchy o księżach żonatych. „Celibat kościelny może mieć wielką wartość apostolską, może oznaczać całkowitą ofiarę z siebie samego”, ale powinien być dobrowolny. I tak rozmówcy doszli do sprawy rozwodów, które Kościół prawosławny toleruje w drodze wyjątku i „ekonomii” miłosierdzia, „nie odrzucając tych, co idą po omacku, niekiedy błąkając się” (to słowa Clémenta).To praktyka znana, ale ciekawe, że patriarcha jest za jeszcze większym miłosierdziem w sprawach małżeńskich: „Wyświęcamy na kapłana człowieka żonatego, ale kapłanowi żyjącemu dotąd w celibacie zabraniamy związku małżeńskiego”.Clément przypomina wtedy, że w Kościele pierwotnym nawet biskupi mogli się żenić, a Atenagoras pyta, czemu dzisiaj, we epoce bardziej podobnej do tamtej niż do tej późniejszej z Kościołem cesarskim, kapłani żonaci, nawet wybitni, nie mogą zostać biskupami. Dyskusja tak swobodna wydała się ojcu Ziei niebezpieczna nawet dla tłumacza: takie to były czasy... Nic dziwnego jednak, że miał ochotę przestawiać takie myśli polskim katolikom: były mu niezmiernie bliskie. Gdy patriarcha zmarł 7 lipca 1972 r., napisał o nim oczywiście w „Więzi”. Wydrukowaliśmy jego tekst zaraz na wstępie numeru, potem kalendarium biograficzne oraz kolejny przedruk z tamtej książki, tym razem fragment o samym zmarłym.
Sojusz dwóch Rzymów
Zieja przypomniał, że to Atenagoras I wystąpił do Pawła VI z historyczną inicjatywą cofnięcia wzajemnych ekskomunik, rzuconych w roku 1054. Według polskiego ekumenisty było to nie tylko uznanie obu Kościołów za siostrzane (bratnie), ale za jeden Kościół. Tylko że sam  autor tych słów widział jeszcze wiele oznak rozdarcia i one nie znikły dotąd, a sama teza o jednym Kościele była pewnie akceptowana przez tamtego patriarchę, ale nie przez jego wspólnotę kościelną, nie mówiąc o innych prawosławnych. Trzeba wiedzieć, że chrześcijańskiemu otwarciu Atenagorasa odpowiadało wtedy podobne po stronie rzymskokatolickiej: Paweł VI nie tylko współdokonał anulowania anatem: chcieli podobno nawet wspólnie sprawować Eucharystię, ale nie zgodziła się na to watykańska kuria, choć może również jej odpowiednik patriarchalny. Sam ten biskup Rzymu zdobył się jednak na gest niebywały: przed przedstawicielem następnego patriarchy ekumenicznego, Dimitriosa, metropolitą Melitonem, wręcz padł na kolana i ucałował jego stopy. Ale nawet w scentralizowanym Kościele papieskim pewne decyzje dojrzewać muszą bardzo powoli, cóż dopiero w mających strukturę synodalną Cerkwiach. Co zaś właśnie do struktur, to tamto eseistycznie wspomnienie Ziei kończy się taką grą obrazów: Niebotyczna papieska iglica 
„A opoka Piotrowa, na której Chrystus buduje swój Kościół, coraz bardziej daje się poznać światu nie jako samotna niebotyczna iglica skalista, na której zaledwie jeden człowiek oprzeć może swe stopy, ale jako miejsce przestronne, na którym wszyscy, których Duch Święty postawił, aby rządzili Kościołem Bożym, schodzą się razem w prawdzie i miłości, jako znaki widzialne jednego niepodzielnego Ciała Chrystusowego”. Czyli właśnie owa decentralizacja, kolegialność. Nieraz przeszkadza w rozwoju, hamuje zmiany, jak to było właśnie podobno wtedy w obu Rzymach, ale w ogóle jest eklezjalną koniecznością.
Clément wspomniał, że jego książkowy rozmówca powiedział kiedyś do niego: „Przystąpi pan jutro do Komunii. Jest pan o wiele godniejszy niż ja, ma pan szansę, że nie będzie patriarchą”. Czyli wybiera się na ten urząd nie zawsze najlepszych Niemniej następni konstantynopolscy zwierzchnicy podtrzymują tradycję otwarcia, a obecny, Bartłomiej I, przyjaźni się z Franciszkiem wyjątkowo serdecznie. Kiedy dojdzie do wspólnego Łamania Chleba, jednak nie wiemy, trzeba na to o wiele większej jedności w całym samym prawosławiu, gdzie stosunki Drugiego Rzymu z Trzecim są wyjątkowo chłodne. Długo oczekiwany Sobór Wszechprawosławny odbył się przecież bez Moskwy i paru innych patriarchatów, Bartłomiej musi się teraz bardzo hamować. Szczególnie że agresywny konserwatyzm prawosławny, grecki, rosyjski, przeraża.O „rozwodnikach” zupełnie jak Franciszek Tyle o ojcu Ziei jako rzeczniku jedności chrześcijaństwa, głównie o samej tej kwestii, ale to przecież notatnik tej sprawie poświęcony. Wrócę teraz do innej międzyludzkiej sprawy: rozłamów małżeńskich. W „Buncie Młodych Duchem” ukazały się w numerach 36- 41 po raz pierwszy w druku myśli ojca Ziei na różne tematy pastoralne, między innymi i tamtej tak dzisiaj dyskutowanej, szczególnie po adhortacji Franciszkowej „Amoris laetitia”. Otóż wiele lat temu, w sierpniu 1975 r. prorok polski myślał i czuł podobnie jak teraz papież. Napisał: „Tych, którzy na tę drogę [ślubów tylko cywilnych] wstępują, uważa się za publicznych grzeszników, nie dopuszcza się ich do Komunii świętej, choćby oni tego szczerze pragnęli, uznając swoją słabość, winę i grzeszność. Tak jest dziś. Czy może być inaczej? Na pewno nie, jeśli chodzi o samą zasadę nierozerwalności małżeństwa, ta bowiem jest z woli Bożej. I na pewno nie, jeżeli chodzi o samą zasadę prawa kościelnego. Ale może i powinien ulec zmianie stosunek sądów kościelnych i duszpasterzy do tych «publicznych grzeszników»”. Dalej parę przykładów sytuacji mogących być podstawą do stwierdzenia nieważności małżeństwa, a potem jeszcze coś znacznie więcej. „Duszpasterze zaś i spowiednicy nigdy nie powinni traktować konfesjonału jako organ wykonawczy sądów kościelnych, ale jako znak Miłosierdzia Bożego nad słabym, grzeszącym i nawracającym się człowiekiem. Nie ma grzechu, którego Bóg nie chciałby czy nie mógł przebaczyć, gdy grzesznik skruszony o to prosi. Nie ma sytuacji, w której by wobec Boga, ale po ludzku naprawić się nie dało. Niemożliwe wobec litery prawa może być możliwe wobec nieskończonego Miłosierdzia Bożego. A pokuty i zadośćuczynienia wobec Boga i ludzi może i trzeba dopełniać zawsze w ludzki sposób.” Toż to dokładnie rozumowanie Franciszkowe – oraz prawosławne. Prawo to jeszcze nie wszystko! A księża żonaci, gdy zabraknie celibatariuszy, według Ziei też możliwi. Mamony też ziemiańskiej nie znosił Był poza tym arcyodważny w trosce o ubogich. Tak jak Franciszek walczył o Kościół niehandlowy. Nie napiszę o tym wiele, bo to sprawa szeroko znana: jego potępianie księżego zdzierstwa jest niemal legendarne. Nie spotkałem natomiast nigdzie informacji o jego rekolekcjach dla ziemian. Moja matka  powiedziała mi o nich kiedyś, że były bardzo mocne: poruszał sumienia „obszarników”, moich rodziców na przykład. Mamusia notowała je, zostawiła mi w spadku zeszyt z takim dokumentem historycznym, niestety fatalnie zaginął.
Została mi natomiast informacja rodzinna, jak postąpił mój ojciec, gdy przyszedł na wsi kryzys, towary rolne staniały, tak że nie było czym płacić pracownikom w „gotówce”, poza samą przydzielaną żywnością. Niektórzy ziemianie czuli się w tym wyzysku usprawiedliwieni, ojciec jednak podjął pracę w jakiejś spółce w niedalekim Ostrowcu Świętokrzyskim, by ludziom dalej uczciwie płacić.
Po prostu prorok...
Teraz jeszcze dwa nietypowe wspomnienia. Franciszkanka służenica Krzyża, siostra Rafaela Nałęcz opowiadała w KIK-u, że została wysłana przez jego kolegów z KOR-u, bo trzymał ich kasę, po jakąś z niej wypłatę. Wróciła z niczym: nauczony konspiracyjnej podejrzliwości, uznał ją za przebraną służebnicę SB. Wbrew pozorom świętą naiwnością nie grzeszył, raz się nawet pomylił. Chyba jednak prorokiem był, choć nie jasnowidzem. I taki obrazek jako puenta. Odwiedziłem go w klasztorze sióstr urszulanek szarych na Powiślu któregoś dnia letniego. Pokoik malutki, upał potężny, gospodarz ze wspaniałą siwą brodą, ale w krótkich spodniach. Myślę, że była w tym jakaś stała niezależność myślowa tego człowieka: konwencje ubraniowe nie są najważniejsze. Styl życiowy proroka...
Jan Turnau
Autor jest publicystą „Gazety Wyborczej”

20:13, jan.turnau
Link Komentarze (13) »
sobota, 05 listopada 2016
Paweł o swoich potrzebach

List do Filipian 4,10-19
Apostoł nieraz mówi o sobie samym, tym razem o swojej sytuacji materialnej. Ciekaw jestem wrażenia innych Czytelników (i Czytelniczek!), chyba jednak trudno mu zarzucić biadolenie nad swoim losem albo chwalenie się tym, że umie znosić biedę. Przede wszystkim chwali swoich adresatów za większą niż w innych wspólnotach troskę o jego potrzeby. A miał przecież niewielkie, mamona go nie mamiła jakoś.

19:28, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
piątek, 04 listopada 2016
Przypowieść ciągle chrypiąca

Ewangelia Łukasza 16,1-8
Ta o nieuczciwym włodarzu. Autor zaznacza oczywiście, że pochwały godna nie jest nieuczciwość, ale roztropność, w sensie troski o swoją przyszłość, niemniej nie bardzo mi to wszystko pasuje mimo tylu uczonych wyjaśnień. Pcha mi się także pytanie o owych „synów światłości”, mniej roztropnych od „synów tego świata”: na czym by to konkretnie polegało?
Dalszy ciąg tekstu biblijnego o wstrętnej mamonie, który przeznaczono na jutro (Łk 6,9-15), stanowi jakby polemikę z przypowieścią. Może jednak raczej właśnie interpretację: aby nie było żadnych nieporozumień, podkreśla się potrzebę uczciwości, także w sprawach najmniejszych. Zaczyna się, co prawda, od słów ponownie wieloznacznych: „Pozyskujcie sobie przyjaciół niegodziwą mamoną”, ale dalej mamy zdania niepozostawiające wątpliwości, w końcu takie: „Jeśli w zarządzaniu cudzym dobrem nie okazaliście się wierni, któż wam da wasze”. Taka już jest redakcja tej ewangelii, swoiście niespoista. Powtarzam: Duch Święty inspirator, nie adiustator!

11:36, jan.turnau
Link Komentarze (30) »
czwartek, 03 listopada 2016
My nie cieleśni...

List do Filipian 3,3-8a
Powiada Paweł, że to my jesteśmy narodem prawdziwie obrzezanym, my, którzy nie pokładamy ufności w ciele. Choć, owszem, sam jest obrzezany ósmego dnia, Hebrajczyk z Hebrajczyków, w stosunku do Prawa faryzeusz, co do gorliwości prześladowca Kościoła, codo sprawiedliwości legalnej stał się bez zarzutu. „Ale to wszystko, co było dla mnie zyskiem, ze względu na Chrystusa uznałem za stratę”. Ciało to u Pawła synonim różnych błędów, także kurczowego trzymania się Prawa. Ale wśród nas, chrześcijan, też wciąż wiele takich, co nasze prawo ubóstwiają, Franciszka za adhortację „Amoris laetitia” atakują...

19:47, jan.turnau
Link Komentarze (19) »
środa, 02 listopada 2016
Śmierć nie ma nad nami władzy

List do Rzymian 6,3-9
Po uroczystości Wszystkich Świętych w moim Kościele rzymskokatolickim dzień zwany oficjalnie Wspomnieniem Wszystkich Wiernych Zmarłych, mniej urzędowo Dniem Zadusznym, całkiem potocznie Zaduszkami. Wspomnienie to zgoła nie uroczystość, mniej nawet niż święto, a przecież dzisiaj liturgia obfita: trzy msze, każda z czterema tekstami biblijnymi (licząc fragmenty psalmów). Motyw przewodni: „powstanie z martwych”. Raz tylko urywek z Ewangelii Jana (11,32-45) o wskrzeszeniu (Łazarza), czyli ponownym życiu ziemskim, poza tym zawsze o zmartwychwstaniu, czyli naszym losie ostatecznym, przejściu do życia absolutnie nowego. Mówi się o tym językiem dawnych wyobrażeń: „Wybawca mój żyje (...), me szczątki skórą odzieje i oczyma ciała będę widział Boga” (Księga Hioba 19,27a), czyli nastąpi jakieś ożywienie tego, co zostało zakopane w ziemi. A przecież zmartwychwstaniemy niekoniecznie z tej porcji atomów, które po nas zostały w trumnie albo urnie, to będzie w ogóle jakaś materia absolutnie nowa. Ale istotą przesłania biblijnego są te dzisiejsze słowa Pawłowe o Jezusie: „Śmierć nie ma nad Nim żadnej władzy” - nad nami też. Ideał nieśmiertelności w pojęciach chrześcijańskich.
PS. Po co jednak w kościelnej nazwie dnia dzisiejszego ten przymiotnik „wiernych”? Po co ten ekskluzywizm terminologiczny w dzisiejszym tak już przecież niezamkniętym na innych Kościele?
Dołączam komentarz z dzisiejszej strony drugiej „Gazety Wyborczej” z poprawką. Szatan sprawił, że zostało tam opuszczone słowo „wspólnie”, a dalej „i katolicy” : wyszło na to, że zacytowane słowa pochodzą tylko od luteranów, gdy tymczasem znajdują się we wspólnej deklaracji, biją się tu w piersi także katolicy. Oto właściwy tekst z przeproszeniem wielkim.
Komentarz
Cud w Lund
Jan Turnau
W poniedziałek wydarzyło się coś wielkiego. 499 lat temu niemiecki zakonnik Marcin Luter nie wytrzymał nerwowo. Kryzys Kościoła osiągnął rozmiary przeliczalne pienieżnie: połączono cierpienia dusz ludzkich czekających po śmierci na niebo w tak zwanym czyśćcu z potrzebami finansowymi papieża, który ozdabiał swoją siedzibę. Wpłaty do jego kasy miały oczekiwania skracać. Luter zaprotestował publicznie, ale papieża nie przekonał. Najszczersza troska o odnowę Kościoła doprowadziła do rozłamu w całym chrześcijaństwie zachodnim. Do takiej zaciekłości po obu stronach, że nie widziały, jak są wciąż sobie bliskie. Do walki czysto politycznej, do potwornej wojny trzydziestoletniej.
Po czterech wiekach szaleństwo zaczęło mijać, narodził się tak zwany ruch ekumeniczny. Sunnici i szyici wojują dalej, katolicy i protestanci przypomnieli sobie, że wierzą w jednego Chrystusa, i odłożyli miecze. Zbliża się jednak 500-lecie reformacji luteranie musieli coś z tą rocznicą Reformacji zrobić. Potępić ją czy po staremu świętować? Zaprosili do szwedzkiego miasta Lund papieża i powiedzieli wspólnie przede wszystkim to: „Chociaż jesteśmy głęboko wdzięczni za dary duchowe i teologiczne otrzymane za pośrednictwem Reformacji, to opłakujemy przed Chrystusem to, że luteranie i katolicy zranili widzialną jedność Kościoła. Różnicom teologicznym towarzyszyły uprzedzenia i konflikty, a religia była wykorzystywana do celów  politycznych”. O takie słowa chodziło, należy się za nie pokojowa nagroda Nobla.

17:53, jan.turnau
Link Komentarze (23) »
wtorek, 01 listopada 2016
Błogosławieni przeliczni

Księga Apokalipsy 7,2-4.9-14
Ewangelia Mateusza 5,1-12a
W księdze równie sławnej, jak dziwnej, czytamy o aż „stu czterdziestu czterech tysiącach opieczętowanych”, potem o wielkim tłumie takich, których autor też uważa za zbawionych, męczenników, co „przyszli z wielkiego ucisku, i opłukali swe szaty, i wybielili je we krwi Baranka”. A Mateusz napisał o błogosławionych ośmiu kategorii, czyli też licznych. Dzisiaj uroczystość Wszystkich Świętych, czyli przeróżnych. Tak, mamy męczenników niedaleko, na przykład ludzi, co wychowują swoje dzieci zwane urzędowo niepełnosprawnymi. Albo znoszą współmałżonka zaprawdę nie do zniesienia.

13:44, jan.turnau
Link Komentarze (14) »
poniedziałek, 31 października 2016
My nie lepsi, czyli coś na Święto Reformacji

List do Filipian 2,1-4
Mamy tutaj wezwanie, byśmy „niczego nie pragnęli dla niewłaściwego współzawodnictwa ani dla próżnej chwały, lecz w pokorze oceniali jedni drugich za wyżej stojących od siebie. Niech każdy ma na oku nie tylko własne sprawy, ale też i drugich.”
Nosa nie zadzierać, innych kłopoty dostrzegać. A to wszystko powiedziane - Opatrzność działa - na dzisiejsze Święto Reformacji. Zasady ekumenizmu fundamentalne! A papież w Lund!
Oto felieton czekający na druk w „Magazynie Świątecznym” „GW”.
Głośne myślenie
Franciszek na dwóch frontach
Jonasz
Walczy na dwie strony. Atakują go coraz mocniej kościelni konserwatyści. Przedstawił ich niedawne wystąpienie w ostatnim „Tygodniku Powszechnym” ks. Adam Boniecki. Chodzi wciąż o tak zwaną adhortację posynodalną, czyli tekst papieski wyciągający własne wnioski ze światowych obrad hierarchów. Dyskutowali już dwa razy dzisiejsze problemy rodziny i wiosną tego roku Franciszek ogłosił swoje na ten temat poglądy w dziele pod polskim tytułem „Radość miłości”. Otóż bardzo wielu ucieszył, ale niektórych zmartwił, bo otworzył furtkę dla tak zwanych rozwodników. W paragrafie 305 jest tam mianowicie zdanie miłosierne, brzmiące w języku kościelnym ostrożnie, ale rewolucyjne: „Ze względu na uwarunkowania i czynniki łagodzące możliwe jest, że pośród pewnej obiektywnej sytuacji grzechu osoba, która nie jest subiektywnie winna albo nie jest w pełni winna, może żyć w łasce Bożej, może kochać, a także może wzrastać w życiu łaski i miłości, otrzymując w tym celu pomoc Kościoła”. A ta pomoc, dopowiadam, to przede wszystkim dopuszczenie „rozwodnika” do sakramentalnej komunii. Artur Sporniak przypomina obok, że słowa takowe budziły od początku polemikę na eklezjalnych szczytach: między ich głównym rzecznikiem, który od dawna proponował tu jakieś zmiany, czyli kardynałem Walterem Kasperem, a szefem Kongregacji Nauki (Doktryny) Wiary, też oczywiście purpuratem Gerhardem Müllerem.
Teraz jednak ruszyli do boju gremialnie. Ogłosili „Deklarację wierności niezmiennemu nauczaniu Kościoła i zawsze obowiązującej jego dokrynie”, gdzie nie wymieniając adhortacji oczywiście z nią polemizują. Podpisali ten dokument trzej kardynałowie (tutaj już na szczęście bez Müllera!), trzej biskupi, profesorowie rzymskich uczelni kościelnych oraz w sumie ponad sześć tysięcy „protestantów” nie takiej rangi. Jak zauważa ks. Boniecki, będzie ich więcej, bo w internecie jest już sześć wersji językowych. Tylko patrzeć, dodaje, jak będzie polska. Choć chyba - dodam optymistycznie - bez podpisów biskupich, bo mimo swego stanowiska o porządek w Kościele dbają.
Teraz cokolwiek o papieżu na froncie przeciwnym. W jesiennej „Więzi” ks. Andrzej Draguła tłumaczy, że „papież Franciszek postrzega ideologię «gender» jako skrajną autokreację człowieka”, przekraczającą wszelkie ograniczenia. Wyżej komentarz był między wierszami, tutaj niech będzie werbalny. Mnie się wydaje, że papież jednak nie dość dobrze zrozumiał sens owej naukowej teorii. Chyba nastąpiło jakieś nieporozumienie, może z winy głupich popularyzatorów, i Franciszek sądzi, że „genderologom” chodzi na przykład o to, żeby ludzie sami sobie wybierali płeć: nie, za nich wybiera ją „natura”, mówiąc religijnie Stwórca, czasem inną psychiczną niż biologiczną. Idzie natomiast o to, żeby nieszczęśliwi ludzie mogli przyjmować to do wiadomości bez wewnętrznej szamotaniny, żeby ich otoczenie uznawało to również.

11:06, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
niedziela, 30 października 2016
Wideopisanki na niedzielę 30 października

Zapraszam do oglądania.

19:48, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
Bój jest zbawcą, nie pogromcą

Księga Mądrości 11,22-12,2
Psalm 145,8-9
Ewangelia Łukasza 19,10
Istnieje czy nie istnieje? To zagadnienie fundamentalne, ale pewne jest zaraz następne: jaki jest, jeżeli jest? Bo gdzieś głęboko w mózgu mamy często Jego obraz już gotowy, który jakby wyprzedza odpowiedź na tamto pytanie podstawowe. Wcześniej pada negacja: groźnego żandarma, prokuratora albo surowego sędziego ja nie chcę! Otóż od już dość dawna wizję tę zastępuje się portretem wręcz przeciwnym: Boga łagodnego i miłosiernego. Nie przeciwstawia się groźnego Boga Starego Testamentu dobrotliwemu Nowego, choć oczywiście dopiero w Nowym Syn Boży umiera na krzyżu dla naszego zbawienia.
Miłosierny jest w ogóle Bóg biblijny. Co więcej, w „Więzi” jesiennej arabistka Agata Skowron-Nalbarczyk udowadniała, że równie miłosierny jest Bóg islamu, to Jego określenie jest tak ważnym atrybutem Boga, że jako jedyne może występować samodzielnie w roli rzeczownika-synonimu wyrazu „Bóg”.
W Księdze Mądrości czytamy dzisiaj: „Nad wszystkimi masz litość, bo wszystko w Twej mocy, i oczy zamykasz na grzechy ludzi, by się nawrócili (...) Dlatego nieznacznie karzesz upadających i strofujesz, przypominając, w czym grzeszą, by wyzbywszy się złości, w Ciebie, Panie, uwierzyli”. Psalm: „Pan jest łagodny i miłosierny, nieskory do gniewu i bardzo łaskawy. Pan jest dobry dla wszystkich, a Jego miłosierdzie nad wszystkim, co stworzył”. A Ewangelia Łukasza: „Albowiem Syn Człowieczy przyszedł odszukać i zbawić, co zginęło”.
Czytelnicy tamtego tekstu o islamie znaleźli zapewne w Koranie i innych tamtejszych tekstach doktrynalnych, a już na pewno w działalności niektórych dzisiejszych muzułmanów i ich teoriom sporo argumentów przeciw tamtej tezie z „Więzi”. Tyle, że przyganiał kocioł garnkowi: a Jahwe nie bywa w Biblii jak Allah? Odsyłam choćby do Księgi Jozuego, gdzie okrucieństwa żydowskich najeźdźców mają legitymację boską. Nawet Jezus przecież grozi, straszy, choć tylko słowem. Teologia nie arytmetyka, nie rozstrzyga problemów równie definitywnie. Egzegeza jest procesem, przechodzi przez różne meandry. Mam nadzieję, że jest na dobrej drodze.

19:38, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
sobota, 29 października 2016
Refren wart pamiętania

Ewangelia Łukasza 14,11
„Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony.” 
Przestroga powtarzana w ewangeliach jak refren, warta mocnej pamięci. Tak naprawdę bywa w życiu, choćby tym doczesnym.

19:37, jan.turnau
Link Komentarze (15) »
piątek, 28 października 2016
Szymon nie opoka i Juda nie zdrajca

Ewangelia Łukasza 6,12-19
Świętujemy dzisiaj dwóch apostołów razem. Tych nie najważniejszych, w każdym razie jeżeli mierzyć ich znaczenie miejscem na listach Dwunastu, na przykład tej dziś u Łukasza: są tam tylko przed Judaszem. Wiemy o nich malutko. O Szymonie tylko to, że miał przydomek „Gorliwy”, i nie jest pewne, czy grecki termin „zelota” cnotę jego oznacza, czy raczej przynależność do stronnictwa zelotów, nastawionego wojowniczo wobec okupujących Rzymian. A ten Juda nie Judasz, choć warto wiedzieć, że był tamtego dokładnym imiennikiem: w oryginale greckim jest również Judą, choć były używane obie wersje imienia, zwał się Judaszem na przykład przywódca powstania tychże zelotów (Dzieje Apostolskie 5,37). Ale chrześcijanie chcieli zdrajcę także imieniem wyróżnić i tak jest niestety stale w tłumaczeniach różnych (w EPP również). Marek (3,18) apostoła dzisiejszego nazywa Tadeuszem, a Jan (14,22) opowiada, że zapytał Jezusa: „Panie, cóż się stało, że nam się masz objawić, a nie światu?”.
Judom (są tacy?) oraz Tadeuszom imieninowe życzenia najlepsze! Niech będą apostołami Ewangelii!

13:57, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
czwartek, 27 października 2016
Walka według Jezusa Chrystusa

Psalm 144,1-2
„Błogosławiony Pan, Opoka moja,
On moje ręce zaprawia do walki,
moje palce do bitwy.
On moją mocą i warownią moją, osłoną moją i moim wybawcą,
moją tarczą i schronieniem, On, który mi poddaje ludy.”
Psalm ten oznaczono określeniem „Dawidowy”, sugerując, że napisał go sam król przesławny. Był człowiekiem jak na tamte czasy i miejsca delikatnym duchowo, w każdym razie wobec swego prześladowcy Saula, ale nawojował się tak, jak o walce myślał zapewne w tej swojej modlitwie. Wrogów miał zresztą agresywnych, pewnie trudno było być wobec nich barankiem, ale my, uczniowie Baranka Ukrzyżowanego, inny mamy przed oczami ideał.
Stanęły dzisiaj takie problemy, jak ten, czy w ogóle jest coś takiego, jak wojna sprawiedliwa.
Są instytucje w rodzaju ONZ czy Unii Europejskiej. Jest demoniczne Państwo Islamskie, ale też jakoś realizowane idee sensownie pacyfistyczne, non violence, powtarzane nie zawsze na darmo święte słowo „dialog” .

22:18, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
Paweł niemal pajdokrata... Młodzi postępowi oraz konserwatywni

Wpis na środę 26 października 2016
List do Efezjan 3,4
„A wy, ojcowie, nie pobudzajcie do gniewu waszych dzieci, lecz wychowujcie je w karności, napominając, jak chce Pan.” Jakże śmiałe zdanie w czasach pedagogii surowego bata. Z młodymi trzeba postępować po prostu roztropnie, rozumiejąc, że oni też mają nerwy.
Teraz coś o młodzieży statystycznie. Socjolog Henryk Domański w dwumiesięczniku laickolewicowym „Res Humana” podaje i komentuje wyniki badań CBOS-u, potwierdzonych przez inne ośrodki, przeprowadzonych w styczniu br. Ludzie w wieku 18-24 są wobec uchodźców z krajów ogarniętych wojną mniej otwarci niż pokolenia starsze. 76 proc. nie chce ich przyjmowania, gdy ci z lat 55-64 - 58 proc., a ogół ludności - 67 proc. Skądinąd są mniej niż tamci religijni, lepiej oceniają „Brukselę” - ale bywają bardziej antyaborcyjni.
Domański niechęć do uchodźców tłumaczy lękiem przed konkurencją na rynku pracy, a o stosunku do aborcji pisze, że są to zmiany cykliczne. Zresztą zauważa, że pokolenie to jest w tej sprawie bardziej rygorystyczne moralnie, ale już nie w sprawie gejów i lesbijek: na przykład deklaruje ono największe poparcie dla publicznego demonstrowania homoseksualizmu: 44 proc., gdy ogół społeczeństwa tylko 30. Relata refero...

22:17, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
wtorek, 25 października 2016
Bądźmy sobie wzajemnie poddani

List do Efezjan 5,21-33
Ten tekst biblijny pasuje ogólnie jak ulał do tematyki naszej dzisiejszej feministycznej: mamy tutaj tak dzisiaj kontrowersyjne słowa Pawłowe albo ucznia jego jakiegoś na temat kobiet: „Żony niechaj będą poddane swym mężom, jak Panu, bo mąż jest głową żony, jak i Chrystus głową Kościoła: On - Zbawca Ciała. Jak Kościół poddany jest Chrystusowi, tak i żony mężom - we wszystkim.” Ale następnie mamy wywód niewątpliwy patriarchalizm łagodzący: „Mężowie, miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Kościół ” - dalej jest uzasadnienie twierdzenia o tej Chrystusowej miłości chyba dla nas oczywistego. I że mamy swoje żony miłować jak własne ciało, którego przecież (na ogół) nikt nie nienawidzi. Na koniec, że powinniśmy je kochać jak siebie samego, „a żona niechaj ze czcią się odnosi do swojego męża”.
W biblistycznej dyskusji są w ogóle pytania, czy są to na pewno słowa samego Pawła, tak jak i tamte z Listu do Kolosan 3,18, 1 Listu do Koryntian 14 i 1 Listu do Tymoteusza 2, też patriarchalistyczne, a bardzo antyfeministycznie brzmiące w 1 Tym 2,13-14. Bo przecież Apostoł napisał, że nie ma mężczyzny ani kobiety. Niezależnie jednak od problemu rzeczywistego autorstwa mocno brzmi owo porównanie relacji małżeńskiej do tej między Chrystusem a Kościołem, zaakcentowane tutaj jeszcze w wersecie 32 (zajrzyjcie do tekstu). No i informuję, że perykopa dzisiejsza zaczyna się od wezwania: „Bądźcie sobie wzajemnie poddani w bojaźni Chrystusowej”. Wzajemnie! A w polskich kobiecych protestach widać wieki płciowej nierówności oraz partyjną prowokację, niezamierzoną jak w tylu innych w zmianie zwanej dobrą nie bardzo precyzyjnie.

17:49, jan.turnau
Link Komentarze (30) »
poniedziałek, 24 października 2016
Tacy bądźmy

List do Efezjan 4,32
„Bądźmy dla siebie nawzajem dobrzy i miłosierni. Przebaczajcie sobie, tak jak i Bóg wamprzebaczył w Chrystusie.”
Dla wszystkich spraw międzyludzkich tylko tego trzeba. Tylko? Ażtego! Gdyby taki był co drugi człowiek na ziemi, byłoby zupełnie inaczej.

21:12, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
Archiwum