Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
niedziela, 06 listopada 2016
„Totaliter aliter”

Ewangelia Łukasza 20,27-38
Dyskusja z saduceuszami na temat zmartwychwstania, w które ci w przeciwieństwie do faryzeuszy nie wierzą. Pytają Jezusa: którego żoną będzie po zmartwychwstaniu wdowa po siedmiu kolejnych mężach? Odpowiedział im, że na tamtym świecie takich problemów nie będzie, bo i małżeństw nie będzie. To jest jakaś wskazówka na temat „realiów” życia przyszłego, ale chcielibyśmy wiedzieć więcej... Otóż istnieje taka średniowieczna legenda, że komuś przyśnił się zmarły przyjaciel. Tamten zapytał go, jak tam jest, na co otrzymał odpowiedź: totaliter aliter, czyli całkiem inaczej. Wpis mini, więc taki załącznik, tekst napisany do dwumiesięcznika „Bunt Młodych Duchem”.
Notatnik zwariowanego ekumenisty
Wielki prekursor katolickiej odnowy
EKUMENISTA ZE WSI OSSE
Gdzie i kiedy mogłem go po raz pierwszy usłyszeć? Chyba było to wnet po moim sprowadzeniu się do Warszawy, czyli na samym początku lat 60., w kościele sióstr wizytek. Biruta była już chyba moją żoną, a Mimka naszą wspólną przyjaciółką. Chyba moja matka namówiła nas, abyśmy choć raz posłuchali przesławnego duchownego. Otóż mój entuzjazm na temat księdza Ziei nie od razu się zaczął. Któreś z nas młodych pozwoliło sobie na kalambur, że nomen omen, on właśnie zieje. Jego patos kaznodziejski niespecjalnie nam się podobał, a treść nie zafrapowała jakoś swoim ewangelicznym radykalizmem. Był w tym sposobie oratorskim jednak dosyć staroświecki.
Szabat dla człowieka
Tyle tylko, zaznaczę coś zupełnie oczywistego, że ział zawsze najbardziej autentyczną miłością, nie nienawiścią, którą słyszę czasem z naszych ambon. Troską o każdego bliźniego, szczególnie tego najmniej hołubionego przez los. Teraz wspomnienie nieco późniejsze. Było to już w „oazie na Kopernika”, tam, gdzie wtedy mieścił się Klub Inteligencji Katolickiej, chyba w pokoju zwanym jego czytelnią.
Ksiądz Jan komentował fundamentalne powiedzenie Jezusa, że szabat jest dla człowieka, nie człowiek dla szabatu. Podstawowe, bo wynika zeń także głębsze pojmowanie etyki chrześcijańskiej. Spotkanie było może już o prawach człowieka, choć dyskusja na ten temat kontrowersyjny politycznie zaczęła się później. Nie, pewnie okazją domocnych słów o szabacie był rozpoczynający się właśnie rewolucyjny Sobór Watykański II. Ściągnięto z Krakowa jego stałego obserwatora w „Tygodniku Powszechnym”, księdza Andrzeja Bardeckiego, i paru innych ekspertów, aby watykańskie arcywydarzenie rozgłaszać na polskiej ziemi. I zabrał głos następnie Tadeusz Mazowiecki.
Zapamiętałem, że zaczął słowami: - Trudno przemawiać po ojcu Ziei. Trudno było szczególnie jemu, znanemu z braku oratorskich talentów. A nazywaliśmy wielkiego duchownego ojcem, choć żadnym zakonnikiem nie był, bo w sposób oczywisty przekraczał duchowo swoją środowiskową przeciętność. W ogóle zresztą przeciętność człowieka.
Przekonał mnie do ikon
Widywałem go też obok KIK-u, w „Więzi”. Pisywał u nas od trzeciego numeru (1958), w którym z modlitewnika „Z Chrystusem w drogę życia”, wydanego konspiracyjnie w roku 1943, przedrukowaliśmy modlitwę „Ojcze nasz, pracujących społecznie”. Poznałem go osobiście może dopiero wtedy, kiedy przyszedł do redakcji zapytać, kto to jest ten Turian, który skrytykował kult obrazów. Wydrukowali mi mianowicie koledzy felieton pod dekalogowym tytułem „Nie uczynisz sobie obrazu rytego”, „protestantyzowałem” wtedy bowiem młodzieńczo. Otóż ojciec Jan był otwarty raczej na prawosławie i tego sposobu wyrażania sacrum zaczął przede mną bronić. Tak skutecznie, że od tamtej rozmowy cytuję opinię Lutra, iż ten problem nie należy do chrześcijańskiej wiary. Można zatem – uważam – ikony uwielbiać religijnie, adorować je nawet zamiast Hostii w monstrancji, jak to czynią prawosławni.
Albo - przeciwnie - strzec się nawet „pasyjki” na krzyżu. Co do luteranów, to bywa u nich różnie: w jednej świątyni warszawskiej, w tej przy pl. Małachowskiego, obraz i krucyfiks, w tamtej przy pl. Unii Lubelskiej tylko krzyż bez żadnej rzeźby. Pluralizm raczej zdrowy. Patriarchy prawosławia krytyka Zieja interesował się dialogiem z prawosławnymi bardzo. W 1972 r. opublikował w naszej „Więzi” swoje tłumaczenie pięciu fragmentów książki francuskiego teologa tego Kościoła Oliviera Clémenta. Ów konwertyta na prawosławie przeprowadził bardzo śmiałe rozmowy z patriarchą ekumenicznym Konstantynopola Atenagorasem I. Naprawdę ekumenicznym: to nie tylko tytuł przyznany kiedyś drugiemu Rzymowi, by zrównoważyć autorytet pierwszego, ale również określenie postawy umysłowej i duchowej. Która oznacza także kościelny samokrytycyzm. Cytuję.„Wygnaliśmy Go nawet z tego miejsca, gdzie nam się daje w zupełności, z Kielicha. Kościół podzielony rozdziera swego Pana, podczas gdy cały powinien być żywym kielichem, z którego przeobficie wylewają się boskie moce dla wszystkich ludzi.” „Ludziom Kościoła najbardziej brakuje Ducha Chrystusowego, pokory, wyrzeczenia się siebie, bezinteresowności, zdolności do dojrzenia w bliźnim czegoś lepszego. Boimy się, chcemy zatrzymać to, co jest skazane na zagładę, bośmy do tego się przyzwyczaili; chcemy, by racja była przy nas, a nie przy innych; pod mianem stereotypowej pokory pielęgnujemy w sobie ducha pychy i władczości.”
„Żeby Kościół i chrześcijaństwo znów się zjednoczyły, trzeba najpierw, żeby Kościół stał się pokorny i ubogi w postaci, w jakiej ukazuje się światu. (...) Papież i niektórzy biskupi katoliccy mogą nas wiele w tej dziedzinie nauczyć.”
„Chrystianizm to życie w Chrystusie. A Chrystus nigdy nie pozostaje na negacji, na odmowie. To my obciążyliśmy człowieka tyloma brzemionami. Jezus nigdy nie mówi: - Nie będziesz czynił, nie wolno. Chrześcijaństwo nie stworzyło zakazów: jest życiem, ogniem, tworzeniem, oświeceniem. Przez ufność odmienia się serce. I tak, powoli, powoli życie Zmartwychwstałego wlewa się w nas (...) I co myśmy zrobili z  chrześcijaństwa? Religię prawa i zadowolenia z siebie samego! Niech pan pomyśli na przykład o tym lęku przed kobietą i miłością, który stał się charakterystyczny dla psychologii chrześcijańskiej.”To „wyimki” z numerów 1/1972, 4/1972. Teraz coś z numeru 3/1972, specyficznego, bo tłumacz podpisał się tylko „J. Z.”. Miał problem dyplomatyczno-etyczny, bo ten Clément zapytał patriarchę o sprawę delikatną: „Co mamy myśleć o encyklice «Humanae vitae”», o której tyle się mówi w tej chwili?”.
„Do izby małżeńskiej nie chodzę” Otóż drugi Rzym najpierw pobronił pierwszego, Atenagoras I Pawła VI, ale nie do końca. Najpierw była (rozumiem ją) jakaś między hierarchiczna solidarność. „Papież nie mógł mówić inaczej. Nie mógł działać inaczej. Nie mógł. Co do tego problemu jest tradycja Watykanu, jest język Watykanu. Papież nie mógł tego zlekceważyć, z tym zerwać. Trzeba zrozumieć, co chciał powiedzieć tym językiem, który nie jest całkowicie jego językiem, trzeba zrozumieć wartości, których chciał bronić: świętość miłości człowieczej; tajemnica narodzin dziecka; radość, o jakiej mówi Ewangelia, że «człowiek się na świat narodził»; charakter rozkładowy przyjemności zmysłowej, jeżeli damy jej autonomię, jeżeli nie wzniesiemy się ponad nią, jeżeli nie uświęcimy jej uczuciem osobistym, jeżeli nie będzie otwarta ku całej niezmienności życia i miłości z całą jej płodnością... Papież chciał też bronić praw rodziny przed nowym totalitaryzmem, zagrażającym w niektórych krajach Trzeciego Świata, przed totalitaryzmem chemicznym, biologicznym...” I dalej słowa patriarchy o milionach katolików, którzy chcą ścisłych rozwiązań i jeżeli nie przedstawi się im rozwiązań tradycyjnych, będą mieli wrażenie, że zaleca się im coś całkiem przeciwnego.
Ale – powiedział Atenagoras - „My, na szczęście, nie mamy takich trudności. Zostawiamy to sumieniu każdego człowieka, jego stosunkom ze spowiednikiem, ojcem duchownym. To nie znaczy, że nie mamy tu nic do powiedzenia, wcale nie! Zwłaszcza w tej dziedzinie powinniśmy pomóc człowiekowi, by stał się osobą odpowiedzialną (...) A jeżeli już nią jest – mogę ją tylko otaczać czcią. Jej izba małżeńska jest dla mnie miejscem świętym. Nie chodzę tam.”
Następnie słowa patriarchy o księżach żonatych. „Celibat kościelny może mieć wielką wartość apostolską, może oznaczać całkowitą ofiarę z siebie samego”, ale powinien być dobrowolny. I tak rozmówcy doszli do sprawy rozwodów, które Kościół prawosławny toleruje w drodze wyjątku i „ekonomii” miłosierdzia, „nie odrzucając tych, co idą po omacku, niekiedy błąkając się” (to słowa Clémenta).To praktyka znana, ale ciekawe, że patriarcha jest za jeszcze większym miłosierdziem w sprawach małżeńskich: „Wyświęcamy na kapłana człowieka żonatego, ale kapłanowi żyjącemu dotąd w celibacie zabraniamy związku małżeńskiego”.Clément przypomina wtedy, że w Kościele pierwotnym nawet biskupi mogli się żenić, a Atenagoras pyta, czemu dzisiaj, we epoce bardziej podobnej do tamtej niż do tej późniejszej z Kościołem cesarskim, kapłani żonaci, nawet wybitni, nie mogą zostać biskupami. Dyskusja tak swobodna wydała się ojcu Ziei niebezpieczna nawet dla tłumacza: takie to były czasy... Nic dziwnego jednak, że miał ochotę przestawiać takie myśli polskim katolikom: były mu niezmiernie bliskie. Gdy patriarcha zmarł 7 lipca 1972 r., napisał o nim oczywiście w „Więzi”. Wydrukowaliśmy jego tekst zaraz na wstępie numeru, potem kalendarium biograficzne oraz kolejny przedruk z tamtej książki, tym razem fragment o samym zmarłym.
Sojusz dwóch Rzymów
Zieja przypomniał, że to Atenagoras I wystąpił do Pawła VI z historyczną inicjatywą cofnięcia wzajemnych ekskomunik, rzuconych w roku 1054. Według polskiego ekumenisty było to nie tylko uznanie obu Kościołów za siostrzane (bratnie), ale za jeden Kościół. Tylko że sam  autor tych słów widział jeszcze wiele oznak rozdarcia i one nie znikły dotąd, a sama teza o jednym Kościele była pewnie akceptowana przez tamtego patriarchę, ale nie przez jego wspólnotę kościelną, nie mówiąc o innych prawosławnych. Trzeba wiedzieć, że chrześcijańskiemu otwarciu Atenagorasa odpowiadało wtedy podobne po stronie rzymskokatolickiej: Paweł VI nie tylko współdokonał anulowania anatem: chcieli podobno nawet wspólnie sprawować Eucharystię, ale nie zgodziła się na to watykańska kuria, choć może również jej odpowiednik patriarchalny. Sam ten biskup Rzymu zdobył się jednak na gest niebywały: przed przedstawicielem następnego patriarchy ekumenicznego, Dimitriosa, metropolitą Melitonem, wręcz padł na kolana i ucałował jego stopy. Ale nawet w scentralizowanym Kościele papieskim pewne decyzje dojrzewać muszą bardzo powoli, cóż dopiero w mających strukturę synodalną Cerkwiach. Co zaś właśnie do struktur, to tamto eseistycznie wspomnienie Ziei kończy się taką grą obrazów: Niebotyczna papieska iglica 
„A opoka Piotrowa, na której Chrystus buduje swój Kościół, coraz bardziej daje się poznać światu nie jako samotna niebotyczna iglica skalista, na której zaledwie jeden człowiek oprzeć może swe stopy, ale jako miejsce przestronne, na którym wszyscy, których Duch Święty postawił, aby rządzili Kościołem Bożym, schodzą się razem w prawdzie i miłości, jako znaki widzialne jednego niepodzielnego Ciała Chrystusowego”. Czyli właśnie owa decentralizacja, kolegialność. Nieraz przeszkadza w rozwoju, hamuje zmiany, jak to było właśnie podobno wtedy w obu Rzymach, ale w ogóle jest eklezjalną koniecznością.
Clément wspomniał, że jego książkowy rozmówca powiedział kiedyś do niego: „Przystąpi pan jutro do Komunii. Jest pan o wiele godniejszy niż ja, ma pan szansę, że nie będzie patriarchą”. Czyli wybiera się na ten urząd nie zawsze najlepszych Niemniej następni konstantynopolscy zwierzchnicy podtrzymują tradycję otwarcia, a obecny, Bartłomiej I, przyjaźni się z Franciszkiem wyjątkowo serdecznie. Kiedy dojdzie do wspólnego Łamania Chleba, jednak nie wiemy, trzeba na to o wiele większej jedności w całym samym prawosławiu, gdzie stosunki Drugiego Rzymu z Trzecim są wyjątkowo chłodne. Długo oczekiwany Sobór Wszechprawosławny odbył się przecież bez Moskwy i paru innych patriarchatów, Bartłomiej musi się teraz bardzo hamować. Szczególnie że agresywny konserwatyzm prawosławny, grecki, rosyjski, przeraża.O „rozwodnikach” zupełnie jak Franciszek Tyle o ojcu Ziei jako rzeczniku jedności chrześcijaństwa, głównie o samej tej kwestii, ale to przecież notatnik tej sprawie poświęcony. Wrócę teraz do innej międzyludzkiej sprawy: rozłamów małżeńskich. W „Buncie Młodych Duchem” ukazały się w numerach 36- 41 po raz pierwszy w druku myśli ojca Ziei na różne tematy pastoralne, między innymi i tamtej tak dzisiaj dyskutowanej, szczególnie po adhortacji Franciszkowej „Amoris laetitia”. Otóż wiele lat temu, w sierpniu 1975 r. prorok polski myślał i czuł podobnie jak teraz papież. Napisał: „Tych, którzy na tę drogę [ślubów tylko cywilnych] wstępują, uważa się za publicznych grzeszników, nie dopuszcza się ich do Komunii świętej, choćby oni tego szczerze pragnęli, uznając swoją słabość, winę i grzeszność. Tak jest dziś. Czy może być inaczej? Na pewno nie, jeśli chodzi o samą zasadę nierozerwalności małżeństwa, ta bowiem jest z woli Bożej. I na pewno nie, jeżeli chodzi o samą zasadę prawa kościelnego. Ale może i powinien ulec zmianie stosunek sądów kościelnych i duszpasterzy do tych «publicznych grzeszników»”. Dalej parę przykładów sytuacji mogących być podstawą do stwierdzenia nieważności małżeństwa, a potem jeszcze coś znacznie więcej. „Duszpasterze zaś i spowiednicy nigdy nie powinni traktować konfesjonału jako organ wykonawczy sądów kościelnych, ale jako znak Miłosierdzia Bożego nad słabym, grzeszącym i nawracającym się człowiekiem. Nie ma grzechu, którego Bóg nie chciałby czy nie mógł przebaczyć, gdy grzesznik skruszony o to prosi. Nie ma sytuacji, w której by wobec Boga, ale po ludzku naprawić się nie dało. Niemożliwe wobec litery prawa może być możliwe wobec nieskończonego Miłosierdzia Bożego. A pokuty i zadośćuczynienia wobec Boga i ludzi może i trzeba dopełniać zawsze w ludzki sposób.” Toż to dokładnie rozumowanie Franciszkowe – oraz prawosławne. Prawo to jeszcze nie wszystko! A księża żonaci, gdy zabraknie celibatariuszy, według Ziei też możliwi. Mamony też ziemiańskiej nie znosił Był poza tym arcyodważny w trosce o ubogich. Tak jak Franciszek walczył o Kościół niehandlowy. Nie napiszę o tym wiele, bo to sprawa szeroko znana: jego potępianie księżego zdzierstwa jest niemal legendarne. Nie spotkałem natomiast nigdzie informacji o jego rekolekcjach dla ziemian. Moja matka  powiedziała mi o nich kiedyś, że były bardzo mocne: poruszał sumienia „obszarników”, moich rodziców na przykład. Mamusia notowała je, zostawiła mi w spadku zeszyt z takim dokumentem historycznym, niestety fatalnie zaginął.
Została mi natomiast informacja rodzinna, jak postąpił mój ojciec, gdy przyszedł na wsi kryzys, towary rolne staniały, tak że nie było czym płacić pracownikom w „gotówce”, poza samą przydzielaną żywnością. Niektórzy ziemianie czuli się w tym wyzysku usprawiedliwieni, ojciec jednak podjął pracę w jakiejś spółce w niedalekim Ostrowcu Świętokrzyskim, by ludziom dalej uczciwie płacić.
Po prostu prorok...
Teraz jeszcze dwa nietypowe wspomnienia. Franciszkanka służenica Krzyża, siostra Rafaela Nałęcz opowiadała w KIK-u, że została wysłana przez jego kolegów z KOR-u, bo trzymał ich kasę, po jakąś z niej wypłatę. Wróciła z niczym: nauczony konspiracyjnej podejrzliwości, uznał ją za przebraną służebnicę SB. Wbrew pozorom świętą naiwnością nie grzeszył, raz się nawet pomylił. Chyba jednak prorokiem był, choć nie jasnowidzem. I taki obrazek jako puenta. Odwiedziłem go w klasztorze sióstr urszulanek szarych na Powiślu któregoś dnia letniego. Pokoik malutki, upał potężny, gospodarz ze wspaniałą siwą brodą, ale w krótkich spodniach. Myślę, że była w tym jakaś stała niezależność myślowa tego człowieka: konwencje ubraniowe nie są najważniejsze. Styl życiowy proroka...
Jan Turnau
Autor jest publicystą „Gazety Wyborczej”

20:13, jan.turnau
Link Komentarze (13) »
sobota, 05 listopada 2016
Paweł o swoich potrzebach

List do Filipian 4,10-19
Apostoł nieraz mówi o sobie samym, tym razem o swojej sytuacji materialnej. Ciekaw jestem wrażenia innych Czytelników (i Czytelniczek!), chyba jednak trudno mu zarzucić biadolenie nad swoim losem albo chwalenie się tym, że umie znosić biedę. Przede wszystkim chwali swoich adresatów za większą niż w innych wspólnotach troskę o jego potrzeby. A miał przecież niewielkie, mamona go nie mamiła jakoś.

19:28, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
piątek, 04 listopada 2016
Przypowieść ciągle chrypiąca

Ewangelia Łukasza 16,1-8
Ta o nieuczciwym włodarzu. Autor zaznacza oczywiście, że pochwały godna nie jest nieuczciwość, ale roztropność, w sensie troski o swoją przyszłość, niemniej nie bardzo mi to wszystko pasuje mimo tylu uczonych wyjaśnień. Pcha mi się także pytanie o owych „synów światłości”, mniej roztropnych od „synów tego świata”: na czym by to konkretnie polegało?
Dalszy ciąg tekstu biblijnego o wstrętnej mamonie, który przeznaczono na jutro (Łk 6,9-15), stanowi jakby polemikę z przypowieścią. Może jednak raczej właśnie interpretację: aby nie było żadnych nieporozumień, podkreśla się potrzebę uczciwości, także w sprawach najmniejszych. Zaczyna się, co prawda, od słów ponownie wieloznacznych: „Pozyskujcie sobie przyjaciół niegodziwą mamoną”, ale dalej mamy zdania niepozostawiające wątpliwości, w końcu takie: „Jeśli w zarządzaniu cudzym dobrem nie okazaliście się wierni, któż wam da wasze”. Taka już jest redakcja tej ewangelii, swoiście niespoista. Powtarzam: Duch Święty inspirator, nie adiustator!

11:36, jan.turnau
Link Komentarze (30) »
czwartek, 03 listopada 2016
My nie cieleśni...

List do Filipian 3,3-8a
Powiada Paweł, że to my jesteśmy narodem prawdziwie obrzezanym, my, którzy nie pokładamy ufności w ciele. Choć, owszem, sam jest obrzezany ósmego dnia, Hebrajczyk z Hebrajczyków, w stosunku do Prawa faryzeusz, co do gorliwości prześladowca Kościoła, codo sprawiedliwości legalnej stał się bez zarzutu. „Ale to wszystko, co było dla mnie zyskiem, ze względu na Chrystusa uznałem za stratę”. Ciało to u Pawła synonim różnych błędów, także kurczowego trzymania się Prawa. Ale wśród nas, chrześcijan, też wciąż wiele takich, co nasze prawo ubóstwiają, Franciszka za adhortację „Amoris laetitia” atakują...

19:47, jan.turnau
Link Komentarze (19) »
środa, 02 listopada 2016
Śmierć nie ma nad nami władzy

List do Rzymian 6,3-9
Po uroczystości Wszystkich Świętych w moim Kościele rzymskokatolickim dzień zwany oficjalnie Wspomnieniem Wszystkich Wiernych Zmarłych, mniej urzędowo Dniem Zadusznym, całkiem potocznie Zaduszkami. Wspomnienie to zgoła nie uroczystość, mniej nawet niż święto, a przecież dzisiaj liturgia obfita: trzy msze, każda z czterema tekstami biblijnymi (licząc fragmenty psalmów). Motyw przewodni: „powstanie z martwych”. Raz tylko urywek z Ewangelii Jana (11,32-45) o wskrzeszeniu (Łazarza), czyli ponownym życiu ziemskim, poza tym zawsze o zmartwychwstaniu, czyli naszym losie ostatecznym, przejściu do życia absolutnie nowego. Mówi się o tym językiem dawnych wyobrażeń: „Wybawca mój żyje (...), me szczątki skórą odzieje i oczyma ciała będę widział Boga” (Księga Hioba 19,27a), czyli nastąpi jakieś ożywienie tego, co zostało zakopane w ziemi. A przecież zmartwychwstaniemy niekoniecznie z tej porcji atomów, które po nas zostały w trumnie albo urnie, to będzie w ogóle jakaś materia absolutnie nowa. Ale istotą przesłania biblijnego są te dzisiejsze słowa Pawłowe o Jezusie: „Śmierć nie ma nad Nim żadnej władzy” - nad nami też. Ideał nieśmiertelności w pojęciach chrześcijańskich.
PS. Po co jednak w kościelnej nazwie dnia dzisiejszego ten przymiotnik „wiernych”? Po co ten ekskluzywizm terminologiczny w dzisiejszym tak już przecież niezamkniętym na innych Kościele?
Dołączam komentarz z dzisiejszej strony drugiej „Gazety Wyborczej” z poprawką. Szatan sprawił, że zostało tam opuszczone słowo „wspólnie”, a dalej „i katolicy” : wyszło na to, że zacytowane słowa pochodzą tylko od luteranów, gdy tymczasem znajdują się we wspólnej deklaracji, biją się tu w piersi także katolicy. Oto właściwy tekst z przeproszeniem wielkim.
Komentarz
Cud w Lund
Jan Turnau
W poniedziałek wydarzyło się coś wielkiego. 499 lat temu niemiecki zakonnik Marcin Luter nie wytrzymał nerwowo. Kryzys Kościoła osiągnął rozmiary przeliczalne pienieżnie: połączono cierpienia dusz ludzkich czekających po śmierci na niebo w tak zwanym czyśćcu z potrzebami finansowymi papieża, który ozdabiał swoją siedzibę. Wpłaty do jego kasy miały oczekiwania skracać. Luter zaprotestował publicznie, ale papieża nie przekonał. Najszczersza troska o odnowę Kościoła doprowadziła do rozłamu w całym chrześcijaństwie zachodnim. Do takiej zaciekłości po obu stronach, że nie widziały, jak są wciąż sobie bliskie. Do walki czysto politycznej, do potwornej wojny trzydziestoletniej.
Po czterech wiekach szaleństwo zaczęło mijać, narodził się tak zwany ruch ekumeniczny. Sunnici i szyici wojują dalej, katolicy i protestanci przypomnieli sobie, że wierzą w jednego Chrystusa, i odłożyli miecze. Zbliża się jednak 500-lecie reformacji luteranie musieli coś z tą rocznicą Reformacji zrobić. Potępić ją czy po staremu świętować? Zaprosili do szwedzkiego miasta Lund papieża i powiedzieli wspólnie przede wszystkim to: „Chociaż jesteśmy głęboko wdzięczni za dary duchowe i teologiczne otrzymane za pośrednictwem Reformacji, to opłakujemy przed Chrystusem to, że luteranie i katolicy zranili widzialną jedność Kościoła. Różnicom teologicznym towarzyszyły uprzedzenia i konflikty, a religia była wykorzystywana do celów  politycznych”. O takie słowa chodziło, należy się za nie pokojowa nagroda Nobla.

17:53, jan.turnau
Link Komentarze (23) »
wtorek, 01 listopada 2016
Błogosławieni przeliczni

Księga Apokalipsy 7,2-4.9-14
Ewangelia Mateusza 5,1-12a
W księdze równie sławnej, jak dziwnej, czytamy o aż „stu czterdziestu czterech tysiącach opieczętowanych”, potem o wielkim tłumie takich, których autor też uważa za zbawionych, męczenników, co „przyszli z wielkiego ucisku, i opłukali swe szaty, i wybielili je we krwi Baranka”. A Mateusz napisał o błogosławionych ośmiu kategorii, czyli też licznych. Dzisiaj uroczystość Wszystkich Świętych, czyli przeróżnych. Tak, mamy męczenników niedaleko, na przykład ludzi, co wychowują swoje dzieci zwane urzędowo niepełnosprawnymi. Albo znoszą współmałżonka zaprawdę nie do zniesienia.

13:44, jan.turnau
Link Komentarze (14) »
poniedziałek, 31 października 2016
My nie lepsi, czyli coś na Święto Reformacji

List do Filipian 2,1-4
Mamy tutaj wezwanie, byśmy „niczego nie pragnęli dla niewłaściwego współzawodnictwa ani dla próżnej chwały, lecz w pokorze oceniali jedni drugich za wyżej stojących od siebie. Niech każdy ma na oku nie tylko własne sprawy, ale też i drugich.”
Nosa nie zadzierać, innych kłopoty dostrzegać. A to wszystko powiedziane - Opatrzność działa - na dzisiejsze Święto Reformacji. Zasady ekumenizmu fundamentalne! A papież w Lund!
Oto felieton czekający na druk w „Magazynie Świątecznym” „GW”.
Głośne myślenie
Franciszek na dwóch frontach
Jonasz
Walczy na dwie strony. Atakują go coraz mocniej kościelni konserwatyści. Przedstawił ich niedawne wystąpienie w ostatnim „Tygodniku Powszechnym” ks. Adam Boniecki. Chodzi wciąż o tak zwaną adhortację posynodalną, czyli tekst papieski wyciągający własne wnioski ze światowych obrad hierarchów. Dyskutowali już dwa razy dzisiejsze problemy rodziny i wiosną tego roku Franciszek ogłosił swoje na ten temat poglądy w dziele pod polskim tytułem „Radość miłości”. Otóż bardzo wielu ucieszył, ale niektórych zmartwił, bo otworzył furtkę dla tak zwanych rozwodników. W paragrafie 305 jest tam mianowicie zdanie miłosierne, brzmiące w języku kościelnym ostrożnie, ale rewolucyjne: „Ze względu na uwarunkowania i czynniki łagodzące możliwe jest, że pośród pewnej obiektywnej sytuacji grzechu osoba, która nie jest subiektywnie winna albo nie jest w pełni winna, może żyć w łasce Bożej, może kochać, a także może wzrastać w życiu łaski i miłości, otrzymując w tym celu pomoc Kościoła”. A ta pomoc, dopowiadam, to przede wszystkim dopuszczenie „rozwodnika” do sakramentalnej komunii. Artur Sporniak przypomina obok, że słowa takowe budziły od początku polemikę na eklezjalnych szczytach: między ich głównym rzecznikiem, który od dawna proponował tu jakieś zmiany, czyli kardynałem Walterem Kasperem, a szefem Kongregacji Nauki (Doktryny) Wiary, też oczywiście purpuratem Gerhardem Müllerem.
Teraz jednak ruszyli do boju gremialnie. Ogłosili „Deklarację wierności niezmiennemu nauczaniu Kościoła i zawsze obowiązującej jego dokrynie”, gdzie nie wymieniając adhortacji oczywiście z nią polemizują. Podpisali ten dokument trzej kardynałowie (tutaj już na szczęście bez Müllera!), trzej biskupi, profesorowie rzymskich uczelni kościelnych oraz w sumie ponad sześć tysięcy „protestantów” nie takiej rangi. Jak zauważa ks. Boniecki, będzie ich więcej, bo w internecie jest już sześć wersji językowych. Tylko patrzeć, dodaje, jak będzie polska. Choć chyba - dodam optymistycznie - bez podpisów biskupich, bo mimo swego stanowiska o porządek w Kościele dbają.
Teraz cokolwiek o papieżu na froncie przeciwnym. W jesiennej „Więzi” ks. Andrzej Draguła tłumaczy, że „papież Franciszek postrzega ideologię «gender» jako skrajną autokreację człowieka”, przekraczającą wszelkie ograniczenia. Wyżej komentarz był między wierszami, tutaj niech będzie werbalny. Mnie się wydaje, że papież jednak nie dość dobrze zrozumiał sens owej naukowej teorii. Chyba nastąpiło jakieś nieporozumienie, może z winy głupich popularyzatorów, i Franciszek sądzi, że „genderologom” chodzi na przykład o to, żeby ludzie sami sobie wybierali płeć: nie, za nich wybiera ją „natura”, mówiąc religijnie Stwórca, czasem inną psychiczną niż biologiczną. Idzie natomiast o to, żeby nieszczęśliwi ludzie mogli przyjmować to do wiadomości bez wewnętrznej szamotaniny, żeby ich otoczenie uznawało to również.

11:06, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
niedziela, 30 października 2016
Wideopisanki na niedzielę 30 października

Zapraszam do oglądania.

19:48, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
Bój jest zbawcą, nie pogromcą

Księga Mądrości 11,22-12,2
Psalm 145,8-9
Ewangelia Łukasza 19,10
Istnieje czy nie istnieje? To zagadnienie fundamentalne, ale pewne jest zaraz następne: jaki jest, jeżeli jest? Bo gdzieś głęboko w mózgu mamy często Jego obraz już gotowy, który jakby wyprzedza odpowiedź na tamto pytanie podstawowe. Wcześniej pada negacja: groźnego żandarma, prokuratora albo surowego sędziego ja nie chcę! Otóż od już dość dawna wizję tę zastępuje się portretem wręcz przeciwnym: Boga łagodnego i miłosiernego. Nie przeciwstawia się groźnego Boga Starego Testamentu dobrotliwemu Nowego, choć oczywiście dopiero w Nowym Syn Boży umiera na krzyżu dla naszego zbawienia.
Miłosierny jest w ogóle Bóg biblijny. Co więcej, w „Więzi” jesiennej arabistka Agata Skowron-Nalbarczyk udowadniała, że równie miłosierny jest Bóg islamu, to Jego określenie jest tak ważnym atrybutem Boga, że jako jedyne może występować samodzielnie w roli rzeczownika-synonimu wyrazu „Bóg”.
W Księdze Mądrości czytamy dzisiaj: „Nad wszystkimi masz litość, bo wszystko w Twej mocy, i oczy zamykasz na grzechy ludzi, by się nawrócili (...) Dlatego nieznacznie karzesz upadających i strofujesz, przypominając, w czym grzeszą, by wyzbywszy się złości, w Ciebie, Panie, uwierzyli”. Psalm: „Pan jest łagodny i miłosierny, nieskory do gniewu i bardzo łaskawy. Pan jest dobry dla wszystkich, a Jego miłosierdzie nad wszystkim, co stworzył”. A Ewangelia Łukasza: „Albowiem Syn Człowieczy przyszedł odszukać i zbawić, co zginęło”.
Czytelnicy tamtego tekstu o islamie znaleźli zapewne w Koranie i innych tamtejszych tekstach doktrynalnych, a już na pewno w działalności niektórych dzisiejszych muzułmanów i ich teoriom sporo argumentów przeciw tamtej tezie z „Więzi”. Tyle, że przyganiał kocioł garnkowi: a Jahwe nie bywa w Biblii jak Allah? Odsyłam choćby do Księgi Jozuego, gdzie okrucieństwa żydowskich najeźdźców mają legitymację boską. Nawet Jezus przecież grozi, straszy, choć tylko słowem. Teologia nie arytmetyka, nie rozstrzyga problemów równie definitywnie. Egzegeza jest procesem, przechodzi przez różne meandry. Mam nadzieję, że jest na dobrej drodze.

19:38, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
sobota, 29 października 2016
Refren wart pamiętania

Ewangelia Łukasza 14,11
„Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony.” 
Przestroga powtarzana w ewangeliach jak refren, warta mocnej pamięci. Tak naprawdę bywa w życiu, choćby tym doczesnym.

19:37, jan.turnau
Link Komentarze (15) »
piątek, 28 października 2016
Szymon nie opoka i Juda nie zdrajca

Ewangelia Łukasza 6,12-19
Świętujemy dzisiaj dwóch apostołów razem. Tych nie najważniejszych, w każdym razie jeżeli mierzyć ich znaczenie miejscem na listach Dwunastu, na przykład tej dziś u Łukasza: są tam tylko przed Judaszem. Wiemy o nich malutko. O Szymonie tylko to, że miał przydomek „Gorliwy”, i nie jest pewne, czy grecki termin „zelota” cnotę jego oznacza, czy raczej przynależność do stronnictwa zelotów, nastawionego wojowniczo wobec okupujących Rzymian. A ten Juda nie Judasz, choć warto wiedzieć, że był tamtego dokładnym imiennikiem: w oryginale greckim jest również Judą, choć były używane obie wersje imienia, zwał się Judaszem na przykład przywódca powstania tychże zelotów (Dzieje Apostolskie 5,37). Ale chrześcijanie chcieli zdrajcę także imieniem wyróżnić i tak jest niestety stale w tłumaczeniach różnych (w EPP również). Marek (3,18) apostoła dzisiejszego nazywa Tadeuszem, a Jan (14,22) opowiada, że zapytał Jezusa: „Panie, cóż się stało, że nam się masz objawić, a nie światu?”.
Judom (są tacy?) oraz Tadeuszom imieninowe życzenia najlepsze! Niech będą apostołami Ewangelii!

13:57, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
czwartek, 27 października 2016
Walka według Jezusa Chrystusa

Psalm 144,1-2
„Błogosławiony Pan, Opoka moja,
On moje ręce zaprawia do walki,
moje palce do bitwy.
On moją mocą i warownią moją, osłoną moją i moim wybawcą,
moją tarczą i schronieniem, On, który mi poddaje ludy.”
Psalm ten oznaczono określeniem „Dawidowy”, sugerując, że napisał go sam król przesławny. Był człowiekiem jak na tamte czasy i miejsca delikatnym duchowo, w każdym razie wobec swego prześladowcy Saula, ale nawojował się tak, jak o walce myślał zapewne w tej swojej modlitwie. Wrogów miał zresztą agresywnych, pewnie trudno było być wobec nich barankiem, ale my, uczniowie Baranka Ukrzyżowanego, inny mamy przed oczami ideał.
Stanęły dzisiaj takie problemy, jak ten, czy w ogóle jest coś takiego, jak wojna sprawiedliwa.
Są instytucje w rodzaju ONZ czy Unii Europejskiej. Jest demoniczne Państwo Islamskie, ale też jakoś realizowane idee sensownie pacyfistyczne, non violence, powtarzane nie zawsze na darmo święte słowo „dialog” .

22:18, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
Paweł niemal pajdokrata... Młodzi postępowi oraz konserwatywni

Wpis na środę 26 października 2016
List do Efezjan 3,4
„A wy, ojcowie, nie pobudzajcie do gniewu waszych dzieci, lecz wychowujcie je w karności, napominając, jak chce Pan.” Jakże śmiałe zdanie w czasach pedagogii surowego bata. Z młodymi trzeba postępować po prostu roztropnie, rozumiejąc, że oni też mają nerwy.
Teraz coś o młodzieży statystycznie. Socjolog Henryk Domański w dwumiesięczniku laickolewicowym „Res Humana” podaje i komentuje wyniki badań CBOS-u, potwierdzonych przez inne ośrodki, przeprowadzonych w styczniu br. Ludzie w wieku 18-24 są wobec uchodźców z krajów ogarniętych wojną mniej otwarci niż pokolenia starsze. 76 proc. nie chce ich przyjmowania, gdy ci z lat 55-64 - 58 proc., a ogół ludności - 67 proc. Skądinąd są mniej niż tamci religijni, lepiej oceniają „Brukselę” - ale bywają bardziej antyaborcyjni.
Domański niechęć do uchodźców tłumaczy lękiem przed konkurencją na rynku pracy, a o stosunku do aborcji pisze, że są to zmiany cykliczne. Zresztą zauważa, że pokolenie to jest w tej sprawie bardziej rygorystyczne moralnie, ale już nie w sprawie gejów i lesbijek: na przykład deklaruje ono największe poparcie dla publicznego demonstrowania homoseksualizmu: 44 proc., gdy ogół społeczeństwa tylko 30. Relata refero...

22:17, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
wtorek, 25 października 2016
Bądźmy sobie wzajemnie poddani

List do Efezjan 5,21-33
Ten tekst biblijny pasuje ogólnie jak ulał do tematyki naszej dzisiejszej feministycznej: mamy tutaj tak dzisiaj kontrowersyjne słowa Pawłowe albo ucznia jego jakiegoś na temat kobiet: „Żony niechaj będą poddane swym mężom, jak Panu, bo mąż jest głową żony, jak i Chrystus głową Kościoła: On - Zbawca Ciała. Jak Kościół poddany jest Chrystusowi, tak i żony mężom - we wszystkim.” Ale następnie mamy wywód niewątpliwy patriarchalizm łagodzący: „Mężowie, miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Kościół ” - dalej jest uzasadnienie twierdzenia o tej Chrystusowej miłości chyba dla nas oczywistego. I że mamy swoje żony miłować jak własne ciało, którego przecież (na ogół) nikt nie nienawidzi. Na koniec, że powinniśmy je kochać jak siebie samego, „a żona niechaj ze czcią się odnosi do swojego męża”.
W biblistycznej dyskusji są w ogóle pytania, czy są to na pewno słowa samego Pawła, tak jak i tamte z Listu do Kolosan 3,18, 1 Listu do Koryntian 14 i 1 Listu do Tymoteusza 2, też patriarchalistyczne, a bardzo antyfeministycznie brzmiące w 1 Tym 2,13-14. Bo przecież Apostoł napisał, że nie ma mężczyzny ani kobiety. Niezależnie jednak od problemu rzeczywistego autorstwa mocno brzmi owo porównanie relacji małżeńskiej do tej między Chrystusem a Kościołem, zaakcentowane tutaj jeszcze w wersecie 32 (zajrzyjcie do tekstu). No i informuję, że perykopa dzisiejsza zaczyna się od wezwania: „Bądźcie sobie wzajemnie poddani w bojaźni Chrystusowej”. Wzajemnie! A w polskich kobiecych protestach widać wieki płciowej nierówności oraz partyjną prowokację, niezamierzoną jak w tylu innych w zmianie zwanej dobrą nie bardzo precyzyjnie.

17:49, jan.turnau
Link Komentarze (30) »
poniedziałek, 24 października 2016
Tacy bądźmy

List do Efezjan 4,32
„Bądźmy dla siebie nawzajem dobrzy i miłosierni. Przebaczajcie sobie, tak jak i Bóg wamprzebaczył w Chrystusie.”
Dla wszystkich spraw międzyludzkich tylko tego trzeba. Tylko? Ażtego! Gdyby taki był co drugi człowiek na ziemi, byłoby zupełnie inaczej.

21:12, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
niedziela, 23 października 2016
Wszyscyśmy trochę faryzeusze. O cudach nowocześnie, bardzo ciekawie!

Ewangelia Łukasza 18,9-14
Chyba wielu znana przypowieść o faryzeuszu i celniku. O tym pierwszym, co się modlił reklamiarsko: „Boże, dziękuję, że nie jestem jak inni ludzie: zdziercy, niesprawiedliwi, cudzołożnicy, albo i ten celnik. Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam.” A celnik tylko prosił: „Boże, miej litość dla mnie grzesznika”. I puenta będąca sednem Ewangelii: usprawiedliwiony został oczywiście ten drugi.
Komentator periodyku „Oremus” ks. Jarosław Janiszewski napisał o faryzeuszu, że „w miejsce Boga wystarcza mu Prawo – ono daje mu satysfakcję, poczucie wypełnienia niezbędnego minimum, wyzbycia się wyrzutów sumienia, wreszcie poczucie własnej wartości, a nawet wyższości nad innymi. Własną sprawiedliwość faryzeusz traktuje nie jako łaskę, ale zasługę”. Myślę, że ów zarozumialec jest faktycznie przede wszystkim klasycznym wyznawcą religii Prawa: trzeba go literalnie przestrzegać i tyle. Religia wiary jest czymś innym: patrzeniem nie tyle na paragrafy, jak w jeżdżeniu samochodem albo płaceniu podatków, ile na bliźnich wokół siebie, czy nie potrzebują pomocy. Czyli na Boga, który jest w każdym z tamtych.
Co do podatków, to przeciętny katolik przestrzegający naszego Prawa traktuje tę sprawę na ogół chyba jako raczej marginalną, mniej ważną na przykład od „postu”, polegającego tylko na wegetarianizmie piątkowym dotyczącym również ryb.
Ale to był nawias, podejrzewam przede wszystkim, że katolicka moralność prawnicza („jurydyczna”) podobna jest trochę do dawnej hebrajskiej. Powiedziała mi kiedyś koleżanka z pracy, że nie bardzo wie, z czego się spowiadać, bo do żadnych – nie dodała, że poważnych, ale o takie jej chyba chodziło – grzechów nie może się przyznać. Dziewczyna jest zresztą bardzo sympatyczna, niekonfliktowa, męża chyba nie zdradza – ale trzeba zapytać, co z tego.
I nieraz już słyszałem podobne wyznanie. Powinienem był jej odpowiedzieć, że etyka chrześcijańska polega na innej optyce. A mówiąc jeszcze dokładniej, na wierze Chrystusowi.
Pójście za Nim – oto ten duchowy kierunek. Ale na to trzeba bardzo bliskiego, osobistego stosunku do Niego, który jest ciągle również moim problemem.
Teraz coś o cudach, czyli relacji religia-nauka. W „Tygodniku Powszechnym” niebywale ciekawy i ważny wywiad z filozofem przyrody, ks. Tadeuszem Pabianem. Pozwolę sobie na cytat kolubrynę.
«Artur Sporniak: Czy wierzy Ksiądz w cuda?
Ks. Tadeusz Pabian: A co pan rozumie przez cud?
AS: Potocznie cud to wydarzenie, które dzieje się wbrew prawom przyrody. W książce „Anatomia konfliktu. Między nowym ateizmem a teologią nauki” Ksiądz takie rozumie odrzuca. Co wiele osób wierzących może zaniepokoić.
Ks.: „Odrzucam” to może za dużo powiedziane, po prostu uważam, że lepsze jest drugie rozumienie cudu – jako znaku Bożego działania. Do teologicznej istoty cudu wcale nie należy to, że narusza on prawa przyrody – tylko to, że wskazuje na Boże działanie. W takim sensie cuda jak najbardziej istnieją – głęboko w to wierzę. Takim cudem może być wydarzenie, które da się wyjaśnić w sposób naturalny. Ktoś, kto nie wierzy w Boga, powie, że jest to zupełnie naturalne wydarzenie. Natomiast dla mnie, wierzącego w Boga, może ono mieć charakter znaku, czyli właśnie cudu.
AS.: Ale w ten sposób wszystko może być cudem. Tymczasem jeżeli coś przekracza porządek przyrody – łatwiej w tym dostrzec rękę Boga.
Ks.: Żeby zdecydować czy Bóg faktycznie przekracza porządek przyrody, czy nie, najpierw musielibyśmy ustalić, co będziemy rozumieć przez prawo przyrody. Zwykle pod tym określeniem rozumiemy to, co współczesna nauka nazwała prawem – np. prawo ciążenia. Ale takie rozumienie można rozszerzyć na wszystkie możliwe prawa – również te, których na razie jeszcze nie znamy. Patrząc z takiej perspektywy nie wiemy, co faktycznie przekracza porządek przyrody. W historii nauki wielokrotnie zdarzało się, że jakieś zjawisko uznawane za niewytłumaczalne z czasem znajdowało naukowe wyjaśnienia. Rozumienie cudu jako przekraczającego prawa przyrody naraża nas zatem na zarzut, że mylimy wiarę z niewiedzą.
Poza tym Bóg działałby wówczas w sposób niekonsekwentny: nadałby przyrodzie autonomię po to, by ją później naruszać. Dlatego przekonuje mnie rozumienie cudu jako znaku Bożego działania, a nie jako przekroczenia prawa przyrody.
AS.: I da się tak zinterpretować wszystkie cuda?
Ks.: Niektórzy teologowie, np. australijski duchowny Daniel Edwards, twierdzą, że wszystkie cuda Jezusa można zinterpretować w sposób nieinterwencjonistyczny – łącznie z Wcieleniem i Zmartwychwstaniem. I mnie to przekonuje. Bóg dokonuje takiego cudu nie naruszając praw przyrody, w tym najgłębszym, fundamentalnym nieznanym nam jeszcze rozumieniu. Możliwe, że odpowiedź na pytanie, jak Bóg „to zrobił”, poznamy dopiero w przyszłym życiu. Poza tym nie mamy innej możliwości, jak próbować opisywać wykraczające poza nasze rozumienie Boże działanie przy pomocy naszego ułomnego języka. Innym językiem nie dysponujemy. Dlatego mówimy, że Bóg działa poprzez przyczyny wtórne, czyli posługując się zdarzeniami powodowanymi przez prawa przyrody czy naszym działaniem, albo że jest On immanentnie obecny we wszystkich organizmach i strukturach świata nieożywionego, i że działa w nich nie naruszając ani autonomii przyrody, ani wolności człowieka.
Wielki teolog niemiecki Karl Rahner mówił, że Bóg w procesie samoudzielania daje siebie światu i dzięki temu świat może rozwijać się na drodze ewolucji. Nie mamy bezpośredniego dostępu do aktu ciągłego stwarzania świata przez Boga, nie wiemy, na czym on tak naprawdę polega – mamy do czynienia tylko z wynikiem tego działania – to znaczy ze stworzonym światem. Z drugiej strony mamy też silną intuicję, że istnienie świata nie jest konieczne, domaga się zatem wyjaśnienia.
AS.: Richard Dawkins lubi wskazywać na cud dziewiczego poczęcia Jezusa jako przykład irracjonalności wiary. Spróbujmy wbrew Dawkinsonowi ten cud wyjaśnić „naturalistycznie”: partenogeneza plus mutacja sprawiająca, że rodzi się chłopiec mimo żeńskiego chromosomu. Takie mutacje się zdarzają...
Ks.: Nie jestem biologiem więc nie potrafię ego potwierdzić. Ale nawet gdybyśmy nie potrafili w sposób nieinterwencjonistyczny wyjaśnić tego cudu na obecnym etapie rozwoju nauki, nie musi to oznaczać, że wyjaśnienie na najgłębszym poziomie praw przyrody nie istnieje. To samo odnosi się do wszystkich innych cudów, np. do zmartwychwstania Chrystusa, które przez wielu teologów jest traktowany jako zapowiedź tego, że kiedyś nie
tylko nasze ludzkie ciało, ale cały materialny kosmos doświadczy fundamentalnej przemiany. Byłoby to niezrozumiałe, gdyby nie istniały żadne prawidłowości rządzące tą przemianą. Właśnie w takim znaczeniu można mówić o tym, że wszystkie cuda dokonują się w zgodzie z prawami natury.
AS.: Jedni, ci, którzy wierzą bardziej ludowo – zarzucą, że pozbawia ich Ksiądz możliwości doświadczenia bezpośredniej Bożej obecności (któż może złamać prawa przyrody, jak nie ich Stwórca?), inni – pokroju Dawkinsa – powiedzą, że jest to arbitralna spekulacja, za pomocą której można uzasadnić wszystko.
Ks.: Czy Bóg złapany za rękaw byłby Bogiem prawdziwym? Wkładanie Boga do systemu świata jest ryzykowne, bo czyni Boga podatnym na empiryczną falsyfikację. Za jakiś czas może się okazać, że rzekomy cud jest zjawiskiem wyjaśnianym przez nauki. Empiryczny „dowód” na to, że Bóg istnieje, zamienia się wówczas na „argument” przeciwko jego obecności.
Co do stanowiska Dawkinsa, zakłada on, że nie ma niczego, czego nie dałoby się wyjaśnić naturalnie przy pomocy nauki. To bardzo mocne założenie. Owszem, nauka dokonuje swego rodzaju samoograniczenia, zakładając, że w badaniu świata należy się posługiwać się tylko wyjaśnieniami empirycznymi. Z historii nauki wiadomo, że tak pojmowany metodologiczny naturalizm okazał się bardzo owocny. Z niego jednak wcale nie wynika naturalizm ontologiczny, czyli twierdzenie, że poza empiryczną rzeczywistością nic nie istnieje.
AS: Ale też nie wynika, że istnieje. Nowi ateiści powołują się na brzytwę Okhama, czyli zasadę domagającą  ię minimalizowania założeń – dla nich istnienie Pana Boga za bardzo komplikuje świat.
Ks.: Dlatego w książce przekonuję, że nadużyciem jest wykorzystywanie nauki zarówno do dowodzenia, że Boga nie ma, jak i do dowodzenia, że Bóg istnieje (tak współcześnie robią np. zwolennicy „inteligentnego projektu”). Istnienie Pana Boga i całej sfery duchowej jest kwestią nie dowodów naukowych, tylko innych racji – filozoficznych i teologicznych. (...)
AS: Jak w kontekście współczesnych nauk bronić takiej kategorii jak dusza? Przypomnijmy, że Kościół wciąż posługuje się nią w tekstach doktrynalnych, np. mówiąc, że Bóg stwarza duszę ludzką bezpośrednio, albo że  est ona formą ciała. W dzisiejszym rozumieniu forma ciała jest „zapisana” w genomie... Czy genom to dusza?
Ks.: Teologia nie dysponuje własnym technicznym językiem, dlatego musi go skądś zapożyczać. Najczęściej sięga do filozofii. Gdy powstawało chrześcijaństwo, akurat pod ręką była filozofia dualistyczna dzieląca rzeczywistość na to, co materialne i to, co duchowe (Platon, Arystoteles). Dlatego w antropologii chrześcijańskiej człowiek to zespolenie duszy i ciała. Ale od samego początku wiadomo było, że filozofia dualistyczna jest tylko narzędziem służącym do wyrażenia prawd wiary, i że można te prawdy wyrazić w inny sposób. I niektórzy dzisiaj próbują to robić np. zinterpretować pewne teologiczne prawdy w kategoriach monizmu ewolucyjnego. Anglikański duchowny i zarazem fizyk John Polkinghorne uważa np., że człowiek nie jest podzielony na duszę i ciało, tylko stanowi jedność psychofizyczną, która wyewoluowała ze świata zwierząt. Jeżeli ewolucja dotyczy tylko ciała, a dusza jest stwarzana bezpośrednio przez Boga – Jan Paweł II mówił w tym kontekście o ontologicznym skoku między światem zwierząt a człowiekiem – to czy to oznacza, że na pewnym etapie ewolucji Bóg „wkłada” duszę ludzką w zwierzęce ciało? Byłoby to dość arbitralne rozwiązanie. Dlatego próbuję w mojej książce mówić także o możliwości ewolucji pierwiastka duchowego, który pojawia się w organizmie człowieka stopniowo, wraz z rozwojem jego biologicznego ciała. Niektórzy w tym kontekście wyraźnie rozróżniają duszę od ducha, który bezpośrednio pochodzi od Boga. W tej interpretacji dusza jest „jedynie” podstawą zjawisk psychicznych i ewoluuje wraz z psychiką zwierzęcą do ludzkiej postaci.»

Moim zdaniem terminologia teologiczna jest wciąż uboga, by móc dobrze opisać intuicje wiary. Ta koncepcja cudów nie jest całkiem nowa, ale w wersji odważniejszej niż w tych, które czytałem dotąd u autorów polskich. Szczególnie mi się spodobało napisanie, że Bóg nie stwarza ludzkiej duszy w ten sposób, że wkłada ją w zwierzęce ciało. Dualizm platoński pokutuje ciągle i wszędzie! Arturze, brawo, księże Tadeuszu oczywiście też! Może trzeba zacytować Asnyka: „Za każdym krokiem w tajniki stworzenia coraz się dusza ludzka rozprzestrzenia i większym staje się Bóg”. Większym, nie mniejszym, bo stworzył świat o wiele mądrzej niż nam się wydawało. A z cudami to jest tak, że się dzieją, ale nie dzieją w innym sensie.
Rozmowa w „Tygodniku” jest obszerniejsza dotyczy także kwestii, czy Bóg nie mógł stworzyć świata bez potwornych cierpień. Ale to już problem inny.

17:17, jan.turnau
Link Komentarze (43) »
sobota, 22 października 2016
Pluralizm kościelnych ról. Prorocy Jan i Ludwik

„On też ustanowił jednych apostołami, innych prorokami, innych ewangelistami, innych pasterzami i nauczycielami.” Jakże słuszna jest wizja Kościoła, w której różni jego członkowie różne role pełnią. Pasterz nie może być prorokiem, ale jeden i drugi jest konieczny i mają „znosić się nawzajem w miłości” (z tekstu wczorajszego). Biskupi znosić takich ludzi jak Jan Zieja, Ludwik Wiśniewski dzisiejszy też. O tym drugim coś mojego w „Wyborczej”, a inne poniżej.
Naprawdę dla wielu ojciec Dominikanin polski sławny kończy we wtorek 80 lat. Nie lubię nazywania zakonników ojcami, wielu z nich zresztą też nie uwielbia tego zaszczytnego określenia. Podział na ojców, czyli kapłanów, i braci bez tych święceń, widzi nam się mało demokratyczny. Robię jednak wyjątek dla brata Ludwika. Córka moja studiująca kiedyś na KUL-u opowiedziała mi właśnie, że zastała tam o nim legendę: jakim był autorytetem dla tamtejszych studentów, jak się o nich autentycznie troszczył.
Człowiek ten ma najwyraźniej niebywałe poczucie odpowiedzialności za wszystko, co się wokół niego w różnych środowiskach dzieje. Za „komuny” nie stronił bynajmniej od demokratycznej opozycji, a teraz nie bierze wody w usta, gdy widzi w swoim Kościele tyle niebezpiecznych zjawisk. Bogu dzięki, że jest u nas ktoś, kto chrześcijański patriotyzm od nacjonalizmu dobitnie odróżnia.
Ojcze Ludwiku, żyj jeszcze długo taki!

14:58, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
piątek, 21 października 2016
Znośmy siebie nawzajem

List do Efezjan 4,1-2
„Zachęcam was, ja, więzień w Panu, abyście postępowali w sposób godny powołania, do jakiego zostaliście wezwani, z całą pokorą i cichością, z cierpliwością znosząc siebie nawzajem w miłości.” Zamiast „znosząc” Tysiąclatki może być „przyjmując” Ekumenicznego Przekładu Przyjaciół, ale tamto słowo bardzo mi pasuje. Brzmi bardzo celnie, gdy przypomnimy sobie, jak często bliźni nasi są według nas po prostu nieznośni. Zwzajemnością, rzecz jasna.

13:17, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
czwartek, 20 października 2016
Jeszcze jedne słowa dziwne

Ewangelia Łukasza 12,49-53
„Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę, ażeby już zapłonął”. Poznanianka tłumaczy: „Zapewne ogień miłości, który ma ogarnąć wszystkich ludzi”, ale dalej mamy: „Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam”. Tamto tłumaczenie już tu zgoła nie pasuje, zapewne chodzi tylko o skutek niezamierzony, nie do uniknięcia: teściowa skonfliktowana z synową także o to, że jedna uważa drugą za dewotkę...
W każdym razie, jak już tu pisałem nieraz, redaktor tej ewangelii za uważny nie był, zestawiał czasem zdania całkiem różnej treści. A Inspirator nie adiustator, ad maiore missus est!

Wpis na środę 19 października 2016:
Paweł, głosiciel ogromnej nowiny. I Popiełuszko, chłopak na pozór zwyczajny
List do Efezjan 3,2-12
Paweł wyznaje, że została mu dana łaska zaprawdę kolosalna: ogłosić poganom jako Dobrą Nowinę, że „są współdziedzicami i współczłonkami Ciała, i współuczestnikami obietnicy w Chrystusie Jezusie przez Ewangelię”. Ta „tajemnica Chrystusa nie była oznajmiona synom ludzkim w poprzednich pokoleniach”. Dla nas dzisiaj to taka oczywistość, że trudno nam pojąć jej ówczesną rewelacyjność, rewolucyjność wręcz: nie tylko naród wybrany, także inne, tak dotąd przez Żydów lekceważone, mogą korzystać z Bożego bogactwa duchowego. Ale jest to bogactwo Chrystusa właśnie - dlatego nie zostało przyjęte przez większość posiadaczy dotychczasowych. Język tego tekstu - zapewne napisanego nie przez samego apostoła, tylko jego ucznia, raczej zresztą traktatu teologicznego - bardzo nieprosty, zajrzyjcie jednak do księgi, bo to przecież Biblia.
A u nas dzisiaj liturgiczne wspomnienie innego człowieka odwagi niesłychanej, błogosławionego Jerzego Popiełuszki. Wydawnictwo „Znak” zdążyło z książką na jego temat: drugą już o nim Mileny Kindziuk. Rzecz zwie się „Cuda księdza Jerzego”, ale opowiada nie tylko o takich wydarzeniach niezwykłych: cały jeden rozdział ma tytuł: „Cud życia księdza Jerzego”. No właśnie! Ten tak prosty, nieśmiały chłopak, przeciwieństwo wszelakiego tupetu, krzykacz żaden (choć tak myślałem najpierw), okazał się zdolny do męczeństwa, z którym się liczył, co autorka też zaznacza. Również delikatnie to, że nie wszyscy księża, w każdym razie nie od razu, pochwalali te msze za ojczyznę. Tak to wtedy było, warto wiedzieć.

23:58, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
wtorek, 18 października 2016
Mój ewangelista kochany

2 List do Tymoteusza 4,11
„Łukasz sam jest ze mną”. Dzisiaj jego święto. O autorze najdłuższej ewangelii, jedynym na pewno w Biblii spoza narodu wybranego, wiemy bardzo niewiele: obok tej wzmianki są równie krótkie  w Liście do Kolosan 4,14 i do Filemona 24 oraz pisane w liczbie mnogiej relacje w Dziejach Apostolskich, najpewniej przezeń napisanych, choć i tu są opinie sceptyczne. Wynika z nich, że był towarzyszem Pawłowym wiernym, ale niektórzy uczeni bibliści skłonni są także i to podawać w wątpliwość. Co do mnie, jestem mniej krytyczny, może też dlatego, że ta opowieść o Jezusie teologiczno-biograficzna jest mi duchowo najbliższa. Jej optyka skierowana na ubogich szczególnie mi odpowiada, jego przypowieści szczególnie zachwycają.
Wszystkim Łukaszom życzenia imieninowe najlepsze!

20:38, jan.turnau
Link Komentarze (34) »
poniedziałek, 17 października 2016
Hasło naszej epoki

List do Koryntian 2,4
„Bóg bogaty w miłosierdzie.”
Oto imię naszej kościelnej epoki! Bogu niech będą dzięki! Wreszcie!

19:27, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
niedziela, 16 października 2016
Wideopisanki na niedzielę 16 października

Co jednak oznacza powiedzenie, że Bóg pisze prosto po liniach krzywych? Oglądajcie.

18:05, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
Opatrzność Bożą atakuj

Księga Wyjścia 17,8-13
Psalm 121,1b-8
2 List do Tymoteusza 3,14-4,2
Ewangelia Łukasza 18,1-8
Bez modlitwy nie ma religii, a modlitwa jest najczęściej, jak się mówiło, proszalna. Ale zaraz odwieczny problem zwykłych wierzących: jeśli ktoś pojmuje Boga jako wszechwiedzącego, to pyta, po co zawracać Mu głowę, bo On przecież wie, czego nam potrzeba. Różnie się na tę wątpliwość odpowiada. Co do mnie, staram się modlić tylko o mądrość, tę konieczną, żeby naprawdę żyć dobrze, nieegoistycznie i po prostu niegłupio, a do tego drugiego trzeba światła Ducha. A jeżeli o coś innego prosić, to raczej nie dla siebie, dla innych.
Żydzi starożytni, jak i nowożytni, oczywiście się modlili „proszalnie”. Gdy wojowali, prosili o zwycięstwo. „Jak długo Mojżesz trzymał ręce podniesione do góry, Izrael miał przewagę. Gdy zaś ręce opuszczał, miał przewagę Amalekita. Gdy zdrętwiały Mojżeszowi ręce, wzięli kamień i podłożyli pod niego, Aaron zaś i Chur podparli jego ręce, jeden z tej, a drugi z tamtej strony. W ten sposób aż do zachodu słońca były jego ręce wzniesione wysoko. I tak pokonał Jozue Amaleka i jego lud ostrzem miecza.”
Psalm: „Wznoszę swe oczy ku górom, skąd nadejść ma dla mnie pomoc? Pomoc moja od Pana, który stworzył niebo i ziemię. On nie pozwoli, aby potknęła się twa noga, ani się nie zdrzemnie Ten, który Ciebie strzeże.”
Jezus w ewangelii tłumaczy, że Bóg jest jak sędzia niesprawiedliwy, który w końcu ulega ciągłemu naprzykrzaniu się wdowy i bierze ją w obronę przed jej przeciwnikiem. Bierze w obronę swoich wybranych i to nawet „prędko”. „Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?” Trzeba przyjąć za Poznanianką, że to zdanie nie należy do poprzednich, myślę, że w ogóle – bywa tak szczególnie u Łukasza – zostało dopisane w tym miejscu jako osobna myśl eschatologiczna. Choć oczywiście wiara w modlitwie „proszalnej” pomaga, jak to było z tym wojownikiem z „Amalekiem” (Amalekitami). Tyle że nie zawsze, jak chcemy, a już na pewno nie zaraz. Bóg po bardzo krzywych liniach pisze i hipoteza ateistyczna nie jest dla mnie po prostu absurdalna. Ja jednak wierzę, że rządzi wszystkim Sens. Opatrzność, co nigdy nie działa opacznie.

Natomiast mną rządzi chęć autoreklamy, załączam zatem dwie moje pisanki dla „Wyborczej”
Oto ta z piątku.
Ks. Jan Zieja 1897-1991 Prorok, co chciał być proboszczem
Jan Turnau
19 bm. rocznica śmierci dwudziesta piąta.
Zwyczajny chłopak ze wsi, z Ossego koło Opoczna. Zupełnie niezwyczajny. Mając lat 11 kupuje Ewangelię według św. Jana i ta lektura czyni zeń biblijnego proroka. Bardzo zdolny do nauki, ale profesorem nie zostaje. Od małego chce być księdzem, ale nawet doktoratu nie robi. Całe życie chce być proboszczem i to wiejskim. A parafia ma być według niego podstawową komórką Kościoła, oddana wzajemnej pomocy. Wybucha wojna 1920 i zgłasza się na kapelana. Zobaczywszy pobojowisko, rannych, zabitych, Polaków, Rosjan, dochodzi do przekonania, że nie wolno zabijać: nigdy nikogo.
Wygłasza w tym duchu kazanie, po którym jego dowódca zastanawia się czy go nie aresztować, bo osłabia bojowego ducha. Ale otrzymuje Krzyż Walecznych. Zresztą uważa, że niech każdy decyduje sam.
Gorszą go też granice zbrojne pilnie strzeżone, więc bez paszportu i pieniędzy wyrusza w pielgrzymkę do Rzymu . Dociera aż do Wiednia. Ale kilka lat później podróżuje przez Włochy w stroju żebraka.
W Warszawie naraża się kardynałowi Aleksandrowi Kakowskiemu. bo prowadzi pogrzeb dziewczyny oskarżonej o publiczne zgorszenie, a potem samobójstwo. Ratuje go wstawiennictwo ks. Władysława Korniłowicza z Lasek. z którymi się tymczasem bardzo zaprzyjaźnia. Podpada także swojemu stałemu zwierzchnikowi, biskupowi  andomierskiemu Marianowi Ryxowi (jest z tamtej diecezji), bo upiera się nie brać żadnych opłat za kościelne obrzędy. Nie dostaje tam nigdy parafii. Zaproszony przez tamtejszych ziemian wygłasza im rekolekcje i mówi twardo o ich stosunku do chłopów: matka opowiadała mi, jak wstrząsnęło niektórymi. Próbuje życia u kapucynów, póki nie zajrzał u nich do kuchni i nie zobaczył kadzi z zupą - dla biednych. Ciemny płyn, kaszy w niej trochę, a obiad był dla zakonników z mięsem, a jakże. Jest światowym prekursorem Franciszkowego Kościoła ubogich.
Otrzymuje natomiast parafię u bliskiego mu duchem biskupa Zygmunta Łozińskiego na Polesiu i pracuje tam do zmiany ordynariusza. Tam poznaje innych chrześcijan, prawosławnych, baptystów, a także Żydów, których zna już, konwertytów z Lasek. Staje się polskim prekursorem ekumenizmu.
Zaprzyjaźnia się również z ludowymi lewicowymi Wiciami. Przeciwstawia się tam ostremu antyklerykalizmowi, ale jednoczesną krytyką duchownych naraża się na obie strony. Podczas okupacji jest naczelnym duszpasterzem Szarych Szeregów, a podczas Powstania kapelanem Pułku Baszta. Ku zgorszeniu niektórych Polaków na prośbę żołnierzy niemieckich odprawia im mszę. Z ludźmi wysłanymi na roboty do Niemiec wyjeżdża w przebraniu jako ich duszpasterz. Wracając, organizuje w Słupsku opiekę nad samotnymi matkami zgwałconymi, ofiarami sowieckich gwałtów.
W PRL walczy z władzami. Pisze list do KC PZPR, tłumaczy, żeby przestali kłamać i uwolnili prymasa. Biskupów krytykuje za faktyczną akceptację tamtego uwięzienia, za co kuria warszawska zwalnia go z funkcji rektora kościoła wizytek. Uwolniony kardynał tamto anuluje, ale Zieja robi mu stale kłopoty. W rocznicę zbrodni katyńskiej nieopatrznie przypomina ją i potępia, co gorsza jednak, krytykuje prymasa za przeakcentowany kult maryjny. W końcu decyzją samego prymasa z kościoła wizytek odchodzi. Komunizm zwalcza, ale msze za Stalina i Bieruta odprawia, bo im szczególnie potrzeba modlitwy. Także w rocznicę napaści na Polskę 17 września 1974 roku mówi o pojednaniu z braćmi zza Buga. W KOR-e jest jego wyrocznią moralną. Broni go przed prokuratorem woskowym.
Odwiedziłem go kiedyś w jego pokoiku u urszulanek na Wiślanej, był upał, więc siedział w krótkich spodniach. Z długą siwą brodą wyglądał naprawdę jak prorok.

Teraz coś, co będzie może w poniedziałek. Felieton. Cały Pan Bóg na pamięć
Jan Turnau
Uczy mnie życie coraz bardziej, że nie ma rzeczy niemożliwych. Ostatnio trafił mi się dowód z dziedziny kościelnej: Jezus, Maria! Nasza córka przyszła pól wieku temu zapłakana, bo przed pierwszą Komunią musi się nauczyć na pamięć czegoś, czego jest pięć. Chodziło o warunki przystępowania do sakramentu pokuty: absolutnie nie wiedziała, co to takiego. Otóż historia powtarza się nieubłaganie, chyba nie tylko u katechetki z czysto polskiej Pragi.
Nie tylko „Ojcze nasz”, „Zdrowaś Mario” i „Wierzę w Boga”, bo to jeszcze rozumiem, też dziesięć przykazań Bożych i pięć kościelnych, siedem sakramentów, grzechów głównych, darów Ducha Świętego, cnoty różne, także kardynalne (nie mylić z kardynalskimi), modlitwy mszalne... Oraz odpowiedzi na czterdzieści pytań w rodzaju, kim jest Bóg.
Nie jestem przeciwnikiem ćwiczenia pamięci, ale bez przesady, a wiara religijna jest tutaj tematem fatalnym. Szczególnie jeżeli katecheta nie tłumaczy sensu słów. Dziecko zapytało, co znaczy „nie cudzołóż”, pani odpowiedziała, że to mają wytłumaczyć rodzice... Żeby nie było, jak kiedyś z dziewczynką , która wytłumaczyła sobie sama, że chodzi o wyłudzanie, i wyznała spowiednikowi, że scudzołożyła krasnoludka (miał chyba problem, żeby nie umrzeć ze śmiechu).
Acha i tam za Wisłą dzieci mają indeksy, muszą mieć tam dowód obecności na każdym obowiązkowym nabożeństwie, też różańcowym, roratach. Oczywiście z rodzicem, bo dziecko samo nie dojedzie, niebezpiecznie. Tak to w dzisiejszej Polsce wygania się całe rodziny z Kościoła: a dziwiłem się księdzu, który mi powiedział, że 4 czerwca 1989 roku upadł komunizm, nastał postkomunizm. No bo dalej zwalcza się wiarę, tyle że tutaj czyni to niechcący sam Kościół.

17:45, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
sobota, 15 października 2016
Duch większy od Syna?

Ewangelia Łukasza 12,10
„Każdemu, kto powie jakieś słowo przeciw Synowi Człowieczemu, będzie odpuszczone, lecz temu, kto bluźni przeciw Duchowi Świętemu, nie będzie odpuszczone”. Jeszcze jedne słowa dziwne: Osoby Trójcy nierówne? Równe, ale my nierówni: ci, co odrzucają Chrystusa, raczej głównie Jego Kościół, czynią nieraz tak, bo nie wiedzą naprawdę, kto zacz. Po niektórych chrześcijanach sądząc, po uczniach wnioskując na temat Mistrza, wydaje im się niezbyt wart wiary. Natomiast Ducha nie widać oczami ciała, ale duchowymi bezbłędnie: głos swego sumienia słyszy nawet głuchy jak pień.

12:14, jan.turnau
Link Komentarze (32) »
piątek, 14 października 2016
Kwas bardzo niebezpieczny

Ewangelia Łukasza 12,1
„Strzeżcie się kwasu, to znaczy obłudy faryzeuszów.” A bywają obłudnicy także wśród zupełnie świeckich. Na przykład polityków cholernie pobożnych...

19:41, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
Archiwum