Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
czwartek, 19 października 2017
Prorok Jerzy Popiełuszko. Zupełnie inny problem: celibat

Ewangelia według Łukasza 11,47-54
„Biada wam, albowiem budujecie pomniki prorokom, których ojcowie wasi zabili” (EPP). To Jezusowe potępienie faryzeuszy i uczonych w Piśmie. Wśród ich niewinnych ofiar wymieniony jest prorok Zachariasz (ukamienowany przez lud za to, że potępiał jego praktyki pogańskie – 2 Krn 24,20-23), również jednak ludzie nazwani apostołami. Oba określenia pasują do Polaka, Jerzego Popiełuszki, który ma dzisiaj w moim Kościele swoje liturgiczne wspomnienie: również został zamordowany, bo nie spodobał się swoimi poglądami, jakie głosił na mszach za ojczyznę w kościele św. Stanisława na warszawskim Żoliborzu. A to okazja, by zareklamować kolejne, teraz już niezwykle obszerne wydanie książki na jego temat Ewy K. Czaczkowskiej i Tomasza Wiścickiego pt. „Wiara, nadzieja, miłość. Biografia błogosławionego” (Edipresse Polska SA, 2017). Oczywiście należy mu się. Opinia o nim ks. Tischnera w książce tej przytoczona: porównał on trumnę księdza Jerzego do tych, które jako wielkie narodowe skarby złożone są na Wawelu.
Załączam plik z felietonem do „Gazety Wyborczej”
Głośne myślenie
Celibat???
Jonasz
Podobno w kuluarach Soboru Watykańskiego II krążyło takie przedstawienie problemu: znieść obowiązkowość celibatu, utrzymać – albo niech będzie, jak dotąd. Sprawa nabrzmiewa z różnych powodów. Wychodzą na jaw zachowania skrywane, także ludzi, których nie można było o nie żadną miarą posądzać. Gorszy potężnie molestowanie seksualne dzieci. Owszem, zdarza się to nie tylko na plebaniach, od urzędowych głosicieli moralności wymaga się jednak najwięcej.
Dziennikarz „Gazety Wyborczej” Marcin Wójcik napisał dla Wydawnictwa „Agora” tom reportaży pod tytułem „Celibat”. Podtytuł: „Opowieści o miłości i pożądaniu”. Czytałem z uczuciami cokolwiek mieszanymi. Jestem zdecydowanym zwolennikiem pisania na ten temat jak na wszystkie inne, bez żadnej dyplomatycznej cenzury, której w moim Kościele o wiele za dużo. A że jest o czym pisać, to równie dla mnie oczywiste. Co więcej, cały rozdział autor oddał głos księdzu, który nie chwali się, że dla niego asceza taka to żaden problem, ale obowiązkowego celibatu broni. Podobnych wypowiedzi jest w książce trochę.
Co jeszcze więcej, ostatni książki rozdział kończy się opowieścią o prawosławnym małżeństwie księżym, które się zgoła nie udało. Mąż zapewne „seksoholik” psychotyczny, czyli przypadek nieczęsty, ale co z tego: tamte celibatariuszy też można tłumaczyć nietypowością.
Bo też rzecz nie jest w samym tym, co Wójcik opisał, ale w interpretacji. Statystycznej. W króciutkim autorskim posłowiu mamy zdanie: „Zdaję sobie sprawę, że pokazuje ona [książka] tylko pewną część Kościoła”. Z moich rozmów z księżmi bardzo dalekimi od apologetycznego wygładzania wynika, że owa część nie jest tak duża, jak wynikałoby z podanych przez autora badań prof. Józefa Baniaka: że 60 procent księży jest lub było w związku z kobietami. Owszem, owe opinie moich duchownych rozmówców to jednak nie socjologia, tylko wnioski z własnych obserwacji wieloletnich, czy jednak w ogóle się nie liczą?
Na okładce „Celibatu” Cezary Łazarewicz, autor znakomitego reportażu książkowego „By nie zostało śladów” (nagroda „Nike”), sugeruje, że „nie ma możliwości, by ten reportaż przemknął niezauważony, nie wstrząsnął Kościołem i nie rozpoczął od nowa dyskusji o celibacie. Po książce Wójcika nie można dłużej przymykać oczu”. Obawiam się, że skutek będzie w Polsce niewielki, książka zostanie zlekceważona jako tendencyjna. Że to nie reportaż, tylko publicystyka ostra. A w całym Kościele? Tam i tak już dyskusja trwa. Jej wielowiekową historię przedstawił był arcybiskup Grzegorz Ryś w dziełku pod takim samym tytułem (Znak 2002). A historia owa skończy się chyba tym, że będą duchowni bezżenni i inni z żonami, świeccy wyświęceni już po trzydziestce („viri probati”). Franciszek chyba się waha, a ja jestem za taką podwójnością, ale jak będzie w końcu, nie wiem. I nie wie nikt poza Bogiem samym.

10:14, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
środa, 18 października 2017
Łukasz, ewangelista literat

2 List do Tymoteusza 4,11a
„Jedynie Łukasz jest ze mną” (EPP).
Paweł prosi Tymoteusza, by przyszedł do niego szybko, bo opuścili go wszyscy uczniowie-poza tylko Łukaszem. A to zdanko na dzisiaj wybrali watykańscy liturgiści bibliści, bo mój Kościół, także starokatolicki mariawitów i zapewne polskokatolicki, świętuje dzisiaj tego ewangelistę, więc trzeba było go jakoś wspomnieć. Są do wyboru trzy miejsca tylko w listachPawłowych, także Flm 24, Kol 4,14. W tym drugim nazwany jest „umiłowanym lekarzem”, z tej racji jest patronem tego zawodu, może jednak uznałbym go raczej za współpatrona pisarzy, tak zwanych niegdyś ludzi pióra. Szczególnie, że uchodzi za ewangelistę piszącego piękną, literacką greką. Nic pewnie dziwnego, bo wśród autorów biblijnych wyróżnia się tym, że niebył Żydem, tylko Grekiem. Wiemy o nim zresztą mało i tym się nie wyróżnia: były to czasy autorskiej skromności dzisiaj raczej dziwnej. Ważna była wówczas sprawa, nie sam piszący.

13:08, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
Potęga pozoru

Wpis na wtorek 17 października 2017
Ewangelia Łukasza 11,37-41
Faryzeusz gorszy się Jezusem, który nie obmył rąk przed posiłkiem. On mu odparł, że ten rytualizm to kult zewnętrzności, o wiele ważniejsze jest to, co wewnętrzne. Taka przeraźliwa troska o pozory zagraża strasznie moralności, każdej oczywiście, religijnej, ale też niejednej laickiej.

13:06, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 16 października 2017
Nie żadni poganie: narody. Radość Tory, Dziedziniec Dialogu

List do Rzymian 1,5
„Przez Niego otrzymaliśmy łaskę i urząd apostolski, aby ku chwale Jego imienia pozyskiwać wszystkich pogan dla posłuszeństwa wierze.” Tak to przełożyła Biblia Tysiąclecia, moi bibliści (EPP) trochę inaczej: „przez którego przyjęliśmy łaskę i apostolstwo, by doprowadzić do posłuszeństwa wierze wszystkie narody dla imienia Jego”.
Najważniejszy jest tutaj translatorski wybór: „poganie” czy raczej „narody”. Słowo greckie „etnoi” oznacza dosłownie narody, dla Żydów wszystkie poza nim samym. Słuszne jest przekonanie Żydów o własnej szczególności, oczywiste także dla chrześcijan, bo wynika z Biblii. Wczoraj, nie po raz nie pierwszy w Warszawie, świętowaliśmy wspólnie „Radość Tory”, taką uroczystość judaistyczną. Była też mowa o patriotyzmie, oczywiście według Żydów i chrześcijan. Zaczął się poza tym dzisiaj w Warszawie „Dziedziniec Dialogu”, który jest odpowiednikiem ogólnokościelnej, wywodzącej się też jakoś z Biblii nazwy „Dziedziniec Pogan”.
Drugą stroną dialogu ona jednak trochę stygmatyzuje niechcący. Bośmy wszyscy, wierzący religijnie, agnostycy, ateiści, jakby jakieś narody, szukające Boga albo może lepiej, bo ogólniej - Sensu całej Rzeczywistości. Czy on jednak aby w ogóle jest?

16:14, jan.turnau
Link Komentarze (13) »
niedziela, 15 października 2017
Czy pasterzem moim jest Pan?

Psalm 23,1b;3b;4a
„Pan jest moim pasterzem,
niczego mi nie braknie.
Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach
przez wzgląd na swoją chwałę.
Chociażbym przechodził przez ciemną dolinę,
zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną” (BT).
To tylko niektóre słowa tego hymnu radości żydowskiej, chrześcijańskiej i pewnie niejednej jeszcze religijnej. Ale radość ta niełatwa, bo wciąż wydaje mi się, że jeszcze czegoś mi trzeba.
Po drugie, chce mnie Bóg wieść po właściwych ścieżkach, ale ja nieraz wiem lepiej, którędy mam się poruszać. Mówiąc nawiasem, ta chwała Boża to oczywiście żadna ludzka, to nic egoistycznego, egocentrycznego, bo Jego Ego to dobro całego Bytu. Po trzecie, zła się boję, a jakże! Jeżeli grzechu, to nawet dobrze, ale raczej niepowodzenia. Nieraz sobie polemizuję z Biblią, żeby nie wyglądało, że ją świetnie rozumiem, ale tutaj nie rozumiem przede wszystkim siebie.

22:49, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
sobota, 14 października 2017
Wesołość? Jeżeli, to raczej radość

Psalm 97,5-6;11-12
„Góry jak wosk topnieją przed obliczem Pana,
topnieją przed obliczem Władczy całej ziemi.
Niebiosa obwieszczają Jego sprawiedliwość,
a chwałę widzą wszystkie Jego ludy.
Światło wschodzi dla sprawiedliwych,
a radość dla ludzi prawego serca.” (Przekład Ekumeniczny 11 Kościołów).
Radość tak, gdzieś głęboko w nas, wynikająca z wiary i nadziei, to nie wesołość jednak, bo wokół nieszczęścia ocean.

21:03, jan.turnau
Link Komentarze (14) »
piątek, 13 października 2017
Kto jest z Nim i to na sto procent?

Ewangelia Łukasza 11,23
„Kto nie jest ze mną, jest przeciwko mnie i kto nie gromadzi ze mną, ten rozprasza” (EPP). Po podobnych słowach powtarzam jak mantrę, że owszem, ale jest kwestia interpretacji, kto jest naprawdę Jego sojusznikiem. Chrześcijanin, czyli ochrzczony wodą, sakramentalnie, rytualnie czy również albo i bardziej, realnie tak zwanym chrztem pragnienia, co można też może rozumieć jako każde pragnienie najgorętsze szczęścia dla wszystkich ludzi. Teologiczne pojęcia chrześcijan anonimowych, wiary ”implicite”. „Cokolwiek uczyniliście jednemu z moich braci najmniejszych”...
Co do kwestii teologicznej wczorajszej, czyli (nie)wysłuchiwania przez Boga naszych próśb, jeszcze coś z biblijnego tekstu. Jest tam powiedziane na koniec o darze Bożym szczególnym, jakim jest Duch Święty: że otrzymają Go wszyscy, którzy o to proszą. Dostają Go jednak nie wszyscy proszący? Tutaj byłbym bez żadnych wątpliwości: Duch tchnie, kędy chce, owszem,ale nie uwierzę, że proszą o Niego notoryczni łajdacy.

15:22, jan.turnau
Link Komentarze (13) »
czwartek, 12 października 2017
Kto prosi Boga, zawsze otrzymuje? Opaczność czy jednak Opatrzność. „Dziedziniec Dialogu” - brawo!

Ewangelia Łukasza 11,5-13
„Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a zostanie wam otworzone. Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu będzie otworzone” (BT).
Pytanie moje tytułowe może tak stare, jak sama religia, czyli o ową wiarę, że jest jakiś Bóg, który ludziom daje. Odpowiedź Ewangelii jakby dziwnie kategoryczna. No bo przecież kto prosi o coś Boga, nie zawsze od Niego dostaje. Coś tu nie gra. Wyjaśnień od wieków wiele.
Sam pisałem na przykład, że nie dostajemy nieraz, czego akurat chcemy, ale z czasem rozumiemy, że ta inna „opcja” losu, którą uważamy za Bożą, była jednak lepsza. Bo On zawsze wie lepiej, jest naprawdę „besserwisserem”, jak Niemcy nazywają ironicznie jakiegoś zarozumialca. Choć z czasem to zaczynamy pojmować, kiedy indziej nie. W ogóle jednak jest w Biblii dużo zdań niezrozumiałych, więc to problem nienajwiększy. Większy tysiąc razy jest ten nieśmiertelny, jak pogodzić wiarę w miłosierdzie Boże nieskończone z niekończącymi się „tsunami” oraz zawinionymi przez nas zbrodniami. Wiara w Opatrzność czy raczej, żenaszym losem rządzi, nie rządzi jakaś Opaczność, czyli brak Sensu. Codziennie moje jednak pocieszanie się, że różne moje głupie zachowania, zapomnienia przez tę pierwszą na „O” są przez jakoś przedziwnie zaplanowane.
Doklejam felieton zaplanowany do „Magazynu Świątecznego”.
Głośne myślenie
By nam nie czyniono ujmy...
Jonasz
Narzekam na mój Kościół często, ale jak mi się wyda coś dobre, to chwalę pod same niebiosa. No i nadarzyła się taka stołeczna impreza.
Dr Dominika Żukowska-Gardzińska napisała w biuletynie informacyjnym KIK-u warszawskiego: „W dniach 16-20 października 2017 Warszawa już po raz trzeci gościć będzie «Dziedziniec Dialogu». Jest to polska edycja znanego w całej Europie projektu »Dziedziniec Pogan», zainaugurowanego przez papieża Benedykta XVI”.
Kardynał Nycz poprosił papieża seniora o słowo powitalne dla tej tegorocznej imprezy. Znalazłem je w najnowszym „Tygodniku Powszechnym”. Benedykt XVI napisał, że również w krajach tak zlaicyzowanych, jak Czechy, Francja, które odwiedził, czy duża część Niemiec, „nie milkną pytania o to, skąd przychodzimy i dokąd zmierzamy. W nieokreślony sposób Bóg pozostaje pytaniem, jako «nieznany bóg» (por. Dz 17, 23), a może jednak jest On obecny również jako nadzieja. A przecież w trakcie obu wspomnianych podróży spotkałem się z wielką otwartością na pytania o Boga i Jego poszukiwanie, na co my ze strony Kościoła zdaje się nie potrafimy udzielić właściwej odpowiedzi.” No właśnie. Papież senior wyjaśnia też nazwę „Dziedziniec pogan”: to nawiązanie do świątyni jerozolimskiej, w której było miejsce także dla pogan.
Miejsce i czas dla dialogu: wspaniale. Gdy po obu stronach to właśnie przyzwoite słowo na „d” hasłem nieczęsto jest. Raczej zdania w rodzaju: Kościół przez lewicę obrzydliwie atakowany albo przeciwnie: świeckość państwa Kościół znów atakuje.
Organizatorem niniejszego wydarzenia jest Archidiecezja Warszawska oraz Centrum Myśli Jana Pawła II (to z ulicy Foksal). Dr Dominika napisała, że „to projekt adresowany do ludzi kultury, nauki, liderów opinii i mediów. Celem projektu jest stworzenie przestrzeni spotkania ludzi o odmiennych światopoglądach oraz reprezentującym różne idee: społeczne i filozoficzne. To miejsce dla tych, którzy stawiają pytania, pragną poznać drugiego człowieka po to, by wspólnie szukać prawdy o otaczającym nas świecie.” Tematy (koncepcja człowieka, wiara w demokracji liberalnej, źródła piękna ...). Ma być poza tym „wewnętrzna debata przedstawicieli Kościoła katolickiego” i ona może być najciekawsza, choć chyba się nie pobiją.
Ma być także kampania społeczna pod tytułem „Szanuję. Słucham”. Albowiem to warunek jakiegoś porozumienia, nawet kiedy nie dochodzi do wspólnego stanowiska. I teraz mój komentarz, małżonka z prawie sześćdziesięcioletnim stażem. Dowcip kolegi z dawnej „Więzi”: facet, który w przypowieści ewangelijnej tłumaczył się, że nie może przyjść na ucztę, bo pojął żonę, bezczelnie kłamał, bo żony nie można pojąć ... Ani w ogóle niejednego bliźniego swego. Za mało się o nim wie się: o jego biografii, języku, a przede wszystkim chyba emocjach. Ale to wcale nie powód, by nie dyskutować: by nam nie czyniono ujmy, stale dzielnie dialogujmy! Amen!

22:53, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
środa, 11 października 2017
Jonaszowi zawsze niedobrze. Jeszcze jeden święty Jan

Księga Jonasza 4,1-11
Niniwa nawróciła się, ale nawet ten dobry skutek działalności misyjnej nie cieszy proroka. Bo on jej mieszkańców po prostu nienawidzi, chciałby, żeby ich tak czy inaczej szlag trafił.
Próbuję go jednak choć trochę zrozumieć. Przecież Niniwa nie była tylko państwem pogańskim, ale również wobec Izraela zaborczym. Na progu dwudziestolecia międzywojennego nie chcieliśmy mieć w centrum naszej wolnej wreszcie stolicy świątyniprawosławnej, zburzyliśmy ją i był to nie tylko powszechny brak wtedy postawy ekumenicznej (po obu stronach oczywiście), ale także reakcja narodu przeszło sto lat zniewolonego przez tamten naród prawosławny właśnie. A Pan Bóg jest w Księdze Jonaszaprzedstawiony ewangelicznie niemal, jako nie tyle sędzia groźny, ile ojciec kochający, zatem miłosierny. Także wobec proroka, któremu wybija z głowy jego zacietrzewienie delikatną perswazją. Księga Jonasza bliska jest już Nowemu Testamentowi.
Kościół rzymskokatolicko wspomina dzisiaj świętego papieża Jana XXIII, tak również przecież bliskiego Ewangelii, inicjatora odnowy kolosalnej, która za papieża Franciszka nabrała znacznego przyśpieszenia.

12:50, jan.turnau
Link Komentarze (17) »
wtorek, 10 października 2017
Jonasz jednak misjonarz

Księga Jonasza 3,1-10
Przekonany przez Boga w sposób oryginalny, bo topielczy, do owej religijnej misji, poszedł jednak w końcu posłusznie do tej Niniwy. Został kimś podobnym do tych tylu ludzi, duchownych i świeckich, którzy dzisiaj jadą np. do Afryki, by tam głosić Ewangelię.
Oczywiście robił to zupełnie inaczej niż misjonarze chrześcijańscy wieku XXI-ego. Po prostu straszył: „Jeszcze czterdzieści dni, a Niniwa zostanie zburzona” (BT). Gdyby tak zaczął któryś z naszych wysłanników dzisiejszych... Oni nie tylko głoszą nowinę naprawdę dobrą, równocześnie świadczą o niej autentyczną troską o człowieka, szczególnie pomocą medyczną. Własnym przykładem, bo wykład w sprawach wiary słabo schwyta, to przecież nie zwykła wiedza świecka. Zresztą nie chodzi właśnie o chwytanie, ilościowe mnożenie wyznawców. Dają się łatwo kupić za różną pomoc w życiu codziennym, a przecież chodzi o przemianę wewnętrzną i to bardzo głęboką. Bardzo trudno spowodować ją u ludzi na tamtym etapie rozwoju myślowego, jeśli nam też tak trudno być na miarę Ewangelii.

13:11, jan.turnau
Link Komentarze (13) »
poniedziałek, 09 października 2017
Ewangelijna ksenofilia

Księga Jonasza 1,1-2.1.11
Księga Jonasza 2,3-5.8
Ewangelia Łukasza 10,25-37
Napiszę o wszystkich trzech dzisiejszych tekstach. Nie dlatego, że zmieniłem na stałe praktykę komentowania tylko jednego: dziś wszystkie wbrew pozorom wydały mi się na jeden temat. Księga mojego patrona jako felietonisty w „Gazecie Wyborczej” opowiada o morskiej przygodzie swojego bohatera (nie jest on wyjątkowo jej autorem, narratorem). Psalm responsoryjny jest o nim również, bo jest to modlitwa Jonasza w brzuchu owej ryby albo i po wypluciu go przez nią na ląd (tekst pod tym względem czasowym niejasny). Ewangelia Łukasza opowiada natomiast o Samarytaninie bardziej miłosiernym niż kapłan i lewita. Gdzie tu związek tematyczny? Otóż nie w samej narracji, ale w przesłaniu, które wynika z tekstu pierwszego i trzeciego, a z drugiego pośrednio, przez jego związek narracyjny z pierwszym.
Jonasz był ksenofobem, gdyby nie to, nie uciekałby przed Bogiem aż przez morze, gdy On mu kazał nawracać Niniwitów. Prorok się nimi potwornie brzydził, Samarytanin natomiast był niemal jak na swoje czasy ksenofilem, ponieważ zaopiekował się poranionym przez zbójców Żydem, a przecież jego rodacy z tamtym narodem bardzo się nawzajem nie lubili.
Ksenofilem był też jak na tamte, starotestamentalne czasy autor Jonaszowej księgi, który swojego bohatera delikatnie obśmiewa. Na koniec biblistyczne wyjaśnienie, że takiego akurat faceta nigdy nie było: był taki prorok (2 Krl 14, 25), ale żeby bawił w rybim brzuchu, nic nie wiadomo, to taka beletrystyka biblijna.
No i ogromny sobotni różaniec na granicach Polski jakąś jednak ksenofobią trochę mi pachnie: czemu modlitwa ta umieszczona została właśnie tam, gdzie za progiem są różni ludzie obcy, nie Polacy, nie katolicy... Ale ona sama, modlitwa jako taka, to akcja oczywiście święta, oficjalne intencje jej pokojowe oczywiście arcysłuszne, dobrze, że zgromadziła takie tłumy!

13:29, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
niedziela, 08 października 2017
Dzierżawcy winnicy to trochę jakby my

Ewangelia Mateusza 21, 33-43
Dzisiaj przypowieść o winnicy znowu, nie o pracownikach jej najętych albo rodzinnych jednak, tylko o dzierżawcach. Moralnie wręcz obrzydliwych. Nadszedł czas zbiorów, właściciel chce odebrać, co mu się należy, ale jego po to wysłani słudzy są przez dzierżawców kolejno zabijani. Naiwnie myśli zatem, że jego własnego syna przynajmniej uszanują, ale gdzież tam: i jego mordują, mając nadzieję, że w ten sposób sami staną się właścicielami.
Spotyka ich jednak zasłużona kara, a winnicę dostają w dzierżawę uczciwi. Ta przypowieść Jezusa - domyślamy się bez trudu - dotyczy Jego własnego losu. A słowa końcowe do arcykapłanów i starszych ludu, bo według ewangelii im to też ta przypowieść zostaje opowiedziana: „Królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce”. Mocno powiedziane, łatwo było to interpretować przez wieki jako żydowskiego narodu odrzucenie, choć w Pawłowym Liście do Rzymian, w rozdziale 11 znaleźć można wobec takiej interpretacji sprzeciw. 
Komentując dalej, przypomnę hipotezę biblistyczną, iż na redagowanych sporo lat po śmierci Jezusa ewangeliach, także na redakcji samych Jego wypowiedzi znać już być może narastający konflikt Kościoła z Synagogą. A w ogóle to naród polski na pewno od hebrajskiego milion razy lepszy? Proroków swoich, czyli narodowych samokrytyków z reguły dopieszczał? A my sami, katolicy poszczególni dzisiejsi, w tej ponurej przypowieści nie powinniśmy widzieć się trochę sami?

18:01, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
sobota, 07 października 2017
Maluczcy też mądrzy, ale...

Ewangelia Łukasza 10,21b
„Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, bo ukryłeś to prze mądrymi i ozumnymi, a odsłoniłeś to maluczkim” (EPP). Jakiekolwiek zarozumialstwo braku mądrości dowodzi, ale nie przesadzajmy: niech nasze mówienie o Bogu nie rezygnuje z myślowych ambicji. Żeby nie okazywało się, że wręcz cała teologiczna mądrość jest guzik warta. Można greckie słowo „nepioi” tłumaczyć dosłownie jako „nieletni”, można też jako „maluczcy” lub „prostaczkowie”, tak zwani ludzie prości bywają religijnie mądrzejsi niż niejeden intelektualista, ale obraz Boga i Jego spraw żadnych uproszczeń nie znosi.

10:07, jan.turnau
Link Komentarze (15) »
piątek, 06 października 2017
Jezus to jednak nie my

Ewangelia Łukasza 10,16
„Kto was słucha, mnie słucha, a kto mnie odrzuca, odrzuca Tego, który mnie posłał” (EPP). Żebyśmy tylko nie uważali, żeśmy prawie jak Jezus, Bóg Ojciec sam. Bywa przecież nieraz, że nas, chrześcijan, nie słuchają, bo gadamy zgoła niemądrze, niechrześcijańsko.

11:37, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
środa, 04 października 2017
O Franciszkach wielkich dwóch

Ewangelia Łukasza 9,57-62
Dzisiaj czytamy o tym, że głoszenia królestwa Bożego nie można odkładać: trzeba pójść za Jezusem zaraz! Ale co to królestwo, panowanie Boże oznacza? Na pewno nie nic na kształt rządów ludzkich, władzy, którą zdobywa się i utrzymuje siłą, choćby zgodnie z prawem demokratycznego państwa, które ma jednak policję uzbrojoną w pałki i tp. Wczoraj czytaliśmy, że kiedy wioska samarytańska nie chciała przyjąć Jezusa, bo zmierzał do Jerozolimy i najbliżsi uczniowie, Jakub i Jan, chcieli ukarać za taką niegościnność ogniem z nieba, Mistrz ich zgromił, oczywiście słowem, nie piorunem. A przytoczyłem też tamto wydarzenie, bo dzisiaj w kalendarzu katolickim wspomnienie św. Franciszka z Asyżu, symbolu łagodności, a obecny papież też nazwał się Franciszkiem i to tego właśnie z Asyżu biorąc sobie za patrona. No i dołączę to, co napisało mi się do „Magazynu Świątecznego” „GW” o nowej polskiej publikacji na jego, tego następnego Franciszka ogromnego temat.

Głośne myślenie
O papieżu podpalaczu
Jonasz
O Franciszku z Argentyny można pisać bez przerwy, codziennie jest przyczyną jakiegoś newsa. Ostatnio mamy dzięki Wydawnictwu „Znak” przetłumaczoną z włoskiego (przez Annę T. Kowalewską) książkę Giana Franca Svidercoschiego pod polskim tytułem „Papież, który zapalił świat”. Zreferował ją celnie w „Tygodniku Powszechnym” (nr z 1 października) ks. Adam Boniecki.
O tym. niebywałym papieżu ukazało się już książek mnóstwo, ta jednak wydała mi się szczególna. Faktów w niej, i to mało znanych, mnóstwo, przy czym chociaż autor Franciszka rozumie i aprobuje, umie też skrytykować. Przede wszystkim za zbytnią czasem dyplomatyczność wobec światowych potęg. Nie dostało się dotąd Putinowi wyraźnie za agresję na Ukrainę, milczy papież także o totalitaryzmie chińskim czy kubańskim. Okazuje się tutaj bardziej politykiem niż prorokiem. Choć przecież Svidercoschi nazywa go – zauważył to Boniecki – w tytule swej książki dosłownie podpalaczem („incendiario”) świata.
Czyli jednak nie samego Kościoła, którego przecież odnowie poświęca najwięcej uwagi.
Prywatnie nazwał się sam kiedyś rewolucjonistą i słusznie, za co zresztą też krytykuje go włoski autor. Nie za radykalizm poglądów, ale za nieostrożność w ich realizacji, czasem zbyt pośpiesznej.
A to wszystko pod hasłem miłosierdzia. Dla zwyczajnych wiernych - zauważę - raczej jednak niż dla prominentów. I tu tkwi główna przyczyna jego z nimi konfliktów. Psychoanalitycznie biorąc, jest nią według mnie najpierw antyklerykalne zaprawdę ochrzanianie, że są karierowicze i w ogóle, ale padają też zarzuty pozapersonalne, iż w imię miłosierdzia narusza Franciszek doktrynę normalną: otwierając furteczkę dla „rozwodników”.
Tu moja myśl niezbyt zresztą oryginalna. Jakoś tak dziwnie bywa, że tematyka seksualna ciągle jest w kościelnych dyskusjach najważniejsza. Wiele się zmieniło, ale wciąż przykazanie „nie cudzołóż” wygląda na pierwsze. Dziwnie mało w moim Kościele prawa do różnicy zdań właśnie „w tych rzeczach” . Głównie tutaj mówi się szczegółowo, co wolno, czego nie wolno. Krytycy pomysłów Franciszka wybrzydzają, że w jednych diecezjach dopuszcza się do Komunii niektórych rozwiedzionych, a w innych nie, bo przecież Franciszek zostawił to biskupom lokalnym. Zapominają, że podobna pluralistyczna sytuacja jest jednak przecież w innych dziedzinach, choćby co do moralnego wskazania „podróżnych w dom przyjąć”. Chodzi papieżowi o istniejącą już faktycznie decentralizację. A takową w sprawie rozwiedzionych zaproponował on, choć półgębkiem (w przypisie tylko do swego dokumentu „Amoris laetitia”), co niektórzy uważają za powód do zlekceważenia.W każdym razie podpalacz jest ten Franciszek, podpalacz. Dla zwykłych wiernych to bardzo dobrze, ale głośniejsi są hierarchowie. Takie jest coraz trudniejsze życie Ojca Świętego, romansem zgoła nie jest.

14:02, jan.turnau
Link Komentarze (31) »
niedziela, 01 października 2017
Czyny się liczą, nie puste słowa

Ewangelia Mateusza 21,28-32
Najpierw przypowieść: o dwóch synach, z których jeden powiedział ojcu ochoczo, że pójdzie pracować w winnicy, ale nie poszedł, a drugi, który rzekł, że nie chce, jednak opamiętał się i spełnił wolę ojca.
Następnie Jezusowy komentarz, jak zwykle, jak przystało na proroka, bez żadnych ogródek: „Amen”, powiadam wam, że celnicy i nierządnice wyprzedzają was do królestwa Bożego. Przyszedł bowiem do was Jan drogą sprawiedliwości i nie uwierzyliście mu, celnicy zaś i nierządnice uwierzyli mu. Wy zaś wiedząc to, nawet później nie namyśliliście się, aby mu uwierzyć” (EPP).
Aby mu uwierzyć, że Jezus jest Mesjaszem. Ale przypowieść jakże „ogólnożyciowa”: o takich, którym łatwo przychodzi zbyć proszącego grzecznym słowem, i innych, co się buntują, ale w końcu postąpią, jak trzeba. Tu dobrze pasuje takie wspomnienie jezuity Artura Prusia, który wziął udział w filmie „Próba”: „18 maja 2015 r. rozpocząłem żebranie. Wyruszyłem z dwoma współbraćmi bez pieniędzy ze starowiejskiego nowicjatu na Jasną Górę. Przed nami było do pokonania ponad 300 km i 11 dni podróży. Przygody podczas drogi układały się w kształcie sinusoidy. Jednego dnia spaliśmy u pary, która zwalcza Kościół, ale bardzo hojnie nas ugościła i wyprawiła na drogę jak własne dzieci. A kolejnego, gdy prosiliśmy choćby o suchą bułkę, spotkaliśmy się w całej wiosce z samymi odmowami. Innym razem odmówiła nam jedzenia rodzina, która właśnie świętowała I Komunię Świętą swego syna".

10:06, jan.turnau
Link Komentarze (55) »
sobota, 30 września 2017
Nie na nasze to głowy...

Ewangelia Łukasza 9,43b-45...
„A gdy wszyscy dziwili się temu wszystkiemu, co czynił, rzekł do swych uczniów: - Posłuchajcie uważnie słów tych: Syn Człowieczy ma być wydany w ludzkie ręce. Oni jednak nie rozumieli tej sprawy i była zasłonięta przed nimi, aby jej nie pojęli, i bali się Go pytać”. (IPP)
Nie rozumieli. My już rozumiemy o wiele więcej, pojmujemy sens Krzyża, ale też nie wszystko, o czym pisałem wczoraj. Musimy też ciągle głowić się nad tekstami Biblii. Na przykład właśnie dzisiaj. Biblia Tysiąclecia przetłumaczyła tak, żeby nie trzeba było dużo jeszcze tłumaczyć: nie dosłownie, jak my: „aby jej nie pojęli”, tylko „tak że nie pojęli”. W ten sposób nie może budzić zdziwienia, że Bóg nasz ludzki rozum jeszcze celowo dotępia. Co – wytłumaczył mi ks. Czajkowski – było jakoś w wyobrażeniach starożytnych Żydów, ale już nie w naszych dzisiejszych. No cóż, rozwijamy się jednak teologicznie na szczęście.

22:03, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
piątek, 29 września 2017
Michał, Gabriel, Rafał: są tacy naprawdę?

Księga Apokalipsy 12,7-12a
Dzisiaj święto archaniołów. Najpotężniejszy z nich jest Michał, na czele armii aniołów walczy ze Smokiem, wodzem wojska diabelskiego, o czym też czytamy dzisiaj w ostatniej księdze Nowego Testamentu. Gabriel zwiastuje Marii, że będzie matką Jezusa, Syna Najwyższego, Rafał opiekuje się Tobiaszem. To postacie realne, historyczne? Problem jest taki, jaki w ogóle z aniołami: niektórzy teologowie są skłonni do powątpiewania w ich istnienie rzeczywiste i osobowe, bo to według nich tylko obrazy Bożego działania, ale nauczanie mojego Kościoła pozostaje niezmienne. Oczywiście jednak określenie „historyczne” tu nie pasuje, jeśli istnieją i działają realnie, to przecież poza ziemską „empiryczną” historią. Należą do rzeczywistości, która wymyka się naszemu racjonalnemu poznaniu, przekracza je zasadniczo, z samej swej istoty. To nie pobożne bajki jednak, przeciwnie, rzeczy na nasz ludzki rozum stanowcze zbyt wielkie, zatem nie do ogarnięcia. A Michał to imię biblisty, ekumenisty arcyzasłużonego, przyjaciela mojego najlepszego. Niech mu będzie w życiu lepiej.

11:53, jan.turnau
Link Komentarze (12) »
Heroda Antypasa wizerunki różne

Wpis na czwartek 28 września 2017
Ewangelia Łukasza 9,7-9
Herod – imię ewangelijne sławne. Kojarzone jest chyba najczęściej z protoplastą rodu, Herodem Wielkim, bo ten według Ewangelii Mateusza wymordował betlejemskie
niemowlęta, stając się symbolem okrucieństwa. Pochodziło od niego kilku jego imienników, przede wszystkim Herod Antypas, o którym właśnie w dzisiejszej perykopie. Z trzech synoptyków najgorzej, antypatycznie właśnie, przedstawia go Łukasz. Tu nie ma nic o jego żonie Herodiadzie, o tym, że to ona była motorem wyroku na Jana Chrzciciela, o czym napisali Mateusz i Marek (Marek 6,20 nawet o uznaniu, jakim Herod otaczał tego Jana, i że go ochraniał, najpewniej przed własną żoną). U Łukasza mamy też słowa Jezusa o Herodzie jako lisie (13,31-32) i tylko u niego o przesłuchaniu Jezusa także przez Heroda. No cóż, ewangeliści korzystali z różnych źródeł, co widać w wielu miejscach i jest jedną z przyczyn tekstowych różnic.
A dzisiaj w kalendarzu rzymskokatolickim, starokatolickim mariawitów i zapewne polskokatolickim dzień św. Wacława, czyli imieniny dwóch Wacławów polskich
znamienitych: księży Hryniewicza i Oszajcy. Życzę im pomocy Bożej i ludzkiej jak największej!

I jeszcze coś na temat jeszcze inny: felieton napisany do „Magazynu Świątecznego” „GW”.
Głośne myślenie
E-PiS- kopat?
Jonasz
Pytanie na ten temat postawił w „Polityce” z 13 września Adam Szostkiewicz. Nie sformułował go tak jak powyżej, jak humorysta wybitny ze Świdwina Zbigniew Czajkowski. Bardziej pobożnie: „Kościół się nawraca?”. Szostkiewicz pyta, czy rzeczywiście Kościół rzymskokatolicki, ale czysto polski wychodzi z zauroczenia PiS-em. Powątpiewa. Jeszcze niedawno byłem tutaj większym optymistą, ale teraz patrzę ponuro. Może i wychodzi, jednak tempo tego ruchu wolniuteńkie się zdaje. Powiem zresztą od razu, że ów niedobry jak zawsze sojusz ołtarza z tronem to rzecz wtórna. Podstawowa jest takowa: czy zmienia się samo sedno poglądów większości moich hierarchów, czy bliżej im do ojca Tadeusza czy do ojca Franciszka, papieża naszego wspólnego mimo wszystko? Czy zrozumieli wreszcie, że chrześcijaninowi nie przystoi żadna mentalna agresja, nie tylko antysemicka, nacjonalistyczna w ogóle, także antyniemiecka? Owszem, kilku biskupów odezwało się w ostatniej sprawie bardzo ładnie, ale nie był to głos całego episkopatu. Owszem, był sympatyczny dokument całego grona w sprawie patriotyzmu, ale nie list pasterski przecież, czytany z ambony. Było o tym dokumencie obszernie, ale w „Gazecie Wyborczej”, podobno przecież kościołożerczej przeraźliwie. Napisano, o czytelników nie zadbano.
Nie przystoi również chrześcijaninowi agresja wobec różnych innych odmieńców: homoseksualistów na przykład. Inicjatywa „Tygodnika Powszechnego”, „Znaku” i „Więzi” „Przekażmy sobie znak pokoju”, odpowiedź na słowa z tamtej strony, nie spotkała się bynajmniej ze zrozumieniem hierarchów, a ksiądz Oko straszy jakby głosem całego Kościoła. A stosunek ogólny do jeszcze innych ludzi, do agnostyków, ateistów? Przecież określenie „liberalno-lewicowy” pada jak niemal przezwisko. No i księża katoliccy, którzy się do tamtych odnoszą nieagresywnie, są sami traktowani jak jacyś szkodnicy. Obawiam się, że ksiądz Lemański będzie nadal suspendowany po zmianie jego biskupa, warszawsko-praskiego. Wojtek ma język ma na pewno mocno niewyparzony, roztropnością nie grzeszy, ale nie on jeden wśród duchownych, a inni mówią bezkarnie, co im się zechce. Obawiam się również, że ksiądz Boniecki jest w swoim zakonie mariańskim uważany dalej przez niektórych za duszpasterza niebezpiecznego, choć zdjęto zeń już tamten zakaz głosu w mediach poza „Tygodnikiem Powszechnym”. A przecież jego msze mają coraz więcej uczestników, bo swoim słowem trafia do ludzi, których inne wypowiedzi duchowne z Kościoła wypędzają. Takich księży rzymskokatolickich w Polsce o wiele za mało.
Chrześcijanin ma być jednak – uczy papież Franciszek – radosny i pełen nadziei. Więc na koniec akcent optymistyczny: mamy prymasa Polaka! Kolejne jego wypowiedzi na naszym kościelnym tle bardzo śmiałe i słuszne, a to przecież jednak prymas Polski. Tekstami swoimi, nazwiskiem i urzędem kojarzy z naszym narodem wszystko, co najlepsze.

11:51, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
Iść i świecić

Wpis na środę 27 września 2017 r.
Ewangelia Łukasza 9,1-6
Rozesłanie Dwunastu. Otrzymują „moc i władzę nad wszystkimi złymi duchami oraz władzę leczenia chorób”. A my, dzisiejsi głosiciele Ewangelii, takich mocy na ogół nie mamy, każdy z nas jednak ewangelizować może świadectwem bardziej zwyczajnej pomocy, ale jeszcze czymś innym. Napisał Adam Asnyk: „Nie pomogą próżne żale, ból swój niebu trza polecić, a samemu wciąż, wytrwale trzeba naprzód iść i świecić”. Miał na myśli oświecanie w sensie raczej pozytywistycznym, poniekąd „oświeceniowym” właśnie, ale jego myśl strawestuję: oświecajmy ludzi religijnie. Przedstawiajmy im swoje Kościoły od lepszej strony. Myślę szczególnie o Kościele moim: usiłujmy wytłumaczyć, że to nie „ciemnogród”, to znaczy również nie myślowe zamknięcie i agresja wobec wszystkiego, co choćby trochę inne. To ojciec Franciszek z Watykanu, nie ojciec Tadeusz z Torunia.

11:47, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
wtorek, 26 września 2017
Rodzina niejedno ma imię

Ewangelia Łukasza 8,19-21
„A przyszli do Niego matka oraz bracia Jego i nie mogli dojść do Niego z powodu tłoku. Powiadomiono Go: - Twoja matka i bracia Twoi stoją na zewnątrz, chcąc się z Tobą zobaczyć. A On odpowiadając, rzekł do nich: - Matką moją i braćmi moimi są ci, którzy słuchają Słowa Bożego i wprowadzają je w czyn (tłumaczenie EPP).
Przesłanie Łukaszowej relacji tego wydarzenia jest po prostu takie: więzy rodzinne są ważne, ale nie jedyne pomiędzy ludźmi. Istnieje również więź, którą trzeba nazwać ogólnie ideową: religijna czy może również etyczna, bo chodzi tu przecież o czyny, a te mogą wynikać z posłuszeństwa Ewangelii rozumianej jako zespół wartości ogólnoludzkich. Marek wplątuje te słowa Jezusa w opowieść także o innym wydarzeniu, ale o tym było już w moim blogu i będzie jeszcze, gdy przypadnie mi tutaj czytać tamtą ewangelię.

20:47, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
Ściemnianie ma krótkie nogi

Wpis na poniedziałek 25 września 2017

Ewangelia Łukasza 8,17
„Nie ma bowiem nic ukrytego co by nie stało się jawne; i nic tajemnego, co by nie stało się
znane i nie wyszło na jaw” (tłumaczenie EPP).
Mnie te słowa skojarzyły się z tajemnicami, których w moim Kościele za wiele. Przede wszystkim sekret przestraszny, jaki otacza obrady kardynałów, w których wybierają papieża.
„Przecieki” stamtąd są nie do uniknięcia i nie jest to taka sprawa, jak grzechem paskudnym jakimś. Po cóż właściwie robić tajemnicę z tego, że kardynałowie mają różne personalne gusta? Obraz Kościoła jako monolitu jest przecież dzisiaj nie do utrzymania, więc to, że sporo purpuratów wolało już wtedy kardynała Bergoglia niż kardynała Ratzingera to w gruncie rzeczy informacyjny detal. Albo przecież – jak napisał ostatnio w „Tygodniku Powszechnym” ksiądz Boniecki – wieść o nominacji biskupa Rysia na metropolitę łódzkiego znana była już parę dni wcześniej – i nic się z tego złego nie stało. Kłamstwo ma nogi krótkie, różne takie „ściemniania” też. Ów lęk przed zwykłą albo i czasem niezwykłą prawdą jest jakby jakiś neurotyczny.

20:44, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
niedziela, 24 września 2017
Z cudzego szczęścia też się ciesz. Miesięcznik „W drodze” o Biblii bardzo ciekawie!

Ewangelia Mateusza 20,1-16a
Przypowieść o robotnikach najmowanych do pracy w winnicy. Nabór jest stopniowy: gospodarz przyjmuje w ciągu dnia kilkakrotnie, ostatnich tak późno, że pracowali tylko jedną godzinę. Rzecz w tym, że wszystkim płacił po denarze. No więc pretensja tych pierwszych do gospodarza, że jest tak finansowo niesprawiedliwy. A on ich pyta, czyż nie wolno mu zrobić, co chce, ze swoimi przecież własnymi pieniędzmi, albo czy nie podoba im się, że jest dobry.
No i puenta perykopy: „Tak to ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi”. Przesłanie duszpasterskie chyba jasne: denar to szczęście wieczne, a mogą otrzymać je również ludzie, którzy długie lata byli daleko od Kościoła albo wręcz od Boga nawet. On jest bowiem miłosierny nieskończenie, a poza tym zna dusze ludzkie na wylot, wie, że nieraz pozory mylą.
Dobrzy katolicy bywają mniej dobrzy z Bożego punktu widzenia.
A co do czytania w periodykach religijnych? We wrześniowym „W drodze” jak zwykle mądrych rad duszpasterskich huk. Tematy rozmaite: od pracy zawodowej i podatków do głównego tematu tutejszego, czyli rozumienia Pisma Świętego. Biblista świecki z Krakowa Michał Wilk, indagowany przez Macieja Müllera, odpowiada na pytania, które rodzą teksty Księgi. Müller: „W jednym z wykładów na temat retoryki i symboliki w ewangeliach, dostępnych na portali Orygenes+, analizuje pan opowieść o tym, jak Maryja odwiedzaElżbietę. Okazuje się, że Łukasz, opisując tę scenę, stylizuje Matkę Bożą na starotestamentalną Judytę. To wspaniały pomysł narracyjny, tylko że z tego wynika, iż scena wcale nie musiała tak wyglądać, to ewangelista ją odpowiednio uzupełnił , obudował nawiązaniami i cytatami. Zatem tu więcej fikcji niż prawdy.” Wilk: „To, że dane wyrażenie zostało opisane w jakiejś konwencji, nie przekreśla jego historyczności. Arystoteles w IX księdze „Poetyki” zastanawiał się, czy istnieje coś takiego, jak obiektywny, pozbawiony własnego punktu widzenia opis zdarzenia, i na ile fabuła z konieczności odnosi się do historii, a na ile jest fikcyjna. Rozmawiamy kilka dni po tym, jak prezydent Duda zawetował dwieustawy dotyczące sądownictwa. Wyobraźmy sobie, że prosimy zwolenników PiS, PO i Nowoczesnej o napisanie relacji z ostatnich wydarzeń. Każda z tych opowieści byłaby inna. A wszyscy byliby przekonani, że napisali prawdę. Nie da się napisać relacji «czysto» historycznej.” Odpowiedź uczonego katolickiego wydaje mi się – przepraszam – trochę wykrętna. Porównanie z dzisiejszą polską walką partyjną nie bardzo tu pasuje. Czy nie lepiej byłoby powiedzieć po prostu, tak jak Biblia Poznańska w przypisie, że hymn „Magnificat”, bo o niego tu pewno przede wszystkim chodzi, „prawie w całości składa się ze zwrotów, określeń i słów zaczerpniętych ze Starego Testamentu [tu lista owych miejsce - JT]. Mimo wyraźnego wpływu Psalmów i kantyku Anny, matki Samuela (1 Sm 2,1-10) utwór jest kompozycją oryginalną i samodzielną.” Można domyślić się, że jednak nie kompozycją Maryjnego autorstwa. Bardziej podobała mi się natomiast odpowiedź prof. Wilka na pytanie o historyczność innego wydarzenia, opisanego w Ewangelii Mateusza: wizyty mędrców ze Wschodu. Biblista odpowiada, że nie było to wydarzenia realne: „Jest duże prawdopodobieństwo, że ewangelista zastosował element retorycznej inwencji.” Domyślić się też można łatwo, co te uczone terminy oznaczają. Ale znów odpowiedź na prośbę o przykład innego mało prawdopodobnego historycznie wydarzenia (chodziło o zgubienie się nastoletniego Jezusa w świątyni) dziwnie mało konkretna. Pochwalę natomiast, nie przyczepię się na koniec do dalszych zdań ogólnych. „Jednak w zdecydowanej większości przypadków to, że relacje ewangelistów o danych wydarzeniach się różnią, nie przekreśla ich historyczności. Nikt chyba nie wątpi, że Jezus został ukrzyżowany pod Poncjuszem Piłatem, mimo, że Pasja jest zupełnie inaczej opisana i zinterpretowana w każdej ewangelii”. Szczerze mówiąc, nie zauważyłem, że aż tak bardzo relacje te się różnią, ten pogląd zaskoczył mnie śmiałością. Ale ów, że nikt chyba nie wątpi w prawdziwość wydarzenia Pasji? To zdanie 1chyba zbyt kategoryczne: wielu jednak wątpi. Należało powiedzieć, że nikt z chrześcijan. Ale to już uwaga czepialska: cała rozmowa ciekawa bardzo! Poczytajmy!

21:07, jan.turnau
Link Komentarze (18) »
sobota, 23 września 2017
Bez korzenia nie ma zbawienia?

Ewangelia Łukasza 8,4-15
Przypowieść o siewie Słowa, o tym, że skutkuje rozmaicie. „Na skałę pada u tych, którzy gdy usłyszą, z radością przyjmują Słowo, lecz nie mają korzenia: wierzą do czasu, a w chwili pokusy odstępują”.
Przypowieść biblijna to literatura, nie prawo, jej narracja to nie teologia ścisła, można coś dodawać, interpretować. Powiedzieć więc na przykład, że ten, co uległ pokusie, został złamany, ale nie połamany do szczętu. Upada, ale się podnosi nieraz. Z Bożą pomocą bez granic i podobnym miłosierdziem.

22:51, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
piątek, 22 września 2017
Jak diabłów aż siedem, to kobieta upadła?

Ewangelia Łukasza 8,1-3
„Jezus wędrował przez miasta i wsie, nauczając i głosząc Ewangelię o królestwie Bożym. A było z Nim Dwunastu oraz kilka kobiet, które zostały uwolnione od złych duchów i od chorób: Maria, zwana Magdaleną, którą opuściło siedem złych duchów, Joanna, żona Chuzy, rządcy Heroda, Zuzanna i wiele innych, które im usługiwały, udzielając ze swego mienia.”
Czyli opętane były poprzednio wszystkie chyba, ale liczba siedem oznacza tu może taką wielość zła, że delikwentka musiała być prostytutką. Cóż bowiem może być gorszego niż grzech w dziedzinie seksu, tej zgoła najważniejszej...?

22:31, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
Archiwum