Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
sobota, 13 października 2018
Błogosławionych cały rój

Ewangelia Łukasza 11,27-28
Jakaś kobieta widząc Jezusa zawołała, że błogosławione są łono i piersi Jego Matki. On doprecyzował, że raczej po prostu błogosławieni są wszyscy, którzy słuchają Go z dobrym skutkiem. Może należy wyjaśnić, co to znaczy „błogosławieni”, „błogosławione”.
Przymiotnik ten, raczej imiesłów, oznacza nie tyle to, co „pobłogosławione”, czyli takie, nad którym został wykonany religijny gest życzliwości. Nie tylko to, co cielesne, materialne. Życzenia „błogosławionych świąt wielkanocnych” oznaczają dobrą ocenę owych świąt, ale także nasze życzenia, aby były udane, dla nas szczęśliwe, dla nas pożyteczne duchowo. Po takiej definicyjce semantycznej wracam do Ewangelii. Dobrą ocenę moralną należy rozciągnąć na ludzi bardzo wielu. Jan Paweł II ogłosił błogosławionymi bardzo wielu ludzi, może nawet więcej, niż wszyscy papieże dotąd. Zapewne było także w tym trochę naiwności, którą stale wykazywał wobec bliźnich, ale też dużo Bożej optyki w ocenach moralnych. Wszyscyśmy utworzeni na obraz Boży i nie da się powiedzieć, że to nie za bardzo wyszło.

09:47, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
piątek, 12 października 2018
Proście, a dostaniecie

Ewangelia Łukasza 11,14-26
„Proście, a dane wam będzie” (EPP)
Niemniej modlimy się o coś jakby bez skutku. Niewątpliwie bywa i i tak, jeżeli przez skutek rozumie się wynik według naszego zamówienia, a nie projektu Bożej Opatrzności. Jeżeli zakładamy, że Bóg istnieje, jest nieskończenie mądry i dobry, a do tego jeszcze wszechmocny, to powinniśmy godzić się na taki czasem los. Naturalnie łatwo powiedzieć, jednak jest też takie całkiem świeckie pouczenie: „W każdej rzeczy końca patrzaj”, a koniec ów w naszej religijnej optyce przekracza przecież nasz ziemski żywot. Nie pociągnę podobnego komentarza dalej, powtórzę natomiast polecenie, że mamy spokojnie prosić. Jak Pana Boga, tak i bliźnich. Wobec zwracania się z tym do innych ludzi mamy opory rozmaite, ale nieraz tkwią one w naszej wypaczonej dumie, ambicji, żeby nie wydać się niedorajdą, bośmy wszak sami niemal wszechmocni. Prawie jak właśnie On sam.
Wyspałem się, a jak napisał mój genialny stryj Stefan Turnau I, światopogląd człowieka zależy od tego, jak śpi w nocy, przeto dołączam jak i wczoraj coś z książki włoskiego autora Alessandra Pronzato pod polskim tytułem . „Radość na każdy dzień” (PROMIC). Na dzisiaj właśnie jest tam o świętej pamięci arcybiskupie San Salwadoru Oscarze A. Romero, zamordowanym w 1980 r. przez tamtejszą skrajną prawicę. Że jako męczennik w walce o sprawiedliwość powinien być ogłoszony świętym. Otóż papież Franciszek już go beatyfikował, a właśnie w tę niedzielę ma kanonizować. Zatem nie traćmy nadziei, panta rei! Alleluja! 

16:34, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
czwartek, 11 października 2018
Problem nieśmiertelny: wiara i uczynki. O klerze trochę znowu

List do Galatów 3,1-5
„Czy więc ten, który udziela wam Ducha i dokonuje cudów pośród was, czyni to ze względu na uczynki Prawa, czy ze względu na posłuszeństwo w wierze” (BE). Paweł jest na tak zwane uczynki uczulony. Chodzi mu nie tylko o te rytualne, ale i o, mówiąc po prostu,  postępowanie wobec bliźnich. Sięga do sedna tej problematyki i akcentuje rolę w tym wszystkim Bożą. Jeżeli tylko naprawdę wierzymy, że On jest i interesuje się swoim stwórczym dziełem, to uznajmy, że oświeca nas i daje siłę do dobrego działania. Nie jest ono naszą zasługą, w gruncie rzeczy Bożą. Powinniśmy przestać myśleć ciągle o kodeksie Prawa, raczej spojrzeć w siebie, gdzie działa Boży Duch. I oczywiście samemu czynić dobro. Uczynki wynikają z wiary, ale muszą być. Paweł nie pisał traktatów, tylko listy, nie dbał w nich o precyzję, o wyważanie słów, trzeba było go interpretować właściwie, co zrobił Jakub, a czyniono to głupio (por. 2 List Piotra 3,15-16). Prostował też potem Marcin Luter, a wreszcie ewangelicy i rzymscy katolicy napisali wspólnie dokument o usprawiedliwieniu z wiary, nie z uczynków. Alleluja!  Księża, księża, księża... Książki o takich, co nie księżyska: W Bibliotece „Więzi” opowieść Izabeli Broszkowskiej o Tadeuszu Fedorowiczu „Szczęśliwe życie”, o innym natomiast wspaniałym duchownym, Klemensie Szeptyckim, dzieło zbiorowe ze wstępem prof. Adama Daniela Rotfelda (Wydawca: Kolegium Europy Wschodniej). Kto czyta, nie błądzi, dużo mądrzej sądzi! No i przeczytałem w tomiku PROMIC-u Alessandra Pronzata „Radość na każdy dzień” (przekład Krystyny Kozak) na 7 października taką uwagę w Polsce na wagę brylantu: „Dałby Bóg, aby wszyscy księża troszczyli się nie tylko o formowanie dobrych chrześcijan, lecz także odpowiedzialność obywateli, ludzi miłujących praworządność i dbających o zachowanie «czystych rąk», kiedy sprawują władzę. Nie wystarczy chodzić i pisać sprayem na wiaduktach autostrad: «Bóg istnieje»: niekiedy trzeba napisać też: «Państwo istnieje».”. Święte słowa Jegomości!

13:50, jan.turnau
Link Komentarze (30) »
wtorek, 09 października 2018
Przepraszajmy, Kościół niech również bije się w piersi

List do Galatów 1,13
„Słyszeliście przecież o moim postępowaniu, gdy jeszcze wyznawałem judaizm, że z zaciekłością prześladowałem Kościół Boży i usiłowałem go zniszczyć.”
Napisałem już raz tutaj, że to Pawłowe mea culpa jest wspaniałym wzorem dla całego ludzkiego gatunku. Należą jednak do niego także prominenci kościelni. Franciszkowa samokrytyka za obronę chilijskiego biskupa w sprawie pedofilskiej została uznana za rarytas, a przecież to powinna być kościelna „normalka”. Dał tu przykład Jan Paweł II swoim postnym wyznaniem grzechów Kościoła ogromnie nowatorski. Film „Kler” zobaczę pewnie dopiero jutro, ale już dzisiaj przypuszczam, że jest to, jak ktoś powiedział, spowiedź. 
Spowiedź paru księży. Szczera. A jak będzie odebrana, czy nie jako obraz całego Kościoła, zatem moralnie obrzydliwego, a więc takiego, z którego należy wystąpić do niego przypadkiem nie wstępować, to inna sprawa. Liczę na mądrość widzów, choć nie za bardzo na mądrość ich duszpasterzy, którym nie podoba się pokorna postawa niektórych biskupów. W każdym razie nie jest to na pewno zamierzony atak na Kościół. Jest to dzieło psychologicznie religijnie, duchowo głębokie. W duchu papieża Franciszka.Polecam najmocniej katolicyzm odważnie samokrytyczny w książce Grzegorza Kramera SJ,Piotra Żyłki oraz Łukasza Wojtusika pod tytułem „Łobuzy. Grzesznicy mile widziani”!

17:56, jan.turnau
Link Komentarze (39) »
poniedziałek, 08 października 2018
Doktryna chrześcijańska nie jest zamrożona

List do Galatów 1,6-10
„Są tylko tacy, którzy sieją zamęt wśród was i chcą fałszować Ewangelię Chrystusa” (BE) O jakich takich apostołowi narodów chodziło? Ano o tych, co nie rozumieli, że obrzezanie obowiązuje tylko Żydów, inne narody już nie. Paweł nie przebiera w słowach, mówi wręcz o tych ówczesnych konserwatystach religijnych, iż są przeklęci. W każdym środowisku są natomiast podobni, którym dotychczasowy kształt ortodoksji wydaje się nienaruszalny. Nie wszyscy są gotowi do zmiany poglądów od razu. Trudno nam to pojąć, ale rozumiemy przecież, że ludzkie myślenie to nie jazda samochodem, w której zmienić kierunek łatwo.
Muszę zaznaczyć na swój temat, że także w sprawie stosunku kobiet, ekumenizmu wobec nich, nie jestem żadną miarą jakimkolwiek konserwatystą. Posądzanie mnie o to na podstawie niedzielnej wzmianek o Greczynce czy katechetce świadczy o przeczuleniu na tym punkcie.
Jestem także za kapłaństwem kobiet. Ale takie przewrażliwienie jakoś rozumiem: tyle lat pysznego patriarchalizmu, którego ślady pokutują dotąd, zrobiło swoje. Zauważam także z zadowoleniem pośród polskich duchownych katolickich, że celibat obowiązkowy jakby przestawał być w wypowiedziach publicznych tabu.
Co jeszcze zmieniać albo i nie zmieniać? Sygnalizuję dwie publikacje. Gillesa Jeana Guenina „Strach przed diabłem. O przezwyciężaniu lęków i przesądów” (tłum Agnieszka Kuryś, PROMIC, autor sam jest egzorcystą), także książkę historycznoteologiczną o małżeństwie Jarosława Kupczaka „Źródła sporu o „Amoris laetitia” (dominikanie.pl).

15:13, jan.turnau
Link Komentarze (15) »
niedziela, 07 października 2018
Rozwody. Humorysta Józef Życiński w sprawie kleru rangi różnej

Ewangelia Marka 10,2-16
Przeczytałem te wersety, także podobne u Mateusza w rozdziałach 5 i 19. „W domu pytali Go o to znowu uczniowie, a On rzekł im: - Kto porzuci żonę swoją i żeni się z inną, cudzołoży względem niej. I jeśli ona, porzuciwszy swego męża, wychodzi za innego, cudzołoży”(EPP). 
Twarde słowa. Bibliści, co prawda, zmiękczają je zauważając, że u Mateusza mamy wersję łagodniejszą. Bo z wyjątkiem: „Kto by odesłał żonę swoją nie z powodu rozpusty i ożenił się z inną, cudzołoży” (EPP). Komentuje się to tradycyjnie w ten sposób, że chodzi tutaj o kobietę w ogóle, nie o żonę (terminologia ta sama) legalną, o jakiś związek nielegalny, czyli o nierząd, rozpustę (Biblia Tysiąclecia, wydanie czwarte, z r. 1975). Nie jest to jednak dla mnie i biblistów bardziej fachowych mocny argument, prawosławni również powołują się na wersję Mateuszową bez takiego komentarza. Myślą zresztą mniej niż chrześcijanie zachodni prawniczo, małżeństwo to dla nich nie tyle instytucja prawna, ile związek miłości, która może się skończyć. „Kościół powołując się na przykład Mojżesza (por. Mt 19, 3-12) i troszcząc się, ażeby nie był większego grzechu, może zdjąć swoje błogosławieństwo w przypadku cudzołóstwa lub całkowitego rozkładu pożycia małżeńskiego. W takim przypadku pozwala też stronie pokrzywdzonej na powtórne zawarcie związku małżeńskiego.” („Porównanie wyznań rzymskokatolickiego, prawosławnego, ewangelicko-augsburskiego, ewangelickoreformowanego”. Konsystorz Kościoła Ewangelicko-Reformowanego”, Warszawa 1988).
Ewangelicy również dopuszczają wyjątki od zasady nierozerwalności i dopuszcza je również papież Franciszek w adhortacji „Amoris laetitia”. Z argumentacją, która jest najkrócej taka: Kościół jest miłosierny i w szczególnych przypadkach ma prawo dopuścić rozwodnika do Komunii, pozwalając mu (im) też na pożycie małżeńskie, jeżeli uzna, że jego wina, grzech „rozwodniczy” ciężki nie był.
Lektury. Janusz Poniewierski napisał w ostatnim „Znaku” o zmarłym kilka lat temu arcybiskupie Józefie Życińskim. Że był człowiekiem niezastąpionym. Teraz też tak myślę, ale inaczej było po jego śmierci. Pojechaliśmy z koleżanką z „GW” na jego pogrzeb w Lublinie, ona po wyjściu z kościoła miała łzy w oczach, a ja wciąż myślałem o jakichś swoich nieważnych kłopotach. Ale też pamiętam, jak arcybiskup rozładował mnie kiedyś. Spotkałem go gdzieś i pożaliłem się na pewną Greczynkę. Bo napisałem w „GW”, że między patriarchą Konstantynopola i i papieżem jest taka różnica, że pierwszego można spotkać w toalecie, jak zdarzyło mi się kiedyś w Polsce, drugiego się nie da. Zostało to zrozumiane jako lekceważenie dla pierwszego, gdy oznaczało raczej przytyk dla drugiego, że został jakby odczłowieczony. Otóż wtedy Życiński wziął tę panią w obronę, przypominając mi anegdotę o katechetce. Na pytanie ucznia, czy księża siusiają, odpowiedziała po namyśle, że tak, ale rzadziej. No więc patriarchowie wręcz nigdy, zatem tamto moje spotkanie było zupełnie niemożliwe...

00:12, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
sobota, 06 października 2018
Koniec bardzo szczęśliwy. Przed grobem zawsze?

Księga Hioba 42,1-3, 5-6, 12-17
Los bohatera dzieła odmienia się radykalnie. Wraca powodzenie życiowe wielorakie. Przyznaje, że niesłusznie narzekał na Boga, a On karci przyjaciół Hioba, że nie mówili o Nim tak prawdziwie, jak Jego sługa Hiob. Ma rację Biblia Poznańska, gdy komentuje, że w księdze widać, iż ludzkie nieszczęście nie zawsze wynika z jego winy. I tylko uwaga moja, iż życie nasze na ziemi nie zawsze heppy endem się kończy.
Dołączam mój sygnał bibliofilski
Głośne myślenie. Dlaczego Pan Bóg lubi ateistów? Jonasz
Kiedyś pewien niedowiarek zapytał o to ks. Zbigniewa Czendlika. Duchowny ów rzymskokatolicki, Polak ze Śląska Cieszyńskiego pracujący w Czechach, odpowiedział krótko i węzłowato: „Bo Mu dupy nie zawracają”. Bo ludzie wierzący religijnie wciąż od Niego czegoś chcą, wymagają, by brał udział w ich troskach. W książce pod tytułem „Bóg nie jest automatem do kawy”, która jest rozmową zrobioną z nim przez dziennikarkę czeską Marketę Zahradnikową (przełożyła Julia Różewicz), tłumaczy, czemu przestaje, dialoguje z ateistami.
Reklamuję to dziełko z opóźnieniem, pisano o nim na przykład w „Gazecie Wyborczej”, lepiej jednak późno, niż wcale, a o mądrych i dobrych księżach trzeba pisać coraz częściej, aby nie utwierdzało się wrażenie, że to głównie głupie łajdaki.
Inne złote myśli: „Nie jesteśmy w stanie pojąć Boga, tu na ziemi to niemożliwe. To tak jakby postać z kreskówki próbowała pojąć swego stwórcę, na przykład Kaczor Donald Walta Disneya”. To twierdzenie teologiczne dzisiaj jest prawie banalne, niemniej niejaki Józef Stalin powiedział słusznie, że truizmy należy powtarzać. Kiedy świat, Kościół niejeden, wydaje się tak okropny, że potężnieje pytanie, czy jego Stwórca nie jest brakorobem okropnym albo i nie ma Go wcale, książka polskiego wydawnictwa „Dowody na istnienie” (Warszawa 2018) jest bardzo na czasie. Jeszcze inna myśl Czendlikowa: porównanie świętoszków, skrupulatów do kierowców, którzy wciąż gapią się na szybkościomierz: trzeba patrzeć raczej w lusterko wsteczne, reagować na ruch uliczny. To o takich, co żyją dla Boga, ale bez Boga. Brakuje im radości z wiary i relacji z Bogiem. Są śmiertelnie poważni.
Czendlik taki zgoła nie jest. Sypie anegdotami, używa wyrazów w rodzaju tamtego (po czesku jest to pięcioliterowe: „prdel”). W ten sposób likwiduje dystans, ale przez to, co mówi, naturalnie również. Nazywa się to w książce liberalnością, a jest po prostu mądrym duszpasterstwem. Autor ma kłopoty nie tylko z parafianami, którzy są bardziej od niego tradycyjni, także z krytykami z lewa, bo w Czechach (to nie Polska) czepiają się go głupio. 
Książka dla wszystkich, księży, katolików świeckich, innych wyznań świeckich, pastorów, ateistów tym bardziej. Dowodzi Istnienia, jak przystało na swego wydawcę, kapitalnie. Naprawdę.

10:25, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
piątek, 05 października 2018
Bóg jest potężniejszy, niż my. Hiob czy Job?

Księga Hioba 38,1.12-21
Przemawia do Hioba pośród burzy: ”Czy kiedyś w życiu rozkazywałeś porankowi, czyś wyznaczył jutrzence jej miejsce, aby krańce ziemi okryła i wyrzuciła z niej grzeszników?” 
Opatrzność Boża dyryguje wszystkim. Cytuję teraz Pismo w wersji Biblii Poznańskiej, choć nie podoba mi się nazywanie w niej Hioba Jobem. W oryginale hebrajskim mamy „Ijjoba”, Francuzi Joba, oni jednak nie mają tu nieeleganckich skojarzeń, a my mamy, biedni Polacy. Rosjanie mają najpewniej Joba i jakoś sobie z tym radzą, ale czy my musimy? Mamy chyba oryginalną tradycję i jestem za jej zachowaniem. Ja, nowator na ogół zapiekły. Natomiast wersja imienia to jednak drobiazg, ważniejsza jest sama biblijna postać, tak cholernie symboliczna. I teraz coś pro domo sua. Piszę to raczej żartem, ponieważ „znam proporcje, mocium panie”, ale też jestem troszenieczkę i chwilowo nieszczęśliwy. Otóż mam w domu jakąś złośliwą istotę, sklerozą starczą zwaną, która mi ciągle coś chowa, ostatnio klucze od domu. Gdybym jeszcze był pewny, ż są w domu, nie zgubiłem ich gdzieś na zewnątrz ani nie ukradł mi ich jakiś złodziej... No i tym razem na serio zapewniam, że wierzę w Opatrzność, czyli w happy end tej historyjki. Tak jak wierzył cały czas Hiob Jobem zwany. Alleluja! No i klucz się znalazł w domu, w miejscu zupełnie nieprawdopodobnym. Nie ma rzeczy niemożliwych - Bóg pisze, jak chce, bo też Bogiem jest.

18:04, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
czwartek, 04 października 2018
Opowieść o człowieku nieszczęśliwym. „Mały Książę”

Księga Hioba 19,1.21-27
Czytania liturgiczne są trochę jak lekcje literatury powszechnej. Czyta się jej klasykę, pomniki kultury w ogóle. Teraz po księdze Koheleta (Eklezjastesa), sceptyka, wielkiego pesymisty, symbol ludzkiego nieszczęścia Hiob. Obok Boga, także szkalującego go przed Bogiem Szatana oraz nierozumiejących go jego przyjaciół. Dzisiaj pyta ich, czemu się tak do niego odnoszą. Nie współczują mu w jego niedoli, w tym, jak Bóg go okropnie doświadcza, uważają, że sam jest sobie winien. „Czemu mnie tak jak Bóg prześladujecie” - powiada, ale zaraz potem wyraża nadzieję, że jest On w gruncie rzeczy jego obrońcą. Narracja obszerna, wciąż nowe obrazy, Biblia mówi językiem poetyckim.
Sygnał bibliofilski: piękny album. Antoine de Saint Exupéry: „Mały książę” w nowym przekładzie Henryka Woźniakowskiego, ilustracje Pawła Pawlaka. Znak. Też już klasyka, poniekąd poezja, pomnik kultury naszej.

15:14, jan.turnau
Link Komentarze (16) »
niedziela, 30 września 2018
Ekumenizm, egzorcyzm

Ewangelia Marka 9,38
Czytamy tutaj o tym, że apostoł Jan zapytał Jezusa, czy należy zabraniać wypędzania złych duchów człowiekowi z innej grupy religijnej, powołującemu się jednak także na Niego. Odpowiedź była, że kto nie jest przeciwko nam, jest z nami. No właśnie. Ekumenizm! Wspólnota nie tylko chrześcijan, rzeknę, że wszystkich egzorcystów! Nie tylko specjalistów od walki z potwornymi schorzeniami psychicznymi, kwalifikowanymi nie zawsze słusznie jako szczególne dzieło szatana, ale w ogóle wszelkich walk ze złym duchem wzajemnej nienawiści, rozłamu. Tak, „diabolos” to po grecku rozłamca właśnie. Ekumenizmu nieprzyjaciel główny!

09:28, jan.turnau
Link Komentarze (71) »
Skąd ten pseudonim?

wpis na sobotę 30 września 2018 r.

Księga Daniela 7,13-14
Czemuż to Jezus nazywał się Synem Człowieczym? Ano dlatego, że w tamtej wizji starotestamentalnej opowiedziane zostało o Nim proroczo. Aby tylko nie rozumieć tamtej wizji królowania jako władzy ziemskiej zgoła. W tym sensie Jezus nie jest królem świata ani konkretnie Polski. Nie nazywajmy Go w ten sposób, bo to brzmi zabawnie, jeśli nie teokratycznie. Trzeba uważać.

09:28, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
piątek, 28 września 2018
Niepojęte plany Boże

Księga Koheleta 3,11
„Uczynił On wszystko pięknie w swoim czasie,
także wieczność włożył w ich serce,
tak jednak, że człowiek nie zdoła pojąć dzieła,
które uczynił Bóg od początku do końca.”
Oj tak, nie zdoła pojąć. Bóg pisze po liniach przeraźliwie krzywych. Ale ja wierzę, że On jest i że są to wbrew nieustannym pozorom linie do właściwego celu prowadzące. Ale w ogóle rzeczy niepojętych ciągle kupa, w każdym razie dla mnie. Komputer oczywiście, ale ludzie też. Jak to jest z nimi na przykład, że kłamią, i to publicznie nie rozumiejąc, że ten grzech ma nogi króciutkie? Nie pojmuję też nawet, choć to jest zjawisko - podkreślam - całkowicie inne, niektórych poglądów różnych od moich potężnie. Szanuję takich ludzi może tym bardziej, ale się dziwię.
Mam na myśli przypadków wciąż legion, ostatnio jednak na przykład takowy. Załączam felieton sobowtóra mojego.
Głośne myślenie. Jan Paweł II, kleru wychowawca. Jonasz
Tydzień temu przeczytałem w „Magazynie Świątecznym” rozmowę Artura Nowaka z profesorem Stanisławem Obirkiem. Tytuł: „Jan Paweł II wychował nam kler”. Odpowiedź: fatalnie.
Tekst zaczyna się od sprawy pedofilii, filmu „Kler”, i o tym jest dużo. To sprawa, o której nigdy dosyć, mówi się słusznie, że znaleźliśmy się w czasach podobnych do tamtych, gdy wybuchła reformacja. Kryzys jest przeraźliwy. Napiszę o tym więcej po obejrzeniu dzieła Smarzowskiego, bo to problem osobny. W każdym razie dla mnie. A teza Obirka jest właściwie taka, że papież Wojtyła odpowiada za wszystko zło w dzisiejszym Kościele rzymskokatolickim.
Spotkałem się z poglądem prominentnego polskiego katolika świeckiego, że dobrze, iż taka rozmowa się ukazała, bo kult papieża Polaka przechodzi w jego ojczyźnie ludzkie pojęcie. To fakt. Nie tylko ten tysiąc pomników, niektórych potwornych, ale i w słowach patriotyczna przesada. Cześć dla Rodaka jakby bliska ubóstwienia. Obirek użył kiedyś wyrażenia „złoty cielec”, które wówczas wydało się nawet mnie niestosowne, ale teraz mówię pust budiet. Tyle, że teraz rozwinął tamtą myśl w sposób, który wydaje mi się jakąś karykaturą po prostu. Najpierw co do kultu. Ważne są przecież reakcje samego nieortodoksyjnie czczonego. Radzę przeczytać „Kwiatki Jana Pawła II”, skomponowany przez Janusza Poniewierskiego wybór jego wypowiedzi, w których z urzędu Ojca Świętego robi sobie on sam tak zwane jaja. A z tego wynika, że zadowolenie z siebie owego kleru, mentalność kastowa były temu arcyhierarsze zdecydowanie obce. Zapytał kiedyś przecież ambasadora RP przy Stolicy Apostolskiej Stefana Frankiewicza, czy nie stracił wiary w Watykanie (polecam rozmowę ze Stefanem Cezarego Gawrysia, wydaną w Bibliotece „Więzi”). Obirek sugeruje, że JPII nie lubił konfrontacji z innymi poglądami: o dialogach w Gastel Gandolfo najwyraźniej zapomniał. Powiada, że z „oboma jego kolejnymi sekretarzami, Stanisławem Dziwiszem i Mieczysławem Mokrzyckim oraz najbliższą przyjaciółką Wandą Półtawską, niebywale konserwatywną, łączył go konserwatyzm rozumiany jako ignorancja, zamknięcie się na fakty, generalnie na doświadczenie naukowe”. Coś ich zapewne łączyło, z Półtawską na przykład potępienie antykoncepcji, które zakwestionowałem w „Więzi” pół wieku temu. Świadek wydarzenia opowiadał mi natomiast, jak mocno papież zareagował na lekceważącą ocenę książki pewnego filozofa liberała. A co do nauki, to zapomniałeś, Staszku, o rehabilitacji teorii ewolucji. Potem papież się z niej jakby trochę wycofał, ale był pierwszym biskupem Rzymu, który nie bał się Darwina. Nie bał się także Żydów: jest tu przecież Ci, Staszku, jednak trochę bliski. Konserwatystą był zgoła niekonsekwentnym. Pasował mentalnie do większości polskiego duchowieństwa niemal jak pięść do nosa. Oczywiście masz rację, że sam jest też temu winien, bo takich biskupów na ogół mianował. Nie tylko dla Polski. 
Słyszałem, że pewnej ważnej nominacji prymasa Wyszyńskiego sprzeciwiał się, choć bez skutku: już kiedyś księża niektórzy mówili, że jego kapelusz kardynalski znacznie mniejszy niż prymasowski. Skłonności myślowe niektóre miał wątpliwe. W jego teologii narodu widać jakiś mesjanizm. „Żądza pieniądza, władzy i seksu”, cechująca według Obirka bohaterów „Kleru”, była mu natomiast obca. Co do seksu - wiadomo. Co do mamony, nie kochał jej. Stroić się nie lubił, był w ogóle znany ze skłonności ascetycznych. Władza nie pasjonowała go również. Chyba nawet za mało, choć kardynałowi Ratzingerowi, sceptycznemu wobec idei spotkań międzyreligijnych w Asyżu, sprzeciwił jednak. Mówiono o nim, że kuria rzymska rządziła nim, jak przedtem krakowska, tendencji dyktatorskich nie miał ani trochę. Dawał się też wodzić za nos otoczeniu. Nie dopuszczało do niego wiadomości skandalicznych, stąd niektóre owe nominacje, co Obirek zresztą sam mówi. Choć niektóre polskie także z tego, że był dobrym tatusiem dla ludzi z jego otoczenia, a w sprawach innych, moralnych, wiele ważyło to, że każdy sądzi według siebie. Nie tylko on nie był z razu w stanie uwierzyć, że duchowny może być tak zbrodniczo cielesny. Zmowa milczenia oczywiście. No cóż, jest takie polskie sformułowanie teologiczne, że Kościół jest tajemnicą. Termin grecko-łaciński brzmi „misterium”, ale niektórzy przetłumaczyli sobie zapewne jako ”sekret”. Eklezjalny totalny, nie tylko co do konklawe.
Nie napisałem, mam nadzieję apologii w na kształt powiedzenia rosyjskiego, że car dobry, tylko czynownicy okropni. Niemniej upieram się, że lepszy od nich o wiele. 

16:12, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
Marność zgoła totalna

Wpis na czwartek 27 września 2018 r.
Księga Koheleta 1,2
„Marność nad marnościami, powiada Kohelet, marność nad marnościami - wszystko jest marnością.”
Gorzki pesymizm autora, Eklezjastesem z grecka nazywanego (czyli „kościelnika”, człowieka religijnej wspólnoty, kahału po żydowsku mówiąc). Nie Salomona najpewniej, choć autor tak napisał na wstępie, chcąc sobie dodać autorytetu: tekst o wiele późniejszy. Do innych ksiąg Biblii dziwnie mało podobny. Została uznana za kanoniczną, choć wątpliwości ciągnęły się długo. Czy nie jest to mądrość przyziemna, mało religijna, raz tylko mowa o Bogu i to nie pod imieniem Jahwe. Podziwiam naszych starszych braci, że okazali się tak odważni, nie bali się, że ta lektura zgorszy maluczkich. Należy do pięciu ksiąg Megilot, czytanych stale w liturgii żydowskiej w ciągu roku, przetłumaczonych też przez Czesława Miłosza.

16:08, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
środa, 26 września 2018
Tekstu Pisma nie zmieniaj! Ale interpretuj odważnie. Zbrodnie pedofilii

Księga Przysłów 30,6
„Nie dodawaj niczego do słów Jego, aby się z Tobą nie rozprawił i byś nie został uznany za kłamcę.”
Nie dodawaj niczego oczywiście, nie odejmuj też. Biblia księgą świętszą niż klasycy literatury polskiej, a ich też nie należy „adiustować”, jak chciano to zrobić dla radiowej lektury dokonywanej z inspiracji prezydenta Dudy. Innym pewnikiem jest jednak to, że słowa Boże są bardzo ludzkie zarazem. Trzeba ciągle powtarzać, że są czasem zgoła błędną interpretacją Bożych myśli i działań. Nie tylko wtedy, kiedy tekst biblijny sugeruje, że Absolut Dobra kazał Hebrajczykom dokonywać ludobójstwa dotychczasowych mieszkańców Ziemi Obiecanej. Także może nawet, kiedy kazał Abrahamowi złożyć Mu na ofiarę krwawą jedynego syna, aby wypróbować jego posłuszeństwo. Kto wie, czy opowieści tej nie wymyślił sam człowieczy autor. W dzisiejszych uszach niektórych brzmi ona, jak potwierdzanie obyczaju religijnego dzieciobójstwa, nie zaś tej potworności zakaz, jak się interpretować przyjęło. A gdy już jestem przy sprawie dzieci, na prośbę komentatorki i z całkiem własnej oczywistej potrzeby modlę się stale w intencji przezwyciężenia tragicznego kryzysu w moim Kościele, wynikłego ze zbyt powoli ujawnianej księżej pedofilii. Modlę się za jej ofiary, o wszelką, nie tylko duchową, pomoc dla nich, o autentyczną skruchę sprawców oraz odpowiedzialnych za te zbrodnie kościelnych zwierzchników, za ich lekceważenie, utajnianie, zbyt późne przeciwdziałanie im.

15:16, jan.turnau
Link Komentarze (28) »
wtorek, 25 września 2018
O żonie swarliwej i jeszcze o kwakrach

Księga Przysłów 21,9
„Lepiej nie mieszkać w kącie dachu niż z żoną swarliwą we wspólnym domu.” (Biblia Poznańska)
Komentarz człowieka żonatego od lat prawie 60: żona kłótliwa trudna do wytrzymania na pewno, ale mąż pijak albo (czyli) do prac domowych całkiem nieskłonny również. Nie jestem pewien, czy autor tych słów nie ma się za męża idealnego, w każdym razie powinno tak być, że oboje małżonkowie starają się usilnie o zgodę nie myśląc o rozwodzie. Po tym moralizującym smrodku wrócę jeszcze do sprawy kwakrów, o jakiej było tutaj w ubiegłą środę. Otóż dowiedziałem się tymczasem, że pewien polski proboszcz nie chciał pochować kogoś tej wiary na katolickim cmentarzu, wykopał mu grób na zewnątrz terenu pod płotem. Ale parafianie bardzo cenili tego kwakra za ofiarność wobec wszystkich, zatem przebili się przez cmentarne ogrodzenie i pogrzebali go obok katolików. Jak Pan Bóg przykazał.

22:04, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
niedziela, 23 września 2018
Mądry głupiemu ustąpi. Pierwsi ostatnimi będą. „SiDE”, ach „SiDE”!

List Jakuba 3,16-43
Ewangelia Marka 9, 30-37
Bardzo tu dużo w Liście Jakubowym o zazdrości. Chyba kongenialny jestem, bo zanim fragment powyższy przeczytałem, sam podobnie właśnie myślałem. Jest w katechizmie tradycyjnym obok innych wyliczanek taka z grzechami głównymi, też siedmioma, bo to liczba szczególna. Na samym przedzie pycha, zazdrość dopiero na miejscu czwartym – a powinna być na drugim. Z niej – pisze apostoł Jakub – biorą się wojny i inne kłótnie.
Zazdrość mordercza bywa. Dalej już nie jest psychologicznie i etycznie, ale teologicznie. Autor tłumaczy zazdrośnikom, dlaczego nie odnoszą sukcesów. Ponieważ się nie modlą albo modlą źle. Proszą Boga o zaspokojenie własnych żądz tylko, a modlić się trzeba o mądrość. Tę zstępującą z góry, czyli pochodzącą od Boga. Taką właśnie skłonną do zgody, ustępliwą po prostu. Jest taka myśl złota polska, że mądry głupiemu ustąpi...
A w ewangelii o tym, że apostołowie posprzeczali się o to, który z nich jest największy. I o tym, co im Jezus odpowiedział: że kto chce być pierwszym ze wszystkich, niech będzie ostatnim i sługą wszystkich. Co nie mogło mi się nie skojarzyć z ogromną polską obecną dyskusją o księżach. Ciekaw jestem, ilu skojarzyło się kaznodziejom i ilu nie wsiądzie od razu na konia totalnej obrony. Zamiast przyznać jednak, że papież Franciszek nie ma kota i słusznie krytykuje ciągle kler różnego szczebla za zwyczajne karierowiczostwo. Mea culpa jest tutaj na miejscu, tak jak w niejednej sprawie. W tak zwanym świecie wszystkie grzechy kwitną, ale Kościół jest miastem na wzgórzu, który jasno świeci. Ks. Andrzej Luter ma zapewne rację, film „Kler” Smarzowskiego w „Więzi” internetowej krytykując (sam jeszcze filmu nie oglądałem), ale problem jest.
Lektury: „Studia i Dokumenty Ekumeniczne”. To w związku z każdym człowiekiem o nazwisku Luter, choć tamten ksiądz akurat rzymski katolik, albowiem są w Polsce także luteranie prawi. Na przykład profesor Chrześcjańskiej Akademii Teologicznej Karol Karski, redaktor naczelny tego półrocznika, pożytecznego niezmiernie w Polsce, w kraju statystycznie rzymskokatolickim potężnie. Wydawanego od lat już 35. Polecam jak kiedyś hasłem serdecznym moim: „Chrześcijaninem jesteś czy Żydem, nie stracisz swej wiary, czytając „SiDE”!

07:28, jan.turnau
Link Komentarze (19) »
Siać też trzeba umieć

Wpis na sobotę 22 września

Ewangelia Łukasza 8,14-15
Przypowieść o siewcy, o trzech różnych losach ziarna: jedno zostało zadeptane i wydziobane przez ptaki, inne też nie zaowocowało, bo padło na skałę albo między ciernie, jeszcze inne natomiast trafiło na glebę żyzną i bez innych przeszkód wydało plon stokrotny. Morał stąd taki, że wszystko zależy od słuchacza. Chyba jednak trochę także od mówiącego. Czy zastanowił się, do kogo mówi. Do tak zwanego intelektualisty czy do zwykłego człowieka, do wściekłego antyklerykała, przeciwnika Kościoła jako takiego w ogóle, ateisty zdecydowanego, czy do tak zwanego poszukiwacza Boga, faceta nieobojętnego na to, co wyżej niż przyziemne „bieżączki”. Temat poza tym wymaga pewnych kwalifikacji, jakiejś znajomości Kościoła, jego doktryny – żeby wyjaśniać nieporozumienia, przesądy, których przecież legion. Przedstawiany katolicyzm nie powinien być zwyczajnie sprzed Soboru Watykańskiego II. No i w ogóle od wykładu ważniejszy często zwykły przykład: żeby ludzie widzieli, że rzeczywiście miłuję bliźniego swego jak siebie samego albo w każdym razie niewiele mniej. W niedzielę czytaliśmy List Jakuba, wiarę poznaje się po uczynkach, nie ma rady. Amen.

07:28, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
piątek, 21 września 2018
Lustracja, ale po Bożemu

Ewangelia Mateusza 9,9-13
Dzisiaj święto tego apostoła właśnie. Byłego celnika. O jego nawróceniu, o celnikach oraz grzesznikach tu ogólnie jest mowa. Ewangelie odróżniają zbrukanych współpracą z rzymskich okupantem od ludzi skalanych innymi ciężkimi grzechami: można przypuszczać, że z dwojga złego wolał chyba Jezus tych pierwszych. Nacjonalistą żydowskim oczywiście nie był. Wiem jednak zarazem, że celnikom zarzucano nie tylko grzech polityczny, także niektórym ordynarne zdzierstwo, było bowiem tak, że partycypowali jakoś wraz z władzą rzymską w zarabianych sumach, przy czym część jej należna była stała, a oni wyliczali podatek po swojemu, czasem w sposób moralnie paskudny – tak, żeby to, co dla nich, było kolosalne . W każdym razie Jezus tłumaczy, że przyszedł powołać jednych i drugich, nie zaś sprawiedliwych. Raczej tych, co się za takich uważają, czyli faryzeuszy, co się właśnie Jego „wieczerzaniem” z różnymi grzesznikami gorszyli.

14:59, jan.turnau
Link Komentarze (19) »
czwartek, 20 września 2018
Wyznanie winy bardzo przykładne

1 List do Koryntian 15,1-11
„W końcu, już po wszystkich, ukazał się także i mnie jako poronionemu płodowi. Jestem bowiem najmniejszy ze wszystkich apostołów i niegodzien zwać się apostołem, bo prześladowałem Kościół Boży”. Ilu było podobnych prześladowców Kościoła w czasach dzisiejszych, których teraz stać na taką samokrytykę radykalną. W Polsce „komuna” była łagodniejsza, w innych krajach i wobec innych Kościołów w swoim administracyjnym ateizmie szalała wręcz morderczo, najcyniczniej łamała sumienia . Większość owych prześladowców współczesnych już teraz jest przed obliczem Boga, On jest jednak miłosierny absolutnie, wybaczył im zapewne ich niemiłosierdzie ogromne. Również tamto wobec ateistów, członków tej samej partii arcytotalitarnej. W takich działaniach trudno nie dostrzegać pozaludzkiego działania.

14:14, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
środa, 19 września 2018
Nade wszystko miłość. Ekumenizm, kwakrzy, uchodżcy

List do Koryntian 12,31-13,13
Wspaniały hymn o miłości. Literackie arcydzieło. Czy na pewno napisał je sam Paweł, czy nie zacytował czyjegoś utworu krążącego w ówczesnym Kościele? Mogło być i tak, jak z hymnem chrystologicznym z Listu do Filipian, który przytoczyłem w ubiegły piątek, ale to mniej prawdopodobne. W każdym razie jest to tekst teologicznie fundamentalny. Można by rzec - doktrynalnie. Jego przesłanie jest takie, że z trzech cnót zwanych dziwnie teologicznymi (czemu tak: byłybyż to cnoty głównie tych specjalistów od wiary w Pana Boga?) miłość jest największa. Najważniejsza. Oczywiście autentyczna, sprawdzająca się w czynach konkretnych. W nich sprawdza się także wiara, która bez uczynków jest martwa (List Jakuba). Kto zaś kocha naprawdę innych ludzi, kocha też Boga. Choćby nie wierzył, że On jest, i nie miał nadziei, że zmieni wszystko. Doklejam pisankę Jonaszową. 
Głośne myślenie Ekumenizm, kwakrzy, uchodźcy
Wyręczę mojego sobowtóra, Jana Turnaua, który w „Gazecie Stołecznej” o wydarzeniach ekumenicznych pracowicie donosi, i sam na calutką Polskę podobną wiadomość wyślę. A jest ona taka oto. Stowarzyszenie „Otwarta Rzeczpospolita” wraz z parafią ewangelickoreformowaną w Warszawie zapraszają na wykład na temat tego, jak pomagali uchodźcom kwakrzy. Opowie o tym Dale Andrew z Kwakierskiego Towarzystwa Religijnego Przyjaciół w Paryżu już w niedzielę 23 bm. o godz. 12 w warszawskim Domu Parafialnym tego Kościoła przy al. Solidarności 76A.
Temat uchodźców na czasie, także w Polsce, choć według niektórych grożą poważną infekcją chorobową i wpuścić ani jednego władze rządowe nie chcą. Samych kwakrów w Polsce dzisiaj mało, tylko około 50 osób, choć było ich więcej dawniej, gdy prowadzili misje humanitarne. A byli już w XVII wieku, wnet po ich powstaniu w Anglii z inicjatywy George`a Foxa. Na szczęście też teraz mogą przyjeżdżać, zarazków według nikogo nie przynoszą. Chyba że się uważa, że toksyczna jest każda wiara poza rzymskokatolicką. Są w Warszawie, Poznaniu, Toruniu, ostatnio i w Białymstoku. A ich wiara, jak wyczytałem w stosownych encyklopediach, mniej więcej taka jest. Może najważniejsze jest to, że koncentrują się na etycznym wymiarze religii. Zwą się oficjalnie przecież Towarzystwem Przyjaciół. W istnienie Boga oczywiście wierzą, ale już nie w to, że Jezus z Nazaretu był Synem Bożym, raczej nawet kwestionują Jego historyczne istnienie. Wierzą jednak w Chrystusa zrodzonego w nas, w naszym wnętrzu duchowym. Dociera tam Boże światło. Żadnych dogmatów nie uznają, też sakramentów, urzędów kościelnych, świątyń. Tylko niektórzy mają duszpasterzy, pastorów, kładą akcent na indywidualne życie duchowe. Ale poza tym właśnie na moralność i to w wymiarze społecznym, nie tylko indywidualnym.
Przejmowała ich zawsze bardzo ludzka niedola. Za to też otrzymali w r. 1947 Nagrodę Nobla. Byli oczywiście przeciwni niewolnictwu, dyskryminacji rasowej, byli za równością mężczyzn i kobiet. Odmawiali służby wojskowej, sprzeciwiali się karze śmierci. Inspirowali reformę sądownictwa, lepsze traktowanie pacjentów zakładów psychiatrycznych. No i bardzo pomagali właśnie uchodźcom. Prześladowani religijnie w Anglii emigrowali do Ameryki, co nauczyło ich, jak cenne jest coś takiego, jak tolerancja religijna, pozwalanie każdemu wierzyć, jak mu dyktują rozum i serce. Trzeba przy tym zaznaczyć, że nie jest to wspólnota religijna jednolita. Jest nurt konserwatywny, liberalny i bardziej ewangelicki. Wydaje mi się, że dla chrześcijan stanowią kwakrzy jakby pomost do humanistycznego ateizmu. A nade wszystko dają przykład wiary wyrażającej się bardzo mocno w różnych dobrych uczynkach. Dla mojego Kościoła szczególnie cenny, gdy wyszły na światło dzienne księże seksualne potworności.

15:02, jan.turnau
Link Komentarze (17) »
wtorek, 18 września 2018
Jezus z Nazaretu, Stanisław Kostka i ich rodziny

Ewangelia Mateusza 2,41-52
Dzisiaj wspomnienie liturgiczne św. Stanisława Kostki. Trzeba ciągle tłumaczyć, że nie był to słodziutki młodzianek. Miał charakter. Kształcił się w wiedeńskim gimnazjum jezuickim. Tu dojrzał religijnie. Spodobało mu się życie zakonne, konkretnie Towarzystwo Jezusowe tak bardzo, że postanowił doń wstąpić. Rodzina była przeciw, również jego starszy brat Paweł, też zresztą jezuicki wychowanek. Nie znaczy to, że nie byli w ogóle religijni, na pewno jednak za bardzo „światowi”: żeby jeszcze kariera duchowna zakończona biskupstwem, ale zakon? Przyszły święty uciekł zatem potajemnie w przebraniu żebraczym z z owego Wiednia do Bawarii. Spodobał się tamtejszemu prowincjałowi, chciał go do zakonu przyjąć, ale licząc się z protestami rodzinnymi, skierował go do Rzymu, gdzie w końcu Stanisław zakonnikiem został. Umarł jednak po roku na malarię „w opinii świętości”. Kult rozpoczął się wnet. 
Perykopę ewangelijną dobrano celnie, bo opowieść o młodziutkim Jezusie, który ma trochę podobne kłopoty z rodziną. Zgubił się rodzicom w Jerozolimie, szukali Go trzy dni, w końcu znaleźli w świątyni, „gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania”, błyskając mądrością. Gdy Mu powiedziała o ich żalu do Niego Jego Matka, że odłączył się od nich nie zawiadomiwszy, odpowiedział bez skruchy: „Czemuście mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że w sprawach mego Ojca potrzeba, abym był?” . Jak to tłumaczyć? Może tak: dwunastolatek już był dla ówczesnych Żydów niemal dorosły i tak Jezusa traktowali właściwie rodzice, jeżeli dopiero po całym dniu drogi powrotnej zauważyli, że Go nie ma wśród pątników. Niemniej Jego odpowiedzi nie zrozumieli. Może uważali, że powinien był jednak ich uprzedzić, że zostaje, albo nie zrozumieli, co to właściwie za sprawy Jego Ojca. Niby wiedzieli o Jego Bożym synostwie, ale nie przełożyli tego jakoś na tę konkretną sytuację. Pamiętajmy też jednak o słowach Ewangelii, że potem Jezus był im poddany czy też posłuszny: czyli przedtem nie za bardzo? Najważniejsze jest tutaj, żeby pamiętać, że ewangelie to w ogóle nie żadne powieści , ale specjalny gatunek literacki, teologiczny w istocie. Przekazujący przesłanie o Synu Bożym, który stał się człowiekiem dla naszego zbawienia.

19:37, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 17 września 2018
Dbajmy o swoją godność. Książka o człowieku, który widział więcej

Ewangelia Łukasza 7,1-10
Perykopa o setniku rzymskim, czyli oficerze armii okupacyjnej wyjątkowo życzliwym dla Żydów, zbudował im wręcz synagogę. Dobry Rzymianin, tak jak byli dobrzy Niemcy (książka „Dziesięciu sprawiedliwych”), życzliwi też dla nas Rosjanie, Białorusini, Ukraińcy, Litwini („Bracia zza Buga”, Wyd. UMCS, wyszło niedawno nowe wydanie). Nie ma Żyda ani Greka, narodowość nie zawsze dzieli, nawet w czasie wojny. A ów oficer do tego pokorny: „Panie, nie jestem godzien”. O własną godność dbajmy przede wszystkim w ten sposób.
Lektura pozabiblijna: „Znak” wydał już 17 książek pisarza francuskiego Erica Emmanuela Schmitta, autora „Oskara i pani Róży”, niedawno osiemnastą. O „człowieku, który widział więcej”. Wychowankowi sierocińca, głodującemu, bo bez poborów stażyście w lokalnej gazetce belgijskiej pokazują się ludzie zmarli. Powieść niewątpliwie sensacyjna nie tylko z powodu owych zjaw. Wątek o zamachu terrorystycznym, na którejś stronie zaczyna się także teologia, jest nawet rozmowa głównego bohatera z Bogiem. No i zakończenie nieoczekiwane raczej.

15:37, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
niedziela, 16 września 2018
Guzik wiara... Franciszek drzewo pochyłe

List Jakuba 2,14-18
Wiara i uczynki - które z tych dwóch jest ważniejsze? Posiał może trochę wątpliwość Paweł, niechcący źle interpretowany, nauczając, że usprawiedliwia nas wiara. Wyznali to wspólnie niedawno katolicy „rzymscy” i ewangelicy. Odpowiedź najprostsza jest taka, że jedno i drugie. Albowiem „wiara, jeśli nie byłaby połączona z uczynkami, martwa jest sama w sobie” - tłumaczy apostoł Jakub. Już sam Marcin Luter gromił tych, co myślą i czynią inaczej. I ani Paweł, ani nikt z chrześcijan nie uważał, że wystarczą czcze deklaracje i same religijne praktyki. Tacy, co jakby tak się zachowują, gorszą niewierzących przeraźliwie, musimy się pilnować potwornie. Nie wnikam tu w problem głębiej, pisano o tym milion razy, oczywiste jest przecież, że nie chodzi o żaden rytualizm ani jakiś legalizm. W ogóle Bogu zawdzięczamy wszystko, nie sobie. Ale przypominam sobie powiedzenie księdza Tischnera, że są prawdy trzy: syćko prawda, ino prawda i gówno prawda. Słowo mało eleganckie weszło do słownika teologicznego dzisiaj na dobre (padało i w czasach dawnych w polemice Lutra z pewnym kardynałem) dzięki Franciszkowi, który tak określił potworność pedofilii. Otóż z wiarą trochę jak z prawdą, gdy uczynków brak zupełny. 
Załączam felieton Jonasza. Głośne myślenie Franciszek drzewo pochyłe. Jonasz
Mam na myśli przysłowie o kozie i drzewie pochyłym. Papież jest po trosze tym drugim, skacze nań tych zwierząt sporo. Rozumiem, skąd to wynika. W końcu nie jest z kolei barankiem, co o grzechach ludzi Kościoła mówi delikatniuśko. Mówił także Jan Paweł II, przepraszał za nie nieraz. Ale ten papież jest ostry jak brzytwa. Antyklerykał, a jakże.
Klerykalizm potężnie potępia. Nie mogą tego znieść hierarchowie, którym się wydaje, że krytykować ich to bluźnierstwo niemal. Oczywiście jak przychodzi z dołu, do takiego publicznego z góry jeszcze nie przywykli, jeżeli było, to raczej modo privato. Poza wszystkim mam brzydkie podejrzenie, że Franciszkowa nieortodoksyjność rzekoma w sprawach rozwodników jest dla nich mniej ważna niż tamten ochrzan z góry. A ten biskup rzymski zaczął podobne monitowanie już parę lat temu, gdy ogłosił moralną charakterystykę kurii biskupiej swojej.
Bywają naturalnie konserwatyści ideowi. Pośród zaś polskich są tacy katoliccy publicyści, jak Tomasz Terlikowski. Oskarża potężnie Franciszka w numerze „Gazety Polskiej” z 5 bm., że mianowicie dla tego papieża „walka z pedofilią i homolobby jest tylko sposobem budowania swojego wizerunku, a nie realną strategią, że ta walka to tylko słowa, a nie postawa. Istotnym zaś celem pozostaje walka z konserwatystami, tradycjonalistami”. Tak rzymski katolik ocenia moralnie papieża. Ma do tego prawo, ale ja też mam prawo, aby zauważyć, iż taki sam zarzut można postawić niektórym kościelnym konserwatystom: że naprawdę obchodzi ich tylko walka ze zbyt reformatorskim Franciszkiem, a nie los ofiar zbrodni, jak gwałty na nieletnich nazywa ten papież Tamtym duchownym (i świeckim) na obronie owych nieletnich nie zależało kiedyś szczególnie, jeżeli nie byli na ogół zwolennikami owych zbrodni ogłaszania, wręcz przeciwnie. Czy dotyczy to także niektórych biskupów polskich? Czytaj w „Tygodniku Powszechnym” z 16 bm. i „Rzeczpospolitej” z 13 bm! No i na własnym wizerunku też im zależy. A papież martwi się na pewno o swój wizerunek, ale to jednak wizerunek całej wspólnoty, której przewodzi. Wizerunek także w poza kościelnym świecie. Musi być mea culpa.
Ale jest też na wielkie polskie szczęście „Tygodnik Powszechny”, a w nim w numerze z 9 bm. znakomity artykuł Edwarda Augustyna i Marcina Żyły, opisujący obszernie aferę z arcybiskupem amerykańskim Viganò. Oskarżył on Franciszka o zatajanie księżej pedofilii i radził mu dymisję. Polecam mocno, kto czyta, nie błądzi, często głębiej sądzi. Polecam w końcu raz jeszcze film pod tytułem „ Tajemnica objawienia”. Reżyser francuski, agnostyk zresztą raczej, zaprezentował tutaj orientację kościelną, którą nazywam katolicyzmem krytycznym. Wszystkim katolikom takowym film gorąco polecam! Thriller to poza tym jakby, ale w sprawie niecodziennej. Nieco rozwlekły, co gorsza, pod koniec nieco niejasny, ale zobaczyć trzeba.

00:05, jan.turnau
Link Komentarze (12) »
sobota, 15 września 2018
Matka Miriam bolesna

Ewangelia Łukasza 2,35
Po święcie Jej syna na krzyżu teraz dzień Jego matki bolesnej, bo taka była na pewno aż do Jego zmartwychwstania. Czytamy proroctwo mędrca Symeona: „A duszę Twoją miecz przeniknie, aby wyszły na jaw zamysły serc wielu” (Tysiąclatka). Biblia księży paulistów (nie mylić z paulinami), wydana w ich wydawnictwie „Święty Paweł”, tłumaczy to tak: ”Boleść z powodu odrzucenia Jezusa przez ludzi będzie w ciągu wieków raniła Jej duszę”. To jednak nie wyjaśnia trybu celowego tego zdania („aby”...) Nawet i wyjaśnienie polskiego wydania Biblii Jerozolimskiej, nie mówiąc o Tysiąclatce i Poznaniance, nie zadowala mnie, gramatycznego dociekliwca, pedanta. Komu bowiem zależało na odrzuceniu Jezusa? Bogu, Jego Opatrzności? Zapewne jest to taki dziwny dla nas sposób biblijnego mówienia o Jego działaniu, tak jakby planował On ludzki grzech, jakoś go nawet powodował, nie tylko przewidywał. Bibliści, odezwijcie się.

23:42, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
piątek, 14 września 2018
Teologia semper reformanda

Teksty na święto Podwyższenia Krzyża. Paweł apostoł w tłumaczeniu EPP:
„On będąc w postaci Bożej
nie uznał za przywłaszczenie
swojej równości z Bogiem,
lecz ogołocił siebie samego,
przyjąwszy postać sługi,
stał się podobny do ludzi,
i z wyglądu będąc człowiekiem,
poniżył samego siebie,
stał się posłuszny aż do śmierci ,
do śmierci na krzyżu.”
A teraz Ewangelia Jana, jak tu zwykle przekładzie Tysiąclatki, bo też zresztą oba niemal się tutaj nie różnią: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, żeby został przez Niego zbawiony.”
Oto dwa przykłady rozwoju teologii. Język listu Pawła brzmi jakoś dziwnie, bo pochodzi z cytowanego przez autora hymnu wczesnochrześcijańskiego. „Nie wynika z tych dwóch wersów jednak, jakoby Jezus opuścił soją boskość albo tylko pozornie stał się człowiekiem” - wyjaśnia we wstępie do księgi współtłumacz ks. Michał Czajkowski. Dopiero z czasem pojawiają się w języku teologicznym terminy w rodzaju „natura Boża” albo „ludzka”. A co do fragmenciku Ewangelii Jana, to myślę sobie, że na przestrzeni dziejów Kościoła mamy zmiany głębsze niż tylko językowe. Dawniej niemal nikomu nie przyszłoby do głowy na Zachodzie, choć na Wschodzie wyraźnie, że Jezus ofiarował się za innych ludzi skutecznie, wobec absolutnie wszystkich. A przecież jest nadzieja powszechnego zbawienia. Nawet dla niewierzących w Jezusa. Bo też jest w ogóle kwestia rozumienia pojęcia tej wiary. Czytamy wszak o „każdym, kto w Niego wierzy”. Ten nie będzie sądzony, inny owszem (werset 18, EPP). Nie potępiony, co prawda, jak przetłumaczyła Tysiąclatka, ale i tak brzmi to groźnie.
Brzmiało - dopóki nie było również możliwości tworzenia dzisiejszych pojęć wiary implicite, „chrześcijan anonimowych”, wiary podstawowej. Zatem nadzieja totalna, „apokatastaza” Rozwijamy się jednak, także teologicznie. Alleluja!

16:47, jan.turnau
Link Komentarze (18) »
Archiwum