Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
poniedziałek, 22 stycznia 2018
Opętani duchami różnymi: wszystko to jednak „normalka”?

Ewangelia Marka 3,22-30
„A znawcy Pism, którzy zstąpili z Jerozolimy [ta była bowiem zbudowana na sporej wysokości, niemal Zakopanego, Ziemia Święta płaska nie jest], twierdzili: - Jest opętany przez Belzebuba! - Oraz: - Mocą przywódcy złych duchów wypędza złe duchy” [EPP].
Tak to jedni mówili, że zwariował, inni o wiele gorzej: że to nie zwyczajna choroba psychiczna, bo swoiście duchowa, ze znakiem ujemnym. A Jezus odpowiada, że w ten sposób o Nim mówić to bluźnierstwo: uznawać działania Ducha Świętego za dzieło szatana. Pomyłka była zawiniona, wynikała z nienawiści do Niego, ale oba stany psychiczne są jakoś jakby podobne: oba są „nadnaturalne”. Przejawiają jakąś siłę nadludzką. Siłę fizyczną niezwyczajną mają podobno dzisiejsi opętani: wracam do sędziwej kwestii, czy to nie jest zwykła choroba psychiczna. Taka nieszczęśliwa osoba - można przeczytać czasem w reportażach - tylko wmawia sobie, czasem przy pomocy rodziny albo księdza, że jest we władzy Złego i objawia to werbalnie, ale może bywa tak, że rzeczywiście jest. Zdarzają się w każdym razie dzisiaj zjawiska, także szczęśliwe, na przykład niezwykłe uzdrowienia, w których może jednak widać w poznawczej mgle jakiś inny świat.

14:27, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
niedziela, 21 stycznia 2018
Jonasz, patron wielu Polaków...

Księga Jonasza 3,1-5.10
Patron to najpierw poniekąd mój, bo tak się nazywa mój sobowtór piszący felietony w „Magazynie Świątecznym”. Albowiem też poniekąd mój imiennik, bo Jonasz (Jona, ojciec Szymona) to swoiste zdrobnienie mojego imienia (po hebrajsku „Johanan”). To było też powodem, że zacząłem się tak podpisywać niegdyś już w „Gościu Niedzielnym”. Wtedy natomiast wiedziałem o tamtym biblijnym bardzo mało. Teraz zauważę także, że inne księgi prorockie mają Izajasza czy Jeremiasza jako autora, a tutaj jest tylko Jonasz narracji bohaterem głównym. Przede wszystkim jednak ważna jest owego bohatera postawa duchowa: tu się do niego teraz, zrozumiawszy ją, zgoła nie przyznaję. Bo jest to przecież ktoś, kto w przeciwieństwie do mnie odmienności religijnej i narodowej wręcz nienawidzi. Dlatego wszak tak bardzo nie chciał udać się do owej okropnej Niniwy. Raz uciekł więc w stronę zupełnie przeciwną, popłynął statkiem i miał na morzu przygodę w brzuchu wielkiej ryby, potem jednak posłuchał Bogu i poszedł paskudników nawracać. Nawet odniósł sukces, nawrócili się, niemniej według niego niestety: lepiej byłoby, gdyby nie zechcieli i Bóg by ich miasto zburzył. No i Jonasz rozgniewał się na Boga, że taki obrót sprawy dopuścił: jest nazbyt dobrotliwy i miłosierny, nieskory do gniewu, bardzo łaskawy i chętnie odstępuje od zła, którym grozi. Bo też i zauważyłem dopiero dzisiaj czytając Biblię Poznańską, że Bóg wręcz żałował, iż zagroził podobnym nieszczęściem! Przesłanie księgi jakże ewangelijne: Miłosierdzie Boże, miłość do wszystkich grzeszników, nacjonalizm uroczo wyśmiany! A to nie opowieść o jakiejś historii rzeczywistej, ale choć takiego Jonasza, syna Amittaja, wspomina 2 Księga Królewska (14, 25), to raczej jakaś biblijna beletrystyka. Dowodów na możliwość takiego przypadku rybiego ludożerstwa szukać nie trzeba, lepiej podziwiać literacki kunszt tej świętej nowelki i na cudzoziemców łaskawiej spoglądać. Przeczytawszy utwór cały, nie tylko kilka zdań z niego dzisiejszych.

23:03, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
sobota, 20 stycznia 2018
Oczywiście zwariował

Ewangelia Marka 3,20-21
„Jezus przyszedł do domu, a tłum znów się zbierał, tak że nawet posilić się nie mogli. Gdy to posłyszeli Jego bliscy, wybrali się, żeby Go powstrzymać. Mówiono bowiem: odszedł od zmysłów” (Biblia Tysiąclecia).
Bliscy to znaczy bracia (choć pewnie z matką): można ich podejrzewać, że kierowali się nie tyle troską o Jego zdrowie, bo się dawał przemęczać, ile zazdrością z powodu sukcesów: przecież wiadomo skądinąd (J 7,3-5), że (jeszcze) nie wierzyli w Niego. Tak czy inaczej, Jezus zwariował: niesprzeciwianie się złu aż do śmierci krzyżowej było swoistym szaleństwem. Bo też jest arcywariactwem Ewangelia.

19:02, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
piątek, 19 stycznia 2018
Synami gromu byli, także oni

Ewangelia Marka 3,13-19
Wybrał sobie dwunastu, także tych dwóch zapaleńców; Jakuba i Jana, którym dał przydomek: Synowie Gromu. Pewnie z racji ich charakteru, który ujawnił się szczególnie, kiedy to chcieli spalić piorunem wioskę samarytańską, która nie przyjęła Jezusa idącego do żydowskiej Jerozolimy (Łk 9,54). Niemniej z czasem, po Jego męce i zmartwychwstaniu zrozumieli, że nie tędy droga moralna. W ich osobach dokonał się jakby symbolicznie początek nowej epoki duchowej.

18:16, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
czwartek, 18 stycznia 2018
Wielki król Izraela Dawid

Psalm 56,9
„Ty policzyłeś dni mojej tułaczki,
moje łzy zabrałeś do swego bukłaka” (przekład 11 Kościołów).
Słowa przepiękne, psalmy to poezja zaprawdę wielka. Ale napiszę coś jeszcze o Dawidzie, którego imię jako autora figuruje przy niektórych psalmach. Wczoraj skomentowałem dość ostro słowa z psalmu też w tym sensie Dawidowego (autorstwo tekstów biblijnych to, jak pisałem, poważny problem): te o walce i sukcesie w niej w postaci panowania nad (innymi) narodami. Zatem nie tylko walka w obronie własnej i własnej wspólnoty, ale chęć zdobycia władzy nad sąsiadami. Można jednak bronić Dawida argumentując, że ludy sąsiednie same atakowały Izrael i trzeba było jakoś je ujarzmiać, by ocalić własną wolność. Tak czy inaczej Stary Testament różni się przecież od Nowego, etyka Dawidowa od chrześcijańskiej. Trzeba też niemniej pamiętać, że ów król był wobec swego poprzednika Saula wyjątkowo łagodny, wybaczał mu jego zamiary mordercze. Na tle swojej epoki jaśniał nie tylko jako wojownik skuteczny i chyba naprawdę poeta, ale też może jako człowiek moralnie wrażliwy. Jak na tamte czasy, gdy mordowano się spokojnie nawzajem, ile wlazło.
A dzisiaj tradycyjny początek szczególnych modlitw o jedność chrześcijan, którzy też kiedyś mordowali się nawzajem ochoczo.

15:17, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
środa, 17 stycznia 2018
Naszego dżihadu się boję

Psalm 144,1-2
„Błogosławiony Pan, Opoka moja,
On moje ręce zaprawia do walki,
moje palce do bitwy.
On moją mocą i warownią moją, osłoną moją i moim wybawcą, moją tarczą i schronieniem, On, który mi poddaje ludy.” (Biblia Tysiąclecia).
Brzmi to - można by powiedzieć - dosyć islamistycznie. Ale przecież także chrześcijańsko. Byliśmy kiedyś również nieźle imperialistyczni. A wrogość trapi nas dotąd. Napisał o niej ostatnio bardzo, bardzo mocno w „Tygodniku Powszechnym” ojciec Ludwik Wiśniewski, a ja o tej publikacji do „Gazety Wyborczej”. Nawet jeszcze trochę więcej kolega wklei mi tu dzisiaj w tak zwanym załączeniu.
Nie mamy w Polsce autorytetów moralnych? Nie mamy ludzi, którzy do obrony spraw moralnie oczywistych używają etyki chrześcijańskiej? Pewnie jednych i drugich za mało, ale są i jak się czasem odezwą, to zaprawdę potężnie. W ostatnim „Tygodniku Powszechnym” nie pierwszy już głos dominikanina ojca Ludwika Wiśniewskiego, ale chyba jeszcze mocniejszyniż poprzednie. Artykuł zwie się „Oskarżam” i ma najpierw trzyzdaniowe streszczenie: „W Polsce umiera chrześcijaństwo. Wykorzeniają je gorliwi członkowie Kościoła. Biskupi milczą niestety”.
Chrześcijaństwo w Polsce umiera. „I nie jest to wynik propagandy libertyńskiej, zabiegów kół masońskich czy międzynarodowych spisków. Chrześcijaństwo wykorzeniamy my sami, duchowni i najgorliwsi członkowie Kościoła, własnym rękami i na własne życzenie. Coraz więcej osób przestaje się identyfikować z Kościołem. Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego odnotował ostatnio najwyższy od kilku lat spadek uczęszczających do kościoła. W 2016 roku liczba ta spadła w porównaniu z rokiem 2015 o ponad 3 proc. i wynosi 36,7 proc. - najmniej w powojennej historii Polski. Cóż takiego się stało? Wprowadziliśmy w naszą religijność element, który ją rozsadza od wewnątrz: wrogość. Jesteśmy ją nie tylko zarażeni, ale przyzwyczailiśmy się do niej: stała się do pewnego stopnia wręcz naszym znakiem rozpoznawczym. A gdzie jest wrogość, tam prawo obywatelstwa ma nienawiść - wroga przecież należy zniszczyć. Można więc pluć, drwić i deptać ludzi, można bezpodstawnie oskarżać ich o niegodziwości, a nawet zbrodnie, a równocześnie powoływać się na Ewangelię, stroić się w piórka chrześcijańskich wartości i Kościoła, odbywać pielgrzymki na Jasną Górę, składać świątobliwie ręce do modlitwy i ukazywać w mediach rozmodloną twarz. Przecież to już nie jest chrześcijaństwo, tylko jego parodia. Tak się tekst zaczyna. Potem są rozdzialiki pod tytułami „Antykatecheza o uchodźcach” , o czym - można się domyślić, „Radiowa trucizna”, o mediach ojca Rydzyka, „Comiesięczna profanacja” - o miesięcznicach smoleńskich, „Nienawiść na ulicach” - o kibolach na Jasnej Górze i tamtejszych zakonnikach, Marszu Niepodległości, „Aby Polska była czysta” - też o czym, zgadnąć da się. 
Teraz zdania ostatnie: „Jedyną siłą, która w Polsce dysponuje jeszcze pewnym autorytetem, jest Episkopat. Dlatego ośmielam się prosić, zresztą w imieniu wielu myślących podobnie: Księża Biskupi, wkroczcie na publiczną arenę. Wybiła godzina, kiedy jesteście bardzo, ale to bardzo potrzebni - Kościołowi, lecz również Polsce”. Ojciec Ludwik oczywiście ma rację. A że mówi bez żadnych ogródek, to całe szczęście: prorocy są zawsze niezbędni. W sensie tego słowa biblijnym: nie chodzi o przepowiadaczy przyszłości, ale oceniaczy teraźniejszości, o takich, jak ci starotestamentalni oraz pewien nowotestamentalny, niejaki Jezus Chrystus, co gromił ówczesnych faryzeuszy jeszcze mocniej niż ojciec Ludwik dzisiejszych. Przyznam się jednak do obawy, czy Episkopat jako całość zabierze głos w tych sprawach mocno: jest po prostu za bardzo podzielony.
Na koniec wyznanie osobiste: najpewniej ślepnę. Nie zauważam w Internetowym Dzienniku Katolickim, opracowywanym w Katolickiej Agencji Informacyjnej, ani słowa o „Tygodniku Powszechnym”. Jest nawet „Gazeta Wyborcza”, nie katolicka przecież! Muszę sobie zdjąć zaćmę z drugiego już oka, bo nie chodzi przecież o to, że w tamtym tygodniku lewicowoliberalna trucizna, nie wiara prawdziwa. Dominikanin Ludwik Wiśniewski kryptoliberałem ani lewicowcem przecież nie jest.

16:48, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
wtorek, 16 stycznia 2018
Naprawdę szabat dla człowieka. I radość szabatu

Ewangelia Marka 2,23-28
Szabat jest dla człowieka, nie na odwrót - powiedział Jezus w dzisiejszym przydziale lektury biblijnej. Perykopa o zgorszeniu faryzeuszy, że Jego uczniowie zrywają kłosy, żeby się pożywić, pojawia się u wszystkich synoptyków, więc pisałem tu o niej sto razy, niemniej ją przypominam, bo jest w przesłaniu ewangelijnym fundamentalna. Sięgać trzeba do głębi Ewangelii, na tym właśnie polega accomodata renovatio, przystosowana odnowa, dostosowująca Kościół do nowych czasów - program inicjatora wielkiej reformy, papieża Jana XXIII. Nie chodzi oczywiście o jakąś mimikrę, umizgi wobec otaczającego świata. W gruncie rzeczy o głębokość religijnego spojrzenia. Dopiero gdy się spojrzy naprawdę głęboko, widać w studni naszego życia życiodajną wodę. W głąb historii Kościoła również, aż
do samej Biblii. Byle znów przez okulary mądrych teologów, nie powierzchownie.
Od jutra czas religijnego otwarcia. Dzień Judaizmu, potem dni ekumenizmu wewnątrzchrześcijańskiego, 26 stycznia Dzień Islamu. A w związku z tym jutrzejszym polecam film Krzysztofa Żurowskiego „Ada Krysia Wllenberg” w programie TVP Polonia już dzisiaj o godz. 23.10. A wracając do szabatu, to dla głęboko myślących Żydów nie rytualna mitręga, ale radość ogromna!

19:23, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 15 stycznia 2018
Bukłaki zmieniać trzeba. Thriller na temat konklawe

Ewangelia Marka 2,11-18
Nieśmiertelna sprawa postów. Uczniowie Jana Chrzciciela i faryzeusze zapytali Jezusa, czemu Jego uczniowie nie przestrzegają tej praktyki ascetycznej (zresztą w ówczesnym judaizmie traktowanej mniej lub bardziej radykalnie). Myślę sobie, że każdej kwestii religijnej, a pewnie i w ogóle ludzkiej, grozi rytualizm. Jest w nas coś, co każe nam każdy duchowy problem potraktować głównie prawniczo: we wszystkim porządek musi być. A do tego to, co się już ustaliło, co ma za sobą stary obyczaj, tradycję, urasta z czasem do rangi zasady moralnej. Wszystko jednak tymczasem zmienia się. Odpowiedział tym tradycjonalistom Jezus, że „nikt nie łata nowym materiałem starego płaszcza ani nie wlewa młodego wina do starych bukłaków” (EPP). Ewangelia była na bardzo wiele spraw żydowskich spojrzeniem nowym. Na szczęście rytualizm chrześcijański, który się tymczasem wytworzył, na przykład rzymskokatolickie rozróżnianie między kręgowcami (w prawosławiu mamy tu jeszcze ostrzejsze rygory), odchodzi do lamusa historii Kościoła. Choć z trudem w Polsce, gdzie Ewangelię kojarzy się z tradycji umiłowaniem.
Jest także rzeczą ludzką, obyczajem bardzo potrzebnym dyskusja o reformie wewnątrz każdej wspólnoty ideowej. Także wewnątrz mojego Kościoła. Przetłumaczono na polski głośny thriller powieściopisarza brytyjskiego Roberta Harrisa o konklawe po śmierci papieża Franciszka. Tytuł: „Konklawe” po prostu. Obrady kardynałów są czasem ostrej walki wyborczej. Wyłażą na wierzch różne paskudztwa kandydatów na najwyższy tron: skrajna korupcja, seks z zakonnicami, intryganctwo wstrętne. Thriller znakomity, wynik konklawe do końca nieprzewidywalny. Autor jawi się jako sympatyk skrzydła reformatorskiego oczywisty, nie jest jednak przeciwnikiem Kościoła rozwścieczonym, jakich nigdzie nie brak. Nie brak również w powieści postaci kurialnych wręcz pięknych, jak główny bohater, prowadzący ową elekcję, który własnego wyboru za skarby świata nie chce, ale innego dobrego szuka z troską wielką.

16:22, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
niedziela, 14 stycznia 2018
Ewangelisty skromność ewangeliczna

Ewangelia Jana 1,35-42
Opowieść o powołaniu innych z kolei apostołów: najpierw Jana i Andrzeja, potem Piotra. Czwarty ewangelista opowiada o tym inaczej niż synoptycy. Nie było to nad Jeziorem Galilejskim, nie łowili ryb. Byli w Judei, usłyszeli od Jana Chrzciciela, że Jezus jest Barankiem Bożym, i poszli za Nim. Różnica faktograficzna większa pewnie niż ta, o której napisałem wczoraj, chyba jednak ewangelista Jan nie znał tekstów swoich poprzedników. Ale teraz o nim samym, nie o jego lekturach, jeno etyce. Pisarskiej: otóż w tej perykopie o nim samym ani słowa. Pada tylko imię Andrzeja, drugi uczeń jest anonimowy. Taki brak, bo adiustatora nie było, nie naciskał na Jana, by sobie jednak może przypomniał? Może by i nalegał, ale autor mu nie uległ. Nie miał też starczej sklerozy: pamiętał znakomicie, że tym drugim uczniem był on sam. Chowa się skromnie w swoim pisaniu nie tylko tutaj. Tysiąclatka w przypisie podaje wersety: 13,23, 20,2, 21,7.20-24. Dzisiejsi w Piśmie uczeni jak to uczeni powątpiewają, przypuszczają i tutaj, że to różne osoby. Gdy tymczasem ta sama, tylko bardzo skromna!
PS. Ale mamy wśród biblijnych autorów takich ludzi oczywiście wielu. Co pisali tylko dla idei, nie dla własnej sławy. Dlatego ustalenie autorstwa wielu ksiąg jest poważnym problemem. No i ci będący również ich bohaterami tym faktem się nie chwalą. Zapewne to także przypadek ewangelisty Łukasza, który opowiadając o podróży dwóch uczniów do Emaus (24,13-35) ujawnił tylko tożsamość Kleofasa. Nie byłby sam owym drugim?

18:55, jan.turnau
Link Komentarze (14) »
sobota, 13 stycznia 2018
Mateusz czy, przepraszam, Lewi?

Ewangelia Marka 2,13- 17
Powołanie jeszcze jednego apostoła - ale kogo, ach, kogo? Albowiem Mateusz, Marek i Łukasz opowiadają o tym wydarzeniu niemal tymi samymi słowami poza jednym, mianowicie imieniem powołanego. Ewangelia Mateusza zwie go tym imieniem właśnie, aledwaj inni - Lewim. Co jeszcze dziwniejsze, na wszystkich czterech listach apostołów, czyli także tej w Dziejach Apostolskich, jest on zwyczajnie Mateuszem. To o wiele dziwniejsze niż Bartłomiej u tamtych trzech i Natanael u Jana, który pisał swój tekst całkiem osobno, korzystając z innych źródeł. Mamy tu mocne potwierdzenie mojego poglądu, że ewangelistom zabrakło redaktorów. Bibliści uważają, że jacyś byli, myślę tu jednak o solidnych adiustatorach, którzy wyłapują wszystkie błędy, choćby małe, i braki. Zatem niektórzy dzisiejsi uczeni w Piśmie wręcz przypuszczają, że były to dwie różne osoby, alewydaje to mi się zgoła nieprawdopodobne: trzy niemal identyczne relacje o wydarzeniu z życia dwóch różnych osób? No cóż, errare humanum est... To słowa nie z Biblii oczywiście, ale z nią przecież niesprzeczne.

23:13, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
piątek, 12 stycznia 2018
Czy Jezus bluźnił?

Ewangelia Marka 2,1-12
Uzdrowienie paralityka. Nie oburzyło to może kilku uczonych w Piśmie będących tego świadkami, ale już słowa Chrystusa: „Dziecko, odpuszczone są Twoje grzechy” uznali za bluźnierstwo, bo tylko Bóg może odpuszczać grzechy. Wtedy Jezus uzdrowił tego człowieka fizycznie, okazując w ten sposób bardziej empirycznie swoją moc nadziemską w ogóle: „Żebyście wiedzieli, że Syn Człowieczy ma władzę odpuszczania grzechów”. Coraz trudniej Mu było ukrywać Jego moc mesjańską.

14:14, jan.turnau
Link Komentarze (14) »
czwartek, 11 stycznia 2018
Sekret mesjański. Sekret kobiecy

Ewangelia Marka 1,40-45
Uzdrowienie trędowatego. Mamy tu, tak jak i wczoraj, surowy zakaz rozpowiadania o takim cudzie. U Marka podobnych Jezusowych wezwań do dyskrecji jest szczególnie dużo. Bibliści głowią się nad tym tematem, tak zwanym sekretem mesjańskim, niechęcią Chrystusa do przedwczesnego ujawniania Jego misji. Była ona zresztą całkiem inna niż ta z najczęstszych wyobrażeń narodu, który stracił niepodległość, tamta po prostu polityczna. Co do mnie, myślę, że trudno się dziwić, iż nie śpieszyło Mu się do konfliktu z ówczesną żydowską władzą, wiedział, czym to musi się skończyć. Na ludzkiej zaś sławie Mu nie zależało, egocentrykiem nie był.
Teraz coś aktualnego. Nie zajmuję się tu polityką, zmian w rządzie nie skomentowałem, ale kwestia aborcji to jednak coś trochę innego, choć ochrona przyrody i naszego zdrowia to też nie problemy moralnie neutralne. O tak zwanym uprzejmie przerywaniu ciąży pisałem także tu nieraz, wypada mi jednak przypomnieć syntetycznie, co w tej ciężkiej sprawie myślę. Otóż jestem za tak zwanym kompromisem prawnym, bo prawo to jednak nie etyka, choć jego niedoskonałości widzę. Niedoskonałość niemała to fakt, że pojęcie ciężkiego uszkodzenia płodu nie jest w praktyce jasne. Jak powiedziała jedna z dyskutantek w Radiu TOK FM, choroba Downa ma różne oblicza: są to dzieci niemal samodzielne, ale i inne, niezdolne do żadnej samoobsługi. Pomijam tu inne pytania: czy dziecko zaistniałe w wyniku gwałtu jest temu czynowi jakkolwiek winne albo czy płód ludzki różni się jakoś „ontologicznie”, zasadniczo od dziecka , co się już urodziło. Jednocześnie jednak podkreślam bardzo mocno,że głos kobiet liczy się tutaj jakby też „ontologicznie” od naszego męskiego. Nie przymierzając, tak jak w sprawie zniesienia niewolnictwa głos niewolnika od poglądu jego posiadacza.

12:43, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
środa, 10 stycznia 2018
Opętanie to choroba psychiczna czy duchowa? Czy szatan w ogóle istnieje? Teologia Joanny Święcickiej

Ewangelia Marka 1,29-39
Jezus uzdrawia. Nie tylko teściową Szymona Piotra, także wielu innych chorych oraz opętanych. Mamy zatem tutaj problem kwalifikacji owych stanów psychicznych czy jednak właśnie duchowych: jak interpretować tamte zjawiska niezwykłe. Jako jakoś „naturalne” czy to rzeczywiście ataki jawnie szatańskie. manifestacje złego ducha, choć robi on przecież podobno wszystko, by zamaskować swoje działanie. Tu zresztą demony głoszą chyba wiarę w Niego: „nie pozwalał im mówić, ponieważ Go znały”. W tejże ewangelii (5,1-20) mamy opowieść o opętanym, który „gdy z daleka zobaczył Jezusa, przybył, oddał Mu pokłon i głośno zawołał: - Czego chcesz ode mnie, Jezusie, Synu Boga Najwyższego?”. Przedstawił się: ”Na imię mi Legion, bo nas jest wielu”.
U Mateusza (8,34) opętanych jest tutaj dwóch, u Łukasza (8,27-39) też aż Legion. Pasuje tutaj poniekąd mój felieton, który napisałem do „Magazynu Świątecznego”.
Głośne myślenie. Konwertytki teologia własna
Ludzie przychodzą do Kościoła i odchodzą. Ruch taki jest w ogóle rozmaity. Ludzie zmieniają kościoły z małej litery, odchodzą ze swoich parafialnych, bo w nich bardzo niemądrze, i jeżdżą do innych, gdzie proboszcz świetny. Zmieniają wspólnoty wyznaniowe, ostatnio słyszałem o przenoszeniu się z rzymskokatolickiej do ewangelickiej, bo w tej pierwszej nie da się wytrzymać myślowo. No i niektórzy wybierają chrześcijaństwo.
Konwersje z islamu, judaizmu? Owszem, również, ale też z ateizmu, scjentyzmu czy jak nazwać religijną niewiarę.
Joanna Święcicka, doktor habilitowana matematyki, przyjęła chrzest lat prawie czterdzieści mając, trójkę dzieci i męża zresztą z rodziny katolickiej. No i ona sama z rodziny niewątpliwie komunistycznej, córka członka Biura Politycznego KC PZPR, wicepremiera Eugeniusza Szyra. Z rodziny niewątpliwie żydowskiej, ale dowiedziała się o tym późno i nie miało to żadnego znaczenia religijnego.  Przypadek to jednak dla mnie szczęśliwy i nie bardzo dziwny, bom sam co prawda nie konwertyta z czegokolwiek, z rodziny katolickiej i sam zawsze rzymski katolik, może nie zawsze prawowiernie myślący (o czym dalej), ale nawet „etatowy katolik”, jak mnie podobno nazywał Władysław Bartoszewski, gdym pisał o Kościele w katolickiej w ogóle „Więzi”.
Dziw to nawet nie nad dziwy, że Joanna swój nowy pogląd na Boga i stworzony przezeń świat jakoś sobie samej uporządkować myślowo, wytłumaczyć chciała. Ma talent pisarski, więc robiły się z tego swoiste eseje religijne. Gdybym jednak ja sam miał coś takiego w szufladzie, zainteresowałbym tym jakieś wydawnictwo religijne, ale ona się z tym nie śpieszyła. Dopiero gdy pokazała te swoje „pisanki” przyjaciołom, namówili ją, żeby nie chowała ich pod korcem. Tak powstała ciekawa także edytorsko (okładka!) książka pod tytułem „Listy do nieznanego przyjaciela” (Wydawnictwo WAM, Kraków). Czy nie grzeszy autorka tak zwaną nadgorliwością konwertyty? Czy jest to rzecz warta polecenia ludziom, których w wierze chrześcijańskiej to i owo uwiera, nie mówiąc o strukturach i personach? Oni wolą przecież, żeby były jakieś znaki zapytania, jeżeli nie polemika, krytyka. Otóż Joanna nie Jonasz, ale przyznaje się na przykład do tego, że diabeł nie jest w jej teologii potrzebny. Zły jest sam człowiek, choć zło, które tworzy, „nabiera swoistego rodzaju samodzielnego bytu, alienuje się od swojego twórcy i potrafi działać na zasadzie swoistego rezonansu: może wzmacniać możliwość dokonywania złych wyborów przez innych ludzi”. 
Mnie jednak gnębi co innego, bo jak mi powiedział kiedyś Adam Michnik, łatwiej uwierzyć w istnienie diabła niż Boga. Jak pogodzić Boga jako Miłość z jego Opatrznością, stworzeniem kosmosu potwornego (jedno nieustanne tsunami) i takiegożczłowieka? Ale tu już znowu napisałem o mnie, dosyć tego egocentryzmu, ma być o książce, którą mocno polecam! I dziękuję WAM, że dał ją nam! Amen!
Jonasz

14:25, jan.turnau
Link Komentarze (20) »
wtorek, 09 stycznia 2018
Ten, który ma władzę - czyli powieściowy David

Ewangelia Marka 1,21-28
„I tak weszli do Kafarnaum. W najbliższy szabat poszedł do synagogi i nauczał. Jego nauczanie całkowicie zbiło z tropu słuchaczy. Nauczał bowiem jako obdarzony pełnomocnictwem, a nie jak znawcy Pism.”
To nasz EPP, tłumaczenie moich trzech biblistów trzech wyznań, cytuję je, by zareklamować ich pomysłowość, ale to, którego tutaj na ogół używam, czyli Biblia Tysiąclecia, też jest oczywiście cenne: „Uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie, jak uczeni w Piśmie”. Rzecz jest w tym, by oddać sens słów Ewangelii: Jezus miał, choć pewnie nie od samego urodzenia (Łk 2,40), świadomość swojej osobowej odrębności od innych ludzi, zupełnie innej Bożej misji. Literackie Jego echo, David z powieści J.M. Coetzeego „Lata szkolne Jezusa”, o której napisałem wczoraj i której lekturę polecam najmocniej wszystkim zainteresowanym Biblią i wiarą chrześcijańską, też właśnie jest władczy, postępuje zawsze po swojemu, przewodzi swoim kolegom, dziwi się przybranemu ojcu, że go nie rozumie. Poza tym jednak przypomina Jezusa występując w obronie wszystkich, którym los nie sprzyja. Tak kaczek, w które inny chłopak wali kamieniami, jak i jakiegoś mordercy potępianego przez wszystkich. Premiera polskiego tłumaczenia dzieła noblisty 31 stycznia (Znak, tłumaczenie Mieczysława Godynia ), mam nadzieję, że nie za dużo o niej napisałem, odbierając Czytelniczkom i Czytelnikom przyjemność własnego zgadywania autorskich zamiarów.

21:04, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 08 stycznia 2018
Jak ich łowić? Powieść noblisty: „Lata szkolne Jezusa”

Ewangelia Marka 1,14-20
Powołanie rybaków naczelnych: Szymona i Andrzeja oraz drugiej pary braci, czyli Jakuba i Jana. Do dwóch pierwszych Jezus powiedział, żeby poszli za Nim, a uczyni ich rybakami ludzi, oczywiście jednak poszła cała czwórka i zmienili asortyment. Rozpoczęli z czasem sami nowy rodzaj połowu, który się niewątpliwie jakoś udał, chrześcijaństwo stało się religią światową i wciąż statystycznie największą, ale zaraz za nią pędzi islam i może ją przegonić. Poza tym w owym wyścigu są jeszcze inne rodzaje wiary, powiedzmy może jednak, że światopoglądu: pooświeceniowy ateizm, agnostycyzm oraz mniej świadomy wybór, czyliobojętność w mniej przyziemnych sprawach. Problem jest dla chrześcijaństwa globalny, ale dla polskiego również. Szczególnie dla wyznania, które jest nieporównanie liczniejsze: rzymskokatolickiego. Otóż liczba tych, którzy bardziej formalnie przyznają się do Kościoła rzymskokatolickiego, czyli uczestniczą w mszach niedzielnych, powoli raczej spada. Nie jest to chyba proces, którego nic nie może choć trochę hamować. Jak? Oto jest pytanie fundamentalne.
Przeczytałem powieść jakby na ten temat. Noblisty, pisarza południowoafrykańskiego, J.M. Coetzeego, która w tłumaczeniu polskim „Znaku” nazywa się „Lata szkolne Jezusa”. Imię to w tekście książki nie pada, ale nie trudno się domyślić, że taki tytuł to nie przypadek. Tajemniczy chłopiec David to przecież jakoś bohater również Ewangelii. A cała powieść jest jakby „paraapokryfem” czy też jednym wielkim pytaniem, czy istnieje coś poza tym, co da się zobaczyć zwykłym „szkiełkiem i okiem”.

13:05, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
niedziela, 07 stycznia 2018
Kto ma kogo ochrzcić?

Ewangelia Marka 1,7-11
W Kościele moim dzisiaj niedziela Chrztu Pańskiego. W poleconych na dzisiaj przez mój Kościół wersetach czytamy o samym chrzcie w naszym przekładzie trzech biblistów trzech wyznań (EPP): „Jan zanurzył Go w Jordanie”, gdzie indziej raczej mniej dosłownie, tradycyjnie, religijnie: „ochrzcił”. U Mateusza mamy tutaj również spór dwóch wielkich ludzi, kto kogo ma ochrzcić. Jan uważa, że to on powinien być przez Jezusa ochrzczony, ale ustępuje, bo Jezus wytłumaczył mu, że „trzeba, abyśmy wypełnili wszelką sprawiedliwość”. O co tu chodzi? Biblia Poznańska: „To plan zbawienia, według którego Jezus, choćprzewyższał Jana, miał przyjąć chrzest z jego rąk”. Ale był to na pewno też znak pokory po prostu.

22:29, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
sobota, 06 stycznia 2018
Przybieżeli do Betlejem...

Ewangelia Mateusza 2,1-12
Uroczystość ogólnochrześcijańska, starsza od Bożego Narodzenia, zwana potocznie świętem Trzech króli, oficjalnie jednak Epifanią, wspominaniem Objawienia Pańskiego. Według tej ewangelii bowiem, Chrystus wtedy objawił się światu pozażydowskiemu w osobach mędrców ze Wschodu (ewangelia nie mówi, że ich było trzech). Napisało mi się o nich taką kolędę, oczywiście na melodię tej o pasterzach.
„Przybieżeli do Betlejem królowie,
lecz nie mieli żadnych koron na głowie,
w głowach mieli za to coś przedziwnego:
szukać chcieli króla najprawdziwszego.
Okazał się on dzieckiem malusienieczkim,
bez purpury, bez złota, jakby był nikim.
Ale oni sami głupi nie byli,
sedno władzy królewskiej wnet zajarzyli.
Mędrcami bowiem byli, nie monarchami.
Pokłon złożyli Dzieciątku wraz z pasterzami.
Chwała na Wysokości, chwała na Wysokości,
a pokój na ziemi”.
Podaję teraz trochę wiadomości biblistycznych. Podstawowy problem egzegetyczny swoisty: jest to tak zwany midrasz, opowieść raczej nie w dzisiejszym rozumieniu historyczna czy też jednak owi magowie przybyli do Betlejem rzeczywiście? Nie jestem dzisiaj nastawiony teologicznie, naukowo, nie zreferuję obszerniej rozważań na ten temat papieża Benedykta XVI jako teologa w jego książce „Jezus z Nazaretu. Dzieciństwo”. Przychyla się on wyraźnie do odpowiedzi drugiej, ale pozostawia kwestię otwartą (w przeciwieństwie do dziewiczego poczęcia Jezusa, którą uważa za definitywnie zamkniętą, chociaż teologowie nie są tu jednomyślni). Ja tu tylko wskażę na nierzadką w Ewangelii Mateusza krytykę ówczesnej władzy żydowskiej: od samego początku Jezus wydawał się jej zagrożeniem, co widać w wersecie Mateuszowym (2,3), że „usłyszawszy to, Herod zadrżał i cała Jerozolima z nim”: przecież nie jej zwyczajni mieszkańcy.

18:17, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
piątek, 05 stycznia 2018
Każdy ma swoje Nazaret... O Janie Karskim dzieło kolosalne!

Ewangelia Jana 1,46
Natanael (gdzie indziej, w ewangeliach i Dziejach Apostolskich Bartłomiejem zwany) wątpi, że z Nazaretu może być coś dobrego. No bo to taka zapadła mieścina. Niestety prawie każdy z nas ma swoje Nazaret, symbol środowiska godnego lekceważenia. Ale „errare humanum est”...
Wpis króciutki, więc może nie zmęczę Czytelniczki i Czytelników dołączeniem pliku z przyszłym felietonem Jonasza.
Głośne myślenie. Jak się stawał Janem Karskim
Jonasz
Piszę tutaj o różnych książkach, chwalę je na ogół, zawsze siebie, że je przeczytałem. Dzisiaj pochwalę jedno i drugie maksymalnie. Przeczytałem (nie przekartkowałem!) dwa tomy dzieła, liczące sobie w sumie stron druku z górą dwa tysiące! Żaden ksiądz mi tej lektury nie zadał za „pokutę”, „Wyborcza” też nie kazała przeczytać, zrobiłem to pędzony własną czytelniczą ciekawością. Olbrzymia rzecz Waldemara Piaseckiego (Wyd. Insignis”) pod tytułem „Jan Karski. Jedno życie. Kompletna opowieść.”, jest pełna wiedzy historycznej, a czyta się ją jednym tchem. Owszem, zasługa to formy pisarskiej pomysłowo potrójnej. Opowieść obszerna o życiu Jana Kozieleckiego, co stał się Janem Karskim, przez jego długoletniego sekretarza i przyjaciela napisana została beletrystycznie pasjonująco, a inkrustowana jest bogato. Informacjami biograficznymi o ludziach, co się znaleźli na życiowej drodze naszego bohatera, najważniejsze jednak, że jego własnymi wypowiedziami podyktowanymi autorowi, wyróżnionymi stosownym znakiem graficznym.
Teraz co do treści dzieła. Wydała mi się pasjonująca trochę dlatego, żem w dziedzinie historii ciągle trochę laik. Także jednak stąd, że jest to biografia. Dzieje Polski pod niemiecką okupacją widziane są oczami kogoś, kto wtedy tkwił głęboko w strukturach Państwa Podziemnego. Wędrował po mało znanej sobie Warszawie (pochodził z Łodzi), niemal zawsze sterowany przez łączniczki. Trudno sobie taką ostrożność wyobrazić nawet mnie, cóż dopiero dzisiejszym Polakom przed osiemdziesiątką. Trudno sobie również wyobrazić rodakom młodszym ode mnie ojczyznę tamtoczesną. Maltretowaną przez Hitlera i Stalina, a jakże, ale w tej niedoli bynajmniej nie zjednoczoną. Dzisiejsze określenie „dwa plemiona” pada w książce w odniesieniu do tamtych czasów. Janek Kozielecki pochodził z rodziny piłsudczykowskiej, więc dopóki nie wyjechał służbowo do Londynu, było mu już przyciężko, ale potem gorzej. Oczywiście też źle jeszcze później: w Nowym Jorku i Waszyngtonie. Nie zajmował się przecież tylko tragedią Zagłady, choć w tej roli przeszedł do historii potocznej: walczył w obronie całej ojczyzny, polskiej, ukraińskiej, żydowskiej. Nie zginął, odbity szczęśliwie z rąk Gestapo, nie został także zastrzelony przez własnych towarzyszy broni (jeden z nich powiedział mu szczerze, że mu to groziło, gdyby było pewne, że załamał się i „kabluje”), ale życiorys miał oczywiście bohaterski. Zdał egzamin celująco także z dojrzałości politycznej i ogólnej. Legendarny Jan Karski dopiero pod koniec wojny skończył trzydzieści lat! O trzeciej części „Jednego życia” jest w przygotowaniu tom trzeci, po „Madagaskarze” i „Inferno” (tak się nazywa ten drugi, zaprawdę adekwatnie: było to piekło) - „Manhattan”. Bo przecież za oceanem przeżył ogromną większość swego życia niewątpliwie niezwykłego.

15:18, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
czwartek, 04 stycznia 2018
Kefas, czyli Piotr

Ewangelia Jana 1,42
Na scenie tej ewangelii pojawia się po raz pierwszy najważniejszy apostoł, czyli Piotr. Jego brat Andrzej przyprowadza go do Jezusa, a On zmienia mu imię: „Ty jesteś Szymon, syn Jana, ty będziesz nazwany Kefas – co się przekłada: skała” (EPP). Opoka. Po grecku „Petra”, po polsku Piotr. Człowiek duchowo mocny, na którym można się oprzeć, przywódca. Czytamy z kolei u Łukasza: „Szymonie, Szymonie, oto szatan domagał się, aby was przesiać jak pszenicę, ale ja błagałem za tobą, aby wiara  twoja nie ustała, i ty, kiedy się nawrócisz, umacniaj braci swoich” (EPP). Czyli to nie znaczy, że nie grzesznik, miał się z czego nawracać, zaparł się Jezusa przecież, a niektórzy biskupi rzymscy jako jego następcy zapierali się Go grzechami ciężkimi najróżniejszymi – ale po hulankach renesansowych przyszedł czas duchowego dorastania, właśnie nawracania się: mamy od dłuższego czasu papieży klasy moralnej ogromnej.

13:07, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
środa, 03 stycznia 2018
Imię nad ludzkie imiona

Ewangelia Jana 1,29-34
Co prawda, używane jest do dzisiaj przez zwykłych śmiertelników, najczęściej w Hiszpanii, u nas jednak prawie przez nikogo. Uchodziłoby to za duże dziwactwo, leciutko bluźniercze albo, przeciwnie, dewocyjne swoiście. Choć właściwie Jezus powinien być patronem każdego człowieka, jeśli przez wybór patrona rozumie się chęć naśladowania go. A piszę dzisiaj o tym imieniu niezwykłym, bo Kościół mój wspomina je liturgicznie. Dopiero dzisiaj. Kiedyś wspominaliśmy je ósmego dnia po Bożym Narodzeniu, czyli w tak zwany po świecku Nowy Rok. Dzień ten nazywał się pierwotnie nawet, zgodnie z Ewangelią Łukasza, pamiątką Obrzezania Pańskiego, potem Imienia Jezus, teraz zwie się maryjnie. W dzisiejszym tekście czytamy bezpośrednio o Janie Chrzcicielu, ale o jego świadectwie, że Jezus jest Barankiem Bożym, który gładzi grzech świata, Synem Bożym. Niemniej miło mi czytać o nim także dzisiaj, to, że on jest ciągle na biblijno-liturgicznej tapecie. Czuję się, jak bym był u prawosławnych, którzy czczą go w każdy wtorek.

11:25, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
wtorek, 02 stycznia 2018
Głos wołającego na puszczy

Ewangelia Jana 1,19-28 
Słowa Jan Chrzciciela: „Jam głos wołającego na pustyni: - Prostujcie drogę Panu” padają w Janowym świadectwie, że Jezus jest Barankiem Bożym, Bożym Synem, który nie chrzci wodą, jak on, ale Duchem Świętym. Nie jest Mesjaszem ani nawet prorokiem. Jest właśnie tylko głosem rozlegającym się na pustyni, przygotowującym przyjście Chrystusa. Lokalizacja Janowego głosu na owym pustkowiu (nie na pustyni piaszczystej, po prostu na miejscu bezludnym) zaznacza jego pustelnictwo, a nie to, że było nieskuteczne. Sens takowy nadawała jednak owemu umiejscowieniu, sugerując brak słuchaczy, niektóra potoczna interpretacja; zresztą w wersji „wołanie na puszczy”, pochodzące z Biblii Wujka czy z przekładu jeszcze wcześniejszego, powstałego w czasach, gdy podobnym olbrzymim bezludziem były pokrywający Polskę lasy.

13:19, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 01 stycznia 2018
Nie jesteśmy niewolnikami! Znakomita "Więź" zimowa! Światło dla zupełnie wszystkich

List do Galatów 4,4-7
Ewangelia Łukasza 2,28-32
Apostoł Paweł imponuje mi zawsze śmiałością myślenia. Powiada w tekście przeznaczonym na dzisiaj, że „Bóg zesłał Syna swego zrodzonego z Niewiasty, zrodzonego pod Prawem, aby wykupił tych, którzy podlegali Prawu, byśmy mogli otrzymać przybrane synostwo. Na dowód tego, że jesteście synami, Bóg zesłał do serc naszych Ducha Syna swego, który woła: - Abba, Ojcze! A zatem nie jesteś już niewolnikiem, lecz synem. Jeżeli zaś synem, to i dziedzicem z woli Bożej”. Fundamentalne słowa! Wynika z nich wizja Kościoła daleka od klerykalizmu. Mamy w sobie Ducha, który kształtuje odpowiednio naszą samo świadomość kościelną. Chodzi o rolę indywidualnego sumienia. Teoretycznie, teologicznie, doktrynalnie zawsze bardzo ważną, praktycznie bardzo długo minimalizowaną. Bardzo śmiało traktuje się ten temat w najnowszym numerze kwartalnika „Więź”. Najpierw jest rozmowa redakcji z historykami Kościoła: czyli Sebastiana Dudy i Zbigniewa Nosowskiego z księżmi Janem Dohnalikiem i Stanisławem Adamiakiem pod sporo mówiącym tytułem: „Historia pokuty, czyli rozszerzanie miłosierdzia”. Potem są artykuły Dudy, Adamiaka oraz jezuity Jacka Prusaka. Ten trzeci można by rzec, że rozwija przedstawioną przez siebie wypowiedź papieża Franciszka, że sumienia nie można mylić ani z ego, które kieruje się własnym zachciankami, ani ze superego, kiedy duchowni zamiast pomagać sumieniom wiernych chcą je zastępować. Niebędący papieżem jezuita akcentuje jednak niebezpieczeństwo stwarzane przez uleganie superego, a niebędący prezydentem RP Duda stawia w tytule swego tekstu pytanie, czy możliwy jest renesans spowiedzi. Chodzi mu oczywiście o tak zwaną spowiedź uszną, przez Franciszka bardzo polecaną. Ja w każdym razie dziwię się tym odważnie, samodzielnie myślącym katolikom polskim, czasem absolwentom studiów teologicznych wręcz, którzy oczekują od spowiednika kierownictwa myślowego, jakby sami nie czuli się na siłach rozstrzygać, co jest grzechem, a co nie. Nie jesteście niewolnikami przecież! A mamy dzisiaj w Kościele rzymskokatolickim uroczystość św. Bożej Rodzicielki Maryi. W dzisiejszym tekście Pawłowym mowa jest o „niewieście”, w pisarstwie wielkiego apostoła jedyna to wzmianka o matce Jezusa. Szczególna cześć dla niej rozwijała się stopniowo.
Na koniec wracam do wpisu piątkowego. Natchniony Duchem Świętym Symeon z Dzieciątkiem na rękach przepowiada, że będzie Ono zbawieniem dla wszystkich ludów, „dla oświecenia pogan i chwały Izraela”. Także dla tego ludu chwały, bo – jak rozumieją już Żydzi dzisiejsi – mądrość Izraela w wersji chrześcijańskiej rozpościera się bardzo szeroko, na świat niemal cały. W wersji coraz szerszej myślowo, bardziej otwartej na inne religie, bardziej ewangelicznej. Alleluja!

10:53, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
niedziela, 31 grudnia 2017
Przeszłość jest przed nami zakryta...

List do Hebrajczyków 11,8
Dzięki wierze Abraham (...) wyruszył, nie wiedząc, dokąd zmierza”. Bóg mu kazał iść z ziemi Ur do tej obiecanej, której zgoła nie znał, my nie znamy w ogóle przyszłości, jest to nasza niewiedza fundamentalna. Przyszłość jest przed nami zakryta... „Zawsze jest inaczej” - takie było powiedzenie księdza Andrzeja Bardeckiego, uroczego redaktora „Tygodnika Powszechnego”, i tak nazywał się książkowy wybór jego artykułów, zrobiony niegdyś przez Janusza Poniewierskiego. Nic na to jednak nie poradzimy, róbmy swoje, jak zawsze, a Pan Bóg, jak chce, nasze kule nosi...
Najlepsze moje życzenia na rok już 2018: niech nie opuszcza nas pogoda ducha, chociaż meteorologia oraz polityka mogą sprzyjać depresji. Chrześcijanin smutny to jednak żaden chrześcijanin!
PS. Czasem, pewnie za rzadko, bywam radosny, nawet tak, że bierze mnie - bom grafoman przecież - ochota rymowania. Na przykład na temat wspaniałej kolędy, jej słów pełnych różnych znaczeń: „Moc truchleje”, napisało mi się takie coś:
„Bóg się rodzi, moc truchleje,
choć się niby nic nie dzieje.
Ale moce jak to moce,
drżą ze strachu całe noce.
Choć więc świat się ciągle chwieje,
my wciąż mamy swą nadzieję.
Doczekamy się wiktorii,
chodzić będziem w jakiejś glorii.
To jednak nie nasze dzieło:
Gloria in excelsis DEO!”
No cóż - Amen!

17:25, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
sobota, 30 grudnia 2017
Dzieckiem w kolebce

Ewangelia Łukasza 2,40
Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim”. Napełniał się Jezus mądrością, czyli nie posiadał jej, mądrości trzydziestoletniego Chrystusa, od samego niemowlęctwa. Apokryfy opowiadały, co chciały, ewangelie kanoniczne trzymają się elementarnej psychologii.

10:55, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
piątek, 29 grudnia 2017
Znak niesprzeciwu

Ewangelia Łukasza 2,35
Oto Ten przeznaczony jest na (...) znak, któremu sprzeciwiać się będą” - powiedział o ofiarowywanym Bogu Dziecięciu sędziwy prorok Symeon. Precyzyjnie jednak mówiąc, Chrystus sam nie był wbrew utartej tradycji słownej znakiem sprzeciwu: nie sprzeciwiał się złu, nie zachowywał się tak jak jego wrogowie, kiedy mu się sprzeciwiali. Raczej zło dobrem zwyciężał – według zasady moralnej sformułowanej potem przez apostoła Pawła (List do Rzymian 12, 21): „Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj”. Ewangelia jest wymagająca przeraźliwie.

17:18, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
Archiwum