Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
niedziela, 01 stycznia 2017
Do tego jeszcze obrzezany

Ewangelia Łukasza 2,16-21
Uroczystość świętej Bożej Rodzicielki. Rzymskokatolicka liturgia na dzień Nowego Roku ewoluowała. Zaczęło się od wspominania tego, co nastąpiło ósmego dnia, czyli obrzezania: było ono nawet w nazwie święta! Potem mieliśmy – już mniej żydowsko – wspominanie Imienia Jezus, a teraz świętujemy osobę Jego Matki. Ale we fragmencie ewangelii na dzisiaj napisano najpierw głównie o pasterzach, którzy „znaleźli Marię, Józefa i Niemowlę położone w żłobie”, jednak na końcu perykopy jest o tym żydowskim naznaczeniu człowieka. Bo jednak był Żydem.Siedziałem przed świętami w Warszawie na Dworcu Centralnym, podszedł do mnie człowiek wyglądający może raczej na robotnika i zaczął rozmowę polityczną. Że była manifestacja, że to byli jacyś przegrani burżuje czy ktoś w tym rodzaju, ale że też Żydzi. Na moje przypomnienie, że Jezus także Żyd, nie odpowiedział, natomiast na twierdzenie, że również Kaczyński (ironizowałem), wyjaśnił: - Ale prawy. „Ludu, mój ludu, cóżem ci uczynił...”.

11:24, jan.turnau
Link Komentarze (16) »
sobota, 31 grudnia 2016
Czemu świat Go nie poznał?

Ewangelia Jana 1,1-18
Dzisiaj prolog Janowy, który znam prawie na pamięć, bo za mojej przedsoborowej młodości był czytany w każdą niedzielę. A w nim takie zdanie: „Na świecie było Słowo, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał.” Nie rozpoznał w Jezusie z Nazaretu Słowa Bożego, bośmy o to zadbali starannie. Jak to mogło się nie stać, skoro chrześcijaństwo stało się ideologią państwową pewnego imperium. Konstantyński pocałunek poważnej choroby.

09:32, jan.turnau
Link Komentarze (25) »
piątek, 30 grudnia 2016
Nienawiść oślepia, nie ma rady

1 List Jana 2,3-11
„Kto twierdzi, że żyje w światłości, a nienawidzi brata swego, dotąd jeszcze jest w ciemności.”
Zaślepienie islamistów przechodzi ludzkie pojęcie, to jakieś opętanie diabelskie. Ale trochę tego szatana jest w każdym z nas: nie kontrolujemy swoich emocji, a one rządzą nami po dyktatorsku. Co gorsza, po cichu: wydaje się nam, żeśmy sprawiedliwi, racjonalni, obiektywni...

11:28, jan.turnau
Link Komentarze (22) »
czwartek, 29 grudnia 2016
Patriarchalizm łagodny, paternalizm przemądry. Kolęda Basi Borzymowskiej

List do Kolosan 3,12-21
Rzymskokatolicka uroczystość Świętej Rodziny. Tekstów biblijnych pasujących do niej dużo; w liście Pawła (albo jego ucznia) zdania umiarkowanie patriarchalne: "Żony, bądźcie poddane mężom, jak przystało w Panu” i „Mężowie, miłujcie żony i nie ukazujcie im rozjątrzenia”. A zaraz potem: „Ojcowie, nie rozdrażniajcie waszych dzieci, aby nie traciły ducha”. Ile w tym mądrej psychologii i pedagogiki duszpasterskiej!
A oto piękny wiersz kolędowy mojej kuzynki Basi Borzymowskiej, przysłany mi na fejsbuku:
Do dziecka mającego przyjść na świat 25 grudnia
Mały, może ty się tu nie rodź,
niewesoło jest w naszym kraju.
Może lepiej razem z rodzicami
zostań dłużej w waszym pięknym raju.
Polska nie chce u siebie uchodźców,
a ty jesteś uchodźcą i Żydem.
 Lepszy może socjal u Niemców,
tutaj ktoś mógłby zrobić ci krzywdę.
Polska przecież jest dla Polaków,
nie potrzeba jej dziwnych i obcych.
Bardzo szybko ci to wytłumaczą
jasnowłosi, jasnoocy chłopcy.
A ty buźkę masz trochę ciemnawą
i po polsku mówić nie umiesz…
Nam wystarczy choinka i barszczyk.
Kilka kolęd… no sam rozumiesz.

Basiu, Bóg Ci zapłać

18:16, jan.turnau
Link Komentarze (18) »
środa, 28 grudnia 2016
Uchodźca od urodzenia

Ewangelia Mateusza 2,13-18
Dzisiaj w liturgii rzymskokatolickiej wspomina się świętych młodzianków męczenników:
tych, których kazał wymordować Herod; na wszelki wypadek wszystkich w wieku do lat dwóch, bo może znajdować się wśród nich Jezus. Dzieciobójstwo arcypotworne, kojarzone dzisiaj ze zjawiskiem masowych aborcji. O tamtej sprawie napisałem tydzień temu, teraz zwracam uwagę na inną możliwość dzisiejszego skojarzenia: ucieczkę do Egiptu. Jezus uchodźcą był od kolebki. Nie sądzę jednak, żeby temat ten tentował szczególnie wielu polskich kaznodziejów. Ale może jestem prorokiem fałszywym.

10:04, jan.turnau
Link Komentarze (52) »
wtorek, 27 grudnia 2016
Nastolatek dojrzewa

Ewangelia Jana 20,2-8
Dziś w moim Kościele dzień Jana apostoła i ewangelisty. Wyprzedza Piotra w biegu do grobu, ale do niego nie wchodzi; dopiero gdy tamten, śmielszy, bardziej „decyzyjny”, z talentem przywódczym oczywistym, przekroczył ów próg niesamowity, Jan, „drugi uczeń” poszedł za nim. I uwierzył. Czy uwierzył wcześniej niż Kefas, skała wiary? Nie wiem. Mogło jednak tak być z nastolatkiem (według niektórych gdy poznał Jezusa miał lat trzynaście dopiero) w Mistrzu zakochanym. Owszem, od ambicji przyziemnych niewolnym: może pod wpływem brata Jakuba domaga się wraz z nim miejsca najbliżej Jezusa, ale wyrasta z tego z czasem.
Tak jak i z zapalczywości, dzięki której zasłużył na przydomek „syn gromu”, ponieważ również ze swoim bratem propagował, by spalić piorunem miasteczko samarytańskie, które nie przyjęło Jezusa w gościnę podróżną. Zapewne zmienił potem stosunek także do tego ludu, z którym – przypuszczają bibliści – miał potem jakieś związki, w każdym razie mieli jego uczniowie, bo w jego ewangelii o Samarytanach sporo.

20:34, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 26 grudnia 2016
Swoi czasem najgorsi

Dzieje Apostolskie 6,8-9
Już w drugi dzień święta opowieść niebłoga: o pierwszym męczenniku chrześcijaństwa, Stefanie, zwanym po czysto polsku Szczepanem. Ciekawe jednak, że rozwścieczył właśnie tych, do których należał, czyli do hellenistów, tych urodzonych poza Palestyną: Libertynów, Cerenejczyków i Aleksandryjczyków. Takie bywa życie. Czasem najbardziej irytuje swój – bo swój, czyli powinien być taki, jak my wszyscy. W kapitalnym zbiorze artykułów historycznych biskupa Grzegorza Rysia, który tu cytowałem parą razy, autor zaznacza, że zdaniem chrześcijan średniowiecznych i późniejszych najgorsi są heretycy, gorsi od pogan, a nawet i Żydów. Oczywiście dlatego, że zdrajcy, ale też pewnie ponieważ najbardziej drażni ten (ta), co najbliżej. Na przykład członek rodziny: własny mąż (żona), nie cudzy (cudza), dzieci też własne. Tacy bywamy wszyscy.

06:37, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
niedziela, 25 grudnia 2016
Bóg mocny

Księga Izajasza 9,5
„Albowiem Dziecię nam się narodziło, Syn został nam dany, na Jego barkach spoczęła
władza. Nazwano Go imieniem: Przedziwny Doradca, Bóg Mocny, Odwieczny Ojciec.”
Werset przeznaczony na Pasterkę (Mszę już w samą noc, nie tę wigilijną) zadziwia szczególnie wyrażeniem „Bóg Mocny”. Nie upierajmy się przy egzegezie wykluczającej jasnowidzenie prorocze. W końcu zresztą wiem skądinąd, że nadzieje mesjańskie były bardzo daleko idące, mógł się zdarzyć taki przedświt idei Trójcy.
A w Księdze Izajasza mamy też wizję Sługi Jahwe, również daleką od wyobrażeń o religijnych bohaterach. Bóg aż tak mocny, że dał się ukrzyżować.

15:04, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
sobota, 24 grudnia 2016
Jezus naszą Jutrzenką

Ewangelia Łukasza 1,76-79
„A ty, dziecię, zwać się będziesz prorokiem Największego, gdyż pójdziesz przed Panem przygotować Mu drogi. Jego ludowi dasz poznać zbawienie przez odpuszczenie grzechów, dzięki serdecznej litości naszego Boga, z jaką nas nawiedzi z wysoka Wschodzące Słońce, by oświecić tych, co w mroku i cieniu śmierci mieszkają, aby nasze kroki skierować na drogę pokoju”.
Słowa Zachariasza do ośmiodniowego Jana, także na temat Jezusa. „Wschodzące Słońce”, z dodatkiem „z wysoka” albo „Światłość z wysoka”, albo „Światłość poranna z wysoka” bo w grece jest dosłownie „Wschód z wysokości”. Jeszcze inaczej mogłaby być może po prostu „Jutrzenka”. Słońce wzeszło, zrobił się dzień, wszystko widzimy lepiej, oby także nas samych w lustrze Ewangelii. I w świetle choinki: niech też ona oświeca nas duchowo w ten wigilijny wieczór oraz jeszcze długo potem.

10:35, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
piątek, 23 grudnia 2016
Jan Bożej Łaski

Ewangelia Łukasza 1,59-63
Rodzina chciała go nazwać imieniem jego ojca Zachariasza, ale Elżbieta wiedziała od męża, że ma być Janem, a to imię znaczy „Jahwe jest łaskawy”. Jan Bożej Łaski, ogromnej.

13:17, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
czwartek, 22 grudnia 2016
EPISKOPAT

Ewangelia Łukasza 1,52-53
„Strącił władców z tronu, a wywyższył pokornych. Głodnych nasycił dobrami, a bogaczy z niczym odprawił”.
Słowa z hymnu zwanego „Magnificat”, który wygłasza Maryja do swojej krewnej Elżbiety. Łukasz wkłada jej w usta sławny tekst teologiczny opiewany przez Marcina Lutra, a tutaj między innymi akcent w obronie ubogich, którzy w tej ewangelii zajmuje miejsce poczesne. Czy w ogóle w dziejach religii, która się właśnie rodziła? Oczywiście było to działanie na umysły i serca skutkujące mocniej w wiekach pierwszych, potem słabo. I teraz znowu przez przykład szczególny Franciszka z Argentyny, ale przedtem Kościoła, który wyzbywa się sojuszu z mocnymi tego świata. A ten związek taki dla Kościoła wygodny, choć doświadczenie historyczne uczy, że bardzo niebezpieczny. Dla prawicowej władzy państwowej oczywiście też. Tej naszej dzisiejszej jak najbardziej. Kaligrafia tłumacząca to wszystko: EPISKOPAT...

20:02, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
środa, 21 grudnia 2016
Prorok od poczęcia. „Znak” w sprawie aborcji, „Więź” poniekąd też

Ewangelia Łukasza 1,44
„Poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie”. Mówi to Elżbieta odwiedzającej ją Maryi, a przedtem w swej narracji sam Łukasz. Czy to oznaczało Jana niepokalane poczęcie, jak tłumaczą niektórzy teologowie? Powiedzmy inaczej: Kościół uważał go za proroka nad prorokami, obdarzonego tym charyzmatem osobliwie. Napisałem tu o nim nieraz, myślę, że na chrześcijańskim Zachodzie jest dzisiaj niedoceniany: w prawosławiu jego dniem jest każdy wtorek, a świąt w roku ma aż pięć: narodzenie, śmierć, poczęcie, znalezienie jego głowy pierwsze, drugie. Gubiła się jego głowa, a na Zachodzie teraz po trosze czcząca go pamięć.
Może w cieniu czci dla Matki tego, którego zapowiadał tak potężnie, siebie w cień pokorny usuwając. Albo może zajął praktycznie jego miejsce Józef z Nazaretu, też ze Świętej Rodziny przecież?
Dawno nie reklamowałem tutaj żadnego tekstu prasowego. Zacytuję teraz takowy, w Polsce odważny kościelnie, Dominiki Kozłowskiej, naczelnej „Znaku”, z numeru tego miesięcznika grudniowego. Oto pierwsza część tekstu pod tytułem „Porzućmy wadliwe paliwo”.
„Konieczne jest nowe porozumienie społeczne w kwestii praw reprodukcyjnych i ochrony życia. Zmiana obowiązujących przepisów to zadanie dla polityków, którzy będą mieli odwagę bronić systemowych rozwiązań, nawet jeśli w krótkiej perspektywie doprowadzą one do wzrostu liczby oficjalnie zarejestrowanych zabiegów przerwania ciąży, to na dłuższą metę zbudują one podstawy nowoczesnego społeczeństwa opartego na zasadzie równości praw i poszanowaniu dla każdego życia.
Przed ponad 20 laty Józefa Hennelowa, Andrzej Wielowieyski i inne osoby reprezentujące Ruch Znak bronili publicznie prawa dopuszczającego w określonych sytuacjach przerywanie ciąży. Proponowali przy tym budowę systemu poradnictwa dla kobiet, przed którymi staje problem aborcji oraz edukacji i profilaktyki zdrowotnej. Kierowali się wówczas doświadczeniami niemieckich sąsiadów. Przepisy antyaborcyjne są tam równie restrykcyjne jak w Polsce, Irlandii czy w Portugalii, lecz ich wykładnia jest bardziej pragmatyczna, a samo prawo wsparte przez rozbudowany system poradnictwa i wysoki standard opieki medycznej.
Z chrześcijańskiego punktu widzenia celem wszelkiego prawa w tej dziedzinie powinna być rzeczywista a nie deklaratywna ochrona życia, tj. minimalizacja faktycznej liczby aborcji, nie tracąc z oczu życia matki, także wymagającego ochrony. Rozwiązania pragmatyczne mogą lepiej prowadzić do tego celu niż ideologiczne. Przerwanie ciąży jest w Niemczech niezgodne z prawem, ale pod pewnymi warunkami nie jest ono karalne. Zabieg usunięcia ciąży po 12. tygodniu dopuszcza się jedynie wówczas, gdy zagraża ona życiu kobiety lub w przypadku ciężkiego upośledzenia płodu. Natomiast od 12 tygodnia kobieta może przerwać ciążę pod warunkiem odbycia wizyty w specjalnej poradni, posiadającej certyfikat władz landowych lub federalnych, na co najmniej 3 dni przed planowanym zabiegiem.
Poradnie służą radą i pomocą nie tylko kobietom, które myślą o aborcji. Profil ich działalności jest znacznie szerszy i zmienia się z czasem, odpowiadając na coraz to nowe wyzwania społeczne. Można więc skorzystać z programów związanych z planowaniem rodziny, uzyskać wsparcie w sytuacji przemocy. Samo poradnictwo dla kobiet planujących usunięcie ciąży ma na celu nie tylko zachęcenie ich do urodzenia dziecka, ale przede wszystkim określenie warunków, w których realizacja takiej decyzji będzie dla kobiety możliwa. Z porad największej sieci przychodni należących do organizacji Pro Familia korzysta rocznie ponad 450 tys. osób. Przeciwnicy tej liberalnej regulacji alarmowali, że z roku na rok liczba zabiegów w Niemczech będzie rosła, jeżeli przerwanie ciąży nie zostanie uznane za czyn karalny bez wyjątków. Jednak badania pokazują, że od 1996 r. (przywoływane rozwiązania obowiązywać zaczęły w 1995 r.) liczba aborcji w Niemczech spada. Według danych Federalnego Urzędu Statystycznego w roku 2014 odnotowano spadek do poziomu 99 700 zabiegów, a więc o 3 proc. w stosunku do 2013 r.
Prawo, które weszło w Niemczech w życie w 1995 r., wywołało reakcję Watykanu. Między większością niemieckich biskupów rzymskokatolickich a kurią wybuchł spór o przyszłość prowadzonych przez niemiecki Kościół rzymskokatolicki poradni. Nieżyjący już bp Johannes Dyba z Fuldy, wspierany m.in. przez kard. Josepha Ratzingera, stanął po stronie Watykanu i nazwał wydawanie przez poradnie zaświadczenia o odbytej konsultacji «licencją na zabijanie». Zwolennicy funkcjonowania poradni przekonywali, że to rozwiązanie jest skuteczne – w praktyce wiele kobiet decydowało się na urodzenie dzieci. Ta argumentacja nie przekonała jednak papieża Jana Pawła II, który zażądał od biskupów niemieckich natychmiastowego wycofania się z państwowego systemu. W odpowiedzi Centralny Komitet Katolików Niemieckich (Zentralkomitee der deutschen atholiken) założył własną sieć poradni pod nazwą Donum Vitae. Obecnie organizacja prowadzi ok. 200 tego typu placówek i rocznie udziela porad ok. 50 tys. kobietom, z czego 16 tys. nosi się zamiarem przerwania ciąży.
Doświadczenia niemieckich katolików były inspiracją dla polskiego środowiska. I choć rozwiązanie proponowane wówczas m.in. przez Andrzeja Welowieyskiego i Józefę Hennelową miało poparcie części ginekologów i ekspertów od polityki reprodukcyjnej, pomysły zostały odrzucone zarówno przez środowiska katolickie, jak i przez lewicę. W efekcie powstało prawo, które tylko formalnie chroni życie poczęte i życie kobiet. W praktyce przez 20 lat nie wprowadzono żadnych poważnych i praktycznych programów związanych z ochroną praw reprodukcyjnych kobiet (walką z przemocą seksualną, powszechnym, bezpłatnym dostępem do badań prenatalnych i ultrasonografii genetycznej, poradnictwem zdrowotnym i planowaniem rodziny). Obowiązujące w Polsce prawo ma charakter teoretyczny. W praktyce za sprawą tzw. turystyki aborcyjnej i nielegalnych usług dostęp do aborcji jest zależny od sytuacji materialnej poszczególnych kobiet. Osoby uboższe, z mniejszych miejscowości, ofiary przemocy lub matki pozostające w trudnej sytuacji zdrowotnej, niepewne o zdrowie płodu, często pozostają bez dostępu do gwarantowanych standardów.”
Artykuł o wiele dłuższy, zacytować cały trudno, lekturę osobistą bardzo polecam, a Hennelowa i Wielowieyski to dla mnie autorytety duże, autorka tekstu też. I tylko dodaję z niego słowa papieża Franciszka: „Jest też prawdą, że uczyniliśmy niewiele, aby odpowiednio pomagać i towarzyszyć kobietom znajdującym się w bardzo ciężkiej sytuacji, w której aborcja jawi się jako szybkie rozwiązanie ich poważnych problemów, szczególnie gdy rozwijające się w nich życie lub w kontekście krańcowego ubóstwa. Któż może nie zrozumieć tak bolesnych
sytuacji?”.
Szczególnie że życie przynosi trochę inne. I teraz cytat, póki co malutki, z zimowej „Więzi”. Końcówka tekstu Martyny Chodykin pod tytułem „Matki Kulejących Aniołów”. „Mogłoby się wydawać, że kiedy chore dzieci odejdą, ich rodzice mogą mieć nareszcie czas dla siebie. To nieprawda. Krystyna opowiada, że rodzice dzieci z ich stowarzyszenia, które już odeszły, przeżywają ból, który bardzo trudno ukoić. - Całymi dniami przesiadują na cmentarzach, nie wiedzą, co mają ze sobą począć. Dotąd przecież całe życie toczyło się wokół tych dzieci, godzina po godzinie, a potem nagle nastaje niesamowita pustka. - Często, jak sobie myślę o tych matkach, to widzę Pietę - mówi.”

19:34, jan.turnau
Link Komentarze (30) »
wtorek, 20 grudnia 2016
Zwiastowanie: „Łaski pełna”, „zmieszała się”

Ewangelia Łukasza 1,28-29
Teraz o uczuciach Marii z Nazaretu. Anioł Gabriel w Biblii Warszawskiej, Przekładzie 11 Kościołów i EPP nazywa ją inaczej niż za Wulgatą tłumacze katoliccy: nie „Łaski pełna”, ale „Łaską obdarowana”. To przekład bardziej precyzyjny (dosłownie mogłoby być może „przełaszczona”). Mam nadzieję, że nikt nie uznał tego pomysłu za jakąś „antymaryjność”. Pochwalę jednak zaraz Tysiąclatkę, która wyróżniła się mówiąc, że reakcją Maryi nie był wtedy strach, tylko „zmieszanie się”. Uczucie zaskoczenia, ale nie zwyczajny lęk przecież: przed czym? Owszem, anioł to wysłannik Boży, spotkanie niesamowite, powiedział jednak komplement i to zapewne kolosalny.

13:56, jan.turnau
Link Komentarze (25) »
poniedziałek, 19 grudnia 2016
Szczęście i trochę obciachu

Ewangelia Łukasza 1,24
„Potem żona jego Elżbieta poczęła i kryła się z tym przez pięć miesięcy mówiąc: - Tak uczynił mi Pan wówczas, kiedy wejrzał łaskawie, by zdjąć ze mnie hańbę wśród ludzi”. Komentatorzy tłumaczą, że bezpłodność była według Izraelitów karą Bożą i hańbą, ale żaden z pięciu czytanych nie wyjaśnił mi, czemu ukrywała początkowo, że hańba minęła (pewnie póki to było możliwe). Dopiero ks. Czajkowski podsunął mi myśl, że może bała się śmieszności: taka stara i w ciąży... Faktycznie, przecież i w mojej rodzinie dowcipkowano na temat pewnego małżeństwa (sędziwego wdowca i młódki), informując się w listach: „XX nadal bezdzietni...”

17:45, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
niedziela, 18 grudnia 2016
Bóg z nami

Księga Izajasza 7,14
„Pan sam da nam znak: oto Panna pocznie i porodzi Syna, i nazwie Go imieniemEmmanuel.”
Słynne słowa odnoszone przez tradycję do dziewiczego poczęcia Jezusa. Taki jednak, religijnie proroczy sens tych słów zakwestionowała biblistyka pozakatolicka. Rzecz najpierw w tym, że w oryginale hebrajskim odpowiednikiem słowa „panna” jest termin „alma”, który według jednych uczonych oznaczać mógł młodą mężatkę, ale też dziewczynę niezamężną, według innych tylko tę drugą. Chodzi poza tym o to, czy ów znak dotyczy jakiejś przeszłości, czy tylko teraźniejszości: w tej drugiej, naturalistycznej interpretacji otrzymał go król Achaz, chodziło o jego syna Ezechiasza. Nie ulega natomiast kwestii, że Septuaginta, przekład Pisma na język grecki, dokonany przez uczonych żydowskich w drugim wieku przed Chrystusem, zastosował określenie „parthenos”, wyłącznie dziewicę oznaczające. Dodam, że przez pewien czas bibliści katoliccy bliscy byli poglądom swoich kolegów po fachu, dzisiaj wszakże wracają do egzegezy tradycyjnej (na przykład ks. Bernard Wodecki w drugim, poprawionym wydaniu Biblii Poznańskiej). Zostawiając naukę uczonym, pomyślałem sobie  ylko, że krzepiące może być hebrajskie znaczenie imienia „Emmanuel”: „ Z nami Bóg”. Owszem, może też znaczyć tylko tyle, ile inne imiona „teoforyczne”, Natanael i Eliezer, Bogusław i Bogumił, albo jednak więcej: aż tyle, ile w chrześcijańskiej wierze, że Bóg stał się człowiekiem. Okazał się wobec nas solidarny, podjął naszą dolę, niedolę. „Dzisiaj w Betlejem, dzisiaj w Betlejem wesoła nowina...”

20:48, jan.turnau
Link Komentarze (33) »
niedziela, 11 grudnia 2016
Jan, prorok Adwentu

Księga Izajasza 35,1-6a,10
List Jakuba 5,7-10
Ewangelia Mateusza 11,2-11
Jesteśmy już w czasie adwentu, przygotowania na powtórne, a potem tamto pierwsze przyjście Zbawiciela, oczekiwanego przez Żydów Mesjasza, czyli z grecka Chrystusa. To już nawet trzecia niedziela tego na chrześcijańskim Zachodzie czterotygodniowego okresu (w prawosławiu aż czterdziestodniowego). Powinienem był zaznaczyć to wcześniej, bo przecież wybór tekstów biblijnych od tego zależy. 
Dlatego czytaliśmy i czytamy dzisiaj u Izajasza, jak to będzie wspaniale, gdy On sam przyjdzie, aby nas zbawić. Wręcz „przejrzą oczy niewidomych i uszy głuchych się otworzą.
Wtedy chromy wyskoczy jak jeleń i język niemych wesoło wykrzyknie. Odkupieni przez Pana powrócą, przybędą na Syjon z radosnym śpiewem, ze szczęściem wiecznym na czołach; osiągną radość i szczęście, ustąpi smutek i wzdychanie”. Literalne rozumienie tych obrazów jest oczywiście raczej naiwnością, nie wiadomo również zupełnie, kiedy to nastąpi. Nie sprawdziło się przypuszczenie autora Listu Jakuba (któregoś z paru nowotestamentalnych, raczej brata ciotecznego Jezusa nienależącego do Dwunastu, ale potem w Kościele bardzo ważnego), że „przyjście Pana jest już bliskie”. Taką miał nadzieję Kościół pierwotny.
Ale tekst ewangelijny jest o Janie Chrzcicielu, który zapowiadał już to przyjście, które się stało, i wspominamy je co roku w końcu grudnia. Ten Jan to postać szczególna. Napisałem tu o nim nieraz, na urodziny 24 czerwca i na pamiątkę jego śmierci 29 sierpnia, więc nie będzie żadnego szkicu biograficznego. Streszczę tylko perykopę Mateuszową i skomentuję po trosze.
Zaczyna się od tego, że siedzący już w więzieniu Jan śle do Jezusa uczniów z zapytaniem: „Czy Ty jesteś tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?” Jezus odpowiada wyliczeniem swoich cudów, wymienia po nich fakt, że „ubogim głosi się Ewangelię”, na koniec zaznacza, że „błogosławiony jest ten, kto w Niego nie zwątpi”. I dalej wygłasza ogromną pochwałę Jana, „który nie jest trzciną kołyszącą się na wietrze, nie ubiera się w miękkie szaty”. Jest kimś więcej niż prorokiem, przygotowuje Mu drogę, „między narodzonymi z niewiasty nie powstał nikt większy od Jana Chrzciciela”. Padają jednak dalej słowa zagadkowe: „Lecz najmniejszy w królestwie niebieskim większy jest niż on”. Tłumaczy się ten paradoks tak, że należy jednak Jan do Starego Testamentu, nie do Nowego. Być może widać to w jego pytaniu: działalność Mesjasza wyobraża sobie inaczej, przecież chrzcząc wJordanie groził, że przyjdzie po nim ktoś, kto „zbierze ziarno do spichlerza, a plewy spali w ogniu nieugaszonym”. Nie Mesjasz polityczny, ale i nie taki, który zamiast karać sam pójdzie na krzyż. Niemniej był Jan święty nieludzko: olbrzym duchowy, miał dość długo sławę. Niemal równą Jezusowej, bardzo szeroką: zwolenników daleko od Palestyny, bo aż dzisiejszej Turcji (Dzieje Apostolskie 18 i 19), a może i Aleksandrii. Ale robił wszystko, żeby ustąpić miejsca Godniejszemu, nie zasłaniać Go sobą. Powiedział o sobie: „Trzeba, aby On wzrastał, a ja umniejszał się” (Ewangelia Jana 3,30). Wzór dla nas wszystkich chyba niedościgły.
Zawieszam blog na trochę, innych prac za dużo.

23:52, jan.turnau
Link Komentarze (103) »
sobota, 10 grudnia 2016
Mąż Twojej prawicy

Psalm 80,18
„Wyciągnij rękę nad mężem Twej prawicy,
nad samym synem człowieczym
którego umocniłeś w swej służbie”.
Kogo miał tu na myśli jakiś autor psalmu? W każdym razie modli się o pomoc Bożą w ojczyźnianych opałach: Królestwa Północnego czy potem Judy. A ja modlę się w ten sposób za papieża Franciszka, by go dalej umacniał w opałach coraz większych, czyli w sytuacji kardynalskiego buntu. Kardynalskiego, ale przecież nie tylko czterech kardynałów: mają oni za sobą licznych duchownych i świeckich nieraz dużej rangi, którym dawny nasz Kościół z różnych powodów bardziej odpowiada. Podział jest głęboki, szeroki i groźny.

17:36, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
Gdybyś zważał... Biblistyczno-ekumeniczne wydarzenie polskie!

Wpis na piątek 9 grudnia 2016

Księga Izajasza 48,18
„O gdybyś zważał na me przykazania, stałby się twój pokój jak rzeka, a sprawiedliwość twoja jak morskie fale”. Obrazowanie Deutero-Izajasza cudowne, a komentarz mój w podobnym stylu. Taki, że pokój na ogół wciąż jak wojna, a sprawiedliwość ciągle faluje, jeżeli to znaczy, że słucha suwerenów z autonominacji. Nie jest już jednak na całym świecie jak za króla Ćwieczka: w Europie (Unii Europejskiej) daleko do moralnego ideału, egoizm narodowy chwilami aż piszczy, to zupełnie oczywiste, ale i tak ten pokój wzajemny, brak zbrojnych konfliktów nie do wyobrażenia niedawno.
Teraz pociecha już całkiem religijna: dziś prezentacja już ostatniego tomu polskiej Biblii Ekumenicznej, przekładu Towarzystwa Biblijnego, wspólnego aż 11 Kościołów, mianowicie Ksiąg Prorockich. Mamy się czym pochwalić, bo takiego wspólnego dzieła nie mają na przykład bardzo potrzebujące go, bo ewangelicko-katolickie Niemcy! Mają tylko tak uzgodniony Nowy Testament. Polacy nie gęsi...A w „Gazecie Wyborczej” dziś mój komentarz taki:
Zdecydował Episkopat Polski
Wczorajsza watykańska nominacja zaskoczyła mnie podobnie, jak zmartwiła. Co do tego pierwszego, to oczywiście nie trzeba słuchać plotek, a w każdym razie im wierzyć. Na podstawie licznych miałem jednak nadzieję, że zostanie mianowany ktoś, kto podobnie jak papież Franciszek z dzisiejszym zlaicyzowanym światem po prostu chce dialogu. Wytarte to już bardzo słowo, ale wciąż jest różnica między przyjacielskim spotkaniem, rozmową, owszem, szczerą, ale życzliwą, a potępianiem w czambuł wszystkiego, co po drugiej stronie.
Gdy i po własnej też widzi się wiele niedobrego, bardzo wiele. Jedną z podstawowych zasad dzisiejszej reformy mojego Kościoła jest decentralizacja: dopuszczanie do głosu Kościołów krajowych. W Kościele rzymskokatolickim polskim większość mają biskupi, którym linia Franciszka nie za bardzo odpowiada. Trudno, żeby to powiedzieli wyraźnie, chociaż antypapieska opozycja jest już zagranicą głośna, nie krytykował również Franciszka arcybiskup Jędraszewski, ale tak jest jeszcze u nas kościelna dyplomacja. Ale jest też tak, że Radio Maryja, czyli ojciec Rydzyk z całą swoją antyliberalną agresją, zamknięciem na świat pozakościelny, wydaje się dla większości naszych hierarchów nie mniej ważny niż Ojciec Święty, a pewnie i ważniejszy.
Niech jednak żywi nie tracą nadziei, a ja jeszcze żyję i nie tracę ufności, że karta kościelna kiedyś się odwróci. Nowy metropolita krakowski jest znawcą pozakościelnej myśli współczesnej, Sartre’a, Lévinasa, Edyty Stein, może jednak i on znajdzie w niej inspirację do jakiejś dla niej życzliwości, którą kiedyś przecież miał.

17:31, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
czwartek, 08 grudnia 2016
Są ludzie, ludziska, ale i nadludzie

Ewangelia Łukasza 1,26-38
Dzisiaj w Kościele rzymskokatolickim, ale i w Kościele starokatolickim mariawitów (!) uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Wiara mylona ciągle z tą inną, że poczęła z Ducha Świętego, oznacza natomiast nieskażenie pierworodną skłonnością do grzechu. Kwestionowana dawniej przez niektórych teologów rzymskokatolickich, szczególnie dominikanów (także Tomasza z Akwinu!) w dyskusji z franciszkanami (dogmat dopiero od 1854 r.), teraz budzi inne wątpliwości. Szczególnie taką: jeśli Bóg mógł stworzyć jedną osobę bez tej skazy, to dlaczego nie całą ludzkość? Pisałem o tym co roku, dawne wpisy są także dostępne w internecie przy samym moim blogu (adres ten sam), teraz tylko przedstawię myśl następującą. Nie będę bronił Boga mówiąc jak pewien filozof, że żyjemy na świecie najlepszych z możliwych. Ale też weźmy pod uwagę argument, że człowiek bez wolnej woli to coś dziwnego, czyli nieunikniona jest możliwość jego grzechu. Można jednak z kolei zapytać językiem biblijnym, czemu Bóg daje ludziom różne talenty, czemu taki jakiś brak „demokracji”. Odpowiem tutaj, że zależy to od tego, do czego On nas powołuje. Marię z Nazaretu powołał do tego, żeby mogła przez dziedziczenie i wychowanie być matką Jezusa i tego talentu nie zmarnowała. Owszem, ludzie zgoła rozmaici moralnie są. Jedni demoniczni niemal, to przypadki diabelskiego opętania dla mnie niewątpliwe, inni to zjadacze chleba zwyczajni mniej lub bardziej, a jeszcze inni to ludzie tak dobrzy, że wierzyć się nie chce, jakby ulepieni z jakiejś gliny zupełnie nieziemskiej. Czemu Matka samego Jezusa nie miałaby wyróżniać się duchowo nawet w tej trzeciej kategorii? Pisałem był też nieraz, że według niektórych teologów podobny w tym do niej był Jan Chrzciciel (argumentacja biblijna, naturalnie dyskusyjna, Łk 1,16 i 1,41). Jeszcze jedno tylko: świat byłby najgorszym z możliwych, gdyby niektórych czekało wieczne piekło. Tyle na nim niezawinionych przez ludzi potworności, jeszcze ta najstraszniejsza? Niemożliwe! Pan Bóg nie jest brakorobem!
Oczywiście jednak dzisiejszy mariologiczny tekst biblijny o niepokalanym poczęciu Maryi nie mówi, ze Zwiastowania to nie wynika, w każdym razie nie wynika wyraźnie. Nie jest to wnioskowanie ze słów konkretnych, to jakaś teologiczna dedukcja. Moim zdaniem jednak słuszna.

15:47, jan.turnau
Link Komentarze (24) »
środa, 07 grudnia 2016
Jego jarzmo lekkie

Ewangelia Mateusza 11. 28-30
„Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode mnie, bo jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem słodkie jest moje jarzmo, a moje brzemię lekkie.”
Franciszek z kardynałem Kasperem zrobili wszystko, żeby to była prawda (adhortacja „Amoris laetitia”), ale są i tacy kardynałowie, których to oburza, atakują papieża raczej bez pardonu – jakby nie był następcą na przykład kolejnych Piusów. No cóż, nastały takie czasy. Trochę się dziwię innym hierarchom, że oburzają się ostro z kolei na tamtych krytyków (wolność w Kościele), ale przede wszystkim dziwię się owym konserwatystom, że tradycyjną wersję doktryny w ten sposób deifikują. Ważniejsza ona dla nich niż ludzki głód Komunii.

21:17, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
wtorek, 06 grudnia 2016
Owcę zabłąkaną złapać

Ewangelia Mateusza 18,12-14
Pasterz zostawia 99 owiec na górach i szuka tej jednej, co mu się zabłąkała. Ale kiedy ma rozum w głowie, zobaczywszy ją, nie straszy pohukiwaniem, tylko robi łagodnie wszystko, aby nie uciekła dalej.

17:52, jan.turnau
Link Komentarze (29) »
poniedziałek, 05 grudnia 2016
Obrazowanie, obrazowanie. Biskupa Rysia Kościoła historia

Księga Izajasza 35,1-10
Psalm 85,11-12
Tym zdolnościom poetyckim Narodu Wybranego nadziwić się nie mogę. Żeby to byli tylko niektórzy Hebrajczycy, ale to zgoła niejeden. Izajasz genialny, ale bibliści są chyba zgodni, że było ich aż trzech. I to nie bracia zgoła, bo w ogóle z różnych czasów, od VIII wieku do V.
Jeśli nawet talent ich jakoś dziedziczony przez wieki, to autorzy psalmów (nie jeden Dawid przecież) również do tej ogromnej rodziny należeliby? No właśnie, przeczytałem w dzisiejszym psalmie słowa urocze:
„Spotkają się z sobą łaska i wierność,
sprawiedliwość i pokój ucałują się.
Wierność wyrośnie z ziemi,
a sprawiedliwość wyjrzy z niebios”
(Przekład Ekumeniczny 11 Kościołów).
A u Izajasza (w zasadzie Proto-Izajasza, ale według niektórych rozdział ten został napisany po to, żeby pełnił rolę pomostu łączącego dwie pierwsze części) mamy obrazy eschatologiczne do czytania na dzisiaj. Nie zacytuję, przeczytajcie sami, nie pożałujecie: choćby ten step spieczony, wręcz skaczący, gdy wszystko ożyje, ta droga czysta, święta, po której „głupi nie będzie się wałęsać”...
A oto kolejny kawałeczek zachwalanej już tutaj przeze mnie księgi biskupa Rysia.
„Przede wszystkim jest prawdą, że chrześcijaństwo zmienia świat, ale prawdą równie oczywistą (i może nawet łatwiej opisywalną) jest to, że ono samo podlega zmianom pod wpływem świata. Zmienia się wraz z nim. Chrześcijaństwo starożytnych Rzymian wychowanych w greckiej kulturze nie mogło być, i nie było, takie samo jak chrześcijaństwo barbarzyńskich Franków. I nie chodzi jedynie o to, że musiało się jedynie „przebrać” w nowy język, w nowy kod znaków liturgicznych itp. Chodzi o to, że ochrzczeni Frankowie, a potem np. Słowianie, wnosili ze sobą do Kościoła swój świat wartości, swoją wrażliwość. Przykładowo: w zetknięciu ze starożytną dualistyczną gnozą (a także z niektórymi kierunkami filozofii) chrześcijaństwo nabrało podejrzliwego dystansu do ciała i całej dziedziny erotyki - dystansu, jakiego nie znają w takiej mierze ani Stary, ani Nowy Testament. Kiedy jednak weszło w świat germański, traktujący równie otwarcie, co poważnie ludzką płciowość, pasterze Kościoła uczynili ze współżycia mężczyzny i kobiety warunek sine qua non zaistnienia małżeństwa. Tego typu zmian można by wskazać dziesiątki: podejście chrześcijan do wojny, stosunek do pieniądza i posiadania w ogóle (inny w gminach pierwotnych, inny w feudalnym świecie średniowiecznym, jeszcze inny dziś), kwestia społeczna itd. Nie dziwmy się zbyt łatwo oni owemu dialogowi Kościoła ze światem ani owym zmianom w łonie chrześcijaństwa. Dzieje ewangelizacji dokonują się bowiem między dwoma ekstremalnymi niebezpieczeństwami. Jednym jest bezmyślne otwarcie na świat, które może zaowocować co najwyżej jakąś formą dwuwiary czy synkretyzmu religijnego. Drugim jednak jest
programowe odrzucenie dialogu. To musi się skończyć wyobcowaniem i izolacją. Jest jeszcze trzecie zagrożenie: takie mianowicie, że w owym dialogu ze światem chrześcijaństwo przestanie być sobą; sięgnie po niewłaściwe sobie metody i sposoby myślenia. Wtedy przestanie zmieniać świat; zacznie mu szkodzić! To też jest refleksja jubileuszowa, związana z obchodem dwóch tysięcy lat chrześcijaństwa. Papież poprowadził ją w szczególny sposób podczas pamiętnej „Liturgii przebłagania” 12 marca 2000 r. Liturgia ta uświadamiała nam wszystkim, że w trakcie swych dziejów chrześcijanie nie zawsze służyli prawdzie; czasem nią manipulowali, owszem, narzucali siłą innym swoje jej rozumienie. Ponoszą też współodpowiedzialność za istniejące do dziś podziały między ludźmi, antysemityzm, gwałcenie praw człowieka i całych narodów, upośledzenie społeczne kobiet, petryfikowanie niesprawiedliwości.” Wyważone mądrze, odważne podobnie.

18:44, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
niedziela, 04 grudnia 2016
Przygarnianie

List do Rzymian 15,4-7
„To, co niegdyś zostało napisane, napisane zostało także dla naszego pouczenia, abyśmy dzięki cierpliwości i pociesze, jaką niosą Pisma, podtrzymywali nadzieję. A Bóg, który daje cierpliwość i pociechę, niech sprawi, abyście wzorem Chrystusa te same uczucia żywili do siebie i zgodnie jednymi ustami wielbili Boga i Ojca Pana naszego, Jezusa Chrystusa. Dlatego przygarniajcie siebie nawzajem, bo i Chrystus przygarnął was - ku chwale Boga.”
Zainteresowało mnie słowo „przygarnąć”. Ma je Tysiąclatka i Przekład Ekumeniczny 11 Kościołów, Wujek, Gdańska i Warszawska woleli natomiast „przyjmowanie”. Nasz Ekumeniczny Przekład Przyjaciół również, mnie jednak „przygarnięcie” bardziej się podoba, jest bardziej konkretne, obrazowe, lepiej jakąś serdeczność sugeruje, kojarząc sprawę z serdecznym gestem fizycznym. Przedtem jest mowa o nadziei, potrzebnej nam do życia duchowego jak woda do fizycznego, a podtrzymują nadzieję Pisma. Stary Testament można czytać, owszem, na ponuro, wyłapując obrazy Boga okrutnie karzącego, ale jest przecież tam także Miłosierny. Mamy Go w naszym stosunku do bliźnich naśladować, traktować tak jak On nas potraktował w Synu swoim. Można, co prawda, przygarnąć za mocno, nie chodzi oczywiście o wzięcie kogokolwiek w miłosną niewolę. Bóg nie niewoli nigdy, choć Jego niektórzy kościelni słudzy lubią traktować nas jak małe dzieci. Ale to także powoli mija.

10:56, jan.turnau
Link Komentarze (16) »
sobota, 03 grudnia 2016
Dawajcie darmo, a my damy ofiarnie

Ewangelia Mateusza 10,8
Czytamy dzisiaj o rozesłaniu apostołów. Lepiej – Dwunastu, bo apostołów było potem jeszcze trochę, oczywiście na czele z Szawłem (Saulem), co stał się Pawłem. Jezus dał im zadania takie: „Idźcie i głoście: bliskie już jest królestwo niebieskie. Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy. Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie”. Jednym słowem jakieś cudotwórstwo: dzisiejszym ewangelizatorom Bóg nie daje tylu charyzmatów. Ale zasada darmowości pozostaje w mocy. Oczywiście kontestowana nieraz praktycznie przez duchownych przedsiębiorców, którymi są polscy proboszczowie, bo też taki jest system finansowy, że cała kasa parafialna na ich głowie - ale akcentowana mocno przez papieża Franciszka, przedtem delikatniej przez Jana Pawła II i niejednego biskupa krajowego, na przykład Józefa Michalika. I oczywiście przez zwykły lud Boży, który jest, jak trzeba, ofiarny, ale zdzierstwem księżym brzydzi się potężnie.

20:04, jan.turnau
Link Komentarze (29) »
piątek, 02 grudnia 2016
Sława, czyli śmierć. „Ranczo”

Ewangelia Mateusza 9,30-31
„I otwarły się oczy ich. A Jezus przykazał im surowo mówiąc: „Baczcie, aby nikt się o tym nie dowiedział. A oni wyszedłszy, roznieśli wieść o Nim po całej tej ziemi” (EPP) Za sławą nie gonił, za tłumami, co Go otaczały, a uzdrawianie Go męczyło (Ewangelia Łukasza 8,46). No i domyślał się, czym to się skończy. Zapewne mógł tylko uzdrawiać, poza tym siedzieć (chodzić) cicho, elity religijnej nie krytykować - ale był przede wszystkim prorokiem. A takich odważnych mało która władza uwielbia. Oczywiście polityczna nie kocha ich również, ateistyczna takoż.
Teraz coś o tym, co było w telewizji. Wszystko się kończy, „Ranczo” też okazało się śmiertelne, obejrzeliśmy w niedzielę odcinek definitywnie ostatni. Oczywiście jednak będzie miało bardzo długi żywot pośmiertny, dalej w powtórkach ekranowych i w dobrej ludzkiej pamięci.
Sam jednak nie byłem bynajmniej widzem bezkrytycznym. W ogóle jakoś na starość sponurzałem potężnie, nie bardzo lubię komedie. Żona świadkiem, że i tutaj śmiałem się rzadko. Wolę humor bardziej subtelny, więcej psychologicznego prawdopodobieństwa. Prawdopodobnie zresztą patrzyłem na ekran telewizora okien felietonisty od tak zwanych spraw zasadniczych, oceniałem akcję pod kątem, powiem szczerze, wychowawczym. Nie brzydził mnie artystycznie żaden morał. A – wbrew opinii większości jurorów kościelnej nagrody „Totus medialny ”, którzy dali serialowi tylko nominację – było ich, owych morałów, w scenariuszu Roberta Bruttera sporo. Ot, choćby wybór małżeński Lucy, która zakochała się w przegranym życiowo Kusym, niebłyszczącym przecież żadnymi męskimi walorami poza tymi ukrytymi najgłębiej.
„Ranczo” było mojego zawodowego tematu kościelnego pełne – podejmowanego bardzo mądrze. Krytycznie, ale nie antyklerykalnie. Proboszcz, potem już biskup pomocniczy, awansuje słusznie, bo rozsądnieje z odcinka na odcinek. Wyzbywa się z wolna tradycyjnych kościelnych odruchów moralnych. Kiedy któraś miejscowa dziewczyna spodziewa się dziecka zgoła nieślubnego, idzie do jej rodziców, by bronić ją przed odrzuceniem, i potem w tym samym chrześcijańskim duchu (Świętym!) przestrzega parafian na ambonie.
Owszem, może to i publicystyka, może za bardzo przypominająca poglądy niektórych autorów katolickich, choć przecież przede wszystkim papieża Franciszka. Może też wyjaśnienie księdza wikarego, że Unia Europejska jest OK, ma w herbie 12 gwiazd, bo ma je pod stopami Niewiasta z Księgi Apokalipsy, to też „określona” propaganda. Przyznaję się, że też za to polubiłem wieczory niedzielne. Przede wszystkim jednak oczywiście dlatego, że autor scenariusza, reżyser, a nade wszystko genialni aktorzy opowiadali nam tak długo uroczą dobranockę. Dorosłym też potrzeba czasem trochę bajki, kiedy otaczająca rzeczywistość skrzeczy im nieustannie.

21:24, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
Archiwum