Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
niedziela, 26 sierpnia 2018
Jezus nie chciał pomóc? Kaznodzieje, wierni wasi nie są głusi!

Ewangelia Jana 1,45-51
Scena z wesela. Zabrakło wina, matka Jezusa prosi Go wspomożenie cudowne. Ale On, choć tak chętny do pomocy potrzebującym, opiera się. Mówi wręcz, że to nie ich dwojga sprawa. Odpowiedź zadziwiająca: „Jeszcze nie nadeszła godzina moja”. Oraz tłumaczenie: „Jeszcze nie nadeszła godzina moja”. Otóż to znaczy, że najpierw, owszem, sława, niemniej taka, co sprowokuje żydowskie elity i władzę rzymską do pozbycia się rozrabiacza. Wiedział, co Go czeka nieodwołalnie. Ale był oczywiście odważny i napoju jeszcze lepszego biesiadnikom dostarczył. A ja wracam do kazań. Każdy odpowiedzialny duszpasterz powinien wytłumaczyć wiernym tę ewangelijną dziwność, pytania prowokującą. Chyba że założy, iż siedzieli znudzeni na uszach swoich i myśleli o migdałach niebieskich, nie niebiańskich raczej.
Załączam felieton napisany dla „Magazynu Świątecznego” „Gazety Wyborczej”, chociaż na temat inny trochę.
Głośne myślenie. Wrogiem Kościoła bywa on sam. Jonasz
Był w „Tygodniku Powszechnym” (8 lipca) artykuł Piotra Sikory, zatytułowany „Polska niekatolicka” i z tezą główną socjoreligijną. Otóż nasze społeczeństwo sekularyzuje się najszybciej ze wszystkich krajów świata. Nasza żywa religijność to tylko pozór. Religia jest raczej powinnością, obowiązkami, a nie rozwojem, życiowym celem. Polega znacznie mniej niż gdzie indziej na zaangażowaniu osobistym, modlitwie własnej, lekturze Biblii. Dzieci wdraża się do udziału w nabożeństwach (osławione kartki ze spowiedzi), a te celebrowane są w sposób, który nie pozwala odkryć ich głębokiego sensu. Przypomniał mi się tamten tekst, gdy czytałem w „Tygodniku Lisickiego”, czyli „Do rzeczy”, jego rozmowę z podobnym mu poglądami kardynałem Gerhardem Müllerem. Byłym, bo Franciszek nie przedłużył mu urzędowania na drugą kadencję. Kardynał ma o to żal do papieża, nie powiedziano mu o powodach tej decyzji. Ale są według mnie oczywiste: ci dwaj dostojnicy kościelni mają zapatrywania całkiem różne. Kardynał wypowiada się obszernie, a bardzo krytycznie na temat prób dialogu z protestantyzmem czy muzułmanami, bagatelizowania zasadniczych różnic. Zdaje się zgadzać z Lisickim, że im bardziej jest Kościół liberalny i otwarty, tym szybciej przebiega proces destrukcji. Franciszek widzi natomiast zagrożenie raczej w samym Kościele. Niezwykle ostro krytykuje jego hierarchów. Można by chyba powiedzieć, że dla niego wrogowie Kościoła są raczej w nim samym. W ich, owszem, przystosowywaniu się do świata, ale w naśladowaniu go moralnym, w gonieniu za karierą. W wielkim kompromitowaniu Kościoła zbrodniami wobec nieletnich. Owszem, Müller nie jest wobec duchownych bynajmniej bezkrytyczny, też mówi, że tamto to okropność, ale - co prawda prowokowany pytaniami rozmówcy - zaczyna od wielkiego narzekania na wszelkie dialogowe zapędy.
Odnowa Kościoła to wielki problem. Nie twierdzę naturalnie, że zewnętrzna jego krytyka jest zawsze słuszna, że nie ma w niej zacietrzewienia, dużego braku obiektywizmu. Niemniej wciąż pytam, czy dosyć jest w jego obronie koniecznego samokrytycyzmu. Szczególnie w naszym polskim katolicyzmie, do którego kardynał Müller doskonale pasuje. Nic dziwnego,że jest do Polski zapraszany, a zaprasza się także przecież jeszcze ostrzejszego krytyka Franciszka, także z woli papieża już kurialnego emeryta, kardynała Raymonda Burkego. Nawet w sprawie seksualnego molestowania słychać u nas głosy sugerujące, że winien jest tutaj raczej demoralizujący wpływ laickiego świata, najczęściej pedofilami są homoseksualiści. Wygląda to tak, jakby sam Kościół właściwie nie był winien, „nakazowa” katecheza idzie dobrze, molestowanie to u nas problem niewielki. A co do Franciszka, to podejrzane jest, że chwalą go głównie niewątpliwi Kościoła wrogowie.

10:05, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
sobota, 25 sierpnia 2018
Tak zwany dzisiaj antyklerykalizm. Lektury religioznawcze bardzo cenne, film także!

Ewangelia Mateusza 23,1-12
„Wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą”. To jakby o księżach dzisiejszych. W nauczaniu papież Franciszka słychać podobne opinie nawet o biskupach, kardynałach, bo dzisiejszy biskup rzymski karci hierarchów bez dyplomacji zgoła. Klerykalizm, mentalność kastowa prawie. „Lubią zaszczytne miejsca na ucztach i pierwsze miejsca w synagogach”. Pogoń za zaszczytami, karierowiczostwo po prostu. „Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie” . No właśnie, ciągłe wzywa się nas do seksualnej ascezy, ale własne grzechy (zbrodnie - mówi Franciszek) ukrywa się, póki się da. W konfesjonałach, na ambonach trzeba koniecznie księżom bić się także we własne piersi. Moralista jest dopiero wtedy wiarygodny.
Lektury. Przeczytałem książkę niewielką, adresowaną do młodzieży, ale pożyteczną także dla mnie, staruszka niby to w tym temacie wykształconego, popularyzację znakomitą. Emerytowanego prymasa Kościoła episkopalnego Szkocji, Richarda Hollowaya, pod tytułem „Krótka historia religii” (tłumaczenie Sergiusza Lipnickiego, Wydawnictwo RM). Równie zwięzła, jak z werwą napisana, bardzo ciekawa prezentacja różnych religii, od najstarszej, hinduizmu zaczynając, na dzisiejszej, fundamentalistycznej kończąc. Zawsze krytycznie, bez propagandowego czy dyplomatycznego, apologijnego smrodku, podstawowe pytania o istnienie Boga, czy istnieje życie po śmierci. Na koniec też pytanie, czy religia jako taka przeżyje ateistyczny humanizm. Odpowiedź bez tromtadracji, że chyba jednak tak, w każdym razie pozostaje ona największym spektaklem duchowym na ziemi. No i zaproszenie do kupienia biletu (moje także, a jakże). O międzyreligijnym dialogu w książce prawie nic, może to jednak inny temat, w każdym razie skojarzył mi się tutaj  artykuł Piotra Sikory w ostatnim „Tygodniku Powszechnym” o niedawno ogłoszonym dokumencie teologicznym komisji anglikańsko-katolickiej. Jak dialogować, choć całkowite porozumienie nie jest możliwe? Ano niebezkrytycznie wobec własnej tradycji, z chęcią uczenia się od partnera, bo przecież jest czego. A wracając do podstawowego pytania religijnego, polecam w ostatniej „Polityce” rozmowę Janusza Wróblewskiego z autorem filmu o tak zwanych religijnych objawieniach prywatnych pod tytułem „Tajemnica objawienia”. Dzieło wchodzi właśnie do polskich kin. 
Reżyser francuski Xavier Giannoli opowiada o swoich przekonaniach religijnych bardzo ciekawie i sympatycznie. „Co do objawień - nie mogę powiedzieć, że jestem pewien, że się zdarzyły. Ale też nie twierdzę, że z całą pewnością ich nie było. Jak pan widzi - same wątpliwości, więc musiało się to jakoś przełożyć na film”. Oglądnijmy go przed tą lekturą albo po niej - w każdym ja obejrzę na pewno!

17:26, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
piątek, 24 sierpnia 2018
Bartłomiej, Natanael, pogarda

Ewangelia Jana 1,45-51
Dzisiaj dzień jednego z Dwunastu, apostoła Bartłomieja. U trzech pierwszych ewangelistów i w Dziejach Apostolskich znany tylko z tamtejszych list apostołów, u Jana jest jednak o nim wzmianka ważna, jeśli tylko utożsamiać go z uczniem Natanaelem, jak to czyni tradycja i większość biblistów. A w ewangelii czwartej usłyszawszy o Jezusie z Nazaretu pyta on sceptycznie, czy może być coś dobrego z takiej dziury. Podobna pogarda dla czegoś nieznacznego jest odruchem myślowym prawie każdego z nas, sam się też na tym łapię. Co duże i sławne, wydaje się lepsze. Koleżanka z „Gazety” mówiła mi, że wstydzi się pochodzenia z Łęczycy, miasteczka, które takie małe. Powiedziałem jej, że przecież to miejscowość sławna, znana z historii Polski! Gdyby tak Jezus nie był zwykłym cieślą z Nazaretu, tylko jakimś rabinem choćby z Kafarnaum, może nie oburzałby tak uczonych w Piśmie. Co wolno księciu, nie tobie, prosięciu... Prestiż pochodzenia, formalnego wykształcenia, czasem przynależności wyznaniowej. Forma zawsze, nie treść żadna.

14:35, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
czwartek, 23 sierpnia 2018
Scena groźna, gdy rozumiana dosłownie

Ewangelia Mateusza 22,11-14
„Gdy król wszedł, by zobaczyć biesiadników, ujrzał tam człowieka nieprzyodzianego w szaty weselne. I mówi mu: - Druhu, jak wszedłeś tu nie mając szaty weselnej? A on milczał. Wówczas król rzekł sługom: - Związawszy mu nogi i ręce, wyrzućcie go w ciemność zewnętrzną. Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Wielu bowiem jest powołanych, ale mało wybranych” .
Jakaś scena potworna. Nie chodzi naturalnie o elegancki strój wizytowy, jak zrozumiałem jako dziecko, nawet sama ta kara przeraża. Co prawda, słyszałem także wyjaśnianie biblistów, że nie chodzi tutaj o żadne piekło wieczne, jedynie o ciemność nocną (uczty bywały nie za dnia) poza lokalem. Niemniej groźna jest w końcu puenta. Wybranych mało? Poznanianka wyjaśnia, że chodzi tu chyba w ogóle o wszystkich zaproszonych na ucztę, z których wielu nie przyszło. Tak czy inaczej jednak, jak to się ma do zapewnienia Jezusa, że w niebie jest mieszkań wiele (Ewangelia Jana 14,2)? Sprzeczności w Piśmie Świętym? Myślę, że nie są to stwierdzenia „arytmetyczno-eschatologiczne” U Jana słowa do uczniów uspokajające, tu u Mateusza skierowana do tłumów przestroga przed zbytnim spokojem w tejże sprawie najważniejszej.
PS. Cytowałem Ekumeniczny Przekład Przyjaciół. Zwyciężył u nas pomysł chyba arcybiskupa Jeremiasza, żeby był ten „druh” (u Mateusza także w scenie aresztowania, 26, 50) nie był „przyjacielem”, jak w Tysiąclatce, Poznaniance, Warszawiance, Ekumenicznej 11 Kościołów. Choć to brzmi może zbyt harcersko, ale „przyjaciel” z kolei też dziwnie, choć tak się mówi również dzisiaj nieco ironicznie. Muszę jeszcze dodać westchnienie, kiedy nadejdzie wreszcie u nas kaznodziejski obyczaj powszechny wyjaśniania tekstu właśnie przeczytanego. Nie same morały średniej świeżości. Biblia nie zawsze jest zrozumiała, a nie wszyscy wierni odmawiają zamiast uważnego słuchania różaniec. Oj, ten nasz Kościół nadwiślański...

14:36, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
środa, 22 sierpnia 2018
Wiara ostatnich najszczersza

Ewangelia Mateusza 20,1-16
Przypowieść o wynagradzaniu za pracę. Egzegeza dosłowna oczywiście nie ma sensu, nie chodzi o jakieś rozważania, czy pracodawca ma prawo płacić każdemu ile chce, tyle samo niezależnie od długości pracy, od tego, ile ktoś się narobił. Tutaj sprawa podobnej sprawiedliwości nie ma nic do rzeczy. Tu chodzi nie o ekonomię, ale wiarę. Ci ostatni to tacy, co przeżyli z czasem religijne nawrócenie, nie tamci, co byli w Kościele od urodzenia. Dla konwertytów wiara nie wynika z rutyny, jest świeża, traktowana najbardziej serio. Owszem, jest nieraz trochę bezkrytyczna, naiwna, ale wcale nie zawsze. Myślę o Joasi Święcickiej z rodziny komunistycznej , kompletnie ateistycznej, na przykład ona świeci mi przykładem wiary bardzo autentycznej, sprawdzającej się w miłości bliźniego bardzo konkretnej.

13:07, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 21 sierpnia 2018
Niewidomi właściwie jesteśmy. Widzieć wrogów Kościoła także w nim samym

Ewangelia Mateusza 19,30
„I wielu pierwszych będzie ostatnimi, a ostatnich pierwszymi.”
Ten niemal refren ewangelijny zacytowałem tym razem według naszego przekładu przyjacielskiego, nie Tysiąclatki, żeby było czasem inaczej, choć akurat tutaj jest prawie tak samo. Dobra jest czasem jakaś odmiana. Pozwolę sobie także na inną, znacznie ważniejszą. Otóż tę złotą myśl ewangelijną można uznać za ogólniejszą. Tutaj chodzi konkretnie o zmienność naszego losu w tym sensie, że wyrzeczenie się jakiegoś szczęścia może nam się jakoś „opłacić”: brak sukcesu „ziemskiego” okaże się o wiele większym w życiu przyszłym. Albowiem ”każdy, który zostawi domy lub braci, lub siostry, lub ojca lub matkę, lub dzieci, lub pola dla imienia mego, stokroć więcej otrzyma i życie wieczne odziedziczy”. Próbowałem wczoraj wyrazić tę myśl ogólniej, tak aby mieściła w niej się także etyka laicka, pozareligijna, dzisiaj napiszę o tym, jakim wiara religijna może być pocieszeniem, gdy zdaje nam się, że stało się nieszczęście albo tylko, że postąpiliśmy głupio. To drugie uspokojenie zsyła na mnie Bóg, ukazując postępek mój jako jednak roztropny. Ale ów ewangelijny logion przypomina mi inną myśl złocistą, radę z literatury staropolskiej : „W każdej rzeczy końca patrzaj”. Tylko że właśnie jednak do zobaczenia owego końca na ogół niezdolni jesteśmy, pomijając naturalnie jasnowidzów, a są przecież autentyczni. Przeszłość jest przed nami zakryta zasadniczo, to naszej człowieczej doli wyznacznik nieunikniony. Można powtarzać coś też na swój sposób mało odkrywczego, jak tamto stwierdzenie stanu rzeczy, choć jak każda praktyka to niełatwe: nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe, i tyle. Mnie chodzi natomiast nie o etykę, ale praktyczne działanie etycznie neutralne. O to, że składnikiem naszej niedoli, na który nie ma rady, jest ryzyko. Żadna tu roztropność nie pomoże.
Moja dzisiejsza lektura ważna: w „Tygodniku Lisickiego”, czyli „Do rzeczy”. 
Myślowy mistrz polskiej prawicy, Kościoła niewątpliwy znawca rozmawia obszernie z wybitnym teologiem podobnego ducha, kardynałem Gerhardem Müllerem, byłym szefem doktrynalnym Kościoła rzymskokatolickiego. Byłym, bo papież Franciszek nie przedłużył mu urzędowania na drugą kadencję. W rozmowie jest także o żalu kardynała do papieża z tego powodu, ale w ogóle o tych dwóch kościelnych dostojnikach. Widać jasno jak na dłoni, że różni ich rzecz zasadnicza. Ujmę ją tak: ubywanie Kościołowi wiernych ma jako przyczynę zasadniczą złą strategię duszpasterską, polegającą na zbytnim dogadywaniu się ze światem laickim, protestantyzację itp. czy też na czymś w istocie wręcz przeciwnym. Czyli na niezachowywaniu powszechnych zasad moralnych. W Irlandii chodziło o molestowanie nieletnich, gdzie indziej o co innego, ale ta na przykład sprawa, którą również kardynał Müller uważa za moralny skandal, bywa przyczyną potężną. 
Mówiąc inaczej, chodzi o wizerunek Kościoła. Jego krytycy święci nie są ani też bardzo bezstronni, ale jak powiedział jakoś tak przerażony tym grzechem śmiertelnym papież Benedykt XVI, Kościół musi spojrzeć na siebie bardzo samokrytycznie. Wrogów ma nie tylko na zewnątrz.

16:04, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 20 sierpnia 2018
Skarb we własnym sumieniu

Ewangelia Mateusza 19,16-22
Cóż czynić mamy, aby otrzymać życie wieczne? Jezus mówi najpierw o przykazaniach dekalogu i miłości bliźniego, ale kiedy młodzieniec zapewnia, że tego wszystkiego przestrzega, pyta, czego mu zatem brakuje, Mistrz odpowiada: „Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj, co posiadasz, i daj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za mną”. Młodzieniec zmarkotniał, bo majątek miał duży. Do rozmaitych wartości „ziemskich” przywiązujemy się mocno, nie stać nas na ich zlekceważenie. Radują nie tylko dobra materialne, „mamona”, trochę luksusu, także przecież sława celebrycka na przykład. To, co jednak najważniejsze, to ów skarb w niebie. Konto w tamtym banku to zupełny pewniak. Niezależnie od wiary lub niewiary w życie pozaziemskie można po prostu rozejrzeć po ludziach: zauważyć cudzą niedolę oraz tych, co starają się dzielnie zmniejszać ją choć trochę działaniem przeróżnym. Pójście ich śladem to tak czy inaczej owo chodzenie za Nim. Nagrodą jest wtedy radość z cudzej radości, ale i nasz uzyskany w ten sposób komfort psychiczny, Spokój wrażliwego sumienia.

14:25, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
niedziela, 19 sierpnia 2018
Chleb i wino to Chrystus pośród nas

Księga Przysłów 9,1-6
Ewangelia Jana 6,51-58
Wraca temat eucharystyczny. W Księdze Przysłów czytamy zaproszenie Mądrości, w Biblii jest nią częściej Duch Święty, lecz przynajmniej raz Jezus: „Chodźcie, nasyćcie się moim chlebem, pijcie wino, które zmieszałam”, a w Ewangelii Jana Jezus zapowiada Eucharystię: „Amen, amen, mówię wam: jeślibyście nie spożywali ciała Syna Człowieczego i nie pili jego krwi, nie będziecie mieli życia w sobie”. Powtarzam: trzeba przede wszystkim zrozumieć, że dla starożytnych (ale i dzisiejszych wierzących religijnie) Żydów chleb i wino to był podstawowy posiłek rodzinny. Nie jakiś inny alkohol, nie herbata ani kawa, ale ten napój z winogron, rośliny tam równie ważnej, jak pszenica czy jęczmień. Posiłek łączący, tworzący wspólnotę. Otóż Jezus ustanawia sakrament życiodajny duchowo, wspólny pokarm, którym jest On sam. Ciało i krew to w języku hebrajskim po prostu cały człowiek. Mówi się już dzisiaj na szczęście, że dawne scholastyczne dyskusje na temat tego, czy Jego obecność pod tymi postaciami jest tylko po prostu symboliczna (Zwingli), jedynie duchowa (Kalwin), jednak jakoś realna według Lutra (choć nie materialna, jak tłumaczył wielki francuski teolog dzisiejszy, z czasem kardynał Yves Congar ). Owa przemiana nie była według doktora Marcina transsubstancjacją (termin rzymskokatolicki), jej wynikiem nie jest konsubstancjacja, raczej kompanacja: panis to po łacinie chleb, owszem, to jest chleb, ale i Jego ciało. Otóż to są dyskusje, które zwykłych wiernych niewiele obchodzą: ważne jest, że w tym sakramencie szczególnym spotykamy się rzeczywiście z Nim samym. Pomaga nam w naszym duchowym rozwoju, nie jest nagrodą za dobre życie, ale pomocą, by się ulepszało.

09:40, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
sobota, 18 sierpnia 2018
Pochwała myślowego dziecięctwa

Ewangelia Mateusza 19,13-15
„Dopuśćcie dzieci i nie przeszkadzajcie im przyjść do mnie; do takich bowiem należy królestwo niebieskie”. Walory dziecięctwa: przede wszystkim urocza niedyplomatyczność. Z czasem nauczą się używać tak zwanych ogródek, uprzejmości formalnej: często jest potem niezbędna, ale naiwność pierwotna niech trwa bardzo długo. Zabawna, owszem, dorosłemu nie przystoi, ale za wcześnie stracona pozbawia dziecko nie tylko dziecięctwa, w ogóle dzieciństwa, a to wielka krzywda. I jeszcze myśl chrystologiczna: Jezus wyprzedził tutaj współczesną pedagogikę i pedagogię. Tę, która głosi, że dzieci się nie bije. Bo w naszej przemocy rodzicielskiej nie moc duchowa, słabość przecież. Na koniec myśl samokrytyczna: do ojcostwa trzeba dojrzeć. Mnie z tym zeszło zbyt długo, podziwiam młodych ojców dzisiejszych, dla których ich dziatwa to szczęście wielkie, nie przeszkoda w ich innej pracy.

08:48, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
piątek, 17 sierpnia 2018
Rozwodnicy nie LGTB

Ewangelia Mateusza 19,3-12
To perykopa o nierozerwalności małżeństwa, owszem, podstawa do zakazu rozwodów, ale nie do całej katolickiej etyki seksualnej. Bóg stworzył nas jako te dwie płci, mężczyzna i kobieta pobrawszy się mają być jednym ciałem, co Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela Te słowa przytacza Jezus z Księgi Rodzaju, adhortacja papieża Franciszka „Amoris laetitia”otworzyła dyskusję interpretacyjną, może nie doktrynalną, jedynie duszpasterską, ale na ten konkretny temat, nie na temat homoseksualizmu. Biblia wypowiada się na ten temat wyraźnie albo raczej jednak na inny, ale przecież nie tutaj, to temat osobny. Co zaznaczam, bo i taka pada argumentacja.

14:31, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 sierpnia 2018
Bóg nam przebacza, a my bliźniemu?

Ewangelia Mateusza 18, 21-19,1
Zapytał Go Piotr, ile razy ma przebaczać: czy aż kolejno siedem? Tak bowiem uczyli rabini. Jezus mu odpowiedział, że o wiele częściej, aż razy siedemdziesiąt siedem. Czyli po prostu zawsze. I powiedział przypowieść o wierzycielu, który był wobec swego dłużnika bezlitosny, choć przedtem król darował mu dług kolosalny. Morał oczywisty, a ja sobie myślę, że teraz, gdy papież Franciszek miłosierdzie Boże tak mocno wciąż akcentuje, może będziemy trochę bardziej „przebaczalscy”. Może sumienia ruszą nam cokolwiek.

13:36, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
środa, 15 sierpnia 2018
Błogosławiona, ale i szczęśliwa

Ewangelia Łukasza 1,39-56
Dzisiaj uroczystość katolicka maryjna wielka: Wniebowzięcie. Literalnych podstaw w Biblii niewątpliwie nie ma, niemniej warto pomyśleć nad dzisiejszym Łukaszowym, poleconym w rytuale mszy w sam dzień, jest też wcześniej bowiem, jak w duże święta, liturgia wigilijna. Matka Jezusa pozdrowiona została przez swoją krewną Eżbietę słowami, które ją wyróżniają: „Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc twojego łona”. Wyróżniona została bardzo, ponieważ zaraz potem witająca nazywa dziewczynę z Nazaretu matką jej Pana, a przecież chodzi jej o kogoś zupełnie niezwykłego. Co nie oznacza być może wyraźnego uznania Jezusa za Syna Bożego, w każdym razie Jego matka zostaje jakby trochę zrównana z kimś religijnie wielkim. To, że zostaje „wzięta do nieba”, nie oznacza z kolei jakiejś jakby przestrzennej „lokalizacji”. Ogłaszając ten dogmat, żeby takie wyobrażenie wykluczyć, papież Pius XII użył wyrażenia „do chwały niebieskiej”. Powiedział poza tym , że została tam wzięta „z ciałem i duszą”. Czyli nie sama jej „dusza”, błąkająca się potem w przestworach niebieskich do końca tego świata. Aż Chrystus (Mesjasz) przyjdzie, by dzieła zbawienia dokończyć. Otóż człowiek jest duszy i ciała jednością, a TAM czasu naszego nie ma, dusza na połączenie z ciałem nie czeka. Problem szeroki i skomplikowany, poglądy teologiczne dzisiaj różne. Nie chcę wciskać niczego własnego w poglądy tamtego papieża, dopisuję tylko to, co wiem o dyskusjach teologicznych dzisiejszych. No i na koniec trochę informacji biblistycznych. Przypominam, że odpowiednikiem naszego słowa „błogosławiony” jest, owszem, w oryginale greckim eulogemenos (kiedy indziej eulogetos) i podobnie Maryję nazywa tutaj Elżbieta. Gdy jednak matka Chrystusa mówi sama o sobie, to jest to w oryginale dosłownie, i tak przetłumaczyliśmy w naszym EPP, że wszystkie pokolenia zwać ją będą szczęśliwą: pada tam termin makaria. Wspomnę, że jeden z poprzednich biskupów cypryjskiej Nikozji, z czasem też prezydent tej greckiej części wyspy, nosił owo imię szczęśliwość oznaczające, nie wiem jednak, czy uważał, że słusznie, władzę także państwową dzierżąc w sytuacji ostrego konfliktu z Turcją. W każdym razie Maryja jest na pewno szczęśliwa będąc obok swego Syna w świętej Bożej Trójcy.
Tak wielka rola matki Chrystusa nie mieści się w doktrynie wyznaniowej protestanckiej, nawet i luterańskiej, choć doktor Marcin hymnowi „Magnificat” poświęcił osobne dziełko. Ale przecież nie tylko katolicy myślą i wierzą podobnie, biskupi prawosławni noszą nawet jej znak na piersiach zamiast krzyża. W chrześcijaństwie kiedyś jeszcze bardziej zjednoczonym niż teraz (bo dogadaliśmy się już w niejednym) będą może możliwe dwie jednak różne mariologie. Póki co, zajrzyjmy do „Tygodnika Powszechnego”, gdzie na dzisiaj kilka tekstów bardzo ciekawych: historyczny, teologiczny i o naszych codziennych wniebowzięcia stanach.

20:17, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
niedziela, 12 sierpnia 2018
Bądźcie dla siebie dobrzy

 List do Efezjan 4,30-32. Ksiądz Jan Salamucha

W tym fragmencie tekstu Pawła, raczej jego ucznia któregoś, mamy swoistą syntezę etyki chrześcijańskiej. Najpierw przykazanie radości: „Nie zasmucajcie Ducha Świętego, którym zostaliście opieczętowani na dzień odkupienia”. Język tekstu zaskakuje, duch każdy do stemplowania według nas się nie nadaje, jednak Biblia jest w doborze metafor bardzo swobodna, domyślamy się zaś, że mamy się poddać Pocieszycielowi i nie zasmucać Jego z kolei tego, czego szczególnie strzeże, czyli rozbijaniem jedności religijnej wspólnoty: ”Niech zniknie wśród was wszelka gorycz, uniesienie, gniew, wrzaskliwość, znieważanie wraz z wszelką złością. Bądźcie dla siebie dobrzy i miłosierni. Przebaczajcie sobie, jak i Bóg wam przebaczył w Chrystusie”. Nie komentuję, rzecz tylko w odpowiedniej praktyce. Minęła wczoraj kolejna rocznica śmierci niewątpliwie męczeńskiej wybitnego uczonego i kapłana, który przykładem nam jest wspaniałym. Napisałem o o nim do „Magazynu Świątecznego” tak oto.
Głośne myślenie
Dwa dowody na istnienie Boga
Jonasz
Jedenasty dzień Powstania. Kończy się obrona „Reduty Wawelskiej”, ostatniego punktu oporu na Ochocie. Powstańcy przechodzą kanałami do Śródmieścia, kapelan Jan Salamucha zostaje z rannymi. Wraz z nimi zabiją go żołdacy rosyjscy kolaborujący z Niemcami. Miał dopiero 41 lat, a już był uniwersyteckim profesorem filozofii, wybitnym logikiem ze szkoły lwowsko-warszawskiej. Duchowna przynależność bynajmniej nie ułatwiała mu naukowej kariery, ponieważ - to jego określenie własne - miał zawsze „myśl dociekliwie napiętą”. Nawet pewnie za bardzo, jak na temat, który sobie wybrał. Postanowił zmodernizować podstawową filozofię chrześcijańską przez przełożenie tamtejszego dowodu na istnienie Boga na język logiki matematycznej. Teraz to brzmi anachronicznie, bo w powietrzu myśl filozoficzna od matematyki zupełnie różna, do poezji już raczej podobna, egzystencjalizm, też fenomenologia, ale wtedy obowiązywał tomizm i to w wersji „paleo”, nie nachylony jeszcze do tamtych kierunków. A to była świętość myślowa, więc Salamucha, magister rzymskiego Gregorianum, ma w ojczyźnie kłopoty z habilitacją. Opory z profesorami, ale też z warszawskim kardynałem Aleksandrem Kakowskim. Stos mu nie grozi, niemniej przeżywa wielkie załamanie psychiczne, wręcz próbę samobójczą. Bo dokucza mu potężnie także proboszcz w parafii warszawskiej. Udaje mu się jednak przeżyć. Nawet osiągnąć profesurę krakowską.
Do wojny polsko-bolszewickiej zgłasza się na ochotnika w roli sanitariusza jeszcze jako kleryk. Do obrony Warszawy w roku 1939 jako kapelan, dostaje Krzyż Walecznych. Do obozu hitlerowskiego w Sachsenhaausen jedzie wraz z innymi profesorami UJ. Oczywiście kapelanuje też powstańcom warszawskim.
Napisano o nim sporo, ale widać za mało, bo beatyfikowany dotąd nie został. A słusznie napisano o nim, że dał dowody na tamto istnienie dwa: ze słów i z życia. Trzeba chyba błysnąć patosem i powiedzieć, że był wielki podwójnie. Nie chwalmy się tylko ojcem Kolbe. PS. Polecam bardzo opowieść o Salamusze autorstwa Stanisława Zasady w książce o tamtych kapelanach „Duch 44. Siła ponad słabością” (WAM).

08:08, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
piątek, 10 sierpnia 2018
Szukamy Boga wszyscy

Psalm 9,1O-11
Schronienie w Panu znajdzie uciśniony,
ucieczkę w czasie utrapienia
Ufają w Tobie znający Twe imię,
bo nie opuszczasz, Panie,
tych, co Cię szukają.”
Otwartość myślowa i duchowa cuda czyni: bardzo długie wieki ludzi imię Jego znających i tych, co Go szukają, widzieliśmy tylko wśród tych, co formalną przynależność do wspólnoty wiary rzymskiej ochoczo deklarują. Reszta to byli heretycy różni, niedowiarkowie oraz ateiści wielorako wstrętni. Wszystko jednak na szczęście płynie, przypłynęło Boże oświecenie. Zrozumieliśmy, że czyny ważniejsze niż słowa, niektórzy z tamtych imię Jego znają, choć w istnienie wątpią, szukają Go pracowicie. Chrześcijanie anonimowi, wierzący implicite. Wszyscyśmy szukający po trosze.

08:00, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
Etyki chrześcijańskiej paradoks

Ewangelia Jana 12,24-26

Amen, amen, mówię wam: jeśli ziarno pszenicy nie obumrze, samo pozostaje; jeśli zaś umrze, wielki plon przynosi. Kto miłuje życie swoje, traci je; a kto nienawidzi życia swego na tym świecie, na życie wieczne je zachowuje. Jeśli ktoś chciałby mi służyć, niech idzie za mną. I tam, gdzie ja JESTEM, będzie i sługa mój; jeśli ktoś będzie mi służył, uczci go Ojciec.” Słowa te podaję w wersji Ekumenicznego Przekładu Przyjaciół, gdzie też mamy owo „jestem” pisane wersalikami, bo to czasownik szczególny. Pochodzący z Księgi Wyjścia, z tamtego opisu spotkania Mojżesza z JAHWE, szczególność Bożego istnienia akcentujący. Nasze człowiecze różne od tamtego absolutnego, a Jezus przedstawia naszej ziemskiej doli swoistą paradoksalność. Rzeczywistość w ogóle raczej paradoksem stoi, a etyka chrześcijańska osobliwie. Kto się bowiem wywyższa ...

08:00, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
czwartek, 09 sierpnia 2018
Panna roztropna bardzo, po prostu święta

 Ewangelia Mateusza 25,1-13 albo 16,27-34

Dzisiaj kalendarzowy dzień liturgiczny świętej współczesnej bardzo ciekawej. Wrocławianki Edyty Stein, konwertytki z judaizmu, skądinąd wybitnej filozofki, fenomenolożki. Słabo zresztą związana z religią rodzinną, zmieniła ją na pochodzącą od tamtej, chrześcijańską. Tak bardzo, że została wręcz zakonnicą, wstąpiła do karmelitanek, stała się Teresą Benedyktą od Krzyża. O krzyżu myślała dużo wcześniej, pewnie przewidując swój ziemski los Żydówki. Kościół mój przeznaczył na dzisiaj obok przypowieści o dziesięciu pannach roztropności różnej także perykopę wcześniejszą z Chrystusową radą: „Jeśli ktoś chce pójść za mną, niech weźmie krzyż swój”. Wzięła go razem ze swoim narodem.

17:45, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
wtorek, 07 sierpnia 2018
Prawo czy On sam

Ewangelia Mateusza 14,22-36
Opowieść o tym, Jak Piotr szedł po wodzie nie tonąc, póki się nie przestraszył wiatru. Trzeba się zdobyć na odwagę zaufania całkowitego. Na tym polega wiara, na tym moralność, żeby się trzymać Jezusa, nie przykazań, nie prawa jakiegokolwiek. Powiedział to zresztą niedawno Franciszek w niedzielę i to jest dzisiaj akcentowane mocno. Chrześcijaństwo nie jest religią Dekalogu ani nawet Błogosławieństw: jest religią wiary w Niego. Trudno ten chrystologiczny personalizm zrozumieć nam, uformowanym tradycyjnie, bardzo jurydycznie.

17:41, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
niedziela, 05 sierpnia 2018
Wariacje na temat chleba. Był papież Hamletem nazwany

Księga Wyjścia 16,2-4.12-15
Psalm 78,3-4bc.23-25.54
Ewangelia Jana 6,24-35
Czas żniw, więc teksty o ich owocu, chlebie. Ze Starego Testamentu o mannie (i przepiórkach), z psalmu wspomnienie tego samego, a Ewangelia Jana o chlebie także niebieskim, czyli eucharystii. Nie tylko ciało musi mieć stałą pomoc rekonstruującą, także element duchowy osoby, tak zwana dusza. Duch jak brzuch.... Trzeba zatem sakrament komunii traktować w ten właśnie sposób, nie jako nagrodę za życie cnotliwe, ale wsparcie w dążeniu do szczęścia w Chrystusie. Im częstsze, tym lepsze. A co do wyboru materialnej postaci tego duchowego pokarmu, została ona wybrana, tak jakby cała ludzkość była „chlebożerna”, choć w Azji podstawowy pokarm to ryż. Mają zatem teologowie, specjaliści od formułowania doktryny problem jakiegoś w tej mierze pluralizmu, bardziej wyraźnej
inkulturacji Ewangelii. Za bardzo odważnego papieża Franciszka są może oni mniej związani odwieczną jednak w tym przypadku liturgiczną tradycją. Ciekawe, jak postąpi mój Kościół, a wiąże go dzisiaj bardzo mocno ekumeniczny dialog: nie można tutaj nic zrobić na własną głowę i rękę, nie uzgadniając tego z protestantami, prawosławnymi. Póki co, polecam lekturę na jeden wieczór. Najnowszy „Tygodnik Powszechny”: osobliwie znakomity tekst o Pawle VI, najpierw arcybiskupie Montinim. Napisany literacko pięknie
literacko oraz po prostu mądrze: bez apologii, ale i polemicznej zaciekłości. Miał papież albo nie miał racji odrzucając antykoncepcję (mija 50-ta rocznica ogłoszenia encyklilki „Humanae vitae”), ale w niejednym, także co do życia małżeńskiego, był niewątpliwym nowatorem No i człowiekiem głębokiego namysłu, wielkiego poczucia odpowiedzialności. Sam nazywał się
Hamletem, zanim Jan XXIII określił go tak bez eklezjalnej atencji. Potrzebni są ludzie
decyzyjni tak albo trochę inaczej.

10:07, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
sobota, 04 sierpnia 2018
Prorokowi jako defetyście biada, biada...

Księga Jeremiasza 26,11-16.24
Kapłani i prorocy zwrócili się do przywódców i do całego ludu tymi słowami: - Człowiek ten zasługuje na wyrok śmierci, gdyż prorokował przeciw temu miastu, jak to słyszeliście na własne uszy”.
Sprawa stara jak cała ludzkość może. Są wspólnoty rozwinięte w instytucje, a w nich jednostki myślące samodzielnie, krytyczne wobec zachowania bliźnich, społeczności całej. Prorocy. Byli w Izraelu tacy, co podlizywali się władzy i ogółowi rodaków przepowiadaniem
przyszłości świetlanej, ale również paru innych, co grzmieli krytycznie wobec zachowań teraźniejszości, opisując zatem przyszłość w czarnych kolorach. Prorok wielki Jeremiasz o mało nie został skrócony o głowę niesłusznie myślącą. I dzisiaj historia toczy się po drogach podobnych. W Kościołach stosów już nie ma, ale są w państwach pozaeuropejskich i tam wychylającym się biada. Ortodoksja polityczna jest twarda: byczo było (przeszłość jest według patrioty bezbłędna), jest i będzie!

09:09, jan.turnau
Link Komentarze (13) »
piątek, 03 sierpnia 2018
Znalazł się taki mądrala...

Ewangelia Mateusza 13,54-57
Skąd u niego ta mądrość i nadziemskie moce? Czyż to nie jest syn cieśli? Czyż jego matka nie nazywa się Maryja, a jego bracia Jakub i Józef, i Juda? I czyż wszystkie jego siostry nie żyją wśród nas? Skądże więc u niego to wszystko się bierze? I gorszyli się nim. A Jezus im odpowiedział: - Tylko w swojej ojczyźnie i swoim domu prorok nie ma uznania.”
Najpierw informacja translatorska, że to znowu przekład Biblii Poznańskiej. Tyle że poprawiłem go pisząc odnoszące się do Jezusa zaimki jednak małą literą: przecież to mówią właśnie ludzie nie uważający Go za Syna Bożego. Przecież o tym jest właśnie ta perykopa! Może wpadłem w „hiperortografizm”, inaczej wszak postąpił nawet mój także własny EPP, ale lubię być czasem sobą. Wracając do osoby Jezusa z Nazaretu, napisałem kiedyś, że Jego rodacy kwestionowali Jego nadzwyczajność w gruncie rzeczy z zazdrości: przecież znamy go od dziecka, facet zwyczajny, tacy, jak my. Nie żaden znawca Pisma, prosty cieśla i tyle - a mądrzy się teraz niemożliwie. Ale tymczasem przyszło mi do głowy jeszcze coś takiego.
Nazaretanie byli poza tym mimo całej swojej religijności, czyli światopogłądowego „supernaturalizmu”, nieskłonni odruchowo do uznania, że coś jest nie takie, jak wszystko wokół. Może jednak chciałbym uprawiać jakiś absurdalny ahistoryzm: podejrzewać
osobników sprzed dwudziestu wieków o to, że myśleli jak dzisiejszy Kowalscy. Oni tylko, co gorsza, zazdrościli bliżniemu, jak syn człowieczy niejeden.

15:20, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
czwartek, 02 sierpnia 2018
Sprawa nazbyt ciężka: ratunkiem jednak Bóg

Psalm 146,3
Nie pokładajcie waszej ufności w książętach,
w synu człowieczym, który ocalić nie zdoła.”
Przekład dla wakacyjnej odmiany Poznanianki, nie Tysiąclatki. Oto tu założenie każdej wiary religijnej fundamentalne: rzeczywistość widzialna z ludzką na czele to zgoła nie wszystko. Sama się nie tłumaczy, jest jakoś dziwnie przemyślana , jej bogactwo od kamienia przez bakterię do gatunku homo sapiens wygląda na jakiś wielki plan rozwoju, owo wzrastanie przez wewnętrzne komplikowanie bytów. Ale to jeszcze nie cały problem. Z tym dużo łatwiej sobie poradzić jakąś filozofią ateistyczną, uznaniem, że sama „natura” jest jakoś rozumna, obejdzie się (obędzie? tak jest etymologiczne chyba poprawniej) bez „metafizyki”. Natura owa jest, co prawda, wciąż słabo poznana, ale żadnego innego dna nie kryje. Otóż może i jest tak, ale na tym nie kończy się ludzka zagadka. Niestety zgoła nieprosty jest poza tym los syna człowieczego, może i rządzi nim bogini Fortuna ślepa, ale to jest odpowiedź ponura w swojej prostocie. Chcielibyśmy w tym wszystkim jakiegoś Rozumu, Sensu. Pociechy, że nie jesteśmy jednak zdani na samych siebie. Chęci to nie fakty realne, niemniej ja wybieram optymizm, nadzieję eschatologiczną, chociaż wiem, że sprawa jest stara jak ludzkość, ateizm kiełkował powoli, ale teraz kwitnie No i zgodzimy się prawie wszyscy, historia najnowsza czegoś nas nauczyła .że płonna jest nadzieja pokładana w jakichkolwiek książętach, czyli władzy państwowej, albowiem co jak co, ale marzenie o ufundowanym na jakiejkolwiek ideologii raju na ziemi jest utopią arcyniebezpieczną. Tyle tu mojej filozofii nie bardzo
fachowej.

15:50, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
środa, 01 sierpnia 2018
Litania skojarzeń. Gloria victis!

Księga Jeremiasza 15,10
Biada mi, matko moja, że mnie urodziłaś, męża skargi i niezgody dla całego kraju.”
Księga Jeremiasza... Wspominam najpierw własny pomysł z dzieciństwa, by nabierzmowanie przyjąć imię Jeremi. Byłem zafascynowany „Ogniem i mieczem”, tamtejsząwizją postaci księcia Wiśniowieckiego., Niestety myślący po ówczesnemu proboszcz nie
uznał proroka biblijnego za dobrego patrona dla katolika. Potem zmalał mój szacunek dlaSienkiewicza jako historyka, niemniej Stary Testament czytałem coraz pilniej. Aż spotkałemJeremiasza, chrześcijanina żywego. Mój świętej pamięci przyjaciel prawosławny, biblista,działacz ekumeniczny sławny, współautor EPP, dr Jan Anchimiuk, zostawszy biskupemprzyjął tamto imię biblijne wielkie. Myślę sobie dalej o (nie)doli wszystkich mężów skargi iniezgody, patrzących na swój kraj, naród, Kościół w okularach nie całkiem różowych.
Prorocy to wzór pisarski dla publicystów, oczywiście niedościgły, tym bardziej jednakzobowiązujący. Niech mówią całą prawdę, nie bojąc się krytyki z prawa ani lewa. Na koniecmam w dzisiejszej pamięci naturalnie młodych bojowników warszawskich, którzy wyszli
przeciw wrogowi jak Dawid na Goliata. Chwała zwyciężonym! Byli z nimi bohaterscy księżakapelani, wydał o nich właśnie w WAM-ie piękną książkę Stanisław Zasada. Wśród owychduchownych jest wielki filozof Jan Salamucha, który nie zostawił ciężko rannych, co nie
mogli uciec, i został z nimi zamordowany 11 sierpnia. Napiszę wtedy o nim dużo więcej.

16:27, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
niedziela, 29 lipca 2018
Królestwo naprawdę z innego świata

Ewangelia Jana 6,15
Gdy więc Jezus poznał, że mieli przyjść i porwać Go, aby Go obwołać królem, sam usunął się znów na górę”.
W tej samej ewangelii powie Piłatowi wyraźnie, że Jego królestwo jest z innego świata. Okropnie trudno to zrozumieć. Ludziom spoza chrześcijaństwa i samym Jego uczniom nawet. Władza to pojęcie szerokie bardzo, między tym ziemskim a tamtym niebieskim istnieje przepaść, taka jak między tą rzeczywistością a tamtą, która przechodzi ludzkie pojęcie. Wielka też jest różnica, choć naturalnie mniejsza, między rybakiem Piotrem a papieżami prawie aż do Jana XXIII, bo już nie powiem, że aż do Franciszka. Jezus jest naszym Panem, owszem, ale panowanie to absolutnie inne niż nawet prezydenta w państwie przecież demokratycznym. Rozumiem, że Kościół to jednak wspólnota ludzka i musi mieć jakieś ziemskie struktury. Oby tylko miały tamten świat za wzór, samego Jezusa Chrystusa. Wzór niedościgły, rzecz jasna, ale bez niego żaden Boży Kościół obejść się nie może.

11:00, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
sobota, 28 lipca 2018
Z sądami moralnymi się nie śpiesz

Ewangelia Mateusza 13,24-30
Przypowieść o pszenicy i kąkolu. Tysiąclatka zrezygnowała z barwnej tradycji Wujkowej, wybierając ogólniejsze określenie ”chwast”, ponieważ w oryginale występuje inna miejscowa roślina nie mająca polskiej nazwy. Tak też zrobiła Ekumeniczna 11 Kościołów. My w EPP wraz z Poznanianką i Biblią ewangelicką zwaną Warszawską okazaliśmy się konserwatystami czy raczej przedkładającymi konkret nad ogólnik, czyli zostaliśmy przy kąkolu. Tyle botaniki i translatoryki, co zaś do teologii, to myślę sobie, że czekanie aż do żniwa to w gruncie rzeczy przekonanie, iż trzeba bardzo uważać z wyrokami moralnymi. Nie tylko z wyrokami sądowymi, by nie skazać niewinnego, ale i w ogóle z osądzaniem cudzego postępowania. Nie śpieszmy się z tym, broń Boże. Bo tylko On zna nerki i
serce człowieka. Stąd dzisiejsza zasada społecznej tolerancji.

11:00, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
piątek, 27 lipca 2018
Duchowa gleba bardzo różna. Józefa Tischnera zawsze słuchać!

Ewangelia Mateusza 13,18-23
Przypowieść o siewie. O glebach dusznych naszych różnych. Bo grunt nasz duchowy bywa skalisty, czyli korzenia stosownego nie mamy, jesteśmy niestali, przyjmujemy Słowo tylko na trochę. Gdy przyjdzie ucisk albo prześladowanie, załamujemy się szybko. Bywa też czasem dusza ciernista, rośliny owe, osty może, Boże słowo zagłuszają, czyli troski tego wieku oraz blask bogactwa zwodniczy powodują razem, że ono plonu jakoś nie daje. Ale gdy gleba dobra, staje się plon nawet stokrotny nieraz. Tak perykopę streściłem, tłumaczenia Tysiąclatki i EPP do spółki używając. Można jeszcze napisać o jednej wielkiej przyczynie odchodzenia od Kościoła czy też Boga nawet. Bardziej zewnętrznej: myślę o powodach pochodzących od bliźnich naszych. Od tych w ogóle, co sami niecnotliwi, zły przykład nam dają. Naturalnie można mu nie ulegać, komentarz taki jednak nie bardzo pasuje do innych sytuacji. Mam na
myśli duchownych, co grzechami swymi wszelakimi gorszą świeckich kolosalnie. Złota myśl księdza Tischnera, w ewangelizacji dzisiejszej aksjomat, który niegdyś obrażał niektórych: pisma Marksa odwiodły od Kościoła mało kogo, proboszczowie miejscowi przelicznych.
Amen!

15:15, jan.turnau
Link Komentarze (14) »
Archiwum