Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
środa, 11 stycznia 2017
Wciąż złe duchy

Ewangelia Marka 1,34
„Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzucił, lecz nie pozwalał złym duchom mówić, ponieważ Go znały.”
Tu znów pewnie potrzebny jakiś mój komentarz. Co znaczył ten zakaz mówienia – o samym Jezusie oczywiście? Chyba to, co w ogóle „sekret mesjański”, niechęć Jezusa do reklamy Jego osoby, mylącej, ponieważ sugerującej zamiar polityczny i przyspieszającej konflikt z obiema władzami. Ale wciąż męczy mnie problem istoty demonicznych zjawisk. Może jednak i dzisiaj to często coś więcej niż zwykła choroba psychiczna albo też przeciwnie: i wtedy rzadko kiedy rzeczywiste diabelstwo. Problem zawiązany na twardy supeł.
Nie rozwiążę go ani nawet rozluźnię, ale przynajmniej dodam, co przeczytałem „w tym temacie” u uczonych teologów. Najpierw u Waltera Kaspera, teologa, który tymczasem stał się dla jednych sławny, dla innych niesławny raczej, w jego dziele sprzed 35 laty, na polski przetłumaczonym jako „Jezus Chrystus” (PAX, 1983). W rozdziale „Cuda Jezusa” stara się autor nie rozstrzygać kategorycznie ogólnej sprawy ich historyczności. Stwierdza, co prawda, że „wiele opowieści o cudach zawartych w ewangeliach musimy określić jako legendarne”, ale dalej zaznacza, iż „błędem byłoby wnioskować, że nie ma żadnych historycznie uzasadnionych cudów Jezusa. Prawdą jest coś wręcz przeciwnego. Chyba nie ma żadnego poważnego egzegety, który by wątpił w sam podstawowy trzon cudownych czynów Jezusa”. I dalej między innymi: „Trzeba przyjąć jako historyczne te cuda, których nie można wyjaśnić ani jako tradycję wywodzącą się z judaizmu, ani z hellenizmu. Są to cuda wyraźnie skierowane przeciw judaizmowi. Dotyczy to zwłaszcza uzdrowień w szabat, powodujących spory o przykazanie święcenia szabatu (por. Mk 1,23-28; 3, 1-6; Łk 13,10-17).
Wiąże się z tym relacje o wypędzeniu demonów, czyli o działalności egzorcystycznej Jezusa. Dotyczy to zwłaszcza logionu Mt 12,28: «Lecz jeśli ja mocą Ducha Bożego wyrzucam złe duchy, to istotnie przyszło do was królestwo Boże» (por. Łk 11,20). Logion ten ma związek z obroną Jezusa przed zarzutem, iż sprzymierzył się z szatanem (Mk 3,22; Mt 9,34: Łk11,15). To złośliwe oskarżenie nie zostało wymyślone, a poza tym dowodzi, że również przeciwnicy Jezusa nie kwestionowali Jego cudów”. Nie mogę jednak pominąć takiego dalszego stwierdzenia: „Również po krytyczno-historycznym przeanalizowaniu tradycji cudów okazuje się, że nie można kwestionować pewnego historycznego jądra tejże tradycji. Jezus dokonał czynów niezwykłych, które zadziwiły Jego współczesnych. Należą do nich uzdrowienia z rozmaitych chorób i symptomów, które wówczas uważano za oznakę opętania.” Czy były to jednak opętania w sensie zawładnięcia człowieka przez szatana? „Encyklopedia Katolicka” w haśle „Opętania”: „Niekiedy trudno jest odróżnić opętanie od choroby psychicznej, choć w teologicznym znaczeniu każda choroba może być postrzegana jako wyraz działania mocy demonicznych, to znaczy może być zarówno objawem, jak i okazją do niego; należy jednak od opętania odróżnić zjawiska będące skutkiem bezpośrednich przyczyn naturalnych (choroba), które zwalcza się za pomocą naturalnych środków, a towarzysząca im modlitwa nie jest w ścisłym sensie egzorcyzmem”. No właśnie: jak odróżnić?
Przypominam na koniec, że szaleńcze tropienie we wszystkim szatana kilka lat temu (m.in. w piśmie „Egzorcysta”) spotkało się z krytyką nawet naszych biskupów. Był też film dużo ostrzej ten szał krytykujący, pokazujący sprawę na paru konkretnych przykładach. Nie wolno mówić o szatanie tyle, gdy głównym tematem chrześcijan powinien być Jezus Chrystus.

16:37, jan.turnau
Link Komentarze (28) »
wtorek, 10 stycznia 2017
Opętania: egzegetyczna zagadka

Ewangelia Marka 1,21-28
Uzdrowienie opętanego. O dzisiejszych podobnych zjawiskach pisze się „naturalistycznie”, że to na ogół choroba psychiczna i tyle. Ale tamte ewangelijne? W pierwszej sprawie argumentuję, że to jednak chyba przypadki jakoś zwyczajnie medyczne, bo po co szatan by się tak ujawniał, woli działać przecież „przez przyczyny wtóre”, przez ludzie psychicznie normalnych, duchowo jednak demonicznych. Ale kiedy nadnaturalność Boża działała, tę diabelską mogła jakoś prowokować do ujawniania się? Nie wiem.

20:49, jan.turnau
Link Komentarze (12) »
poniedziałek, 09 stycznia 2017
Pośród Dwunastu grupa przywódcza

Ewangelia Marka 1,14-20
Powołanie głównych apostołów. Otóż byli to czterej rybacy, bracia Szymon i Andrzej, oraz synowie Zebedeusza Jakub i Jan. Swoją drogą jednak ewangelia Jana opowiada o powołaniu tej grupy przywódczej (o Jakubie wtedy nie pisze) inaczej: że nastąpiło to w Judei, że Andrzej i Jan byli najpierw uczniami Jana Chrzciciela (ewangelista nie lubi mówić o sobie, ale to on był przecież drugim uczniem tamtego Jana), a Szymona zapoznał z Jezusem Andrzej. Jan zapamiętał nawet godzinę 10-ą, czyli naszą 16-ą, widać w nim dokładnego świadka.
Trzeba też zauważyć z kolei u Łukasza wzmiankę, że Jakub i Jan byli rybackimi wspólnikami Szymona (5,10), więc pewnie również Andrzeja, czyli ta czwórka przywódcza byłaby wcześniej zjednoczona zawodowo. A w dzisiejszym tekście Marka mamy na końcu wzmiankę, że owi synowi Zebedeusza zostawili ojca „z najemnikami”, czyli byłoby to w sumie przedsiębiorstwo spore. No a jeżeli tak, to może byłoby stać Zebedeusza na lepsze wykształcenie Jana, przyszłego autora prologu do tej bardziej filozoficznej ewangelii: podobną hipotezę gdzieś kiedyś wyczytałem. Takie są w ewangeliach pierwsze wiadomości o czterech ludziach, od których zaczęło się chrześcijaństwo.

14:41, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
niedziela, 08 stycznia 2017
Zanurzenie. Judasz w jednej z wersji żydowskich. Amosa Oza baśń ekologiczna

W Kościele rzymskokatolickim święto Chrztu Pańskiego Jezus wymógł na Janie, by także Jego ochrzcił. Jan oponował, mówiąc, że powinno być na odwrót, ale uległ. Na Jezusa zstąpił Duch Święty w postaci gołębicy, a głos z nieba zaświadczył: „Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie”.
Jednak Mateusz i Marek zaznaczają, że po chrzcie Jezus wyszedł z wody natychmiast, a czynią to, żeby dać do zrozumienia, że nie wyznawał swoich grzechów, jak przewidywał rytuał obrzędu – bo ich nie miał. A greckie „baptidzein” znaczy dosłownie „zanurzać”. Może gdybyśmy chrzcili nieco starszych i właśnie taką kąpielą, byłby to dla nas sakrament zostający w religijnej pamięci, ale to kwestia w chrześcijaństwie wciąż kontrowersyjna. Dzieli katolików, prawosławnych i ewangelików pierwszej reformacji od „ewangelikalnych”: baptystów, zielonoświątkowców, adwentystów.
Lektury. Przeczytałem ostatnio dwie powieści Amosa Oza, przetłumaczone z hebrajskiego przez Leszka Kwiatkowskiego i wydane przez poznański Rebis. „Judasz” to opowieść nie tyle o samej postaci ewangelijnej, ile o studencie izraelskim, który się nią interesuje. W jego perypetie erotyczne i dyskusje historiozoficzne wpleciona jest wersja wydarzeń ewangelijnych takowa. Jest Judasz w otoczeniu Jezusa szpiegiem kapłanów i faryzeuszy, jednak staje się wyznawcą najgorliwszym, jako pierwszy wierzy niezachwianie w Jezusowe bóstwo. Wpada na pomysł, żeby jego mistrz dał się ukrzyżować, potem jednak zszedł żywy z krzyża: wszyscy oddadzą Mu cześć, nastąpi królestwo niebieskie. Jezus daje się na to namówić z wielkim trudem: chce pozostać galilejskim uzdrowicielem, a wie, że na krzyżu czeka Go śmierć. Judasz namawia zatem arcykapłanów i Rzymian, żeby Go zabili, bo to człowiek bardzo niebezpieczny, i Jezus umiera, a Judasz popełnia samobójstwo. Nie pierwsza to wersja inna niż ewangelijne.
Ale i po stronie chrześcijańskiej są tendencje do jakiejś rehabilitacji symbolicznego zdrajcy, widać u autorów współczucie. Także ostatnio u papieża Franciszka, a kiedyś mocniej w eseju biblistycznym księdza Hryniewicza. Trzeba brać pod uwagę rozpacz Judasza, dobitnie wynika z niej, że pożałował czynu, zresztą powiedział to arcykapłanom i zwrócił owe 30 srebrników. Czy dla takiej niewielkiej sumy zdecydował się na zdradę? Sprawa jasna nie jest. Powieść ciekawa, szczególnie dla tych, którzy nie wiedzieli o wersjach alternatywnych. Ja jednak wiedziałem, a wątek erotyczny wydał mi się nazbyt detaliczny.
Dużo lepsze wrażenie zrobiła na mnie przepięknie wydana z ilustracjami żony tłumacza, Lucyny Talejko-Kwiatkowskiej, baśń pod polskim tytułem: „Nagle w głębi lasu”. Nie będę streszczał: przeczytać nietrudno, bo tekst bardzo krótki, a właśnie piękny i dobrze przetłumaczony. Opowieść o niedoli samotników z oryginalnym przesłaniem w obronie zwierząt.

17:20, jan.turnau
Link Komentarze (20) »
sobota, 07 stycznia 2017
Władza najpotężniejsza. Biskupa Rysia Kościoła historia

Ewangelia Mateusza 4,17
„Odtąd Jezus począł nauczać i mówić: - Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie.” Ale żeby się do tych rządów nawrócić, trzeba zrozumieć głęboko, że to królestwo niebieskie, nie żadne ziemskie. Owszem, władza, nawet potężna, ale używająca innych zgoła środków. Tak, potężniejsza od wszelkich ziemskich. Biskupi rzymscy przez wiele wieków myśleli, że muszą mieć dla swojej obrony Państwo Kościelne, gdy im go jednak zabrano, okazało się także im samym, że na szczęście: autorytet duchowy papiestwa wzrósł niepomiernie.
Dziś u polskich chrześcijan wschodnich (też u unitów) Boże Narodzenie. Niech się czują w naszym kraju jak u siebie w domu! Dołączam napisany dla dwumiesięcznika „Bunt Młodych Duchem” kolejny odcinek „Notatnika zwariowanego ekumenisty”.
Nie możesz się wszystkim podobać
BISKUPA RYSIA HISTORIA KOŚCIOŁA
Hierarcha to polski wszechstronny, bo i duszpastersko znakomity, w tym także ekumenicznie (książkową rozmowę z nim i dwoma biskupami innych wyznań tu referowałem), i dowcipem świeckim błyskający, i historii świetnie uczący.
Okulary całkiem bezbarwne
Nie, nie napisał podręcznika. Nie dokonał dziejów kościelnych opisania, jak kiedyś zrobił to ks. Józef Umiński w dwóch tomach, a jego dzieło miało kilka wydań, aż do roku 1960 co najmniej. Ale czasy się zmieniają i my w nich, ludzie Kościoła, niektórzy, patrzymy nań dzisiaj inaczej niż przed soborową rewolucją. Nie przez różowe okulary, jak tamten historyk. A taką optykę niełatwo upowszechniać w Polsce, gdzie przeważają poglądy, że Kościoła trzeba bronić, bo jest okropnie atakowany, nie wypominać mu dawnych grzechów, nie wiemy zresztą, czy rzeczywistych...
Biskup pomocniczy krakowski Grzegorz Ryś nie jest poza tym tylko uczonym. Drugą połową umysłu i serca pracuje jako szef episkopalnego zespołu dla nowej ewangelizacji: także klawiaturą komputera jako autor książek bardziej „pastoralnych” właśnie. A taki podręcznik na temat 20 wieków to kawał roboty. Nie ma dziś zresztą specjalistów od wszystkich epok, musiałoby to być dzieło zbiorowe.
Wszelako pięćsetstronicowy „buch” pod tytułem „Jeden, święty, powszechny i apostolski. Spotkania z historią Kościoła” daje obraz tych dziejów ogólniejszy niż samego średniowiecza, którego biskup jest urzędowym znawcą, kierownikiem „odnośnej” katedry na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II. Albowiem wystarczy tutaj już sama owa optyka, której przykład dobitny daje.  Zresztą nie tylko o czasach „średnich”, o dawniejszych oraz późniejszych także pisze. Bez wewnętrznej cenzury, bez przewidywania zewnętrznej, czyli krytyki odgórnej. I tu wnet cytat inicjalny fundamentalny.
Obiektywizm, ale miłosny
Zbioru artykułów historycznych biskupa Grzegorza Rysia dokonał dla Wydawnictwa „Znak” publicysta katolicki Maciej Müller. Teksty historyka poprzedził rozmową z nim i prawie na jej początku wywołał takie biskupie tłumaczenie: „Kościół nie może przebierać w swojej historii. Musi też wiedzieć, co powinien kontynuować, a za co przeprosić. W uprawianiu historii Kościoła nie chodzi o apologetykę: nie boimy się prawdy o sobie”. Niedługo będzie wyznanie, z którego wynika, że jednak niektórzy się boją, na razie jednak autor przypomina, że Kościół jest święty, bo boski, i grzeszny, bo ludzki i tak dalej, że pomijanie w jego dziejach „trudnych kart” (raczej brudnych?) czyni bezsilnymi katechetów, bo nie uczy ich odpowiadania na ostre pytania uczniów. I teraz Maciej Müller (nie mylić z kardynałem od nauki wiary Gerhardem) prowokuje dalej: „Czy spotkał się Ksiądz Biskup z negatywną reakcją przełożonych i hierarchii kościelnej na swoje publikacje?”. Hierarcha kościelny pomocniczy wyznaje, że „zdarzało się. Trudne momenty przeżyłem w czasie pisania habilitacji o Janie Husie. Kilku biskupów w takich słowach odniosło się do moich badań, że przez trzy dni nie byłe w stanie napisać ani słowa. Już
zamierzałem wszystkim rzucić, kiedy odwiedził mnie starszy brat. Opowiedziałem mu, co się stało. Spytał wtedy:«A czy ty masz jakieś poglądy? Bo jeśli tak, to nie możesz się wszystkim podobać». Za te słowa jestem mu wdzięczny do dzisiaj.”
Historyk zacytował zdanie Jana Pawła II, że „w badaniach historycznych jest potrzebny obiektywizm właściwy miłości” i wytłumaczył, że papieżowi chodziło o coś takiego: „Jeśli kocham kogoś, kogo poznaję, to mam wobec niego zupełnie inne podejście niż w sytuacji, kiedy byłby mi obojętny”. Czyli chcę znać prawdę o nim.
Prawda o Kościele jest skomplikowana, nie zawsze taka, jaką widać w pracach skądinąd bardzo wybitnych historyków pozakościelnych. Ryś chwali na przykład profesora Jacquesa Le Goffa jako znawcę średniowiecza, ale zauważa u niego pomyłkę fundamentalną: czyściec to nie miejsce gdzieś, ale doświadczenie potrzebne człowiekowi do oczyszczenia, gdy staje przed Bogiem w wieczności. Historyk Kościoła musi znać się na teologii... Co nie znaczy, że ma mieszać fakty historyczne z takimi, jak zstąpienie Ducha w dzień Pięćdziesiątnicy: tego drugiego historyk nie dowiedzie swoim narzędziem.
Kiedy naprawdę dokonał się rozłam
Natomiast dowiedzie wielu kościelnych – by użyć wyrażenia z języka samokrytyki komunistycznej – „błędów i wypaczeń”. To jest notatnik ekumenisty, więc najpierw ta sprawa zresztą naprawdę priorytetowa. Teza historyka: rozłam chrześcijaństwa na Zachód i Wschód dokonał się nie w roku 1054, tylko dokładnie półtora wieku później. Było to potworne złupienie Konstantynopola podczas IV krucjaty.
„Chrześcijanie łacinnicy wzięli szturmem najczcigodniejszą stolicę wschodniego chrześcijaństwa, mordując i gwałcąc, paląc domy i łupiąc pałace, profanując kościoły i okradając klasztory. W zdobytym mieście krzyżowcy wybrali spośród siebie nowego, łacińskiego cesarza, a następnie stworzona naprędce «kapituła katedralna» przy kościele Bożej Mądrości dokonała elekcji nowego łacińskiego patriarchy. (...) Z historycznego punktu widzenia wzajemne ekskomuniki z roku 1054 nie musiały w żadnym wypadku zdecydować o kresie widzialnej jedności całego Kościoła; takie napięcia i fakty zdarzały się przecież wcześniej i to nieraz! I za każdym razem – czasem po kilka, czasem po kilkunastu latach – wszystko wracało do normy. Gwoździem do trumny kościelnej jedności była tak naprawdę IV krucjata i to, jak próbował ją spożytkować ówczesny biskup Rzymu”.
Chodzi tutaj o Innocentego III. Owszem, ten papież skądinąd wybitny zdecydował się na potępienie krzyżowców, ale 15 miesięcy po tych faktach i nie ze względu na Greków, nie chodziło mu o jakąkolwiek próbę rekoncyliacji. Szło o zaniechaną krucjatę. Krzyżowcy zadowolili się łupami, lennami i beneficjami, okazując wyraźnie wolę zakotwiczenia. Co gorsza, chrześcijanie z Palestyny, tak krzyżowcy jak i pielgrzymi, masowo przenoszą się do Konstantynopola.
Pustoszejące gwałtownie posiadłości chrześcijan w Ziemi Świętej rychło padają łupem pogan. A dla tego papieża najważniejsze przecież są rządy w tym kraju chrześcijańskie.
Ale i w Konstantynopolu musi być właściwa liturgia. Należy ją zlatynizować. Bo jest z chlebem kwaszonym, przede wszystkim jednak z niewłaściwą doktryną na temat Ducha Świętego, a raczej całej Trójcy: chodziło o Filioque. Dla nas to dziś niepojęte, szczególnie, że sprawa została właściwie załatwiona: Jan Paweł II odprawił kiedyś mszę z Credo bez tego dodatku, ale tamo było przed wiekami. (Przypominam teologiczną formułę zgody: Duch pochodzi od Ojca, tak jak Syn jako źródło wszelkiego bytu, ale „tchnie” Go Syn).
Poganie, Żydzi i ci najgorsi
W średniowieczu  w spojrzeniu na innowierców istniała hierarchia: najmniej winni poganie, bo o Chrystusie nie słyszeli, już bardziej Żydzi, a najgorsi są heretycy. Władza cesarska zawsze traktowała religię instrumentalnie jako spoiwo państwa. Konstantyn i jego następcy zachowywali się podobnie jak ich pogańscy poprzednicy, zmienili tylko ołtarze. Konstantyn ofiarował Kościołowi pomoc państwa z całym jego aparatem represji – w radzeniu sobie z odstępstwami od wiary, stosunkiem do pogan czy innowierców, np. Żydów. „Poczynaniom cesarza towarzyszyła refleksja ludzi Kościoła – najpierw krytyczna i ostrożna, potem coraz bardziej aprobująca i zachęcająca, nierzadko wypowiadana językiem brutalnym i zajadłym”.
Gdy chodzi o pogan, Kościół dość długo utrzymywał oficjalnie zasadę, że nikogo nie wolno chrzcić pod przymusem, ale przecież nawracano hurtem całe ludy. „Władza państwowa wyprzedzała kościelną: zakaz sprawowania jakiegokolwiek kultu pogańskiego pojawił się w latach osiemdziesiątych IV w. za panowania cesarza Teodozjusza”. Po 11 wiekach zjawia się jak wiadomo przesławny Paweł Włodkowic, odrzuca jako herezję ideę nawracania mieczem. Ale już w sprawie krucjat argumentuje dla nas dziwnie: są sprawiedliwe, gdyż celem ich jest odzyskanie chrześcijańskiej własności. W sprawie tolerancji wobec Żydów Włodkowic też już mniej błyska nowoczesnością: owszem, nie mogą być zmuszani do przyjęcia naszej wiary, ale jeśli ją przyjęli, nie wolno im wrócić do ich pierwotnej, bo to byłoby bluźnierstwo. Niemniej powiada, że Żydzi i Saraceni są naszymi braćmi. Powinienem  też jednak odnotować informację, że wiekach średnich Episkopat polski był wobec Żydów znacznie mniej życzliwy: nakazywał ich ścisłą izolację.
Ale najgorsi są heretycy i schizmatycy. Zacytuję za biskupem Włodkowica: „Tacy bowiem są o wiele gorsi od Żydów i Saracenów, ponieważ tamci nie tyle szkodzą Kościołowi Bożemu, ile ci (...). Niewierność heretyków jest według Tomasza cięższym grzechem niż niewierność innych, gdyż heretycy, którzy wyznają wiarę Ewangelii, a psują ją, ciężej grzeszą niż Żydzi, którzy wiary nigdy nie przyjęli. Natomiast ci Żydzi, którzy przyjęli jej figurę w starym prawie, a psują ją źle interpretując, grzeszą ciężej niż poganie, którzy w żaden sposób nie przyjęli wiary ewangelicznej”. I tak rozumował wielki polski reformator myśli Włodkowic, ten, co walczył z Krzyżakami nawracającymi pogan ogniem i mieczem. Nic dziwnego, że przemoc potworna w on czas pięknie kwitła, była społeczną normalnością.
Horror doktrynalnej poprawności
Profesor Grzegorz Ryś napisał m.in. książkę o inkwizycji, są w tym zbiorze artykuły także o tej sprawie zaprawdę makabrycznej. Opisana, komentowana antykościelnie, apologetycznie oraz krytycznie przez katolików pełnych wstydu, tu też padają podobne, raczej mocniejsze słowa.  W książce moich zakreśleń legion, na s. 352 właściwie cała strona, spróbuję trochę skracać i streszczać.
„I tu właśnie pojawiają się najważniejsze dla całego zagadnienia pytania: czy dla rzeczywistego zmierzenia się z prawdą wystarczy opisać działalność poszczególnych inkwizytorów – nawet najokrutniejszych, takich jak Torquemada czy Titelmans. Czy wystarczy skatalogować ich ofiary (...). Wyjaśniając przy tym detalicznie kontekst i wskazując na jeszcze bardziej drastyczne procesy w sądach świeckich lub innowierczych? Czy taki opis byłby próbą konkretyzowania odpowiedzialności czy raczej niebezpiecznym usiłowaniem jej zawężenia? Czy wystarczy powiedzieć za Janem Pawłem II, że Kościół – sam w sobie święty – nie uchyla się w solidarności ze swoimi grzesznymi synami? Czy Kościół jest winny swym grzesznym synom jedynie solidarność? Czy raczej także wyznanie współwiny i wyraźne określenie swego zakresu odpowiedzialności? Jest poza dyskusją, że każdy wyrok śmierci wykonany w wyniku inkwizycyjnego dochodzenia był zbrodnią, ale przecież nie doszłoby do niej, gdyby sama procedura i logika owych dochodzeń nie zostały wpierw legitymizowane i zracjonalizowane przez liderów Kościoła: papieży, biskupów i teologów.” I dalej o rzeczach strasznych; o tym, jak wydawanie inkwizycyjnych wyroków śmierci pomagało w kościelnej karierze papieża Benedykta XII.  Za czasów Pawła IV Święte Oficjum wydało ich aż piętnaście, ale jeszcze trudniej zrozumieć dekret, w którym papież udziela odpustu zupełnego każdemu z widzów rzymskiego stosu. Pius V skazał na śmierć największą liczbę włoskich protestantów (czterdziestu), a przecież jest jedynym z szesnastowiecznych papieży, który został ogłoszony świętym. „Albo kwestia tortur: na IV Soborze Laterańskim (1215) zakazano duchownym jakiegokolwiek udziału w czynnościach wiążących się z przelewaniem krwi. Aby jednak uchronić inkwizytorów od niebezpiecznego dyskomfortu sumienia, papieże – już w średniowieczu, ale także wielokrotnie w czasach nowożytnych – udzielali im pod tym względem stosownych dyspens.”
Struktury kościelne amoralne
„Grzeszni okazywali się nie tylko ludzie, ale także kościelne struktury: władzy, działania, myślenia, promocji itd. Chociaż zapewne mówienie o strukturach grzechu w świętym Kościele musi budzić w nim opór – znacznie większy niż przed przyznaniem się tylko do swoich grzesznych synów”. I dalej znowu pytanie biskupa polskiego: „Czym się wyraża prawdziwe poszanowanie wolności sumienia i wyznania: życzliwą tolerancją czy raczej otwarciem na prawdę, która zawsze – przez kogokolwiek powiedziana – pochodzi od Ducha Świętego? Chrystus jest Panem, Panem dziejów Kościoła – to prawda. W jakiej jednak mierze jego narzędziami byli w XVI wieku Paweł IV i Pius V, a w jakiej paleni przez nich na stosach męczennicy protestanccy?” Oraz puenta: „Grzech jest straszliwą rzeczywistością w życiu ludzi i wszystkich tworzonych przez nich rzeczywistości. Z całą siłą i konkretnością uświadamia nam to, że Chrystus umarł nie tylko za grzechy świata, ale przede wszystkich za grzechy tworzonego przez nas Kościoła, i że to my (a nie tylko łatwo recenzowany przez nas świat) – w całej naszej nędzy – potrzebujemy odkupienia”. W dziele biskupa polskiego jest też tekst pod tytułem: „Grzech w  Kościele czy grzech Kościoła”. Kwestia niemłoda, zauważę sam, że poniekąd rozstrzygnięta przez Sobór Watykański II, który powiedział  o Kościele, że „jest święty i potrzebujący stale oczyszczenia”. Biskup zajmuje się jednak nie tyle szukaniem formuły, ile przedstawieniem przykładu czegoś, co się nazywa „strukturą grzechu”. A było to mianowicie... Państwo Kościelne. Autor rozumie oczywiście, że jest to przykład takiej struktury mniej oczywisty niż inkwizycja. Podaje  jednak kryterium oceny pochodzące od Jana Pawła II: prawdziwe poczucie dobra wspólnego. Otóż jest ono zmienne, uwarunkowane historycznie. W czasach papieży Gelazego i Grzegorza było inne niż za pontyfikatu Piusa IX. Wszystkie stworzone przez człowieka struktury wymagają krytycznej refleksji, rozwoju i korektur. Bo przecież nie chodzi o dobro struktur, tylko dobro wspólne. „Nieszczęsna darowizna”  - mówił o Państwie Kościelnym Dante, a współczesny kardynał Hans Urs von Balthasar, że to „puszka Pandory”. „Cóż, kiedy jego relikty trwają po dzień dzisiejszy”– napisał też Grzegorz Ryś.
Wydobyłem z megatomu mozolnie to, co jest o Kościele niedobre nie dlatego, że go nie kocham. Po prostu zgadzam się z autorem, że ciemnych kart nie należy zasłaniać. Raczej odsłaniać, bo najlepszą obroną przed oskarżeniem o grzech jest przyznanie się do winy. Oczywiście jeżeli jest historycznym faktem.
Kontrapunkt
Niemniej na koniec coś o cnotach, nie o grzechach przeszłości. Są w książce liczne sylwetki ludzi Kościoła będących jego chlubą.
Włodkowic, ale i inny myśliciel tamtoczesny Mateusz z Krakowa (mieliśmy wtedy teologów znakomitych!), św. Jan Kanty, postać z tych czasów piękna polska również, księżna Kinga, kronikarz Kadłubek, pozapolscy św. Benedykt z Nursji, św. Patryk. Oczywiście ks. Jan Kracik, autora arcymistrz! Nade wszystko jednak nasza arcypara: Jagiełło i Jadwiga. Król nie tylko wbrew plotkom pewnie się jednak sam mył, ale i był człowiekiem świętym. Według biskupa Rysia powinien być kanonizowany wraz z Jadwigą. W Wielki Czwartek mył dwunastu biedakom nogi – potajemnie, nie chwalił się taką pokorą, a po bitwie pod Koronowem polecił jeńcom krzyżackim usiąść za stołem, a polskim rycerzom usługiwać im przy wieczerzy. A Jadwiga była nie tylko piękna (może wręcz wysoka) i oczywiście święta, ale i odważnie krytyczna wobec władzy kościelnej rzymskiej: jej wysłannicy panoszyli się u nas wyciskając mamonę, ekskomunikami rzucając. Kościół święty, święcie samokrytyczny. Alleluja!

20:16, jan.turnau
Link Komentarze (21) »
piątek, 06 stycznia 2017
Nie królowie, arcymędrcy!

Ewangelia Mateusza 2,1-12
Epifania. Opowieść ewangelijna mogłaby może wyglądać inaczej. Król Herod mógłby przecież nie uwierzyć przybyszom ze Wschodu oraz znawcom Biblii, że jakiś jego konkurent do władzy urodził się gdzieś niespodziewanie, dziwnie po cichu. Powiedziałby  im, że to jakaś głupia plotka, ale jak chcą, to niech szukają. Oni jednak nie tylko poszliby do owego Betlejem, ale i uwierzyli, że przyszły żydowski monarcha mógł urodzić się zgoła nie w pałacu. Gdyby byli królami, jak ich nazywa się później, to  doszliby może do wniosku, że wędrowali na darmo, gwiazda ich zupełnie zawiodła. Ale wszak byli mędrcami i to jakby w istocie („implicite”) chrześcijańskimi, wiedzieli, że małe i słabe bywa najbardziej potężne.

09:53, jan.turnau
Link Komentarze (19) »
czwartek, 05 stycznia 2017
Coś dobrego z Wólki Małej? Stefan I Turnau

Ewangelia Jana 1,46
„Rzekł do niego Natanael: - Czy może być coś dobrego z Nazaretu?” Wiele jest przyczyn międzyludzkiej pogardy. Nie został zredukowany do społecznego minimum snobizm szlachecki: odżywa w młodszych pokoleniach, jako że nadszedł polityczny czas otwarcia na prawo, a w ogóle karta lubi się odwracać. Czy mamy snobizm geograficzny? Koleżanka mi powiedziała, że niechętnie ujawnia, że pochodzi z Łęczycy, bo to taka mieścina. Jezus Maria! A snobizm samochodowy, ubraniowy, mieszkaniowy? Same skrajne głupoty.
Ale wrócę jeszcze do snobizmu herbowego. W oświęcimskim wydawnictwie „Napoleon V” ukazały się wspomnienia Stefana Turnaua pt. „Zapiski galicyjskie 1906-1945” w wyborze i opracowaniu prof. Jerzego Gapysa oraz ze wstępem Stefana Turnaua juniora, czyli syna autora książki. Pierwszy Stefan to mój rodzony stryj, rodzina bardzo bliska, choć geograficznie raczej krakowska, a ja genetycznie spod Sandomierza, a od kilkudziesięciu lat w Warszawie. Otóż tylko „raczej” krakowska, bo wywodząca się spod  Przeworska, z majątku ziemskiego Mikulice. Ziemskiego właśnie, bo Stefan I ziemianinem był - ale właśnie zgoła nietypowym.
Napisał Stefan II: „Status właściciela ziemskiego nie zgadzał się jednak z jego demokratycznymi, coraz bardziej lewicowymi przekonaniami: szanował chłopów i cierpiał nad ich biedą. Współpracował i przyjaźnił się z działaczami Stronnictwa Ludowego; był jednym z założycieli Koła SL w Mikulicach. W czasie Wielkiego Strajku Chłopskiego w 1937 roku maszerował razem z chłopami do Przeworska, a potem swoim fordem woził do szpitala pracowników rolnych w pobliskim majątku Niżatycach, rannych w pacyfikacji strajku. Przyjaźnił się z Ignacym Solarzem, założycielem Uniwersytetu Ludowego w Gaci, i miał tam wykłady. Lepiej opłacał pracowników folwarcznych niż okoliczni ziemianie, co ci ostatni mieli mu za złe”. Z majątku oczywiście wywalony, ale i z pracy dziennikarskiej potem na jakiś czas, bo co z tego, że demokrata twardy, że współczujący chłopom tak czynnie, że tak lewicowy, kiedy przecież były obszarnik, co gorsza, autor przedwojennej, katolewicowej książki, w której jednak jawił się jako przeciwnik komunizmu. No i usunięty z ZSL, do którego po wojnie wstąpił, „bo jako były obszarnik znalazł się  przypadkowo w Stronnictwie, a nie był klasowo związany ze Stronnictwem, tym samym jako członek ZSL nie wykazał się aktywnością po linii ZSL”.
Nie jedyny z Polaków lewicowców tak przez władzę stalinowską potraktowany, ale ziemianin tak autentycznie lewicowy chyba niemal jedyny. Dziadek piosenkarza sławnego Grzegorza Turnaua.

20:49, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
środa, 04 stycznia 2017
Czy nie ma w nas trochę diabełka?

1 List Jana 3,7-10
„Kto grzeszy, jest dzieckiem diabła, ponieważ diabeł trwa w grzechu od początku.” Znowu język ostry, mocny. Pewnie na dzisiejsze obyczaje niewłaściwy, szczególnie, że wiara w istnienie pozaludzkiego czynnika zła nie jest łatwa do przyjęcia w zlaicyzowanym świecie. Ale jeśli istnienie szatana przyjmiemy (wspominając hitleryzm, stalinizm...), to nietrudno nam też pomyśleć, czy nie siedzi w nas jakiś mały (a może i większy) diabełek.

23:22, jan.turnau
Link Komentarze (27) »
wtorek, 03 stycznia 2017
Heretycy też sprawiedliwi

1 List Jana 2,29
„Jeżeli wiecie, że Bóg jest sprawiedliwy, to uznajcie również, że każdy, kto postępuje sprawiedliwie, pochodzi od Niego”.
Albowiem trzeba oddzielać rozmaite poglądy od moralnych postaw. Te pierwsze, także religijne, można mieć błędne, ale głoszone przecież nieraz w tak zwanej najlepszej wierze. Autor biblijny zgodziłby się pewnie ze mną, że wśród niechrześcijan mogą być sprawiedliwi. Aby tylko widzieć ich także pośród „heretyków”, tych naszych nie całkiem, w średniowieczu i później uważanych za najgorszych (polecam wielkie dzieło biskupa Grzegorza Rysia, zbiór jego tekstów historycznych pod tytułem „Jeden, święty, powszechny, apostolski. Spotkania z historią”!)  Tego się już uczymy teraz.

18:15, jan.turnau
Link Komentarze (32) »
poniedziałek, 02 stycznia 2017
Ale teraz język dialogu

1 List Jana 2, 22-28
„Któż jest kłamcą, jeśli nie ten, kto zaprzecza, ze Jezus jest Mesjaszem?” Powiedzielibyśmy, że to słowa za mocne, osądzające zbyt ostro i hurtownie. Autor biblijny miał oczywiście na myśli ludzi konkretnych, przecież nie wszystkich, którzy odrzucali i odrzucają   teraz naszą religię. Jednak nie celował w ówczesną religię żydowską ani tym bardziej w obecną, ale w przeciwników pozapalestyńskich, z środowisk gnostyckich, kwestionujących pierwotną ortodoksję chrześcijańską. Musimy przyzwyczaić się do stylu ówczesnych polemik, różnego od tego, którym posługujemy się dzisiaj w religijnym dialogu, a podobnego do tamtego, nie bardzo dawnego jeszcze, którego używali (pra)dziadkowie nasi. Cieszmy się z tej zmiany niewątpliwie dobrej.

20:23, jan.turnau
Link Komentarze (25) »
niedziela, 01 stycznia 2017
Do tego jeszcze obrzezany

Ewangelia Łukasza 2,16-21
Uroczystość świętej Bożej Rodzicielki. Rzymskokatolicka liturgia na dzień Nowego Roku ewoluowała. Zaczęło się od wspominania tego, co nastąpiło ósmego dnia, czyli obrzezania: było ono nawet w nazwie święta! Potem mieliśmy – już mniej żydowsko – wspominanie Imienia Jezus, a teraz świętujemy osobę Jego Matki. Ale we fragmencie ewangelii na dzisiaj napisano najpierw głównie o pasterzach, którzy „znaleźli Marię, Józefa i Niemowlę położone w żłobie”, jednak na końcu perykopy jest o tym żydowskim naznaczeniu człowieka. Bo jednak był Żydem.Siedziałem przed świętami w Warszawie na Dworcu Centralnym, podszedł do mnie człowiek wyglądający może raczej na robotnika i zaczął rozmowę polityczną. Że była manifestacja, że to byli jacyś przegrani burżuje czy ktoś w tym rodzaju, ale że też Żydzi. Na moje przypomnienie, że Jezus także Żyd, nie odpowiedział, natomiast na twierdzenie, że również Kaczyński (ironizowałem), wyjaśnił: - Ale prawy. „Ludu, mój ludu, cóżem ci uczynił...”.

11:24, jan.turnau
Link Komentarze (16) »
sobota, 31 grudnia 2016
Czemu świat Go nie poznał?

Ewangelia Jana 1,1-18
Dzisiaj prolog Janowy, który znam prawie na pamięć, bo za mojej przedsoborowej młodości był czytany w każdą niedzielę. A w nim takie zdanie: „Na świecie było Słowo, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał.” Nie rozpoznał w Jezusie z Nazaretu Słowa Bożego, bośmy o to zadbali starannie. Jak to mogło się nie stać, skoro chrześcijaństwo stało się ideologią państwową pewnego imperium. Konstantyński pocałunek poważnej choroby.

09:32, jan.turnau
Link Komentarze (25) »
piątek, 30 grudnia 2016
Nienawiść oślepia, nie ma rady

1 List Jana 2,3-11
„Kto twierdzi, że żyje w światłości, a nienawidzi brata swego, dotąd jeszcze jest w ciemności.”
Zaślepienie islamistów przechodzi ludzkie pojęcie, to jakieś opętanie diabelskie. Ale trochę tego szatana jest w każdym z nas: nie kontrolujemy swoich emocji, a one rządzą nami po dyktatorsku. Co gorsza, po cichu: wydaje się nam, żeśmy sprawiedliwi, racjonalni, obiektywni...

11:28, jan.turnau
Link Komentarze (22) »
czwartek, 29 grudnia 2016
Patriarchalizm łagodny, paternalizm przemądry. Kolęda Basi Borzymowskiej

List do Kolosan 3,12-21
Rzymskokatolicka uroczystość Świętej Rodziny. Tekstów biblijnych pasujących do niej dużo; w liście Pawła (albo jego ucznia) zdania umiarkowanie patriarchalne: "Żony, bądźcie poddane mężom, jak przystało w Panu” i „Mężowie, miłujcie żony i nie ukazujcie im rozjątrzenia”. A zaraz potem: „Ojcowie, nie rozdrażniajcie waszych dzieci, aby nie traciły ducha”. Ile w tym mądrej psychologii i pedagogiki duszpasterskiej!
A oto piękny wiersz kolędowy mojej kuzynki Basi Borzymowskiej, przysłany mi na fejsbuku:
Do dziecka mającego przyjść na świat 25 grudnia
Mały, może ty się tu nie rodź,
niewesoło jest w naszym kraju.
Może lepiej razem z rodzicami
zostań dłużej w waszym pięknym raju.
Polska nie chce u siebie uchodźców,
a ty jesteś uchodźcą i Żydem.
 Lepszy może socjal u Niemców,
tutaj ktoś mógłby zrobić ci krzywdę.
Polska przecież jest dla Polaków,
nie potrzeba jej dziwnych i obcych.
Bardzo szybko ci to wytłumaczą
jasnowłosi, jasnoocy chłopcy.
A ty buźkę masz trochę ciemnawą
i po polsku mówić nie umiesz…
Nam wystarczy choinka i barszczyk.
Kilka kolęd… no sam rozumiesz.

Basiu, Bóg Ci zapłać

18:16, jan.turnau
Link Komentarze (18) »
środa, 28 grudnia 2016
Uchodźca od urodzenia

Ewangelia Mateusza 2,13-18
Dzisiaj w liturgii rzymskokatolickiej wspomina się świętych młodzianków męczenników:
tych, których kazał wymordować Herod; na wszelki wypadek wszystkich w wieku do lat dwóch, bo może znajdować się wśród nich Jezus. Dzieciobójstwo arcypotworne, kojarzone dzisiaj ze zjawiskiem masowych aborcji. O tamtej sprawie napisałem tydzień temu, teraz zwracam uwagę na inną możliwość dzisiejszego skojarzenia: ucieczkę do Egiptu. Jezus uchodźcą był od kolebki. Nie sądzę jednak, żeby temat ten tentował szczególnie wielu polskich kaznodziejów. Ale może jestem prorokiem fałszywym.

10:04, jan.turnau
Link Komentarze (52) »
wtorek, 27 grudnia 2016
Nastolatek dojrzewa

Ewangelia Jana 20,2-8
Dziś w moim Kościele dzień Jana apostoła i ewangelisty. Wyprzedza Piotra w biegu do grobu, ale do niego nie wchodzi; dopiero gdy tamten, śmielszy, bardziej „decyzyjny”, z talentem przywódczym oczywistym, przekroczył ów próg niesamowity, Jan, „drugi uczeń” poszedł za nim. I uwierzył. Czy uwierzył wcześniej niż Kefas, skała wiary? Nie wiem. Mogło jednak tak być z nastolatkiem (według niektórych gdy poznał Jezusa miał lat trzynaście dopiero) w Mistrzu zakochanym. Owszem, od ambicji przyziemnych niewolnym: może pod wpływem brata Jakuba domaga się wraz z nim miejsca najbliżej Jezusa, ale wyrasta z tego z czasem.
Tak jak i z zapalczywości, dzięki której zasłużył na przydomek „syn gromu”, ponieważ również ze swoim bratem propagował, by spalić piorunem miasteczko samarytańskie, które nie przyjęło Jezusa w gościnę podróżną. Zapewne zmienił potem stosunek także do tego ludu, z którym – przypuszczają bibliści – miał potem jakieś związki, w każdym razie mieli jego uczniowie, bo w jego ewangelii o Samarytanach sporo.

20:34, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 26 grudnia 2016
Swoi czasem najgorsi

Dzieje Apostolskie 6,8-9
Już w drugi dzień święta opowieść niebłoga: o pierwszym męczenniku chrześcijaństwa, Stefanie, zwanym po czysto polsku Szczepanem. Ciekawe jednak, że rozwścieczył właśnie tych, do których należał, czyli do hellenistów, tych urodzonych poza Palestyną: Libertynów, Cerenejczyków i Aleksandryjczyków. Takie bywa życie. Czasem najbardziej irytuje swój – bo swój, czyli powinien być taki, jak my wszyscy. W kapitalnym zbiorze artykułów historycznych biskupa Grzegorza Rysia, który tu cytowałem parą razy, autor zaznacza, że zdaniem chrześcijan średniowiecznych i późniejszych najgorsi są heretycy, gorsi od pogan, a nawet i Żydów. Oczywiście dlatego, że zdrajcy, ale też pewnie ponieważ najbardziej drażni ten (ta), co najbliżej. Na przykład członek rodziny: własny mąż (żona), nie cudzy (cudza), dzieci też własne. Tacy bywamy wszyscy.

06:37, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
niedziela, 25 grudnia 2016
Bóg mocny

Księga Izajasza 9,5
„Albowiem Dziecię nam się narodziło, Syn został nam dany, na Jego barkach spoczęła
władza. Nazwano Go imieniem: Przedziwny Doradca, Bóg Mocny, Odwieczny Ojciec.”
Werset przeznaczony na Pasterkę (Mszę już w samą noc, nie tę wigilijną) zadziwia szczególnie wyrażeniem „Bóg Mocny”. Nie upierajmy się przy egzegezie wykluczającej jasnowidzenie prorocze. W końcu zresztą wiem skądinąd, że nadzieje mesjańskie były bardzo daleko idące, mógł się zdarzyć taki przedświt idei Trójcy.
A w Księdze Izajasza mamy też wizję Sługi Jahwe, również daleką od wyobrażeń o religijnych bohaterach. Bóg aż tak mocny, że dał się ukrzyżować.

15:04, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
sobota, 24 grudnia 2016
Jezus naszą Jutrzenką

Ewangelia Łukasza 1,76-79
„A ty, dziecię, zwać się będziesz prorokiem Największego, gdyż pójdziesz przed Panem przygotować Mu drogi. Jego ludowi dasz poznać zbawienie przez odpuszczenie grzechów, dzięki serdecznej litości naszego Boga, z jaką nas nawiedzi z wysoka Wschodzące Słońce, by oświecić tych, co w mroku i cieniu śmierci mieszkają, aby nasze kroki skierować na drogę pokoju”.
Słowa Zachariasza do ośmiodniowego Jana, także na temat Jezusa. „Wschodzące Słońce”, z dodatkiem „z wysoka” albo „Światłość z wysoka”, albo „Światłość poranna z wysoka” bo w grece jest dosłownie „Wschód z wysokości”. Jeszcze inaczej mogłaby być może po prostu „Jutrzenka”. Słońce wzeszło, zrobił się dzień, wszystko widzimy lepiej, oby także nas samych w lustrze Ewangelii. I w świetle choinki: niech też ona oświeca nas duchowo w ten wigilijny wieczór oraz jeszcze długo potem.

10:35, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
piątek, 23 grudnia 2016
Jan Bożej Łaski

Ewangelia Łukasza 1,59-63
Rodzina chciała go nazwać imieniem jego ojca Zachariasza, ale Elżbieta wiedziała od męża, że ma być Janem, a to imię znaczy „Jahwe jest łaskawy”. Jan Bożej Łaski, ogromnej.

13:17, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
czwartek, 22 grudnia 2016
EPISKOPAT

Ewangelia Łukasza 1,52-53
„Strącił władców z tronu, a wywyższył pokornych. Głodnych nasycił dobrami, a bogaczy z niczym odprawił”.
Słowa z hymnu zwanego „Magnificat”, który wygłasza Maryja do swojej krewnej Elżbiety. Łukasz wkłada jej w usta sławny tekst teologiczny opiewany przez Marcina Lutra, a tutaj między innymi akcent w obronie ubogich, którzy w tej ewangelii zajmuje miejsce poczesne. Czy w ogóle w dziejach religii, która się właśnie rodziła? Oczywiście było to działanie na umysły i serca skutkujące mocniej w wiekach pierwszych, potem słabo. I teraz znowu przez przykład szczególny Franciszka z Argentyny, ale przedtem Kościoła, który wyzbywa się sojuszu z mocnymi tego świata. A ten związek taki dla Kościoła wygodny, choć doświadczenie historyczne uczy, że bardzo niebezpieczny. Dla prawicowej władzy państwowej oczywiście też. Tej naszej dzisiejszej jak najbardziej. Kaligrafia tłumacząca to wszystko: EPISKOPAT...

20:02, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
środa, 21 grudnia 2016
Prorok od poczęcia. „Znak” w sprawie aborcji, „Więź” poniekąd też

Ewangelia Łukasza 1,44
„Poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie”. Mówi to Elżbieta odwiedzającej ją Maryi, a przedtem w swej narracji sam Łukasz. Czy to oznaczało Jana niepokalane poczęcie, jak tłumaczą niektórzy teologowie? Powiedzmy inaczej: Kościół uważał go za proroka nad prorokami, obdarzonego tym charyzmatem osobliwie. Napisałem tu o nim nieraz, myślę, że na chrześcijańskim Zachodzie jest dzisiaj niedoceniany: w prawosławiu jego dniem jest każdy wtorek, a świąt w roku ma aż pięć: narodzenie, śmierć, poczęcie, znalezienie jego głowy pierwsze, drugie. Gubiła się jego głowa, a na Zachodzie teraz po trosze czcząca go pamięć.
Może w cieniu czci dla Matki tego, którego zapowiadał tak potężnie, siebie w cień pokorny usuwając. Albo może zajął praktycznie jego miejsce Józef z Nazaretu, też ze Świętej Rodziny przecież?
Dawno nie reklamowałem tutaj żadnego tekstu prasowego. Zacytuję teraz takowy, w Polsce odważny kościelnie, Dominiki Kozłowskiej, naczelnej „Znaku”, z numeru tego miesięcznika grudniowego. Oto pierwsza część tekstu pod tytułem „Porzućmy wadliwe paliwo”.
„Konieczne jest nowe porozumienie społeczne w kwestii praw reprodukcyjnych i ochrony życia. Zmiana obowiązujących przepisów to zadanie dla polityków, którzy będą mieli odwagę bronić systemowych rozwiązań, nawet jeśli w krótkiej perspektywie doprowadzą one do wzrostu liczby oficjalnie zarejestrowanych zabiegów przerwania ciąży, to na dłuższą metę zbudują one podstawy nowoczesnego społeczeństwa opartego na zasadzie równości praw i poszanowaniu dla każdego życia.
Przed ponad 20 laty Józefa Hennelowa, Andrzej Wielowieyski i inne osoby reprezentujące Ruch Znak bronili publicznie prawa dopuszczającego w określonych sytuacjach przerywanie ciąży. Proponowali przy tym budowę systemu poradnictwa dla kobiet, przed którymi staje problem aborcji oraz edukacji i profilaktyki zdrowotnej. Kierowali się wówczas doświadczeniami niemieckich sąsiadów. Przepisy antyaborcyjne są tam równie restrykcyjne jak w Polsce, Irlandii czy w Portugalii, lecz ich wykładnia jest bardziej pragmatyczna, a samo prawo wsparte przez rozbudowany system poradnictwa i wysoki standard opieki medycznej.
Z chrześcijańskiego punktu widzenia celem wszelkiego prawa w tej dziedzinie powinna być rzeczywista a nie deklaratywna ochrona życia, tj. minimalizacja faktycznej liczby aborcji, nie tracąc z oczu życia matki, także wymagającego ochrony. Rozwiązania pragmatyczne mogą lepiej prowadzić do tego celu niż ideologiczne. Przerwanie ciąży jest w Niemczech niezgodne z prawem, ale pod pewnymi warunkami nie jest ono karalne. Zabieg usunięcia ciąży po 12. tygodniu dopuszcza się jedynie wówczas, gdy zagraża ona życiu kobiety lub w przypadku ciężkiego upośledzenia płodu. Natomiast od 12 tygodnia kobieta może przerwać ciążę pod warunkiem odbycia wizyty w specjalnej poradni, posiadającej certyfikat władz landowych lub federalnych, na co najmniej 3 dni przed planowanym zabiegiem.
Poradnie służą radą i pomocą nie tylko kobietom, które myślą o aborcji. Profil ich działalności jest znacznie szerszy i zmienia się z czasem, odpowiadając na coraz to nowe wyzwania społeczne. Można więc skorzystać z programów związanych z planowaniem rodziny, uzyskać wsparcie w sytuacji przemocy. Samo poradnictwo dla kobiet planujących usunięcie ciąży ma na celu nie tylko zachęcenie ich do urodzenia dziecka, ale przede wszystkim określenie warunków, w których realizacja takiej decyzji będzie dla kobiety możliwa. Z porad największej sieci przychodni należących do organizacji Pro Familia korzysta rocznie ponad 450 tys. osób. Przeciwnicy tej liberalnej regulacji alarmowali, że z roku na rok liczba zabiegów w Niemczech będzie rosła, jeżeli przerwanie ciąży nie zostanie uznane za czyn karalny bez wyjątków. Jednak badania pokazują, że od 1996 r. (przywoływane rozwiązania obowiązywać zaczęły w 1995 r.) liczba aborcji w Niemczech spada. Według danych Federalnego Urzędu Statystycznego w roku 2014 odnotowano spadek do poziomu 99 700 zabiegów, a więc o 3 proc. w stosunku do 2013 r.
Prawo, które weszło w Niemczech w życie w 1995 r., wywołało reakcję Watykanu. Między większością niemieckich biskupów rzymskokatolickich a kurią wybuchł spór o przyszłość prowadzonych przez niemiecki Kościół rzymskokatolicki poradni. Nieżyjący już bp Johannes Dyba z Fuldy, wspierany m.in. przez kard. Josepha Ratzingera, stanął po stronie Watykanu i nazwał wydawanie przez poradnie zaświadczenia o odbytej konsultacji «licencją na zabijanie». Zwolennicy funkcjonowania poradni przekonywali, że to rozwiązanie jest skuteczne – w praktyce wiele kobiet decydowało się na urodzenie dzieci. Ta argumentacja nie przekonała jednak papieża Jana Pawła II, który zażądał od biskupów niemieckich natychmiastowego wycofania się z państwowego systemu. W odpowiedzi Centralny Komitet Katolików Niemieckich (Zentralkomitee der deutschen atholiken) założył własną sieć poradni pod nazwą Donum Vitae. Obecnie organizacja prowadzi ok. 200 tego typu placówek i rocznie udziela porad ok. 50 tys. kobietom, z czego 16 tys. nosi się zamiarem przerwania ciąży.
Doświadczenia niemieckich katolików były inspiracją dla polskiego środowiska. I choć rozwiązanie proponowane wówczas m.in. przez Andrzeja Welowieyskiego i Józefę Hennelową miało poparcie części ginekologów i ekspertów od polityki reprodukcyjnej, pomysły zostały odrzucone zarówno przez środowiska katolickie, jak i przez lewicę. W efekcie powstało prawo, które tylko formalnie chroni życie poczęte i życie kobiet. W praktyce przez 20 lat nie wprowadzono żadnych poważnych i praktycznych programów związanych z ochroną praw reprodukcyjnych kobiet (walką z przemocą seksualną, powszechnym, bezpłatnym dostępem do badań prenatalnych i ultrasonografii genetycznej, poradnictwem zdrowotnym i planowaniem rodziny). Obowiązujące w Polsce prawo ma charakter teoretyczny. W praktyce za sprawą tzw. turystyki aborcyjnej i nielegalnych usług dostęp do aborcji jest zależny od sytuacji materialnej poszczególnych kobiet. Osoby uboższe, z mniejszych miejscowości, ofiary przemocy lub matki pozostające w trudnej sytuacji zdrowotnej, niepewne o zdrowie płodu, często pozostają bez dostępu do gwarantowanych standardów.”
Artykuł o wiele dłuższy, zacytować cały trudno, lekturę osobistą bardzo polecam, a Hennelowa i Wielowieyski to dla mnie autorytety duże, autorka tekstu też. I tylko dodaję z niego słowa papieża Franciszka: „Jest też prawdą, że uczyniliśmy niewiele, aby odpowiednio pomagać i towarzyszyć kobietom znajdującym się w bardzo ciężkiej sytuacji, w której aborcja jawi się jako szybkie rozwiązanie ich poważnych problemów, szczególnie gdy rozwijające się w nich życie lub w kontekście krańcowego ubóstwa. Któż może nie zrozumieć tak bolesnych
sytuacji?”.
Szczególnie że życie przynosi trochę inne. I teraz cytat, póki co malutki, z zimowej „Więzi”. Końcówka tekstu Martyny Chodykin pod tytułem „Matki Kulejących Aniołów”. „Mogłoby się wydawać, że kiedy chore dzieci odejdą, ich rodzice mogą mieć nareszcie czas dla siebie. To nieprawda. Krystyna opowiada, że rodzice dzieci z ich stowarzyszenia, które już odeszły, przeżywają ból, który bardzo trudno ukoić. - Całymi dniami przesiadują na cmentarzach, nie wiedzą, co mają ze sobą począć. Dotąd przecież całe życie toczyło się wokół tych dzieci, godzina po godzinie, a potem nagle nastaje niesamowita pustka. - Często, jak sobie myślę o tych matkach, to widzę Pietę - mówi.”

19:34, jan.turnau
Link Komentarze (30) »
wtorek, 20 grudnia 2016
Zwiastowanie: „Łaski pełna”, „zmieszała się”

Ewangelia Łukasza 1,28-29
Teraz o uczuciach Marii z Nazaretu. Anioł Gabriel w Biblii Warszawskiej, Przekładzie 11 Kościołów i EPP nazywa ją inaczej niż za Wulgatą tłumacze katoliccy: nie „Łaski pełna”, ale „Łaską obdarowana”. To przekład bardziej precyzyjny (dosłownie mogłoby być może „przełaszczona”). Mam nadzieję, że nikt nie uznał tego pomysłu za jakąś „antymaryjność”. Pochwalę jednak zaraz Tysiąclatkę, która wyróżniła się mówiąc, że reakcją Maryi nie był wtedy strach, tylko „zmieszanie się”. Uczucie zaskoczenia, ale nie zwyczajny lęk przecież: przed czym? Owszem, anioł to wysłannik Boży, spotkanie niesamowite, powiedział jednak komplement i to zapewne kolosalny.

13:56, jan.turnau
Link Komentarze (25) »
poniedziałek, 19 grudnia 2016
Szczęście i trochę obciachu

Ewangelia Łukasza 1,24
„Potem żona jego Elżbieta poczęła i kryła się z tym przez pięć miesięcy mówiąc: - Tak uczynił mi Pan wówczas, kiedy wejrzał łaskawie, by zdjąć ze mnie hańbę wśród ludzi”. Komentatorzy tłumaczą, że bezpłodność była według Izraelitów karą Bożą i hańbą, ale żaden z pięciu czytanych nie wyjaśnił mi, czemu ukrywała początkowo, że hańba minęła (pewnie póki to było możliwe). Dopiero ks. Czajkowski podsunął mi myśl, że może bała się śmieszności: taka stara i w ciąży... Faktycznie, przecież i w mojej rodzinie dowcipkowano na temat pewnego małżeństwa (sędziwego wdowca i młódki), informując się w listach: „XX nadal bezdzietni...”

17:45, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
niedziela, 18 grudnia 2016
Bóg z nami

Księga Izajasza 7,14
„Pan sam da nam znak: oto Panna pocznie i porodzi Syna, i nazwie Go imieniemEmmanuel.”
Słynne słowa odnoszone przez tradycję do dziewiczego poczęcia Jezusa. Taki jednak, religijnie proroczy sens tych słów zakwestionowała biblistyka pozakatolicka. Rzecz najpierw w tym, że w oryginale hebrajskim odpowiednikiem słowa „panna” jest termin „alma”, który według jednych uczonych oznaczać mógł młodą mężatkę, ale też dziewczynę niezamężną, według innych tylko tę drugą. Chodzi poza tym o to, czy ów znak dotyczy jakiejś przeszłości, czy tylko teraźniejszości: w tej drugiej, naturalistycznej interpretacji otrzymał go król Achaz, chodziło o jego syna Ezechiasza. Nie ulega natomiast kwestii, że Septuaginta, przekład Pisma na język grecki, dokonany przez uczonych żydowskich w drugim wieku przed Chrystusem, zastosował określenie „parthenos”, wyłącznie dziewicę oznaczające. Dodam, że przez pewien czas bibliści katoliccy bliscy byli poglądom swoich kolegów po fachu, dzisiaj wszakże wracają do egzegezy tradycyjnej (na przykład ks. Bernard Wodecki w drugim, poprawionym wydaniu Biblii Poznańskiej). Zostawiając naukę uczonym, pomyślałem sobie  ylko, że krzepiące może być hebrajskie znaczenie imienia „Emmanuel”: „ Z nami Bóg”. Owszem, może też znaczyć tylko tyle, ile inne imiona „teoforyczne”, Natanael i Eliezer, Bogusław i Bogumił, albo jednak więcej: aż tyle, ile w chrześcijańskiej wierze, że Bóg stał się człowiekiem. Okazał się wobec nas solidarny, podjął naszą dolę, niedolę. „Dzisiaj w Betlejem, dzisiaj w Betlejem wesoła nowina...”

20:48, jan.turnau
Link Komentarze (33) »
Archiwum