Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
niedziela, 07 stycznia 2018
Kto ma kogo ochrzcić?

Ewangelia Marka 1,7-11
W Kościele moim dzisiaj niedziela Chrztu Pańskiego. W poleconych na dzisiaj przez mój Kościół wersetach czytamy o samym chrzcie w naszym przekładzie trzech biblistów trzech wyznań (EPP): „Jan zanurzył Go w Jordanie”, gdzie indziej raczej mniej dosłownie, tradycyjnie, religijnie: „ochrzcił”. U Mateusza mamy tutaj również spór dwóch wielkich ludzi, kto kogo ma ochrzcić. Jan uważa, że to on powinien być przez Jezusa ochrzczony, ale ustępuje, bo Jezus wytłumaczył mu, że „trzeba, abyśmy wypełnili wszelką sprawiedliwość”. O co tu chodzi? Biblia Poznańska: „To plan zbawienia, według którego Jezus, choćprzewyższał Jana, miał przyjąć chrzest z jego rąk”. Ale był to na pewno też znak pokory po prostu.

22:29, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
sobota, 06 stycznia 2018
Przybieżeli do Betlejem...

Ewangelia Mateusza 2,1-12
Uroczystość ogólnochrześcijańska, starsza od Bożego Narodzenia, zwana potocznie świętem Trzech króli, oficjalnie jednak Epifanią, wspominaniem Objawienia Pańskiego. Według tej ewangelii bowiem, Chrystus wtedy objawił się światu pozażydowskiemu w osobach mędrców ze Wschodu (ewangelia nie mówi, że ich było trzech). Napisało mi się o nich taką kolędę, oczywiście na melodię tej o pasterzach.
„Przybieżeli do Betlejem królowie,
lecz nie mieli żadnych koron na głowie,
w głowach mieli za to coś przedziwnego:
szukać chcieli króla najprawdziwszego.
Okazał się on dzieckiem malusienieczkim,
bez purpury, bez złota, jakby był nikim.
Ale oni sami głupi nie byli,
sedno władzy królewskiej wnet zajarzyli.
Mędrcami bowiem byli, nie monarchami.
Pokłon złożyli Dzieciątku wraz z pasterzami.
Chwała na Wysokości, chwała na Wysokości,
a pokój na ziemi”.
Podaję teraz trochę wiadomości biblistycznych. Podstawowy problem egzegetyczny swoisty: jest to tak zwany midrasz, opowieść raczej nie w dzisiejszym rozumieniu historyczna czy też jednak owi magowie przybyli do Betlejem rzeczywiście? Nie jestem dzisiaj nastawiony teologicznie, naukowo, nie zreferuję obszerniej rozważań na ten temat papieża Benedykta XVI jako teologa w jego książce „Jezus z Nazaretu. Dzieciństwo”. Przychyla się on wyraźnie do odpowiedzi drugiej, ale pozostawia kwestię otwartą (w przeciwieństwie do dziewiczego poczęcia Jezusa, którą uważa za definitywnie zamkniętą, chociaż teologowie nie są tu jednomyślni). Ja tu tylko wskażę na nierzadką w Ewangelii Mateusza krytykę ówczesnej władzy żydowskiej: od samego początku Jezus wydawał się jej zagrożeniem, co widać w wersecie Mateuszowym (2,3), że „usłyszawszy to, Herod zadrżał i cała Jerozolima z nim”: przecież nie jej zwyczajni mieszkańcy.

18:17, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
piątek, 05 stycznia 2018
Każdy ma swoje Nazaret... O Janie Karskim dzieło kolosalne!

Ewangelia Jana 1,46
Natanael (gdzie indziej, w ewangeliach i Dziejach Apostolskich Bartłomiejem zwany) wątpi, że z Nazaretu może być coś dobrego. No bo to taka zapadła mieścina. Niestety prawie każdy z nas ma swoje Nazaret, symbol środowiska godnego lekceważenia. Ale „errare humanum est”...
Wpis króciutki, więc może nie zmęczę Czytelniczki i Czytelników dołączeniem pliku z przyszłym felietonem Jonasza.
Głośne myślenie. Jak się stawał Janem Karskim
Jonasz
Piszę tutaj o różnych książkach, chwalę je na ogół, zawsze siebie, że je przeczytałem. Dzisiaj pochwalę jedno i drugie maksymalnie. Przeczytałem (nie przekartkowałem!) dwa tomy dzieła, liczące sobie w sumie stron druku z górą dwa tysiące! Żaden ksiądz mi tej lektury nie zadał za „pokutę”, „Wyborcza” też nie kazała przeczytać, zrobiłem to pędzony własną czytelniczą ciekawością. Olbrzymia rzecz Waldemara Piaseckiego (Wyd. Insignis”) pod tytułem „Jan Karski. Jedno życie. Kompletna opowieść.”, jest pełna wiedzy historycznej, a czyta się ją jednym tchem. Owszem, zasługa to formy pisarskiej pomysłowo potrójnej. Opowieść obszerna o życiu Jana Kozieleckiego, co stał się Janem Karskim, przez jego długoletniego sekretarza i przyjaciela napisana została beletrystycznie pasjonująco, a inkrustowana jest bogato. Informacjami biograficznymi o ludziach, co się znaleźli na życiowej drodze naszego bohatera, najważniejsze jednak, że jego własnymi wypowiedziami podyktowanymi autorowi, wyróżnionymi stosownym znakiem graficznym.
Teraz co do treści dzieła. Wydała mi się pasjonująca trochę dlatego, żem w dziedzinie historii ciągle trochę laik. Także jednak stąd, że jest to biografia. Dzieje Polski pod niemiecką okupacją widziane są oczami kogoś, kto wtedy tkwił głęboko w strukturach Państwa Podziemnego. Wędrował po mało znanej sobie Warszawie (pochodził z Łodzi), niemal zawsze sterowany przez łączniczki. Trudno sobie taką ostrożność wyobrazić nawet mnie, cóż dopiero dzisiejszym Polakom przed osiemdziesiątką. Trudno sobie również wyobrazić rodakom młodszym ode mnie ojczyznę tamtoczesną. Maltretowaną przez Hitlera i Stalina, a jakże, ale w tej niedoli bynajmniej nie zjednoczoną. Dzisiejsze określenie „dwa plemiona” pada w książce w odniesieniu do tamtych czasów. Janek Kozielecki pochodził z rodziny piłsudczykowskiej, więc dopóki nie wyjechał służbowo do Londynu, było mu już przyciężko, ale potem gorzej. Oczywiście też źle jeszcze później: w Nowym Jorku i Waszyngtonie. Nie zajmował się przecież tylko tragedią Zagłady, choć w tej roli przeszedł do historii potocznej: walczył w obronie całej ojczyzny, polskiej, ukraińskiej, żydowskiej. Nie zginął, odbity szczęśliwie z rąk Gestapo, nie został także zastrzelony przez własnych towarzyszy broni (jeden z nich powiedział mu szczerze, że mu to groziło, gdyby było pewne, że załamał się i „kabluje”), ale życiorys miał oczywiście bohaterski. Zdał egzamin celująco także z dojrzałości politycznej i ogólnej. Legendarny Jan Karski dopiero pod koniec wojny skończył trzydzieści lat! O trzeciej części „Jednego życia” jest w przygotowaniu tom trzeci, po „Madagaskarze” i „Inferno” (tak się nazywa ten drugi, zaprawdę adekwatnie: było to piekło) - „Manhattan”. Bo przecież za oceanem przeżył ogromną większość swego życia niewątpliwie niezwykłego.

15:18, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
czwartek, 04 stycznia 2018
Kefas, czyli Piotr

Ewangelia Jana 1,42
Na scenie tej ewangelii pojawia się po raz pierwszy najważniejszy apostoł, czyli Piotr. Jego brat Andrzej przyprowadza go do Jezusa, a On zmienia mu imię: „Ty jesteś Szymon, syn Jana, ty będziesz nazwany Kefas – co się przekłada: skała” (EPP). Opoka. Po grecku „Petra”, po polsku Piotr. Człowiek duchowo mocny, na którym można się oprzeć, przywódca. Czytamy z kolei u Łukasza: „Szymonie, Szymonie, oto szatan domagał się, aby was przesiać jak pszenicę, ale ja błagałem za tobą, aby wiara  twoja nie ustała, i ty, kiedy się nawrócisz, umacniaj braci swoich” (EPP). Czyli to nie znaczy, że nie grzesznik, miał się z czego nawracać, zaparł się Jezusa przecież, a niektórzy biskupi rzymscy jako jego następcy zapierali się Go grzechami ciężkimi najróżniejszymi – ale po hulankach renesansowych przyszedł czas duchowego dorastania, właśnie nawracania się: mamy od dłuższego czasu papieży klasy moralnej ogromnej.

13:07, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
środa, 03 stycznia 2018
Imię nad ludzkie imiona

Ewangelia Jana 1,29-34
Co prawda, używane jest do dzisiaj przez zwykłych śmiertelników, najczęściej w Hiszpanii, u nas jednak prawie przez nikogo. Uchodziłoby to za duże dziwactwo, leciutko bluźniercze albo, przeciwnie, dewocyjne swoiście. Choć właściwie Jezus powinien być patronem każdego człowieka, jeśli przez wybór patrona rozumie się chęć naśladowania go. A piszę dzisiaj o tym imieniu niezwykłym, bo Kościół mój wspomina je liturgicznie. Dopiero dzisiaj. Kiedyś wspominaliśmy je ósmego dnia po Bożym Narodzeniu, czyli w tak zwany po świecku Nowy Rok. Dzień ten nazywał się pierwotnie nawet, zgodnie z Ewangelią Łukasza, pamiątką Obrzezania Pańskiego, potem Imienia Jezus, teraz zwie się maryjnie. W dzisiejszym tekście czytamy bezpośrednio o Janie Chrzcicielu, ale o jego świadectwie, że Jezus jest Barankiem Bożym, który gładzi grzech świata, Synem Bożym. Niemniej miło mi czytać o nim także dzisiaj, to, że on jest ciągle na biblijno-liturgicznej tapecie. Czuję się, jak bym był u prawosławnych, którzy czczą go w każdy wtorek.

11:25, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
wtorek, 02 stycznia 2018
Głos wołającego na puszczy

Ewangelia Jana 1,19-28 
Słowa Jan Chrzciciela: „Jam głos wołającego na pustyni: - Prostujcie drogę Panu” padają w Janowym świadectwie, że Jezus jest Barankiem Bożym, Bożym Synem, który nie chrzci wodą, jak on, ale Duchem Świętym. Nie jest Mesjaszem ani nawet prorokiem. Jest właśnie tylko głosem rozlegającym się na pustyni, przygotowującym przyjście Chrystusa. Lokalizacja Janowego głosu na owym pustkowiu (nie na pustyni piaszczystej, po prostu na miejscu bezludnym) zaznacza jego pustelnictwo, a nie to, że było nieskuteczne. Sens takowy nadawała jednak owemu umiejscowieniu, sugerując brak słuchaczy, niektóra potoczna interpretacja; zresztą w wersji „wołanie na puszczy”, pochodzące z Biblii Wujka czy z przekładu jeszcze wcześniejszego, powstałego w czasach, gdy podobnym olbrzymim bezludziem były pokrywający Polskę lasy.

13:19, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 01 stycznia 2018
Nie jesteśmy niewolnikami! Znakomita "Więź" zimowa! Światło dla zupełnie wszystkich

List do Galatów 4,4-7
Ewangelia Łukasza 2,28-32
Apostoł Paweł imponuje mi zawsze śmiałością myślenia. Powiada w tekście przeznaczonym na dzisiaj, że „Bóg zesłał Syna swego zrodzonego z Niewiasty, zrodzonego pod Prawem, aby wykupił tych, którzy podlegali Prawu, byśmy mogli otrzymać przybrane synostwo. Na dowód tego, że jesteście synami, Bóg zesłał do serc naszych Ducha Syna swego, który woła: - Abba, Ojcze! A zatem nie jesteś już niewolnikiem, lecz synem. Jeżeli zaś synem, to i dziedzicem z woli Bożej”. Fundamentalne słowa! Wynika z nich wizja Kościoła daleka od klerykalizmu. Mamy w sobie Ducha, który kształtuje odpowiednio naszą samo świadomość kościelną. Chodzi o rolę indywidualnego sumienia. Teoretycznie, teologicznie, doktrynalnie zawsze bardzo ważną, praktycznie bardzo długo minimalizowaną. Bardzo śmiało traktuje się ten temat w najnowszym numerze kwartalnika „Więź”. Najpierw jest rozmowa redakcji z historykami Kościoła: czyli Sebastiana Dudy i Zbigniewa Nosowskiego z księżmi Janem Dohnalikiem i Stanisławem Adamiakiem pod sporo mówiącym tytułem: „Historia pokuty, czyli rozszerzanie miłosierdzia”. Potem są artykuły Dudy, Adamiaka oraz jezuity Jacka Prusaka. Ten trzeci można by rzec, że rozwija przedstawioną przez siebie wypowiedź papieża Franciszka, że sumienia nie można mylić ani z ego, które kieruje się własnym zachciankami, ani ze superego, kiedy duchowni zamiast pomagać sumieniom wiernych chcą je zastępować. Niebędący papieżem jezuita akcentuje jednak niebezpieczeństwo stwarzane przez uleganie superego, a niebędący prezydentem RP Duda stawia w tytule swego tekstu pytanie, czy możliwy jest renesans spowiedzi. Chodzi mu oczywiście o tak zwaną spowiedź uszną, przez Franciszka bardzo polecaną. Ja w każdym razie dziwię się tym odważnie, samodzielnie myślącym katolikom polskim, czasem absolwentom studiów teologicznych wręcz, którzy oczekują od spowiednika kierownictwa myślowego, jakby sami nie czuli się na siłach rozstrzygać, co jest grzechem, a co nie. Nie jesteście niewolnikami przecież! A mamy dzisiaj w Kościele rzymskokatolickim uroczystość św. Bożej Rodzicielki Maryi. W dzisiejszym tekście Pawłowym mowa jest o „niewieście”, w pisarstwie wielkiego apostoła jedyna to wzmianka o matce Jezusa. Szczególna cześć dla niej rozwijała się stopniowo.
Na koniec wracam do wpisu piątkowego. Natchniony Duchem Świętym Symeon z Dzieciątkiem na rękach przepowiada, że będzie Ono zbawieniem dla wszystkich ludów, „dla oświecenia pogan i chwały Izraela”. Także dla tego ludu chwały, bo – jak rozumieją już Żydzi dzisiejsi – mądrość Izraela w wersji chrześcijańskiej rozpościera się bardzo szeroko, na świat niemal cały. W wersji coraz szerszej myślowo, bardziej otwartej na inne religie, bardziej ewangelicznej. Alleluja!

10:53, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
niedziela, 31 grudnia 2017
Przeszłość jest przed nami zakryta...

List do Hebrajczyków 11,8
Dzięki wierze Abraham (...) wyruszył, nie wiedząc, dokąd zmierza”. Bóg mu kazał iść z ziemi Ur do tej obiecanej, której zgoła nie znał, my nie znamy w ogóle przyszłości, jest to nasza niewiedza fundamentalna. Przyszłość jest przed nami zakryta... „Zawsze jest inaczej” - takie było powiedzenie księdza Andrzeja Bardeckiego, uroczego redaktora „Tygodnika Powszechnego”, i tak nazywał się książkowy wybór jego artykułów, zrobiony niegdyś przez Janusza Poniewierskiego. Nic na to jednak nie poradzimy, róbmy swoje, jak zawsze, a Pan Bóg, jak chce, nasze kule nosi...
Najlepsze moje życzenia na rok już 2018: niech nie opuszcza nas pogoda ducha, chociaż meteorologia oraz polityka mogą sprzyjać depresji. Chrześcijanin smutny to jednak żaden chrześcijanin!
PS. Czasem, pewnie za rzadko, bywam radosny, nawet tak, że bierze mnie - bom grafoman przecież - ochota rymowania. Na przykład na temat wspaniałej kolędy, jej słów pełnych różnych znaczeń: „Moc truchleje”, napisało mi się takie coś:
„Bóg się rodzi, moc truchleje,
choć się niby nic nie dzieje.
Ale moce jak to moce,
drżą ze strachu całe noce.
Choć więc świat się ciągle chwieje,
my wciąż mamy swą nadzieję.
Doczekamy się wiktorii,
chodzić będziem w jakiejś glorii.
To jednak nie nasze dzieło:
Gloria in excelsis DEO!”
No cóż - Amen!

17:25, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
sobota, 30 grudnia 2017
Dzieckiem w kolebce

Ewangelia Łukasza 2,40
Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim”. Napełniał się Jezus mądrością, czyli nie posiadał jej, mądrości trzydziestoletniego Chrystusa, od samego niemowlęctwa. Apokryfy opowiadały, co chciały, ewangelie kanoniczne trzymają się elementarnej psychologii.

10:55, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
piątek, 29 grudnia 2017
Znak niesprzeciwu

Ewangelia Łukasza 2,35
Oto Ten przeznaczony jest na (...) znak, któremu sprzeciwiać się będą” - powiedział o ofiarowywanym Bogu Dziecięciu sędziwy prorok Symeon. Precyzyjnie jednak mówiąc, Chrystus sam nie był wbrew utartej tradycji słownej znakiem sprzeciwu: nie sprzeciwiał się złu, nie zachowywał się tak jak jego wrogowie, kiedy mu się sprzeciwiali. Raczej zło dobrem zwyciężał – według zasady moralnej sformułowanej potem przez apostoła Pawła (List do Rzymian 12, 21): „Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj”. Ewangelia jest wymagająca przeraźliwie.

17:18, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
czwartek, 28 grudnia 2017
Młodzi męczennicy

Ewangelia Mateusza 2,16
„Herod (...)kazał pozabijać w Betlejem i w całej okolicy wszystkich chłopów w wieku do dwóch lat”. Dla męczeństwa nie ma granicy wieku, także tej dolnej.

23:40, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
środa, 27 grudnia 2017
Piotr opoka, Jan pisarz teolog

Ewangelia Jana 20,2-8
Dziś święto Jana apostoła i ewangelisty. W gronie Dwunastu jeden z najważniejszych. Wraz z bratem Jakubem i oczywiście Szymonem Piotrem stanowili swoiste prezydium tamtego zespołu uczniów: Jezus zabiera ich ze sobą tam, dokąd nie idzie z resztą apostołów: do domu córki Jaira, na górę, gdzie się cudownie przemienił, do ogrodu Getsemani. Raz tylko, jest ich
wtedy czterech, są wraz z bratem Piotra Andrzejem (Mk 13,3). Po zmartwychwstaniu Chrystusa Jan należy z kolei do filarów Kościoła, obok Piotra i Jakuba (chyba nie jednego z dwóch apostołów tego imienia, raczej brata Jezusa, który z czasem stał się Jego czołowym wyznawcą). Natomiast ze swoim bratem Jakubem został przez Jezusa nazwany Synem Gromu (Mk 3,17), chyba dlatego, że chcieli piorunem spalić wioskę samarytańską, która nie przyjęła zmierzających do Jerozolimy. A tekst dzisiejszy opowiada o Piotrze i Janie, jak pobiegli do grobu Jezusa. Widzimy tu chyba charakter obu: Jan przybył tam pierwszy, ale do grobu wszedł dopiero wtedy, gdy uczynił to bez wahania Piotr, urodzony przywódca. Jan był natomiast urodzonym pisarzem, teologiem obok Pawła największym. Prawosławni zwą go Janem teologiem właśnie.

21:12, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
wtorek, 26 grudnia 2017
Szczepan jak Jezus, za nimi pójdą inni

Dzieje Apostolskie 6,8-10; 7,54-60
W Kościele rzymskokatolickim, starokatolickim mariawitów (także w Cerkwi prawosławnej, tyle że w trzeci, nie w drugi dzień uroczystości) wspominamy świętego Stefana, zwanego po polsku Szczepanem. Był to pierwszy po samym Jezusie męczennik spod znaku Ewangelii. Swoim nauczaniem sprowokował Żydów pozajerozolimskich (Libertynów i Cyrenejczyków, i Aleksandryjczyków, i tych, którzy pochodzili z Cylicji i z Azji), choć sam był hellenistą, czyli pochodził z diaspory. O co im chodziło? Po przeczytaniu całej jego mowy, którą opuszcza tekst na dziś przeznaczony, myślę sobie, że chyba najbardziej o tę twardą ich Szczepanową krytykę: „Ludzie twardego karku, nieczułych serc i głuchych uszu, zawsze opieraliście się Duchowi Świętemu, zarówno wy, jak i ojcowie wasi. Którego to z proroków nie prześladowali ojcowie wasi? Zabijali nawet tych, którzy przepowiadali przyjście Sprawiedliwego, a wy Go zdradziliście i zabiliście!”. Prorocka ostra niedyplomatyczność nie sprzyja spokojnemu życiu...

15:00, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 25 grudnia 2017
Słowo ciałem się stało

Ewangelia Jana 1,1-18
W tę uroczystość aż trzy msze, wręcz trzy rytuały liturgiczne różne: w nocy (pasterka), o świcie oraz w dzień jasny. Jeśli nie liczyć mszy czwartej, wigilijnej, w dzień poprzedni, w tym roku niedzielą będący. Na tę liturgię ostatnią przewidziano prolog Ewangelii Janowej. Są tam właśnie słowa o Słowie, które ciałem się stało. Ze Słowem w Polsce jest kłopot, bo jak adekwatnie przetłumaczy na polski grecki termin LOGOS, w znaczenia tak obfitujący? Na przykład Francuzom dużo lepiej, bo mają słówko „mot” oraz pochodzące z łaciny dostojne „Verbe”. Ewangelia Jana użyła pojęcia greckiego, tak potężnego, że może udźwignąć wielkość Bożego Syna. I dodam tylko, że druga część zdania: „i zamieszkało między nami” znaczy w grece dosłownie: „rozbiło namiot wśród nas”. Tak też przetłumaczyliśmy w naszym EPP, przywołując pamięć o życiu koczowniczym albo i namiotowym bagażu podróżnym, używanym, gdy tekst powstawał, w miejscach, gdzie gospody nie było. Rozbiło jednak namiot pośród nas nie na jedną noc tylko: Bóg stał się człowiekiem nie na trochę, na wieki wieków, przebóstwiając nas jakoś, by rzec językiem prawosławnych, uparcie i bez końca.
A w książkowych „Kazaniach krótkich” znakomitego kosmologa, ale i pasterza dusz, ks. prof. Michała Hellera takie zdania na Boże Narodzenie: „Chrystus przychodzący na świat to: - nie skansen
- nie katalog wygodnych przepisów
- nie jeszcze jedna partia polityczna
- nie mdłe zachęty do pobożnego życia.
To siła zdolna zmienić człowieka, byleby tylko zechciał po nią sięgnąć”.

09:16, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
niedziela, 24 grudnia 2017
Niech mi się tak stanie

Ewangelia Łukasza 1,26-38
Znowu scena Zwiastowania: w niedzielę nieraz powtórka lektury z dnia powszedniego (tym razem z środy 20 bm.) Maryja daje się łatwo przekonać, choć wiadomość jest o wiele dziwniejsza niż tamta dla Zachariasza. Co sobie pomyślała, właściwie nie wiemy, czy uczucie zaszczytu przysłaniało zwyczajną obawę, co powie na to Józef, jakie będą plotki tych wszystkich, którzy będą podejrzewać, że to dziecko nieślubne. A dla wszystkich Czytelniczek i Czytelników teraz życzenia świąteczne: pomocy Bożej i ludzkiej we wszystkich sprawach, codziennych i niecodziennych, w te dni i na wieki wieków! Amen!

20:57, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
sobota, 23 grudnia 2017
Jan jest jego imię!

Ewangelia Łukasza 1,57-66
Dziwności w życiu Jana Chrzciciela nie koniec. Urodził się, trzeba było go obrzezać. Rodzice chcą, aby miał takie właśnie imię, co ich krewnych dziwi, bo w tym rodzie się nie zdarzało. Było symboliczne: znaczyło „Jahwe jest łaskawy”. Trzeba wiedzieć, że nakazał je dać anioł Gabriel, zwiastun wydarzeń również w życiu Jana. A gdy zapowiedział jego urodziny jego ojcu Zachariaszowi, ten kapłan nie uwierzył, bo uważał, że jest już na to za stary, żona Elżbieta również. No i za ów sceptycyzm stracił wtedy mowę, teraz ją odzyskał, gdy napisał na tabliczce: „Jan jest jego imię”. A imię było - można powiedzieć - nomen omen. Był - jak matka Jezusa - obdarzony łaską Bożą nad wyraz.

12:52, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
piątek, 22 grudnia 2017
Łuk potężnych się łamie... Miesięcznik „W drodze” o księżach, o celibacie...

Psalm z 1 Księgi Samuela 2,4-5
Ewangelia Łukasza 1,52-53
Dwa hymny dwóch kobiet, matki proroka Samuela i matki Jezusa. Matka tego pierwszego bardzo chciała mieć syna i go wymodliła. Obie wyrażają swoją wielką radość. Matka Samuela: „Łuk potężnych się łamie, a mocą przepasują się słabi. Syci za chleb się najmują, głodni zaś odpoczywają”. Maryja w hymnie „Magnificat”: „Strącił władców z tronu, a wywyższył pokornych. Głodnych nasycił dobrami, a bogatych z niczym odprawił.” Świetne uzasadnienia dla społecznych rewolucji. Ewangelia Łukasza jest bowiem „socjaldemokratyczna”, włożyła Maryi w usta nadzieję dla ubogich, a w starożytnym Izraelu też myślano o ich niedoli. Na szczęście jednak dzisiaj coraz mniej jest chętnych do tego wszystkiego, co zaowocowało tragedią komunistyczną. Niemniej gniew ludu wciąż bywa wielki i grozi każdej dyktaturze, a choćby i rządom autorytarnym, niezależnie od ich koloru.
Lektura: „W drodze”, numer miesięcznika dominikańskiego grudniowy, jak prawie wszystkie bardzo ciekawy. Kilka tekstów pod hasłem ”Ksiądz też człowiek?”. Duchowny niewątpliwy, jezuita Wacław Oszajca pisze tak o swojej grupie społecznej: „ Arogancja, jak wszystkie inne grzechy, bierze się z naszego nienawróconego wnętrza. Z przekonania, że skoro mam święcenia i jestem biskupem, prezbiterem, diakonem, i pełnię taki a taki urząd, tym samym zawsze jestem święty, a to znaczy, że zawsze mam rację. Jestem autorytetem w każdej sprawie. A gdy się zderzę z zanegowaniem mojego autorytetu i nie potrafię obronić zajmowanego stanowiska, wpadam w furię albo usuwam się na z góry upatrzone pozycje i z pogardą spozieram na ludzki motłoch u swoich stóp”. Z tekstu abp. Grzegorza Rysia odnotuję natomiast słowa na temat celibatu, pogląd autora starszego pokolenia, ks. prof. Ignacego Różyckiego, przez Rysia jakby aprobowany. Że Kościół nie powinien znosić celibatu, „bo ten zapis prawny jest znakiem nadziei, jaką ma Kościół wobec Pana Boga, że będzie On dawał Kościołowi mężczyzn, którzy rozumieją sens celibatu. Jeśli Kościół zniósłby takie prawo, to znaczy, że straciłby nadzieję wobec Pana Boga. Jeśliby ją stracił, to znaczy, że zablokowałby się na dar Boży”. Z kolei psychiatra i psychoterapeuta prof. Bogdan de Barbaro: „Gdyby mnie ktoś zapytał, czy lepiej jest utrzymać celibat, czy go znieść, to nie potrafiłbym odpowiedzieć, bo widziałbym zarówno jego zalety, jak i związane z nim trudności. Nie umiem odpowiedzieć na pytanie, na ile w oddaniu się na wyłączną służbę Bogu rodzina pomaga, a na ile jest przeszkodą”. Co do mnie, jestem za celibatem, ale nie jako warunkiem „księżowania”: niech będą także „viri probati”, wyświęcani w wieku dojrzalszym ludzie także żonaci.

15:10, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
czwartek, 21 grudnia 2017
Znowu Jan Chrzciciel...

Ewangelia Łukasza 1,39-45
Teraz o tym, że Maryja odwiedza Elżbietę. Obie spodziewają się dziecka, a to, które urodzi Elżbieta, nadzwyczajne jest jeszcze przed urodzeniem. Oczywiście dziecko Maryi było jeszcze bardziej nadzwyczajne, ale patron mój również przeciętnością nie grzeszył. Napisałem już kilka dni temu, że – jak dziś czytamy – „gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty ją napełnił”. Otóż tenże ewangelista napisał wcześniej owego niezwykłego zdarzenia zapowiedź: że Jan już w łonie matki będzie podobnie napełniony (Łk 1,15). Ogarnęła mnie jednak nagle myśl, że ten językteologiczny musi brzmieć w niejednych uszach bardzo dziwnie, więc myślę nad jakimś przekładem. Może trzeba powiedzieć po prostu, że Jan miał w genach jakąś szczególną zdolność myślową czy raczej właśnie duchową. W każdym razie należy swojego patrona zachwalać i czynię to, ile mogę!

14:39, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
środa, 20 grudnia 2017
Dla Boga nie ma nic niemożliwego. O poglądach biblistów bardzo śmiałych

Ewangelia Łukasza 1,26-38
Zwiastowanie: „Bóg powołał anioła Gabriela do dziewicy poślubionej mężowi imieniem Józef”. Anioł wyjaśnił jej, jak to może się stać, że pocznie i urodzi dziecko, jeśli nie zna męża: znajomość oznacza tu relację seksualną. Biblia Poznańska, zawsze bogata w informacje, także dokładną analizę tekstu, zaznacza, że werset 35 może być interpretowany mylnie. Słowa anioła: „Duch Święty zstąpi na ciebie i moc Najwyższego okryje cię jak obłok. 
Dlatego też święte (dziecko), które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym” (przekład tejże Poznanianki) nie znaczą, że Jezus jest Synem Bożym, ponieważ urodził się z dziewicy, ale dlatego, że został zrodzony przez Ojca, w sposób oczywiście nie biologiczny. Spójnik „dlaczego” – tłumaczy Poznanianka – oznacza tylko, że „dziewicze poczęcie i narodzenie Jezusa stanowi rację, dla której ludzie uznają Go za prawdziwego Syna Bożego”. Otóż nam, ludziom współczesnym, przynajmniej niektórym, taka cudowność raczej nie jest potrzebna, jeśli nie wręcz przeszkadza. Co napisałem z myślą o tym, co było w moim wpisie poniedziałkowym o poglądach biblistów na dziewicze poczęcie Jezusa. Wszak tak czy inaczej to, że w ogóle Bóg stał się człowiekiem, było wydarzeniem niezwykłym absolutnie! A o różnych bardzo śmiałych poglądach biblistów na tę i inną jeszcze kwestię biblijną napisało mi się do ”GW” na Święta taki oto felietonik.
Głośne myślenie
Jezus, czyli nowy początek
Jonasz
Słuchając naszych pieśni kościelnych mówią o polskiej religijności cudzoziemcy, że jest jakaś mało radosna, melancholijna. Prawdopodobnie nie byli nigdy na początku zimy i nie słyszeli kolęd. Na przykład tej: „Dzisiaj w Betlejem, dzisiaj w Betlejem wesoła nowina, że Panna czysta, że Panna czysta, porodziła Syna”. Dość skoczna muzyka, też jeszcze słowa interpretujące chrześcijańską wiarę jako powód do takiej radości! 
Poza muzyką jest jeszcze nauka. Także ta dotycząca Biblii. Otóż sekretarzowałem pionierskiemu u nas kiedyś międzywyznaniowemu tłumaczeniu Nowego Testamentu, prowadzę blog jakoś biblistyczny (jan.turnau.blox.pl), gdzie komentuję przeznaczone przez mój Kościół na każdy dzień teksty Pisma Świętego, więc zacząłem myśleć trochę jak jego uczeni badacze, także rzymskokatoliccy. W każdym razie znam ich bardzo częste poglądy. Na przykład przy tej kolędzie postawiliby swoje znaki zapytania. 
Po pierwsze, czy aby na pewno Jezus urodził się w Betlejem, a nie w Nazarecie, gdzie się przecież wychował? Napisali tak obaj ewangeliści, którzy zajmują się Jego dzieciństwem, czyli Mateusz i Łukasz. Według Łukasza poszli z Nim do Betlejem Jego rodzice, bo był tam spis ludności według pochodzenia, a Józef się stamtąd wywodził. Musieli się tam zarejestrować, choć nie było to ich ówczesne miejsce zamieszkania. Tyle tylko, że sam ów spis jest wydarzeniem trochę wątpliwym, nie bardzo pasują do siebie historyczne szczegóły, które podaje Ewangelia Łukasza. Może chodziło także Mateuszowi o to, żeby zaznaczyć Jezusowe pochodzenie z rodu króla Dawida, czyli z jego rodzinnej miejscowości? No i wyrażenie „Panna czysta” według licznych biblistów, także katolickich, budzi wątpliwości.
Czy aby na pewno dziewictwo Matki Jezusa jest rzeczywiście faktem historycznym, a nie „teologicznym symbolem nowego początku, który dokonał się mocą Boga za pośrednictwem Jezusa Chrystusa” (ks. Wacław Hryniewicz w książce „Credo. Symbol naszej wiary)”
Wysypałem tutaj niektóre biblistyczne rewolucyjności, choć to oczywiście nie żadne dogmaty, nie religijne oczywistości. Wydaje mi się bowiem, że ukrywanie podobnych poglądów nie ma duszpasterskiego sensu. Przecież Jezus urodzony całkiem zwyczajnie, nie cudownie, do tego w Nazaret, nie w Betlejem, pozostaje w pełni, zgodnie z chrześcijańską wiarą, zbawicielem ludzkości. Dokonał nowego początku jej historii. Wybierając śmierć na krzyżu zamiast gromienia wrogów swoją nadziemską siłą, rozpoczął dziejowy proces.
Owocuje to już na przykład jednoczącą się Europą, a kiedyś na końcu historii – wierzą Jego wyznawcy – zmieni zupełnie kształt rzeczywistości. Wiara w postęp naiwna rewolucyjnie? Oczywiście, ale chrześcijaństwo jest przecież rewolucyjne, choćby nawet jego podstawowe teksty nie były w każdym zdaniu relacjami historycznymi rozumianymi po dzisiejszemu. W ogóle nie były w zamierzeniu autorów dziejopisarstwem, ale nowiną najweselszą z możliwych. Dwadzieścia wieków temu urodził się Ktoś, kto w ludzkim myśleniu namieszał, jak nikt.

13:22, jan.turnau
Link Komentarze (12) »
wtorek, 19 grudnia 2017
Podobni Mu Samson, Jan Chrzciciel

Księga Sędziów 13,2-7.24-25a
Ewangelia Łukasza 1,5-25
Ludzie niezwykli zjawiają się na świecie niezwykle. Oto Samson, ten z czupryną niestrzyżoną, oto Jan, syn kapłana Zachariasza i krewnej Maryi Elżbiety. Pierwszy bohater walczył z Filistynami, drugi gromił grzechy swego ludu,. Obaj z matek długo bezpłodnych.
Obaj przyszli na świat w sposób cudowny, podobnie jak Jezus z matki dziewicy. Dziś nie lubimy słyszeć o takich poczęciach. Sami jakby trochę podobne czynimy w próbówkach, ale to oczywiście co innego. Albowiem świat nie jest dziwny, wszystko da się wyjaśnić i samemu stworzyć. Czy jednak na pewno? W każdym razie bywają jak tamci dwaj ludzie niebywali. Jezus po nich najdziwniejszy.

16:13, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 18 grudnia 2017
Uwierzyć kobiecie

Ewangelia Mateusza 1,8-24
Ta ewangelia, nie tylko tamta Łukaszowa, zajmuje się tym, co się wydarzyło, zanim Jezus wystąpił publicznie. Bohaterem głównym jego narracji jest, obok oczywiście Jezusa, nie Jego Matka, ale ojciec prawny Józef. Niemniej obaj ewangeliści przekazują tę samą wiarę, że Józef był tylko formalnie ojcem: poczęcie Go było Bożym cudem, Maryja poczęła „za sprawą Ducha Świętego”. Dzisiejsi bibliści, również rzymskokatoliccy, zastanawiają się jednak, czy opowiadania obu tych ewangelii (pozostałe na ten temat milczą, także inne księgi) są historyczną relacją o biologicznym dziewictwie Matki Jezusa, a nie pewnym symbolem literackim nowego początku ludzkiej historii.
Mateusz opowiada dzisiaj, że dla Józefa wiadomość, iż jego przyszła żona jest w ciąży, było powodem zrozumiałej rozterki. Taką kobietę karano śmiercią. Czytałem, co prawda, gdzie indziej, że zagrożenie nie było aż tak wielkie, tekst ewangelijny mówi tylko o „zniesławieniu”, w każdym razie Józef, „który był człowiekiem sprawiedliwym”, zastanawiał się, co w tej sytuacji zrobić. Bibliści przypuszczają na ogół, że chciał dać Maryi list rozwodowy, który zwracałby jej wolność. Można też jednak tłumaczyć grekę inaczej, tak, że nie chciał jej oddalić, tylko sam oddalić się od niej. Co wyjaśniałoby słówko „potajemnie” („po cichu”), niepasujące do procedury rozwodowej, trudnej przecież do ukrycia. W takiej egzegezie sugeruje się zapewne, że gdyby zniknął, nie musiałby tłumaczyć, co się stało. Gdzie skryłby się wtedy jednak? Dalszy ciąg tekstu Mateuszowego jest taki, że anioł Pański ukazał mu się we śnie i powiedział: „Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twojej małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od Jego grzechów”. I tak się stało, a nie jedyna to tajna adopcja także dzisiaj.

14:36, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
niedziela, 17 grudnia 2017
Jan jakby byle kto

Ewangelia Jana 1,6-8.19-29 
Tłumaczy, kim jest, kapłanom i lewitom. Nikim bardzo ważnym: ani Mesjaszem, ani Eliaszem, ani nawet prorokiem. Ważny jest Ten, który po nim przyjdzie, któremu nie jest godny nawet zdjąć z nóg sandały. Aż trudno uwierzyć, że to nie jakaś minoderia, skromność trochę fałszywa! Kompleks niższości? Nie, co innego. Świadomość niższości religijna, nie neurotyczna. Zobaczył w krewniaku kogoś, na którego jego lud czekał: Mesjasza. Zastrzegł się: „Ja Go przedtem nie znałem” (J, 31). Zapewne nie spotkali się przedtem osobiście, choć z Judei do Galilei nie bardzo daleko, matka Jezusa doszła z Nazaret do Ain Karim (Karem?) do matki Jana jakoś już w pierwszych miesiącach ciąży. Mogło być nawet tak, że Jan mało interesował się Jezusem, tym przeciętnym synem cieśli bez skłonności do pustelnictwa, sam na takim odludziu od wczesnej młodości. Bywają jednak wizje nadnaturalne i taka jedna mu wystarczyła, aby dał świadectwo.
PS. Dyskusja na temat modlitwy „Ojcze nasz”, prośby „I nie wódź nas na pokuszenie”, o której napisałem w poniedziałek, trwa na szczeblu kościelnym najwyższym. Franciszek jest tego reformatorskiego zdania, co biskupi francuscy, ale już nie niemieccy. Tamci wypowiedzieli się przeciw poprawce „Nie dopuść, abyśmy nie ulegli pokusie”. Powołują się na Benedykta XVI. Napisał o tym problemie w swojej książce „Jezus z Nazaretu” zaraz w tomie I (s. 140-143). Zajrzałem tam i przekonał mnie. Owszem, jak przetłumaczyliśmy w naszym EPP, chodzi o próbę, ale można ją nazwać pokusą. Bóg, co prawda, nie namawia do złego, tylko szatan, ale sprawa nie jest prosta. Owszem, w biblijnym Liście Jakuba napisano, że „kto doznaje pokusy, niech nie mówi, że Bóg Go kusi” , niemniej z kolei na pustynię wyprowadza Jezusa - aby był kuszony przez szatana - Duch, przecież ten Święty, przecież Osoba Boska (Mt 4,1). Wtedy Bogu chodziło o to, żeby Jezus jako człowiek podjął całą ludzką dolę, niedolę. No i w owej doli chodzi Bogu o to, żebyśmy oczyszczali się duchowo w ogniu takich doświadczeń, prób, jednak pokus. Benedykt XVI przypomina rolę szatana w Księdze Hioba, gdzie diabeł przekonuje Boga, że człowiek doświadczany załamie się. Hiob wytrzymuje, my nie zawsze, mamy zatem modlić się, by Bóg w owych próbach nie przesadzał. Czyli właściwie, żebyśmy nie ulegli pokusie? Może tak, Biblię warto jednak tłumaczyć dosłownie.

09:47, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
sobota, 16 grudnia 2017
Jan Chrzciciel to Eliasz bis

Mądrość Syracha 48,1-4.9-11
Ewangelia Mateusza 17,10-12
Uczniowie zapytali Jezusa, „czemu uczeni w Piśmie twierdzą, że najpierw musi przyjść Eliasz”. Trzeba wiedzieć, że był to starotestamentalny prorok ogromny, zrównywany wręcz z samym Mojżeszem, „do nieba wzięty w wirze ognia, na wozie zaprzężonym w ogniste rumaki”. Miałby on powrócić na ziemię, by zrobić duchowy porządek. Jezus odpowiada bardzo dwuznacznie: „Eliasz istotnie przyjdzie i wszystko naprawi. Lecz powiadam wam: Eliasz już przyszedł, a nie poznali go i postąpili z nim tak, jak chcieli”. Wyjaśnię to najprościej: w pierwszym zdaniu Eliaszem jest sam Jezus, w drugim Jan Chrzciciel. Patron mój powraca teraz w czytaniach ewangelijnych często, zjawi się w całej krasie jutro.

08:27, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
piątek, 15 grudnia 2017
Mieć potomstwo

Księga Izajasza 48,18-19a
„O, gdybyś zważał na moje przykazania,
Twój pokój stałby się jak rzeka,
A sprawiedliwość jak fale morskie;
Jak piasek byłoby twoje potomstwo,
twoje odrośle jak jego ziarnka” (tłum. ks. Lecha Stachowiaka).
Nagroda pierwsza i druga zrozumiała także dzisiaj, pokój i sprawiedliwość to wartości ogólnoludzkie, uniwersalne, ale tamta trzecia? Był u nas czas swoistego neomultazjanizmu, że po cholerę dzieci, ale to mija na szczęście. Choć staje się chyba coś dziwnego: dziewczynom o wiele mniej zależy na posiadaniu męża, nawet i stały partner czasem niekonieczny, grunt to własne dziecko. Wracam jednak do starożytnych Żydów: patrzyli w ogóle na sprawę potomstwa inaczej, bo ich wyobrażenia o życiu pośmiertnym nie były tak różowe jak chrześcijan. Szeol to nie była radość absolutna, człowiek dopełniał się natomiast po śmierci w potomstwie. Z Żydami wierzącymi religijnie jest dzisiaj inaczej: jak starożytni faryzeusze, nie saduceusze, wierzą w zmartwychwstanie. A jak z niewierzącymi? Pewnie różnie, tak jak z w ogóle z nami dzisiaj.
Tradycyjnie dołączam pisankę felietonową, planowaną do „GW”.
Głośne myślenie
Dominikanin brzytwojęzyczny
Jonasz
Józef Puciłowski OP: „Alfabet”. Rozmawia Ryszard Bongowski. Wydawca: Astreed Ryszard Bongowski. Gdańsk 2017. Stron 172. Przemowa Zbigniewa Nosowskiego. Książkę człowieka, z którym przyjaźnię się od wieków, czytam inaczej niż zwykłą. Co sobie myślałem podczas lektury? Ano to, że gdy poznałem, wydał mi się niezwykle uprzejmy, nieśmiały. Potem z jego wypowiedzi publicznych domyślałem się, że się odmienił, ale nie przypuszczałem, że aż tak. Weredyk jak cholera. Z dyplomacją eklezjalną nie ma nic wspólnego. Pewnie to dobrze, bo ta okrągłość kościelna jest raczej okropna. Kadzidłem pachnie wszystko, co trochę publiczne, choć tamto prywatne bywa przeciwne. Krytycyzm godny pochwały, choć nie wiem, czy zawsze.
Najpierw o tematyce. Najrozmaitsza, bo to właśnie alfabet. Oczywiście głównie o Matce Kościele, raczej bez omijania spraw kontrowersyjnych. No i może bez wewnętrznej cenzury. Co prawda, pewnie by jej trochę było, gdyby nie to, że rozmówca, owieczka Józkowa z czasów, gdy pasł dusze w Gdańsku, ciągnie za język potężnie, wykręty ojcu duchowemu zarzuca. Zaznaczę jednak też mocno, że Józek zaskakuje w różny sposób. Pewnie ma rację Nosowski, że ksiądz mający opinię kościelnego liberała wyłamuje się schematom. I to bardzo dobrze. Książka zyskuje, gdy zaskakuje, a sam duchowny autor chwali różnorodność.
Zatem Józkowe poglądy. Najpierw te „zachowawcze”. W sprawie rozwodów, antykoncepcji. Te pierwsze to całkiem co innego niż małżeństw unieważnianie (tak je nazywa, choć mnie uczono, że to tylko stwierdzanie nieważności). O Franciszkowej rewolucyjce w „Amoris laetitia” nie wspomina. Antykoncepcja też niemoralna, kalendarzyk dni bezpłodnych słuszny, bo nie wyklucza życia. Celibatu Józek nie radzi reformować, o wyświęcaniu ludzi żonatych (viri probati”) nie pisze, skandale seksualne w życiu księży oczywiście widzi, ale to według niego (i niektórych innych mądrych księży) znikomy procent.
Niemniej kara śmierci to bezprawie, oświecenie niosło też dobro, sprawa Bolesława Śmiałego i św. Stanisława ze Szczepanowa nie jest jasna: ten drugi nie był zdrajcą, być może upominał króla za niemoralne postępowanie, ale też będąc biskupem chciał mieć wpływ na kierowanie państwem. „Dzisiaj, w wolnej i demokratycznej Polsce, nie jest rolą hierarchii kościelnej mieszanie się do spraw państwa i władzy”. Dzisiejsza ustawa w sprawie aborcji powinna pozostać, bo to kompromis jednak dobry.
No i sprawa lustracji. Jako historyk został Józek szefem zespołu do tej sprawy w swoim zakonie. Tu wydaje mi się ostry szczególnie. Wobec swoich braci szczególnie, ale też wobec biskupów. Agentami UB i SB było „niestety, mówię to z wielkim ubolewaniem, ale według mojej wiedzy aż kilkunastu”. Wymienia z nazwiska tylko jednego, który jest szefem diecezji dalej. Książka wydana za zgodą prowincjała, czyli zakonnej władzy.

14:16, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
czwartek, 14 grudnia 2017
Jan Chrzciciel wielki, ale mały...

Ewangelia Mateusza 11,11-15
„Między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciciela. Lecz największy w królestwie niebieskim większy jest niż on.” Ewangelia to nie traktat teologiczny, Jezus słów nie wyważał. Jak te dziwne rozumieć? Może także i tak, że Jego poprzednik nie wszystko rozumiał. Wizję Boga miał jeszcze poniekąd starotestamentalną, w której liczyły się na przykład rytualne posty. Co więcej Jan nazwał wprawdzie Jezusa dwukrotnie Barankiem Bożym, ale wygląda na to, że oczekuje od Niego mocniejszego mesjańskiego działania. Zapowiadał przecież, że „ma On wiejadło w ręku i oczyści swój omłot: pszenicę zbierze do spichlerza, a plewy spali w ogniu nieugaszonym” (Ewangelia Mateusza 3,12, tłumaczenie też Tysiąclatki).
Jeżeli tak będzie, to raczej dopiero wtedy, gdy powróci w chwale i w mocy.

11:29, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
Archiwum