Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
poniedziałek, 13 lutego 2017
Kain, Abel i zazdrość mordercza

Księga Rodzaju 4,1-15.25
Było tutaj przez kilka dni o grzechu zwanym u katolików pierworodnym, przyszedł czas na opowieść o grzechu konkretnym, zwanym u nas „uczynkowym”: o bratobójstwie. Najpierw w związku z tym wspomnienie świętej pamięci arcybiskupa Życińskiego: dowcipkował, że chociaż jest ekumenistą szczerym, nie może nazywać biskupa prawosławnego również lubelskiego Abla swoim bratem, bo Kainem nie jest. A był ekumenistą naprawdę, w ogóle hierarchą wielkiej mądrości, śmierć jego sześć lat temu (wczoraj była rocznica) to strata dla mojego Kościoła niepowetowana.
Teraz o treści dzisiejszej perykopy. Nie bardzo wiadomo, czemu nie podobał się Bogu od razu ten starszy brat (najstarszy, po Ablu był jeszcze Set), czemu Pan nie chciał patrzeć na niego i jego ofiarę, a na Abla i jego ofiarę wejrzał, wzbudzając u Kaina trochę zrozumiałą zazdrość. Czemu Bóg powiedział mu, że postępuje źle? Czemu jakby taka narracyjna antycypacja? Może grzeszył on jednak jeszcze nie czynem potwornym, ale jakąś głęboką złością swoją. Czytaliśmy wczoraj przecież słowa Jezusa: „Aja wam powiadam: - Każdy, kto gniewa się na swojego brata, podlega sądowi”. Same emocje są do pewnego stopnia neutralne moralnie, ale trzeba je kontrolować, pilnować, by się nie rozpalały za bardzo, jakoś je studzić. Aby jednak zrozumieć tekst biblijny, trzeba przede wszystkim pamiętać to, co powtarzam uparcie: Duch Święty Inspiratorem, nie adiustatorem, redaktorem dokładnym. Ważna perykopy myśl podstawowa: motorem grzechu bywa często zazdrość, rodząca zawiść zapiekłą i wściekłą.

14:09, jan.turnau
Link Komentarze (22) »
niedziela, 12 lutego 2017
Radykalizm etyczny ewangeliczny. Prawosławie, prawosławie, prawosławie...

Ewangelia Mateusza 5,21-32
Perykopa ważna etycznie: nie zabijaj, nie cudzołóż. Nie zabijaj nawet słowem obraźliwym, nie cudzołóż nawet wzrokiem pożądliwym. „Każdy, kto oddala swoją żonę [dając jej list rozwodowy]- poza wypadkiem nierządu – naraża ją na cudzołóstwo”; a kto by oddaloną wziął za żonę, dopuszcza się też cudzołóstwa”. Zauważmy najpierw, że mąż ma tu większe prawa niż żona, bo ma prawo do inicjatywy, ona nie, więc Jezus broni tu kobiet. Broni przed prawem dla nich bezlitosnym, jeśli można było wyrzucić żonę na bruk samotności i nędzypod byle pretekstem (Pwt 24,1). Stanowisko Jezusa jest bardziej radykalne niż żydowskie, trzeba je jednak dobrze rozumieć. Rady w rodzaju „jeśli więc prawe oko jest ci powodem do grzechu, wyłup je i odrzuć od siebie” nakazują większą etyczną wrażliwość, ale przecież nie oślepianie się. Zatem nie zrównanie wzrokowych skojarzeń seksualnych z niewiernością małżeńską. Nie każdy grzech przeciw temu przykazaniu należy do tak zwanych ciężkich.
Mamy tu jednak duży problem egzegetyczny z tym „przypadkiem nierządu”. Albo chodzi tu o wyjątek w postaci małżeńskiej niewierności (tylko kobiety), albo o małżeństwo z punktu widzenia prawa żydowskiego nielegalne, choć uchodzące za ważne. Pierwszą interpretację stosuje prawosławie, drugą (rzymski) katolicyzm. Franciszek w swojej adhortacji „Amoris laetitia” poszedł poniekąd po linii prawosławnej, ale bez powoływania się na wyrażenie Mateuszowe: raczej, jak też to robią swoją drogą prawosławni, na miłosierdzie. O prawosławiu napisałem do „Buntu Młodych Duchem” taki megafelieton, wklejam go tutaj, zanim się tam ukaże.
Notatnik zwariowanego ekumenisty
Patriarcha Atenagoras:”Sypialnia małżeńska jest miejscem świętym: nie wchodzę tam”
PRAWOSŁAWIE W KŁOPOTACH, ALE MY TEŻ
Może jednak nie jestem całkiem zwariowany, samotny Don Kichot na pustyni obojętnych. Są w Polsce ludzie interesujący się tym mniej niż milionem innych chrześcijan. Tymi, co to nie są katolikami - i to konkretnie rzymskimi: bo mamy przecież nad Wisłą dwa Kościoły katolickie również, ale biskupowi rzymskiemu zupełnie niepodległe: Kościół Starokatolicki Mariawitów oraz Polskokatolicki; oba należą jakoś do jeszcze jednej rodziny chrześcijańskiej zwanej starokatolicką, oddzielonej od Rzymu po ogłoszeniu dogmatów o prymacie inieomylności papieża. Jeszcze jednej obok rzymskokatolickiej, prawosławnej, protestanckiej, czyli ewangelickiej, oraz anglikańskiej. Co tutaj króciutko przypomniałem, aby zająć się dłużej prawosławiem.
W warszawskim Klubie „Tygodnika Powszechnego”
Ano powstały takie miejsca spotkań, niezależne od Klubów Inteligencji Katolickiej. Czasem jak w Warszawie z KIK-iem bardzo zaprzyjaźnione, gdzie indziej niekoniecznie. „Tygodnik Powszechny” to wręcz rodzaj hasła: od wieków (ur. 1945) pismo otwarte na różną inność, także wyznaniową, co w ojczyźnie naszej regułą zgoła nie jest. A więc na przykład KTP warszawski w czwartek 12 stycznia zaprosił do siebie „z wygłosem” teologa prawosławnego, profesora Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej, ks. Jerzego Tofiluka. Temat: prawosławiewłaśnie, przy czym występ miał formę rozmowy, odpowiedzi na pytania, które zadawałteolog rzymskokatolicki z UKSW, ks. prof. Andrzej Perzyński. Sprawy przeróżne.Rzymy są aż trzyStatystyka: przeszło pół miliona wyznawców, głównie na Podlasiu, parafie głównie wiejskie. To w Polsce, a w świecie ok. 260 milionów, z tego przeszło połowa w Rosji, na Ukrainie i na Białorusi podlega patriarchatowi moskiewskiemu (także w Chinach, Japonii, Mołdawii, Azji Środkowej i krajach bałtyckich). Padło pytanie, co będzie z Ukrainą, z jej chęcią kościelnego uniezależnienia się od Rosji: ks. Tofiluk odpowiedział, że Cerkwie krajowe zyskują z czasem całkowitą niezależność (tak zwaną autokefalię), więc i to nastąpi nad Dnieprem, także na Białorusi, Litwie, Estonii, ale jeszcze nie zaraz.Tak zwany trzeci Rzym, czyli Moskwa, góruje statystycznie potężnie nad drugim, czyli Konstantynopolem. Tamten ma siłę, ten autorytet – powiedział ks. Tofiluk. Starał się jednak, jak w ogóle Cerkiew polska, o „ponadcerkiewność”: ocenił, że obie te stolice kościelne mają tendencje, jak je nazwał, polityczne, czyli do mocnego przewodzenia w prawosławiu. Moskwa ma do tego tytuł liczbowy, Konstantynopol to przy niej wspólnota niemal znikoma: nie podlega tej stolicy nawet Cerkiew grecka. Słyszałem, że z woli samego dawnego Bizancjum: nie chciało, by bardzo konserwatywne religijnie Ateny należąc doń ciążyły na jego decyzjach: w każdym razie mają one obecnie autokefalię. Drugi Rzym natomiast przewyższa znacznie trzeci powagą swojego starożytnego wieku: należy do Kościołów prawosławnych najstarszych, obok oczywiście Rzymu pierwszego, Aleksandrii, Antiochii i Jerozolimy (kiedyś to była tak zwana Pentarchia). Ma nawet specjalny tytuł patriarchatu ekumenicznego. Zyskał go w grze z Rzymem pierwszym, otrzymał za jakieś ustępstwo na rzecz tamtego. Trzeci jest młodszy o wiele: dopiero z wieku XV-ego.
Sobór wszechprawosławny potrzebny
W historii chrześcijaństwa było siedem soborów wspólnych, Wschodu i Zachodu, ostatni tak jak i pierwszy w Nicei, w roku 787, potępił herezję ikonoklazmu, broniąc czci dla świętych obrazów. Potem już ostatecznie nie było ani jednego. Co więcej, o ile na Zachodzie praktyka soborów jest kontynuowana, choć Wschód uznaje je tylko za lokalne, to w prawosławiu stopniowo zamierała. Różne były tego przyczyny, także oczywiście upadek cesarstwa wschodniego. Centrum prawosławia przenosi się z czasem po trochu do Moskwy, ale tam soborowa idea jakoś długo nie znajduje zrozumienia, jak też właśnie w ogóle w prawosławiu. Bo też nie sprzyja temu istnienie dwóch ośrodków dominujących: kolejnych Rzymów. Konstantynopol posądzany jest np. przez metropolitę Hilariona z patriarchatu moskiewskiego o dążenie do prawosławnego „papizmu”, o takie władcze rozumienie swego honorowego pierwszeństwa (napisał o tych sporach ciekawie w magazynie „Rzeczpospolitej” „Plus Minus” w numerze z 18-19 czerwca 2016 Łukasz Kobeszko). Objawiło się to potężnie, gdy patriarsze Konstantynopola Bartłomiejowi I udało się w końcu w czerwcu 2016 r. zgromadzić sobór prawosławny na Krecie. Moskwa oraz uzależnione od niej w różny sposób patriarchaty antiocheński, gruziński i bułgarski odmówiły udziału. Moskwa wprawdzie później wydała oświadczenie pojednawcze, ale sytuacja wygląda źle.
A sprawa Jedności?
Nie jest też bynajmniej jednakowe podejście prawosławnych do ruchu ekumenicznego. Ośrodek konstantynopolski był tego ruchu właściwie współtwórcą. Wyczytałem w ważnej dla mojego tematu książce profesora Karola Karskiego „Od Edynburga do Porto Alegre. Sto lat dążeń ekumenicznych”, że : 1920 roku patriarchat ten wystosował do wszystkich Kościołów na świecie orędzie wzywające do stworzenia wspólnoty Kościołów, której celem byłaby wzajemna pomoc: różnice dogmatyczne nie mogą stanowić przeszkody we wspólnym działaniu. Patriarchat moskiewski dał się natomiast namówić do uczestnictwa w Światowej Radzie Kościołów dopiero z nadejściem politycznego odprężenia w r. 1961. Tworzy się poza tym dzisiaj stopniowo sytuacja, w której stosunki pierwszego Rzymu z drugim ocieplają się coraz bardziej, z trzecim z dużymi oporami. Watykan robi, co może, by nie wyglądało to na chęć rozbicia prawosławia: Franciszek doprowadził do spotkania z patriarchą Cyrylem I na Kubie, ale równoległości w przyjaźni nie ma. Na przeszkodzie staje ciągle sprawa tzw. uniatyzmu, czyli istnienia struktur kościelnych wschodnich podporządkowanych papiestwu. Nie ma raczej tego rodzaju kłopotów Konstantynopol, na terenie Ukrainy natomiast działa bardzo aktywnie Kościół greckokatolicki, zwący się raczej bizantyjsko-ukraińskim, który jest wciąż solą w oku Moskwy. Utrudnia sytuację jeszcze bardziej agresja rosyjska na Ukrainę, mimo że traktowana przez Watykan ze względów dyplomatyczno-ekumenicznych niezwykle ostrożnie, ku rozżaleniu ukraińskich unitów. Warownie i mury obronne No właśnie, są w tej rodzinie wyznaniowej spory po prostu o „rząd dusz”, o władzę, o prestiż, kto ważniejszy, ale do tych nazbyt ludzkich spraw przecież rzecz się nie sprowadza. Jakie jest jej teologiczne, wręcz doktrynalne meritum? Otóż wydaje mi się, że mamy w prawosławiu rosyjskim, ale w innych też, bastiony religijnego konserwatyzmu. Dawno już miałem dowody na to, że jest tam nie jeden, jak u nas, ośrodek w rodzaju Radia Maryja, ale bardzo wiele.
Znalazłem na przykład taką informację jeszcze sprzed Soboru Kreteńskiego. „Metropolita Władywostoku i Nadmorskiego Kraju Beniamin nie wykluczył w gazecie prawosławnej «Ruś Dierżawnaja», że USA dla własnych celów wywarły wpływ na patriarchat Konstantynopola, głównego organizatora soboru. Pochwalił Cyryla i ŚwiętySynod za odmowę uczestnictwa, ale gdyby jednak patriarchat moskiewski uczestniczył, to należy zachować roztropność, cierpliwość, nie wydawać pochopnych sądów, nie rzucać klątw ani nie godzić się na ustępstwa doktrynalne, które mogą doprowadzić do braku jedności. Wezwał władze kościelne i zwykłych wiernych do jedności i niepodważalności wiary.”
To i tak wypowiedź delikatna. Za spotkanie z Franciszkiem Cyryl krytykowany był w swoim kraju dużo ostrzej. Zarzucano mu uleganie zgubnym ideom ekumenizmu, zbliżenie z heretykiem. W niektórych klasztorach przestano wymieniać jego imię w liturgii. Ekumenizm powszechny w Rosji to chyba przyszłość nie najbliższa.Oraz wiadomość Katolickiej Agencji Informacyjnej z 1 listopada 2016: „Musimy być czujni, bo w Brukseli realizują plan dechrystianizacji Europy – powiedział prawosławny arcybiskup Aten Hieronim II. Według hierarchy, na celowniku Unii Europejskiej stale są: język, historia, rodzina, instytucja małżeństwa, szkoła i wychowanie. Nasi «przyjaciele» w Europie, wykorzystując trudną sytuację gospodarczą w Grecji, wszelkimi środkami będą dążyć do doprowadzenia greckiego społeczeństwa do zepsucia. Zaczną od naszych szkół. Najgorsze, że nasi wrogowie nie są gdzieś daleko, ale już pośród nas. Widzimy to i odczuwamy. Ale jeślinaprawdę zaangażowali się i przygotowali plany zmiany naszego społeczeństwa, lekceważąc naszą historię i tradycje, niszczą podstawy rodziny, i narzucają rozpustę, ciągłą degradację naszego języka oraz pogardę dla naszej kultury, ojczyzny i świętych miejsc. Jeśli to wszystko jest częścią żądań kredytodawców greckiego rządu, to my wszyscy staniemy się warownią i murami obronnymi,, by się temu oprzeć”.
Prawosławie w kłopotach, ale wspaniałe!
W tej sytuacji myślowej trudno się dziwić, że opór prawosławnych wobec takich etycznych nowości, jak akceptacja homoseksualizmu czy kapłaństwa kobiet, napotyka w prawosławiu na opór mocniejszy jeszcze niż w „rzymskim” katolicyzmie. Znamienne jest, że patriarcha Konstantynopola nie wypowiada się na ten temat przy każdej okazji, jak to czyni patriarcha Cyryl. Jest tam tradycja personalna wspaniała: patriarcha Antenagoras I. W numerze 5 (93) „Buntu” przedstawiłem go przetłumaczonymi przez ks. Jana Zieję fragmentami jego książkowej rozmowy z prawosławnym teologiem francuskim Olivierem Clémentem. Gdy ukazały się w roku 1972 w „Więzi”, małą sensacją był brak potępienia antykoncepcji („izba małżeńska jest miejscem świętym, nie wchodzę tam”), czyli stanowisko doktrynalne inne niż papieża Pawła VI w encyklice „Humanae vitae”. Zapytany o tę sprawę ks. Tofiluk wyjaśnił to tak: rzecz w tym, że według Kościoła rzymskokatolickiego celem małżeństwa jest prokreacja, w prawosławiu natomiast miłość wzajemna. Co prawda, w moim Kościele już też obecnie jako ten cel owa miłość, nie tylko prokreacja, ale tak było długie wieki. I tutaj objawia się prawosławny – by tak rzec – etyczny zdrowy rozsądek: małżonkom nie wchodzi się do łóżka. Na szczęście jednak – zaznaczam! – tak jest w całym chyba prawosławiu, nie tylko konstantynopolskim, niezależnie od różnic w innych sprawach. Podobnie wygląda tam sprawa „rozwodników”, dzisiaj tak sporna u nas: jak wiadomo, błogosławi się w cerkwiach niektóre powtórne małżeństwa, choć nie jest to obrzęd radości. Patriarcha Atenagoras powiedział na ten temat o miłosierdziu: no właśnie, przypomina się ta papieża Franciszka mania przenajświętsza... 
Pochwalę chrześcijański Wschód dalej: inny polski teolog prawosławny, ks. Henryk Paprocki, w znakomitej książce zbiorowej pt. „Drogi chrześcijaństwa” napisał był: „Obraz Boży jest w człowieku zawsze. Może być zaciemniony, zbrukany, ale jest w nim obecny. Człowiek nie może się go pozbyć, to nie ząb, który można wyrwać, choroba, którą można przegnać. To jest dane w samej naszej istocie, w głębi duszy człowieka. Podobieństwo może, na skutek grzechu i błędnych działań człowieka, zmienić się w niepodobieństwo. Natomiast, pomimo całego tragizmu egzystencji, obraz Boży pozostaje w nas niezmieniony. Ten obraz jest gwarancją wcielenia. Chrystus, wcielając się, odnalazł w człowieczeństwie swój własny obraz, niewcielił się w coś obcego. Obraz Boży nawet na dnie najgorszego upadku człowieka jest w nim obecny i woła do swojego Stwórcy. Dlatego mówimy, że zawsze istnieje możliwość nawrócenia. Nie ma takiej sytuacji, by nawrócenie było niemożliwe. Oczywiście nawrócenie zależy od człowieka i jego wolnej woli. Zawsze jednak można dokonać aktu pokuty i nawrócenia. To jest właśnie optymizm ontologiczny tak pięknie wyrażony w zakończeniu «Wujaszka Wani» Czechowa, że wszystkie nasze sprawy i zmartwienia utoną w miłosierdziu,które nie ma granic. Ostateczną konsekwencją tej koncepcji jest pytanie o to, czy wszyscy jesteśmy predestynowani do potępienia lub do zbawienia oraz czy możliwość nawrócenia kończy się wraz ze śmiercią? A może istnieje możliwość przezwyciężenia zła również po tamtej stronie? Przecież to, co potocznie nazywamy końcem świata, w rozumieniu biblijnym nie jest żadnym końcem, lecz początkiem nowego nieba i nowej ziemi, odnowienia całej rzeczywistości.” Kłania się tutaj ks. Wacław Hryniewicz, wdzięczny prawosławiu za ogłaszaną przez siebie wszem i wobec nadzieję powszechnego zbawienia! Ale przede wszystkim kłania się chyba ks. Paprocki św. Atanazemu, od którego pochodzi powiedzenie, że po to Bóg stał się człowiekiem, aby człowiek stał się Bogiem. Przebóstwienie.
Kłopoty ze spójnością
Wracam do ostrych podziałów w prawosławiu. Chciałem napisać, że przydałby się im jakiś jednak ośrodek centralny, spajający swoim autorytetem. Nie monarcha absolutny, jakim byli długo biskupi Rzymu, ale papież jakby z pierwszych wieków. Ot, taki Franciszek z Argentyny. Tylko tyle, że my mamy dzisiaj podobnego papieża, a ze spójnością problem. Podzieliła nas przecież okropnie rozwodników sprawa. Ekumenia to trud nieustanny: jak zaczęła jednoczyć całe chrześcijaństwo, to w poszczególnych rodzinach wyznaniowych robi się przeciwnie.

17:40, jan.turnau
Link Komentarze (23) »
sobota, 11 lutego 2017
Antropomorfizm, a jakże

Księga Rodzaju 3,22
„I rzekł Jahwe-Bóg: - Oto człowiek stał się jako jeden z nas, poznając, co dobre, a co złe. Oby teraz nie wyciągnął ręki i nie zerwał również [owocu],aby go zjeść i żyć na wieki” (Biblia Poznańska). No i straż postawiona przy wejściu do ogrodu Eden, by nikt tam nie mógł wejść. Dziwne to jednak słowa. Bóg zachowuje się, jak zazdrośnik strzegący swego monopolu na nieśmiertelność. Antropomorfizm, pokusa myślowa autorów biblijnych poważna. A człowiek poznał wtedy rzeczywiście, co dobre, a co złe, być może w tym sensie, że praktycznie (takie tłumaczenie zacytowałem 8 bm.), ale też intelektualnie: zrozumiał, przynajmniej trochę, czego robić nie wolno.

19:47, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
piątek, 10 lutego 2017
Wąż, niewiasta i jej mąż

Księga Rodzaju 3,1-8
Nie da się ukryć, że zaczęło się od niej. Podkusił ją przecież, nie jego, miał zdolną pośredniczkę. Niełatwo przekonać, że nie ma w tej opowieści jakiegoś antyfeminizmu. Tyle że narrator odnotowuje sam Adamowe męskie tłumaczenie się, usprawiedliwianie się przez zrzucanie całej odpowiedzialności na niewiastę”, wyprzedza w ten sposób jakby późniejszy „maskulinizm”. A Biblia Poznańska tłumaczy niewiastę dyskusyjną tezą, że jest z natury swej wrażliwa i mniej od mężczyzny krytyczna. Acz faktycznie ciekawe, czemu wąż (nienazwany tu wyraźnie złym duchem) zaczął od niej, nie od dominującego na ogół Adama.

12:47, jan.turnau
Link Komentarze (51) »
czwartek, 09 lutego 2017
A ona to „mężyna”

Księga Rodzaju 2, 18-25
Biblia Poznańska przekłada: „Ona zwać się będzie mężową, ponieważ z męża jest wzięta”. Albowiem on to „isz”, ona to „iszsza”. Z jego żebra, ciała cała. Równość płci jakoś tu zaznaczona, że kobieta też w ogóle człowiek, ale dość łatwo sprawę „spatriarchalizować”: tak, ona moja, nawet najmojsza, ale to może znaczyć, że własność moja prywatna, z którą mogę robić, co mi się żywnie podoba. Mój dobytek: „Nie będziesz pożądał domu bliźniego twego”, czyli żony, sługi, wołu, żadnej rzeczy... I tak było długie wieki pośród nas, a jest teraz często gdzie indziej.
Napisałem do „Magazynu Świątecznego” takie coś też feministyczne, co nie wiem, kiedy wydrukują, więc „wklejam” tutaj.
Głośne myślenie
O kobietach, pierniku i wiatraku
Jonasz
Dzisiaj coś z kwartalnika młodzieży KIK-owskiej „Kontakt”. Zajęto się tam w nowym (32) numerze kobietą. Są różne teksty w podobnym reformatorskim duchu, najciekawiej jednak dla mnie napisano na temat damskich ról religijnych we wspólnotach młodziutkiego Kościoła.
Otóż „niewiasty” były wtedy prorokiniami, apostołkami, bojowniczkami! Twierdzi to Julia Lis, teolożka polska z niemieckiego Münster. Bojący się nowości późniejsi kopiści zrobili z Junii (List do Rzymian 16,7) Juniasa, kiedy przecież św. Hieronim, św. Jan Chryzostom i Orygenes uważali tę postać za kobietę, a Kościół prawosławny czci ją w gronie 72 apostołów. Co więcej, męska forma tego imienia nie występuje nigdzie indziej. Niestety nie tylko polscy tłumacze nie są tu bynajmniej zgodni: autorytatywna francuska Biblia Jerozolimska, także nasza Tysiąclatka ma Juniasa, również Ekumeniczna 11 Kościołów polskich, natomiast Warszawska, Poznańska, Paulińska - Junię. Czyli istnieje kwestia, który rękopis grecki wybrać. Podobny problem jest z Nimfasem albo jednak Nimfe z Listu do Kolosan 4,15, tu też opcje biblistów różne są. Faktem bezspornym jest natomiast, że Pryscylla, żona Akwili, została wbrew ówczesnemu patriarchalizmowi wymieniona w Liście do Rzymian 16,3 przed swoim mężem, czyli musiała być osobą bardzo kościelnie zaangażowaną. Jak też, że dwa wersety wcześniej Paweł nazywa sługą, czyli diakonem, niejaką Febe, zatem kobiety chyba mogły wówczas sprawować ten urząd. Niestety i tu mamy różne zdania: papież Franciszek powołał odpowiednią komisję, która rozstrzygnie, jak będzie dzisiaj: nawet awangardowy kardynał Kasper ma jednak wątpliwości, jakie były ich rzeczywiste kompetencje kościelne.
Autorka „Kontaktu” powiada dalej, że, owszem, Paweł zabraniał kobietom w Liście do Koryntian (11,4-16) prorokowania i modlitwy bez nakrycia głowy, ale nie zabraniał w ogóle, czyli mogły podobną rolę pełnić. I tutaj wniosek ogólny: „Wydaje się zatem, że kobiety pełniły w pierwotnym Kościele niemal wszystkie – jeśli nie wszystkie bez wyjątku - funkcje i urzędy w tym te również związane z kierownictwem duchowym”. Jednak nie wszystkie: nic chyba nie wiadomo, jakoby bywały prezbiterami albo wręcz biskupami. Ich aktywna rola, rosnąca autonomia – rację ma tu oczywiście autorka - wzbudzała kontrowersje, o czym świadczą niemiłe o kobietach słowa w 1 Liście do Tymoteusza (5,13), napisanym raczej przez Pawłowego ucznia. I być może dlatego, zgadzam się – również Kościół się cofnął.Za to teraz nadrabia zaległości. W Kościołach ewangelickich są biskupki, w niektórych anglikańskich też, prawosławnych to wręcz gorszy, a katolików rzymskich obowiązuje stanowisko tradycyjne, podtrzymane mocno przez Jana Pawła II. Co będzie jednak dalej, zobaczymy, ja nie rozumiem tych oporów: co ma piernik do wiatraka, co tu ma do rzeczy płeć?

13:23, jan.turnau
Link Komentarze (12) »
Rajskie narodziny etyki

Wpis na środę 8 lutego 2017 r.

Księga Rodzaju 2,9.16-17
„Jahwe–Bóg sprawił, że z ziemi wyrosły różne drzewa o pięknym wyglądzie i smacznych owocach; także drzewo dające życie – w środku ogrodu – i drzewo dające wiedzę o dobru i złu. I przykazał mu Jahwe–Bóg: – Możesz jeść do woli ze wszystkich drzew ogrodu, ale z drzewa, które daje wiedzę o dobru i o złu, jeść nie będziesz! Gdybyś z niego zjadł, czeka cię pewna śmierć!”(Biblia Poznańska).
Można komentować arcybuntowniczo: już na samym początku Pisma Świętego jakiś tępy zakaz! Albo o wiele spokojniej: człowiek otrzymał „wiedzę o dobru i złu”, czyli jasną świadomość etyczną, której nie miał, gdy jeszcze nie przekroczył stanu naturalnej zwierzęcej niewinności. Że zaś to stało się, gdy dokonał wyboru błędnego, to inna sprawa. Ale  jest też interpretacja, którą znalazłem w „Katolickim komentarzu biblijnym” (dzieło zbiorowe, tłumaczenie również). Przeczytałem tam, że „»poznanie« ma w języku hebrajskim charakter doświadczalny i relacyjny – nie jest wiedzą czysto intelektualną. Spożycie owocu z drzewa udzieliłoby w ten sposób władztwa nad życiem i autonomii, które nie są odpowiednie dla stworzenia ulepionego z prochu ziemi. Gdyby do tego doszło, człowiek przestałby być istotą skończoną i jedynie ludzką”. Co do poznania, to rzeczywiście rzeczownik ten ma sens w tym języku praktyczny: tak jak poznać kobietę, to mieć z nią relację seksualną. Co zaś do naszej ziemskości, to w tejże potężnej księdze Wydawnictwa „Vocatio” wyczytałem też, żeśmy ziemscy z samej nazwy naszej „człowiek”, którą można by tłumaczyć „stworzenie z ziemi”. Tak, ziemianami całą parą (parą, bo też mężczyzną i kobietą...) jesteśmy, choć również niebianami cokolwiek, bośmy stworzeni na obraz Boga. Choć jest tym obrazem w absolutnej pełni tylko Jezus z Nazaretu.

13:17, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
wtorek, 07 lutego 2017
Jesteśmy Jego obrazem

Księga Rodzaju 1,26
„A wreszcie rzekł Bóg: - Uczyńmy człowieka na nasz obraz, podobnego nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem podniebnym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi. W znakomitej, naprawdę bardzo ciekawej książce, zbiorze autorów różnych wyznań pt. „Drogi chrześcijaństwa”, prawosławny ks. Henryk Paprocki napisał bardzo pięknie: „Obraz Boży jest w człowieku zawsze. Może być zaciemniony, zbrukany, ale jest w nim obecny. Człowiek nie może się go pozbyć, to nie ząb, który można wyrwać, choroba, którą można przegnać. To jest dane w samej naszej istocie, w głębi duszy człowieka. Podobieństwo może, na skutek grzechu i błędnych działań człowieka, zmienić się w niepodobieństwo. Natomiast, pomimo całego tragizmu egzystencji, obraz Boży pozostaje w nas niezmieniony. Ten obraz jest gwarancją wcielenia. Chrystus, wcielając się, odnalazł w człowieczeństwie swój własny obraz, nie wcielił się w coś obcego. Obraz Boży nawet na dnie najgorszego upadku człowieka jest w nim obecny i woła do swojego Stwórcy. Dlatego mówimy, że zawsze istnieje możliwość nawrócenia. Nie ma takiej sytuacji, by nawrócenie było niemożliwe. Oczywiście nawrócenie zależy od człowieka i jego wolnej woli. Zawsze jednak można dokonać aktu pokuty i nawrócenia. To jest właśnie optymizm ontologiczny tak pięknie wyrażony w zakończeniu „Wujaszka Wani” Czechowa, że wszystkie nasze sprawy i zmartwienia utoną w miłosierdziu, które nie ma granic. Ostateczną konsekwencją tej koncepcji jest pytanie o to, czy wszyscy jesteśmy predestynowani do potępienia lub do zbawienia oraz czy możliwość nawrócenia kończy się wraz ze śmiercią? A może istnieje możliwość przezwyciężenia zła również po tamtej stronie? Przecież to, co potocznie nazywamy końcem świata, w rozumieniu biblijnym nie jest żadnym końcem, lecz początkiem nowego nieba i nowej ziemi, odnowienia całej rzeczywistości.”

15:21, jan.turnau
Link Komentarze (46) »
niedziela, 05 lutego 2017
Być solą, być światłem

Ewangelia Mateusza 5,13-16
Powiedział Jezus swoim uczniom, że mają być solą ziemi i światłem świata. To znaczy, że powinni być zawsze przykładem dla innych. Powiedział to do swoich uczniów, ale oczywiście rzecz dotyczy nie tylko chrześcijan, bo to instrukcja etyczna ogólnoludzka, właściwie banalna. Walczmy o lepszy świat przykładem raczej niż wykładem. Brzmi mój wpis może trochę jak nachalny morał, tak zwana „moralina”, ale trudno się z tym nie zgodzić. Aby tylko dać radę...
Najbliższy wpis najwcześniej dopiero we wtorek.

18:02, jan.turnau
Link Komentarze (30) »
sobota, 04 lutego 2017
Chociaż jest mi przecież dobrze

Psalm 23,1
„Pan jest moim pasterzem,
niczego mi nie braknie.”
To też święta prawda. Życie mi się udaje, różne troski pięknie ustępują; zjawiają się nowe, bo w moim wieku zdrowie musi nawalać, ale nie jest wcale źle. Mam wciąż trochę pracy zawodowej, mamony też nie najmniej, żonę znakomitą, dzieci kochające, mimo że ojcem byłem kiedyś dla nich raczej obojętnym. A przecież nie mogę się zdobyć na chrześcijańską radość nieustanną, która według Franciszka ma być naszym znakiem firmowym.

19:54, jan.turnau
Link Komentarze (33) »
piątek, 03 lutego 2017
Lęk mój niechrześcijańsko uparty

Psalm 27,1
„Pan moim światłem i zbawieniem moim,
Kogo miałbym się lękać?
Pan obrońcą mego życia,
Przed kim miałbym czuć trwogę?”
Odnotowuję te słowa Biblii napisane w pierwszej osobie liczby pojedynczej, choć do mnie raczej nie pasują. Z młodu nie przejmowałem się niczym, teraz niemal wszystkim. Za młodu byłem optymistą wręcz szaleńczym, teraz jestem raczej czarnowidzem. Oczywiście w świetle wiary, nadziei, a pewnie i miłości lęk mój jest absurdalny. Widać jednak za mało we mnie tamtych cnót: starczego pesymizmu odpędzać jakoś nie umiem, pewnie za mało chcę. Mea culpa.

20:52, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
czwartek, 02 lutego 2017
Światło dla pogan, dla Żydów chwała?

Ewangelia Łukasza 2,22-40
Dziś w Kościele rzymskokatolickim, ale też starokatolickim mariawitów i polskokatolickim, również u prawosławnych stosujących kalendarz gregoriański, a nawet i u luteran śląskich święto. Nazywane potocznie świętem Matki Bożej Gromnicznej, choć bohaterem jest dzisiaj raczej niedawno narodzony Jezus. Zgodnie z Prawem jako pierworodny płci męskiej został czterdziestego dnia ofiarowany Bogu, a Jego matka „oczyszczona” po porodzie. Owo pojęcie starotestamentalne rytualnej nieczystości matek utrzymywało się jeszcze długo, był tego dnia tak zwany „wywód”, a święto nazywało się kiedyś przecież „Oczyszczenia Najświętszej Maryi Panny”. Dziś w moim Kościele mamy też Dzień Życia Konsekrowanego, czyli zakonników i zakonnic, bo w tekście ewangelijnym mowa o dwóch postaciach spotkanych w Świątyni: proroku Symeonie i prorokini Annie. Ten pierwszy przepowiedział wtedy, że Jezus „będzie światłem na oświecenie pogan i chwałę ludu swego Izraela”. To pierwsze nie ulegało kwestii, ale owa chwała stała się na długie wieki nie chwałą Izraela, ale wśród chrześcijan niesławą potworną. Było - jak słusznie to nazwano - nieustanne nauczanie pogardy.
PS. Co napisawszy, dodam jednak, że drugiej stronie też trudno było uznać, że Jezus okrył swój lud chwałą: intelektualiści żydowscy przyznają to wciąż raczej niechętnie.

20:11, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
środa, 01 lutego 2017
Niedowiarstwo

Ewangelia Marka 6,1-6
„I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich. Dziwił się też ich niedowiarstwu.”
Czyniąc cuda, Jezus nie łamał ich oczywiście duchowo, nie chcą, to nie. A nie chcieli cudów czy raczej nie wierzyli w tę Jego moc duchową, bo wydawał im się nazbyt zwyczajny: „Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona?” (Zostawiłem w tłumaczeniu Tysiąclatki wersję „Maryi”, choć wyróżnienie w ten sposób matki Jezusa w samym tekście biblijnym wydaje mi się wątpliwe). „Czyż nie żyją tu u nas także Jego siostry?”  Dowiadujemy się tu jednak, że miał nie tylko braci (rodzonych, przyrodnich, ciotecznych, stryjecznych?), co w społeczeństwie patriarchalnym było szczegółem o znaczeniu niewielkim. Czy także i te dziewczyny zazdrościły Mu Jego niezwykłości? A może raczej dziwiła ich ta niechętna postawa ich braci?

22:42, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
wtorek, 31 stycznia 2017
„Zamiast należnej Mu radości”

List do Hebrajczyków 12,2
Biblia Tysiąclecia: „On zamiast radości, którą Mu obiecywano, przecierpiał krzyż”. Kto Mu obiecywał radość? Biblia Poznańska: „Wolał raczej przyjąć krzyż aniżeli ofiarowaną mu radość” – tu też nie wiadomo, o co chodzi. Zajrzałem do naszego Ekumenicznego Przekładu Przyjaciół i z zadowoleniem przeczytałem wersję o wiele bardziej zrozumiałą: „zamiast trwać przy należnej Mu radości”; Biblia księży paulistów ma prawie tak samo: „zamiast należnej Mu radości”. W oryginale greckim jest jednak tekst, który autorzy wydania interlinearnego tłumaczą dosłownie tak: „zamiast wyłożonej przed Nim radości” - można było zatem zrobić, jak Tysiąclatka i Poznanianka, ale chodzi chyba o to, by nie zostawiać czytelnika z tekstem polskim zgoła niejasnym. A sens jest – rozmawiałem o tym z ks. Czajkowskim – taki, że Jezusowi należała się radość, nie krzyż.
Może jednak nie przynudziłem, staram się po prostu, żeby tekst był zrozumiały, mój komentarz mniej ważny. Ale niech będzie zwyczajny: Syn Boży zstępuje na ziemię, wydawałoby się, że będzie przyjęty przynajmniej jak „sprawiedliwy” (stosowne wyrażenie żydowskie), ale stało się inaczej. Dramat wcielenia.

21:47, jan.turnau
Link Komentarze (27) »
Ludzie ludziom gotują taki los. Śmierć Szymona Abelesa

Wpis na poniedziałek 30 stycznia

List do Hebrajczyków 11,37-38
„Kamieniowano ich, przerzynano piłą, kuszono, przebijano mieczem.” Mowa tu o bohaterach Starego Testamentu, ale mnie się skojarzyli z męczennikami czasów dużo późniejszych. Przeczytałem bowiem powieść pisarza czeskiego Marka Tomana pod długim tytułem „Straszna nowina o okrutnym mordzie Szymona Abelesa” (przekład: Andrzej Babuchowski, Wyd. WAM, Kraków 2016).
Przeżyłem tę lekturę jakoś bardzo mocno. Obraz tamtych czasów, choć przecież wiedziałem, jak potworne były, ostatnio choćby z dzieła biskupa Rysia, wprawił mnie niemal w depresję. Jest to mianowicie opowieść o fakcie historycznie bezspornym, jakim była w Pradze w roku 1694 tajemnicza śmierć żydowskiego chłopczyka Szymona Abelesa. Nie jedyny to taki przypadek w dziejach chrześcijaństwa, gdy antysemityzm rodził podejrzenia Żydów o rozmaite zbrodnie, także o dzieciobójstwo. Tu tezą sądową było „synobójstwo”: ojciec Szymona zamordował go rzekomo dowiedziawszy się, że jego dziecko chce się ochrzcić. W zastraszającej atmosferze nietrudno było o świadków i lekarzy, którzy znaleźli na ciele ofiary rzekome znaki mordu. Ojciec powiesił się w więziennej celi, a jego przyjaciel, podejrzewany o współudział w zbrodni, został skazany na śmierć przez łamanie kołem. Żydom wciąż było w zasadzie wolno obstawać przy swojej wierze (wracanie do niej po konwersji groziło jednak śmiercią), ale było to coraz trudniejsze, między innymi w Pradze, gdzie gmina żydowska, największa w Europie, kłuła w oczy fanatyków prozelityzmu. Oczywiście skłaniało doń przekonanie, że zbawić się można tylko w wierze jedynie prawdziwej. Czytając takie opowieści o przeszłości myślę między innymi, jak niemądre jest dzisiejsze obśmiewanie „poprawności politycznej” – co byłoby dzisiaj, gdyby nie było jej, owszem, nieraz bardzo przesadnego uczulenia. No i podziwiam jezuicki WAM, który zdecydował się na polską publikację, w której Towarzystwo Jezusowe wypada przeraźliwie.

10:23, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
niedziela, 22 stycznia 2017
Czy możliwe są spory na chłodno? Ks. Heller o teologach i teorii ewolucji

1 List do Koryntian 1,11-13
„Zostałem bowiem powiadomiony o was, bracia moi, przez tych od Chloe, że są wśród nas podziały. A chodzi mi o to,  że mówi się wśród was: ja jestem Pawła, ja Apollosa, ja Kefasa, a ja Chrystusa. Czyż Chrystus jest podzielony? Czy Paweł za was został ukrzyżowany lub też w imię Pawła zostaliście ochrzczeni?” (Ekumeniczny Przekład Przyjaciół).
Spory, podziały, kłótnie: można rzec, że nic dziwnego, że były także w Kościele właściwie od początku. Bardzo trudno różnić się jedynie poglądami, zupełnie na zimno, bez niedobrych emocji. Spora bywa w tym rola większych indywidualności: do Kefasa, jak tu nazywa Piotra Paweł, doszedł inny przywódca, właśnie autor listu, ale też potem Apollos – i pojawiają się ludzie, którzy przyznają się tylko do jednego, drugiego albo trzeciego. Paweł za takie dzielenie się nie oskarża siebie ani tamtych dwóch i może oni sami nie byli wcale winni, autorytety ich były w tym przypadku nadużywane – ale w innych przypadkach bywało w Kościele inaczej. Nawet papieże i antypapieże... Ale nie jest wcale łatwo mieć własne zdanie i przy nim obstawać, nie zagrażając tym świętej jedności. Lektury, przede wszystkim ks. Michał Heller. Bardzo to sympatyczny duchowny i oczywiście bardzo uczony. Kosmolog sławy światowej, ale też filozof – i teolog. Objawiło się to drugie najwyraźniej w „Tygodniku Powszechny” w podwójnym numerze noworocznym.
Skrytykował tam autor dzisiejszą teologię katolicką, między innymi polską. Nie zdołała ona przeniknąć do współczesnej kultury, a to dlatego, że przejawia minimalne zainteresowanie naukami przyrodniczymi. Według ks. Hellera to one są dzisiaj spadkobierczyniami wielkiej myśli greckiej, jej racjonalności, której brakuje dzisiejszej teologii. „To one dyktują obecnie standardy racjonalności, a refleksja filozoficzna, jaka towarzyszy naukom, stara się te standardy właściwie odczytać i zinterpretować”.
Początkowo wydawało mi się, że autor przecenia znaczenie owych nauk dla myśli teologicznej. O wiele ważniejsze są tu przecież nauki humanistyczne. Na szczęście ktoś mi podarował pod choinką książkę pod tytułem „Sens życia i sens wszechświata. Studia z teologii współczesnej” (Copernicus Center Press, Kraków 2014).
Natrafiłem tam najpierw na kwestię teorii ewolucji, wobec której wielu teologów i jeszcze większa część duchownych przejawia ciągle zastanawiający opór. A przecież, po pierwsze, z najnowszych dokumentów Stolicy Apostolskiej wynika, że teoria ta nie jest sprzeczna z żadną prawdą wiary chrześcijańskiej i chrześcijaninowi wolno ją uznawać: po drugie, nie jest hipotezą w sensie zawierania wielu twierdzeń niepewnych. Jest „naukową teorią. Wyrażenie «teoria» w nauce jest wyrażeniem nobilitującym. (...) Jest logicznie powiązanym układem faktów doświadczalnych, praw przyrody i hipotez wyjaśniających”.
Czytając książkę napisaną bardzo dobrze, choć dla mnie trochę za trudną, notowałem sobie myśli nowatorskie. I wiadomości. Na przykład: „Św. Augustynowi teologia zawdzięcza bardzo nowoczesną zasadę hermeneutyczną: jeżeli pojawia się sprzeczność pomiędzy Biblią a dobrze ustaloną prawdą naukową, to – wobec interpretacyjnej wieloznaczności tekstów biblijnych – pierwszeństwo należy przyznać prawdzie naukowej i wybrać taką interpretację tekstu biblijnego, by pozorna sprzeczność znikała”. Brzmi to rewolucyjnie, chyba że przypomnimy sobie problem geo- czy heliocentryzmu. No że płynął przedtem długi czas, gdy było przeciwnie: każda nauka była teologii służką, łącznie przede wszystkim z filozofią.
Nastąpił długowieczny rozłam między myślą świecką a religijną, który teraz ludzie w rodzaju ks. Hellera próbują anulować.
Niełatwo mi jednak jego wywody zreferować, bo brakuje mi porządnego zrozumienia tego, czym jest np. teoria kwantów. Chyba natomiast pojmuję Hellerowy problem fundamentalny. Uczony nazywa go kwestią: naturalistyczny monizm (żaden „pierwiastek nadnaturalny” nie istnieje) czy dualizm („pierwiastki” są dwa). Albo może też raczej jeden, ale przy założeniu,
że Bóg jest twórczo „immanentny we wszystkich naturalnych procesach, nie naruszając ich integralności i autonomii”. Nie jest to zresztą teza rewolucyjna: mówi już się dzisiaj przecież, że Bóg nie stworzył człowieka osobnym aktem. ale ujęta filozoficznie. Wyewoluowaliśmy po prostu! Bóg stworzył świat o wiele mądrzej niż myśleliśmy. Od razu dał mu motor, nie musi jego rozwoju popychać.
Znowu zawieszam pisanie na trochę.

09:02, jan.turnau
Link Komentarze (133) »
sobota, 21 stycznia 2017
Zwariował?

Ewangelia Marka 3,20-21
„Jezus przyszedł do domu, a tłum znów się zbierał, tak że nawet posilić się nie mogli. Gdy to posłyszeli Jego bliscy, wybrali się, żeby Go powstrzymać. Mówiono bowiem: - Odszedł od zmysłów.”
Perykopa, rzecz zrozumiała, budzi zainteresowanie egzegetów, moje również. Słowa nie są jasne, jest pytanie translatorskie: „Mówiono” czy „mówili”? W tym drugim przypadku można by myśleć, że uważali tak sami „bliscy”, a była – wiemy to z dalszej relacji – także Jego matka. Moja hipoteza jest taka, że cała rzecz wynikała w niechęci Jego braci, gdzie indziej przecież zaznaczonej (przez Jana 7,3-6). Minęła ona z czasem, w każdym razie bratu Jakubowi, który stał się filarem Kościoła, ale najpierw była zapewne zazdrością: rodzeństwo nieraz nie najlepiej znosi sukcesy jednego (jednej) z nich. Takie to ludzkie...

12:31, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
piątek, 20 stycznia 2017
Pytanie o Andrzeja znowu. Ekumeniczna książka kapitalna! Interkomunia, interhomilia

Ewangelia Marka 3,13-19
Powołanie Dwunastu, zatem ich wyliczanie – i tu brat Szymona Piotra ląduje dopiero na czwartym miejscu, po Jakubie i Janie, tak jak też w Dziejach Apostolskich. Budowałem między innymi na tym przypuszczenie, że w owym sztabie Jezusowym przegrał konkurencję z tamtymi braćmi, przede wszystkim ze znakomitym Janem, dzisiaj jednak jestem bardziej ostrożny w takich przypuszczeniach w dziennikarskim stylu. Sprawę roli Andrzeja omawia obszernie arcybiskup prawosławny Jeremiasz i nie jest skłonny do podobnej hipotezy („Dwunastu apostołów. Pod redakcją Jana Turnaua”, Znak 2002). Napisał: „Długi pobyt Andrzeja Apostoła na terenach leżących daleko od basenu Morza Śródziemnego [przypuszcza się, że mógł zawędrować ewangelizacyjnie aż na tereny przyszłej Polski] może tłumaczyć, dlaczego Marek umieszcza go w spisie Apostołów dopiero na czwartym miejscu. Kiedy pisał swą Ewangelię, Andrzej mógł być daleko, więc piszący nie pamiętał dobrze jego roli wśród Apostołów. Z kolei to, że Jan podaje tak wiele szczegółów o św. Andrzeju, dałoby się wytłumaczyć jego działalnością w Achai pod koniec I wieku. Piszący swą Ewangelię Jan był wtedy stosunkowo blisko (w Efezie)”. Pozostaje pytanie, czemu ten sam Łukasz umieszcza w swoich Dziejach Andrzeja na miejscu czwartym, gdy w Ewangelii na drugim. Zamyślam się nad tym wszystkim dalej.
Lektury. Oktawa Modlitw o Jedność Chrześcijan, więc pasuje mi lektura książki „Drogi chrześcijaństwa” (Wydawnictwo Jacek Santorski and Co, patroni medialni „Więź” i „Jednota”, Warszawa2008). Rzecz znakomita! Dzieło zbiorowe ze wstępem Adama Aduszkiewicza, potem towarzystwo wielowyznaniowe: katolicy „rzymscy”,  prawosławny, luteranie, reformowani, ale też dwóch autorów spoza religijnego kręgu, raczej agnostycy. Ksiądz Hryniewicz jak zawsze genialny. A w kalendarzu ekumenicznym warszawskim dzisiaj nabożeństwo u metodystów przy Mokotowskiej 12, jutro u mariawitów przy Wolskiej 186. Godzina 18, ale w niedzielę w katedrze rzymskokatolickiej na Pradze już o 16-ej: to będą nieszpory, nie msza, jak bywało dawniej, bardzo słusznie. Wobec rzymskokatolickiej (zresztą tym bardziej prawosławnej) zgody na interkomunię nie wypada gościć u siebie innych chrześcijan i odmówić im duchowego posiłku. Bywa natomiast od dawna, choć nie u prawosławnych, „interhomilia”, wymiana kaznodziejów i tu mój Kościół, także polski, nie ma oporów. Niestety z powodu choroby moje uczestnictwo w tych nabożeństwach będzie bardzo ograniczone.

22:03, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
czwartek, 19 stycznia 2017
Nawet demony...

Ewangelia Marka 3,11-12
„Nawet duchy nieczyste na Jego widok padały przed Nim i wołały: - Ty jesteś Syn Boży. Lecz On surowo im zabraniał Go ujawniać”.
Dziwne, że demony świadczą o Jego Synostwie Bożym? Jeśli mógł je wypędzać z ludzi, to i kontakt z Nim mógł wyrywać im z ust wyznanie, kim jest. Ale On nie spieszył się z taką informacją: wiedział, czym Mu grozi sława.

21:07, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
środa, 18 stycznia 2017
Szabat, dobro i zło

Ewangelia Marka 3,1-6
Uzdrowienie człowieka „z uschłą ręką”, bezwładną. Jezus wie, że jest przez swoich wrogów śledzony, by mogli się do czegoś przyczepić, więc pyta ich, co wolno w szabat: czynić dobro czy zło, życie ratować czy zabijać? Odpowiedzi nie otrzymał, zatem uzdrawia, a faryzeusze, zapewne wściekli, że zatkał im tym dylematem usta, sprzymierzają się wręcz ze zwolennikami Heroda, naradzają się z nimi, jak Go zabić. Biblia Poznańska wyjaśnia w przypisie, że mieli mocny argument, bo nauczyciele Prawa pozwalali w szabat tylko na ratowanie od śmierci, ale głupio byłoby im powiedzieć, że w szabat wolno źle czynić. Zostali przez Jezusa zaszachowani: umiał się bronić w dyskusjach. Zwyciężyli Go jednak w końcu, bo z władzą wygrać trudno, ma siłę aresztować, sądzić.

13:51, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
wtorek, 17 stycznia 2017
Szabat dźwignią czy ciężarem. Dekada religijnej inności

Ewangelia Marka 2,23-28
Szabat jest dla człowieka, nie człowiek dla szabatu. Szabat ma człowieka prostować, nie zginać pod ciężarem swoich paragrafów. Nie należało zrywać kłosów zboża, żeby zaspokoić głód, bo to jest praca, a w szabat się odpoczywa? Odpoczynek, gdy głód doskwiera? To jest legalizm absurdalny, ale nie zdarza się on nigdy w chrześcijaństwie? Dzisiaj Dzień Judaizmu, przynajmniej tego dnia nie przyganiajmy garnkowi, sami też przecież trochę, chociaż pewnie mniej smoląc.
PS. Tylko że ta perykopa u Marka jest trochę niejasna. W odpowiednich miejscach u Mateusza i Łukasza jest powiedziane wyraźnie, że uczniowie zrywali kłosy, aby zaspokajać głód, Marek tego nie mówi, używa natomiast wyrażenia, które można tłumaczyć jako „torowali sobie drogę”, czyli problem polegałby na tym, że idąc przez pole, deptali je. Tak to rozumie Biblia Jerozolimska, ale sama przyznaje, że również Marek mówi dalej ozaspokajaniu głodu przez Dawida i jego towarzyszy, więc jednak jemu też o to chodziło.
A o całej dekadzie innoreligijnej napisało mi się w dzisiejszej „Gazecie Wyborczej” tak oto.
Rozpoczyna się w Polsce dzisiaj ważny czas dziesięciodniowy. Pośrodku od jutra Tydzień, raczej Oktawa Modlitw o Jedność Chrześcijan, czyli temat już mniej kontrowersyjny. Ludzie zwani niegdyś heretykami albo schizmatykami przestają powoli być dla „rzymskich” katolików osobnikami drugiego sortu. Ale dzisiaj mamy myśleć o Żydach, bo przypada Dzień Judaizmu. Siedziałem niedawno czekając na pociąg na warszawskim Dworcu Centralnym, podszedł do mnie nagle jakiś obywatel i wypowiedział się zaczepnie o wczorajszych manifestantach ulicznych. Że to, po pierwsze, tacy, co się dorobili, a teraz słusznie tracą, a po drugie, że są oni oczywiście z tego narodu. Na co ja ironicznie, że Kaczyński również - i mój rozmówca nie zaprzeczył, tylko wyjaśnił, że tak, „ale on prawy”. Na końcu dekady, w czwartek 26 bm., mamy w Polsce Dzień Islamu. Tych „najinniejszych”, bardzo niebezpiecznych, po prostu z nożem w zębach...

13:10, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 16 stycznia 2017
Wino wiary, myślowe bukłaki

Ewangelia Marka 2,22
„Nikt też młodego wina nie wlewa do starszych bukłaków. W przeciwnym razie wino rozerwie bukłaki. Raczej młode wino należy wlewać do nowych bukłaków.”
Przyszli do Jezusa uczniowie Jana i faryzeusze w sprawie postów: czemu Jego uczniowie nie stosują się do paragrafów Prawa? Najpierw zaznaczam, że każdy z synoptyków napisał trochę inaczej: Mateusz, że przyszli sami uczniowie Jana (9,14), a Łukasz, że bez uczniów, za to z uczonymi w Piśmie (5,33). W każdym razie powstał problem typowy dla sytuacji, w których nadszedł czas głębokiej reformy: religijne nowości trzeba jakoś zmieścić w naszym myśleniu, w naszych strukturach myślowych; po to trzeba właśnie je zmieniać! Coś dla miłośników nie tylko Biblii, ale i biblistyki. O tych akurat rozdziałach Ewangelii Marka jest książka ks. Michała Czajkowskiego „Galilejskie spory Jezusa. Struktura kerygmatyczna Mk 2,1-3.6” (Wyd. ATK, W-wa 1997). Dobry wgląd w warsztat naukowy egzegety.

14:40, jan.turnau
Link Komentarze (25) »
niedziela, 15 stycznia 2017
Struktury grzechu, także te kościelne

Ewangelia Jana 1,29
„Jan zobaczył podchodzącego ku niemu Jezusa i rzekł: - Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata.”
„Grzech jest straszliwą rzeczywistością w życiu ludzi i wszystkich tworzonych przez nich rzeczywistości. Z całą siłą i konkretnością uświadamia nam to, że Chrystus umarł nie tylko za grzechy świata, ale przede wszystkim za grzechy tworzonego przez nas Kościoła, i że to my (a nie tylko łatwo recenzowany przez nas świat) – w całej naszej nędzy potrzebujemy odkupienia.” 
Ten drugi dzisiejszy mój cytat pochodzi nie z Biblii, ale z dzieła, które już nieraz tu reklamowałem: ze zbiorów tekstów historycznych biskupa Grzegorza Rysia, zbioru skomponowanego dzielnie przez Macieja Müllera (ostatnia blogowa reklama obszerna była w poprzednią sobotę, w tekście napisanym docelowo dla „Buntu Młodych Duchem”). Widać tu oczywiście dwa rozumienia słowa „świat”: w ewangelii to tutaj raczej cała rzeczywistość stworzona, w słowach biskupa tylko ta pozakościelna, bo tamtej kościelnej grzech się jakby nie ima. Jakby, bo przecież naprawdę jest inaczej: biskupi historyk krakowski ową bezgrzeszność Kościoła bez żadnych ogródek kwestionuje. W myśl ostrożnych słów Soboru Watykańskiego II, że „Kościół jest święty i potrzebujący stale oczyszczenia”, w myśl codziennego nauczania papieża Franciszka. Pośród „struktur grzechu” (jest już takie pojęcie) są także te kościelne. Należało do nich... nawet samo Państwo Kościelne. Oczywiście nie tak jednoznacznie, jak jeden z jego urzędów zwany inkwizycją, nie w tym samym stopniu w ciągu wieków. Na szczęście dla samego Kościoła, oczywiście też dla pozakościelnego świata, od prawie półtora wieku już tamto państwo nie istnieje. Państwo Watykańskie to nie to samo, choć biskup Ryś napisał melancholijnie: „Cóż kiedy jego [tamtego] relikty trwają po dzień dzisiejszy”. Może obeszłoby się zatem też wobec całej urzędowej watykańskiej dyplomacji, choć nie stoi za nią ani jedna armata, może dla głoszenia Chrystusa wystarczyłyby codzienne papieskie homilie w stylu Franciszka. Może znaczą więcej niż cała sieć nuncjatur. Może lepiej niż oni, mniej „światowo” broni Kościoła sam duchowy autorytet papiestwa coraz potężniejszy.
Tyle o grzechu świata, który zgładził, czyli jakoś unicestwił, bo wziął na siebie Baranek Boży. Wziął także ten grzech, który tworzy się nadal, ale starajmy się, aby nie przez nas.

10:09, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
sobota, 14 stycznia 2017
Arcykapłani, paragrafy, ludzie...

List do Hebrajczyków 4,15-16
„Nie takiego bowiem mamy arcykapłana, który by nie mógł współczuć naszym słabościom,lecz poddanego próbie pod każdym względem podobnie jak my – z wyjątkiem grzechu. Przybliżmy się więc z ufnością do tronu łaski, abyśmy doznali miłosierdzia i znaleźli łaskę pomocy w stosownej chwili.”
Słowa z księgi analizującej relacje między Starym Testamentem a Nowym, dlatego rozważania na temat Chrystusowego arcykapłaństwa. A jest to arcykapłaństwo bardziej współczujące niż tamto Starego Przymierza.
Mam jednak na myśli to sprawowane przez Chrystusa, ale w Jego imieniu sprawują je w ciągu wieków kolejni ludzie, którym owego współczucia często brakuje przeraźliwie. Dlatego Franciszek jest tak ostro krytykowany przez niektórych „arcy”, gdy w adhortacji „Amoris laetitia” nie wyklucza możliwości dopuszczania do Komunii niektórych „rozwodników” . Doktrynę rozumieją tamci hierarchowie jakby jako zwyczajny kodeks prawny, paragrafami mierzą ludzi. Bez miłosierdzia.Arcykapłani, paragrafy, ludzie...

19:28, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
piątek, 13 stycznia 2017
Któż, jak nie Bóg

Psalm 78,3-7
„To, co słyszeliśmy i poznaliśmy,
i nam opowiedzieli nasi ojcowie,
opowiemy przyszłemu pokoleniu,
chwałę Pana i Jego potęgę.
O tym ma wiedzieć przyszłe pokolenie,
synowie, którzy się narodzą,
że mają pokładać nadzieję w Bogu
i nie zapominać Bożych przykazań,
lecz strzec Jego poleceń.”
Nadzieja oparta na historii narodu izraelskiego, na wspominaniu Bożej nad nim opieki. Dla mnie to jednak nie najmocniejsza podstawa tej ufności. Nie dlatego, żem jednak raczej Polak niż Żyd, mimo żydowskiego pochodzenia mego rodu (z miasta Turnau-Turnow w Czechach).
Podobne stwierdzenie szczególnej opieki Bożej nad oboma tymi narodami widzi mi się wątpliwe: oni mieli niewolę babilońską, a potem Zagładę, my niewolę porozbiorową, okupację niemiecką i PRL. Argumentować trzeba inaczej: nadzieja jedynie w wierze, że jest Ktoś wszechmocny i wszechdobry, który rządzi losami świata najlepiej, jak można, pisząc prosto po liniach niepojęcie krzywych.

14:35, jan.turnau
Link Komentarze (14) »
czwartek, 12 stycznia 2017
Nadzieja matką dzielnych

List do Hebrajczyków 3,14
„Jesteśmy bowiem współuczestnikami Chrystusa, jeśli pierwotną nadzieję do końca zachowamy silną.”
Mówię sobie jednak, pytam sceptycznie: w jakim sensie nadzieja jest cnotą? Nie jest to przecież po prostu stan moralny, tak jak nie jest nim rozpacz. Skąd zatem pogląd, że tamto uczucie przeciwne to jakiś grzech? Może w trochę podobnym sensie, w jakim cnotą jest inna wartość duchowa z owej trójcy cnót zwanych teologalnymi, mianowicie wiara. Ona też nie zawiera się po prostu w imperatywie etycznym, jak miłość. Będę myślał głośno: może chodzi tutaj o przyjmowanie założenia, że wszystkim rządzi Bóg, który wszystko wie lepiej i chce dla nas wszystkiego, co najlepsze. Czyli chodzi o zdanie się na Jego wolę. Przekładając to na język areligijny i na praktykę: robić swoje jak najuczciwiej i jak najmiłosierniej wobec bliźnich, ze stoickim spokojem nie martwiąc się o swoje własne szczęście, przyjemność po prostu. Ideał duchowy trudny, bardzo trudny do osiągnięcia, ale godny największego wysiłku.

17:04, jan.turnau
Link Komentarze (45) »
Archiwum