Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
niedziela, 11 czerwca 2017
Nie trzech, ale Jeden, bo zgoda absolutna

2 List do Koryntian 13,13
„Łaska Pana, Jezusa Chrystusa i miłość Boga, i społeczność Świętego Ducha z wamiwszystkimi.”
Przytaczam tutaj Pismo najczęściej w przekładzie Biblii Tysiąclecia, nieraz jednak robiłem to w naszym, trzech biblistów wyznań również trzech: ks. Michała Czajkowskiego, świętej pamięci arcybiskupa Jeremiasza i pastora Mieczysława Kwietnia oraz po trosze moim jako tego zespołu sekretarza. Postąpiłem tak i tutaj. Zwracam uwagę na naszą wierność oryginałowi: tam naprawdę jest ta „społeczność Świętego Ducha” raczej niż „dar jedności w Duchu Świętym” Tysiąclatki, bo w grece mamy przecież „koinenia tou ᾁgiou pneumatos”. A o osobach Boga czytamy dlatego, że w moim Kościele dzisiaj uroczystość Trójcy Przenajświętszej. Takiego pojęcia nie ma werbalnie w całym Nowym Testamencie, ale są tam podstawy wiary, że Bóg jest trójosobowy. Chociaż jest jeden, nie trzech, to nie politeizm jednak. Owszem, nie dziwię rabinowi Grunewaldowi, że pojęcie Trójcy uważa za karkołomne. Tylko że dla mnie owa karkołomność jest nie tyle arytmetyczna, ile raczej – by tak rzec – socjoetyczna. Albowiem niemożliwa zupełnie wydaje się nam ludziom taka jednośćnatury osób, taka ich absolutna zgoda. Bóg jest wszelako w ogóle dla nas niepojęty i tyle. 
Ojciec Wacław Oszajca napisał zaś w „Tygodniku Powszechnym”: „Określanie Boga jako jednego w trzech osobach nie jest i nie musi być jedynym możliwym Jego opisem, definicją. A nawet gdyby taki obraz Boga był najdoskonalszy, to zawsze będzie też jednym z możliwych, niedoskonałym, bo stworzonym jednak przez człowieka ograniczonego w swoich możliwościach poznawania i opisywania tego, co poznał. Być może za jakiś czas Kościół zdobędzie się na inny sposób widzenia Ojca, Syna i Ducha i nie będzie to gorszy obraz odtego, który znamy z historii dogmatów”. Futurologia śmiała, jezuita wszakże zapewne wie, co pisze.

22:32, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
sobota, 10 czerwca 2017
Uczeni w Piśmie i ubogie wdowy

Ewangelia 12,38-44
Rabin Grunewald, którego wydaną ostatnio w Polsce książkę „Szalom, Jezusie!” już tu po trosze cytowałem, pyta Jezusa, czemu tak bardzo niedobrze mówi o ówczesnych odpowiednikach autora, czyli faryzeuszach i uczonych w Piśmie. Owszem, tutaj na przykład tych drugich Jezus atakuje bez pardonu: gonią zajadle za różnymi zaszczytami, poza tym objadają domy wdów. A potem mamy w dzisiejszym tekście pochwałę ubogiej wdowy, która wrzuciła do skarbony jeden grosz, ale to było więcej niż tamto wiele, które wrzucali bogaci,bo było to wszystko, co miała na swoje utrzymanie.
Co do owych Jezusowych nagan: bardzo są ostre w ustach człowieka głoszącego przecież miłosierdzie, ale to dlatego, że był prorokiem. Starotestamentowi prorocy stanowili  dlań przykład przecież, ich język był też niewyparzony. Może teraz, gdy papież Franciszek gani prominentów duchownych katolickich też często i niemiłosiernie, rabin rozumie łatwiej adresata swojej książki.

19:45, jan.turnau
Link Komentarze (28) »
piątek, 09 czerwca 2017
Ociemniali czasem widzą

Księga Tobiasza 11,5-18
Czytamy od paru dni tę księgę deuterokanoniczną, sympatyczną bardzo. To opowieść o Żydach mieszkających w Niniwie. Tobiaszowi ojcu (bo syn też Tobiasz) przydarza się wypadek ponury: spadają mu na oczy odchody ptasie, powodują ślepotę, lekarze nie pomagają swoimi maściami. Nieszczęśnik prosi Boga zrozpaczony o śmierć, ale Bóg zamiast tego zsyła mu anioła Rafała (jednego z siedmiu, zwanych potem archaniołami), któryorganizuje mu pomoc. Poczytajmy!No cóż, czasem „Pan przywraca wzrok ociemniałym”, jak czytamy w psalmie 146, przeznaczanym też na dzisiaj. Cuda się zdarzają, nie tylko w Medjugorie (WAM wydał ostatnio książkę Doroty Szczerby na ten temat). Zamiast jednak przestrzegać tutaj jak zwykle przed skrajnym sceptycyzmem albo z kolei dogmatyzmem w tej sprawie, wzdycham tylko, że uzdrowienia cudowne zdarzają się tak rzadko... I znów tutaj, znów nie pierwszy raz, formuła: niezbadane są Boże wyroki...

13:47, jan.turnau
Link Komentarze (20) »
Ociemniali czasem widzą

Księga Tobiasza 11,5-18
Czytamy od paru dni tę księgę deuterokanoniczną, sympatyczną bardzo. To opowieść o Żydach mieszkających w Niniwie. Tobiaszowi ojcu (bo syn też Tobiasz) przydarza się wypadek ponury: spadają mu na oczy odchody ptasie, powodują ślepotę, lekarze nie pomagają swoimi maściami. Nieszczęśnik prosi Boga zrozpaczony o śmierć, ale Bóg zamiast tego zsyła mu anioła Rafała (jednego z siedmiu, zwanych potem archaniołami), któryorganizuje mu pomoc. Poczytajmy!No cóż, czasem „Pan przywraca wzrok ociemniałym”, jak czytamy w psalmie 146, przeznaczanym też na dzisiaj. Cuda się zdarzają, nie tylko w Medjugorie (WAM wydał ostatnio książkę Doroty Szczerby na ten temat). Zamiast jednak przestrzegać tutaj jak zwykle przed skrajnym sceptycyzmem albo z kolei dogmatyzmem w tej sprawie, wzdycham tylko, że uzdrowienia cudowne zdarzają się tak rzadko... I znów tutaj, znów nie pierwszy raz, formuła: niezbadane są Boże wyroki...

13:47, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 08 czerwca 2017
Kapłan, człowiek ofiarowany

Ewangelia Mateusza 26,36-42
Czytamy dzisiaj niespodziewanie o wydarzeniu sprzed Paschy i Pięćdziesiątnicy. Jezus modli się w Ogrodzie Oliwnym: „Ojcze mój, jeśli można, niech ominie mnie kielich ten. Ale nie jak ja chcę, lecz Ty” (Ekumeniczny Przekład Przyjaciół). Otóż wracamy myślą do tamtych opisów ewangelijnych, ponieważ mamy dzisiaj w moim Kościele od niedawna święto: Jezusa Chrystusa, Najwyższego i Wiecznego Kapłana. Ustanowił je papież Benedykt XVI, zostawiając episkopatom krajowym swobodę, czy wpisać je do liturgicznego kalendarza krajowego, jako że świąt samego Jezusa jest już bardzo dużo. Dobry przykład decentralizacji.
A kapłan to ten, który składa ofiarę. Jezus złożył ją z samego siebie, dając w ten sposób przykład podobnej ofiarności wszystkim swoim uczniom, osobliwie jednak dzisiejszym kapłanom, ściślej mówiąc, prezbiterom i biskupom. Komentarz właściwie zbyteczny.

12:25, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
środa, 07 czerwca 2017
Przyszli też raz saduceusze. Książka księdza byłego Krzysztofa Charamsy

Ewangelia Marka 12,18-27
Tym razem to oni przyszli i przekonywali Go, że zmartwychwstania nie będzie. Bo gdyby tak było, to na tamtym świecie musiałaby panować poligamia, na przykład gdyby umarła kobieta, co miała siedmiu mężów umierających po kolei. No cóż, doktrynalnie saduceusze dalej byli od Jezusa na pewno niż faryzeusze, choć raczej ci drudzy wydają się nam dzisiaj głównymi Jego przeciwnikami. A to dlatego, że gdy redagowane były ewangelie, to konflikt Kościoła z Synagogą narastał już nie tyle z władzami świątynnymi, do których należeli w większości saduceusze - świątynia została zburzona już przed powstaniem ewangelii Mateusza, Łukasza, Jana, a może i Markowej - ile z elitą późniejszą, w której dominowali faryzeusze. W tekstachewangelijnych odbija się jakoś ta nowa sytuacja. Choć faryzeusze przecież w zmartwychwstanie, rzecz podstawową, wierzyli, tak jak i Jego uczniowie. Życie nieraz paradoksem stoi.
Teraz coś jednak na temat innego paradoksu. Wydawnictwo „Krytyki politycznej” przetłumaczyło z włoskiego i wydało u nas książkę Krzysztofa Charamsy pod tytułem „Kamień węgielny”. Rzecz ma podtytuł: „Mój bunt przeciw hipokryzji Kościoła” i jest to wielkie oskarżenie instytucji, której ksiądz, już teraz były, służył długie lata. Otóż paradoks niewielki polega moim zdaniem na tym, że ja, katolik, odebrałem publikację mniej krytycznie niż mój kolega z „Wyborczej” Krzysztof Varga, który do Kościoła zgoła się nie przyznaje. Krzyś imponuje mi w ogóle ostatnio zupełnym nieprzejmowaniem się opiniami dominującymi w jego laicko-liberalnym środowisku. Tak było mianowicie z przedstawieniem w Teatrze Powszechnym „Klątwa”: reżysera Olivera Frljićia zjechał jako egocentryka do kwadratu o fatalnym guście artystycznym, teraz też w „Dużym Formacie” napisał coś podobnego o osobowości Charamsy. Że ów były urzędnik watykańskiej Kongregacji Doktryny Wiary „kocha siebie na zabój, ma się rozumieć - z czułą wzajemnością”, że najważniejsze są dla niego „charyzmat sławy i sakrament celebryctwa”. Choć, owszem, jego oskarżenia hierarchii są zdaniem Vargi słuszne.
Otóż przyznam się, że ów „Kamień węgielny” zostawił mnie po jego lekturze z innymi uczuciami. Może trochę uległem urokowi talentu pisarskiego Charamsy, ale przecież jeżeli oskarża słusznie, to jest to dla mnie problem nieporównanie większy niż osobowość oskarżyciela. A słuszność owej krytyki? Wyjaśnię w końcu, że jest gejem i krytykuje za stosunek Kościoła do tej grupy ludzi, ale w ogóle za hipokryzję właśnie. Jego krytyka na pewno jest zbyt ostra nie tylko w słowach, nieraz po prostu niesprawiedliwa, ale przecież niebezpodstawna. Jan Paweł II zapytał kiedyś ówczesnego ambasadora RP przy Stolicy Apostolskiej Stefana Frankiewicza, czy nie stracił wiary w Watykanie i to przecież nie był po prostu dowcip. A Charamsa był w samym środku Kurii Rzymskiej, nie tylko blisko niej, jak Stefan. Mógł widzieć więcej. Przyznaje się do oportunizmu, że za długo cicho siedział, do długoletniej dwulicowości. No cóż, szamotał się. Nie potrafię mu nie współczuć.

19:38, jan.turnau
Link Komentarze (30) »
wtorek, 06 czerwca 2017
Dyskusje wtedy i teraz: rabina Grunewalda książka: „Szalom, Jezusie!”

Ewangelia Marka 12,13-17
„Uczeni w Piśmie i starsi posłali do Jezusa kilku faryzeuszów i zwolenników Heroda, którzy mieli Go podchwycić w mowie”. Zrobili to zmuszając Go do odpowiedzi na pytanie ciężkie, bo każące wybierać między dwiema lojalnościami: wobec rzymskiego okupanta oraz jego oponentów żydowskich radykalnych, czyli stronnictwa zelotów. Czy wolno płacić podatek cesarzowi? Jezus rozróżnił tutaj mocno sprawę polityczną od religijnej: „Oddajcie, co cesarskie, cesarzowi, a co boskie, Bogu”. Wyrok okazał się celny, można by rzec, salomonowy, tak go odebrali także niechętni mu pytający. Da się potraktować jako zasada ogólna regulowania dzisiejszych spraw tego rodzaju.
Wrócę jednak do owych niechętnych rozmówców. Skojarzyli mi się bowiem z ich rodakiem, żyjącym dzisiaj we Francji, rabinem Jacquotem Grunewaldem, który napisał rzecz pod tytułem „Szalom, Jezusie!”, wydaną niedawno w Polsce przez Żydowski Instytut Historyczny im. Emanuela Ringelbluma. Nie można jednak na pewno powiedzieć, że autor jest swojemu adresatowi niechętny. Już samo słowo „szalom” takim uczuciom przeczy. Niemniej swoich innych poglądów rabin nie ukrywa. Ma wiedzę biblijną wielką, także o nowotestamentalnymtekście, ale interpretuje go i ocenia całkiem inaczej. Chociaż to przecież nic dziwnego: trudno, żeby było inaczej, dialog po długich wiekach dopiero się zaczął. Zresztą to już nie aktualny jego etap: książka została zresztą wydana we Francji w roku 2000, czyli niecałkiem ostatnio. Co więcej, postawa uczuciowa rabina francuskiego jest taka, jak w jego słowach we wstępie: postanowił „napisać szczerze, to znaczy jak człowiek do człowieka, ponieważ takim go postrzega i akceptuje między swoimi (! - JT)”. „Ta ochota była nieprzeparta, a nieraz dojmująca jak szczęście odczuwane, gdy spotkanie rodzinne kładzie kres latom przemilczeń, niesnasek i zadawanych sobie nawzajem ran”. No i dalej życzenie: „Obyś naprawdę mnieusłyszał, żebyśmy nareszcie zrozumieli, dlaczegośmy się nie rozumieli”. A jeżeli swoje nagany przeplatam przemyśleniami z mojego dziennika, to może dlatego, dziwny rabi, że właśnie nie jesteśmy sobie tak bardzo obcy”. Co więcej jeszcze, przemilczenia były, przyznaje to rabin francuski, z uczelni w Izraelu zwolniono pewnego profesora filozofii, ponieważ powoływał się na ewangelie. Niemniej w przypisie mamy wyjaśnienie, że to się po stronie żydowskiej zmienia (przypisów w książce legion, to jakby esej, ale naukowy).
A przecież o zrozumienie – widać z książki – niełatwo. Nawet ja, nastawiony chyba naprawdę nie betonowo, oczekiwałbym więcej. Przede wszystkim uznania, że jednak nie tylko Rzymianie odpowiadają za śmierć proroka, tak jak przecież Grecy odpowiadają za śmierć Sokratesa. Także jednak trochę ówczesna elita władzy żydowskiej, bo przecież któraż władza lubi proroków, szczególnie tak ostro krytykujących, jak to czynił Jezus. No i że te chrześcijańskie teksty nie przedstawiają Go jednak aż tak tendencyjnie, jak rabin sugeruje.
Niemniej dialog już trwa! A nie jest emocjonalnie łatwy, pada nań cień Zagłady, nie mówiąc o tym wszystkim, co było podobnego przedtem.

14:57, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 05 czerwca 2017
Jego matka, więc i nasza

Dzieje Apostolskie 1,12-14
Ewangelia Jana 19, 25-27
Zanotował autor tej księgi, czyli najpewniej Łukasz, że po odejściu Jezusa do nieba zebrali się apostołowie w „górnej sali” („wieczerniku”). Zebrali się wraz z „niewiastami” (tymi, które Mu towarzyszyły w Jego misyjnych wędrówkach), Jego matką i braćmi. W tym składzie zaskakuje może trochę obecność „braci”: byli to Jego bracia rodzeni (taką możliwość widzą ewangelicy: Jezus jako syn pierworodny, ale nie jedyny) albo według tradycji katolickiej cioteczni, stryjeczni lub przyrodni. Wynika z tego w każdym razie, że tymczasem uwierzyli w Niego, choć wcześniej było inaczej, o czym wspomina Ewangelia Jana 5,7.
Obecność zaś tam Maryi skłoniła mój Kościół do nazywania jej także Jego matką i do poświęcenia jej pierwszego dnia po uroczystości, która zaczęła się wczoraj i zwie się w Polsce potocznie Zielonymi Świątkami. Bo przecież wspominamy w to święto zstąpienie na apostołów Ducha Świętego, czyli właśnie powstanie Kościoła. Tekst Dziejów Apostolskich powie o tym wnet, czytany był już w liturgii wczoraj.
Maryja jest matką Kościoła, ale jej duchowe macierzyństwo obejmuje właściwie całą ludzkość. Można by tak powiedzieć, gdyby zinterpretować odpowiednio słowa Jezusa powiedziane z krzyża do Maryi o Janie: „Oto matka twoja”. Tak te słowa rozumieją teologowie katoliccy, według nich Jan jest tutaj przedstawicielem ludzkiego rodu.
Ewangelicy, przynajmniej niektórzy, mówią natomiast, że słowa z krzyża dotyczyły tylko relacji między tym dwojgiem. Chodziło tylko o opiekę Jana nad Maryją, gdy jej syn umrze:
Ewangelia Jana kończy perykopę słowami: „I od tej chwili wziął ją uczeń do siebie”. Biblia Poznańska zaznacza jednak, że nie chodzi o egzegezę biblistyczną, tylko o wnioskowanie teologiczne – i jest to na pewno tylko to. Ale kiedy nad tą sprawą myślałem, przyszło mi do głowy, że mamy tu natomiast jakby argument na rzecz poglądu, że Jezus był jednak synem Maryi jedynym: gdyby było inaczej, mogliby zająć się rodzoną matką inni Jego bracia rodzeni, już wtedy w Niego wierzący.

20:04, jan.turnau
Link Komentarze (28) »
czwartek, 13 kwietnia 2017
Życzenia

Drogie Czytelniczki i drodzy Czytelnicy moich pisanek, do tej roboty wrócę chyba nie zaraz, bo pewnie będę musiał wykonać jakąś większą pracę. Niemniej Pascha przed nami, składam zatem wszystkim z Was najlepsze życzenia radości wielkanocnej, wynikającej z owej Pawłowej nadziei wbrew nadziei. Alleluja!

11:15, jan.turnau
Link Komentarze (459) »
poniedziałek, 03 kwietnia 2017
Antyfeminizm pięknie opisany

Księga Daniela 13,1-9,15-17.19-30.33-62
Ewangelia Jana 8,1-11
Najpierw opowieść o Zuzannie i starcach, potem o kobiecie przyłapanej na cudzołóstwie. Oto przykłady mentalności, w której zawsze winna jest ona, w każdym razie w sprawach „de sexto”. No i to przykazanie jakby pierwsze i najważniejsze. Teksty bardzo ciekawe.
Poczytajmy.
A ja odpocznę od tego pisania przez dni kilka.

12:56, jan.turnau
Link Komentarze (43) »
niedziela, 02 kwietnia 2017
Choroba, śmierć, sumienie i sztuka sakralna

Ewangelia Jana 11,1-45
Długa perykopa na temat wskrzeszenia Łazarza. Wskrzeszenia, nie zmartwychwstania – tę różnicę trzeba zaraz zaznaczyć. Ewangelia Jana jak zawsze łączy dwie na pozór różne cechy specyficzne: rozbudowanie wątku teologicznego z obfitością narracyjnych szczegółów, przedstawionych przez najwidoczniej bezpośredniego świadka wydarzeń. Mamy pewien łącznik z poprzednimi ewangeliami, mianowicie z tą Łukaszową, bo główną bohaterką relacji jest mieszkanka Betanii, siostra Łazarza Marta, która występowała też w tamtym dziele wraz ze swoją siostrą Marią. Występowała jednak tam w innej roli: zajęta była tym, co nie najważniejsze, szeroko pojętą gastronomią, w przeciwieństwie do Marii skupioną na teologii, czyli słuchaniu Jezusa. Tu u Jana zajmuje się Nim, co prawda, też od strony jakoś praktycznej, bo Jego charyzmatem uzdrawiania: „Panie, gdybyś tu był, nie zmarłby mój brat; [ale] i teraz wiem, że o cokolwiek byś poprosił Boga, da Ci Bóg” (Ekumeniczny Przekład Przyjaciół). Czy zatem spodziewa się, że Jezus cofnie śmierć? Nie, ma tu na myśli co innego: „Wiem, że zmartwychwstanie przy zmartwychwstaniu w Dniu Ostatnim”(cytuję dalej też według EPP). Ale gdy Mistrz łączy tę wiarę eschatologiczną z wiarą we własną osobę i pyta, czy również ta wiara specyficzna jest jej udziałem, odpowiada wyznaniem chrześcijan fundamentalnym: „Tak, Panie. Ja uwierzyłam, że Ty jesteś Chrystusem, Synem Bożym, który na świat przyszedł”. Pamiętajmy, że „Chrystus” to wersja grecka hebrajskiego terminu, który w polskim przekładzie brzmi jako „Mesjasz”. Ten ktoś oczekiwany, mający odnowić wszystko radykalnie. Tak, to ta „kurka domowa”, jak mogłoby, zresztą błędnie, wynikać z trzeciej ewangelii, w czwartej przoduje w sprawach wyższej rangi. Warto znać wszystkie cztery ewangelijne opowieści.
Dzisiejsza Janowa opowieść skojarzyła mi się z książką sławnego twórcy puckiego hospicjum, księdza Jana Kaczkowskiego, książką jedną z wielu, ale tym razem niezwykłą.
Katarzyna Jabłońska, która jako pierwsza rozmawiała z nim bestsellerem „Szału nie ma, jest rak”, tymczasem skomponowała drugą również dla Biblioteki „Więzi”. „Żyć aż do końca” to, jak głosi podtytuł, „Instrukcja obsługi choroby”: obszerny, „wszechstronny przewodnik po chorowaniu i umieraniu. Jego wartość praktyczną podnoszą niezbędniki z podstawowymi wskazówkami dla chorych i ich bliskich, personelu medycznego, szpitalnych i hospicyjnych kapłanów oraz wolontariuszy. Ks. Jan uczy, jak rozpoznać fizyczne, psychiczne oraz duchowe potrzeby chorych i ich bliskich – tak często zatajane. Radzi też, jak znajdować pomocukierunkowaną na poprawę jakości życia w każdej, nawet najtrudniejszej sytuacji – również wtedy, gdy śmierć jest bliska.” To nie moje słowa, tylko profesora Jacka Łuczaka, innego wybitnego „hospicjologa”, w przedmowie do tej kapitalnej publikacji.
A jak już „Więź”, to jeszcze numer wiosenny tego kwartalnika, a w nim bardzo dużo, wszechstronnie i bardzo ciekawie o sumieniu. Słusznie, bo to temat codzienny nieustanny.
Podnoszą go – przypomina w artykule wstępnym Sebastian Duda – pacyfiści chcący uniknąć służby wojskowej, ekolodzy odmawiający płacenia podatków, bo państwo finansuje zbrojenia jądrowe, pracownicy służby zdrowia i farmaceuci powołujący się na klauzulę sumienia, także adwokaci niechcący bronić niektórych łajdaków. Ale jest to również – Duda pisze o tym, rzecz jasna, dużo – problem filozoficzny, teologiczny, doktrynalny. W sprawie trzeciej redaktor naczelny „Więzi” Zbigniew Nosowski rozmawia z etykiem z KUL-u, ks. Alfredem Wierzbickim. Pyta go na koniec: „Czy teraz dzięki Franciszkowi dokonuje się w Kościele swoisty rachunek sumienia z prymatu sumienia?” Odpowiedź: „Owszem, ale ja bym podkreślał, że jest to kontynuacja rachunku sumienia, jaki zaczął się za pontyfikatu Jana Pawła II, ale pozostał niedokończony. Przecież w marcu 2000 r. w bazylice św. Piotra przepraszano również za działania inkwizycji, za używanie przemocy wobec inaczej wierzących. To na pewno było rozpoczęcie rachunku sumienia z lekceważenia prymatu sumienia. Niestety ta część pontyfikatu Jana Pawła II miała bardzo słabą recepcję. Spotkała się z krytyką i w sumie została potraktowana jako czysto symboliczny gest w ramach roku jubileuszowego 2000, ale bez znaczenia dla życia Kościoła. Tymczasem papież Wojtyła zaplanował rachunek sumienia, jako element procesu oczyszczania pamięci, który powinien się na stałe wpisać w życie Kościoła. Dziś mamy do czynienia z kontynuacją tamtej inicjatywy papieża Polaka.” Natomiast ks. Andrzej Draguła bardzo szczegółowo, wnikliwie analizuje nieśmiertelny problem tolerancji.
Na koniec jeszcze jedna książka Biblioteki „Więzi”. Inna tamtejsza redaktorka, Ewa Kiedio, porozmawiała z kolei z biskupem pomocniczym warszawskim Michałem Janochą, historykiem sztuki i teologiem, profesorem Uniwersytetu Warszawskiego. Rzecz przepięknie ilustrowana tego właśnie dotyczy, zwie się „A piękno świeci w ciemności”. Można rzec jednak, że świeci inaczej chrześcijanom na Wschodzie i na Zachodzie: biskup mówi o tym obszernie. Nie tylko o tym, także na przykład o kościelnym kiczu oraz artystycznych prowokacjach rażących ludzi religijnych. Nade wszystko jednak o ikonie, świętym obrazie bardzo innym niż te nasze zachodnie: to jest okno na niebo! Polecam!

16:38, jan.turnau
Link Komentarze (14) »
sobota, 01 kwietnia 2017
Prorok jak drzewo bezbronny

Księga Jeremiasza 11,19
„Ja zaś byłem jak baranek potulny na rzeź prowadzony, a nie zdawałem sobie sprawy, że przeciw mnie knuli zamysły: - Zniszczmy drzewo w jego świeżości” (Biblia Poznańska). Tysiąclatka mówi o drzewie „w pełni sił”, chodzi mniej więcej o to samo, a mnie owo określenie proroka skojarzyło się z problemem ekologicznym, który dziś w Polsce ujawnił się jaskrawo akcją wycinki drzew. Drzewo jako symbol trwania, choć właśnie takiego, które daje się łatwo przerwać. Dąb jest przecież jak prorok potężny, ale i jak prorok bezbronny.

17:11, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
piątek, 31 marca 2017
Takie jest nasze logo

Ewangelia Jana 7,1.29b-30
„Potem Jezus chodził po Galilei, nie chciał bowiem chodzić po Judei, gdyż Żydzi [niektórzy tłumaczą: „Judejczycy”, bo nie chodziło o Żydów wszystkich] szukali sposobności, by Go zabić (...). Usiłowali Go pojmać, ale nikt na Nim ręki nie położył, bo nie nadeszła jeszcze Jego godzina” (EPP).
Ale nadejdzie. Rozpocznie się Droga Krzyżowa, upamiętniana między innymi katolickim nabożeństwem podzielonym na czternaście stacji, zresztą różnie ustalanych. W książkowych medytacjach pod tytułem „Krzyż się nie zachwieje” (Wyd. „W drodze”) znany dominikanin Maciej Zięba pierwszą stację, „Pan Jezus na śmierć skazany”, komentuje między innymi tak: „Przywołujemy pamięć o popełnionych przez nas, przeze mnie, niesprawiedliwościach, o skrzywdzonych przez nas ludziach, także najbliższych, o moim – rozpychającym się kosztem bliźnich – egoizmie. Dlatego podczas tej pierwszej stacji prosimy Ciebie, Panie Jezu, odpuść nam uczynione przez nas krzywdy, naucz przyjmować bez agresji, bez załamywania się i bez chęci odwetu popełnione wobec nas niesprawiedliwości.” Bo przecież nasze logo to krzyż.

23:31, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
czwartek, 30 marca 2017
Chcemy Cię widzieć, więcej nawet. Po liniach prostych, czyli nagroda dla księdza Bonieckiego

Księga Wyjścia 32,7-14
Opowieść o „cielcu odlanym z metalu”, który ufundowali sobie Izraelici, oddali mu pokłon i złożyli ofiary, mówiąc: „Izraelu, oto twój bóg, który cię wyprowadził z ziemi egipskiej”. Czyny te rozgniewały Pana; powiedział do Mojżesza: „Widzę, że lud ten jest ludem o twardym karku. Pozwól Mi, aby rozpalił się gniew mój na nich. Chcę ich wyniszczyć, a ciebie uczynić wielkim ludem”. Na tak uprzejme („pozwól mi”) słowa Mojżesz odpowiada prośbą, żeby się Bóg nie gniewał, bo Egipcjanie karę tę zinterpretują jako dowód, że wyprowadzenie Żydów z ich kraju było po to, żeby ich po drodze wygubić. JHWH dał się przekonać, a bibliści przekonują, że nie był to kult bożka, tylko „czynienie sobie obrazu rytego”, zakazane w drugim przykazaniu Dekalogu, żeby obraz Boga był maksymalnie inny od tego pogańskiego. Czemu zaś Pan Bóg jako „cielec” akurat? Ano temu, że inne ludy wyobrażały Go sobie jako byka, Apisa (kult płodności). My też dzisiaj chcemy Boga widzieć, On, co prawda, objawił się w widzialnej postaci człowieka, ale tego nam mało. Chcielibyśmy wiedzieć o Nim więcej, znać Jego plany zgoła niepojęte.
Gdy już jestem przy owej niepojętości, odnotuję tutaj wtorkowy fakt wręczenia nagrody imienia Kisiela, czyli Stefana Kisielewskiego, genialnego felietonisty „Tygodnika Powszechnego”, księdzu Adamowi Bonieckiemu. Postać to dobrze znana, znany jest też chyba na ogół nałożony nań przez jego władze zakonne, księży marianów, zakaz wypowiadania się w mediach (innych niż „Tygodnik Powszechny”, którego był długo redaktorem naczelnym). Poproszono mnie o laudację, więc powiedziałem coś takiego. Że tamta decyzja zakonna woła o pomstę do nieba, bo ten duchowny jest wspaniałą twarzą swojego Kościoła, przyciągającą do niego ludzi odpychanych przez katolików zupełnie innej barwy. Ale ta laudacja należy się najpierw samemu Bogu. Niebo wiedziało, co robi. Po tamtej cenzurze prestiż księdza Adama w niektórych kręgach jeszcze wzrósł, powstał ruch Klubów „Tygodnika Powszechnego”, dzięki któremu mogą się z księdzem spotkać osobiście ludzie mu bliscy myślowo. Bóg pisze po liniach krzywych, ale czasem od razu można powiedzieć, że jednak prosto, albowiem myśli mądrzej niż „homines sapientes”.

00:27, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
środa, 29 marca 2017
Ludzie jak niemowlęta, Bóg jak matka ich

Księga Izajasza 9,8-15
„Tak mówi Pan: - Gdyby nadejdzie czas twej łaski, wysłucham cię, w dniu zbawienia przyjdę ci z pomocą (...) Mówił Syjon: - Pan mnie opuścił, Pan o mnie zapomniał. Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A gdyby nawet zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie” (Tysiąclatka).
Mówił to Syjon w sytuacji lepszej niż ta, w której lud ten się znalazł wiele wieków później. Ale i tak Bóg nie zapomina o nim w jakimś ostatecznym rachunku historii. Wierzą w to chrześcijanie i wierzący religijnie Żydzi. Pan kocha nas nieporównanie bardziej niż ktokolwiek z ludzi, bardziej nawet niż kobieta kocha urodzone przez siebie niemowlę.
Dlaczego zatem życie nie tylko urodzonych, ale wręcz stworzonych przez Boga ludzi wygląda zupełnie tak, jakby wcale nie kochał, jakby Go w ogóle nie było? Wołanie to nasze nigdy nie milknące.

11:52, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
wtorek, 28 marca 2017
Woda, woda, woda...

Księga Ezechiela 7,1-9.12
Psalm 6,4-5
Ewangelia Jana 5,1-16
Wtorek dzisiaj liturgicznie wodnisty. Ezechiel przedstawia wizję życiodajnego potoku wypływającego spod Świątyni i użyźniającego ziemię, tak że rośnie tam wszystko i wydaje owoce, jak również mnożą się ryby. Psalmista z kolei stwierdza, że „nie będziemy się bali, choćby zatrzęsła się ziemia i góry zapadły w otchłań morza”, ale i „nurty rzeki rozweselają miasto Boże” (Tysiąclatka). A ewangelia Jana opowiada o uzdrowieniu przez Jezusa czekającego na podobny cud w sadzawce Betesda. Wszystko to są obrazy z krainy, gdzie cieczy owej raczej niewiele. Może nie mógłby tam powstać obraz jakiegoś mówcy lejącego tę ciecz zamiast słów ciekawych...
Myśl jeszcze jedna: na temat tego, że nowozelandzcy Maorysi wywalczyli osobowość prawną dla swojej rzeki. Pewnie nie ma się czemu dziwić, pewnie gdyby nie ona, to by ich nie było. Bez wody nie ma życia. Przydaje się także jako symbol w sprawach duchowych: nic dziwnego, że jest materią chrztu.

10:28, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 27 marca 2017
Lament i taniec, a koniec zawsze szczęśliwy

Psalm 30,5-6.12a
„Śpiewajcie psalm, wszyscy miłujący Pana,
i pamiętajcie o Jego świętości.
Gniew Jego bowiem trwa tylko przez chwilę,
a Jego łaska przez całe życie.
Płacz nadchodzi z wieczora, a rankiem wesele.
Zamieniłeś w taniec mój żałobny lament”.
(Biblia Tysiąclecia)
Znowu zająłem się psalmem. Widać w nim obraz Boga - jak to w Biblii bywa nieraz - wyraźnie antropomorficzny, jest On dokładnie taki, jak człowiek, emocji pełen: gdy miną te Jego negatywne, nadchodzą przeciwne, czyli On się już nie gniewa i jest nam znowu dobrze. Psalmiście wydawało się, że Bóg jest zmienny jak kobieta w operze Verdiego „Rigoletto”, ale to optyka fałszywa, zapewne antyfeminizm, a na pewno właśnie antropomorfizm. Rzecz bowiem w tym, że Bóg wie lepiej, jak rządzić naszym losem, dysponuje tak zwaną Opatrznością. W rezultacie tak już jest, że jesteśmy raz na wozie, raz pod wozem, po ulewienadchodzi prędzej czy później słońce, przede wszystkim jednak wierzymy, że jest On dobry absolutnie („Bóg jest dobry... i dam się za to zabić” – tytuł książki ks. Kramera SJ, wydanej świeżą przez jezuicki WAM), miłosierny absolutnie i życie nasze ma zawsze „happy end”, choć naprawdę, bo na stałe dopiero za grobem.

13:35, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 26 marca 2017
Na zielonych pastwiskach

Psalm 23,1b-6
„Pan jest moim pasterzem,
niczego mi nie braknie,
pozwala mi leżeć
na zielonych pastwiskach.
Prowadzi mnie nad wody,
gdzie mogę odpocząć,
orzeźwia moją duszę.
Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach,
przez wzgląd na swoją chwałę.
Chociażbym przechodził przez ciemną dolinę,
zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną.
Kij twój i laska pasterska są moją pociechą.
Stół dla mnie zastawiasz
na oczach mych wrogów.
Namaszczasz mi głowę olejkiem,
kielich mój pełny po brzegi.
Dobroć i łaska pójdą w ślad za mną
przez wszystkie dni życia
i zamieszkam w domu Pana
po wszystkie czasy” (Biblia Tysiąclecia). Ulubiony psalm moich znajomych, ja też zapamiętałem, jak czytał go podczas którejś pielgrzymki do ojczyzny Jan Paweł II, jak akcentował słowa „przez ciemną dolinę”. Wykwit poezji hebrajskiej, wyznanie wiary szczęśliwej, mimo że życie nie zawsze jest tak relaksowe.

18:39, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
sobota, 25 marca 2017
Syn Boży stał się człowiekiem!

Ewangelia Łukasza 1,26-38
„Który się począł z Ducha Świętego” – wyznajemy to w naszym krótszym „Credo” (w Składzie Apostolskim) i ta wiara ma dzisiaj miejsce w kalendarzach liturgicznych prawosławnym, rzymskokatolickim, starokatolickim i luterańskim na Śląsku Cieszyńskim, dziewięć miesięcy przed Bożym Narodzeniem. Ma swoje miejsce, choć ktoś mi kiedyś powiedział, że dziwnie mało poczesne; jakby tekst greckiego oryginału, który ks. Remigiusz Popowski i Michał Wojciechowski tłumaczą dosłownie jako „Duch Święty przyjdzie na ciebie i moc Najwyższego ocieni cię”, położył się cieniem na to tak ważne święto. Dodaje mu jednak znaczenia akcja antyaborcyjna, przekonywanie, że już ludzki embrion jest człowiekiem, ustanowienie 25 marca Dniem Świętości Życia. Nie ma tu nic do rzeczy, że niektórzy teologowie zachodnioeuropejscy zastanawiają się, czy aby na pewno Łukaszowa i Mateuszowa opowieść o poczęciu się z Ducha Świętego nie była jedynie literacką formą powiedzenia, że Jezus z Nazaretu był Synem Bożym, a nie stwierdzeniem biologicznego dziewictwa Jego matki. Tak czy inaczej wspominamy dzisiaj wydarzenie Wcielenia, którego nie sposób wyjaśnić normalnym rozwojem doczesnej historii ludzkości.

12:32, jan.turnau
Link Komentarze (23) »
piątek, 24 marca 2017
Przykazanie najważniejsze z ważnych

Ewangelia Marka 12,28b-34
Scena w ewangeliach rzadka: uczony w Piśmie zgadza się z Jezusem. W sprawie, które z przykazań jest największe: otóż to o miłości Boga i bliźniego. Tak, to najogólniejsze, z którego wynika cały Dekalog. Jeżeli tylko chodzi o miłość Boga pojmowanego jako Miłość. Bardzo to ogólne, ale przecież nie chodzi o moralne „kazusy” ani nawet o jedno z przykazań. Chodzi o owo arcyprzykazanie.

14:23, jan.turnau
Link Komentarze (15) »
czwartek, 23 marca 2017
Ale nie słuchali

Księga Jeremiasza 7,25-26
„Posyłałem do was wszystkie moje sługi, proroków, każdego dnia, bezustannie, lecz nie usłuchali mnie ani nie nadstawiali uszu” (Tysiąclatka).
Święta prawda historyczna, ale inne narody na pewno były i są lepsze?

15:07, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
środa, 22 marca 2017
Naród Dziesięciorga

Księga Powtórzonego Prawa 4,1.6
„Mojżesz powiedział do ludu: - A teraz, Izraelu, słuchaj praw i nakazów, które uczę was wypełniać. (...) Strzeżcie ich i wypełniajcie je, bo one są waszą mądrością i umiejętnością w oczach narodów, które usłyszawszy o tych prawach, powiedzą: - Z pewnością ten wielki naród to lud mądry i rozumny” (Biblia Tysiąclecia).
Nie będę udawał religioznawcę i się upierał, że w religiach o innych niż Mojżeszowy rodowodzie nie ma w szczególności czegoś w rodzaju Dekalogu, w każdym razie tamta fundamentalna kodyfikacja moralna, odpowiednio zinterpretowana, jest tekstem dla moralnego rozwoju całej ludzkości bardzo ważnym.

11:23, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
wtorek, 21 marca 2017
Przebaczać bez końca

Ewangelia Mateusza 18,21-22
„Wtedy Piotr przystąpiwszy, rzekł Mu: - Panie, ile razy może zgrzeszyć przeciw mnie brat mój, bym mu odpuścił? Do siedmiu razy? Mówi mu Jezus: - Nie do siedmiu, lecz do siedemdziesięciu siedmiu.” (EPP)
Biblia Poznańska informuje: „W mniemaniu Piotra liczba siedem oznaczała bardzo wielką wyrozumiałość, zwłaszcza że rabini uczyli, iż Bóg daruje winy do trzech razy. Piotr usłyszał w odpowiedzi, że ma przebaczyć siedemdziesiąt razy albo siedemdziesiąt razy siedem. Tekst grecki dopuszcza jedno i drugie tłumaczenie”. Chodzi oczywiście o to, by przebaczać zawsze. Ale zwracam uwagę na tamto pouczenie rabinów: dotyczy ono przebaczania Bożego. Oczywiście też jako wzoru dla nas, ale przede wszystkim postawy duchowej samego Boga. Albowiem jest On do niej skłonny nieskończenie, co zresztą powtarza uparcie papież Franciszek i co znalazło wyraz w jego adhortacji „Amor laetitia”, gorszącej niektórych swoim miłosiernym zapałem.

11:48, jan.turnau
Link Komentarze (27) »
poniedziałek, 20 marca 2017
Święty Józef z Nazaretu i jego potomek, Józef Puciłowski OP

2 Księga Samuela 7,4-5a.12-14a.16
List do Rzymian 4, 13.16-18.22
Ewangelia Mateusza 1,16.18-21.24a
 Dopiero dzisiaj wspominamy liturgicznie św. Józefa, zwanego Oblubieńcem Najśw. Maryi Panny, bo choć to święty wielki, niedziela wielkopostna ważniejsza.
Oblubieńcem jej był, nie mężem, w chrześcijaństwie trwa tradycja, że było to małżeństwo „białe”, że – jak czytamy w dzisiejszym tekście ewangelicznym – Józef wziął Maryję do siebie, choć nie on był ojcem dziecka. „I nie znał jej, aż urodziła syna” (EPP) – powiada Ewangelia już poza dzisiejszym przydziałem tekstowym. Otóż jest to zdanie wieloznaczne. Katolicy i prawosławni interpretują je, jak w przypisie Biblia Poznańska: „Wstrzemięźliwość Józefa zachowana nie uległa zmianie później. Mt nie zajmuje się tym tematem”, natomiast ewangelicy rozumieją je po prostu w ten sposób, że Józef mógł mieć rodzone dzieci później, pewnie właśnie owych synów (i córki), o których piszą dalej wszyscy czterej ewangeliści.
Pomyślałem sobie jednak, że nawet jeśli nie miał dzieci w sensie biologicznym, bo „nie znał” Maryi i później, to ma potomstwo szczególne: wszystkich Józefów i wszystkie Józefiny, których jest patronem. W Księdze Samuela czytamy dzisiaj o potomstwie Dawida, a w Liście do Rzymian o potomstwie Abrahama i myślimy o Józefowym Wychowanku, ale można też w Józefową uroczystość pomyśleć o tylu jego potomkach, jego imiennikach i imienniczkach, którzy zostali z nim jakoś przez imię chrzestne połączeni. Otóż ja pomyślałem o przyjacielu moim, Józefie Puciłowskim, dominikaninie znakomitym. Znam go bite pół wieku. To mój przecież krajan, bo pochodzi podobnie jak ja z Jeleniej Góry. Podobnie jak ja nie urodził się tam, niemniej przeżył dzieciństwo i pierwszą młodość. Potem, ja też, studiował na Uniwersytecie Wrocławskim, co prawda siedem lat po mnie, bo o tyle jest młodszy, i historię, nie polonistykę, ale to kierunki sąsiedzkie.
A potem łączyła nas działalność w Klubach Inteligencji Katolickiej: on działał we wrocławskim, ja już w warszawskim, bo wywędrowałem za pracą (w „Więzi”) do stolicy, ale to jedno środowisko niemal. A wreszcie on jeszcze mocniej zaangażował się kościelnie, bo stał się zakonnikiem, ja pozostałem katolikiem świeckim, ale myślami jestem coraz mocniej teologiem. No i podobni jesteśmy do siebie z powodu, by tak rzec, nachylenia protestanckiego. On urodził się jako „kalwin”, jak to nazywa się w Polsce ewangelików reformowanych, ja jestem, co prawda, katolikiem rzymskim od samego poczęcia, ale ciotka, kalwinka właśnie, opiekowała się położniczo moim urodzeniem się, a potem związałem się przyjaźnią z różnymi tymi ewangelikami.
Miał matkę kalwinkę Węgierkę, w tym kraju się urodził i ten język jest jego macierzystym, polskiego nauczył się później. Gdy zaś jego matka zamieszkała z nim w Jeleniej Górze, doświadczyła wrogości ze strony miejscowych. Nazywali ją Szwabką, bo nie mówiła po polsku, nie chodziła do kościoła, więc wuj pastor (!) namówił ją, by wraz z nim przeszła na katolicyzm, bo inaczej zrobią z niego komunistę. Zostały jednak w Józku protestanckie gusta: napisał, że „koledzy «heretycy» lepiej znają Biblię. My zabrnęliśmy we wszelkiego rodzaju cudeńka, przeróżne nabożeństwa – bądź co bądź drugorzędne – a zagubiliśmy Pismo Święte”.
A napisał to w książce pt. „Żyć nie umierać”, czyli jak wierzyć i nie zdziadzieć”, wydanej w zeszłym roku przez krakowski jezuicki WAM. Publikacji niezwykle pożytecznej, bo nastawionej duszpastersko. Czyli dla zwyczajnych ludzi i o zwyczajnych ludziach. A zna się na takowych, bo spowiada często i gęsto. Oto jedna z jego licznych opowiastek o spotkaniach w konfesjonale: „Przyszła kobieta pożalić się na swojego zięcia, bo ten mimo jej uwag nie chodził na mszę świętą. Nieopatrznie zapytałem, ile razy do roku zwraca mu uwagę,zakładając zdroworozsądkowo, iż skłaniają ją do tego kościelne święta. Była zaskoczona i oburzona moim pytaniem, gdyż napominała zięcia nawet kilka razy dziennie. Spokojnie odpowiedziałem, że w takiej sytuacji sam też unikałbym kościoła, a ona wściekła się na mnie i poszła bez rozgrzeszenia.”
Książka jest oczywiście podzielona na rozdziały i każdy zaczyna się od cytatu z Biblii i jest doń komentarzem. Ba, w książce Józkowej zaraz pierwszy rozdział nazywa się „Biblia, czyli busola”. W nim właśnie też takie wspomnienie konfesjonalne: „Raz nawet starsza penitentka na moje pytanie, czy zna Słowo Boże, żachnęła się, że przecież nie jest świadkiem Jehowy. (...) Kiedyś na spowiedzi miałem panią w swoim wieku. Inteligentna, bardzo sympatyczna, otwarta, ale Biblii w ręku nigdy w życiu nie miała.” Józef kupił jej więc egzemplarz i trzymała go w rękach jak Najświętszy Sakrament. Dodam, że potraktowała go tak, jak czynią to ewangelicy, między innymi owi „kalwini”, czyli reformowani: na ich ołtarzach leży Pismo Święte na kształt naszego tabernakulum. Tu wspomnienie moje własne z nabożeństwa ekumenicznego w ich warszawskiej świątyni przy alei Solidarności 74. Takie modlitwy prowadzą tam świeccy różnych wyzwań, zdarzyło się to i mnie kiedyś. Żeby którąś perykopę przeczytać, wziąłem z ołtarza ten egzemplarz uroczysty, co więcej, nie odłożyłem go potem na miejsce, czemu się tamtejszy duchowny trochę dziwił. I go rozumiem. 
A swoją drogę Pismo Święte takie na pewno jest, ale niektóre jego fragmenty dobrze przyjąć niełatwo. Chociażby – wiadomo – niektóre psalmy pełne nienawiści czy też opowieści Księgi Jozuego, jak to Naród Wybrany zdobywał Ziemię Obiecaną mordując tubylców wraz z niewiastami i dziećmi, bo taka była wola JHWH. Józek to na pewno swoim owieczkom tłumaczy, ale inni duchowni niekoniecznie, boję się, że też nie wszyscy księża ewangeliccy. A co do nienajlepszej znajomości Biblii, to jeszcze jedna Józkowa opowieść, tym razem nie z konfesjonału, tylko z działań PRL-owskiej opozycji. Przyjechał do niego do Wrocławia ktoś z Warszawy i pouczał, żeby niektóre sprawy mocniej akcentował, nie skrywał ich „pod kocem”. Przyszły ksiądz zagadnął go na to o właściwą wersję tego wyrażenia ewangelijnego. Działacz myśli, myśli i przypomniał sobie: „pod kołdrą”. Może jednak żartował, choć Józef boży się, że nie.
Ojciec Puciłowski nietypową księżą postacią jest. Wiem to też z jego książki, ale nie z jego tekstu, tylko ze wstępu konfratra, o. Dawida Kusza OP. Wyczytałem tam o samym ojcu Józefie („ojcu”, choć on sam mówił mi, żeby skończyć z tym ojcowaniem, chyba z takim komentarzem, że to jednak trochę zadzieranie nosa), że każdą zamężną kobietę całuje w rękę, czego inni rzymskokatoliccy duchowni nie robią. Swoją drogą ciekawe, czy to u nich pruderia (obawa o skojarzenia erotyczne), czy swoisty antyfeminizm połączony z klerykalizmem: to nam, księżom, przede wszystkim się przecież należy szacunek. Trzeba też jednak wiedzieć, że niektóre radykalne feministki uważają całowanie pań w rękę za patriarchalny cmoknonsens. Jeszcze się taki nie narodził, co by wszystkim dogodził...
O świeckich jest w książce krytycznie, ale o księżach równie często. Rozdział przedwstępny („Dla kogo ta książka?”) zaczyna się od spostrzeżenia na ich temat: „Nie tylko wypowiadają się na różnorodne tematy, o których często nie mają pojęcia, ale jeszcze robią to z namaszczeniem z ambony”. Józiu, dzięki za odwagę, za mądrość, trzymaj tak dalej! Amen!

15:52, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
niedziela, 19 marca 2017
Z kim Jezus rozmawiał przy studni?

Ewangelia Jana 4,5-42
Rozmowa z Samarytanką. Wydarzenie wielorakie: najpierw feministyczne, bo Jezus rozmawia z kobietą: Jego uczniów to naturalnie zdziwiło. Owszem, o zwykłych sprawach codziennych Żydzi z Żydówkami rozmawiali, ale raczej nie o teologii, a na ten temat rozmowa przy studni zeszła.
Trzeba, co prawda, zaznaczyć coś, co wyczytałem w „Encyklopedii biblijnej”: „Biblia hebrajska nie było dokumentem monolitycznie patriarchalnym”. (...) Biblia nie zawiera żadnych wypowiedzi, które w sposób jawnie wrogi odnosiłyby się do natury zwyczajnych kobiet. (...) Przykładem może być nowe odczytanie postaci Ewy. Z biblijnego tekstu jasno wynika, że w chwili stworzenia kobieta nie miała być podporządkowana mężczyźnie, gdyż hebrajskie słowo «ezer», zwykle tłumaczone jako pomoc (Rdz 2,18), jest często odnoszone do Boga (np. Ps 30,11; 54, 6) i nie oznacza podporządkowania. Ewa jest przedstawiona jako rzeczniczka, mówiąca w imieniu swoim i Adama, a w rozmowie z wężem przedstawia argumenty teologiczne”. Co więcej, Biblia ukazuje niektóre kobiety w nietypowych dla płci żeńskiej rolach, jako osoby aktywne na scenie historii. Gdyby nawet pominąć Fenicjankę Jezebel, żonę króla żydowskiego Achaba, czy Atalię, ich córkę, też postać negatywną, to były przecież takie panie, jak siostra Mojżesza Miriam albo Debora, przywódczyni ludu, obie uchodzące za prorokinie. Niemniej sam ustrój był przeraźliwie patriarchalny. Jeden tylko przykład. Kobiety pozostawały rytualnie nieczyste po urodzeniu dziecka, ale to jeszcze pół biedy, bo okres nieczystości był różny: liczony podwójnie, jeżeli urodziła się dziewczynka...
No i wydarzenie internacjonalistyczne: Jezus rozmawia z Samarytanką. Zdziwiło ją to: „Jakże ty, Żydem będąc, prosisz o picie mnie, kobietę Samarytankę?” (EPP). Czytelnik czwartej ewangelii, nie tylko Żyd, mógł tego nie wiedzieć, więc autor wyjaśnia, że owe ludy sąsiednie nie zadają się ze sobą. Samarytanie zaś byli dla mieszkańców ortodoksyjnej Judei okropni, bo pochodzili od mieszańców: także od wiążących się z żydowską ludnością miejscową kolonistów pogańskich, osiedlanych tam przez obcą władzę. Sami jednak Samarytanie uważali się za ortodoksów, zachowujących prawdziwą wiarę Izraela. Uznawali tylko Pięcioksiąg Mojżesza i mieli własne centrum kultu na górze Garizim. Jezus robił różne rzeczy dziwne, nie na swoje czasy, musiały jednak minąć bardzo długie wieki, żeby w Jego Kościele kobiety mogły być wszędzie na przykład choćby ministrantkami. 
Widziałem dziewczyny przy ołtarzu w Niemczech, ale nie bywają tam w ojczyźnie naszej, w każdym razie nie w Warszawie. Dobrze, że chociaż panie także w stolicy Polski czytają Biblię! Kiedyś zobaczymy przy rzymskokatolickich ołtarzach, także polskich, nawet i kapłanki, bo również w Kościołach chrześcijańskich panta rei, wszystko się zmienia. No, oczywiście nie wszystko, ale sporo, i nie wszyscy, ja raczej tamtego widoku nie dożyję. Ale jest możliwy, amen!

22:26, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
Archiwum