Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
piątek, 28 lipca 2017
Dziesięcioro...

Księga Wyjścia 20,1-17
Perykopa arcyważna, bo to chyba naprawdę taki kodeks etyczny, jakiego w innych religiach i kulturach brak, choć i tam przecież przykazań nie brakowało. A dekalog i zlaicyzowana kultura europejska dzisiejsza? Zapewne i dzisiaj to dla tak zwanego Zachodu nie przeżytek myślowy, choć pewnie raczej bez trzech pierwszych przykazań brzmiących religijnie. Choć można by także im nadawać brzmienie ogólnoludzkie: nie deifikujmy pieniądza i władzy, dbajmy o rytmiczny relaks, także o spojrzenie na nasze sprawy z bardziej wysoka, o zauważanie nieco poważniejsze innych ludzi, bo w nich też jest Bóg. Ego -bożek kolosalny...
Śmiały komentarz Poznanianki do przykazania „nie cudzołóż” lub „nie będziesz cudzołożył”: „Ponieważ istniała zwyczajowa poligamia, tylko stosunek mężczyzny z żoną innego był wiarołomstwem i podpadał pod sankcje karne, podczas gdy kobieta zamężna dopuszczała się cudzołóstwa, ilekroć wchodzi w grę mężczyzna. Wolno stąd wnioskować, że w Starym testamencie cudzołóstwo rozumiano przede wszystkim jako występek żony nie dochowującej wiary swemu mężowi-właścicielowi.” Otóż to! Ale w wersji Księgi Powtórzonego Prawa (5, 6-21) żona nie należy już do mężowego dobytku tak jak wół i osioł.
A oto mój komentarzyk do Dekalogu. Wydrukowałem go kiedyś w „Więzi” i potem w książce „Zdaniem laika”, tymczasem jednak dojrzałem do niejakich zmian. Przyjąłem wtedy wersję w zasadzie katolicko-katechizmową (czyli bez przy- kazania o obrazach, uwarunkowanego historycznie) i przy niej pozostaję, bo Pismo jest święte, co nie znaczy, że takie jest każde jego słowo.
I. Nie będziesz miał cudzych bogów przede mną. Kontrolujmy się stale: może nasz Bóg jest już w gruncie rzeczy Bogiem cudzym, może nie jest to już ten, którego objawił nam Jezus Chrystus. Może jest Bogiem na nasz własny obraz i podobieństwo, np. na podobieństwo naszej ciasnoty albo też naszego neurotycznego lęku? Czy nie jest to ciągle jeszcze starszy pan z siwą brodą, w jakiego niektórzy z nas wierzyli jako dzieci? Co gorsza, z ogniem gniewu zamiast największej miłości w oczach. Czy w ogóle nasz Bóg jest jeszcze Bogiem naprawdę żywym?
W obu wersjach dekalogu biblijnego (Księga Wyjścia 20 i Powtórzonego Prawa 5) mamy po pierwszym przykazaniu zakaz tworzenia i kultu obrazów. Szanując inne interpretacje, nie rozumiem jednak tego prawa dosłownie. Choć nie neguję w zaparte niebezpieczeństwa ikonolatrii, straszy mnie ono mniej, odkąd znam nieco lepiej prawosławnych, tamtejszą cześć dla ikon. Bałwochwalcy to przecież nie są. Istnieją natomiast w chrześcijaństwie dwie wrażliwości w tej dziedzinie i bardzo dobrze, że tak jest. Na różnorodności zyskuje nie tylko kultura, także w pewnej mierze religia. Ja jestem ciągle w tej mierze raczej protestancki (nawias: cieszyłbym się, gdyby zniknął zwyczaj dodatkowego ubierania Maryi z Dzieciątkiem w korony i królewskie suknie. Przecież jest to faktyczne zasłanianie jej wizerunku, jakieś w praktyce minimalizowanie go). Zastanówmy się natomiast tutaj nad jakimś sensem przenośnym biblijnego przykazania. Odnieśmy go np. do obrazów Boga, jakimi są sformułowania teologiczne: o ileż mniej byłoby sporów i rozłamów, gdybyśmy pamiętali, że owe sformułowania to zawsze tylko nieudolne obrazy Rzeczywistości, a nie ona sama, że zatem z natury rzeczy mogą być różne.
II. Nie będziesz brał imienia Pana Boga twego nadaremno. Cytat z „Przygody życia” Luise Rinser, powieści, która dała mi wiele do myślenia: (...) język zrutynizowany, zużyta, zakurzona, stęchła mowa (...). Niektóre wyrazy tego języka powtarzają się za często, jak na mój gust: Bóg, ofiara, miłość, cnota, krzyż, cierpienie, pokora. Nie znaczy to, że odczuwam wstręt do tych słów. Lecz mieszczą one w sobie wszystkie tajemnice i aczkolwiek pojmuje się je zaledwie w postaci domysłów, nie można używać ich tak sobie zwyczajnie, jak wymawia się np. słowa: ścierka, szczotka, łóżko czy samolot (...) To wszystko, w czym byłam biegła, przez swoje spowszednienie stało się niezrozumiałe.
Cenne jest to wyznanie bohaterki powieści. Nie będziesz używał imienia Pana Boga... Nie mówiło się o Nim wcale, teraz jest na ustach wielu, z politykami na czele. Opłaca się to im, tylko czy na pewno w niebiesiech.
III. Pamiętaj, abyś dzień święty święcił. W Dekalogu biblijnym jest to oczywiście szabat, sobota. Szanując inne zwyczaje, czcimy jednak jako cotygodniowe święto niedzielę jako dzień Zmartwychwstania. Niemniej nie wybór dnia jest tu najważniejszy, ale to, żeby w ogóle były stale takie dni w naszym życiu. Dni, w których jesteśmy beztroscy, odprężeni, weseli. Czy wolno w niedzielę pracować? Zapytajmy może raczej, czy wolno w niedzielę być ponurym, zatroskanym codziennością. Oczywiście nie jest to propozycja nowego jurydyzmu: nie lansuję idei śmiechu na komendę! Po prostu zastanawiam się nad tym, jak moglibyśmy autentycznie przeżywać ów dzień niepowszedni.
IV. Czcij ojca swego i matkę swoją. Dziesięcioro...Z ojcami gorzej, bo lubią przecież odchodzić w całkiem siną dal. Czy dzisiaj, w rodzinach partnerskich, tak samo często, jak dawniej? Bo przecież na mojej codziennej trasie do pracy, gdzie jest po drodze przychodnia lekarska, widzę tylu młodych ludzi z wózkami, czasem z dwójką potomstwa. Czcij poza tym również dzieła poprzednich pokoleń, także idee, którymi żyły. Nie depczcie przeszłości ołtarzy, choć sami macie doskonalsze wznieść - napisał Adam Asnyk. Z czasem zresztą zrozumiesz, że doskonałość ta jest względna: historia kultury zna już tyle powrotów! Tak jak poszczególny człowiek dochodzi nieraz do wniosku, że jego rodzice mieli rację w niejednym, tak i każde pokolenie przeżywa swoje rewaloryzacje.
V. Nie zabijaj. Bądź konsekwentny: czy można na przykład być bardzo liberalnym wobec tzw. przerywania ciąży, jeśli się rygorystycznie zabrania eutanazji? Odpowiesz, być może, tak jak ja – że nie. Twoja wrażliwość moralna w tych sprawach musi jednak również przejawiać się jakoś w sprawie kary śmierci i udziału w wojnie. Dla wielu ludzi o innej tradycji etycznej dopiero wtedy staniesz się w pełni wiarygodny.
VI. Nie cudzołóż. Najkrótsza recenzja ze „Scen z życia małżeńskiego”, serialu według powieści Bergmana : olbrzymie łóżko niemal wypełniające ekran. Trochę tak, jak w niektórych tradycyjnych ujęciach teologii moralnej. Nihil novi sub Jove. Łożnica wciąż na piedestale.
VII. Nie kradnij. Etyka zawodowa, obywatelska: ileż może tu zdziałać Kościół! Siódme przykazanie niby zaraz po szóstym, a w duszpasterstwie jakby sto mil po nim. Podatki: który spowiednik pyta o nie jak o regulację poczęć? Trzeba tu czasem naprawdę heroizmu, by nie dać się zdemoralizować – ale któż jest powołany do heroizmu, jeżeli nie chrześcijanin?
VIII. Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu. Przykazanie to – i w Biblii, i w katechezie - brzmi tak właśnie. Czyli że przykazaniu rozumianym potocznie jako „nie kłam” najważniejsze jest, by nie krzywdzić bliźniego. Oczywiście, wierność prawdzie sama przez się jest wartością, lecz przecież nie absolutną. Pamiętając o tym sensie biblijnego zakazu, nie będziemy sobie zaprzątali głowy problemami w rodzaju, czy walcząc o dobrą sprawę (np. z okupantem), można okłamywać policję w czasie tzw. przesłuchania, a zajmiemy się raczej np. kwestią, ile razy mówimy prawdę przeciw bliźniemu swemu, obgadując go na prawo i na lewo.
IX . Nie pożądaj żony bliźniego swego. Jest taki szmonces ironiczny: Icek pyta rabina, jaka musi być żona. Ładna? – Niekoniecznie. Mądra – Nie zawadzi, ale obejdzie się. A zatem dobra? – Przydałoby się, oczywiście, ale i to nie jest konieczne. Obowiązkowo natomiast musi być cudza...
X. Ani żadnej rzeczy, która jego jest. Z takiego pożądania brały i biorą się też różne wojny. Zawsze zazdrość piekielna, że on ma, a ja nie.
Dzisiejszy wpis na trochę ostatni: trzeba czasem odpocząć.

 

15:23, jan.turnau
Link Komentarze (26) »
czwartek, 27 lipca 2017
Bóg pośród gromów. Ale i w ciszy ponurej

Księga Wyjścia 19,1-2.9-11.16-20b
Lud dociera do Synaju i otrzymuje teofanię, czyli Bóg ujawnia się mu potężnie: „Trzeciego dnia rano rozległy się grzmoty z błyskawicami, a gęsty obłok rozpostarł się nad górą i rozległ się głos potężnej trąby, tak że cały lud przebywający w obozie drżał ze strachu”.
Wydarzenie historyczne? Nieśmiertelna kwestia, czy opisy takich zjawisk niebywałych w Biblii i innych relacjach dotyczą tego, co nazywa się faktami historycznymi. Ja jednak jestem akurat dzisiaj mniej skłonny do rozważania takich problemów i komentowania jakoś kategorycznego. Raczej do zamysłu nad tym, czemu na ogół „Bóg widzi, a nie grzmi”, choć dzieją się rzeczy skandaliczne. Bo taka jest jednak Jego natura: „Deus absconditus”, Bóg ukryty Błażeja Pascala. No i nie straszny, łagodny jak baranek właśnie. Jego obrazem jest przecież Syn, który dał się ukrzyżować.

12:09, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
środa, 26 lipca 2017
Manna, przepiórki i przeszłość rzekomo różowa

Księga Wyjścia 16,1-5.9-15
Uciekinierzy na pustyni szemrzą, że w Egipcie było lepiej, bo było co jeść. Idealizacja przeszłości ludzka rzecz, objawia się różnie. Było też powiedzenie: za komuny było lepiej, a kościelne narzekanie na „dzisiejszy świat” to też zjawisko ambonalne normalne. Zapomina się o kolejkach po wszystko i pustych półkach, ale też o tym, jaki był świat kościelny średniowieczny, w którym pierwszy prymas Polski, Mikołaj Trąba, był nieślubnym dzieckiem księdza kanonika sandomierskiego. W ogóle panta rei, także w Kościele rzymskokatolickim polskim. Prymasi nie tylko nie bywają dziećmi nieślubnymi, zmienia się też na tym urzędzie co innego i to tym bardziej na korzyść niewątpliwą. Prymas Wyszyński gorszył się publiczniesukienkami mini, prymas Polak nie wypowiada się - mam nadzieję - z ambony nawet na temat tego, że dziewczyny nasze chodzą po ulicach po prostu w majtkach. Alleluja! 
Wracając do dzisiejszego tekstu biblijnego. Poznanianka tłumaczy, że pustynny wikt w postaci manny i przepiórek, o którym też dzisiaj czytamy, mógł być darem natury, ale to Bóg zrządzał ich regularne pojawianie się. Co do mnie jednak, skłonny jestem, tak jak niektórzy uczeni teologowie, do zacierania granicy między „normalnością” i cudownością: Bóg tak urządził świat, żeby jak najsprawniej kręcił się sam i żeby rzadko potrzebował Jego szczególnej interwencji. Wędrujący do Ziemi Obiecanej Hebrajczycy mogli po prostu wpaść na pomysł zaspokajania głodu, choćby niezbyt regularnego, w tego rodzaju sposób, zresztąchyba nie oni pierwsi. Mam tylko problem, jak radzili sobie z pustynnym brakiem wody.  Dzisiaj dzień świętej Anny, Jezusowej babci, i wszystkich pań jej imienia: życzenia najlepsze! Pomocy Bożej, ale i ludzkiej we wszystkich Waszych sprawach!

18:04, jan.turnau
Link Komentarze (15) »
wtorek, 25 lipca 2017
Ewangelia Mateusza 20,20-28

Jak być wielkim?
Dzisiaj w Kościele rzymskokatolickim, ale też na przykład starokatolickim mariawitów dzień Jakuba Apostoła. Apostołów, czyli należących do Dwunastu, było o tym imieniu dwóch, chodzi o syna Zebedeusza. Także brata Jana i na dzisiaj mój Kościół wybrał nam tekścik biblijny o ich obu. Ten, w którym ich matka podeszła do Jezusa wraz z synami i pewnie z ich inicjatywy (u Marka 10,35-45 usiłują załatwić to sami, nie poprzez mamusię) i prosi dla nich o awans: najpocześniejsze miejsce w Jego Królestwie (czy myśleli o tamtym nieziemskim, nie raczej o tym, na które czekał cały Izrael?). Jezus im tłumaczy, że kto chce być wielkim, niech będzie sługą, ale przedtem padają słowa „politologiczne”: „Wiecie, że władcy narodów uciskają je, a wielcy dają im odczuć swą władzę”. Oj, dają... To coś do komentarza wczorajszego.

20:20, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
Władza bywa od diabła. Ale on żadnej nie daje wieczności

Wpis na poniedziałek 24 lipca 2017 r.
Księga Wyjścia 14,5-9a.10-18
Naciskany przez Boga dziesięcioma plagami faraon zdecydował się wypuścić Hebrajczyków, lecz gdy wyszli, zrobiło mu się takich robotników żal. Zbiera dużą armię i dogania uciekinierów. Ogarnia ich wielki strach. Wołają do Boga, czy raczej do Mojżesza, że wolą służyć Egipcjanom niż zginąć (z ich rąk) na pustyni. Ale Bóg obiecuje, że sobie z faraonem poradzi. Przejdą Żydzi przez morze (zwane teraz Czerwonym) suchą nogą, a Egipcjanie się potopią.
Można tę perykopę komentować rozmaicie. Biblistycznie: za Biblią Jerozolimską zauważać niejednolitość tekstu. Relacja o pladze dziesiątej podaje inny powód wyjścia z Egiptu niż poprzednio. Dziewięć pierwszych mówiło o ucieczce, ta o wypędzeniu. Polska wersja „Jerozolimki” przypuszcza, że mogły wydarzyć się dwa kolejne wyjścia dwóch różnych grup żydowskich. Mnie, jednak jeszcze raczej laikowi w tej nauce, hipoteza taka nie wydaje się najmocniejsza, faraon mógł mieć różne nastroje i różne decyzje. Ale opinię odnotowujęzauważając, jak ciekawa jest biblistyka, bo się rozwija: dotąd uczono nas, że wyjście, fakt tak religijnie ważny, był jeden, niepodzielny. Inny problem, nie nowy oczywiście, to cudowność innych opisywanych w tej księdze faktów. Albowiem można przyznawać, że niektóre z wydarzeń niezwykłych mogły wynikać z przyczyn naturalnych: szczęśliwe przejście przez morze mógł dać Żydom po prostu jego odpływ (Poznanianka).
Ja jednak mam ochotę na myśli zupełnie inne. Czytam równocześnie potężne dzieło Waldemara Piaseckiego o Janie Karskim „Jedno życie”, tom drugi o czasie okupacji. Gdy się czyta tę opowieść dzisiaj, gdy mamy (póki co jeszcze) wolność i osobiste bezpieczeństwo, tamten totalitaryzm wydaje się tym bardziej diabelski. Warunku konspiracji mogły zmuszać do takich decyzji, jak „profilaktyczne” zabijanie kolegów, którzy torturowani przez gestapo mogli zacząć sypać.
Ale też poszedłem w sobotę w Marszu Pamięci, zorganizowanym w Warszawie przez Żydowski Instytut Historyczny im. Emanuela Ringelbluma. Szliśmy od Umschlagplatzu przy ul. Stawki do siedziby ŻIH-u w wieżowcu przy pl. Bankowym, aby wspomnieć o pierwszym transporcie do Treblinki w 1942 r. (75 rocznica), ale też o ogromnej pracy kilkudziesięciu osób, które w warszawskim getcie gromadziły i opracowywały materiały obrazujące życieŻydów pod okupacją niemiecką. Wśród różnych dokumentów zachował się wspaniały tekst niepewnego autorstwa (odczytany na koniec „Marszu Pamięci”), w którym są m.in. słowa: „Przed nami i za nami jest śmierć, można by powiedzieć, że obecne chwile oczekiwania dzieją się po wyroku, który już zapadł. Jeszcze przypadek może go odwrócić. W chwilach oczekiwania, które mają w sobie odwieczną nadzieję instynktu, chcemy utrwalić ślad po sobie.” Utrwalili.
Na koniec jednak coś radosnego: prezydent Adrian Duda wraca jakby do imienia apostolskiego Andrzej: dwie ustawy zawetował. We własnym interesie oczywiście: jak nawet teraz nie zostanie prezydentem, to będzie byłym nie tylko z różnymi apanażami, ale i ze sporym autorytetem. A my doczekaliśmy się cudu porównywalnego z tym 4 czerwca 1989 roku. Alleluja!

20:18, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
niedziela, 23 lipca 2017
Poczekajmy do żniwa

Ewangelia Mateusza 13,24-43
Przypowieść o chwaście, który uczniowie chcą wyrywać zaraz. Jezus radzi poczekać do żniwa, aby odróżnić go od pszenicy i nie wyrwać także jej. A my też do pośpiesznego wyrywania skorzy za bardzo: osądzamy jakże często pochopnie. Pięćsetlecie protestanckiej reformacji, zauważane dzisiaj w moim Kościele, w każdym razie przez Franciszka z jakimś zrozumieniem dobrych intencji. Lutra odsądziliśmy od czci i wiary, aż nadeszło opamiętanie.
Już za pontyfikatu papieża Pawła VI nazwany został człowiekiem wielkiej wiary. Święty nie był, w pomysłach reformatorskich poszedł za daleko, ale można by powiedzieć, co by było, gdyby nie zaczął odnowy. A kiedy zaczynał, zachodni Kościół był w kryzysie duchowym, moralnym wręcz, według dzisiejszych miar niemałym, papiestwo również.

18:02, jan.turnau
Link Komentarze (22) »
sobota, 22 lipca 2017
Dzisiaj święto Marii Magdaleny!

Ewangelia Jana 20.1.11.18
Tak, już wręcz święto. Święta była od dawna, ale w moim Kościele ludzi wyróżnia się różnie, jest zaszczytów hierarchia. Dni mogą być całkiem powszechnie, zawsze jest czyjeś wspomnienie, ale nie każde obowiązkowe, ale dopiero Franciszek uczcił kalendarzowy dzień Marii z Magdali. mianując go świętem (choć jeszcze nie uroczystością jak na przykład dzień urodzin mego patrona, 24 czerwca). Należało jej się: na Wschodzie zwana apostołką apostołów, bo zaniosła im Dobrą Nowinę o Zmartwychwstaniu, na Zachodzie uważana jest potocznie za, nawróconą oczywiście, niemniej ladacznicę. No bo Jezus wypędził z niej aż siedem diabłów! Kobieta grzeszy najwięcej właśnie przecież w łóżku. Charakter miała pewnie trudny, instynkt wodzowski może wielki (przewodziła kobietom, co z Nim chodziły), ale kochała Go miłością jeszcze większą. Dzisiaj czytamy o tym, jak Go spotkała w ogrodzie koło Jego grobu.
Dzisiaj święto państwowe PRL. Według wielu moich duchownych różnej rangi komunizm minął, mamy, raczej już tylko mieliśmy - postkomunizm. Według mnie jest jakby przeciwnie: zaczyna się coś podobnego do Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Może Polska Rzeczpospolita Suwerenna...

11:53, jan.turnau
Link Komentarze (17) »
piątek, 21 lipca 2017
Szabatyzm

Ewangelia Mateusza 12,1-8
Dzisiejszą perykopę można interpretować bardzo szeroko. Scena jest taka: uczniowie idą przez pole, zboże już dojrzało, wykłosiło się, a oni są głodni: więc pożywiają się owe kłosy zrywając. Nie było to zabronione zasadą własności prywatnej, czyli cudzego nie rusz, starożytni Żydzi nauczani byli wyraźnie, że mają innych wspomagać. Faryzeuszy pilnujących wszystkich możliwych paragrafów oburzyło natomiast to, że pracują w szabat! Jezus im odpowiedział, że gdy król Dawid był głodny, pożywił się w świątyni chlebami, które wolnobyło jeść tylko kapłanom. Poza tym owi kapłani też naruszają w soboty szabatu spoczynek różnymi świątecznymi czynnościami, a są przecież bez winy. Trzeba głębiej zrozumieć słowa: „Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary”, czyli że forma, rytuał ważniejsza jest niż faktyczna treść duchowa. Powiedział wreszcie Jezus, że sam jest panem szabatu!
A ja sobie wymyśliłem określenie „szabatyzm” - myślenie o kościelnym prawie, ale i doktrynie okropnie wąskie. Dzieje Kościoła pokazują przecież ogromną zmienność myślenia i działania. Robimy sobie dogmaty za wszystkiego, co słyszeliśmy kiedyś, albo też jeszcze słyszymy tu i teraz, jakby to była ostateczna katolicka doktryna.
A co ma doktryna rzymskokatolicka do takich spraw politycznych, jak te, które poruszają teraz tyle Polek i tylu Polaków i to ostatnio także młodych (wielka dobra zmiana), że wyruszają protestować na ulice? W takich kwestiach mój Kościół (inne Kościoły też) są mocno podzielone. Rzecznik mojego episkopatu wypowiedział się jak wiadomo w sposób dość ogólnikowy, mój KIK o wiele konkretniej. Moja gazeta to zreferowała, ja na wszelki wypadek podaję cały tekst.
Głos Klubu Inteligencji Katolickiej w Warszawie w sprawie działań godzących w niezależność sądownictwaw Rzeczypospolitej Polskiej
Zarząd Klubu Inteligencji Katolickiej w Warszawie z narastającą trwogą obserwuje postępującą destrukcję niektórych instytucji Państwa, a w szczególności niszczenie niezawisłego sądownictwa. Fundamentem funkcjonowania ustroju Rzeczypospolitej Polskiej, wyrażonym w art. 10Konstytucji RP z 1997 r. jest trójpodział władzy, w którym władza sądownicza (niezależnie od jej ewentualnych niedoskonałości) musi posiadać gwarancję niezawisłości oraz autonomii od władzyustawodawczej i wykonawczej. Odzyskanie autonomii sądów było jednym z największych sukcesów i warunkiem odzyskanej przed 27 laty wolności.
Uchwalone już ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa i reformie ustroju sądów powszechnych oraz procedowany projekt ustawy o Sądzie Najwyższym zaprzeczają wartościom, które przyświecały twórcom wolnej Polski (w tym m.in. śp. prezydentowi RP Lechowi Kaczyńskiemu) i rodzą wielkie zagrożenie dla realizacji praw człowieka i obywatela oraz demokracji w Polsce.
Na zdecydowaną krytykę zasługuje także sposób wprowadzania wspomnianych ustaw, w ramach którego zmiany o fundamentalnym znaczeniu, wpływające bezpośrednio na ustrój Państwa Polskiego, wprowadzane są w błyskawicznym tempie, w trybie projektów poselskich,bez konsultacji, wbrew opiniom zdecydowanej większości ekspertów, podważając praktykę przyjętą w państwach demokratycznych. Władza państwowa, która sytuuje się ponad prawem, która nie jest ograniczona przez konstytucję, stojące na jej straży instytucje oraz niezależne sądy, z łatwością może zmienić się w rządy autorytarne, na colicznych dowodów dostarcza najnowsza historia.
Zwracamy się do Pana Prezydenta Andrzeja Dudy o zawetowanie: Ustawy z dnia 12 lipca 2017 r. o zmianie ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa oraz niektórych innych ustaw oraz Ustawy z dnia 12 lipca 2017 r. ozmianie ustawy – Prawo o ustroju sądów powszechnych oraz niektórych innych ustaw, jako niszczących fundamentalny dla państwa prawa trójpodział władzy, a przez to niezgodnych z duchem i literą KonstytucjiRzeczypospolitej Polskiej.
Zarząd Klubu Inteligencji Katolickiej w Warszawie, Warszawa, 18 lipca 2017 r.

21:17, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
„Jestem, który jestem”

Wpis na czwartek 20 lipca 2017 r.


Księga Wyjścia 3,13-20
Dalszy ciąg opowieści o teofanii na górze Horeb. Albo też Synaj: terminologia biblijnapodwójna. W Pięcioksięgu jest kilka tradycji, wykorzystywanych bez ambicji uzgadniania. W„lekcji” wczorajszej Bóg daje Mojżeszowi zadanie wyprowadzenia jego ludu z ziemiegipskiej. Prorok chce mieć jednak jasną do tego legitymację. Zapytają go przecież, któż tojest ten, który ci to nakazał: jakie jest jego imię? Jak wiadomo, dla Żydów imię człowiekabyło sprawą bardzo ważną, charakteryzowało całą jego osobę. Bóg odpowiedział: „Jestemktóry jestem”. Fundamentalne to słowa, ale różnie interpretowane. Także filozoficznie,głównie tomistycznie, jako zaznaczenie, że jest On różny od innych jestestw, jest Bytemkoniecznym, którego po prostu nie może nie być. Albo teologicznie: On JEST wprzeciwieństwie do bożków pogańskich, których po prostu nie ma. Albo jeszcze inaczej: Onjest dla tego ludu, wyciągnie go z jego egipskiej niewoli. Czy szerzej: jest dla całej ludzkości,wyciągnie nas z naszej ziemskiej niedoli, da nam, choć może dopiero na tamtym świeciepokój i radość! Dzisiaj ta trzecia egzegeza dominuje w nauczaniu Franciszka i po trosze już wogóle w myśli rzymskokatolickiej: Bóg jest dla ludzi i to wszystkich, co oznacza Jegoabsolutne miłosierdzie, tak przez tego papieża nowatorsko akcentowane.
Zmiłuje się również nad Polską, ogarniętą obecnie szaleńczą wściekłością jednego człowieka.

21:12, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
środa, 19 lipca 2017
Teofania na górze Horeb. Wychowanek faraonówny na czele narodu wybranego

Księga Wyjścia 3,1-6.9-12
Wszystko to legendy, bajki dla naiwnych „fideistów”, jak mówiło się „za komuny” o tych światopoglądzie „nienaukowym”? Owszem, też nie reportaże historyczne, to swoista beletrystyka biblijna, ale od historii naukowej nie tak znów bardzo daleka. Byli tacy, co twierdzili, że Jezus nie istniał, są i tacy, co podobnie myślą o Mojżeszu, preferuję jednak sceptycyzm mniej radykalny. Czytamy dzisiaj, że Bóg ukazał mu się w płonącym krzewie i Biblia Poznańska przekonuje, że nie mógł to być kwiat rycynowy, z którego ulatniają sięeteryczne olejki, bo przecież takowe widział Mojżesz na pustyni nieraz i nie zadziwiłby go taki widok. Czyli byłby to cud, specjalna Boża interwencja. Nie wiem, co o tym sądzić. Myślę poza tym nad czymś innym. 
Jest chyba niezwykle prawdopodobne, że wychowanek faraonówny w rozwoju hebrajskiej religijności odegrał rolę olbrzymią. Czyli wpływ na nią mądrości egipskiej? Oczywiście. Na przykład w procesie tworzenia się tak zwanego henoteizmu, światopoglądu niewykluczającego istnienia innych bogów, ale czczącego tylkojednego. Nie było po prostu tak, że od Abrahama zaczęła się pełna wiara w Boga jedynego i cześć. Niektórzy uczeni doszukują się śladu henoteizmu jeszcze w pierwszym przykazaniu Dekalogu: „Nie będziesz miał cudzych bogów przede mną”. Czysty monoteizm miałby ukształtować się ostatecznie dopiero w okresie Deutero-Izajasza (VI w. przed naszą erą). Pogląd brzmiący rewolucyjnie, w każdym razie w naszych polskich głowach, ale taka jest dzisiejsza biblistyka.

13:16, jan.turnau
Link Komentarze (24) »
wtorek, 18 lipca 2017
Prorok wielki, wykształcony nad Nilem, przywódca ludu tak doświadczanego. Sporo też o pogromie kieleckim

Księga Wyjścia 2,1-15a
W opowieści egipskiej czytamy teraz o niezwykłym uratowaniu od śmierci pewnego żydowskiego noworodka, skazanego na zagładę z rozkazu nowego faraona. Matka maleńkiego Mojżesza wpadła na pomysł, by umieścić go w papirusowym koszyku, raczej skrzynce, pływającej pośród rzecznego sitowia. Może to i nie był cud w sensie jawnej ingerencji Bożej, ale wydarzenie zgoła niecodzienne. W rezultacie przyszły wielki przywódca Izraela wychowywany jest jak syn przez córkę faraona, a jej ojciec nic nie podejrzewa. Gdy jednak dorósł, poczuł się członkiem uciśnionego ludu i stanął w obronie rodaka, zabijając Egipcjanina, który Hebrajczyka maltretował. Sprawa się wydaje, faraon chce go zabić.
Mojżesz ucieka do innego kraju, skądinąd – napisano w Dziejach Apostolskich (7,22) – "wykształcony we wszelkiej mądrości egipskiej”. Bo też musiał być wykształcony człowiek, który odegrał rolę tak ogromną, choćby nie napisał sam Pięcioksięgu, jak uważano niegdyś.
Tyle na jego temat, ale szczęśliwie z czasem zakończona niedola egipska jego ludu skojarzyła mi się z wydarzeniem kilka tysięcy lat późniejszym, jakim był w roku w lipcu r. 1946 pogrom kielecki. Wybitny działacz dialogu chrześcijańsko-żydowskiego kielczanin Bogdan Białek nie tylko zorganizował, ale i zdokumentował tamte zeszłoroczne obchody rocznicowe w wydanej właśnie książce pod tytułem „Pamięć - dialog -pojednanie. Duchowe wymiary przebaczenia”.
Z podtytułem: „70. rocznica pogromu kieleckiego”. A było o czym rozmawiać. Przede wszystkim o tym, jak to się stało. Po Holokauście...
Sprawa nie jest jasna, bo była w PRL-u dość starannie „zapominana”. Mówiła to na pierwszej z zeszłorocznych konferencji w referacie wstępnym prof. Bożena Szaynok. Historycy mają zadanie trudne, bo część ważnych dokumentów została zniszczona, a wielu ważnych świadków zmarło. Nie znaczy to, żeby nie było hipotez, oczywiście różnych. Bo przecież są i i takie, że wszystkiemu winni sami Żydzi, którzy ukryli rzekomego zamordowanego przez nich chłopca Henryka Błaszczyka. Naturalnie również poważniejsze: że to była prowokacja, ubecka albo sowiecka - żeby obciążyć winą opozycję antykomunistyczną. Rolę odegrała także zbitka myślowa „żydokomuna”. Powojenne zdziczenie, niechęć do Żydów, który chcą, by im zwrócić zajęte pod ich nieobecność mieszkanie, na pewno. Ale mówi się i o innej przyczynie bezspornej, bardzo wielkiej: antysemityzm. Różnego rodzaju: polityczny, jak też oczywiście antyjudaizm religijny: bo oni ukrzyżowali Chrystusa, oraz stugębna teoria- plotka o mordzie rytualnym. W ogóle pewnie nie byłoby wydarzenia kieleckiego, jak i innych również powojennych, nie mówiąc o tym, co przedtem, gdyby deklaracja Vaticanum Secundum Nostra aetate ukazała się wcześniej. Na koniec warto wiedzieć, że antysemitą był także, a jakże, szef kieleckiego UB major Władysław Sobczyński. Stąd teza prof. Saynok, że główne przyczyny były dwie: antysemityzm i zachowania władz.
Prezydium Episkopatu Polski uczciło zawczasu pamięć ofiary Zagłady Edyty Stein, czyli św. Teresy Benedykty od Krzyża w 75. rocznicę śmierci (+ 9 sierpnia 1942). Bardzo to ładnie, tylko czemu moim biskupom (niektórym) ta właśnie postać kojarzy się akurat z eutanazją, aborcją, homałżeństwami i genderem, które promuje (?) dzisiejsza Europa? Czemu nie z otwartością, tolerancją, dialogiem chrześcijan i Żydów, o czym mówił Jan Paweł II, ogłaszając Edytę patronką Europy, co Prezydium zresztą cytuje w tymże liście pasterskim.

18:18, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 17 lipca 2017
Obcy lud jest wśród nas i mnoży się bardzo

Księga Wyjścia 1,8-14.22
W tak zwanej dawniej „lekcji” mamy dzisiaj opowieść o dziejach Izraela z drugiej już księgi Biblii. Minęły lata, umarł Józef wszyscy ci, co z nim przybyli do Egiptu, ale mieli potomków i to coraz liczniejszych. Na swoją zgubę: nowy faraon (zapewne Ramzes II, ok. 1292-1225) nie znał Józefa, nie czuł do Żydów sentymentu, przeciwnie, niepokoiła go ich liczba, kraj był ich pełen. Król oświadczył swemu ludowi, że to wielkie niebezpieczeństwo, bo gdy zdarzy się wojna, Żydzi mogą przyłączyć się do naszych wrogów i walczyć z nami, aby potem z kraju wyjść. To ostatnie wydawałoby się, że nie takie dla Egiptu straszne, lepszy podejrzany lud daleko od nas, mniejsza jednak o logikę w tych faraonowych słowach. Ważna jest tam decyzja praktyczna: trzeba wstrzymać ten przyrost demograficzny. Nie tylko zapędzeniem tych obcych do ciężkich robót budowlanych, co powodowało tylko jeszcze większe rozmnażanie się, ale i działaniem eksterminacyjnym radykalnym: mordowaniem wszystkich noworodków płci męskiej.
A w Ewangelii Mateusza ogólnie o konfliktach nawet w rodzinie: syna z ojcem, matki z córką, synową z teściową... Jezus powiada, że nie przyniósł pokoju, ale miecz, co można rozumieć tylko w ten sposób, że przesłanie ewangeliczne jest trudne do przyjęcia. Niektórzy je odrzucają, oburzając się na przykład na tych, którzy nie patrzą na wszystkich nienaszych jako na bardzo niebezpiecznych, bo mnożą się potężnie. Skąd my takie lęki znamy...?

23:04, jan.turnau
Link Komentarze (16) »
Całe stworzenie jęczy i wzdycha. A psy i koty szczególnie

Wpis na niedzielę 16 lipca 2017 r.

List do Rzymian 8,18-23
Passus u Pawła bardzo ważny, choć nie całkiem jasny. Niemal jedyny w całej Biblii na temat pozaludzkiej reszty stworzenia. Słowa z 1 rozdziału Księgi Rodzaju o panowaniu nad całym stworzeniem też jego dotyczą, ale tylko władzy ludzkiej nad nim. Tu w Liście do Rzymian jakiegoś zrównania nie ma, ale akcent pada na wspólnotę niedoli. Oto tekst w przekładzie moich przyjaciół, trzech biblistów trzech wyznań: „Uważam bowiem, że nie można porównać cierpień obecnego czasu z chwałą, która ma się w nas objawić. Albowiem stworzenie z przeogromną tęsknotą oczekuje objawienia synów Bożych. Bo stworzenie poddane zostało znikomości [marności – Biblia Tysiąclecia i Poznańska] nie dobrowolnie, ale przez tego, któremu poddane zostało [albo „który je poddał - Tysiąclatka], w nadziei, że i to stworzenie wyprowadzone zostanie z niewoli zepsucia do wolności chwały dzieci Bożych. Wiemy bowiem, że całe stworzenie ciężko wespół wzdycha i cierpi wspólnie bóle rodzenia aż do teraz. A nie ono tylko, lecz i my sami mając zadatek Ducha ciężko w sobie wzdychamy, oczekując usynowienia, odkupienia naszego ciała”.
Kto poddał stworzenie jego obecnej niedoli? Otóż jest tutaj poważny problem: Poznanianka przyjmuje bez wahania, że chodzi o człowieka, polska wersja Biblii Jerozolimskiej wyjaśnia w swoim przypisie, że to zrobił „prawdopodobnie człowiek przez swój grzech”, ale zaraz dodaje, że może jednak „Bóg swoim autorytetem pomsty(?) albo też Bóg jako stwórca”.
Może Bóg jako stwórca wszystkiego, ale i człowiek jako ten, któremu Bóg poddał całą ziemię, więc robi w niej to, co robi. Choćby nawet jednak dbał o nią mniej egoistycznie, i tak stworzenie cierpi wraz z nim i tak już jest, aż nadejdzie ostateczna wolność od jakiegokolwiek zła. Tak sobie myślę wtrąciwszy tutaj swoją dzisiejszą myśl ekologiczną, choć zapewne - tłumaczą bibliści - Paweł miał tu na myśli tylko jakąś więź niedoli całego stworzenia, w której ludzki grzech też ma swoją rolę. Mamy tutaj jednak przede wszystkim nadzieję, że owo wspólne cierpienie nie jest wieczne. Nadejdzie kiedyś „nowa ziemia i nowe niebo”, jak czytamy w Biblii gdzie indziej. Czy możemy z tych słów wnioskować, że oznacza to jakieś zmartwychwstanie owych konkretnych stworzeń, które nas teraz otaczają? Naszych piesków i kotków? Bóg raczy wiedzieć, jak mówiło się dawniej. W każdym razie mamy w Piśmie Świętym podstawę religijną do naszych ekofilijnych starań: żeby było lepiej całemu stworzeniu już teraz.
PS. W nowym „Tygodniku Powszechnym” dwa teksty na temat stworzenia szczególnie z człowiekiem zaprzyjaźnionego. Najpierw na s. 9 Łukasza Kwiatka pt. „Twój pies wie, że ty wiesz”. Chodzi o to, że zwierzę to podobnie jak małpy człekokształtne potrafi zrozumieć, że ktoś inny może mieć fałszywą wiedzę o świecie albo w ogóle inną niż ono samo. Pewnie to sprawa skomplikowana, wymaga wyjaśnienia, odsyłam do artykuliku. Na pewno prostsza jest taka, że w Korei - jak w wielu krajach Azji - je się „psininę” (Roman Husarski, s. 46-48).
Kiedyś było to pożywienie biedoty, dzisiaj według niektórych przysmak. Najwierniejszych przyjaciół człowieka hoduje się w celu spożywczym w specjalnych farmach. Tak jest dotąd, choć Tajwan zakazał już uboju psów i kotów, a obecny prezydent Korei Południowej rozumie podobne stanowisko. Ja też oczywiście rozumiem: świnia czy krowa to jednak nie ktoś, kto potrafi pokochać nas na amen.

09:23, jan.turnau
Link Komentarze (19) »
sobota, 15 lipca 2017
Józef łagodzi wyrzuty sumienia

Księga Rodzaju 49,29-33;50,15- 26
Gdy zmarł Jakub, jego synowie zlękli się, że teraz jednak Józef odpłaci się im za wszystkie krzywdy, które mu wyrządzili. Poszli więc do swego wielkiego brata i powołując się na prośbę Jakuba, prosili Józefa, by darował winy „czcicielom Boga ich ojca”. Wtedy Józef zapłakał znowu i odpowiedział, że nie zamierza zastępować Boga, On natomiast zamierzył obrócić tamto zło w dobro i sprawił, że przeżył głód wielki naród. I odniósł się Józef do przyszłości: „Gdy ja umrę, Bóg okaże wam łaskę i wyprowadzi was do tej ziemi, który poprzysiągł dać Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi”. Po czym dodał: „Gdy Bóg okaże wam tę wielką łaskę, zabierzcie stąd moje kości”. A z czasem okaże się, że wyprowadzka z Egiptu i powrót do ziemi Kanaan są nawet konieczne. Poczytamy o tym w przyszłym tygodniu już z Księgi Wyjścia.

22:21, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
piątek, 14 lipca 2017
Teraz Jakub może umrzeć

Księga Rodzaju 46,1-7.28- 30
Jednak jeszcze nie finał: sam patriarcha Jakub (Izraelem też tu czasem zwany) wyprawia się do Egiptu, by zobaczyć Józefa. Powiadomiony o wszystkim faraon daje stosowne pojazdy na tę podróż człowieka sędziwego. A kiedy Józef zobaczył ojca, rzucił mu się na szyję i długo na tej szyi płakał. Jakub powiedział mu, że teraz może umrzeć, skoro go wreszcie zobaczył.
Dodać tu też trzeba, co się w poleconych katolikom tekstach nie zmieściło, że faraon dał Józefowi dla jego rodziny cały Egipt do dyspozycji i polecił, by ją osadził w najlepszym miejscu, czyli w ziemi Goszen. Tak się zaczął tam kawał żydowskiej historii.

19:34, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
czwartek, 13 lipca 2017
„Jestem Józef, wasz brat”

Księga Rodzaju 44,18-21.23b-29;45,1-5
Psalm 105,16-21
Nie jest łatwo przedstawić ciąg dalszy biblijnej opowieści nie streszczając jej, tylko wybierając niektóre fragmenty, ale taka już jest liturgiczna konwencja: luki w narracji wypełniać mogą sensowne homilie, nie moralistyczne kazanka, od których uszy puchną.Dzisiaj historii dalszy ciąg. Mamy więc pokorną mowę do Józefa tamtego jego brata Judy, odpowiadającą na kolejną próbę, którą wielki brat egipski poddaje braci (nie opowiadam o niej, naprawdę warto poczytać!) i wreszcie szczęśliwy wynik opowieści, gdy Józef się w końcu ujawnia, wybuchnąwszy takim płaczem, że usłyszeli go dworzanie faraona. I zinterpretował wszystkie wydarzenia teologicznie: „Ale teraz nie smućcie się i nie wyrzucajcie sobie, że mnie sprzedaliście. Bo dla waszego ocalenia od śmierci Bóg wysłał mnie tu przed wami”.
Opatrzność rządzi nami, nie ślepa opatrzność. Z naszą indywidualną jest jak z wielką historią: Bóg jest jej superreżyserem. Chociaż to oczywiście jedna z możliwych historiozofii: tak było i tak będzie aż do skończenia świata. Uwierzyć w Sens trudno, niektórzy jednak mogą, bo im totalny bezsens wydaje się jeszcze mniej prawdopodobny.
A w psalmie dzisiejszym streszczenie tych perykop poetyckie. Streszczenia nie streszczam: tekst na dzisiaj zacytuję w całości (jak tutaj bardzo często, w przekładzie Tysiąclatki):
„Pan przywołał głód na ziemię
i odebrał cały zapas chleba.
Wysłał przed nimi męża:
Józefa, którego sprzedano w niewolę.
Kajdanami ścisnęli mu nogi,
jego kark zakuto w żelazo,
aż się spełniła jego przepowiednia
i poświadczyło ją słowo Pańskie.
Król posłał, aby go uwolnić,
wyzwolił go władca ludów.
Ustanowił go panem nad swoim domem,
władcą całej posiadłości swojej.”
Przepowiednia Józefa jeszcze smarkatego (37,5-10)? Nie tak bardzo smarkatego, nie tak bardzo zarozumiałego, jak uznał wtedy nawet jego ojciec: genialny syn zobaczył naprawdę przyszłość.

18:30, jan.turnau
Link Komentarze (15) »
środa, 12 lipca 2017
Józef i jego bracia, czyli arcyklasyka

Księga Rodzaju 41,55-57; 42,5-7.14-15a.17-24a
Jest w tej księdze początku opowieść szczególnej sympatyczności. Streszczę ją, mając nadzieję, że zachęcę w ten sposób do własnej lektury, a nie do uznania, że to, co napisałem, a nawet i przeczytanie dzieła Tomasza Manna wystarczy. Watykański biblista liturgista nie może przedstawić w całości tej literackiej klasyki w kolejnych tekstach codziennych, więc opuszcza jej początek, a był on – przypominam – taki. Najmłodszych z synów Jakuba był jego dzieckiem ukochanym, zatem, jak bywa często, wzbudzał zazdrość pozostałych, równieżgłupim zachowaniem własnym. Doszło do tego, że chcieli go po prostu zamordować i tylko najstarszy z nich, Ruben, a potem Juda, ratują go od śmierci. Niemniej zostaje sprzedany kupcom idącym do Egiptu. W tym wielkim państwie robi karierę jako wyjaśniacz snów, a potem rządca całego Egiptu. 
I tu opowieść dzisiejsza. W Egipcie i „całym świecie” nastał głód, ale nad Nilem były zapasy zboża, bo zadbał o to Józef, takowe w spichlerzach gromadząc. Wśród kupujących z zagranicy byli także jego bracia. Gdy przybyli, Józef ich rozpoznał, oni jego nie, więc robi im małe ćwiczenie. Oskarża ich o szpiegostwo i zamyka w więzieniu. Obiecuje wypuścić, gdy przywiozą mu ich najmłodszego brata, a jednego z przybyłych tutaj zostawią w więzieniu jako zakładnika.
Ruben przypomina braciom swoją obronę Józefa przed laty. Wszystko to słyszy Józef i rozumiejąc oczywiście hebrajski, choć przedtem rozmawiał z nimi przez tłumacza, płacze, odszedłszy od nich. „Bo to jest wieszcza przenajświętsza chwała, że w posąg mieni nawet pożegnanie. Ta karta wieki tu będzie płakała i łez jej stanie”: rzadko cytuję patos Słowackiego, raczej jego parodyjki, żeby się pośmiać („Trzy razy księżyc zrobił obrócenie, gdy ja na tym piasku rozbiłem siedzenie”...), ale tutaj autor biblijny zaprawdę arcywieszczem był.

18:37, jan.turnau
Link Komentarze (19) »
wtorek, 11 lipca 2017
Kto opuści dom swój... Benedykt z Nursji. Nostra culpa w Jedwabnem. Dzieło o Janie Karskim

Ewangelia Mateusza 19,27-29
Piotr troska się o to, czy zostanie nagrodzony, i otrzymuje od Jezusa zapewnienie, że owszem. Dwunastu opuściło wszystko i poszło za Nim, więc zasiądzie na dwunastu tronach i będzie sądzić dwanaście pokoleń Izraela. Co więcej „każdy, kto dla Jego imienia opuści dom, braci lub siostry, ojca lub matkę, dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma i życie wieczne odziedziczy”.
Dzisiaj dzień św. Benedykta, patrona Europy, wielkim symbolu klasztornego stylu życia, właściwego chrześcijaństwu i innym wielkim religiom. Potrzebni są ludzie medytacji, wspólnoty nią żyjące, powstają dzisiaj także wśród ewangelików. 
A co do owego sądzenia Izraela, sprawy oczywiście symbolicznej, chodzi w niej nie o władzę, ale o autorytet duchowy - sądziliśmy pokolenia żydowskie w sposób, za który teraz słusznie bijemy się w piersi.Słusznie biliśmy się w piersi wczoraj także za zachowanie naszych rodaków 76 lat temu w Jedwabnem. Tym razem był tam obok rabina Michaela Schudricha i duchownych ewangelickich przedstawiciel Episkopatu Polski, przewodniczący Komitetu do Spraw Dialogu z Judaizmem, biskup pomocniczy archidiecezji warszawskiej Rafał Markowski. Powiedział, co w rocznicę tamtego potwornego mordu powiedzieć należało.
I inna aktualność, teraz bibliograficzna. Ukazał się już w wydawnictwie „Insignis” drugi, również kolosalny tom olbrzymiego dzieła biograficznego Waldemara Piaseckiego „Jan Karski. Jedno życie. Kompletna opowieść”, dotyczący lat okupacji. Lektura pasjonująca, dzięki pewnemu zbeletryzowaniu oraz ogromnemu bogactwu informacji. Między innymi obraz tamtej Polski, w której przeciwnicy rządów sanacyjnych, którzy teraz rządzą z emigracji, używają sobie na tamtych politykach, niewątpliwie skompromitowanych. Dwa plemiona - można by rzec, myśląc o tym, co dzieje się teraz. A Jan Karski, czyli Kozielecki, pokazany jest przez swojego byłego sekretarza bez żadnej posągowości, jako młody człowiek dojrzewający do wielkich zadań.

21:31, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 10 lipca 2017
Pan Bóg i Jakub. I prezydenci USA

Księga Rodzaju 28,10-22a
Patriarcha Jakub miał sen: o drabinie do nieba i wędrujących po niej aniołach, ale przede wszystkim o tym, że ukazał mu się Bóg Abrahama i Izaaka oraz dał mu tamtą ziemię: jemu i jego potomstwu, które będzie liczne jak ziemski proch, a przez nie dostąpią błogosławieństwa wszystkie pokolenia ziemi. Jest to już druga taka obietnica ziemi dotycząca, towarzyszy jej zapewnienie Boga, że będzie go strzegł w drodze i sprowadzi go znów do tego kraju. Albowiem Jakub jest w podróży, choć nie jest jasne, w jakim celu.
Wnikliwa Biblia Poznańska zauważa, że autor narracji korzysta z dwóch odmiennych, nieuzgodnionych tradycji: tutaj chodzi Jakubowi o znalezienie sobie żony w krainie przodków, Mezopotamii, w poprzednim rozdziale mówi się natomiast, że uciekał przed zemstą Ezawa, wściekłego, że brat podstępem odebrał mu przywileje pierworództwa i ojcowskie błogosławieństwo. Odnotowałem tę różnicę w narracji, bo to blog nie tylkobiblijny, wręcz biblistyczny jakby, ale to oczywiście drobiazg, sprawa nie najważniejsza jednak, z religijnym natchnieniem nie ma nic wspólnego, Duch Święty nie jest od takich detali, od teologii przecież. Do niej też wracam: na Bożą obietnicą odpowiada Jakub, że jeśli ten Bóg będzie się nim opiekował, stanie się jego Bogiem. Naród Abrahama, Izaaka i Jakuba był i jest wiernym nosicielem wiary monoteistycznej, choć tu jeszcze może w wersji trochę henoteistycznej, czyli że to mój Bóg, mocniejszy od innych, ale czy na pewno jedyny?
Ten Bóg lubi jednak nie tyle słowa na Jego temat, ile czyny. Wracam wciąż myślą do przemówienia prezydenta Trumpa w Polsce i porównuję go z jego poprzednikiem. Pytam, który z nich ma większe prawo do mówienia o Bogu, a już na pewno o wartości rodziny: Barack Obama czy Donald Trump? Własny przykład czy głośny wykład?

14:13, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
niedziela, 09 lipca 2017
Prostaczkowie i sprawy nieproste

Ewangelia Mateusza 11,25
„W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: - Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom.” (Biblia Tysiąclecia)
Najpierw problem takowy: prostaczkowie, maluczcy albo tacy, co są jak dzieci, przeciwstawieni są tutaj mądrym i roztropnym czy też rozumnym. Nie jakimś przemądrzałym, ale mądrym, co więcej - i to już dziwne - mądrym tak zwaną mądrością życiową, bo wręcz roztropnym! Czyli nie chodziło Jezusowi o jakieś dowartościowanie ludzi z „ludu”, ale o samo jakieś „odwartościowanie” wykształconych inteligentów? Sprawa mi się wyjaśnia dopiero, gdy po paru innych przekładach zaglądam do Biblii Poznańskiej, któratłumaczy termin grecki jeszcze inaczej: nie jako roztropnych, ale uczonych, bo wtedy można zrozumieć, że chodzi wyraźnie o faryzeuszy i „uczonych w Piśmie” oraz o niewykształconych na ogół Dwunastu. Z tym, że ewangelijny Nikodem był wykształcony jednak oraz właśnie faryzeusz.
A jak to odnieść do podziałów obecnych? Bywają dzisiaj niedowiarkowie inteligenccy i ludzie niewykształceni, ale wierzący głęboko. Nieproste to w sumie sprawy. Bywają intelektualiści klasy wysokiej, ale wierzący najgłębiej, są też niewierzący, ale klasy wielkiej, także duchowej, są półinteligenci nieraz prymitywni i są ludzie „prości” też bardzo różnego gatunku. Bywa w ogóle rozmaicie. Ale sama uczoność, samo wykształcenie to jeszcze z punktu widzenia duchowego zgoła nie wszystko. To tutaj powiedział Jezus.

22:17, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
sobota, 08 lipca 2017
Patriarcha ojca oszukał

Księga Rodzaju 27,1-5.15-29
Opowieść o tym, jak patriarcha Jakub okłamał ojca Izaaka, żeby uzyskać jego błogosławieństwo. To znowu pewnie banał, ale wciąż dziwić się trzeba, że bohaterowie świętej księgi są tak dalece nieświęci. Nie jest to tak zwana lektura dla grzecznych dzieci, oj nie. Trzeba katechezy szkolnej pedagogicznie przemyślanej. Bo ukrywać to bardzo głupio, co będzie, gdy prawda o tekstach wyjdzie na wierzch. A tacy najpierw nieświęci są również bohaterowie ewangelii. Ale katecheci nasi są jednak chyba na ogół w tej sprawie roztropni. Umieją uczniom wytłumaczyć po prostu, że ludzie się zmieniają, niektórzy na korzyść.

09:35, jan.turnau
Link Komentarze (37) »
piątek, 07 lipca 2017
Także celnik Mateusz, faryzeusz Nikodem

Ewangelia Mateusza 9,9-13
Powołanie wręcz na apostoła jeszcze kogoś takiego, jak Mateusz, z jeszcze innego środowiska. To, owszem, trochę banał, że sztab Dwunastu to byli ludzie tak różni przynależnością społeczną i polityczną, niemniej rzecz wciąż warta uwagi. Zwyczajni rybacy, choć Jan chyba syn bogatszego przedsiębiorcy, celnik Mateusz, czyli ktoś jeszcze bardziej majętny, a poza tym kolaborant, ale i ten Szymon Zelota, od strony majątkowej nam nieznany, ale zapewne człowiek ugrupowania antyrzymskiego radykalnego.
O innych apostołach nie wiemy prawie nic, ale już wymienieni świadczą o tym, że nieznany syn cieśli z Nazaretu zyskiwał sobie uznanie szerokie. Nie tylko swoimi cudami, siłą duchową samego słowa.Oczywiście jednak nie wszystkich porywał, jeżeli, to w sensie przeciwnym. Tych należących do tak zwanej elity władzy raczej prowokował twardym słowem prorockim. I tylko jest pytanie biblistów, kogo krytykował najostrzej: faryzeuszy, ludzi jednak bardzo religijnych, czy raczej saduceuszy, dominujących w ówczesnej kaście kapłańskiej, całkiem przychylnych władzy rzymskiej, myślowo będących pod wpływem mentalności hellenistycznej. Z tekstów ewangelijnych wynika, że raczej tych pierwszych, ale czy nie widać w owych tekstach wpływu czasów późniejszych, gdy świątynia już była zburzona, kapłani, a więc i saduceuszemniej ważni, spór Kościoła z Synagogą to był już przede wszystkim spór pierwszych chrześcijan z faryzeuszami? A jak byli celnicy w rodzaju Mateusza czy Zacheusza, tak i faryzeusze jak Nikodem. Niemniej nie oni oczywiście byli wśród swoich typowi.

19:00, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
czwartek, 06 lipca 2017
Jak rozumieć trudną opowieść o ofierze Izaaka? Ofiara Jana Husa. Wspominanie ofiar mordów wołyńskich

Księga Rodzaju 22,1-19
Perykopa dyskusyjna: czy Bóg mógł od Abrahama zażądać synobójstwa? Złożyć Mu jako ofiarę Izaaka? Tradycyjna egzegeza jest taka, że to była próba posłuszeństwa Bogu zrozumiała, a przecież tylko próba, zabity został tylko baran, a nawet widzi się tu faktyczny zakaz składania ofiar z ludzi. Co do mnie, wydaje mi się po prostu, że ujawniła tu się wizja Boga inna niż nasza dzisiejsza. Inna jest dzisiaj ludzka duchowa wrażliwość. Gdyby Księga Rodzaju była pisana obecnie, nie byłoby podobnego obrazu, autor biblijny był człowiekiem swojej epoki i tyle. Jak zresztą w wielu innych sprawach, ale to rzecz oczywista przecież. Dlabiblistów lub oczytanych „w tym temacie” – dodaję zaraz jednak – ale czy dla zwykłych wiernych? Pytanie moje ogólne niemal codzienne: Biblia to lektura niełatwa wielorako.
Dzisiaj kolejna, 602., tragiczna rocznica spalenia na stosie księdza Jana Husa, decyzją samego soboru! Mimo że miał list żelazny od króla Zygmunta Luksemburskiego. Obecnie kwestionowana jest w ogóle w Kościele rzymskokatolickim Husowa heretyckość.
Męczennika wspomina dziś w swoim kalendarzu Kościół Starokatolicki Mariawitów, a w Czechach to święto państwowe, bo to dla nich postać kolosalna. U nas „rzymski” katolicyzm zrósł się ściśle z narodem, tam stało się zgoła przeciwnie.
Wracam do dotkniętych wczoraj relacji polsko-ukraińskich. Idąc do „Gazety Wyborczej” przechodzę codziennie koło kościoła rzymskokatolickiego, obok niego jest kościelna tablica ogłoszeń, a na niej od paru dni niewielki afisz. Niestety jestem człowiekiem niedzisiejszym, nie mam telefonu komórkowego z aparatem fotograficznym, więc tylko opiszę treść anonsu.
Jest orzeł, wewnątrz niego biały krzyż, na jego tle wyobrażenie pomnika ofiar mordu wołyńskiego w ten sposób, że nad grupką ludzi wielkie widły i na nich ludzkie ciało, chyba dziecka. Nad całym obrazem napis: „Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez Nacjonalistów Ukraińskich na Obywatelach II Rzeczypospolitej”, poniżej data 9 lipca 2017, godz. 12, Grób Nieznanego Żołnierza, godz. 14.30, Katedra Polowa WP, Msza Święta. Niżej słowa Jana Pawła II „Naród, który traci pamięć, jest narodem bez przyszłości”, hasło „Honor et Gloria”, zaznaczenie patronów akcji: Muzeum Niepodległości, marszałkowie województw opolskiego, mazowieckiego, dolnośląskiego, a jeszcze niżej pewnie faktyczny organizator: Patriotyczny Związek Organizacji Kresowych i Kombatanckich w Warszawie. No i na skrzydłach orła najpewniej nazwy miejscowości, w których dokonywała się rzeź. Odnotowany przeze mnie wczoraj materiał ze „Znaku” w takim kontekście szczególnie cenny: przebaczamy i prosimy o przebaczenie. Niestety słowa biskupów polskich nie przez wszystkich Polaków są przyjmowane w pełni.

13:41, jan.turnau
Link Komentarze (19) »
środa, 05 lipca 2017
Abrahamowe kłopoty rodzinne. Pogarszanie stosunków polsko-ukraińskich

Księga Rodzaju 21,5.8-20
Patriarcha ma znowu problem z potomstwem, z faktu, że pochodzi ono z dwóch matek: przypominam, że jego żona Sara tak chciała mieć syna, iż kazała mu spłodzić go w związku z niewolnicą egipską Hagar. I tak się stało, urodził się Izmael, ale Hagar wywyższała się wobec Sary, bo w przeciwieństwie do niej okazała się zdolna do urodzenia dziecka, co przecież było głównym zadaniem płci zwanej piękną. Niewolnica zostaje wypędzona na pustynię, Jahwe łagodzi wtedy konflikt, ale on wraca znowu. Hagar wróciła z synkiem do Abrahama – aleteraz znów została wypędzona z synkiem, bo Izmael wyśmiewał małego Izaaka. W końcu jednak została uratowana przez Boga od śmierci z braku wody. „Bóg był z chłopcem, a ten rósł. Mieszkał on na pustyni i stał się łucznikiem”. Początki konfliktu arabsko-żydowskiego, tak już na początku Biblii przedstawione. Również kłopoty z powodu wielożeństwa, ciekawe, czy są podobne w Afryce.
Wracam do numeru lipcowo-sierpniowego „Znaku”. Redakcja przytomnie zauważyła 70. rocznicę przeprowadzenia akcji „Wisła”. Pod tak sympatyczną nazwą kryło się przesiedlenie około 140 tysięcy osób pochodzenia ukraińskiego i łemkowskiego z terenów południowowschodniej Polski na tak zwane wtedy Ziemie Odzyskane. Współredaktorka miesięcznika Urszula Pieczek rozmawia na ten temat z historykiem z PAN-u, prof. Tomaszem Stryjkiem.
Zauważa, że po raz pierwszy od 1989 roku polski rząd nie uczestniczył w obchodach rocznicowych oraz odmówił wsparcia finansowego. Uczony potwierdza przypuszczenie rozmówczyni, że „Wisła” była rewanżem za Wołyń, czystkę etniczną dokonaną na Polakach w latach 1943-1944 przez organizacje ukraińskie OUN i UPA. Tak zatem trwa dzisiaj polityczna wojna międzypaństwowa: usiłuje się przekonać w ten sposób stronę ukraińską dowiększego samokrytycyzmu w tamtej sprawie. Profesor Stryjek rozważa problem akcji „Wisła” spokojnie. Powiedział, że „zabieganie władz o likwidację UPA w Polsce było zjawiskiem naturalnym. Nawet bardziej stanowcze działania wymierzone wyłącznie przeciw partyzantom obroniłyby się także z perspektywy współczesnych systemów wartości. Państwo istnieje przede wszystkim po to, aby sprawować suwerenną władzę i dzięki temu zapewnić ochronę ludności cywilnej. Wtedy zastosowano «odwrócone» rozumowanie - potraktowanocałą ludność ukraińską i łemkowską w Polsce jako odpowiedzialną za działalność UPA i uznano, iż problem partyzantki rozwiąże się wraz jej wysiedleniem. To było działanie na zasadzie odpowiedzialności zbiorowej i dlatego akcja «Wisła» nie znajduje usprawiedliwienia”. Odpowiedzialnością tą obciążono zresztą inny naród, Łemków. Redakcja zrobiła tak zwany lid ze zdania „Zbrodnia przeciw ludzkości w przypadku akcji «Wisła» niepolega na eksterminacji, ale na odebraniu ojczyzny, w konsekwencji - na pozbawieniu kultury i tożsamości”. Urszula Pieczek z Martą Watral, Łemkinią, zrobiły też kilka rozmów z łemkowskimi wnukami tamtego pokolenia.

12:30, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
wtorek, 04 lipca 2017
Żona Lota słupem soli? Numer „Znaku” bardzo wart czytania!

Księga rodzaju 19,15-29
Kara Boża spada na Sodomę i Gomorę, miasta, w których szerzy się rozpusta, szczególnie homoseksualna. W opisanym wcześniej przykładzie męska ludność Sodomy chciała zgwałcić dwóch podróżnych przyjętych gościnnie przez bratanka Abrahamowego Lota. Ci jednak okazują się udających ludzi aniołami, ratują go w tej opresji, a potem w następnej, kiedy to Jahwe miał spuścić na rozpustne miasto „deszcz siarki i ognia”. Każą mu wtedy opuścić zagrożone okolice wraz z żoną i córkami. I tu ten dziwny szczegół: uchodząc, żona Lotaobejrzała się wstecz i stała się słupem soli. Kara Boża za nic? Biblia Poznańska tłumaczy to tak, że ów gest pani Lotowej oznaczał„zwlekanie z opuszczeniem miasta, zapewne kobieta ta była bardzo przywiązana do mienia, skazanego teraz na zagładę”. Potem, że „śmierć jej mogła nastąpić z żalu i przerażenia”. W końcu najważniejsze, że nastąpiło może „ludowe powiązanie postaci żony Lota z jakąś skałą solną, widniejącą w okolicy Morza Martwego”.
I teraz mój komentarz biblistyczno-praktyczny: bez takiego przypisu opowieść Pisma Świętego budzi spore wątpliwości, muszą być komentarze wyjaśniające, nie ma rady, tekst sam się nie obroni! Napisałem to do braci ewangelików: rozumiem, że chcą zachowywać w swoich wydaniach konfesyjną neutralność, nie chodzi mi o żadną apologetykę wyznaniową, wyłącznie o zwyczajne tłumaczenie podobnych dziwności. Obraz Boga okrutnego bez granic nie jest nikomu na nic potrzebny.
Czytam nie tylko Biblię i innych do lektury zachęcam. W „Znaku” lipcowo-sierpniowym ważnych tekstów sporo. Polecam tu dzisiaj rozmowę Szymona Łucyka z filozofem francuskim Jean-Luc Marionem. Ciekawą już przez to samo, że uczony jest praktykującym katolikiem, co dzisiaj w tej grupie zawodowej raczej chyba nieczęste. Autor rozwija tezę, że „kiedy przeciwstawiamy wiarę i religię rozumowi, popełniamy błąd, ponieważ mamy namyśli jedynie rozum naukowo-techniczny, który stanowi tylko ograniczoną część racjonalności. Istnienie tego, co nazywamy naukami humanistycznymi, pokazuje, że istnieje więcej racjonalności, niż wyobrażali sobie klasyczni filozofowie”. Ale dalej na przykład takie twierdzenie: „We Francji jest całkiem jasne, że projekt społeczeństwa laickiego już się wyczerpał. I właśnie dlatego, że społeczeństwo nie jest już świeckie [czyli jakie? - słówko «nie» niepotrzebne? - JT], państwo musi pozostać laickie i neutralne w kwestiach religijnych. Prawdziwym zagrożeniem nie jest dziś sekularyzacja, ale coś innego: to, że nie wiemy jeszcze, czy siły religijne w społeczeństwie francuskim będą mogły rozwijać się w pozytywny sposób, a więc czy nie usuną się w fundamentalizm. Naturalnie sytuacja w Polsce jest całkiem inna niż we Francji. Jednak i tu, i tam można obawiać się sytuacji, w której państwo byłoby religijne, a społeczeństwo - pozbawione religii”. Stanowisko Mariona jest, streszczając, takie: religie nie zanikają bynajmniej, widać to także na ulicach miast francuskich, gdzie widać coraz więcej procesji i pielgrzymów, także księży chodzących w sutannach, nie „w cywilu”. Problemem jest natomiast przemoc ludzi powołujących się na religię, „dżihadystów”: jednak niesłusznie, autor podkreśla to mocno. Nie zarzuca takich skłonności oczywiście dzisiejszym chrześcijanom, ale można wyczytać u niego także troskę o nich. O katolików, przede wszystkim polskich: o to właśnie, żeby nie było tak, że „państwo jest religijne, ale społeczeństwo pozbawione religii”. Taki też jakby fundamentalizm religijny, tyle że państwowy. W świątyniach coraz puściej.

13:54, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
Archiwum