Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
niedziela, 21 października 2018
Pismo Święte nie hagiografia, oj nie

Ewangelia Marka 10,35-45
Opowieść bardzo prosta o duchowym prostactwie elity, która tworzyła Kościół. Ot, poprosili Jezusa, dwaj Jego apostołowie ukochani, czołówka Dwunastu, bracia Jakub i Jan, aby w Jego chwale, czyli władzy najwyższej, siedzieli po Jego prawicy i lewicy. No cóż, jak sami nie załatwimy sobie czegoś, to pewnie nikt. Karierę trzeba sobie starannie organizować, sama się nie zrobi. Jesteśmy przecież sami kowalami swego losu, nikt inny. Na co On zareagował dobrotliwie. Nie skarcił ich porządnie za brak pokory, tylko tłumaczył im, że nie wiedzą, o co proszą. Odpowiedział, co prawda, tak, że zupełnie nie mogli Go zrozumieć. Mówił o jakimś kielichu, który On musi wypić, i chrzcie, który musi przyjąć, a nie chodziło Mu o wypicie wina ani obmycie wodą. W ucztach brali udział i chrzest od Jana Chrzciciela najpewniej przyjęli, ale Jemu chodziło o Jego śmierć męczeńską. I ich przyszły los podobny, choć chyba Jana wyjątkowo nie. Potem Jezus nie dołączył się do oburzenia ich zabieganiem o karierę wśród pozostałych dziesięciu, zaczął im natomiast kłaść do głowy, że owszem, ci, którzy uważają się za władców narodów mają całkiem inną optykę, uciskają je, uważają się za wielkich i dają odczuć swą władzę, ale kto chciałby z nich być wielki, niech będzie wręcz niewolnikiem wszystkich. Albowiem On przyszedł nie po to, żeby Mu służono, ale aby Mu służono i umrzeć za wszystkich.
Biblia hagiograficzna nie jest zgoła, nie przedstawia swoich bohaterów jako moralne ideały. Nawracają się dopiero później. Jeszcze później Kościół zaczął swoją historię rozjaśniać wbrew faktom. Na szczęście teraz zrozumiał, że tędy droga. Posłuchał Ewangelii.

13:23, jan.turnau
Link Komentarze (30) »
Mądrością obdarowani jesteśmy

wpis na sobotę 20 października 2018 r.

List do Efezjan 1,17
„Niech Bóg naszego Pana Jezusa Chrystusa da wam Ducha Mądrości i objawienia w poznawaniu Go, pełne światła oczy serca, abyście wiedzieli, czym jest nadzieja, do jakiej was wezwał, czym jest bogactwo chwały Jego dziedzictwa wśród świętych, jak wspaniały jest ogrom Jego mocy względem nas, wierzących, według działania siły Jego potęgi” (Biblia 11 Kościołów). Skomplikowany to jest styl, ale człowiek to styl jego, bo jego też to była epoka, w której prostota wypowiedzi nie była ideałem. Określeń superlatywnych bardzo tu wiele. W końcu to tylko list, nie traktat długo i z namysłem pisany. A przesłanie słów po prostu takie: mądrzy uczniowie Chrystusa rozumieją, że potęga Boża stanowi dla nas uzasadnienie nadziei, do jakiej nas wezwał.

13:23, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
piątek, 19 października 2018
Do tej chwały przeznaczeni. Nasz święty Jerzy

List do Efezjan 1,11-12
„W Nim także zostaliście własnością [Jego] będąc przeznaczeni według zamysłu Tego, który wszystko sprawia zgodnie z postanowieniem swojej woli, abyśmy się stali piewcami Jego chwały, my,którzy już uprzednio złożyliśmy nadzieję w Chrystusie” (EPP).
Przeznaczeni nie w tym sensie, żeby innych czekała beznadziejność ostateczna: natomiast owa elita ma opiewać Jego miłość absolutną i wszechmocną, tym samym nadzieję, którą jest Jego syn, Chrystus. Opiewać swoim życiem i śmiercią: dziś rocznica kolejna męczeństwa księdza Jerzego Popiełuszki. Świętego naszego dzisiejszego.

15:57, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
czwartek, 18 października 2018
Grek, literat, lekarz miłosierny

2 List do Tymoteusza 4,11
„Tylko Łukasz jest ze mną” (BE)
Uczeń Pawłowy, wierny mu właśnie, dzielnie z nim podróżujący, bo zresztą jako nie Żyd do apostoła innych narodów bardzo pasował. Był pod jego teologicznym wpływem, choć myślowo bardzo samodzielny. Po latach lektur biblistycznych został w mojej pamięci jako nie tylko pisarz, także lekarz (nazwany jest tak w Liście do Kolosan 4,14). Był także w tej pracy na pewno sumienny, bo z jego pisarstwa wynika, że każdemu ludzkiemu cierpieniu współczuł autentycznie. Miłosiernie: to właśnie w jego ewangelii jest przypowieść o Samarytanie, który choć należał do innego ludu, zajął się troskliwie Żydem poranionym przez zbójców, gdy kapłan i lewita ominęli go obojętnie. W swojej twórczości pisarskiej też był pracowity:napisał dwie duże księgi, poza ewangelią, najdłuższą z czterech, jest również autorem Dziejów Apostolskich. Głównym bohaterem jest tam jego mistrz Paweł.

15:21, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
Obrzezania niewolę odrzucić: obrzezanie, w ogóle te sprawy cielesne. Wiesław Myśliwski: „Ucho igielne”

Wpis na środę 17 października 2018 r.

List do Galatów 5,1-6
Paweł nie boi się rozrabiać, w świętej sprawie przycinania napletka również. Tamten obyczaj to dla niego symbol Prawa, a apostoł twierdzi, że „w Chrystusie nie ma znaczenia obrzezanie ani jego brak, ale wiara, która działa przez miłość.” (BE). Czyli jednak przez uczynki, które z wiary i miłości wynikają, jak to precyzował autor innego listu Jakub. Natomiast dla nas jest dzisiaj problem podobnie umiejscowiony inny. Tamta część ciała nie może być uważana za najważniejszą. Seks nie jest sednem etyki, także w tym sensie, że grzechy w tym temacie anatomicznym są mniej ważne od tylu innych.
Książek teologicznych ciekawych na naszym rynku pod dostatkiem. Ogłaszam, że ukazała się rzecz polskiego teologa wybitnego ks. Grzegorza Strzelczyka oraz teolożki świeckiej Anety Kuberskiej-Bębas pod tytułem „Wolność, wiara, Bóg. Rozmowy o chrześcijaństwie” (WAM).
No właśnie - wolność. Ale mamy przecież również swoich powieściopisarzy. Z moich rodzinnych stron sandomierskich pochodzi Wiesław Myśliwski. Sandomierz to znowu miejsce jego literackiej akcji. Tytuł utworu „Ucho igielne” brzmi biblijnie, ale owa ciasna brama to furtka nie tylko w Jerozolimie, także w tamtym grodzie nadwiślańskim. Opowieść o ludzkim losie, miłości męsko-damskiej... (Znak).

15:19, jan.turnau
Link Komentarze (39) »
wtorek, 16 października 2018
Faryzeusze, faryzeusze... Papież Karol Wojtyła

Ewangelia Łukasza 11,37-41
O nich w ewangeliach pisze się bardzo krytycznie. Dzisiaj czytamy: „Gdy jeszcze [Jezus] mówił, zaprosił Go pewien faryzeusz do siebie na obiad. Poszedł więc i zajął miejsce za stołem. Lecz faryzeusz, widząc to, wyraził zdziwienie, że nie obmył wpierw rąk przed posiłkiem. Na to rzekł Pan do niego: „Właśnie wy, faryzeusze, dbacie o czystość zewnętrznej strony kielicha i misy, a wasze wnętrze pełne jest zdzierstwa i niegodziwości. Czyż Stwórca zewnętrznej strony nie uczynił także wnętrza? (BT). Formalizm, formalizm, formalizm. 
Zagraża każdej postawie etycznej, nie tylko żydowskiej, chrześcijańskiej, konkretnie katolickiej, a jakże. Podobni płytcy duchowo formaliści zdarzali się często pośród faryzeuszy, aczkolwiek w ewangeliach widzimy także piękne ich postacie. Gorsi moralnie, w gruncie rzeczy bezideowi byli ich rywale ze stronnictwa saduceuszy. Związani bardziej ze Świątynią, nieraz kapłani, gdy ta została zburzona, głównymi przeciwnikami pierwotnego Kościoła stali się faryzeusze. Otóż taką optykę widać - według także katolickich, nie tylko żydowskich biblistów - w ostatecznych tekstach ewangelii redagowanych w już latach późniejszych. Stamtąd etykietka przeszła do nauczania chrześcijańskiego i języka europejskiej kultury.
A dzisiaj dopiero dokładna, już czterdziestoletnia rocznica wybrania na papieża naszego rodaka. Tak się dziwnie złożyło, że ja go właściwie osobiście nie znałem. Kiedyś w Krakowie przywitałem się z jakimś biskupem tamtejszym, myślałem, że to sufragan Stanisław Smoleński, zapomniałem się mu przedstawić, co uniemożliwiło przyszłemu papieżowi dowiedzieć się, jak wygląda facet, którego czytał podobno w „Więzi” i polecał klerykom (pewnie aż nie napisałem tam krytyki kościelnego nauczania o antykoncepcji). Nie dowiedział się jednak Karol Wojtyła i długo potem, gdy zobaczyłem go już w Watykanie. Był w Rzymie pierwszy Sobór Młodych, papież spotkał się z nami, ale przyszły kardynał Dziwisz prosił, żeby go jeszcze słabego po zamachu nie męczyć indywidualnym przedstawianiem się.
Żebyśmy tylko go wszyscy otoczyli. Niemniej każdy chciał mieć takie z nim osobiste zdjęcie, więc i ja, szczególnie że zobaczyłem, iż przygląda się bacznie starszemu panu. Już chciałem uklęknąć, gdy uprzedził mnie ksiądz (ożenił się zaraz potem) - i Dziwisz zakończył zgromadzenie.

12:33, jan.turnau
Link Komentarze (28) »
poniedziałek, 15 października 2018
Mądrość nie więdnie, Słowo jak miecz. Znak Jonasza

Księga Mądrości 7,7-11
List do Hebrajczyków 4,12-13
Ewangelia Łukasza 11,29-32
Najpierw teksty z wczoraj jeszcze. Podziwiam ich szczególną poetycką obrazowość. Biblijna księga na temat mądrości powiada, że „kto dla niej wstanie o świcie, ten się nie natrudzi, znajdzie ją bowiem siedzącą u drzwi swoich. O niej rozmyślać to szczyt roztropności, a kto z jej powodu nie śpi, wnet się trosk pozbędzie.” (BT). Zatem może trosk mi ubyło, gdy dziś o godzinie nocnej 3.15 te słowa tutaj wpisałem. Również wtedy trochę, gdy w Liście do Hebrajczyków wyczytałem, że „żywe jest Słowo Boga i skuteczne, ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny” . Wszelako nie jest to zawsze skuteczność automatyczna, trzeba Pismo nieraz objaśniać, jak każdy tekst sprzed wielu wieków. Przydają się zatem także głosiciele Pisma, choć sami nieraz mądrością nie grzeszą, czym innym całkiem niektórzy. Gra półsłówek: „prucie chałata”. A do owych głosicieli urzędowych niewiasty należeć mogą, sugeruje Józef Majewski problem ów przedstawiając w „Tygodniku Powszechnym” z niedzieli. Kobiety w rządach i samorządach, za ołtarzami również! Już teraz według kardynała wiedeńskiego Schönborna Watykan przywróci diakonat kobiecy z pierwszych wieków.
A na dzisiaj z Ewangelii Łukasza czytamy o proroku Jonaszu i mesjaszu Jezusie. O Żydach, że żądali znaku słowa Jezusa potwierdzającego, a otrzymali tylko znak tego proroka starotestamentowego. Był on posłany do mieszkańców Niniwy i ci uwierzyli mu, a gdy teraz do ludu Izraela mówi ktoś od Jonasza większy, nawet większy od króla Salomona, którego przyjechała słuchać królowa arabskiej Saby (mniej więcej Jemenu dzisiejszego) - nie chcą uwierzyć. Jako i my, ludzie dzisiejsi, wierzymy przecież nie za bardzo.

14:34, jan.turnau
Link Komentarze (13) »
niedziela, 14 października 2018
Maksymalizm: aby nie głupi

Ewangelia Marka 10,17-30
Ktoś zapytał Go, co ma czynić, aby odziedziczyć życie wieczne (czyli doczekać się po śmierci szczęścia nieziemskiego). Przykazań już przestrzega. Jezus odpowiedział mu wtedy, że ma rozdać swój majątek i pójść za Nim. Zmartwił tego kogoś, albowiem ten wiele posiadał. Morał dla nas dzisiaj? Na pewno nie taki, żeby całą zawartość konta przelać na Owsiaka, Szlachetną Paczkę albo Caritas, po czym wstąpić do jakiegoś zakonu, gdzie na pewno nie wymagają wniesienia posagu. Trochę inaczej. Gdzie indziej Jezus powiedział o największym przykazaniu, czyli miłości Boga i bliźniego, i to jest tutaj sedno sprawy. Kochaj i rób, co chcesz, jak poradził św. Augustyn, albo róbta, co chceta, jak poleca to samo wyżej wymieniony inicjator Przystanku Woodstock, ale jemu nie zarzucono demoralizacji. Aby tylko miłowanie nie oznaczało przede wszystkim zaspokajania potrzeby seksualnej. Kochaj nie tylko siebie, choć siebie też, co zresztą wcale nie proste. Do mądrej miłości trzeba wrażliwości, roztropności, szlachetności i ofiarności niemałej! Amen!

18:46, jan.turnau
Link Komentarze (19) »
sobota, 13 października 2018
Błogosławionych cały rój

Ewangelia Łukasza 11,27-28
Jakaś kobieta widząc Jezusa zawołała, że błogosławione są łono i piersi Jego Matki. On doprecyzował, że raczej po prostu błogosławieni są wszyscy, którzy słuchają Go z dobrym skutkiem. Może należy wyjaśnić, co to znaczy „błogosławieni”, „błogosławione”.
Przymiotnik ten, raczej imiesłów, oznacza nie tyle to, co „pobłogosławione”, czyli takie, nad którym został wykonany religijny gest życzliwości. Nie tylko to, co cielesne, materialne. Życzenia „błogosławionych świąt wielkanocnych” oznaczają dobrą ocenę owych świąt, ale także nasze życzenia, aby były udane, dla nas szczęśliwe, dla nas pożyteczne duchowo. Po takiej definicyjce semantycznej wracam do Ewangelii. Dobrą ocenę moralną należy rozciągnąć na ludzi bardzo wielu. Jan Paweł II ogłosił błogosławionymi bardzo wielu ludzi, może nawet więcej, niż wszyscy papieże dotąd. Zapewne było także w tym trochę naiwności, którą stale wykazywał wobec bliźnich, ale też dużo Bożej optyki w ocenach moralnych. Wszyscyśmy utworzeni na obraz Boży i nie da się powiedzieć, że to nie za bardzo wyszło.

09:47, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
piątek, 12 października 2018
Proście, a dostaniecie

Ewangelia Łukasza 11,14-26
„Proście, a dane wam będzie” (EPP)
Niemniej modlimy się o coś jakby bez skutku. Niewątpliwie bywa i i tak, jeżeli przez skutek rozumie się wynik według naszego zamówienia, a nie projektu Bożej Opatrzności. Jeżeli zakładamy, że Bóg istnieje, jest nieskończenie mądry i dobry, a do tego jeszcze wszechmocny, to powinniśmy godzić się na taki czasem los. Naturalnie łatwo powiedzieć, jednak jest też takie całkiem świeckie pouczenie: „W każdej rzeczy końca patrzaj”, a koniec ów w naszej religijnej optyce przekracza przecież nasz ziemski żywot. Nie pociągnę podobnego komentarza dalej, powtórzę natomiast polecenie, że mamy spokojnie prosić. Jak Pana Boga, tak i bliźnich. Wobec zwracania się z tym do innych ludzi mamy opory rozmaite, ale nieraz tkwią one w naszej wypaczonej dumie, ambicji, żeby nie wydać się niedorajdą, bośmy wszak sami niemal wszechmocni. Prawie jak właśnie On sam.
Wyspałem się, a jak napisał mój genialny stryj Stefan Turnau I, światopogląd człowieka zależy od tego, jak śpi w nocy, przeto dołączam jak i wczoraj coś z książki włoskiego autora Alessandra Pronzato pod polskim tytułem . „Radość na każdy dzień” (PROMIC). Na dzisiaj właśnie jest tam o świętej pamięci arcybiskupie San Salwadoru Oscarze A. Romero, zamordowanym w 1980 r. przez tamtejszą skrajną prawicę. Że jako męczennik w walce o sprawiedliwość powinien być ogłoszony świętym. Otóż papież Franciszek już go beatyfikował, a właśnie w tę niedzielę ma kanonizować. Zatem nie traćmy nadziei, panta rei! Alleluja! 

16:34, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
czwartek, 11 października 2018
Problem nieśmiertelny: wiara i uczynki. O klerze trochę znowu

List do Galatów 3,1-5
„Czy więc ten, który udziela wam Ducha i dokonuje cudów pośród was, czyni to ze względu na uczynki Prawa, czy ze względu na posłuszeństwo w wierze” (BE). Paweł jest na tak zwane uczynki uczulony. Chodzi mu nie tylko o te rytualne, ale i o, mówiąc po prostu,  postępowanie wobec bliźnich. Sięga do sedna tej problematyki i akcentuje rolę w tym wszystkim Bożą. Jeżeli tylko naprawdę wierzymy, że On jest i interesuje się swoim stwórczym dziełem, to uznajmy, że oświeca nas i daje siłę do dobrego działania. Nie jest ono naszą zasługą, w gruncie rzeczy Bożą. Powinniśmy przestać myśleć ciągle o kodeksie Prawa, raczej spojrzeć w siebie, gdzie działa Boży Duch. I oczywiście samemu czynić dobro. Uczynki wynikają z wiary, ale muszą być. Paweł nie pisał traktatów, tylko listy, nie dbał w nich o precyzję, o wyważanie słów, trzeba było go interpretować właściwie, co zrobił Jakub, a czyniono to głupio (por. 2 List Piotra 3,15-16). Prostował też potem Marcin Luter, a wreszcie ewangelicy i rzymscy katolicy napisali wspólnie dokument o usprawiedliwieniu z wiary, nie z uczynków. Alleluja!  Księża, księża, księża... Książki o takich, co nie księżyska: W Bibliotece „Więzi” opowieść Izabeli Broszkowskiej o Tadeuszu Fedorowiczu „Szczęśliwe życie”, o innym natomiast wspaniałym duchownym, Klemensie Szeptyckim, dzieło zbiorowe ze wstępem prof. Adama Daniela Rotfelda (Wydawca: Kolegium Europy Wschodniej). Kto czyta, nie błądzi, dużo mądrzej sądzi! No i przeczytałem w tomiku PROMIC-u Alessandra Pronzata „Radość na każdy dzień” (przekład Krystyny Kozak) na 7 października taką uwagę w Polsce na wagę brylantu: „Dałby Bóg, aby wszyscy księża troszczyli się nie tylko o formowanie dobrych chrześcijan, lecz także odpowiedzialność obywateli, ludzi miłujących praworządność i dbających o zachowanie «czystych rąk», kiedy sprawują władzę. Nie wystarczy chodzić i pisać sprayem na wiaduktach autostrad: «Bóg istnieje»: niekiedy trzeba napisać też: «Państwo istnieje».”. Święte słowa Jegomości!

13:50, jan.turnau
Link Komentarze (30) »
wtorek, 09 października 2018
Przepraszajmy, Kościół niech również bije się w piersi

List do Galatów 1,13
„Słyszeliście przecież o moim postępowaniu, gdy jeszcze wyznawałem judaizm, że z zaciekłością prześladowałem Kościół Boży i usiłowałem go zniszczyć.”
Napisałem już raz tutaj, że to Pawłowe mea culpa jest wspaniałym wzorem dla całego ludzkiego gatunku. Należą jednak do niego także prominenci kościelni. Franciszkowa samokrytyka za obronę chilijskiego biskupa w sprawie pedofilskiej została uznana za rarytas, a przecież to powinna być kościelna „normalka”. Dał tu przykład Jan Paweł II swoim postnym wyznaniem grzechów Kościoła ogromnie nowatorski. Film „Kler” zobaczę pewnie dopiero jutro, ale już dzisiaj przypuszczam, że jest to, jak ktoś powiedział, spowiedź. 
Spowiedź paru księży. Szczera. A jak będzie odebrana, czy nie jako obraz całego Kościoła, zatem moralnie obrzydliwego, a więc takiego, z którego należy wystąpić do niego przypadkiem nie wstępować, to inna sprawa. Liczę na mądrość widzów, choć nie za bardzo na mądrość ich duszpasterzy, którym nie podoba się pokorna postawa niektórych biskupów. W każdym razie nie jest to na pewno zamierzony atak na Kościół. Jest to dzieło psychologicznie religijnie, duchowo głębokie. W duchu papieża Franciszka.Polecam najmocniej katolicyzm odważnie samokrytyczny w książce Grzegorza Kramera SJ,Piotra Żyłki oraz Łukasza Wojtusika pod tytułem „Łobuzy. Grzesznicy mile widziani”!

17:56, jan.turnau
Link Komentarze (39) »
poniedziałek, 08 października 2018
Doktryna chrześcijańska nie jest zamrożona

List do Galatów 1,6-10
„Są tylko tacy, którzy sieją zamęt wśród was i chcą fałszować Ewangelię Chrystusa” (BE) O jakich takich apostołowi narodów chodziło? Ano o tych, co nie rozumieli, że obrzezanie obowiązuje tylko Żydów, inne narody już nie. Paweł nie przebiera w słowach, mówi wręcz o tych ówczesnych konserwatystach religijnych, iż są przeklęci. W każdym środowisku są natomiast podobni, którym dotychczasowy kształt ortodoksji wydaje się nienaruszalny. Nie wszyscy są gotowi do zmiany poglądów od razu. Trudno nam to pojąć, ale rozumiemy przecież, że ludzkie myślenie to nie jazda samochodem, w której zmienić kierunek łatwo.
Muszę zaznaczyć na swój temat, że także w sprawie stosunku kobiet, ekumenizmu wobec nich, nie jestem żadną miarą jakimkolwiek konserwatystą. Posądzanie mnie o to na podstawie niedzielnej wzmianek o Greczynce czy katechetce świadczy o przeczuleniu na tym punkcie.
Jestem także za kapłaństwem kobiet. Ale takie przewrażliwienie jakoś rozumiem: tyle lat pysznego patriarchalizmu, którego ślady pokutują dotąd, zrobiło swoje. Zauważam także z zadowoleniem pośród polskich duchownych katolickich, że celibat obowiązkowy jakby przestawał być w wypowiedziach publicznych tabu.
Co jeszcze zmieniać albo i nie zmieniać? Sygnalizuję dwie publikacje. Gillesa Jeana Guenina „Strach przed diabłem. O przezwyciężaniu lęków i przesądów” (tłum Agnieszka Kuryś, PROMIC, autor sam jest egzorcystą), także książkę historycznoteologiczną o małżeństwie Jarosława Kupczaka „Źródła sporu o „Amoris laetitia” (dominikanie.pl).

15:13, jan.turnau
Link Komentarze (15) »
niedziela, 07 października 2018
Rozwody. Humorysta Józef Życiński w sprawie kleru rangi różnej

Ewangelia Marka 10,2-16
Przeczytałem te wersety, także podobne u Mateusza w rozdziałach 5 i 19. „W domu pytali Go o to znowu uczniowie, a On rzekł im: - Kto porzuci żonę swoją i żeni się z inną, cudzołoży względem niej. I jeśli ona, porzuciwszy swego męża, wychodzi za innego, cudzołoży”(EPP). 
Twarde słowa. Bibliści, co prawda, zmiękczają je zauważając, że u Mateusza mamy wersję łagodniejszą. Bo z wyjątkiem: „Kto by odesłał żonę swoją nie z powodu rozpusty i ożenił się z inną, cudzołoży” (EPP). Komentuje się to tradycyjnie w ten sposób, że chodzi tutaj o kobietę w ogóle, nie o żonę (terminologia ta sama) legalną, o jakiś związek nielegalny, czyli o nierząd, rozpustę (Biblia Tysiąclecia, wydanie czwarte, z r. 1975). Nie jest to jednak dla mnie i biblistów bardziej fachowych mocny argument, prawosławni również powołują się na wersję Mateuszową bez takiego komentarza. Myślą zresztą mniej niż chrześcijanie zachodni prawniczo, małżeństwo to dla nich nie tyle instytucja prawna, ile związek miłości, która może się skończyć. „Kościół powołując się na przykład Mojżesza (por. Mt 19, 3-12) i troszcząc się, ażeby nie był większego grzechu, może zdjąć swoje błogosławieństwo w przypadku cudzołóstwa lub całkowitego rozkładu pożycia małżeńskiego. W takim przypadku pozwala też stronie pokrzywdzonej na powtórne zawarcie związku małżeńskiego.” („Porównanie wyznań rzymskokatolickiego, prawosławnego, ewangelicko-augsburskiego, ewangelickoreformowanego”. Konsystorz Kościoła Ewangelicko-Reformowanego”, Warszawa 1988).
Ewangelicy również dopuszczają wyjątki od zasady nierozerwalności i dopuszcza je również papież Franciszek w adhortacji „Amoris laetitia”. Z argumentacją, która jest najkrócej taka: Kościół jest miłosierny i w szczególnych przypadkach ma prawo dopuścić rozwodnika do Komunii, pozwalając mu (im) też na pożycie małżeńskie, jeżeli uzna, że jego wina, grzech „rozwodniczy” ciężki nie był.
Lektury. Janusz Poniewierski napisał w ostatnim „Znaku” o zmarłym kilka lat temu arcybiskupie Józefie Życińskim. Że był człowiekiem niezastąpionym. Teraz też tak myślę, ale inaczej było po jego śmierci. Pojechaliśmy z koleżanką z „GW” na jego pogrzeb w Lublinie, ona po wyjściu z kościoła miała łzy w oczach, a ja wciąż myślałem o jakichś swoich nieważnych kłopotach. Ale też pamiętam, jak arcybiskup rozładował mnie kiedyś. Spotkałem go gdzieś i pożaliłem się na pewną Greczynkę. Bo napisałem w „GW”, że między patriarchą Konstantynopola i i papieżem jest taka różnica, że pierwszego można spotkać w toalecie, jak zdarzyło mi się kiedyś w Polsce, drugiego się nie da. Zostało to zrozumiane jako lekceważenie dla pierwszego, gdy oznaczało raczej przytyk dla drugiego, że został jakby odczłowieczony. Otóż wtedy Życiński wziął tę panią w obronę, przypominając mi anegdotę o katechetce. Na pytanie ucznia, czy księża siusiają, odpowiedziała po namyśle, że tak, ale rzadziej. No więc patriarchowie wręcz nigdy, zatem tamto moje spotkanie było zupełnie niemożliwe...

00:12, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
sobota, 06 października 2018
Koniec bardzo szczęśliwy. Przed grobem zawsze?

Księga Hioba 42,1-3, 5-6, 12-17
Los bohatera dzieła odmienia się radykalnie. Wraca powodzenie życiowe wielorakie. Przyznaje, że niesłusznie narzekał na Boga, a On karci przyjaciół Hioba, że nie mówili o Nim tak prawdziwie, jak Jego sługa Hiob. Ma rację Biblia Poznańska, gdy komentuje, że w księdze widać, iż ludzkie nieszczęście nie zawsze wynika z jego winy. I tylko uwaga moja, iż życie nasze na ziemi nie zawsze heppy endem się kończy.
Dołączam mój sygnał bibliofilski
Głośne myślenie. Dlaczego Pan Bóg lubi ateistów? Jonasz
Kiedyś pewien niedowiarek zapytał o to ks. Zbigniewa Czendlika. Duchowny ów rzymskokatolicki, Polak ze Śląska Cieszyńskiego pracujący w Czechach, odpowiedział krótko i węzłowato: „Bo Mu dupy nie zawracają”. Bo ludzie wierzący religijnie wciąż od Niego czegoś chcą, wymagają, by brał udział w ich troskach. W książce pod tytułem „Bóg nie jest automatem do kawy”, która jest rozmową zrobioną z nim przez dziennikarkę czeską Marketę Zahradnikową (przełożyła Julia Różewicz), tłumaczy, czemu przestaje, dialoguje z ateistami.
Reklamuję to dziełko z opóźnieniem, pisano o nim na przykład w „Gazecie Wyborczej”, lepiej jednak późno, niż wcale, a o mądrych i dobrych księżach trzeba pisać coraz częściej, aby nie utwierdzało się wrażenie, że to głównie głupie łajdaki.
Inne złote myśli: „Nie jesteśmy w stanie pojąć Boga, tu na ziemi to niemożliwe. To tak jakby postać z kreskówki próbowała pojąć swego stwórcę, na przykład Kaczor Donald Walta Disneya”. To twierdzenie teologiczne dzisiaj jest prawie banalne, niemniej niejaki Józef Stalin powiedział słusznie, że truizmy należy powtarzać. Kiedy świat, Kościół niejeden, wydaje się tak okropny, że potężnieje pytanie, czy jego Stwórca nie jest brakorobem okropnym albo i nie ma Go wcale, książka polskiego wydawnictwa „Dowody na istnienie” (Warszawa 2018) jest bardzo na czasie. Jeszcze inna myśl Czendlikowa: porównanie świętoszków, skrupulatów do kierowców, którzy wciąż gapią się na szybkościomierz: trzeba patrzeć raczej w lusterko wsteczne, reagować na ruch uliczny. To o takich, co żyją dla Boga, ale bez Boga. Brakuje im radości z wiary i relacji z Bogiem. Są śmiertelnie poważni.
Czendlik taki zgoła nie jest. Sypie anegdotami, używa wyrazów w rodzaju tamtego (po czesku jest to pięcioliterowe: „prdel”). W ten sposób likwiduje dystans, ale przez to, co mówi, naturalnie również. Nazywa się to w książce liberalnością, a jest po prostu mądrym duszpasterstwem. Autor ma kłopoty nie tylko z parafianami, którzy są bardziej od niego tradycyjni, także z krytykami z lewa, bo w Czechach (to nie Polska) czepiają się go głupio. 
Książka dla wszystkich, księży, katolików świeckich, innych wyznań świeckich, pastorów, ateistów tym bardziej. Dowodzi Istnienia, jak przystało na swego wydawcę, kapitalnie. Naprawdę.

10:25, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
piątek, 05 października 2018
Bóg jest potężniejszy, niż my. Hiob czy Job?

Księga Hioba 38,1.12-21
Przemawia do Hioba pośród burzy: ”Czy kiedyś w życiu rozkazywałeś porankowi, czyś wyznaczył jutrzence jej miejsce, aby krańce ziemi okryła i wyrzuciła z niej grzeszników?” 
Opatrzność Boża dyryguje wszystkim. Cytuję teraz Pismo w wersji Biblii Poznańskiej, choć nie podoba mi się nazywanie w niej Hioba Jobem. W oryginale hebrajskim mamy „Ijjoba”, Francuzi Joba, oni jednak nie mają tu nieeleganckich skojarzeń, a my mamy, biedni Polacy. Rosjanie mają najpewniej Joba i jakoś sobie z tym radzą, ale czy my musimy? Mamy chyba oryginalną tradycję i jestem za jej zachowaniem. Ja, nowator na ogół zapiekły. Natomiast wersja imienia to jednak drobiazg, ważniejsza jest sama biblijna postać, tak cholernie symboliczna. I teraz coś pro domo sua. Piszę to raczej żartem, ponieważ „znam proporcje, mocium panie”, ale też jestem troszenieczkę i chwilowo nieszczęśliwy. Otóż mam w domu jakąś złośliwą istotę, sklerozą starczą zwaną, która mi ciągle coś chowa, ostatnio klucze od domu. Gdybym jeszcze był pewny, ż są w domu, nie zgubiłem ich gdzieś na zewnątrz ani nie ukradł mi ich jakiś złodziej... No i tym razem na serio zapewniam, że wierzę w Opatrzność, czyli w happy end tej historyjki. Tak jak wierzył cały czas Hiob Jobem zwany. Alleluja! No i klucz się znalazł w domu, w miejscu zupełnie nieprawdopodobnym. Nie ma rzeczy niemożliwych - Bóg pisze, jak chce, bo też Bogiem jest.

18:04, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
czwartek, 04 października 2018
Opowieść o człowieku nieszczęśliwym. „Mały Książę”

Księga Hioba 19,1.21-27
Czytania liturgiczne są trochę jak lekcje literatury powszechnej. Czyta się jej klasykę, pomniki kultury w ogóle. Teraz po księdze Koheleta (Eklezjastesa), sceptyka, wielkiego pesymisty, symbol ludzkiego nieszczęścia Hiob. Obok Boga, także szkalującego go przed Bogiem Szatana oraz nierozumiejących go jego przyjaciół. Dzisiaj pyta ich, czemu się tak do niego odnoszą. Nie współczują mu w jego niedoli, w tym, jak Bóg go okropnie doświadcza, uważają, że sam jest sobie winien. „Czemu mnie tak jak Bóg prześladujecie” - powiada, ale zaraz potem wyraża nadzieję, że jest On w gruncie rzeczy jego obrońcą. Narracja obszerna, wciąż nowe obrazy, Biblia mówi językiem poetyckim.
Sygnał bibliofilski: piękny album. Antoine de Saint Exupéry: „Mały książę” w nowym przekładzie Henryka Woźniakowskiego, ilustracje Pawła Pawlaka. Znak. Też już klasyka, poniekąd poezja, pomnik kultury naszej.

15:14, jan.turnau
Link Komentarze (16) »
niedziela, 30 września 2018
Ekumenizm, egzorcyzm

Ewangelia Marka 9,38
Czytamy tutaj o tym, że apostoł Jan zapytał Jezusa, czy należy zabraniać wypędzania złych duchów człowiekowi z innej grupy religijnej, powołującemu się jednak także na Niego. Odpowiedź była, że kto nie jest przeciwko nam, jest z nami. No właśnie. Ekumenizm! Wspólnota nie tylko chrześcijan, rzeknę, że wszystkich egzorcystów! Nie tylko specjalistów od walki z potwornymi schorzeniami psychicznymi, kwalifikowanymi nie zawsze słusznie jako szczególne dzieło szatana, ale w ogóle wszelkich walk ze złym duchem wzajemnej nienawiści, rozłamu. Tak, „diabolos” to po grecku rozłamca właśnie. Ekumenizmu nieprzyjaciel główny!

09:28, jan.turnau
Link Komentarze (71) »
Skąd ten pseudonim?

wpis na sobotę 30 września 2018 r.

Księga Daniela 7,13-14
Czemuż to Jezus nazywał się Synem Człowieczym? Ano dlatego, że w tamtej wizji starotestamentalnej opowiedziane zostało o Nim proroczo. Aby tylko nie rozumieć tamtej wizji królowania jako władzy ziemskiej zgoła. W tym sensie Jezus nie jest królem świata ani konkretnie Polski. Nie nazywajmy Go w ten sposób, bo to brzmi zabawnie, jeśli nie teokratycznie. Trzeba uważać.

09:28, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
piątek, 28 września 2018
Niepojęte plany Boże

Księga Koheleta 3,11
„Uczynił On wszystko pięknie w swoim czasie,
także wieczność włożył w ich serce,
tak jednak, że człowiek nie zdoła pojąć dzieła,
które uczynił Bóg od początku do końca.”
Oj tak, nie zdoła pojąć. Bóg pisze po liniach przeraźliwie krzywych. Ale ja wierzę, że On jest i że są to wbrew nieustannym pozorom linie do właściwego celu prowadzące. Ale w ogóle rzeczy niepojętych ciągle kupa, w każdym razie dla mnie. Komputer oczywiście, ale ludzie też. Jak to jest z nimi na przykład, że kłamią, i to publicznie nie rozumiejąc, że ten grzech ma nogi króciutkie? Nie pojmuję też nawet, choć to jest zjawisko - podkreślam - całkowicie inne, niektórych poglądów różnych od moich potężnie. Szanuję takich ludzi może tym bardziej, ale się dziwię.
Mam na myśli przypadków wciąż legion, ostatnio jednak na przykład takowy. Załączam felieton sobowtóra mojego.
Głośne myślenie. Jan Paweł II, kleru wychowawca. Jonasz
Tydzień temu przeczytałem w „Magazynie Świątecznym” rozmowę Artura Nowaka z profesorem Stanisławem Obirkiem. Tytuł: „Jan Paweł II wychował nam kler”. Odpowiedź: fatalnie.
Tekst zaczyna się od sprawy pedofilii, filmu „Kler”, i o tym jest dużo. To sprawa, o której nigdy dosyć, mówi się słusznie, że znaleźliśmy się w czasach podobnych do tamtych, gdy wybuchła reformacja. Kryzys jest przeraźliwy. Napiszę o tym więcej po obejrzeniu dzieła Smarzowskiego, bo to problem osobny. W każdym razie dla mnie. A teza Obirka jest właściwie taka, że papież Wojtyła odpowiada za wszystko zło w dzisiejszym Kościele rzymskokatolickim.
Spotkałem się z poglądem prominentnego polskiego katolika świeckiego, że dobrze, iż taka rozmowa się ukazała, bo kult papieża Polaka przechodzi w jego ojczyźnie ludzkie pojęcie. To fakt. Nie tylko ten tysiąc pomników, niektórych potwornych, ale i w słowach patriotyczna przesada. Cześć dla Rodaka jakby bliska ubóstwienia. Obirek użył kiedyś wyrażenia „złoty cielec”, które wówczas wydało się nawet mnie niestosowne, ale teraz mówię pust budiet. Tyle, że teraz rozwinął tamtą myśl w sposób, który wydaje mi się jakąś karykaturą po prostu. Najpierw co do kultu. Ważne są przecież reakcje samego nieortodoksyjnie czczonego. Radzę przeczytać „Kwiatki Jana Pawła II”, skomponowany przez Janusza Poniewierskiego wybór jego wypowiedzi, w których z urzędu Ojca Świętego robi sobie on sam tak zwane jaja. A z tego wynika, że zadowolenie z siebie owego kleru, mentalność kastowa były temu arcyhierarsze zdecydowanie obce. Zapytał kiedyś przecież ambasadora RP przy Stolicy Apostolskiej Stefana Frankiewicza, czy nie stracił wiary w Watykanie (polecam rozmowę ze Stefanem Cezarego Gawrysia, wydaną w Bibliotece „Więzi”). Obirek sugeruje, że JPII nie lubił konfrontacji z innymi poglądami: o dialogach w Gastel Gandolfo najwyraźniej zapomniał. Powiada, że z „oboma jego kolejnymi sekretarzami, Stanisławem Dziwiszem i Mieczysławem Mokrzyckim oraz najbliższą przyjaciółką Wandą Półtawską, niebywale konserwatywną, łączył go konserwatyzm rozumiany jako ignorancja, zamknięcie się na fakty, generalnie na doświadczenie naukowe”. Coś ich zapewne łączyło, z Półtawską na przykład potępienie antykoncepcji, które zakwestionowałem w „Więzi” pół wieku temu. Świadek wydarzenia opowiadał mi natomiast, jak mocno papież zareagował na lekceważącą ocenę książki pewnego filozofa liberała. A co do nauki, to zapomniałeś, Staszku, o rehabilitacji teorii ewolucji. Potem papież się z niej jakby trochę wycofał, ale był pierwszym biskupem Rzymu, który nie bał się Darwina. Nie bał się także Żydów: jest tu przecież Ci, Staszku, jednak trochę bliski. Konserwatystą był zgoła niekonsekwentnym. Pasował mentalnie do większości polskiego duchowieństwa niemal jak pięść do nosa. Oczywiście masz rację, że sam jest też temu winien, bo takich biskupów na ogół mianował. Nie tylko dla Polski. 
Słyszałem, że pewnej ważnej nominacji prymasa Wyszyńskiego sprzeciwiał się, choć bez skutku: już kiedyś księża niektórzy mówili, że jego kapelusz kardynalski znacznie mniejszy niż prymasowski. Skłonności myślowe niektóre miał wątpliwe. W jego teologii narodu widać jakiś mesjanizm. „Żądza pieniądza, władzy i seksu”, cechująca według Obirka bohaterów „Kleru”, była mu natomiast obca. Co do seksu - wiadomo. Co do mamony, nie kochał jej. Stroić się nie lubił, był w ogóle znany ze skłonności ascetycznych. Władza nie pasjonowała go również. Chyba nawet za mało, choć kardynałowi Ratzingerowi, sceptycznemu wobec idei spotkań międzyreligijnych w Asyżu, sprzeciwił jednak. Mówiono o nim, że kuria rzymska rządziła nim, jak przedtem krakowska, tendencji dyktatorskich nie miał ani trochę. Dawał się też wodzić za nos otoczeniu. Nie dopuszczało do niego wiadomości skandalicznych, stąd niektóre owe nominacje, co Obirek zresztą sam mówi. Choć niektóre polskie także z tego, że był dobrym tatusiem dla ludzi z jego otoczenia, a w sprawach innych, moralnych, wiele ważyło to, że każdy sądzi według siebie. Nie tylko on nie był z razu w stanie uwierzyć, że duchowny może być tak zbrodniczo cielesny. Zmowa milczenia oczywiście. No cóż, jest takie polskie sformułowanie teologiczne, że Kościół jest tajemnicą. Termin grecko-łaciński brzmi „misterium”, ale niektórzy przetłumaczyli sobie zapewne jako ”sekret”. Eklezjalny totalny, nie tylko co do konklawe.
Nie napisałem, mam nadzieję apologii w na kształt powiedzenia rosyjskiego, że car dobry, tylko czynownicy okropni. Niemniej upieram się, że lepszy od nich o wiele. 

16:12, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
Marność zgoła totalna

Wpis na czwartek 27 września 2018 r.
Księga Koheleta 1,2
„Marność nad marnościami, powiada Kohelet, marność nad marnościami - wszystko jest marnością.”
Gorzki pesymizm autora, Eklezjastesem z grecka nazywanego (czyli „kościelnika”, człowieka religijnej wspólnoty, kahału po żydowsku mówiąc). Nie Salomona najpewniej, choć autor tak napisał na wstępie, chcąc sobie dodać autorytetu: tekst o wiele późniejszy. Do innych ksiąg Biblii dziwnie mało podobny. Została uznana za kanoniczną, choć wątpliwości ciągnęły się długo. Czy nie jest to mądrość przyziemna, mało religijna, raz tylko mowa o Bogu i to nie pod imieniem Jahwe. Podziwiam naszych starszych braci, że okazali się tak odważni, nie bali się, że ta lektura zgorszy maluczkich. Należy do pięciu ksiąg Megilot, czytanych stale w liturgii żydowskiej w ciągu roku, przetłumaczonych też przez Czesława Miłosza.

16:08, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
środa, 26 września 2018
Tekstu Pisma nie zmieniaj! Ale interpretuj odważnie. Zbrodnie pedofilii

Księga Przysłów 30,6
„Nie dodawaj niczego do słów Jego, aby się z Tobą nie rozprawił i byś nie został uznany za kłamcę.”
Nie dodawaj niczego oczywiście, nie odejmuj też. Biblia księgą świętszą niż klasycy literatury polskiej, a ich też nie należy „adiustować”, jak chciano to zrobić dla radiowej lektury dokonywanej z inspiracji prezydenta Dudy. Innym pewnikiem jest jednak to, że słowa Boże są bardzo ludzkie zarazem. Trzeba ciągle powtarzać, że są czasem zgoła błędną interpretacją Bożych myśli i działań. Nie tylko wtedy, kiedy tekst biblijny sugeruje, że Absolut Dobra kazał Hebrajczykom dokonywać ludobójstwa dotychczasowych mieszkańców Ziemi Obiecanej. Także może nawet, kiedy kazał Abrahamowi złożyć Mu na ofiarę krwawą jedynego syna, aby wypróbować jego posłuszeństwo. Kto wie, czy opowieści tej nie wymyślił sam człowieczy autor. W dzisiejszych uszach niektórych brzmi ona, jak potwierdzanie obyczaju religijnego dzieciobójstwa, nie zaś tej potworności zakaz, jak się interpretować przyjęło. A gdy już jestem przy sprawie dzieci, na prośbę komentatorki i z całkiem własnej oczywistej potrzeby modlę się stale w intencji przezwyciężenia tragicznego kryzysu w moim Kościele, wynikłego ze zbyt powoli ujawnianej księżej pedofilii. Modlę się za jej ofiary, o wszelką, nie tylko duchową, pomoc dla nich, o autentyczną skruchę sprawców oraz odpowiedzialnych za te zbrodnie kościelnych zwierzchników, za ich lekceważenie, utajnianie, zbyt późne przeciwdziałanie im.

15:16, jan.turnau
Link Komentarze (28) »
wtorek, 25 września 2018
O żonie swarliwej i jeszcze o kwakrach

Księga Przysłów 21,9
„Lepiej nie mieszkać w kącie dachu niż z żoną swarliwą we wspólnym domu.” (Biblia Poznańska)
Komentarz człowieka żonatego od lat prawie 60: żona kłótliwa trudna do wytrzymania na pewno, ale mąż pijak albo (czyli) do prac domowych całkiem nieskłonny również. Nie jestem pewien, czy autor tych słów nie ma się za męża idealnego, w każdym razie powinno tak być, że oboje małżonkowie starają się usilnie o zgodę nie myśląc o rozwodzie. Po tym moralizującym smrodku wrócę jeszcze do sprawy kwakrów, o jakiej było tutaj w ubiegłą środę. Otóż dowiedziałem się tymczasem, że pewien polski proboszcz nie chciał pochować kogoś tej wiary na katolickim cmentarzu, wykopał mu grób na zewnątrz terenu pod płotem. Ale parafianie bardzo cenili tego kwakra za ofiarność wobec wszystkich, zatem przebili się przez cmentarne ogrodzenie i pogrzebali go obok katolików. Jak Pan Bóg przykazał.

22:04, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
niedziela, 23 września 2018
Mądry głupiemu ustąpi. Pierwsi ostatnimi będą. „SiDE”, ach „SiDE”!

List Jakuba 3,16-43
Ewangelia Marka 9, 30-37
Bardzo tu dużo w Liście Jakubowym o zazdrości. Chyba kongenialny jestem, bo zanim fragment powyższy przeczytałem, sam podobnie właśnie myślałem. Jest w katechizmie tradycyjnym obok innych wyliczanek taka z grzechami głównymi, też siedmioma, bo to liczba szczególna. Na samym przedzie pycha, zazdrość dopiero na miejscu czwartym – a powinna być na drugim. Z niej – pisze apostoł Jakub – biorą się wojny i inne kłótnie.
Zazdrość mordercza bywa. Dalej już nie jest psychologicznie i etycznie, ale teologicznie. Autor tłumaczy zazdrośnikom, dlaczego nie odnoszą sukcesów. Ponieważ się nie modlą albo modlą źle. Proszą Boga o zaspokojenie własnych żądz tylko, a modlić się trzeba o mądrość. Tę zstępującą z góry, czyli pochodzącą od Boga. Taką właśnie skłonną do zgody, ustępliwą po prostu. Jest taka myśl złota polska, że mądry głupiemu ustąpi...
A w ewangelii o tym, że apostołowie posprzeczali się o to, który z nich jest największy. I o tym, co im Jezus odpowiedział: że kto chce być pierwszym ze wszystkich, niech będzie ostatnim i sługą wszystkich. Co nie mogło mi się nie skojarzyć z ogromną polską obecną dyskusją o księżach. Ciekaw jestem, ilu skojarzyło się kaznodziejom i ilu nie wsiądzie od razu na konia totalnej obrony. Zamiast przyznać jednak, że papież Franciszek nie ma kota i słusznie krytykuje ciągle kler różnego szczebla za zwyczajne karierowiczostwo. Mea culpa jest tutaj na miejscu, tak jak w niejednej sprawie. W tak zwanym świecie wszystkie grzechy kwitną, ale Kościół jest miastem na wzgórzu, który jasno świeci. Ks. Andrzej Luter ma zapewne rację, film „Kler” Smarzowskiego w „Więzi” internetowej krytykując (sam jeszcze filmu nie oglądałem), ale problem jest.
Lektury: „Studia i Dokumenty Ekumeniczne”. To w związku z każdym człowiekiem o nazwisku Luter, choć tamten ksiądz akurat rzymski katolik, albowiem są w Polsce także luteranie prawi. Na przykład profesor Chrześcjańskiej Akademii Teologicznej Karol Karski, redaktor naczelny tego półrocznika, pożytecznego niezmiernie w Polsce, w kraju statystycznie rzymskokatolickim potężnie. Wydawanego od lat już 35. Polecam jak kiedyś hasłem serdecznym moim: „Chrześcijaninem jesteś czy Żydem, nie stracisz swej wiary, czytając „SiDE”!

07:28, jan.turnau
Link Komentarze (19) »
Siać też trzeba umieć

Wpis na sobotę 22 września

Ewangelia Łukasza 8,14-15
Przypowieść o siewcy, o trzech różnych losach ziarna: jedno zostało zadeptane i wydziobane przez ptaki, inne też nie zaowocowało, bo padło na skałę albo między ciernie, jeszcze inne natomiast trafiło na glebę żyzną i bez innych przeszkód wydało plon stokrotny. Morał stąd taki, że wszystko zależy od słuchacza. Chyba jednak trochę także od mówiącego. Czy zastanowił się, do kogo mówi. Do tak zwanego intelektualisty czy do zwykłego człowieka, do wściekłego antyklerykała, przeciwnika Kościoła jako takiego w ogóle, ateisty zdecydowanego, czy do tak zwanego poszukiwacza Boga, faceta nieobojętnego na to, co wyżej niż przyziemne „bieżączki”. Temat poza tym wymaga pewnych kwalifikacji, jakiejś znajomości Kościoła, jego doktryny – żeby wyjaśniać nieporozumienia, przesądy, których przecież legion. Przedstawiany katolicyzm nie powinien być zwyczajnie sprzed Soboru Watykańskiego II. No i w ogóle od wykładu ważniejszy często zwykły przykład: żeby ludzie widzieli, że rzeczywiście miłuję bliźniego swego jak siebie samego albo w każdym razie niewiele mniej. W niedzielę czytaliśmy List Jakuba, wiarę poznaje się po uczynkach, nie ma rady. Amen.

07:28, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
Archiwum