Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
piątek, 10 marca 2017
O mowie nienawiści. O Ego...

Ewangelia Mateusza 5,22
„Każdy, kto żywi gniew do brata swego, pod sąd pójdzie. Kto by zaś rzekł bratu swemu: - Pusta głowo, stanie przed Sanhedrynem, a kto by rzekł: - Bezbożny głupcze, wrzucony będzie do ognistej Gehenny.” Ostrzeżenie przed „hejtem” mocne, każdy, kto się mieni katolikiem albo ogólnie chrześcijaninem, powinien wiedzieć, co go według jego wiary czeka.
PS. Rachujmy zatem sumienia swoje. Na szczęście są instrumenty: do marcowego numeru miesięcznika dominikańskiego „W drodze” został na przykład dołączony jako osobna tekturka fragment Krzysztofa Pałysa OP „Klucz do rachunku sumienia”. Kapitalny! Oto fragmencik fragmentu: „Czy więcej słucham niż mówię? Czy staram się bardziej rozumieć innych niż chcieć być zrozumianym? Czy bardziej kocham, czy raczej chcę być kochanym? Czy zawsze musi być na «moim», nie potrafiłem odpuścić, chcąc, aby inni dostosowali się do mnie? Czy potrafię modlić się za tych, których zwyczajnie nie lubię? Czy kiedy byłem smutny, skupiałem się wyłącznie na sobie? Czy to doświadczenie pozwalało mi dostrzec innego człowieka, który jest także przygnieciony nieszczęściem?”

13:45, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
czwartek, 09 marca 2017
Bóg jednak wie lepiej

Ewangelia Mateusza 7,7-12
Perykopa niemal prowokacyjna: „Proście, a zostanie wam dane, szukajcie, a znajdziecie, dobijajcie się, a będzie wam otwarte” („Ekumeniczny Przekład Przyjaciół”). Prowokacyjna, bo nie może nie budzić zdziwienia, jeżeli nie złości. Po co takie Boże obietnice, jeżeli nie dotrzymuje On oczywiście słowa? Nie może zresztą wysłuchiwać wszystkich modlitw, gdy każdy mecz sportowy uniemożliwia to treścią ludzkich życzeń przecież wręcz przeciwnych. Autor (i redaktor) tej ewangelii, podobnie jak Łukasz (11,9-13), musieli się liczyć z tego rodzaju niechętnym odbiorem czytelniczym, a jednak tekst poszedł w świat. Widać zakładali,że również ich czytelnicy wierzą, iż Bóg wie lepiej, czego nam naprawdę trzeba. PS. Trzecie już, trochę poprawione wydanie „Ekumenicznego Przekładu Przyjaciół”, czyli tłumaczenia Nowego Testamentu przez trzech duchownych trzech wyznań, można znaleźć w księgarni przy kościele chrześcijan baptystów w Warszawie (ul. Waliców 25). Wydawcą jest znowu dr Henryk Ryszard Tomaszewski. Można tam nabyć też za 25 złotych przepięknie ilustrowane wydanie drugie, dokonane w krakowskim Wydawnictwie M; zbierane w tensposób fundusze przeznaczone są dla Chrześcijańskiej Fundacji Radość, która zajmuje się różnorodną pomocą dzieciom bardzo jej potrzebującym.

13:51, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
środa, 08 marca 2017
Ludzie i zwierzęta pospołu…

Księga Jonasza 3,1-10
Mało jest w Biblii przekazów o zwierzętach „jako takich”, o ich życiu intelektualnym, duchowym. Czasem jednak błyska coś takiego, jak owa oślica Balaama mądrzejsza od właściciela, całe stworzenie cierpiące i oczekujące zbawienia w Liście do Rzymian, no i tutaj, w księdze proroka połkniętego przez wodne zwierzę, mowa jest o nawracających się mieszkańcach Niniwy: „Ludzie i zwierzęta niech nic nie jedzą, niech się nie pasą i wody nie piją, niechaj każdy odwróci się od swojego złego postępowania.” Zaświtała tu może jakbyświadomość, że również ci nasi bracia mniejsi duchem, choć niektórzy ciałem więksi o wiele, mają w sobie coś jakby duchowego, coś na kształt sumienia, do jakiegoś pokutnego samokrytycyzmu zdolność. W każdym razie zoologiczno-teologiczna ciekawostka.
Dla „Magazynu Świątecznego” kazano mi napisać notkę o Poncjuszu Piłacie. Wklejam ją tutaj, bo to postać niewątpliwie biblijna.
Rzymski prefekt, czyli zarządca, dowódca wojska i główny sędzia Judei, południowej części Palestyny, urzędujący w latach w latach 26-36. Pochodzący z krainy Pont czy też rodu rzymskiego Pontów. Postać najbardziej znana z tekstów ewangelii, ale też z historiografii pozakościelnej, z pism autorów żydowskich, Józefa Flawiusza i Filona. Przez tych drugich przedstawiany jest bardzo negatywnie: jako lekceważącego wręcz prowokacyjnie uczucia religijne Żydów, krwawego autokraty. Raz na przykład jego żołnierze wnieśli do Jerozolimy sztandary z wizerunkiem cesarza, co było dla jej mieszkańców jawnym bałwochwalstwem, zrobionym zresztą podstępnie, w nocy. Powszechne oburzenie ludności zmusiło Rzymian do usunięcia sztandarów dopiero wtedy, gdy Żydzi zastosowali bierny opór: położyli się na ziemi, odsłaniając żołnierzom z mieczami swoje szyje. Inna podobna decyzja została cofnięta przez samego cesarza. Niektóre posunięcia kończyły się krwawo: gdy zarekwirował pieniądze świątynne na budowę miejskiego wodociągu, w protestach wielu zginęło lub zostało rannych.
A tłumiono opór perfidnie: atakowali władze przebrani po cywilnemu żołnierze. Podobnych konfliktów nie brakowało, w końcu Piłat został odwołany. Ewangelia Łukasza (13,1) wspomina o jeszcze jednej masakrze, w ogóle jednak obraz tej postaci w pismach chrześcijańskich jest o wiele sympatyczniejszy. Ciężar winy zazamordowanie Jezusa spoczywa tam w dużej mierze na żydowskiej elicie władzy, wywierającej na Piłata bardzo mocny nacisk. Ewangeliści różnią się tutaj trochę, skłonność do obrony rzymskiego urzędnika widać wyraźniej u Mateusza i Jana, w każdym razie jawi się on raczej jako sędzia sprawiedliwy. Choć oportunista, bo przestraszył się jednak podburzonego przez kapłanów tłumu, jak też ich pogróżki, że podpadnie cesarzowi, gdy ten się dowie, że uwolnił Jezusa uważającego się przecież za żydowskiego króla. Niektórzy chrześcijańscy bibliści przyznają w dialogu z żydowskimi, że podobny obraz władz żydowskich i rzymskich nie odpowiada prawdzie. Że powstał w sytuacji wzrastającego konfliktu pierwotnego Kościoła z Synagogą, gdy ten pierwszy nie chciał mieć w Rzymianach zdecydowanego wroga. Jeszcze dalej w rehabilitacji Piłata poszli późniejsi kościelni autorzy, czasem nawet sugerując, że został on w końcu chrześcijaninem.

15:11, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
wtorek, 07 marca 2017
Pokuszenia i pokusy

Ewangelia Mateusza 6,13
„I obyś nie wystawiał nas na próbę, ale uchowaj nas od złego” (EPP). Dojrzewało długo jasne dzisiaj tłumaczenie tych słów arcymodlitwy chrześcijan, przekładanych tradycyjnie: „I nie wódź nas na pokuszenie”, dziwnych, bo przecież Bóg to nie diabeł kusiciel. Tłumaczono jakoś o próbie zamiast pokusie mówiąc. Aż dowiedziałem się, że owszem, w języku staropolskim rzeczownik odsłowny „pokuszenie” próbowanie właśnie oznaczał (rosyjskie „kuszanie”). Czyli czasem przyjemności zupełnie niegrzeszne. Ale są również zbrodnicze.
Nieopanowany pociąg seksualny do nieletnich to potworność nad potwornością, ale nie zaczęła się przecież parędziesiąt lat temu; nie wiem nawet, czy - jak się twierdzi - więcej jej teraz, gdy seksu w publicznym powietrzu tyle. Była zawsze, w rodzinach, bo tu do ofiar najbliżej, oraz w kościelnych strukturach, bo tam też one łatwo dostępne. Ale teraz oburzenie społeczne podobne czyny powstrzymywać może.
Zacząłem trochę przekornie, choć mam pokorę za temat. Własną hierarchów, która też owocuje samokrytycyzmem instytucji. Inspirowany parokrotnie przez Franciszka Episkopat Polski ustanowił Dzień Modlitwy i Pokuty za te księże grzechy. W terminie kościelnym zrozumiałym, bo w pierwszy piątek Wielkiego Postu, który w tym roku przypadł 3 marca.
Zaczęło się od wcześniejszych wypowiedzi biskupów. O bardzo potrzebnych słowach prymasa Polaka i kardynała Nycza już pisałem, dziękuję tu jednak również biskupowi płockiemu Piotrowi Liberze za mocne słowa w rozmowie z Katolicką Agencją Informacyjną 28 lutego. Marcin Przeciszewski zapytał go na przykład o „często spotykaną” tezę, że to problem jedynie Kościołów katolickich Zachodu, Kościoła w Polsce nie dotknął.
Odpowiedź: „Kościół w Polsce prowadził i nadal prowadzi pracę z dziećmi i młodzieżą, a więc z takim niebezpieczeństwem musi się liczyć, ale też starać się przed nim bronić”. I o tej obronie jest dalej obszernie mowa. Biskup Libera akcentował dotąd i akcentuje w tym wywiadzie, że biskupi dawali się zwieść pedofilom. „Zdarza się, że pierwszą reakcją biskupa jest obrona duchownego. Wyżej stawiane jest wtedy dobro sprawcy niż ofiary. Czasami dany biskup i dany ksiądz, kolega oskarżonego, w geście fałszywej solidarności czy fałszywego współczucia, jest skłonny bardziej wierzyć temu, co mówi sprawca niż ofiara i jej opiekunowie”.
Przeczytałem uważnie serwis KAI, by napisać, co było w tamten piątek pokutny. Nie wiem, czy nie najlepiej wypadł Kraków: tamtejszy biskup pomocniczy Grzegorz Ryś poinformował, że tekst Drogi Krzyżowej specjalnie przygotowanej na ten dzień rozesłano tam do wszystkich księży; „nie aby ją odprawiać publicznie, ale żeby każdy z duchownych znalazł czas na samotne spotkanie przed Bogiem, żeby się zderzyć z tym grzechem, wobec którego momentami jesteśmy bezradni”. Dowiedziałem się też o nabożeństwach w kilku jednak tylko miastach: Gnieźnie, Poznaniu, Warszawie, Warszawie Pradze, warszawskiej katedrze polowej, oczywiście Płocku, Lublinie, Rzeszowie. W różnych miejscach odczytano modlitwę przebłagalną ojca Józefa Augustyna, jezuity, rozesłaną prze Sekretariat Episkopatu do wszystkich diecezji (mamy ich w Polsce 41). Arcybiskup lubelski Stanisław Budzik powiedział, że „każdy nasz osobisty grzech obniża świętość Kościoła”. A tamte grzechy już na pewno uderzają w autorytet kościelnej instytucji. Może jednak po tylu słowach będzie teraz lepiej.

17:01, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 06 marca 2017
Bliźniemu, czyli Jemu

Ewangelia Mateusza 25,40
„Amen, mówię wam, cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnie uczyniliście” (Ekumeniczny Przekład Przyjaciół). Biblia jako całość ten znak równości sugeruje, jeszcze bardziej ta właśnie ewangelia: tutaj mamy jasno i wyraźnie powiedziane, że kto służy bliźniemu, Bogu służy. Rehabilitacja etyczna wszystkich innych, ateistów również. A są w tej perykopie też odpowiednie słowa, że kto nie służy bliźniemu, ten Boga się zapiera, choćby gadał niewiadomo, co.

14:28, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
niedziela, 05 marca 2017
Każdy człowiek jest kuszony

Księga Rodzaju 2,7-9; 3,1-7
List do Rzymian 5,12-19
Ewangelia Mateusza 4,1-11
Kościół rzymskokatolicki poleca swoim wiernym czytać dzisiaj w Biblii o pokusach. Mamy zatem przypomnianą opowieść o wężu, który zbałamucił moralnie Adama i Ewę, oraz o tymże kusicielu, który chciał zrobić to samo z Jezusem na pustyni. Obie opowieści są obrazami człowieczej doli-niedoli, polegającej na tym, że od czasu do czasu wybierać musi. 
Obrazami teologicznymi, nie historycznymi: pierwsi nasi rodzice to postacie w ogóle legendarne, Jezus z Nazaretu naprawdę istniał, ale też kuszenie Go na pustkowiu nie jest opowieścią reportażową, sceny opisane świadków nie mają i Jezus zapewne nie zwierzył się apostołom z takich przeżyć. Tamte opisy to ewangelistów teologia zbudowana na znajomości Chrystusa.
A Paweł tłumaczy, że przez jednego człowieka grzech wszedł w świat, a przez grzech śmierć, ale też przez jednego człowieka spłynęła na wielu łaska Boża. Był problem z jednym człowiekiem Adamem: mało który biolog jest w stanie przyjąć, że ludzkość pochodzi od jednej tylko pary. Na szczęście teologowie, władze kościelne nie upierają się dzisiaj przy dosłownej interpretacji pierwszych rozdziałów Księgi Rodzaju: ewolucja doprowadziła do powstania niejednej pary homo sapiens. Spór monogenizmu z poligenizmem został w ten sposób rozstrzygnięty na korzyść nauki przyrodniczej.

12:33, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
sobota, 04 marca 2017
Świętego Kazimierza za co czcić powinniśmy?

Mądrość Syracha 51,13-20
„Będąc jeszcze młodym, zanim zacząłem podróżować, szukałem jawnie mądrości w modlitwie. U bram świątyni prosiłem o nią, aż do końca szukać jej będę.”
Takie oraz następne są na dzisiaj Syrachowe słowa, bo mamy w tę sobotę w Polsce liturgiczne wspomnienie świętego Kazimierza. Dużo by o nim pisać niehagiograficznie. Co zresztą jest hagiografią, a co nie? To, że był „młotem na schizmatyków”, czyli urzędując w Wilnie prawosławnych usilnie zwalczał, pewnie nie było kiedyś świętobliwym lukrem na jego życiorysie, tylko radosnym odnotowaniem faktu bezspornego, dzisiaj jednak plamą raczej, czyli pominięcie go hagiografią jest.
Co prawda, profesor Zbigniew Mikołejko w swoim opasłym dziele „Iskier” pt. „Żywoty świętych poprawione ponownie” (czyli przedstawienie wszystkich Polaków na ołtarzach dzisiaj będących) napisał coś, co świętokazimierzowy „aekumenizm” stawia pod pewnym znakiem zapytania. „Dawni hagiografowie utrzymywali, że to właśnie pod presją królewicza Kazimierza jego ojciec, Kazimierz Jagielończyk, zakazał budowania na Litwie nowych cerkwi prawosławnych. Skarga napisał nawet, że taki właśnie dokument znajduje się w archiwum kapituły wileńskiej. Współcześni historycy kościelni twierdzą jednak, że król nigdy go nie wystawił. Nie wystawił, bo – ten argument wart jest głębokiego namysłu – go nie odnaleziono. Jednak piętnastowieczna  erkiew żywiła wobec młodego Jagiellona jakąś zaciętą – żeby nie powiedzieć więcej – niechęć. I niechęć ta przetrwała parę stuleci parę ładnych stuleci, wcale nie ustępując”. A wtedy nie mogło być chyba inaczej, jeżeli wojowaliśmy z „Moskwicinami”, którzy jako żywo prawosławni byli i z kolei „papistów” za schizmatyków paskudnych mieli. Takie były czasy, dzisiaj jest wreszcie inaczej.Jaki był poza tym patron Polski i Litwy? Mikołejko, który hagiografem katolickim absolutnie nie jest i tych bohaterów narodowych traktuje z ironicznym dystansem, o królewiczu potrafi jednak napisać sporo dobrego. Broni go przed wymyśleniami żywotopisarzy, cytując Feliksa Konecznego: „Kto go zna tylko z legendy, mniema o nim, że umiał tylko odmawiać modlitwy, chodząc od kościoła do kościoła nawet po nocy. Zabawna jest legenda, gdy opowiada, jak królewicz klęczy na śniegu przed kościołem, bo kościół właśnie zamknięty!
Dziwy nie lada! Lubił chadzać w sam raz do kościołów zamkniętych (...) Są tacy święci, którzy w największym wirze świata, na najwybitniejszych stanowiskach i wśród nawały różnorodnych spraw świeckich starali się zaprowadzić sprawiedliwość chrześcijańską w praktyce i dbali o moralności w polityce. O zasadzie swych rządów sam napisał w pewnym piśmie do wrocławian, że chce wybadać, czego wymaga sprawiedliwość «którą nad wszystkie cnoty uprawiać winienem i pragnę»”. Czyli – chyba pisząc to nie przerobię go lakierniczo na katolika otwartego AD 2017 – po prostu starał się o jakąś elementarną pośród polityki etykę. Mikołejko odnotowuje na przykład, że po nieudanej wojnie o koronę węgierską dla niego zachował się tak, jaki był: pokornie. Uznał to „przedsięwzięcie za niegodne chrześcijanina połączone z daremnym przelewem krwi, bratobójstwem oraz ślepą, bezlitosną przemocą żołdactwa”. Choć spętany międzywyznaniową nienawiścią nie za bardzo rozumiał, że prawosławny taki sam jak rzymski katolik człowiek, też chrześcijanin zresztą ityle samo mu się należy duchowej wolności.
Według Piotra Skargi lekarze obiecali mu ozdrowienie „jeśli czystości [seksualnej] odstąpi”. Tę propozycję łóżkowej kuracji odrzucił z oburzeniem i można się nad tym uśmiechnąć, ale nie uznać go za obsesjonata. A jego duchową i socjologiczną sylwetkę kończy Mikołejko sugestią, że kult Kazimierza przez komunistów zwalczany był symbolem litewskiej niepodległości.

09:46, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
piątek, 03 marca 2017
Post: rozerwać kajdany zła

Księga Izajasza 58,1-9a
Izajasz jest jak zawsze niezawodny, wyprzedza ewangelie kapitalnie: post nie tyle na „umartwieniach” polega, ale na tym, by innych ludzi nie umartwiać. Prorok wypomina: „Otóż w dzień waszego postu wy znajdujecie sobie zajęcie [tak tłumaczy Tysiąclatka, chyba lepiej Poznanianka: „zajmujecie się swoimi sprawami] i uciskacie wszystkich swoich robotników (...) Czyż nie jest raczej postem, który Ja [Bóg] wybieram: rozerwać kajdany zła, rozwiązać więzy niewoli, wypuścić na wolność uciśnionych i wszelkie jarzmo połamać, dzielić swój chleb z głodnym, do domu wprowadzić biednych tułaczy [uchodźców!] i nie odwrócić sięod współziomków”.
Myślę o tych bardzo długich wiekach, kiedy to „dobrzy” chrześcijanie uciskali potwornie chłopów pańszczyźnianych, ludzi czarnoskórych, czerwonoskórych; żółtoskórych rzadziej, ale czemu nie. Pościli, Biblię mając w nosie.

19:26, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
czwartek, 02 marca 2017
Życie nie jest romansem...

Ewangelia Łukasza 9,22-25
Słowa Biblii znane dokładnie, ale mogą mylić niewąsko. Że Jezus musi wycierpieć wiele, zanim zmartwychwstanie, że jeśli chcemy iść za Nim, musimy się zaprzeć samego siebie, codziennie nieść swój krzyż. Co więcej, jeśli chcemy zachować swoje życie, stracimy je, a kto je straci z powodu Jezusa, ten je uratuje. „Co za pożytek miałby człowiek, zdobywając cały świat, siebie zaś gubiąc lub sobie szkodząc?” (EPP). Egocentryzm? Zupełnie co innego: niesiemy swój krzyż na ogół w ten sposób, że wytrzymujemy bliźnich swoich czy raczej staramy się, że było łatwo nas wytrzymać. To nie jest żadne cierpiętnictwo. To zrozumienie, że życie nie jest romansem, żeby je dobrze przebyć, trzeba sporo ascezy. Takiej zupełnie naturalnej, żadne tam biczowanie się. Choć nie wiem, może pomagało ono Karolowi – jeśli je rzeczywiście stosował – poskromić jakieś niedobre skłonności. Jeżeli nie mylił się myśląc, że bez nich będzie lepszy.
PS. Pisząc wczoraj na blogu i w „GW”, nie wyjaśniłem, czemu wczorajsza środa zwie się popielcową: młode pokolenie może tego na ogół nie wie. Otóż to od popiołu, którym posypuje się katolickie głowy ze słowami „Prochem jesteś i w proch się obrócisz” (Księga Rodzaju 3,19). Pokora, świadomość własnej znikomości, pokuta. U ewangelików takiego obrzędu nie ma, co nie znaczy, że myślą o sobie inaczej.

09:48, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
środa, 01 marca 2017
Post starannie skrywany. Przede wszystkim nie pożerajmy się nawzajem

Ewangelia Mateusza 6,1-6.16-18
Dzisiaj nie święto, ale dzień niezwyczajny: środa zwana u chrześcijan zachodnich popielcową; nie u wszystkich, ale licznych, bo różnych katolickich (rzymsko-, polskokatolickich, starokatolickich mariawitów), a i przynajmniej dwóch ewangelickich: luterańskim i reformowanym. Początek czasuduchowego przygotowania zwanego Wielkim Postem, u luteran(ów) raczej Czasem Pasyjnym. Pasyjnym, bo poprzedza pasję, czyli mękę i śmierć Chrystusa, raczej nie postem, bo ten kojarzy się z jakąś dietą, ascezągastronomiczną. Ascezą zresztą trochę dziwną, bo owo katolickie rozróżnienie między kręgowcami, jak ktoś ów obyczaj religijny nazwał złośliwie, do ludzi współczesnych raczej nie trafia: do ewangelików na przykład albo i katolików myślących mniej tradycyjnie, agnostyków naturalnie również! Ale trzeba zaznaczyć, że w tej sprawie prawosławni są bardzo po dawnemu rygorystyczni.
W znakomitym jak zwykle numerze marcowym dominikańskiego miesięcznika „W drodze” rozmowa Tomasza Maćkowiaka z Marianną Jarą z tego Kościoła, a tam między innymi informacja, że w Wielkim Poście nawet i rybę je się wtedy tylko dwa razy. Ale pani Marianna cytuje też słowa świętobliwego ukraińskiego metropolity Wołodymyra: „W poście najważniejsze jest to, aby nie «jeść» jeden drugiego”. Chodzi o to - wyjaśnia żona księdza prawosławnego z Sanoka - aby nie krzywdzić się wzajemnie. Maćkowiak rozmawia następnie z imamem polskim Youssefem Chamidem o ramadanie. To niejedzenie i niepicie od wschodu i zachodu słońca przez cały miesiąc: Przez jedenaście miesięcy w roku człowiek karmi swoje ciało jedzeniem i piciem. Ramadan to miesiąc, w którym karmimy swoją duszę.” A wreszcie mamy świetny tekst jezuity, byłego prowincjała Polski południowej, Wojciecha Ziółka. Lid: „Jestem przeciwnikiem «ubóstwiania» postu i robienia zeń jakiegoś superprzykazania. Boli mnie koncentrowanie się na poście, wstrzemięźliwości i abstynencji przy jednoczesnym pomijaniu ważności zmysłowo odczuwalnego świętowania, cieszenia się, radości.” Święte słowa Jegomości!
A w „Gazecie Wyborczej”dzisiaj mój komentarz pt.:”Postprawdy o Wielkim Poście”. Może wart lektury jako uzupełnienie tego wpisu.
Dzisiaj w różnych Kościołach chrześcijańskich Zachodu tak zwana Środa Popielcowa. Początek sześciotygodniowego okresu zwanego Wielkim Postem, duchowego przygotowania do największego święta chrześcijańskiego, Wielkanocy. Słowo „post” ma dzisiaj znaczeń wiele, katolikom kojarzy się jednak wciąż z gastronomią. Z tradycyjnym odróżnianiem ryby od ssaka i ptaka, które łatwo ośmieszyć (a ośmiorniczki?...). Sens ogólnych wskazań kościelnych jest jednak trudny do podważenia: chodzi o oczywistą dla wszystkich ludzi pracę samowychowawczą. Dobrze jest wzywać do niej szczególnie dzisiaj, ale czy nie jest nazbyt detaliczne rzymskokatolickie pouczenie, że można się dzisiaj posilić trzy razy, ale raz tylko „do sytości”. Czy nie jest to kazuistyka, której tak nie lubi papież Franciszek?
Ważniejszy niż brzuch jest tutaj nasz duch - a poza tym bliźni nasz bliski i daleki. I tu odwołam się do urzędowych reprezentantów Kościoła. Kardynał Kazimierz Nycz w mądrym liście pasterskim proponuje, żeby zaoszczędzone na poście fundusze przeznaczyć na pomoc mieszkańcom Syrii. A arcybiskup gnieźnieński prymas Wojciech Polak zapowiada, że w obchodzonym po raz pierwszy w tym roku 3 marca Dniu Modlitwy i Pokuty za księże grzechy wykorzystywania seksualnego małoletnich będzie się wraz ze swoimi współpracownikami modlił za ofiary tych haniebnych czynów, ale do pokuty i modlitwy w tej intencji wezwał wszystkich duchownych i osoby zakonne. Podobna pokuta jest na czasie właśnie w Wielkim Poście, czego zaznaczać nie muszę.

17:07, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
wtorek, 28 lutego 2017
Porzucić wszystko, czyli przecież niewiele

Ewangelia Marka 10,28-31
Dalszy ciąg, wręcz precyzyjna puenta perykopy wczoraj. Ci, co porzucą nie tylko swój dom, nie tylko swoje pola, ale i ich mieszkańców, całą swoją rodzinę z powodu Chrystusa i Ewangelii, otrzymają stokroć więcej tego teraz, w tym czasie, pośród prześladowań, a życia wiecznego w czasie przyszłym. Otrzymają tak wiele pośród prześladowań? To chyba znowu prorocza przesada, satysfakcja wtedy jest raczej moralna, tak zwany komfort psychiczny: chodzi tu po prostu o to, że można być szczęśliwym nie mając tego, co „normalnie” to szczęście zapewnia. A na koniec mamy tu ewangelijny refren: „Wielu pierwszych będzie ostatnimi, a ostatnich pierwszymi”. Poznanianka sugeruje, że chodzi tu też o pierwszych,
czyli przodujących w społeczeństwie, czyli tam i wtedy kapłanów i faryzeuszy: zajmą w królestwie Bożym miejsce poślednie, a apostołowie i inni uczniowie – pierwsze. Ale podobny los spotka także bogaczy nieumiejących się z biedniejszymi dzielić.
A o filmie „Milczenie” napisało mi się tak.
Głośne myślenie
Traktat filmowy o Bożym milczeniu
Jonasz
W filmie Martina Scorsese, a przedtem powieści  Shusaku Endo oczywiście nie chodzi o milczenie człowiecze: o to, że są sytuacje, postępki, wybory tak trudne do oceny, że lepiej ugryźć się w język. O to na pewno też, ale przede wszystkim o dziwne zachowanie samego Boga. O Jego milczące patrzenie na ludzką niedolę. To dla niektórych najważniejszy problem ich wiary, problem teologii, który ma specjalną nazwę: teodycea. Po prostu apologetyka: jak bronić Boga przecież wszechmocnego, a zarazem wszechkochającego” przed zarzutem okropnej obojętności. Albo raczej przed poglądem, że nie milczy, tylko po prostu Go nie ma.
Tak, film jest nie tylko jak grecka tragedia, jest dziełem artystycznym zaprawdę genialnym, ale zarazem traktatem teologicznym. Stawia również pytanie, czy formalne, zewnętrzne wyznanie wiary jest zawsze warunkiem religijno-etycznym, którego niespełnienie czyni człowieka szmatą.
Jak każde udane dzieło artystyczne nie daje wyraźnej odpowiedzi. Mamy tylko parę ostatnich zdań usprawiedliwiających głównego bohatera, ale i Boga właśnie. Ojciec Rodrigues myśli tak: „Oto teraz popełniłem świętokradztwo i udzieliłem temu człowiekowi sakramentu, którym tylko kapłan [nie będący apostatą] może szafować. Kapłani potępiliby surowo moje
świętokradztwo, ale ja, chociaż ich zdradziłem, na pewno nie zdradziłem amtego Człowieka. Kocham Go teraz inaczej niż do tej pory. Abym poznał tę miłość, musiało się wszystko zdarzyć. Jestem teraz ostatnim chrześcijańskim księdzem w tym kraju. Tamten Człowiek nie milczał. A jeśli nawet On sam milczał, to całe moje dotychczasowe życie opowiadało o Nim”.
To cytat z książki wydanej w Polsce przez Znak, nie z filmu. Najpierw rzeczytałem, potem obejrzałem i to pierwsze zrobiło na mnie takie wrażenie, że film potem nieporównanie mniejsze. Powtórki działają przecież słabiej. Ale to czysta subiektywność: oba dzieła są genialne. W obu wieje przeraźliwa groza. Oraz myśl, co ja bym zrobił, gdybym stanął przed podobnym wyborem.
Na koniec problem religioznawczy, misjologiczny. Nawiasem mówiąc buddyści wypadają – choć raczej tylko w książce – inaczej niż w idealizujących wyobrażeniach Zachodu: łagodni jak baranki nie są. Przede wszystkim jednak myślę sobie tutaj, jak głosić Chrystusa w kulturach formowanych przez bardzo długie wieki, jakoś bardzo dojrzałych. Owszem, pewnie nie trzeba mówić, że Jezus, Budda, Konfucjusz, Mahomet to równorzędni mistrzowie duchowi, niech każdy ziemianin wierzy po swojemu i cześć. Ale przed wejściem do cudzego duchowego domu zdejmujmy nawet skarpetki.

17:35, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 27 lutego 2017
Beznadzieja powszechnego zbawienia?

Ewangelia Marka 10,17-27
Rozmowa z bogatym młodzieńcem. Mateusz tak go odmładza, Łukasz nie zajmuje się wiekiem, tylko pozycją społeczną i nazywa dostojnikiem, Marek pomija w ogóle podobne kwalifikacje, podaje natomiast, że ten ktoś pytając pada na kolana. A ma w tej pozycji problem z tym, jak osiągnąć życie wieczne. Jezus przypomina mu przykazania; nie wszystkie, natomiast jedno dzieli na dwa, rozszerza o kwestię w życiu częstszą: „nie zeznawaj fałszywie”, ale i „nie oszukuj” (Mateusz też przykazanie dodał, to o miłości bliźniego jak siebie samego). Tu kończę może nudne, mnie jednak takie biblistyczne detale pasjonują, porównywanie trzech wersji i przechodzę do sprawy w tej perykopie podstawowej. Jezus uzupełnia odpowiedź o pouczenie radykalne: „Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za mną”. Tu już mamy problem religijno-etyczny, przez Jezusa dalej akcentowany: „Jakże trudno tym, którzy w dostatkach pokładają ufność, wejść do królestwa Bożego”. Pada obrazowe zdanie słynne: „Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogatemu wejść do królestwa Bożego”. Hipotezy, że chodzi tu o linę okrętową (kamilon), nie wielbłąda (kamelon), albo że ucho igielne to nie coś takiego w igle, ale nazwa wąskiej bramy do świętego miasta, wydają mi się niepotrzebne. To jest po prostu mowa świadomie przesadna, czyli prorocza. Jednak zatem nie wynika z niej beznadzieja powszechnego zbawienia...
I tutaj mój komentarz, którego nie byłoby, gdybym nie nudził owymi detalami. Otóż tylko u Marka, choć uchodzi głównie za amatora mowy krótkiej i węzłowatej, szczegół dodatkowy, może jednak ważny: „Jezus spojrzał na niego z miłością” (tak Tysiąclatka i inne; Michał Wojciechowski tłumaczy dosłownie jako „A Jezus przypatrzywszy mu się, umiłował go”). Nie znaczy to przecież, że Chrystus spojrzał nań litościwie, wiedząc, że tego człowieka czeka piekło, może raczej przeciwnie: gdy ktoś jest komuś szczególnie bliski, chciałby, żeby był mu też bliski etycznie, stawia mu szczególne, radykalne wymagania. Oczywiście z nadzieją, że je spełni, a ów facet odszedł smutny – ale może nie sprzedał wszystkiego, niemniejgospodarował tak, żeby ubogich wspierać szczodrobliwie. Albowiem gdyby też nie bogacze majętni dzisiejsi, nie byłoby niejednej akcji bardzo sensownej: księdzu Stryczkowi kłaniam się serdecznie! Amen!

15:24, jan.turnau
Link Komentarze (15) »
niedziela, 26 lutego 2017
Być jako ptak niebieski

Ewangelia Mateusza 6, 24-34
„Przypatrzcie się ptakom podniebnym: nie sieją ani żną i nie zbierają do spichlerzy, a Ojciec  wasz niebieski je żywi”. Słowa niemal skrzydlate, jeden z ważnych obrazów ewangelijnych. Kiedyś za głębokiej „komuny” cenzura chciała je wyciąć z drukowanego tekstu biblijnego, bo miałby utrudniać tak zwany wyścig pracy, demobilizując w tej mierze czytelników.
Sensu logionu nie trzeba chyba wyjaśniać: nie jest to wezwanie do lekkomyślności ani tym bardziej do lenistwa, nie żadne z goła potępienie roztropności, tylko nadmiernej „ciężkomyślności”. Ideałem moralnym nie jest „niebieski ptak”, jak się określa(ło) człowieka nieprzejmującego się niczym poważnym (na przykład płaceniem alimentów), ale ptak niebieski, czyli ktoś, kto też na przykład naruszy swój fundusz „na czarną godzinę”, gdy dowie się, że ktoś inny jest teraz bez grosza.

20:14, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
sobota, 25 lutego 2017
Pedagogika Ewangelii

Ewangelia Marka 10,13-16
„Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie, nie przeszkadzajcie im, do takich bowiem należy królestwo Boże” - powiedział Jezus z oburzeniem. Trzeba sięgnąć w przeszłość, by zrozumieć rewolucyjność owych słów, w tamte czasy, kiedy królowała taka pedagogia kija, że hej!
Dzieci jakby nie były wtedy ludźmi, osobami. Należały do zwyczajnego dobytku rodziców, wraz ze swoimi matkami - oraz niewolnikami. Przesłanie Ewangelii, także Pawłowe (”Ojcowie, nie rozdrażniajcie waszych dzieci, aby nie traciły ducha”, List do Kolosan 3,21) jest z gruntu inne. Inna rzecz, że nie dotarło od razu do różnych wychowawców, raczej dopiero w czasach nowożytnych. W wychowawczych instytucjach trwał na ogół rygoryzm niemal starożytny, co też zresztą ułatwiało molestowanie nieletnich. Panował w ogóle paternalizm, relacje partnerskie między rodzicami a dziećmi z trudem wkraczały do rodzin. Ciągle bardzo troszczono się o tradycyjną hierarchię we wszystkich strukturach społecznych, co kształtowało także ówczesną pozycję wychowanków.
Może nastąpił dziś jakiś przechył w drugą stronę, może dzisiejsza walka z każdym klapsem bywa pewną przesadą (choć dziwię się politykom hurrakatolickim, którzy chwalą się niemal, że dostawali pasem), ale o powyższych słowach Jezusa pamiętajmy zawsze i wszędzie.
PS. W tytule wpisu „pedagogika”, bo chodzi mi tam raczej o teorię, w samym tekście „pedagogia”, bo myślę o działaniu: rozróżnienie rzadko stosowane.

17:37, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
piątek, 24 lutego 2017
Charyzmat zwyczajnej uprzejmości

Mądrość Syracha 6,5
„Miła mowa przyciąga przyjaciół, a język uprzejmy miłe słowa.” Zaraz potem autor biblijny przestrzega przed przyjaciółmi życzliwymi tylko na pozór, takim, którzy nas opuszczą, gdy nadejdzie nieszczęście, i oczywiście ma rację, niemniej istnieje cnota zwykłej uprzejmości. Ksiądz, który nie jest uprzejmy zawsze, wszędzie i dla każdego, jest kapłanem niedobrym.
Wszystko można powiedzieć tak, by nie urazić: na ambonie, w konfesjonale (!), w kancelarii parafialnej, w szkole. Duchowny jest reprezentantem całej kościelnej instytucji, nie ma rady!
On przede wszystkim przyciąga do niej ludzi i nade wszystko on odciąga, na co dowodów legion. Znałem pewną panią, intelektualistkę katolicką, a jakże, która chwaliła się, że ma charyzmat mówienia rzeczy nieprzyjemnych. Dar to nie od Boga przecież, raczej wręcz przeciwnie.

19:00, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
czwartek, 23 lutego 2017
Miłosierdzie, grzech i cukiernica. Integryzm oraz „Klątwa”

Mądrość Syracha 5,1-8
Ewangelia Marka 9,41
Przesłanie perykopy z Księgi Syracydesa jest takie, żeby nie za bardzo liczyć na Boże Miłosierdzie. „U Niego bowiem jest miłosierdzie, ale i gniew, a na grzeszników spadnie Jego zapalczywość. Nie odwlekaj nawrócenia do Pana ani nie odkładaj z dnia na dzień; nagle bowiem gniew Jego przyjdzie i zginiesz w czasie odpłaty”. Argumenty powołujące się na stany emocjonalne Boga nie za bardzo do mnie trafiają, antropomorfizmów jakoś nie lubię, niemniej niewątpliwie jedyna decyzja, której nie można odwlekać, dotyczy nawrócenia.
Zarazem jednak czytamy u Marka, że „kto wam poda kubek wody do picia, dlatego że należycie do Chrystusa, nie utraci swojej nagrody”. Jest to argument za miłosierdziem mocny, chyba że przynależność do Chrystusa rozumie się konfesyjnie: jako członkostwo Kościoła chrześcijańskiego jakiegoś. Nieochrzczeni zasługują w takim razie najwyżej na pobyt pośmiertny w „otchłani”, razem z niemowlętami nieochrzczonymi: takie były wKościele poglądy niegdysiejsze. Jeśli natomiast nadziei mamy więcej, to może wręcz uznamy za uzasadnioną teologicznie przypowieść o człowieku, który znalazł się w niebie ze zdziwieniem, bo wydawało mu się, że na nie nie zasłużył. No więc siedzi z kilkorgiem zbawionych, zwierza im się ze swego miłego rozczarowania i słyszy tłumaczenie jakiejś dziewczyny: – Jak to, nie wiesz, za co tu jesteś? Nie pamiętasz, jak kiedyś siedzieliśmy też w kilka osób przy stole, piliśmy herbatę i podałeś mi cukiernicę?
Teraz wiadomość dnia…: skończyłem dzisiaj 84 lata. Duch Święty natchnął mnie, by sprawdzić, co na ten dzień w roku przeznaczył wybitny włoski pisarz katolicki, świecki duszpasterz wręcz, Alessandro Pronzato. Otóż okazało się, że coś absolutnie dla mnie, tematycznie i „tetycznie” (od słowa teza) napisał na dzisiaj w swoim książkowym kalendarzu z myślami na każdy dzień. „«Integryzm jest automatycznym dystrybutorem.Naciskasz przycisk i wychodzi odpowiedź, odpowiednia i gotowa do użycia (Jean Montaurier) ».Różnica w stosunku do dystrybutorów określonych produktów jest taka, że niekiedy się zacinają, wywołując w nas gniew (uderzamy w nie, by przynajmniej oddały pieniądze, które złodziejsko przetrzymują), integryści zaś nie zacinają się nigdy – niestety – i hurtem wyrzucają (chciałem powiedzieć: wypluwają) odpowiedzi. Dlatego budzi się w nas chęć grzmotnięcia ich w usta: by połknęli słowa, które z nich płyną. Ten sam autor [to znaczy ten Montaurier - JT] zauważa, że »integryzm służy do użytku zewnętrznego«. Nie jest łatwe, byte przygotowane wcześniej odpowiedzi przeniknęły do środka, drążyły w żywym ciele i dotarły do sedna problemów. Jedyną obroną jest trzymanie się od nich z daleka. I przekonanie się, ze brak odpowiedzi jest znacznie bardziej budujący niż nazbyt przewidywalna odpowiedź. Zapytajcie o to Hioba.” Genialna charakterystyka teologicznego konserwatyzmu!
Książka Wydawnictwa Księży Marianów PROMIC (przekład Krystyny Kozak) zwie się po polsku „Radość na każdy dzień” sprawiła mi urodzinową radość dużą! Potwierdziła tym tekścikiem moje tyloletnie starania, by ukazywać katolicyzm inny: poszukujący odpowiedzi, niezadowalający się stwierdzeniem, że tak uczy Kościół i kwita. Nielekceważący wątpliwości mnożących się w środowiskach zlaicyzowanych, a i w tych nadal głęboko religijnych, ale właśnie myślących głębiej niż katechizmowe formułki.
PS. Integrystą nie jestem, ale przedstawień w rodzaju owej „Klątwy” nie lubię. Mówię ogólnie: przedstawień, raczej w ogóle tego typu sztuki. Po prostu mam inny gust. Ale też dlatego nie obejrzę i tyle. Za zakazami nie jestem: takie klątwy to tylko reklama dla sztuki podobnego typu. Może zresztą reżyser ma dobre intencje, ale chęć zabłyszczenia też chyba potężną.

11:03, jan.turnau
Link Komentarze (26) »
środa, 22 lutego 2017
Opoka, owszem, ale nie z żelaza

Ewangelia Mateusza 16,13-19
Cykl cytatów z ewangelii Marka zostaje przerwany, bo przypada dziś liturgiczne wspomnienie rzymskiej katedry św. Piotra: trzeba też tutaj napisać o roli apostoła opoki. O Jego wyznaniu, że Jezus jest Mesjaszem. Jest nim w sensie szczególnym, w którym ta oczekiwana przez Żydów postać nabiera rysów ponadludzkich, co – jak gdzieś przeczytałem – dojrzewało jeszcze przed ewangeliami: rysów Mesjasza, Syna Bożego. Ale w odpowiedniej wersji Markowej, inspirowanej przez samego Piotra, który samokrytycznieuznał, że to nie cała prawda o nim, mamy potem kontrapunkt. Jezus zapowiada swoją mękę i śmierć z rąk żydowskiej elity, Piotr odwodzi Go od takich myśli, na co On nazywa go wręcz szatanem, bo „trzeba się zaprzeć samego siebie”, wziąć, jak Jezus, swój krzyż. Wizja papiestwa jakby ostrzegająca przed tym, co Kościołowi grozi, co bywało skandaliczne we wczesnym średniowieczu, przed stopniowym wynoszeniem Piotrowego następcy ponad cały rodzaj ludzki. Sam Piotr zaparł się kiedyś Jezusa, niektórzy jego następcy zdradzali Go jeszcze gorzej. Opoka bywała krucha.
PS. Trzeba tu dodać najpierw poważnie coś ważnego: u Marka nie ma natomiast, może też na życzenie samego Kefasa, słów zapisanych u Mateusza : ”I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie”. Trzeba, po drugie, zaznaczyć, że taką samą władzę nauczania moralnego dał Jezus wszystkim apostołom: Ewangelia również Mateusza 18,18, także Janowa 20,23, czyli władza w Kościele jednak kolegialna. I nie zaszkodzi zakończyćbrodatym dowcipem, owszem, nawet rzymskokatolickim: któryś papież umarł w nocy, poszedł zaraz do nieba, ale tam też wszyscy śpią, nie może się dopukać, a dzwonków elektrycznych nie ma. W końcu walnął w drzwi tak, że kogoś obudził, ale i zezłościł: - A co, własnych kluczy nie masz?!
Niech będzie jednak jeszcze jeden dopisek: myślę sobie, że Franciszek swoją reformatorską śmiałością, przede wszystkim w sprawie rozwodników, zmienił trochę pozycję papiestwa w swoim Kościele: jego autorytetu bronili tradycjonaliści, nadszarpywali je rzecznicy zmian, teraz jest sytuacja odwrotna. W trudnej sytuacji znalazł się główny urzędowy obrońca doktryny, szef odnośnej kongregacji kardynał Müller: zajmuje stanowisko faktycznie kwestionujące nowatorstwo Franciszka, bo twierdzi, że rozwiedzeni mogą przystępować do Komunii tylko wtedy, jeżeli rezygnują z seksu. Taką swoją egzegezę adhortacji papieskiej„Amoris laetitia” uważa za obowiązującą i krytykuje innych hierarchów, osobliwie swoich kolegów niemieckich, za poglądy odmienne. Panta rei...

13:59, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
wtorek, 21 lutego 2017
Nie chcieć być biskupem

Ewangelia Marka 9,30-37
Jezus nie ma ochoty błyszczeć przed tłumami swoją siłą uzdrowicielską, usiłuje się ukrywać. Rozmyśla ciężko nad tym, co Go czeka. Powiada uczniom: „Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi. Ci go zabiją, lecz zabity po trzech dniach zmartwychwstanie”. Ale takie słowa do nich są raczej grochem o ścianę. „Nie rozumieli tych słów, a bali się Go pytać”, może, ponieważ wiedzieli, że drażni Go taka ich tępota duchowa. Zresztą mieli problem zupełnie inny. Tak inny od znanej im przecież trochę Jego skali wartości, że bali się przyznać do podobnych zainteresowań: „Posprzeczali się w drodze o to, kto z nich jest największy”
Ale On przejrzał ich i powiedział: „Jeśli ktoś chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich”. W Towarzystwie Jezusowym, zakonie Franciszka z Argentyny, jest takie kryterium awansu: podpada potężnie ten, który dąży do biskupstwa.
Niestety nie bywa tak we wszystkich wspólnotach katolickich, a zresztą chyba nie zawsze łatwo wykryć u kogoś takową potrzebę bycia „większym”. W każdej zaś strukturze mocno zhierarchizowanej żądza awansu nęka niejednego, na co papież Bergoglio wybrzydza wciąż, ile wlezie.
A swoją drogą antyhagiograficzność Biblii zadziwia mnie nieustannie i buduje moralnie: swoich bohaterów przedstawia bardzo realistycznie, grzechy ich niemal akcentuje. Skąd się potem wzięły bajeczki dla grzecznych chrześcijan?

11:05, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 20 lutego 2017
Epilepsja, islamizm i dialog

Ewangelia Marka 9,14-29
Obszerny opis uleczenia opętanego. Objawy były takie, że chłopiec był niemy i głuchy, a poza tym rzucał się i pienił, zgrzytał zębami i drętwiał. Przyszło mi do głowy, że to mogła być po prostu epilepsja, czyli jednak choroba „naturalna”, a potwierdziła to w przypisie Biblia Poznańska. Ba, w samym tekście odpowiedniej relacji Mateusza (17,14-21) chłopak nazwany jest właśnie tak, epileptykiem! Choć tamta wersja też sugeruje oczywiście, bo taka była epoka, „nadnaturalność” przypadku. Co więcej jeszcze, jeśli to były zjawiska naturalne, to może inne „opętania” również. Tym bardziej, że w tekście dzisiejszym niemota i głuchota, kalectwo równie zwyczajne, nazwane jest: „ma ducha niemego”. Tak rzecz określił jego ojciec, ale ewangelista też tu widzi „ducha nieczystego”, co więcej, sam Jezus wyrzucając go mówi doń: „duchu niemy i głuchy”. Można to wyjaśnić w ten sposób, że On jako człowiek mówił, ale i myślał w niejednej „ziemskiej” sprawie po „ziemsku”, czyli zgodnie z epoką, ale spróbuję skomentować inaczej. Jezus mógł wiedzieć więcej niż ludzie tamtocześni, ale nie czuł się w obowiązku oświecać ich naukowo. Szczególnie, że z punktu widzenia religijnego każde ludzkie nieszczęście jakoś pochodzi od Szatana.
Tyle tylko, że jak twierdzę uparcie, dużo wyraźniej, bo to potworność o wiele większa, pochodzi od niego na przykład ów dzisiejszy nurt islamu tak agresywny morderczo. A to skojarzyło mi się z książką, którą właśnie czytam: Joanna Petry Mroczkowska, „Bóg, islam i ojczyzna”. Rzecz wydana niedawno przez Znak na stulecie śmierci bł. Karola de de Foucauld, który miał z tamtą religią związki bardzo silne. Owszem, zamordowali go ludzie wyznający islam, ale z innymi przyjaźnił się serdecznie, wręcz przyjął z powrotem chrześcijaństwo, wktórym był wychowany, jakoś poprzez religię proroka Muhammada. Reklamuję tutaj wymienioną książkę, bo dostarcza ona bardzo wiele wiadomości nie tylko o Karolu, także w ogóle na temat dialogu z islamem: dużo tu na temat podobnych inicjatyw, sporo o wybitnej postaci francuskiej, Ludwiku (Louis) Massignon, ogromnie w ten dialog zaangażowanej.

13:39, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
niedziela, 19 lutego 2017
Nadstaw drugi policzek

Ewangelia Mateusza 5,39
„A ja wam powiadam: nie stawiacie oporu złemu, lecz kiedy ktoś cię uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi”.
Najpierw informacja: chodzi tu o uderzenie w prawy policzek, ale wierzchem dłoni, co uchodziło u Żydów za zniewagę większą niż to samo dłonią otwartą. A zaczyna się od policzka prawego, bo bijąc oczywiście ręką prawą o wiele to łatwiejsze.
Teraz o sprawach mniej technicznych. Nie stawiać oporu złemu (złu) - sprawa nie jest moralnie prosta. Opór ów obowiązkowy, chodzi natomiast o używane środki. Powinny być tak zwane ubogie, czyli non violence, działanie bez przemocy, bez użycia siły, jakiejkolwiek poza duchową. Ideał moralny to wskazany Ewangelią (krzyż) równie znany, jak trudno osiągalny. Co więcej, grozi faktycznym oportunizmem: pokorne cielę dwie matki ssie, człowiekowi ducha bardzo łagodnego może łatwo brakować odwagi cywilnej, żeby się czasem „postawić”: nie tyle we własnej obronie, bo to na ogół łatwiejsze, ile mniej egocentrycznie. Na dzisiaj tyle, raczej aż tyle.

19:59, jan.turnau
Link Komentarze (13) »
sobota, 18 lutego 2017
W szatach lśniących nieziemsko

Ewangelia Marka 9,2-13
Przemienienie, opisane też oczywiście przez innych synoptyków (przypominam, że to nie meteorolodzy, ale ewangeliści Mateusz, Marek i Łukasz: wszyscy trzej napisali tak, że można zestawić obok siebie ich podobne również tematycznie relacje, co w przypadku ewangelii Jana bardzo trudne). Są oni zgodni w tym, że Jezus zabiera na nienazwaną górę Piotra, Jakuba i Jana (Andrzeja jakoś nie) oraz we wszystkim, co tutaj ważne. A ważne jest, że daje im znak swojej boskości: owe szaty lśniące w sposób nieosiągalny dla żadnego ziemskiego folusznika ( Marek tak tę biel zaznacza). Przede wszystkim jednak takim znakiem jest głos z obłoku: „To jest Syn mój umiłowany, Jego słuchajcie”. Z tym, że zjawia się też tutaj tak zwany sekret mesjański, u Marka akcentowany szczególnie: „Nie rozpowiadajcie o tym, zanim Syn Człowieczy zmartwychwstanie”.
Kontrapunktem dla tej, póki co, chwilowej chwały są Jego dalsze słowa: „Syn Człowieczy musi [przedtem] wiele wycierpieć i być wzgardzony”. Przydałoby się nam kiedyś zobaczyć Go choćby i bez tego cudownego odzienia... Nie każdemu to wciąż dawane.

14:04, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
piątek, 17 lutego 2017
Co nam mówi wieża Babel?

Księga Rodzaju 11,1-9
Niełatwo mi „blogować” na temat Biblii. Pewnie jestem w swoich wpisach nazbyt hermetyczny, zakładam u czytelników wiedzę nazbyt zaawansowaną. Jest owej wiedzy dowcipny miernik. Zagadka: dokończ zdanie „Była sobie wieża Babel, a Kaina zabił...”. Obawiam się, że wielu młodych katolików dzisiejszych zrymowałoby od razu albo raczej nie wiedziałoby w ogóle nic o obu braciach.
W każdym razie donoszę, że dzisiejsza tytułowa budowla to według Pisma Świętego pomysł ludzi, którzy chcieli mieć coś takiego sięgającego nieba, punkt obserwacyjny pozwalający im nie rozproszyć się po całej ziemi. Niełatwo pojąć, czemu Bóg uznał tę normalną ochronę przed jakimś niebezpieczeństwem za amoralną i „pomieszał im język [dotąd wspólny], aby jeden nie rozumiał drugiego”. Mówiąc bardzo uczenie: jest to zatem biblijna hipoteza na temat genezy sytuacji lingwistycznej? Ale gdzie tutaj właśnie związek wymienionej intencji budowniczych z gniewną reakcją Najwyższego? Niektórzy bibliści tłumaczą to tak, że dlapiszącego wieża (fakt rozpoczęcia budowy chyba historyczny) była symbolem bałwochwalstwa babilońskiego, i najpewniej mają rację, ale w tekście o tym ani słowa. Nie ma też wyraźnej werbalnej podstawy do innej interpretacji, której mnie uczono: że zamiar zbudowania takiego arcywieżowca grzeszył pychą, zarozumiałym przecenianiem własnych możliwości: „A zatem w przyszłości nic nie będzie dla nich niemożliwe, cokolwiek zamierzą uczynić”. Myślę, że zdecydowała w istocie owa niechęć do cudzej religii, jej wyznawców, wkażdym razie czegoś mi w tekście biblijnym brak. Duch Inspirator, nie Adiustator, co widać w całej Księdze (antologii ksiąg!) nierzadko. A w tej perykopie Bóg jawi się jako dziwny zazdrośnik, ludzkiemu postępowi technicznemu niechętny, a nawet jakby niezadowolony, że „wszyscy są jednym ludem i mają jedną mowę”.
Bracia ewangelicy słusznie twierdzą, my teraz również, że Biblię trzeba upowszechniać, ale oczywiście roztropnie, szczególnie pośród niedouczonych w tej mierze katolików. To lektura trudna, o niezrozumienie, złe zrozumienie naprawdę bardzo łatwo. Amen.

12:27, jan.turnau
Link Komentarze (26) »
czwartek, 16 lutego 2017
Tęcza, czyli na koniec miłosierdzie

Księga Rodzaju 9,1-13
Bóg teraz bardzo łaskawy. Błogosławi Noego i jego synów (córki pewnie też, ale one nieważne), uspokaja i oddaje im we władanie wszystko. Zakazuje też spożywania mięsa (zwierzęcego) z krwią, która jest symbolem życia (tak zwane prawo noachickie) oraz zabijania ludzi: „Jeśli ktoś przeleje krew ludzką, przez ludzi ma być przelewana krew jego, bo człowiek został stworzony na obraz Boga”.
Z tym zabijaniem ludzi jak wiadomo wielki moralny problem, z czasem wojny sprawiedliwej i kary śmierci, czyli historia myśli etycznej bardzo długa, zakończona szczęśliwie odpowiednią wrażliwością chrześcijan wielu. W każdym razie puentą opowieści jest przymierze z ludźmi i całym żywym stworzeniem, obietnica, że „nigdy już nie zostanie zgładzona wodami żadna istota żywa”. Znak owego przymierza - tęcza. Miałem ochotę przygadać znów autorowi biblijnemu zauważając, że potopy, choć pewnie mniej rozległe, mimo tęczowego przymierza nachodzą ziemię ciągle (tsunami), ale się pohamowałem, bo nie jestem świeckim religioznawcą z epoki szczęśliwie minionej. Mówiąc inaczej, stwierdzam różnicę między umysłowością ludzi sprzed dwudziestu kilku, jeśli nie trzydziestu kilku wieków, a naszą,  i nawet się ową różnicą dziwię, ale nie sugeruję, że tekst jest wobec tego niewarty lektury. Rozumiem go jako przesłanie o Bożym miłosierdziu, które nadchodzi z naszego, dzisiejszego punktu widzenia późno, dopiero gdy tyle stworzeń zginęło, niemniej w końcu nadchodzi, nawet jakby z ogólną zmianą Bożego stosunku do własnych stworzeń. Antropomorfizm, to oczywiste, ale i - aby było następne słowo uczone... - mizerykordyzm (od misericordia  - miłosierdzie). A tamta woń ofiary oznaczać może przecież sygnał, że człowiek, Noe, który tu reprezentuje całą ludzkość, też się nawrócił  zrozumiał swój błąd.

22:42, jan.turnau
Link Komentarze (16) »
środa, 15 lutego 2017
Pan Bóg zupełnie jak człowiek

Księga Rodzaju 6-13.20-22
W tegorocznym cyklu biblijno-liturgicznym wspomina się potop tylko ułamkowo: jego zakończenie oraz wywołaną przezeń zmianę w postawie duchowej Boga. Czytamy zatem o ptakach wysyłanych na zwiady i o całopalnej ofierze, jaką złożył Noe dowiedziawszy się, że ziemia już prawie sucha. No i mamy w tekście biblijnym antropomorfizm dużej klasy. Otóż „gdy Pan poczuł miłą woń [pieczonego mięsa], rzekł do siebie:- Nie będę już więcej złorzeczył ziemi ze względu na ludzi, bo usposobienie człowieka jest złe już od młodości.
Przeto już nigdy nie zgładzę wszystkiego, co żyje, jak to uczyniłem. Będą zatem istniały, jak długo trwać będzie ziemia: siew i żniwo, chłód i upał, lato i zima, dzień i noc”. Dziwne to słowa, dziwny to obraz Boga, któremu wystarczył zapach złożonej mu ofiary, żeby niespodziewanie zmienił swój stosunek do rodzaju ludzkiego. Podobne uczłowieczenie Absolutu zdarza się w Biblii nieraz, ale tu razi dzisiejszego czytelnika szczególnie. Bóg tak zmienny w nastrojach jest dla nas niemal zabawny. Może trochę dlatego, że nie zdajemy sobie sprawy, ile w nas ciągle podobnej, choć mniej prymitywnej skłonności do wyobrażania sobie Stwórcy na nasz obraz i podobieństwo. Na koniec pytania o sens niektórych zdań: co tutaj może znaczyć powiedzenie o złości ludzkiej od młodości? Ano ma zapewne usprawiedliwić człowieka trochę jako coś, na co nie ma rady - ale to też myśl zrezygnowana dziwnie jakoś niepasująca do Wszechmocnego. A te pory produkcji rolnej, w ogóle roku oraz doby mają być symbolem porządku, który znowu wróci do normy.
PS. Komentując dzisiejszy tekst w przypisie Biblia Poznańska podała, że w poemacie ludu ościennego „Gilgamesz” mamy w opisie potopu też coś o miłym zapachu ofiary, tyle że wdychają go bogowie, a u nas monoteizm. Wydaje mi się zresztą, że owa opowieść o wodnym kataklizmie znalazła się w Biblii głównie dlatego, że jest w tamtym sławnym utworze.

14:14, jan.turnau
Link Komentarze (35) »
wtorek, 14 lutego 2017
Cyryl i Metody, czyli święta pochwała inności

Ewangelia Łukasza 1,3
„Idźcie, oto posyłam was jak owce między wilki.”
Dzisiaj w Kościele rzymskokatolickim dzień świętych Cyryla i Metodego, mających tutaj tytuł patronów Europy. Tenże mój Kościół wybrał na dzisiaj fragment Ewangelii Łukasza, gdzie padają słowa powyższe. Kto zagraża religijnym posłańcom? Oczywiście ludzie innej wiary albo niewiary, narzucanej siłą, nieraz jednak również ludzie wiary właściwie tej samej, ale wyrażanej w innym języku. W sensie teologicznym albo tylko filologicznym, jak to było z owymi apostołami Słowiańszczyzny. Albowiem inność niektórych kole w oczy, o co w sprawach religii nietrudno, bo ta kojarzy się z nienaruszalnością tradycji. Niektórzy wówczas twierdzili, że mogą być tylko trzy języki kościelne: hebrajski, grecki oraz łacina, choć tej trzeciej w Piśmie Świętym nie uświadczysz (przodkowie lefebrystów...?). Ile w tym było troski o czystość doktrynalną, ile o zakres własnej władzy terytorialnej ówczesnych biskupów niemieckich, to inna sprawa.
Inność jako temat filozoficzny. Znak wyda za miesiąc w jednej książeczce trzy teksty księdza Tischnera, będące fragmentami książki, której nie zdążył skończyć. Publikowano je osobno, będą teraz do czytania razem, pod tytułem „Inny. Eseje o spotkaniu”. Właśnie eseje, bo tak literacko tworzył filozofię wielki Józef z Krakowa. Próbka stylu - pierwszy tekst zaczyna się tak: „Spotkanie z innym jest wydarzeniem, które otwiera przed spotkanym i spotykającym nowy wątek dramatyczny. Bodaj pierwszym następstwem spotkania jest zmiana znaczenia przestrzeni, w której znajduje się spotykający. Przestrzeń zaczyna przypominać skrzyżowanie dróg. Inny, którego spotykam, znajduje się w ruchu, co sprawia, że i we mnie budzi się świadomość możliwego ruchu. On może się oddalić i odejść - i ja mogę odejść i przybliżyć się”. Posłowie napisał Dobrosław Kot. Z czwartej strony okładki przepisuję: „Czy inność jest tym, co oddziela mnie od drugiego, czy przeciwnie? Co jest potrzebne, żeby inny stał się bliskim? W świecie, w którym ludziom - nawet podobnym do siebie, należącym do jednej wspólnoty, ukształtowanym przez tę samą tradycję - coraz trudniej się spotkać, Tischnerowska refleksja o spotkaniu nabiera wyjątkowego znaczenia”.

14:51, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
Archiwum