Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
środa, 15 listopada 2006
Ksiądz Tranda i inni

Ewangelia Łukasza 17, 11-19


Opowieść, która w Nowym Testamencie nie powinna nikogo dziwić: Jezus uzdrawia dziesięciu trędowatych, ale tyko jeden podziękował - a był to Samarytanin. Morał oczywisty: przekonanie o wyższości duchowej Żydów nad Samarytanami jest wątpliwe. To przesłanie, przebijające się w Starym Testamencie, w Nowym uderza całą mocą Ducha. W końcu przecież Biblia chrześcijańska głosi otwarcie olbrzymie: na wszystkie inne narody, na pogardzanych pogan (określanych terminem „etnoi", co narody oznacza). Tym bardziej na Samarytan, będących rodzajem heretyków wobec judaizmu.


I przyszedł mi do głowy morał dla katolików XXI-wiecznych: inni chrześcijanie nie są gorsi duchowo od nas. Głosi się to już oficjalnie nawet w naszym tradycyjnym Kościele polskim, ale czy zbłądziło pod strzechy? W każdym razie powinienem tu zareklamować książkę księdza Bogdana Trandy, zmarłego przed dziesięcioma laty duchownego Kościoła ewangelicko-reformowanego (zwanego nieściśle kalwińskim), będącej zbiorem kazań. Rzecz zwie się „Postylla", co pochodzi od wyrazów łacińskich „post illa verba": po tych słowach. Są to mianowicie przemówienia kościelne lub radiowe, teksty mówione, ale napisane albo też nagrane, zwane dziś po katolicku homiliami, czyli mające za teologiczną podstawę jakieś słowa Biblii. Tematyka rozmaita: rok kościelny, podobny do katolickiego, oraz takie sprawy religijne, jak wiara i zwątpienie, pokusa i grzech, praca i odpoczynek, reformacja i ekumenizm, sakramenty i inne obrzędy religijne, rocznice historyczne i święta narodowe.

 
Ksiądz Bogdan Tranda był postacią całkiem nietuzinkową: łączył śmiałość myślenia i mówienia, zapał polemiczny z otwieraniem się na inne myślenie i wiarę, w szczególności rzymskokatolicką. Między innymi to on właśnie sprawił, że ten malutki liczbowo Kościół (cztery tysiące wyznawców rozproszonych po Polsce) okazał się odważnie solidarny z rzymskokatolickim w jego oporze wobec komunizmu. Wprowadzenie do książki napisał katolicki arcybiskup opolski Alfons Nossol, wydał „Semper" (ul. Bednarska 20A). Stron 416, cena 50 złotych.

18:05, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 14 listopada 2006
Samochwalstwo

Ewangelia Łukasza 17,10


„Słudzy nieużyteczni jesteśmy - wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać."
Jezus tak każe nam się przedstawiać. Tu etyka ewangeliczna nie kontrastuje z potocznym poczuciem tego, co wypada, a co nie: samochwalstwo uchodzi za śmieszność. Z jednym wyjątkiem: polityków. Ci mają zakodowane głęboko przekonanie, że pokora nie przystoi; jak się sami nie pochwalimy, to nikt nie zauważy naszych sukcesów.


A może jednak ta autoreklama nie bardzo popłaca: może skromność, nawet jakieś „mea culpa" wzruszyłoby bardziej wyborców? Kto się odważy spróbować?

14:17, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 13 listopada 2006
Zgorszenie

Ewangelia Łukasza 17, 1-2


„Jezus powiedział do swoich uczniów: - Niepodobna, żeby nie przyszły zgorszenia; lecz biada temu, przez którego przychodzą. Byłoby lepiej dla niego, gdyby kamień młyński zawieszono mu u szyi i wrzucono go w morze, niż żeby miał być powodem grzechu jednego z tych małych".


Zacznę od sprawy językowej: starsze pokolenie pamięta wyrażenie „maluczkich" - staroświeckie, więc Biblia Tysiąclecia i Ekumeniczna zmieniła je na „małych".  Słusznie czy niesłusznie, kwestia gustu: ja na starość coraz bardziej gustuję w antykach, ale nie każdy musi. Jedno jest pewne: chodzi o gorszenie nieletnich. I skojarzenie współczesne: ”misterium iniquitatis”, tajemnica nieprawości - tak Jan Paweł II nazwał molestowanie seksualne dzieci uprawiane przez duchownych. Siła instynktu i groza jego kierowania w stronę najsłabszych.

10:55, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
niedziela, 12 listopada 2006
Wdowi kodrant

Ewangelia Marka 12, 41-44


„Potem usiadł naprzeciw skarbony i przypatrywał się, jak tłum wrzuca do niej drobne pieniądze. Wielu bogatych wrzucało dużo, A jedna uboga wdowa wrzuciła dwa drobne pieniążki, czyli kodrant. I przywołał swoich uczniów, i powiedział im: - Zaprawdę powiadam wam, ta uboga wdowa wrzuciła do skarbony więcej niż wszyscy wrzucający. Bo wszyscy wrzucili z tego, co im zbywało, a ona przy swoim ubóstwie wrzuciła wszystko, co miała na życie".
Przepisałem wyjątkowo z Biblii Poznańskiej, nie z „Tysiąclatki", bo Poznańska ma ów „kodrant" zamiast tradycyjnego grosza. Nie wiedziałbym, co to za dziwna miara pieniężna, bo bibliści znad Warty wzięli swoją wodę w usta, ale zajrzałem do Biblii Ekumenicznej i dowiedziałem się, że chodzi o rzymską monetę (w sensie jednostki płatniczej, nie jednego kawałka metalu) o wartości 1/4 asa i 1/64 denara, czyli przeciętnego dziennego wynagrodzenia. Ta ćwiartka zaś nazywa się po łacinie ”quadrans” a po grecku ”kodrantes”.  Tyle erudycji  - a etyka? Morał oczywisty.

16:44, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
sobota, 11 listopada 2006
Mamona

Ewangelia Łukasza 16, 9-15

”Jezus powiedział do swoich uczniów: Pozyskujcie sobie przyjaciół niegodziwą mamoną, aby gdy wszystko się skończy, przyjęto was do wiecznych przybytków. Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny; a kto w drobnej rzeczy jest nieuczciwy, ten i w wielkiej nieuczciwy będzie. Jeśli więc w zarządzie niegodziwą mamoną nie okazaliście się wierni, prawdziwe dobra kto wam powierzy? Jeśli w zarządzie cudzym dobrem nie okazaliście się wierni, kto wam da wasze? Żaden sługa nie może dwom panom służyć. Gdyż albo jednego będzie nienawidził, a drugiego miłował; albo z tamtym będzie trzymał, a tym wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i mamonie. Słuchali tego wszystkiego chciwi na grosz faryzeusze i podrwiwali sobie z Niego. Powiedział więc do nich: - To wy właśnie wobec ludzi udajecie sprawiedliwych, ale Bóg zna wasze serca. To bowiem, co za wielkie uchodzi między ludźmi, obrzydliwością jest w oczach Bożych".


Nie całkiem to jednak jasne: ważna jest wskazówka ks. Michała Czajkowskiego, żeby nie zakładać spójności poszczególnych zdań. Myśli tego fragmentu nie całkiem pasują do siebie ani do tekstu przeznaczonego na wczoraj. Ważne jest we fragmencie dzisiejszym przesłanie ogólne, żeby z mamony nie robić bożka.


Słowo „mamona" przeszło do języka potocznego (w każdym razie do języka starszego pokolenia). „Encyklopedia biblijna” poucza, że „mamon” to po aramejsku bogaty, symbol nadmiernej troski o bogactwo materialne. Ten nadmiar tekst Ewangelii przypisuje faryzeuszom, a my myślimy o politykach, którym nie wystarcza władza, jako taka, muszą mieć jeszcze „kasę". Dziś Święto Niepodległości: naiwnym wydawało się, że ona wystarczy, by było po Bożemu - a jest, jak jest. Rządziła partia, teraz - jak na kapitalizm przystało - rządzi pieniądz, z pewną pomocą paru partii i nie wiadomo, która gorsza.

Przepraszam: nie jest tak źle. Za „komuny" też rządzili ludzie kochający władzę wraz z mamoną i nie było sposobu, żeby ich zdemaskować: media są, jakie są, piszą więcej o grzechu niż o cnotach, ale grzechy ujawniają. Tym trochę samochwalczym akcentem kończę.


PS. Są specjalne teksty  biblijne na Mszę za Ojczyznę, ale ten fragment Ewangelii bardziej mi pasuje.

15:57, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
piątek, 10 listopada 2006
Pochwała cwaniactwa

Ewangelia Łukasza 16, 1-8


”Jezus powiedział do swoich uczniów: - Pewien bogaty człowiek miał rządcę, którego oskarżono przed nim, że trwoni jego majątek. Przywołał go do siebie i rzekł mu: Cóż to słyszę o tobie? Zdaj sprawę z twego zarządu, bo już nie będziesz mógł być rządcą. Na to rządca rzekł sam do siebie: Co ja pocznę, skoro mój pan pozbawia mnie zarządu? Kopać nie mogę, żebrać się wstydzę. Wiem, co uczynię, żeby mnie ludzie przyjęli do swoich domów, gdy będę usunięty z zarządu. Przywołał więc do siebie każdego z dłużników swego pana i zapytał pierwszego: Ile jesteś winien mojemu panu? Ten odpowiedział: Sto beczek oliwy. On mu rzekł: Weź swoje zobowiązanie, siadaj prędko i napisz: pięćdziesiąt. Następnie pytał drugiego: A ty ile jesteś winien? Ten odrzekł: Sto korców pszenicy. Mówi mu: Weź swoje zobowiązanie i napisz: osiemdziesiąt. Pan pochwalił nieuczciwego rządcę, że roztropnie postąpił. Bo synowie tego świata roztropniejsi są w stosunkach z ludźmi podobnymi sobie niż synowie światła".


Prawdę rzekłszy, miałem z tą przypowieścią bardzo długo problem. Nawet niedawno, choć trochę przez przekorę, powiedziałem moim trzem biblistom trzech wyznań, że przesłanie Ewangelii nie jest tu jasne. Zakrzyczeli mnie - i pewnie mieli rację. Taki już jest gatunek literacki przypowieści, że są jak powieści, czyli to nie wykład -  a jak przykład, to też nie całkiem pozytywny. W tej przypowieści o cwaniaku uprawiającym księgowość radykalnie kreatywną ważna jest główna myśl: nie bądźmy lekkomyślni! Myślmy o swojej przyszłości! Tylko w tym sensie ów rządca jest dla nas wzorem.

11:02, jan.turnau
Link Komentarze (14) »
czwartek, 09 listopada 2006
Chrystus z biczem

Ewangelia Jana 2, 13-16


„Zbliżała się pora Paschy żydowskiej i Jezus udał się do Jerozolimy. W świątyni napotkał tych, którzy sprzedawali woły, baranki i gołębie, oraz siedzących za stołami bankierów. Wówczas sporządziwszy sobie bicz ze sznurków, powypędzał wszystkich ze świątyni, także baranki i woły, porozrzucał monety bankierów, a stoły powywracał. Do tych zaś, którzy sprzedawali gołębie, rzekł: - Weźcie to stąd, a nie róbcie z domu mego Ojca targowiska".


Obraz znany, wielce wymowny, obrosły skojarzeniami i komentarzami. Taki fragment Ewangelii przeznacza mój Kościół na świętowaną dziś rocznicę poświęcenia bazyliki laterańskiej, rzymskokatolickiej świątyni naczelnej. Czego nie można robić w świątyni? Handlować, także politykować... Przed nami wybory samorządowe, ciekaw jestem, ile będzie w naszych kościołach partyjnej agitacji.


No i myślę sobie: jak rzadko widzimy w Ewangeliach Jezusa tak rozgniewanego, że gromi nie tylko słowem, także czynem. Otóż chwycił za bicz właśnie wtedy, gdy zobaczył skalanie tego, co najświętsze (inni ewangeliści mają zamiast targowiska wręcz „jaskinię zbójców"). Szanujmy sacrum.

00:08, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
środa, 08 listopada 2006
Kumoterstwo

Ewangelia Łukasza 14, 26


„Jeśli ktoś przychodzi do mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem".


Nienawiść? Przecież to słowo absolutnie antyewangeliczne! Chodzi jednak o to, jak się je rozumie. Mamy tu oczywiście wschodnią przesadę, trzeba to zdanie rozumieć: kto swoją najbliższą rodzinę kocha bardziej niż Chrystusa... Tak zresztą tłumaczy Biblia Poznańska i inni „translatorzy". Niemniej coś tu dalej zgrzyta: czy miłość bliźniego może być konkurencyjna wobec miłości Boga? Przecież wciąż upieram się, że przenigdy, że jakby jedna równa się drugiej. Mam jednak i na to odpowiedź: można troszczyć się o własną rodzinę tak zapobiegliwie, że owa miłość bliźniego zamienia się w to, co nazywa się kumoterstwem. Względy dla najbliższych bywając tak wielkie, że różni „dalsi" przegrywają z nimi w staraniach np. o jakąś intratną posadę, choć przewyższają naszych krewnych kwalifikacjami zawodowymi.


Co prawda była taka definicja kumoterstwa, że to ostatnie ludzkie uczucie na drodze do socjalizmu... Ktoś powie, że i w obecnych, też dla niektórych ciężkich czasach można w miejsce socjalizmu wstawić kapitalizm - niemniej jest coś takiego, jak sprawiedliwość, troska o dobro wspólne, publiczne itp. Za taką to mianowicie troską ukrywa się Chrystus, stoi Bóg, który „nie ma względu na osoby", jak uczy gdzie indziej Pismo Święte.

15:50, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 07 listopada 2006
Pojąć żonę

Ewangelia Łukasza 14,20

„Poślubiłem żonę i dlatego nie mogę przyjść".

Cytat z przypowieści o wielkiej uczcie. Wyprawił ją pewien człowiek - i miał niespodziewane kłopoty, mianowicie z frekwencją. Zaproszeni goście wymawiali się od przyjęcia tego zaszczytu. Podawali powody wynikające z pomnożenia dobytku, którym przecież trzeba się zająć. Jeden kupił pole, drugi pięć par wołów, trzeci - poślubił żonę. Finał z morałem jest taki, że rozgniewany gościnny pan kazał wobec  tego słudze zapraszać ludzi z ulic i zaułków: ubogich, ułomnych, niewidomych i chorych. O dziwo, jeszcze było miejsce, więc padło polecenie wręcz przymuszania do wejścia - i komentarz Jezusa: „Żaden z owych ludzi, którzy byli zaproszeni, nie skosztuje mojej uczty".


Ci odmawiający to oczywiście tacy, co uważają się za „pozytywnych", czyli Żydzi, przyjmujący zaproszenie to poganie. Ostry morał, który łatwo dostosować do naszych okoliczności: miary „dobrych katolików" też nie są najlepsze, więcej warci są różni „innowiercy" albo wręcz niewierzący, bo choć nie są w stanie uwierzyć, zachowują się lepiej od niby to wiernych.


Mam jednak nieodpartą ochotę nie skończyć na tym i opowiedzieć dowcip mego nieżyjącego już kolegi z „Więzi" Stefana Bakinowskiego. Pamiętał on dawną (Wujkową) wersję wymówki trzeciego z zaproszonych: „żonę pojąłem" i komentował: Pan Jezus zezłościł się na niego nie dlatego, że się wykręcał, tylko że kręcił, kłamał. Albowiem żony nie można pojąć! Dowcip, ale jak trafiający w sedno sprawy małżeńskiej. Nie ocalimy jedności tego najtrudniejszego związku, jeśli nie zrozumiemy, że kobieta to kobieta, czyli ktoś inaczej myślący, bo inaczej czujący niż chłop. Oczywiście to „z wicewersą", czyli niech też żony rozumieją, żeśmy fundamentalnie inni. Amen.

16:56, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 06 listopada 2006
Jestem niższy

List do Filipian 2,3


„Nie czyńcie niczego dla niezdrowego współzawodnictwa czy pustej chwały, lecz w pokorze stawiajcie innych wyżej od siebie."

Czyli po prostu pokora. Okropnie trudna cnota, bo nasze „ja" chce być coraz wyżej i wyżej, zakochane jest w sobie,  własna chwała wydaje mu się pełna, a jakże. Dziś w warszawskiej świątyni luterańskiej na Mokotowie (Puławska 2a) o godz. 19 comiesięczne nabożeństwo ekumeniczne: te słowa apostoła Pawła pasują jak ulał. Chodzi o to, żebyśmy przyznawali, że chrześcijanie innych wyznań są w czymś lepsi od nas. Że np. polscy luteranie przewyższają katolików w sprawach politycznych: swoim powstrzymywaniem się od partyjniactwa.

14:53, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
niedziela, 05 listopada 2006
Nic jak miłość

Ewangelia Marka 12,33


„Miłować Go całym sercem, całym umysłem i całą mocą i miłować bliźniego jak siebie samego daleko więcej znaczy niż wszystkie całopalenia i ofiary."


Ta miłość nie jest właściwie podwójna. Kochać Boga to kochać bliźniego a kochać bliźniego jak siebie samego to kochać Boga, choćby nie było się w stanie uwierzyć, że jest taki fundament Dobra. I ta miłość, oczywiście jeśli jest szczera, jeśli owocuje czynem, ważniejsza jest niż wszelki rytuał religijny. Do tego stopnia, że gdy mam do wyboru pójść na Mszę i  przyjąć Komunię albo zostać z obłożnie chorym, którego nie można zostawić samego, powinienem wybrać to drugie.

15:25, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
sobota, 04 listopada 2006
Karol

Psalm 42


„Jak łania pragnie wody ze strumienia,
tak dusza moja pragnie Ciebie, Boże.
Dusza moja Boga pragnie, Boga żywego,
kiedyż więc przyjdę i ujrzę oblicze Boże?"


Pragnąć Boga. To uczucie mistyczne kojarzy mi się z dzisiejszym Solenizantem. Miał niezwykle bogate życie modlitewne - to banał prawie.


Wciąż otrzymujemy publikacje na jego temat. Znak wydał już książkę pt. „Projekt życia. Wybór listów". Nie są to jego listy do przyjaciół, choć takich pisał wiele, przyjaciele je zachowali i niektóre nie są tylko wyrazem przyjaznej grzeczności. Tom „Znakowy" zawiera listy Jana Pawła II nieprywatne, teksty urzędowe tego gatunku literackiego. Nie wszystkie, tylko te, które układają się razem właśnie w projekt życia: listy do dzieci, do młodych, do kobiet, do rodzin, do osób w podeszłym wieku i ostatni, kojarzący się ze schyłkiem życia, ale przecież „ogólnoludzki", o chrześcijańskim sensie ludzkiego cierpienia.


Lada chwila ukaże się też w Znaku rzecz Janusza Poniewierskiego „Gesty Jana Pawła II": zbiór artykułów drukowanych w „Tygodniku Powszechnym". Autor „Pontyfikatu" i „Kwiatków Jana Pawła II", stylista znakomity, umiejący doskonale łączyć rzeczowość z pobożnością najlepszej próby, zaczyna książkę tak:
„Mówiono o nim: . Tych spektakularnych (takich jak wizyta w synagodze i w meczecie, prośba o przebaczenie za grzechy ludzi Kościoła, spotkanie w Asyżu i pielgrzymka do Ziemi Świętej...) i tych zwyczajnych (takich jak przytulenie, uśmiech, ucałowanie ziemi i machnięcie ręką...). Dzięki tym pierwszym obdarzyliśmy go przydomkiem ; dzięki tym drugim - w kwietniu 2005 roku płakali po nim ludzie na całym świecie. Bo czuli (a nie tylko wiedzieli), że ich kochał.
Gesty to szczególny rodzaj komunikacji, specjalny - Jan Paweł II doszedł w nim do perfekcji. . Niewykluczone, że w takiej powściągliwości ukształtował go ojciec, zawodowy żołnierz, asceta. Niewykluczone, że tego uczył go Mieczysław Kotlarczyk: potęgi słowa wspartego jednym prostym i czytelnym gestem. Niewykluczone, że on -- sierota -- rozumiał, jak ważna jest . I że on -- filozof, spec od antropologii filozoficznej -- pojął (i umiał to zastosować w praktyce), iż budujemy swoją tożsamość poprzez symbole. Ale może były i inne powody sięgnięcia przezeń do mowy gestów?
Papież miał wielki talent językowy, niemniej -- i warto o tym pamiętać -- nigdy nie był ; każdy język (każdy poza polskim -- nawet włoski, którego najczęściej używał) był dlań obcy. Był jak... knebel. Według Krzysztofa Zanussiego (któremu zawdzięczam tę hipotezę) Jan Paweł II miewał , zwłaszcza gdy improwizował. I dlatego -- w mowie uniwersalnej, powszechnie zrozumiałej".


Co dalej? Trzeba przeczytać koniecznie.

00:31, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
piątek, 03 listopada 2006
Diakon, czyli świecki ksiądz

List do Filipian 1,1

„Paweł i Tymoteusz, słudzy Chrystusa Jezusa, do wszystkich świętych w Chrystusie Jezusie, którzy są w Filippi, wraz z biskupami i diakonami".


„Wszystkich świętych"... Tekst ten został dobrany nie dlatego, że w środę była uroczystość tychże. Terminologia ewoluuje: wtedy nazywali się (nawzajem) świętymi po prostu chrześcijanie. A ta nazwa, dla nas dziś oczywista, występuje w Nowym Testamencie tylko trzy razy: m.in. w Dziejach Apostolskich 11, 26, gdzie czytamy, że „w Antiochii po raz pierwszy nazwano uczniów chrześcijanami". Żeby było zabawniej (cytuję „Encyklopedię biblijną"), „niektórzy twierdzą, że termin ten miał pierwotnie znaczenie pejoratywne, inni - że po prostu oznaczał grupę wyznających wiarę w Chrystusa (po grecku: Christos). Termin został prawdopodobnie ukuty przez niechrześcijan, choć brak w tym względzie pewności". Ale wyczytałem zaraz dalej coś pewniejszego: „Jakiekolwiek byłoby jego pochodzenie, terminem »chrześcijanin« coraz częściej, od przełomu I/II w., określano wyznawców Chrystusa".


W tym jednym zdaniu Listu do Filipian też inna zagadka. Uważny czytelnik (czytelniczka) zapyta: Paweł oraz Tymoteusz (też ważna osoba, adresat dwóch listów Pawłowych) pozdrowili biskupów i diakonów, a kapłani, księża to co? No właśnie, nawet fachowy termin „prezbiterzy", przecież też biblijny, nie pada. Znów zaglądam do nieocenionej „Encyklopedii": otóż z hasła „biskup" wynika, że ów polski odpowiednik greckiego „episkopos", oznaczający nadzorcę, strażnika był początkowo równoznaczny z terminem „presbyteros". Po prostu owi „episkopi" wyłonili się dopiero z czasem z większej grupy prezbiterów (dosłownie: starszych) i wtedy te terminy zaczęły znaczyć co innego: to, co dzisiaj. Mówiąc inaczej, dzisiejsza (trójstopniowa) struktura hierarchii kościelnej jest produktem czasu.


Trójstopniowa? A może w istocie dwustopniowa? Przecież do niedawna w Kościele rzymskokatolickim diakonów praktycznie nie było. Jako osobny stopień zaistnieli dopiero niedawno: przedtem, przez długie wieki, diakonat był ostatnim stopniem (po czterech święceniach niższych i subdiakonacie) do kapłaństwa, ale po roku każdy diakon zostawał „księdzem" i nie funkcjonował na stałe jako innego rodzaju duchowny.


Teraz już funkcjonuje, na tzw. Zachodzie (i w Czechach) nawet na dobre; u nas diakonów stałych jeszcze nie ma aktualnie, ale już są potencjalnie. W diecezji toruńskiej jest stosowne studium teologiczne dla nich, gdzie indziej się wykształceni w tej mierze kandydaci, spełniający też inne warunki - wiek powyżej lat 35 i wartości duchowe - ale jakoś wyświęcani nie są. Może dlatego, że ten drugi warunek nie jest zdaniem ich biskupów spełniany, w każdym razie, póki co, hierarchia jest u nas jeszcze właściwie dwustopniowa.
Co miałby robić taki stały diakon, co już robi tam, gdzie jest? „Diakonos" to sługa, ale greka nie wszystko tłumaczy, papież tytułuje się przecież „sługą sług Bożych". Otóż diakon służy charytatywnie, tak jak w Kościele pierwotnym (Dzieje Apostolskie 6), oraz sakramentalnie: chrzcząc, będąc przedstawicielem Kościoła wobec młodej pary, która sama sobie udziela sakramentu małżeństwa, udzielając Komunii (ale nie dokonując konsekracji chleba i wina), głosząc kazania, które są integralną częścią sakramentu Eucharystii (Mszy). Poza tym są uprawnieni do tzw. sakramentaliów, szczególnie do prowadzenia pogrzebów.


Co do mnie jednak, widzi mi się, że najważniejszą rolą diakona jest pośrednictwo. Jako poniekąd socjologicznie świecki (bo żonaty - choć może się ożenić tylko przed święceniami), na ogół mający własny świecki zawód, pół etatu, emeryturę - zna życie nieksięże. Jako teologicznie członek hierarchii kościelnej jest jednak drugą nogą w tamtym świecie i może tłumaczyć prezbiterom (oraz biskupom), że świeckie życie to nie raj, nie mają czego laikatowi zazdrościć ani za co go nadmiernie napominać. Oczywiście powinien też tłumaczyć świeckim, że być księdzem to nie bajka, nie same wygody, raczej już same kłopoty (szczególnie proboszcza biednej parafii). No i samotność, która doskwiera jak jasna cholera. Którym to rymem wpis przydługi kończę.

00:05, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 02 listopada 2006
Mrówkowiec niebo

Ewangelia Jana 14,2

”W domu Ojca mego jest mieszkań wiele.”

Czytamy takie słowa we fragmencie Ewangelii przeznaczonym na trzecią Mszę Dnia Zadusznego. W dniu tym, zwanym teraz oficjalnie ”wspomnieniem Wszystkich Wiernych Zmarłych” (nie jest to święto, niższa ranga liturgiczna: wspomnienie) odprawia się, podobnie jak w Boże Narodzenie, aż trzy Msze i to jest tekst z Mszy trzeciej. Jezus powiedział to do swoich uczniów, ale to formuła ogólna, odnosząca się też jakoś do nas. Ilościowo - Bóg chce ugościć wszystkich -  i jakościowo: te mieszkania są różnie urządzone, dla różnych indywidualności. Oraz do wszystkich odnosi się zdanie poprzedzające: ”Niech się nie trwoży serce wasze”. Co nie znaczy: hulaj dusza, ale chroni od neurotycznego strachem przed piekłem.

 
O wszystkich moich zmarłych myślę jako o ludziach już szczęśliwych. Ileż namęczyli się przed śmiercią. Teraz już są blisko Boga, bliżej niż my na ziemi.

00:12, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
środa, 01 listopada 2006
Wielki tłum

Księga Apokalipsy 7, 9


”Potem ujrzałem wielki tłum, którego nikt nie mógł policzyć, z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludzi i języków, stojący przed tronem i przed Barankiem".


Uroczystość Wszystkich Świętych. Nie tyko beatyfikowanych i kanonizowanych, także tych niewyniesionych formalnie na ołtarze, ale już będących bardzo blisko ”tronu" Bożego i Baranka, czyli Jezusa.


Ilu jest w sumie tych szczęśliwych na wieki? Biblia oczywiście nie daje odpowiedzi ilościowej, nie mówi, jaki to procent zmarłych. Rzeczywistość pośmiertna jest w ogóle tajemnicą, zresztą różnie rozświetlaną przez różne doktryny wyznaniowe. Kościół mój, rzymskokatolicki, głosi potrójną możliwość pośmiertną: szczęśliwość w niebie, stopniowe dojrzewanie do tej szczęśliwości w czyśćcu oraz wieczną nieszczęśliwość w piekle. Wiara w istnienie czyśćca, czyli jakiegoś stanu pośredniego, ma dość słabe podstawy w Biblii, ukształtowała się w katolicyzmie dopiero w średniowieczu, odrzucają taką możliwość protestanci i - mniej zdecydowanie - prawosławni.


Poza tym w całym chrześcijaństwie, mocniej jednak na Wschodzie, sączy się srebrnym strumyczkiem nadzieja, że piekło nie jest potępieniem wiekuistym, że Bóg nie mógł tak urządzić ludzkiego losu, żeby klamka zapadała w chwili śmierci, żeby dar wolnej woli dawał takie potworne skutki uboczne. Są teologowie prawosławni, katoliccy i protestanccy, którzy głoszą nadzieję powszechnego zbawienia, otwarcie piekła, nawrócenie nawet Szatana. Co na to Biblia? Ano tak, jak w wielu innych kwestiach, jest problem interpretacji jej różnorodnych tekstów.

13:15, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
wtorek, 31 października 2006
Single

Psalm 128


„Szczęśliwy człowiek, który się boi Pana
i chodzi Jego drogami.
Będziesz spożywał owoc pracy rąk swoich,
szczęście osiągniesz i dobrze ci będzie.
Małżonka twoja jako płodny szczep winny
w zaciszu twojego domu.
Synowie twoi jako oliwne gałązki
 dokoła twego stołu".


Szczęście to w ogóle sprawa trudna, szczęście w małżeństwie jeszcze trudniejsza - a bez małżeństwa? W Biblii mało o ludziach samotnych, celibat nie jest bynajmniej ideałem, kapłan powinien był być żonaty, dopiero w Nowym Testamencie mamy trzy wielkie postacie wyraźnie samotnicze: Jan Chrzciciel, Jezus, Paweł. Oczywiście można twierdzić, że Jezus ożenił się z Magdaleną, ale tylko dlatego, że papier wytrzyma wszystko (internet też).


Szczęście ludzi, którzy w zaciszu swego domu nie mają żony i dokoła ich stołu synowie nie siedzą... Nie mogę wypowiadać się kompetentnie, bom żonaty i dzieciaty, co więcej, przez długie lata marzyłem o samotności, w której mógłbym spokojnie wykonywać „pracę rąk swoich", raczej jednej - tej z długopisem. Może tak jest, że kiedyśmy niestarzy i silni, kiedy marzymy o zawodowych sukcesach, kiedy wokół nas pełno ludzi gaszących naszą samotność - celibat nie uwiera. Dopiero na starość naprawdę doskwiera pustka. Dobrze, że przynajmniej jest telefon, komputer...

00:16, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 30 października 2006
Błogosławiony

Psalm 1

„Błogosławiony człowiek, który nie idzie za radą występnych, nie wchodzi na drogę grzeszników i nie zasiada w gronie szyderców, lecz w prawie Pańskim upodobał sobie i rozmyśla nad nim dniem i nocą".

Słowo „szydercy" oznacza tu ludzi, którzy wprawdzie wierzą w Boga, ale postępują tak, jak gdyby nie istniał  (Biblia Poznańska). Strasznie dużo takowych, trudno nie zasiadać w ich gronie. „Kiedy wejdziesz między wrony" - niełatwo ich omijać szerokim łukiem.

13:53, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
niedziela, 29 października 2006
Przejrzenie

Ewangelia Marka 10,46-52

Gdy Jezus razem z uczniami i sporym tłumem wychodził z Jerycha, niewidomy żebrak Bartymeusz, syn Tymeusza, siedział przy drodze. Ten słysząc, że to jest Jezus z Nazaretu, zaczął wołać: - Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną. Wielu nastawało na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: - Synu Dawida, ulituj się nade mną. Jezus przystanął i rzekł: - Zawołajcie go. I przywołali niewidomego, mówiąc mu: - Bądź dobrej  myśli, wstań, woła cię. On zrzucił z siebie płaszcz, zerwał się i przyszedł do Jezusa. A Jezus przemówił do niego: - Co chcesz, abym ci uczynił? Powiedział Mu niewidomy: - Rabbuni, żebym przejrzał. Jezus mu rzekł: - Idź, twoja wiara cię uzdrowiła. Natychmiast przejrzał i szedł za Nim drogą.

Widzieć, nie być niewidomym - niesłychane. Czasem też Bóg uzdrawia nasz wzrok duchowy. Szaweł (Saul) stał się Pawłem nagle i radykalnie, my na ogół przeżywamy przejrzenia spokojniejsze, ale czasem też mądrzejemy.

11:22, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
sobota, 28 października 2006
Dzień poczwórnie żydowski

Ewangelia Łukasza 6, 13-16

”Przywołał swoich uczniów i wybrał spośród nich dwunastu, których też nazwał apostołami: Szymona, którego nazwał Piotrem, i brata jego Andrzeja; Jakuba i Jana; Filipa i Bartłomieja; Mateusza i Tomasza; Jakuba, syna Alfeusza i Szymona z przydomkiem Gorliwy; Judę, syna Jakuba i Judasza Iskariotę, który stał się zdrajcą".

Dziś mamy cztery powody, by wspominać naród żydowski.

Przypada święto apostołów Szymona i Judy Tadeusza, należących, jak cała Dwunastka, do Narodu Wybranego. Juda kojarzy nam się z Żydami szczególnie z powodu imienia: nosił je czwarty syn patriarchy Jakuba, którego potomkiem był wspaniały król Dawid; centralny rejon Palestyny zwał się Judeą. Apostoł Juda jest prawdopodobnie tożsamy z Tadeuszem, o którym jest wzmianka w Ewangeliach Mateusza 10,3 i Marka 3,18. W chrześcijańskim kanonie biblijnym jest List Judy, ale jego autorem jest zapewne inny uczeń Jezusa tego imienia, prawdopodobnie jeden z Jego braci (kuzynów, braci przyrodnich). Święty Juda Tadeusz jest w moim Kościele patronem spraw beznadziejnych: zapewne zawdzięczamy mu cudowne polepszenie stosunków katolicko-żydowskich w ubiegłym stuleciu. Apostoł Szymon, nie będący szefem Dwunastu Piotrem, sprawia z kolei biblistom problem, co znaczy jego przydomek Zelota. Czy chodzi o stronnictwo gwałtownych bojowników antyrzymskich zelotów, czy też jest tylko określeniem charakteru apostoła jako gorliwego obrońcy tożsamości żydowskiej. Mateusz i Marek nazywają go Kananejczykiem, co też nie jest jasne: może też oznaczać gorliwość, ponieważ hebrajskie słowo ”qana" znaczy ”być zazdrosnym, pełnym pasji" (tłumaczył to papież Benedykt XVI w katechezie 11 bm.).

Tyle o dawnych czasach. Są dziś jednak również współczesne okazje ”żydowskie". dokładnie 48 lat temu został papieżem Anioł Józef Roncalli. Jako Jan XXIII dokonał praprzełomu w stosunku katolików do Żydów. Na polecenie tego papieża usunięto z liturgii rzymskokatolickiej wszelkie sformułowania obrażające innych chrześcijan i wyznawców innych religii. Usunięto zatem z liturgii wielkopiątkowej przymiotnik ”perfidiis" (przewrotnych, wiarołomnych) stojący dotąd przy słowie ”Żydzi". Głośny był przypadek przerwania przez papieża-reformatora liturgii wielkopiątkowej celebransowi, który posłużył się dawnym tekstem, i spowodowanie powtórzenia go w nowej formie. Ileż wciąż w moim Kościele podobnych ciągot do przeszłości...

Potem zwołany przez Jana XXIII Sobór Watykański II dokładnie 41 lat temu ogłosił deklarację przełomową ”Nostra aetate". Zostało tam stwierdzone między innymi, że ”choć władze żydowskie wraz ze swymi zwolennikami domagały się śmierci Chrystusa, jednakże to, co popełniono podczas Jego męki, nie może być przypisane ani wszystkim bez różnicy Żydom wówczas żyjącym, ani Żydom dzisiejszym".

Po czwarte dziś szabat.

11:17, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
piątek, 27 października 2006
Niezgoda

Ewangelia Łukasza 12, 58


”Gdy idziesz do urzędu ze swym przeciwnikiem, staraj się w drodze dojść z nim do zgody, by cię nie pociągnął do sędziego; a sędzia przekazałby cię dozorcy, dozorca zaś wtrąciłby cię do więzienia".
Dojść do zgody... Ba! Jest to sedno Ewangelii, też każdej konfesyjnej doktryny kościelnej, nawet i niejednej deklaracji politycznej - ale co z tego? Któż przyzna się, że nie chce się pogodzić? Każdy mówi, że on chce, ale druga strona...


Polityka jest szczególną widownią walki. Także w demokracji. By nie powiedzieć: w tym ustroju, choć najlepszym z możliwych - jeszcze bardziej. ”Komuna" kryła walki wewnątrz partii dyktatorskiej; ”laikom" wydawało się, że front przebiega wyłącznie między rządem i opozycją demokratyczną, tymczasem wewnątrz elity władzy też były konflikty, tylko starannie skrywane. Można było wiele ukryć, bo działała kłódka cenzury. Dziś też partie chciałyby wydać się jednolite, ale działają wszechwiedzące i ”wszechkrzyczące" media. Co więcej, „za komuny" opozycja też nie ogłaszała swoich wewnętrznych różnic, bo to utrudniałoby opór. I tak doszło do tego, że wciąż widać wojnę wszystkich ze wszystkimi.
Na górze. A na dole, w naszych rodzinach, miejscach pracy? Na szczęście sądy są niesprawne, zniechęcają do oddania im sprawy, bo inaczej szlibyśmy tam tłumnie, nie godząc się po drodze.
No i na koniec niedola godzących. Gdzie dwóch się bije, tam trzeci oberwać może...

11:22, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 26 października 2006
Ogień

Ewangelia Łukasza 12,49-51

”Jezus powiedział do swoich uczniów: - Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął. Chrzest mam przyjąć i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie. Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam".


Pewien mój polemista przekonywał mnie uparcie, że chrześcijaństwo jest bardziej agresywne niż islam. Powoływał się na naszą inkwizycyjną przeszłość i dawną tolerancję w państwach muzułmańskich. W końcu użył Ewangelii: to przecież Jezus a nie Mahomet powiedział, że bynajmniej nie przyszedł przynieść pokoju.


No cóż, tak czytając Ewangelię, tym bardziej w ogóle Biblię, można udowodnić niejedno. Trzeba natomiast czytać teksty w całości, nie wyrywając poszczególnych zdań z kontekstu. Wtedy powyższe wypowiedzi Chrystusa będzie można zrozumieć jako opis nieuniknionych skutków a nie zamierzeń. Każde działanie skutkuje rozmaicie. Można chcieć pokoju a powodować kłótnie. Chrześcijaństwo, religia pogodzenia Żydów i pogan, zaowocowała prześladowaniem Jezusa, potem Szczepana, Pawła, przez przeciwników nowej wiary, później, przez długie wieki, Żydów przez chrześcijan. Człowiek ma wolną wolę, nie ma rady. No i trzeba pamiętać, że język Ewangelii, wypowiedzi Jezusa, jest po wschodniemu ostry, przesadny i obrazowy, pełen przenośni: męka i śmierć na krzyżu nazwana została chrztem.


”Teściowa stanie przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej" - powiada dalej Jezus. Tak pewnie było w pierwszym wieku chrześcijaństwa, tak na pewno jest teraz: spór o Radio Maryja czy o świadków Jehowy rozbija rodziny. Winien temu jest Jezus? Nie, On to tylko przewidział.

17:04, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
środa, 25 października 2006
Moc i pieśń

Księga Izajasza 12,2

„Oto Bóg jest moim zbawieniem.
Będę miał ufność i bać się nie będę.
Bo Pan jest moją mocą i pieśnią,
On stał się dla mnie zbawieniem."

Jest to psalm. Biblia zawiera ogromną księgę tego rodzaju tekstów, ale podobne pieśni znajdują się również w innych miejscach Pisma Świętego. Też właśnie w Księdze Izajasza.
„Pan jest moją mocą i pieśnią" - bardzo pięknie, poetycko to powiedziane. Co ciekawe, można zamiast słowa „pieśń" napisać tu, jak przekładają inni, „chluba" czy „chwała", bo w pieśniach (psalmach) Narodu Wybranego wyrażało się wszystko, co najważniejsze w życiu duchowym. A Bóg jest naszą chwałą. Czyjaś chwała to jego waga, znaczenie: nadaje je człowiekowi Bóg. Jesteśmy dla Boga ważni.

Można to przyjąć teoretycznie, ale przestać się bać niełatwo.

14:36, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 24 października 2006
Pokój

List do Efezjan 2, 14

”On bowiem jest naszym pokojem. On, który obie części ludzkości uczynił jednością, bo zburzył rozdzielający je mur, wrogość."


Chrystus jest naszym pokojem. Autor Listu do Efezjan (Paweł lub ktoś z jego uczniów) mówi tutaj o dwóch częściach ludzkości, którymi byli w tamtych czasach Żydzi i poganie. Z Biblii Poznańskiej dowiedziałem się, że ta ”wzmianka o murze stanowi wyraźną aluzję do muru, który odgradzał dziedziniec pogan od dziedzińca Żydów [w świątyni jerozolimskiej - JT].

Poganom pod karą śmierci nie wolno było wejść na dziedziniec przeznaczony dla żydowskich kobiet i mężczyzn." Świątynia została zburzona wraz z tamtym murem, runął również mur duchowy między Żydami a poganami w tym sensie, że jedni i drudzy mogli stać się uczniami Chrystusa. Dalszy ciąg historii był jednak, jak wiadomo, taki, że istniał dalej mur między chrześcijanami a Żydami, którzy chrześcijaństwa nie przyjęli, i dopiero po wiekach rozpoczął się dialog.


A w ogóle to Chrystus jest naszym pokojem, ale to nam często nie odpowiada: wolimy wojnę...

15:58, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 23 października 2006
Bogaci w miłosierdzie
W przeznaczonym na dzisiaj fragmencie Listu do Efezjan (2,1-10) jest wyrażenie ”Bóg, bogaty w miłosierdzie", które posłużyło papieżowi za tytuł encykliki. Chciałem napisać, że natomiast ludzie są ubodzy w to dobro, ale się powstrzymałem, bo przypomniałem sobie dwóch duchownych wielce miłosiernych. Jeden to Tadeusz Isakowicz-Zaleski, organizator ogólnopolskiego ruchu opieki nad niepełnosprawnymi umysłowo, drugi to Jerzy Marszałkowicz, inicjator równie troskliwej opieki nad bezdomnymi. Pierwszy jest zwariowany na punkcie lustracji, drugi na punkcie Radia Maryja, ale obaj zasługują, by ich dzieła nosiły imię świętego Brata Alberta. Oczywiście takich osobników było, jest i będzie więcej, a wymieniłem tych dwóch, bo ich znam osobiście i w sprawie miłosierdzia podziwiam (w innych mniej).
12:14, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
Władza

Niedziela 22 października

Ewangelia Marka 10,35-45


 ”Jakub i Jan, synowie Zebedeusza, zbliżyli się do Jezusa i rzekli: - Nauczycielu, chcemy, żebyś nam uczynił to, o co Cię poprosimy. On ich zapytał:  - Co chcecie, żebym wam uczynił?  Rzekli Mu: Użycz nam, żebyśmy w Twojej chwale siedzieli jeden po prawej, drugi po lewej Twej stronie. Jezus im odparł:  - Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który ja mam pić, albo przyjąć chrzest, którym ja mam być ochrzczony?  Odpowiedzieli Mu: - Możemy. Lecz Jezus rzekł do nich: - Kielich, który ja mam pić, pić będziecie, i chrzest, który ja mam przyjąć, wy również przyjmiecie. Nie do mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej lub lewej, ale dostanie się ono tym, dla których zostało przygotowane. Gdy dziesięciu to usłyszało, poczęli oburzać się na Jakuba i Jana. A Jezus przywołał ich do siebie i rzekł do nich: - Wiecie, że ci, którzy uchodzą za władców narodów, uciskają je, a ich wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie między wami. Lecz kto by między wami chciał się stać wielki, niech będzie sługą waszym. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem wszystkich. Bo i Syn Człowieczy nie przyszedł, aby mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie na okup za wielu.”


Nawet Jezusowi wybrańcy chcieli być ważniejsi od innych. Ale im to przeszło, w przeciwieństwie do milionów śmiertelników, którzy marzą o władzy, a gdy ją dostaną, używają sobie, ile wlezie.

12:13, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
Archiwum