Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
sobota, 14 października 2006
Szczęśliwcy

Ewangelia Łukasza 11, 27-28


"Gdy Jezus mówił do tłumów, jakaś kobieta z tłumu głośno zawołała do Niego: - Błogosławione łono, które Cię nosiło, i piersi, które ssałeś. Lecz On rzekł: - Owszem, ale również błogosławieni ci, którzy słuchają słowa Bożego i zachowują je".


Mamy tutaj dylemat, o którym pisałem już nieraz. Polska tradycja przekładowa grecki termin „makarioi", oznaczający dosłownie szczęśliwych, oddaje słowem "błogosławiony", są jednak nowatorzy (np. Biblia Poznańska), którzy wolą dosłowność, zwyczajność, brak patosu. Tak czy inaczej, w przededniu Dnia Papieskiego (15 bm.) i kościelno-narodowej rocznicy (16 bm.) można powiedzieć, że Karol Wojtyła-Jan Paweł II był tak błogosławiony, jak i szczęśliwy. Błogosławiony - wiadomo, błogosławią go liczne narody, nie tylko polski, a szczęśliwy? Szczęście - wartość szczególna, słowo wieloznaczne, uczucie wielce zmienne, w gruncie rzeczy wszystko zależy od człowieka. Myślę, że gdyby zapytano Papieża, czy jest szczęśliwy, odpowiedziałby, że oczywiście. Nie zajmował się sobą, więc nie narzekał, a w ogóle to ludzie święci są szczęśliwi, zanim jeszcze opuszczą ziemski padół. Mają o wiele więcej zmartwień niż zwykli zjadacze chleba, mają nawet czarne noce zwątpienia czy wręcz rozpaczy, ale w sumie są chyba szczęściarzami - choć zupełnie inaczej niż zadowoleni z siebie śmiertelnicy.


W związku z dniami październikowymi mamy wysyp publikacji "papieskich". Bardzo ważna, warta lektury jest książka George`a Weigla "Boży wybór", wydana przez Znak, oczywiście przetłumaczona z angielskiego (amerykańskiego). Autor, znany także w Polsce z fundamentalnej biografii Papieża „Świadek nadziei", daje popis imponującej erudycji i swoistej śmiałości poglądów. Rzecz dotyczy obu biskupów Rzymu: ostatnich dni życia Jana Pawła i początku pontyfikatu Benedykta, a także watykańskiego bezkrólewia, czyli "przedkonklawia", i samego konklawe. Co do Benedykta, to mamy właściwie o samym pontyfikacie minimalnie (książka nie została napisana przedwczoraj), sporo jest natomiast o przedpapieskim życiu Josepha Ratzingera i o tym, co trzeba zrobić, by pod nowym papieżem jego Kościół lepiej działał. Weigel jest - według miar zachodnich - konserwatystą, uważa, że odnowa posoborowa poszła za daleko, poza granice ortodoksji, za bardzo przejęła się duchem współczesnego relatywistycznego świata. Tu zgadza się z Benedyktem XVI i wyraża nadzieję, że nowemu papieżowi uda się zrobić z tym porządek, co już trochę robił jako szef Kongregacji Doktryny Wiary. Autor książki uważa w ogóle, że trzeba Kościołowi rzymskokatolickiemu więcej stanowczości, mniej zgodliwości, także np. w stosunkach z islamem. Jako jeden z neokonserwatystów amerykańskich krytykuje, choć delikatnie, Stolicę Apostolską za nadmierny pacyfizm w sprawie wojny w Iraku.


Co ja na to? Nie jak na lato, ale bez obrzydzenia. Wydaje mi się, że z odnową posoborową jest tak, jak z cięciwą łuku. Watykański rygoryzm centralistyczny przed Vaticanum Secundum był tak napięty, że rozluźnienie go spowodowało wręcz wystrzał emocji i opinii, więc też zapewne luz przesadny. Ale to na tzw. Zachodzie - u nas sojusznikami "konserwatywnego" papieża są będący na marginesie Episkopatu postępowcy: Nossol, Życiński, Pieronek... Z czego wyciągam wniosek, że Benedykt też jest błogosławiony (łacińskie "benedictus"), że będę go błogosławił osobliwie, gdy dowiem się, że moim biskupem, warszawskim, następcą kardynała Glempa, mianował osobę, która mnie i myślących podobnie jak ja uszczęśliwi i pobłogosławi.


PS. Jeszcze co do Weigla: podoba mi się jego sposób pisania. Nie chodzi mi o styl, angielskiego nie znam (jeśli wnioskować z potoczystego przekładu Dominiki Chylińskiej, Michała Romanka i Rafała Śmietany, pisze gładko), ale o miłą bezpośredniość. Mam na myśli np. informację, że zanim kardynałowie otrzymali na czas konklawe apartamenty (z toaletami), wybierali Ojca Świętego używając nocników.

10:56, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
piątek, 13 października 2006
Wiara, nie Prawo

List do Galatów 3, 7-14

"Zrozumiejcie, że synami Abrahama są ci, którzy polegają na wierze. I stąd Pismo widząc, że w przyszłości Bóg na podstawie wiary będzie dawał poganom usprawiedliwienie, już Abrahamowi oznajmiło tę radosną nowinę: >>W tobie będą błogosławione wszystkie narody<<. I dlatego tylko ci, którzy polegają na wierze, mają uczestnictwo w błogosławieństwie wraz z Abrahamem, który dał posłuch wierze. Natomiast na tych wszystkich, którzy polegają na uczynkach Prawa, ciąży przekleństwo. Napisane jest bowiem: >>Przeklęty każdy, kto nie wypełnia wytrwale wszystkiego, co nakazuje wykonać Księga Prawa<<. A że w Prawie nikt nie osiąga usprawiedliwienia przed Bogiem, wynika stąd, że >>sprawiedliwy z wiary żyć będzie<<. Prawo nie opiera się na wierze, lecz mówi: >>Kto wypełnia przepisy, dzięki nim żyć będzie<<. Z tego przekleństwa Prawa Chrystus nas wykupił, stawszy się za nas przekleństwem, bo napisane jest: >>Przeklęty każdy, którego powieszono na drzewie<<, aby błogosławieństwo Abrahama stało się w Chrystusie Jezusie udziałem pogan i abyśmy przez wiarę otrzymali obiecanego Ducha."

 
Ale był rozrabiacz z tego Pawła z Tarsu! Nic dziwnego, że nienawidziła go elita żydowska. Nie tylko z pogromcy groźnej sekty zrobił się nagle jej gwałtownym głosicielem, jeszcze do tego głosił te nowinki atakując bez pardonu święte zasady macierzystej religii. Przekreślił konieczność przestrzegania przepisów Prawa, mało tego - twierdził, że na tych, co ich przestrzegają, ciąży przekleństwo. W zapale polemicznym udowadniał to cytując dość swobodnie i interpretując niemal tendencyjnie (komentarz Biblii Poznańskiej) księgi biblijne. Rygoryzmowi prawno-etycznemu przeciwstawiał wiarę, przy czym powoływał się na Abrahama jako na nadrzędny autorytet; jego przeciwników musiało to wściekać, bo ów ojciec Narodu Wybranego bynajmniej nie lekceważył obrzezania, które Paweł uznał za zbędne. Był rewolucjonistą - co nie znaczy, że naprawdę to on stworzył doktrynę chrześcijańską, nie Chrystus, jak się głosi tu i ówdzie. Stanowił awangardę, ale miał za sobą cały zalążkowy Kościół. Przecież to sam Piotr podał w wątpliwość podział pokarmów na czyste i nieczyste (Dzieje Apostolskie 11). Paweł był teologiem genialnym, ale zważmy, że chrześcijański Wschód ma za patrona raczej apostoła Jana.

09:03, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 12 października 2006
Proście

Ewangelia Łukasza 11,9-13


”Proście, a będzie wam dane, szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajdzie, a kołaczącemu otworzą. Jeżeli któregoś z was, ojców, syn poprosi o chleb, czy poda mu kamień? Albo o rybę - czy zamiast ryby poda mu węża? Lub też, gdy poprosi o jajko, czy poda mu skorpiona? Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre rady swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą.”


To zapewnienie Jezusa rodzi jednak wątpliwości. Po pierwsze, jak pogodzić słowa ”Proście, a będzie wam dane”  z faktem, że prosimy nieraz Boga o takie czy inne dobro i nie otrzymujemy go? Po drugie - po co przedstawiać listę naszych potrzeb i potrzeb naszych bliźnich komuś, kto zna je lepiej od nas?
Nie jesteśmy pierwszym pokoleniem chrześcijan, które zadaje sobie tego rodzaju pytania. Są one zapewne tak stare, jak Kościół. I nigdy - w każdym razie w tym życiu - nie znajdą zadowalającej odpowiedzi, dotyczą bowiem tajemnicy. Bóg jest dla nas niepojęty, a więc również niepojęte są Jego rządy naszym losem. Niemniej jakaś częściowa odpowiedź jest możliwa.


Odpowiedź na pierwsze pytanie, pytanie o prośby niewysłuchane, zawiera się w pytaniu drugim. Bóg nie zawsze wysłuchuje naszych próśb właśnie dlatego, że wie lepiej od nas, czego nam naprawdę potrzeba. Zna nieskończenie lepiej niż my nas samych oraz widzi nasz los w nieskończenie szerszej i dalszej perspektywie. Wśród naszych przeżyć są prośby wysłuchane i są prośby niewysłuchane - nie wiemy, dlaczego. Są jednak również prośby niewysłuchane, o których możemy powiedzieć, że na szczęście nie zostały wysłuchane. Jeśli z wiarą w Bożą opatrzność patrzymy na nasz los, widzimy niejeden taki obrót spraw. Co oczywiście nie oznacza - chciałbym to mocno podkreślić - że wiara pozwala nam zrozumieć sens wszystkich ludzkich dramatów i tragedii, sens Auschwitz i Kołymy. Wiele straszliwych nieszczęść jest i będzie dla nas zawsze potworną zagadka. Sensu cierpienia nigdy do końca nie wyjaśnimy.


Wróćmy do drugiego pytania. Czy więc nie trzeba o nic prosić Boga, który jest wszechwiedzący? Czy tzw. modlitwa błagalna nie ma sensu? Otóż ma sens każda modlitwa. Rozmowa dzieci z ojcem może i powinna obejmować jak najwięcej tematów. Akt prośby jest tak ludzką, naturalną rzeczą, że byłoby chyba niesłuszne usuwanie go z naszego dialogu z Bogiem-Ojcem. Jest to w każdym razie sprawa indywidualna, sprawa potrzeb psychicznych modlącego się. Pamiętajmy tylko, że wzorem dla nas powinna być modlitwa Jezusa w Ogrójcu: ”Ojcze, jeśli chcesz, odwróć ode mnie ten kielich. Ale nie moja, ale Twoja niech się stanie wola.” Słów ”bądź wola Twoja" nie ma w Łukaszowej wersji Modlitwy Pańskiej (jest tylko u Mateusza), ale i w tej Ewangelii prośba o chleb powszedni jest dopiero na trzecim miejscu, po prośbach: ”niech się święci imię Twoje" i ”niech przyjdzie Twoje królestwo" - czyli królestwo dobra i prawdy, niekoniecznie naszych doraźnych sukcesów.


No i wreszcie pomyślmy nad tymi słowami: ”Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą”. Przedtem, gdy chodziło o nasze prośby kierowane do ludzi, była mowa o chlebie, rybie i jajku. Ale teraz - gdy chodzi o prośby do Boga - mowa jest o Duchu Świętym. O Duchu Oświecicielu, który pomaga nam na wszystkie nasze sprawy spojrzeć w innym, Bożym świetle. Modlitwa zatem powinna być przede wszystkim prośbą o to, żebyśmy umieli zobaczyć, czego nam najbardziej potrzeba. Amen.

17:28, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
środa, 11 października 2006
Pokusa czy próba

Ewangelia Łukasza 11, 1-4


"Gdy Jezus przebywał w jakimś miejscu na modlitwie i skończył ją, rzekł jeden z uczniów do Niego: - Panie, naucz nas się modlić, jak i Jan nauczył swoich uczniów. A On rzekł do nich: - Kiedy się modlicie, mówcie: - Ojcze, święć się imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj i przebacz nam nasze grzechy, bo i my przebaczamy każdemu, kto nam zawini; i nie dopuść, byśmy ulegli pokusie".


Oto mamy biblijny tekst naszej najważniejszej modlitwy. Krótszy niż ten, który znamy (mam nadzieję) na pamięć: dłuższy, ten brzmiący w naszych uszach, jest u Mateusza 6, 9-13.


Z oboma tekstami, które są w Ewangeliach, jest translatorski kłopot. Ze słowem oznaczającym największy kłopot Boga, człowieka i całego Kosmosu, mianowicie z "pokusą". Rzecz w tym, że nie wiadomo, czy w tym miejscu Ewangelii w ogóle o niej mowa. Tradycyjny przekład: "i nie wódź nas na pokuszenie" jest wątpliwy, ponieważ jeśli ktoś może nas „wodzić na pokuszenie", to diabeł, nie Bóg. Stąd powyższe tłumaczenie: "i nie dopuść, byśmy ulegli pokusie" (które ma też Biblia ekumeniczna 11 Kościołów) czy też "i nie dozwól nam ulec pokusie" w Biblii poznańskiej.


Można jednak poradzić sobie z tą pokusą jeszcze inaczej, wstawiając w jej miejsce inne słowo. Oryginał grecki ma tu termin "peirasmos", który znaczy również: "próba", "doświadczenie", czyli czynności godne Boga. Tą drogą poszedł „Współczesny przykład z języka greckiego" czterech Ewangelii, wydany przez Towarzystwo Biblijne pod koniec lat 70. Ów pomysł przypadł mi do gustu, przekonałem także moich trzech biblistów trzech wyznań, więc czytamy w naszej Ewangelii Łukasza: "i nie wystawiaj nas na próbę". Z tym, że z tej wersji nowatorskiej zrezygnowaliśmy tłumacząc później Mateusza: tam jest tradycyjna prośba o "niewodzenie na pokuszenie". No cóż, kochamy się jak bracia, ale kłócimy jak uczeni w Piśmie i za drugim razem zwyciężyło w naszej czwórce nastawienie konserwatywne. Tak to bywa z tłumaczeniami: ale na pewno jest ciekawie!

14:46, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 10 października 2006
Gadanie gościa

Ewangelia Łukasza 10, 38-42


"Jezus przyszedł do jednej wsi. Tam pewna niewiasta imieniem Marta przyjęła Go do swego domu. Miała ona siostrę imieniem Maria, która siadła u nóg Pana i przysłuchiwała się Jego mowie. Natomiast Marta uwijała się koło rozmaitych posług. Przystąpiła więc do Niego i rzekła: - Panie, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? Powiedz jej, żeby mi pomogła. A Pan jej odpowiedział: - Marto, Marto, troszczysz się o wiele, a potrzeba mało albo tylko jednego. Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będziesz pozbawiona".


Najpierw skojarzenie najbardziej osobiste: jedna ze wspaniałych dziewczyn, w których się kochałem, nazywała się Maria Cząstka. Dalej taka myśl, też zresztą indywidualna, choć chyba wynikająca z biblijnego tekstu, że gościem zająć się trzeba przede wszystkim od strony ducha, nie brzucha. Oczywiście też go nakarmić i napoić, ale przede wszystkim z nim pogadać. Może nawet dać mu się wygadać? To ludzka potrzeba, u niektórych wręcz fizjologiczna. Oczywiście Jezus nie był z takich: myślę poza tym, że wręcz miał dosyć ewangelizacji, tematów poważnych i trudnych, dla niektórych słuchaczy kontrowersyjnych, wolałby pewnie po prostu poplotkować z przyjaciółmi. Ale oni woleli Go słuchać jako Nauczyciela.

12:15, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 09 października 2006
Bliźnim być

Ewangelia Łukasza 10,30-35

"Pewien człowiek schodził z Jerozolimy do Jerycha i wpadł w ręce zbójców. Ci nie tylko go obdarli, lecz jeszcze rany mu zadali i zostawiwszy na pół umarłego, odeszli. Przypadkiem przechodził tą drogą pewien kapłan; zobaczył go i minął. Tak samo lewita, gdy przyszedł na to miejsce i zobaczył go, minął. Pewien zaś samarytanin, będąc w podróży, przechodził również obok niego. Gdy go zobaczył, wzruszył się głęboko: podszedł do niego i opatrzył mu rany, zalewając je oliwą i winem; potem wsadził go na swoje bydlę, zawiózł do gospody i pielęgnował go. Następnego zaś dnia wyjął dwa denary, dał gospodarzowi i rzekł: - Miej o nim staranie, a jeśli co więcej wydasz, ja oddam tobie, gdy będę wracał".


Najpierw trochę wyjaśnień: człowiek "schodził" z Jerozolimy, bo to miasto jest położone stosunkowo wysoko, niemal na wysokości  naszego Zakopanego, w każdym razie w stosunku do Jerycha, które leży w dolinie Jordanu, płynącego poniżej poziomu morza. Lewita to - mówiąc najkrócej i najprościej - członek stanu kapłańskiego niższej rangi. Dalej uwaga: Biblia Tysiąclecia ma tu staropolskie "bydlę" i cieszę się tym archaizmem jako miłym zabytkiem (Biblia Poznańska i nie tylko ona ma "juczne zwierzę").

Jezus opowiedział tę przypowieść w odpowiedzi na pytanie jakiegoś uczonego w Prawie (Wujek nazywa go "biegłym w Zakonie"!), kto jest moim bliźnim. Uczony zrozumiał sens przypowieści, my w zasadzie też: morał jak banał, przypowieść prawie dwutysiącletnia. Cóż, kiedy stara, ale jara...

15:11, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
niedziela, 08 października 2006
Dwoje jednym

Ewangelia Marka 10, 6-8


”Na początku stworzenia Bóg «stworzył ich jako mężczyznę i kobietę: dlatego opuści człowiek ojca swego i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem». A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało".


Czytania niedzielne na temat małżeństwa i rodziny (List do Hebrajczyków i Psalm 128 też o synach, dzieciach). W powyższym fragmencie Ewangelii Marka Jezus cytuje 2 rozdział Księgi Rodzaju: nierozerwalność małżeństwa motywuje metaforą „jednego ciała". Trudna sprawa: łatwiej być dobrym pracownikiem, niekonfliktowym człowiekiem poza domem niż wytrwać w miłości małżeńskiej i nie mylić przygody z miłością.


Przeczytałem właśnie ”Czarną polewkę" Małgorzaty Musierowicz. Ta siedemnasta już powieść poznańskiej pisarki, kolejna część świetnej sagi rodu Borejków zwanej Jeżycjadą od nazwy dzielnicy, jest znów o ”tych rzeczach". O tym, co niektórych od dzieciństwa zajmuje w sposób szczególny. Pani Małgorzata pisze głównie dla tzw. dorastających panienek, ale w jej książkach mamy samo życie. Czy pokazywane prawdziwie? Czy nie zbyt idealnie? Czy to zaplanowany adresat młodzieżowy zmusza autorkę do ignorowania na przykład faktu, że dzisiejsi nastolatkowie zaczynają pełne życie erotyczne bardzo, bardzo wcześnie? Myślę, że świat Jeżycjady jest lepszy niż „real" polski Anno Domini 2006. Oczywiście lepszy jest język, w którym powszechny przerywnik pięcioliterowy na „k" w ogóle się nie pojawia. Może też lepsi są ludzie: bohater „Czarnej polewki" Wolfi z oburzeniem odrzuca propozycję obleśnego Bodzia, żeby przy pierwszej okazji przespał się z Laurą: - To nie moja laska, ale narzeczona. Czy jednak statystyka musi determinować literaturę? Zatem cykl Małgorzaty Musierowicz - to opinia kompetentnych krytyków - nie jest zbiorem powiastek dla grzecznych dzieci. Dzieci nie pchają się tu zaraz do łóżka, ale łóżko nie jest przecież jedynym meblem i realium literackim jedynym: jest jeszcze legion innych, które autorka obrazuje znakomicie swoją równie dowcipną, jak wzruszającą prozą, w której tyle jest prozy życia, ile jego poezji. W której jest tyle etyki,a tak mało dydaktycznego smrodku.

16:41, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
sobota, 07 października 2006
Spotkanie najbliższych

Dzieje Apostolskie 1, 12-14


”Gdy Jezus został wzięty do nieba, Apostołowie wrócili do Jerozolimy z góry zwanej Oliwną, która leży blisko Jerozolimy, w odległości drogi szabatowej. Przybywszy tam, weszli do sali na górze i przebywali w niej: Piotr i Jan, Jakub i Andrzej, Filip i Tomasz, Bartłomiej i Mateusz, Jakub, syn Alfeusza, i Szymon Gorliwy, i Juda, brat Jakuba. Wszyscy oni trwali jednomyślnie na modlitwie razem z niewiastami, Maryją, Matką Jezusa i Jego braćmi.”


Niezwykłe było to spotkanie. Sztab apostolski Jezusa, już bez Judasza, także niewiasty, zapewne te, które pod wodzą Marii Magdaleny towarzyszyły Mistrzowi w Jego ewangelizacyjnych  wędrówkach,  dbając o potrzeby przyziemne, oraz Jego rodzina z Matką na czele. ”Sala na górze” to zapewne była komnata zwana w tradycji polskiej wieczernikiem, gdzie odbyła się wieczerza ostatnia przed śmiercią i zmartwychwstaniem, zatem samo miejsce było szczególne. Ale przede wszystkim szczególny był czas. Albowiem nastąpiło spotkanie naszej czasoprzestrzeni z ową wiekuistą, która jest za progiem śmierci: Jezus zmartwychwstały ukazał się, dowiedzieli się, że żyje. Pozostali na ziemi, ale byli już jakby innymi ludźmi. Pełnymi radości, że nie stracili swego Mistrza, wręcz przeciwnie: że jest już w chwale Nieba.

       
Dziś wszakże święto Maryjne, Maryi różańcowej, szczególny dzień października, miesiąca tej modlitwy. Wracając do Biblii - czy Jezus ukazał się również swojej Matce? Nie ma o tym żadnej wzmianki bezpośredniej, ale w ogóle nie ma o Niej wiele w Piśmie Świętym, jest tam jakby w cieniu. Jeśli jednak ukazywał się tylu ludziom, według Listu do Koryntian 15,6 przeszło pięciuset, nie ukazałby się swojej Matce?

11:49, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
piątek, 06 października 2006
Hiob raz jeszcze

No i doczekał się Hiob odpowiedzi Bożej; z wichru, jak przekłada Biblia Tysiąclecia, albo z burzy w Biblii Poznańskiej - meteorologiczne atrybuty Najwyższego. Odpowiada On pytaniami retorycznymi i znów bogatymi literacko: "Czyś w życiu rozkazał rankowi, wyznaczył miejsce jutrzence, by objęła krańce ziemi, usuwając z niej grzeszników?" (Księga Hioba 38,12-13;40,4-5). Bóg szorstko tłumaczy nieszczęśnikowi, że Jego przepotężna działalność absolutnie przekracza ludzkie pojmowanie. Hiob zrozumiał i powiada: "Jam mały, cóż Ci odpowiem? Rękę przyłożę do ust. Raz przemówiłem, nie więcej, drugi raz niczego nie dodam."


Cóż więcej bowiem można powiedzieć po takim Bożym "dictum"? Cóż mówić w ogóle, gdy wszelkie słowa tracą sens? Gdy pozostaje tylko wiara Abrahama, Hioba - i Chrystusa? Tylko? A może jednak - aż...

14:14, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 05 października 2006
Znowu Hiob

Księga Hioba 9,25-27


"Lecz ja wiem: Wybawca mój żyje, na ziemi wystąpi jako ostatni. Potem me szczątki skórą odzieje i ciałem swym Boga zobaczą. To właśnie ja Go zobaczę, moje oczy ujrzą, nie kto inny; moje nerki już mdleją z tęsknoty".


W Księdze Hioba, którą krótko i węzłowato przedstawiłem wczoraj, główny bohater, symbol niedoli naszej, ma przebłyski nadziei. Można by myśleć, że mowa tu o zmartwychwstaniu, ale uczeni sądzą raczej, że na taką wiarę było w V wieku przed Chrystusem  za wcześnie: religia Żydów powoli docierała do takiej nadziei (jeszcze za czasów Chrystusa przeciwstawiali się jej saduceusze, głosili dzielnie faryzeusze), rozumiejąc zbawienie po pierwsze plemiennie, jako Bożą opiekę nad zbiorowością, po drugie - ziemsko, jako sukcesy doczesne. Po śmierci miał być Szeol, życie w krainie cieni, ponurym świecie podziemnym, odpowiednikiem mitologicznego Hadesu. Tu zatem Hiob czeka chyba na odwrócenie losu, którego zresztą się doczeka, jeszcze w życiu doczesnym.

14:00, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
środa, 04 października 2006
Hiob

Czytanie z Księgi Hioba 9,1-12. 14-16


To dzieło biblijne szczególnie dramatyczne: bohater tytułowy jest symbolem nieszczęścia, hiobowa wiadomość to wieść bardzo niedobra. Księga przedstawia człowieka dotkniętego stratami ze wszystkich stron, on sam tylko uchodzi z życiem. No i zostali przyjaciele: dyskusja z nimi stanowi główną część tekstu. A jest to debata teologiczna: o Bogu jako rządcy naszej niedoli. Czy nieszczęścia są karą za nasze grzechy, czy raczej jednak sprawa jest o wiele mniej prosta, bo Hiob był człowiekiem prawnym? Bohater szamoce się z myślami, przede wszystkim z myślą o wszechpotężnym Panu: "Gdyby człek chciał się z nim spierać, nie odpowie mu nawet raz na tysiąc razy. Serce Jego jest mądre i siła potężna, kto zdoła Mu się przeciwstawić i ocalić siebie?" Księga jest poetycka, obraz za obrazem. Znów Biblia Poznańska: "On niepostrzeżenie góry przenosi i w gniewie swoim je wywraca. On wstrząsa ziemią w jej posadach, tak że chwieją się jej fundamenty. On słońcu może rozkazać, aby nie wschodziło. On gwiazdy zamyka pieczęcią. On sam niebiosa rozpina i przechadza się po morskiej głębi. On stworzył Niedźwiedzicę i Oriona, Plejady i gwiazdy południa. On czyni rzeczy wielkie, niezgłębione i cudowne, których policzyć nie sposób. Nie dostrzegam Go, gdy obok mnie przechodzi, mija mnie, a ja Go nie widzę. Gdy porywa siłą, któż Go zmusi do oddania, kto Mu powie: - Co Ty czynisz? (...) Jakże ja mógłbym odeprzeć Jego zarzuty, jakich dobrać słów, aby z Nim rozmawiać? Chociaż miałbym słuszność, On nie odpowiada, mamże błagać o litość swojego sędziego? A chociażby nawet odpowiedział na moje wezwanie, czy mam pewność, że głosu mego wysłucha?"


Klasyczny obraz ciemnej duchowo nocy, której zaznało tylu świętych, także Nowego Przymierza. Nie trzeba Hiobowych katastrof, by wołać do Boga, kłócić się z Nim, pytać, pytać, pytać... Szczególnie jednak w obliczu Zagłady. Takie też było główne przesłanie przemówienia papieża w Auschwitz: gdzie był Bóg? Gdzie był, gdy tam wtedy dokonywał się los milionów ugodzonych jeszcze potworniej niż starotestamentalny nieszczęśnik?


Tradycyjne imię "Hiob" zastępuje się czasem mniej eleganckim "Jobem": problem lingwistyczny trudny, bo słowo hebrajskie brzmi: "Ijjob".


PS. Ktoś pytał mnie tutaj, gdzie kupić ziarnko gorczycy: otóż bywa w polskich sklepach ogrodniczych.

14:44, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 03 października 2006
Samarytanie

Ewangelia Łukasza 9, 51-56
"Gdy dopełniał się czas wzięcia Jezusa z tego świata, postanowił udać się do Jerozolimy i wysłał przed sobą posłańców. Ci wybrali się w drogę i przyszli do pewnego miasteczka samarytańskiego, by Mu przygotować pobyt. Nie przyjęto Go jednak, ponieważ zmierzał do Jerozolimy. Widząc to uczniowie Jakub i Jan rzekli: - Panie, czy chcesz, a powiemy, żeby ogień spadł z nieba i zniszczył ich? Lecz On odwróciwszy się zabronił im. I udali się do innego miasteczka".


Jakuba i Jana nazwał Jezus nie bez powodu "synami gromu" (Marek 3,17), ale każdy z nas ma mniej lub bardziej piorun za ojca: dużo w nas burzliwych i niemiłosiernych emocji. No i nie lubimy inności, szczególnie gdy ci inni też nas nie kochają. Samarytanie stanowią dla historyków problem: tradycyjnie uważano ich za mieszankę żydowsko-pogańską, sprawa jest jednak bardziej skomplikowana. Zapewne byli (i są dotąd) odrębną grupą w ramach religii Mojżeszowej. Sami uważali się za ortodoksów, a Żydów za heretyków. Jezus bliższy był oczywiście Jerozolimy niż Samarii, ale nienawiść religijna czy plemienna była Mu absolutnie obca. Samarytanie są zresztą w Ewangeliach raczej bohaterami pozytywnymi, szczególnie u Łukasza, u którego mamy przesławną przypowieść o przedstawicielu tego narodu bardziej miłosiernym niż dwaj reprezentanci żydowskiej elity.


Stanisława Grabska, Polka i katoliczka, nie Samarytanka, niemniej biblistka wielce nowatorska, napisała ciekawą książkę pt. "Jan III. Teologia tekstów Redaktora Kościelnego Ewangelii według św. Jana", wydaną cztery lata temu przez benedyktynów tynieckich. Rzecz daje mocny wygląd w warsztat naukowy biblistów, przedstawiając genezę czwartej Ewangelii jako pracę kolejnych redaktorów pierwotnego materiału. Druga nowość książki polega na tym, że za środowisko, w którym powstała Ewangelia przypisywana Janowi, Grabska uważa wspólnotę powstałą w Samarii i gromadzącą Samarytan, choć Żydów również. Dużej roli samego Jana Grabska nie kwestionuje, był on według niej nauczycielem ustnym tej wspólnoty, ale - ciekawe - wywodziła się ona, zdaniem biblistki, spośród owych szczególnych wyznawców Jahwe (oczywiście tych, co uwierzyli Chrystusowi).

00:18, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 02 października 2006
Aniołowie

Księga Wyjścia 23, 20-23


"Tak mówi Pan: - Oto ja posyłam anioła przed tobą, aby cię strzegł w czasie twojej drogi i doprowadził cię do miejsca, które ci wyznaczyłem. Szanuj go i bądź uważny na jego słowa. Nie sprzeciwiaj mu się w niczym, gdyż nie przebaczy waszych przewinień, bo imię moje jest w nim. Jeżeli będziesz wiernie słuchał jego głosu i wykonywał to wszystko, co ci polecam, będę nieprzyjacielem twoich nieprzyjaciół i będę odnosił się wrogo do odnoszących się tak do ciebie. Mój anioł poprzedzi cię i zaprowadzi do Amoryty, Chetyty, Peryzzyty, Kananejczyka, Chiwwity, Jebuzyty, i ja ich wygładzę".


Dziś dzień aniołów stróżów. Cytat z Księgi Wyjścia dobrze do nich pasuje pod warunkiem, że za niedobrego ducha czasu uznamy przeraźliwą dziś dla nas agresywność, którą autor tekstu, nieodrodny syn swojej epoki, włożył w usta Boga.


Biblioteka "Więzi" przepięknie wydała sześć lat temu świetną książkę ks. Alfonsa Józefa Skowronka pt. „Aniołowie są wśród nas. Fascynacje - dociekania - wierzenia". Autor, teolog przedni, odpowiada doskonale na dzisiejsze zapotrzebowanie duchowe na owe duchy niebieskie. Są one bardzo sceniczne, ekranowe, medialne - zauważa ksiądz Skowronek, ale modę na nie tłumaczy także czymś głębszym. „Pewien człowiek, uważający siebie za niewierzącego, wyznaje, że wiara w osobistego anioła-towarzysza życia przetrwała jego utratę wiary w biblijne cuda, a nawet w zmartwychwstanie Jezusa". Może jest to trochę tak, jak z przysłowiowym już brakiem wiary w Boga, ale nie w Matkę Boską, w każdym razie jednak nie ma się co śmiać: potrzeba transcendencji jest sprawą poważną.


No dobrze, ale czy owej potrzebie odpowiada rzeczywistość? Czy to dogmat wiary? U ks. Skowronka znajdujemy także materiał na ten temat. Najpierw trzeba jeszcze odnotować za tym autorem, że wiara w aniołów znajduje nieraz subiektywne potwierdzenie w częstych przeżyciach ich obecności koło nas i to właśnie u ludzi mających bardzo mało wspólnego z religią instytucjonalną. A co ona mówi o istnieniu owych "posłańców" (greckie "angeloi")? "Katechizm Kościoła katolickiego" uważa istnienie aniołów w ogóle za prawdę wiary, a istnienie "personalnych" stróżów anielskich bliskie jest takiej pewności. Ważne jest jednak stwierdzenie warszawskiego teologa, że „w teologii było aż za dużo spekulacji na temat aniołów, ich specyfiki i pozycji w dziele stworzenia, łącznie z ich stosunkiem do ludzi; szlifowano i cyzelowano stopnie hierarchii aniołów. Tego rodzaju rozważaniom brakuje jednak poważnego punktu oparcia zarówno w Piśmie Świętym, jak w Tradycji". Chodzi o to, co wybrać: rozumienie dosłowne czy z egzegetycznym dystansem, fundamentalizm teologiczny czy współczesną krytykę tekstu? Ksiądz Skowronek opowiada się za tym drugim i nie jest to już dziś żadna herezja, choć oczywiście i tu grozi przesada, zbytni sceptycyzm.

13:36, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 01 października 2006
Bracia połączeni

Ewangelia Marka 9, 38-41


"Jan powiedział do Jezusa: - Nauczycielu, widzieliśmy kogoś, kto nie chodzi z nami, jak w Twoje imię wyrzucał złe duchy, i zabranialiśmy mu, bo nie chodził z nami. Lecz Jezus odrzekł: - Nie zabraniajcie mu, bo nikt, kto czyni cuda w imię moje, nie będzie zaraz źle mówić o mnie. Kto bowiem nie jest przeciwko nam, jest z nami. Kto wam poda kubek wody do picia, dlatego że należycie do Chrystusa, zaprawdę powiadam wam: nie utraci swojej nagrody".


Słowa Jezusa, które należałoby cytować w każdej wypowiedzi kościelnej na temat ekumenizmu - tak dobrze wyrażają jego sens. A formuła „Kto nie jest przeciwko nam, jest z nami" to jedna z licznych tak osiadłych w naszej kulturze, że nie zastanawiamy się, skąd pochodzi. Owszem, jest u Mateusza (12,30) zasada przeciwna: "Kto nie jest ze mną, jest przeciwko mnie", ale z kontekstu wynika, że chodzi tam o innych ludzi: wrogów Jezusa spośród faryzeuszy.

16:17, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
sobota, 30 września 2006
Przyszłość - ciemność

Ewangelia Łukasza 9, 43b-45


"Gdy wszyscy byli pełni podziwu dla wszystkich czynów Jezusa, On powiedział do swoich uczniów: - Weźcie wy sobie dobrze do serca te właśnie słowa: Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi. Lecz oni nie rozumieli tego powiedzenia; było ono zakryte przed nimi, tak że go nie pojęli, a bali się Go zapytać o nie".


Czasem przyszłość jest wręcz niewyobrażalna: uczniom Jezusa nie mieściło się w głowie, że mający takie olbrzymie sukcesy Mistrz może potwornie przegrać. Przyszłość jest zakryta przed nami absolutnie.

00:06, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
piątek, 29 września 2006
Z Michałem na czele

Księga Apokalipsy 12, 7-9


"Nastąpiła walka w niebie: Michał i jego aniołowie mieli walczyć ze Smokiem. I wystąpił do walki Smok i jego aniołowie, ale nie przemógł, i już się miejsce dla nich nie znalazło. I został strącony wielki Smok, Wąż Starodawny, który zwie się diabeł i szatan, zwodzący całą zamieszkałą ziemię, został strącony na ziemię, a z nim strąceni zostali jego aniołowie".


Obraz, którego dosłowne rozumienie byłoby naiwne, ale lekceważenie - dogmatycznie racjonalistyczne. Żyjemy w czasach Apokalipsy: Auschwitz, Kołyma, a po upadku tamtych diabelstw tyle jeszcze nieziemskich potworności: Srebrenica, Nowy Jork... Wszystko można od biedy wytłumaczyć "rozumowo", bez kolizji ze zwyczajną empirią, ale można również zadumać się nad rzeczywistością i zapytać, czy nie ma jakiejś innej, która na tą widzialną wpływa. Czy jeśli jest osobowy Absolut dobra, to czy nie ma również innych duchowych osób, które są uosobieniem zła, oraz takich, które służą Bogu i nam?


Również nam: 2 października wspominamy i czcimy aniołów szczególnego przydziału: stróżów naszych codziennych. Są takowi? Znam ludzi, którzy szczególnie liczą na ich pomoc, co do mnie - zwracam się zawsze do Boga bezpośrednio, ale nie lekceważę tamtej pobożności, żywej wiary, że "mnie od złego aniołki strzegą". Mój Michał bardzo długo myślał, że ów wierszyk pobożny brzmi: "... aniołki z czego?", dziwił się, czemu nagle takie pytanie o konsystencję owych duchów, ale jakoś nie zapytał o to swoich nauczycieli także seminaryjnych. I doznał oświecenia od zwykłych parafian dolnośląskich, pochodzących z kresów wschodnich, gdzie wymawiało się takie słowa porządnie, ba, nawet, gdzie jest miasto Strzegom.
Do poniedziałku jednak jeszcze daleko, a dzisiaj mamy święto nie tylko naczelnego wodza niebieskiej armii, też dwóch innych archaniołów: Gabriela i Rafała.


Pierwszego znamy między innymi z Ewangelii Łukasza jako zwiastuna dobrej nowiny Marii w Nazarecie oraz kapłanowi Zachariaszowi w świątyni jerozolimskiej. Temu drugiemu zapowiada, że doczeka się syna (Jana Chrzciciela), o co bardzo się modlił, a nadzieja była niewielka, bo był już staruszkiem i żona też. W najwcześniejszym dzieciństwie Jezusa odegrał dalej rolę doradcy jego przybranego ojca Józefa, o czym opowiada z kolei ewangelia Mateusza, z tym, że nie ujawnia imienia "anioła Pańskiego".


Rafał (Rafael) to wreszcie bohater Księgi Tobiasza, towarzysz podróży tytułowej postaci oraz uzdrowiciel jej ojca.

00:01, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
czwartek, 28 września 2006
Marność

Księga Koheleta 1,2-11


”Marność nad marnościami - powiada Kohelet - marność nad marnościami, wszystko marność. Cóż przyjdzie człowiekowi z całego trudu, jaki zadaje sobie pod słońcem? Pokolenie przychodzi i odchodzi, a ziemia trwa po wszystkie czasy. Słońce wschodzi i zachodzi, i na miejsce swoje spieszy z powrotem, i znowu tam wschodzi. Ku południowi ciągnąc i ku północy wracając, kolistą drogą wieje wiatr i znowu wraca na drogę swojego krążenia. Wszystkie rzeki płyną do morza, a morze wcale nie wzbiera; do miejsca, do którego rzeki płyną, zdążają one bezustannie. Mówienie jest wysiłkiem: nie zdoła człowiek wyrazić wszystkiego słowami. Nie nasyci się oko patrzeniem ani ucho napełni słuchaniem. To, co było, jest tym, co będzie, a to, co się stało, jest tym, co znowu się stanie: więc nic zgoła nowego nie ma pod słońcem. Jeśli jest coś, o czym by się rzekło: - Patrz, to coś nowego, to już to było w czasach, które były przed nami. Nie ma pamięci po tych, co dawniej żyli, ani po tych, co będą kiedyś żyli, nie będzie wspomnienia o tych, co będą potem.”

 
Początek księgi biblijnej niewątpliwie dziwnej. Biblia Poznańska: ”Wprawdzie autor daje wyraz swojej wierze w istnienie Boga - chociaż ani razu nie nazywa Go imieniem Jahwe - ale daremnie szukalibyśmy u niego jakiejkolwiek wzmianki o przymierzu Jahwe z Izraelem, o Prawie, kulcie, Świątyni, o obowiązkach narodu względem Jahwe itd. (...) Rozważania na temat ludzkiej egzystencji, szczęśliwej czy nieszczęśliwej, celowej czy bezcelowej , prawie całkowicie przyćmiewają pierwiastek ściśle izraelskiej teologii. Z tego względu dzieło Koheleta można by nazwać traktatem o człowieku.” I można by powiedzieć, że to lektura bardzo na czasie: dla naszej sceptycznej epoki, dla ludzi, którzy widzą przemijalność wszystkiego, marność wartości głoszonych przez ideologów. ”Szalony ten, co by w dzisiejszych czasach co mniemał albo i nie mniemał” - Gombrowicz.


Nie jest to jednak, wbrew plotce, tekst bez słowa o Bogu: jest o Nim mowa po wielekroć. To księga  jakby bezwyznaniowa (dlatego z trudem weszła do kanonu żydowskiego), ale przecież nie bezreligijna. Zakończenie napisał uczeń mędrca Koheleta (Eklezjastesa, jak go nazywano z grecka) i  powiada wyraźnie: ”Istotą wszystkiego, czegoś wysłuchał, jest, byś Boga się bał i przykazań Jego przestrzegał. To jest obowiązek każdego człowieka. Bóg przywiedzie bowiem każdy uczynek przed sąd, wszystko, co utajone: i dobre, i złe.” To się ostaje sceptycyzmowi.

Księga - zabytek kultury klasy zerowej: ileż w niej słów skrzydlatych!

12:16, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
środa, 27 września 2006
Suknie

Ewangelia Łukasza 9,3


"I rzekł do nich: - Nie bierzcie nic na drogę: ani laski, ani torby, ani chleba, ani pieniędzy. Nie miejcie też dwóch sukien."


Owe suknie skojarzyły mi się z sutanną, czyli z ubiorem księży, niewątpliwych odpowiedników apostołów, których rozesłał Jezus z powyższą instrukcją. Dzisiejsi księża coraz rzadziej chodzą w sukniach, czemu trudno się dziwić, bo panie też. Nie wszyscy też stosują się do polecenia Jezusa, żeby nie dbać o odzienie. Niemniej znam dwóch takich, co chodzą jak łachudry. Przede wszystkim mój kuzyn Jerzyk, zwany poza rodziną księdzem Jureczkiem, inicjator ruchu opieki nad bezdomnymi,, który niczym się nie różni od Brata Alberta. Chodzi co prawda stale w sutannie, ale całokształt ubioru ma w takim stanie nieduchownym, że chyba właśnie dostał go od tamtego świętego. Drugi to Michał, trochę bardziej elegancki, ale też dziadyga. To również obiekt opieki mojej żony, wybitnego kostiumologa kleru: kupuje im kurtki, koszule, z koloratką rzecz jasna. Może i niepotrzebnie: niech chodzą obdarci, bo to mimo wszystko znak Ewangelii.

17:43, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 26 września 2006
Mądrość Narodu

Księga Przysłów 21, 13


"Kto uszy zatyka na krzyk ubogiego, sam będzie wołał bez skutku". To przekład Biblii Tysiąclecia (Tynieckiej), Poznańska ma: „Kto uszy zatyka na krzyk maluczkiego, sam będzie wołał i nikt mu nie odpowie". Sposób tłumaczenia tej księgi jest szczególnie ważny, bo dzieło określane jest jako wręcz poetyckie. Cytuję wstęp do księgi w Biblii Poznańskiej: "Wybór myśli, wzniosła mowa, paralelizm członków i rytm - przy czym każdy wiersz został podzielony na dwa, a czasem trzy stychy - oto główne rysy tej poezji". Poezja - ale otwarcie dydaktyczna: tekst należy do tzw. ksiąg mądrościowych, zawierających tę mądrość, którą nazywamy życiową.


Odwiedzając naszą "daczę" przed zimą, przejeżdżałem w niedzielę dwa razy przez podwarszawską Górę Kalwarię, gdzie kiedyś mieszkał cadyk tak sławny, że podobno głównie dla pielgrzymujących doń Żydów wybudowano kolejkę wąskotorową. Mądrość Narodu Wybranego, zawarta także w "szmoncesach", zadziwia swoją celnością. Księgę Przysłów napisał chyba częściowo sam Salomon, cała na pewno świadczy, że przysłowia są mądrością narodów.
Acz nie są to oczywiście instrukcje szczegółowe: nie dowiemy się na przykład z cytowanego zdania, czy żebrak uliczny wart jest zawsze jałmużny. Czy nie lepiej w ogóle walczyć z biedą w inny, głębszy sposób.

13:38, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 25 września 2006
Pod korcem

Ewangelia Łukasza 8,16-17


"Jezus powiedział do tłumów: - Nikt nie zapala lampy i nie przykrywa jej garncem ani nie stawia pod łóżkiem; lecz stawia na świeczniku, aby widzieli światło ci, którzy wchodzą. Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie miało być ujawnione, ani nic tajemnego, co by nie było poznane i na jaw nie wyszło".

Zamiast owego garnca Marek ma przysłowiowy korzec (naczynie olbrzymie), który mi się kojarzy z taką oto opowieścią o pewnym młodym człowieku. Pouczał on przyjaciela, by nie chował jakiejś sprawy pod kocem. Przyjaciel: - Kaziu, w Piśmie Świętym nie ma tam koca, przypomnij sobie, pod czym. Kazio myśli, myśli: - Pod kołdrą.


Dość żartów. "Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie miało być ujawnione". Niesamowicie brzmią te słowa tu i  teraz. Także dlatego, że nawet najlepsze przebadanie dostępnych nam materiałów wiadomego pochodzenia nie zrzuci zupełnie korca, którym był komunizm, pierwsza przyczyna straszności teczek. I nie odsłoni w pełni serca człowieka, które nawet on sam zna nie najlepiej.
Jeden Bóg wie, jak naprawdę było.

12:34, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 24 września 2006
Być ostatnim

Ewangelia Marka 9, 33-35


"Tak przybyli do Kafarnaum. Gdy był w domu, zapytał ich: - O czym to rozmawialiście w drodze? Lecz oni milczeli, w drodze bowiem posprzeczali się między sobą o to, kto z nich jest największy. On usiadł, przywołał Dwunastu i rzekł do nich: - Jeśli kto chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich".


Mamy tu wszystko. Istotę wiary chrześcijańskiej, która jest w słowach: być ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich. Oraz istotę naszej ludzkiej istoty, która chce wręcz przeciwnie: być pierwszym i panem wszystkich. Nasze „ja" jest nie do zdarcia.

17:54, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
sobota, 23 września 2006
Co potem?

1 List do Koryntian 15, 35-37.42-44


"Powie ktoś: a jak zmartwychwstają umarli? W jakim ukazują się ciele? O, niemądry! Przecież to, co siejesz, nie ożyje, jeżeli wprzód nie umrze. To, co zasiewasz, nie jest od razu ciałem, którym ma się stać potem, lecz zwykłym ziarnem, na przykład pszenicznym lub jakimś innym. Podobnie rzecz się ma ze zmartwychwstaniem. Zasiewa się zniszczalne, powstaje zaś niezniszczalne; sieje się niechwalebne, powstaje chwalebne; sieje się słabe, powstaje mocne; zasiewa się ciało zmysłowe, powstaje ciało duchowe. Jeżeli jest ciało ziemskie, powstanie też ciało niebieskie".
"Gdy się człowiek robi starszy,
wszystko na nim trochę parszy-
-wieje" -
napisał sobie kiedyś wieszcz i nie musiał być geniuszem, bo jacy jesteśmy po którymś krzyżyku, każdy widzi, a staruszek myśli, co będzie potem. Moja teologia jest taka, żeby za dużo nie myśleć, bo niewiele wymyślimy. Powtarzam wszem i wobec wiadomość, którą podobno któryś zmarły przekazał pewnemu żyjącemu po łacinie: "Totaliter aliter" - "Całkiem inaczej”. Owszem, wierząc po chrześcijańsku mniemam, że po pierwsze w ogóle "coś" będzie, po drugie, że nie będzie to sama "dusza", bo człowiek jest nierozdzielną jednością ducha i ciała i jeśli nawet będzie po śmierci czas  rozwodu, czekania na powstanie z martwych całego człowieka (co śmielsi teologowie mówią, że "tam" nie ma czasu, więc rozstania nie będzie, zmartwychwstanie będzie "zaraz"), to przyszłość pośmiertna jest przedziwna. Z jakimś nowym, nieskończenie lepszym ciałem. Jakim? Powtarzam: nie pytajmy, czekajmy na odpowiedź, niektórzy nie będą długo czekać... Acha, no i po trzecie: nikt nam nie gwarantuje, że po śmierci ustaną wyrzuty sumienia, mogą być nawet całkiem prywatnym piekłem. Morał zatem: mnóżmy je sobie teraz, nie odkładajmy "na zaś" - regulujmy rachunki.


PS. Sprawa doczesna, ale wspaniała: wczorajsza Msza za zmarłych członków KOR-u w warszawskim kościele św. Marcina na Piwnej, tak bliskim tamtej historycznej inicjatywie. Przewodniczył biskup Bronisław Dembowski wraz z sześcioma księżmi: rektorem kościoła Andrzejem Gałką oraz Romanem Indrzejczykiem, Stanisławem Małkowskim, Sławomirem Sosnowskim, Sławomirem Szczepaniakiem, Zdzisławem Wojciechowskim. Bóg zapłać biskupowi za piękne kazanie, Bogdanowi Michałowiczowi za modlitwę powszechną, wszystkim za wszystko. Światło pośród ciemności, które mamy po 30 latach.

00:03, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
piątek, 22 września 2006
Kościół, kobiety, kozy

Ewangelia Łukasza 8,1-3


"Jezus wędrował przez miasta i wsie, nauczając i głosząc Ewangelię o Królestwie Bożym. A było z nim Dwunastu oraz kilka kobiet, które uwolnił od złych duchów i od słabości: Maria zwana Magdaleną, którą opuściło siedem złych duchów; Joanna, żona Chuzy, zarządcy u Heroda; Zuzanna i wiele innych, które im usługiwały ze swego mienia".


Bardo ważny tekst, bo w ogóle temat kobiecy nie jest w Biblii najczęstszy, a tu poza tym mamy parę istotnych informacji. Personalia: Magdalenę opuściło siedem złych duchów, nie wynika jednak z tego, że były to duchy rozpusty, nic w Biblii nie dowodzi, że grzeszyła akurat w łóżku. Wynika natomiast, że była człowiekiem wybitnym, po zmartwychwstaniu Chrystusa pierwszym jego świadkiem, a za  ziemskiego życia być może szefową grupy kobiet, które nie tylko słuchały, także służyły żywnościowo, może głównie owa Joanna, żona prominenta zapewne bogatego.


W ogóle "kobiety stają u rozstajnych dróg", mówiąc mocniej: my rządzimy światem a nami - kobiety. Niedobrze jednak, gdy są tylko eminencjami szarymi: nie muszą być koniecznie zaraz kardynałami, czyli eminencjami purpurowymi, ale jeśli były kiedyś diakonisami, czyli damskimi diakonami, to i teraz chyba mogłyby pełnić w moim katolickim Kościele takie hierarchiczne role. Co przypomniała mi książka Laury Swan (WAM, Kraków 2005) pt. "Zapomniane matki pustyni. Pisma, życie i historia", zawierająca nawet rytuał obrzędu, w którym święcono takie "księżne" (rodzaj żeński od "ksiądz").


Biblia, bibliografia, teraz anegdota - fakt wiele mówiący. W wywiadzie ks. Adama Bonieckiego, który ukaże się zapewne jutro w "Arce Noego", redaktor naczelny "Tygodnika Powszechnego" opowiada, jak pewien Afrykańczyk jednak się ochrzcił. Przyznał się bez bicia, że ma dwie żony, więc kapłan mu powiedział, że w tej sytuacji niestety nie. Kandydat do sakramentu posłuchał, poszedł i wraca. - Chcę się ochrzcić. - Ale masz przecież dwie żony! - Już mam tylko jedną. - ? - Drugą sprzedałem. Za kozę. Komentarz ks. Bonieckiego: - W ten sposób przynajmniej zapewnił kobiecie inny dach nad głową. A w ogóle  - tłumaczy naczelny "Tygodnika" - bardzo mądry jest pogląd niektórych tamtejszych biskupów, że wielożeńcy nie muszą przyjmować chrztu sakramentalnego i w tym celu redukować rodzinę: przecież jest od wieków w doktrynie chrześcijańskiej tzw. chrzest pragnienia - samo rzeczywiste, religijne, nie np. ekonomiczne, pragnienie chrztu zastępuje sakrament. I nie trzeba żadnej kozy...


No cóż, awans kobiety to w innych niż nasza kulturach sprawa jeszcze trudniejsza. Na szczęście wielożeństwo jest źle widziane tak przez Kościoły, jak i feministki.
Teraz znów bibliografia. Wrześniowy numer krakowsko-katolickiego "Listu", gdzie naczelną jest dama, Elżbieta Konderak, jak zwykle ciekawy. Polecam osobliwie tekst dominikanina, ks. Pawła Trzopka, o tzw. kodzie Biblii, czyli idiotyzmie prawie tak wielkim, jak "Kod Leonarda da Vinci".


Na koniec melduję coś osobistego: nie że jestem kobietą, ale że dziś św. Jonasza (niestety nie tego biblijnego od ryby), a jest to moje imię (hebrajski odpowiednik Jana, może raczej Jasia) jako felietonisty "Gazety". Co czynię wyłącznie dla śmiechu, który przecież zdrowiem jest.

01:02, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
czwartek, 21 września 2006
Mateusz zlustrowany

Ewangelia Mateusza 9,9-13


"Gdy Jezus wychodził z Kafarnaum, ujrzał człowieka siedzącego w komorze celnej imieniem Mateusz i rzekł do niego: - Pójdź za mną. On wstał i poszedł za Nim. Gdy Jezus siedział w domu za stołem, przyszło wielu celników i grzeszników i siedzieli wraz z Jezusem i Jego uczniami. Widząc to, faryzeusze mówili do Jego uczniów: - Dlaczego wasz nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami? On, usłyszawszy to, rzekł: - Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary. Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników.".


Dziś dzień Mateusza, apostoła i ewangelisty. Co prawda oba określenia, obie role są trochę wątpliwe.

Najprawdopodobniej Mateusz z Ewangelii jego imienia i z list apostołów w Ewangelii Łukasza  i Dziejach Apostolskich, to Lewi, syn (albo - żeby było jeszcze dziwniej - brat) Alfeusza u Marka i po prostu Lewi u Łukasza, niemniej trochę dziwna jest ta różna ”nomenklatura" i dała niektórym biblistom podstawę do twierdzenia, że chodzi o dwóch różnych ludzi. Nie wszyscy też bibliści akceptują tradycję, że autorem Ewangelii Mateusza był aby na pewno Mateusz (tak też jest zresztą np. z Ewangelią Jana). Pamiętam jednak jeden z argumentów „przeciw": że jest to tekst dziwnie mało osobisty jak na to, że napisał go  uczestnik opisywanych wydarzeń -  ale przecież nie wszyscy autorzy lubią wyciskać na tekście swoje piętno!


Gdy jesteśmy przy piętnach: bohater dzisiejszego dnia nosił na sobie znamię kolaboranta, może nawet TW, bo był celnikiem, czyli "czynownikiem" rzymskiego okupanta. Co gorsza, ci poborcy podatkowi mieli opinię "korupcjonistów": podejrzewano, że część obowiązkowej daniny dawali sobie. Jaki był w tej mierze Mateusz przed powołaniem go na apostoła, trudno powiedzieć, chciałbym natomiast powiedzieć tutaj, co myślę o lustracji. Problem-powódź, co więcej, jam z Bożej Łaski teolog, nie politolog, niemniej swoje myślę. Otóż to moje to porównanie zapału ostrych lustratorów do obsesji seksualnej etyków kościelnych. Jedni i drudzy uważają swój temat za najważniejszy, swoje przykazanie za prawie jedyne. Z czego się bierze myślenie następujące: nieważne, że facet był przywódcą strajku, ważne, że przedtem gadał za dużo porucznikowi, nieważne, że inny pracował ciężko na żonę i dzieci, ważne, że ową żonę zdarzyło mu się raz zdradzić. Miej proporcje, mocium panie! Amen!

00:13, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
środa, 20 września 2006
Nie być cymbałem

1 List do Koryntian 13,1-7.13


”Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący. Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadł wszelką wiedzę, i wszelką możliwą wiarę, tak iż bym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym. I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał. Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. (...) Tak więc trwają wiara, nadzieja i miłość, te trzy; z nich zaś największa jest miłość."


Oto jeden z najpiękniejszych tekstów nie tylko Biblii, ale całej ludzkiej literatury. Arcydzieło poezji - i teologii: dobroć awansowana absolutnie. Wyniesiona ponad wiarę i nadzieję, ponieważ tamte dwie nie będą potrzebne, osiągną już swój cel w przyszłym życiu; dlatego hymn kończy się słowami: ”z nich największa jest miłość". Najwyższe kryterium oceny człowieka także dlatego, że wiara bez miłości nic nie warta, liczy się natomiast miłość bez zwerbalizowanej wiary, np. różnych ”chrześcijan anonimowych".


I tylko pytanie na czasie pośród awantury z islamem: czy miłość do inaczej wierzących nakazuje zawsze milczeć o ich braku miłości do nas? Miłość musi być cierpliwa w taki sposób? Papież przecież postawił muzułmanom dotkliwy zarzut, że wołają o tolerancję tylko wtedy, gdy sami są mniejszością. Cytuję: ”Cesarz z pewnością wiedział, że sura 2,256 mówi: Nie ma przymusu w religii. Według ekspertów jest to jedna z wcześniejszych sur, pochodząca z czasów, gdy Mahomet sam nie miał jeszcze władzy i czuł się zagrożony. Ale cesarzowi były też oczywiście znane nakazy powstałe w późnym okresie i zawarte w Koranie, mówiące o świętej wojnie”. To zarzut wręcz wobec samego Proroka, ba, samego Koranu  - i chyba na tym polega niezręczność papieża, bo muzułmanie nie krytykują (chyba?) samego Jezusa. Poza tym według polskich specjalistów w islamie nigdy nie było pojęcia ”świętej” czy religijnej wojny, a jeżeli już, to tylko wojny w obronie własnej (Agata Marek, Agata S. Nalborczyk: hasło ”dżihad” w książeczce: ”Nie bój się islamu”. Leksykon dla dziennikarzy”. Biblioteka ”Więzi”, Warszawa 2005). Niemniej muzułmanom o wiele lepiej jest w Europie niż chrześcijanom w większości państw muzułmańskich. Oraz zapewne BXVI mniej szanuje islam niż JPII, tylko pamiętajmy, że ”nasz papież” z kolei kiedyś mocno uraził buddystów. I nie było awantury tylko dlatego, że buddyści najłagodniejsi z łagodnych. Zatem dialog nie jest romansem, miłość chrześcijańska - tym bardziej...

00:06, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
Archiwum