Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
sobota, 09 grudnia 2006
Księżyska

Ewangelia Mateusza 10,8-10


„Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie. Nie zdobywajcie złota ani srebra, ani miedzi do swych trzosów. Nie bierzcie w drogę torby ani dwóch sukien, ani sandałów, ani laski. Wart jest bowiem robotnik swojej strawy".


Watykańscy decydenci liturgiczni źle zrobili wycinając przeznaczony na dzisiaj tekst w ten sposób, że kończy się słowami „Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie". Bo potem są słowa, że jednak apostołom należy się „strawa". Zdanie o darmowości głoszenia Ewangelii oczywiście kojarzy się z nieśmiertelną sprawą bogactwa „kleru". Nieśmiertelną, bo ciągle żywą w świadomości świeckich katolików, bulwersującą ich w sposób wyjątkowo mocny.


Parę lat temu przeprowadzono w Polsce ważną ankietę. Specjalni wybrani przez biskupów księża ocenili kondycję swoich kolegów w kapłaństwie. Otóż uznali, że największe wady polskich duchownych rzymskokatolickich to materializm - brak ducha wyrzeczenia i ofiary, wygodnictwo oraz konsumpcjonizm, czyli przedkładanie wartości finansowych nad duchowe (korzystam z tekstu, który napisał o tej ankiecie mój kolega z „Gazety" Dominik Wójcicki). Ale właśnie tak myślą nie tylko księża o księżach: również owieczki o swoich pasterzach. Myśleli także za dawnych lat: matka powiedziała mi kiedyś, że na wsi ludzie swemu proboszczowi wiele wybaczą, np. łamanie celibatu („chłop musi mieć kobitę, a ksiądz też człowiek"), ale zdzierstwa nie znoszą.


Oczywiście nie wszyscy proboszczowie zdzierają. „Zaliczyłem" już w długim życiu sporo parafii i nie mam złych doświadczeń, raczej właśnie dobre: np. dużych oporów proboszczów przed proszeniem o pieniądze. Może jednak mam szczęście; dzisiejsza moja parafia i poprzednia to placówki zakonne, a zakonnicy ślubują ubóstwo (zwykli księża nie!), więc mają wrażliwsze sumienia. Niemniej wiem, że „są księża i księżyska" (bp Pieronek).

17:14, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
piątek, 08 grudnia 2006
Najlepsza z nas

Ewangelia Łukasza 1,26-38


Dziś katolicka uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Wiara ta nie wynika wprost, literalnie z Biblii. Ale o co w ogóle tu chodzi?

Ciekaw jestem, ilu Polaków-katolików wie, co to znaczy „Niepokalane Poczęcie". Podejrzewam, że lwia część naszego narodu mniema, iż chodzi tu o dziewicze poczęcie Jezusa przez Maryję. Trochę nas usprawiedliwia zbieżność terminologiczna, niemniej szczególna cześć dla Matki Jezusa, jaką podobno żywimy, zobowiązuje do lepszej znajomości rzeczy.
Nie wiedząc, jaki jest prawdziwy sens owego dogmatu, nie zastanawiamy się też na ogół nad jego wymową w całości doktryny. A przecież jest to sprawa niełatwa. Idea Niepokalanego Poczęcia, żywa w świadomości Ludu Bożego od bardzo dawna, otrzymała ostateczne potwierdzenie władzy kościelnej dopiero w wieku XIX, jako że wzbudzała opory wielu wybitnych teologów, łącznie z Tomaszem Wielkim (z Akwinu).


Obecnie również spotkać można wątpliwości, nawet wśród „najlepszych" katolików. Co prawda chyba nie te, które żywił Tomasz czy Bonawentura, a dziś np. Paul Evdokimov w swoim dziele ”Prawosławie”. Teologowie ci obawiali się sugestii, iż Matka Chrystusa nie potrzebowała zbawienia. Odpowiedź wydaje się dzisiaj dość prosta: owszem, również potrzebowała, a Jej przyjście na świat bez grzechu pierworodnego jest właśnie wynikiem zbawienia -- jako faktu działającego również „wstecz", bo w ogóle ponad czasem. Przecież zbawienie objęło również ludzkość z czasów Starego Przymierza.


Opory budzi dziś raczej co innego. „Jeśli było możliwe -- powiedział mi ktoś -- by jeden człowiek przyszedł na świat bez owego moralnego kalectwa, jakim jest grzech pierworodny, to dlaczego Pan Bóg nie uchronił odeń nas wszystkich?"
Otóż myślę, że wiele światła na tę sprawę rzuca przypowieść o talentach. Przede wszystkim samo to, że Bóg rozdziela je nie według zasady: każdemu po równo. Jeden z nas otrzymuje więcej, drugi -- mniej. Dotyczy to talentów artystycznych, intelektualnych czy sportowych, no i właśnie -- duchowych. Przecież Jan XXIII i Jan Paweł II mieli inny start moralny niż Hitler i Stalin. Widzimy naokoło siebie ludzi gorszych lub lepszych „z natury"; skłonni nawet czasem jesteśmy powątpiewać w różnicę ich rzeczywistych zasług, ich naprawdę własnych sukcesów duchowych -- tak ogromną rolę zdają się odgrywać dziedziczne czy środowiskowe uwarunkowania. Powinniśmy wierzyć, że nie determinują nas całkowicie, że działając na nas poprzez te uwarunkowania i w każdy inny sposób, Bóg pozostawia nam jakieś miejsce dla wolnego wyboru -- niemniej mamy różne możliwości rozwoju.
Jeśli zatem owa różnica startu duchowego jest zjawiskiem ogólniejszym, nie powinniśmy bardzo się dziwić kościelnej teorii na temat Marii z Nazaretu.


Moglibyśmy się owej teorii dziwić, gdyby ją rozumieć w ten sposób, jakoby Maria dzięki swemu maksymalnemu talentowi duchowemu zwolniona była od konieczności moralnego wysiłku, jakoby Jej świętość była niejako automatyczna. „Dola człowiecza" Marii z Nazaretu byłaby wtedy istotnie różna od naszej. I tu jednak należy zastosować przypowieść o talentach:
przecież wynika z niej, że trzeba je własnym wysiłkiem pomnażać. Bardzo nam trudno wyobrazić sobie życie osoby tak świętej, jak Maria -- ale nie było ono przecież bezkonfliktowe. Jeśli nawet Chrystus był kuszony, to tym bardziej i Jego Matka nie była wolna od jakichś rozterek moralnych. Wrodzona czystość moralna, bezgrzeszność sprawiała „tylko" to, że wybierała zawsze dobro.
Dogmat Niepokalanego Poczęcia uzasadniano w sposób feudalny: Bóg nie mógł urodzić się ze „zwykłej" kobiety, „wypadało", żeby Maria nie była skalana żadnym grzechem. Dar ów nazywano przywilejem -- gdy tymczasem zgodnie z duchem Biblii należałoby mówić raczej o powołaniu. Matce Jezusa została dana szczególna moc duchowa dla spełnienia szczególnego zadania. Jezus, jak każdy człowiek, otrzymał przecież wiele od innych ludzi, a szczególnie od swej Matki, tak przez dziedziczenie, jak i wychowanie. Opatrzność zapewne i tu działała w sposób zwyczajny, poprzez przyczyny „wtóre".


Oto zatem w dialogu Boga z ludzkością zdarzyło się, że przyszedł na świat ktoś bardzo, bardzo dobry, wręcz pozbawiony pychy, egoizmu i innych podłości. Człowiek ten był kobietą. Miała Ona syna. W Nim dialog Boga z ludzkością osiągnął swój szczyt: Bóstwo połączyło się z człowieczeństwem w jednej osobie. Fakt ten ma znaczenie absolutne, nieporównywalne z żadnym innym wydarzeniem duchowym. Niemniej był jakoś przygotowany przez całą uprzednią historię ludzkości, przez dzieje Izraela, a przede wszystkim przez przyjście na świat Marii z Nazaretu, człowieka takiego jak my, ale lepszego od nas wszystkich.

13:42, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
czwartek, 07 grudnia 2006
Żyć po ludzku

Ewangelia Mateusza 7,21


„Nie każdy, kto mi mówi: - Panie, Panie, wejdzie do Królestwa Niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie".


Mowa tu o takich, co deklarują swoją wiarę religijną, ale z owocami jej gorzej: nic z niej praktycznie (etycznie) nie wynika. W sprawach religijnych, jak we wszystkich innych, samo gadanie diabła warte. A ja tu myślę obsesyjnie o owych, co deklarują niewiarę w rzeczywistość „trans-empiryczną", ale można stwierdzić całkiem empirycznie, że żyją po Bożemu, czyli naprawdę po ludzku. Obsesyjnie odsyłam do tejże Ewangelii Mateusza, rozdział 25.

16:51, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
środa, 06 grudnia 2006
Cuda, cuda...

Ewangelia Mateusza 15,29-37


Rozmnażanie chleba i rybek. „Cuda, cuda ogłaszają" - zaśpiewamy już niedługo w kolędzie. Póki co, mamy dziś dzień świętego Mikołaja, zwanego w prawosławiu Cudotwórcą. Chrześcijański Wschód czci go niesłychanie, aż do porównywania z Jezusem, Zachód katolicki nie skreślił go, jak Jerzego i Barbarę, ze swojego oficjalnego spisu świętych, których istnienie jest udokumentowane naukowo (choć była o Mikołaju taka skreślająca plotka i choć jego biogram usłany jest legendami). A co do samych cudów - czy czytacie czwartkowy dodatek do „Gazety" o cudach papieskich? Warto!


PS. Zagadka: który bardzo wybitny człowiek Kościoła XX wieku miał na imię Anioł?

17:22, jan.turnau
Link Komentarze (12) »
wtorek, 05 grudnia 2006
Prostaczkowie

Ewangelia Łukasza 10,21-22


„Jezus rozradował się w Duchu Świętym i rzekł: - Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrym i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Ojciec mój przekazał mi wszystko. Nikt też nie wie, kim jest Syn, tylko Ojciec; ani kim jest Ojciec, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić."


Ten passus u Łukasza , analogiczny z Mateuszowym 11,25-27, zwany jest przez biblistów hymnem Janowym, bo podobnie jak Ewangelia Jana 3,35 i 10,15 podkreśla najściślejszy związek Jezusa z Bogiem Ojcem. Mówiąc jaśniej: podkreśla bóstwo Jezusa, w czwartej, najpóźniejszej Ewangelii najmocniej zaakcentowane. Widzimy tu, nawiasem mówiąc, całą Trójcę, bo i Duch Święty pojawia się w pierwszym zdaniu.


To problem teologiczny, ale jest również kwestia translatorska w tym przekładzie Biblii Tysiąclecia. Nie tyle z „prostaczkami", choć mamy różne polskie odpowiedniki greckich „nepiois": ”małe dzieci”, ”maluczkich”. Nie pasują mi tu manowicie „roztropni", bo to nie kwalifikacja intelektualna, tylko moralna: roztropność to przecież cnota. Owi, pozytywni przecież, prostaczkowie byliby brzydko nieroztropni? Podobają mi się zatem „mędrcy" Biblii Poznańskiej oraz „rozumni" przekładu ekumenicznego 11 Kościołów i Towarzystwa Biblijnego oraz tłumaczenia trzech biblistów trzech wyznań, którego jestem ministrantem.
Na koniec morał. Chyba oczywisty: wiedza i  świecka inteligencja nie gwarantują dobrego zrozumienia spraw religijnych. Nie trzeba podawać przykładu rosyjskich „babuszek", żeby oddać sprawiedliwość niezłomnej wierze ludzi prostych. Mają oni swoją inteligencję (intuicję?), która pozwala im pojąć przesłanie Ewangelii. Jezus mówiąc to przeciwstawiał zapewne „uczonych w Piśmie" niewykształconym apostołom. Tu komizm czytanej dzisiaj greki biblijnej: w Dziejach Apostolskich 4,13 mowa jest o niewykształconych apostołach przy użyciu słowa greckiego, które brzmi dzisiaj zgoła negatywnie: „idiotai"....Otóż ludzie prości nie tylko nie są idiotami, ale nawet czasem bywają mądrzejsi od inteligentów, ba, od intelektualistów. I to nie tylko w sprawach religijnych: przecież to nie robotnicy i chłopi, ale uczeni i pisarze polscy dali się u nas nabrać na komunizm w pierwszych dziesięcioleciach powojennych.


Niemniej nie przesadzajmy, wykształceni też są potrzebni, także Kościołowi. Główni teologowie pierwocin chrześcijaństwa to przecież Paweł z Tarsu, faryzeusz uczony, i Jan Ewangelista zapewne też nie najzwyklejszy rybak: podszkolił się później w każdym razie mocno, stał się myślicielem tak wybitnym, że inspirujące się czwartą Ewangelią prawosławie nazywa go Janem Teologiem.


Przydaje się inteligencja, przydaje się w Kościele inwencja. Rewolucji zerwania z Prawem dokonał przecież uczony Paweł. Zaczęła się, owszem, od Piotra, któremu Bóg nakazał ją w domu Korneliusza (Dzieje Apostolskie 10), ale potem Paweł narozrabiał niesamowicie: adaptacja etyczna judaizmu do świata helleńskiego to zasługa jego intelektualnego temperamentu. Tylko znów nie przesadzajmy w drugą stronę: czasem skłonniejszy do śmiałej reformy jest ktoś, kto nie dzieli włosa na czworo. Było dwóch hierarchów w Kościele katolickim pod koniec lat 50., gdy reforma była konieczna: subtelny intelektualista Montini i dobroduszny Roncalli; gdyby papieżem został od razu ten pierwszy, choć może teoretycznie śmielszy, to nie byłoby tego, co się stało dzięki Roncallemu-Janowi XXIII, który nie myśląc dużo otworzył w Kościele okna i zrobił święty przeciąg. Potem Montini-Paweł VI miał już bramę otwartą. Zatem jednak niech żyją prostaczkowie (byle nie zwyczajnie głupi...)!

13:21, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 04 grudnia 2006
Mea culpa

4 grudnia 2006

Ewangelia Mateusza 8, 5-11


Znana opowieść o setniku, oficerze wojsk rzymskich, który poprosił Jezusa o uzdrowienie swego sparaliżowanego sługi. Gdy Jezus powiedział, że przyjdzie do jego domu i dokona cudu, ów poganin uznał swą niegodność takiej wizyty, i wyznał wiarę w moc choćby jednego słowa Jezusa. Wtedy Jezus wyraził podziw dla takiej wiary kogoś spoza Żydów: nie znalazł podobnej w Izraelu. Zapowiedział obecność w Królestwie Niebiańskim wielu ze Wschodu i Zachodu: zasiądą tam do stołu razem z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem. „Panie, nie jestem godzien (godna)" mówią katolicy (katoliczki) przed przyjęciem Komunii. Jest wielu godniejszych od nas, którzy z różnych przyczyn nie przystępują do Sakramentu.

17:59, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
niedziela, 03 grudnia 2006
Adwent

Łukasz 21, 25-28.34-36


Dziś fragment Ewangelii niemal ten sam, co wczoraj (nie dlatego, że rzymscy liturgiści mają sklerozę, tylko ponieważ wymyślili, że w zakończonym wczoraj roku kościelnym w dni powszednie czytaliśmy Ewangelię Łukasza, która teraz będzie źródłem czytań niedzielnych), ale poszerzony o wyraźną wizję końca świata: „Wtedy ujrzą Syna Człowieczego przychodzącego z wielką mocą i chwałą". Rozpoczyna się czas roku liturgicznego zwany adwentem, będący podwójnym oczekiwaniem: na wspominanie pierwszego przyjścia Chrystusa, które już nastąpiło przed wiekami, ale powinno być ciągle obecne w naszych myślach, i na to drugie przyjście, które kiedyś nastąpi, w absolutnie nieznanej przyszłości. Oba oczekiwania są radosne, to nie post i pokuta, ale radość - religijna, głęboka.

12:34, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
sobota, 02 grudnia 2006
Uważajcie na siebie

Ewangelia Łukasza 21, 34-36


„Uważajcie na siebie, by wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych, żeby ten dzień nie przypadł na was znienacka jak potrzask. Przyjdzie on bowiem na wszystkich, którzy mieszkają na całej ziemi. Czuwajcie więc i módlcie się w każdym czasie, abyście mogli uniknąć tego wszystkiego, co ma przyjść, i stanąć przed Synem Człowieczym."


Wezwanie Jezusa do czujności, które odnosi się w gruncie rzeczy do każdej chwili naszego życia. Odnosiło się proroczo do katastrofy, jaką było dla pierwszych chrześcijan zburzenie Jerozolimy, ale dotyczy także nas. I to nie tylko ze względu na przyszły koniec doczesnego świata, sąd ostateczny, ale także w ogóle: mamy zawsze mieć serca nieociężałe, nie troszczyć się nadmiernie o to, co nam się chwilowo wydaje najważniejsze.

10:48, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
piątek, 01 grudnia 2006
Słowa Jezusa

Ewangelia Łukasza 21, 33


„Niebo i ziemia przeminą, ale moje słowa nie przeminą".
Można martwić się o przyszłość chrześcijaństwa widząc laicyzację Europy. Można też pocieszać się religijnością chrześcijańską Amerykanów i Afrykanów. Można uważać za znamienny wzrost liczbowy ewangelików w Niemczech o 15 procent; można przewidywać w ogóle, że w Europie karta się odwróci i nasz kontynent wróci do swej religijności. W każdym razie wydaje mi się pewne co innego: nieprzemijająca wartość słów Jezusa. Ot, choćby tych z Ewangelii Łukasza 17, 33: „Kto będzie się starał zachować swoje życie, straci je; a kto je straci, zachowa je".

Chodzi oczywiście o życie pośmiertne. Wierzą weń tylko wierzący religijnie? I tak, i nie. Bo jest coś takiego, jak życie w pamięci potomnych: jeśli łajdacy w niej żyją, to nie ma im czego zazdrościć.

14:50, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
czwartek, 30 listopada 2006
Apostoł Andrzej

Ewangelia Mateusza 4,18-20


„Gdy Jezus przechodził obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał dwóch braci: Szymona zwanego Piotrem i brata jego Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich: - Pójdźcie za mną, a uczynię was rybakami ludzi. Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim."


Dziś święto apostoła Andrzeja. Według Ewangelii Jana był on pierwszym uczniem powołanym przez Jezusa; dopiero od niego dowiedział się jego brat Szymon Piotr o Chrystusie. Arcybiskup prawosławny Jeremiasz w „Gazecie Wyborczej" a potem w książeczce Znaku „Dwunastu apostołów" ciekawie charakteryzuje Andrzeja jako w ogóle pośrednika. Tak przedstawia go dalej Ewangelia Jana: w opisie nakarmienia tłumów w rozdziale 6 i w spotkaniu z Grekami w rozdziale 12 też on kontaktuje ludzi z Jezusem. Zdaniem prawosławnego biblisty zgadza się to z obrazem Andrzeja w biblijnej tradycji. Tu skazani jesteśmy na hipotezy, ale urzekające, a według Jeremiasza uprawniona jest taka, że w podziale terenów misyjnych przypadła Andrzejowi szeroko pojęta północ. Zatem Bizancjum, czyli Konstantynopol, który czci tego apostoła jako swego patrona, potem Kijów - i w drodze do Rzymu podróż przez szlak bursztynowy, czyli tereny dzisiejszej Polski. Arcybiskup podsumowuje tak: „Apostoł przekracza granice świata wiary własnego narodu oraz świata religii, kultury i polityki Greków i Rzymian. (...) Jest apostołem przede wszystkim tych narodów, które znajdują się poza horyzontem myślowym religijnego, kulturalnego, chyba nawet społecznego i politycznego establishmentu; jest z nimi symbolicznie w każdym czasie i w każdym miejscu. Jest to rola apostoła, który w Kościele Prawosławnym otrzymał tytuł Pierwszego Powołanego". A ja myślę, o następcy Piotra, który podróżuje właśnie do grodu Andrzeja...

14:23, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
środa, 29 listopada 2006
Prześladowanie

Ewangelia Łukasza 21,12-19


„Jezus powiedział do swoich uczniów: - Podniosą na was ręce i będą was prześladować. Wydadzą was do synagog i do więzień oraz z powodu mojego imienia wlec was będą przed królów i namiestników. Będzie to dla was sposobność do składania świadectwa. Postanówcie sobie w sercu nie obmyślać naprzód swej obrony. Ja bowiem dam wam wymowę i mądrość, której żaden z waszych prześladowców nie będzie się mógł oprzeć ani  się  sprzeciwić.  A  wydawać  was będą nawet rodzice i bracia, krewni i przyjaciele i niektórych z was o śmierć przyprawią, l z powodu mojego imienia będziecie w nienawiści u wszystkich. Ale włos z głowy wam nie zginie. Przez swoja wytrwałość ocalicie wasze życie".


Prześladowania trwają. Czytałem dwie książki o działalności katolików w Związku Sowieckim. Paweł Wołowski i Katarzyna Korzeniewska zapisali rozmowy z twórcami „Kroniki Kościoła Katolickiego na Litwie", „podziemnym" wydawnictwie przedstawiającym niedolę litewską. Swoją książkę zatytułowali „Jak służąc Panu Bogu przechytrzyć KGB" (Wydawnictwo Rhetos, Biblioteka „Przeglądu Powszechnego"). Lubelskie Norbertinum wydało natomiast „wspomnienia kapłana z Sołówek", czyli ks. Wincentego Ilgina, z podtytułem „Jak to było w raju  bolszewickim". Tamta książka przedstawiała czasy powojenne, w tej jest o losach księdza w dwudziestoleciu międzywojennym. Obie opowiadają o ludziach, którym Bóg pomagał stawać godnie przed wrogiem. Nie wszyscy jednak zachowywali się z godnością, niektórzy załamywali się, zdradzali. Inni, jakże liczni, tracili życie doczesne, nie ocaleli z apokalipsy Kołymy i właśnie Sołówek (zespół klasztorny będący miejscem pierwszego łagru). Czy Bóg im nie pomagał? Cóż mogę napisać poza odwiecznym stwierdzeniem, że niezbadane są wyroki Boże.

12:34, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
wtorek, 28 listopada 2006
Koniec złudzenia

Ewangelia Łukasza 21,10-11


„Wtedy mówił do nich: - Powstanie naród przeciw narodowi i królestwo przeciw królestwu. Będą silne trzęsienia ziemi, a miejscami głód i zaraza; ukażą się straszne zjawiska i wielkie znaki na niebie."


Nie jest to zapowiedź końca tego świata: Jezus mówił wcześniej, że on nie zaraz nastąpi. I jeszcze nie nastąpił. Można natomiast powiedzieć co innego: że następuje koniec pewnego złudzenia. Płonnej nadziei, że możemy poradzić sobie ze wszystkim. Nie opanowaliśmy Kosmosu, ziemia trzęsie się, jak się trzęsła, i nie opanowaliśmy samych siebie : wciąż zabijamy się nawzajem.

23:28, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 27 listopada 2006
Baranek

Apokalipsa Jana 14,1


„Ja, Jan, ujrzałem: a oto Baranek stojący na górze Syjon, a z Nim sto czterdzieści cztery tysiące, mających imię Jego i imię Jego Ojca na czołach swoich wypisane."


144000 to zbawieni, w liczbie symbolicznej (12x12) i wielkiej (pociecha dla potomnych). Baranek to Chrystus, symbol stosowany także w Ewangelii według Jana.


W ofierze krzyżowej Chrystusa-Baranka mieszczą się wszystkie niewinne ofiary, także te spoza ludzkiego gatunku, wszystkie zwierzęta mordowane przez nas w sposób potwornie okrutny. Przypominają mi się zające, zaganiane na śmierć przez psy i konnych jeźdźców, nie rozumiejących, że są mordercami.

15:24, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
niedziela, 26 listopada 2006
Królestwo nie z tej ziemi

Apokalipsa Jana 1,5


„Jezus Chrystus jest Świadkiem wiernym, Pierworodnym umarłych i Władcą królów ziemi".


Dziś rzymskokatolicka uroczystość Chrystusa Króla Wszechświata. Jakie to królowanie, wyjaśnia sam Król w przeznaczonym na dzisiaj „odcinku" Ewangelii Jana (rozmowie z Piłatem): „Królestwo moje nie jest z tego świata. Gdyby królestwo moje było z tego świata, słudzy moi biliby się, abym został wydany Żydom. Teraz zaś królestwo moje nie jest stąd".


Mamy tutaj w pigułce całą ”politologię”  chrześcijańską: Chrystus rządzi światem, wszechświatem nawet, ale w sposób antytotalitarny: nie chce „chrystokracji", zostawia władcom wolną rękę. Owszem, niejeden powołuje się na Niego, ale nie tędy droga. Owszem, jest „władcą królów ziemi", ale teraz Jego „arcykrólowanie" nie działa. Dopiero na nowej ziemi, wspominanej w Biblii jako rzeczywistość innego świata, nikt nie będzie rządził po swojemu. Póki co, Chrystus ma koronę tylko cierniową.

11:53, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
sobota, 25 listopada 2006
Bestia?

Apokalipsa Jana 11,4-12


”Mnie, Janowi, powiedziano: - Oto dwaj moi Świadkowie; oni są dwoma drzewami oliwnymi i dwoma świecznikami, co stają przed Panem ziemi. A jeśli kto chce ich skrzywdzić, ogień wychodzi z ich ust i pożera ich wrogów. I jeśliby zechciał ktokolwiek ich skrzywdzić, w ten sposób musi być zabity. Mają oni władzę zamknąć niebo, by deszcz nie zraszał dni ich prorokowania, i mają władzę nad wodami, by w krew je przemienić, i wszelką plagą uderzyć ziemię, ilekroć zechcą. A gdy dopełnią swojego świadectwa, Bestia, która wychodzi z Czeluści, wyda im wojnę, zwycięży ich i zabije. A zwłoki ich leżeć będą na placu wielkiego miasta, które duchowo zwie się:  Sodoma i Egipt, gdzie  także ukrzyżowano ich Pana. I spośród ludów, szczepów, języków i narodów przez trzy i pół dnia oglądają ich zwłoki, a zwłok ich nie zezwalają złożyć do grobu. Wobec nich mieszkańcy ziemi cieszą się i radują; i dary sobie nawzajem będą przesyłali, bo ci dwaj prorocy mieszkańcom ziemi zadali katuszy. A po trzech i pół l dniach duch życia z Boga w nich wstąpił i stanęli na nogi. A wielki strach padł na tych, co ich oglądali. I posłyszeli donośny głos z nieba do nich mówiący: - Wstąpcie tutaj. I w obłoku wstąpili do nieba, a ich wrogowie zobaczyli ich.”


Dziwne słowa, jakich w tej tajemniczej księdze legion. A tajemniczość wynikła między innymi z potrzeb konspiracyjnych: reżym rzymski nie był potworny, przecież europejski legalizm wziął się właśnie z owej Romy (prawo rzymskie to chyba wciąż przedmiot naszych studiów prawniczych), niemniej można było oberwać. Otóż Bestia to „symbol kierowanej przez moce demoniczne potęgi wrogiej Bogu i Jego Kościołowi. Jej wcieleniem, współczesnym autorowi, było rzymskie imperium z jego kultem boskim cezarów i wynikającymi stąd prześladowaniami chrześcijan" (Biblia Poznańska). A Sodoma i Egipt to Jerozolima: tu mój imiennik dowalił starszyźnie żydowskiej jasno. Sodoma, wiadomo, ”mężołożnicy, jak ich nazwał tłumacząc dosłownie z greki Wujek, a Egipt to symboliczny wróg Izraela, odkąd go gnębił i nie chciał wypuścić.

01:45, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
piątek, 24 listopada 2006
Spożyć Księgę

Apokalipsa Jana 10, 8-11


„Ja, Jan, znów usłyszałem głos z nieba, jak zwracał się do mnie w słowach: - Idź, weź księgę otwartą w ręce anioła stojącego na morzu i na ziemi. Poszedłem więc do anioła, mówiąc mu, by mi dał książeczkę. I rzecze mi: - Weź i połknij ją, a napełni wnętrzności twe goryczą, lecz w ustach twych będzie słodka jak miód. I wziąłem książeczkę z ręki anioła i połknąłem ją, a w ustach moich stała się słodka jak miód, a gdy ją spożyłem, goryczą napełniły się moje wnętrzności. I mówią mi: - Trzeba ci znów prorokować o ludach, narodach, językach i o wielu królach".
Autor Apokalipsy imieniem Jan (nie wiadomo, czy tożsamy z apostołem i ewangelistą) nie ma na myśli lektury Pisma Świętego.

Podobnie jak w Księdze Ezechiela (rozdział 2 i 3) chodzi o treść Bożego przesłania, które prorok (apostoł) ma nieść ludziom. Są to wiadomości tak słodkie (radosne), jak i gorzkie (ponure), ale książeczka (zwój papirusu) tylko w sensie przenośnym. Język ostatniej części Biblii łatwy nie jest...

Mamy jednak tradycję rozumienia tej konsumpcji właśnie jako lektury Księgi nad księgami. Tradycję oczywiście bardzo mi bliską, bo jak widać, konsumuję - i komentuję. Czy mam z tej lektury więcej słodyczy, czy goryczy? Jeśli goryczy, to tylko w dwóch znaczeniach: gorzka jest świadomość, że nie dorastam intelektualnie (są fragmenty trudne nawet dla biblistów bardziej uczonych niż ja), i jeszcze gorsza, że prawię morały, alem sam mały - by tak sobie rymnąć. Pocieszam się tylko tym, że inni komentatorzy Księgi (kaznodzieje) też nie są bezgrzeszni. A słodyczy mam mnóstwo, bo Biblia to moja pasja i pisanie - też.

01:01, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
czwartek, 23 listopada 2006
Tylko płacz

Ewangelia Łukasza 19,41-44


„Gdy Jezus był już blisko Jerozolimy, na widok miasta zapłakał nad nim i rzekł: „O gdybyś i ty poznało w ten dzień to, co służy pokojowi. Ale teraz zostało to zakryte przed twoimi oczami. Bo przyjdą na ciebie dni, gdy twoi nieprzyjaciele otoczą cię wałem, oblegną cię i ścisną zewsząd. Powalą na ziemię ciebie i twoje dzieci z tobą i nie zostawią w tobie kamienia na kamieniu za to, żeś nie rozpoznało czasu twojego nawiedzenia."


Ks. Marek Kruszewski w „Agendzie Liturgicznej Maryi Niepokalanej" komentuje to tak: „Pan Jezus zapłakał nad Jerozolimą. W tym miejscu na skale na Górze Oliwnej postawiono mały kościółek o nazwie: Dominus flevit - Jezus zapłakał. Na miejscu wzgardzonej miłości. Bo ukochana Izrael nie rozpoznała swego Oblubieńca. Popatrzyła na Niego i powiedziała: to nie ten, tego nie chcę, na krzyż z Nim. Kiedyś student rzucony przez dziewczynę rozpłakał się przed księdzem. A ksiądz bez złośliwości, ze współczuciem powiedział zaskakująco: dobrze ci tak. Kiedy ktoś pokocha, jest winien sam sobie. Dobrze Ci tak, Panie Jezu, jak byś nie kochał, to byś nie płakał."


Komentarz do komentarza: z tym odrzuceniem Jezusa przez Izrael to nie takie proste. Sobór Watykański II powiedział wyraźnie, że za śmierć Jezusa nie odpowiadają „wszyscy bez różnicy Żydzi wówczas żyjący" - tylko ówczesne władze wraz ze swymi zwolennikami. Nikt zresztą nie jest prorokiem we własnym kraju: buddyzm opanował Azję, ale nie rodzinne Indie.


Mógłbym ten temat ciągnąć, wolę jednak rozwinąć puentę ks. Kruszewskiego. Tak, Jezus płakał, tylko płakał. A mógł zrobić więcej:  nie dać się zamordować, użyć boskiej siły, odpowiedzieć przemocą na przemoc. Po drugie, mogło być zupełnie inaczej: Bóg w Trójcy Jedyny mógł stworzyć człowieka bezgrzesznego, bez wolnej woli, wtedy nie byłoby tego wszystkiego. Widać jednak uważał, że tak będzie lepiej. Chrystus płaczący, solidarny z każdym ludzkim cierpieniem aż do Krzyża to jedyna odpowiedź na pytanie o sens nieszczęść (także być może niezawinionych przez ludzi, jak straszny wypadek w naszej kopalni). No i nadzieja powszechnego zbawienia, czyli że wolna wola nikogo nie zamknie w piekle na wieki wieków.

01:18, jan.turnau
Link Komentarze (13) »
środa, 22 listopada 2006
Chwalmy Boga

Psalm 150


„Chwalcie Boga w Jego świątyni,
chwalcie na ogromnym Jego nieboskłonie.
Chwalcie Go za potężne Jego dzieła,
chwalcie za niezmierzoną Jego wielkość".


Mamy chwalić Boga muzyką: czytamy dalej o rogu, harfie, cytrze, bębnie, flecie, cymbałach, a także o tańcu. Jest taki dowcip (szmonces?), że każdy Żyd, który przyjeżdża do Izraela, by się tam osiedlić, przywozi ze sobą instrument, na którym zwykł grać; chyba że jest to fortepian... Naród szczególnie muzykalny.


A psalmy nie są do czytania, tylko do śpiewania: gdy są głośno czytane, to prawie tak, jakby ktoś  podczas jakiejś uroczystości narodowej recytował „Jeszcze Polska...". Jan Paweł II przypomniał kiedyś słowa św. Augustyna: „Kto śpiewa, podwójnie się modli". Za mało muzyki, naprawdę zbiorowego śpiewania w naszych świątyniach: niech byśmy nawet trochę fałszowali: ten fałsz to nie grzech. Módlmy się głośno, śpiewem, całym sobą.


Chwalmy Boga, myśląc o wszystkich dobrych ludziach, uczciwych na przekór fałszu, który ich otacza: przecież w każdym z nich jest trochę Dobra Absolutnego.

16:57, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 21 listopada 2006
Nie być letni

Apokalipsa 3, 16


”A tak skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię z mych ust wyrzucić.”


Logion niemal jak przysłowie, zasada moralna, święta prawda - ale sprawa nieprosta. Bo pewnie, że obłość duchowa nie jest cnotą, że nie wolno się wymigiwać od zajęcia stanowiska, że tacy, co mają, owszem, własne zdanie, ale się z nim nie zgadzają, są śmiechu warci. Tyle tylko, że między świętym gwałtownictwem a rozrabiactwem jest różnica cienka, że może potrzebni są i mili oportuniści (byle nie podli), i nieznośni bohaterowie. W każdym razie musi być miejsce dla takich, co nie znoszą awantur, zawsze godzą, nie judzą.

17:17, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 20 listopada 2006
Wiara czyniąca cuda

Ewangelia Łukasza 18,35-43


Jezus uzdrawia niewidomego żebraka. Ten go prosi: - Panie, abym przejrzał, Jezus spełnia jego prośbę, mówiąc - Przejrzyj, twoja wiara cię uzdrowiła.


Tak jest, bez wiary nie ma cudu. Tyle tylko, że może to być modlitwa kogoś bliskiego. Odsyłam do dodatku „Cuda naszego papieża"; choć on bardzo zdenerwował w czwartek dziennik „Rzeczpospolita". Trudno,  jeszcze się taki nie narodził...

13:41, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
niedziela, 19 listopada 2006
Gwiazdy spadać będą

Ewangelia Marka 13,24-32


”Jezus powiedział do swoich uczniów: - W owe dni, po wielkim ucisku słońce się zaćmi i księżyc nie da swego blasku. Gwiazdy będą padać z nieba i moce na niebie zostaną wstrząśnięte. Wówczas ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w obłokach z wielką mocą i chwałą. Wtedy pośle On aniołów i zbierze swoich wybranych z czterech stron świata, od krańca ziemi aż do szczytu nieba. A od drzewa figowego uczcie się przez podobieństwo. Kiedy już jego gałąź nabiera soków i wypuszcza liście, poznajecie, że blisko jest lato. Tak i wy, gdy ujrzycie, że to się dzieje, wiedzcie, że blisko jest, we drzwiach. Zaprawdę powiadam wam: nie przeminie to pokolenie, aż się to wszystko stanie. Niebo i ziemia przeminą, ale moje słowa nie przeminą. Lecz o dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec".


Końcem świata podniecały się liczne pokolenia, szczególnie gdy minęło pierwsze tysiąclecie (interpretowano po swojemu Apokalipsę) . Sześć lat temu na szczęście było spokojniej. W ogóle jest spokojniej, świadkowie Jehowy już nie wyznaczają dokładnych terminów. Nie brak chrześcijan natomiast innych wyznań, którzy tę sprawę akcentują bardziej niż my, katolicy. Myślę, że powinniśmy ją akcentować uwzględniając całe skomplikowanie zagadnienia. Przyszłość jest przed nami zakryta, jeszcze bardziej wszystko, co dotyczy tamtego świata. Czy jest zakryta przed Synem, jak się to ma do równości osób w Trójcy? Jest też problem egzegetyczny, co miał na myśli Ewangelista (oraz jego redaktor) wkładając te słowa w usta Chrystusa: absolutny koniec świata doczesnego czy tylko koniec części historii, jakim było zburzenie Jerozolimy. A może w ogóle utożsamiał oba wydarzenia, przedstawiając je tak apokaliptycznie, jak je sobie wyobrażał? Proponuję zostawić to wszystko egzegetom, niech się martwią, a my martwmy się tylko tym, że Chrystus na pewno już blisko jest. Przepraszam, tym się raczej cieszmy - tylko nie grzeszmy! Amen!

12:46, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
sobota, 18 listopada 2006
Co to jest wiara?

Ewangelia Łukasza 18, 8


„Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?"


Pamiętam, że to pytanie zadał sobie z wstrząsającym niepokojem Jan Paweł II, kończąc jedno ze swoich przemówień. Mowa tu o powtórnym przyjściu Chrystusa, końcu historii, Sądzie Ostatecznym. Trudny to teologicznie problem, jak zresztą wszystko, co dotyczy tamtego niewyobrażalnego świata. Wrócę jutro do tego tematu, a dziś tylko zapytam, co znaczy słowo „wiara".


Jeszcze niedawno uważaliśmy, że koniec świata dokona się, gdy wszyscy ludzie na ziemi usłyszą przesłanie Jezusa z Nazaretu, a jego przyjęcie będzie zależało tylko od nich. Sprawa była zatem prosta: jeśli tylko słyszał, jeśli tylko nie jest głuchy albo kompletny debil, może się nawrócić, nie ma usprawiedliwienia. Dziś, po rewolucyjnym Soborze i posoborowych przemyśleniach teologów, często bardzo radykalnych, rozumiemy, że przyjmowaniu Chrystusa stoją na przeszkodzie przede wszystkim sami chrześcijanie, którzy do niedawna jeszcze uprawiali bardzo często antyewangelizację. Ale to nie wszystko. Przecież ludzie są głęboko uwarunkowani kulturowo: buddysta może szanować, podziwiać przesłanie Ewangelii, ale on się urodził buddystą, z całym bagażem myślowym tej wspaniałej religii, strukturami pojęciowymi itp. itd. Dlaczego miałby to wszystko porzucać: przecież to jest część jego jestestwa. Myślę, że gdy Chrystus wróci na ziemię, będzie myślał o ziemianach tak jak za pierwszym razem: kryteria Jego sądu będą etyczne, nie dogmatyczne. Zresztą zapowiedział to wyraźnie w relacji Ewangelii Mateusza (rozdział 25):  „Cokolwiek uczyniliście jednemu z moich braci najmniejszych, mnieście uczynili". Może zatem sprawa jest prosta, ale inaczej?


P.S. Wydarzenie biblistyczne ogromne: ukazała się po polsku ogromnie fachowa francuska Biblia Jerozolimska, dzieło wiekopomne uczonych związanych z Ecole Biblique w Jerozolimie. Rzecz co prawda w tym, że przetłumaczone zostały z języka francuskiego tylko przypisy, wprowadzenia do tekstów i tzw. marginalia, a samo tłumaczenie jest po prostu przekładem Biblii Tysiąclecia. Zamiast jednak wyzłośliwiać się na przykład w ten sposób, że ta nasza Biblia jest Jerozolimska w tym stopniu, co Aleje Jerozolimskie, lepiej przyjąć do wiadomości, że takie rozwiązanie przyjęto np. w Niemczech i Włoszech. Oczywiście przekłady „Tysiąclatki" i Jerozolimskiej nie różnią się tylko językiem, tłumaczenie tekstu sprzed dwóch tysięcy lat jest nieraz interpretacją jedną z możliwych (oryginał nie miał np. kropek ani przecinków!). Niemniej tłumaczenie z francuskiego zawsze byłoby przecież przekładem nie z oryginału, byłoby wielce pracochłonne a nigdy nie idealnie dokładne. Poza tym nie wiadomo, czy bardzo potrzebne niefachowcom, którym natomiast przydadzą się owe elementy zewnętrzne tekstu. Oczywiście jeśli on sam ich naprawdę interesuje. Cena 98 zlotych - tylko: to tom olbrzymi!

15:26, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
piątek, 17 listopada 2006
Streszczenie Ewangelii

Ewangelia Łukasza 17,33


„Kto będzie starał się zachować swoje życie, straci je; a kto je straci, zachowa je".


Pewien Francuz wymyślił najkrótsze opowiadanie o życiu rodzaju ludzkiego: „Ils naquirent, ils souffrirent, ils mourirent", co bezrymowo tłumaczy się tak: „Urodzili się, cierpieli, umierali". Powyższe słowa Ewangelii stanowią natomiast najkrótsze streszczenie przesłania wszystkich czterech opowiadań o nauczaniu i życiu Jezusa z Nazaretu.


Termin grecki „psiche" oznacza i życie, i duszę, stąd różne tłumaczenia. Nie chodzi tu ani o duszę w sensie osobnej części duchowej człowieka, która zostaje po śmierci, bo Biblia nie zna takiego podziału „homo sapiens", ani o życie w sensie naszego bytowania doczesnego. Sens zdania (mówiąc fachowo: „logionu") jest oczywiście taki: kto pilnuje wyłącznie swoich interesów, nigdy nie wychodzi na tym dobrze. O czym uczy tak katechizm, jak i zupełnie świecka historia.

13:59, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
czwartek, 16 listopada 2006
Niewolnictwo

List do Filemona 10-18


”Proszę cię za moim dzieckiem, które zrodziłem w okowach, Onezynem. (...) Jego odesłałem ci, tego, który jest moim umiłowaniem. Chciałem zatrzymać go przy sobie, aby zamiast ciebie służył mi w moich okowach dla Ewangelii. Nie chciałem jednak niczego uczynić bez twojej wiedzy, aby dobroć twoja nie była z przymusu, lecz z dobrej woli. Może bowiem dlatego oddalił się od ciebie na krótko, abyś go na wieki odzyskał, już nie jako niewolnika, lecz jako kogoś więcej niż niewolnika, jako brata umiłowanego, szczególnie dla mnie, ale o wiele bardziej dla ciebie, tak według ciała, jak i w Panu. Jeśli więc masz mnie za przyjaciela, przyjmij go jak mnie. Jeśli zaś w czymkolwiek szkodę ci wyrządził lub jeśli ci coś winien, obciąż tym mnie.”


List Pawła pisany podczas jednego z pobytów w więzieniu. W porównaniu z innymi jego listami  - szczególny. Po pierwsze - krótki, 25 wersetów, zaledwie jeden rozdział. Po drugie, niemal prywatny, bo dotyczy tylko jednego człowieka. Człowiekiem jest niewolnik, sprawą jest jego los, niepewny, bo Onezym uciekł od swego właściciela, a może nawet okradł go przedtem (aluzja o szkodzie czy długu).


Napisałem jednak: „niemal prywatny", bo w istocie stanowi nauczanie Apostoła na temat niewolnictwa. Paweł zabiera głos w tej sprawie moralnej kilka razy i jego stanowisko jest w sumie takie: niech niewolnicy będą posłuszni swoim panom, a oni sprawiedliwi wobec swych poddanych. Paweł nie czyni zamachu na ustrój, nie jest rewolucjonistą ani twórcą nowatorskiej doktryny społecznej, ale w ramach istniejącego porządku wzywa do wzajemnej dobroci w imię Chrystusa. Albowiem - powiada w Liście do Galatów - ”Nie ma Żyda ani Hellena, niewolnika ani wolnego...”. Zauważmy jednak w Liście do Filemona dowartościowanie niewolnika szczególne: Filemon ma przyjąć Onezyma jako brata umiłowanego!

Tłumaczenie trzech biblistów trzech wyznań i troszkę moje, publikowane w ”Tygodniku Powszechnym” z 27 stycznia 2002.

15:15, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
środa, 15 listopada 2006
Ksiądz Tranda i inni

Ewangelia Łukasza 17, 11-19


Opowieść, która w Nowym Testamencie nie powinna nikogo dziwić: Jezus uzdrawia dziesięciu trędowatych, ale tyko jeden podziękował - a był to Samarytanin. Morał oczywisty: przekonanie o wyższości duchowej Żydów nad Samarytanami jest wątpliwe. To przesłanie, przebijające się w Starym Testamencie, w Nowym uderza całą mocą Ducha. W końcu przecież Biblia chrześcijańska głosi otwarcie olbrzymie: na wszystkie inne narody, na pogardzanych pogan (określanych terminem „etnoi", co narody oznacza). Tym bardziej na Samarytan, będących rodzajem heretyków wobec judaizmu.


I przyszedł mi do głowy morał dla katolików XXI-wiecznych: inni chrześcijanie nie są gorsi duchowo od nas. Głosi się to już oficjalnie nawet w naszym tradycyjnym Kościele polskim, ale czy zbłądziło pod strzechy? W każdym razie powinienem tu zareklamować książkę księdza Bogdana Trandy, zmarłego przed dziesięcioma laty duchownego Kościoła ewangelicko-reformowanego (zwanego nieściśle kalwińskim), będącej zbiorem kazań. Rzecz zwie się „Postylla", co pochodzi od wyrazów łacińskich „post illa verba": po tych słowach. Są to mianowicie przemówienia kościelne lub radiowe, teksty mówione, ale napisane albo też nagrane, zwane dziś po katolicku homiliami, czyli mające za teologiczną podstawę jakieś słowa Biblii. Tematyka rozmaita: rok kościelny, podobny do katolickiego, oraz takie sprawy religijne, jak wiara i zwątpienie, pokusa i grzech, praca i odpoczynek, reformacja i ekumenizm, sakramenty i inne obrzędy religijne, rocznice historyczne i święta narodowe.

 
Ksiądz Bogdan Tranda był postacią całkiem nietuzinkową: łączył śmiałość myślenia i mówienia, zapał polemiczny z otwieraniem się na inne myślenie i wiarę, w szczególności rzymskokatolicką. Między innymi to on właśnie sprawił, że ten malutki liczbowo Kościół (cztery tysiące wyznawców rozproszonych po Polsce) okazał się odważnie solidarny z rzymskokatolickim w jego oporze wobec komunizmu. Wprowadzenie do książki napisał katolicki arcybiskup opolski Alfons Nossol, wydał „Semper" (ul. Bednarska 20A). Stron 416, cena 50 złotych.

18:05, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
Archiwum