Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
niedziela, 18 lutego 2007
Abel i Kain

Sobota, 17 lutego 2007

List do Hebrajczyków 11,4

„Dzięki wierze Abel złożył Bogu lepszą ofiarę niż Kain, która mu wystawia świadectwo, że jest dokonały, Bóg bowiem zaświadczył o jego darach".

Jak zaświadczył, Biblia nie mówi. O co tu w ogóle chodzi? Na pewno nie o to, że ofiary pasterza Abla były lepsze niż rolnicze Kaina. Mając trochę wyczucia religijnego, można domyślić się bez trudu, że idzie tu o intencję. „Miłosierdzia chcę bardziej niż ofiary" - logion starotestamentalny (Ozeasz 6,6) cytowany przez Jezusa (np. u Mateusza 9, 13) znaczy, że w oczach Bożych ważna jest nie tyle wielkość materialna ofiary, ile postawa duchowa ofiarodawcy. Widać Abel był większej klasy duchowej i tyle!

Zagadka katechetyczna: dokończ dwuwiersz
„Budowano wieżę Babel,
a Kaina zabił...?"
Nabrałem tym wnuczkę, skądinąd rozgarniętą.

18:47, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
piątek, 16 lutego 2007
Babel

Księga Rodzaju 11, 1-9

Opowieść o wieży Babel, znana każdemu, kto uczył się trochę naszej religii. Oczywiście perykopę można opowiedzieć prześmiewczo: Panu Bogu nie podoba się żadna nasza samodzielność. Owoce tylko z określonych drzew, budowle tylko określonej wysokości. Ile razy chcemy zrobić po swojemu, choćby nawet nie szkodząc nikomu - Bóg się wścieka i karze dotkliwie. Jest zaprawdę „Bogiem zazdrosnym" - wyrażenie przecież prosto z Pisma Świętego!

Można i tak myśleć, będzie to jednak rozumienie Biblii mało rozumne. W jej księgach są mity; nie w sensie potocznym tego słowa, w którym oznacza ono jakąś nieprawdę - ale w znaczeniu: głęboka prawda o rzeczywistości. Oczywiście nie widać jej, gdy się teksty czyta doslownie.

Można uważać Boga za człowieczego rywala, który boi się, że Go przewyższymy czy też tylko Mu dorównamy. „Odtąd żadne zamierzenie nie będzie dla nich niewykonalne" - powiada Pan (Jahwe) komentując budowlę, jakby naprawdę bał się o swoje panowanie nad nami. Tak Go pojmowali dawni autorzy biblijni, ale tymczasem zmądrzeliśmy. Opowieść o wieży sięgającej nieba opiewa ludzką pychę, która mści się nieuchronnie. Nie chodzi jednak o postęp techniczny, który jest sam w sobie dobry: raczej o ten postęp, który okazał się podstępem - wrogów Boga, czyli człowieka.

20:41, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
czwartek, 15 lutego 2007
M jak miłość

Księga Rodzaju 9,7

„Wy zaś bądźcie płodni i mnóżcie się; zaludniajcie ziemię i miejcie nad nią władzę".

Napisano już dawno, że ta ludzka władza nad ziemią zamienia się często w niszczycielstwo: exemplum Rozpuda. „Czyńcie sobie ziemię poddaną", jak czytamy w tej księdze wcześniej, bo w rozdziale 1: otóż mamy do tych poddanych stosunek wielce bezmyślny, bo mordując ich dla doraźnej korzyści zaplatamy powróz w koło własnej szyi. Nikt nie jest samotną wyspą...

Napisałem to w wieczór walentynkowy 14 bm., po obejrzeniu kolejnego odcinka sławnego serialu o miłości międzyludzkiej. Bohaterka ulega namowom przyjaciółki i decyduje się urodzić dziecko. Czekałem od odcinka wczorajszego, jaka będzie jej decyzja, i ucieszyłem się bardzo z takiej. To jest promocja postawy niemal heroicznej (sytuacja dziewczyny woła o aborcję), ale przecież nie bezmyślnej. Inny typ wrażliwości niż ten ekologiczny czy wegetariański, inny rodzaj miłości, ale również potrzebny hic et nunc. Również tu wybiera się większą wartość. Moim zdaniem jest to wybór ważniejszy niż w sprawie Rozpudy i tym podobnych. Dziękuję twórcom serialu bardzo serdecznie.

18:33, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
środa, 14 lutego 2007
Cyryl i jego Metody

Ewangelia Łukasza 10,1

„Spośród swoich uczniów wyznaczył Pan jeszcze innych, siedemdziesięciu dwóch, i wysłał ich po dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam przyjść zamierzał".

Po dwóch. Dziś Kościół rzymskokatolicki wspomina liturgicznie dwóch uczniów Jezusa, braci Cyryla i Metodego, którzy w wieku IX ewangelizowali Słowian. A robili to z głową, czyli dokonywali elementarnej inkulturacji: tłumaczyli księgi liturgiczne, Biblię i inne księgi kościelne na dostępny im język słowiański.

Ich zasługi dla całego chrześcijaństwa, wtedy jeszcze nie podzielonego ostatecznie (dbali o łączność tak z Rzymem, jak i z Biznacjum), są kolosalne: rozpoczęli chrystianizację ogromnej części Europy. Oczywiście też zasługi dla kultury: choćby przez uwiecznienie bardzo dawnego etapu rozwoju naszych języków, jakim jest język zwany starocerkiewnosłowiański. Nie dość słów podziwu dla ich odwagi: złamali zasadę, że mogą być tylko trzy języki liturgiczne: hebrajski, grecki, łacina. Wzbudzali wściekłość duchowieństwa niemieckiego, które walczyło chyba nie tyle o monopol tej lingwistycznej trójcy (choć musiało je mocno irytować liturgiczne awansowanie języka słowiańskiego a nie germańskiego), ile o administracyjny „rząd dusz". W papieżach mieli obrońców.

Gra słów ”Cyryl i jego metody” jest nie tylko do śmiechu (także czarnego: na ulicy obu apostołów był straszny komisariat ubecji): rzeczywiście Cyryl miał nie tylko brata Metodego, także metody ewangelizacji niebywałe. Łączył przy tym odwagę z rozwagą: opory ówczesnych konserwatystów mogły go przecież zrazić do struktur kościelnych. Jest wraz z bratem poza wszystkim także patronem dzisiejszych duchownych, którzy nie rezygnują z kapłaństwa, tylko wewnątrz wspólnoty kościelnej walczą o jej odnowę.

17:05, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
wtorek, 13 lutego 2007
Nie samym chlebem...

Ewangelia Marka 8,14-21

”Uczniowie Jezusa zapomnieli wziąć chlebów i tylko jeden chleb mieli ze sobą w łodzi. Wtedy Jezus im przykazał: - Uważajcie, strzeżcie się kwasu faryzeuszów i kwasu Heroda. Oni zaczęli rozprawiać między sobą o tym, że nie mają chleba. Jezus zauważył to i rzekł im: - Czemu rozprawiacie o tym, że nie macie chleba? Jeszcze nie pojmujecie i nie rozumiecie, tak otępiały macie umysł? Macie oczy, a nie widzicie: macie uszy, a nie słyszycie? Nie pamiętacie, ile zebraliście koszów pełnych ułomków, kiedy połamałem pięć chlebów dla pięciu tysięcy?. Odpowiedzieli Mu: - Dwanaście. - A kiedy połamałem siedem chlebów dla czterech tysięcy, ile zebraliście koszów pełnych ułomków? Odpowiedzieli: - Siedem. I rzekł im: - Jeszcze nie rozumiecie?”

„Primum edere, deinde philosophari" - głosi starorzymska zasada, która po polsku brzmi: najpierw jeść, potem filozofować. Tylko człowiek heroicznie ascetyczny myśli głównie o sprawach duchowych. Władysław Kopaliński podaje jeszcze bardziej oczywistą wersję tej maksymy: „primum vivere", czyli najpierw (móc) żyć. Ale Jezus wymaga heroizmu: są sprawy ważniejsze niż chleb materialny i kwas służący do jego produkcji. Dostarczenie nam zwykłego chleba jest nie tylko w naszych rękach, Bóg może nawet rozmnożyć go cudownie. Niemniej - mój cichy komentarz - często ludzie giną z głodu, bo cud nie nadchodzi...

15:06, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 12 lutego 2007
Kain i nasi TW

Księga Rodzaju 4,1-15, 25

Opowieść o pierwszej walce człowieka z człowiekiem, czyli o tym, jak Kain zabił Abla. Perykopa biblijna fundamentalna. Grzech Adama i Ewy dotyczył stosunku człowieka do Boga, Absolutu dobra, czyli najgłębszej podstawy moralności, grzech Kaina jest także prototypem, ale nie sięga tak głęboko: Bóg jest jakby w tle, ale bohaterami biblijnego tekstu są ludzie.

Komentując opowieść nie chcę wnikać w socjologię: w jakiej mierze mamy tu echo konfliktów rolników (Kain) z pasterzami (Abel). Ważniejszy jest dla mnie brak bliższej informacji, na czym polegał pierwotny grzech Kaina, powód, dla którego Bóg nie przyjmował jego ofiar. Ale najważniejsza, pomijana w potocznej pamięci o tym, co mówi Pismo Święte, jest zaskakująca reakcja Boga na użalanie się mordercy nad swoim losem. Kain: „Skoro mnie teraz wypędzasz z tej roli i mam się ukrywać przed Tobą, i być tułaczem i zbiegiem na ziemi, każdy, kto mnie spotka, będzie mógł mnie zabić". Bóg: „O nie! Ktokolwiek by zabił Kaina, siedmiokrotną pomstę poniesie!" Narrator: „Dał też Pan znamię Kainowi, aby go nie zabił, ktokolwiek go spotka". Znów brak bliższej wiadomości: co to za znamię?

Nieważne: pomyślmy, jakże opiekuńczy wobec grzesznika jest tu biblijny Bóg! Nie wolno się mścić, nie wolno uprawiać samosądu, nie wolno w ogóle zabijać. Jest to obraz Boga różny od tylu innych Jego również biblijnych wyobrażeń, w których On wręcz nakazuje mordowanie niewinnych, czyli winnych tylko tego, że należą do narodów, z którymi Izrael wojuje. Mamy tu, także my współcześni, mocne wskazanie, jak odnosić się do różnych dzisiejszych Kainów. Nie płacić pięknym za nadobne, przebaczać.

Nie mogę tu nie zboczyć do sprawy lustracyjnej. Napisałem: zboczyć, bo nie jest to przecież ten sam obszar spraw. Kainami nie są żadną miarą, pomijając wyjątki, TW. Jeżeli już, to Judaszami, a Kainami są raczej słudzy „bezpieczeństwa", którzy ich „prowadzili", owszem - prowadzili na manowce. Nie kwestionuję surowych zasad memoriału Episkopatu z sierpnia ub.r., który już każde zobowiązanie do współpracy uznaje za grzech, ale im więcej o tym myślę, tym bardziej współczuję ofiarom zbrodniczego systemu. Tym trudniej mi uznać ich za zasadniczo różniących się od otoczenia, które też było jakoś uległe od „imperium zła", a jeśli nie splamiło się wyraźnie grzeszną współpracą, to dlatego, że miało więcej szczęścia czy mniej odwagi, by działać w opozycyjnym „podziemiu". Albo też nie było narażone na szczególne sidła, jakie zastawiano na duchownych.

Oczywiście myślę tu głównie o księdzu Michale Czajkowskim. Broniłem go w „Gazecie Wyborczej" zaraz po ataku Tadeusza Witkowskiego w „Życiu Warszawy", nie wiedząc, ile jest winien, i potem w zeszłorocznej „Więzi" lipcowo-sierpniowej . W tym drugim tekście nie dokonałem jego apologii; napisałem nawet, że grzeszył ciężko, i o podłości jego donosów. Moja opinia w tekście „Gazety", że mój spowiednik zrobiłby wszystko, by pomóc bliźniemu, i nic, by mu zaszkodzić, okazała się oczywiście pochopna. Ale po tamtych moich wypowiedziach i głośnym raporcie „Więzi" (w którego opracowaniu uczestniczyłem) Tadeusz Witkowski przyznał lojalnie w tymże „Życiu Warszawy" (przedtem w rozmowie z redaktorem naczelnym „Więzi" Zbigniewem Nosowskim), że autorem jednego z donosów, który przypisał Czajkowskiemu, jest inny duchowny, nieżyjący już dzisiaj późniejszy biskup Jerzy Dąbrowski. Pytając o ten donos Michała, uwierzyliśmy jego zapewnieniu, że tego na pewno nie napisał, i tak to odnotowaliśmy w „Więzi", niemniej widać na tym przykładzie, jak konieczna jest ostrożność w korzystaniu z ubeckich papierów.

A już na pewno konieczna jest lektura tego „więziowego" raportu. Jest w tym tekście naprawdę dużo troski o prawdę (nagroda Rzecznika Praw Obywatelskich), co czyni to opracowanie przeciwieństwem tamtych medialnych ataków, których ślady są wciąż widoczne w mediach, więc i w głowach czytelników. Niestety nie udało nam się zapanować nad opinią publiczną, w każdym razie nad sporą jej częścią.

Padają pytania o sposób pokuty dla takich ludzi, jak ksiądz Czajkowski. Otóż myślę, że jego pokutą jest publiczna potwarz, którą musi znosić. Przecież stugębna plotka głosi, że jest współwinnym zamordowania księdza Popiełuszki, mimo krytycznej analizy tej sprawy przez „Więź". Jest to - chyba rzecz oczywista - stan człowieka straszny, szczególnie że prawdopodobnie dośmiertny.

Na koniec wspomnę pytanie publiczne jednego z księży, czemu Michał po tamtej wieloletniej współpracy tak rwał się do mediów, wypowiadając się tam bardzo często. Jak mając tyle grzechów na sumieniu mógł tak swobodnie moralizować - pytają z oburzeniem publicyści. Otóż wiem, jak jest z mediami i księżmi: te pierwsze proszą, ci drudzy na ogół odmawiają. Tak było do niedawna, teraz jest lepiej, ale jedno jest pewne, że odbywa się na ogół redakcyjna łapanka. Szczególnie w poszukiwaniu księdza, który chce wypowiedzieć się na tematy mało u nas popularne w Kościele: ekumenizm, dialog z judaizmem. Ks. Czajkowski nie bał się mówić na ten temat, co utrudniało mu życie kościelne przez dziesiątki lat. Moralizował? Jeśli to są morały, to po prostu nie było i raczej nie ma dalej chętnych do ich głoszenia. Choć jest to nauczanie Soboru Watykańskiego II i posoborowych papieży z Janem Pawłem II na czele.

19:17, jan.turnau
Link Komentarze (12) »
sobota, 03 lutego 2007
Przerwa w pisaniu bloga

Do Czytelników Bloga:
Wyjeżdżam na tydzień do Cieplic sekretarzować zespołowi biblistów trzech wyznań. Do zobaczenia mego wpisu w poniedziałek 12 bm.

 

01:03, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
Światłość
Piątek, 2 lutego 2007

Ewangelia Łukasza 2,36-37

„Była tam również prorokini Anna, córka Fanuela z pokolenia Asera, bardzo podeszła w latach. Od swego panieństwa siedem lat żyła z mężem i pozostawała wdową. Nie rozstawała się ze świątynią, służąc Bogu w postach i modlitwach dniem i nocą."

Dziś święto Ofiarowania Pańskiego. Pamiątka przyniesienia do Świątyni niemowlęcia Jezusa. Jako pierworodnego syna Jego rodzice musieli Go tam przedstawić Bogu i wykupić od służby świątynnej. Matka miała tam też w 40 dni po urodzeniu syna coś do załatwienia: musiała się poddać obrzędowi rytualnemu oczyszczenia. Dlatego też święto to nazywało się kiedyś: „Oczyszczenia Najświętszej Maryi Panny", inaczej: „Matki Boskiej Gromnicznej" z powodu zwyczaju poświęcania świec zwanych gromnicami, zapalanych szczególnie przy umierających. Po Soborze Watykańskim II, w ramach nadawania katolicyzmowi charakteru bardziej chrystocentrycznego, nadano świętu nazwę obecną. Dzisiaj też jest to Dzień Życia Konsekrowanego, czyli - upraszczając - zakonnego. Patronką tej formy życia jest służka świątynna prorokini Anna. To dzień pamiątki o modlitwie, kontemplacji, czynnościach ważnych w niemal każdej religii. A świeca, światło jest symbolem jasności i ciepła, które daje religia. W każdym razie powinna dawać, jeśli jest dobrze przeżywana, dobrze przedstawiana przez przywódców duchowych.
00:36, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
czwartek, 01 lutego 2007
Apostołem być

Ewangelia Marka 6, 7

„Jezus przywołał do siebie Dwunastu i zaczął rozsyłać ich po dwóch".

Pewnie dlatego świadkowie Jehowy chodzą parami. Co dwie głowy to nie jedna, na pewno - a zadanie apostolskie bardzo trudne jest. Szczególnie w dzisiejszych czasach, kompromitacji wszystkich zwartych systemów myślowych. Szczególnie dlatego, że mało kto rozumie, iż chrześcijaństwo jest nie tyle systemem, ile postawą duchową, w której myślowe szufladki są mało ważne. Także szufladki etyczne: przede wszystkim kochaj, przestań zajmować się sobą! Mało kto to rozumie, Kościół nauczający też nie za bardzo. W każdym razie przeciętni księża uwielbiają różne paragrafy. Świetną okazją do ewangelizacji jest tak zwana kolęda, czyli odwiedziny parafian. I przy tej okazji wychodzi na jaw pogląd, że parafia paragrafem stoi. Ksiądz przepytuje o prawie wszystko: „Dawno państwa nie widziałem w kościele".... Jeśli taka mowa ma tylko przypominać o obowiązkach liturgicznych, to jeszcze pół biedy, choć Eucharystia to nie paragraf, ale sama radość: trzeba o tym przekonywać Kowalskich zamiast straszyć prawem.

Gorzej, gdy pleban werbalizuje sprawę mamony. Pewnie, że „nie zawiążesz pyska wołowi młócącemu", przykazanie kościelne finansowe jest oczywiste, ale uprasza się o minimum delikatności... Księża mają opinię zdzierców, słuszną nie w każdym przypadku, ale nigdy nie wolno jej potwierdzać własnym mało duchownym zachowaniem. To o księżach, a my, tak zwani wierni (kler niewierny?) jesteśmy lepsi? Apostołujemy własnym przykładem w domu, „w robocie"?

17:13, jan.turnau
Link Komentarze (15) »
środa, 31 stycznia 2007
Warunek cudu

Ewangelia Marka 6,5-6

”I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich. Dziwił się też ich niedowiarstwu.”

Sprawa cudu...Pisałem tu o niej nieraz, podkreślałem, że teologia cudu przeżywa dziś ewolucję. Pojęcie praw natury, które cud miałby łamać, jest dziś wątpliwe, bo „natura” jawi nam się jako o wiele bardziej skomplikowana niż jej obraz, który miał np. Tomasz z Akwinu. Uważamy raczej za Augustynem, że wszystko jest Bożym cudem. Cud to znak od Boga - mówimy dzisiaj subiektywizując sprawę, bo co dla jednych jest znakiem, dla drugich tylko ”świecką” dziwnością. W dzisiejszej perykopie ewangelijnej mamy inny rodzaj subiektywizmu: cud wymaga jakby woli dwóch stron, bo bez otwarcia duchowego, wiary człowieka Bóg jest bezsilny. Czy to warunek cudu sine qua non? Myślę, że cud zawsze jest znakiem, czyli nigdy nie pada w pustkę. Mówiąc inaczej: bez religijnego kontekstu nic nie jest cudem, choć jest dziwnością.

16:02, jan.turnau
Link Komentarze (13) »
wtorek, 30 stycznia 2007
Śmiechy

Ewangelia Marka 5, 39-40

”Wobec zamieszania, płaczu i głośnego zawodzenia wszedł i rzekł do nich: - Czemu robicie zgiełk i płaczecie? Dziecko nie umarło, tylko śpi. I wyśmiewali Go.”

Po co Jezus powiedział, że dziewczynka nie umarła, tylko śpi? Może był to rodzaj przekornego żartu? Pamiętam czyjś artykuł na temat żartów Jezusa; nie pomnę, czy była tam taka interpretacja tego logionu, ale - pytałem biblistę - mogłaby być. Co zaś sobie pomyśleli widzowie tego cudu, którzy wyśmiewali Jezusa? Ewangelista powiada, że ”osłupieli wprost ze zdumienia”. Nic dziwnego: to nie było tylko uzdrowienie. No i ”przykazał im też z naciskiem, żeby nikt o tym nie wiedział”: mamy tu znów ”sekret mesjański”; ledwie Jezus wrócił do Galilei.

19:13, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 29 stycznia 2007
Bez sekretu

Ewangelia Marka 5, 18-20

”Gdy wsiadł do łodzi, prosił go opętany, żeby mógł zostać przy Nim. Ale nie zgodził się na to, tylko rzekł do Niego: - Wracaj do domu, do swoich, i opowiadaj im wszystko, co Pan ci uczynił i jak ulitował się nad tobą. Poszedł więc i zaczął rozgłaszać w Dekapolu wszystko, co Jezus z Nim uczynił, a wszyscy się dziwili.”

Czemu Jezus każe mu rozgłaszać, nie troszczy się już o tak zwany przez biblistów sekret mesjański, czyli nie boi się, że Jego sława jako cudotwórcy podsyci nadzieje na nadejście mesjasza politycznego? To uzdrowienie opętanego nastąpiło w Dekapolu, w krainie pogańskiej, gdzie takich obaw nie było. Sam bym tego nie wymyślił, wyjaśnił mi to ks. Michał Czajkowski.

15:01, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
niedziela, 28 stycznia 2007
Znosić wszystko
1 List do Koryntian 12,31-13,13

Miłość ”wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma”. Aby tylko ją mieć.
12:59, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
Małowierni?
Sobota 27 stycznia 2007


Ewangelia Marka 4,35-41

Jezus ucisza burzę na jeziorze, po czym wypomina apostołom, że są małej wiary. Ale było w tym chyba u Niego trochę przekory: jak tu się czasem nie bać, jak nie wołać o pomoc?
12:58, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
piątek, 26 stycznia 2007
Przykład

Ewangelia Łukasza 10, 1-9

”Spośród swoich uczniów wyznaczył Pan jeszcze innych, siedemdziesięciu dwóch”.

Poszli apostołować. Jak to robić? Benedyktynka Małgorzata Borkowska, pisarka znakomita, w książce ”Białe i bure” słusznie twierdzi, że trzeba to czynić przykładem, nie wykładem.

W rozmowie-rzece z kardynałem Dziwiszem, która ukaże się w poniedziałek, jest informacja waląca na kolana. Wiadomość, że ksiądz Wojtyła, nawet gdy był już biskupem, potrafił stanąć w kościele w kolejce do spowiedzi, jak zupełnie zwyczajny katolik. Domyślamy się, owszem, że duchowni się spowiadają. Ten duchowny spowiadał się bardzo często, co tydzień, ale to jeszcze nie jest tak porażający znak pokory, jak owa jawność i zmieszanie z tłumem. Przywykliśmy sądzić, że w Kościele im wyżej, tym pyszniej. Jak może klęknąć przy konfesjonale człowiek, przed którym się klęka, żeby się z nim przywitać, i całuje w rękę jak kobietę... Trzeba też wiedzieć, że biskup Wojtyła takiej uniżoności wobec siebie nie znosił, Jan Paweł II znosił, co miał zrobić: może pamiętał, że dopiero od Jana XXIII papieża nie całuje się w ... nogę, a młyny kościelne muszą mleć powoli. Dobrze, że jednak mielą, że są młynarze tej miary.

14:17, jan.turnau
Link Komentarze (12) »
czwartek, 25 stycznia 2007
Paweł Wielki

Dzieje Apostolskie 22,3-16 lub z tejże księgi 9, 1-22


Wspomina się nawrócenie św. Pawła. To jedno z dwóch jego świąt. Drugie, ważniejsze liturgicznie (wręcz uroczystość, z osobną liturgią wigilijną) 29 czerwca: Paweł jest wtedy solenizantem wraz z Szymonem Piotrem. Kryterium liturgiczne jest oczywiście ważne, a swoją drogą wydarzenie, które wspominamy dzisiaj, jest kluczowe nie tylko w życiu samego Żyda z diaspory w tureckim dziś Tarsie. Gdyby do wyznawców nowej drogi duchowej nie przyłączył się Szaweł zwany później Pawłem, nie byłoby chyba tego olbrzymiego dynamizmu, który uczynił z chrześcijaństwa religię kręgu śródziemnomorskiego. Dynamizm podróżniczy i intelektualny: to Paweł otworzył nauczanie Jezusa na świat pozażydowski. Wprawdzie zaczął sam Piotr (Dzieje 10), ale rozpęd Pawła był decydujący.

Mówi się nawet, że był drugim założycielem chrześcijaństwa. Jest to przesadą nie tylko pomniejszającą rolę Chrystusa: także zapoznającą znaczenie innych teologów, jeśli nie Piotra, to Jana, który jest dla prawosławnych tym, czym Paweł dla protestantów. To przesada, niemniej właśnie ten apostoł o późnym powołaniu wyrósł znaczeniem ponad innych.

Jego powołanie to zdarzenie niebywałe. Ktoś twierdził, że ową zmianę poglądów o 180 stopni można tłumaczyć czynnikami naturalnymi: byłby to po prostu wylew krwi do mózgu spowodowany upałem. Słysząc to, zareagowałem kiedyś oburzeniem, chyba jednak niesłusznie. Bóg działa poprzez „przyczyny wtórne": wylew krwi mógł być drogą dla działania Ducha. W każdym razie zmiana przekonań była zaiste radykalna. Paweł nie tylko przyjął nową wiarę: stał się przecież zaciekłym krytykiem starej, w tej mierze, w której oparta była na rygorystycznym rozumieniu Prawa. Gorliwość neofity? To nie jest chyba dobre określenie. Sugeruje jakąś ciasnotę, gdy tymczasem Paweł myślał niesłychanie szeroko. Z wiary Abrahama, Izaaka i Jakuba uczynił coś, co porwało świat. Patron wszystkich reformatorów religijnych, bliski także wielu z nich przez to, że budził sprzeciw, przechodzący nieraz we wściekłość. Nie tylko Żydów, którzy nie ulegli nowej religii, także trochę samych uczniów Chrystusa: byli przecież ci od Jakuba, mniej radykalni od Pawła, niechcący zerwać całkiem z judaizmem, teraz odradzający się w Izraelu. Echem sporów z Pawłem jest m.in. passus w 2 Liście Piotra (3, 15-16), w którym co prawda poleca się myśl Pawłową, ale ostrzega przed jej błędnymi interpretacjami.

Jest wreszcie Paweł patronem wszystkich tych, co także w naszych czasach i miejscach zmienili poglądy radykalnie, budząc podejrzenia o nieszczerość, o nową formę koniunkturalizmu. Napisało mi się kiedyś nawet wiersz na temat podobnych dramatów, drukowany tu i tam.

16:50, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
środa, 24 stycznia 2007
Załamani

Ewangelia Marka 4,16-17


”Na miejscach skalistych posiani są ci, którzy gdy usłyszą Słowo, natychmiast przyjmują je z radością; lecz nie mają w sobie korzenia i są niestali. Gdy potem przyjdzie ucisk lub prześladowanie z powodu Słowa, zaraz się załamują.”


Załamani. Lepsze jest wyrażenie ”złamani”. Wskazuje na tych, którzy łamiąc popełniali grzech zwany w teologii katolickiej cudzym: był to także ich grzech. Pewnie nawet jeszcze bardziej ich grzech. Nie tyle z kolei instrumentów, oficerów, ile generałów armii zła.

13:51, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
wtorek, 23 stycznia 2007
Być Mu bratem

Ewangelia Marka 3, 34-35

„I spoglądając na siedzących dokoła Niego, rzekł: - Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Bożą, ten mi jest bratem, siostrą i matką.” Mamy tu kryterium etyczne: pełnić wolę Bożą. Można jednak ująć to inaczej - jak moja żona. Takiego ujęcia dopatrzyłem się też - może trochę tendencyjnie - u obecnego papieża.

Ukazała się książka pokazująca Benedykta XVI od mało znanej strony. Wydawał mi się dotąd raczej wielkim teologiem i rządcą Kościoła niż duszpasterzem. Hierarchą ”pancernym” albo nie (czy już nie, bo zostawszy papieżem złagodniał), ale patrzącym z wysoka swego urzędu czy uniwersyteckiej katedry. ”Wybór myśli”, malutki tomik przetłumaczony z włoskiego, ukazuje ”BXVI” jako po prostu księdza, czyli kogoś zajętego każdym konkretnym człowiekiem, który mu się nadarzy.

Nie dość na tym. W 175 cytatach z tekstów powstałych w pierwszym roku pontyfikatu zobaczyłem papieskie przekonanie, że chrześcijaństwo jest nie tyle systemem moralnym, doktryną, ile najbardziej osobistą relacją z Jezusem. Są w książeczce tekściki na inny temat, jest o indywidualistycznym relatywizmie i pozytywistycznym scjentyzmie, czyli kryzysie współczesności, ale dominuje problematyka dużo bardziej życiowa, bliska zwyczajnym ludziom. Nawrócenie może być w tej optyce nie tyle akceptacją dogmatów i zasad etycznych, ile sprawą egzystencjalną, wręcz mistyczną.

Książka dla wszystkich księży, ale też oczywiście dla świeckich, którzy szukają czegoś, co radykalnie przekracza płaską codzienność, także parafialną. Benedykt XVI: ”Wybór myśli (kwiecień 2005 - marzec 2006)” . Autor wyboru: Lucio Coco, redakcja i tłumaczenie: ks. Wojciech Węckowski. Wydawnictwo ”Bernardinum”, Pelplin 2006. S. 111.

12:58, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 22 stycznia 2007
Huragan

Ewangelia Marka 3,29

„Kto by jednak zbluźnił przeciw Duchowi Świętemu, nigdy nie otrzyma odpuszczenia, lecz winien jest grzechu wiecznego." Czyli że Duch to ta Osoba Trójcy, która „wieje, kędy chce"; jeśli Ona nie pomoże, to już nikt: odrzucenie Jej to ostateczne powiedzenie Bogu „nie". Tylko że ja wierzę we wszechpotęgę Ducha, myślę, że to nie wiatr, ale huragan, któremu nie oprze się żadne ludzkie serce.

14:58, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
niedziela, 21 stycznia 2007
Łukasz badacz?

Ewangelia Łukasza 1,1-4

„Wielu już starało się ułożyć opowiadanie o zdarzeniach, które się dokonały pośród nas, tak jak je przekazali ci, którzy od początku byli naocznymi świadkami i sługami słowa. Postanowiłem więc i ja zbadać dokładnie wszystko od pierwszych chwil i opisać ci po kolei, dostojny Teofilu, abyś się mógł przekonać o całkowitej pewności nauk, których ci udzielono."

Łukasz sam nie jest apostołem ani nawet uczniem Jezusa, ale dla potrzeb owego Teofila (i nie tylko jego) dowiaduje się i pisze. Bada dokładnie, pewnie np. jego wersja Ewangelii Dzieciństwa jest historycznie lepsza od Mateuszowej, ale historykiem z PAN też nie jest, dzisiejsi badacze widzą np. niedokładności w jego danych z początku rozdziału 3. Bo też i dla niego najważniejsze są „nauki", też jego Ewangelia to teologia, nie historia.

20:38, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
sobota, 20 stycznia 2007
Bliscy dalecy

Ewangelia Marka 3,20-21

„Jezus przyszedł do domu, a tłum znów się zbierał, tak że nawet posilić się nie mogli. Gdy to posłyszeli Jego bliscy, wybrali się, żeby Go powstrzymywać. Mówiono, bowiem: - Odszedł od zmysłów."

Można też tłumaczyć: „Mówili". Może i samo bliscy aż tak bardzo nie rozumieli swego krewniaka, że uważali Go za wariata. Nawet Jego matka, która - jak wynika z dalszego ciągu opowieści - była wśród tych bliskich, mogła nie tylko obawiać się o Jego reputację, ale i sama mogła wątpić, czy Syn postępuje mądrze. Nawet i Ona dojrzewała stopniowo do pojęcia Jego powołania, a już na pewno tak było z Jego braćmi: na przykład Jakub (chyba nietożsamy z apostołem Jakubem Mniejszym) dopiero po Zmartwychwstaniu zrozumie, o co chodzi i stanie się filarem Kościoła. Takie niezrozumienie wydaje mi się „maturalne" w rodzinie: najtrudniej o autorytet wśród najbliższych...

14:45, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
piątek, 19 stycznia 2007
Judasz

Ewangelia Marka 3,19

„(...) i Judasza Iskariotę, który właśnie Go wydał."

Ostatni z Dwunastu wymienionych tu przez Marka. „Właśnie" nie znaczy oczywiście „przed chwilą", w oryginale jest słówko kai, które ma parę znaczeń, a tu pewnie taki sens, jak w Biblii Poznańskiej: „Który Go też i wydał".

Judasz. Bodaj najsławniejszy obok Piotra towarzysz Jezusa, symbol zdrady. „Ewangelia Judasza" wzbudziła różne domniemania na temat jego roli w sprawie Jezusa. Niemniej nawet przytaczający różne zaskakujące opinie egzegetyczne James M. Robinson kończy swoją książkę „Tajemnica Judasza" (wydaną w Polsce przez wydawnictwo Nadir) stwierdzeniem, że ów tekst z II wieku nie dostarcza nowych informacji w tej najważniejszej sprawie chrześcijan, tylko informuje o samej sekcie gnostycznej, pełnej pogardy dla ciała i spraw jego. Tym bardziej twierdzi to ks. Wacław Hryniewicz w swojej przedmowie do polskiej edycji. Rzecz była ważna, gdy „Gazecie" zarzucano promowanie zdrajcy, bo wydrukowała przekład heretyckiego tekstu. Nie o Judasza tam w istocie chodzi.

Ale co z samym Judaszem? Przesłanie przedmowy ks. Hryniewicza jest mniej więcej takie, że powinniśmy myśleć o tym apostole bardziej miłosiernie. Albowiem jest to postać tajemnicza, choćby dlatego, że Ewangeliści różnią się w dotyczących go szczegółach. Najniechętniejszy mu jest Jan, który nazywa go złodziejem a nawet diabłem, najżyczliwszym jest Mateusz, który napisał, że Judasz zwrócił arcykapłanom srebrniki „pożałowawszy", czyli pełen skruchy i żalu. Oryginał grecki poza jednym wypadkiem używa słów, które nie muszą oznaczać zdrady: wydanie kogoś komuś może oznaczać tylko przekazanie go. Sugeruje to też Benedykt XVI w homilii z 13 października 2006, zwracając uwagę na słowa Pawła, że Bóg wydał swojego Syna (List do Rzymian 8,32). Hipoteza broniąca Judasza (Robinsona, Hryniewicza, jednak nie papieża) jest zatem taka, że wydał on Jezusa władzom żydowskim nie żeby Go zgładzili, tylko aby doszło do konfrontacji poglądów. Nie bardzo mi to pasuje do całości przekazu biblijnego, kładłbym akcent raczej na Judaszowym nawróceniu moralnym, które nastąpiło, gdy zobaczył, do czego doprowadził. Za ks. Hryniewiczem a przeciw nielitościwej tradycji zachodniej opartej na autorytecie Augustyna nie uważam, by Judasz nie zasługiwał na miłosierdzie, bo popełnił grzech samobójstwa. Owszem, wpadł w rozpacz, ale to świadczy właśnie o jego skrusze. Zresztą dziś mój Kościół rozumie, że nikt nie zabija się w stanie poczytalności psychicznej, czyli odpowiedzialności moralnej.

Miłosierdzie to nie tylko wspomaganie materialne biedaków, to też wstrzymywanie się od nielitościwych potępień, gdy słyszymy o kolejnym TW. Owszem, wina arcybiskupa Wielgusa jest oczywista, kłamstwo niewątpliwe, zachowanie innych polskich biskupów okropne, szczególnie gdy atakowali media zamiast uderzyć się mocno i wyraźnie we własne piersi; prymas Glemp w katedrze mówił całkiem nie to, co trzeba, nawet list Episkopatu też nie był dostatecznie pokorny. A przecież sposób pisania prasy w stylu „Judasz biskupem" brzydzi mnie nawet teraz, gdy okazało się, że teczka oskarża. Kończę jednak, bo o lustracji nie można mówić bez przerwy.

14:50, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
czwartek, 18 stycznia 2007
Być w cieniu

Ewangelia Marka 3, 11-12

„Nawet duchy nieczyste na Jego widok padały przed Nim i wołały: - Ty jesteś Syn Boży. Lecz On surowo im zabraniał, żeby Go nie ujawniały". Widać tu tzw. sekret mesjański: Jezus opóźniał, jak mógł, ujawnienie swojej misji. Liczył się ze skutkami, które prowadziły w końcu na krzyż, ale kierowało też Nim co innego, a raczej właśnie nie kierowało: żądza sławy była Mu absolutnie obca. Asceza, która mi imponuje niesłychanie, bo często myślę, ile osób przeczyta jakąś moją pisankę. Chcieć być w cieniu: żebym tego chciał...

15:03, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
środa, 17 stycznia 2007
Dzień judaizmu

Ewangelia Marka 3,6

”A faryzeusze wyszli i ze zwolennikami Heroda zaraz odbyli naradę przeciwko Niemu, w jaki sposób Go zgładzić.”

Nastąpiło to po starciu w sprawie szabatu. Spór był dalej (polecam mój wpis wczorajszy) formalnie o to, czy w dzień święty można uzdrawiać, czyli wykonywać pracę. Obszerny komentarz Biblii Poznańskiej tłumaczy, o co tu dokładniej chodziło. Nauczyciele Prawa pozwolili w szabat podać choremu lekarstwo tylko wtedy, gdy zagrażała mu śmierć, a tu chorobą było ”uschnięcie” ręki, czyli nic aż tak groźnego. Jezus postawił jednak problem ogólniejszy: czy w ogóle wolno czyni dobrze w szabat. Ratować życie czy zabijać? Stosując żydowski chwyt polemiczny polegający na zadawaniu kłopotliwych pytań, Jezus odniósł doraźny sukces, bo faryzeusze nie wiedzieli, co odpowiedzieć, ale jeszcze bardziej ich zezłościł. W istocie spór nie był chyba o to, czy skrajny formalizm prowadzi do absurdu: uzdrowiciel z Nazaretu wściekał establishment żydowski nie tyle swoimi „liberalnymi" poglądami, ile tym, że w ogóle śmiał występować publicznie i zyskiwać autorytet większy niż mistrzowie dotychczasowi. Zazdrość jest motorem dziejów...

Dziś Dzień Judaizmu. Przełom dokonany 40 lat temu przez Sobór Watykański II w sprawie stosunku do Narodu Wybranego polegał na tym, że zdjęto odpowiedzialność za śmierć Jezusa ze wszystkich Żydów ówczesnych i ze współczesnych wyznawców judaizmu. Winna była ówczesna elita żydowska (i to też nie cała - Jezus miał wśród niej zwolenników) wespół z Rzymianami. Żydzi nie są narodem, który zabił Jezusa, tylko ”starszymi braćmi w wierze". Ciekawe, jak to wygląda w polskiej katechezie.

15:11, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
wtorek, 16 stycznia 2007
Szabat

Ewangelia Marka 2,27-28

„To szabat został ustanowiony dla człowieka, nie człowiek dla szabatu. Zatem Syn Człowieczy jest panem szabatu."

Szabat - dla nas symbol formalistyki religijnej. Można (trzeba) jednak go rozumieć inaczej: w końcu i my, chrześcijanie, mamy raz na tydzień dzień święty. Przypominam po raz wtóry świetną książkę Abrahama Joszuy Heschela „Szabat" (niestety nakład wyczerpany, a wydawnictwo Atext upadło), w której autor przedstawia specyfikę świętowania żydowskiego (przecież i naszego) jako uświęcanie raczej czasu niż przestrzeni. Niemniej w dzisiejszym tekście ewangelijnym przesłaniem jest dystans wobec świętego zwyczaju. Jezus musiał go jakoś zrelatywizować, bo faryzeusze zarzucili absurdalnie jego uczniom, że łamią zasadę, gdy zrywają kłosy, czyli pracują.

Sztuka mądrego religijnego życia polega na tym, żeby znajdować złoty środek między regułami religijnymi a zdrowym (bynajmniej nie grzesznym) rozsądkiem. Wielka to sztuka.

16:17, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
Archiwum