Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
czwartek, 17 sierpnia 2006
Przebaczenie
Ewangelia Mateusza 18, 21-22
"Piotr zbliżył się do Jezusa i zapytał: - Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat wykroczy przeciwko mnie? Czy aż siedem razy? Jezus mu odrzekł: - Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy".
Biblia Poznańska: "W mniemaniu Piotra liczba siedem oznaczała bardzo wielką wyrozumiałość, zwłaszcza, że rabini uczyli, iż Bóg daruje winy do trzech razy. Piotr usłyszał w odpowiedzi, że ma przebaczać aż siedemdziesiąt siedem razy (albo też siedemdziesiąt razy siedem: tekst grecki dopuszcza jedno i drugie tłumaczenie)".
Jest oczywiste, co wyjaśnia dalej poznański tłumacz ks. Marian Wolniewicz, że nie o liczby chodzi, które tu są, jak często w Biblii, symboliczne, ale o radykalizm przebaczenia. A przebaczyć w ogóle trudno. Mamy dalej przypowieść o słudze, któremu pan darował olbrzymi dług, ale on nie zachował się tak samo wobec innego sługi, choć tamten był mu winien nieporównanie mniej. Ów pan to oczywiście Bóg, a morał mamy wiadomo, gdzie: "I odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy naszym winowajcom"... Przebaczyć trudno, bo nasze winy wydają nam się malutkie, a cudze kolosalne. Co zaś do Boga, to jest On miłosierny absolutnie, ale wyrzuty sumienia są jak deszcz, który musi nadejść prędzej czy później: dopadną nas może dopiero po śmierci, ale na pewno - i wtedy sami będziemy się karać niezgorzej.
Wyznanie: ja mam już teraz swój mały czyściec. Jak mogłem się tak zachować, bezlitośnie wręcz, tyle razy wobec tylu ludzi. Może mi się uda ich TAM przeprosić!
Lektura pozabiblijna: czytam po trochu, także "do poduszki", "Metafizyczny pejzaż" ks. Tadeusza Bartosia, rzecz o Tomaszu z Akwinu (Wydawnictwo homini, Kraków 2006). Zresztą już po raz drugi, teraz wydaje to mi się bliższe myślowo (jeśli dalekie, to nie tylko dlatego, że minęło tyle wieków: jestem w ogóle w filozofii laikiem).
09:34, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
środa, 16 sierpnia 2006
Brat Roger

Ewangelia Mateusza 18,15

"Jeśli brat twój zgrzeszy , idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata."

Dalej jest o tym, co trzeba robić, gdy brat nie usłucha, ale tu nawiążę tylko do tych słów Ewangelii. Kojarzą mi się z dzisiejszą pierwszą rocznicę śmierci brata Rogera Schutza, założyciela i pierwszego przeora ekumenicznego klasztoru w Taizé. Gdyby przyjąć wersję ze słowami "przeciw tobie", która jest tylko w niektórych rękopisach Ewangelii, to trzeba by napisać, że gdyby brat Roger przeżył zamach i mógł rozmawiać ze swoją morderczynią, to by jej nawet nie upomniał: po prostu przebaczył i tyle. A bez tych słów? Brat Roger w swym nauczaniu nie był od upominania, tylko od przypominania, że Bóg jest miłością, trzeba mieć do Niego zaufanie. Gdyby gromił i groził, nie gromadziłby tylu młodych.

11:26, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
wtorek, 15 sierpnia 2006
Rewolucjonistka

Ewangelia Łukasza 1,48-53

"Oto bowiem odtąd błogosławić mnie będą wszystkie pokolenia. Gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny, święte jest imię Jego. A Jego miłosierdzie z pokolenia na pokolenie nad tymi, którzy się Go boją. Okazał moc swego ramienia, rozproszył pyszniących się zamysłami serc swoich. Strącił władców z tronu, a wywyższył pokornych. Głodnych nasycił dobrami, a bogatych z niczym odprawił."

"Błogosławić mnie będą" - tłumaczenie tradycyjne - albo też "nazywać mnie będą szczęśliwą" wg np. Biblii Poznańskiej, bo słowo greckie "makarios" można tłumaczyć jako "błogosławiony" albo bardziej dosłownie: "szczęśliwy". Trzeba też wiedzieć, że ten przesławny hymn "Magnificat" "nie jest stenograficznym zapisem słów Maryi, ale hymnem wdzięczności ułożonym później przez nieznanego autora" (Biblia Poznańska). Hymnem zaiste rewolucyjnym... Bo też Matka Jezusa z Nazaretu, którą dziś czcimy szczególnie, wychowała swego Syna na rewolucjonistę. A rewolucji tej imię: Krzyż.

00:22, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 14 sierpnia 2006
Ojciec Kolbe

1 List Pawła do Koryntian

"Kiedy już to, co zniszczalne, przyodzieje się w niezniszczalność, a to, co śmiertelne, przyodzieje się w nieśmiertelność, wtedy sprawdzą się słowa, które zostały napisane: zwycięstwo pochłonęło śmierć. Gdzież jest, o śmierci, twoje zwycięstwo? Gdzież jest, o śmierci, twój oścień?"

Czytanie przeznaczone na wigilię uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, ale dziś też jest dzień, w którym wspominamy liturgicznie św. Maksymiliana Marię Kolbego, w 65. rocznicę jego śmierci i słowa tego tekstu (hymnu) znakomicie pasują do niezwykłego męczennika Oświęcimia, który odniósł za grobem zwycięstwo.

Niezwykła to zaprawdę postać. Przeciętny umysłowo polski ksiądz (sądzę też, że tylko przeciętnie antyżydowski, że "Mały Dziennik" rzeczywiście wymknął mu się spod kontroli) dokonał w Auschwitz czynu jedynego (opowieść o kimś drugim, który zachował się tam podobnie, jest chyba legendą): oddał życie za brata swego.

14:19, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
niedziela, 13 sierpnia 2006
Eucharystia

Ewangelia Jana 6,48-51

"Jam jest chleb życia. Ojcowie wasi jedli mannę na pustyni i pomarli. To jest chleb, który z nieba zstępuje: kto go spożywa, nie umrze. Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który ja dam, jest moje ciało [ofiarowane] za życie świata."

Słowa Chrystusa o Eucharystii wypowiedziane po cudownym rozmnożeniu chleba i ryby. Rzecz ciekawa: o ustanowieniu tego najświętszego sakramentu chrześcijan podczas Ostatniej Wieczerzy nie ma u Jana ani słowa, jest natomiast tutaj. No cóż, czwarty Ewangelista, znając pewnie dzieła poprzednie, uzupełnia je i nie powtarza. Słowa zaś są bardzo mocne, dowiadujemy się, że nawet "wielu Jego uczniów usłyszawszy to mówiło: - Twarda jest to mowa, któż jej słuchać może?" Historia chrześcijaństwa jest pełna dyskusji na temat tego tajemniczego misterium, a w XVI wieku podzieliła chrystianizm zachodni, ponieważ reformacja protestancka (nie tyle Luter, ile Kalwin, a szczególnie Zwingli) racjonalizowała tę tajemniczość. Nie można wpadać w drugą skrajność, w jakiś "materializm" eucharystyczny, ale gdy się uczyni rozum i zmysły sędzią tej sprawy, zniknie wraz z nią sam Chrystus. Podkreślanie Jego realnej obecności w chlebie i winie potrzebne jest, byśmy mogli czuć w niej mocne oparcie. Byśmy czuli, że - napisał kiedyś w "Tygodniku Powszechnym" bodaj Jan Prokop - w naszych ciemnościach, w naszym bezładzie On Jest.

11:38, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
sobota, 12 sierpnia 2006
Wiara

Ewangelia Mateusza 17,20

"(...) zaprawdę powiadam wam: jeśli będziecie mieć wiarę jak ziarnko gorczycy, powiecie tej górze: przesuń się tam i przyniesie się. I nic niemożliwego nie będzie dla was."

Zacznę od ciekawostki lingwistycznej, która wydała mi się sensacją: owe "zaprawdę", część mowy polskiej, oczywiście staroświeckiej i namaszczonej, to odpowiednik hebrajskiego słowa "amen", jednego z najważniejszych w modlitwach żydowskich i chrześcijańskich, części mowy naszej codziennej (zamknąć coś "na amen").

Ale jeszcze ważniejsze jest inne słowo w tym tekście: wiara (greckie "pistis"). Mamy tu oczywiście wschodnią przesadę: zestawienie ziarnka gorczycy, ewangelijnego symbolu maleńkości , z górą ma dobitnie tłumaczyć, że wszystko zależy od nas: moglibyśmy wszystko, gdyby... Ale wiemy też przecież, że wiara jest łaską, czyli darem Bożym. Od nas tylko zależy, czy go przyjmiemy, jednak nie każdemu dany jest w tym samym czasie: Duch tchnie nie tylko kędy chce, także kiedy chce. A poza tym ostatecznym sprawdzianem wiary są uczynki. Czy Korczak nie miał wiary? Religijnej, chrześcijańskiej raczej nie, był (choć sprawa nie jest jasna) agnostykiem. Ale miał taką jakąś wiarę ogólnoludzką, która przeniosła górę olbrzymią, czyli poszedł z dziećmi na śmierć.

Jezus wypowiedział te słowa odpowiadając uczniom na pytanie, jak udało Mu się wypędzić złego ducha z epileptyka - bo oni nie umieli. W niektórych rękopisach tekstu mamy jeszcze Jezusowe tłumaczenie, że sposobem na złego ducha jest modlitwa i post. Oczywiście nie "klepanie pacierzy" i nie rozróżnianie kręgowców, ale stan wielkiego duchowego napięcia, dany nam czasem, gdy bardzo chcemy, a Bóg uważa, że nadszedł czas.

11:11, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
piątek, 11 sierpnia 2006
Z powodu Chrystusa

Ewangelia Mateusza 16,25

"Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je". Formuła będąca istotą Ewangelii. Wczoraj przytoczyłem przeznaczoną na tamten dzień wersję Janową, dziś wersja mniej więcej taka, jaka jest u pozostałych synoptyków (Marka i Łukasza), czyli z dodatkiem "z mego powodu". Dodatek ten nie daje oczywiście innej doktryny, w każdym razie jeśli się ma stale "z tyłu głowy" to, co Ewangelia Mateusza mówi najwyraźniej, mianowicie w rozdziale 25, gdzie jest wizja Sądu Ostatecznego. Ludzkość zostaje tam podzielona na kozły, czyli paskudników, i owce, czyli porządnych. I okazuje się, że kryterium przynależności do jednej lub drugiej populacji nie jest wcale "dogmatyczne", ale etyczne. Co się zrobiło dobrego potrzebującym, zrobiło się samemu Chrystusowi, z Jego powodu. Dlatego to, co zrobił świętej pamięci Janusz Korczak, nie różni się istotnie od czynu świętego Maksymiliana Kolbego, którego rocznica śmierci i święto już w poniedziałek.

PS. Wydarzenie wielkie biblijno-ekumeniczne: ukazały się już wszystkie księgi Tory, przetłumaczonej, po raz pierwszy po Zagładzie na język polski, przez rabina dr. Sachę Pecarica. Wydawca: Fundacja Ronalda S. Laudera, Edycja Pardes Lauder, Kraków 2001-6. Przekład Pięcioksięgu został - czytamy na stronie tytułowej - dokonany „z uwzględnieniem Tory Ustnej, opatrzony wyborem komentarzy Rabinów". Pomnikowe dzieło było wydawane stopniowo od pięciu lat, pracę ukończono w roku w Polsce szczególnym: 60 lat temu dokonał się pogrom kielecki. Prezydent Kielc Wojciech Lubawski oraz prezes kieleckiego Stowarzyszenia im. Jana Karskiego Bogdan Białek ufundowali pomordowanym pomnik niezwykły. Każdej z osób, która zginęła tego tragicznego dnia, poświęcili jeden kompletny egzemplarz przekładu Tory-centrum judaizmu, i każdy taki swoisty pomnik konkretnej osoby przekazali na ręce i powierzyli pieczy innej osoby żyjącej dzisiaj. Osoby te nazwali strażnikami pamięci: są one owymi strażnikami z racji sprawowanych funkcji i takimi, które swoim życiem uczą nas, jak tę pamięć zachowywać. Nie będzie chyba samochwalstwem ujawnienie przeze mnie tutaj, że do tych osób zostałem zaliczony. Zaszczyt to oczywiście dla mnie wielki, czy zasłużony - nie mnie sądzić.

09:15, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
czwartek, 10 sierpnia 2006
Męczennicy

Ewangelia Jana 12,24-25


"Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne."


Tak się złożyło, że owe słowa o tym, jak zachować swoje życie, przeznaczył mój Kościół na wczoraj, dziś i jutro. Dziś w troszkę innej wersji - Janowej, z okazji wspomnienia człowieka, który stracił życie doczesne, bo był męczennikiem za wiarę chrześcijańską: św. Wawrzyńca (III wiek, Rzym). Prześladowania pierwszych wieków: temat sporny historyków Kościoła. Tradycyjna historiografia katolicka mnożyła liczbę męczenników, krytycy takiej apologetycznej wizji dziejów z lubością wykazywali błędy pobożnej przesady. Profesor Ewa Wipszycka, której niedawno wznowione dzieło "Kościół w świecie późnego antyku" z wielką ciekawością i zadowoleniem czytam, twierdzi, że spór nie łatwo rozstrzygnąć, bo brak danych. "Ludzie starożytności nie byli opanowani manią statystyczną, pragnieniem precyzji" - powiada. Gdy chcieli powiedzieć wielu, posługiwali się liczbą "sto", bardzo wielu - "tysiąc" itp. Widać to - wiem to z innych lektur - w Biblii, np. w liczeniu tłumów nakarmionych cudownie przez Chrystusa paroma chlebami i rybami (odsyłam do powieści "Jezus z Nazarethu" Romana Brandstaettera). Niemniej Wipszycka pisze sympatycznie wyważając swój pogląd, że choć fabrykowano żywoty męczenników tak jak i relikwie, "męczenników było więcej, niżby wynikało z wykazów ich imion odnotowanych w źródłach. Między epoką prześladowań a epoką kultu męczenników, gdy każde imię stało się drogocenne, rozciągał się długi okres, dostatecznie długi, by imiona (nie mówiąc już o faktach) poszły w niepamięć."


A potem były prześladowania heretyków i Żydów (pamiętam pogląd prof. Jerzego Kłoczowskiego, że inkwizytorzy wymordowali znacznie więcej ludzi niż rzymscy prześladowcy chrześcijan), a potem wzajemne mordowanie się uczniów Chrystusa, a potem męczennicy XX wieku. Ziarna padają w ziemię...

09:25, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
środa, 09 sierpnia 2006
Panna mądra

Ewangelia Mateusza 25,1-13


"Jezus opowiedział swoim uczniom tę przypowieść: - Królestwo niebieskie podobne będzie do dziesięciu panien, które wzięły swoje lampy i wyszły na spotkanie oblubieńca. Pięć z nich było nierozsądnych, a pięć roztropnych.  Nierozsądne wzięły lampy, ale nie wzięły ze sobą oliwy. Roztropne zaś z lampami zabrały również oliwę w naczyniach. Gdy się oblubieniec opóźniał, zmorzone snem wszystkie zasnęły. lecz o północy rozległo się wołanie: - Oblubieniec idzie, wyjdźcie mu na spotkanie. Wtedy powstały wszystkie owe panny i opatrzyły swe lampy. A nierozsądne rzekły do nieroztropnych: - Użyczcie nam swej oliwy, bo nasze lampy gasną. Odpowiedziały roztropne: - Mogłoby i nam, i wam nie wystarczyć. Idźcie raczej do sprzedających i kupcie sobie. Gdy owe szły kupić, nadszedł oblubieniec. Te, które były gotowe, weszły z nim na ucztę weselną i drzwi zamknięto. W końcu nadchodzą i pozostałe panny, prosząc: - Panie, panie, otwórz nam. Lecz on odpowiedział: - Zaprawdę, powiadam wam, nie znam was. Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny."


Wspomnienie: spotkanie rodzinne u mego wuja, Kazimierza Świeżyńskiego. Był to człowiek ogromnej dobroci, choć nie przyznający się do Kościoła - wzór moralny dla wielu krewnych. I zadał zagadkę: - Pamiętacie na pewno przypowieść o pannach mądrych i głupich. A ile ich było? Zawstydził szczególnie mnie, magistra teologii: nie zgadłem. Najwyraźniej porządnie czytał Biblię.  I był "anonimowym chrześcijaninem", świadkiem Ewangelii w tym, co najważniejsze.


Panny mądre wspomina dziś Kościół rzymskokatolicki, bo świętuje współpatronkę Europy, siostrę Teresę Benedyktę od Krzyża, czyli Edytę Stein. Była mądra podwójnie: intelektualistka, filozofka uczona, i roztropna religijnie, bo postąpiła, jak nakazuje Chrystus w innym fragmencie Ewangelii Mateusza, danym dziś alternatywnie do czytania: (16, 24-27): "Jeśli ktoś chce pójść za mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech mnie naśladuje". Można sceptycznie komentować, że Edyta-Benedykta nie wzięła krzyża, tylko został jej dany przez oprawców: była po prostu Żydówką i zginęła jak tylu Żydów. Nie jest to jednak proste. Napisała w 1939 r. w swoim testamencie: "Już teraz przyjmuję śmierć taką, jaką mi Bóg przeznaczył, z doskonałym poddaniem się Jego woli i z radością. Proszę Pana, by zechciał przyjąć moje życie i  śmierć na swoją cześć i chwałę". Po tych swoich słowach raz odmówiła komuś, kto ją chciał ratować ("Dlaczego ja albo nasza grupa mielibyśmy być  wyjątkiem"), potem jednak wraz z siostrą Różą, też karmelitanką, starała się uciec do Szwajcarii, ale już było za późno. Aresztowana przez gestapo w klasztorze holenderskim, do którego uciekła z Niemiec, powiedziała do Róży: "Chodź, idziemy za nasz naród". Została zagazowana w Auschwitz-Birkenau najprawdopodobniej 9 sierpnia 1942.

Polecam książki: karmelitanki J. Immakulaty Adamskiej "Sól ziemi. Rzecz o Edycie Stein" (Pallottinum 1997),Berty Weibel "Edyta Stein. W okowach miłości" (Verbinum 1997) oraz Waltrauda Herbstritha "Edyta Stein, ofiara naszego czasu" (Verbinum 1998).

08:48, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
wtorek, 08 sierpnia 2006
Proroctwo

Psalm 102

"Należy to spisać dla przyszłych pokoleń,

lud, który się narodzi, niech wychwala Pana.

Bo spojrzał Pan z wysokości swego przybytku,

aby usłyszeć jęki uwięzionych,

aby skazanych na śmierć uwolnić.

Synowie sług Twoich bezpiecznie mieszkać będą,

a i potomstwo będzie trwało w Twej obecności.

By imię Pana głoszono na Syjonie i Jego chwałę w Jeruzalem,

kiedy zgromadzą się razem narody i królestwa, by służyć Panu".

Pomyślmy nad tym, co tu "zostało spisane dla przyszłych pokoleń". Co się ziściło? Sporo. Można rzec, że to, co najważniejsze: po potwornych przejściach, popadnięciu zwycięskiego narodu Dawida i Salomona w niewolę, pod okupację kolejnych mocarstw, po ostatecznym zburzeniu Świątyni, po rozproszeniu po całym świecie, po Zagładzie - Żydzi mają własne państwo, raczej nie mocarstwowe, ale jak na swoje terytorium i liczbę ludności potężne. Niemniej - zagrożone od paru stron straszliwie. Co gorsza, czy imię Pana jest głoszone w Jeruzalem? Głosi je oczywiście wielu Żydów religijnych, ale reszta? A i zgoła nie wszyscy religijni Żydzi (niektórzy już tak: chwała im za to) rozumieją rolę chrześcijan głoszących inaczej, ale przecież nie innego Pana Abrahama, Izaaka i Jakuba. I co najgorsze: Ziemia Święta jest terenem stałej walki, w której Naród Wybrany nie jest bez winy.

09:13, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 07 sierpnia 2006
Pięć chlebów

Ewangelia Mateusza 14, 19-21


"Kazał tłumom usiąść na trawie, następnie wziął te pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo, odmówił błogosławieństwo i połamawszy chleby, dał je uczniom, uczniowie zaś tłumom. Jedli wszyscy do sytości i zebrali z tego, co pozostało, dwanaście pełnych koszy ułomków.  Tych zaś, którzy jedli, było około pięciu tysięcy mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci".


Jeden z wielu cudów Jezusa. Rewolucja, która ogarnęła współczesną teologię, nicuje także pojęcie cudu, właściwe przecież każdej religii. Nicuje - to nie znaczy, że twierdzi, iż nie ma w tym nic nadprzyrodzonego, że wszystko da się wytłumaczyć„naturalnie". Biblistyka jednak - awangarda teologiczna - interpretując wiele cudów, nie wyłączając Jezusowych, "racjonalizuje", wskazuje na możliwość przyczyn zwanych właśnie naturalnymi. I teologia wskazuje w ogóle na zasadnicze znaczenie cudu jako znaku: głosu Boga do człowieka. Natomiast sprawa cudu jako zjawiska "sprzecznego z naturą" jest dziś w teologii mniej ważna niż kiedyś , bo i w dzisiejszej nauce mniej jasna niż dawniej: im głębiej w "naturę", tym więcej drzew... Otóż jedni mają słuch gorszy, drudzy lepszy i dotyczy to także wrażliwości religijnej. Jedni powątpiewają nawet słysząc o ewidentnych niezwykłościach, drudzy widzą cud nawet na brudnej szybie. Natomiast ci ze złotego środka uważają np.za "własny" cud, za znak Boży dla nich, że zżarci niemal do szczętu rakiem nagle okazują się zdrowi. Choć kto inny wtedy by się zdziwił i tyle.

08:12, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
niedziela, 06 sierpnia 2006
Przemienienie

Ewangelia Marka 9, 2-8

"Jezus wziął ze sobą Piotra, Jakuba i Jana i zaprowadził ich ze sobą osobno na górę wysoką. Tam przemienił się wobec nich. Jego odzienie stało się lśniąco białe, jak żaden wytwórca sukna na ziemi wybielić nie zdoła. I ukazał się im Eliasz z Mojżeszem, którzy rozmawiali z Jezusem. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: - Rabbi, dobrze, że tu jesteśmy; postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza. Nie wiedział bowiem, co należy mówić, tak byli przestraszeni. I zjawił się obłok osłaniający ich, a z obłoku odezwał się głos: - To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie. I zaraz potem, gdy się rozejrzeli, nikogo już nie widzieli przy sobie, tylko samego Jezusa".

Szczegół dla nas dzisiaj mało ważny: biel błyszcząca ubrania; gdybyśmy my zobaczyli Jezusa, kolor Jego ubrania byłby nieistotny (czego nie może dzisiejsza chemia...). Ale Jego uczniom potrzebny był znak, że to, owszem, On, ale w oczywistym związku z Niebem. Żeby nie mieli już żadnych wątpliwości co do Jego jedności z Bogiem Ojcem, odzywa się głos to potwierdzający. Czemu z obłoku, czemu Niebo lekko zachmurzone? Obłok oznaczał dla ówczesnych Żydów obecność Bożą. Czemu towarzystwo Mojżesza i Eliasza? Ano to też potwierdzenie powołania mesjańskiego Jezusa: Mojżesz to Prawo, Eliasz to reprezentant wszystkich proroków Starego Przymierza. Nie tylko mesjańskiego - poucza Biblia Poznańska: z Mojżeszem i Eliaszem rozmawiał według Księgi Wyjścia i 1 Królewskiej (też na górze - bliżej nieba...) sam Jahwe, zatem zabrani na ową "górę wysoką" apostołowie mogli wywnioskować, że ich Mistrz jest nie tylko Mesjaszem, więc jednak człowiekiem, ale samym Bogiem. No i namioty nie z obawy, że będzie deszcz albo zimno, tylko dlatego, że podczas wędrówki Narodu Wybranego przez pustynię Jahwe przebywał w takim mieszkaniu koczowników.

A gdyby mi się ukazał Jezus, jak byłby ubrany i w ogóle w jakiej scenerii? Może byłby niesamowitą światłością, jak Go widują ludzie po śmierci klinicznej?

09:22, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
sobota, 05 sierpnia 2006
Rozwodnicy

Ewangelia Mateusza 14, 10-12

"Posłał więc kata i kazał ściąć Jana w więzieniu. Przyniesiono głowę jego na misie i dano dziewczęciu, a ono zaniosło ją swojej matce."

Opowieść jakże znana - element kultury śródziemnomorskiej, obfite źródło inspiracji dla malarzy, tematów dla kaznodziejów... Mój patron nie bał się: widząc cudzołóstwo Heroda nie zawahał się powiedzieć mu, co o tym myśli, choć chyba wiedział, że ryzykuje wręcz głową, że naraża się nie tylko królowi (on zresztą, jeśli wierzyć Markowi, który opisał rzecz trochę inaczej niż Mateusz, bardzo cenił proroka "i strzegł go" przed gniewem żony), także wściekle mściwej królowej.

Morał? Niełatwo o niego dzisiaj. Kiedyś w środowiskach katolickich obowiązywała zasada, że u "rozwodników", ludzi żyjących w "permanentnym grzechu" (ówczesna terminologia), się nie "bywa"; był swoisty ostracyzm obyczajowy. Jeżeli dzisiaj mało kto tak myśli i postępuje, to źle, to przykład źle pojętej tolerancji? A może trzeba pytać, czy naprawdę jest to grzech nad grzechy, o wiele większy od innych, które nie każą popełniających je unikać? Czy człowiek, któremu nie bez jego winy rozleciało się małżeństwo i ożenił się ponownie, jest gorszy od innego kuzyna, który na przykład daje łapówki na prawo i lewo, a i przyjmuje je spokojnie? Czy jesteśmy dzisiaj po prostu bardziej liberalni czy może raczej etyka katolicka w dialogu z pozakościelną stała się mniej monotematyczna? W środowisku ziemiańskim moich rodziców, formalnie katolickim, obowiązywał ów bojkot małżeństw cywilnych, ale np. etyka społeczna, stosunek do zatrudnianych biedaków, stała zgoła nisko. Moja matka opowiadała mi, że gdy w to środowisko zawitał ks. Zieja, który miał poglądy w najświętszym sensie lewicowe i nie bał się je głosić (za co obrywał od innych księży), było to dla niej objawienie.

Może jednak powinienem zacząć od tego, że dzisiaj Kościół mój urzędowy już żadnego bojkotu nie zaleca: i w tej sprawie stał się łagodniejszy. Ale i władcy rzadziej mordują proroków.

05:13, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
piątek, 04 sierpnia 2006
Co posiadamy

Ewangelia Mateusza 13,54-58

"Jezus, przyszedłszy do swego rodzinnego miasta, nauczał ich w synagodze, tak, że byli zdumieni i pytali: - Skąd u niego to mądrość i cuda? Czyż nie jest on synem cieśli? Czy jego matce nie jest na imię Mariam, a jego braciom Jakub, Józef, Szymon i Juda? Także jego siostry czy nie żyją wszystkie u nas? Skądże więc ma to wszystko? I powątpiewali o nim. A Jezus rzekł do nich: - Tylko w swojej ojczyźnie i w swoim domu może być prorok lekceważony. I niewiele zdziałał tam cudów z powodu ich niedowiarstwa."

Skąd się bierze ta niechęć do swoich? Z zazdrości: jeśli on taki mądry, a przecież z tej samej gliny ulepiony, to czemu nie my? Ale jest też w ludzkiej naturze półświadome przekonanie, że gdzie indziej lepiej, mądrzej. "Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie, co posiadacie"... Nie ulegam narodowej pysze, tylko pytam, czy np. nasza literatura nie jest tyle samo warta, jak - nie przymierzając - francuska. Czy Prus nie dorównuje Balzakowi, a może nawet go przewyższa, bo jeszcze na dodatek dowcipny? Czy Teodor Parnicki, autor genialnych powieści historycznych, nie jest lepszy od Roberta Grawesa, czy w „Gazetowej" kolekcji nie mógłby ukazać się „Koniec Zgody Narodów" zamiast średniego na mój gust (pewnie że omylny) "Klaudiusza"? Naprawdę czasem bywamy "papugą narodów". Nie jestem Giertychem, nie wołam o "wychowanie patriotyczne", tylko cieszę się z mądrości Biblii.

Lektura pozabiblijna: "Gość Niedzielny", coraz żywiej robiony. Widać, że może być coś takiego, jak magazyn katolicki. Także w Polsce.

10:01, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
czwartek, 03 sierpnia 2006
Stare i nowe

Ewangelia Mateusza 13, 52

"Każdy uczony w Piśmie, który stał się uczniem Królestwa Niebieskiego, podobny jest do ojca rodziny, który ze swego skarbca wydobywa rzeczy nowe i stare". Można ten werset rozumieć jako obraz każdego mędrca chrześcijańskiego, który dokonuje odnowy myśli kościelnej. Bo trzeba ją odnawiać, mądrze odróżniając to, co stałe, niezmienne, co jest istotą Ewangelii, od tego, co zależne od okoliczności. Przede wszystkim od czasu: nauczanie kościelne rozwija się, ulega ewolucji. Ogromne zmiany dokonały się we wzajemnym stosunku Kościołów: od potępień w przeszłości do obecnych spotkań, dialogów, stopniowych uzgodnień doktrynalnych. Jeszcze pół wieku temu Kościół rzymskokatolicki zabraniał swoim wiernym udziału w nabożeństwach innych wyznań, dziś doń zachęca, modlimy się wspólnie. Podobna ewolucja nie może omijać moralności, także spraw najbardziej życiowych. Choć tu niełatwo o ustalenie, co jest naprawdę niezmienne. Coraz więcej jest głosów, nawet i kardynałów, za dopuszczeniem antykoncepcji, choćby w sytuacjach szczególnych: gdy np. jest ryzyko zarażenia śmiercionośnym wirusem.

Lektura pozabiblijna: potężny "buch" pt. "Encyklopedia papieży" (PIW, Warszawa 2006, wyd. II). Autor: John Norman Davidson Kelly, profesor z Oxfordu, duchowny anglikański zmarły dziewięć lat temu. Nastawiony ekumenicznie czy też po prostu obiektywnie, jak przystało na uczonego, pisze o papieżach bez wyznaniowej żółci, ale i bez różu. A temat jest mało budujący: biskupi rzymscy dawnych czasów mieli wszystkie wady władców świeckich, którymi po prostu byli. Spory personalne rozdzierały Kościół: działali papieże i antypapieże; autor przedstawia jednych i drugich, co zresztą jest dziś normą: tak jest też np. w bardziej poręcznym "Leksykonie papieży" Rudolfa Fischera-Wollperta, wydanym w Polsce w 1990 r. przez katolicki Znak. Nikt poważny nie uprawia dziś hagiografii zamiast historii Kościoła. Tłumacz dzieła Kellego, Tadeusz Szafrański, uzupełnił je o wiadomości ważne dla Polaków.

10:26, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
środa, 02 sierpnia 2006
Skarb

Ewangelia Mateusza 13, 44

"Królestwo Niebieskie podobne jest do skarbu ukrytego w roli. Znalazł go pewien człowiek i ukrył ponownie. Uradowany poszedł, sprzedał wszystko, co miał i kupił tę rolę".

Przypowieść ta jest tylko u Mateusza, nie mają jej Ewangelie Marka ani Łukasza (razem z Mateuszową zwane są synoptycznymi, łączy je duże podobieństwo materiału, czwarta - Jana - jest całkiem inna). Morał - oczywisty: są wartości ważniejsze niż wszystko, mianowicie duchowe. Jedni dojrzewają do tego poglądu wcześniej, drudzy później, jeszcze inni zdają się nie rozumieć nawet umierając. Główny teolog rzymskokatolicki Tomasz z Akwinu miał podobno przed śmiercią powiedzieć, że cały jego olbrzymi dorobek pisarski to "słoma". Na szczęście nie spalił i pewnie przesadził (polecam rzecz ks. Tadeusza Bartosia, też dominikanina, o tym "klasyku katolicyzmu" pt. "Metafizyczny pejzaż", Wydawnictwo homini, Kraków 2006), ale sam będę na pewno mądrzejszy, gdy wreszcie w pełni zrozumiem, że wszelkie moje "pisanki" mniej warte niż to, czym mogę konkretnie pomóc bliźniemu swemu.

Lektura pozabiblijna: "Proboszcz". Pod tym tytułem Stefan Pastuszewski napisał w formie rzekomo znalezionego dziennika opowiadanie o (nie)doli polskiego księdza, który zarządza wiejską parafią (Instytut Wydawniczy "Świadectwo", Bydgoszcz 2005). Lektura przejmująca: autor celnie pokazał główny dramat takiego plebana, którym jest straszliwa samotność. Również celibat, ale właśnie to, co stanowi istotę tego wyrzeczenia: nie tyle rezygnacja z seksu jako takiego (choć o tym bardzo dużo), ile z tego, czym jest on w głębszym sensie, czyli właśnie sposobem przezwyciężenia samotności. "Nie jest dobrze człowiekowi być samemu" - powiada Księga Rodzaju... Książka nie jest żadną miarą antycelibatową agitką: jest literaturą, nie publicystyką - ale daje do myślenia. Najwyższy czas, by nasi biskupi pomyśleli nad problemem księżej samotności (we Francji tworzy się wspólne domy duchownych obsługujących kilka parafii).

10:03, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
wtorek, 01 sierpnia 2006
Kąkol

Ewangelia Mateusza 13,36-43

"Jezus odprawił tłumy i wrócił do domu. Tam przystąpili do Niego uczniowie i prosili Go: - Wyjaśnij nam przypowieść o chwaście. On odpowiedział: - Tym, który sieje dobre nasienie, jest Syn Człowieczy [Chrystus]. Rolą jest świat, dobrym nasieniem są synowie Królestwa [Bożego - ludzie dobrzy], chwastem zaś synowie Złego. Nieprzyjacielem, który posiał chwast, jest diabeł; żniwem jest koniec świata, a żeńcami są aniołowie. Jak więc zbiera się chwast i spala ogniem, tak będzie przy końcu świata. Syn Człowieczy pośle aniołów swoich: ci zbiorą z Jego Królestwa wszystkie zgorszenia i tych, którzy dopuszczają się nieprawości, i wrzucą ich w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Wtedy sprawiedliwi jaśnieć będą jak słońce w Królestwie Ojca swego. Kto ma uszy, niechaj słucha".

Starsi ludzie pamiętają, że zamiast chwastu był tu kąkol: Wujek tak ukonkretnił przypowieść - i spolszczył (nieznośnym chwastem była tam i wtedy raczej inna roślina). Starszym też może nazwa chwastu kojarzy się antykościelnie: z osobą kolejnego kierownika komunistycznego Urzędu ds. Wyznań. Ówczesny "aparat" kontrolujący Kościoły był wyjątkowo mało sympatyczny, ale ja mam jeszcze inne skojarzenie z tą przypowieścią. Tu mamy tylko jej wyjaśnienie, wcześniej czytamy u Mateusza, że słudzy gospodarza chcieli od razu powyrywać chwast, ale on ich powstrzymał, bo tak plewiąc można powyrywać i pszenicę. No właśnie: niełatwo odróżnić pszenicę od kąkolu, ludzi dobrych od złych. Nie pasuje tu schemat: dobrzy to ci, co "chodzą do kościoła", źli, co "nie chodzą". Czasem bywa na odwrót: nie sądźmy.

Lektura pozabiblijna: wakacyjny, podwójny numer "Listu". Ten pięknie ilustrowany krakowski miesięcznik katolicki zamieścił pod hasłem: nie bój się "Kodu Leonarda da Vinci" kilka dobrych tekstów na temat "tajemnic Kościoła" eksploatowanych w pisarstwie antykatolickim, takich jak Maria Magdalena - rzekoma żona Jezusa, Graal, Ewangelia Judasza, tzw. Ewangelie tybetańskie, papieżyca Joanna, templariusze, inkwizycja. Spokojna informacja zamiast zaciekłej polemiki (http://www.list.media.pl/).

15:30, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
Kwas

Ewangelia Mateusza 13,33 (Wpis na poniedziałek 31 lipca 2006)

„Królestwo niebieskie podobne jest do zaczynu, który pewna kobieta wzięła i włożyła w trzy miary mąki, aż się wszystko zakwasiło". Ciasto łatwo upiec, trudniej zakwasić nas zaczynem duchowym. Pamiętamy przypadki pojednania po śmierci Papieża, nasze ciche nadzieje, że ten nastrój potrwa choć trochę. Przeminął jak sen jakiś złoty.

15:19, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 30 lipca 2006
Cierpliwość

List do Efezjan 4,1-2

"Zachęcam was ja, więzień w Panu, abyście postępowali w sposób godny powołania, jakim zostaliście wezwani, z całą pokorą i cichością, z cierpliwością, znosząc siebie nawzajem w miłości".

Apostoł Paweł pisze ten list z więzienia w Rzymie, gdzie się znalazł, bo z zapalonego wroga nowej religii stał się nagle jej równie gorliwym krzewicielem: nie mogło się to podobać jego byłym współwyznawcom, więc posłużyli się okupacyjną władzą rzymską, by go aresztować. W więzieniu jednak przejmuje się dalej swoim dziełem, wspólnotami, które powstały z jego inspiracji, m.in. efeską. A wie, jak to jest między ludźmi: ciężko znosić się wzajemnie, wytrzymywać wady bliźnich, by o cnotach nie wspomnieć...

11:42, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
sobota, 29 lipca 2006
Marta

Ewangelia Łukasza 10,38-42

"Jezus przyszedł do jednej wsi. Tam pewna niewiasta imieniem Marta przyjęła Go do swego domu. Miała ona siostrę imieniem Maria, która siadła u nóg Pana i przysłuchiwała się Jego mowie. Natomiast Marta uwijała się koło rozmaitych posług. Przystąpiła więc do Niego i rzekła: - Panie, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? Powiedz jej, żeby mi pomogła. A Pan jej odpowiedział: - Marto, Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba mało albo tylko jednego. Marta obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona".

Wiele tu mądrości. Psychologicznej: kto nie woli rozmawiać o rzeczach bardziej wzniosłych niż męczyć się przyziemnymi? Marta też chciała porozmawiać z Mistrzem. Etycznej: ważniejsze jest osobiste zajęcie się osobą gościa niż szykowanie mu uczty. Ważna jest też wiedza biblijna: Martę tak uwiecznił Łukasz i pewnie raz tak się zdarzyło, ale dziś też czytać można u Jana (11,19-27) o Marcie, która rozmawia z Jezusem o rzeczach najważniejszych.

20:16, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
piątek, 28 lipca 2006
Nasiona

Ewangelia Mateusza 13,18-19

"Jezus powiedział do swoich uczniów: - Posłuchajcie, co znaczy przypowieść o siewcy. Do każdego, kto słucha słowa o królestwie, a nie rozumie go, przychodzi Zły i porywa to, co zasiane w jego sercu. Takiego człowieka oznacza ziarno posiane na drodze".

Sławna ewangelijna opowieść o nasieniu, które tylko wtedy zakorzenia się, gdy padnie na ziemię żyzną. To prawda: dusze nasze nie zawsze są glebą żyzną, nasza często to wina, że dają plon duchowy niewielki albo i żaden. Tylko że jakość nasienia też całkiem różna, siewcy zgoła rozmaici. Gdy straszą zamiast krzepić, siew niewiele wart. Napisał Joseph Ratzinger-Benedykt XVI, że decydujące jest, "w jakiej postaci spotyka człowiek Boga po raz pierwszy: jako groźnego Dozorcę, który nieubłaganie myśli o karze, czy też jako czekającą na nas stwórczą Miłość". Ważne jest, na jakiego trafia człowiek siewcę: czy nie na takiego, co rzuca kamienie zamiast ziarna. Jak łatwo urazić, na przykład podczas spowiedzi, na całe życie.

07:06, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
czwartek, 27 lipca 2006
Radykalizm

Ewangelia Mateusza 13,11-13

"On im [uczniom swoim] powiedział: - Wam dano poznać tajemnice królestwa niebieskiego, im zaś nie dano. Bo kto ma, temu będzie dane i nadmiar mieć będzie; kto zaś nie ma, temu zabiorą również to, co ma. Dlatego mówię do nich [tłumów] w przypowieściach, że otwartymi oczami nie widzą i otwartymi uszami nie słyszą ani nie rozumieją".

Mamy tu najlepszy dowód, że dosłowne rozumienie słów Chrystusa jest często bez sensu: przecież kto nie ma, temu nie można nic zabrać. Przesada, paradoks to styl Narodu Wybranego, stosowany przez jego nieodrodnego syna, by wyrazić radykalizm Ewangelii, który niełatwo pojąć a tym bardziej przyjąć.

09:20, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
środa, 26 lipca 2006
Jeremiasz

Księga Jeremiasza 1,4-5

"Pan skierował do mnie następujące słowo: - Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię, nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię, prorokiem dla narodów ustanowiłem cię".

Jeremiasz: jeden z największych proroków Izraela, księga jego imienia jedną z najobszerniejszych. Jak czytamy dalej, nie palił się do prorockiego urzędu, Bóg musiał go przekonywać, że jest z nim. A owszem, był z nim, ale w tym sensie, w jakim są prawie wszyscy prorocy. "Oto kładę moje słowa w twoje usta": rzeczywiście głosił słowa Boże, ale Bóg dał mu "władzę nad narodami i nad królestwami, by je wyrywał i obalał, niszczył i burzył" tylko w sensie duchowym. Tylko przepowiadał zburzenie Jerozolimy, nie burzył jej sam, natomiast wzburzył rodaków taką przepowiednią do tego stopnia, że o mało go nie zabili. Nikt nie jest prorokiem...

10:45, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
wtorek, 25 lipca 2006
Jakub

Ewangelia Mateusza 20,20-21

"Matka synów Zebedeusza podeszła do Jezusa ze swoimi synami i oddawszy Mu pokłon, o coś Go prosiła. On ją zapytał: - Czego pragniesz? Rzekła Mu: - Powiedz, żeby ci dwaj moi synowie zasiedli w Twoim królestwie, jeden po prawej, drugi po lewej stronie".

No cóż, żądza szczytów jest rzeczą ludzką, taką też są marzenia mamuś o karierze synków. Zresztą synowie Zebedeusza, Jakub zwany Starszym (dziś jego święto) i Jan, rzeczywiście zrobili karierę, choć może niezupełnie taką, jakiej życzyła sobie ich matka. Albowiem do rzekomego grobu Jakuba w Hiszpanii suną pielgrzymki z całej Europy a Jan jest według tradycji autorem czwartej ewangelii, niezwykłej, innej od trzech pierwszych, specyficznie teologicznej (w prawosławiu zwany jest Janem Teologiem). Któż mógł przewidywać takie awanse...

09:10, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 24 lipca 2006
Znak

Ewangelia Mateusza 12,38

"Niektórzy z uczonych w Piśmie i faryzeuszy rzekli do Jezusa: "Nauczycielu, chcielibyśmy jakiś znak widzieć od Ciebie".

Chodziło oczywiście o znak nadzwyczajny, czyli cud - choć greka ma na ten czyn osobne słowo. Jezus odpowiedział ostro: "Plemię przewrotne i wiarołomne żąda znaku" i pewnie można żyć po ludzku obchodząc się bez niego - ale jakże ludzka jest potrzeba takiego sygnału, że pośród niebezpieczeństw nie jesteśmy sami.

Przypomina mi się niedawno wydany pamiętnik książkowy Bronisława Gubały "Za falochronem kończą się marzenia", w którym autor opowiada, jak to nagle w więzieniu ubeckim usłyszał głośno i czysto, jak z najdoskonalszego głośnika, zdanie, które poderwało go z pozycji leżącej: "Nie martw się, nie dostaniesz wyroku śmierci". Złudzenie było tak silne, że więzień rozglądał się szukając ukrytych mikrofonów. Wyrok co prawda dostał, ale umknął śmierci, a tamten głos może dodawał mu otuchy.

09:40, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
Archiwum