Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
środa, 14 marca 2007
Lud mądry

Księga Powtórzonego Prawa 4, 1.5-9

Mojżesz zachwala prawa dane Izraelowi. Cytuję kawałeczek dzisiejszego tekstu: Strzeżcie ich i wypełnijcie je, bo one są waszą mądrością i umiejętnością w oczach narodów, które usłyszawszy o tych prawach powiedzą: - Z pewnością ten wielki naród to lud mądry i rozumny.

Tak, to lud mądry i rozumny. Nawet ci, co go nie cierpią, przyznają, że nie brak mu mądrości, choć według nich to w istocie chytrość. Gdyby nie Żydzi, nie byłoby dodatkowo dwóch religii i to olbrzymich (chrześcijaństwo, islam), nie byłoby tylu dzieł nauki i kultury. Naród genialny.

A może wstyd mówić takie banały?

17:03, jan.turnau
Link Komentarze (15) »
wtorek, 13 marca 2007
77

Ewangelia Łukasza 18, 21-22


Piotr zbliżył się do Jezusa i zapytał: - Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat wykroczy przeciwko mnie? Czy aż siedem razy? Jezus mu odrzekł: - Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy.

Biblia Poznańska: „W mniemaniu Piotra liczba siedem oznaczała bardzo wielką wyrozumiałość, zwłaszcza że rabini uczyli, iż Bóg daruje winy do trzech razy. Piotr usłyszał w odpowiedzi, że ma przebaczyć aż siedemdziesiąt siedem razy albo też siedemdziesiąt siedem razy siedem. Tekst grecki dopuszcza jedno i drugie tłumaczenie. W jednym i drugim wypadku nie o liczby chodzi, ale o to, by przebaczyć bliźniemu «bez końca, stale i zawsze» (Jan Chryzostom)".

Do tych słów mojego imiennika dodam, że trzeba przebaczać radykalnie. Chodzi mi o sprawę psychologiczną głównie, ale też trochę etyczną: żeby zapomnieć. Oczywiście pamięć nie sługa, nie sposób całkiem opanować kłębiących się myśli, ale troszkę można. Można starać się wyplenić ze swej świadomości taką niechęć do bliźniego swego, która go na przykład dyskredytuje intelektualnie: facet (babka) naraził(a) mi się, dyskwalifikując mój artykuł, więc ja - trochę podświadomie, ale nie całkiem - patrzę teraz krytycznie na każdy jej tekst.

16:46, jan.turnau
Link Komentarze (17) »
poniedziałek, 12 marca 2007
Jak łania?

Psalm 42

Jak łania pragnie wody ze strumieni,
tak dusza moja pragnie Ciebie, Boże.
Dusza moja Boga pragnie, Boga żywego,
kiedyż więc przyjdę i ujrzę oblicze Boże?

Łażę trochę po lasach w Karkonoszach, żona widziała tam łanię, zawołała mnie, ale zanim dobiegłem, znikła. Boga też nigdy nie widziałem, mistyk ze mnie żaden. Czy naprawdę pragnę Boga? Oto jest pytanie.

14:15, jan.turnau
Link Komentarze (26) »
niedziela, 11 marca 2007
Jest

Księga Wyjścia 3, 1-8a. 13-15

Znów streszczę i skomentuję odsyłając do samego tekstu. Otóż tekst jest fundamentalny. Bóg objawia się Mojżeszowi, a poprzez niego całej ludzkości. Sceneria - góra Horeb (Synaj), krzew płonący wiecznym ogniem, nakaz zdjęcia sandałów (jak w meczecie) - mało ważna. Ważna jest obietnica ziemi miodem i mlekiem płynącej, ale jeszcze ważniejsza autodefinicja: Bóg ujawnia swoje imię. Biblia Poznańska podaje, że „patriarchom objawił się Bóg pod imieniem «El Szaddaj» = Bóg Wszechmogący (Księga Rodzaju 17,1). Teraz - poproszony przez Mojżesza - podaje drugie imię, którym odtąd mają posługiwać się Izraelici". Brzmi ono zagadkowo: daje się najlepiej przetłumaczyć jako „Jestem, który jestem". Można to rozumieć jako wręcz odmowę odpowiedzi, bo Bóg jest dla człowieka niepojęty, zatem i „nienazywalny". Może też chodziło o przeciwstawienie Boga bożkom pogańskim, którzy nie istnieją. Albo o coś więcej: o istnienie, które jest opieką nad Narodem Wybranym (w istocie nad całym rodzajem ludzkim). I wreszcie interpretacja filozoficzna, ontologiczna: Bóg istnieje ze swej istoty, w przeciwieństwie do bytów przygodnych, mogących nie istnieć. Jest Bytem Koniecznym. Chyba słuszne są wszystkie cztery egzegezy razem wzięte. Chodzi „tylko" o to, żeby uwierzyć, że - tytuł książki Hanny Święcickiej - „Jest Ktoś". Bytu nie stanowi przypadek, jest Sens. Książka Leszka Kołakowskiego „Jeśli Boga nie ma" nie udowadnia, że On jest, bo jakiż to może być dowód, ale tłumaczy, że bez tej hipotezy wali się wszystko.

PS. Od Biblii, dzieła Żydów (z wyjątkiem dwóch ksiąg Hellena Łukasza), blisko do Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów. W czwartek odbyły się tam wybory zarządu. Współprzewodniczącymi zostali: po raz któryś ze strony żydowskiej filozof z Uniwersytetu Warszawskiego profesor Stanisław Krajewski, po raz pierwszy ze strony chrześcijańskiej redaktor naczelny miesięcznika katolickiego „Więź" Zbigniew Nosowski. Ten drugi zastąpił ks. Michała Czajkowskiego, który ustąpił w znanych okolicznościach. W skład zarządu wszedł nie po raz pierwszy ks. Roman Indrzejczyk, wielorako ekumeniczny, obecnie kapelan prezydenta Rzeczypospolitej.

16:01, jan.turnau
Link Komentarze (24) »
sobota, 10 marca 2007
Synowie
Ewangelia Łukasza 15

Opowieść o synu marnotrawnym. Mają rację niektórzy komentatorzy: raczej o miłosiernym ojcu, figurze Boga Ojca. No i o zazdrośniku, synu niemarnotrawnym, którego zabolało bardzo, że ojciec uczcił rodzinnym świętem powrót jego brata, podczas gdy jego samego nigdy tak nie nagrodził za wytrwałą cnotę. Przesłanie ewangeliczne oczywiste: nie tylko, że trzeba się radować z każdej odnalezionej owcy, ale też że między grzesznikami i „grzecznikami" nie ma przepastnej różnicy, ci drudzy nie są „automatycznie" święci.

Ta opowieść ewangelijna (tylko Łukaszowa) współtworzyła kulturę europejską. Ciekawie, erudycyjnie, pisze o tym ks. Gianfranco Ravasi w książce „Piękno Biblii", którą polecałem w poniedziałek: Rembrandt, ale i André Gide, który przedstawił marnotrawcę jako bohatera pozytywnego. Ja natomiast wracam do „pisanki" wczorajszej, do sprawy skłóconych synów. Problem pedagogiczny rodziców polega też na tym, żeby dzieci żyły w zgodzie. Trudna to sztuka, wiem to z własnego doświadczenia, jako brat i ojciec. No i skojarzenie literackie: dziecięciem będąc przeczytałem powieść pt. „Za głosem dumy". Jest dwóch braci, Feliks i Szczęsny. Nie daje się tego samego imienia („felix" to szczęśliwy) synom, więc Szczęsny coś podejrzewa. Rodzice są cieplejsi wobec Felka, więc tworzy teorię, że Felek jest synem naturalnym, a on adoptowanym. I nawet prawie ma rację, tyle że jest na odwrót. Albowiem takie jest prawo psychologiczne, że czasem przesadza się w uczuciach okazywanych komuś, kto tych uczuć miał przedtem mało. Tu też jestem problemu znawcą.
00:02, jan.turnau
Link Komentarze (12) »
Józef, nasz brat
Dziś Kościół rzymskokatolicki proponuje lekturę opowieści o pewnym konflikcie w rodzinie. No cóż, właściwie zwyczajnym. „Bo rodzina, bądźcie pewni, także ludzie, chociaż krewni" - ironizował ciepło Aleksander Fredro. Małżeństwa się rozwodzą, zazdrość, motor przeróżnych dramatów, dzieli też synów i córki.

U początków Narodu Wybranego mamy dwunastu synów Jakuba, zwanego od nocnej walki z Bogiem Izraelem. Najmłodszy, Józef, budzi potężną zazdrość starszych: „Tak go znienawidzili, że nie mogli zdobyć się na to, aby przyjaźnie z nim porozmawiać". Trochę im się nie dziwię: synek postępował, delikatnie mówiąc, głupio. Nie dość, że kiedyś doniósł ojcu, że jego bracia mają złą opinię, to jeszcze sprowokował ich nienawiść zwierzając się ze swego autopromocyjnego snu. Śniło mu się mianowicie coś proroczego, ale - póki co - brzmiącego potwornie samochwalczo: był w tym nocnym obrazie królem, któremu rodzina bije pokłony. Nic zatem dziwnego, że starsi synowie Jakuba, w końcu ludzie dzicy (potomkowie Kaina), postanowili wysłać go do Szeolu. Na szczęście jednak nie wszyscy byli skłonni do bratobójstwa: Ruben i Juda kolejno ratują brata od śmierci.

Tę historię, chwilami niezbyt spoistą (trochę to składanka dwóch tradycji tworzących Pięcioksiąg: kapłańskiej i jahwistycznej), streściłem licząc na to, że Czytelniczki i Czytelnicy zajrzą do oryginału. Pisząc zachwycałem się walorami literackimi: nic dziwnego, że Tomasz Mann zrobił z tego piękną powieść. Zaznaczam, że „czytanka" dzisiejsza kończy się na sprzedaniu brata kupcom, którzy prowadzeni ręką Opatrzności zawiozą go do Egiptu: potem jest jeszcze ciekawiej.

Wspominam Manna, ale również Jana XXIII, czyli Anioła Józefa Roncallego. Witając w Watykanie delegację żydowską przełomowy papież przedstawił się spontanicznie jak jego starożytny imiennik: „Jestem Józef, wasz brat". I nic mi nie wiadomo, jakoby osiągnął efekt przeciwny do zamierzonego: goście żydowscy papieża mogli się obrazić, bo w tamtej biblijnej scenie bracia Józefa są skruszonymi grzesznikami. Anioł Józef wiedział, co komu powiedzieć.
00:01, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
piątek, 09 marca 2007
8 marca

Księga Jeremiasza 17,5.7

„To mówi Pan Bóg: - Przeklęty mąż, który pokłada nadzieję w człowieku (...), a od Pana odwraca swe serce (...) Błogosławiony mąż, który pokłada ufność w Panu i Pan jest jego nadzieją."

Słowo „przeklęty" to typowa biblijna przesada, ale zwykłe ludzkie doświadczenie uczy, że ludzie są zawodni. A Bóg? Żebyśmy tylko nie grzeszyli antropomorfizmem i nie liczyli na Niego jak na człowieka. Ufność Bogu jest nadzieją, że w rachunku ostatecznym, również historycznym, konto świętych jest pełne, a zbrodniarzy przepastnie puste. Tylko tyle? Aż tyle.

14:44, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
Etyka języka

7 marca 2007

Księga Jeremiasza 18,18

„Chodźcie, uderzmy go językiem, nie zważajmy wcale na jego słowa". Bijemy tym organem, aż miło. Gdy mamy dostęp do tzw. przestrzeni publicznej, nasze uderzenia mają spore echo. A analiza wystąpień przeciwnika, doszukiwanie się właściwego sensu jego słów to tylko zabiegi chorobliwych skrupulatów. Co piszę smutny...

14:43, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
wtorek, 06 marca 2007
Kto się wywyższa

Ewangelia Mateusza 23,12

„Kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony."

Cnota skromności. Ciężka, bo wymaga innej: cierpliwości. Ciężko czekać, aż inni nas pochwalą, opowiedzą o naszych osiągnięciach. Język świerzbi...

Ukazała się książka ważna dla tego blogu: „Piękno Biblii". Jest to tłumaczenie z włoskiego (Barbary Żurowskiej); wydał je pięknie krakowski Salwator, przedmowę napisał wybitny biblista polski ks. Waldemar Chrostowski, a - last but not least - autorem jest jeden z najwybitniejszych włoskich biblistów ks. Gianfranco Ravasi.

Zanim pochwalę, trochę się przyczepię. Autor w „Zakończeniu" pisze, że „«Mahabharata», święte Pismo hinduskie, przewyższa ze swoimi 95586 strofami piętnastokrotnie hebrajsko-chrześcijańskie Pismo Święte. Jednak nie można porównać różnorodności, bogactwa, piękna i oddziaływania Biblii z innymi sakralnymi tekstami ludzkości, łącznie z Koranem, który z Biblii dużo czerpie. Doświadczamy tego chociażby wtedy, gdy posługujemy się naszym codziennym językiem." I tu autor podaje przykłady wyrażeń biblijnych, które weszły do języków europejskich.

Oczywiście wszedł takich wyrażeń legion, ale czy można na tej podstawie wypowiadać się o przewadze naszego Pisma nad hinduskim? Trzeba by na to zbadać języki ludzi, którzy zaczytywali się w „Mahabharacie". Może autor to zrobił, o tym jednak nie pisze. Niemniej teza ogólna , że bez Biblii nie byłoby kultury europejskiej, jest bezsporna, a książka cenna. Dużo w niej wiadomości o samej Biblii, ważnych dla wszystkich, którzy ją czytają, np. kiedy powstał jej podział na wersety. A co do piękna naszego Pisma - czasem sobie myślę, że kto tego piękna literackiego nie widzi, wciąż będzie pytał na przykład, czemu w Piśmie Świętym są takie zgoła nieświęte zachowania, jak mordowanie kobiet i dzieci, co straszniejsze, zalecane przez samego Boga.

21:01, jan.turnau
Link Komentarze (26) »
poniedziałek, 05 marca 2007
Nie sądźcie

Ewangelia Łukasza 6,37

„Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni".

Nie sądźmy. Nie róbmy innym, co nam niemiłe (zasada Ewangelii i, nawet w wersji dosłownej, współczesnego Jezusowi judaizmu). Poza tym nie śpieszmy się osądzać bliźnich: pomyślmy, czy w podobnej sytuacji zachowalibyśmy się lepiej. Tak, myślę o lustracji: podziwiam niezłomność jednych, ale znam tamte czasy z autopsji, wiem, jak łatwo było się złamać. To były oczywiście grzechy, ale Kościół zawsze pamięta o okolicznościach łagodzących. W dzisiejszym tekście ewangelijnym jest też powiedziane: „Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny". Bądźmy miłosierni w sądach o złamanych w czasach diabelskich.

Oczywiście jednak cieszę się z mojego nowego metropolity, który ma czystą „teczkę". Tylko że nie jest to jego jedyna zaleta. Ważna jest przeszłość, ale również teraźniejszość i przyszłość. Wczorajszy solenizant, od przedwczoraj już arcybiskup, Kazimierz Nycz budzi dużą nadzieję. Dlatego, że nie boi się zmian, a w Warszawie zmiany kościelne są konieczne, jak też dlatego, że zajmuje się szczególnie dziećmi i młodzieżą, a to, jak wiadomo, przyszłość narodu. Ma poglądy pedagogiczne takie, jak w ogóle poglądy: dalekie od kościelnego „betonu". Mam nadzieję, że będzie umiał się dogadywać z wychowawcami pozakościelnymi.

A pewien mój znajomy, skądinąd bardzo krytyczny wobec struktur i person Kościoła, był oczarowany sposobem, w jaki biskup Nycz celebrował pierwszą komunię dzieci. To ogromnie ważny moment w życiu chrześcijanina, który swego chrztu pamiętać nie może. Chodzi o to, by świadome życie sakramentalne nie zaczęło się od duchoty fizycznej i duchowej oraz po prostu nudy.

22:13, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
niedziela, 04 marca 2007
Bądź mężny

Psalm 27 (fragmenty)

Pan moim światłem i zbawieniem moim,
Kogo miałbym się lękać?
Pan obrońcą mego życia,
przed kim miałbym czuć trwogę?
Oczekuj Pana, bądź mężny,
nabierz odwagi i oczekuj Pana.

Zdarza się, że mężni triumfują już za życia doczesnego (lustracja). Chwała im i cześć. Podszytych strachem nie można uniewinniać - to pewne. Ale bywają różne psychiki: jednym było łatwiej walczyć z obezwładniającą trwogą, innym trudniej.

00:53, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
Miłość totalna

SOBOTA, 3 marca 2007

Ewangelia Mateusza 5,43

Jezus powiedział do swoich uczniów: - Słyszeliście, że powiedziano: »Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził«. A ja wam powiadam: miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują.

„Zagwozdka": czyżby rzeczywiście w Starym (Pierwszym) Testamencie było powiedziane, że nieprzyjaciela nienawidzić trzeba? Nie. Są te słowa tylko w dokumentach qumrańskich, czyli krążyły wśród współczesnych Jezusowi Żydów. Aczkolwiek znaleźć można liczne przejawy podobnej postawy wobec wrogów w księgach biblijnych przedewangelicznych, choćby w Księdze Powtórzonego Prawa 7,2.

Biblia jest biblioteką, nie ”Katechizmem Kościoła judeochrześcijańskiego”, więc mamy w niej pluralizm i nawet trudno powiedzieć po prostu, że im bliżej Ewangelii, tym więcej miłości bliźniego (ewangeliczne rozdziały Księgi Izajasza z VI wieku przed Chrystusem).

Odpowiadając na pytanie o nienawiść do nieprzyjaciół, trzeba też pamiętać, że język Biblii jest ostry, dosadny, przesadny: u skądinąd łagodnego Łukasza mamy polecenie Jezusa, by nienawidzić swoją rodzinę, a miłować Jezusa. Ani to nie ma być nienawiść w naszym rozumieniu, ani nawet przeciwstawianie miłości Boga miłości bliźniego: sprzeczność jest tylko między miłością jakichś ludzi nie najmądrzejszą a miłością Boga, która jest wyborem najgłębiej moralnym.

Melduję, że korzystam teraz z jeszcze jednego instruktaża interpretacyjnego: „Katolickiego komentarza biblijnego" autorów i redaktorów zagranicznych, opracowanego dla Polaków przez polskich fachowców. Jako redaktor naukowy ogólny tego ogromnego (2213 stron!) tomu oficyny Vocatio figuruje ks. Waldemar Chrostowski.

00:52, jan.turnau
Link Komentarze (12) »
piątek, 02 marca 2007
Z głębokości

Psalm 130 (fragment)

Z głębokości wołam do Ciebie, Panie,
Panie, wysłuchaj głosu mego.
Nachyl Twe ucho
na głos mojego błagania.
Jeśli zachowasz pamięć o grzechach, Panie,
Panie, któż się ostoi?
Ale Ty udzielasz przebaczenia,
aby Ci służono z bojaźnią.
Pokładam nadzieję w Panu,
dusza moja pokłada nadzieję w Jego słowie,
dusza moja oczekuje Pana.
Bardziej niż strażnicy poranka
niech Izrael wygląda Pana.
U Pana jest bowiem łaska,
u Niego obfite odkupienie.
On odkupi Izraela
ze wszystkich jego grzechów
.

Psalm nad psalmami. Komentarza nie trzeba. Choć może przyda się taki, że Bóg jest tu przedstawiony jako miłosierny. Tu - nie twierdzę, że wszędzie w Biblii, bo też w części chrześcijańskiej Jego obraz jest rozmaity. Ale ja mam, jak wyznałem niedawno, nadzieję powszechnego zbawienia.

Zamiast teologii - anegdota. Znany ateista trafia po śmierci do nieba. Zaskakuje go rój aniołów i świętych, ale najbardziej sam Bóg. Który też przedstawia mu się: - Ja jestem ten, którego nie ma... To ciepła ironia, ale też najgłębsza teologia. Trzeba powtarzać jak mantrę, że na tamtym świecie „totaliter aliter", absolutnie inaczej. Jakby rzeczywiście Boga nie było - takiego, jakiego my sobie na ogół wyobrażamy, ba, nawet i takiego, o jakim wypisujemy wciąż nowe wypracowania.

18:32, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
czwartek, 01 marca 2007
Nie czyń drugiemu...

Ewangelia Łukasza 7, 12

„Wszystko więc, co byście chcieli, aby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie. Albowiem na tym polega Prawo i Prorocy".
„Prawo i Prorocy" to wyrażenie żydowskie oznaczające całą Biblię: Jezus streszcza ją w ten sposób. Współczesny Mu mędrzec judaistyczny Hillel miał powiedzieć bardzo podobnie: „Nie czyń drugim, co tobie niemiłe. To jest cała Tora, a wszystko inne jest wyjaśnieniem".

Bez tych słów o Torze to powiedzenie jest znane każdemu, tyle że przypisywane raczej Jezusowi (nie szkodzi - też Żyd...). W sumie mamy chyba etykę wręcz ogólnoludzką, cudowną zgodność różnych moralności. I tylko wypada postawić pytanie banalne: jeśli jest tak dobrze, dlaczego jest tak źle...

14:04, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
środa, 28 lutego 2007
Jonasz

Księga Jonasza 3,1-10, Ewangelia Łukasza 11, 29-32

Dziś dużo o Jonaszu, postaci biblijnej wyjątkowo barwnej, bo któryż inny bohater Pisma Świętego bawił w brzuchu ryby. Tamta księga to oczywiście midrasz, swoista święta beletrystyka; trzeba jeszcze wiedzieć, że niektórzy bibliści widzą w Jonaszu żydowskiego nacjonalistę, który nie chciał udać się do Niniwy, bo brzydził się tamtejszym ludem, i wcale nie ucieszył się, że niniwici nawróciwszy się uniknęli kary. Tak czy inaczej jest Jonasz kaznodzieją, a Jezus porównuje się do niego stwierdzając, że jest kimś więcej niż tamten prorok. Powiada także, że „to plemię jest plemieniem przewrotnym; żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany prócz znaku Jonasza". Czyli czego? Z odpowiedniej perykopy w Ewangelii Mateusza (12, 38-42) wynika, że tym znakiem jest w życiu Jezusa Jego przyszły pobyt też trzydniowy w „sercu ziemi", czyli w grobie, tu jednak chodzi według Biblii Poznańskiej o samo Jezusowe wezwanie do nawrócenia, analogiczne do Jonaszowego.

Podpisuję się w felietonach „Gazety" „Jonasz". Skojarzenia można mieć mało sympatyczne, bo tak się też ochrzcił Roman Kotliński, redaktor naczelny Urbanopodobnych „Faktów i Mitów", oraz taki pseudonim nadano ks. Tadeuszowi Isakowicz-Zaleskiemu jako przedmiotowi akcji SB. No cóż, nie ma rady, nie mam przecież monopolu na to imię biblijne. Zastanawiam się nad czymś zgoła innym: czy moja pisanina w„Gazecie" i tutejsza nie jest nazbyt kaznodziejska, nie jest „moraliną", morałami nie do zniesienia. Staram się, żeby tak nie było, ale może za mało?

15:45, jan.turnau
Link Komentarze (14) »
wtorek, 27 lutego 2007
Ojcze nasz

„Pacierz ekumenisty Ojcze nasz";

„Zdrowaś Mario”;

„Wierzę w Boga, Ojca Wszechmogącego, Stworzyciela Nieba i Ziemi";

Dekalog ekumenisty;

Siedem błędów głównych ekumenii przeszkadzających.

poniedziałek, 26 lutego 2007
Chrześcijaństwo anonimowe
Ewangelia Mateusza 25, 31-46

W tej wciąż zapoznawanej perykopie mamy podstawę dla ekumenizmu w najszerszym znaczeniu. Jest tam wizja Sądu Ostatecznego, w którym zostaje rozstrzygnięta ostatecznie sprawa wartości człowieka. Nie mierzy się ona żadnym kryterium konfesyjnym: ważne jest naprawdę to, co zrobiliśmy albo czego nie zrobiliśmy bliźniemu będącemu w potrzebie. W tym bliźnim, każdym bliźnim jest sam Bóg.

Wielki teolog współczesny Karl Rahner ukuł pojęcie „chrześcijan anonimowych". Takich, co w istocie są chrześcijanami, choć nawet sami za takich się nie uważają. Krytykowano ten pomysł z różnych stron, odczuwano to na przykład jako kaperowanie wyznawców, ale tu chodzi o coś przeciwnego: że Bóg jest szerszy niż kościelne opłotki. Gdyby mi muzułmanie powiedzieli, że jestem w gruncie rzeczy wyznawcą Allacha, uznałbym to za komplement.

Wynieść na katolickie ołtarze Janusza Korczaka? Zacznijmy może od świętych prawosławnych i protestanckich. Zapytawszy przedtem tamte Kościoły, czy mają na to ochotę (protestanci zresztą nie czczą tak nikogo z ludzi), uznajmy w ten sposób, że katolik może być świnią, a niekatolik świętym. Amen!

PS. Przeczytałem niezwykłą książkę o miłości bliźniego pt. „Drugie życie". Dyrektor jednego z wrocławskich banków Janusz Zierkiewicz opowiada o tym, jak przeżył, bo mu przeszczepiono wątrobę. Opowieści owej wysłuchał i opracował ją Jan A. Choroszy (Agencja Wydawnicza alinea, Wrocław 2007). Sporo medycyny, ale również etyki: problem przekazywania swoich organów bliźniemu, gdy już mnie na nic się nie przydadzą, bo umieram. Forma książki oryginalna, bo skomponowana w formie wielogłosu: obok córki Zierkiewicza, jego przyjaciela i współpracownika w banku występują lekarze różnych specjalności, psycholog, filozof, dwaj duchowni.
23:52, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
niedziela, 25 lutego 2007
Pokuszenia

Ewangelia Łukasza 4, 1-13

”Jezus pełen Ducha Świętego powrócił znad Jordanu i czterdzieści dni przebywał w Duchu na pustyni, gdzie był kuszony przez diabła. Nic w owe dni nie jadł, a po ich upływie poczuł głód. Rzekł Mu wtedy diabeł: - Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz temu kamieniowi, żeby się stał chlebem. Odpowiedział mu Jezus: - Napisane jest: «Nie samym chlebem żyje człowiek». Wówczas wyprowadził Go w górę, pokazał Mu w jednej chwili wszystkie królestwa świata i rzekł diabeł do Niego: - Tobie dam potęgę i wspaniałość tego wszystkiego, bo mnie są poddane i mogę je odstąpić, komu chcę. Jeśli więc upadniesz i oddasz mi pokłon, wszystko będzie Twoje. Lecz Jezus mu odrzekł: - Napisane jest: «Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz»". Zaprowadził Go też do Jerozolimy, postawił na narożniku świątyni i rzekł do Niego: - Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się stąd w dół. Jest bowiem napisane: «Aniołom swoim rozkaże o Tobie, żeby Cię strzegli», i «na rękach nosić Cię będą, byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień»". Lecz Jezus mu odparł: - Powiedziano: «Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego»". Gdy diabeł dokończył całego kuszenia, odstąpił od Niego aż do czasu.”

Jezus powędrował na pustynię, wspaniałą pustynię Judzką, opisaną niedawno w „Turystyce" i pokazaną w telewizyjnym programie przyrodniczym. Pustynia (u Wujka puszcza, bo wtedy były w Polsce różnorakie Rospudy, a pustkowiem był las) to miejsce rozmyślania, ale i „pokuszenia". Już chyba pisałem, że najlepszą wersją „Ojcze nasz" jest moim zdaniem taka, gdzie zamiast „wodzenia na pokuszenie" jest „wystawianie na próbę", jako że Bóg nie diabeł, nie kusi. Ale tu szatan kusi Jezusa. Biblia Poznańska powiada, że te trzy pokusy nawiązują do judaistycznych wierzeń mesjańskich. Mesjasz polityczny miał zapewnić swemu ludowi wyjątkowy dobrobyt (pokusa pierwsza), zapewnić panowanie nad całą ludzkością (pokusa druga), dokonywać cudownych znaków, m.in. zstępować na ziemię z dachu Świątyni (pokusa trzecia). Ewangeliści (Mateusz też) tłumaczą jednak, że Jezus jest Mesjaszem z zupełnie inną misją.

00:05, jan.turnau
Link Komentarze (25) »
sobota, 24 lutego 2007
Apologia szabatu

Księga Izajasza 58, 9b -14

”To mówi Pan Bóg: - Jeśli u siebie usuniesz jarzmo, przestaniesz grozić palcem i mówić przewrotnie, jeśli podasz twój chleb zgłodniałemu i nakarmisz duszę przygnębioną, wówczas twe światło zabłyśnie w ciemnościach, a twoja ciemność stanie się południem. Pan cię zawsze prowadzić będzie, nasyci duszę twoją na pustkowiach. Odmłodzi twoje kości tak, że będziesz jak zroszony ogród i jak źródło wody, co się nie wyczerpie. Twoi ludzie zabudują prastare zwaliska, wzniesiesz budowle z odwiecznych fundamentów. I będą cię nazywać Naprawcą wyłomów, Odnowicielem rumowisk na zamieszkanie. Jeśli powściągniesz twe nogi od przekraczania szabatu, żeby w dzień mój święty spraw swych nie załatwiać, jeśli nazwiesz szabat rozkoszą, a dzień święty Pana czcigodnym, jeśli go uszanujesz przez unikanie podróży, tak by nie przeprowadzać swej woli ani nie omawiać spraw swoich, wtedy znajdziesz twą rozkosz w Panu. Ja cię powiodę w triumfie przez wyżyny kraju, karmić cię będę dziedzictwem Jakuba, twojego ojca. Albowiem usta Pana to wyrzekły".

„Jeśli podasz twój chleb zgłodniałemu i nakarmisz duszę przygnębioną" - to rozumiemy świetnie, ale ta mowa o szabacie? Przecież to formalizm religijny potępiany przez Jezusa. Otóż i tak, i nie. Aby tylko nie zrobić z igły wideł, z przykazania najświętszego pryncypium bez wyjątków. Trzeba nam co jakiś czas przystanąć, odpocząć, pomyśleć. A już na pewno trzeba czasem zapomnieć o swoich interesach.

00:12, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
piątek, 23 lutego 2007
Post, czyli rewolucja

Księga Izajasza 58, 3-7

„Proszą Mnie o sprawiedliwe prawa, pragną bliskości Boga: - Czemu pościliśmy, a Ty nie wejrzałeś? Umartwialiśmy siebie, a Tyś tego nie uznał? Otóż w dzień waszego postu wy znajdujecie sobie zajęcie i uciskacie wszystkich waszych robotników. Otóż pościcie wśród waśni i sporów, i wśród bicia niegodziwą pięścią. Nie pośćcie tak, jak dziś czynicie, żeby się rozlegał zgiełk wasz na wysokości. Czyż Ja taki post jak ten wybieram sobie w dniu, w którym się człowiek umartwia? Czy zwiesić głowę jak sitowie i użyć woru z popiołem za posłanie, czyż to nazwiesz postem i dniem miłym dla Pana? Czyż nie jest raczej ten post, który wybieram: Rozerwać kajdany zła, rozwiązać więzy niewoli, wypuścić wolno uciśnionych i wszelkie jarzmo połamać? Dzielić swój chleb z głodnym, wprowadzić w dom biednych tułaczy, nagiego, którego ujrzysz, przyodziać i nie odwrócić się od współziomków?"

No właśnie: formalizm religijny jest diabła wart. Głodzenie się, pobożne rozróżnianie między kręgowcami nie mogą się Bogu podobać, gdy towarzyszy im ordynarny brak miłości bliźniego. „Wypuścić wolno uciśnionych" - pamiętam, jak Krzysztof Śliwiński cytował te słowa w „Więzi", gdy nasi przeciwnicy komunizmu siedzieli w więzieniach. Wtedy nawet Izajasz brzmiał antyrządowo, wzywał do rewolucji...

21:56, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
Arcypasterze
22 lutego 2007

1 List Piotra 5, 2-3

„Paście stado Boże, które jest przy was, strzegąc go nie pod przymusem, ale z własnej woli, jak Bóg chce; nie ze względu na niegodziwe zyski, ale z oddaniem, i nie jak ci, którzy ciemiężą gminy, ale jako żywe przykłady dla stada".

Dziś święto nie człowieka, ale budynku: głównej świątyni „papistów", mianowicie rzymskiej katedry św. Piotra. Z Ewangelii Mateusza 16, 13-19 na dziś perykopa o mianowaniu Szymona, syna Jony (Jonasza) opoką Kościoła, a z listu samego Piotra (jeśli to na pewno tekst samego Apostoła) pouczenie dla starszych, czyli prezbiterów. Dziś prezbiter to w moim Kościele tyle co ksiądz, nie biskup, w I wieku nie było jednak wyraźnego rozróżnienia między „presbiteroi" i „episkopoi". Otóż mają być ci nasi pasterze (arcypasterze, jak mówi się o biskupach) żywymi przykładami dla owieczek. Skojarzenia hic et nunc nieuniknione. Módlmy się o znakomitego metropolitę warszawskiego.

PS. Czy można być arcypasterzem „pod przymusem"? Można, choć to rzadkość, księża mówią, że często brakuje powołań kapłańskich, nigdy biskupich... Ale np. abp Nossol nie chciał, musiał go prymas Wyszyński łamać.
00:05, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
środa, 21 lutego 2007
Jałmużna

Ewangelia Mateusza 6,2-4

„Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę powiadam wam, ci otrzymali już swoją nagrodę. Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie twoja lewa ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie."

Dziś czytamy o jałmużnie, bo jest środa popielcowa, początek wielkiego postu. Taki czas mają niemal wszyscy chrześcijanie, ale u prawosławnych i unitów wielki post nie zaczyna się w środę, tylko już w poniedziałek (ściśle biorąc: w niedzielę wieczorem). W tym roku Wielkanoc wschodnia zbiega się wspaniale z zachodnią, więc ten postny poniedziałek już nastąpił. Wracając do jałmużny: są na teraz trzy wskazania ascetyczne, wśród których na trzecim miejscu, po modlitwie i poście, jest taka forma miłości bliźniego. Nasuwa trochę wątpliwości: np. jak traktować żebraków, ale ma swoje „racjonalne jądro". Byleby się nie chwalić. Znam parę przypadków wspierania bliźnich w wielkiej tajemnicy. Mój przyjaciel z „Więzi" Józef Smosarski opowiadał mi, że biskup biblista Antoni Szlagowski kiedyś zezłościł się, że ktoś go zobaczył w kolejce na poczcie. Wydało się potem, dlaczego: posyłał anonimowo jakiejś biednej studentce trochę grosza i nie chciał, by się rozniosło, by adresatka wiedziała, kto jest dobroczyńcą. Drugi przypadek to mój mistrz na wrocławskiej polonistyce przeszło pół wieku temu, Jan Gawałkiewicz. Był kaleką, dla studentów raczej niemiły, ale dowiedziałem się po latach, że pod tą oschłością krył wielką ofiarność. Sam zaangażowany religijnie, co było wtedy wśród kadry akademickiej rzadkością, woził do kościoła tych, co nie mogli tam dojść o własnych siłach.

Środa Popielcowa (podobnie jak Dzień Zaduszny) to raczej nie święto: święto to radość, a dzisiaj trzeba trochę, powiedzmy, melancholii. Oczywiście jednak bez depresji, bo Bóg jest miłosierny dla grzeszników, nieporównanie bardziej niż ludzie.

Sprawy religijno-prawne: msza nieobowiązkowa, asceza gastronomiczna owszem, ale grunt to duch, nie brzuch. Kto czyta „Gazetę" papierową, ten przeczytał na str. 2 mój felieton i poznał jeszcze troszkę myśli popielcowych.

15:49, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
Być ostatnim
20 lutego 2007


Ewangelia Marka 9, 35

„Kto chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich".

Księga Syracydesa 2, 1-4

„Synu, jeśli masz zamiar służyć Panu, przygotuj swą duszę na doświadczenie. Zachowaj spokój serca i bądź cierpliwy, a nie trać równowagi w czasie utrapienia. Przylgnij do Niego, a nie odstępuj, abyś był wywyższony w ostatnim twym dniu. Przyjmij wszystko, co przyjdzie, na ciebie, a w zmiennych losach utrapień bądź wytrzymały".

Bądź wytrzymały: twarde słowa. Wytrzymaj, że inni, młodsi, górują nad tobą, choć nie dorównują ci inteligencją, wiedzą czy pracowitością. Co więcej, wytrzymaj, gdy górują, bo są naprawdę wybitniejsi od ciebie i ty sam to widzisz najlepiej. Wyciągnij z tej obserwacji wnioski. Mów za Janem Chrzcicielem: „On ma wzrastać, ja umniejszać się".

To wszystko piszę do siebie samego, a jakże.
00:09, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 19 lutego 2007
Niedowiarstwo

Ewangelia Marka 9,24

„Wierzę, zaradź memu niedowiarstwu".

Wierzę. Urodziłem się w rodzinie bardzo religijnej, ale z tego niewiele wynika: bywa tu jakaś przemienność pokoleń. Ja jednak nie miałem żadnej przerwy w praktykach religijnych, co więcej, od pół wieku jestem - jak ktoś powiedział złośliwie - „etatowym katolikiem". W prasie katolickiej albo w „Gazecie" jako taki religijny facet. Kończyłem teologię, czytam wciąż taką literaturę, bronię dogmatów, nawet niedawno w „Gazecie Świątecznej" napisałem swoją receptę na tę obronę. Nie jest to obrona w zaparte, nie bronię np. katolickiego potępienia antykoncepcji, które nie jest dogmatem - ale czuję się katolikiem.

Czuję się zarazem niedowiarkiem. Bo chrześcijaństwo, katolicyzm również, to nie jest po prostu akceptacja intelektualna doktryny. To nie jest tylko moralność (w tej konkurencji nie jestem zresztą zbyt mocny). To, mówiąc uczenie, imperatyw moralny oraz indykatyw (tryb orzekający) zbawczy. To, mówiąc po prostu, wiara, że nie jestem sam. To wręcz osobisty stosunek do Zbawiciela. O co mi bardzo trudno. Gdy najdzie mnie depresja, szarpię się, bo do stałego egocentryzmu dochodzi pesymizm. Tak jakbym nie doświadczył tysiąc razy, że jest Ktoś, kto mnie ratuje od klęski.

16:20, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
niedziela, 18 lutego 2007
Policzek

Ewangelia Łukasza 6, 29

„Jeśli cię ktoś uderzy w policzek, nadstaw mu i drugi".

Mateusz jest dokładniejszy: mówi, że chodzi o uderzenie w prawy policzek. Pisałem tu o książce Johna L. McLaughlina „Syn marnotrawny czy rozrzutny ojciec", wydanej w Polsce przez wydawnictwo eSPe (Kraków 2006) a przetłumaczonej przez Aleksandra Gomolę. Autor analizuje różne przypowieści i powiedzenia Jezusa, interpretując je ciekawie (choć nie wiem, o ile słusznie).

O policzkach mówi tak:
„To, że Jezus każe nam nadstawiać drugi policzek (Mt 5, 39), wcale nie oznacza, że zachęca on nas do tego, żeby biernie poddawać się przemocy. Mateusz mówi tu o uderzeniu w prawy policzek. Jeśli osoby praworęczne (a tych jest większość) chcą uderzyć kogoś w prawy policzek, to muszą uczynić to grzbietem dłoni; i wówczas w taki właśnie sposób pan wymierzał policzek słudze. Nadstawiając lewy policzek, zmuszamy bijącego do tego, żeby uderzył nas otwartą dłonią, a to - według ówczesnej normy kulturowej - oznaczało, że obaj mają taki sam status społeczny. Tak więc w czasach Jezusa nadstawienie drugiego policzka równało się z odrzuceniem roli kogoś o niższym statusie społecznym i domaganie się równości. Nie ma to więc nic wspólnego z biernością, a równocześnie chroni przed odpowiadaniem przemocą na przemoc".

Ciekawe, prawda? A z „Komentarza praktycznego do Nowego Testamentu" bp. Kazimierza Romaniuka, o. Augustyna Jankowskiego OSB i ks. Lecha Stachowiaka dowiedziałem się, że za nieuzasadnione uderzenie w prawy policzek rabini wyznaczyli odszkodowanie większe niż za uderzenie z lewej strony. Może dlatego, że spontanicznie, czyli w afekcie zmniejszającym winę, bije się w lewy policzek, co wynika też z cytowanej książki. Dowód na to, że ówcześni rabini byli nie tacy głupi, nie tylko czasem faryzejscy i nieraz niesympatyczni?

18:49, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
Archiwum