Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
piątek, 07 lipca 2017
Także celnik Mateusz, faryzeusz Nikodem

Ewangelia Mateusza 9,9-13
Powołanie wręcz na apostoła jeszcze kogoś takiego, jak Mateusz, z jeszcze innego środowiska. To, owszem, trochę banał, że sztab Dwunastu to byli ludzie tak różni przynależnością społeczną i polityczną, niemniej rzecz wciąż warta uwagi. Zwyczajni rybacy, choć Jan chyba syn bogatszego przedsiębiorcy, celnik Mateusz, czyli ktoś jeszcze bardziej majętny, a poza tym kolaborant, ale i ten Szymon Zelota, od strony majątkowej nam nieznany, ale zapewne człowiek ugrupowania antyrzymskiego radykalnego.
O innych apostołach nie wiemy prawie nic, ale już wymienieni świadczą o tym, że nieznany syn cieśli z Nazaretu zyskiwał sobie uznanie szerokie. Nie tylko swoimi cudami, siłą duchową samego słowa.Oczywiście jednak nie wszystkich porywał, jeżeli, to w sensie przeciwnym. Tych należących do tak zwanej elity władzy raczej prowokował twardym słowem prorockim. I tylko jest pytanie biblistów, kogo krytykował najostrzej: faryzeuszy, ludzi jednak bardzo religijnych, czy raczej saduceuszy, dominujących w ówczesnej kaście kapłańskiej, całkiem przychylnych władzy rzymskiej, myślowo będących pod wpływem mentalności hellenistycznej. Z tekstów ewangelijnych wynika, że raczej tych pierwszych, ale czy nie widać w owych tekstach wpływu czasów późniejszych, gdy świątynia już była zburzona, kapłani, a więc i saduceuszemniej ważni, spór Kościoła z Synagogą to był już przede wszystkim spór pierwszych chrześcijan z faryzeuszami? A jak byli celnicy w rodzaju Mateusza czy Zacheusza, tak i faryzeusze jak Nikodem. Niemniej nie oni oczywiście byli wśród swoich typowi.

19:00, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
czwartek, 06 lipca 2017
Jak rozumieć trudną opowieść o ofierze Izaaka? Ofiara Jana Husa. Wspominanie ofiar mordów wołyńskich

Księga Rodzaju 22,1-19
Perykopa dyskusyjna: czy Bóg mógł od Abrahama zażądać synobójstwa? Złożyć Mu jako ofiarę Izaaka? Tradycyjna egzegeza jest taka, że to była próba posłuszeństwa Bogu zrozumiała, a przecież tylko próba, zabity został tylko baran, a nawet widzi się tu faktyczny zakaz składania ofiar z ludzi. Co do mnie, wydaje mi się po prostu, że ujawniła tu się wizja Boga inna niż nasza dzisiejsza. Inna jest dzisiaj ludzka duchowa wrażliwość. Gdyby Księga Rodzaju była pisana obecnie, nie byłoby podobnego obrazu, autor biblijny był człowiekiem swojej epoki i tyle. Jak zresztą w wielu innych sprawach, ale to rzecz oczywista przecież. Dlabiblistów lub oczytanych „w tym temacie” – dodaję zaraz jednak – ale czy dla zwykłych wiernych? Pytanie moje ogólne niemal codzienne: Biblia to lektura niełatwa wielorako.
Dzisiaj kolejna, 602., tragiczna rocznica spalenia na stosie księdza Jana Husa, decyzją samego soboru! Mimo że miał list żelazny od króla Zygmunta Luksemburskiego. Obecnie kwestionowana jest w ogóle w Kościele rzymskokatolickim Husowa heretyckość.
Męczennika wspomina dziś w swoim kalendarzu Kościół Starokatolicki Mariawitów, a w Czechach to święto państwowe, bo to dla nich postać kolosalna. U nas „rzymski” katolicyzm zrósł się ściśle z narodem, tam stało się zgoła przeciwnie.
Wracam do dotkniętych wczoraj relacji polsko-ukraińskich. Idąc do „Gazety Wyborczej” przechodzę codziennie koło kościoła rzymskokatolickiego, obok niego jest kościelna tablica ogłoszeń, a na niej od paru dni niewielki afisz. Niestety jestem człowiekiem niedzisiejszym, nie mam telefonu komórkowego z aparatem fotograficznym, więc tylko opiszę treść anonsu.
Jest orzeł, wewnątrz niego biały krzyż, na jego tle wyobrażenie pomnika ofiar mordu wołyńskiego w ten sposób, że nad grupką ludzi wielkie widły i na nich ludzkie ciało, chyba dziecka. Nad całym obrazem napis: „Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez Nacjonalistów Ukraińskich na Obywatelach II Rzeczypospolitej”, poniżej data 9 lipca 2017, godz. 12, Grób Nieznanego Żołnierza, godz. 14.30, Katedra Polowa WP, Msza Święta. Niżej słowa Jana Pawła II „Naród, który traci pamięć, jest narodem bez przyszłości”, hasło „Honor et Gloria”, zaznaczenie patronów akcji: Muzeum Niepodległości, marszałkowie województw opolskiego, mazowieckiego, dolnośląskiego, a jeszcze niżej pewnie faktyczny organizator: Patriotyczny Związek Organizacji Kresowych i Kombatanckich w Warszawie. No i na skrzydłach orła najpewniej nazwy miejscowości, w których dokonywała się rzeź. Odnotowany przeze mnie wczoraj materiał ze „Znaku” w takim kontekście szczególnie cenny: przebaczamy i prosimy o przebaczenie. Niestety słowa biskupów polskich nie przez wszystkich Polaków są przyjmowane w pełni.

13:41, jan.turnau
Link Komentarze (19) »
środa, 05 lipca 2017
Abrahamowe kłopoty rodzinne. Pogarszanie stosunków polsko-ukraińskich

Księga Rodzaju 21,5.8-20
Patriarcha ma znowu problem z potomstwem, z faktu, że pochodzi ono z dwóch matek: przypominam, że jego żona Sara tak chciała mieć syna, iż kazała mu spłodzić go w związku z niewolnicą egipską Hagar. I tak się stało, urodził się Izmael, ale Hagar wywyższała się wobec Sary, bo w przeciwieństwie do niej okazała się zdolna do urodzenia dziecka, co przecież było głównym zadaniem płci zwanej piękną. Niewolnica zostaje wypędzona na pustynię, Jahwe łagodzi wtedy konflikt, ale on wraca znowu. Hagar wróciła z synkiem do Abrahama – aleteraz znów została wypędzona z synkiem, bo Izmael wyśmiewał małego Izaaka. W końcu jednak została uratowana przez Boga od śmierci z braku wody. „Bóg był z chłopcem, a ten rósł. Mieszkał on na pustyni i stał się łucznikiem”. Początki konfliktu arabsko-żydowskiego, tak już na początku Biblii przedstawione. Również kłopoty z powodu wielożeństwa, ciekawe, czy są podobne w Afryce.
Wracam do numeru lipcowo-sierpniowego „Znaku”. Redakcja przytomnie zauważyła 70. rocznicę przeprowadzenia akcji „Wisła”. Pod tak sympatyczną nazwą kryło się przesiedlenie około 140 tysięcy osób pochodzenia ukraińskiego i łemkowskiego z terenów południowowschodniej Polski na tak zwane wtedy Ziemie Odzyskane. Współredaktorka miesięcznika Urszula Pieczek rozmawia na ten temat z historykiem z PAN-u, prof. Tomaszem Stryjkiem.
Zauważa, że po raz pierwszy od 1989 roku polski rząd nie uczestniczył w obchodach rocznicowych oraz odmówił wsparcia finansowego. Uczony potwierdza przypuszczenie rozmówczyni, że „Wisła” była rewanżem za Wołyń, czystkę etniczną dokonaną na Polakach w latach 1943-1944 przez organizacje ukraińskie OUN i UPA. Tak zatem trwa dzisiaj polityczna wojna międzypaństwowa: usiłuje się przekonać w ten sposób stronę ukraińską dowiększego samokrytycyzmu w tamtej sprawie. Profesor Stryjek rozważa problem akcji „Wisła” spokojnie. Powiedział, że „zabieganie władz o likwidację UPA w Polsce było zjawiskiem naturalnym. Nawet bardziej stanowcze działania wymierzone wyłącznie przeciw partyzantom obroniłyby się także z perspektywy współczesnych systemów wartości. Państwo istnieje przede wszystkim po to, aby sprawować suwerenną władzę i dzięki temu zapewnić ochronę ludności cywilnej. Wtedy zastosowano «odwrócone» rozumowanie - potraktowanocałą ludność ukraińską i łemkowską w Polsce jako odpowiedzialną za działalność UPA i uznano, iż problem partyzantki rozwiąże się wraz jej wysiedleniem. To było działanie na zasadzie odpowiedzialności zbiorowej i dlatego akcja «Wisła» nie znajduje usprawiedliwienia”. Odpowiedzialnością tą obciążono zresztą inny naród, Łemków. Redakcja zrobiła tak zwany lid ze zdania „Zbrodnia przeciw ludzkości w przypadku akcji «Wisła» niepolega na eksterminacji, ale na odebraniu ojczyzny, w konsekwencji - na pozbawieniu kultury i tożsamości”. Urszula Pieczek z Martą Watral, Łemkinią, zrobiły też kilka rozmów z łemkowskimi wnukami tamtego pokolenia.

12:30, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
wtorek, 04 lipca 2017
Żona Lota słupem soli? Numer „Znaku” bardzo wart czytania!

Księga rodzaju 19,15-29
Kara Boża spada na Sodomę i Gomorę, miasta, w których szerzy się rozpusta, szczególnie homoseksualna. W opisanym wcześniej przykładzie męska ludność Sodomy chciała zgwałcić dwóch podróżnych przyjętych gościnnie przez bratanka Abrahamowego Lota. Ci jednak okazują się udających ludzi aniołami, ratują go w tej opresji, a potem w następnej, kiedy to Jahwe miał spuścić na rozpustne miasto „deszcz siarki i ognia”. Każą mu wtedy opuścić zagrożone okolice wraz z żoną i córkami. I tu ten dziwny szczegół: uchodząc, żona Lotaobejrzała się wstecz i stała się słupem soli. Kara Boża za nic? Biblia Poznańska tłumaczy to tak, że ów gest pani Lotowej oznaczał„zwlekanie z opuszczeniem miasta, zapewne kobieta ta była bardzo przywiązana do mienia, skazanego teraz na zagładę”. Potem, że „śmierć jej mogła nastąpić z żalu i przerażenia”. W końcu najważniejsze, że nastąpiło może „ludowe powiązanie postaci żony Lota z jakąś skałą solną, widniejącą w okolicy Morza Martwego”.
I teraz mój komentarz biblistyczno-praktyczny: bez takiego przypisu opowieść Pisma Świętego budzi spore wątpliwości, muszą być komentarze wyjaśniające, nie ma rady, tekst sam się nie obroni! Napisałem to do braci ewangelików: rozumiem, że chcą zachowywać w swoich wydaniach konfesyjną neutralność, nie chodzi mi o żadną apologetykę wyznaniową, wyłącznie o zwyczajne tłumaczenie podobnych dziwności. Obraz Boga okrutnego bez granic nie jest nikomu na nic potrzebny.
Czytam nie tylko Biblię i innych do lektury zachęcam. W „Znaku” lipcowo-sierpniowym ważnych tekstów sporo. Polecam tu dzisiaj rozmowę Szymona Łucyka z filozofem francuskim Jean-Luc Marionem. Ciekawą już przez to samo, że uczony jest praktykującym katolikiem, co dzisiaj w tej grupie zawodowej raczej chyba nieczęste. Autor rozwija tezę, że „kiedy przeciwstawiamy wiarę i religię rozumowi, popełniamy błąd, ponieważ mamy namyśli jedynie rozum naukowo-techniczny, który stanowi tylko ograniczoną część racjonalności. Istnienie tego, co nazywamy naukami humanistycznymi, pokazuje, że istnieje więcej racjonalności, niż wyobrażali sobie klasyczni filozofowie”. Ale dalej na przykład takie twierdzenie: „We Francji jest całkiem jasne, że projekt społeczeństwa laickiego już się wyczerpał. I właśnie dlatego, że społeczeństwo nie jest już świeckie [czyli jakie? - słówko «nie» niepotrzebne? - JT], państwo musi pozostać laickie i neutralne w kwestiach religijnych. Prawdziwym zagrożeniem nie jest dziś sekularyzacja, ale coś innego: to, że nie wiemy jeszcze, czy siły religijne w społeczeństwie francuskim będą mogły rozwijać się w pozytywny sposób, a więc czy nie usuną się w fundamentalizm. Naturalnie sytuacja w Polsce jest całkiem inna niż we Francji. Jednak i tu, i tam można obawiać się sytuacji, w której państwo byłoby religijne, a społeczeństwo - pozbawione religii”. Stanowisko Mariona jest, streszczając, takie: religie nie zanikają bynajmniej, widać to także na ulicach miast francuskich, gdzie widać coraz więcej procesji i pielgrzymów, także księży chodzących w sutannach, nie „w cywilu”. Problemem jest natomiast przemoc ludzi powołujących się na religię, „dżihadystów”: jednak niesłusznie, autor podkreśla to mocno. Nie zarzuca takich skłonności oczywiście dzisiejszym chrześcijanom, ale można wyczytać u niego także troskę o nich. O katolików, przede wszystkim polskich: o to właśnie, żeby nie było tak, że „państwo jest religijne, ale społeczeństwo pozbawione religii”. Taki też jakby fundamentalizm religijny, tyle że państwowy. W świątyniach coraz puściej.

13:54, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
Szczęśliwi, którzy uwierzyli. „Denominacja” kard. Muellera

Wpis na poniedziałek 3 lipca 2017 r.

Ewangelia Jana 20, 24-29
Perykopa o „niewiernym Tomaszu”. Tak się tego apostoła czasem nazywało, ale już przestało, bo to etykietka ogromnie go krzywdząca. „Niewierny” to przecież ten, co zawodzi moralnie w sensie jakiejkolwiek zdrady, a jej Tomaszowi nie można zarzucić. O czymś zupełnie innym zdają się świadczyć jego słowa z tejże Janowej ewangelii (11,16): „Pójdźmy i my, aby razem z Nim umrzeć”. Początkowa Tomaszowa niewiara w to, że Jezus zmartwychwstał, była błędem z zupełnie innego porządku, poza tym poniekąd zrozumiała, bo przecież dziesięciu innych apostołów też nie uwierzyło, Marii Magdalenie ani uczniom idącym do Emaus, póki nie zobaczyło na własne oczy. Tutaj apostoł Jan, który sam uwierzył zobaczywszy grób pusty (J 20,8), wzywa do tej wiary swoich czytelników. Nazywa ich nie tyle błogosławionymi (eulogetoi albo eulogemenoi), ile dosłowniej szczęśliwymi (makarioi), albowiem szczęściem jest wiara, że istnieje Bóg, dobra absolut, który am rządzi światem, nie ślepy los. Wiara religijna, która jest łaską, nie każdemu daną, inaczej niż zasady moralne.
Nowina kościelna dobra: papież Franciszek nie przedłużył kardynałowi Gerhardowi Muellerowi, prefektowi Kongregacji Doktryny Wiary, nominacji na drugą kadencję. To ważne wydarzenie, bo urząd oczywiście ważny. Oczywista była również różnica poglądów między kardynałem a tym papieżem. Mueller nie krytykował Franciszka wprost, ale oburzał się na przykład stanowiskiem episkopatów krajowych, które nie ukrywały jak on nowości adhortacji „Amoris laetitia”, tamtejszej religijnej furtki dla „rozwodników”.  W Polsce był w strukturach kościelnych bardzo mile widziany, bo do poglądów licznych biskupów bardzo pasuje. Franciszek powoli, ale konsekwentnie zmienia swój kurialny personel: przedtem pozbawił watykańskiego ważnego urzędu innego, jeszcze bardziej konserwatywnego kardynała Raymonda Burkego, też dopieszczanego przez niektórych moich rodaków. Z tych decyzji Franciszkowych wynika, że ma on serce czułe, szczególnie dla jakoś pokrzywdzonych przez los, ale i rękę silną, bez której nie ma kościelnej odnowy. Inna rzecz, że w sprawach polskich orientuje się słabo, co po niektórych nominacjach widać, a poza tym jest za eklezjalną decentralizacją, która w Polsce oznacza raczej status quo.

13:45, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 02 lipca 2017
Cud znów w tej samej biedzie. In vitro

2 Księga Królewska 4,8-12a.14- 16a
Teraz z kolei w tekście dzisiejszym czyni cud „ginekologiczny” prorok Elizeusz, wdzięczny małżeństwu za stałą gościnę. Powinienem może napisać tu coś o in vitro.
Najpierw, czy mój Kościół nie popełnił błędu, tak akcentując swój sprzeciw wobec tej metody? Przecież tu chodzi o urodzenie dziecka, nie o aborcję! Argument, że to sposób sztuczny? Czy ma sens ów ciągły bój z dzisiejszą nauką? Ale jest, owszem, także problem poważniejszy: los embrionów o kodzie genetycznym ludzkim jest wątpliwy przecież. Są, co prawda, opinie, także duchownych, dominikanów polskich szacownych na przykład, że być może faktyczny początek ludzkiego życia to zagnieżdżenie się zarodka, bo mało który osiąga ten cel – ale zastawiam się, właściwie co z tego? I potem przecież dzieje się z tym zaczątkiem życia rozmaicie, choć już śmierć zdarza się rzadziej. W każdym razie natomiast etyka nie prawo, a ono musi regulować życie społeczne inaczej.

12:44, jan.turnau
Link Komentarze (22) »
sobota, 01 lipca 2017
Posługiwanie nie zawsze kobiece

Księga Rodzaju 18,1-1
Ewangelia Mateusza 8,14-15
„Gdy Jezus przyszedł do domu Piotra, ujrzał jego teściową, leżącą w gorączce. Ujął ją za rękę, a gorączka ją opuściła. Potem wstała i usługiwała Mu.”
Zaraz po wstaniu z choroby usługuje, a zięć nie był łaskaw? Sam kiedyś napisałem, że to normalna scena „patriarchalistyczna”. Oczywiście w ogóle kobieta była od kuchni, nie mężczyzna, Łazarz nie obsługiwał Jezusa przecież, tylko Marta, ale wtedy w domu Piotra może działały czynniki dodatkowe: uzdrowiona chciała w ten sposób podziękować sama. Mogła zresztą obsługiwać Jezusa żona Piotra, ale chciała właśnie jej matka.
A z Księgi Rodzaju na dzisiaj mamy dalszy ciąg opowieści o uzdrowieniu Sary z choroby bezpłodności. Przybyłych do Abrahama trzech ludzi (cichy może początek myśli o Trójcy, bo byli to ludzie nie ludzie) przywitał on sam, to zrozumiałe, ale i zadbał o gastronomię, żony nie zawołał. A ona podsłuchiwała i śmiała się nieufnie z zapowiedzi, że teraz ona sama urodzi...

20:44, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
piątek, 30 czerwca 2017
Potomstwo Abrahama i samej Sary

Księga Rodzaju 17,1.9-10.15- 22
Miał potomstwo najpierw z niewolnicą Egipcjanką imieniem Hagar. Nie była to zgoła małżeńska zdrada, żona Saraj (Sara potem) sama chciała mieć dziecko, a że była bezpłodna do starości, wymyśliła taki na to sposób. Nie za bardzo się udał, bo panie pokłóciły się i Hagar uciekła z wynikiem Izmaelem, niemniej Anioł Pański kazał jej wrócić pod władzę Saraj. Ówczesna rodzina była najwyraźniej wielomatczyna, to nie był kazus surogatki. Teraz o tym, co w tekście na dzisiaj. Otóż Bóg z czasem przepowiedział patriarsze, że będzie miał także z Sary potomstwo. I to przewyższające religijnie tamto, połączone z Nim przymierzem, które obejmie najpierw Izaaka, potem dalszych Abrahamitów. Powstał Naród Wybrany – choć wybór ten nie oznaczał zgoła radości nieustannej. A bracia przyrodni, jak i czasem rodzeni. Niestety teraz ziemia wspólna częściowo. Abraham z nieba patrzy i płacze.

21:24, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
czwartek, 29 czerwca 2017
Piotr i Paweł w jednym stali domu. A Franciszek?

List do Galatów 1,13
„Słyszeliście przecież o mojej dawnej działalności w judaizmie, że nadzwyczaj gorliwie prześladowałem Kościół Boży i niszczyłem go” (Ekumeniczny Przekład Przyjaciół).
Dzisiaj w Kościołach katolickich (także niektórych starokatolickich) i prawosławnych (tych kalendarzowo gregoriańskich) w mszy wigilijnej i tej w sam dzień wspomina się uroczyście apostołów Piotra i Pawła, więc mamy do czytania teksty biblijne o nich. Całkiem różni byli?
Może nie całkiem, słusznie wspomina się ich jednego dnia. Paweł, co prawda, przyłożył publicznie Piotrowi (Ga 2,11-14), ale obaj rozumieli, że trzeba iść teraz do pogan, i obaj zginęli w Rzymie. Paweł bardziej może protestant, Piotr rzymski katolik, ale rozłamy to nie była ich moralna parafia.
Nie jest również oczywiście rozłam życzeniem papieża Franciszka, chociaż swoim nauczaniem swoją wspólnotę dzieli. Tak jak Jezus, który sam się do tego dzielenia przyznał (Łk 12,51). Papież Bergoglio jest roztropny, doktryny w zasadzie nie rusza, choć czasem chyba miałby ochotę. Na przykład w sprawie kapłaństwa kobiet, którą Jan Paweł II jakby definitywnie zamknął, co naprawdę trudno zrozumieć, albo antykoncepcji (chodzi plotka, że w Watykanie pracuje jakiś zespół, który myśli, co z tym zrobić, gdy tę kwestię z kolei zamurował papież Paweł VI, inspirowany z Polski przez kardynała Wojtyłę i pośrednio benedyktyna Karola Meissnera). Władza to obowiązek wielorako ciężki w instytucji tak starej jak Kościół rzymskokatolicki i tak jak on przywiązującej wagę olbrzymią do ciągłości nauczania. Ale ową kontynuację widzą dzisiaj teologowie inaczej niż dawniej. Skądinąd Franciszek teologiem się nie czuje, duszpasterzem natomiast bardzo mocno i głęboko.
Rozumie genialnie, że na dusze działać trzeba nie tyle wykładem, ile przykładem. Już raz chyba reklamowałem tutaj książeczkę Włocha Rosaria Carella „Halo, tu Franciszek. Prywatne rozmowy papieża” (Znak, premiera 19 lipca). Ojciec Święty zachowuje się jak zwyczajny człowiek? Ależ nie, zwyczajny nie zachowuje się tak nadzwyczajnie, nie telefonuje niespodziewanie do ludzi, o których dowiedział się, że potrzebują pocieszenia. Zwyczajny papież też jeszcze niedawno nie czynił podobnych gestów, choć ostatnich pięciu zmieniało również historię Kościoła w różny sposób. Wracało do czasów Piotra i Pawła.

22:33, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
środa, 28 czerwca 2017
Prorocy bywają fałszywi. Profesor Zbigniew Wierzbicki

Ewangelia Mateusza 7,15-20
„Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami. Poznajcie ich po ich owocach”.
Nie jestem fanatycznym wrogiem klasy politycznej ani nawet pewnej konkretnej partii, choć niewątpliwie nie noszę jej w sercu (ani myśli). Pomyślałem sobie dzisiaj o wszystkich ludziach, którzy chcieli uprawiać tę działalność i im się udało. Nikt nie wymyślił nic lepszego niż ustrój demokratyczny, niemniej żeby zdobyć w nim władzę polityczną, trzeba zacząć od skóry baranka. Ale potem dobrze jest nie zamienić się w drapieżnika bez żadnej etyki, zapatrzonego w słupki poparcia, owoce swojej działalności oceniającego arcyegocentrycznie.
Napisałem do „Gazety Stołecznej” wspomnienie o kimś, kto w ogóle politykiem nie był, a już na pewno nie jakimś wilkołakiem. Czekając na druk na papierze, dołączam tutaj ten tekścik nekrologalny.
Pożegnanie
Zbigniew Tadeusz Wierzbicki 1919-2017
Zmarł 7 czerwca, po życiu długim i bardzo pracowitym. Zapamiętałem Profesora przede wszystkim jako założyciela i przez długie lata redaktora naczelnego dwumiesięcznika „Bunt Młodych Duchem”, „niesubwencjonowanego, edukacyjnego, historyczno-socjologicznego i ekologicznego”. Zapamiętałem go przede wszystkim w ten sposób nieco egocentrycznie, ponieważ zaproponował mi, częste nawet, pisywanie tam. Moją ulubioną tematykę - ekumeniczną - uznał za interesującą. Ucieszyło mnie to bardzo, bo podobnych redaktorównaczelnych jest w Polsce niewielu. Tak jak niewielu jest chrześcijan innego niż rzymskokatolickie wyznania: liczby liczą się we wszystkim, tematyka niszowa mało kogo „kręci”. A Profesora kręciła, bo szczególnie w protestantyzmie widział wartości przydatne także bardzo katolikom.
Interesował go jednak nie tylko od tej strony Kościół rzymskokatolicki, którego czuł się członkiem. Interesował jak własny dom, ale właśnie dlatego nie był wobec Kościoła bezkrytyczny: chciał doradzać mu, jego duchownym, jak mogliby najlepiej paść owce swoje. Zajrzałem do dawnych numerów „Buntu” i w tym z roku 2012 znalazłem ciekawy edytorial Profesora na temat stale gorący: jak odpolitycznić kazania. Jak ma mówić z ambony duszpasterz nieobojętny wobec zła, ale moralizujący mądrze, nade wszystko niewdający się wspory polityczne, partyjne wręcz. Oczywiście jednak nie zajmował się wyłącznie ani nawet głównie odnową ściśle kościelną. Chciał, żebyśmy my, Polacy, byli w ogóle lepsi. Działał na różnych polach, także na przykład tym ekologicznym. Leżała mu na sercu szczególnie sprawa naszego alkoholizmu. Przedstawiając jego życiorys, redakcja „Buntu” na swojej stronie internetowej napisała o tej jego działalności tak: „Przez wiele lat był czołowym działaczem ruchu przeciwalkoholowego. Założył w 1956 roku pozarządowy, niezależny, samofinansujący się miesięcznik przeciwalkoholowy «Zdrowie i Trzeźwość» (pismo osiągnęło nakład 100.000 egzemplarzy). Wprowadził w 1959 roku do Polski ruch przeciwalkoholowy AA (anonimowych alkoholików), od 1975 był członkiem Komisji Episkopatu do Spraw Trzeźwości”.
Znów jednak nie tylko tym się zajmował. W ogóle nie tylko pracą społeczną. Był nie tylko działaczem, także uczonym. Socjologiem. Przez 20 lat wykładał tę dziedzinę wiedzy humanistycznej na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, prowadził też systematyczne zajęcia w warszawskim Kolegium WolnejWszechnicy i na innych uczelniach. Jego specjalnością była socjologia wsi i ekologia właśnie. Na pogrzebie wspominany był przez uczniów jako mistrz znakomity.
Powinienem był jednak napisać przede wszystkim to, że chciał, by w nekrologu napisać o nim: „Absolwent doświadczalnej średniej męskiej szkoły w Rydzynie, do końca wierny jej ideom”. Tak, założona przez wybitnego pedagoga polskiego Tadeusza Łopuszańskiego szkoła wykształciła go wszechstronnie: nie tylkointelektualnie, także duchowo. Jan Turnau

10:53, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
wtorek, 27 czerwca 2017
Ziemia nasza i nie nasza. Kwartalnik KUL-u o uchodźcach!

Księga Rodzaju 13,2.5-18
„Cały ten kraj, który widzisz, daję tobie i twojemu potomstwu na zawsze”. Słowa Pana do Abrama. Można by rzec, że okazały się ryzykowne, bo nie tylko naród mający legitymację biblijną, ale każdy chce mieć własne miejsce na ziemi. Skutek jednak bywa ponury nie tylko nad Jordanem: Arabów u nas nie chcemy! A politycy różnej maści zapatrzeni w statystykę tworzą na jej podstawie etykę jawnie antychrześcijańską. Gdy jestem przy etyce, napiszę o kwartalniku zwącym się całkiem po grecku „Ethos”. Wydaje co kwartał te potężne tomy
Instytut Jana Pawła II na KUL-u. Numer 117 ma na okładce najwyraźniej kobietę nie z Polski, a osią tomu jest sprawa moralna obcości, szczególnie uchodźców. Dobrosław Kot w tekście „Cudzoziemiec”: „Nikt dobrowolnie nie wyrusza na tułaczkę. Dlatego bezpośrednie powody tej decyzji tracą na znaczeniu. Uchodźca może uciekać przed wojną, ale głód i bieda to równie ważne przyczyny ucieczki: gdyby były do zniesienia, każdy wolałbym pozostać na swoim miejscu. Na własnej – cudzej ziemi zagrożenie jest oswojone, na cudzej ziemi, do której uchodźca wyrusza, wszystko może się zdarzyć, choć żywi on nadzieję, że uciążliwości będą znośniejsze.”
Zacząłem od autora świeckiego, ale jest w numerze, na wstępie oczywiście, tekst papieski.
Nie, nie Franciszkowy, choć jego takich legion: dobrze, że przypomniano Polakom, co na ten temat mówił ich rodak, podobno autorytet ich boski niemal. Jan Paweł II w roku 1986 uderzył w sumienia bardzo mocno: „Wobec ogromu i powagi problemu wszyscy synowie Kościoła winni poczuć się wezwani do działania jako naśladowcy Chrystusa – który także chciał przyjąć los uchodźcy – i jako nosiciele Jego Ewangelii. Sam Chrystus pragnął być rozpoznany w każdym uchodźcy i utożsamiany z Nim: mówią o tym wstrząsające słowa Ewangelii (...): «Byłem przybyszem, a przyjęliście mnie; (...) Byłem przybyszem, a nie przyjęliście mnie» (Mt 25,35.43). Te słowa Chrystusa powinny nas skłonić do uważnego rachunku sumienia, do oceny naszej postawy wobec wygnańców i uchodźców. W wielu parafia spotykamy ich bowiem prawie każdego dnia; stali się oni naprawdę naszymi najbliższymi bliźnimi. Dlatego też potrzebują miłości, sprawiedliwości i solidarności wszystkich chrześcijan.”. Papież nie mógł przewidzieć, co się wydarzy dalej: terrorystów powołujących się na islam i różnorakich skutków ich inwazji na wszystko, co trąci innością.
Nie zobaczył też rządów Prawa i Sprawiedliwości, polityków przyznających się przecież gromko do katolicyzmu, jak i niektórych posłów Platformy, która tu jakby nie chce być lepsza.
Sam zaś Jan Paweł II do uchodźców wtedy powiedział: „Kościół jest z wami i niesie wam pomoc, którą jego członkowie starają się czynić coraz bardziej skuteczną, choć wiedzą, że nie zaspokaja ona wszystkich potrzeb”. Ale dalej i tak: „Musicie sami przyczynić się do złagodzenia swoich cierpień, okazując dobrą wolę i wykorzystując swe umiejętności. Jesteście bogaci w swoją cywilizację, kulturę, tradycję, w wartości ludzkie i duchowe, i z tego źródła możecie czerpać zdolność i siłę, by rozpocząć nowe życie”.
Kościół rzymskokatolicki jako całość raczej jest z papieżami w tym punkcie, ale jego polska gałąź czuje się zbyt mocno związana z obecną władzą polityczną, by nie było dwuznaczności. Na przykład w wypowiedzi arcybiskupa krakowskiego Marka Jędraszewskiego, troszczącego się o uchodźców, że mogą kiedyś żałować swojej decyzji, bo na obecnej ziemi obco.
W tym znakomitym numerze „Ethosu” mamy też tłumaczenie ks. Alfreda M. Wierzbickiego, czemu uważa kompromis parlamentarny z roku 1993 za słuszny. Bo jak demokracja, to demokracja, czyli nie dało się uzyskać więcej. A prawo to nie etyka.

18:54, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 26 czerwca 2017
Abramem cokolwiek być. Arcybiskup prawosławny Jeremiasz

Księga Rodzaju 12,1-9
„Wyjdź z twojej ziemi rodzinnej.”
Perykopa owa komentowana jest słusznie jako wezwanie do wszelkiego niezasiedzenia. „Ojciec wielu” (tę wielkość rodu imię patriarchy rozszerzone z czasem jako „Abraham” po hebrajsku oznacza) miał wtedy według tekstu 75 lat. Naprawdę to byłoby bardzo dużo, żyliśmy wówczas o wiele krócej, dlatego może Biblia opowiada o różnych Matuzalemach nawet jak na nasze czasy okropnie długowiecznych, bo było to tym bardziej marzeniem każdego. Dzisiaj nie jest? Medyczne przedłużanie życia wydłuża starość wraz z licznymi jej kłopotami, więc niektórzy woleliby z nimi radykalnie skończyć. Ale zarazem rozwija się ruch hospicyjny, oparty moralnie na założeniu, że trzeba bliźnich zatrzymywać na tym świecie po prostu wielką dobrocią.
Rozpisałem się na temat boczny, wracam jednak do Abrahamowego przykładu ruchliwości. Łatwo mu było, bo był koczownikiem, powiedzieć słusznie można, ale tu chodzi o niezasiedzenie myślowe, coś, co grozi każdemu człowiekowi i wspólnocie każdej. „Zejdź z kanapy” – słowa Franciszka do młodych, ale niektórzy starsi mebel ten kochają o wiele czulej. Franciszek jednak również tę miłość widzi doskonale i odczuwa na własnej skórze, gdy mu kościelna konserwa adhortację o miłości na różne sposoby kontestuje.

Dołączam moje wspomnienie o prawosławnym bibliście, ekumeniście, napisane dla „Buntu Młodych Duchem”.
Notatnik zwariowanego ekumenisty
Świętej pamięci arcybiskup Jeremiasz 1943-2017
Ekscelencja kelner znakomity
Próbuję sobie przypomnieć różne spotkania z nim. Pierwsze było chyba w KIK-u, wtedy na Kopernika. Chyba w gronie niewielkim, tamtejszej czytelni, zapamiętałem, że zeszło tam na ówczesnego patriarchę moskiewskiego Pimena. Krytykowaliśmy go za nadmierną uległość władzy komunistycznej, ale ówczesny świecki teolog prawosławny dr Jan Anchimiuk zgłosił nieśmiało swoje „votum separatum”: - Ja bym go jednak bronił. Nie pamiętam dalszego ciągu dyskusji, teraz myślę sobie, że za tym głosem stały skłonności myślowe, które kazały późniejszemu biskupowi Jeremiaszowi wziąć udział w posiedzeniu hierarchów innych wyznań, akceptujących polski stan wojenny. Nie wziął w tym zebraniu udziału biskup prawosławny przemysko-nowosądecki Adam, z którym potem albo i już wtedy władyka wrocławsko-szczeciński Jeremiasz bardzo się przyjaźnił. Wydawało mi się, że był Adam dla młodszego od niego znacznie Jeremiasza dużym autorytetem. 

Najczęściej u arcybiskupa w Cieplicach
Następnych spotkań z wtedy jeszcze świeckim Jankiem Anchimiukiem nie pamiętam, choć musiało być przynajmniej jedno: to, na którym zaproponowałem mu uczestnictwo w ekumenicznym zespole tłumaczy Nowego Testamentu. Mieli być tam trzej bibliści z trzech rodzin wyznaniowych: ksiądz Michał Czajkowski, arcybiskup Jeremiasz, pastor Mieczysław Kwiecień oraz ja jako sekretarz organizacyjny przedsięwzięcia i facet nieco bieglejszy w sprawach polonistycznych.
Nasza praca zaczęła się na daczy, którą moja żona Biruta wybudowała we wsi Górki koło Osiecka, zaczęliśmy jednak niestety bez naszego prawosławnego kolegi. Został właśnie mnichem w klasztorze w Jabłecznej i miał wnet zostać biskupem. Mnisi stan jest w Cerkwiach warunkiem pełnienia hierarchicznego urzędu. Już jako biskup spotkał się z nami najpierw w Miłkowie koło Karpacza, czyli pod Jelenią Górą, w klasztorze tamtejszym sióstr elżbietanek. Na owych zakonnicach Władyka zrobił wrażenie jak najlepsze. Jedna z nich powiedziała nawet: - Tylko szkoda, że on nie nasz. Nie pamiętam, co wtedy jej odpowiedziałem, teraz odpowiedziałbym, że nie szkoda, tylko dobrze, bo chrześcijaństwo powinno być wielokształtne, byleby pojednane, natomiast szkoda, że nie wszyscy biskupi wszystkich wyzwań są tacy. Po Górkach i Miłkowie przyszła kolej na równie podjeleniogórskie Cieplice. Otóż Jeremiasz wybudował tam dom wypoczynkowy dla swojej diecezji i zaproponował go jako kolejne miejsce naszych prac przekładowych. Co do mnie, przystałem na to z entuzjazmem, bo to przecież moje miasteczko rodzinne, tam, potem obok w Sobieszowie spędziłem pierwszą młodość aż do matury. W tychże Cieplicach przetłumaczyliśmy z władyką większość ksiąg Biblii chrześcijańskiej. Tu trochę o jego walorach „w tym temacie”. 

U początku jest Słowo
Otóż grekę biblijną znał Jeremiasz znakomicie. Oraz twórczo: miał ciekawe translatorskie pomysły. Przede wszystkim jego był ten, żeby początkowe wersy prologu do Ewangelii według św. Jana przetłumaczyć podobnie, jak to zrobił Roman Brandstaetter, czyli w czasie teraźniejszym. Nie zgodnie z translatorską tradycją: „Na początku było Słowo”, ale „jest Słowo”, bo przecież było zawsze, w ogóle poza czasem: nie chodzi tu o chronologię, ale o ontologię – Logos jest u podstaw wszelkiego bytu stworzonego. A już całkiem własnym pomysłem Jeremiasza było tłumaczenie „u początku”, nie „na początku” oraz „Słowo jest ku Bogu” nie „u Boga”, jak na ikonie „Trójca” Rublowa, gdzie dwie jej osoby zwrócone są ku trzeciej.
Pamiętam, że na początku kłóciłem się z władyką o imiesłowy przysłówkowe, szczególnie te czasu przeszłego kończące się na „szy”. Czy można je stosować w tłumaczeniu, choć brzmią bardzo regionalnie, to przecież polszczyzna „Wilniuków”. Wnet jednak wycofałem się, bo doszedłem do wniosku, że to też polszczyzna, czemu nie. Jeremiasz był w ogóle za tłumaczeniem dosłownym, ale nie oznaczało to bynajmniej jego niechęci do translatorskich nowości, które w zasadzie robiliśmy wszyscy, nie tylko Michał Czajkowski, miłośnik ich największy. Był nim tylko początkowo jednak: pracowaliśmy przecież wspólnie bite trzydzieści lat, z czasem gusta nam się zmieniały. Moją chyba propozycję, by tradycyjnego Szczepana zastąpić bliższym oryginałowi Stefanem, przyjął oczywiście władyka, w bliskich mu językach, cerkiewno-słowiańskim, rosyjskim, rodzinnym białoruskim (pochodził z Podlasia), nie brzmi wcale swojsko tamto imię spolonizowane. Otóż przegłosowanym przez nas trzech twardym obrońcą Szczepana okazał się nagle Michał. A Jeremiasz zgodził się bez trudu na pomysł Michałowy z kolei, by Ewangelia Mateusza, a więc i cały Nowy Testament rozpoczynał się jakby starotestamentalnie (bo greka do tego uprawnia): „Księga rodzaju Jezusa Chrystusa, syna Dawida, syna Abrahama”. Jak też, żebyśmy w Janowym prologu sięgnęli do oryginału bardzo głęboko i nie napisali o Słowie, że „zamieszkało między nami”, ale dosłownie: „rozbiło namiot wśród nas”. Pewnie to echo życia koczowniczego i metafora przepiękna!  

Ekumenista zaprawdę wrodzony
Bo w ogóle był nasz współtłumacz człowiekiem bardzo zgodliwym. Nic dziwnego, że wiele lat pełnił urzędy prezesa Polskiej Rady Ekumenicznej oraz rektora wielowyznaniowej Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej. Był ekumenistą, by tak rzec, wrodzonym. Siedziało to w nim jakoś bardzo głęboko. Na dowód tego przypomnę wydarzenie już przeze mnie wszędzie rozgłaszane, ale trudno go tu nie przypomnieć. Otóż powiedziała mi znana ekumenistka rzymskokatolicka Danuta Baszkowska, że arcybiskup został bardzo niegrzecznie potraktowany przez kleryka z tegoż Kościoła właśnie przed nabożeństwem ekumenicznym. Gdy jednak nawiązałem do tego w najbliższej rozmowie z samym władyką, oświadczył zdecydowanie, że to pomyłka, że jeżeli ktoś był wtedy winien, to on, nie tamten kleryk. Zatem zapytałem potem Danusię, czy nie przesadziła. Powiedziała, że nie, ale również to, że arcybiskup błaga, by tego nie rozgłaszać. Ja jednak bywam nieposłuszny nie tylko wobec moich hierarchów. Do tego, żeby być pojednawcą skutecznym, trzeba nie tylko pokory, zauważania źdźbła raczej w oku swoim, niż cudzym. Także mocnej niechęci do wywoływania konfliktów. Jeremiasz był dyplomatą w znaczeniu tego słowa najlepszym, duchowym. Co nie znaczy, że nie widział błędu po drugiej, w tym przypadku katolickiej stronie. Przyjaciel mój Grzegorz Polak przypomniał w „Przeglądzie Prawosławnym” rozmowę sprzed 35 laty. Wtedy jeszcze świecki teolog powiedział Grzesiowi o zmarnowanej w Polsce ekumenicznej szansie, jaką stworzył list Jana Pawła II z okazji 1500. rocznicy Soboru Nicejsko-Konstantynopolskiego. Były w tym dokumencie słowa o Duchu Świętym, który pochodzi tylko od Ojca, ale tłumacz na polski poprawił papieża i napisał sobie: „który od Ojca i Syna pochodzi”. Chodziło o tak zwany problem filioque: prawosławnych od katolików dzieli formuła wyznania wiary: w tekście mszalnym dodajemy „i Syna”, choć właściwie to nie musimy, bo dla nas ortodoksyjne w istocie są obie wersje. Wierzymy bowiem, że, owszem, Duch pochodzi od Ojca i od Syna, ale od każdego z nich inaczej: od Ojca jako źródła wszelkiego bytu i Syna jako tego, który Ducha Świętego „tchnie”. A formuła filioque nie jest pierwotną, ale została dodana apodyktycznie w średniowieczu na chrześcijańskim Zachodzie, co Wschód oburzyło bardzo.
Po co obecnie oburzać dalej? Po co utrwalać mury, które już zaczęto burzyć?

Polski folwark zwierzęcy
Janek Anchimiuk ma do pojednania swoją własną drogę nieprostą. Wspomniał mi raz, że gdy wracał kiedyś rozradowany z nabożeństwa ekumenicznego, jakiś Polak uderzył go w twarz. No bo przecież on ruski pop, nie żaden brat w jednym Chrystusie. Nie tylko odłączony, ale i podłączony, bo przecież oni tacy wszyscy, wysługują się komunistom zamiast bronić się przed nimi razem z naszym Kościołem rzymskokatolickim. Owszem, po tamtej stronie bywało czasem niepięknie, niesolidarnie, nielojalnie, owszem, ale z kolei po naszej królowała pogarda wobec innych chrześcijan Kościoła o tyle w Polsce większego oraz faktyczny brak braterskiej troski o nich. Przypomina tu mi się znakomita bajka ewangelicko-reformowanego księdza Bogdana Trandy, tłumacząca zachowania innych Kościołów za „komuny”: o ogromnym słoniu, malutkich myszkach oraz wielkiej kłodzie, która niesiona przez wodę jej wartkim prądem wali we wszystko po drodze. Słonia tylko trochę zaboli, dla myszek to śmierć, a ten zoologiczny olbrzym nie kwapi się zaprosić owe zwierzątka na swoje bezpieczne cielsko. Takie to były czasy, władyka doczekał na szczęście lepszych, folwarku zwierzęcego już całkiem innego. Serdeczność, współczucie, skromność Przyjaźnie międzywyznaniowe to rzecz szczególnie piękna. Nasz współtłumacz przeżywał je bardzo. Grześ Polak napisał w swoim tekście serdecznym, że jego kolega z Katolickiej Agencji Informacyjnej po śmierci siostry Joanny Lossow, wielkiej promotorki pojednania, zatelefonował do władyki z prośbą o wspomnienie. „Po drugiej stronie słuchawki zapadła długa cisza. Wreszcie dziennikarz usłyszał szloch: to prawosławny hierarcha opłakiwał katolicką zakonnicę”.
Spotykaliśmy się także w naszym warszawskim mieszkaniu, po naszej pracy Biruta karmiła nas dobrą kolacją. Trzeba było ze stołu zabrać książki, położyć talerze, sztućce i tp.: najbardziej ochoczy w tym działaniu był arcybiskup, prezes i rektor, ekscelencja, magnificencja...

11:20, jan.turnau
Link Komentarze (17) »
niedziela, 25 czerwca 2017
Gorliwość o Jego dom pożerać może

Psalm 69,8-10
„Dla Ciebie znoszę urąganie, hańba twarz mi okrywa,
dla braci moich stałem się obcym,
cudzoziemcem dla synów mej matki.
Bo gorliwość o dom Twój mnie pożera
i spadły na mnie obelgi złorzeczących Tobie.”
Potok żalów człowieka cierpiącego z powodu swojej pobożności. Tak zwany podmiot liryczny błaga Boga o pomoc, bo przecież dla Niego cierpi los okropny. Musiało tak widać bywać czasem w starożytnej społeczności żydowskiej. A ja spróbuję jakoś podobną sytuację uogólnić.
Może mógłby to być na przykład jakiś mocno zaangażowany religijnie katolik w krajach, do których dotarła laicyzacja, czyli raczej zachodnioeuropejskich. Na przykład taki, co nie wstydzi się demonstrować swojej religijności, nosząc na szyi krzyżyk czy muzułmańskie nakrycie głowy. W jeszcze na ogół pobożnej Polsce może być to poza tym ktoś inny, na przykład ów człowiek odmawiający usługi zawodowej wobec środowiska, które mu nie odpowiada światopoglądowo. „Gazeta Wyborcza” czy też środowisko LGBT brzydzi go moralnie aż tak, że nie chce świadczyć im usług zawodowych. Zatem ma kłopoty z wymiarem sprawiedliwości, bo też tego rodzaju sprzeciw sumienia wydaje się niektórym (mnie również) jakąś dziwną przesadą, ale jak to się ma do wolności tegoż sumienia? A z kolei, przeciwnie, czy ktoś, kto w imię świeckości szkoły zdejmuje tam ze ściany krzyż, nie powinien być również chroniony przed jakąś dyskryminacją?
Tyle że nie od rzeczy są też inne skojarzenia z dzisiejszym psalmem. Troskę o dom Boży można dostrzegać również u każdego człowieka, który stara się poprawiać etycznie rzeczywistość społeczną. Czy nie byli faktycznie podobnymi sługami duchowymi Boga nawet i niewierzący religijnie działacze antykomunistyczni? I czy wreszcie nie byli i nie są sługami Boga, Kościoła wręcz, najlepsi katolicy, chrześcijanie, którzy próbują reformować swoje wspólnoty, instytucje i obrywają za to potężnie. A takich przypadków zna historia wiele. Jednym reformatorom oddolnym udawało się to gorzej, innym lepiej, jeszcze innym znakomicie, bardzo rzadko jednak nie byli oni karceni za zbytnią śmiałość. Papież Franciszek uczcił ostatnio dwóch niegdyś podpadniętych władzy duchownych włoskich. Tak już bywa w życiu na ziemi naszej, w różnych Kościołach również.

08:59, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
sobota, 24 czerwca 2017
Pustelnik i cieśla

Ewangelia Łukasza 1,80
„Chłopiec zaś rósł i umacniał się duchem; a żył na pustkowiu aż do dnia ukazania się przed Izraelem”.
Najpierw był Jan pustelnik, potem Jezus cieśla. Krewniacy ciałem i obaj wielcy duchowo, ale jakże inni. Ten pierwszy raczej tradycjonalista: asceza postna, Mesjasz jako moralny pogromca. Jezus natomiast rewolucjonista: posty, rygory nie są ważne, a moralność nie ma przyjść przemocą. Ale ten pierwszy jest tylko pokornym zwiastunem, że ma przyjść ten drugi. Taka była zbawienia historia. A o Janie Chrzcicielu piszę dzisiaj, bo to dzień pamiątki jego urodzenia.
Ja obchodzę imieniny w dzień pamiątki jego śmierci, ale tym, co tak świętują dzisiaj, życzę najserdeczniej pomocy Bożej i ludzkiej na każdy dzień.

11:08, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
piątek, 23 czerwca 2017
Moralizować czy pokrzepiać

Ewangelia Mateusza 11,25-30
„Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a ja was pokrzepię.”
Dzisiaj w moim Kościele święto Najświętszego Serca Pana Jezusa. Bardzo ważny dzień. Najpierw mały problem artystyczny: żeby na przyszłych obrazach zaznaczać delikatnie ten organ anatomiczny, który przecież z miłosierdziem ma związek jedynie symboliczny. Przede wszystkim jednak trzeba rozważać powyższe słowa Ewangelii. Czy w naszych kazaniach nie za dużo jest o tym, co mamy robić i czego nie robić, a za mało słów pokrzepienia. Za dużo imperatywu moralnego, za mało indykatywu zbawczego. Oczywiście oba się łączą, w końcu przecież zaraz dalej Jezus proponuje, byśmy wzięli na siebie Jego jarzmo, a wiadomo, jakie nosił. Niemniej przychodzimy do Niego nie tylko z grzechem, także z niedolami, które nie z grzechu wynikły, a przejmują Go również bardzo.

13:56, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
czwartek, 22 czerwca 2017
Szaleńcy rozmaici

2 List do Koryntian 11,1
„O, gdybyście mogli znieść trochę szaleństwa z mojej strony!”
To jak zwykle tłumaczenie Tysiąclatki. Może jednak raczej głupoty (EPP), jakiegoś braku rozsądku, bo wymaga za dużo.
Na pewno zwyczajny Paweł nie był. Już to samo, że z wroga okrutnego stał się obrońcą zaciekłym, propagatorem nowej religii. Misjonarzem jej arcydynamicznym.
Można jednak zaszaleć inaczej. Dzisiaj w Kościele rzymskokatolickim wspomnienie świętych męczenników Jana Fishera i Tomasza Morea`a, Anglików, którzy oparli się królowi Henrykowi VIII, co miał całkiem spore zachcianki. To też było szaleństwo: jest przecież zawsze trochę sposobów, żeby się jakoś usprawiedliwić, tylko nieliczni mówią twardo „nie”.
W końcu za „komuny” opozycjonistów było po paru latach powojennych już bardzo niewielu, dochodziliśmy do wniosku, że walka nic nie da. A później Jana Józefa Lipskiego wielu z nas uważało początkowo za szaleńca.
Swoją drogą do takich szaleństw oczywiście skłania jakaś dyktatura, nawet jest ich warunkiem. Demokracja nie rodzi raczej męczenników, choćby nawet przez swoją czasem fanatyczną laickość czepiała się każdego krzyżyka na szyi. Nikt już na szczęście w tym ustroju głowy za poglądy nie ucina. Ewangelii zwycięstwo niespodziewane.

19:34, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
środa, 21 czerwca 2017
Taka dziwna radość. Szukajmy wszyscy!

2 List do Koryntian 9,7
„Radosnego dawcę miłuje Bóg”.
To zwyczajny morał: egoista innemu nie da, altruista się z bliźnim podzieli. Ale też to obserwacja psychologiczna niektórych. Są przecież tacy, co naprawdę radują się radością innych. Podobni ludzie bywają jakby z natury (instynkt opiekuńczy), jednak też nie kiedy z nawrócenia. Można z czasem zrozumieć, że moje „ego” to nie Pan Bóg, a nawet swoje nowe zachowanie polubić.
Przeczytałem letni numer kwartalnika „Więź”, a tam między innymi kapitalny tekst Aleksandry Domańskiej „Dwie rywalizacje. Czytając «Listopad» Henryka Rzewuskiego”. XIX-wieczny autor „Pamiątek Soplicy” skonfrontował w tej powieści dwie postawy szlachty polskiej w wieku poprzednim: konserwatywną, uwielbiającą rodzime obyczaje i mentalność, z otwartą na zagranicę, reformatorską. Domańska napisała, że tekst nabrał dzisiaj niebywałej aktualności i pokazuje to bardzo ciekawie.
Ale równie warte uwagi są poglądy wypowiadaneprzez księży Tomasza Halika, Rafała Pastwę i Grzegorza Strzelczyka oraz Zbigniewa Nosowskiego i Tomasza Maćkowiaka, pod hasłem „Wszyscy szukajmy”: nowego sposobu przekazu wiary chrześcijańskiej. Na szczęście mamy obecnie papieża, który w tym poszukiwaniu przoduje, dobry przykład dając, swoją adhortacją „Amoris laetitia”. Przykład ów nie jest jednak uważany za dobry przez niejednego kościelnego prominenta.
W tejże „Więzi” adhortacji broni teolog niemiecki ks. Eberhard Schockenhoff, mianowicie tamtej furtki dla rozwodników. Oczywiście nie w sposób redukujący nowatorstwo Franciszkowego nauczania przez twierdzenie, że owszem, ale ich udział w Komunii możliwy jest tylko wtedy, gdy powtórne małżeństwo zrezygnuje z pełnego życia seksualnego. Pisałem o tym sporze w ubiegły piątek. Ów teolog niemiecki porusza w podobnym duchu także problem antykoncepcji. Naprawdę warto wydać złotych 25 i ten gruby tom „Więzi” kupić!

13:27, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
wtorek, 20 czerwca 2017
Bogactwo prostoty, hojności

2 List do Koryntian 8,1-2
„Donosimy wam, bracia, o łasce Bożej, jakiej dostąpiły Kościoły Macedonii, jak to w dotkliwej próbie ucisku uradowały się bardzo i jak skrajne ich ubóstwo zajaśniało bogactwem prostoty.” A może „ich hojności”, jak przełożyli trzej moi znawcy Pisma? Dosłowne tłumaczenie ks. Remigiusza Popowskiego i Michała Wojciechowskiego ma tu podobnie jak Tysiąclatka „prostotę”. Spróbuję jednak biblistów pogodzić. Prostota i hojność to czasem jednak prawie to samo. Bo przecież można być na przykład pięknym, choć mało czymozdobionym, bo mamona nie zdobi, raczej prostoty bogactwo, i można być wtedy jakoś hojnym, jak tamta uboga wdowa ze swoim grosikiem.

12:43, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
Dola nasza chrześcijańska

Wpis na poniedzialek 19 czerwca
2 List do Koryntian 6,4-10
„A we wszystkim uważamy się za sługi Boga: w wielkiej cierpliwości, w udrękach, w potrzebach, w uciskach, w chłodach, w więzieniach, w rozruchach, w trudach, w nocnych czuwaniach, w postach, w czystości, w poznaniu, w wielkoduszności, w dobroci, w Duchu Świętym, w miłości nieobłudnej, w mówieniu prawdy, w mocy Bożej; przez oręż sprawiedliwości w prawej i lewej ręce, przez chwałę i hańbę, przez zniesławienie i dobrąsławę – jako zwodziciele i prawdomówni, jako nieznani i znani, jako umierający i oto żyjemy, jako karceni, a nieuśmierceni, jako zasmuceni, a zawsze radośni, jako ubodzy, a wzbogacający wielu, jako nic nie mający, a posiadający wszystko.”
(Ekumeniczny Przekład Przyjaciół)
Paweł bywa pisarzem znakomitym. Kojarzy mi się ciągle raczej z długimi i skomplikowanymi zadaniami, a tutaj prawie poezja, jak w sławnym hymnie o miłości. Dola nasza dzisiaj nie tak dramatyczna, jak w on czas, choć czasem ktoś się z nas pośmieje, bośmy wiary innej albo i bez wiary. Ale nawet gdy bywa nielekka, bądźmy mężni.

12:41, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
niedziela, 18 czerwca 2017
Katoliku, lituj się! Zakonnica o niektórych księżach

Ewangelia Mateusza 9,36-10,8
„Jezus, widząc tłumy, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owe nie mające pasterza. Wtedy rzekł do swych uczniów: - Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo. Wtedy przywołał do siebie dwunastu swoich uczniów i udzielił im władzy nad duchami nieczystymi, aby je wypędzali i leczyli wszystkie choroby i wszelkie słabości.”
No cóż, mamy być takimi robolami. Jezus nie dał nam takiej władzy? Owszem dał, choć nie tak nadzwyczajną. Można przecież leczyć ludzi znękanych życiem przez zwykłe dobre słowo i jakąś pomoc materialną. Niedoceniana jest działalność kościelnej Caritas, o której teraz trochę głośniej, bo zmienia się jej dyrektor: dotychczasowy, ks. Marian Subocz, odchodzi po dwóch kadencjach. A mówił w rozmowie radiowej, że Polacy są bardzo ofiarni, nie tylko w datkach pieniężnych, także w pracy organizacyjnej. Co mogę potwierdzić, widząc arcydzielną panią z mojej parafii, która dziękuje za każdy banknot, jakby miał iść do jej własnej kieszeni. Nie jest zatem z nami najgorzej. Tylko dzika polityka antyuchodźcza obecnego rządu psuje nas intelektualnie i moralnie, strasząc grozą islamskiego terroru. Owszem, religia ta przeżywaduchowy kryzys, jej prominenci za słabo tłumaczą, że ISIS to nie Koran – ale mogą tamto utożsamienie krytykować także sami działacze partyjni przyznający się do katolicyzmu manifestacyjnie. Wolą kierować się niewolniczo słupkami poparcia i nie odcinać się od ksenofobów coraz potężniejszych.
Teraz coś z periodyków katolickich. Numer czerwcowy „W drodze” jak zwykle znakomity. Na wstępie rozmowa wicenaczelnej Katarzyny Kolskiej z siostrą Jolantą Olech, urszulanką szarą. Zakonnica prominentna, w różnych władzach od dawna, mówi o stosunku księży do zakonnic szczerze, a mocno: „Znam wielu wspaniałych duchownych, ale muszę pani powiedzieć, że w moim życiu spotkałam też sporą grupę księży, głównie zakonników, których szanuję, dlatego, że należy szanować kapłana, ale po ludzku wielu z nich to dorastającechłopaczki zapatrzone w siebie, w swoje potrzeby i w swoją wielkość”, a na siostry zakonne wygadujące. Antyfeminizm niejeden ma wyraz.

18:17, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
Czy Pan Bóg może się gniewać?

Wpis na sobotę 17 czerwca 2017 r.

Psalm 103,8-9
„Miłosierny jest Pan i łaskawy,
nieskory do gniewu i bardzo cierpliwy.
Nie zapamiętuje się w sporze,
Nie płonie gniewem na wieki”.
My dzisiaj myślimy sobie, że to i tak jednak teologiczny antropomorfizm, bo Bóg nie gniewa się w ogóle i nie spiera się z człowiekiem, jakby sam był mu podobny. Oraz jest nawet miłosierny nieskończenie, choć z innych słów niektórych ksiąg biblijnych nie wynika to bynajmniej.

18:17, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
piątek, 16 czerwca 2017
Nie cudzołóż. Dyskusja nad adhortacją Franciszka rozwija się

Ewangelia Mateusza 5,27-32
Perykopa na temat cudzołóstwa. Słowa radykalne, język ostry, prorocki: „Słyszeliście, że powiedziano: «Nie cudzołóż». A ja wam powiadam: każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa. Jeśli więc prawe twoje oko jest ci powodem do grzechu, wyłup je i odrzuć od siebie”... Potem zaraz zakaz rozwodów jako dopuszczenie do cudzołóstwa, choć „z wyjątkiem przypadku rozpusty”, co bywainterpretowane różnie: w Kościele prawosławnym jako pozwolenie na rozwód w przypadku cudzołóstwa, w rzymskokatolickim jako odniesienie do przypadku małżeństwa faktycznie nieważnego (takie bywały w prawodawstwie żydowskim).
Problem dopuszczalności rozwodów stanął w moim Kościele, gdy papież Franciszek otworzył tutaj furtkę w adhortacji „Amoris laetitia” (paragraf 300). Albo nie otworzył jednak, jak tekst dokumentu interpretuje część episkopatów krajowych z kardynałem Muellerem, szefem Kongregacji Doktryny Wiary, także na ogół teraz z biskupami polskimi. Hierarchowie ci uważają, że jest taka możliwość, gdy małżeństwo zostanie uznane za nieważne, co jest zresztą oczywiste, ale też kiedy nowa para małżeńska postanowi zrezygnować z więzi seksualnej. Tego rodzaju egzegeza stanowiska papieskiego wydaje mi się jednak jawnie naciągana: tojest, owszem, warunek postawiony jeszcze w nauczaniu Jana Pawła II, ale już nie przez Franciszka. I tu moim zdaniem dobra, a w każdym razie ważna nowina. Napisałem o niej do jutrzejszego „Magazynu Świątecznego” „Gazety Wyborczej” i tekst felietonu, trochę zmieniony, doklejam usłużnie tutaj.
Podpada Franciszek prominentom kościelnym potężnie, bo krytykuje ich prawie jak Luter, tu swego imiennika z Asyżu zupełnie nie przypomina. Karci ich ogólnie, nie po nazwisku, ale mocno. Tak zresztą, jak i możnych świata pozakościelnego. Łagodny jest natomiast wobec różnych maluczkich, strapionych życiem, które się nie wiedzie. Nic dziwnego, że możni go nie lubią. Osobliwie ci z jego Kościoła. Najbardziej jednak obruszył obrońców wszystkiego, co stare, kiedy zabrał się do spraw doktrynalnych w tamtej swojej adhortacji. I tu się zaczęło. Czterej kościelni dostojnicy, a potem i inni krytykują Franciszka ostro. Kardynał Mueller nieośmiela się jawnie polemizować z papieżem, interpretuje zatem dokument papieski po swojemu, deprecjonując inne opinie. Można i tak.
Ale dzisiaj sytuacja wygląda inaczej. Papieża wziął w obronę kardynał kurialny Francesco Coccopalmerio, poniekąd też urzędowy ekspert od tej tematyki, ponieważ przewodniczący Papieskiej Rady Tekstów Prawnych, a w końcu jest to sprawa tak moralna, jak i prawna, ponieważ obie chodzą tutaj w parze. W niewielkiej książeczce, wydanej także już u nas, bo dołączonej do nowego numeru niezawodnego „Tygodnika Powszechnego”, autor szczegółowo analizuje papieską adhortację, jej kontrowersyjny rozdział ósmy, pokazując tamtejszy sposób rozumowania. Główne tezy tego kardynała są chyba takie. Ideał katolickiego małżeństwa różni się bardzo od innych związków tego rodzaju, nie znaczy to jednak, że tamte są moralnie nic niewarte. Ważna jest zasada stopniowalności w ocenie ludzkich działań, także w tym sensie, że człowiek może rozwijać się moralnie stopniowo.
Nieraz jest tak, że nie jest w stanie przyjąć obecnie za swoją jakiejś normy moralnej, czyli jest tak, jakby jej w ogóle nie znał, a więc nie żyje w stanie grzechu ciężkiego. A co do warunku, żeby małżeństwo nie było ciężko grzeszne tylko wtedy, jeżeli obywa się bez seksu, kardynał tłumaczy, że taka abstynencja powoduje brak pewnych przejawów intymności i zagraża praktycznie małżeńskiej wierności. Mnie się wydaje wręcz, że zagraża istocie tego związku, który jednak przecież polega na pełnej relacji seksualnej. Nie tylko na niej, ale bez niej to chyba nie jest właściwie małżeństwo.
Zastanawiam się, w jakiej sytuacji jest obecnie mój rzymskokatolicki Kościół, bardzo podzielony. Współczuję Franciszkowi, który ma go głowie. Niemniej głowę ma mocną, umie rządzić. Dobiera sobie, chociaż powoli, współpracowników myślących podobnie jak on. Albo odsuwa ich, gdy myślą zgoła inaczej: to przypadek mocno konserwatywnego kardynała Reymonda Burkego, którego Franciszek odwołał ze stanowiska prefekta ważnegowatykańskiego Trybunału Sygnatury Apostolskiej już w 2014 roku. Otóż powiada się, że to właśnie on stał faktycznie na czele tamtego pierwszego ataku na papieską adhortację.
Wszystko pasuje.

13:23, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
czwartek, 15 czerwca 2017
Boże Ciało, jedno ciało

1 List do Koryntian 10,16-17
„Kielich błogosławieństwa, który błogosławimy, czyż nie jest udziałem we Krwi Chrystusa? Chleb, który łamiemy, czyż nie jest udziałem w Ciele Chrystusa? Ponieważ jest jeden, przeto my, liczni, tworzymy jedno ciało. Wszyscy bowiem bierzemy z tego chleba.”
Dzisiaj rzymskokatolickie święto zwane potocznie Bożym Ciałem, bardziej oficjalnie uroczystością Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa. Na ulicach i drogach manifestacje wiary, że pod postacią chleba (opłatka lub prawosławnej prosfory) i wina gronowego jest obecny zmartwychwstały Jezus Chrystus. I chociaż tego rodzaju procesje są zwyczajem wyłącznie katolickim i sama ta wiara jest różnie interpretowana w różnych wyznaniach chrześcijańskich, to jednak tak właśnie chrześcijanie wierzą. Skąd ów dziwny pomysł?Wywodzi się poniekąd z judaizmu, bo nasza religia jest jakby córką tamtej. Ciało i krew to w starożytnej antropologii żydowskiej cały człowiek. Zarazem chleb (maca) i wino były i są elementami spożywczymi żydowskiej wieczerzy szabatowej. W chrześcijaństwie tamten posiłek został swoiście przekształcony w sakrament, w którym więzią łączącą uczestników jest Bóg i człowiek w jednej osobie.
Jeżeli jednak jest tak rzeczywiście, jeżeli jest to wspólnota, czyli komunia, tak mocno zespolona, to powinno być to jakoś widoczne. A ja widzę raczej podczas nabożeństw i owych procesji ludzi modlących się, pobożnych na pewno, zjednoczonych jakoś duchowo z Bogiem, ale czy także między sobą? „Przeto my, liczni, tworzymy jedno ciało”? Chyba jednak ciała nieraz bardzo liczne, ale i bardzo osobne duchowo. Komunizm dzielił, nie łączył, ale zapytam może nietaktownie, czy aby na pewno najświętsza komunia łączy nas bardzo mocno.

19:04, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
Litera i Duch, ale...

Wpis na środę 14 czerwca 2017 r.

2 List do Koryntian 3,6
„Litera bowiem zabija, Duch zaś ożywia”.
Święte słowa, co więcej, skrzydlate: to jak przysłowie prawie, choć tylko bibliści pamiętają, kto tak kiedyś napisał. Problem jednak w tym, że litera to coś raczej materialnego, Duch zaś ze swej istoty zgoła duchowy jest, czyli jak wiatr (po grecku też „pneuma”) nieuchwytny właśnie. Literalne rozumienie tekstu uchodzi za głupawe, a czasem i wredne, bywają jednak sytuacje, na przykład przy tekstach prawnych, kiedy nie wiadomo ponad wszelką stronniczość, w każdym razie nie od razu, po czyjej stronie sporu wieje Duch Święty, a nie ów wręcz przeciwny. No cóż, ten pierwszy wieje tam, gdzie chce, ale nie ogłasza całemu światu, gdzie wieje, a gdzie nie. Zachowuje się właśnie, jak Bóg – jest Bogiem jednak ukrytym, jakGo określił klasyk. Już łatwiej nam bywa z Jego odpowiednikiem meteorologicznym, bo tego przynajmniej możemy utożsamić na własnym ciele.

19:04, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 13 czerwca 2017
Świecić nie jedną zapałką

Ewangelia 5,13-16
Mamy być solą ziemi i światłem świata. Któż zaprzeczy, że to wymóg wynikający z ludzkiej godności, przez to jednak zgoła ogromny. Perykopa kończy się: „Tak niech wasze światło jaśnieje przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie”. Na to jednak nasza działalność oświetleniowa nie może być taka, jaka bywa, gdy elektrownię nagle trafi szlag.

14:15, jan.turnau
Link Komentarze (18) »
Archiwum