Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
piątek, 12 stycznia 2018
Czy Jezus bluźnił?

Ewangelia Marka 2,1-12
Uzdrowienie paralityka. Nie oburzyło to może kilku uczonych w Piśmie będących tego świadkami, ale już słowa Chrystusa: „Dziecko, odpuszczone są Twoje grzechy” uznali za bluźnierstwo, bo tylko Bóg może odpuszczać grzechy. Wtedy Jezus uzdrowił tego człowieka fizycznie, okazując w ten sposób bardziej empirycznie swoją moc nadziemską w ogóle: „Żebyście wiedzieli, że Syn Człowieczy ma władzę odpuszczania grzechów”. Coraz trudniej Mu było ukrywać Jego moc mesjańską.

14:14, jan.turnau
Link Komentarze (14) »
czwartek, 11 stycznia 2018
Sekret mesjański. Sekret kobiecy

Ewangelia Marka 1,40-45
Uzdrowienie trędowatego. Mamy tu, tak jak i wczoraj, surowy zakaz rozpowiadania o takim cudzie. U Marka podobnych Jezusowych wezwań do dyskrecji jest szczególnie dużo. Bibliści głowią się nad tym tematem, tak zwanym sekretem mesjańskim, niechęcią Chrystusa do przedwczesnego ujawniania Jego misji. Była ona zresztą całkiem inna niż ta z najczęstszych wyobrażeń narodu, który stracił niepodległość, tamta po prostu polityczna. Co do mnie, myślę, że trudno się dziwić, iż nie śpieszyło Mu się do konfliktu z ówczesną żydowską władzą, wiedział, czym to musi się skończyć. Na ludzkiej zaś sławie Mu nie zależało, egocentrykiem nie był.
Teraz coś aktualnego. Nie zajmuję się tu polityką, zmian w rządzie nie skomentowałem, ale kwestia aborcji to jednak coś trochę innego, choć ochrona przyrody i naszego zdrowia to też nie problemy moralnie neutralne. O tak zwanym uprzejmie przerywaniu ciąży pisałem także tu nieraz, wypada mi jednak przypomnieć syntetycznie, co w tej ciężkiej sprawie myślę. Otóż jestem za tak zwanym kompromisem prawnym, bo prawo to jednak nie etyka, choć jego niedoskonałości widzę. Niedoskonałość niemała to fakt, że pojęcie ciężkiego uszkodzenia płodu nie jest w praktyce jasne. Jak powiedziała jedna z dyskutantek w Radiu TOK FM, choroba Downa ma różne oblicza: są to dzieci niemal samodzielne, ale i inne, niezdolne do żadnej samoobsługi. Pomijam tu inne pytania: czy dziecko zaistniałe w wyniku gwałtu jest temu czynowi jakkolwiek winne albo czy płód ludzki różni się jakoś „ontologicznie”, zasadniczo od dziecka , co się już urodziło. Jednocześnie jednak podkreślam bardzo mocno,że głos kobiet liczy się tutaj jakby też „ontologicznie” od naszego męskiego. Nie przymierzając, tak jak w sprawie zniesienia niewolnictwa głos niewolnika od poglądu jego posiadacza.

12:43, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
środa, 10 stycznia 2018
Opętanie to choroba psychiczna czy duchowa? Czy szatan w ogóle istnieje? Teologia Joanny Święcickiej

Ewangelia Marka 1,29-39
Jezus uzdrawia. Nie tylko teściową Szymona Piotra, także wielu innych chorych oraz opętanych. Mamy zatem tutaj problem kwalifikacji owych stanów psychicznych czy jednak właśnie duchowych: jak interpretować tamte zjawiska niezwykłe. Jako jakoś „naturalne” czy to rzeczywiście ataki jawnie szatańskie. manifestacje złego ducha, choć robi on przecież podobno wszystko, by zamaskować swoje działanie. Tu zresztą demony głoszą chyba wiarę w Niego: „nie pozwalał im mówić, ponieważ Go znały”. W tejże ewangelii (5,1-20) mamy opowieść o opętanym, który „gdy z daleka zobaczył Jezusa, przybył, oddał Mu pokłon i głośno zawołał: - Czego chcesz ode mnie, Jezusie, Synu Boga Najwyższego?”. Przedstawił się: ”Na imię mi Legion, bo nas jest wielu”.
U Mateusza (8,34) opętanych jest tutaj dwóch, u Łukasza (8,27-39) też aż Legion. Pasuje tutaj poniekąd mój felieton, który napisałem do „Magazynu Świątecznego”.
Głośne myślenie. Konwertytki teologia własna
Ludzie przychodzą do Kościoła i odchodzą. Ruch taki jest w ogóle rozmaity. Ludzie zmieniają kościoły z małej litery, odchodzą ze swoich parafialnych, bo w nich bardzo niemądrze, i jeżdżą do innych, gdzie proboszcz świetny. Zmieniają wspólnoty wyznaniowe, ostatnio słyszałem o przenoszeniu się z rzymskokatolickiej do ewangelickiej, bo w tej pierwszej nie da się wytrzymać myślowo. No i niektórzy wybierają chrześcijaństwo.
Konwersje z islamu, judaizmu? Owszem, również, ale też z ateizmu, scjentyzmu czy jak nazwać religijną niewiarę.
Joanna Święcicka, doktor habilitowana matematyki, przyjęła chrzest lat prawie czterdzieści mając, trójkę dzieci i męża zresztą z rodziny katolickiej. No i ona sama z rodziny niewątpliwie komunistycznej, córka członka Biura Politycznego KC PZPR, wicepremiera Eugeniusza Szyra. Z rodziny niewątpliwie żydowskiej, ale dowiedziała się o tym późno i nie miało to żadnego znaczenia religijnego.  Przypadek to jednak dla mnie szczęśliwy i nie bardzo dziwny, bom sam co prawda nie konwertyta z czegokolwiek, z rodziny katolickiej i sam zawsze rzymski katolik, może nie zawsze prawowiernie myślący (o czym dalej), ale nawet „etatowy katolik”, jak mnie podobno nazywał Władysław Bartoszewski, gdym pisał o Kościele w katolickiej w ogóle „Więzi”.
Dziw to nawet nie nad dziwy, że Joanna swój nowy pogląd na Boga i stworzony przezeń świat jakoś sobie samej uporządkować myślowo, wytłumaczyć chciała. Ma talent pisarski, więc robiły się z tego swoiste eseje religijne. Gdybym jednak ja sam miał coś takiego w szufladzie, zainteresowałbym tym jakieś wydawnictwo religijne, ale ona się z tym nie śpieszyła. Dopiero gdy pokazała te swoje „pisanki” przyjaciołom, namówili ją, żeby nie chowała ich pod korcem. Tak powstała ciekawa także edytorsko (okładka!) książka pod tytułem „Listy do nieznanego przyjaciela” (Wydawnictwo WAM, Kraków). Czy nie grzeszy autorka tak zwaną nadgorliwością konwertyty? Czy jest to rzecz warta polecenia ludziom, których w wierze chrześcijańskiej to i owo uwiera, nie mówiąc o strukturach i personach? Oni wolą przecież, żeby były jakieś znaki zapytania, jeżeli nie polemika, krytyka. Otóż Joanna nie Jonasz, ale przyznaje się na przykład do tego, że diabeł nie jest w jej teologii potrzebny. Zły jest sam człowiek, choć zło, które tworzy, „nabiera swoistego rodzaju samodzielnego bytu, alienuje się od swojego twórcy i potrafi działać na zasadzie swoistego rezonansu: może wzmacniać możliwość dokonywania złych wyborów przez innych ludzi”. 
Mnie jednak gnębi co innego, bo jak mi powiedział kiedyś Adam Michnik, łatwiej uwierzyć w istnienie diabła niż Boga. Jak pogodzić Boga jako Miłość z jego Opatrznością, stworzeniem kosmosu potwornego (jedno nieustanne tsunami) i takiegożczłowieka? Ale tu już znowu napisałem o mnie, dosyć tego egocentryzmu, ma być o książce, którą mocno polecam! I dziękuję WAM, że dał ją nam! Amen!
Jonasz

14:25, jan.turnau
Link Komentarze (20) »
wtorek, 09 stycznia 2018
Ten, który ma władzę - czyli powieściowy David

Ewangelia Marka 1,21-28
„I tak weszli do Kafarnaum. W najbliższy szabat poszedł do synagogi i nauczał. Jego nauczanie całkowicie zbiło z tropu słuchaczy. Nauczał bowiem jako obdarzony pełnomocnictwem, a nie jak znawcy Pism.”
To nasz EPP, tłumaczenie moich trzech biblistów trzech wyznań, cytuję je, by zareklamować ich pomysłowość, ale to, którego tutaj na ogół używam, czyli Biblia Tysiąclecia, też jest oczywiście cenne: „Uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie, jak uczeni w Piśmie”. Rzecz jest w tym, by oddać sens słów Ewangelii: Jezus miał, choć pewnie nie od samego urodzenia (Łk 2,40), świadomość swojej osobowej odrębności od innych ludzi, zupełnie innej Bożej misji. Literackie Jego echo, David z powieści J.M. Coetzeego „Lata szkolne Jezusa”, o której napisałem wczoraj i której lekturę polecam najmocniej wszystkim zainteresowanym Biblią i wiarą chrześcijańską, też właśnie jest władczy, postępuje zawsze po swojemu, przewodzi swoim kolegom, dziwi się przybranemu ojcu, że go nie rozumie. Poza tym jednak przypomina Jezusa występując w obronie wszystkich, którym los nie sprzyja. Tak kaczek, w które inny chłopak wali kamieniami, jak i jakiegoś mordercy potępianego przez wszystkich. Premiera polskiego tłumaczenia dzieła noblisty 31 stycznia (Znak, tłumaczenie Mieczysława Godynia ), mam nadzieję, że nie za dużo o niej napisałem, odbierając Czytelniczkom i Czytelnikom przyjemność własnego zgadywania autorskich zamiarów.

21:04, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 08 stycznia 2018
Jak ich łowić? Powieść noblisty: „Lata szkolne Jezusa”

Ewangelia Marka 1,14-20
Powołanie rybaków naczelnych: Szymona i Andrzeja oraz drugiej pary braci, czyli Jakuba i Jana. Do dwóch pierwszych Jezus powiedział, żeby poszli za Nim, a uczyni ich rybakami ludzi, oczywiście jednak poszła cała czwórka i zmienili asortyment. Rozpoczęli z czasem sami nowy rodzaj połowu, który się niewątpliwie jakoś udał, chrześcijaństwo stało się religią światową i wciąż statystycznie największą, ale zaraz za nią pędzi islam i może ją przegonić. Poza tym w owym wyścigu są jeszcze inne rodzaje wiary, powiedzmy może jednak, że światopoglądu: pooświeceniowy ateizm, agnostycyzm oraz mniej świadomy wybór, czyliobojętność w mniej przyziemnych sprawach. Problem jest dla chrześcijaństwa globalny, ale dla polskiego również. Szczególnie dla wyznania, które jest nieporównanie liczniejsze: rzymskokatolickiego. Otóż liczba tych, którzy bardziej formalnie przyznają się do Kościoła rzymskokatolickiego, czyli uczestniczą w mszach niedzielnych, powoli raczej spada. Nie jest to chyba proces, którego nic nie może choć trochę hamować. Jak? Oto jest pytanie fundamentalne.
Przeczytałem powieść jakby na ten temat. Noblisty, pisarza południowoafrykańskiego, J.M. Coetzeego, która w tłumaczeniu polskim „Znaku” nazywa się „Lata szkolne Jezusa”. Imię to w tekście książki nie pada, ale nie trudno się domyślić, że taki tytuł to nie przypadek. Tajemniczy chłopiec David to przecież jakoś bohater również Ewangelii. A cała powieść jest jakby „paraapokryfem” czy też jednym wielkim pytaniem, czy istnieje coś poza tym, co da się zobaczyć zwykłym „szkiełkiem i okiem”.

13:05, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
niedziela, 07 stycznia 2018
Kto ma kogo ochrzcić?

Ewangelia Marka 1,7-11
W Kościele moim dzisiaj niedziela Chrztu Pańskiego. W poleconych na dzisiaj przez mój Kościół wersetach czytamy o samym chrzcie w naszym przekładzie trzech biblistów trzech wyznań (EPP): „Jan zanurzył Go w Jordanie”, gdzie indziej raczej mniej dosłownie, tradycyjnie, religijnie: „ochrzcił”. U Mateusza mamy tutaj również spór dwóch wielkich ludzi, kto kogo ma ochrzcić. Jan uważa, że to on powinien być przez Jezusa ochrzczony, ale ustępuje, bo Jezus wytłumaczył mu, że „trzeba, abyśmy wypełnili wszelką sprawiedliwość”. O co tu chodzi? Biblia Poznańska: „To plan zbawienia, według którego Jezus, choćprzewyższał Jana, miał przyjąć chrzest z jego rąk”. Ale był to na pewno też znak pokory po prostu.

22:29, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
sobota, 06 stycznia 2018
Przybieżeli do Betlejem...

Ewangelia Mateusza 2,1-12
Uroczystość ogólnochrześcijańska, starsza od Bożego Narodzenia, zwana potocznie świętem Trzech króli, oficjalnie jednak Epifanią, wspominaniem Objawienia Pańskiego. Według tej ewangelii bowiem, Chrystus wtedy objawił się światu pozażydowskiemu w osobach mędrców ze Wschodu (ewangelia nie mówi, że ich było trzech). Napisało mi się o nich taką kolędę, oczywiście na melodię tej o pasterzach.
„Przybieżeli do Betlejem królowie,
lecz nie mieli żadnych koron na głowie,
w głowach mieli za to coś przedziwnego:
szukać chcieli króla najprawdziwszego.
Okazał się on dzieckiem malusienieczkim,
bez purpury, bez złota, jakby był nikim.
Ale oni sami głupi nie byli,
sedno władzy królewskiej wnet zajarzyli.
Mędrcami bowiem byli, nie monarchami.
Pokłon złożyli Dzieciątku wraz z pasterzami.
Chwała na Wysokości, chwała na Wysokości,
a pokój na ziemi”.
Podaję teraz trochę wiadomości biblistycznych. Podstawowy problem egzegetyczny swoisty: jest to tak zwany midrasz, opowieść raczej nie w dzisiejszym rozumieniu historyczna czy też jednak owi magowie przybyli do Betlejem rzeczywiście? Nie jestem dzisiaj nastawiony teologicznie, naukowo, nie zreferuję obszerniej rozważań na ten temat papieża Benedykta XVI jako teologa w jego książce „Jezus z Nazaretu. Dzieciństwo”. Przychyla się on wyraźnie do odpowiedzi drugiej, ale pozostawia kwestię otwartą (w przeciwieństwie do dziewiczego poczęcia Jezusa, którą uważa za definitywnie zamkniętą, chociaż teologowie nie są tu jednomyślni). Ja tu tylko wskażę na nierzadką w Ewangelii Mateusza krytykę ówczesnej władzy żydowskiej: od samego początku Jezus wydawał się jej zagrożeniem, co widać w wersecie Mateuszowym (2,3), że „usłyszawszy to, Herod zadrżał i cała Jerozolima z nim”: przecież nie jej zwyczajni mieszkańcy.

18:17, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
piątek, 05 stycznia 2018
Każdy ma swoje Nazaret... O Janie Karskim dzieło kolosalne!

Ewangelia Jana 1,46
Natanael (gdzie indziej, w ewangeliach i Dziejach Apostolskich Bartłomiejem zwany) wątpi, że z Nazaretu może być coś dobrego. No bo to taka zapadła mieścina. Niestety prawie każdy z nas ma swoje Nazaret, symbol środowiska godnego lekceważenia. Ale „errare humanum est”...
Wpis króciutki, więc może nie zmęczę Czytelniczki i Czytelników dołączeniem pliku z przyszłym felietonem Jonasza.
Głośne myślenie. Jak się stawał Janem Karskim
Jonasz
Piszę tutaj o różnych książkach, chwalę je na ogół, zawsze siebie, że je przeczytałem. Dzisiaj pochwalę jedno i drugie maksymalnie. Przeczytałem (nie przekartkowałem!) dwa tomy dzieła, liczące sobie w sumie stron druku z górą dwa tysiące! Żaden ksiądz mi tej lektury nie zadał za „pokutę”, „Wyborcza” też nie kazała przeczytać, zrobiłem to pędzony własną czytelniczą ciekawością. Olbrzymia rzecz Waldemara Piaseckiego (Wyd. Insignis”) pod tytułem „Jan Karski. Jedno życie. Kompletna opowieść.”, jest pełna wiedzy historycznej, a czyta się ją jednym tchem. Owszem, zasługa to formy pisarskiej pomysłowo potrójnej. Opowieść obszerna o życiu Jana Kozieleckiego, co stał się Janem Karskim, przez jego długoletniego sekretarza i przyjaciela napisana została beletrystycznie pasjonująco, a inkrustowana jest bogato. Informacjami biograficznymi o ludziach, co się znaleźli na życiowej drodze naszego bohatera, najważniejsze jednak, że jego własnymi wypowiedziami podyktowanymi autorowi, wyróżnionymi stosownym znakiem graficznym.
Teraz co do treści dzieła. Wydała mi się pasjonująca trochę dlatego, żem w dziedzinie historii ciągle trochę laik. Także jednak stąd, że jest to biografia. Dzieje Polski pod niemiecką okupacją widziane są oczami kogoś, kto wtedy tkwił głęboko w strukturach Państwa Podziemnego. Wędrował po mało znanej sobie Warszawie (pochodził z Łodzi), niemal zawsze sterowany przez łączniczki. Trudno sobie taką ostrożność wyobrazić nawet mnie, cóż dopiero dzisiejszym Polakom przed osiemdziesiątką. Trudno sobie również wyobrazić rodakom młodszym ode mnie ojczyznę tamtoczesną. Maltretowaną przez Hitlera i Stalina, a jakże, ale w tej niedoli bynajmniej nie zjednoczoną. Dzisiejsze określenie „dwa plemiona” pada w książce w odniesieniu do tamtych czasów. Janek Kozielecki pochodził z rodziny piłsudczykowskiej, więc dopóki nie wyjechał służbowo do Londynu, było mu już przyciężko, ale potem gorzej. Oczywiście też źle jeszcze później: w Nowym Jorku i Waszyngtonie. Nie zajmował się przecież tylko tragedią Zagłady, choć w tej roli przeszedł do historii potocznej: walczył w obronie całej ojczyzny, polskiej, ukraińskiej, żydowskiej. Nie zginął, odbity szczęśliwie z rąk Gestapo, nie został także zastrzelony przez własnych towarzyszy broni (jeden z nich powiedział mu szczerze, że mu to groziło, gdyby było pewne, że załamał się i „kabluje”), ale życiorys miał oczywiście bohaterski. Zdał egzamin celująco także z dojrzałości politycznej i ogólnej. Legendarny Jan Karski dopiero pod koniec wojny skończył trzydzieści lat! O trzeciej części „Jednego życia” jest w przygotowaniu tom trzeci, po „Madagaskarze” i „Inferno” (tak się nazywa ten drugi, zaprawdę adekwatnie: było to piekło) - „Manhattan”. Bo przecież za oceanem przeżył ogromną większość swego życia niewątpliwie niezwykłego.

15:18, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
czwartek, 04 stycznia 2018
Kefas, czyli Piotr

Ewangelia Jana 1,42
Na scenie tej ewangelii pojawia się po raz pierwszy najważniejszy apostoł, czyli Piotr. Jego brat Andrzej przyprowadza go do Jezusa, a On zmienia mu imię: „Ty jesteś Szymon, syn Jana, ty będziesz nazwany Kefas – co się przekłada: skała” (EPP). Opoka. Po grecku „Petra”, po polsku Piotr. Człowiek duchowo mocny, na którym można się oprzeć, przywódca. Czytamy z kolei u Łukasza: „Szymonie, Szymonie, oto szatan domagał się, aby was przesiać jak pszenicę, ale ja błagałem za tobą, aby wiara  twoja nie ustała, i ty, kiedy się nawrócisz, umacniaj braci swoich” (EPP). Czyli to nie znaczy, że nie grzesznik, miał się z czego nawracać, zaparł się Jezusa przecież, a niektórzy biskupi rzymscy jako jego następcy zapierali się Go grzechami ciężkimi najróżniejszymi – ale po hulankach renesansowych przyszedł czas duchowego dorastania, właśnie nawracania się: mamy od dłuższego czasu papieży klasy moralnej ogromnej.

13:07, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
środa, 03 stycznia 2018
Imię nad ludzkie imiona

Ewangelia Jana 1,29-34
Co prawda, używane jest do dzisiaj przez zwykłych śmiertelników, najczęściej w Hiszpanii, u nas jednak prawie przez nikogo. Uchodziłoby to za duże dziwactwo, leciutko bluźniercze albo, przeciwnie, dewocyjne swoiście. Choć właściwie Jezus powinien być patronem każdego człowieka, jeśli przez wybór patrona rozumie się chęć naśladowania go. A piszę dzisiaj o tym imieniu niezwykłym, bo Kościół mój wspomina je liturgicznie. Dopiero dzisiaj. Kiedyś wspominaliśmy je ósmego dnia po Bożym Narodzeniu, czyli w tak zwany po świecku Nowy Rok. Dzień ten nazywał się pierwotnie nawet, zgodnie z Ewangelią Łukasza, pamiątką Obrzezania Pańskiego, potem Imienia Jezus, teraz zwie się maryjnie. W dzisiejszym tekście czytamy bezpośrednio o Janie Chrzcicielu, ale o jego świadectwie, że Jezus jest Barankiem Bożym, który gładzi grzech świata, Synem Bożym. Niemniej miło mi czytać o nim także dzisiaj, to, że on jest ciągle na biblijno-liturgicznej tapecie. Czuję się, jak bym był u prawosławnych, którzy czczą go w każdy wtorek.

11:25, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
wtorek, 02 stycznia 2018
Głos wołającego na puszczy

Ewangelia Jana 1,19-28 
Słowa Jan Chrzciciela: „Jam głos wołającego na pustyni: - Prostujcie drogę Panu” padają w Janowym świadectwie, że Jezus jest Barankiem Bożym, Bożym Synem, który nie chrzci wodą, jak on, ale Duchem Świętym. Nie jest Mesjaszem ani nawet prorokiem. Jest właśnie tylko głosem rozlegającym się na pustyni, przygotowującym przyjście Chrystusa. Lokalizacja Janowego głosu na owym pustkowiu (nie na pustyni piaszczystej, po prostu na miejscu bezludnym) zaznacza jego pustelnictwo, a nie to, że było nieskuteczne. Sens takowy nadawała jednak owemu umiejscowieniu, sugerując brak słuchaczy, niektóra potoczna interpretacja; zresztą w wersji „wołanie na puszczy”, pochodzące z Biblii Wujka czy z przekładu jeszcze wcześniejszego, powstałego w czasach, gdy podobnym olbrzymim bezludziem były pokrywający Polskę lasy.

13:19, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 01 stycznia 2018
Nie jesteśmy niewolnikami! Znakomita "Więź" zimowa! Światło dla zupełnie wszystkich

List do Galatów 4,4-7
Ewangelia Łukasza 2,28-32
Apostoł Paweł imponuje mi zawsze śmiałością myślenia. Powiada w tekście przeznaczonym na dzisiaj, że „Bóg zesłał Syna swego zrodzonego z Niewiasty, zrodzonego pod Prawem, aby wykupił tych, którzy podlegali Prawu, byśmy mogli otrzymać przybrane synostwo. Na dowód tego, że jesteście synami, Bóg zesłał do serc naszych Ducha Syna swego, który woła: - Abba, Ojcze! A zatem nie jesteś już niewolnikiem, lecz synem. Jeżeli zaś synem, to i dziedzicem z woli Bożej”. Fundamentalne słowa! Wynika z nich wizja Kościoła daleka od klerykalizmu. Mamy w sobie Ducha, który kształtuje odpowiednio naszą samo świadomość kościelną. Chodzi o rolę indywidualnego sumienia. Teoretycznie, teologicznie, doktrynalnie zawsze bardzo ważną, praktycznie bardzo długo minimalizowaną. Bardzo śmiało traktuje się ten temat w najnowszym numerze kwartalnika „Więź”. Najpierw jest rozmowa redakcji z historykami Kościoła: czyli Sebastiana Dudy i Zbigniewa Nosowskiego z księżmi Janem Dohnalikiem i Stanisławem Adamiakiem pod sporo mówiącym tytułem: „Historia pokuty, czyli rozszerzanie miłosierdzia”. Potem są artykuły Dudy, Adamiaka oraz jezuity Jacka Prusaka. Ten trzeci można by rzec, że rozwija przedstawioną przez siebie wypowiedź papieża Franciszka, że sumienia nie można mylić ani z ego, które kieruje się własnym zachciankami, ani ze superego, kiedy duchowni zamiast pomagać sumieniom wiernych chcą je zastępować. Niebędący papieżem jezuita akcentuje jednak niebezpieczeństwo stwarzane przez uleganie superego, a niebędący prezydentem RP Duda stawia w tytule swego tekstu pytanie, czy możliwy jest renesans spowiedzi. Chodzi mu oczywiście o tak zwaną spowiedź uszną, przez Franciszka bardzo polecaną. Ja w każdym razie dziwię się tym odważnie, samodzielnie myślącym katolikom polskim, czasem absolwentom studiów teologicznych wręcz, którzy oczekują od spowiednika kierownictwa myślowego, jakby sami nie czuli się na siłach rozstrzygać, co jest grzechem, a co nie. Nie jesteście niewolnikami przecież! A mamy dzisiaj w Kościele rzymskokatolickim uroczystość św. Bożej Rodzicielki Maryi. W dzisiejszym tekście Pawłowym mowa jest o „niewieście”, w pisarstwie wielkiego apostoła jedyna to wzmianka o matce Jezusa. Szczególna cześć dla niej rozwijała się stopniowo.
Na koniec wracam do wpisu piątkowego. Natchniony Duchem Świętym Symeon z Dzieciątkiem na rękach przepowiada, że będzie Ono zbawieniem dla wszystkich ludów, „dla oświecenia pogan i chwały Izraela”. Także dla tego ludu chwały, bo – jak rozumieją już Żydzi dzisiejsi – mądrość Izraela w wersji chrześcijańskiej rozpościera się bardzo szeroko, na świat niemal cały. W wersji coraz szerszej myślowo, bardziej otwartej na inne religie, bardziej ewangelicznej. Alleluja!

10:53, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
niedziela, 31 grudnia 2017
Przeszłość jest przed nami zakryta...

List do Hebrajczyków 11,8
Dzięki wierze Abraham (...) wyruszył, nie wiedząc, dokąd zmierza”. Bóg mu kazał iść z ziemi Ur do tej obiecanej, której zgoła nie znał, my nie znamy w ogóle przyszłości, jest to nasza niewiedza fundamentalna. Przyszłość jest przed nami zakryta... „Zawsze jest inaczej” - takie było powiedzenie księdza Andrzeja Bardeckiego, uroczego redaktora „Tygodnika Powszechnego”, i tak nazywał się książkowy wybór jego artykułów, zrobiony niegdyś przez Janusza Poniewierskiego. Nic na to jednak nie poradzimy, róbmy swoje, jak zawsze, a Pan Bóg, jak chce, nasze kule nosi...
Najlepsze moje życzenia na rok już 2018: niech nie opuszcza nas pogoda ducha, chociaż meteorologia oraz polityka mogą sprzyjać depresji. Chrześcijanin smutny to jednak żaden chrześcijanin!
PS. Czasem, pewnie za rzadko, bywam radosny, nawet tak, że bierze mnie - bom grafoman przecież - ochota rymowania. Na przykład na temat wspaniałej kolędy, jej słów pełnych różnych znaczeń: „Moc truchleje”, napisało mi się takie coś:
„Bóg się rodzi, moc truchleje,
choć się niby nic nie dzieje.
Ale moce jak to moce,
drżą ze strachu całe noce.
Choć więc świat się ciągle chwieje,
my wciąż mamy swą nadzieję.
Doczekamy się wiktorii,
chodzić będziem w jakiejś glorii.
To jednak nie nasze dzieło:
Gloria in excelsis DEO!”
No cóż - Amen!

17:25, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
sobota, 30 grudnia 2017
Dzieckiem w kolebce

Ewangelia Łukasza 2,40
Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim”. Napełniał się Jezus mądrością, czyli nie posiadał jej, mądrości trzydziestoletniego Chrystusa, od samego niemowlęctwa. Apokryfy opowiadały, co chciały, ewangelie kanoniczne trzymają się elementarnej psychologii.

10:55, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
piątek, 29 grudnia 2017
Znak niesprzeciwu

Ewangelia Łukasza 2,35
Oto Ten przeznaczony jest na (...) znak, któremu sprzeciwiać się będą” - powiedział o ofiarowywanym Bogu Dziecięciu sędziwy prorok Symeon. Precyzyjnie jednak mówiąc, Chrystus sam nie był wbrew utartej tradycji słownej znakiem sprzeciwu: nie sprzeciwiał się złu, nie zachowywał się tak jak jego wrogowie, kiedy mu się sprzeciwiali. Raczej zło dobrem zwyciężał – według zasady moralnej sformułowanej potem przez apostoła Pawła (List do Rzymian 12, 21): „Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj”. Ewangelia jest wymagająca przeraźliwie.

17:18, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
czwartek, 28 grudnia 2017
Młodzi męczennicy

Ewangelia Mateusza 2,16
„Herod (...)kazał pozabijać w Betlejem i w całej okolicy wszystkich chłopów w wieku do dwóch lat”. Dla męczeństwa nie ma granicy wieku, także tej dolnej.

23:40, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
środa, 27 grudnia 2017
Piotr opoka, Jan pisarz teolog

Ewangelia Jana 20,2-8
Dziś święto Jana apostoła i ewangelisty. W gronie Dwunastu jeden z najważniejszych. Wraz z bratem Jakubem i oczywiście Szymonem Piotrem stanowili swoiste prezydium tamtego zespołu uczniów: Jezus zabiera ich ze sobą tam, dokąd nie idzie z resztą apostołów: do domu córki Jaira, na górę, gdzie się cudownie przemienił, do ogrodu Getsemani. Raz tylko, jest ich
wtedy czterech, są wraz z bratem Piotra Andrzejem (Mk 13,3). Po zmartwychwstaniu Chrystusa Jan należy z kolei do filarów Kościoła, obok Piotra i Jakuba (chyba nie jednego z dwóch apostołów tego imienia, raczej brata Jezusa, który z czasem stał się Jego czołowym wyznawcą). Natomiast ze swoim bratem Jakubem został przez Jezusa nazwany Synem Gromu (Mk 3,17), chyba dlatego, że chcieli piorunem spalić wioskę samarytańską, która nie przyjęła zmierzających do Jerozolimy. A tekst dzisiejszy opowiada o Piotrze i Janie, jak pobiegli do grobu Jezusa. Widzimy tu chyba charakter obu: Jan przybył tam pierwszy, ale do grobu wszedł dopiero wtedy, gdy uczynił to bez wahania Piotr, urodzony przywódca. Jan był natomiast urodzonym pisarzem, teologiem obok Pawła największym. Prawosławni zwą go Janem teologiem właśnie.

21:12, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
wtorek, 26 grudnia 2017
Szczepan jak Jezus, za nimi pójdą inni

Dzieje Apostolskie 6,8-10; 7,54-60
W Kościele rzymskokatolickim, starokatolickim mariawitów (także w Cerkwi prawosławnej, tyle że w trzeci, nie w drugi dzień uroczystości) wspominamy świętego Stefana, zwanego po polsku Szczepanem. Był to pierwszy po samym Jezusie męczennik spod znaku Ewangelii. Swoim nauczaniem sprowokował Żydów pozajerozolimskich (Libertynów i Cyrenejczyków, i Aleksandryjczyków, i tych, którzy pochodzili z Cylicji i z Azji), choć sam był hellenistą, czyli pochodził z diaspory. O co im chodziło? Po przeczytaniu całej jego mowy, którą opuszcza tekst na dziś przeznaczony, myślę sobie, że chyba najbardziej o tę twardą ich Szczepanową krytykę: „Ludzie twardego karku, nieczułych serc i głuchych uszu, zawsze opieraliście się Duchowi Świętemu, zarówno wy, jak i ojcowie wasi. Którego to z proroków nie prześladowali ojcowie wasi? Zabijali nawet tych, którzy przepowiadali przyjście Sprawiedliwego, a wy Go zdradziliście i zabiliście!”. Prorocka ostra niedyplomatyczność nie sprzyja spokojnemu życiu...

15:00, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 25 grudnia 2017
Słowo ciałem się stało

Ewangelia Jana 1,1-18
W tę uroczystość aż trzy msze, wręcz trzy rytuały liturgiczne różne: w nocy (pasterka), o świcie oraz w dzień jasny. Jeśli nie liczyć mszy czwartej, wigilijnej, w dzień poprzedni, w tym roku niedzielą będący. Na tę liturgię ostatnią przewidziano prolog Ewangelii Janowej. Są tam właśnie słowa o Słowie, które ciałem się stało. Ze Słowem w Polsce jest kłopot, bo jak adekwatnie przetłumaczy na polski grecki termin LOGOS, w znaczenia tak obfitujący? Na przykład Francuzom dużo lepiej, bo mają słówko „mot” oraz pochodzące z łaciny dostojne „Verbe”. Ewangelia Jana użyła pojęcia greckiego, tak potężnego, że może udźwignąć wielkość Bożego Syna. I dodam tylko, że druga część zdania: „i zamieszkało między nami” znaczy w grece dosłownie: „rozbiło namiot wśród nas”. Tak też przetłumaczyliśmy w naszym EPP, przywołując pamięć o życiu koczowniczym albo i namiotowym bagażu podróżnym, używanym, gdy tekst powstawał, w miejscach, gdzie gospody nie było. Rozbiło jednak namiot pośród nas nie na jedną noc tylko: Bóg stał się człowiekiem nie na trochę, na wieki wieków, przebóstwiając nas jakoś, by rzec językiem prawosławnych, uparcie i bez końca.
A w książkowych „Kazaniach krótkich” znakomitego kosmologa, ale i pasterza dusz, ks. prof. Michała Hellera takie zdania na Boże Narodzenie: „Chrystus przychodzący na świat to: - nie skansen
- nie katalog wygodnych przepisów
- nie jeszcze jedna partia polityczna
- nie mdłe zachęty do pobożnego życia.
To siła zdolna zmienić człowieka, byleby tylko zechciał po nią sięgnąć”.

09:16, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
niedziela, 24 grudnia 2017
Niech mi się tak stanie

Ewangelia Łukasza 1,26-38
Znowu scena Zwiastowania: w niedzielę nieraz powtórka lektury z dnia powszedniego (tym razem z środy 20 bm.) Maryja daje się łatwo przekonać, choć wiadomość jest o wiele dziwniejsza niż tamta dla Zachariasza. Co sobie pomyślała, właściwie nie wiemy, czy uczucie zaszczytu przysłaniało zwyczajną obawę, co powie na to Józef, jakie będą plotki tych wszystkich, którzy będą podejrzewać, że to dziecko nieślubne. A dla wszystkich Czytelniczek i Czytelników teraz życzenia świąteczne: pomocy Bożej i ludzkiej we wszystkich sprawach, codziennych i niecodziennych, w te dni i na wieki wieków! Amen!

20:57, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
sobota, 23 grudnia 2017
Jan jest jego imię!

Ewangelia Łukasza 1,57-66
Dziwności w życiu Jana Chrzciciela nie koniec. Urodził się, trzeba było go obrzezać. Rodzice chcą, aby miał takie właśnie imię, co ich krewnych dziwi, bo w tym rodzie się nie zdarzało. Było symboliczne: znaczyło „Jahwe jest łaskawy”. Trzeba wiedzieć, że nakazał je dać anioł Gabriel, zwiastun wydarzeń również w życiu Jana. A gdy zapowiedział jego urodziny jego ojcu Zachariaszowi, ten kapłan nie uwierzył, bo uważał, że jest już na to za stary, żona Elżbieta również. No i za ów sceptycyzm stracił wtedy mowę, teraz ją odzyskał, gdy napisał na tabliczce: „Jan jest jego imię”. A imię było - można powiedzieć - nomen omen. Był - jak matka Jezusa - obdarzony łaską Bożą nad wyraz.

12:52, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
piątek, 22 grudnia 2017
Łuk potężnych się łamie... Miesięcznik „W drodze” o księżach, o celibacie...

Psalm z 1 Księgi Samuela 2,4-5
Ewangelia Łukasza 1,52-53
Dwa hymny dwóch kobiet, matki proroka Samuela i matki Jezusa. Matka tego pierwszego bardzo chciała mieć syna i go wymodliła. Obie wyrażają swoją wielką radość. Matka Samuela: „Łuk potężnych się łamie, a mocą przepasują się słabi. Syci za chleb się najmują, głodni zaś odpoczywają”. Maryja w hymnie „Magnificat”: „Strącił władców z tronu, a wywyższył pokornych. Głodnych nasycił dobrami, a bogatych z niczym odprawił.” Świetne uzasadnienia dla społecznych rewolucji. Ewangelia Łukasza jest bowiem „socjaldemokratyczna”, włożyła Maryi w usta nadzieję dla ubogich, a w starożytnym Izraelu też myślano o ich niedoli. Na szczęście jednak dzisiaj coraz mniej jest chętnych do tego wszystkiego, co zaowocowało tragedią komunistyczną. Niemniej gniew ludu wciąż bywa wielki i grozi każdej dyktaturze, a choćby i rządom autorytarnym, niezależnie od ich koloru.
Lektura: „W drodze”, numer miesięcznika dominikańskiego grudniowy, jak prawie wszystkie bardzo ciekawy. Kilka tekstów pod hasłem ”Ksiądz też człowiek?”. Duchowny niewątpliwy, jezuita Wacław Oszajca pisze tak o swojej grupie społecznej: „ Arogancja, jak wszystkie inne grzechy, bierze się z naszego nienawróconego wnętrza. Z przekonania, że skoro mam święcenia i jestem biskupem, prezbiterem, diakonem, i pełnię taki a taki urząd, tym samym zawsze jestem święty, a to znaczy, że zawsze mam rację. Jestem autorytetem w każdej sprawie. A gdy się zderzę z zanegowaniem mojego autorytetu i nie potrafię obronić zajmowanego stanowiska, wpadam w furię albo usuwam się na z góry upatrzone pozycje i z pogardą spozieram na ludzki motłoch u swoich stóp”. Z tekstu abp. Grzegorza Rysia odnotuję natomiast słowa na temat celibatu, pogląd autora starszego pokolenia, ks. prof. Ignacego Różyckiego, przez Rysia jakby aprobowany. Że Kościół nie powinien znosić celibatu, „bo ten zapis prawny jest znakiem nadziei, jaką ma Kościół wobec Pana Boga, że będzie On dawał Kościołowi mężczyzn, którzy rozumieją sens celibatu. Jeśli Kościół zniósłby takie prawo, to znaczy, że straciłby nadzieję wobec Pana Boga. Jeśliby ją stracił, to znaczy, że zablokowałby się na dar Boży”. Z kolei psychiatra i psychoterapeuta prof. Bogdan de Barbaro: „Gdyby mnie ktoś zapytał, czy lepiej jest utrzymać celibat, czy go znieść, to nie potrafiłbym odpowiedzieć, bo widziałbym zarówno jego zalety, jak i związane z nim trudności. Nie umiem odpowiedzieć na pytanie, na ile w oddaniu się na wyłączną służbę Bogu rodzina pomaga, a na ile jest przeszkodą”. Co do mnie, jestem za celibatem, ale nie jako warunkiem „księżowania”: niech będą także „viri probati”, wyświęcani w wieku dojrzalszym ludzie także żonaci.

15:10, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
czwartek, 21 grudnia 2017
Znowu Jan Chrzciciel...

Ewangelia Łukasza 1,39-45
Teraz o tym, że Maryja odwiedza Elżbietę. Obie spodziewają się dziecka, a to, które urodzi Elżbieta, nadzwyczajne jest jeszcze przed urodzeniem. Oczywiście dziecko Maryi było jeszcze bardziej nadzwyczajne, ale patron mój również przeciętnością nie grzeszył. Napisałem już kilka dni temu, że – jak dziś czytamy – „gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty ją napełnił”. Otóż tenże ewangelista napisał wcześniej owego niezwykłego zdarzenia zapowiedź: że Jan już w łonie matki będzie podobnie napełniony (Łk 1,15). Ogarnęła mnie jednak nagle myśl, że ten językteologiczny musi brzmieć w niejednych uszach bardzo dziwnie, więc myślę nad jakimś przekładem. Może trzeba powiedzieć po prostu, że Jan miał w genach jakąś szczególną zdolność myślową czy raczej właśnie duchową. W każdym razie należy swojego patrona zachwalać i czynię to, ile mogę!

14:39, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
środa, 20 grudnia 2017
Dla Boga nie ma nic niemożliwego. O poglądach biblistów bardzo śmiałych

Ewangelia Łukasza 1,26-38
Zwiastowanie: „Bóg powołał anioła Gabriela do dziewicy poślubionej mężowi imieniem Józef”. Anioł wyjaśnił jej, jak to może się stać, że pocznie i urodzi dziecko, jeśli nie zna męża: znajomość oznacza tu relację seksualną. Biblia Poznańska, zawsze bogata w informacje, także dokładną analizę tekstu, zaznacza, że werset 35 może być interpretowany mylnie. Słowa anioła: „Duch Święty zstąpi na ciebie i moc Najwyższego okryje cię jak obłok. 
Dlatego też święte (dziecko), które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym” (przekład tejże Poznanianki) nie znaczą, że Jezus jest Synem Bożym, ponieważ urodził się z dziewicy, ale dlatego, że został zrodzony przez Ojca, w sposób oczywiście nie biologiczny. Spójnik „dlaczego” – tłumaczy Poznanianka – oznacza tylko, że „dziewicze poczęcie i narodzenie Jezusa stanowi rację, dla której ludzie uznają Go za prawdziwego Syna Bożego”. Otóż nam, ludziom współczesnym, przynajmniej niektórym, taka cudowność raczej nie jest potrzebna, jeśli nie wręcz przeszkadza. Co napisałem z myślą o tym, co było w moim wpisie poniedziałkowym o poglądach biblistów na dziewicze poczęcie Jezusa. Wszak tak czy inaczej to, że w ogóle Bóg stał się człowiekiem, było wydarzeniem niezwykłym absolutnie! A o różnych bardzo śmiałych poglądach biblistów na tę i inną jeszcze kwestię biblijną napisało mi się do ”GW” na Święta taki oto felietonik.
Głośne myślenie
Jezus, czyli nowy początek
Jonasz
Słuchając naszych pieśni kościelnych mówią o polskiej religijności cudzoziemcy, że jest jakaś mało radosna, melancholijna. Prawdopodobnie nie byli nigdy na początku zimy i nie słyszeli kolęd. Na przykład tej: „Dzisiaj w Betlejem, dzisiaj w Betlejem wesoła nowina, że Panna czysta, że Panna czysta, porodziła Syna”. Dość skoczna muzyka, też jeszcze słowa interpretujące chrześcijańską wiarę jako powód do takiej radości! 
Poza muzyką jest jeszcze nauka. Także ta dotycząca Biblii. Otóż sekretarzowałem pionierskiemu u nas kiedyś międzywyznaniowemu tłumaczeniu Nowego Testamentu, prowadzę blog jakoś biblistyczny (jan.turnau.blox.pl), gdzie komentuję przeznaczone przez mój Kościół na każdy dzień teksty Pisma Świętego, więc zacząłem myśleć trochę jak jego uczeni badacze, także rzymskokatoliccy. W każdym razie znam ich bardzo częste poglądy. Na przykład przy tej kolędzie postawiliby swoje znaki zapytania. 
Po pierwsze, czy aby na pewno Jezus urodził się w Betlejem, a nie w Nazarecie, gdzie się przecież wychował? Napisali tak obaj ewangeliści, którzy zajmują się Jego dzieciństwem, czyli Mateusz i Łukasz. Według Łukasza poszli z Nim do Betlejem Jego rodzice, bo był tam spis ludności według pochodzenia, a Józef się stamtąd wywodził. Musieli się tam zarejestrować, choć nie było to ich ówczesne miejsce zamieszkania. Tyle tylko, że sam ów spis jest wydarzeniem trochę wątpliwym, nie bardzo pasują do siebie historyczne szczegóły, które podaje Ewangelia Łukasza. Może chodziło także Mateuszowi o to, żeby zaznaczyć Jezusowe pochodzenie z rodu króla Dawida, czyli z jego rodzinnej miejscowości? No i wyrażenie „Panna czysta” według licznych biblistów, także katolickich, budzi wątpliwości.
Czy aby na pewno dziewictwo Matki Jezusa jest rzeczywiście faktem historycznym, a nie „teologicznym symbolem nowego początku, który dokonał się mocą Boga za pośrednictwem Jezusa Chrystusa” (ks. Wacław Hryniewicz w książce „Credo. Symbol naszej wiary)”
Wysypałem tutaj niektóre biblistyczne rewolucyjności, choć to oczywiście nie żadne dogmaty, nie religijne oczywistości. Wydaje mi się bowiem, że ukrywanie podobnych poglądów nie ma duszpasterskiego sensu. Przecież Jezus urodzony całkiem zwyczajnie, nie cudownie, do tego w Nazaret, nie w Betlejem, pozostaje w pełni, zgodnie z chrześcijańską wiarą, zbawicielem ludzkości. Dokonał nowego początku jej historii. Wybierając śmierć na krzyżu zamiast gromienia wrogów swoją nadziemską siłą, rozpoczął dziejowy proces.
Owocuje to już na przykład jednoczącą się Europą, a kiedyś na końcu historii – wierzą Jego wyznawcy – zmieni zupełnie kształt rzeczywistości. Wiara w postęp naiwna rewolucyjnie? Oczywiście, ale chrześcijaństwo jest przecież rewolucyjne, choćby nawet jego podstawowe teksty nie były w każdym zdaniu relacjami historycznymi rozumianymi po dzisiejszemu. W ogóle nie były w zamierzeniu autorów dziejopisarstwem, ale nowiną najweselszą z możliwych. Dwadzieścia wieków temu urodził się Ktoś, kto w ludzkim myśleniu namieszał, jak nikt.

13:22, jan.turnau
Link Komentarze (12) »
wtorek, 19 grudnia 2017
Podobni Mu Samson, Jan Chrzciciel

Księga Sędziów 13,2-7.24-25a
Ewangelia Łukasza 1,5-25
Ludzie niezwykli zjawiają się na świecie niezwykle. Oto Samson, ten z czupryną niestrzyżoną, oto Jan, syn kapłana Zachariasza i krewnej Maryi Elżbiety. Pierwszy bohater walczył z Filistynami, drugi gromił grzechy swego ludu,. Obaj z matek długo bezpłodnych.
Obaj przyszli na świat w sposób cudowny, podobnie jak Jezus z matki dziewicy. Dziś nie lubimy słyszeć o takich poczęciach. Sami jakby trochę podobne czynimy w próbówkach, ale to oczywiście co innego. Albowiem świat nie jest dziwny, wszystko da się wyjaśnić i samemu stworzyć. Czy jednak na pewno? W każdym razie bywają jak tamci dwaj ludzie niebywali. Jezus po nich najdziwniejszy.

16:13, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
Archiwum