Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
piątek, 22 września 2017
Jak diabłów aż siedem, to kobieta upadła?

Ewangelia Łukasza 8,1-3
„Jezus wędrował przez miasta i wsie, nauczając i głosząc Ewangelię o królestwie Bożym. A było z Nim Dwunastu oraz kilka kobiet, które zostały uwolnione od złych duchów i od chorób: Maria, zwana Magdaleną, którą opuściło siedem złych duchów, Joanna, żona Chuzy, rządcy Heroda, Zuzanna i wiele innych, które im usługiwały, udzielając ze swego mienia.”
Czyli opętane były poprzednio wszystkie chyba, ale liczba siedem oznacza tu może taką wielość zła, że delikwentka musiała być prostytutką. Cóż bowiem może być gorszego niż grzech w dziedzinie seksu, tej zgoła najważniejszej...?

22:31, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
Mateusz, apostoł „umoczony”

Wpis na czwartek 21 września 2017
Ewangelia Mateusza 9,9-13
Dzisiaj w moim Kościele, też starokatolickim mariawitów i zapewne polskokatolickim, świętuje się pamięć o tamtym uczniu spośród Dwunastu, ewangeliście również. No i celniku właśnie. Pomyślałem sobie, że był on dla niektórych faryzeuszy tym, kim są dzisiaj niektórzy ludzie „umoczeni” w tamten ustrój. Kim oni są dla naszych lustratorów radykalnych, tych, co upierają się, że nikt, co był za „komuny” u władzy politycznej, nie może teraz mieć na przykład własnej ulicy, choćby dla swojego regionu zrobił naprawdę bardzo wiele. Bo są jak tamci celnicy skażeni grzechem rzekomo największym i kropka.

22:29, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
środa, 20 września 2017
Coś o potędze Bożej, ludzkiej raczej

Psalm 111,6
„Ludowi swemu okazał potęgę dzieł swoich,
Oddając im posiadłości pogan.”
A może nie oddał ich, ale sami sobie wzięli, co gorsza, ogniem i mieczem zgoła, nie oszczędzając kobiet i dzieci? Ile się zmieniło od tamtych czasów w pojmowaniu moralności. Pojmowaniu samego Boga.

12:17, jan.turnau
Link Komentarze (28) »
wtorek, 19 września 2017
Czy dążyć do biskupstwa?

1 List Pawła do Tymoteusza 3,1
„Nauka to godna wiary: jeśli ktoś dąży do biskupstwa, pragnie dobrego zadania.”
Na pewno tak, w tym sensie, że jest to zadanie dobre. Kościół jako instytucja ludzka również, bez struktury organizacyjnej, a więc i jakiejś władzy, się nie obejdzie. Niemniej patrząc na tego „kogoś”, trzeba zastanowić się nad obowiązującym jezuitów zakazem tego właśnie dążenia. Chodzi tu po prostu o zwalczanie ducha karierowiczostwa, o czym tyle mówi pierwszy jezuita papież. Bo jeżeli ktoś tak bardzo o ten awans zabiega, chyba nie rozumie, jak trudno być dobrym biskupem. Paweł powiada dalej wyraźnie, że taki człowiek powinien być „bez zarzutu”, i wylicza o jakie cnoty, a właściwie brak jakich wad tu chodzi. Odsyłam dotekstu zaznaczając, że tamta charakterystyka powinna być dzisiaj pewnie nieco inna : „mąż jednej żony”? Czyli nie rozwodnik czy mąż żonę zdradzający, może nawet nie wdowiec powtórnie ożeniony (w prawosławiu ksiądz wdowiec ożenić się nie może)? Albo nawet nie „wielożeniec” wręcz, bo przecież pierwsi chrześcijanie pochodzili z różnych kultur? W każdym razie warunkiem dobrego biskupowania jest ta sama fundamentalna cnota pokory.
Jako puenta tego wpisu dowcipne pytanie pewnego księdza: czemu brakuje powołań kapłańskich, ale jakoś nigdy biskupich...? A to wszystko w tej księdze dotyczy w ogóle chrześcijan zwanych później duchownymi, a wtedy biskupów, czyli prezbiterów (starszych), dzisiaj księży, bo jeszcze nie było takiego rozróżnienia.

11:51, jan.turnau
Link Komentarze (15) »
poniedziałek, 18 września 2017
Świat, czyli same świństwa

1 List Jana 2,15-17
Pewien Jan (czy na pewno ów apostoł i ewangelista?) napisał: „Nie miłujcie świata ani tego, co jest na świecie. Jeśli kto miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca. Wszystko bowiem, co jest na świecie, a więc: pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha tego życia, nie pochodzi od Ojca, lecz od świata. Świat zaś przemija, a z nim jego pożądliwość; kto zaś wypełnia wolę Bożą, ten trwa na wieki” (tłumaczenie Tysiąclatki).
Słowo ma w Biblii różne znaczenia. Świat to tam wszystko, co stworzył Bóg, ale czasem ludzkość cała czy cały teren zamieszkały. Jednak, szczególnie u Pawła i Jana, świat jest areną grzechu – jak w zdaniach powyższych. I to właśnie rozumienie słowa opanowało ambony, pewnie nie tylko polskie. Tworzy się wizerunek Kościoła niemal manichejski, ponieważ obraz świata niemal diabelski. Świata oczywiście dzisiejszego. Bo dawniej to było dobrze: chwalstwo minionych wieków kwitnie w każdą prawie niedzielę.

14:54, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
niedziela, 10 września 2017
Gdy brat twój zgrzeszy...

Ewangelia Mateusza 18,15-17
„Gdy brat twój zgrzeszy przeciw tobie, idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi. A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik.”
Najpierw o tekście i przekładach: otóż jedni tłumaczą krótko „zgrzeszy”, inni dodają „przeciw tobie”. A to dlatego, że dodatek jest tylko w niektórych rękopisach, co niektórzy tłumacze uwidaczniają umieszczają go w nawiasie. Zmienia on sens, ale może nie bardzo.
Teraz co do zdania ostatniego: można zdziwić się, że Jezus uważa pogaństwo i zawód celnika za rzecz bardzo brzydką, gdy przecież był na takich odmieńców otwarty. Wyjaśniać to można np. w ten sposób, że był, owszem, otwarty, ale chciał, by słuchacze zrozumieli myśląc po swojemu, że takiego faceta trzeba jednak jakoś „podkręcić” moralnie.
A mój komentarz jest taki, że ów brat odsądzający swego brata powinien się jednak najpierw zastanowić, czy aby na pewno nie winien najpierw puścić owego grzechu płazem. Bo może nie było to przewinienie duże, nie większe niż te, które zdarzają się jemu samemu, albo można je usprawiedliwić jakoś jego postępowaniem wobec tamtego, też czasem bardzo niesympatycznym.

08:49, jan.turnau
Link Komentarze (23) »
sobota, 09 września 2017
Piątek to trochę szabat nasz

Ewangelia Łukasza 6,1-5
Pamiętacie? Uczniowie idą przez zboże i pożywiają się kłosami, co gorszy niektórych faryzeuszy. Nie to, że zboże nie ich, bo to nie uchodziło za złamanie przykazania „nie kradnij”, tylko tego „pamiętaj, abyś dzień święty święcił”, bo był to dzień szabatu, czyli zakazu pracy wszelkiej. Jezus oczywiście zareagował, przypominając, że święty narodowy Dawid, gdy poczuł głód, pożywiał się wraz z towarzyszami chlebem przeznaczonym do ofiar świątynnych, który wolno było jeść tylko kapłanom. Kojarzyłem tu nieraz rygoryzm żydowski z naszym i basowałem ks. Adamowi Bonieckiemu, który na spotkaniu warszawskiego klubu „Tygodnika Powszechnego” dziwił się bardzo, że u nas, inaczej niż już dzisiaj w krajach zachodnich, akcentuje się sposób tradycyjny przestrzegania piątku, czyli niejedzenie w ten dzień mięsa niektórych kręgowców. Rzeczywiście trudno zrozumieć to przywiązanie myślowe do tradycji bardzo formalistycznej. Zamiast zajmować się dzisiaj problemami jadłospisu, lepiej wyjrzeć poza tę gastronomię i popatrzeć na przykład na swoich bliźnich. Ileż mają potrzeb!

23:19, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
piątek, 08 września 2017
Żydem Jezus, Maryja Żydówką?

Ewangelia Mateusza 1,1-16.18-23
Dzisiaj mój Kościół, starokatolicki mariawitów, polskokatolicki oraz ci prawosławni, którzy posługują się kalendarzem gregoriańskim, świętują narodzenie Bogarodzicy. O narodzeniu jej samej nie ma nic w ewangeliach, ale musiała kiedyś zacząć życie, a jest ono dla tych chrześcijan szczególnie ważne i warte częstego świętowania. Kościół mój przeznaczył na ten dzień początek ewangelii Mateusza, gdzie mamy Jezusowy rodowód, a potem opowieść o rozterkach Jego przybranego ojca Józefa.
Co do tego rodowodu, to nie trudno zauważyć, że różni się on od Łukaszowego (Łk 3,23-38), przede wszystkim personaliami przodków, ale nie tylko. Tamten zaczął od wierzchołka drzewa genealogicznego, a ten cofnął się aż do Abrahama. Tamten zaznacza, że Jezus jest własnością całej ludzkości, pochodzi wręcz od pierwszego człowieka Adama, Mateusz akcentuje pochodzenie żydowskie. Tu uwaga półżartowa, ironiczna: skąd właściwie wiemy, że matka Jezusa była Żydówką, a On Żydem, zdarzały się przecież małżeństwa mieszane.
Arabką nie była oczywiście, ale może pochodziła z ludu Hetytów, nie semitów na pewno, a w końcu Bóg mógł uczynić również cud niemal, że zabłądziła do Nazaretu jakaś dziewczyna z jakiegoś plemienia prapolskiego... Mówiąc poważnie, wysunięto już dawno temu hipotezę, że Łukasz, Maryi wielbiciel szczególny, podaje w istocie rodowód nie Józefa, ale jej właśnie i dlatego Józefa „zrodził” tam nie Jakub, ale Heli, Żyd też przecież, a więc była z tego narodu tak ona, jak i jej Syn. Niezależnie od tego, kto kogo urodził, z ewangelii wynika niezbicie, że to ona zrodziła Jezusa i to jest w czci dla niej najważniejsze.
PS. A jeszcze co do narodowości Marii z Nazaretu. Oczywiście trzeba - jeśli ktoś ma wątpliwości - żydowskość jej uzasadniać inaczej: skądinąd przecież pewna jest żydowskość jej Syna, więc i jej po prostu! Amen! 
Do tego wpisu na dzisiaj dołączam wczorajszy: zostałem wczoraj w domu mocno przeziębiony i nie dałem do „wklejenia” memu redaktorowi memu koledze kochanemu, redaktorowi wspaniałemu Waldkowi Pasiowi. Oto tamten tekścik.
Czwartek 7 września 2017
Odtąd ludzi łowić mądrze
Ewangelia Łukasza 5,1-11
Cudowny połów ryb. Można tutaj zastanawiać się nad niezwykłością tego wydarzenia: bo przecież bywają chyba bardziej tajemnicze. Ryby gromadzą się w różnych miejscach nieraz, uzdrowienia wbrew całej medycynie zaskakują mnie bardziej. Ale pomyślałem sobie zaraz, że optyka moja i zdumionych tym apostołów są zupełnie: co innego zastanawiać się nad opowieścią, co innego być świadkiem, wręcz uczestnikiem wydarzenia. Jak tłumaczy dzisiejsza teologia, cud jako znak Boży skierowany jest do konkretnego człowieka czy grupyludzi. Ale stale myślę również o słowach Jezusa do samego Piotra, o metodach „ludziołówstwa”: „odtąd ludzi łowić będziesz”. Czy aby na pewno skuteczne są te tradycyjne, w których dominowały słowa, nie czyny, co więcej, słowa czasem faktycznie obraźliwe, pełne tupetu intelektualnego, doktrynerstwa, demonstrujące moralną wyższość, osądzające. Czy raczej metoda, którą błyszczy papież Franciszek, ta spod znaku cnoty pokory, czułości, delikatności.

17:28, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
środa, 06 września 2017
Teściowa wielce wyróżniona

Ewangelia Łukasza 4,38-39
Uzdrowienie teściowej Szymona Piotra. Materiał do zagadek biblistycznych: który apostoł doczekał się tego, żeby jego domowniczka wspomniana była konkretnie u wszystkich synoptyków? Domowniczka, nie domownik, bo o tych drugich więcej: w końcu bracia to też domownicy, a Andrzej mieszkał przecież z Piotrem, młodziutki Jan zaś najpewniej z Jakubem, o ich rodzicach nie mówiąc. Ale domowniczka? O żonach Dwunastu w ewangeliach jakoś nie słychać, tylko Paweł wspomina o nich ogólnie (1 Kor 9,5), czytamy tu natomiast o teściowej! Cóż za wyróżnienie tej roli w rodzinie! Niech cieszą się tym wszystkie matki córek i synów, mające za sprawą złośliwców nie najlepszą opinię! Odpowiedzą oni, że owa ewangelijna mogła być nieznośna: owszem, Jezus nie uzdrawiał wyłącznie świętych, ale mnie nie chodzi o ocenę, tylko samo wyróżnienie przez wspomnienie. A propos pośród tysiąca innych dowcip „biblistyczny”, że Piotr zaparł się Jezusa, bo nie mógł Mu zapomnieć tamtej sporej krzywdy... Tak czy inaczej, mam dla tych wszystkich niewiast tę dobrą biblijną nowinę!
PS. Nie każdy wie, że matka męża, dzisiaj również teściowa, zwana była dawniej świekrą.

21:32, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
wtorek, 05 września 2017
Napominanie nieustanne...

1 List do Tesaloniczan 5,1-6.9- 11
Myśl szczera na temat pedagogii. Święty Paweł formuje duchowo, obowiązek podobny czuje i dobrze, że czuje. Chyba też i nie za dużo swych adresatów napomina. Przyszło mi to do głowy, bo jest to błąd pedagogiczny szczególnie u rodziców częsty: nawet i z tą czynnością uważać trzeba, by nie spowszedniała wychowankom jakoś, nudziła zamiast stymulować. Nie tylko jednak rodziców to błąd: lubimy w ogóle męczyć bliźnich jakimś rodzajem napominania, choćby w formie potoku rad (nieskwapliwość w ich udzielaniu to według postbiblijnego mędrca również cnota). Otóż apostoł narodów różnych rad duchowych udziela tutaj niewiele, zakłada bowiem, że czytelnicy wiedzą na przykład iż „Dzień Pański przychodzi tak jak złodziej w nocy”. Ale radzi dość oryginalnie: „pocieszajcie się nawzajem”. Tego z ambony się u nas na ogół nie mówi. Niech by tylko morały leciały, świat będzie wnet doskonały... A tymczasem jest, póki co, ciężki do zniesienia, starajmy się jakoś, by wydawał się bliźnim choć trochę mniej okropny.

22:44, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 04 września 2017
Któż właściwie lubi proroków...

Ewangelia Łukasza 4,16-30
Perykopa bardzo ważna, bo tu padają z ust Jezusa słowa skrzydlate: „Żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie”. A ów prorok to w Biblii nie tyle przepowiadacz przyszłości, choć czasem ją zapowiada, żeby ostrzec słuchaczy, ile, owszem, jasnowidz, ale teraźniejszości. Sprawa polega na tym, że ocenia i to surowo przede wszystkim tych, co są decydentami, czyli elitę władzy, choć czasem również, jak tu czytamy, zwykłych mieszkańców Nazaretu. A któż chce być chwalony, nie krytykowany? I tylko jeszcze uwaga dla uważnych czytelników. Trudno zrozumieć, czemu zaczyna nagle Jezus swoich słuchaczy karcić, gdy przecież „wszyscy przyświadczali Mu i dziwili się pełnym łaski słowom, które płynęły z ust Jego”. A karcił tak ostro, że chcieli go wręcz zlinczować. Jakichś słów w narracji brakuje. Można to wyjaśnić chyba tylko tym, że Duch Święty Inspirator, nie Redaktor, a ewangelista był w pisaniu biegły, niemniej jak każdy autor jakichś poprawek potrzebował. A takowego korektora nie miał, inne czasy i obyczaje wtedy były.

11:28, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
niedziela, 03 września 2017
Myśl o szczęściu szatańska

Ewangelia Mateusza 16,21-27
Jezus przepowiada swoją mękę i zmartwychwstanie. Ale do Piotra dociera tylko wiadomość o tej pierwszej albo raczej w ogólne zmartwychwstanie wierzy, ale w taki los Mistrza nie. On ma przecież oczywiście zwyciężyć! Bierze Chrystusa na bok i wręcz Go strofuje, pocieszając.
„Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie”. Ale On nie dyskutuje na temat tego, co będzie, tylko sięga do głębi Piotrowej wiary i odpowiada mocno: „Zejdź mi z oczu, szatanie! Jesteś mi zawadą, bo nie myślisz po Bożemu, lecz po ludzku.” I poucza uczniów ogólnie: „Jeśli kto chce pójść za mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i mnie naśladuje.” I dalej słowa skrzydlate: „Kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto je straci, odnajdzie”.
Trzeba wiedzieć, że chodzi tu o życie i duszę jednocześnie, bo mamy tu jedno greckie słowo „psyche”, czyli można by rzec, że chodzi niekoniecznie o wybór między śmiercią a życiem, raczej może jednak o duszę w sensie moralnym. Niemniej ta „dusza” to w grece „dech życia”, „oddech”, więc życie jeszcze ziemskie, czyli mowa Jezusa jest bardzo mocna jak każda prorocka, tak miało być i z Nim. Wezwanie do heroizmu, ale chyba jako moralnego ideału. To nie znaczy, że kto doń nie gotów, zginie w piekle na amen. Owszem, „Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego razem z aniołami swoimi i wtedy odda każdemu według jego postępowania”, ale mówi to ktoś miłosierny nieskończenie.

10:34, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
sobota, 02 września 2017
Rzeki niech klaszczą i morze szumi. W co właściwie wierzą chrześcijanie?

Psalm 98,1b.7-9
„Śpiewajcie Panu pieśń nową, bo dokonał cudów. Przyniosła Mu zwycięstwo Jego prawica, Jego święte imię. Niech huczy morze i to, co je napełnia, świat i jego mieszkańcy. Rzeki niech klaszczą w dłonie, Góry niech razem radośnie wołają przed oblicze Pana, bo nadchodzi, by sądzić ziemię. Będzie świat sądził sprawiedliwie, a narody według prawości. (Przekład Ekumeniczny Towarzystwa Biblijnego, czyli 11 Kościołów).
Żydzi żyli przyrodą jak każdy wtedy, ale to nie jedyna przyczyna metaforyzacji ich języka: to jakby naród literatów. Pewnie i polityków, lecz niekoniecznie prawicowych. Lewica też Mu przynosi zwycięstwo, gdy przyjdzie jej do głowy poprześladować trochę wyznawców: lekkie ich trapienie dobrze im robi, bo podnosi ich autorytet, gdy nadmierne dopieszczanie gorszy postronnych. Dość jednak gry słów: Biblia to teologia nie politologia, pytajmy raczej o sposób na nadzieję, że On kiedyś nadejdzie i zrobi porządek, święty naprawdę. Póki co, napisałem o tym, co jest dzisiaj. O przedsięwzięciu biblistycznym bardzo ambitnym.
Znak wydał tę książkę pięknie: w twardej oprawie, bogato ją ilustrując arcydziełami malarstwa religijnego. Rzecz zwie się dosyć zwyczajnie: „W co wierzą chrześcijanie? Opowieść o Bogu i ludziach”, ale zwyczajna zgoła nie jest. Otóż autorka, językoznawczyni, najpierw profesor PAN, teraz Australijskiego Uniwersytetu Narodowego w Kanberze, jest współtwórczynią czegoś, co się nazywa po polsku Naturalny Język Semantyczny. Tamtejsi badacze wiedzą już, jak wygląda wspólny trzon pojęciowy, leksykalny i gramatyczny wszystkich lub prawie wszystkich języków. Uczeni ci pokazują, co więcej, że jeśli się ten trzon lekko poszerzy, różne jego wersje mogą funkcjonować jako tak zwane języki minimalne. To znaczy mocno zredukowane wersje jakiegokolwiek języka naturalnego, które są przekładalne na inne języki. Mogą służyć do formułowania wiedzy i idei w sposób maksymalnie neutralny, niezależny od poszczególnych kultur. A pani profesor Wierzbickiej posłużyły do napisania bardzo swoistego streszczenia Biblii w postaci 40 opowieści.
Jest autorka bowiem katoliczką zangażowaną w szerzenie swojej wiary, a uważa, że nasze mówienie o Bogu jest dla ludzi nawet niby to wierzących w istocie niezrozumiałe. Omija zatem słowa tak specyficzne, jak na przykład „zbawienie”, „wcielenie”, „grzech”, „łaska”.
Zdaje sobie sprawę z tego, że lektura jej tekstów może wywołać u czytelników najpierw pewien szok. Niemniej uważa, że „złożoność i bogactwo języka mogą się wiązać z brakiem precyzji i jasności w myśleniu (jak również z mało skuteczną komunikacją międzyludzką i międzykulturową)”. Informuje też, że „w momencie publikacji w języku polskim istnieją już dwie paralelne wersje, angielska i chińska”. Ja zaś po prostu informuję, nie recenzuję. Nie chcę się wdawać w ocenę przedsięwzięcia, ponieważ czuję się niekompetentny jako ktoś, któremu tradycyjny język biblijny nie wydaje się niezrozumiały. Nie jestem Chińczykiem ani na przykład potrzebującym specjalnego języka dzieckiem, jak wnuczka autorki, na której sprawdzała wartość swego dzieła i jej krytyka bardzo pani profesor pomogła. Skądinąd - zaznaczam za autorką - „każdy z czterdziestu rozdziałów był wielokrotnie przeredagowywany i każdy z nich był przedmiotem szczegółowych dyskusji ze studentami i kolegami uniwersyteckimi ”.
A oto próbka języka. Pierwsze zdania opowieści: „Jest ktoś nie taki jak ludzie. Ten ktoś to ktoś ponad ludźmi. Ten ktoś jest teraz, zawsze był, zawsze będzie. Ten ktoś jest wszędzie. Nie ma nikogo innego takiego jak ten ktoś. Bóg to ten ktoś”. Dalej jednak chyba mniej pięknie literacko: „Ludzie nie mogą widzieć Boga. Jednocześnie ludzie mogą wiedzieć pewne rzeczy o Bogu”. Mogą wiedzieć te rzeczy, bo Bóg tego chce”. Te „rzeczy” to coś trochę nie tak. Ale nie mam kontrpropozycji.
W każdym razie nad językiem trzeba myśleć. „Szukajcie, a znajdziecie” - powiada Biblia.

22:27, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
piątek, 01 września 2017
Panny mądre, księża mądrzy...

Ewangelia 25,1-13
Przypowieść o pięciu pannach mądrych i tyluż głupich, mówiąc dużo grzeczniej, o roztropnych i nierozsądnych (wersja Tysiąclatki). Kryterium rozsądku stanowiło zaopatrzenie się w zapas oliwy do lamp (nie były zgoła elektryczne), a rzecz działa się na weselu (nie referuję dokładniej, lekturę własną polecam!). Roztropność to cnota fundamentalna, na czele czterech w dawnym katechizmie. Uczy jej przede wszystkim po prostu życie: ukłułem myśl złotą, że za młodu nie przejmujemy się niczym, na starość wszystkim. Można się mądrzyć przekornie, mówiąc, że tak czy owak szczęście zygzakiem chodzi, mówiąc po religijnemu, wyroki Opatrzności niezbadane są, więc kto się martwi przyszłością, męczy się niepotrzebnie, a smucąc jeszcze do tego grzeszy.
W każdym razie trzeba dodać, że perykopa dobrana została tak, bo dziś dzień panny mądrej niewątpliwie, błogosławionej Bronisławy (XIII wiek), Polki, a jakże. Co dość wyjątkowe, świętego mężczyzny tego imienia dotąd nie ma, więc dwóch mądrych duchownych polskich, ksiądz Bronisław Bozowski, pamięci bardzo świętej, i biskup z naszego KIK-u, emeryt włocławski Bronisław Dembowski, mają za patrona osobę płci pięknej. I dobrze, awans to jej eklezjalny!
„Doklejka” wpisu na środę:
30 sierpnia 2017
Oni przeciw prorokom
Ewangelia Mateusza 23,27-32
„Oni”, ci trzymający jakąś władzę nad umysłami (pamiętam tak zatytułowaną książkę Teresy Torańskiej o prominentach PRL) to tutaj, w dzisiejszej perykopie, „faryzeusze i obłudnicy w Piśmie”, obiekty ostrego ataku słownego. Jezus nazywa ich „grobami pobielanymi”, bo wydają się ludziom sprawiedliwi, czyli tacy, jak duchowo należy - ale to tylko pozory: „wewnątrz są pełni obłudy i nieprawości”. Co gorsza, twierdzą, że w przeciwieństwie do swoich przodków szanują, czczą proroków, których tamci mordowali, ale to też nieprawda. Jezus, prorok, wie, co mówi, widzi swoją przyszłość.

10:37, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
czwartek, 31 sierpnia 2017
Do siebie nawzajem. Duszpasterzom rygorystom biada! Film Krzysztofa Żurowskiego

„Raban Miłosierdzia”
1 List do Tesaloniczan 3,11-2
Paweł, Sylwan i Tymoteusz napisali do mieszkańców dzisiejszych Salonik między innymi tak: „Niech sam Bóg, nasz Ojciec i nasz Pan Jezus, utoruje naszą drogę do was. Was natomiast niech pan uzdolni do coraz większej i bardziej obfitej miłości wzajemnej i do wszystkich, takiej, jaką my mamy do was”. (Przekład Ekumeniczny Towarzystwa Biblijnego i 11 Kościołów Polskich). Szczególnie ta miłość wzajemna wewnątrz wspólnoty, o którączasem najtrudniej, trudniej niż o tę do wszystkich. Tak bywa w rodzinach, innych środowiskach, także kościelnych, organizacjach – narodach, a jakże! Choć i miłość do tamtych z zewnątrz też jest problemem, oczywiście nieraz kolosalnym, szczególnie, kiedy władza państwowa z tej nienawiści robi narodowe spoiwo. Wspólny wróg prawie jak Bóg, cuda jakby podobne w ludzkich duszach czyni.
Największa jednak groza to moja skleroza. Redaktorowi blogu tego wspaniałemu, Waldemarowi Pasiowi, zapomniałem dać w poniedziałek 28 bm. wpis na tamten dzień, nie mógł go zatem „wkleić”, ale co się odwleka, to nie ucieka, oto też tamta pisanka.
Ewangelia Mateusza 23,13.15
„Biada wam uczeni w Piśmie i faryzeusze obłudnicy, bo zamykacie królestwo niebieskie przed ludźmi. Wy sami nie wchodzicie i nie pozwalacie wejść tym, którzy do niego idą. Biada wam uczeni w Piśmie i faryzeusze obłudnicy, bo przemierzacie morze i ziemię, żeby pozyskać jednego współwyznawcę. A gdy nim się stanie, czynicie go dwakroć winnym piekła niż wy sami.”
Rygoryzm „humanum est”, rozumiem trochę tę myślową skłonność. Zapewne jest to rodzaj nerwicy skrupulanckiej, niebezpiecznej, jak każda nerwica. Szczególnie groźnej jednak, gdy trapi urzędowego moralistę, czyli takiego, co poucza innych. Celując w tych, co pod amboną albo w konfesjonale, duszpasterz zapomina spojrzeć w lustro, samemu sobie zrobić rachunek sumienia. Taki ktoś musi być po prostu bardzo, bardzo pokorny. Jak papież Franciszek, autor adhortacji „Amoris laetitia”, „rozwodnikom” autentycznie współczującej.
PS. Dopiero parę dni temu obejrzałem film Krzysztofa Żurowskiego o Światowych Dniach Młodzieży w Krakowie pt. „Raban Miłosierdzia” (leciał w TVP, ale bladym świtem, nie mogłem oglądać ze względu na domowników). No cóż, temat samograj, jednak można było zrobić to nie tak dobrze. Należało bowiem połączyć profesjonalizm, kompetencję reżyserską, z – by tak rzec – tematyczną: Żurowski zna się na robocie, ale i na Kościele, do tego zna się także jako wyznawca, co gdy jest spełniony warunek pierwszy, bynajmniej nie przeszkadza.
Myślę, że z punktu widzenia religijnego w najlepszym sensie jest ten film do oglądania także dla ludzi pozakościelnych, bo dominuje obraz papieża Franciszka i jego duchowa postawa.
Jego ewangelizacja bez żadnego tupetu. Jego słów w filmie wiele, jego koncepcja pastoralna widoczna dobrze. A film obejrzałem na kasecie, bo Żurowski to mąż mojej siostrzenicy ukochanej i chętnie mi wypożyczył, ale ja to tylko jeden facet, trzeba „Raban” upowszechniać dalej! Zadanie dla proboszczów, duszpasterzy akademickich - molestujcie w sprawie wypożyczenia krążka tego Redakcję Katolicką TVP! A jak byście chcieli pogadać z reżyserem, to on ma adres nowoczesny takowy: krzysztof.zurowski(at)tvp.pl. Amen!

21:59, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 29 sierpnia 2017
Herodiada się zawzięła. Myśli familiologicznych trochę

Ewangelia Marka 6,17-29.
W Kościele rzymskokatolickim, starokatolickim mariawitów, polskokatolickim, także u prawosławnych posługujących się kalendarzem gregoriańskim wspominamy dzisiaj śmierć Jana Chrzciciela. Mój Kościół poleca nam dziś opis tego wydarzenia nie w Ewangelii Mateusza, która jest teraz na naszej liturgicznej wokandzie, ale Marka. Różnią się te relacje trochę. U Marka Herod (syn Heroda Wielkiego, tamtego od rzezi niemowląt) wypada lepiej, jego nielegalna z punktu widzenia prawa żydowskiego żona – gorzej. „Herodiada zawzięła się na niego [Jana] i rada byłaby go zgładzić, lecz nie mogła. Herod bowiem czuł lęk przed Janem, znając go jako męża prawego i świętego, i brał go w obronę. Ilekroć go posłyszał, odczuwał duży niepokój, a przecież chętnie go słuchał.” Z tekstu Mateuszowego można również wnioskować o szczególnej niechęci Herodiady, ale tam takie słowa nie padają. 
No cóż, kobiety bywają czasem mniej wrażliwe moralnie, a bardziej uraźliwe niż mężczyźni. Nie zawsze jednak, co, rzecz jasna, widać także w Biblii, bo może na przykład żona Piłata (Mt 27,19) współczuła Jezusowi bardziej niż jej mąż. Nie jest też tak, że chłop zawsze silniejszy duchowo niż kobita. I tutaj amatorska myśl psychospołeczna: że mężczyzna dominuje zapewne w rodzinach tradycyjnych, ale w innych, inteligenckich szczególnie (ale też niejeden Prusowy Ślimak w każdej sprawie małżonki się radzi), bywa wręcz przeciwnie. Tak było radykalnie u Dulskich i zdarza się umiarkowanie u Kowalskich. W dzisiejszychmałżeństwach „partnerskich” może jest jakaś równowaga, a w ogóle to „instynkt wodzowski” bywa w genach tak męskich, jak i żeńskich. Amen (czyli zaprawdę).

13:39, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
niedziela, 27 sierpnia 2017
Opoka jednak krucha

Ewangelia Mateusza 16,13-20
Perykopa dla doktryny konfesyjnej mojego Kościoła fundamentalna. Wyznanie Szymona Piotra: „Tyś jest Mesjasz, Syn Boga Żywego”. Na co padają słowa: „Ty jesteś Piotr, czyli Opoka, i na tej opoce zbudują Kościół, a bramy piekielne go nie przemogą”.
Zaraz problemik semantyczno-techniczny: dlaczego bramy? Służą one przecież do obrony, gdy są dobrze zamknięte, ale nie do ataku. Jak nimi walić we wroga? Inaczej przetłumaczyć tekst? Zamiast „bram piekielnych” „bramy Hadesu”, jak mamy w naszym Ekumenicznym Przekładzie Przyjaciół to w tej sprawie to samo. Ksiądz Michał Czajkowski znalazł jednak wersję „potęgi ciemności”, która kwestię techniczną pomija wspólnie doszliśmy do wniosku, że owe urządzenia wielkodrzwiowe są tu symbolem potęgi twierdzy. Nie tylko mury, ale i dziury w nich, skądinąd niezbędne, strzegące jednak wnętrza niezawodnie i w ten sposób moc warowni także tę agresywną, stanowiące.
Ale oczywiście to drobiazg, co z samą tą opoką? Skała to twarda jak kamień? Czasem przecież raczej serca papieskie z kamienia. Znam interpretację ewangelicką, że opoką nie jest tu sama osoba Piotra (problem dalszy, czy również biskupów rzymskich, czy oni są rzeczywiście jego następcami), ale jego wiara. Wolę jednak tutaj egzegezę bardziej literalną, ale tamta pozwala może poniekąd na swoiste tłumaczenie, czemu wielu papieży opokami duchowymi osobiście nie było. Tu chodzi o sam walor duchowy, nie o jego nosiciela albo właśnie „nienosiciela” w istocie. Problem ten cały jest oczywiście ogromny, w dialogu ekumenicznym oczywiście podejmowany. Faktem jest jednak, że z pewnym skutkiem. Takim między innymi, że istnienie w chrześcijaństwie jakiegoś ośrodka centralnego wydaje się dzisiaj różnym ewangelikom potrzebne. Pod warunkiem, że będą, mówiąc krótko, węzłowato i językiem tu najlepszym, ewangeliczni. A to przecież już się coraz bardziej dzieje. Zaczęło się, jeżeli nie wcześniej, to od Jana XXIII, a w osobie Franciszka znajduje przepiękny wyraz. Serce gorące.
PS. A co o prymacie rzymskim mówią prawosławni? Oni – powiedział mi kiedyś świętej pamięci arcybiskup Jeremiasz – nigdy tego nie kwestionowali, tylko uważają, że nie może być to władza jurysdykcyjna, wtrącanie się w wewnętrzne sprawy kościelne innego patriarchatu. Ale ten pierwszy odpowiada np. jakoś za to, żeby inne stanowisko patriarchalne było obsadzone.

22:04, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
sobota, 26 sierpnia 2017
Koronowana Służąca

Ewangelia Jana 2,1-11
Wesele w Kanie Galilejskiej. Ewangelista musiał chyba to pamiętać, ale nie napisał; pamiętam hipotezę, że był to może pochodzący właśnie z owej Kany (J, 21,2) apostoł Natanael. W każdym razie perykopa ma dwoje wymienionych z imienia bohaterów: Jezusa i Jego Matkę. Otóż ona jest tutaj jakby motorem akcji. Informuje swego syna, że weselnicy wypili całe wino, a jest to najpewniej coś więcej niż zwykła wiadomość: prośba o interwencję. Jezus się opiera: wie, jakie będą skutki cudu, czyli objawienia mesjańskich mocy. Odpowiada najpierw, że nie nadeszła jeszcze Jego godzina, czyli początek sławy, która skończy się śmiercią. Ale daje się łatwo przekonać i zamienia wodę w wino.
W dwóch ewangeliach rola jego Matki jest bardziej akcentowana, także u Łukasza. Tutaj jednak włącza się jakby, może nie całkiem świadomie, Jego misję zbawczą. Stąd chyba w moim Kościele pomysł, by ogłosić ją wręcz współodkupicielką, na szczęście odrzucone. Mamy w chrześcijaństwie zachodnim dyskusję mariologiczną. Między katolikami a ewangelikami, także wewnątrz mojego Kościoła. Świętuje on dzisiaj – stąd ta perykopa – Maryję w jej ikonie jasnogórskiej. Ewangelicy nie czczą w ogóle obrazu, więc taka uroczystość kościelna jest poza ich teologią, nie mówiąc o tym, że sama osoba Matki Jezusa nie jest w centrum konfesyjnych doktryn. Chociaż pierwszy z ewangelickich Kościołów, luterański, dopuszcza w swoich świątyniach obrazy jako religijne ozdoby, i wobec samej osoby Maryi bywa znacznie cieplejszy. Ale – czytałem w ostatnim numerze „Gościa Niedzielnego” – nie tylko on. Mamy tam rozmowę z biskupem pomocniczym krakowskim Grzegorzem Rysiem, a w niej wypomnienie o publicznym spotkaniu z pastorem adwentystycznym, który mówił o Matce Jezusa prześlicznie! To może efekt międzywyznaniowej osmozy, czyli właściwie dialogu.
Biskupa Rysia tam również stwierdzenie, że ikona jasnogórska to „najmądrzejszy obraz maryjny w Polsce”. Bo na wielu innych ikonach typu Hodegetria Matka Jezusa wskazuje księgę, słowo Boże, a tu wprost na twarz Jezusa, słowa wcielonego. Teolog krakowski broni też zwyczaju koronacji obrazu. Maryja jest, owszem, królową (zwracam uwagę, że nie tylko Polski, we wtorek było jej święto jako królowej w ogóle). Choć mówi o sobie, że jest „służebnicą Pańską”, ale taki jest w ogóle chrześcijański sens królowania. Jest ono właśnie służbą!

13:52, jan.turnau
Link Komentarze (14) »
niedziela, 20 sierpnia 2017
Bóg jest pogodny zawsze

Psalm 67,2
Niech Bóg się zmiłuje nad nami i nam błogosławi,
niech nam ukaże pogodne oblicze.”
No cóż, mamy tu oczywiście antropomorfizm: Boga przedstawia sobie psalmista na swój obraz i podobieństwo, czyli jako jakby człowieka po prostu. Ulegającego emocjom: zagniewanego albo już znowu spokojnego. Naturalnie nie jest to właściwa teologia, choć niełatwo jej nam w ogóle unikać : Bóg jest przecież od nas absolutnie inny! Ks. Halik napisał gdzieś, że nawet istnieje On inaczej. Nie można powiedzieć, że zmiłuje się nad nami, bo miłuje nas bez żadnej przerwy i to na swoją miarę, czyli absolutnie właśnie. Jest Miłosierdziem. Powtarza to ciągle papież Franciszek i ja za nim. Argumentuję wciąż, że obrazem Boga jest wszak Jego Syn, który wybrał krzyż, symbol niestosowania przemocy. Ale słyszę też pytania pedagogiczne, czy dobrze jest demobilizować w ten sposób nasze moralne ambicje, sugerując, że Bóg i tak wybaczy wszystko. Myślę zatem, że dobrze jest nawracać moralnie obrazem Boga jako najwspanialszego przykładu duchowego, a nie sędziego, co ukarać może.
Dołączam plik felietonu, który napisałem do „Magazynu Świątecznego” „Gazety Wyborczej”.
Mówić o Bogu dużo prościej
Jonasz
Znak wydał tę książkę pięknie: w twardej oprawie, bogato ją ilustrując arcydziełami malarstwa religijnego. Rzecz zwie się dosyć zwyczajnie: „W co wierzą chrześcijanie? Opowieść o Bogu i ludziach”, ale zwyczajna zgoła nie jest.
Otóż autorka, językoznawczyni, najpierw profesor PAN, teraz Australijskiego Uniwersytetu Narodowego w Kanberze, jest współtwórczynią czegoś, co się nazywa po polsku Naturalny Język Semantyczny. Tamtejsi badacze wiedzą już, jak wygląda wspólny trzon pojęciowy, leksykalny i gramatyczny wszystkich lub prawie wszystkich języków. Uczeni ci pokazują, co więcej, że jeśli się ten trzon lekko poszerzy, różne jego wersje mogą funkcjonować jako tak zwane języki minimalne. To znaczy mocno zredukowane wersje jakiegokolwiek języka naturalnego, które są przekładalne na inne języki. Mogą służyć do formułowania wiedzy i idei w sposób maksymalnie neutralny, niezależny od poszczególnych kultur. A pani profesor Wierzbickiej posłużyły do napisania bardzo swoistego streszczenia Biblii w postaci 40 opowieści.
Jest autorka bowiem katoliczką zangażowaną w szerzenie swojej wiary, a uważa, że nasze mówienie o Bogu jest dla ludzi nawet niby to wierzących w istocie niezrozumiałe. Omija zatem słowa tak specyficzne, jak na przykład „zbawienie”, „wcielenie”, „grzech”, „łaska”. Zdaje sobie sprawę z tego, że lektura jej tekstów może wywołać u czytelników najpierw pewien szok. Niemniej uważa, że „złożoność i bogactwo języka mogą się wiązać z brakiem precyzji i jasności w myśleniu (jak również z mało skuteczną komunikacją między ludzką i międzykulturową)”. Informuje też, że „w momencie publikacji w języku polskim istnieją już dwie paralelne wersje, angielska i chińska”.
Ja zaś po prostu informuję, nie recenzuję. Nie chcę się wdawać w ocenę przedsięwzięcia, ponieważ czuję się niekompetentny jako ktoś, któremu tradycyjny język biblijny nie wydaje się niezrozumiały. Nie jestem Chińczykiem ani na przykład potrzebującym specjalnego języka dzieckiem, jak wnuczka autorki, na której sprawdzała wartość swego dzieła i jej krytyka bardzo pani profesor pomogła. Skądinąd - zaznaczam za autorką - „każdy z czterdziestu rozdziałów był wielokrotnie przeredagowywany i każdy z nich był przedmiotem szczegółowych dyskusji ze studentami i kolegami uniwersyteckimi ”.
A oto próbka języka. Pierwsze zdania opowieści: „Jest ktoś nie taki jak ludzie. Ten ktoś to ktoś ponad ludźmi. Ten ktoś jest teraz, zawsze był, zawsze będzie. Ten ktoś jest wszędzie. Nie ma nikogo innego takiego jak ten ktoś. Bóg to ten ktoś”. Dalej mniej pięknie literacko: „Ludzie nie mogą widzieć Boga. Jednocześnie ludzie mogą wiedzieć pewne rzeczy o Bogu. Mogą wiedzieć te rzeczy, bo Bóg tego chce”. „Te rzeczy” to coś trochę nie tak. Ale nie mam kontrpropozycji.
W każdym razie nad językiem trzeba myśleć. „Szukajcie, a znajdziecie” - powiada Biblia.

08:00, jan.turnau
Link Komentarze (36) »
wtorek, 15 sierpnia 2017
Któraś jest w niebie, Boga najbliżej...

Ewangelia Łukasza 1,39-56

Dziś w Kościele Rzymskokatolickim jedno z najważniejszych świąt maryjnych: uroczystość Wniebowzięcia Naświętszej Maryi Panny. Jest ono także w Kościele Starokatolickim Mariawitów, Polskokatolickim, naturalnie mają je dzisiaj prawosławni,  jeżeli stosują kalendarz gregoriański, choć jako pamiątkę jej „zaśnięcia”. W moim Kościele ważność  święta przejawia się w swoistej dwudniowości: jest msza wigilijna i inna w sam dzień, z innymi czytaniami biblijnymi. Wybrałem perykopę ewangelijną z drugiej.
Opowieść o odwiedzinach u krewnej (znacznie starszej, już „posuniętej w latach”, więc pewnie duchowej doradczyni), żony kapłana Zachariasza, przyszłej matki Jana zwanego Chrzcicielem. O także cudownym przyjściu na świat tego dziecka ewangelia ta opowiada trochę wcześniej. Elżbieta wita ją słowami znanymi z katolickiej modlitwy: „Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona (...). Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana”. Uwierzyła w swoje dziewicze poczęcie. I w zaszczyt, że urodzi Mesjasza: pokornej przyszła podobna wiara trudniej niż przyszłaby zarozumiałej. Maria była pokorna, ale w tej ewangelii, socjaldemokratycznej jakby, wypowiada w odpowiedzi słowa rewolucyjne niemal, jak prorokini: o tym, że „Wszechmocny strącił władców z tronu, a wywyższył pokornych, głodnych nasycił dobrami, a bogatych z niczym odprawił”.
Maria z Nazaretu to postać duchowo olbrzymia. Choć nierównie wielka dla różnych chrześcijan, tu między katolikami i prawosławnymi a ewangelikami są spore różnice. Już choćby taka, że u protestantów nie ma oczywiście podobnego święta (maryjnych świąt w ogóle raczej nie ma), bo przecież dogmat ten nie ma żadnej werbalnej podstawy w Biblii. Każdy chrześcijanin wierzy, że Matka Jezusa jest już w niebie, ale czy została zaraz po śmierci wzięta z ciałem do chwały niebieskiej, jak sformułował dogmat papież Pius XII? Czyli jakby zmartwychwstała, jak Syn Boży? Teologowie zachodni wymyślili słusznie, że na tamtym świecie nie ma naszego czasu, więc powiedzenie „zaraz po śmierci” właściwie nie ma sensu. Zatem pierwszeństwo nie chronologiczne, ale ontologiczne: bo przecież jest w pewnym sensie bardziej w niebie niż my, bliżej Boga niż my, śmiertelnicy zwykli.
Tu zresztą z tym wzięciem do nieba z ciałem, nie tylko z duszą,  jest pewien problem. Owszem, człowiek jest „duszociałem”, jednością obojga, też tam, w tak zwanych zaświatach. Oczywiście nasze ciała pośmiertne, zmartwychwstałe są inne od ziemskich, co próbowały, opowiadając o Chrystusie zmartwychwstałym, przedstawić ewangelie, ale jak dokonało się konkretnie Jego - a może i Maryi - „powstanie z  martwych”?  Grób Chrystusa był według ewangelii pusty, Jego ciało nie uległo skażeniu rozkładu, czyli zostało przemienione cudownie w tamto niebieskie. W chrześcijaństwie nie tylko wschodnim jest nawet tradycja, że Bogarodzica zasnęła tylko, nie umarła, bo przecież nie ma jej grobu (ślad tej wiary w nazwie święta). Jan Paweł II zauważył jednak, że przecież nawet Syn Boży umarł. Ale jak się owa zmiana ciała odbyła? Mój teologiczny mistrz w „Więzi” Juliusz Eska pytał, jak to jest, że na Całunie Turyńskim widać ślady jakiegoś wydarzenia fotoelektrycznego, przecież to było nadnaturalne przejście do rzeczywistości nadnaturalnej?
Aż tyle różnych myśli o Wniebowzięciu.                       

        

 

08:00, jan.turnau
Link Komentarze (35) »
niedziela, 13 sierpnia 2017
Bóg w powiewie bardzo łagodnym

1 Księga Królewska 19,9a.11-13a

Prorok Eliasz nie zobaczył Boga w gwałtownej wichurze ani w trzęsieniu ziemi, ani w ogniu. Dopiero w szmerze łagodnego powiewu. Są w Biblii obrazy Boga bardzo różne, nawet takie, że jakby kazał mordować niewinnych,  były Jego wyobrażenia zgoła rozmaite także w dziejach chrześcijaństwa. Dziś,  w każdym razie w moim Kościele, jest czas Boga łagodnego, miłosiernego do potęgi entej. Alleluja!    

08:21, jan.turnau
Link Komentarze (30) »
poniedziałek, 07 sierpnia 2017
Własna władza niektórym przeszkadza, czyli o Mojżeszu. Też o Marcie z Betanii, Salomonie i mistycyzmie

Księga Liczb 11,4b-15

Po opisie w Księdze Wyjścia 16,13 czytamy znów o tym samym (choć Poznanianka, nie wiem dlaczego, nie wyklucza, że  chodzi o inne wydarzenie): o Bożym zaopatrzaniu Izraela w żywność podczas wędrówki przez pustynię z  Egiptu do Ziemi Obiecanej. Tutaj jednak narracja jest trochę inna, bo też, jak wciąż wyjaśniam, w Biblii to „normalka”, nie było adiustatora ogólnego, który by jakoś kolejne tradycje scalał, teksty porządkował. Otóż w tej księdze Żydzi dostają mannę, żywią się nią przez jakiś czas, ale zaczyna im brzydnąć: w Egipcie to były ryby, ogórki, melony... O tym czytamy grzecznie dzisiaj. O narzekaniu ludu, chyba też na jakość wiktu, było zresztą już zaraz przedtem (11, 1-3: czyli dzisiaj „potrójka”, nie powtórka), nawet z informacją, że wkurzyło Boga, część obozu pokarał ogniem i tylko pośrednictwo Mojżesza ocaliło resztę. Otóż według tekstu dzisiejszego przepiórki spadają nie razem z manną, później, dopiero po ludowym narzekaniu, że mu już obrzydła. Watykański biblista-liturgista uznał widać, że katolicki czytelnik wie to z katechezy czy z „lekcji” poprzedniej i z tego mszalnego czytania nie zrobił. Z tego natomiast dowiadujemy się o ponownym Bożym gniewie i Mojżeszowej reakcji na to wszystko. Narzekania jego ludu też mu się nie podobają, ale również do Boga ma swój własny żal. „Czemu tak źle się obchodzisz ze sługą swoim, czemu nie darzysz mnie życzliwością i złożyłeś na mnie ciężar tego ludu. Czy to ja począłem ten lud w łonie albo ja zrodziłem, że mi powiedziałeś: - Noś go na łonie swoim, jak nosi piastunka dziecię, i zanieś go do ziemi, którą poprzysiągłem dać ich przodkom. Skąd wezmę mięsa, aby dać całemu temu ludowi? A przeciw mnie podnoszą skargę i wołają: - Daj nam mięsa do jedzenia!  Nie mogę już sam dłużej dźwigać troski o ten lud, już mi nazbyt ciąży. Skoro tak ze mną postępujesz, to raczej mnie zabij, jeśli darzysz mnie życzliwością, abym nie patrzył na swoje nieszczęście” (przekład Tysiąclatki).
Pomyślałem sobie, że ów przywódca narodu wybranego był na tym stanowisku wyjątkiem raczej. Miał swojej władzy po dziurki w nosie, nie był w niej zakochany, jak to na ogół z przywódcami bywa. W tekście przeznaczonym na jutro (12,1-13) przeczytamy ocenę autora księgi, że „był człowiekiem bardzo skromnym, najskromniejszym ze wszystkich ludzi, jacy żyli na ziemi”. Traktował władzę jak ciężar, nie jak szczebel w życiowej karierze. Podobnie jak arcybiskup Nossol, hierarcha arcydziwny, który kończy jutro już 85 lat. Napisałem o nim trochę do jutrzejszej „Wyborczej”.
Melduję, że powyższy wpis będzie na trochę ostatnim, dalsze kilka dni urlopu też ludzka rzecz. Szczególnie że poprzednio napisało mi się coś jakby wpisy na trzy dni poprzednie. Oto teraz pisanki owe.

Na 29 lipca. 

Jaka tam kura domowa!

Ewangelia Jana 11,19-27 albo Łukasza 10,38- 42

Dzisiaj dzień świętej Marty, tej z Betanii, siostry tamtej Marii oraz Łazarza. Z ową postacią biblijną jest trochę tak, jak z Marią Magdaleną lub Tomaszem Apostołem. Magdalena ladacznica, a Tomasz niedowiarek jeśli nie wręcz niewierny, co brzmi  jak zdrajca. Marta ma potocznie opinię niemal kurki domowej, osóbki z ambicjami i zainteresowaniami wyłącznie kuchennymi. Tak ją po trosze przedstawił ewangelista Łukasz: ma pretensje do siostry Marii, że jej nie pomaga w przygotowaniach do gospodarczego przyjęcia Jezusa. Napisałem „po trosze”, bo tak można odczytać przedstawioną przez niego scenę, ale można też psychologicznie inaczej: sama chciała też posłuchać Mistrza, gdyby jej w tamtych przygotowaniach pomogła, posłuchałyby Go obie. Dano nam dzisiaj do wyboru oba teksty, na szczęście także ten Janowy,  gdzie Marta pierwsza biegnie Go powitać i wyznaje, a to słowa obok tamtych Piotrowych w ewangeliach raczej unikalne, że On jest Mesjaszem. Dodam, że Jan znał Martę najprawdopodobniej osobiście, a Łukasz nie: u tego drugiego opowieść o dwóch siostrach wygląda mi na mało historyczną, raczej tylko teologiczno-duszpasterską, ważna jest tam nie fabuła, ale morał: że są sprawy ważniejsze niż gastronomia i tp. Gościa przyjąć trzeba nie tyle względem brzucha, ile ducha!

Na 30 lipca. 

Mądry tylko o mądrość prosi

1 Księga Królewska 3,5.7-12

Przeczytajcie tę opowieść o młodym królu Salomonie, pokornym, czyli mądrym. Bóg obiecuje, że spełni każdą jego prośbę, a ten prosi tylko o „serce rozumne do sądzenia tego ludu i odróżniania dobra od zła”. Syn Dawida otrzymuje wielkie zdolności sądownicze, w sensie nawet szerokim: słynie w ogóle z mądrości, jest jej symbolem. Biblia powiada, że Bóg „dał mu serce mądre i pojętne”. Tak to przetłumaczyła Tysiąclatka, Poznanianka ma „mądre i rozumne”. Zapewne chodzi o to, żeby zwyczajną dobroć, czyli życzliwość ludziom, łączyć z mądrością. Cóż to jednak takiego? To chyba intuicja psychologiczna, czyli znajomość natury człowieka, ogólnie umiejętność trzeźwej oceny rzeczywistości i jakaś pomysłowość w działaniu, jak wtedy, gdy rozsądził, która z nierządnic była matką dziecka (1 Księga Królewska 3,16-27). Tutaj też biblijne przesłanie, dla wierzącego religijnie oczywiste, że naprawdę mądry będzie dobry również, czyli właśnie odróżniający dobro od zła, bo w tym jest szczęście najgłębsze, ostateczne. Ale i oczywiste dla wierzącego po laicku, w wartości etyczne po prostu, a dla obu istnieje argument dodatkowy, że historia nas z etyki rozlicza.

  1. Salomon był mądry i dobry, ale na miarę swojej epoki. Bóg pochwalił go za to, że nie poprosił „o zgubę swoich nieprzyjaciół”, jak to czyni się nieraz przeraźliwie w psalmach, tyle tylko, że potem gubi tych bez pardonu. Również członków swojej rodziny: swego przyrodniego brata Adoniasza kazał po prostu zabić, bo podejrzewał o chęć odebrania mu królewskiego tronu. Chyba zapominamy często, że życie ludzkie było dawniej na wagę piórkową. Nie wiem, czy nazywanie dzisiejszych czasów cywilizacją śmierci nie jest jakimś nieświadomym, a niemądrym chwalstwem wieków minionych.

Na 6 sierpnia.

Jego twarz jak słońce

Święto Przemienienia Pańskiego, opowieść na ten temat z Ewangelii Mateusza 17, 1-8 (są też odpowiednie u Marka 9, 2-8 i Łukasza 9,28-36, także 2 List Piotra 1,17-18). Jezus ukazał się trzem apostołom, by tak rzec, czołowym, Piotrowi, Jakubowi i Janowi, jakby nie był zwykłym człowiekiem. Jego twarz jaśniała jak słońce, a szaty były białe jak światło (u Marka - jak żaden folusznik na ziemi wybielić nie zdoła, u Łukasza po prostu lśniąco białe; u Łukasza jest natomiast informacja, jakoby zobaczyli Go takim we śnie). Z nieba odezwał się głos: „Oto jest Syn mój umiłowany, którego sobie upodobałem, Jego słuchajcie” . Niektórym z nas też ukazuje się Jezus albo Jego Matka. Objawienia Maryjne, w Lourdes, w Fatimie, są  najbardziej głośne, znane, niektórych, jak tych w Medjugorie, autentyczność jest w Kościele dyskutowana. Są też w opowiadaniach różnych ludzi wielokrotne wizje Jezusa, świętej Faustyny na przykład. Ale nie tylko tak znane, też i takie jednorazowe, których oni nie rozgłaszają, ale podtrzymują ich one w wierze chrześcijańskiej. Bardzo skomplikowana to sprawa, jak w ogóle życie psychiczne, mnie samemu nic podobnego się nie zdarzyło, mam naturę jakoś mało mistyczną. To jednak oczywiście nie powód, bym takie cudze przeżycia kwestionował. Sam chciałbym mieć podobne. Amen.                    

 

 

                   

    

            

 

 

 

 

18:42, jan.turnau
Link Komentarze (62) »
piątek, 28 lipca 2017
Dziesięcioro...

Księga Wyjścia 20,1-17
Perykopa arcyważna, bo to chyba naprawdę taki kodeks etyczny, jakiego w innych religiach i kulturach brak, choć i tam przecież przykazań nie brakowało. A dekalog i zlaicyzowana kultura europejska dzisiejsza? Zapewne i dzisiaj to dla tak zwanego Zachodu nie przeżytek myślowy, choć pewnie raczej bez trzech pierwszych przykazań brzmiących religijnie. Choć można by także im nadawać brzmienie ogólnoludzkie: nie deifikujmy pieniądza i władzy, dbajmy o rytmiczny relaks, także o spojrzenie na nasze sprawy z bardziej wysoka, o zauważanie nieco poważniejsze innych ludzi, bo w nich też jest Bóg. Ego -bożek kolosalny...
Śmiały komentarz Poznanianki do przykazania „nie cudzołóż” lub „nie będziesz cudzołożył”: „Ponieważ istniała zwyczajowa poligamia, tylko stosunek mężczyzny z żoną innego był wiarołomstwem i podpadał pod sankcje karne, podczas gdy kobieta zamężna dopuszczała się cudzołóstwa, ilekroć wchodzi w grę mężczyzna. Wolno stąd wnioskować, że w Starym testamencie cudzołóstwo rozumiano przede wszystkim jako występek żony nie dochowującej wiary swemu mężowi-właścicielowi.” Otóż to! Ale w wersji Księgi Powtórzonego Prawa (5, 6-21) żona nie należy już do mężowego dobytku tak jak wół i osioł.
A oto mój komentarzyk do Dekalogu. Wydrukowałem go kiedyś w „Więzi” i potem w książce „Zdaniem laika”, tymczasem jednak dojrzałem do niejakich zmian. Przyjąłem wtedy wersję w zasadzie katolicko-katechizmową (czyli bez przy- kazania o obrazach, uwarunkowanego historycznie) i przy niej pozostaję, bo Pismo jest święte, co nie znaczy, że takie jest każde jego słowo.
I. Nie będziesz miał cudzych bogów przede mną. Kontrolujmy się stale: może nasz Bóg jest już w gruncie rzeczy Bogiem cudzym, może nie jest to już ten, którego objawił nam Jezus Chrystus. Może jest Bogiem na nasz własny obraz i podobieństwo, np. na podobieństwo naszej ciasnoty albo też naszego neurotycznego lęku? Czy nie jest to ciągle jeszcze starszy pan z siwą brodą, w jakiego niektórzy z nas wierzyli jako dzieci? Co gorsza, z ogniem gniewu zamiast największej miłości w oczach. Czy w ogóle nasz Bóg jest jeszcze Bogiem naprawdę żywym?
W obu wersjach dekalogu biblijnego (Księga Wyjścia 20 i Powtórzonego Prawa 5) mamy po pierwszym przykazaniu zakaz tworzenia i kultu obrazów. Szanując inne interpretacje, nie rozumiem jednak tego prawa dosłownie. Choć nie neguję w zaparte niebezpieczeństwa ikonolatrii, straszy mnie ono mniej, odkąd znam nieco lepiej prawosławnych, tamtejszą cześć dla ikon. Bałwochwalcy to przecież nie są. Istnieją natomiast w chrześcijaństwie dwie wrażliwości w tej dziedzinie i bardzo dobrze, że tak jest. Na różnorodności zyskuje nie tylko kultura, także w pewnej mierze religia. Ja jestem ciągle w tej mierze raczej protestancki (nawias: cieszyłbym się, gdyby zniknął zwyczaj dodatkowego ubierania Maryi z Dzieciątkiem w korony i królewskie suknie. Przecież jest to faktyczne zasłanianie jej wizerunku, jakieś w praktyce minimalizowanie go). Zastanówmy się natomiast tutaj nad jakimś sensem przenośnym biblijnego przykazania. Odnieśmy go np. do obrazów Boga, jakimi są sformułowania teologiczne: o ileż mniej byłoby sporów i rozłamów, gdybyśmy pamiętali, że owe sformułowania to zawsze tylko nieudolne obrazy Rzeczywistości, a nie ona sama, że zatem z natury rzeczy mogą być różne.
II. Nie będziesz brał imienia Pana Boga twego nadaremno. Cytat z „Przygody życia” Luise Rinser, powieści, która dała mi wiele do myślenia: (...) język zrutynizowany, zużyta, zakurzona, stęchła mowa (...). Niektóre wyrazy tego języka powtarzają się za często, jak na mój gust: Bóg, ofiara, miłość, cnota, krzyż, cierpienie, pokora. Nie znaczy to, że odczuwam wstręt do tych słów. Lecz mieszczą one w sobie wszystkie tajemnice i aczkolwiek pojmuje się je zaledwie w postaci domysłów, nie można używać ich tak sobie zwyczajnie, jak wymawia się np. słowa: ścierka, szczotka, łóżko czy samolot (...) To wszystko, w czym byłam biegła, przez swoje spowszednienie stało się niezrozumiałe.
Cenne jest to wyznanie bohaterki powieści. Nie będziesz używał imienia Pana Boga... Nie mówiło się o Nim wcale, teraz jest na ustach wielu, z politykami na czele. Opłaca się to im, tylko czy na pewno w niebiesiech.
III. Pamiętaj, abyś dzień święty święcił. W Dekalogu biblijnym jest to oczywiście szabat, sobota. Szanując inne zwyczaje, czcimy jednak jako cotygodniowe święto niedzielę jako dzień Zmartwychwstania. Niemniej nie wybór dnia jest tu najważniejszy, ale to, żeby w ogóle były stale takie dni w naszym życiu. Dni, w których jesteśmy beztroscy, odprężeni, weseli. Czy wolno w niedzielę pracować? Zapytajmy może raczej, czy wolno w niedzielę być ponurym, zatroskanym codziennością. Oczywiście nie jest to propozycja nowego jurydyzmu: nie lansuję idei śmiechu na komendę! Po prostu zastanawiam się nad tym, jak moglibyśmy autentycznie przeżywać ów dzień niepowszedni.
IV. Czcij ojca swego i matkę swoją. Dziesięcioro...Z ojcami gorzej, bo lubią przecież odchodzić w całkiem siną dal. Czy dzisiaj, w rodzinach partnerskich, tak samo często, jak dawniej? Bo przecież na mojej codziennej trasie do pracy, gdzie jest po drodze przychodnia lekarska, widzę tylu młodych ludzi z wózkami, czasem z dwójką potomstwa. Czcij poza tym również dzieła poprzednich pokoleń, także idee, którymi żyły. Nie depczcie przeszłości ołtarzy, choć sami macie doskonalsze wznieść - napisał Adam Asnyk. Z czasem zresztą zrozumiesz, że doskonałość ta jest względna: historia kultury zna już tyle powrotów! Tak jak poszczególny człowiek dochodzi nieraz do wniosku, że jego rodzice mieli rację w niejednym, tak i każde pokolenie przeżywa swoje rewaloryzacje.
V. Nie zabijaj. Bądź konsekwentny: czy można na przykład być bardzo liberalnym wobec tzw. przerywania ciąży, jeśli się rygorystycznie zabrania eutanazji? Odpowiesz, być może, tak jak ja – że nie. Twoja wrażliwość moralna w tych sprawach musi jednak również przejawiać się jakoś w sprawie kary śmierci i udziału w wojnie. Dla wielu ludzi o innej tradycji etycznej dopiero wtedy staniesz się w pełni wiarygodny.
VI. Nie cudzołóż. Najkrótsza recenzja ze „Scen z życia małżeńskiego”, serialu według powieści Bergmana : olbrzymie łóżko niemal wypełniające ekran. Trochę tak, jak w niektórych tradycyjnych ujęciach teologii moralnej. Nihil novi sub Jove. Łożnica wciąż na piedestale.
VII. Nie kradnij. Etyka zawodowa, obywatelska: ileż może tu zdziałać Kościół! Siódme przykazanie niby zaraz po szóstym, a w duszpasterstwie jakby sto mil po nim. Podatki: który spowiednik pyta o nie jak o regulację poczęć? Trzeba tu czasem naprawdę heroizmu, by nie dać się zdemoralizować – ale któż jest powołany do heroizmu, jeżeli nie chrześcijanin?
VIII. Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu. Przykazanie to – i w Biblii, i w katechezie - brzmi tak właśnie. Czyli że przykazaniu rozumianym potocznie jako „nie kłam” najważniejsze jest, by nie krzywdzić bliźniego. Oczywiście, wierność prawdzie sama przez się jest wartością, lecz przecież nie absolutną. Pamiętając o tym sensie biblijnego zakazu, nie będziemy sobie zaprzątali głowy problemami w rodzaju, czy walcząc o dobrą sprawę (np. z okupantem), można okłamywać policję w czasie tzw. przesłuchania, a zajmiemy się raczej np. kwestią, ile razy mówimy prawdę przeciw bliźniemu swemu, obgadując go na prawo i na lewo.
IX . Nie pożądaj żony bliźniego swego. Jest taki szmonces ironiczny: Icek pyta rabina, jaka musi być żona. Ładna? – Niekoniecznie. Mądra – Nie zawadzi, ale obejdzie się. A zatem dobra? – Przydałoby się, oczywiście, ale i to nie jest konieczne. Obowiązkowo natomiast musi być cudza...
X. Ani żadnej rzeczy, która jego jest. Z takiego pożądania brały i biorą się też różne wojny. Zawsze zazdrość piekielna, że on ma, a ja nie.
Dzisiejszy wpis na trochę ostatni: trzeba czasem odpocząć.

 

15:23, jan.turnau
Link Komentarze (26) »
czwartek, 27 lipca 2017
Bóg pośród gromów. Ale i w ciszy ponurej

Księga Wyjścia 19,1-2.9-11.16-20b
Lud dociera do Synaju i otrzymuje teofanię, czyli Bóg ujawnia się mu potężnie: „Trzeciego dnia rano rozległy się grzmoty z błyskawicami, a gęsty obłok rozpostarł się nad górą i rozległ się głos potężnej trąby, tak że cały lud przebywający w obozie drżał ze strachu”.
Wydarzenie historyczne? Nieśmiertelna kwestia, czy opisy takich zjawisk niebywałych w Biblii i innych relacjach dotyczą tego, co nazywa się faktami historycznymi. Ja jednak jestem akurat dzisiaj mniej skłonny do rozważania takich problemów i komentowania jakoś kategorycznego. Raczej do zamysłu nad tym, czemu na ogół „Bóg widzi, a nie grzmi”, choć dzieją się rzeczy skandaliczne. Bo taka jest jednak Jego natura: „Deus absconditus”, Bóg ukryty Błażeja Pascala. No i nie straszny, łagodny jak baranek właśnie. Jego obrazem jest przecież Syn, który dał się ukrzyżować.

12:09, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
środa, 26 lipca 2017
Manna, przepiórki i przeszłość rzekomo różowa

Księga Wyjścia 16,1-5.9-15
Uciekinierzy na pustyni szemrzą, że w Egipcie było lepiej, bo było co jeść. Idealizacja przeszłości ludzka rzecz, objawia się różnie. Było też powiedzenie: za komuny było lepiej, a kościelne narzekanie na „dzisiejszy świat” to też zjawisko ambonalne normalne. Zapomina się o kolejkach po wszystko i pustych półkach, ale też o tym, jaki był świat kościelny średniowieczny, w którym pierwszy prymas Polski, Mikołaj Trąba, był nieślubnym dzieckiem księdza kanonika sandomierskiego. W ogóle panta rei, także w Kościele rzymskokatolickim polskim. Prymasi nie tylko nie bywają dziećmi nieślubnymi, zmienia się też na tym urzędzie co innego i to tym bardziej na korzyść niewątpliwą. Prymas Wyszyński gorszył się publiczniesukienkami mini, prymas Polak nie wypowiada się - mam nadzieję - z ambony nawet na temat tego, że dziewczyny nasze chodzą po ulicach po prostu w majtkach. Alleluja! 
Wracając do dzisiejszego tekstu biblijnego. Poznanianka tłumaczy, że pustynny wikt w postaci manny i przepiórek, o którym też dzisiaj czytamy, mógł być darem natury, ale to Bóg zrządzał ich regularne pojawianie się. Co do mnie jednak, skłonny jestem, tak jak niektórzy uczeni teologowie, do zacierania granicy między „normalnością” i cudownością: Bóg tak urządził świat, żeby jak najsprawniej kręcił się sam i żeby rzadko potrzebował Jego szczególnej interwencji. Wędrujący do Ziemi Obiecanej Hebrajczycy mogli po prostu wpaść na pomysł zaspokajania głodu, choćby niezbyt regularnego, w tego rodzaju sposób, zresztąchyba nie oni pierwsi. Mam tylko problem, jak radzili sobie z pustynnym brakiem wody.  Dzisiaj dzień świętej Anny, Jezusowej babci, i wszystkich pań jej imienia: życzenia najlepsze! Pomocy Bożej, ale i ludzkiej we wszystkich Waszych sprawach!

18:04, jan.turnau
Link Komentarze (15) »
Archiwum