Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
środa, 31 października 2018
Drzwi wąskie, ale...

Ewangelia Łukasza 13,23-24
„Powiedział ktoś do Niego: - Panie, czy tylko niewielu będzie zbawionych? A On im odrzekł: - Walczcie, aby wejść przez wąskie drzwi, bo wielu - mówię wam - będą usiłowali wejść i nie dadzą rady” (EPP).
Na temat wieczności mąk piekielnych są przynajmniej dwa przekazy biblijne. Ten groźny i inny uspokajający. W Ewangelii Jana 14,2 jest mianowicie powiedziane - jak się to objaśnia na ogół - że zbawieni będą wszyscy, jako że mieszkań jest w domu Jezusowego Ojca wiele.
To podstawa dla dużo bliższej chrześcijanom wschodnim niż do niedawna zachodnim - nadziei powszechnego zbawienia. Zbawienie jest jednak Bożym darem, nie naszą zasługą, ale nie za darmo. Trzeba o nie walczyć, oczywiście ze sobą, nie z ludźmi innych poglądów: pracować nad sobą. A Bóg miłosierny nieskończenie pokona nawet złą wolę naszą przeraźliwie upartą.

15:07, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
wtorek, 30 października 2018
Wszystko zaczyna się od zera

Ewangelia Łukasza 13,18-21
Przypowieść o ziarnie gorczycy. Wśród nasion w kraju Izraela uchodziło ono za najmniejsze, więc było dobrym przykładem czegoś, co było znikome, a wyrosło zgoła ogromne. Królestwo Boże podobne jest do niego losem swoim, także do pieczeniowego zakwasu, ponieważ w postaci Kościoła także rozwija się ilościowo aż od prawie zera. 
Na początku było tylko uczniów dwunastu, a po Zmartwychwstaniu powstawała stopniowo cała uczniów armia, dziś religia świata nadal najliczniejsza. W ewangelicznych porównaniach nie ma natomiast nic o jakości dalszego ciągu, ale nie miał racji Karol Marx w uogólnieniu, że ilość przechodzi w jakość. Nie zawsze tak bywa, czasem przeciwnie. Kościół stał się w czwartym wieku religią całkiem legalną, z czasem panującą, ale jest to status bardzo niebezpieczny, przynależność do organizacji staje się sposobem na sukces zgoła doczesny. Papiestwo zaczęło się podnosić na dobre z moralnego upadku dopiero po otrzeźwieniu, jakim była protestancka reformacja, której stałą pamięć luteranie świętują jutro. 
Dzisiaj, osobliwie po odnowicielskim Soborze Watykańskim II, jest znowu papiestwo ewangelicznym światłem na wzgórzu. Niestety jednak w liście moich biskupów na stulecie Niepodległości znalazłem jakby sugestię źle oceniającą tamtą ewangelicką inicjatywę. Ale pewnie się czepiam, niesłusznie interpretuję słowa o „szkalowaniu i znieważaniu wiary katolickiej” jako jednej z wad narodowych, ponieważ wcześniej jest mowa o „roli Kościoła katolickiego oraz chrześcijan innych wyznań w zachowaniu przez zniewoloną Polskę narodowej tożsamości oraz odrodzeniu narodowym i religijnym”. Choć czy tamto to aż narodowa wada, czy nie trochę reakcja na kościelny triumfalizm i nietolerancję, który na szczęście już mija jak sen jakiś czarny.

16:16, jan.turnau
Link Komentarze (15) »
Co zrobić, żeby przebaczyć

Wpis na poniedziałek 29 października 2018 r.

„Bądźcie [zaś] jedni dla drugich dobrzy, miłosierni, wybaczając sobie nawzajem, tak jak i Bóg w Chrystusie wybaczył wam” 
(EPP).
Chrześcijaństwo jest religią przebaczenia. Krzyż jest naturalnie symbolem skrajnej nietolerancji, lecz przede wszystkim znakiem darowana winy. Według niełatwej do zrozumienia teologii Chrystus wziął na siebie w krzyżu wszystkie nasze grzechy, także ten ludzi, którzy Go skazali na śmierć, potem jednak nie powiedział ani słóweczka o jakimkolwiek rewanżu. Przypominają się tutaj słowa orędzia biskupów polskich do niemieckich, napisane w r. !965 po zakończeniu Soboru Watykańskiego II, który miał odnowić Kościół: „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie”. Przebaczamy także dlatego, że sami nie jesteśmy w tych stosunkach bez winy. Niemcy wyrządzili nam krzywdy potworne, następnie jednak, co prawda z woli państw alianckich i było to formalnie ich dzieło, ale przecież dokonane dla nas, wypędzono Niemców z ich od wieków ziem. Nie na pewną śmierć oczywiście, ale na poniewierkę straszną, zresztą w objęcia rodaków z takiego prezentu zadowolonych średnio. Efekt duchowy po tamtej stronie był też średni, próby samousprawiedliwienia i niedocenienie naszego gestu, ale co z tego. A dla wszystkich ludzi przykład, jak przebaczać we własne sumienie uważnie patrząc.
A sześćdziesiąt lat temu papieżem został jako Jan XXIII kardynał Roncalli. Przykład podobnej postawy także wiekopomny. Napisałem o nim dzisiaj w „Wyborczej”, także w magazynie „Ale historia!”

16:14, jan.turnau
Link Komentarze (17) »
niedziela, 28 października 2018
Aby tylko uwierzyć. Homoseksualizm, zoofilia, pedofilia...

Ewangelia Marka 10,52
Wówczas „Jezus powiedział do Niego: idź! Twoja wiara cię ocaliła” (BE). Był to żebrak niewidomy Bartymeusz, syn Tymeusza ( bo bar to po hebrajsku syn). Ocaliła go jego wiara. Można, owszem, powiedzieć, że to cud trochę dziwny: nie może się dokonać bez wiary zainteresowanego. Można zatem podejrzewać, że to jakaś jego autosugestia czy coś w tym rodzaju. Tyle że także w tym przypadku Bóg decyduje o losie człowieka niechętnie, bez jego zgody go raczej nie zmienia. A zgodę taką wiara wszak zakłada. Zmienił się, co więcej, na pewno stan Bartymeusza całkiem obiektywny: zaczął widzieć.
Co zaś do faktów w ogóle, to takową jest niewątpliwie tak zwana homofobia, czyli pogarda dla ludzi innej orientacji seksualnej. Problem właściwie odwieczny. Piszę o tym znowu, bo pomysł szkolnego piątku na ten temat burzę medialną wywołał (numer tygodnika „Do rzeczy”, tam Tomasz T. Terlikowski, ks. Paweł Bortkiewicz), a i faktu owego negowanie. Faktem jest również to, że oni są, że to nie ich mrzonka na ich temat. Można mieć różne zdania na temat tego, czy uprawnione jest fizyczne życie seksualne tych ludzi, niemniej nie wolno ich obrażać w różny sposób. To jest stanowisko mojego Kościoła, osobliwie papieża Franciszka. W naszym kraju, życiu potocznym, na pewno też jakoś publicznym bywa inaczej. Można dyskutować o tym pod różnym kątem. Czy aby mocnym staraniem się o swoją sprawę sami sobie nie szkodzą? Historia uczy jednak, że spokojne czekanie na odmianę swego losu nie wiele daje. Inności nie udawało się na ogół. Niewolnictwo nie zostało zakazane samo, podobnie było z nietolerancją religijną, antyfeminizmem i innymi zjawiskami, dziś ocenianymi jako łamanie praw człowieka. Oni i my musimy działać. Przyznaję, że postępowanie ludzi tej innej orientacji różne bywa. Monogamia nie jest ich wyborem najczęstszym, owszem, ale jedynym sposobem na to jest wspólna o to troska, po prostu przekonywanie, że taki jest humanistyczny ideał, a ludzie się zmieniają jednak. Wreszcie co do ich do tak zwanego pożycia płciowego, to zapytam, czy można narzucać celibat tym, którzy go nie ślubowali. Czy jednak na koniec homofilia to to samo co pedofilia, jeżeli nie zoofilia, bo i tak mówi się czasem. Otóż nie, bo człowiek nie zwierzę i „letni” nie dziecko.
Amen!

23:41, jan.turnau
Link Komentarze (26) »
sobota, 27 października 2018
Ewangelia czy Dobra Nowina?

List do Efezjan 4,11

Dzisiaj nie o tekście greckim. To tylko problem translatorski, bo znaczenie słów to samo, ale ci sami autorzy przekładu ekumenicznego 11 Kościołów i naszego Towarzystwa Biblijnego (nazywam to tłumaczenie krótko BE) raz, w czwartek, mają Ewangelię, tu dzisiaj mówią o głosicielach Dobrej Nowiny. Nie konsekwencja? Oczywiście nie, mają rację. Różnica kontekstu niuansowa, niemniej rzeczywista. Porównajcie, czytelnicy i czytelniczki, sami.

10:16, jan.turnau
Link Komentarze (24) »
piątek, 26 października 2018
Zgoda, kompromis to nie kompromitacja

Ewangelia Łukasza 12,54-59
„Kiedy idziesz z twoim przeciwnikiem do urzędu, staraj się w drodze dojść z nim do zgody” (BP). Bo sprawę waszą odda do sądu, gdzie możesz przegrać z kretesem. Ale grają w nas dwie wady. Pierwsza to uparta kłótliwość. Muszę postawić na swoim, inaczej ucierpi mój honor, a emocje negatywne buzują we mnie potężnie. Poza tym okropnie lubię ryzykować: jestem cokolwiek hazardzistą. Bez przygód podobnych życie mnie po prostu nudzi, to przecież rodzaj zabawy, choć dzieciństwo dawno minęło. Zresztą w społeczeństwie potrzebni są oczywiście sędziowie, skądinąd również prokuratorzy, do pilnowania wraz z policją porządku, no i adwokaci, aby obywateli bronić. Bez nas, czupurnych jak dzieci, z czego by tacy ludzie żyli...

22:24, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
środa, 24 października 2018
Ewangelista nie najmniejszy! Wszechświat, światy, logika Boga. Profesor Adam Strzembosz

List do Efezjan 3,8
„Mnie, najmniejszemu ze wszystkich świętych, została dana ta łaska, abym poganom głosił Ewangelię”. Świętym, czyli tym, którzy uwierzyli Świętemu, też nie takim „mikro”, w każdym razie ewangelistą był kolosalnym. Głosicielem Dobrej Nowiny (euaggelion), nie jakiejś średniej, że nad tym nie najradośniejszym ze światów jest Ktoś, kto myśli o nas nie tylko najżyczliwiej, także najskuteczniej. A żem biblista trochę, ale i bibliofil również, zatem to moje zdanie o świecie skojarzyło mi się z kolejną książką ks. prof. Michała Hellera, tym razem  pod tytułem „Ważniejsze niż Wszechświat”. Rzecz filozoficzna, kosmologiczna i teologiczna (Copernicus Center Press). Filozofia to raczej logika ścisła, coś jak matematyka niemal, a poza tym teologia.
Rozdział zatytułowany „Logika Pana Boga” jest, a jakże, a tam między innym namysł nad dyskusyjnym poglądem Leibniza, że ten nasz świat jest najlepszy. Otóż być może najlepszy z możliwych, co można uzasadniać wielorako, ale w książce jest też - jak zrozumiałem - pytanie kosmologiczne, czy są  inne wśród tych, co w ogóle są. Ale w ogóle pytań wiele, filozoficznych właśnie, całkiem fundamentalnych, czyli nie potocznych zgoła. 
Na koniec o prawie i sprawiedliwości. Napisało mi się do „GW” na jutro do druku, a już na dzisiaj do wyborczej.pl , bo internet przy papierze błyskawiczny, coś o człowieku, nie książce. Jak niżej. Prawnik, co buduje mosty. Profesor Strzembosz nagrodzony przez KIK.
W środę 24 października 2018 warszawski Klub Inteligencji Katolickiej wręczył swoją coroczną nagrodę wybitnemu polskiemu prawnikowi Adamowi Strzemboszowi. Laudację wygłosił  Rzecznik Praw Obywatelskich  Adam Bodnar. Wyróżnienie nosi łacińską nazwę PONTIFICI i jest to drugi przypadek od słowa „pontifex”, co znaczy dosłownie „budujący mosty”. Laureat czyni to od lat już bardzo wielu. Jest w tej dziedzinie naukowej specjalistą, poza tym przejmuje go bardzo rzeczywistość polityczna i społeczna, którą prawo reguluje. Działał w tych sprawach w „Solidarności” jawnej i podziemnej, przy Okrągłym Stole i w Komitecie Obywatelskim przy Lechu Wałęsie. Był w rządzie Tadeusza Mazowieckiego wiceministrem Sprawiedliwości, później I prezesem Sądu Najwyższego. Lista honorowych wyróżnień publicznych tu się nie zmieści, jest Order Orła Białego, także Krzyż Wielki Orderu Zasługi RFN, również  Order Św. Grzegorza  Wielkiego, też Medal Św. Jerzego. Bardzo zaangażowany religijnie, także ekumenicznie, pojmuje swoją wiarę jako czynnik łączący ludzi, nie dzielący. Nie mógł dlatego nie protestować dzisiaj, gdy dla celów partyjnych niegodziwych, dzielących ludzi, burzących takie mosty, łamie się prawo, a przez to sprawiedliwość. Również chrześcijańską.

16:37, jan.turnau
Link Komentarze (46) »
wtorek, 23 października 2018
Cnota kardynalna najważniejsza: roztropność. Ale też o czystości, seksie

Ewangelia Łukasza 12,35-38
Pismo Święte jest oczywiście przewodnikiem po życiu. Wczoraj czytaliśmy o tym, że złudne jest poczucie bezpieczeństwa biorące się stąd, żeśmy pieniężnie bogaci. Można wtedy być rozprężonym psychicznie, nic nam przecież nie grozi. Jest inne jeszcze częste złudzenie nasze: że nic się nie zmieni. Możemy zaprzestać czuwania. Ewangelia mówi, że to bardzo ryzykowne. „Biodra wasze niech będą przepasane i lampki zapalone. A wy bądźcie podobni do ludzi oczekujących swego pana, aż wróci z wesela, abyście, gdy przyjdzie i zakołata, zaraz mu otworzyli. Błogosławieni słudzy owi, których pan, gdy przyjdzie, znajdzie czuwających. Amen, mówię wam, przepasze się i posadzi ich, i podchodząc [do każdego], będzie im usługiwał. A gdyby podczas drugiej czy trzeciej zmiany przyszedł i tak ich znalazł, błogosławieni są oni” (EPP).
Najpierw o owym przepasywaniu się. Krąg śródziemnomorski nie używał spodni, obywali się bez nich nawet mężczyźni. Chodzili w tunikach. Taka suknia była często niewygodna, bo za długa, krępowała nogi, czyli utrudniała ruchy. Żeby sprawnie funkcjonować, ściskano ją sznurem czy paskiem. Przepasanie bioder oznaczało zatem gotowość do pracy, koniec odpoczynku. Nigdy nie wiadomo, kiedy taka chwila alarmu nadejdzie. Życie paradoksem stoi, niespodziankami również. Czuj, czuj, czuwaj... Zwyciężają roztropni. Taka cnota nazywa się kardynalną, wyprzedza trzy pozostałe, sprawiedliwość, umiarkowanie i męstwo, właściwie to je poniekąd obejmuje. Niemniej tradycyjnych spisów cnót jest więcej. Jest także aż siedem głównych, gdzie jako trzecia figuruje czystość. Obejmuje także tradycyjnie sprawy seksualne. Parę dni temu jeden z komentatorów zarzucił mi, że grzechy w tej materii lekceważę, niemal neguję, bo napisałem, iż są większe. Otóż nie przyznaję się do błędu. Pamiętam sprzed wielu lat spowiedź u księdza skądinąd wykształconego, nie zacofanego przecież teologicznie, który powiedział mi, że w tej dziedzinie każda myśl nawet „nieczysta” jest grzechem ciężkim. Otóż takie było potoczne nauczanie powszechne, niemal doktryna katolicka oficjalna. O to mi chodziło, o nic więcej.

11:54, jan.turnau
Link Komentarze (38) »
poniedziałek, 22 października 2018
Majętność szczęścia nie daje. Polityka, hagiografia

Ewangelia Łukasza 12,13-21
Są rzeczy oczywiste od grzechu pierworodnego, ale nieustannie lekceważone. „I powiedział do nich: uważajcie i wystrzegajcie się wszelkiej chciwości, bo nawet jeżeli ktoś opływa w bogactwo, życie jego nie od tego zależy” (BE). Opowiedział Jezus zatem przypowieść o właścicielu ziemskim, któremu pole obrodziło tak bardzo, że martwił się, gdzie takie zbiory pomieści. Zbudował więc śpichlerze jeszcze większe i już myślał, że będzie szczęśliwy bez granic, powiedział nawet sobie: jedz, pij i wesel się. Bóg jednak ostrzegł go, że może tej nocy umrzeć i te dobra dostanie ktoś inny. Majątek duchowy jest natomiast nie do stracenia: trzeba być bogatym, ale przed Bogiem. Ważne jest szczęście pośmiertne, ale ziemskie też nie zależy od stanu konta. Sprawia go na ogół tylko zmiana sytuacji: z niedobrej na lepszą. Bywa zatem książę smutniejszy niż żebrak. Jedna rzecz tylko jest ponad odmiany losu: czyste sumienie. Komfort z tej przyczyny psychiczny.
Teraz mniej psychologicznie i etycznie: najpierw bibljno-politycznie, potem patriotyczno-hagiograficznie.
Wczoraj, czego nie skomentowałem w moim wpisie jakoś, czytaliśmy u Marka 10,42-43: „A Jezus przywołał ich i rzecze: -Wiecie, że ci, co się mają za władców narodów, gnębią je, a ich przywódcy stosują przemoc. Wśród was niech będzie inaczej” (EPP). Czyli powinienem się był do tego wskazania odnieść w dniu tak mocno politycznym, oczywiście nie partyjnie. Natomiast dzisiaj dzień patrona niewątpliwego Polski św. Jana Pawła II, z tej historycznej racji, że przed 40 laty „papieżyć” (termin jego własny) oficjalnie zaczął. Alleluja.

15:54, jan.turnau
Link Komentarze (20) »
niedziela, 21 października 2018
Pismo Święte nie hagiografia, oj nie

Ewangelia Marka 10,35-45
Opowieść bardzo prosta o duchowym prostactwie elity, która tworzyła Kościół. Ot, poprosili Jezusa, dwaj Jego apostołowie ukochani, czołówka Dwunastu, bracia Jakub i Jan, aby w Jego chwale, czyli władzy najwyższej, siedzieli po Jego prawicy i lewicy. No cóż, jak sami nie załatwimy sobie czegoś, to pewnie nikt. Karierę trzeba sobie starannie organizować, sama się nie zrobi. Jesteśmy przecież sami kowalami swego losu, nikt inny. Na co On zareagował dobrotliwie. Nie skarcił ich porządnie za brak pokory, tylko tłumaczył im, że nie wiedzą, o co proszą. Odpowiedział, co prawda, tak, że zupełnie nie mogli Go zrozumieć. Mówił o jakimś kielichu, który On musi wypić, i chrzcie, który musi przyjąć, a nie chodziło Mu o wypicie wina ani obmycie wodą. W ucztach brali udział i chrzest od Jana Chrzciciela najpewniej przyjęli, ale Jemu chodziło o Jego śmierć męczeńską. I ich przyszły los podobny, choć chyba Jana wyjątkowo nie. Potem Jezus nie dołączył się do oburzenia ich zabieganiem o karierę wśród pozostałych dziesięciu, zaczął im natomiast kłaść do głowy, że owszem, ci, którzy uważają się za władców narodów mają całkiem inną optykę, uciskają je, uważają się za wielkich i dają odczuć swą władzę, ale kto chciałby z nich być wielki, niech będzie wręcz niewolnikiem wszystkich. Albowiem On przyszedł nie po to, żeby Mu służono, ale aby Mu służono i umrzeć za wszystkich.
Biblia hagiograficzna nie jest zgoła, nie przedstawia swoich bohaterów jako moralne ideały. Nawracają się dopiero później. Jeszcze później Kościół zaczął swoją historię rozjaśniać wbrew faktom. Na szczęście teraz zrozumiał, że tędy droga. Posłuchał Ewangelii.

13:23, jan.turnau
Link Komentarze (30) »
Mądrością obdarowani jesteśmy

wpis na sobotę 20 października 2018 r.

List do Efezjan 1,17
„Niech Bóg naszego Pana Jezusa Chrystusa da wam Ducha Mądrości i objawienia w poznawaniu Go, pełne światła oczy serca, abyście wiedzieli, czym jest nadzieja, do jakiej was wezwał, czym jest bogactwo chwały Jego dziedzictwa wśród świętych, jak wspaniały jest ogrom Jego mocy względem nas, wierzących, według działania siły Jego potęgi” (Biblia 11 Kościołów). Skomplikowany to jest styl, ale człowiek to styl jego, bo jego też to była epoka, w której prostota wypowiedzi nie była ideałem. Określeń superlatywnych bardzo tu wiele. W końcu to tylko list, nie traktat długo i z namysłem pisany. A przesłanie słów po prostu takie: mądrzy uczniowie Chrystusa rozumieją, że potęga Boża stanowi dla nas uzasadnienie nadziei, do jakiej nas wezwał.

13:23, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
piątek, 19 października 2018
Do tej chwały przeznaczeni. Nasz święty Jerzy

List do Efezjan 1,11-12
„W Nim także zostaliście własnością [Jego] będąc przeznaczeni według zamysłu Tego, który wszystko sprawia zgodnie z postanowieniem swojej woli, abyśmy się stali piewcami Jego chwały, my,którzy już uprzednio złożyliśmy nadzieję w Chrystusie” (EPP).
Przeznaczeni nie w tym sensie, żeby innych czekała beznadziejność ostateczna: natomiast owa elita ma opiewać Jego miłość absolutną i wszechmocną, tym samym nadzieję, którą jest Jego syn, Chrystus. Opiewać swoim życiem i śmiercią: dziś rocznica kolejna męczeństwa księdza Jerzego Popiełuszki. Świętego naszego dzisiejszego.

15:57, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
czwartek, 18 października 2018
Grek, literat, lekarz miłosierny

2 List do Tymoteusza 4,11
„Tylko Łukasz jest ze mną” (BE)
Uczeń Pawłowy, wierny mu właśnie, dzielnie z nim podróżujący, bo zresztą jako nie Żyd do apostoła innych narodów bardzo pasował. Był pod jego teologicznym wpływem, choć myślowo bardzo samodzielny. Po latach lektur biblistycznych został w mojej pamięci jako nie tylko pisarz, także lekarz (nazwany jest tak w Liście do Kolosan 4,14). Był także w tej pracy na pewno sumienny, bo z jego pisarstwa wynika, że każdemu ludzkiemu cierpieniu współczuł autentycznie. Miłosiernie: to właśnie w jego ewangelii jest przypowieść o Samarytanie, który choć należał do innego ludu, zajął się troskliwie Żydem poranionym przez zbójców, gdy kapłan i lewita ominęli go obojętnie. W swojej twórczości pisarskiej też był pracowity:napisał dwie duże księgi, poza ewangelią, najdłuższą z czterech, jest również autorem Dziejów Apostolskich. Głównym bohaterem jest tam jego mistrz Paweł.

15:21, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
Obrzezania niewolę odrzucić: obrzezanie, w ogóle te sprawy cielesne. Wiesław Myśliwski: „Ucho igielne”

Wpis na środę 17 października 2018 r.

List do Galatów 5,1-6
Paweł nie boi się rozrabiać, w świętej sprawie przycinania napletka również. Tamten obyczaj to dla niego symbol Prawa, a apostoł twierdzi, że „w Chrystusie nie ma znaczenia obrzezanie ani jego brak, ale wiara, która działa przez miłość.” (BE). Czyli jednak przez uczynki, które z wiary i miłości wynikają, jak to precyzował autor innego listu Jakub. Natomiast dla nas jest dzisiaj problem podobnie umiejscowiony inny. Tamta część ciała nie może być uważana za najważniejszą. Seks nie jest sednem etyki, także w tym sensie, że grzechy w tym temacie anatomicznym są mniej ważne od tylu innych.
Książek teologicznych ciekawych na naszym rynku pod dostatkiem. Ogłaszam, że ukazała się rzecz polskiego teologa wybitnego ks. Grzegorza Strzelczyka oraz teolożki świeckiej Anety Kuberskiej-Bębas pod tytułem „Wolność, wiara, Bóg. Rozmowy o chrześcijaństwie” (WAM).
No właśnie - wolność. Ale mamy przecież również swoich powieściopisarzy. Z moich rodzinnych stron sandomierskich pochodzi Wiesław Myśliwski. Sandomierz to znowu miejsce jego literackiej akcji. Tytuł utworu „Ucho igielne” brzmi biblijnie, ale owa ciasna brama to furtka nie tylko w Jerozolimie, także w tamtym grodzie nadwiślańskim. Opowieść o ludzkim losie, miłości męsko-damskiej... (Znak).

15:19, jan.turnau
Link Komentarze (39) »
wtorek, 16 października 2018
Faryzeusze, faryzeusze... Papież Karol Wojtyła

Ewangelia Łukasza 11,37-41
O nich w ewangeliach pisze się bardzo krytycznie. Dzisiaj czytamy: „Gdy jeszcze [Jezus] mówił, zaprosił Go pewien faryzeusz do siebie na obiad. Poszedł więc i zajął miejsce za stołem. Lecz faryzeusz, widząc to, wyraził zdziwienie, że nie obmył wpierw rąk przed posiłkiem. Na to rzekł Pan do niego: „Właśnie wy, faryzeusze, dbacie o czystość zewnętrznej strony kielicha i misy, a wasze wnętrze pełne jest zdzierstwa i niegodziwości. Czyż Stwórca zewnętrznej strony nie uczynił także wnętrza? (BT). Formalizm, formalizm, formalizm. 
Zagraża każdej postawie etycznej, nie tylko żydowskiej, chrześcijańskiej, konkretnie katolickiej, a jakże. Podobni płytcy duchowo formaliści zdarzali się często pośród faryzeuszy, aczkolwiek w ewangeliach widzimy także piękne ich postacie. Gorsi moralnie, w gruncie rzeczy bezideowi byli ich rywale ze stronnictwa saduceuszy. Związani bardziej ze Świątynią, nieraz kapłani, gdy ta została zburzona, głównymi przeciwnikami pierwotnego Kościoła stali się faryzeusze. Otóż taką optykę widać - według także katolickich, nie tylko żydowskich biblistów - w ostatecznych tekstach ewangelii redagowanych w już latach późniejszych. Stamtąd etykietka przeszła do nauczania chrześcijańskiego i języka europejskiej kultury.
A dzisiaj dopiero dokładna, już czterdziestoletnia rocznica wybrania na papieża naszego rodaka. Tak się dziwnie złożyło, że ja go właściwie osobiście nie znałem. Kiedyś w Krakowie przywitałem się z jakimś biskupem tamtejszym, myślałem, że to sufragan Stanisław Smoleński, zapomniałem się mu przedstawić, co uniemożliwiło przyszłemu papieżowi dowiedzieć się, jak wygląda facet, którego czytał podobno w „Więzi” i polecał klerykom (pewnie aż nie napisałem tam krytyki kościelnego nauczania o antykoncepcji). Nie dowiedział się jednak Karol Wojtyła i długo potem, gdy zobaczyłem go już w Watykanie. Był w Rzymie pierwszy Sobór Młodych, papież spotkał się z nami, ale przyszły kardynał Dziwisz prosił, żeby go jeszcze słabego po zamachu nie męczyć indywidualnym przedstawianiem się.
Żebyśmy tylko go wszyscy otoczyli. Niemniej każdy chciał mieć takie z nim osobiste zdjęcie, więc i ja, szczególnie że zobaczyłem, iż przygląda się bacznie starszemu panu. Już chciałem uklęknąć, gdy uprzedził mnie ksiądz (ożenił się zaraz potem) - i Dziwisz zakończył zgromadzenie.

12:33, jan.turnau
Link Komentarze (28) »
poniedziałek, 15 października 2018
Mądrość nie więdnie, Słowo jak miecz. Znak Jonasza

Księga Mądrości 7,7-11
List do Hebrajczyków 4,12-13
Ewangelia Łukasza 11,29-32
Najpierw teksty z wczoraj jeszcze. Podziwiam ich szczególną poetycką obrazowość. Biblijna księga na temat mądrości powiada, że „kto dla niej wstanie o świcie, ten się nie natrudzi, znajdzie ją bowiem siedzącą u drzwi swoich. O niej rozmyślać to szczyt roztropności, a kto z jej powodu nie śpi, wnet się trosk pozbędzie.” (BT). Zatem może trosk mi ubyło, gdy dziś o godzinie nocnej 3.15 te słowa tutaj wpisałem. Również wtedy trochę, gdy w Liście do Hebrajczyków wyczytałem, że „żywe jest Słowo Boga i skuteczne, ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny” . Wszelako nie jest to zawsze skuteczność automatyczna, trzeba Pismo nieraz objaśniać, jak każdy tekst sprzed wielu wieków. Przydają się zatem także głosiciele Pisma, choć sami nieraz mądrością nie grzeszą, czym innym całkiem niektórzy. Gra półsłówek: „prucie chałata”. A do owych głosicieli urzędowych niewiasty należeć mogą, sugeruje Józef Majewski problem ów przedstawiając w „Tygodniku Powszechnym” z niedzieli. Kobiety w rządach i samorządach, za ołtarzami również! Już teraz według kardynała wiedeńskiego Schönborna Watykan przywróci diakonat kobiecy z pierwszych wieków.
A na dzisiaj z Ewangelii Łukasza czytamy o proroku Jonaszu i mesjaszu Jezusie. O Żydach, że żądali znaku słowa Jezusa potwierdzającego, a otrzymali tylko znak tego proroka starotestamentowego. Był on posłany do mieszkańców Niniwy i ci uwierzyli mu, a gdy teraz do ludu Izraela mówi ktoś od Jonasza większy, nawet większy od króla Salomona, którego przyjechała słuchać królowa arabskiej Saby (mniej więcej Jemenu dzisiejszego) - nie chcą uwierzyć. Jako i my, ludzie dzisiejsi, wierzymy przecież nie za bardzo.

14:34, jan.turnau
Link Komentarze (13) »
niedziela, 14 października 2018
Maksymalizm: aby nie głupi

Ewangelia Marka 10,17-30
Ktoś zapytał Go, co ma czynić, aby odziedziczyć życie wieczne (czyli doczekać się po śmierci szczęścia nieziemskiego). Przykazań już przestrzega. Jezus odpowiedział mu wtedy, że ma rozdać swój majątek i pójść za Nim. Zmartwił tego kogoś, albowiem ten wiele posiadał. Morał dla nas dzisiaj? Na pewno nie taki, żeby całą zawartość konta przelać na Owsiaka, Szlachetną Paczkę albo Caritas, po czym wstąpić do jakiegoś zakonu, gdzie na pewno nie wymagają wniesienia posagu. Trochę inaczej. Gdzie indziej Jezus powiedział o największym przykazaniu, czyli miłości Boga i bliźniego, i to jest tutaj sedno sprawy. Kochaj i rób, co chcesz, jak poradził św. Augustyn, albo róbta, co chceta, jak poleca to samo wyżej wymieniony inicjator Przystanku Woodstock, ale jemu nie zarzucono demoralizacji. Aby tylko miłowanie nie oznaczało przede wszystkim zaspokajania potrzeby seksualnej. Kochaj nie tylko siebie, choć siebie też, co zresztą wcale nie proste. Do mądrej miłości trzeba wrażliwości, roztropności, szlachetności i ofiarności niemałej! Amen!

18:46, jan.turnau
Link Komentarze (19) »
sobota, 13 października 2018
Błogosławionych cały rój

Ewangelia Łukasza 11,27-28
Jakaś kobieta widząc Jezusa zawołała, że błogosławione są łono i piersi Jego Matki. On doprecyzował, że raczej po prostu błogosławieni są wszyscy, którzy słuchają Go z dobrym skutkiem. Może należy wyjaśnić, co to znaczy „błogosławieni”, „błogosławione”.
Przymiotnik ten, raczej imiesłów, oznacza nie tyle to, co „pobłogosławione”, czyli takie, nad którym został wykonany religijny gest życzliwości. Nie tylko to, co cielesne, materialne. Życzenia „błogosławionych świąt wielkanocnych” oznaczają dobrą ocenę owych świąt, ale także nasze życzenia, aby były udane, dla nas szczęśliwe, dla nas pożyteczne duchowo. Po takiej definicyjce semantycznej wracam do Ewangelii. Dobrą ocenę moralną należy rozciągnąć na ludzi bardzo wielu. Jan Paweł II ogłosił błogosławionymi bardzo wielu ludzi, może nawet więcej, niż wszyscy papieże dotąd. Zapewne było także w tym trochę naiwności, którą stale wykazywał wobec bliźnich, ale też dużo Bożej optyki w ocenach moralnych. Wszyscyśmy utworzeni na obraz Boży i nie da się powiedzieć, że to nie za bardzo wyszło.

09:47, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
piątek, 12 października 2018
Proście, a dostaniecie

Ewangelia Łukasza 11,14-26
„Proście, a dane wam będzie” (EPP)
Niemniej modlimy się o coś jakby bez skutku. Niewątpliwie bywa i i tak, jeżeli przez skutek rozumie się wynik według naszego zamówienia, a nie projektu Bożej Opatrzności. Jeżeli zakładamy, że Bóg istnieje, jest nieskończenie mądry i dobry, a do tego jeszcze wszechmocny, to powinniśmy godzić się na taki czasem los. Naturalnie łatwo powiedzieć, jednak jest też takie całkiem świeckie pouczenie: „W każdej rzeczy końca patrzaj”, a koniec ów w naszej religijnej optyce przekracza przecież nasz ziemski żywot. Nie pociągnę podobnego komentarza dalej, powtórzę natomiast polecenie, że mamy spokojnie prosić. Jak Pana Boga, tak i bliźnich. Wobec zwracania się z tym do innych ludzi mamy opory rozmaite, ale nieraz tkwią one w naszej wypaczonej dumie, ambicji, żeby nie wydać się niedorajdą, bośmy wszak sami niemal wszechmocni. Prawie jak właśnie On sam.
Wyspałem się, a jak napisał mój genialny stryj Stefan Turnau I, światopogląd człowieka zależy od tego, jak śpi w nocy, przeto dołączam jak i wczoraj coś z książki włoskiego autora Alessandra Pronzato pod polskim tytułem . „Radość na każdy dzień” (PROMIC). Na dzisiaj właśnie jest tam o świętej pamięci arcybiskupie San Salwadoru Oscarze A. Romero, zamordowanym w 1980 r. przez tamtejszą skrajną prawicę. Że jako męczennik w walce o sprawiedliwość powinien być ogłoszony świętym. Otóż papież Franciszek już go beatyfikował, a właśnie w tę niedzielę ma kanonizować. Zatem nie traćmy nadziei, panta rei! Alleluja! 

16:34, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
czwartek, 11 października 2018
Problem nieśmiertelny: wiara i uczynki. O klerze trochę znowu

List do Galatów 3,1-5
„Czy więc ten, który udziela wam Ducha i dokonuje cudów pośród was, czyni to ze względu na uczynki Prawa, czy ze względu na posłuszeństwo w wierze” (BE). Paweł jest na tak zwane uczynki uczulony. Chodzi mu nie tylko o te rytualne, ale i o, mówiąc po prostu,  postępowanie wobec bliźnich. Sięga do sedna tej problematyki i akcentuje rolę w tym wszystkim Bożą. Jeżeli tylko naprawdę wierzymy, że On jest i interesuje się swoim stwórczym dziełem, to uznajmy, że oświeca nas i daje siłę do dobrego działania. Nie jest ono naszą zasługą, w gruncie rzeczy Bożą. Powinniśmy przestać myśleć ciągle o kodeksie Prawa, raczej spojrzeć w siebie, gdzie działa Boży Duch. I oczywiście samemu czynić dobro. Uczynki wynikają z wiary, ale muszą być. Paweł nie pisał traktatów, tylko listy, nie dbał w nich o precyzję, o wyważanie słów, trzeba było go interpretować właściwie, co zrobił Jakub, a czyniono to głupio (por. 2 List Piotra 3,15-16). Prostował też potem Marcin Luter, a wreszcie ewangelicy i rzymscy katolicy napisali wspólnie dokument o usprawiedliwieniu z wiary, nie z uczynków. Alleluja!  Księża, księża, księża... Książki o takich, co nie księżyska: W Bibliotece „Więzi” opowieść Izabeli Broszkowskiej o Tadeuszu Fedorowiczu „Szczęśliwe życie”, o innym natomiast wspaniałym duchownym, Klemensie Szeptyckim, dzieło zbiorowe ze wstępem prof. Adama Daniela Rotfelda (Wydawca: Kolegium Europy Wschodniej). Kto czyta, nie błądzi, dużo mądrzej sądzi! No i przeczytałem w tomiku PROMIC-u Alessandra Pronzata „Radość na każdy dzień” (przekład Krystyny Kozak) na 7 października taką uwagę w Polsce na wagę brylantu: „Dałby Bóg, aby wszyscy księża troszczyli się nie tylko o formowanie dobrych chrześcijan, lecz także odpowiedzialność obywateli, ludzi miłujących praworządność i dbających o zachowanie «czystych rąk», kiedy sprawują władzę. Nie wystarczy chodzić i pisać sprayem na wiaduktach autostrad: «Bóg istnieje»: niekiedy trzeba napisać też: «Państwo istnieje».”. Święte słowa Jegomości!

13:50, jan.turnau
Link Komentarze (30) »
wtorek, 09 października 2018
Przepraszajmy, Kościół niech również bije się w piersi

List do Galatów 1,13
„Słyszeliście przecież o moim postępowaniu, gdy jeszcze wyznawałem judaizm, że z zaciekłością prześladowałem Kościół Boży i usiłowałem go zniszczyć.”
Napisałem już raz tutaj, że to Pawłowe mea culpa jest wspaniałym wzorem dla całego ludzkiego gatunku. Należą jednak do niego także prominenci kościelni. Franciszkowa samokrytyka za obronę chilijskiego biskupa w sprawie pedofilskiej została uznana za rarytas, a przecież to powinna być kościelna „normalka”. Dał tu przykład Jan Paweł II swoim postnym wyznaniem grzechów Kościoła ogromnie nowatorski. Film „Kler” zobaczę pewnie dopiero jutro, ale już dzisiaj przypuszczam, że jest to, jak ktoś powiedział, spowiedź. 
Spowiedź paru księży. Szczera. A jak będzie odebrana, czy nie jako obraz całego Kościoła, zatem moralnie obrzydliwego, a więc takiego, z którego należy wystąpić do niego przypadkiem nie wstępować, to inna sprawa. Liczę na mądrość widzów, choć nie za bardzo na mądrość ich duszpasterzy, którym nie podoba się pokorna postawa niektórych biskupów. W każdym razie nie jest to na pewno zamierzony atak na Kościół. Jest to dzieło psychologicznie religijnie, duchowo głębokie. W duchu papieża Franciszka.Polecam najmocniej katolicyzm odważnie samokrytyczny w książce Grzegorza Kramera SJ,Piotra Żyłki oraz Łukasza Wojtusika pod tytułem „Łobuzy. Grzesznicy mile widziani”!

17:56, jan.turnau
Link Komentarze (39) »
poniedziałek, 08 października 2018
Doktryna chrześcijańska nie jest zamrożona

List do Galatów 1,6-10
„Są tylko tacy, którzy sieją zamęt wśród was i chcą fałszować Ewangelię Chrystusa” (BE) O jakich takich apostołowi narodów chodziło? Ano o tych, co nie rozumieli, że obrzezanie obowiązuje tylko Żydów, inne narody już nie. Paweł nie przebiera w słowach, mówi wręcz o tych ówczesnych konserwatystach religijnych, iż są przeklęci. W każdym środowisku są natomiast podobni, którym dotychczasowy kształt ortodoksji wydaje się nienaruszalny. Nie wszyscy są gotowi do zmiany poglądów od razu. Trudno nam to pojąć, ale rozumiemy przecież, że ludzkie myślenie to nie jazda samochodem, w której zmienić kierunek łatwo.
Muszę zaznaczyć na swój temat, że także w sprawie stosunku kobiet, ekumenizmu wobec nich, nie jestem żadną miarą jakimkolwiek konserwatystą. Posądzanie mnie o to na podstawie niedzielnej wzmianek o Greczynce czy katechetce świadczy o przeczuleniu na tym punkcie.
Jestem także za kapłaństwem kobiet. Ale takie przewrażliwienie jakoś rozumiem: tyle lat pysznego patriarchalizmu, którego ślady pokutują dotąd, zrobiło swoje. Zauważam także z zadowoleniem pośród polskich duchownych katolickich, że celibat obowiązkowy jakby przestawał być w wypowiedziach publicznych tabu.
Co jeszcze zmieniać albo i nie zmieniać? Sygnalizuję dwie publikacje. Gillesa Jeana Guenina „Strach przed diabłem. O przezwyciężaniu lęków i przesądów” (tłum Agnieszka Kuryś, PROMIC, autor sam jest egzorcystą), także książkę historycznoteologiczną o małżeństwie Jarosława Kupczaka „Źródła sporu o „Amoris laetitia” (dominikanie.pl).

15:13, jan.turnau
Link Komentarze (15) »
niedziela, 07 października 2018
Rozwody. Humorysta Józef Życiński w sprawie kleru rangi różnej

Ewangelia Marka 10,2-16
Przeczytałem te wersety, także podobne u Mateusza w rozdziałach 5 i 19. „W domu pytali Go o to znowu uczniowie, a On rzekł im: - Kto porzuci żonę swoją i żeni się z inną, cudzołoży względem niej. I jeśli ona, porzuciwszy swego męża, wychodzi za innego, cudzołoży”(EPP). 
Twarde słowa. Bibliści, co prawda, zmiękczają je zauważając, że u Mateusza mamy wersję łagodniejszą. Bo z wyjątkiem: „Kto by odesłał żonę swoją nie z powodu rozpusty i ożenił się z inną, cudzołoży” (EPP). Komentuje się to tradycyjnie w ten sposób, że chodzi tutaj o kobietę w ogóle, nie o żonę (terminologia ta sama) legalną, o jakiś związek nielegalny, czyli o nierząd, rozpustę (Biblia Tysiąclecia, wydanie czwarte, z r. 1975). Nie jest to jednak dla mnie i biblistów bardziej fachowych mocny argument, prawosławni również powołują się na wersję Mateuszową bez takiego komentarza. Myślą zresztą mniej niż chrześcijanie zachodni prawniczo, małżeństwo to dla nich nie tyle instytucja prawna, ile związek miłości, która może się skończyć. „Kościół powołując się na przykład Mojżesza (por. Mt 19, 3-12) i troszcząc się, ażeby nie był większego grzechu, może zdjąć swoje błogosławieństwo w przypadku cudzołóstwa lub całkowitego rozkładu pożycia małżeńskiego. W takim przypadku pozwala też stronie pokrzywdzonej na powtórne zawarcie związku małżeńskiego.” („Porównanie wyznań rzymskokatolickiego, prawosławnego, ewangelicko-augsburskiego, ewangelickoreformowanego”. Konsystorz Kościoła Ewangelicko-Reformowanego”, Warszawa 1988).
Ewangelicy również dopuszczają wyjątki od zasady nierozerwalności i dopuszcza je również papież Franciszek w adhortacji „Amoris laetitia”. Z argumentacją, która jest najkrócej taka: Kościół jest miłosierny i w szczególnych przypadkach ma prawo dopuścić rozwodnika do Komunii, pozwalając mu (im) też na pożycie małżeńskie, jeżeli uzna, że jego wina, grzech „rozwodniczy” ciężki nie był.
Lektury. Janusz Poniewierski napisał w ostatnim „Znaku” o zmarłym kilka lat temu arcybiskupie Józefie Życińskim. Że był człowiekiem niezastąpionym. Teraz też tak myślę, ale inaczej było po jego śmierci. Pojechaliśmy z koleżanką z „GW” na jego pogrzeb w Lublinie, ona po wyjściu z kościoła miała łzy w oczach, a ja wciąż myślałem o jakichś swoich nieważnych kłopotach. Ale też pamiętam, jak arcybiskup rozładował mnie kiedyś. Spotkałem go gdzieś i pożaliłem się na pewną Greczynkę. Bo napisałem w „GW”, że między patriarchą Konstantynopola i i papieżem jest taka różnica, że pierwszego można spotkać w toalecie, jak zdarzyło mi się kiedyś w Polsce, drugiego się nie da. Zostało to zrozumiane jako lekceważenie dla pierwszego, gdy oznaczało raczej przytyk dla drugiego, że został jakby odczłowieczony. Otóż wtedy Życiński wziął tę panią w obronę, przypominając mi anegdotę o katechetce. Na pytanie ucznia, czy księża siusiają, odpowiedziała po namyśle, że tak, ale rzadziej. No więc patriarchowie wręcz nigdy, zatem tamto moje spotkanie było zupełnie niemożliwe...

00:12, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
sobota, 06 października 2018
Koniec bardzo szczęśliwy. Przed grobem zawsze?

Księga Hioba 42,1-3, 5-6, 12-17
Los bohatera dzieła odmienia się radykalnie. Wraca powodzenie życiowe wielorakie. Przyznaje, że niesłusznie narzekał na Boga, a On karci przyjaciół Hioba, że nie mówili o Nim tak prawdziwie, jak Jego sługa Hiob. Ma rację Biblia Poznańska, gdy komentuje, że w księdze widać, iż ludzkie nieszczęście nie zawsze wynika z jego winy. I tylko uwaga moja, iż życie nasze na ziemi nie zawsze heppy endem się kończy.
Dołączam mój sygnał bibliofilski
Głośne myślenie. Dlaczego Pan Bóg lubi ateistów? Jonasz
Kiedyś pewien niedowiarek zapytał o to ks. Zbigniewa Czendlika. Duchowny ów rzymskokatolicki, Polak ze Śląska Cieszyńskiego pracujący w Czechach, odpowiedział krótko i węzłowato: „Bo Mu dupy nie zawracają”. Bo ludzie wierzący religijnie wciąż od Niego czegoś chcą, wymagają, by brał udział w ich troskach. W książce pod tytułem „Bóg nie jest automatem do kawy”, która jest rozmową zrobioną z nim przez dziennikarkę czeską Marketę Zahradnikową (przełożyła Julia Różewicz), tłumaczy, czemu przestaje, dialoguje z ateistami.
Reklamuję to dziełko z opóźnieniem, pisano o nim na przykład w „Gazecie Wyborczej”, lepiej jednak późno, niż wcale, a o mądrych i dobrych księżach trzeba pisać coraz częściej, aby nie utwierdzało się wrażenie, że to głównie głupie łajdaki.
Inne złote myśli: „Nie jesteśmy w stanie pojąć Boga, tu na ziemi to niemożliwe. To tak jakby postać z kreskówki próbowała pojąć swego stwórcę, na przykład Kaczor Donald Walta Disneya”. To twierdzenie teologiczne dzisiaj jest prawie banalne, niemniej niejaki Józef Stalin powiedział słusznie, że truizmy należy powtarzać. Kiedy świat, Kościół niejeden, wydaje się tak okropny, że potężnieje pytanie, czy jego Stwórca nie jest brakorobem okropnym albo i nie ma Go wcale, książka polskiego wydawnictwa „Dowody na istnienie” (Warszawa 2018) jest bardzo na czasie. Jeszcze inna myśl Czendlikowa: porównanie świętoszków, skrupulatów do kierowców, którzy wciąż gapią się na szybkościomierz: trzeba patrzeć raczej w lusterko wsteczne, reagować na ruch uliczny. To o takich, co żyją dla Boga, ale bez Boga. Brakuje im radości z wiary i relacji z Bogiem. Są śmiertelnie poważni.
Czendlik taki zgoła nie jest. Sypie anegdotami, używa wyrazów w rodzaju tamtego (po czesku jest to pięcioliterowe: „prdel”). W ten sposób likwiduje dystans, ale przez to, co mówi, naturalnie również. Nazywa się to w książce liberalnością, a jest po prostu mądrym duszpasterstwem. Autor ma kłopoty nie tylko z parafianami, którzy są bardziej od niego tradycyjni, także z krytykami z lewa, bo w Czechach (to nie Polska) czepiają się go głupio. 
Książka dla wszystkich, księży, katolików świeckich, innych wyznań świeckich, pastorów, ateistów tym bardziej. Dowodzi Istnienia, jak przystało na swego wydawcę, kapitalnie. Naprawdę.

10:25, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
piątek, 05 października 2018
Bóg jest potężniejszy, niż my. Hiob czy Job?

Księga Hioba 38,1.12-21
Przemawia do Hioba pośród burzy: ”Czy kiedyś w życiu rozkazywałeś porankowi, czyś wyznaczył jutrzence jej miejsce, aby krańce ziemi okryła i wyrzuciła z niej grzeszników?” 
Opatrzność Boża dyryguje wszystkim. Cytuję teraz Pismo w wersji Biblii Poznańskiej, choć nie podoba mi się nazywanie w niej Hioba Jobem. W oryginale hebrajskim mamy „Ijjoba”, Francuzi Joba, oni jednak nie mają tu nieeleganckich skojarzeń, a my mamy, biedni Polacy. Rosjanie mają najpewniej Joba i jakoś sobie z tym radzą, ale czy my musimy? Mamy chyba oryginalną tradycję i jestem za jej zachowaniem. Ja, nowator na ogół zapiekły. Natomiast wersja imienia to jednak drobiazg, ważniejsza jest sama biblijna postać, tak cholernie symboliczna. I teraz coś pro domo sua. Piszę to raczej żartem, ponieważ „znam proporcje, mocium panie”, ale też jestem troszenieczkę i chwilowo nieszczęśliwy. Otóż mam w domu jakąś złośliwą istotę, sklerozą starczą zwaną, która mi ciągle coś chowa, ostatnio klucze od domu. Gdybym jeszcze był pewny, ż są w domu, nie zgubiłem ich gdzieś na zewnątrz ani nie ukradł mi ich jakiś złodziej... No i tym razem na serio zapewniam, że wierzę w Opatrzność, czyli w happy end tej historyjki. Tak jak wierzył cały czas Hiob Jobem zwany. Alleluja! No i klucz się znalazł w domu, w miejscu zupełnie nieprawdopodobnym. Nie ma rzeczy niemożliwych - Bóg pisze, jak chce, bo też Bogiem jest.

18:04, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2
Archiwum