Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
niedziela, 29 października 2017
Na czym zawisa etyka calutka

Ewangelia Mateusza 22,34-40
Znowu pytają Go faryzeusze, tym razem o to, które przykazanie jest największe. Odpowiedział, że dwa: miłość Boga oraz bliźniego. Na nich zawisło całe Prawo i Prorocy, czyli właściwie cała Biblia, cały Dekalog i wszystkie przykazania późniejsze. A to pierwsze sprawdza się praktycznie w drugim. Kto nie miłuje bliźniego, Boga nie kocha również, bez tamtej miłości deklaracje religijne są bardzo podejrzane. Co więcej, kto innych ludzi kocha naprawdę, choćby twierdził, że Boga nie miłuje, bo Go nie ma, myli się podwójnie. Bo Bóg jest, a człowiek Go miłuje w istocie. Wiara implicite, chrześcijaństwo anonimowe... Amen!
Zawieszam moje pisanie na trochę.

09:28, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
sobota, 28 października 2017
Nominacje po całonocnej modlitwie

Ewangelia według Łukasza 6,12-19
„Jezus wyszedł na górę, aby się modlić, i całą noc spędził na modlitwie do Boga. Z nastaniem dnia przywołał swoich uczniów i wybrał spośród nich dwunastu” (BT). Może ten wybór apostołów (także Szymona i Judy Tadeusza, których dzisiaj u nas święto) był jednym z owoców owej modlitwy. Bo personalia to sprawa fundamentalna. Czy za taką uważają ją zawsze kościelni decydenci? Czasem trzeba wziąć w nawias własne przyjaźnie i przywiązanie do swoich przybocznych, różne też inne przesłanki niezasadnicze. No i sprawę omodlić najmocniej.

08:40, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
piątek, 27 października 2017
Spowiedź apostoła Pawła z Tarsu

List do Rzymian 7,18-25a
„Bracia, jestem świadom, że we mnie, to jest w moim ciele, nie mieszka dobro; bo łatwo przychodzi mi chcieć tego, co dobre, ale wykonać – nie. Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię właśnie dobro, którego nie chcę. Jeżeli zaś czynię to, czego nie chcę, już nie ja to czynię, ale grzech, który we mnie mieszka” (BT). Wyjaśnienie: tu ciało oznacza grzech, ale nie koniecznie tak zwany grzech cielesny, ten przeciw przykazaniu „Nie cudzołóż”. Nie chodzi w ogóle o dziedzinę de sexto, przykazanie liczone w katechizmie katolickim jako szóste, więc tak po łacinie nazwane, nie chodzi o dziedzinę seksu. Paweł nie miał na tym punkcie obsesji. Owszem, napisał, że ów grzech dostrzega w swoich członkach, ale przecież nie tylko w jednym. Chodzi mu o walkę ciała z „człowiekiem wewnętrznym”, prawem jego umysłu. Antropologia nie wiem, czy nie dualistyczna cokolwiek, w każdym razie nie jest to ta wciąż chyba potoczna w moim Kościele, a może i w innych. I jeszcze taki komentarz: apostoł spowiada się publicznie, dając przykład kaznodziejom wyznań różnych. Po nim teraz papież Franciszek.

20:49, jan.turnau
Link Komentarze (12) »
czwartek, 26 października 2017
Jezus jako podpalacz. Luter jako prorok apokalipsy

Ewangelia Łukasza 12,49-53
„Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i pragnę tylko, aby już zapłonął. Mam przyjąć chrzest i jakąż cierpię udrękę, dopóki to nie nastąpi”. To mało zrozumiałe, także razem z tym, co potem: „Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam” (BP).

I tak dalej, w końcu jest nawet o konflikcie synowej z teściową, równie częstym widać w żydowskich rodzinach patriarchalnych, gdzie ta pierwsza miała słuchać, uczyć się od starszej.

Ten ogień – tłumaczy Poznanianka - to ogień miłości, który ma zapłonąć najjaśniej na krzyżu.
Chrzest Chrystusa to Jego tam Męka i śmierć. Rozumiem to tak, że należało dać ludziom przykład miłości bez granic, radykalnego zrezygnowania z przemocy, a ta króluje w świecie wspaniale. Ale ... Pytania najgłębsze: cel krzyża jednak. Rozumiem: Bóg cierpiący z człowiekiem, nawet Bóg Ojciec cierpi, gdy cierpi Jego Syn. Któż jednak stworzył człowieka tak wojowniczego? Musiał być taki, jeśli ma wolną wolę, to go konstytuuje. Ale aniołowie?
Owszem, i oni grzeszni, nawet niektórzy demonicznie, ale istnienie Szatana też dopuściła przecież Opatrzność. Nie da się zajrzeć Bogu do rękawa, a cóż dopiero do Jego planu. Ale On jest.
Dołączam felieton napisany do „Magazynu Świątecznego”.
Głośne myślenie
Luter prorokiem apokalipsy
Jonasz
Nadeszły w Polsce dni religijne ciekawe. Też chrześcijańskie, ale trochę inaczej. Ewangelickie. Przede wszystkim po luterańsku, bo od Lutra zaczęła się Reformacja. Błogosławiona rola rocznic, tym razem aż pięćsetna. Publikacji, nabożeństw, działań przeróżnych sporo.
Periodyki poważne nie zawodzą. Te katolickie: „Znak”, „Więź”, „W drodze”, oczywiście także ewangelickie, na przykład reformowana „Jednota”, również inne z tej wyznaniowej rodziny. Oraz „Studia i Dokumenty Ekumeniczne”, z natury ich tematyki. Zaraz jednak pytanie: ekumeniczność tego wydarzenia? Przecież to był rozłam, nie żadne jednoczenie!
Otóż czasy się zmieniają, a my w nich. Papież Franciszek idzie jeszcze dalej niż jego poprzednicy, już rok temu pojechał do Szwecji, luterańskiej jak Polska rzymskokatolicka, by modlić się z chrześcijanami tamtego kraju. W „Znaku” jego zdjęcie, kiedy już rok temu ściska się serdecznie z prymasem tamtejszym, Antje Jackelén, nie dość, że kobietą, do tego o innych poglądach na związki tej samej płci. Zgorszyło to kogoś z polskiej prawicy, podobnie jak sama postać Marcina Lutra, jego słowa o papiestwie. Niewątpliwie nad językiem swoim nie panował, był również wulgarny potwornie. Takie to były jednak czasy. Pewnie przodował w tej dziedzinie, w końcu jednak jego rzymskokatolicki kontrpartner na jego stwierdzenie, ze jest duchowym gównem, odpowiedział spokojnie, że i on też gównem jest, ale nie samym tymelementem materii. A chodziło o sprawę zasadniczą. Luter był w spojrzeniu na człowieka bardzo pesymistyczny, od optymizmu Odrodzenia bardzo daleki, jeszcze dalszy niż antropologia katolicka. Wiązało się z tym jego przekonanie, że zbawić nas może tylko Bóg, w tym radykalnym sensie, że my w tym nic zrobić nie możemy, sama wiara, nie żadne uczynki.
Owszem, one są konieczne, ale nie jako nasze zasługi i tylko wtedy, gdy naprawdę z wiary wynikają. Co my mówimy również, choć u nas akcenty inne.
Po kilku wiekach dogadaliśmy się z luteranami, a potem też z reformowanymi i metodystami co do sprawy podstawowej: zbawia Bóg, nie człowiek. To zresztą powiedział kontrreformacyjny Sobór Trydencki, ale już było za późno na zgodę, nożyce otwarły się szerzej.
Luter święty nie był, co bez trudu przyznają jego dzisiejsi współwyznawcy. Można się dzisiaj dziwić jego antysemityzmowi, choć kto wtedy kochał Żydów? Niemniej był wierzący na zabój. Reformacja podzieliła Kościół, ale przyniosła też niejedno dobro, z otwarciem Biblii na czele. I trzeba to jednak widzieć, nie głosić po staremu Reformacji okropność, jak w polskiej prasie katolickiej na ogół. Wyłamuje się jak zawsze „Tygodnik Powszechny” dodatkiem specjalnym, gdzie arcybiskup Grzegorz Ryś nie boi się nazwać Lutra prorokiem, mianowicie apokalipsy, i pisze, że, jak ostatni papieże zgodnie twierdzą, jest naszymwspólnym nauczycielem. A od niedzieli do wtorku w Lublinie międzynarodowy kongres międzywyznaniowy. Alleluja!
PS. Sygnalizuję również nowość: książkę Sebastiana Dudy na Lutrowy temat (Wydawnictwo „Editiohistoria”)!

12:02, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
środa, 25 października 2017
Gdyby Bóg nas nie bronił...

Psalm 124,1b-8
„Gdyby Pan nie był po naszej stronie, przyznaj Izraelu,
gdyby Pan nie był na naszej stronie,
gdyby ludzie przeciw nam powstali,
wtedy żywcem by nas pochłonęli,
kiedy gniew ich zapłonął” (BT).
I tak dalej: Bóg czuwa nad nami, broni nas, sprzyja nam. Oczywiście tak jest naprawdę, innego Boga nie ma, a raczej być nie może. Z definicji chrześcijańskiej jest miłością nieskończoną, Miłosierdziem. Tyle tylko, że to wszystko z zastrzeżeniem, że pisze po liniach krzywych przeraźliwie. To kaligrafia nie do pojęcia dla homo, mimo że sapiens. Bo przecież w takim razie po czyjej stronie był w 1939 r. dla nas, Polaków? Jednak raczej dla Niemców.
Cóż, że z czasem okazało się, że ich agresja skompromitowała ich moralnie w Europie, stracili poza tym Wrocław i Szczecin itp. Oświęcim, Auschwitz też można jakoś wyjaśnić, wytłumaczyć, bo to też jest dla nich, nie dla nas hańba potworna. Zatem samo ziemskie życie ludzi mało ważne, grunt, żeby zgadzał się jakiś rachunek moralny? Jest jednak inna hipoteza filozoficzna” rządzi światem, historią ślepa bogini Fortuna, mówiąc nieteistycznie. Bezsens? Nie, Sens, tyle że to nie takie proste, jak się wydawało w czasach psalmisty i nam nieraz dzisiaj.

13:09, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
wtorek, 24 października 2017
O otwieraniu uszu

Psalm 40,7
„Nie chciałeś ofiar krwawych ani płodów ziemi,
Lecz otworzyłeś mi uszy.
Nie żądałeś całopalenia i ofiary za grzech” (Przekład Ekumeniczny 11 Kościołów).
Jeden werset, wersy trzy, problemy aż dwa. Pierwszy dla ludzi Nowego Testamentu prosty: świątyni jerozolimskiej nie ma, ofiar krwawych i innych również. Dla ludzi Starego (Pierwszego) Testamentu nie było to jednak oczywiste. Swoją drogą zburzenie tamtego sanktuarium okazało się chyba dla Żydów dziełem Opatrzności: ile byłoby dzisiaj protestów ekologów! Zmieniło się nasze myślenie, w każdym razie europejskie. Ale co z tymi uszami?
Najlepiej powiedzieć, że do zrozumienia tego, co wyżej, Bóg musiał otworzyć nam narząd duchowego słuchu. Chociaż, jak informuje Biblia Poznańska, oryginał hebrajski mówi dosłownie o uszu przebiciu, co każde jej podać wyjaśnienie bardziej skomplikowane. Przekłuwano ucho niewolnikom, którzy dobrowolnie rezygnowali z prawa do wolności, jakie przynosił rok szabatowy. Tu z kolei odesłanie do Księgi Wyjścia 21,5n i Powtórzonego Prawa 15,17, kto ciekaw, niech czyta.

13:33, jan.turnau
Link Komentarze (13) »
poniedziałek, 23 października 2017
Co jest w życiu najważniejsze

Ewangelia Łukasza 12,13-21
Prośby ludzkie Go czasem denerwowały. Raz kiedyś ta czyjaś, żeby Jezus wpłynął moralnie na brata, aby się podzielił z nim spadkiem. Prawo spadkowe wyglądało tam tak, że najstarszy syn - bo o takiego najpewniej chodziło - otrzymywał 2/3 ojcowizny, reszta była dla wszystkich następnych. Nie wiemy dokładnie, o co temu następnemu chodziło, w każdym razie Jezus uznał chyba, że proszącemu wielka krzywda się nie dzieje, i odpowiedział mu: „Człowieku, któż mnie ustanowił waszym sędzią albo rozjemcą”, a innych słuchaczy pouczył: „Strzeżcie się baczcie wszelkiej chciwości, bo życie nie zależy od tego, czy ktoś opływa wdostatki” (Biblia Poznańska). Potem zaś opowiedział przypowieść o człowieku bogatym, który kłopotał się, jak swoim bogactwem zabezpieczyć sobie przyszłość, i nie wziął pod uwagę tego, że może wnet umrzeć i mieć tamten problem z głowy. Bo trzeba przede wszystkim być „bogatym u Boga”. Co w języku niereligijnym oznacza tak zwane wartości wyższe. A że pieniądze szczęścia nie dają, to też przecież wiemy.

15:37, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
niedziela, 22 października 2017
Co cesarskiego, cesarzowi...

Ewangelia Mateusza 22,15-21
Perykopa dla wszystkich ważna, ponieważ polityczna, takich w ewangeliach niewiele. O tym, że władzy państwowej, wtedy cesarskiej, czyli okupacyjnej rzymskiej, trzeba oddać to, co jest jej. Pytającym chodziło o odpowiedź Jezusa na oczywistą prowokację, pułapkę: bo żadna wypowiedź nie była bezpieczna. Gdy powie, że podatki trzeba płacić, podpadnie radykalnymprzeciwnikiem władzy narzuconej siłą, gdy zabroni, narazi się jej jako „wichrzyciel”.
Chrystus obrad drogę jakoś słownie dyplomatyczną, ale oczywiście słuszną etycznie. W końcu utrzymywanie tamtej władzy, jak każdej, a każda jest jakoś niezbędna, kosztowało, więc niepłacenie podatków nie miało sensu, także etycznego. Nie pamiętam, żeby w ruchu opozycyjnym w PRL-u ktoś głosił podobne hasło.
A dziś liturgiczne wspomnienie naszego papieża, w rocznicę jego formalnego objęcia watykańskich rządów. Nie kontynuował on dotychczasowej linii watykańskiej, zbyt wobec władz komunistycznych ugodowej, nazbyt dyplomatycznej. On też był w jakiejś mierze prorokiem, bardziej niż poprzedni papieże dbał o publiczne świadectwo– ale właśnie w duchu dzisiejszej perykopy. Bez przesadnego kontestatorstwa.

16:19, jan.turnau
Link Komentarze (22) »
sobota, 21 października 2017
Znów o odwadze, teraz bardzo konkretnie

Ewangelia Łukasz 12,11-12
„A kiedy was ciągać będą po synagogach, urzędach i władzach, nie martwcie się, w jaki sposób albo czym macie się bronić lub co mówić, bo Duch Święty pouczy was w tej właśnie godzinie, co należy powiedzieć”. (BT)
Ciąganie po urzędach: także niedawno tym konkretnym, od „bezpieczeństwa”. Czy rzeczywiście Duch Święty nas wtedy nigdy nie upuszczał? Odpowiedzieć można, że jeżeli nawet opuszczał, to dlatego, żeśmy nie modliliśmy się o Jego pomoc – ale nie będą tosłowamądrzejsze. Choćby dlatego, że UB, potem SB maltretowały duchowo nie tylko ludzi religijnych. Ja bym odpowiedział tak: w każdym razie odrzućmy tutaj inkwizytorstwo lustracyjne. Ci, co w konfrontacji z władzą demoniczną nie zawsze wytrzymywali presję, niech nie mają wyrzutów sumienia morderczych. Byli na pewno odważniejsi, silniejsi od nich, ale niech tych nie osądzają ci, co urodzili się dostatecznie późno. Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni...

20:55, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
piątek, 20 października 2017
Bójmy się tylko Boga

Ewangelia Łukasza 12,4-7
„A mówię wam, przyjaciołom moim, nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało i potem nic więcej uczynić nie mogą. Wskażę wam, kogo macie się bać. Bójcie się Tego, kto po zabiciu ma władzę wrzucić do Gehenny. Tak, mówię wam, Tego się bójcie. Czy to nie pięć rubli sprzedaje się za dwa grosze? A przecież żaden z nich nie jest zapomniany przed Bogiem. I nawet na waszych głowach wszystkie włosy są policzone. Nie bójcie się, cenniejsi jesteście od wróbli” (EPP).

Wezwanie do odwagi. Nie tyle do walki z samym uczuciem lęku, bo od tego jest raczej psychiatria czy neurologia, ile z niedobrą postawą duchową. Trzeba ją przezwyciężać wiarą i nadzieją chrześcijańską. Bóg pamięta o każdym z nas. Czy Jezus argumentował jednak rzeczywiście wskazując na Bożą potęgę unicestwiającą jakby człowieka, na to, że może On zabić cieleśnie, a potem ukarać odrzuceniem od siebie na zawsze? Czy są to tak zwane przez teologów wręcz ipssima verba Jesu, czy mógł On wzywać do duchowej odwagi takim Bożym obrazem, a jednocześnie wręcz przeciwnymi: Boga tak troskliwie opiekuńczego? Kładę to na karb pracy redaktorów tekstów ewangelijnych, myślących jeszcze jakby starotestamentalnie.

12:40, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
czwartek, 19 października 2017
Prorok Jerzy Popiełuszko. Zupełnie inny problem: celibat

Ewangelia według Łukasza 11,47-54
„Biada wam, albowiem budujecie pomniki prorokom, których ojcowie wasi zabili” (EPP). To Jezusowe potępienie faryzeuszy i uczonych w Piśmie. Wśród ich niewinnych ofiar wymieniony jest prorok Zachariasz (ukamienowany przez lud za to, że potępiał jego praktyki pogańskie – 2 Krn 24,20-23), również jednak ludzie nazwani apostołami. Oba określenia pasują do Polaka, Jerzego Popiełuszki, który ma dzisiaj w moim Kościele swoje liturgiczne wspomnienie: również został zamordowany, bo nie spodobał się swoimi poglądami, jakie głosił na mszach za ojczyznę w kościele św. Stanisława na warszawskim Żoliborzu. A to okazja, by zareklamować kolejne, teraz już niezwykle obszerne wydanie książki na jego temat Ewy K. Czaczkowskiej i Tomasza Wiścickiego pt. „Wiara, nadzieja, miłość. Biografia błogosławionego” (Edipresse Polska SA, 2017). Oczywiście należy mu się. Opinia o nim ks. Tischnera w książce tej przytoczona: porównał on trumnę księdza Jerzego do tych, które jako wielkie narodowe skarby złożone są na Wawelu.
Załączam plik z felietonem do „Gazety Wyborczej”
Głośne myślenie
Celibat???
Jonasz
Podobno w kuluarach Soboru Watykańskiego II krążyło takie przedstawienie problemu: znieść obowiązkowość celibatu, utrzymać – albo niech będzie, jak dotąd. Sprawa nabrzmiewa z różnych powodów. Wychodzą na jaw zachowania skrywane, także ludzi, których nie można było o nie żadną miarą posądzać. Gorszy potężnie molestowanie seksualne dzieci. Owszem, zdarza się to nie tylko na plebaniach, od urzędowych głosicieli moralności wymaga się jednak najwięcej.
Dziennikarz „Gazety Wyborczej” Marcin Wójcik napisał dla Wydawnictwa „Agora” tom reportaży pod tytułem „Celibat”. Podtytuł: „Opowieści o miłości i pożądaniu”. Czytałem z uczuciami cokolwiek mieszanymi. Jestem zdecydowanym zwolennikiem pisania na ten temat jak na wszystkie inne, bez żadnej dyplomatycznej cenzury, której w moim Kościele o wiele za dużo. A że jest o czym pisać, to równie dla mnie oczywiste. Co więcej, cały rozdział autor oddał głos księdzu, który nie chwali się, że dla niego asceza taka to żaden problem, ale obowiązkowego celibatu broni. Podobnych wypowiedzi jest w książce trochę.
Co jeszcze więcej, ostatni książki rozdział kończy się opowieścią o prawosławnym małżeństwie księżym, które się zgoła nie udało. Mąż zapewne „seksoholik” psychotyczny, czyli przypadek nieczęsty, ale co z tego: tamte celibatariuszy też można tłumaczyć nietypowością.
Bo też rzecz nie jest w samym tym, co Wójcik opisał, ale w interpretacji. Statystycznej. W króciutkim autorskim posłowiu mamy zdanie: „Zdaję sobie sprawę, że pokazuje ona [książka] tylko pewną część Kościoła”. Z moich rozmów z księżmi bardzo dalekimi od apologetycznego wygładzania wynika, że owa część nie jest tak duża, jak wynikałoby z podanych przez autora badań prof. Józefa Baniaka: że 60 procent księży jest lub było w związku z kobietami. Owszem, owe opinie moich duchownych rozmówców to jednak nie socjologia, tylko wnioski z własnych obserwacji wieloletnich, czy jednak w ogóle się nie liczą?
Na okładce „Celibatu” Cezary Łazarewicz, autor znakomitego reportażu książkowego „By nie zostało śladów” (nagroda „Nike”), sugeruje, że „nie ma możliwości, by ten reportaż przemknął niezauważony, nie wstrząsnął Kościołem i nie rozpoczął od nowa dyskusji o celibacie. Po książce Wójcika nie można dłużej przymykać oczu”. Obawiam się, że skutek będzie w Polsce niewielki, książka zostanie zlekceważona jako tendencyjna. Że to nie reportaż, tylko publicystyka ostra. A w całym Kościele? Tam i tak już dyskusja trwa. Jej wielowiekową historię przedstawił był arcybiskup Grzegorz Ryś w dziełku pod takim samym tytułem (Znak 2002). A historia owa skończy się chyba tym, że będą duchowni bezżenni i inni z żonami, świeccy wyświęceni już po trzydziestce („viri probati”). Franciszek chyba się waha, a ja jestem za taką podwójnością, ale jak będzie w końcu, nie wiem. I nie wie nikt poza Bogiem samym.

10:14, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
środa, 18 października 2017
Łukasz, ewangelista literat

2 List do Tymoteusza 4,11a
„Jedynie Łukasz jest ze mną” (EPP).
Paweł prosi Tymoteusza, by przyszedł do niego szybko, bo opuścili go wszyscy uczniowie-poza tylko Łukaszem. A to zdanko na dzisiaj wybrali watykańscy liturgiści bibliści, bo mój Kościół, także starokatolicki mariawitów i zapewne polskokatolicki, świętuje dzisiaj tego ewangelistę, więc trzeba było go jakoś wspomnieć. Są do wyboru trzy miejsca tylko w listachPawłowych, także Flm 24, Kol 4,14. W tym drugim nazwany jest „umiłowanym lekarzem”, z tej racji jest patronem tego zawodu, może jednak uznałbym go raczej za współpatrona pisarzy, tak zwanych niegdyś ludzi pióra. Szczególnie, że uchodzi za ewangelistę piszącego piękną, literacką greką. Nic pewnie dziwnego, bo wśród autorów biblijnych wyróżnia się tym, że niebył Żydem, tylko Grekiem. Wiemy o nim zresztą mało i tym się nie wyróżnia: były to czasy autorskiej skromności dzisiaj raczej dziwnej. Ważna była wówczas sprawa, nie sam piszący.

13:08, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
Potęga pozoru

Wpis na wtorek 17 października 2017
Ewangelia Łukasza 11,37-41
Faryzeusz gorszy się Jezusem, który nie obmył rąk przed posiłkiem. On mu odparł, że ten rytualizm to kult zewnętrzności, o wiele ważniejsze jest to, co wewnętrzne. Taka przeraźliwa troska o pozory zagraża strasznie moralności, każdej oczywiście, religijnej, ale też niejednej laickiej.

13:06, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 16 października 2017
Nie żadni poganie: narody. Radość Tory, Dziedziniec Dialogu

List do Rzymian 1,5
„Przez Niego otrzymaliśmy łaskę i urząd apostolski, aby ku chwale Jego imienia pozyskiwać wszystkich pogan dla posłuszeństwa wierze.” Tak to przełożyła Biblia Tysiąclecia, moi bibliści (EPP) trochę inaczej: „przez którego przyjęliśmy łaskę i apostolstwo, by doprowadzić do posłuszeństwa wierze wszystkie narody dla imienia Jego”.
Najważniejszy jest tutaj translatorski wybór: „poganie” czy raczej „narody”. Słowo greckie „etnoi” oznacza dosłownie narody, dla Żydów wszystkie poza nim samym. Słuszne jest przekonanie Żydów o własnej szczególności, oczywiste także dla chrześcijan, bo wynika z Biblii. Wczoraj, nie po raz nie pierwszy w Warszawie, świętowaliśmy wspólnie „Radość Tory”, taką uroczystość judaistyczną. Była też mowa o patriotyzmie, oczywiście według Żydów i chrześcijan. Zaczął się poza tym dzisiaj w Warszawie „Dziedziniec Dialogu”, który jest odpowiednikiem ogólnokościelnej, wywodzącej się też jakoś z Biblii nazwy „Dziedziniec Pogan”.
Drugą stroną dialogu ona jednak trochę stygmatyzuje niechcący. Bośmy wszyscy, wierzący religijnie, agnostycy, ateiści, jakby jakieś narody, szukające Boga albo może lepiej, bo ogólniej - Sensu całej Rzeczywistości. Czy on jednak aby w ogóle jest?

16:14, jan.turnau
Link Komentarze (13) »
niedziela, 15 października 2017
Czy pasterzem moim jest Pan?

Psalm 23,1b;3b;4a
„Pan jest moim pasterzem,
niczego mi nie braknie.
Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach
przez wzgląd na swoją chwałę.
Chociażbym przechodził przez ciemną dolinę,
zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną” (BT).
To tylko niektóre słowa tego hymnu radości żydowskiej, chrześcijańskiej i pewnie niejednej jeszcze religijnej. Ale radość ta niełatwa, bo wciąż wydaje mi się, że jeszcze czegoś mi trzeba.
Po drugie, chce mnie Bóg wieść po właściwych ścieżkach, ale ja nieraz wiem lepiej, którędy mam się poruszać. Mówiąc nawiasem, ta chwała Boża to oczywiście żadna ludzka, to nic egoistycznego, egocentrycznego, bo Jego Ego to dobro całego Bytu. Po trzecie, zła się boję, a jakże! Jeżeli grzechu, to nawet dobrze, ale raczej niepowodzenia. Nieraz sobie polemizuję z Biblią, żeby nie wyglądało, że ją świetnie rozumiem, ale tutaj nie rozumiem przede wszystkim siebie.

22:49, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
sobota, 14 października 2017
Wesołość? Jeżeli, to raczej radość

Psalm 97,5-6;11-12
„Góry jak wosk topnieją przed obliczem Pana,
topnieją przed obliczem Władczy całej ziemi.
Niebiosa obwieszczają Jego sprawiedliwość,
a chwałę widzą wszystkie Jego ludy.
Światło wschodzi dla sprawiedliwych,
a radość dla ludzi prawego serca.” (Przekład Ekumeniczny 11 Kościołów).
Radość tak, gdzieś głęboko w nas, wynikająca z wiary i nadziei, to nie wesołość jednak, bo wokół nieszczęścia ocean.

21:03, jan.turnau
Link Komentarze (14) »
piątek, 13 października 2017
Kto jest z Nim i to na sto procent?

Ewangelia Łukasza 11,23
„Kto nie jest ze mną, jest przeciwko mnie i kto nie gromadzi ze mną, ten rozprasza” (EPP). Po podobnych słowach powtarzam jak mantrę, że owszem, ale jest kwestia interpretacji, kto jest naprawdę Jego sojusznikiem. Chrześcijanin, czyli ochrzczony wodą, sakramentalnie, rytualnie czy również albo i bardziej, realnie tak zwanym chrztem pragnienia, co można też może rozumieć jako każde pragnienie najgorętsze szczęścia dla wszystkich ludzi. Teologiczne pojęcia chrześcijan anonimowych, wiary ”implicite”. „Cokolwiek uczyniliście jednemu z moich braci najmniejszych”...
Co do kwestii teologicznej wczorajszej, czyli (nie)wysłuchiwania przez Boga naszych próśb, jeszcze coś z biblijnego tekstu. Jest tam powiedziane na koniec o darze Bożym szczególnym, jakim jest Duch Święty: że otrzymają Go wszyscy, którzy o to proszą. Dostają Go jednak nie wszyscy proszący? Tutaj byłbym bez żadnych wątpliwości: Duch tchnie, kędy chce, owszem,ale nie uwierzę, że proszą o Niego notoryczni łajdacy.

15:22, jan.turnau
Link Komentarze (13) »
czwartek, 12 października 2017
Kto prosi Boga, zawsze otrzymuje? Opaczność czy jednak Opatrzność. „Dziedziniec Dialogu” - brawo!

Ewangelia Łukasza 11,5-13
„Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a zostanie wam otworzone. Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu będzie otworzone” (BT).
Pytanie moje tytułowe może tak stare, jak sama religia, czyli o ową wiarę, że jest jakiś Bóg, który ludziom daje. Odpowiedź Ewangelii jakby dziwnie kategoryczna. No bo przecież kto prosi o coś Boga, nie zawsze od Niego dostaje. Coś tu nie gra. Wyjaśnień od wieków wiele.
Sam pisałem na przykład, że nie dostajemy nieraz, czego akurat chcemy, ale z czasem rozumiemy, że ta inna „opcja” losu, którą uważamy za Bożą, była jednak lepsza. Bo On zawsze wie lepiej, jest naprawdę „besserwisserem”, jak Niemcy nazywają ironicznie jakiegoś zarozumialca. Choć z czasem to zaczynamy pojmować, kiedy indziej nie. W ogóle jednak jest w Biblii dużo zdań niezrozumiałych, więc to problem nienajwiększy. Większy tysiąc razy jest ten nieśmiertelny, jak pogodzić wiarę w miłosierdzie Boże nieskończone z niekończącymi się „tsunami” oraz zawinionymi przez nas zbrodniami. Wiara w Opatrzność czy raczej, żenaszym losem rządzi, nie rządzi jakaś Opaczność, czyli brak Sensu. Codziennie moje jednak pocieszanie się, że różne moje głupie zachowania, zapomnienia przez tę pierwszą na „O” są przez jakoś przedziwnie zaplanowane.
Doklejam felieton zaplanowany do „Magazynu Świątecznego”.
Głośne myślenie
By nam nie czyniono ujmy...
Jonasz
Narzekam na mój Kościół często, ale jak mi się wyda coś dobre, to chwalę pod same niebiosa. No i nadarzyła się taka stołeczna impreza.
Dr Dominika Żukowska-Gardzińska napisała w biuletynie informacyjnym KIK-u warszawskiego: „W dniach 16-20 października 2017 Warszawa już po raz trzeci gościć będzie «Dziedziniec Dialogu». Jest to polska edycja znanego w całej Europie projektu »Dziedziniec Pogan», zainaugurowanego przez papieża Benedykta XVI”.
Kardynał Nycz poprosił papieża seniora o słowo powitalne dla tej tegorocznej imprezy. Znalazłem je w najnowszym „Tygodniku Powszechnym”. Benedykt XVI napisał, że również w krajach tak zlaicyzowanych, jak Czechy, Francja, które odwiedził, czy duża część Niemiec, „nie milkną pytania o to, skąd przychodzimy i dokąd zmierzamy. W nieokreślony sposób Bóg pozostaje pytaniem, jako «nieznany bóg» (por. Dz 17, 23), a może jednak jest On obecny również jako nadzieja. A przecież w trakcie obu wspomnianych podróży spotkałem się z wielką otwartością na pytania o Boga i Jego poszukiwanie, na co my ze strony Kościoła zdaje się nie potrafimy udzielić właściwej odpowiedzi.” No właśnie. Papież senior wyjaśnia też nazwę „Dziedziniec pogan”: to nawiązanie do świątyni jerozolimskiej, w której było miejsce także dla pogan.
Miejsce i czas dla dialogu: wspaniale. Gdy po obu stronach to właśnie przyzwoite słowo na „d” hasłem nieczęsto jest. Raczej zdania w rodzaju: Kościół przez lewicę obrzydliwie atakowany albo przeciwnie: świeckość państwa Kościół znów atakuje.
Organizatorem niniejszego wydarzenia jest Archidiecezja Warszawska oraz Centrum Myśli Jana Pawła II (to z ulicy Foksal). Dr Dominika napisała, że „to projekt adresowany do ludzi kultury, nauki, liderów opinii i mediów. Celem projektu jest stworzenie przestrzeni spotkania ludzi o odmiennych światopoglądach oraz reprezentującym różne idee: społeczne i filozoficzne. To miejsce dla tych, którzy stawiają pytania, pragną poznać drugiego człowieka po to, by wspólnie szukać prawdy o otaczającym nas świecie.” Tematy (koncepcja człowieka, wiara w demokracji liberalnej, źródła piękna ...). Ma być poza tym „wewnętrzna debata przedstawicieli Kościoła katolickiego” i ona może być najciekawsza, choć chyba się nie pobiją.
Ma być także kampania społeczna pod tytułem „Szanuję. Słucham”. Albowiem to warunek jakiegoś porozumienia, nawet kiedy nie dochodzi do wspólnego stanowiska. I teraz mój komentarz, małżonka z prawie sześćdziesięcioletnim stażem. Dowcip kolegi z dawnej „Więzi”: facet, który w przypowieści ewangelijnej tłumaczył się, że nie może przyjść na ucztę, bo pojął żonę, bezczelnie kłamał, bo żony nie można pojąć ... Ani w ogóle niejednego bliźniego swego. Za mało się o nim wie się: o jego biografii, języku, a przede wszystkim chyba emocjach. Ale to wcale nie powód, by nie dyskutować: by nam nie czyniono ujmy, stale dzielnie dialogujmy! Amen!

22:53, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
środa, 11 października 2017
Jonaszowi zawsze niedobrze. Jeszcze jeden święty Jan

Księga Jonasza 4,1-11
Niniwa nawróciła się, ale nawet ten dobry skutek działalności misyjnej nie cieszy proroka. Bo on jej mieszkańców po prostu nienawidzi, chciałby, żeby ich tak czy inaczej szlag trafił.
Próbuję go jednak choć trochę zrozumieć. Przecież Niniwa nie była tylko państwem pogańskim, ale również wobec Izraela zaborczym. Na progu dwudziestolecia międzywojennego nie chcieliśmy mieć w centrum naszej wolnej wreszcie stolicy świątyniprawosławnej, zburzyliśmy ją i był to nie tylko powszechny brak wtedy postawy ekumenicznej (po obu stronach oczywiście), ale także reakcja narodu przeszło sto lat zniewolonego przez tamten naród prawosławny właśnie. A Pan Bóg jest w Księdze Jonaszaprzedstawiony ewangelicznie niemal, jako nie tyle sędzia groźny, ile ojciec kochający, zatem miłosierny. Także wobec proroka, któremu wybija z głowy jego zacietrzewienie delikatną perswazją. Księga Jonasza bliska jest już Nowemu Testamentowi.
Kościół rzymskokatolicko wspomina dzisiaj świętego papieża Jana XXIII, tak również przecież bliskiego Ewangelii, inicjatora odnowy kolosalnej, która za papieża Franciszka nabrała znacznego przyśpieszenia.

12:50, jan.turnau
Link Komentarze (17) »
wtorek, 10 października 2017
Jonasz jednak misjonarz

Księga Jonasza 3,1-10
Przekonany przez Boga w sposób oryginalny, bo topielczy, do owej religijnej misji, poszedł jednak w końcu posłusznie do tej Niniwy. Został kimś podobnym do tych tylu ludzi, duchownych i świeckich, którzy dzisiaj jadą np. do Afryki, by tam głosić Ewangelię.
Oczywiście robił to zupełnie inaczej niż misjonarze chrześcijańscy wieku XXI-ego. Po prostu straszył: „Jeszcze czterdzieści dni, a Niniwa zostanie zburzona” (BT). Gdyby tak zaczął któryś z naszych wysłanników dzisiejszych... Oni nie tylko głoszą nowinę naprawdę dobrą, równocześnie świadczą o niej autentyczną troską o człowieka, szczególnie pomocą medyczną. Własnym przykładem, bo wykład w sprawach wiary słabo schwyta, to przecież nie zwykła wiedza świecka. Zresztą nie chodzi właśnie o chwytanie, ilościowe mnożenie wyznawców. Dają się łatwo kupić za różną pomoc w życiu codziennym, a przecież chodzi o przemianę wewnętrzną i to bardzo głęboką. Bardzo trudno spowodować ją u ludzi na tamtym etapie rozwoju myślowego, jeśli nam też tak trudno być na miarę Ewangelii.

13:11, jan.turnau
Link Komentarze (13) »
poniedziałek, 09 października 2017
Ewangelijna ksenofilia

Księga Jonasza 1,1-2.1.11
Księga Jonasza 2,3-5.8
Ewangelia Łukasza 10,25-37
Napiszę o wszystkich trzech dzisiejszych tekstach. Nie dlatego, że zmieniłem na stałe praktykę komentowania tylko jednego: dziś wszystkie wbrew pozorom wydały mi się na jeden temat. Księga mojego patrona jako felietonisty w „Gazecie Wyborczej” opowiada o morskiej przygodzie swojego bohatera (nie jest on wyjątkowo jej autorem, narratorem). Psalm responsoryjny jest o nim również, bo jest to modlitwa Jonasza w brzuchu owej ryby albo i po wypluciu go przez nią na ląd (tekst pod tym względem czasowym niejasny). Ewangelia Łukasza opowiada natomiast o Samarytaninie bardziej miłosiernym niż kapłan i lewita. Gdzie tu związek tematyczny? Otóż nie w samej narracji, ale w przesłaniu, które wynika z tekstu pierwszego i trzeciego, a z drugiego pośrednio, przez jego związek narracyjny z pierwszym.
Jonasz był ksenofobem, gdyby nie to, nie uciekałby przed Bogiem aż przez morze, gdy On mu kazał nawracać Niniwitów. Prorok się nimi potwornie brzydził, Samarytanin natomiast był niemal jak na swoje czasy ksenofilem, ponieważ zaopiekował się poranionym przez zbójców Żydem, a przecież jego rodacy z tamtym narodem bardzo się nawzajem nie lubili.
Ksenofilem był też jak na tamte, starotestamentalne czasy autor Jonaszowej księgi, który swojego bohatera delikatnie obśmiewa. Na koniec biblistyczne wyjaśnienie, że takiego akurat faceta nigdy nie było: był taki prorok (2 Krl 14, 25), ale żeby bawił w rybim brzuchu, nic nie wiadomo, to taka beletrystyka biblijna.
No i ogromny sobotni różaniec na granicach Polski jakąś jednak ksenofobią trochę mi pachnie: czemu modlitwa ta umieszczona została właśnie tam, gdzie za progiem są różni ludzie obcy, nie Polacy, nie katolicy... Ale ona sama, modlitwa jako taka, to akcja oczywiście święta, oficjalne intencje jej pokojowe oczywiście arcysłuszne, dobrze, że zgromadziła takie tłumy!

13:29, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
niedziela, 08 października 2017
Dzierżawcy winnicy to trochę jakby my

Ewangelia Mateusza 21, 33-43
Dzisiaj przypowieść o winnicy znowu, nie o pracownikach jej najętych albo rodzinnych jednak, tylko o dzierżawcach. Moralnie wręcz obrzydliwych. Nadszedł czas zbiorów, właściciel chce odebrać, co mu się należy, ale jego po to wysłani słudzy są przez dzierżawców kolejno zabijani. Naiwnie myśli zatem, że jego własnego syna przynajmniej uszanują, ale gdzież tam: i jego mordują, mając nadzieję, że w ten sposób sami staną się właścicielami.
Spotyka ich jednak zasłużona kara, a winnicę dostają w dzierżawę uczciwi. Ta przypowieść Jezusa - domyślamy się bez trudu - dotyczy Jego własnego losu. A słowa końcowe do arcykapłanów i starszych ludu, bo według ewangelii im to też ta przypowieść zostaje opowiedziana: „Królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce”. Mocno powiedziane, łatwo było to interpretować przez wieki jako żydowskiego narodu odrzucenie, choć w Pawłowym Liście do Rzymian, w rozdziale 11 znaleźć można wobec takiej interpretacji sprzeciw. 
Komentując dalej, przypomnę hipotezę biblistyczną, iż na redagowanych sporo lat po śmierci Jezusa ewangeliach, także na redakcji samych Jego wypowiedzi znać już być może narastający konflikt Kościoła z Synagogą. A w ogóle to naród polski na pewno od hebrajskiego milion razy lepszy? Proroków swoich, czyli narodowych samokrytyków z reguły dopieszczał? A my sami, katolicy poszczególni dzisiejsi, w tej ponurej przypowieści nie powinniśmy widzieć się trochę sami?

18:01, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
sobota, 07 października 2017
Maluczcy też mądrzy, ale...

Ewangelia Łukasza 10,21b
„Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, bo ukryłeś to prze mądrymi i ozumnymi, a odsłoniłeś to maluczkim” (EPP). Jakiekolwiek zarozumialstwo braku mądrości dowodzi, ale nie przesadzajmy: niech nasze mówienie o Bogu nie rezygnuje z myślowych ambicji. Żeby nie okazywało się, że wręcz cała teologiczna mądrość jest guzik warta. Można greckie słowo „nepioi” tłumaczyć dosłownie jako „nieletni”, można też jako „maluczcy” lub „prostaczkowie”, tak zwani ludzie prości bywają religijnie mądrzejsi niż niejeden intelektualista, ale obraz Boga i Jego spraw żadnych uproszczeń nie znosi.

10:07, jan.turnau
Link Komentarze (15) »
piątek, 06 października 2017
Jezus to jednak nie my

Ewangelia Łukasza 10,16
„Kto was słucha, mnie słucha, a kto mnie odrzuca, odrzuca Tego, który mnie posłał” (EPP). Żebyśmy tylko nie uważali, żeśmy prawie jak Jezus, Bóg Ojciec sam. Bywa przecież nieraz, że nas, chrześcijan, nie słuchają, bo gadamy zgoła niemądrze, niechrześcijańsko.

11:37, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
środa, 04 października 2017
O Franciszkach wielkich dwóch

Ewangelia Łukasza 9,57-62
Dzisiaj czytamy o tym, że głoszenia królestwa Bożego nie można odkładać: trzeba pójść za Jezusem zaraz! Ale co to królestwo, panowanie Boże oznacza? Na pewno nie nic na kształt rządów ludzkich, władzy, którą zdobywa się i utrzymuje siłą, choćby zgodnie z prawem demokratycznego państwa, które ma jednak policję uzbrojoną w pałki i tp. Wczoraj czytaliśmy, że kiedy wioska samarytańska nie chciała przyjąć Jezusa, bo zmierzał do Jerozolimy i najbliżsi uczniowie, Jakub i Jan, chcieli ukarać za taką niegościnność ogniem z nieba, Mistrz ich zgromił, oczywiście słowem, nie piorunem. A przytoczyłem też tamto wydarzenie, bo dzisiaj w kalendarzu katolickim wspomnienie św. Franciszka z Asyżu, symbolu łagodności, a obecny papież też nazwał się Franciszkiem i to tego właśnie z Asyżu biorąc sobie za patrona. No i dołączę to, co napisało mi się do „Magazynu Świątecznego” „GW” o nowej polskiej publikacji na jego, tego następnego Franciszka ogromnego temat.

Głośne myślenie
O papieżu podpalaczu
Jonasz
O Franciszku z Argentyny można pisać bez przerwy, codziennie jest przyczyną jakiegoś newsa. Ostatnio mamy dzięki Wydawnictwu „Znak” przetłumaczoną z włoskiego (przez Annę T. Kowalewską) książkę Giana Franca Svidercoschiego pod polskim tytułem „Papież, który zapalił świat”. Zreferował ją celnie w „Tygodniku Powszechnym” (nr z 1 października) ks. Adam Boniecki.
O tym. niebywałym papieżu ukazało się już książek mnóstwo, ta jednak wydała mi się szczególna. Faktów w niej, i to mało znanych, mnóstwo, przy czym chociaż autor Franciszka rozumie i aprobuje, umie też skrytykować. Przede wszystkim za zbytnią czasem dyplomatyczność wobec światowych potęg. Nie dostało się dotąd Putinowi wyraźnie za agresję na Ukrainę, milczy papież także o totalitaryzmie chińskim czy kubańskim. Okazuje się tutaj bardziej politykiem niż prorokiem. Choć przecież Svidercoschi nazywa go – zauważył to Boniecki – w tytule swej książki dosłownie podpalaczem („incendiario”) świata.
Czyli jednak nie samego Kościoła, którego przecież odnowie poświęca najwięcej uwagi.
Prywatnie nazwał się sam kiedyś rewolucjonistą i słusznie, za co zresztą też krytykuje go włoski autor. Nie za radykalizm poglądów, ale za nieostrożność w ich realizacji, czasem zbyt pośpiesznej.
A to wszystko pod hasłem miłosierdzia. Dla zwyczajnych wiernych - zauważę - raczej jednak niż dla prominentów. I tu tkwi główna przyczyna jego z nimi konfliktów. Psychoanalitycznie biorąc, jest nią według mnie najpierw antyklerykalne zaprawdę ochrzanianie, że są karierowicze i w ogóle, ale padają też zarzuty pozapersonalne, iż w imię miłosierdzia narusza Franciszek doktrynę normalną: otwierając furteczkę dla „rozwodników”.
Tu moja myśl niezbyt zresztą oryginalna. Jakoś tak dziwnie bywa, że tematyka seksualna ciągle jest w kościelnych dyskusjach najważniejsza. Wiele się zmieniło, ale wciąż przykazanie „nie cudzołóż” wygląda na pierwsze. Dziwnie mało w moim Kościele prawa do różnicy zdań właśnie „w tych rzeczach” . Głównie tutaj mówi się szczegółowo, co wolno, czego nie wolno. Krytycy pomysłów Franciszka wybrzydzają, że w jednych diecezjach dopuszcza się do Komunii niektórych rozwiedzionych, a w innych nie, bo przecież Franciszek zostawił to biskupom lokalnym. Zapominają, że podobna pluralistyczna sytuacja jest jednak przecież w innych dziedzinach, choćby co do moralnego wskazania „podróżnych w dom przyjąć”. Chodzi papieżowi o istniejącą już faktycznie decentralizację. A takową w sprawie rozwiedzionych zaproponował on, choć półgębkiem (w przypisie tylko do swego dokumentu „Amoris laetitia”), co niektórzy uważają za powód do zlekceważenia.W każdym razie podpalacz jest ten Franciszek, podpalacz. Dla zwykłych wiernych to bardzo dobrze, ale głośniejsi są hierarchowie. Takie jest coraz trudniejsze życie Ojca Świętego, romansem zgoła nie jest.

14:02, jan.turnau
Link Komentarze (31) »
 
1 , 2
Archiwum