Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
poniedziałek, 31 października 2016
My nie lepsi, czyli coś na Święto Reformacji

List do Filipian 2,1-4
Mamy tutaj wezwanie, byśmy „niczego nie pragnęli dla niewłaściwego współzawodnictwa ani dla próżnej chwały, lecz w pokorze oceniali jedni drugich za wyżej stojących od siebie. Niech każdy ma na oku nie tylko własne sprawy, ale też i drugich.”
Nosa nie zadzierać, innych kłopoty dostrzegać. A to wszystko powiedziane - Opatrzność działa - na dzisiejsze Święto Reformacji. Zasady ekumenizmu fundamentalne! A papież w Lund!
Oto felieton czekający na druk w „Magazynie Świątecznym” „GW”.
Głośne myślenie
Franciszek na dwóch frontach
Jonasz
Walczy na dwie strony. Atakują go coraz mocniej kościelni konserwatyści. Przedstawił ich niedawne wystąpienie w ostatnim „Tygodniku Powszechnym” ks. Adam Boniecki. Chodzi wciąż o tak zwaną adhortację posynodalną, czyli tekst papieski wyciągający własne wnioski ze światowych obrad hierarchów. Dyskutowali już dwa razy dzisiejsze problemy rodziny i wiosną tego roku Franciszek ogłosił swoje na ten temat poglądy w dziele pod polskim tytułem „Radość miłości”. Otóż bardzo wielu ucieszył, ale niektórych zmartwił, bo otworzył furtkę dla tak zwanych rozwodników. W paragrafie 305 jest tam mianowicie zdanie miłosierne, brzmiące w języku kościelnym ostrożnie, ale rewolucyjne: „Ze względu na uwarunkowania i czynniki łagodzące możliwe jest, że pośród pewnej obiektywnej sytuacji grzechu osoba, która nie jest subiektywnie winna albo nie jest w pełni winna, może żyć w łasce Bożej, może kochać, a także może wzrastać w życiu łaski i miłości, otrzymując w tym celu pomoc Kościoła”. A ta pomoc, dopowiadam, to przede wszystkim dopuszczenie „rozwodnika” do sakramentalnej komunii. Artur Sporniak przypomina obok, że słowa takowe budziły od początku polemikę na eklezjalnych szczytach: między ich głównym rzecznikiem, który od dawna proponował tu jakieś zmiany, czyli kardynałem Walterem Kasperem, a szefem Kongregacji Nauki (Doktryny) Wiary, też oczywiście purpuratem Gerhardem Müllerem.
Teraz jednak ruszyli do boju gremialnie. Ogłosili „Deklarację wierności niezmiennemu nauczaniu Kościoła i zawsze obowiązującej jego dokrynie”, gdzie nie wymieniając adhortacji oczywiście z nią polemizują. Podpisali ten dokument trzej kardynałowie (tutaj już na szczęście bez Müllera!), trzej biskupi, profesorowie rzymskich uczelni kościelnych oraz w sumie ponad sześć tysięcy „protestantów” nie takiej rangi. Jak zauważa ks. Boniecki, będzie ich więcej, bo w internecie jest już sześć wersji językowych. Tylko patrzeć, dodaje, jak będzie polska. Choć chyba - dodam optymistycznie - bez podpisów biskupich, bo mimo swego stanowiska o porządek w Kościele dbają.
Teraz cokolwiek o papieżu na froncie przeciwnym. W jesiennej „Więzi” ks. Andrzej Draguła tłumaczy, że „papież Franciszek postrzega ideologię «gender» jako skrajną autokreację człowieka”, przekraczającą wszelkie ograniczenia. Wyżej komentarz był między wierszami, tutaj niech będzie werbalny. Mnie się wydaje, że papież jednak nie dość dobrze zrozumiał sens owej naukowej teorii. Chyba nastąpiło jakieś nieporozumienie, może z winy głupich popularyzatorów, i Franciszek sądzi, że „genderologom” chodzi na przykład o to, żeby ludzie sami sobie wybierali płeć: nie, za nich wybiera ją „natura”, mówiąc religijnie Stwórca, czasem inną psychiczną niż biologiczną. Idzie natomiast o to, żeby nieszczęśliwi ludzie mogli przyjmować to do wiadomości bez wewnętrznej szamotaniny, żeby ich otoczenie uznawało to również.

11:06, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
niedziela, 30 października 2016
Wideopisanki na niedzielę 30 października

Zapraszam do oglądania.

19:48, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
Bój jest zbawcą, nie pogromcą

Księga Mądrości 11,22-12,2
Psalm 145,8-9
Ewangelia Łukasza 19,10
Istnieje czy nie istnieje? To zagadnienie fundamentalne, ale pewne jest zaraz następne: jaki jest, jeżeli jest? Bo gdzieś głęboko w mózgu mamy często Jego obraz już gotowy, który jakby wyprzedza odpowiedź na tamto pytanie podstawowe. Wcześniej pada negacja: groźnego żandarma, prokuratora albo surowego sędziego ja nie chcę! Otóż od już dość dawna wizję tę zastępuje się portretem wręcz przeciwnym: Boga łagodnego i miłosiernego. Nie przeciwstawia się groźnego Boga Starego Testamentu dobrotliwemu Nowego, choć oczywiście dopiero w Nowym Syn Boży umiera na krzyżu dla naszego zbawienia.
Miłosierny jest w ogóle Bóg biblijny. Co więcej, w „Więzi” jesiennej arabistka Agata Skowron-Nalbarczyk udowadniała, że równie miłosierny jest Bóg islamu, to Jego określenie jest tak ważnym atrybutem Boga, że jako jedyne może występować samodzielnie w roli rzeczownika-synonimu wyrazu „Bóg”.
W Księdze Mądrości czytamy dzisiaj: „Nad wszystkimi masz litość, bo wszystko w Twej mocy, i oczy zamykasz na grzechy ludzi, by się nawrócili (...) Dlatego nieznacznie karzesz upadających i strofujesz, przypominając, w czym grzeszą, by wyzbywszy się złości, w Ciebie, Panie, uwierzyli”. Psalm: „Pan jest łagodny i miłosierny, nieskory do gniewu i bardzo łaskawy. Pan jest dobry dla wszystkich, a Jego miłosierdzie nad wszystkim, co stworzył”. A Ewangelia Łukasza: „Albowiem Syn Człowieczy przyszedł odszukać i zbawić, co zginęło”.
Czytelnicy tamtego tekstu o islamie znaleźli zapewne w Koranie i innych tamtejszych tekstach doktrynalnych, a już na pewno w działalności niektórych dzisiejszych muzułmanów i ich teoriom sporo argumentów przeciw tamtej tezie z „Więzi”. Tyle, że przyganiał kocioł garnkowi: a Jahwe nie bywa w Biblii jak Allah? Odsyłam choćby do Księgi Jozuego, gdzie okrucieństwa żydowskich najeźdźców mają legitymację boską. Nawet Jezus przecież grozi, straszy, choć tylko słowem. Teologia nie arytmetyka, nie rozstrzyga problemów równie definitywnie. Egzegeza jest procesem, przechodzi przez różne meandry. Mam nadzieję, że jest na dobrej drodze.

19:38, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
sobota, 29 października 2016
Refren wart pamiętania

Ewangelia Łukasza 14,11
„Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony.” 
Przestroga powtarzana w ewangeliach jak refren, warta mocnej pamięci. Tak naprawdę bywa w życiu, choćby tym doczesnym.

19:37, jan.turnau
Link Komentarze (15) »
piątek, 28 października 2016
Szymon nie opoka i Juda nie zdrajca

Ewangelia Łukasza 6,12-19
Świętujemy dzisiaj dwóch apostołów razem. Tych nie najważniejszych, w każdym razie jeżeli mierzyć ich znaczenie miejscem na listach Dwunastu, na przykład tej dziś u Łukasza: są tam tylko przed Judaszem. Wiemy o nich malutko. O Szymonie tylko to, że miał przydomek „Gorliwy”, i nie jest pewne, czy grecki termin „zelota” cnotę jego oznacza, czy raczej przynależność do stronnictwa zelotów, nastawionego wojowniczo wobec okupujących Rzymian. A ten Juda nie Judasz, choć warto wiedzieć, że był tamtego dokładnym imiennikiem: w oryginale greckim jest również Judą, choć były używane obie wersje imienia, zwał się Judaszem na przykład przywódca powstania tychże zelotów (Dzieje Apostolskie 5,37). Ale chrześcijanie chcieli zdrajcę także imieniem wyróżnić i tak jest niestety stale w tłumaczeniach różnych (w EPP również). Marek (3,18) apostoła dzisiejszego nazywa Tadeuszem, a Jan (14,22) opowiada, że zapytał Jezusa: „Panie, cóż się stało, że nam się masz objawić, a nie światu?”.
Judom (są tacy?) oraz Tadeuszom imieninowe życzenia najlepsze! Niech będą apostołami Ewangelii!

13:57, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
czwartek, 27 października 2016
Walka według Jezusa Chrystusa

Psalm 144,1-2
„Błogosławiony Pan, Opoka moja,
On moje ręce zaprawia do walki,
moje palce do bitwy.
On moją mocą i warownią moją, osłoną moją i moim wybawcą,
moją tarczą i schronieniem, On, który mi poddaje ludy.”
Psalm ten oznaczono określeniem „Dawidowy”, sugerując, że napisał go sam król przesławny. Był człowiekiem jak na tamte czasy i miejsca delikatnym duchowo, w każdym razie wobec swego prześladowcy Saula, ale nawojował się tak, jak o walce myślał zapewne w tej swojej modlitwie. Wrogów miał zresztą agresywnych, pewnie trudno było być wobec nich barankiem, ale my, uczniowie Baranka Ukrzyżowanego, inny mamy przed oczami ideał.
Stanęły dzisiaj takie problemy, jak ten, czy w ogóle jest coś takiego, jak wojna sprawiedliwa.
Są instytucje w rodzaju ONZ czy Unii Europejskiej. Jest demoniczne Państwo Islamskie, ale też jakoś realizowane idee sensownie pacyfistyczne, non violence, powtarzane nie zawsze na darmo święte słowo „dialog” .

22:18, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
Paweł niemal pajdokrata... Młodzi postępowi oraz konserwatywni

Wpis na środę 26 października 2016
List do Efezjan 3,4
„A wy, ojcowie, nie pobudzajcie do gniewu waszych dzieci, lecz wychowujcie je w karności, napominając, jak chce Pan.” Jakże śmiałe zdanie w czasach pedagogii surowego bata. Z młodymi trzeba postępować po prostu roztropnie, rozumiejąc, że oni też mają nerwy.
Teraz coś o młodzieży statystycznie. Socjolog Henryk Domański w dwumiesięczniku laickolewicowym „Res Humana” podaje i komentuje wyniki badań CBOS-u, potwierdzonych przez inne ośrodki, przeprowadzonych w styczniu br. Ludzie w wieku 18-24 są wobec uchodźców z krajów ogarniętych wojną mniej otwarci niż pokolenia starsze. 76 proc. nie chce ich przyjmowania, gdy ci z lat 55-64 - 58 proc., a ogół ludności - 67 proc. Skądinąd są mniej niż tamci religijni, lepiej oceniają „Brukselę” - ale bywają bardziej antyaborcyjni.
Domański niechęć do uchodźców tłumaczy lękiem przed konkurencją na rynku pracy, a o stosunku do aborcji pisze, że są to zmiany cykliczne. Zresztą zauważa, że pokolenie to jest w tej sprawie bardziej rygorystyczne moralnie, ale już nie w sprawie gejów i lesbijek: na przykład deklaruje ono największe poparcie dla publicznego demonstrowania homoseksualizmu: 44 proc., gdy ogół społeczeństwa tylko 30. Relata refero...

22:17, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
wtorek, 25 października 2016
Bądźmy sobie wzajemnie poddani

List do Efezjan 5,21-33
Ten tekst biblijny pasuje ogólnie jak ulał do tematyki naszej dzisiejszej feministycznej: mamy tutaj tak dzisiaj kontrowersyjne słowa Pawłowe albo ucznia jego jakiegoś na temat kobiet: „Żony niechaj będą poddane swym mężom, jak Panu, bo mąż jest głową żony, jak i Chrystus głową Kościoła: On - Zbawca Ciała. Jak Kościół poddany jest Chrystusowi, tak i żony mężom - we wszystkim.” Ale następnie mamy wywód niewątpliwy patriarchalizm łagodzący: „Mężowie, miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Kościół ” - dalej jest uzasadnienie twierdzenia o tej Chrystusowej miłości chyba dla nas oczywistego. I że mamy swoje żony miłować jak własne ciało, którego przecież (na ogół) nikt nie nienawidzi. Na koniec, że powinniśmy je kochać jak siebie samego, „a żona niechaj ze czcią się odnosi do swojego męża”.
W biblistycznej dyskusji są w ogóle pytania, czy są to na pewno słowa samego Pawła, tak jak i tamte z Listu do Kolosan 3,18, 1 Listu do Koryntian 14 i 1 Listu do Tymoteusza 2, też patriarchalistyczne, a bardzo antyfeministycznie brzmiące w 1 Tym 2,13-14. Bo przecież Apostoł napisał, że nie ma mężczyzny ani kobiety. Niezależnie jednak od problemu rzeczywistego autorstwa mocno brzmi owo porównanie relacji małżeńskiej do tej między Chrystusem a Kościołem, zaakcentowane tutaj jeszcze w wersecie 32 (zajrzyjcie do tekstu). No i informuję, że perykopa dzisiejsza zaczyna się od wezwania: „Bądźcie sobie wzajemnie poddani w bojaźni Chrystusowej”. Wzajemnie! A w polskich kobiecych protestach widać wieki płciowej nierówności oraz partyjną prowokację, niezamierzoną jak w tylu innych w zmianie zwanej dobrą nie bardzo precyzyjnie.

17:49, jan.turnau
Link Komentarze (30) »
poniedziałek, 24 października 2016
Tacy bądźmy

List do Efezjan 4,32
„Bądźmy dla siebie nawzajem dobrzy i miłosierni. Przebaczajcie sobie, tak jak i Bóg wamprzebaczył w Chrystusie.”
Dla wszystkich spraw międzyludzkich tylko tego trzeba. Tylko? Ażtego! Gdyby taki był co drugi człowiek na ziemi, byłoby zupełnie inaczej.

21:12, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
niedziela, 23 października 2016
Wszyscyśmy trochę faryzeusze. O cudach nowocześnie, bardzo ciekawie!

Ewangelia Łukasza 18,9-14
Chyba wielu znana przypowieść o faryzeuszu i celniku. O tym pierwszym, co się modlił reklamiarsko: „Boże, dziękuję, że nie jestem jak inni ludzie: zdziercy, niesprawiedliwi, cudzołożnicy, albo i ten celnik. Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam.” A celnik tylko prosił: „Boże, miej litość dla mnie grzesznika”. I puenta będąca sednem Ewangelii: usprawiedliwiony został oczywiście ten drugi.
Komentator periodyku „Oremus” ks. Jarosław Janiszewski napisał o faryzeuszu, że „w miejsce Boga wystarcza mu Prawo – ono daje mu satysfakcję, poczucie wypełnienia niezbędnego minimum, wyzbycia się wyrzutów sumienia, wreszcie poczucie własnej wartości, a nawet wyższości nad innymi. Własną sprawiedliwość faryzeusz traktuje nie jako łaskę, ale zasługę”. Myślę, że ów zarozumialec jest faktycznie przede wszystkim klasycznym wyznawcą religii Prawa: trzeba go literalnie przestrzegać i tyle. Religia wiary jest czymś innym: patrzeniem nie tyle na paragrafy, jak w jeżdżeniu samochodem albo płaceniu podatków, ile na bliźnich wokół siebie, czy nie potrzebują pomocy. Czyli na Boga, który jest w każdym z tamtych.
Co do podatków, to przeciętny katolik przestrzegający naszego Prawa traktuje tę sprawę na ogół chyba jako raczej marginalną, mniej ważną na przykład od „postu”, polegającego tylko na wegetarianizmie piątkowym dotyczącym również ryb.
Ale to był nawias, podejrzewam przede wszystkim, że katolicka moralność prawnicza („jurydyczna”) podobna jest trochę do dawnej hebrajskiej. Powiedziała mi kiedyś koleżanka z pracy, że nie bardzo wie, z czego się spowiadać, bo do żadnych – nie dodała, że poważnych, ale o takie jej chyba chodziło – grzechów nie może się przyznać. Dziewczyna jest zresztą bardzo sympatyczna, niekonfliktowa, męża chyba nie zdradza – ale trzeba zapytać, co z tego.
I nieraz już słyszałem podobne wyznanie. Powinienem był jej odpowiedzieć, że etyka chrześcijańska polega na innej optyce. A mówiąc jeszcze dokładniej, na wierze Chrystusowi.
Pójście za Nim – oto ten duchowy kierunek. Ale na to trzeba bardzo bliskiego, osobistego stosunku do Niego, który jest ciągle również moim problemem.
Teraz coś o cudach, czyli relacji religia-nauka. W „Tygodniku Powszechnym” niebywale ciekawy i ważny wywiad z filozofem przyrody, ks. Tadeuszem Pabianem. Pozwolę sobie na cytat kolubrynę.
«Artur Sporniak: Czy wierzy Ksiądz w cuda?
Ks. Tadeusz Pabian: A co pan rozumie przez cud?
AS: Potocznie cud to wydarzenie, które dzieje się wbrew prawom przyrody. W książce „Anatomia konfliktu. Między nowym ateizmem a teologią nauki” Ksiądz takie rozumie odrzuca. Co wiele osób wierzących może zaniepokoić.
Ks.: „Odrzucam” to może za dużo powiedziane, po prostu uważam, że lepsze jest drugie rozumienie cudu – jako znaku Bożego działania. Do teologicznej istoty cudu wcale nie należy to, że narusza on prawa przyrody – tylko to, że wskazuje na Boże działanie. W takim sensie cuda jak najbardziej istnieją – głęboko w to wierzę. Takim cudem może być wydarzenie, które da się wyjaśnić w sposób naturalny. Ktoś, kto nie wierzy w Boga, powie, że jest to zupełnie naturalne wydarzenie. Natomiast dla mnie, wierzącego w Boga, może ono mieć charakter znaku, czyli właśnie cudu.
AS.: Ale w ten sposób wszystko może być cudem. Tymczasem jeżeli coś przekracza porządek przyrody – łatwiej w tym dostrzec rękę Boga.
Ks.: Żeby zdecydować czy Bóg faktycznie przekracza porządek przyrody, czy nie, najpierw musielibyśmy ustalić, co będziemy rozumieć przez prawo przyrody. Zwykle pod tym określeniem rozumiemy to, co współczesna nauka nazwała prawem – np. prawo ciążenia. Ale takie rozumienie można rozszerzyć na wszystkie możliwe prawa – również te, których na razie jeszcze nie znamy. Patrząc z takiej perspektywy nie wiemy, co faktycznie przekracza porządek przyrody. W historii nauki wielokrotnie zdarzało się, że jakieś zjawisko uznawane za niewytłumaczalne z czasem znajdowało naukowe wyjaśnienia. Rozumienie cudu jako przekraczającego prawa przyrody naraża nas zatem na zarzut, że mylimy wiarę z niewiedzą.
Poza tym Bóg działałby wówczas w sposób niekonsekwentny: nadałby przyrodzie autonomię po to, by ją później naruszać. Dlatego przekonuje mnie rozumienie cudu jako znaku Bożego działania, a nie jako przekroczenia prawa przyrody.
AS.: I da się tak zinterpretować wszystkie cuda?
Ks.: Niektórzy teologowie, np. australijski duchowny Daniel Edwards, twierdzą, że wszystkie cuda Jezusa można zinterpretować w sposób nieinterwencjonistyczny – łącznie z Wcieleniem i Zmartwychwstaniem. I mnie to przekonuje. Bóg dokonuje takiego cudu nie naruszając praw przyrody, w tym najgłębszym, fundamentalnym nieznanym nam jeszcze rozumieniu. Możliwe, że odpowiedź na pytanie, jak Bóg „to zrobił”, poznamy dopiero w przyszłym życiu. Poza tym nie mamy innej możliwości, jak próbować opisywać wykraczające poza nasze rozumienie Boże działanie przy pomocy naszego ułomnego języka. Innym językiem nie dysponujemy. Dlatego mówimy, że Bóg działa poprzez przyczyny wtórne, czyli posługując się zdarzeniami powodowanymi przez prawa przyrody czy naszym działaniem, albo że jest On immanentnie obecny we wszystkich organizmach i strukturach świata nieożywionego, i że działa w nich nie naruszając ani autonomii przyrody, ani wolności człowieka.
Wielki teolog niemiecki Karl Rahner mówił, że Bóg w procesie samoudzielania daje siebie światu i dzięki temu świat może rozwijać się na drodze ewolucji. Nie mamy bezpośredniego dostępu do aktu ciągłego stwarzania świata przez Boga, nie wiemy, na czym on tak naprawdę polega – mamy do czynienia tylko z wynikiem tego działania – to znaczy ze stworzonym światem. Z drugiej strony mamy też silną intuicję, że istnienie świata nie jest konieczne, domaga się zatem wyjaśnienia.
AS.: Richard Dawkins lubi wskazywać na cud dziewiczego poczęcia Jezusa jako przykład irracjonalności wiary. Spróbujmy wbrew Dawkinsonowi ten cud wyjaśnić „naturalistycznie”: partenogeneza plus mutacja sprawiająca, że rodzi się chłopiec mimo żeńskiego chromosomu. Takie mutacje się zdarzają...
Ks.: Nie jestem biologiem więc nie potrafię ego potwierdzić. Ale nawet gdybyśmy nie potrafili w sposób nieinterwencjonistyczny wyjaśnić tego cudu na obecnym etapie rozwoju nauki, nie musi to oznaczać, że wyjaśnienie na najgłębszym poziomie praw przyrody nie istnieje. To samo odnosi się do wszystkich innych cudów, np. do zmartwychwstania Chrystusa, które przez wielu teologów jest traktowany jako zapowiedź tego, że kiedyś nie
tylko nasze ludzkie ciało, ale cały materialny kosmos doświadczy fundamentalnej przemiany. Byłoby to niezrozumiałe, gdyby nie istniały żadne prawidłowości rządzące tą przemianą. Właśnie w takim znaczeniu można mówić o tym, że wszystkie cuda dokonują się w zgodzie z prawami natury.
AS.: Jedni, ci, którzy wierzą bardziej ludowo – zarzucą, że pozbawia ich Ksiądz możliwości doświadczenia bezpośredniej Bożej obecności (któż może złamać prawa przyrody, jak nie ich Stwórca?), inni – pokroju Dawkinsa – powiedzą, że jest to arbitralna spekulacja, za pomocą której można uzasadnić wszystko.
Ks.: Czy Bóg złapany za rękaw byłby Bogiem prawdziwym? Wkładanie Boga do systemu świata jest ryzykowne, bo czyni Boga podatnym na empiryczną falsyfikację. Za jakiś czas może się okazać, że rzekomy cud jest zjawiskiem wyjaśnianym przez nauki. Empiryczny „dowód” na to, że Bóg istnieje, zamienia się wówczas na „argument” przeciwko jego obecności.
Co do stanowiska Dawkinsa, zakłada on, że nie ma niczego, czego nie dałoby się wyjaśnić naturalnie przy pomocy nauki. To bardzo mocne założenie. Owszem, nauka dokonuje swego rodzaju samoograniczenia, zakładając, że w badaniu świata należy się posługiwać się tylko wyjaśnieniami empirycznymi. Z historii nauki wiadomo, że tak pojmowany metodologiczny naturalizm okazał się bardzo owocny. Z niego jednak wcale nie wynika naturalizm ontologiczny, czyli twierdzenie, że poza empiryczną rzeczywistością nic nie istnieje.
AS: Ale też nie wynika, że istnieje. Nowi ateiści powołują się na brzytwę Okhama, czyli zasadę domagającą  ię minimalizowania założeń – dla nich istnienie Pana Boga za bardzo komplikuje świat.
Ks.: Dlatego w książce przekonuję, że nadużyciem jest wykorzystywanie nauki zarówno do dowodzenia, że Boga nie ma, jak i do dowodzenia, że Bóg istnieje (tak współcześnie robią np. zwolennicy „inteligentnego projektu”). Istnienie Pana Boga i całej sfery duchowej jest kwestią nie dowodów naukowych, tylko innych racji – filozoficznych i teologicznych. (...)
AS: Jak w kontekście współczesnych nauk bronić takiej kategorii jak dusza? Przypomnijmy, że Kościół wciąż posługuje się nią w tekstach doktrynalnych, np. mówiąc, że Bóg stwarza duszę ludzką bezpośrednio, albo że  est ona formą ciała. W dzisiejszym rozumieniu forma ciała jest „zapisana” w genomie... Czy genom to dusza?
Ks.: Teologia nie dysponuje własnym technicznym językiem, dlatego musi go skądś zapożyczać. Najczęściej sięga do filozofii. Gdy powstawało chrześcijaństwo, akurat pod ręką była filozofia dualistyczna dzieląca rzeczywistość na to, co materialne i to, co duchowe (Platon, Arystoteles). Dlatego w antropologii chrześcijańskiej człowiek to zespolenie duszy i ciała. Ale od samego początku wiadomo było, że filozofia dualistyczna jest tylko narzędziem służącym do wyrażenia prawd wiary, i że można te prawdy wyrazić w inny sposób. I niektórzy dzisiaj próbują to robić np. zinterpretować pewne teologiczne prawdy w kategoriach monizmu ewolucyjnego. Anglikański duchowny i zarazem fizyk John Polkinghorne uważa np., że człowiek nie jest podzielony na duszę i ciało, tylko stanowi jedność psychofizyczną, która wyewoluowała ze świata zwierząt. Jeżeli ewolucja dotyczy tylko ciała, a dusza jest stwarzana bezpośrednio przez Boga – Jan Paweł II mówił w tym kontekście o ontologicznym skoku między światem zwierząt a człowiekiem – to czy to oznacza, że na pewnym etapie ewolucji Bóg „wkłada” duszę ludzką w zwierzęce ciało? Byłoby to dość arbitralne rozwiązanie. Dlatego próbuję w mojej książce mówić także o możliwości ewolucji pierwiastka duchowego, który pojawia się w organizmie człowieka stopniowo, wraz z rozwojem jego biologicznego ciała. Niektórzy w tym kontekście wyraźnie rozróżniają duszę od ducha, który bezpośrednio pochodzi od Boga. W tej interpretacji dusza jest „jedynie” podstawą zjawisk psychicznych i ewoluuje wraz z psychiką zwierzęcą do ludzkiej postaci.»

Moim zdaniem terminologia teologiczna jest wciąż uboga, by móc dobrze opisać intuicje wiary. Ta koncepcja cudów nie jest całkiem nowa, ale w wersji odważniejszej niż w tych, które czytałem dotąd u autorów polskich. Szczególnie mi się spodobało napisanie, że Bóg nie stwarza ludzkiej duszy w ten sposób, że wkłada ją w zwierzęce ciało. Dualizm platoński pokutuje ciągle i wszędzie! Arturze, brawo, księże Tadeuszu oczywiście też! Może trzeba zacytować Asnyka: „Za każdym krokiem w tajniki stworzenia coraz się dusza ludzka rozprzestrzenia i większym staje się Bóg”. Większym, nie mniejszym, bo stworzył świat o wiele mądrzej niż nam się wydawało. A z cudami to jest tak, że się dzieją, ale nie dzieją w innym sensie.
Rozmowa w „Tygodniku” jest obszerniejsza dotyczy także kwestii, czy Bóg nie mógł stworzyć świata bez potwornych cierpień. Ale to już problem inny.

17:17, jan.turnau
Link Komentarze (43) »
sobota, 22 października 2016
Pluralizm kościelnych ról. Prorocy Jan i Ludwik

„On też ustanowił jednych apostołami, innych prorokami, innych ewangelistami, innych pasterzami i nauczycielami.” Jakże słuszna jest wizja Kościoła, w której różni jego członkowie różne role pełnią. Pasterz nie może być prorokiem, ale jeden i drugi jest konieczny i mają „znosić się nawzajem w miłości” (z tekstu wczorajszego). Biskupi znosić takich ludzi jak Jan Zieja, Ludwik Wiśniewski dzisiejszy też. O tym drugim coś mojego w „Wyborczej”, a inne poniżej.
Naprawdę dla wielu ojciec Dominikanin polski sławny kończy we wtorek 80 lat. Nie lubię nazywania zakonników ojcami, wielu z nich zresztą też nie uwielbia tego zaszczytnego określenia. Podział na ojców, czyli kapłanów, i braci bez tych święceń, widzi nam się mało demokratyczny. Robię jednak wyjątek dla brata Ludwika. Córka moja studiująca kiedyś na KUL-u opowiedziała mi właśnie, że zastała tam o nim legendę: jakim był autorytetem dla tamtejszych studentów, jak się o nich autentycznie troszczył.
Człowiek ten ma najwyraźniej niebywałe poczucie odpowiedzialności za wszystko, co się wokół niego w różnych środowiskach dzieje. Za „komuny” nie stronił bynajmniej od demokratycznej opozycji, a teraz nie bierze wody w usta, gdy widzi w swoim Kościele tyle niebezpiecznych zjawisk. Bogu dzięki, że jest u nas ktoś, kto chrześcijański patriotyzm od nacjonalizmu dobitnie odróżnia.
Ojcze Ludwiku, żyj jeszcze długo taki!

14:58, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
piątek, 21 października 2016
Znośmy siebie nawzajem

List do Efezjan 4,1-2
„Zachęcam was, ja, więzień w Panu, abyście postępowali w sposób godny powołania, do jakiego zostaliście wezwani, z całą pokorą i cichością, z cierpliwością znosząc siebie nawzajem w miłości.” Zamiast „znosząc” Tysiąclatki może być „przyjmując” Ekumenicznego Przekładu Przyjaciół, ale tamto słowo bardzo mi pasuje. Brzmi bardzo celnie, gdy przypomnimy sobie, jak często bliźni nasi są według nas po prostu nieznośni. Zwzajemnością, rzecz jasna.

13:17, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
czwartek, 20 października 2016
Jeszcze jedne słowa dziwne

Ewangelia Łukasza 12,49-53
„Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę, ażeby już zapłonął”. Poznanianka tłumaczy: „Zapewne ogień miłości, który ma ogarnąć wszystkich ludzi”, ale dalej mamy: „Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam”. Tamto tłumaczenie już tu zgoła nie pasuje, zapewne chodzi tylko o skutek niezamierzony, nie do uniknięcia: teściowa skonfliktowana z synową także o to, że jedna uważa drugą za dewotkę...
W każdym razie, jak już tu pisałem nieraz, redaktor tej ewangelii za uważny nie był, zestawiał czasem zdania całkiem różnej treści. A Inspirator nie adiustator, ad maiore missus est!

Wpis na środę 19 października 2016:
Paweł, głosiciel ogromnej nowiny. I Popiełuszko, chłopak na pozór zwyczajny
List do Efezjan 3,2-12
Paweł wyznaje, że została mu dana łaska zaprawdę kolosalna: ogłosić poganom jako Dobrą Nowinę, że „są współdziedzicami i współczłonkami Ciała, i współuczestnikami obietnicy w Chrystusie Jezusie przez Ewangelię”. Ta „tajemnica Chrystusa nie była oznajmiona synom ludzkim w poprzednich pokoleniach”. Dla nas dzisiaj to taka oczywistość, że trudno nam pojąć jej ówczesną rewelacyjność, rewolucyjność wręcz: nie tylko naród wybrany, także inne, tak dotąd przez Żydów lekceważone, mogą korzystać z Bożego bogactwa duchowego. Ale jest to bogactwo Chrystusa właśnie - dlatego nie zostało przyjęte przez większość posiadaczy dotychczasowych. Język tego tekstu - zapewne napisanego nie przez samego apostoła, tylko jego ucznia, raczej zresztą traktatu teologicznego - bardzo nieprosty, zajrzyjcie jednak do księgi, bo to przecież Biblia.
A u nas dzisiaj liturgiczne wspomnienie innego człowieka odwagi niesłychanej, błogosławionego Jerzego Popiełuszki. Wydawnictwo „Znak” zdążyło z książką na jego temat: drugą już o nim Mileny Kindziuk. Rzecz zwie się „Cuda księdza Jerzego”, ale opowiada nie tylko o takich wydarzeniach niezwykłych: cały jeden rozdział ma tytuł: „Cud życia księdza Jerzego”. No właśnie! Ten tak prosty, nieśmiały chłopak, przeciwieństwo wszelakiego tupetu, krzykacz żaden (choć tak myślałem najpierw), okazał się zdolny do męczeństwa, z którym się liczył, co autorka też zaznacza. Również delikatnie to, że nie wszyscy księża, w każdym razie nie od razu, pochwalali te msze za ojczyznę. Tak to wtedy było, warto wiedzieć.

23:58, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
wtorek, 18 października 2016
Mój ewangelista kochany

2 List do Tymoteusza 4,11
„Łukasz sam jest ze mną”. Dzisiaj jego święto. O autorze najdłuższej ewangelii, jedynym na pewno w Biblii spoza narodu wybranego, wiemy bardzo niewiele: obok tej wzmianki są równie krótkie  w Liście do Kolosan 4,14 i do Filemona 24 oraz pisane w liczbie mnogiej relacje w Dziejach Apostolskich, najpewniej przezeń napisanych, choć i tu są opinie sceptyczne. Wynika z nich, że był towarzyszem Pawłowym wiernym, ale niektórzy uczeni bibliści skłonni są także i to podawać w wątpliwość. Co do mnie, jestem mniej krytyczny, może też dlatego, że ta opowieść o Jezusie teologiczno-biograficzna jest mi duchowo najbliższa. Jej optyka skierowana na ubogich szczególnie mi odpowiada, jego przypowieści szczególnie zachwycają.
Wszystkim Łukaszom życzenia imieninowe najlepsze!

20:38, jan.turnau
Link Komentarze (34) »
poniedziałek, 17 października 2016
Hasło naszej epoki

List do Koryntian 2,4
„Bóg bogaty w miłosierdzie.”
Oto imię naszej kościelnej epoki! Bogu niech będą dzięki! Wreszcie!

19:27, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
niedziela, 16 października 2016
Wideopisanki na niedzielę 16 października

Co jednak oznacza powiedzenie, że Bóg pisze prosto po liniach krzywych? Oglądajcie.

18:05, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
Opatrzność Bożą atakuj

Księga Wyjścia 17,8-13
Psalm 121,1b-8
2 List do Tymoteusza 3,14-4,2
Ewangelia Łukasza 18,1-8
Bez modlitwy nie ma religii, a modlitwa jest najczęściej, jak się mówiło, proszalna. Ale zaraz odwieczny problem zwykłych wierzących: jeśli ktoś pojmuje Boga jako wszechwiedzącego, to pyta, po co zawracać Mu głowę, bo On przecież wie, czego nam potrzeba. Różnie się na tę wątpliwość odpowiada. Co do mnie, staram się modlić tylko o mądrość, tę konieczną, żeby naprawdę żyć dobrze, nieegoistycznie i po prostu niegłupio, a do tego drugiego trzeba światła Ducha. A jeżeli o coś innego prosić, to raczej nie dla siebie, dla innych.
Żydzi starożytni, jak i nowożytni, oczywiście się modlili „proszalnie”. Gdy wojowali, prosili o zwycięstwo. „Jak długo Mojżesz trzymał ręce podniesione do góry, Izrael miał przewagę. Gdy zaś ręce opuszczał, miał przewagę Amalekita. Gdy zdrętwiały Mojżeszowi ręce, wzięli kamień i podłożyli pod niego, Aaron zaś i Chur podparli jego ręce, jeden z tej, a drugi z tamtej strony. W ten sposób aż do zachodu słońca były jego ręce wzniesione wysoko. I tak pokonał Jozue Amaleka i jego lud ostrzem miecza.”
Psalm: „Wznoszę swe oczy ku górom, skąd nadejść ma dla mnie pomoc? Pomoc moja od Pana, który stworzył niebo i ziemię. On nie pozwoli, aby potknęła się twa noga, ani się nie zdrzemnie Ten, który Ciebie strzeże.”
Jezus w ewangelii tłumaczy, że Bóg jest jak sędzia niesprawiedliwy, który w końcu ulega ciągłemu naprzykrzaniu się wdowy i bierze ją w obronę przed jej przeciwnikiem. Bierze w obronę swoich wybranych i to nawet „prędko”. „Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?” Trzeba przyjąć za Poznanianką, że to zdanie nie należy do poprzednich, myślę, że w ogóle – bywa tak szczególnie u Łukasza – zostało dopisane w tym miejscu jako osobna myśl eschatologiczna. Choć oczywiście wiara w modlitwie „proszalnej” pomaga, jak to było z tym wojownikiem z „Amalekiem” (Amalekitami). Tyle że nie zawsze, jak chcemy, a już na pewno nie zaraz. Bóg po bardzo krzywych liniach pisze i hipoteza ateistyczna nie jest dla mnie po prostu absurdalna. Ja jednak wierzę, że rządzi wszystkim Sens. Opatrzność, co nigdy nie działa opacznie.

Natomiast mną rządzi chęć autoreklamy, załączam zatem dwie moje pisanki dla „Wyborczej”
Oto ta z piątku.
Ks. Jan Zieja 1897-1991 Prorok, co chciał być proboszczem
Jan Turnau
19 bm. rocznica śmierci dwudziesta piąta.
Zwyczajny chłopak ze wsi, z Ossego koło Opoczna. Zupełnie niezwyczajny. Mając lat 11 kupuje Ewangelię według św. Jana i ta lektura czyni zeń biblijnego proroka. Bardzo zdolny do nauki, ale profesorem nie zostaje. Od małego chce być księdzem, ale nawet doktoratu nie robi. Całe życie chce być proboszczem i to wiejskim. A parafia ma być według niego podstawową komórką Kościoła, oddana wzajemnej pomocy. Wybucha wojna 1920 i zgłasza się na kapelana. Zobaczywszy pobojowisko, rannych, zabitych, Polaków, Rosjan, dochodzi do przekonania, że nie wolno zabijać: nigdy nikogo.
Wygłasza w tym duchu kazanie, po którym jego dowódca zastanawia się czy go nie aresztować, bo osłabia bojowego ducha. Ale otrzymuje Krzyż Walecznych. Zresztą uważa, że niech każdy decyduje sam.
Gorszą go też granice zbrojne pilnie strzeżone, więc bez paszportu i pieniędzy wyrusza w pielgrzymkę do Rzymu . Dociera aż do Wiednia. Ale kilka lat później podróżuje przez Włochy w stroju żebraka.
W Warszawie naraża się kardynałowi Aleksandrowi Kakowskiemu. bo prowadzi pogrzeb dziewczyny oskarżonej o publiczne zgorszenie, a potem samobójstwo. Ratuje go wstawiennictwo ks. Władysława Korniłowicza z Lasek. z którymi się tymczasem bardzo zaprzyjaźnia. Podpada także swojemu stałemu zwierzchnikowi, biskupowi  andomierskiemu Marianowi Ryxowi (jest z tamtej diecezji), bo upiera się nie brać żadnych opłat za kościelne obrzędy. Nie dostaje tam nigdy parafii. Zaproszony przez tamtejszych ziemian wygłasza im rekolekcje i mówi twardo o ich stosunku do chłopów: matka opowiadała mi, jak wstrząsnęło niektórymi. Próbuje życia u kapucynów, póki nie zajrzał u nich do kuchni i nie zobaczył kadzi z zupą - dla biednych. Ciemny płyn, kaszy w niej trochę, a obiad był dla zakonników z mięsem, a jakże. Jest światowym prekursorem Franciszkowego Kościoła ubogich.
Otrzymuje natomiast parafię u bliskiego mu duchem biskupa Zygmunta Łozińskiego na Polesiu i pracuje tam do zmiany ordynariusza. Tam poznaje innych chrześcijan, prawosławnych, baptystów, a także Żydów, których zna już, konwertytów z Lasek. Staje się polskim prekursorem ekumenizmu.
Zaprzyjaźnia się również z ludowymi lewicowymi Wiciami. Przeciwstawia się tam ostremu antyklerykalizmowi, ale jednoczesną krytyką duchownych naraża się na obie strony. Podczas okupacji jest naczelnym duszpasterzem Szarych Szeregów, a podczas Powstania kapelanem Pułku Baszta. Ku zgorszeniu niektórych Polaków na prośbę żołnierzy niemieckich odprawia im mszę. Z ludźmi wysłanymi na roboty do Niemiec wyjeżdża w przebraniu jako ich duszpasterz. Wracając, organizuje w Słupsku opiekę nad samotnymi matkami zgwałconymi, ofiarami sowieckich gwałtów.
W PRL walczy z władzami. Pisze list do KC PZPR, tłumaczy, żeby przestali kłamać i uwolnili prymasa. Biskupów krytykuje za faktyczną akceptację tamtego uwięzienia, za co kuria warszawska zwalnia go z funkcji rektora kościoła wizytek. Uwolniony kardynał tamto anuluje, ale Zieja robi mu stale kłopoty. W rocznicę zbrodni katyńskiej nieopatrznie przypomina ją i potępia, co gorsza jednak, krytykuje prymasa za przeakcentowany kult maryjny. W końcu decyzją samego prymasa z kościoła wizytek odchodzi. Komunizm zwalcza, ale msze za Stalina i Bieruta odprawia, bo im szczególnie potrzeba modlitwy. Także w rocznicę napaści na Polskę 17 września 1974 roku mówi o pojednaniu z braćmi zza Buga. W KOR-e jest jego wyrocznią moralną. Broni go przed prokuratorem woskowym.
Odwiedziłem go kiedyś w jego pokoiku u urszulanek na Wiślanej, był upał, więc siedział w krótkich spodniach. Z długą siwą brodą wyglądał naprawdę jak prorok.

Teraz coś, co będzie może w poniedziałek. Felieton. Cały Pan Bóg na pamięć
Jan Turnau
Uczy mnie życie coraz bardziej, że nie ma rzeczy niemożliwych. Ostatnio trafił mi się dowód z dziedziny kościelnej: Jezus, Maria! Nasza córka przyszła pól wieku temu zapłakana, bo przed pierwszą Komunią musi się nauczyć na pamięć czegoś, czego jest pięć. Chodziło o warunki przystępowania do sakramentu pokuty: absolutnie nie wiedziała, co to takiego. Otóż historia powtarza się nieubłaganie, chyba nie tylko u katechetki z czysto polskiej Pragi.
Nie tylko „Ojcze nasz”, „Zdrowaś Mario” i „Wierzę w Boga”, bo to jeszcze rozumiem, też dziesięć przykazań Bożych i pięć kościelnych, siedem sakramentów, grzechów głównych, darów Ducha Świętego, cnoty różne, także kardynalne (nie mylić z kardynalskimi), modlitwy mszalne... Oraz odpowiedzi na czterdzieści pytań w rodzaju, kim jest Bóg.
Nie jestem przeciwnikiem ćwiczenia pamięci, ale bez przesady, a wiara religijna jest tutaj tematem fatalnym. Szczególnie jeżeli katecheta nie tłumaczy sensu słów. Dziecko zapytało, co znaczy „nie cudzołóż”, pani odpowiedziała, że to mają wytłumaczyć rodzice... Żeby nie było, jak kiedyś z dziewczynką , która wytłumaczyła sobie sama, że chodzi o wyłudzanie, i wyznała spowiednikowi, że scudzołożyła krasnoludka (miał chyba problem, żeby nie umrzeć ze śmiechu).
Acha i tam za Wisłą dzieci mają indeksy, muszą mieć tam dowód obecności na każdym obowiązkowym nabożeństwie, też różańcowym, roratach. Oczywiście z rodzicem, bo dziecko samo nie dojedzie, niebezpiecznie. Tak to w dzisiejszej Polsce wygania się całe rodziny z Kościoła: a dziwiłem się księdzu, który mi powiedział, że 4 czerwca 1989 roku upadł komunizm, nastał postkomunizm. No bo dalej zwalcza się wiarę, tyle że tutaj czyni to niechcący sam Kościół.

17:45, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
sobota, 15 października 2016
Duch większy od Syna?

Ewangelia Łukasza 12,10
„Każdemu, kto powie jakieś słowo przeciw Synowi Człowieczemu, będzie odpuszczone, lecz temu, kto bluźni przeciw Duchowi Świętemu, nie będzie odpuszczone”. Jeszcze jedne słowa dziwne: Osoby Trójcy nierówne? Równe, ale my nierówni: ci, co odrzucają Chrystusa, raczej głównie Jego Kościół, czynią nieraz tak, bo nie wiedzą naprawdę, kto zacz. Po niektórych chrześcijanach sądząc, po uczniach wnioskując na temat Mistrza, wydaje im się niezbyt wart wiary. Natomiast Ducha nie widać oczami ciała, ale duchowymi bezbłędnie: głos swego sumienia słyszy nawet głuchy jak pień.

12:14, jan.turnau
Link Komentarze (32) »
piątek, 14 października 2016
Kwas bardzo niebezpieczny

Ewangelia Łukasza 12,1
„Strzeżcie się kwasu, to znaczy obłudy faryzeuszów.” A bywają obłudnicy także wśród zupełnie świeckich. Na przykład polityków cholernie pobożnych...

19:41, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
czwartek, 13 października 2016
Biada wam, moralizatorom niemoralnym

Ewangelia Łukasza 11,52
„Biada wam, uczonym w Prawie, bo wzięliście klucze poznania; sami nie weszliście, aprzeszkodziliście tym, którzy wejść chcieli.”
Myślę tu o wszystkich tych, co głoszą zasady moralne, ale ich nie przestrzegają. Są to biskupii inni duchowni, także teologowie, czyli nie moralizatorzy urzędowi, tylko eksperci, ale ichgłos się liczy, dalej też publicyści bardzo lubiący pouczać, jak żyć, wreszcie każdy, kto naweti prywatnie w ten sposób wychowuje, przede wszystkim rodzice swoje dzieci. Do wszystkichludzi odnosi się wskazówka praktyczna, że trzeba to robić nie tylko wykładem, przykłademtym bardziej. Niech każdy wejrzy w siebie, ja też wglądam.

22:36, jan.turnau
Link Komentarze (16) »
środa, 12 października 2016
Szczęście? Ale co to?...

Psalm 1,1-2
„Szczęśliwy człowiek, który nie idzie za radą występnych,
nie wchodzi na drogę grzeszników,
i nie zasiada w gronie szyderców,
lecz w Prawie Pańskim upodobał sobie
i rozmyśla nad nim dniem i nocą”.
Wybrałem dziś do skomentowania słowa psalmu też trochę dlatego, że otwierają księgę tak ważną duchowo - no i poruszają problem fundamentalny. Chcę też wyjaśnić, któż to ci szydercy w Biblii, i najpierw o nich. Otóż nie są to tam ludzie lubiący po prostu trochę złośliwe żarty. W ogóle, jak gdzieś wyczytałem, szmoncesy to pomysł żydowski niemal współczesny, najwyżej XIX-wieczny: starożytni Izraelici nie byli skłonni do podobnego świeckiego dowcipkowania. A szydercy to wyśmiewacze wartości najwyższych, religijnych i szczęśliwy jest człowiek, który jest ich pasjonatem. Choćby poważne ich traktowanie kosztowało go bardzo wiele. Czy szczęśliwy był ksiądz Jan Zieja, zakochany w Ewangelii (19 bm. dwudziestopięciolecie jego śmierci, będzie wnet o nim głośno)? De gustibus non est disputandum...

14:53, jan.turnau
Link Komentarze (13) »
Miej serce i patrz w serce...

Wpis na wtorek 11 października 2016
Ewangelia Łukasza 11,37-41
Spór Jezusa z faryzeuszami o obrzędy rytualne: mycie rąk przed posiłkiem, mycie naczyń gastronomicznych również. Każda religia ma skłonności tego rodzaju: do akcentowania wagi rytuału. Jezus nazwał to nadmierną troską o zewnętrzność, kiedy to ważne jest natomiast wnętrze człowieka, wynikająca zeń chętna pomoc bliźnim. Dzisiaj dzień liturgiczny Jana XXIII, bo też kolejna rocznica otwarcia Soboru Watykańskiego II (1962-1965), przez tego papieża zwołanego. Otóż był to przełomowy zjazd biskupów, który rozpoczął kościelną odnowę polegającą właśnie na radykalnej zmianie optyki. Patrz nie na ręce, na serce! Mało ważne stało się piątkowe rozróżnianie między kręgowcami, przede wszystkim jednak uznajemy teraz za niesłuszne rozróżnianie moralne między ludźmi według deklarowanej przez nich wiary czy niewiary. Ekumenizm uniwersalny.

14:46, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 10 października 2016
Kobieca niedoli droga. Ja, Jonasz...

List do Galatów 4,22
Ewangelia Łukasza 11,32
Po kilu miesiącach postanowiłem znowu wpisywać się do mego blogu, jeśli sił starczy, codziennie. Znów komentując teksty biblijne przepisane przez mój Kościół na dany dzień.
Ciągnąc swoje chrześcijańskie przesłanie o wierze w Chrystusa, która ma zastąpić Prawo, odwołuje się Paweł do wspomnienia Abrahama, który miał dwóch synów: jednego z niewolnicy (Izmaela), drugiego z wolnej (Izaaka). Na tej podstawie powiada apostoł alegorycznie: „nie jesteśmy dziećmi niewolnicy, ale wolnej. Ku wolności wyswobodził nas Chrystus”. Podziwiając śmiałość tych słów, wracam jednak myślą do niedoli tamtych niewolnic, które musiały znosić w wielkiej rodzinie niejednego patriarchy ów stan człowieka niższego sortu. I odnotuję tutaj myśl mojej żony, że dziwne są dzisiejsze obyczaje prawne, że za zabicie dziecka nienarodzonego odpowiada poza lekarzem tylko matka: ojciec jakby nie istniał w ogóle. Niedola trwa.
A ewangelia przytacza słowa Jezusa: „a oto jest tu coś więcej niż Jonasz”. Niniwici posłuchali tego proroka, a Żydzi nie chcą posłuchać kogoś o tyle bardziej wartego szacunku. Ja jednak jako podpisujący swoje felietony tamtym hebrajskim imieniem pomyślałem samokrytycznie o sobie: czy zawsze pamiętam, że jest Ktoś większy ode mnie zarozumiałego...

16:28, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
niedziela, 09 października 2016
Wideopisanki na niedzielę 9 października

Zapraszam do obejrzenia na wyborcza.pl lub na mojej stronie na Facebooku.

11:50, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
Jeszcze jedna cnota: wdzięczność. Liczy się też iloraz serca. Nawet gęś czyta „Więź” (gąsior też)...

2 Księga Królewska 5,14-17
Psalm 98,1-4
2 List do Tymoteusza 2,8-13
Ewangelia Łukasza 17,11-19
Temat dzisiejszych tekstów biblijnych to poniekąd trąd: przekleństwo tamtych krajów. Zachorował na to wódz syryjski Naaman, za radą proroka Elizeusza zanurza się jednak siedem razy w Jordanie i jego ciało staje się znowu „jak ciało małego chłopca”. Oświadcza zatem Elizeuszowi jako przedstawicielowi religii Izraela: „Oto przekonałem się, że na całej ziemi nie ma Boga poza Izraelem” (to tłumaczenie Tysiąclatki, Poznanianka dopowiada: „nie ma [takiego] Boga jak w Izraelu”). Można przypuszczać, że oznaczało to przejście na religię tego ludu, jako że wojownik deklaruje następnie, że nie będzie odtąd składał ofiar innym bóstwom, tylko właśnie Bogu tego ludu. Słowa te ubarwia prośbą o porcję ziemi Izraela, którą mogą unieść dwa sprzęgnięte woły, aby potem na niej owe ofiary złożyć. Boga Izraela wiąże w ten sposób wręcz z geograficznym konkretem, ale tak już było wtedy, w czasach swoistego religijnego pluralizmu. Trudno było zrozumieć, że owa Istota Najwyższa to nie Bóg danego plemienia, potężniejszy od innych, ale niekoniecznie Jedyny. Naaman jeżeli przyjął, to „henoteizm”, nie monoteizm. Droga do pojmowania Boga daleka, nieskończona, bo On przechodzi ludzkie pojęcie. My, katolicy, oczyszczamy teraz nasz Jego obraz przypominając, że jest On Miłosierdziem (tak jak dla muzułmanów: czytajcie w jesiennej „Więzi” ważny bardzo tekst Agaty Skowron-Nalborczyk!).
W Ewangelii Łukasza Jezus uzdrawia aż dziesięciu trędowatych. Rzecz jednak w tym, że tylko jednemu przyszło do głowy podziękować Bogu reprezentowanemu przez Jezusa. No i był to właśnie Samarytanin, cudzoziemiec. Nie poganin, tylko heretyk, ale nie ortodoks żydowski. W tekście starotestamentalnym poganin Naaman, owszem, dziękuje, nawet usiłuje wcisnąć prorokowi jakiś podarunek.
Podobno jednak dziękowanie, solidne, rewanżowanie się nawet jakoś materialne, to zwyczaj żydowski szczególnie. Nic dziwnego: wynika to niekoniecznie z ich handlarskiego światopoglądu, choć wieki zajmowania się w braku innych możliwości kupiectwem mogły w nich tę skłonność moralną umocnić. Są przecież właśnie narodem Tory!
A my? Zapominamy podziękować, ponieważ myślimy tylko o sobie. Ten, co nam pomógł, zaraz ucieka z głowy. Pomyślałem sobie też, że najlepszym podziękowaniem Bogu za coś, co się nam udało, jest zwrócenie się z jakąś pomocą do kogoś, w kim łatwo nam zobaczyć Jezusa: do jednego z tych najmniejszych. Poprawić jemu też trochę jego los.
Paweł do Tymoteusza: „Pamiętaj na Jezusa Chrystusa, potomka Dawida”. Jemu zawdzięczamy wszystko, ale nie zdołamy Mu się wywdzięczyć. Na szczęście są do tego celu biedni bliźni nasi. Trochę tematyki „postbiblijnej”. Aborcja... Najwyraźniej PiS przestraszył się kobiet jako uczestniczek wyborów politycznych i kto wie, czy nie uznał milczkiem, że kompromisu lepiej nie ruszać. Może nawet można tak rozumieć komunikat prezydium Episkopatu, akcentujący raczej pomoc praktyczną, nie poprawianie prawa. Ja też nie rozumiem, co jest winne dziecko jako owoc gwałtu, i wiem, jak wielki iloraz serca mają ludzie z Downem, choć ten inteligencji niski. Ale też przeczytałem w „Wyborczej” wtorkowej wstrząsający list 56-letniej Ewy Karbowskiej pod tytułem „Ja - jedna ze skazanych na istnienie”. Opowieść o życiu głęboko niepełnosprawnej z wyznaniem, że gdyby mogła, błagałaby wtedy matkę niewiedzącą, że taką urodzi, żeby ją „usunęła” (cudzysłów nie jej, mój). Publicystyczna przesada dziennikarki? Pewnie jednak nie, najwyżej możliwa zmienność poglądów.
Dołączam dwa moje teksty, napisane dla tejże „GW”, gdzie reklamuję chytrze kwartalnik „Więź”, w którym  wyrosłem, ale nie odszedłem: jestem w Radzie Redakcyjnej.
Głośne myślenie
Franciszka nie ubóstwiam
Jonasz
„Nie będziesz miał cudzych bogów przede mną”: pierwsze przykazanie z dziesięciorga, które przy pewnej interpretacji mogą być dekalogiem ogólnoludzkim. Cudzy bogowie to oczywiście nie tylko ci innych religii. To także każdy kult osoby albo idei, która nie równa Absolutowi Dobra – by tak filozoficznie nazwać Istotę Najwyższą. Istnieje Ktoś taki albo niestety Go nie ma, ale nie można zastępować Go niczym absolutnie mniejszym. Także jakimś człowiekiem, choćby najwspanialszym.
To myślowy banał, ale wart powtórzenia, gdy się myśli na przykład o papieżach. Dzisiaj już na szczęście niejeden katolik pożegnał się z ubóstwianiem kogokolwiek nazywanego deifikująco Ojcem Świętym (w Biblii to określenie wyłącznie Boga). Przyczynili się do tej świętej reformy wszyscy poprzedni biskupi rzymscy od Jana XXIII poczynając. Zstępują z nieba odrabiając dawne błędy.
Może jednak my ich po staremu znowu ubóstwiamy. Pewnie tak było i jest w Polsce z Janem Pawłem II, choć robił on wszystko, co mógł, żeby go do pomnikowego cokołu nieprzyspawać. Na szczęście nie grozi to u nas Franciszkowi, a chyba też nie zagraża w innych katolickich krajach, za bardzo on odstaje od rozmaitych tradycji kościelnych. Owszem, jest uwielbiany w świecie pozakościelnym, ale tam nie chroni od krytyki żaden wysoki urząd.
Tyle, że można stać się dla kogoś idolem, bo to rzecz najzwyczajniej ludzka, psychologiczna, nie eklezjologiczna. Może jest moim bożkiem papież Bergoglio? Nie skrytykuję go nigdy? Owszem, zdarzyło mi się to po tym, jak na spotkaniu z polskimi biskupami w Krakowie ocenił nadzwyczaj ostro teorię gender. Napisałem wtedy, że swoimi słowami zranił (na pewno niechcący) osoby transseksualne. W jesiennej „Więzi”, gdzie na jego temat ciekawych tekstów kilka, ks. Andrzej Draguła tłumaczy, że „papież Franciszek postrzega ideologię «gender» jako skrajną autokreację człowieka”, przekraczającą wszelkie ograniczenia. Mnie się wydaje natomiast, że po prostu nie dość dobrze zrozumiał sens owej naukowej teorii.
Chyba nastąpiło jakieś nieporozumienie, pewnie z winy idiotycznych popularyzatorów, i Franciszek sądzi, że „genderologom” chodzi o to, żeby ludzie sami sobie wybierali płeć. Nie, za nich wybiera ją natura, mówiąc religijnie, Stwórca. Niestety czasem inną psychiczną niż biologiczną. I rzecz w tym, żeby osoby te mogły przyjmować to do wiadomości bez wewnętrznej szamotaniny, żeby ich otoczenie uznawało to również.
Najważniejsze jednak, że dla tego papieża, co też tłumaczy ks. Draguła, istotne są nie tyle różne obozy ideologiczne, ile sam człowiek. Bo też Franciszek czuje się przede wszystkim duszpasterzem, nie specjalistą teologiem, co widać też na przykład w sprawach ekumenicznych. Człowiek konkretny ważniejszy dla niego niż poglądów różnice. O nich
mówi nieczęsto. Tak go zatem po swojemu bronię, bożka z niego w dalszym ciągu - mam nadzieję - nie robiąc.
Co się wydaje
Allah, czyli miłosierdzie
„Więź”, jesień 2016
Arabistka habilitowana Agata Skowron-Nalborczyk zaczęła od razu zgoła sensacyjnie. „Jedna z częściej używanych przez muzułmanów formuł, z którą przystępują do różnych czynności, brzmi: «W imię Boga miłosiernego i litościwego». Skoro zatem miłosierdzie Boga jest przywoływane przez muzułmanów nawet kilka razy dziennie, musi być ważnym wymiarem tej religii.(...). W Koranie «Miłosierny» jest tak ważnym atrybutem Boga, że jako jedyny może być użyty samodzielnie w roli rzeczownika-synonimu wyrazu «Bóg«.
Ludzie powinni naśladować Boga. W muzułmańskiej tradycji religijnej w jednym z tak zwanych hadisów powiada się, że „Bóg nie będzie miłosierny dla tych, którzy nie są miłosierni dla (innych) ludzi” i podobnych etycznych wskazówek mnogość.
Autorka zaznacza, że w islamie nie ma naczelnego autorytetu religijnego, więc różnych interpretacji legion, a etyczne praktyki tym bardziej rozmaite. Niemniej kończy stwierdzeniem, że „miłosierdzie Boga łączy chrześcijan i muzułmanów”. Nie dodaję zdania oczywistego, że skłonności do antymiłosierdzia również. Choć z nami chrześcijanami teraz moralnie na ogół lepiej.

11:46, jan.turnau
Link Komentarze (14) »
 
1 , 2
Archiwum