Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
czwartek, 31 października 2013
Duch Święty Wyręczyciel

Wpis na środę 30 października

List do Rzymian 8,26
„Tak samo i Duch dopomaga w słabości naszej, tego bowiem, o co mamy się modlić, jak należy, nie wiemy; ale sam Duch wstawia się za nami westchnieniami niewysłowionymi”
Ekumeniczny Przekład Przyjaciół.

Wielka pociecha: ma rację oczywiście papież Franciszek, że powinniśmy koniecznie się modlić. Człowiek wierzący religijnie nie może nie rozmawiać z Bogiem, ale nie mamy tu takiej pewności siebie, jaką miał na przykład patriarcha Jakub, co wręcz z Nim walczył. Nie wiemy właśnie, o co się modlić: Bóg zna przecież nasze potrzeby równie dobrze jak my, a nawet lepiej, bo wie lepiej od nas, jak je zaspokajać, wie, co nam jest naprawdę potrzebne. No i nie wiemy, jak się modlić: brakuje nam umiejętności kontemplacji, nie każdemu odpowiada różaniec, nie każdy umie modlić się Biblią. Na szczęście mamy Ducha, Wyręczyciela naszego!

09:10, jan.turnau
Link Komentarze (83) »
wtorek, 29 października 2013
Nadzieja zbawienia Burków i Mruczków. Tadeusz Mazowiecki

List do Rzymian 8, 18-22
„Uważam bowiem, że nie można porównać cierpień obecnego czasu z chwałą, która ma się w nas objawić.
Albowiem stworzenie z przeogromną tęsknotą oczekuje objawienia synów Bożych.
Bo stworzenie poddane zostało znikomości nie dobrowolnie, ale przez tego, któremu poddane zostało, w nadziei,
Że i to stworzenie wyswobodzone zostanie z niewoli zniszczenia do wolności chwały dzieci Bożych.
Wiemy bowiem, że całe stworzenie ciężko wespół wzdycha i cierpi wspólnie w bólach rodzenia aż do teraz.”
Ekumeniczny Przekład Przyjaciół.

Mamy dzisiaj jeden z bardzo nielicznych, ale mocny argument za nadzieją zbawienia najpowszechniejszego, czyli obejmującego wszystkie istoty żywe. Biblia Poznańska tłumaczy to tak: „Oto człowiek jako pan stworzenia udziela swej duchowości całemu stworzeniu. Gdy jest cielesny, to nosi w sobie zaród śmierci i przekazuje go całej naturze. Gdy natomiast jest złączony z Duchem Świętym, wtedy przekazuje naturze życie duchowe. Człowiek więc nadaje sens całej naturze. Dlatego też całe stworzenie jest zainteresowane ostatecznym losem człowieka, gdyż los ten jest również losem całej natury.”

O mało nie zostałem zoologiem, psy kocham prawie bardziej niż ludzi, więc to dla mnie sprawy wielkie. A składa się tak miło, że jutro pojadę na KUL, na spotkanie organizowane przez redakcję kwartalnika ”Ethos” na temat jego numeru zatytułowanego ”Nasi bracia mniejsi”, o którym tu zresztą napisałem kiedyś obszernie. Powiem tam oczywiście o owych świętych słowach świętego Pawła.

Byłem wczoraj tak zmęczony pisaniem o Mazowieckim do ”Gazety Wyborczej” i ”Metra”, że zapomniałem dopisać coś na jego temat do biblistycznej części blogu. Robię to teraz dodając poszerzoną wersję tekstu z ”GW”.

Znaliśmy się całe 60 lat. Poznałem go w r. 1953 we „Wrocławskim Tygodniku Katolickim”, którego był pierwszym redaktorem naczelnym, i gdzie otrzymałem dwa lata później pierwszą po studiach pracę. Było to pismo formalnie wrocławskiej kurii, faktycznie raczej „Paxu”, ale nie całkiem: warto wiedzieć, że ówczesny ordynariusz wrocławski, ks. infułat Kazimierz Lagosz, był nominatem faktycznie PRL-owskim, znacznie bardziej uległym ”komunie” niż Mazowiecki. Przyszło ordynariuszowi do głowy, żeby w ”WTK” opublikować adres hołdowniczy do marszałka Rokossowskiego, Tadeusz oponował, ale nie przemógł hierarchy.

Opuścił „Pax” w roku 1955, ja rok później. Trzy lata jeszcze później powstała „Więź”: Tadeusz był przez przeszło dwadzieścia lat redaktorem naczelnym tego warszawskiego miesięcznika. Pisma, które wraz z „Tygodnikiem Powszechny” i „Znakiem” pasjonowało się wielką odnową Kościoła, zapoczątkowaną przez Jana XXIII, którego wybrano na papieża 55 lat temu, akurat w Tadeuszowe imieniny, 28 października: zbieżność dat można powiedzieć, że jakby symboliczna. Mózgiem naszej publicystyki religijnej był zastępca redaktora naczelnego Juliusz Eska, ja wspomagałem go organizacyjnie jako redaktor działu religijnego, ale Tadeusz przejmował się problematyką religijną osobiście bardzo. Zainicjował cykl artykułów pt. „Tradycja i reforma w katolicyzmie polskim”, bo troszczyliśmy się ogromnie, żeby odnowa soborowa zbłądziła pod polskie strzechy. Sam naczelny pisał raczej niewiele, z trudem, zawsze jednak były to teksty dużej rangi. Trzeba wymienić przede wszystkim dwa: „Antysemityzm ludzi łagodnych i dobrych” oraz „Kredowe koła”, ten drugi to po trosze klasyczny już esej o dialogu. W Bibliotece „Więzi” ukazał się w tamtych czasach tom artykułów Tadeusza „Rozdroża i wartości”, w którym odnowa Kościoła stanowiła motyw przewodni. Pasjonował się sam wewnętrznymi problemami kościelnymi do tego stopnia, że również ekumenizmem, choć to temat u nas ze względów statystycznych marginesowy. Wręcz patronował mojemu rewidowaniu spojrzenia na mariawityzm, sam napisał krótki tekst na ten temat, wspominał swego wuja, który był księdzem owego najczyściej polskiego wyznania.

Był moim ojcem politycznym, towarzyszyłem mu w jego długiej drodze od ”Paxu” do ”Solidarności”, ale traktowałem go również jako „guru” w sprawach ściśle religijnych. Razem marzyliśmy wciąż o Kościele z ludzką twarzą, żeby miał podobne oblicze również katolicyzm nad Wisłą. Teraz jest na pewno orędownikiem owej sprawy blisko Tego, który troszczy się o wszystkie sprawy swojego Kościoła.

18:17, jan.turnau
Link Komentarze (43) »
poniedziałek, 28 października 2013
Apostołowie mocno zagadkowi. Judasz Tadeusz? Dziś rocznica kościelnej rewolucji!

Ewangelia Łukasza 6,12-19
Przeznaczono mi na dzień dzisiejszy lekturę tego fragmentu ewangelii, bowiem mamy tu listę „dwunastu, których nazwał apostołami”, a wśród nich dzisiejszych świętych dnia, czyli Szymona z przydomkiem „Zelota” oraz Judę, syna Jakuba.

O obu wiemy bardzo mało, a nawet jeszcze mniej, bo znaków zapytania sporo. Zacznę od Judy. Imię w Biblii częste, „Encyklopedia biblijna” naliczyła tak się zwących jedenastu. A ów należy do Dwunastu wielorako zagadkowych. Po pierwsze, jest z nim podobnie jak z Bartłomiejem i (czyli?) Natanaelem albo jak z Mateuszem (czyli?) Lewim: w ewangeliach nazywany jest zapewne różnie: na listach apostołów u Mateusza (10,2-4) i Marka (3,16-19) mamy Tadeusza. Zapewne, nie na pewno, bo w końcu skład Dwunastu mógł być według ewangelistów nieco różny. Mogli apostołów nazywać inaczej albo też wręcz zaliczać do tego sztabu różnych ludzi: jak tu napisałem już milion razy, realizm, dokładność detaliczna nie jest cechą autorów biblijnych, jak i w ogóle pisarzy ówczesnych.

Czy ów apostoł jest tożsamy z człowiekiem, który w Ewangelii Jana (14,22) pyta Jezusa: „Panie, co się stało, że masz się nam objawić, a nie światu?” Ewangelista zaznacza tylko, że nie chodzi o Iskariotę, czyli Judasza zdrajcę (no właśnie, jeszcze jeden Juda: kolejny problem, który zostawiam na koniec), ale to nie znaczy, że uważa go za apostoła.

Po trzecie, jest jeszcze Juda nowotestamentalny trzeci. Jezus miał przecież pośród swoich braci (rodzonych, przyrodnich, ciotecznych, stryjecznych?) jakiegoś Judę i utożsamienie go z apostołem, choć przyjęte przez tradycję, pewne bynajmniej nie jest. Bibliści liczni w to mocną wątpią. Niektórzy – po czwarte – nawet i w to, żeby ów brat Pański był autorem kanonicznego listu. Występuje tam jako brat Jakuba , niemniej pewnie słusznie pisze ks. Michał Czajkowski, że ani Jakub, ani Juda nie napisali przypisywanych im ksiąg.

Po piąte, jeśli poważnie traktować oryginał grecki, to na Łukaszowej liście Dwunastu apostołów imieniem Juda jest ludzi dwóch. Odróżnienie nazewnicze Judy, syna Jakuba od Judy Iskarioty jest pomysłem chrześcijańskim późniejszym. Co bardzo dziwne, nie informuje o tym nawet „Encyklopedia biblijna”, skądinąd przecież kwestionująca różne tradycyjne pomysły: hasło „Judasz” występuje tam osobno bez żadnych na ten temat wyjaśnień. Nazywany jest tam w ten sposób także przywódca antyrzymskiego powstania, wspomniany w Dziejach Apostolskich (5,37), choć Jezusa nie zdradził. Ale nasz Ekumeniczny Przekład Przyjaciół też tu idzie za tradycją bez dostatecznych informacji: musimy to wyjaśnić w następnym wydaniu.

Mimo tylu kłopotów dzisiejszy apostoł uchodzi za orędownika szczególnie spolegliwego, załatwiającego sprawy beznadziejne. Na co jest dowodów legion, dla mnie najmocniejszy ten, że 55 lat temu całkiem niespodziewanie kardynałowie wybrali na papieża hierarchę, który dokonał w moim Kościele rewolucji. Może nie tyle jej dokonał, ile rozpoczął, ale bez owego początku nie byłoby wszystkiego, co nastąpiło potem. Przede wszystkim to ten Jan zwołał sobór i tak go zaczął moderować, że mimo oporów kurialnych konserwatystów powstały dokumenty budzące kościelną reformę. Bez niego zatem Paweł VI nie ukląkłby przed przedstawicielem patriarchy Konstantynopola, Jan Paweł II nie odwiedziłby synagogi po raz pierwszy od czasów św. Piotra, także świątyni protestanckiej i meczetu, nie przepraszałby za grzechy Kościoła po wielekroć. Bez niego Benedykt XVI nie zrzekłby się urzędu, bez niego Franciszek... 55 lat temu mój Kościół zaczął schodzić z cokołu, robi się coraz mniej wyniosły, pyszny, zadufany w swoją mądrość.

Tyle o Judzie, o Judach różnych. Teraz o Szymonie. Z nim kłopotów mniej, ale też trochę. Co znaczy tu termin grecki „Zelotes”? Albo oznacza cechę charakteru: gorliwość, albo zaangażowanie w stronnictwie zelotów, chcących obalić rzymską okupację siłą. Świętej pamięci profesor Świderkówna wypowiedziała się za tą pierwszą. Zwróciła mianowicie uwagę na inny przydomek tego innego Szymona, ten, którym obdarzyli go Mateusz i Marek, nazywając go Kananejczykiem. Co jej zdaniem nie wiąże go z Kaną Galilejską, raczej też oznacza cnotę, ponieważ hebrajski termin qanna ”gorliwy” również znaczy. Na czym polegała konkretnie ta właściwość duchowa apostoła, nie wiemy. Miejmy nadzieję, że nie tylko na drobiazgowym przestrzeganiu Prawa.

19:20, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
niedziela, 27 października 2013
Opcja na rzecz nieważnych

Księga Syracydesa 35,12-14
„Pan jest Sędzią, który nie ma względu na osoby. Nie będzie On miał względu na osobę przeciw biednemu, owszem, wysłucha prośby pokrzywdzonego. Nie lekceważy błagania sieroty i wdowy.”

Mamy tu Franciszkową opcję na rzecz ubogich, ale i coś więcej. Ileż w nas zawsze swoistego personalizmu, który jest względem na osobę rzekomo więcej wartą, bo wyższą w jakiejś hierarchii społecznej.

18:25, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
sobota, 26 października 2013
Ciało i duch, a raczej Duch

List do Rzymian 8,5
„Ci bowiem, którzy żyją według ciała, dążą do tego, czego chce ciało; ci zaś, którzy żyją według Ducha, do tego, czego chce Duch.”

Mamy tu negatywny obraz czegoś, co Paweł nazywa ciałem, nie jest to jednak dokładnie to, co tak nazywała tradycyjna, „manicheizująca”, „platonizująca”, antropologia i etyka chrześcijańska, postponująca w ogóle materię. Paweł znał myśl helleńską, był jednak Żydem całą parą, myślał, tak jak poprzedni autorzy biblijni. Ale antytezę ciała nazywał już po nowemu, duchem przez duże „d”, Trzecią Osobą Trójcy, co ducha naszego uświęca.

16:48, jan.turnau
Link Komentarze (50) »
piątek, 25 października 2013
Chcieć to móc?

List do Rzymian 7,18-20
„Jestem świadom, że we mnie, to jest w moim ciele, nie mieszka dobro; bo łatwo przychodzi mi chcieć tego, co dobre, ale wykonać - nie. Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię zło, którego nie chcę. Jeżeli zaś czynię to, czego nie chcę, już nie ja to czynię, ale grzech, który we mnie mieszka.”

Klasyczny, sławny opis moralnego stanu ducha. Nie skomentuję Pawłowej antropologii, tylko zamyślę się nad opisanym przez niego rozdarciem naszym codziennym. Między chceniem, wolą, a zachciankami, popędami, emocjami. Poza wolą jest jednak jeszcze rozum, hierarchia wartości, sumienie. Można bowiem mieć wolę jak stal, ale sumienie wredne i wykonywać zbrodnie. Wszedłem tu jednak niechcący w antropologię, w teorię, a zamierzałem napisać coś o tej praktyce, która paskudzi wszystko, a tak tradycyjnym, że aż znielubianym słowem „grzech”, się nazywać zwykła.
Teraz o cnocie, w stopniu zaprawdę heroicznym. Oto felieton, który ukaże się jutro w ”Magazynie Świątecznym” ”Gazety Wyborczej”.
Głośne myślenie
Matka Helena z Jeevodayi
Jonasz
Ubiegły czwartek był w dziejach warszawskiego KIK-u dniem dość niezwykłym. Nie dlatego, że wręczyliśmy wtedy naszą doroczną nagrodę: to już przecież ósmy raz. Niezwykła była laureatka tego wyróżnienia: doktor Helena Pyz, dyrektor ośrodka leczenia trądu Jeevodayi w Indiach. Nagradzaliśmy dotąd biskupów i ludzi całkiem świeckich, zasłużonych dla kultury i dla jedności chrześcijan, dla stanowienia prawa i dla troski o prawa mniejszości, ale doktor Helena urzeczywistnia wartości zupełnie fundamentalne. Nagroda nasza zwie się PONTIFICI, co się wykłada: Budowniczemu Mostów. Otóż jak powiedział przedwczoraj w swojej laudacji profesor Krzysztof Maria Byrski, Laureatka buduje „most najwspanialszy, któremu na imię miłość bliźniego, bliźniego, który cierpi z powodu bólu fizycznego oraz wykluczenia i pogardy”. To brzmi patetycznie, ale bywa tak, że bez patosu ani rusz. A gdy jestem przy ruchu, dodam, że pani Helena od dzieciństwa poruszała się o kulach, teraz już na wózku.

Jest członkinią Instytutu Prymasa Wyszyńskiego, zwanego dawniej potocznie „ósemkami”, misjonarką świecką. Misjonarką zaprawdę wielką.

17:03, jan.turnau
Link Komentarze (12) »
czwartek, 24 października 2013
Synowa przeciw świekrze, luter przeciw papiście...

Ewangelia Łukasza 12,51-53
„Mniemacie, żem przyszedł pokój przynieść na ziemię? Nie, mówię wam, ale rozłączenie. Albowiem odtąd będzie w jednym domu pięcioro rozłączonych, troje przeciwko dwojgu, a dwoje przeciwko trojgu. Podzielą się ojciec przeciw synowej, a syn przeciw ojcu swemu, matka przeciw córce, a córka przeciw matce, świekra przeciw synowej swojej, a synowa przeciw świekrze swojej.”
Przekład Wujka uwspółcześniony.

Drobiazg lingwistyczny: ta świekra. Język wzbogaca się i zuboża jednak: kiedyś matka męża nazywała się inaczej niż matka żony, tak jak był stryj i wuj – teraz „wsio ryba”. Trudno, mamy większe zmartwienia. Na przykład rozłam wśród chrześcijan. Nie tylko ten w rodzinie, także w chrześcijaństwie, w ogóle ogromna wielość religii. Wszystko to dziełem Chrystusa?

Jego słowa o świekrze łatwiej zrozumieć. Tłumaczy się, że chodziło Mu o sytuację, w której po prostu dwoje pójdzie za Nim, troje nie. Tak, ale samo się prosi także pytanie, jak Bóg mógł pozwolić na tyle mniemań na Jego temat. Dojrzewa pogląd, że i tu mamy Bożą kalkulację. Gdyby nie wielość wyznań, wiele wartości umarłoby może własną śmiercią. Na przykład luterańska i w ogóle protestancka kościelna decentralizacja.

15:51, jan.turnau
Link Komentarze (13) »
środa, 23 października 2013
Bóg czy bogini Fortuna?

Psalm 124,1-6
„Gdyby Pan nie był po naszej stronie,
przyznaj, Izraelu,
gdyby Pan nie był po naszej stronie,
gdy ludzie przeciw nam powstali,
wtedy pochłonęliby nas żywcem.
Gdy ich gniew przeciw nam zapłonął,
wówczas zatopiłaby nas woda,
potok by popłynął nad nami.
Wówczas potoczyłyby się nad nami wezbrane wody.
Błogosławiony Pan, który nas nie wydał
na pastwę ich zębom.”

Piękna poezja i piękna wiara w Bożą opiekę, a przecież trudno nie zapytać także o wszystkie przypadki naszych klęsk. Izraela i każdego ludu, każdego człowieka. Bo przecież tego rodzaju wnioskowanie z powodzenia w życiu nie jest logicznie poprawne, byłoby takie tylko wtedy, gdyby życie to było samymi sukcesami. Trzeba rozumować inaczej: powtarzam tutaj bez przerwy, że Bóg pisze losy świata całkiem innym alfabetem. Alternatywnym wyborem myślowym jest tylko uznanie, że rządzi wszystkim bogini Fortuna, całkiem niewidoma. Ja wybieram Sens.

11:36, jan.turnau
Link Komentarze (57) »
poniedziałek, 21 października 2013
Abrahama sprawy niejasne. Jubilaci: miesięcznik „W drodze” i jego naczelny senior

List do Rzymian 4,20-21
„Nie poddał się niewierze w obietnicę Boga, lecz wzmocniony wiarą oddał chwałę Bogu, przekonany w pełni, że co obiecał, mocen jest i uczynić.”
Ekumeniczny Przekład Przyjaciół.

To o Abrahamie. Wiara w Boga, wiara w siebie. W jakiej mierze ta pierwsza wzmacnia drugą? W takiej, w której ta druga jest przekonaniem, że nie jestem sam, że jest On; Absolut dobra i mocy, choć tę drugą zobaczyć niełatwo pośród potworności „świata tego”: Boże, widzisz, a nie grzmisz...

Abraham miał pewnie mniej religijnych wątpliwości, wszystko wydawało mu się prostsze niż nam. Poznanianka w przypisie powiada: „Znamienne jest, że Paweł kreśląc wzór wiary na przykładzie Abrahama, nie wspomina o jego doświadczeniu związanym z ofiarowaniem Izaaka”. Może Paweł podobnie jak ja nie był pewien, czy ta opowieść o rozkazie dzieciobójstwa nie zakłada obrazu Boga, któremu takie ofiary nie były całkiem niemiłe. Może też jednak, jak tłumaczy w przypisie Biblia Jerozolimska, opowieść tamta „jest usprawiedliwieniem rytualnego przepisu, który nakazuje wykupić pierworodnych Izraela: jak wszystkie pierwociny należą oni do Boga, jednakże nie można składać ich w ofierze, tylko wykupować (Wj 3,11). Opowieść zawiera więc między wierszami wielokrotnie wyrażane przez proroków potępienie ofiar z dzieci (zob. Kpł 18,21+).” Może między wierszami tak, w każdym razie potępienie słabe. Wyobraźmy sobie, że jakiemuś mistykowi Bóg nakazuje dzisiaj zamordować własnego syna, choć potem zmienia rozkaz: przecież to niemożliwe! Wszystkie takie opowieści przechodzą przez filtr określonej mentalności opowiadacza. Przeszła ta opowieść przez sito świadomości autora księgi, przez nasze gęstsze już na szczęście przejść nie może! Biblia jest zapisem historii religijnej wiary pewnego genialnego ludu, wiary tej szczęśliwego rozwoju.

Jubileusze: w końcu września świętowaliśmy 40-lecie miesięcznika dominikańskiego „W drodze”, dzisiaj 80 lat kończy jego założyciel i były wieloletni redaktor naczelny, ogromnie mi miły ojciec Marcin Babraj. Obu życzę wiele pomocy Bożej i ludzkiej w dalszym życiu doczesnym!

Poczytałem sobie numer jubileuszowy, już skądinąd 482. Pismo jak na periodyk bardzo żywe! Nie tyle studialne, ile duszpasterskie i paszące owce swoje mądrze, odważnie. W tekstach szkicujących miesięcznikowe dzieje odwagę ową wspominają autorzy różni. Głównie tę wobec władzy kościelnej oraz Czytelników (i Czytelniczek!) preferujących styl redakcyjny katolicki dawny, taki, żeby przypadkiem nikogo i nic podejrzanego na łamy nie wpuszczać (pilnują tego dalej tygodniki „Niedziela”, „Gość Niedzielny”...) – ale też odwagę wobec cenzury PRL. Co do mnie, wolałbym śmiałości eklezjalnej jeszcze więcej, ale i to, co jest, bardzo cenię.

W numerze także tekst dominikanina Dominika Jurczaka właśnie jak na ową polską tradycyjność śmiały. Bo autor jest za oboma sposobami przyjmowania Komunii: do ust i na klęczkach, na rękę i na stojąco, czyli przeciw wyłączności każdego z tych sposobów. Inaczej, niż się myśli w dwumiesięczniku „Polonia Christiana”, wydawanym przez Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im Piotra Skargi w Krakowie (wśród współpracowników m.in. Grzegorz Braun). Tam Jego Ekscelencja Athanasius Schneider, biskup pomocniczy Archidiecezji Najświętszej Maryi Panny w Astanie (Kazachstan), w rozmowie z Izabellą Parowicz wypowiada się za przyjmowaniem Komunii wyłącznie do ust i w pozycji klęczącej. Jest również przeciwny rozdzielaniu jej podczas Mszy przez szafarzy świeckich, co stosuje się niesłusznie, żeby trwała krócej. „W kościołach, w których Komunię Świętą rozdzielają świeccy szafarze, kapłani po Mszy Świętej marnują czas na pogaduszki z ludźmi lub na internet i oglądanie telewizji”. No właśnie - manifest twardego konserwatyzmu religijnego: mocny rozdział kleru i laikatu, również świętego Kościoła i świeckiego świata. Z laikatem nie gadać, w komputer i telewizor nie gapić się!

13:55, jan.turnau
Link Komentarze (51) »
niedziela, 20 października 2013
Realizm antyhagiograficzny

2 List do Tymoteusza 3,16
„Całe Pismo jest natchnione przez Boga i pożyteczne do nauczania.”
Ekumeniczny Przekład Przyjaciół.

Cała Biblia jest natchniona. Choć to nie podręcznik nauk żadnych, nawet i nie zawsze teologii, gdy się czyta o Bogu okropnie okrutnym. To opowieść o ludziach, jacy są, całkiem podli moralnie i tępi myślowo, ale też czasem święci cudownie: realizm antyhagiograficzny. Jak każdy prawdziwy realizm, ten zgorszyć może lubiących lekturę budującą płytko.

A propos - wiadomość bibliograficzna. Oficyna Wydawnicza ”Vocatio”, specjalizująca się biblistycznie od dawna, oferuje wciąż dzieło do porządnego czytania Świętego Pisma bardzo użyteczne: prawie tysiącstronicowy ”Leksykon biblijny” Fritza Rieneckera i Gerharda Maiera. Rzecz tłumaczona z niemieckiego przez Joannę Kruczyńską, redakcja naukowa wydania polskiego: ks. Waldemar Chrostowski, ”Słowo wstępne”: prymas Józef Glemp. Drugie wydanie - Warszawa 2001.

18:29, jan.turnau
Link Komentarze (35) »
sobota, 19 października 2013
Święty Duch oświeci, ufajmy

Ewangelia Łukasza 12, 10-12
„Każdemu, kto powie słowo na Syna Człowieczego, zostanie wybaczone. A temu, kto bluźni przeciwko Świętemu Duchowi, nie zostanie wybaczone.
A gdy wprowadzą was na zgromadzenia i przed zwierzchników, i władze, nie troszczcie się, jak albo co będziecie odpowiadali, albo co powiecie.
Święty Duch bowiem nauczy was w tej godzinie, co należy powiedzieć.”
Ekumeniczny Przekład Przyjaciół.

„Święty Duch”, nie Duch Święty – tak jest w oryginale; optował za tym przestawieniem nie tylko arcybiskup Jeremiasz, którego współwyznawcy modlą się tak znakiem krzyża: wszyscy czterej byliśmy tu za oryginalnością w sensie podwójnym, bo to i zgodność z greckim tekstem, i coś naszego własnego.

A dlaczego Duch tu jakby ważniejszy od Syna? Równie ważny, ale niejednego Bóg Człowiek może odstręczać jako człowiek: na przykład, kiedy skojarzy się Go z innymi osobnikami tego gatunku, tak człowieczymi, że aż strach, choćby nawet we własnym, hierarchicznym mniemaniu sięgali nieba samego. A Duch to Duch: Boskość nieuchwytna, nas nieraz cudownie przenikająca, w trudnych chwilach usłużnie podpowiadająca. Nawet gdy milczymy ulegle zamiast mówić, gdy mówimy niemądrze, On też tam bywa, pisząc prosto po mocno pokrzywionych liniach naszej ludzkiej małości.

15:39, jan.turnau
Link Komentarze (76) »
piątek, 18 października 2013
Łukasz, nie Żyd, pisarz bardzo płodny

2 List do Tymoteusza 4,11
„Łukasz sam jest ze mną.”
Dziś w kalendarzu rzymskokatolickim dzień ewangelisty, o którym mowa powyżej. Napisał dużo: najdłuższą z czterech ewangelii i też bardzo długie Dzieje Apostolskie – to w ogóle najdłuższe księgi Nowego Testamentu. Tylko Paweł może się z nim w tej mierze równać jako autor 13 listów, choć jeno siedem jest na pewno jego autorstwa. O Łukaszu samym wiemy jednak bardzo mało, tylko ze wzmianek w listach Pawłowych: do Filemona 24, do Kolosan 4,14 no i właśnie w drugim do Tymoteusza. Jedynie pierwszy z tych listów jest na pewno Pawłowy, można zatem powątpiewać (wolno każdemu), czy był lekarzem, jak twierdzi List do Kolosan, a już na pewno legendą jest jego twórczość malarska.

Niewątpliwie natomiast był pisarzem fachowym, powiedzielibyśmy dzisiaj - literatem: świadczy o tym jego piękny język grecki. Bo też wyróżnia się wśród autorów Nowego Testamentu nie tylko tą kwalifikacją: znajomość języka Homera wzięła się u niego stąd, że nie był, jak dokładnie wszyscy pozostali autorzy biblijni Żydem, ale Grekiem, choć pochodzącym zapewne z bliskiej Palestynie Syrii.

Nie był chyba wydarzeń ewangelickich świadkiem naocznym, choć ta negatywna teza uczonych widzi mi się, laikowi, niepewna. Opisał dokładnie podróż dwóch uczniów Chrystusa do Emaus wymieniając imię tylko jednego z nich: może zostawił drugiego jako anonimowego przez swoistą skromność, tak jak to czyni ze swoim imieniem ewangelista Jan, także Marek (choć i to dla biblistów niepewne).

Na pewno natomiast znał, i to dobrze, Pawła, o czym świadczą też Dzieje, gdzie o nim aż tyle: bez niego arcyważna postać biblijna byłaby dzisiaj znacznie gorzej znana.

19:09, jan.turnau
Link Komentarze (21) »
czwartek, 17 października 2013
Który naród kocha proroków?

Ewangelia Łukasza 11,49-51
„Dlatego też mądrość Boga powiedziała: poślę do nich proroków i apostołów, niektórych z nich zabiją i będą prześladować, aby od tego pokolenia została zażądana krew wszystkich proroków, przelana od założenia świata, od krwi Abla aż do krwi Zachariasza, zgładzonego między ołtarzem a przybytkiem. Zapewniam was: od tego plemienia zażądają rozliczenia.”
Przekład Ekumeniczny 11 Kościołów.

Najpierw trochę erudycji: z Zachariaszem mamy mały kłopot. Postaci biblijnych tego imienia jest ponad trzydzieści. Znamy ojca Jana Chrzciciela, ale było też dwóch starotestamentalnych proroków. Aż dwóch, bo mowa tutaj o tym z IX wieku, ukamienowanym przez lud za to, że głosił niepopularne nauki (Księga Kronik 24, 20-23), a nie o tamtym dużo późniejszym, łączonym z księgą jego imienia.

A teraz mój komentarz, banalny właściwie. Gdyby prorocy tylko przepowiadali przyszłość, mieliby święte życie – ale słowo to oznacza w Biblii i w języku mniej potocznym nie tyle wieszczka, ile męża potężnej odwagi. Takiego, co owszem, przewiduje, co będzie, ale służy mu to do gwałtownej krytyki otaczającej go teraźniejszości. Otóż podobnych ludzi ma niemal każda społeczność, Kościoły również, narody też, a jakże. I los ich jest, jaki jest. Nieraz prorokowanie uchodzi im na sucho, kiedy indziej na bardzo mokro. Demokracja chroni ich nienajgorzej, ale raczej ta dzisiejsza: Sokrates musiał popełnić samobójstwo. A w ogóle to bardzo wiele zależy od tego, czy – jak twierdziła anegdota z czasów „komuny” – idzie się za postępem czy przed. Trafia się w czas stosowny, czy też wyprzedza się go bardzo niebezpiecznie.

21:29, jan.turnau
Link Komentarze (60) »
środa, 16 października 2013
Ewangelia dla Greków i o biedakach

Wpis na wtorek 15 października 2013
Ewangelia Łukasza 11,39-40
„Właśnie wy, faryzeusze, dbacie o czystość zewnętrznej strony kielicha i misy, a wasze wnętrze jest pełne zdzierstwa i niegodziwości. Nierozumni! Czyż Stwórca zewnętrznej strony nie uczynił także wnętrza? Raczej dajcie to, co jest wewnątrz, na jałmużnę, a zaraz wszystko będzie dla was czyste.”
Czytajmy Biblię pamiętając, że jest różnorodna, i nie martwiąc się tym bynajmniej. Szczególnie gdy czytamy ewangelie: zauważajmy wtedy drobne różnice między synoptykami. Łukasz inaczej niż Mateusz (23,26) przedstawia słowa Jezusa o czystości naczyń gasronomicznych. Rytuał jest dla piszącego dla Greków mniej ważny: w poleceniu końcowym schodzi na pomoc biedakom, bo o nich zawsze myśli przede wszystkim. Biblia Poznańska przez słowo dodane w nawiasie rozjaśnia ów sens charytatywny: „Dawajcie na jałmużnę raczej to, co jest wewnątrz [kielicha]”.

08:13, jan.turnau
Link Komentarze (73) »
poniedziałek, 14 października 2013
Kalanie własnego gniazda. O dialogu z Żydami mocne słowa prymasa seniora!

Ewangelia Łukasza 11,29-32
„A gdy tłum gęstniał, [Jezus] zaczął mówić: - To pokolenie jest pokoleniem złym, znaku szuka. Ale znak nie będzie mu dany oprócz znaku Jonasza.
Jak bowiem Jonasz stał się znakiem dla Niniwitów, tak też będzie Syn Człowieczy dla tego pokolenia. Królowa [z] południa wstanie na sąd przeciwko mężom pokolenia tego i osądzi ich.
Albowiem z krańców ziemi przybyła, aby słuchać mądrości Salomona, a oto tu więcej niż Salomon.
Mężowie Niniwici powstaną na sąd przeciwko pokoleniu temu i osądzą je, albowiem nawrócili się na wezwanie Jonasza, a oto tu więcej niż Jonasz.”
Ekumeniczny Przekład Przyjaciół.

Jak tu Jezus kala własne gniazdo! Gorszymy się krytycznymi tekstami Polaków o Polakach, a tu i nie tylko tutaj słowa Chrystusa o własnym narodzie bardzo ostre: Żydzi gorsi od paskudnych Niniwitów! Jezus nie idzie tu śladem samego proroka Jonasza, który w księdze jego imienia występuje jako żydowski nacjonalista nienawidzący mieszkańców Niniwy, ale śladem autora tej noweli, który chlaszcze własny naród subtelną ironią. Bo też ta księga podobnie jak Izajaszowa jest zapowiedzią Nowego Testamentu.
Łukasz w przeciwieństwie do Mateusza (12, 38-42) nie uważa za znak Jonasza jego trzydniowego pobytu w brzuchu ryby, zapowiadającego Jezusowe przebywanie trzy dni w grobie. Woli nieznającym tej księgi Grekom powiedzieć o roli Jonasza wobec Niniwitów.

Lektura: blok tematyczny pt. „Jezus Żydów”, otwierający ostatni, 701. numer „Znaku”, bardzo ciekawy. Najpierw o. John T. Pawlikowski OSM: „Odzyskiwanie Jezusa. Żydowskie spojrzenie w badaniach nad Jezusem wczoraj i dziś”. Wieloletni przewodniczący Międzynarodowej Rady Chrześcijan i Żydów przedstawia pogląd dość rewolucyjny: chrześcijaństwo nie było aż do połowy II wieku osobną religią. Sam Jezus nie chciał tworzyć separatystycznej sekty, do czego dążyła na przykład wspólnota z Qumran, chciał stworzył raczej wspólnotę religijną wewnątrz Izraela. Po Jego śmierci Jego uczniowie nie określali siebie jako wyznawców religii będącej w jakąkolwiek opozycji do judaizmu. Tożsamość chrześcijaństwa zaczyna się kształtować dopiero po roku 70., wojnie żydowsko-rzymskiej, i długo potem zdarzają się jeszcze wzajemne wpływy. Przełomem jest dopiero nawrócenie cesarza Konstantyna: narasta wtedy marginalizacja Żydów i zaczyna się ich społeczno-polityczne prześladowanie. Skupiają się na swoim przetrwaniu, zaczynają być bardziej agresywni wobec chrześcijaństwa, zaczynają uważać je za bałwochwalczy kult Jezusa: stąd „Toledot Jeszu” czyli „Historia Jezusa”, utwór przedstawiający Go w dość ordynarny sposób, popularny w średniowieczu. Tworzy się zwyczaj publicznych dysput między obiema religiami, organizowanych i kontrolowanych przez Kościół. Żydzi nie mogą nie brać w nich udziału, ich argumenty nie mogą jednak nikogo przekonać, ponieważ ostateczna ocena debaty należy do chrześcijan. Trudno też zatem o głębszy namysł uczonych żydowskich nad osobą Jezusa i Jego przesłaniem. Bardziej konstruktywne podejście zaczyna się w wiekach XVIII-XIX. Niektórzy uczeni żydowscy dobrze przyjmują biblistyczną metodę historyczno-krytyczną, rośnie ich pewność siebie w kręgach akademickich, mniej już zdominowanych przez Kościoły chrześcijańskie. Stać już teologów żydowskich na bardziej obiektywną ocenę postaci Jezusa. Są to głównie pisarze związani z judaizmem reformowanym lub liberalnym. W tych nowych nurtach tożsamość narodowa i praktyki rytualne są mniej ważne, dominuje problematyka etyczna. Jezus jest dla pisarzy żydowskich wzorem „wolnej duchowości”, przeciwstawianej sztywności duchowej judaizmu ortodoksyjnego. Zaczyna się twierdzić, że nauka moralna Jezusa pochodziła w pełni z tradycji żydowskiej, a ta nie jest tylko przestarzałym legalizmem. W celach apologetycznych podkreśla się Jezusową żydowskość. Coraz więcej jest różnych żydowskich obrazów Jezusa. Wspólną ich cechą staje się pozytywna Jego ocena. Zdarzają się wręcz prace rozważające Jego „boską” naturę, pokazujące tło tej koncepcji we współczesnej jej myśli żydowskiej. Zyskuje życzliwość nawet osoba Pawła z Tarsu, dotąd traktowana jak antyteza judaizmu.

Tyle o uczonym katolickim, teraz obszerny artykuł Rabina Byrona L. Sherwina (pierwodruk polski w „Więzi” z roku 1992), tytuł: „A wy za kogo mnie uważacie? Żydowska odpowiedź na to pytanie Jezusa”. Bardzo długo prześladowani Żydzi wnioskowali z okrucieństwa wobec nich, że chrześcijaństwo nie jest religią miłości; że nauczanie to jest nieuczciwe albo fałszywe, a Jezus nie był wcale Mesjaszem, był to fałszywy Mesjasz głoszący fałszywą naukę. Fakt, że Jezus był Żydem, był źródłem nie dumy, lecz wstydu. Działało sprzężenie zwrotne wzajemnej nienawiści. Nadszedł jednak wreszcie czas dialogu: soborowa deklaracja „Nostra aetate”, Jan Paweł II... Było jeszcze wiele do zrobienia po stronie żydowskiej, bo duża część klasycznej myśli żydowskiej uznawała Jezusa za Żyda, który zniekształcił nauczanie judaizmu, którego nauki zostały przez Jego uczniów wykorzystane do usprawiedliwiania prześladowań. Autor proponuje coś, co jego zdaniem radykalnie zmienia miejsce Jezusa w teologii żydowskiej. Najpierw jednak przedstawia przesłanki owej propozycji. Najoryginalniejszą wydaje mi się taka: żadna religia nie ma monopolu na prawdę. Teologiczna różnorodność odzwierciedla Bożą wolę: nie tylko jedna wiara mieści się w Boskim planie odkupienia ludzi. Przeciwieństwem takiego pluralizmu jest religijny absolutyzm. Pluralizm religijny ma głęboką tradycję w myśli żydowskiej. Judaizm jest religią właściwą dla Żydów, niekoniecznie dla chrześcijan i muzułmanów. Alternatywą jest tylko religia etycznego monoteizmu albo wiara fałszywa. Sherwin referuje obszernie tego rodzaju poglądy XVI-wiecznego polskiego myśliciela żydowskiego Eliezera Aszkenazego. A sama owa propozycja Sherwina jest następująca: Jezus jest, owszem, Mesjaszem, ale jednym z Mesjaszy, którym się nie udało. Nie sprawił ostatecznego i zupełnego odkupienia świata. Niepowodzenia proroków są zjawiskiem normalnym: Mojżesz wyprowadził lud z Egiptu, ale nie wprowadził go do ziemi obiecanej. Prorocy mają walczyć, a nie zwyciężać. Myśl, że Jezus był Mesjaszem synem Józefa, ma pewne oparcie w tradycji żydowskiej, ale swoją propozycję uważa Sherwin za idącą znacznie dalej: ofiarowuje Jezusowi i chrześcijaństwu nie tylko miejsce, ale i mesjańską rolę w ramach teologii żydowskiej.

Mamy dalej w „Znaku” krytyczne omówienie książki Pawła Lisickiego „Kto zabił Jezusa?” (Kraków 2013). Autorem obszernej recenzji jest katolicki teolog amerykański John Connelly. Ostro polemizuje z tezą Lisickiego, jakoby tylko poprawność polityczna, a nie prawda, nakazywała autorom katolickim odciążać Żydów od zarzutu decydującej roli w procesie Jezusa. O tej sprawie pisałem tu nie raz, Lisicki jest mi myślowo daleki w różnych swoich poglądach, tu nie byłbym tak zdecydowany, jako Connelly, ale bliższy mi jest on na pewno niż były naczelny „Rzeczpospolitej”.

Blok tematyczny wieńczy rozmowa Dominiki Kozłowskiej i Janusza Poniewierskiego z prymasem seniorem Henrykiem Muszyńskim, bardzo ważna, bo dotyczy głównie naszego podwórka. Redaktor naczelna „Znaku” i przewodniczący Krakowskiego Klubu Chrześcijan i Żydów „Przymierze” skłaniają rozmówcę do śmiałych stwierdzeń. Prymas senior powiada na przykład, że „tam, gdzie większość wierzy podobnie i nie ma ścierania się naszych przekonań z przekonaniami osób inaczej myślących, wiara może (choć oczywiście wcale nie musi) stać się jedynie podzielaniem opinii. Bardziej zwyczajem niż osobistym zawierzeniem.” To odpowiedź na uwagę „wywiadowców”, że dialogantom katolickim zarzuca się niezachowywanie własnej religijnej tożsamości, rozmywanie jej: prymas odpowiada zatem, że pierwszą przyczyną zachwianej tożsamości jest wiara powierzchowna. Nasi integryści dostali lekko po nosie... No i mamy stwierdzenie rozmówcy, że „w każdej wierze, w każdej postawie jest coś dobrego: coś, z czego można czerpać inspirację”. Jest to podstawowe założenie dialogu, który na polskich szczytach kościelnych wciąż się czasem myli ze zwykłym niestosowaniem przymusu. Na pytanie o antypolonizm prymas senior odpowiada, że nie jest to wobec antysemityzmu pojęcie symetryczne: to zupełnie różne pojęcia (pamiętam, że nie powiedziano tego w jakimś dawnym dokumencie episkopalnym). Ale najmocniejsza jest puenta wywiadu: „Dla całkiem sporej grupy osób, również w Kościele hierarchicznym, antysemityzm to teoria, problem przeszłości. A ktoś, kto się tym zajmuje, ma takie hobby, być może sam jest Żydem albo też czerpie z tego jakieś korzyści.” Skojarzenie z kazusem ks. Lemańskiego i abp Hosera nasuwa się tu mocno. Jak też słowa ks. Grzegorza Michalczyka, że również został zapytany przez hierarchę, czy jest obrzezany.

Wczoraj był trzynasty już Dzień Papieski, niewiele jednak ta instytucja daje, żeby JP II nie był kwiatkiem przy polskim kożuchu.

16:42, jan.turnau
Link Komentarze (82) »
niedziela, 13 października 2013
Niewdzięczność naszoziemców

Ewangelia Łukasza 17,11-19

Jezus uzdrowił dziesięciu trędowatych, podziękował Mu tylko Samarytanin. To jakby inna wersja słynnej przypowieści o pewnym cudzoziemcu, który okazuje się lepszy od dwóch „naszoziemców”, nawet wręcz ważnych religijnie. Ewangelia jest antynacjonalistyczna potężnie, nie ma rady. Kosmopolityczna niemal...

16:18, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
sobota, 12 października 2013
Kto jest szczęśliwy

Ewangelia Łukasza 11,27-28
„Gdy On jeszcze mówił, jakaś kobieta z tłumu głośno zawołała do Niego: - Szczęśliwe łono, które Cię nosiło, i piersi, które ssałeś. Lecz On odpowiedział:- Szczęśliwi są raczej ci, którzy słuchają słowa Bożego i zachowują je.”
Tłumaczenie Biblii księży paulistów.

Czyli od związków krwi ważniejsze są więzi wiary. W oryginale greckim mamy tu wyrażenie „makaria koilia”, czyli jednak łono szczęśliwe, nie błogosławione, jak np. w Tysiąclatce. Nie upieram się przy takiej wersji, bo są to w Biblii terminy bliskoznaczne, ale cenię filologiczną dokładność. Przede wszystkim jednak wciąż myślę, że za mało w Kościołach mowy o szczęściu: Dobra Nowina jest właśnie dobra, donosi o szczęściu. A słuchający Słowa są szczęśliwi, choć ich życie to nie tak zwany błogostan ani przyjemność nieustanna.

Intryguje tu słówko „raczej”, zaskakujące, bo chodzi o Matkę. Trudno przypuścić, żeby Chrystus uważał ją za mniej wartą moralnie od innych Jego słuchaczy: mamy tu mowę prorocką, trochę podobną do publicystyki, gdzie obowiązuje słowna ostrość, styl wzbudzający zainteresowanie. Ale trzeba wiedzieć (podaje to w przypisie Przekład Ekumeniczny 11 Kościołów) , że termin „menoun” może też oznaczać nie przeciwstawienie, ale potwierdzenie, skąd się biorą tłumaczenia tego terminu jako „również”, np. w Biblii Tysiąclecia.

14:26, jan.turnau
Link Komentarze (37) »
Kto z Nim, kto przeciw

Wpis na piątek 11 października 2013
Ewangelia Łukasza 11,23
„Kto nie jest ze mną, jest przeciwko mnie; a kto nie zbiera ze mną, rozprasza.”

Poszukiwacze ewangelijnych sprzeczności przypomną logion Jezusa „Kto bowiem nie jest przeciwko nam, jest z nami”, który mamy w tej ewangelii trochę wcześniej (Łk 9,50), ale zdania te nie wykluczają się wzajemnie. Inny jest kontekst owych tekstów. W dzisiejszym chodzi o wrogów Jezusa, w tamtym o takich, co tylko nie chodzili z apostołami (może mieli do nich jakieś prywatne anse), ale wyrzucali demony w Jego imię. Problem jest w czym innym: kto jest z Jezusem? Coraz lepiej rozumiemy, że same słowa, deklaracje mylą. Korczak nie był z Jezusem? Natomiast przeciw Niemu są wszyscy głosiciele nienawiści, niezależnie od szaty, w jaką jest ubrana.

14:25, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
czwartek, 10 października 2013
Proście, a otrzymacie. Otrzymujemy?

Ewangelia Łukasza 11, 9-13
„A ja wam powiadam: proście, a otrzymacie, szukajcie, a znajdziecie, kołaczcie, a otworzą wam, bo każdy, kto prosi, otrzymuje, kto szuka, znajduje, a kołaczącemu otwierają. Gdy syn któregoś z was poprosi swego ojca o rybę, czyż on zamiast ryby da mu węża? Albo poda skorpiona, gdy syn prosi o jajko? Jeśli więc wy, będąc złymi, potraficie dawać swoim dzieciom dobre dary, to o ileż więcej [darów] Ducha Świętego da Ojciec, który jest w niebie, tym, którzy Go proszą.”
Tłumaczenie Biblii Poznańskiej.

Słowa, które będą niepokoiły do końca świata: zawsze pytać będziemy o wątpliwą skuteczność modlitwy, bo to w istocie problem stary jak religia. I zawsze będzie odpowiedź teologiczna, że Bóg pisze prosto po liniach krzywych. A także w dzisiejszym tekście ta, iż darem Jego Ducha jest umiejętność zrozumienia, że tak jest. Choć to zrozumienie bywa czasem trudne przeraźliwie.

18:44, jan.turnau
Link Komentarze (43) »
środa, 09 października 2013
Krzaka mu żal, nie Niniwitów. Kogo żałuje arcybiskup Michalik

Księga Jonasza 4,1-11
Znowu jak przedwczoraj i wczoraj w kalendarzu liturgicznym Jonasz. Cieszę się ciągle, bo to patron mój jako felietonisty: za „komuny” „Gościa Niedzielnego” (wtedy wszystko było inaczej), teraz „Gazety Wyborczej”, bo tak felietony moje od dawna podpisuję. Podpis ten sobie wymyśliłem, bo Jonasz to swoisty skrót od imienia hebrajskiego „Johanan”, skąd się wzięło moje imię Jan. Imię Jonasz w tamtym ludzie nierzadkie, Szymon Piotr miał Jonę, czyli Jonasza za ojca. Wybrałem sobie taki pseudonim z powodu filologicznego, nie teologicznego żadną miarą. Jestem bowiem antynacjonalistą zażartym, a prorok biblijny Jonasz bynajmniej takowy nie był, mieszkańców Niniwy serdecznie nienawidził. Nie jest to mój bohater pozytywny, chyba nikt mnie o to nie podejrzewa, mnie i dzisiejszą księgę jako tako znając.

A w jej rozdziale czwartym na dzisiaj katolikom poleconym mamy spór człowieka z Bogiem, jak to w Biblii zawsze swoisty. To że On przebaczył wstrętnym Niniwitom, Jonaszowi bardzo się nie podoba, oburza go, co szczerze wyznaje w Niniwie już będąc: „Proszę, Panie, czy nie to właśnie miałem na myśli, będąc jeszcze w moim kraju? Dlatego postanowiłem uciec do Tarszisz, bo wiem, żeś Ty jest Bóg łagodny i miłosierny, cierpliwy i pełen łaskawości, litujący się nad niedolą”. Albo to w ustach proroka ironia, albo autor księgi zawiódł psychologicznie: Jonasz nie mógł tak chwalić Boga za niewątpliwe cnoty, jeśli go ich skutek oburzał. W każdym razie wręcz prosi Boga o śmierć, szczególnie że dodatkowo osłabł porażony upałem, bo usechł krzew, w którego cieniu siedział. No i usłyszał od Boga, że żal mu jakiegoś krzaka, a nie żal byłoby Niniwy mieszkańców niewinnych, bo przecież umysłowo nie za bardzo sprawnych...

Dodam jeszcze taką myśl biblistów: wymowa księgi jest tym mocniejsza, że Żyd Jonasz jest jej jedynym bohaterem negatywnym, Boga nie słucha, bliźnich nienawidzi. Sympatyczni są natomiast pogańscy marynarze na statku, którym prorok ucieka przed Bogiem, boją się, że skrzywdzili go wrzucając do morza, choć przecież sam o to prosił. Złożyli prawdziwemu Bogu ofiarę, gdy zobaczyli Jego moc, Jego panowanie nad żywiołem, który On uciszył, gdy Jonasz znalazł się w wodzie. No i „pozytywni” są Niniwici, bo się nawracają przykładnie. Oto w żydowskim dziele potępienie żydowskiego nacjonalizmu zaprawdę potężne!

Teraz aktualność kościelna dużej rangi: wczorajsza wypowiedź arcybiskupa Michalika i późniejsza próba usprawiedliwienia się. Mam nieodparte wrażenie, że ten hierarcha owładnięty jest tradycyjną skłonnością do obrony Kościoła za wszelką cenę, czyli argumentem znanym nam z historii. Pamiętacie: ”a u was biją Murzynów...” Przeprosił, wyjaśniał, wycofał się, owszem, ale widać było apologetyczne przekonanie, że winne są jeśli nie dzieci, to ich rodzice, którzy się rozwodzą - czyli nie księża , a paskudny antykościelny świat, który Kościół niesłusznie krytykuje.

19:57, jan.turnau
Link Komentarze (53) »
poniedziałek, 07 października 2013
Jonasz, Żyd nienawistnik, i Bóg, Miłość absolutna. Ks. Boniecki pyta Franciszka o spowiedź!

Księga Jonasza 1,1-2,11
Dzisiaj ta księga, dziełko szczególnie mi bliskie. Nie tylko dlatego, że Jonasz to mój pseudonim w „Magazynie Świątecznym” „Gazety Wyborczej”. Także z przyczyn literackich: tekst niewielki, nowelka urocza, swoiście dowcipna, subtelnie ironiczna. Przede wszystkim jednak księga bliska mi ze względu na to niebywałe potępienie narodowo-religijnego potępiania Innych.

Wybrałem sobie kiedyś taki pseudonim nie wiedząc zbyt dobrze, kim jest mój pseudopatron. Choć bowiem prorok Jonasz, syn Amittaja, występuje jako historycznie istniejący w 2 Księdze Królewskiej 14,25, to jednak opowieść o takiej postaci w księdze jej imienia nie ma charakteru kroniki: to biblijna beletrystyka, jakiej sporo w późnych księgach, a i we wcześniejszych się zdarza czasem. To inny Jonasz, istniejący, tak jak istnieją panowie Skrzetuski, Kmicic, Wołodyjowski, uwiecznieni ręką pisarza.

Jest i ma jak tamci panowie przygód wiele. Przeszedł do kultury wręcz światowej (Biblia to literatura znana w całym świecie!) jako człowiek połknięty przez wielką rybę. Starsze pokolenia tylko tak go kojarzą (młodsze pewnie nie kojarzą go wcale). Ja też tak go kiedyś kojarzyłem: ważny był dla mnie najwyżej problem, czy aby na pewno historyczny jest ów centralny epizod rybny. Nie warto bowiem opowiadać, że gdzieś w Ameryce znaleziono olbrzymiego ludojada morskiego z „homo sapiens” w żołądku, zatem także i tu Biblia ma rację. Ma oczywiście także w tej księdze rację, ale w czymś całkiem innym.

Księga Jonasza zawiera przesłanie podwójnie ważne dzisiaj. Po pierwsze jest ono w najszerszym sensie ekumeniczne, jeśli przez to pojemne słowo rozumieć myślowe i duchowe otwarcie na Inność. Po drugie wspiera naszą nadzieję na zbawienie powszechne.

Nie, nie mamy tu oczywiście wezwania do dialogu międzyreligijnego, do jakiejś wymiany duchowej i myślowej, do przyglądania się, czy kult religijny pogańskich niniwitów, których Jonasz tak bardzo nie chce nawracać, że aż ucieka „daleko od Pana” („Tarszisz” to dla Hebrajczyków krańce świata), nie zawiera jakichś wartości cennych dla judaizmu. Chodzi tu nie o dialog, ale o nawrócenie. Domyślać się można, że o nawrócenie nie tylko etyczne, nie tylko o to, by Niniwa nie napadała na inne państwa. Chodzi o nawrócenie wręcz religijne. Co najmniej takie częściowe jak marynarzy współpodróżników Jonasza: widząc, że wrzucenie go do morza je uciszyło, czyli Jahwe zadziałał skutecznie, złożyli Mu ofiarę, czyli uznali Go za jeszcze jednego Boga: byli oczywiście politeistami. Nie, przesłanie księgi Jonasza jest innego rodzaju, choć równie potrzebne ówczesnym czytelnikom – i dzisiejszym. Bóg jest zbawicielem całej ludzkości, wszystkich ludów, nie tylko Żydów, ale też nie tylko chrześcijan, nie tylko Polaków tym bardziej, również nie tylko wszystkich wierzących religijnie. Błędny, grzeszny, jest każdy nacjonalizm, ale także każdy religijny fundamentalizm, który stawia zbawieniu religijne granice. Jeszcze ciągle bowiem słychać gdzie niegdzie, że warunkiem zbawienia jest chrzest...

Ale nasza dzisiejsza księga pozwala myśleć jeszcze odważniej. Jonasz nie chciał, by wstrętni niniwici ocaleli, my pewnie chcemy, by ocaliła się ludzkość calutka, nawet najwięksi grzesznicy, ale trudno nam o taką nadzieję, jaką ma na przykład polski teolog rzymskokatolicki Wacław Hryniewicz. Otóż myślę, że Księga Jonasza taką nadzieję ułatwia. Wzmacnia pozostający jeszcze we mgle wątpliwości obraz Boga, który jest Miłosierdziem. Jego przebaczenie nie ma granic, co tak mocno głosi papież Franciszek. Jego Miłosierdzie jest tak wielkie, jak w mistycznych przesłaniach Faustyny Kowalskiej i Franciszki Kozłowskiej. Bóg jest Miłosierdziem tak wielkim, że przekraczającym granice wszystkich religii, wszystkich wiar i niewiar, ale też tak potężnym, że Bóg trzymał, owszem, człowieka trzy dni w rybim żołądku, ale go potem stamtąd żywego wydobył. Bóg jest Absolutem, zatem również Miłością absolutną oraz taką Wszechmocą,. że poradzi sobie z każdym grzesznikiem, nikogo w piekielnym brzuchu na wieczność nie zatrzyma. Amen.
PS. Siostrę Łukasza, która podobno zaczęła czytać ten blog, pozdrawiam dziękując!

A dalej tutaj lektura sprzed 10 dni, rewelacyjny komentarz do sławnego wywiadu Franciszka, napisany w formie listu do tego papieża. W „Tygodniku Powszechnym” z 29 września ks. Adam Boniecki mówi o sprawach duszpasterskich wielkiej wagi, dotąd raczej przemilczanych, oddalających od mojego Kościoła ludzi wielu. Oto fragment tego tekstu.

”Ojcze Święty , Franciszku, ponad pięćdziesiąt lat spowiadam. Mój konfesjonał chyba nikomu się nie kojarzy z izbą tortur. Wszystko, co przeczytałem w tym wywiadzie, jest mi bliskie, a powiedziane przez papieża napełnia radością i budzi nadzieję.
(...)
Teraz, jako spowiednik, zadaję sobie kilka pytań. Zwłaszcza o «rozwiązania dyscyplinarne». Przecież obowiązująca mnie dyscyplina sakramentu nie pozwala udzielić rozgrzeszenia ludziom żyjącym w sytuacji, w rozumieniu Kościoła, nieregularnej - np. rozwiedzionym i żyjącym w nowym związku. Mogę ich zapewnić, że nie są wykluczeni z Kościoła, że mogą się duchowo łączyć z Jezusem, że On nie jest ograniczony sakramentami - ale nie mam władzy udzielić im rozgrzeszenia. (...)
A kiedy ktoś wyznaje, że żyje w związku homoseksualnym? Owszem, mówię mu, że Bóg go nie odpycha, że z miłością aprobuje jego istnienie, ale - według obowiązującej dyscypliny sakramentu, ingeruję: żeby otrzymać rozgrzeszenie, musi postanowić zmianę swojej osobistej sytuacji.
(...) A co robić, gdy młoda osobą, żyjąca w związku niesakramentalnym, chcąc przyjąć Komunię św. na pogrzebie matki, przychodzi po rozgrzeszenie na tę okoliczność? Wie, czego wymaga Kościół, ale w swoim związku me widzi niczego grzesznego i niczego nie zamierza zmieniać... Czy mam zaufać Bogu i udzielić rozgrzeszenia?
(...)”

Spowiednicy mają nie lada problemy, ale jeszcze większe ma papież Franciszek. Modlę się za niego codziennie.
Jutro nic nie wpiszę, odpocznę.

15:10, jan.turnau
Link Komentarze (64) »
niedziela, 06 października 2013
Psychika i fizyka: cudów nie ma i są

Ewangelia Łukasza 17,5-6
„Wtedy apostołowie powiedzieli do Pana: - Dodaj nam wiary. Pan zaś odpowiedział: - Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy i powiedzieli do morwy: - Wyrwij się z korzeniami i przesadź do morza – byłaby wam posłuszna.”
Przekład Ekumeniczny 11 Kościołów.

Mowa oczywiście proroczo przesadna, taka wiara człowieka jednak mało prawdopodobna (grzeczne posłuszeństwo owej morwy...), ale że istnieje jakiś związek między psychiką a „fizyką”, to dzisiaj przecież oczywistość zupełna. Czyli każdy cud jest właściwie możliwy, ale i niemożliwy zarazem: sprzeczność z naturą to pojęcie wątpliwe, gdy nie ona wciąż niepoznana. Albowiem jak twierdził niejaki św. Augustyn, Bożym cudem jest w ogóle wszystko.

17:50, jan.turnau
Link Komentarze (23) »
Niepojęty, po trzykroć święty

Wpis na sobotę 6 października
Ewangelia Łukasza 10,22
„Wszystko zostało mi powierzone przez Ojca i nikt nie pojmuje, kim jest Syn, tylko Ojciec, i kim jest Ojciec, tylko Syn i ten, któremu Syn chciałby objawić.”
Przekład Ekumeniczny Przyjaciół.

Tysiąclatka, Poznanianka i Ekumeniczna 11 Kościołów mają „nikt nie wie”, tam, gdzie my mamy ”nie pojmuje”. Mogę bronić EPP bezstronnie, bo byłem tylko skrybą i polonistycznym wygładzaczem, nie tłumaczem, zatem spokojnie twierdzę, że nasza wersja lepsza: lepiej oddaje całą niepoznawalność Boga: (teologia negatywna: więcej o Nim nie wiemy, niż wiemy). Nie pojedliśmy wszystkich rozumów także (tym bardziej!) w tej materii, wierzymy jednak, że On jest, że jest Wspólnotą Absolutną. Tak ścisłą, że jest Ich trzech, ale są Jednym. Amen!

17:50, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
piątek, 04 października 2013
Jego imię Miłość brzmi

Psalm 79,9
„Wspomóż nas, Boże nasz, Zbawco,
dla chwały Twojego imienia,
wyzwól nas i odpuść nam grzechy
przez wzgląd na swoje imię.”

A imię Jego miłość, a On Absolut, więc Jego miłość absolutna i odpuszczenie grzechów pewne. Franciszek – nie ten z dzisiejszego kalendarza katolickiego i z Asyżu, ale jego uczeń z Argentyny – uczy o tym bez przerwy. Aby tylko było co nieco skruchy...

18:03, jan.turnau
Link Komentarze (83) »
czwartek, 03 października 2013
Mało nas, mało... Trzech staruszków i Nowy Testament

Ewangelia Łukasza 10,1-3
„Spośród swoich uczniów wyznaczył Pan jeszcze innych, siedemdziesięciu dwóch, i wysłał ich do dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam przyjść zamierzał. Powiedział też do nich: - Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało; proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo. Idźcie, oto was posyłam jak owce między wilki.”

Najpierw o malutkim problemie translatorskim. Powiada wyżej Tysiąclatka: „do każdego miasta i miejscowości”, ale miasto to nie miejscowość? Grecki „topos” Przekład Ekumeniczny 11 Kościołów określił natomiast jako „okolice”, EPP i Poznanianka jako „miejsce”: bo pewnie chodzi o jakiś teren w ogóle. Przepraszam za zajęcie się drobiazgiem – alem przecież sam translator, sekretarz EPP (coś na ten temat dalej).

Do rzeczy teraz - dużo ważniejszych: do słów Jezusa, że robotników mało. Zawsze za mało żeby głosić Ewangelię (Dobrą Nowinę) skutecznie. Albowiem ilość wielokrotnie przechodzi w bylejakość (czwarte prawo dialektyki...). Katolików w Polsce tylu, świeckich i duchownych, ale głosimy jeśli nawet donośnie - owszem: tyle ambon oraz polityków pobożnych - to same decybele nie wystarczą. Liczą się załączniki w postaci czynów: sam wykład nie starczy, konieczny przykład.

A ja czuję się owcą między wilkami? Oczywiście nie, choć obrywam tutaj od niektórych nieźle. Nie przesadzajmy. Pamiętam dobrze czasy niedawne, gdy groziło nie tylko wymyślanie, ale i wyrzucenie z pracy za tzw. „fideizm”: gdy się było praktykującym religijnie nauczycielem, czyli złym pracownikiem „frontu ideologicznego”. Mnie to nie spotkało, uczyłem w szkole tylko rok i jako owieczka za bardzo potulna wobec naporu urzędowego ateizmu, inni jednak byli odważniejsi i bywało im ciężko, szczególnie wcześniej, w czasach Bieruta .

Wydarzenia. Jak napisałem w ”Gazecie Wyborczej”, dziś jubileusz wybitnej postaci polskiego chrześcijaństwa. 70 lat kończy arcybiskup Jeremiasz: zwierzchnik prawosławnej diecezji wrocławsko-szczecińskiej, były wieloletni rektor Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej, uczelni chrześcijan innych wyznań, prezes Polskiej Rady Ekumenicznej, gromadzącej siedem Kościołów: prawosławnego, czterech protestanckich i dwóch starokatolickich. Człowiek wyjątkowego taktu, skromności, dobroci. Współautor tegoż Ekumenicznego Przekładu Przyjaciół, tłumaczenia Nowego Testamentu dokonanego przez trzech biblistów trzech wyznań.

Tak się składa bardzo ekumenicznie, że ma też dziś urodziny drugi z owych tłumaczy, duchowny rzymskokatolicki ks. Michał Czajkowski: kończy 79 lat. Trzeci tłumacz, też oczywiście biblista, pastor zielonoświątkowy Mieczysław Kwiecień, wyłamał się chronologicznie: 15 czerwca skończył lat 77. Wszystkim trzem przyjaciołom staruszkom najlepsze życzenia składa Ekumenicznego Przekładu Przyjaciół jeszcze od nich starszy pierwszy sekretarz.

15:00, jan.turnau
Link Komentarze (123) »
 
1 , 2
Archiwum