Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
niedziela, 31 października 2010
Mamy swoich Zacheuszów

Ewangelia Łukasza 19,1-10

Opowieść o zwierzchniku celników, bardzo bogatym. Tak bardzo chciał zobaczyć Jezusa, a był niziutki, że wdrapał się na drzewo. Jezus go tam dostrzegł, poprosił,  żeby zszedł, bo chce u niego gościć. Czym oczywiście uradował Zacheusza, a zgorszył bardzo pobożnych widzów.
Gorszymy się takimi gestami łatwo. Trudno nam na przykład pojąć, że ktoś może być uczciwym człowiekiem, choć politycznie trefnym.

08:23, jan.turnau
Link Komentarze (21) »
sobota, 30 października 2010
Jezus radzi: nie pchaj się

Ewangelia Łukasza 14,1,7-11

Przypowieść o niezajmowaniu pierwszych miejsc. Łukasz tak nazywa tę przestrogę, choć nie ma tu żadnej wymyślonej fabuły. Jest tylko rada, żeby gdy nas zaproszą na ucztę, nie pchać się na pierwsze miejsca. Można bowiem nabawić się wstydu, gdy każą nam ustąpić miejsca godniejszemu. Należy raczej usiąść na miejscu ostatnim i cieszyć się, gdy poproszą: „Przyjacielu, przesiądź się wyżej”. „Każdy bowiem, kto się wywyższa...”.
Pycha owocuje często brakiem roztropności, tak już w naszym życiu bywa.

12:45, jan.turnau
Link Komentarze (12) »
piątek, 29 października 2010
Koniec świata: przyjdzie jak złodziej, ale nieuchronnie

List do Filipian 1,6

„Mam właśnie ufność, że Ten, który rozpoczął w was dobre dzieło, dokończy je do dnia Chrystusa Jezusa”.
Śladów tej nadziei w Nowym Testamencie pełno, zresztą zaraz dalej w dzisiejszym tekście czytamy: „A modlę się o to, aby miłość wasza doskonaliła się coraz bardziej i bardziej w głębszym poznaniu i wszelkim wyczuciu oceny tego, co lepsze, abyście byli czyści i bez zarzutu na dzień Chrystusa”.
Jego dzień to Jego powtórne przyjście, Paruzja, tym razem już nie na krzyż, ale zwycięsko w sensie nie tylko moralnym: aby stworzyć „nową ziemię i nowe niebo”. Pierwsi jego uczniowie byli tak pewni rychłej Paruzji, że w 1 Liście do Tesaloniczan Paweł musiał studzić nastroje: „dzień Pański nadejdzie jak złodziej w nocy”, czyli bądźmy gotowi, ale nie bawmy się w czasowe konkretyzacje. Świadkowie Jehowy są tu dziś raczej niepoprawni.
Niemniej mamy w Księdze Apokalipsy 22,20 słowa Chrystusa, że przyjdzie On wkrótce, niebawem. W wymiarze książkowym „Uwierzcie w koniec świata” wielki mistyk ojciec Joachim Badeni mówi Judycie Syrek, że tego „niebawem” „nie powinno się rozumieć czasowo, lecz egzystencjalnie”. Ja to bym to ujął tak: musimy patrzeć na cały ten świat jako na coś niewątpliwie, ze swej istoty skończonego. Tym bardziej na przeróżne jego elementy, na „wszystkie nasze dzienne sprawy”, które mijają z bezwzględną nieuchronnością, choć wydają się nam wieczne. „Przemija postać świata” - słowa Pawła i tytuł powieści Hanny Malewskiej: rzecz oczywista, ale dla nas dopiero po fakcie. Kiedy nadejdzie Koniec totalny nie wiemy, ale ta niewiedza jest równie wielka, jak pewność Końca.
U ojca Badeniego ważny jest w tym kontekście Antychryst. Na podstawie Biblii koniec świata kojarzy się bowiem nie tylko z kosmicznymi katastrofami, także z erupcją Zła. Nietrudno o takie odczucia dzisiaj, choć potworów człowieczych nie brakowało i dawniej. Może jednak nie personifikujmy: Zło jest jak powietrze, przenika potwornie cały stary świat.
W październikowym „Liście” Bartłomiej Dobroczyński jednak też pociesza. „Istnieje bowiem Boża Opatrzność. Bóg ma pewien plan, nazywany często historią zbawienia”. Jezus przecież nie przyjdzie jak Tsunami. Jest Nadzieją, nie Strachem.

14:14, jan.turnau
Link Komentarze (13) »
Szymon zagadkowy, Juda cudotwórca i Jan kolosalny

Ewangelia Łukasza 6,12-16

„W tych dniach Jezus wszedł na górę, aby się modlić. Spędził tam całą noc na modlitwie do Boga. Gdy nastał dzień, przywołał swoich uczniów i wybrał spośród nich dwunastu, których nazwał apostołami: Szymona, którego nazwał Piotrem, i jego brata Andrzeja, Jakuba i Jana, Filipa i Bartłomieja, Mateusza i Tomasza, Jakuba, syna Alfeusza i Szymona zwanego Zelotą, Judę - syna Jakuba i Judasza Iskariotę, który stał się zdrajcą”.
Dziś święto dwóch apostołów raczej trzeciorzędnych, jeśli ów rząd mierzyć ilością informacji w Ewangeliach. O Szymonie wiemy właściwie najmniej z całej dwunastki, jeśli brać pod uwagę elokwencję: ewangeliści nie odnotowali żadnej jego wypowiedzi. Oczywiście może to oznaczać, że był jak Mateusz nie z Ewangelii, z „Ani z Zielonego Wzgórza”, który niepytany nie odzywał się; może jednak był wymowny, ale wszyscy czterej pisarze zlekceważyli jego enuncjacje. A przecież mogły być istotne, ma bowiem przydomek wiele mówiący: grecki termin „Zelotes”. Mówiący sporo, tylko nie wiadomo co. Bo albo był gorliwy (mało mówił, dużo robił?), albo należał do stronnictwa zelotów, czyli chcących obalić okupanta siłą. W książeczce Znaku „Dwunastu apostołów” świętej pamięci profesor Świderkówna wypowiada się za tą pierwszą hipotezą, zwraca jednak uwagę na drugi przydomek drugiego obok Piotra Szymona: u Mateusza i Marka nazwany jest Kananejczykiem. Co jej zdaniem nie wiąże go z Kaną Galilejską, raczej też oznacza gorliwość, bo hebrajski termin „qanna” jest odpowiednikiem greckiego „zelotes”.
Tyle o Szymonie, teraz Juda. Ewangeliści nie przypuszczali, że ich dzieła przetrwają długie wieki i będą czytane przez miliardy, nie dbali o szczegóły, o ich uzgadnianie między sobą (pewnie zresztą nie mieli łączności). Apostoł Juda tak się zwie u Łukasza w obu jego dziełach, ale u Jana, u Mateusza i Marka występuje zamiast niego Tadeusz, najpewniej z nim tożsamy. Z Judą Tadeuszem jest poza tym parę innych problemów biblistycznych. Szczególnie taki, że nie wiadomo, czy ów apostoł był tożsamy z bratem Jezusa wymienionym u Marka 6,3 oraz autorem Listu Judy (albo autorytetem, któremu to dziełko przypisano). Bibliści raczej wątpią. Juda Tadeusz pewnie nie napisał zatem nic do Biblii, odezwał się w niej jednak raz, pytając Jezusa: „Panie, co się stało, że masz się nam objawić, a nie światu?” (J,14,22). Dzisiejszy święty interpretuje poprzedzające słowa Jezusa jako ograniczające jego objawienie (a przecież Mesjasz miał nie być kameralny). Odpowiedź Chrystusa nie wyjaśniała sprawy. Może zadziałał Jego „sekret” mesjański, widoczny najbardziej w Ewangelii Marka (ostrożność w objawianiu mesjańskiej misji, grożącym przecież politycznym wybuchem) albo też adiustator ewangelii nie dopracował tekstu (przypominam: Duch Święty to redaktor Biblii najnaczelniejszy, nie taki od drobiazgowego ładu i porządku).
Biskup Tadeusz Pieronek w Znakowej książeczce opowiada sporo o postbiblijnym aspekcie jego Patrona. Jest on mianowicie podobno orędownikiem w sprawach beznadziejnych. Że tak, póki co, nie jest, świadczy beznadziejnie ciągnąca się sprawa toruńskiego imiennika (swoją drogą, czy jakiś Juda może być patronem dyrektora Radia Maryja...?). Że tak jest, dowodzi cudownie pontyfikat Jana XXIII, który zaczął się dokładnie w taki dzień październikowy. Tyle już lat nadziwić się nie mogę, że znalazł się wtedy taki kardynał, co ruszył z posad bryłę mojego Kościoła: wydawało się to niemożliwe. Tak jak i teraz uważam, że niemożliwe, żeby ten kościelny ruch w martwy zastój się zamienił. Póki jest Tadeusz Juda, taki manewr się nie uda!

14:13, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
środa, 27 października 2010
Paweł, Korczak...

List do Efezjan 6,1-9
”Dzieci, bądźcie posłuszne w Panu waszym rodzicom, bo to jest sprawiedliwe. «Czcij ojca twego i matkę (jest to pierwsze przykazanie z obietnicą), aby ci było dobrze i abyś był długowieczny na ziemi.» A wy, ojcowie, nie pobudzajcie do gniewu waszych dzieci, lecz wychowujcie je stosując karcenie i napominanie Pańskie. Niewolnicy, ze czcią i bojaźnią, w prostocie serca bądźcie posłuszni waszym doczesnym panom, jak Chrystusowi, nie służąc tylko dla oka, by ludziom się podobać, lecz jako niewolnicy Chrystusa, którzy z duszy pełnią wolę Bożą. Z ochotą służcie, jak byście służyli Panu, a nie ludziom, świadomi tego, że każdy, jeśli czyni co dobrego, otrzyma to z powrotem od Pana, czy to niewolnik, czy wolny. A wy, panowie, tak samo wobec nich postępujcie, zaniechajcie groźby, świadomi tego, że w niebie jest Pan zarówno ich, jak wasz, a u Niego nie ma względu na osoby. ”

Znowu przytoczyłem całą dzisiejszą porcję Pawła, bo jest to fragment jego pism bardzo ważny, a też nieraz źle rozumiany.

Po pierwsze, dzieci. Powinny być posłuszne rodzicom, zasada chyba „transhistoryczna", nawet najradykalniejszy liberał jej nie kwestionuje. A zresztą ten człowiek sprzed 2000 lat napisał zdanie godne jego rodaka, Janusza Korczaka: „A wy, ojcowie, nie pobudzajcie do gniewu waszych dzieci" . Nie ma, co prawda, zakazu ich bicia, ale upieram się, że przed dwudziestoma wiekami tamto polecenie było szczytem delikatności i powinno być napisane złotymi literami w głowie każdego dzisiejszego pedagoga. Szkoda, że nie znałem tego listu wcześniej...

Wreszcie sprawa niewolników. Paweł nie był rewolucjonistą politycznym, nie walczył z systemem niewolniczym. Ale nie obalając go, troszczył się o jego etyczne funkcjonowanie, co w tym tekście widać przecież wyraźnie. Poza tym trzeba pamiętać, że tenże Paweł jest autorem Listu do Filemona, czyli obrony zbiegłego niewolnika. Napisał tam, żeby owego Onezyma uczynił Filemon swoim bratem umiłowanym. Wezwanie do wyzwolenia zbiega? Jeśli nie do formalnego, to do faktycznego. Nic dziwnego, nie było według niego przecież niewolnika ani wolnego. Na tamtym świecie formalnie, na tym faktycznie.

09:24, jan.turnau
Link Komentarze (33) »
wtorek, 26 października 2010
Kobieca zagadka apostoła Pawła

List do Efezjan 5,21-33
”Bądźcie sobie wzajemnie poddani w bojaźni Chrystusowej. Żony niechaj będą poddane swym mężom jak Panu, bo mąż jest głową żony, jak i Chrystus Głową Kościoła: On, Zbawca Ciała. Lecz jak Kościół poddany jest Chrystusowi, tak i żony mężom we wszystkim. Mężowie, miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie, aby go uświęcić, oczyściwszy obmyciem wodą, któremu towarzyszy słowo, aby osobiście stawić przed sobą Kościół jako chwalebny, nie mający skazy czy zmarszczki, czy czegoś podobnego, lecz aby był święty i nieskalany. Mężowie powinni miłować swoje żony tak jak własne ciało. Kto miłuje swoją żonę, siebie samego miłuje. Przecież nigdy nikt nie odnosił się z nienawiścią do własnego ciała, lecz każdy je żywi i pielęgnuje, jak i Chrystus Kościół, bo jesteśmy członkami Jego Ciała. «Dlatego opuści człowiek ojca i matkę, a połączy się z żoną, i będą dwoje jednym ciałem». Tajemnica to wielka, a ja mówię: w odniesieniu do Chrystusa i do Kościoła. W końcu więc niechaj także każdy z was tak miłuje swą żonę, jak siebie samego. A żona niechaj się odnosi ze czcią do swojego męża”

Mąż głową żony? Mają być poddane swoim mężom? Czyż nie mamy tu świadectwa przebrzydłego patriarchalizmu? Czyż nie są to sformułowania, z których brało się przez wieki poniżenie milionów żon, przemoc psychiczna i fizyczna, to wszystko, co dzisiaj wreszcie doczekało się potępienia?

Oczywiście Paweł z Tarsu był człowiekiem swojej epoki. Mówi się, że nikt siebie nie przeskoczy, co znaczy także, że nie wystawi głowy poza swój czas. Owszem, był ktoś taki, nazywał się Jezus z Nazaretu, ale On właśnie jako głowa świata mógł spojrzeć ponad historię, przekroczyć wszystkie jej ograniczenia. Tylko On. Paweł był geniuszem, ale tylko człowiekiem.

Zauważmy jednak, że w tym, co pisał o małżeństwie i rodzinie, był właśnie wiernym uczniem Chrystusa. Nie mógł powstrzymać się od napisania żonom, by były poddane swoim mężom, ale napisał też, żeby oboje byli sobie poddani nawzajem! A powiedzenie, że relacja między nimi ma być taka, jak Chrystusa i Kościoła, jest w ustach Pawła rewolucją: przecież Chrystus za Kościół poszedł na śmierć! Nakaz miłowania żony jak siebie samego, jak własnego ciała, też w końcu nie jest godzien lekceważenia.

Owszem, są w listach Pawła także inne, bardziej dziś kontrowersyjne zdania. W 1 Liście do Koryntian czytamy: „Kobiety niech w czasie zgromadzeń milczą. Nie pozwala się bowiem im mówić, ale niech będą podporządkowane, jak nakazuje to również Prawo. A jeśli chcą się czegoś nauczyć, niech w domu pytają swoich mężów. Nie wypada przecież kobiecie przemawiać na zgromadzeniu". Na tym nie koniec. W 1 Liście do Tymoteusza 2,11 (cytuję tu, jak i poprzednio, przekład 11 Kościołów) mamy podobny patriarchalizm: „Kobieta niech się uczy w cichości, w pełnej uległości. Nie pozwalam też kobiecie nauczać ani górować nad mężczyzną, lecz ma trwać w cichości. Pierwszy został bowiem stworzony Adam, potem Ewa. I nie Adam został zwiedziony, lecz zwiedziona kobieta pogrążyła się w grzechu. Zostanie zaś zbawiona przez zrodzenie dzieci, jeśli wytrwają w wierze i miłości, prowadząc życie święte i skromne".

Żeby jednak obraz był jeszcze pełniejszy, trzeba dodać, że w gminach zakładanych przez Pawła kobiety odgrywały dużą rolę. Wynika to choćby z samych jego listów, nie mówiąc o Dziejach Apostolskich. Ze wzmianek w Liście do Rzymian i 1 do Koryntian można to wnioskować dość mocno. Są to na przykład diakonisami, czego dziś nie mogą doczekać się katoliczki. Wreszcie w Liście do Galatów 3, 28 Paweł powiada nie tylko, że nie ma Żyda ani Greka, niewolnika ani wolnego, ale też mężczyzny ani kobiety. Albo zatem apostoł nie był zbyt konsekwentny, ponosiły go czasem uczucia, drażniła zbytnia samodzielność czy nawet chęć dominacji niektórych kobiet, albo w powyżej cytowanych tekstach widać faktycznie paru autorów, jakieś dopiski nie jego ręką (listy do Tymoteusza uchodzą w ogóle u niektórych biblistów za pisane przez któregoś ucznia Pawła). Bibliści są różnego zdania, ja, laik, skłaniam się raczej do pierwszej hipotezy.

PS. A wczoraj do mojego wpisu wkradł się błąd: w cytacie z ważnej książki ks. Waldemara Rakocego „Rozmowy z Pawłem z Tarsu. O Bogu i człowieku" powinno być: ”Ale ja bym ich nie posądzał o nieszczere czy przewrotne intencje...”. Przepraszam.

19:25, jan.turnau
Link Komentarze (15) »
poniedziałek, 25 października 2010
Liberałowie biblijni i dzisiejsi, czyli księdza Rakocego książka arcy ważna

List do Efezjan 4,32
„Bądźcie dla siebie nawzajem dobrzy i miłosierni. Przebaczajcie sobie nawzajem, tak jak i Bóg nam przebaczył w Chrystusie".

Najpierw drobiazg translatorski. Przeczytałem i przepisałem tu powyższe tłumaczenie Tysiąclatki, po czym zajrzałem do naszych „Listów więziennych" i zobaczyłem, że my mamy nie „nam" tylko „wam". Przestraszyłem się trochę: puściliśmy taką literówkę. Mała rzecz, ale wstyd, bo błąd w tekście biblijnym jest dużo brzydszy niż gdzie indziej. Jako sędziego potraktowałem przekład filologiczny ks. Remigiusza Popowskiego i Michała Wojciechowskiego - i uspokoiłem się radośnie. Przeczytałem w przypisie, że mogą być również lekcje „wasze", „nam", „nas", a w ogóle to ci tłumacze mają w swoim tekście tak, jak i my, „wam". Morał zatem malutki: są w rękopisach biblijnych różnice, co skądinąd nie jest żadną rewelacją ani nie zaciemnia ogólnego przesłania Pawłowego, morału dzisiejszego wielkiego. A jest on tutaj taki, jak i całej Ewangelii, całej etyki chrześcijańskiej, ba, całej chyba etyki „homo sapiens": bądźcie dla siebie nawzajem dobrzy.

Otóż można akcentować różnice między etykami rodzaju ludzkiego, bo też owych różnic nikt przytomny nie kwestionuje, ale podobieństwa też są faktem. Ukazała się na temat Pawła z Tarsu nietypowa książka. Wspomniałem ją już tu parę dni temu. Autor: profesor KUL-u ks. Waldemar Rakocy, tytuł dzieła: „Rozmowy z Pawłem z Tarsu" (wydawca: Edycja „Święty Paweł"). Forma fikcyjnych niewątpliwie dialogów sama przez się ciekawa. Napisałem też tu o nietypowych wśród duchownych katolickich w Polsce sympatiach biblisty. Akcentuje on mianowicie zbieżności etyczne wierzących, chrześcijan, z niewierzącymi współczesnymi, których ogólnie nazywa - i słusznie - liberałami.

Oto obszerne cytaty z książki w Polsce niebywałej:
„Zastanawiają mnie przypadki jak ten, który miał miejsce w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej w 2003 roku. W przeddzień egzekucji ludzie o poglądach liberalnych manifestowali w obronie życia fanatyka religijnego, który na tle różnic światopoglądowych dziewięć lat wcześniej zabił człowieka o ich poglądach... Czy nie zastanawia cię to?

Na pierwszy rzut oka wydaje się to jakimś bezładem moralnym - przecież w samym czasie te środowiska popierają aborcję. Ale ja bym ich nie posądzał o szczere czy przewrotne intencje w stanięciu w obronie skazańca. Oni byli głęboko przekonani, że kara śmierci nie powinna być wykonywana na żadnym człowieku. Z tym przekonaniem w sercu wystąpili w obronie człowieka, który skrzywdził jednego z nich. Jakież to szlachetne, że w zasadzie, jaką się kierowali, nie robili wyjątków! Życie każdego człowieka — nawet wroga, miało dla nich tę samą wartość. Ten przykład pokazuje, jak skutecznie Duch Święty oddziałuje na wszystkich ludzi. Szacunek dla mordercy i wroga, graniczący z heroizmem, zaszczepia także w niewierzących. Nie sądzisz chyba, że taka postawa może pochodzić od Złego? Jeżeli wierzący w Boga uznają to za hipokryzję, to nie doceniają tego, czego dokonuje Duch Święty. Owi ludzie wprawdzie nie poznali prawdy o życiu nienarodzonym, ale spójrz, ilu wierzących popiera karę śmierci! Wierzący w Chrystusa powinni być świadomi faktu, że oni także dorastają do poznania całej prawdy o Bogu. Każdy poznał jakąś część prawdy i dlatego każdy może wziąć udział w budowaniu całej prawdy. W Bogu miejsce dla ortodoksów i liberałów. Widzę jednak zdziwienie na twej twarzy...

Nie ukrywam, że jestem nieco zaskoczony tym ostatnim stwierdzeniem.

A czy w takim razie ośmielisz się powiedzieć, że w Bogu nie ma dla kogoś miejsca?

Tego nie powiem, ale wydaje mi się, że nieco przeceniasz środowiska liberalne.

Nie odczytuj tego jako pochwały pod ich adresem, ile raczej jako chęć uświadomienia wierzącym, że Duch Święty oddziałując na wszystkich, we wszystkich - w większym czy mniejszym zakresie — zbiera dobre owoce. Dlatego należy docenić wszelkie dobro, jakie czynią ludzie o innych poglądach od naszych. Trzeba być tu ostrożnym w ocenach, aby tego, czego dokonuje w nich Bóg, nie przypisać Złemu! Jeżeli pomylisz się i Boże działanie przypiszesz szatanowi, to wkraczasz na niebezpieczną ścieżkę prowadzącą do grzechu przeciwko Duchowi Świętemu (por. Mk 3, 22-30).

Hm ...

Czyż postawa owych ludzi, broniących swego wroga przed karą śmierci, nie powinna być przykładem dla wierzących? Przykładem wzniesienia się ponad doznane urazy? Chciałbym, aby wierzący byli częściej zdolni do takich braterskich gestów względem inaczej myślących i żyjących. Za jednych i drugich trzeba się modlić, aby poznali wartość życia w każdej jego fazie.

Czuję się trochę zawstydzony...

Wierzący powinni czuć się bardzo zawstydzeni w obszarach, w których niewierzący   wykazują więcej od nich wrażliwości na drugiego człowieka. Mam wrażenie, że wierzący, powołując się na autorytet Boga, z racji pewności przekonań, jaką im to daje, zbyt często nie szanują poglądu czy postawy drugiej strony. Nie muszą się z nią zgadzać, ale powinni uszanować ją i jej poglądy. Nie można korzystać z autorytetu Boga, a zapomnieć o Jego miłości. To droga do płonących stosów. Bóg kocha każdego człowieka - niezależnie od jego poglądów. Chrześcijan powinna cechować budująca życzliwość względem inaczej myślących i postępujących. Dam ci przykład z   historii zbawienia, który pokazuje, jak łatwo można się pomylić w ocenie inaczej myślących od nas.

Zamieniam się w słuch...

Wiesz przecież, że niektórzy autorzy ksiąg mądrościowych Starego Przymierza, z racji swych poglądów «zrywających» z ówczesną ortodoksją, uchodzili za wolnomyślicieli. Czy wyobrażasz sobie księdza, który z ambony mówi dziś ludziom, że wszystko stanowi marność i że w związku z tym najlepiej jest używać życia? A na sam koniec prostuje nieco swe wywody i dorzuca, że najważniejsze to wierzyć w Boga? Czy uważasz, że jego słuchacze by to zrozumieli? Nic by nie pomogło, że naucza w zgodzie z cieszącą się charyzmatem natchnienia Księgą Koheleta. A czy może zrozumieliby go, gdyby wczuł się w bunt Hioba i rzucał podobne oskarżenia pod adresem Boga? Tacy myśliciele, jak autor Księgi Hioba czy Koheleta, poszukiwali prawdy o Bogu na drodze kontestacji czy zakosztowania życia. Oni nie ukrywali swych zmagań w wierze - wręcz je upubliczniali. Ich dociekania raziły ówczesną ortodoksję, która zwalczała nowe prądy. Znaleźli się na cenzurowanym. Lecz wbrew wszystkiemu to właśnie literatura mądrościowa przygotowała Izrael na przyjście Mesjasza. I to nie tylko przez to, że stanowiła ona ostatni etap objawienia Starego Przymierza, ale przez jej otwartość na inaczej myślących.

W czym przejawiała się ta otwartość?

W tym, przykładowo, że Ben Syrach zna autorów pogańskich i do nich nawiązuje. Docenia w ich dziełach to, co nie jest sprzeczne z religią żydowską. Nie cechuje go postawa separacji i pogardy dla tego, co dobre w świecie pogańskim - tylko dlatego, że doszedł do tego świat inny od żydowskiego. Umie docenić to, co w nim wartościowe. Mogę dać ci inny przykład, związany z wyborem przez Boga Izraela. W porównaniu z Pięcioksięgiem i Prorokami przywilej ten zszedł w literaturze mądrościowej n a dalszy plan. Na pierwsze miejsce wysunął się temat stworzenia i harmonii we wszechświecie. Odwołując się zaś do stworzenia, czyli do samych początków, kiedy nie było jeszcze podziału na Żyda i poganina, literatura mądrościowa podkreślała jedność rodzaju ludzkiego. W oczach ówczesnej ortodoksji nawet częściowe zatarcie różnicy między obydwoma światami uchodziło za pogląd skrajnie liberalny Krótko mówiąc, przez ukazanie całej złożoności życia i różnych dróg, którymi można dojść do Boga, myśl mądrościowa nie krępowała sztywnymi kanonami przystępu do Boga i inaczej myślącym. Trzeba tu zawsze zachować powściągliwość, gdyż niezbadane są Boże drogi (Rz 11, 33-34). I zobacz teraz, że ten duch, duch otwartości i zbliżenia do innych, stał się narzędziem Boga w przygotowaniu wystąpienia Jezusa z Nazaretu.

Gdybyś, Pawle, miał określić naturę Ducha Świętego w jeszcze inny sposób niż Miłość, na co byś wskazał?

Na mądrość. To Jego wielki dar! Zrozumienie, że Bóg jest Miłością, i wcielenie tego w życie stanowi szczyt mądrości. Mądrość jest zanurzeniem się w tajemnicę Boga, w którym ma ona swe źródło. Ludzie pragną być mądrymi. Niech zatem modlą się o światło Ducha Świętego. On ich uczyni prawdziwie mądrymi i światłymi. Nikt nie przyzna się przecież do braku rozumu...

We współczesnym świecie propaguje się nieco inny ideał. Człowiek mądry to człowiek oświecony i wyzwolony... Nie ma tam zasadniczo miejsca dla Boga.

Światłymi i prawdziwymi humanistami nie są ludzie kierujący się w życiu wyłącznie własnym rozumem i sumieniem. Oni wiedzą i rozumieją tylko tyle, ile ludzki rozum jest zdolny pojąć. A świat, w jakim żyją, przerasta ich pod każdym względem. Trudno być humanistą, jeżeli ogranicza się możliwość poznania prawdy o sobie i świecie.. Dzięki światłu Ducha Świętego człowiek wychodzi poza te ograniczenia. Człowieka nie sposób zrozumieć bez Boga, który go stworzył, odkupił, w nim zamieszkuje i przeznaczył ostatecznie do wieczności. A skoro bez Boga można go zrozumieć tylko po części, to prawdziwym humanistą jest ten, kto dzięki Bogu rozumie go   pełniej. Chodzi tu jednak o prawdziwie dojrzałą religijność. Ci zaś spośród wierzących, którzy wypaczają obraz Boga, są bardziej godni pożałowania od niewierzących w Niego".

To miód na serce moje od tamtego czasu, gdy przed przeszło pół wiekiem zetknąłem się na polonistyce wrocławskiej z myślą ateistyczną. Taka forma otwarcia duchowego jest mi ogromnie bliska. Księże Profesorze. Bóg Ci wielki zapłać.

21:46, jan.turnau
Link Komentarze (24) »
niedziela, 24 października 2010
Faryzeizm, czyli sprawa nosa

Ewangelia Łukasza 8,9-14

Przypowieść o faryzeuszu i celniku, jedna z tych konstytuujących Ewangelię. Faryzeusz dziękował Bogu chwaląc siebie, nie Jego: jestem lepszy... To postawa nierzadka, niemal ogólnoludzka. Staramy się szczerze być lepsi od różnych ludzi na około i to nam się chwali, czemu nie. Bylebyśmy tylko nie zaczęli zadzierać nosa. Nie zaczęli pogardzać tymi, którym się nie udaje być tak bardzo OK, w porządku ze wszystkim. Bo wtedy już nie jesteśmy w porządku z niczym.

11:26, jan.turnau
Link Komentarze (41) »
sobota, 23 października 2010
Nie ma równych i równiejszych

List do Efezjan 4,11
„On ustanowił jednych apostołami, innych prorokami, innych ewangelistami, innych pasterzami i nauczycielami”.

Różnorodność ról to święta zasada ludzkiego współżycia. Ona tworzy społeczność, w której każdy czuje się dobrze. To nie jest podział na ważniejszych i mniej ważnych, równych i równiejszych. Tę jednak równość trzeba okazywać na każdym kroku, w każdej sytuacji, w każdym geście. Dlatego tak okropnie razi mnie to klękanie przed hierarchą, całowanie go w rękę albo i pyszna łaskawość biskupa, z której wyłazi przekonanie, że wyrósł duchowo ponad wierny tłum.

12:13, jan.turnau
Link Komentarze (22) »
piątek, 22 października 2010
Nieznośnicy

List do Efezjan 4,1-3
„Proszę więc was, ja, więzień w Panu, żebyście postępowali w sposób godny powołania, którego dostąpiliście, z pełną pokory mądrością i delikatnością, z cierpliwością, przyjmując siebie nawzajem w miłości, starając się strzec jedności ducha w więzi pokoju.”
Ekumeniczny Przekład Przyjaciół.

„Przyjmując siebie nawzajem w miłości”... Biblia Tysiąclecia ma: ”znosząc siebie nawzajem”. „Piekło to inni” - powiedział Sartre i w pewnym sensie miał rację: wszystko można wytrzymać, tylko nie bliźniego swego. Bywa tak, że drażni u niego dokładnie wszystko: wręcz, że w ogóle jest. Czas bywa nie tyle najlepszym lekarzem, ile najgorszą chorobą: stąd „naturalna” potrzeba, aby co jakiś czas zmienić żonę albo męża. Dotychczasowi opatrzyli się, osłuchali, znudzili nieopisanie.

Bywają ludzie bardzo konfliktowi, którzy zarazem są idealnie dobrzy dla zwierząt, i nie jest to wcale dziwne, żaden to psychologiczny paradoks: pies jest nieporównanie łatwiejszy „w pożyciu”. Pomijając wszystko inne, nie mówi...

Im człowiek ważniejszy, tym groźniejsze jego wady. Tym niebezpieczniejsza jego konfliktowość. Odchyłka od normy psychicznej w czterech ścianach domu rodzi dramaty, jeśli nie tragedie, małe są one jednak wobec problemów, jakie stwarza „nieznośnik” w przestrzeni publicznej, na szczycie władzy.

Przydają się w warunkach niewoli, gdy trzeba przede wszystkim odwagi, siły psychicznej, by burzyć mury. Gdy nadchodzi wolność, potrzebny jest zupełnie inny charyzmat. Potrzebni są ludzie „z pełną pokory mądrością i delikatnością, z cierpliwością”. Tamci bohaterowie rewolucji niszczą teraz każdą więź.

Przyjmować siebie nawzajem, ze wszystkimi wadami albo i cnotami właśnie (te też bywają nie do zniesienia) - oto jest powołanie chrześcijanina. Chyba człowieka w ogóle. Oto jest złota reguła każdej etyki. Oto jest najwznioślejszy ideał humanistyczny. Oto jest coś niemal ponad ludzkie siły.

19:03, jan.turnau
Link Komentarze (34) »
czwartek, 21 października 2010
Czwórca mocno tajemnicza? Chrystus, kosmos, miłość mimo wszystko... „Ben Hur" po polsku!

List do Efezjan 3,17-19
„Niech Chrystus zamieszka przez wiarę w waszych sercach; abyście w miłości wkorzenieni i ugruntowani, wraz ze wszystkimi świętymi zdołali ogarnąć duchem, czym jest Szerokość, Długość, Wysokość i Głębokość, i poznać miłość Chrystusa przewyższającą wszelką wiedzę, abyście napełnieni doszli do całej Pełni Bożej".
Cóż to za cztery wymiary pośród teologii Pawła? Paweł tutaj geometrą? Jeżeli nawet, to sakralnym.

Najpierw wyjaśnienie Biblii Poznańskiej: „Wiara i miłość uzdolnią chrześcijan (podobnie jak to mają »święci«, tj. apostołowie i prorocy) do poznania niezmierzonej miłości Chrystusa, przedstawionej przy pomocy czterech wymiarów". Dokładniejsze wytłumaczenie mam w polskiej edycji Biblii Jerozolimskiej. Wymiary te oznaczają mianowicie w filozofii stoickiej całość Kosmosu: może zatem chodzi tu o uniwersalną rolę Chrystusa w odrodzeniu świata. Albo też tak: wymiary owe przekraczają wszelkie miary ludzkie, gdy odnoszą się do miłości Chrystusa: kocha nas On nieskończenie.

Zapowiedziałem we wtorek zacytowanie ks. Jerzego Klingera, zatem czynię to niniejszym. Nasz nieżyjący już niestety niezwykły teolog prawosławny w książce „O istocie prawosławia" cytuje Gustawa Karla Junga: „Podczas gdy głównym symbolem chrześcijaństwa jest Trójca, to czwórca jest formułą wyrażającą nieświadomość (...). Czwórca jest mniej lub bardziej bezpośrednim przedstawieniem Boga objawiającego się w stworzeniu (...). Starożytni filozofowie wyznawali ideę, że Bóg objawił się najpierw w stworzeniu czterech elementów".

Przepraszam za obfitość komentarzowego materiału. Spróbuję streścić go tak: miłość Chrystusa do całego stworzenia jest nieskończona. Szczególnie do człowieka, korony kosmosu, ale też do całego wszechświata, który zostanie przez Niego w całości odrodzony. List do Rzymian 8,20: „Stworzenie bowiem zostało poddane marności (...) w nadziei, że również i ono zostanie wyzwolone z niewoli zepsucia, by uczestniczyć w wolności i chwale dzieci Bożych". Nadzieja to niepłonna. A nasz wszechświat już jest objawieniem się miłości Bożej.

Wiem, można pytać, gdzie ta miłość Boża w materii nieożywionej, która na pewnej planecie w różny sposób zabija wciąż tysiące ludzi (ziemia się trzęsie, woda wylewa, ogień szaleje, wicher rujnuje). Gdzie jest ta miłość w żywym stworzeniu, które żyje z zasady kosztem współbrata. I gdzież ta miłość w rodzaju ludzkim... Odpowiedź jest chyba tylko jedna: nadejdzie „nowa ziemia i nowe niebo", czyli właśnie całe stworzenie zostanie jakoś odnowione w sposób niepojęty.

Wydawnictwo Księży Marianów udostępniło nam właśnie po polsku książeczkę teologa czeskiego Tomasza Szpidlika pt. „Perełki Ojców Kościoła" (tłum. Andrzeja Babuchowskiego). Znalazłem tam zaraz taką myśl: „(...)podstawową zasadą wszechświata i wszelkiego życia nie są jedynie prawa fizyczne i logiczna konieczność, ale przede wszystkim miłość". Pomyślałem sobie, że trochę podobną wizję kosmosu miał wielki myśliciel, teolog i biolog francuski, jezuita Teilhard de Chardin. Wizję też mimo wszystko optymistyczną.

PS. Gdy już mowa o wydawnictwie mariańskim, donoszę o dwóch innych jego najnowszych publikacjach: „zaduszkowej" książki Petera Kreefta „Miłość silniejsza niż śmierć" (przekład Moniki Nowosielskiej) oraz sławnej powieści Lewisa Wallace`a „Ben Hur" w przekładzie Andrzeja Appela Jak reklamuje na okładce wydawnictwo, to „największa obok »Quo vadis« powieść religijna". Tyle że wielka także objętością: stron bez mała siedemset! Niestety zaszczepiłem się na grypę, więc pewnie nie będę miał czasu chorobowego na lekturę. Atoli może moja Żona przeczyta bez grypy, opowie mi, a ja z kolei Czytelniczkom i Czytelnikom miłym. Amen!

17:53, jan.turnau
Link Komentarze (35) »
środa, 20 października 2010
Dał nam przykład Paweł z Tarsu...

List do Efezjan 3,8
„Mnie, najmniejszemu spośród świętych, została dana ta Łaska: zwiastować poganom niezgłębione bogactwo Chrystusa.”
Ekumeniczny Przekład Przyjaciół
Paweł nie był najmniejszym spośród świętych, raczej jednym z największych. Wielkość jego polegała na wielkości dzieła, jakiego dokonał: ideę objawioną Piotrowi, że Prawo nie obowiązuje pogan, czyli wszystkich nie-Żydów, zrealizował ten apostoł w stopniu kolosalnym. Słowo to kojarzy się z Kolosanami , adresatami jego listu i członkami jednego z tak licznych zborów, które zakładał. Tak licznych... Odnosił takie liczbowe (ale nie tylko ilościowe) sukcesy właśnie dlatego, że radykalnie otworzył się na pogan. Nie tylko „się” oczywiście: otworzył na nich całe przesłanie o Zbawicielu. Ktoś inny z uczniów Chrystusa byłby może ostrożniejszy, mniej konsekwentny. Ze sceny z Piotrem w Liście do Galatów wynika chyba, że ten apostoł nie był w praktyce tak zdecydowany, radykalny, jak Paweł.

Bierzmy przykład z Pawła. Przesłanie chrześcijańskie musi być dziś gruntownie przemyślane z punktu widzenia misyjnego. Jeśli chcemy stawić czoła laicyzacji, ściślej może: ateizacji czy też „agnostycyzacji” szeroko pojętej Europy, musimy mocno myśleć, jak to robić. Kontrowersyjne sprawy etyki seksualnej, aborcji, „in vitro”, eutanazji wymagają dialogu, nie ekskomunikującego monologu. Myślę oczywiście o tym, co dzieje się teraz w Polsce: gdzie biskupi w sprawie in vitro straszną parlamentarzystów ekskomuniką. Tak, to jest straszenie, nie przekonywanie. Umiem wczuć się głębiej w sprawę: argument, że poseł reprezentuje swoich wyborców, nie tylko własne poglądy, czyli jego opinie nie mogą decydować o jego głosowaniach, nie wydaje mi się najmocniejszy. Nie uważam, by nie mogły nigdy istnieć dla posła czy senatora jakieś osobiste imponderabilia. Na przykład w sprawie kary śmierci. Wiadomo, że absolutny zakaz wykonywania „kary głównej” nie jest bynajmniej oczywisty dla obywateli polskich: czy gdyby wyborcy posła X chcieli zobowiązać go do skrytykowania tego zakazu, mógłby odmówić wbrew swemu sumieniu? Przecież jest ich reprezentantem. A jednak mógłby, tak jak może, gdyby uważał to za swoje imponderabilium, upierać się przy projekcie rygorystycznym czy też Gowinowym. Ale nie można groźbą ekskomuniki zmuszać go do takiego wyboru. Choćby dlatego, że ów poseł może rozumować tak: rygorystyczne regulacje prawne w sprawie „in vitro” tylko odstraszą ludzi od Kościoła zamiast ich uczyć szacunku dla życia ludzkiego od samego poczęcia. Czyli osiągnięty skutek będzie przeciwny zamierzonemu.

Byłem w poniedziałek na promocji książki biblisty polskiego ks. Waldemara Rakocego pt. „Rozmowy z Pawłem z Tarsu” (Edycja „Święty Paweł”). Zanim napiszę o tym nietuzinkowym dziele (forma rozmowy ze świętym na pewno oryginalna), zacytuję ;List do Polaków”, który jego autor ogłosił wtedy (przeczytała Krystyna Czubówna).

”Od zarania dziejów refleksja nad światem i życiem prowadziła ludzi do przekonania o istnieniu Boga i do poznania prawdy o Nim. Nie wszyscy jednak osiągają ten cel. Lecz oni również odkrywają prawdę o kochającym nas Ojcu. Nie poznali wprawdzie Boga z imienia, lecz w wielu sferach codziennego życia podzielają Jego miłość. Na równi z wierzącymi potępiają wszelkie przejawy rasizmu, głoszą równość wszystkich ludzi względem siebie, wyrażają dezaprobatę dla działań wojennych i kary śmierci, wykazują wrażliwość na świat zwierząt i środowisko naturalne. Nie poznali wprawdzie prawdy o życiu nienarodzonym czy o godności człowieka jako dziecka Bożego, lecz bezsprzecznie poznali część prawdy. Skoro każdy, wierzący i niewierzący, poznał większa czy mniejsza część prawdy o Bogu, każdy może pomóc drugiemu w budowaniu całej Prawdy.”

Ujęła mnie bardzo postawa autora wobec niewierzących. Znam ją zresztą z kazania, które wygłosił niedawno podczas mszy radiowej. Była tam mianowicie teza, że w sprawie kary śmierci chrześcijanie powinni się uczyć od dzisiejszych liberałów. Dzieli sprawa aborcji, ale ta powinna stanowczo łączyć.

Lepszego świata nie możemy tworzyć sami. Musimy szukać sojuszników wśród ludzi inaczej ten świat pojmujących. Musimy akcentować przede wszystkim to, co łączy. Musimy się otwierać. Dał na przykład Paweł z Tarsu, jak rozmawiać mamy.

PS. Co do mordu w Łodzi: winni zagrzewania atmosfery są po obu stronach sceny politycznej, ale agresja PiS-u była i jest o wiele większa. Jego wina większa. Szczególna wina samego szefa tej partii, który w pomówieniach osiąga szczyty.

14:31, jan.turnau
Link Komentarze (41) »
Kielich czy piramida?

Wpis na wtorek 19 października 2010
List do Efezjan 2,19
„Tak więc nie jesteście już obcymi ani przybyszami, lecz jesteście współobywatelami świętych i domownikami Boga, zbudowanymi na fundamencie apostołów i proroków, którego kamieniem węgielnym jest Jezus Chrystus.”
Ekumeniczny Przekład Przyjaciół.
Bardzo ważne słowa Pawła (albo któregoś jego ucznia, bo ten list należy do takich utworów). Widzimy tu Kościół - jak by powiedział pewnie arcybiskup Jeremiasz - będący raczej kielichem niż piramidą. Najpierwszą zasadą - kamieniem węgielnym - jest Chrystus. Fundamentem są apostołowie i prorocy, na nich zbudowany jest cały Kościół, będący wspólnotą pełnoprawnych współobywateli. Taka wizja znajduje się w Piśmie Świętym obok obrazu Kościoła z Ewangelii Mateusza (16,18), Kościoła, który jest zbudowany na jednym apostole będącym opoką. Czy są to obrazy nie do pogodzenia? Jednak do pogodzenia: Biblia jest w ogóle pluralistyczna, żeby ją zrozumieć, trzeba tworzyć jakąś syntezę z różnych wypowiedzi. W tym przypadku byłby to wizerunek Kościoła, w którym biskup Rzymu jest pierwszym wśród patriarchów, miałby nawet nie tylko prymat czysto honorowy, byłby kimś w rodzaju marszałka Sejmu. Niemniej nie byłby na pewno „biskupem biskupów”, jak go nazywano przed Soborem Watykańskim II, inni biskupi nie byliby jego urzędnikami, jak jest faktycznie jeszcze teraz w Kościele rzymskokatolickim. Do podobnej syntezy zmierza prawosławno-katolicka komisja dialogowa, skupiająca teraz uwagę różnych obserwatorów. Dojrzewa tam wspólny pogląd, że w pierwszym tysiącleciu tak właśnie było: papież był bardzo ważny, ale nie był monarchą absolutnym, otoczonym niemal boskim nimbem (inni biskupi na klęczkach całują go w rękę - to raczej hołd feudalny niż pocałunek pokoju między równymi).

„Na fundamencie apostołów i proroków” - proroków również. Jeśli apostołowie symbolizują hierarchię, władzę wynikającą z urzędu, to prorocy są charyzmatykami, stanowią czynnik spontaniczny, ożywiony Duchem, który wieje, kędy i kiedy chce. W prawosławiu, w chrześcijaństwie wschodnim, nie uległym tak jak Zachód prawu rzymskiemu, rola takich proroków była i jest zawsze duża. Mamy przecież w Rosji ”starców”. Czytam właśnie dzieło wybitnego teologa prawosławnego, świętej pamięci księdza Jerzego Klingera, pt. „O istocie prawosławia” („Pax” 1983) i zacytuję je tu wnet. Dziś cytat skądinąd.

Napisała dzielna publicystka „Tygodnika Powszechnego” Józefa Hennelowa w październikowym „Znaku”: „Przypomnijmy, że główną intencją zmiany sytuacji kapłana przy ołtarzu nie było odwrócenie go ku wiernym jak aktora na scenie, lecz postawienie ołtarza pośrodku wspólnoty, która miała go otaczać zewsząd. W czasie pierwszych moich posoborowych wyjazdów do innych krajów właśnie tego doświadczyłam i to przeżywałam jako kolejne wkraczanie w głąb misterium Ofiary współsprawowanej. Ale do dziś odczuwam też jakby częściowe rozmijanie się intencji reformatorów wprowadzających zasadę odprawiania Mszy »twarzą do wiernych«, z jej realizacją,. która w Polsce mało gdzie nie dokonała się przez usytuowanie ołtarza w środku wspólnoty, tylko przez ustawienie go dokładnie jako sceny: widocznej, wyniesionej nad poziom świątyni, ale dla wiernych dalej niedostępnej, osobnej.”

Bo przecież w Kościele wszyscy jesteśmy współobywatelami świętych i domownikami Boga.

07:58, jan.turnau
Link Komentarze (19) »
Święty Łukasz: pewniki i niepewniki

Wpis na poniedziałek 18 października 2010

2 List do Tymoteusza 4,11
Ewangelia Łukasza 10,1-9
Dano nam na dzisiaj powyższy list, bo w „odnośnym” fragmencie jest tam wzmianka „Łukasz jest sam ze mną”, a dzisiaj mamy święto tego ewangelisty. Z jego ewangelii wybrano natomiast passus na temat rozesłania 72 uczniów, bo Łukasz może był Jego uczniem.

Morze jest jednak, jak wiadomo, długie i szerokie, czyli owo uczniostwo niepewne. Niepewna jest tym samym tożsamość dzisiejszego świętego z anonimowym towarzyszem podróży Jezusa do Emaus. Taka hipoteza kusi, bo autor tamtej opowieści ewangelijnej, zapewne Łukasz właśnie, nie podaje imienia tego podróżnika, a wie, jak nazywał się drugi (Kleofas). Czyli mógłby zataić tamto imię z tych samych powodów (skromność), z których występuje w Ewangelii przypisywanej Janowi jakiś też bezimienny uczeń Jezusa, przezeń umiłowany. Tyle, że również ta Janowa tożsamość nie jest pewna, albowiem umiarkowany sceptycyzm jest walorem uczonego głównym.

Pokuszę się o napisanie, co o bohaterze dnia dzisiejszego wiemy na pewno, a co na mniej pewne. Otóż niewątpliwie taki człowiek był. Już mniej pewne jest, że to on napisał Ewangelię i Dzieje Apostolskie. Sceptyczna naukowo „Encyklopedia katolicka” podaje, iż „współcześni uczeni zgadzają się, że utwory te są dziełem jednego autora, lecz wykazują więcej ostrożności we wskazywaniu konkretnej osoby”. Niemniej istnienie owych utworów nie sposób zakwestionować, zatem napiszę trochę na ich temat, ściągając sporo ze wstępów do nich, jakie napisali do naszej książki „Cztery Ewangelie i Dzieje Apostolskie” księża Mieczysław Kwiecień i Michał Czajkowski.

Otóż większość biblistów uważa, że Ewangelia powstała w r. 80 (albo nawet 85) po Chrystusie, a więc już w jakiś czas po zburzeniu Jerozolimy. Są jednak i inne datowania: lata 63-66. Jest to nie tylko najdłuższa ewangelia, ale i najdłuższa księga Nowego Testamentu. Zawiera też najwięcej szczegółów dotyczących życia Jezusa. Wyróżnia się wśród innych ambicjami literackimi i historycznymi. Nie jest jednolita stylistycznie: części pisane przez samego autora mają język elegancki,. cytaty z materiałów źródłowych - chropawy. Cała księga napisana jest żywo, z pasją. Świetne są według ks. Kwietnia portrety ludzi, na przykład Zachariasza, Elżbiety i Jana Chrzciciela, Marii i Józefa, Marii i Marty. Wspaniałe są przypowieści o synu marnotrawnym a raczej miłosiernym ojcu, miłosiernym Samarytaninie i tyle innych. Wszystkich, które łączy obraz Boga miłosiernego szczególnie wobec ludzi w jakimś sensie słabszych: kobiet, dzieci, chorych, ubogich, a także dla grzeszników w ogóle i dla szczególnej ich kategorii: ludzi deprecjonowanych z racji zawodu, czyli celników.

Dzieje Apostolskie to bezspornie jakby drugi tom dwuczęściowego dzieła, napisany według ks. Czajkowskiego w tym samym czasie, co pierwszy, czyli ok. r. 80. Można rzec, że bohaterem pierwszej jego części jest głównie Piotr, drugiej bez wątpienia Paweł. Można by też powiedzieć, że bohaterem całego pierwszego tomu jest Jezus, drugiego Kościół Jezusa Chrystusa. Kościół przed którym staje sprawa rozszerzenia misji poza lud żydowski. Paweł nie jest twórcą tej idei - objawiona została Piotrowi (czasem przesadza się w podkreślaniu różnic i sporów między nimi) - ale to on realizuje ją z niesłychanym zapałem, nie oglądając się na opór ludzi, którzy trwają przy starej religii, i cierpiąc prześladowanie należne często radykalnemu reformatorowi.

Tu zjawia się kwestia udziału Łukasza w tych wielkich eskapadach. Jego imię w Dziejach nie pada, ale z trzech listów przypisywanych Pawłowi: do Filemona, do Kolosan i drugiego do Tymoteusza wynika w sumie bez wątpienia towarzyszenie mu przez Łukasza. Nie zawsze, ale czasem tak: tam, gdzie autor księgi używa pierwszej osoby liczby mnogiej. Trudno przypuścić, żeby był to ktoś inny. Mały znak zapytania można postawić najwyżej przy twierdzeniu, że Łukasz był lekarzem. Ostrożność sugeruje „Encyklopedia katolicka”, biorąc pod uwagę wątpliwości, czy aby na pewno List do Kolosan, który to wzmiankuje, napisał sam Paweł czy też któryś z jego uczniów. Jeśli to drugie., to i ta wzmianka może nie być pewna na sto procent, choć mnie widzi się niewątpliwa. Oczywiście nieporównanie pewniejsza niż hipoteza, że Łukasz był malarzem, wręcz, iż jego dziełem jest ikona jasnogórska.

Na koniec praktycznie pewnik: nie był Żydem. Był Grekiem (Hellenem), zapewne Syrogrekiem, być może rodem z Antiochii, stosunkowo bliskiej Palestyny. To jego nieżydostwo czyni go - jeśli jest autorem Ewangelii i Dziejów - autorem biblijnym wyjątkowym. Chociaż znowu ta wyjątkowość nie jest pewnikiem absolutnym, jeśli zakwestionujemy Pawłowe autorstwo paru listów mu przypisywanych (tak zwanych pasterskich, czyli do Tymoteusza i Tytusa, też do Efezjan i Kolosan, a może i do Tesaloniczan). Albowiem jeżeli nie był autorem Paweł, tylko któryś z jego uczniów, to ów uczeń nie musiał być Żydem. Mógł być pół-Żydem jak Tymoteusz albo i w ogóle Grekiem. Znawca Biblii zapyta mnie tutaj, czemu nie kwestionują autorstwa żydowskiego tak poważnego dzieła jak List do Hebrajczyków, które niemal na pewno Pawłowe nie jest. Otóż bibliści twierdzą, że traktat ów dowodzi takiej znajomości Biblii hebrajskiej, iż musiał je stworzyć Żyd.

Tyle niepewników i trochę pewników. Jedne i drugie są dla czytelników, którzy rozumieją, że Biblia jest zbiorem ksiąg z czasów, w których o naszym prawie autorskim nikomu się nie śniło. Ważny był autor autorytet, nie ten, co faktycznie napisał. Amen.

07:56, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
niedziela, 17 października 2010
Pisanie Boże niepojęte. Duch Święty nie redaktor. Jezus królem III RP?

Ewangelia Łukasza 18,8
„A Bóg czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie? Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę. Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?”

To - jak zawsze, gdy nie podaję tłumacza - Tysiąclatka. U nas jest trochę inaczej: mamy sprawiedliwość zamiast obrony, bo rzecz jest wcześniej o sędzi, który uległ w końcu wdowie błagającej go o sprawiedliwość. Myśl jednak ta sama: Bóg jest naszym obrońcą niezawodnym.

Tekst niełatwy do skomentowania, gdy pomyśli się o tylu modlących się bez skutku. Problem odwieczny - odpowiedź jest tylko jedna: Bóg wie lepiej, jak rządzić naszym losem, broni nas pisząc prosto po liniach bardzo krzywych. Napisałem to już tu nieraz, powtarzam taką melancholijną odpowiedź na pytanie, które musi powracać.

Tutaj jednak mamy w ostatnim zdaniu jakby sugestię, że wysłuchanie naszej modlitwy zależy od naszej wiary. Można by zatem dopowiedzieć, że rzeczywiście bez wiary nasza modlitwa nieraz wydaje się próżna - bez wiary, że On wie lepiej. Tyle tylko, że w owym zdaniu mowa jest o naszej wierze nie teraz, gdy się modlimy, ale „gdy Syn Człowieczy przyjdzie”, na końcu świata. Dlatego też nieoceniona Poznanianka sugeruje, że owo zdanie - mimo łącznika ”jednak” - nie należy już do przypowieści i jej wyjaśnienia. Pisałem tu też parę razy, że szczególnie w tej ewangelii sporo jest takich niedoróbek redakcyjnych. Duch Święty nie redaktor! Jeżeli już, to naczelny, nie sekretarz redakcji.

PS. Chodzi taki dowcip: Chrystus nie może być królem Polski, bo został kiedyś skazany prawomocnym wyrokiem sądowym... A poważniej: w „Tygodniku Powszechnym” polemika Tadeusza Frankiewicza (nie mylić ze Stefanem, byłem ambasadorem przy Stolicy Apostolskiej i naczelnym ”Więzi”, człowiekiem zupełnie nie zwariowanym) z redaktorem „TP” Arturem Sporniakiem. Argumentacja Frankiewicza jest najpierw z autorytetów: tego najwyższego, bo przecież Jezus objawił taki pomysł Rozalii Celakównie, także kardynałów Sapiehy i Wojtyły, którzy też nie mieli wątpliwości. Dalej: jeśli Maryja jest królową, to On królem. Wreszcie jeśli kwestionuje się wizje Celakówny, to co z wizjami Faustyny itp., także przecież proroków biblijnych?

Sporniak tłumaczy spokojnie mniej więcej tak: Biblia zawiera Objawienie ostateczne, zwane publicznym, konieczne dla wiary, dalsze wizje to objawienia prywatne. nieobowiązujące, mogące zawierać błędy (owszem, np. św. Brygida widziała mistycznie wbrew Ewangelii, że Jezusa krzyżują Żydzi, nie Rzymianie). A poza tym jaką władzę miałby po intronizacji Chrystus? Tylko symboliczną, jak dzisiejsi monarchowie europejscy? Chyba nie chodzi pomysłodawcom o takie pomniejszenie Jego roli?

Ja dopowiadam: nawet i wizje biblijne rządzą się przecież zasadą, iż Pismo Święte jest dziełem zarazem boskim i ludzkim, jego nieomyślność nie dotyczy zgoła każdego detalu. Co zaś do królowania Chrystusa w III RP, to właśnie albo byłoby ono na wzór królowej angielskiej, albo w taki sposób, że Polacy mieliby Go szybko dosyć: postawiłby nam takie wymogi moralne, myślę w szczególności o charytatywnych, że hej... Szczególnie, że Frankiewicz sugeruje, iżby „oficjalna nazwa naszego kraju miała w sobie nawiązanie do królewskości Jezusa”. Rzeczpospolita Polska imienia Jezusa Chrystusa? Spadłby z nieba piorun niweczący bluźnierczą uzurpację!

11:21, jan.turnau
Link Komentarze (97) »
sobota, 16 października 2010
Huragan Miłosierdzia

Ewangelia Łukasza 12,10
„Każdemu, kto mówi jakieś słowo przeciw Synowi Człowieczemu, będzie przebaczone, lecz temu, kto bluźni przeciw Duchowi Świętemu, nie będzie przebaczone.”

Najbardziej trafia mi do przekonania takie wyjaśnienie: Duch działa niewidzialnie, ale „przenikliwie”, pokonuje wszystkie przeszkody, dociera do samego sumienia człowieka, odzywa się tam tak, że nie sposób Go nie usłyszeć albo nie zrozumieć. Można mieć jakieś usprawiedliwione opory przeciw Chrystusowi, czyli przeciw Jego obrazowi w Kościołach chrześcijańskich nieraz mocno wypaczonemu - ale działania Ducha nie da się wypaczyć.

Nie będzie przebaczone? Nigdy? Ufam jednak, że Duch Święty mocniejszy jest od Szatana; wieje kędy i kiedy chce, powiadają nawet, że lubi się spóźniać (złośliwcy sugerują, że na niektóre posiedzenia lokalnych episkopatów spóźnia się niemal zawsze...); owszem, jest nierychliwy, ale za to właśnie niezmiernie przenikliwy, czyli nikt Mu się w końcu nie oprze. Jest huraganem nad wszelkie huragany, amen!

Dziś kolejna rocznica wydarzenia, że w drodze do Watykanu raz Duch zdążył na czas. Przedtem i potem różnie bywało, świętość to nie nieomylność intelektualna ani w ocenie innych ludzi - ale wtedy się udało właśnie Duchowo.

10:35, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
piątek, 15 października 2010
Krótkie nogi kłamstwa: „Więź" październikowa świetna!

Ewangelia Łukasza 12, 1-3
”1. A kiedy zebrały się ogromne tłumy, tak że [ludzie] deptali się nawzajem, począł mówić najpierw do swych uczniów: - Strzeżcie się zaczynu, którym jest obłuda faryzeuszy.
2. Nie ma bowiem nic zasłoniętego, co by nie zostało odkryte, i nic ukrytego, co by nie zostało rozpoznane.
3. Zatem co w ciemności powiecie, zostanie usłyszane w świetle, i co do ucha szepniecie w mieszkaniach, głoszone będzie na dachach.”

Ekumeniczny Przekład Przyjaciół.

I tu trudno nie mieć skojarzeń dzisiejszych. Owszem, każda instytucja ma jakieś prawo do pewnej dyplomacji, w tym do cedzenia informacji na swój temat - Kościoły też. Ale nie może to być eklezjalna sekretomania, a już szczególnie stałe ukrywanie własnych win, które staje się po prostu kłamstwem. A ono ma krótkie nogi.

Lektura na ten temat: październikowy numer „Więzi", kapitalny! Mamy tam kilka artykułów pod wspólnym tytułem: „Kochać Kościół mimo wszystko". Jest na wstępie rozmowa redaktora naczelnego Zbigniewa Nosowskiego z biskupem opolskim Andrzejem Czają. Pada pytanie, „czy nie powinno być więcej jawności w życiu Kościoła? Na przykład, czy nie powinniśmy dowiedzieć się (choćby bardzo ogólnie), czy w roku 2001 watykańska komisja uznała zarzuty wobec abp. Paetza za w jakikolwiek sposób uzasadnione?" Biskup odpowiada: „Bez cienia wątpliwości odpowiadam twierdząco. Transparencja jest potrzebna i wiąże się ona ściśle z dobrą komunikacją ze światem. Nie możemy przemilczać trudnych problemów, zwłaszcza jeśli są to sprawy omawiane publicznie, które poruszyły społeczeństwo, a dotyczą Kościoła. Wręcz w interesie nas samych jest mówienie o sobie uczciwie i w porę, tak żeby świat nas nie uprzedzał. Bo gdy inni mówią o nas, to nawet bez złej woli potrafią wiele zniekształcić, nie znając natury Kościoła i jego misji".

W naszym interesie jest też, żebyśmy okazali skruchę, czyli okazali się pokorni. Zebyśmy poprawili swój image instytucji bardzo zadowolonej z siebie.

23:42, jan.turnau
Link Komentarze (12) »
czwartek, 14 października 2010
Elitarność antyludzka. Eucharystia bez fizykalizmu

Ewangelia Łukasza 11, 52
„Biada wam, znawcy Prawa, albowiem wzięliście klucz poznania, sami nie weszliście i wchodzącym zabraniacie".

Ekumeniczny Przekład Przyjaciół. Zmieniliśmy tradycyjnych „uczonych w Piśmie" na wersję bardziej dosłowną. Tamci uczeni to zresztą nie pomysł Wujkowy, on ma „biegłych w Zakonie" - ilu z nas jeszcze pamięta, że zakon w on czas znaczył co innego niż dzisiaj. No i mamy jeden klucz, gdy Tysiąclatka - klucze. Nie wiem, czemu otwieracz techniczny Nieba nazywa się na ogół w liczbie mnogiej: może ślad przekonania, że Raj tylko dla elity, więc zamknięty na parę zamków? W Piśmie czytamy tu właśnie o paskudnej elitarności ówczesnych „naukowców", co grzeszyli zamurowaniem Nieba. Przypomniała mi się taka informacja w prasie PRL: „Uczeni radzieccy spotkali się z naukowcami polskimi" - kudy nam było do nauki przodującej... Skądinąd jednak wiadomo, że współcześni Jezusowi intelektualiści żydowscy byli rozmaici, byli też nie naukowcy, tylko uczeni: ot, choćby ów mistrz Szawła z Tarsu Gamaliel, który zalecił kiedyś rozwagę w osądzaniu Apostołów.

Teologowie chrześcijańscy są też bardzo różni. Szczególnie na tak zwanym Zachodzie, gdzie po Vaticanum II mimo dzisiejszego przykręcania watykańskiego panuje znaczna swoboda myśli. U nas z tym znacznie gorzej, w ogóle nie błyszczymy od dawna wielką teologią, a już szczególnie teraz, gdy tradycjonalizm zaściankowy kwitnie. Na tym tle wyróżnia się między innymi Tadeusz Bartoś, były dominikanin. Wydał właśnie potężne dzieło pod tytułem „Koniec prawdy absolutnej" (W.A.B.). Na naszym podwórku wydaje się w swej krytyce Kościoła okropnie śmiały, ale wartość tej jego książki polega nie tyle na samej krytyce władzy, ile na oryginalnej interpretacji Tomasza z Akwinu. Nie jestem jednak filozofem, zwróciłem uwagę głównie na cenną myśl teologiczną i duszpasterską.

Z książki wynotowuję mianowicie taką opinię na temat obecności eucharystycznej, której pojmowanie potoczne krytyczne umysły przestrasza. „Gdy przyjrzymy się sporom wokół Eucharystii w kontekście wystąpienia Marcina Lutra, widzimy, jak niewiele już zostaje poza racjonalistycznym dyskursem chroniącym realność obecności eucharystycznej. Ginie wymiar symboliczny, język mythosu zastąpiony zostaje technicznym językiem nowożytnej scholastyki. W ten sposób, mimo poprawności słów, wymowa dogmatu zostaje zniekształcona. Katolickie wystąpienie przeciwko formułom głoszącym obecność symboliczną gubi wymiar symboliczny, o jaki zabiegał Ricoeur. Oddziaływanie znaku przestaje mieć charakter całościowy, a staje się techniczne. Rozwój techniki, manipulacyjne podejście do świata przeniknęły do religii, która niepostrzeżenie okazała się systemem operacji, domeną technik oderwanych od wymiaru mistycznego.
Nacisk na realność eucharystyczną, modelowaną w nowożytności ideą cielesności, sprawia, że teologia w nowożytności doprowadziła do nieortodoksyjnego jej rozumienia, zgodnie z którym masy chrześcijańskie przekonane są, że w postaciach eucharystycznych obecność Chrystusa ma charakter fizyczny, czasoprzestrzenny. Także nabożeństwu eucharystyczne, odcinające się od liturgii mszy świętej, autonomizują poza nią obecność postaci eucharystycznej. Adoracja, procesje - wszystkie te rytuały ugruntowują nieortodoksyjne rozumienie, które stało się immanentne. Zgodnie z nim lud, a także duchowieństwo są przekonani, że mamy do czynienia z obecnością czasoprzestrzenią (localiter), a nie sakramentalną (sicut in sacramento), choć teologia Tomasza z Akwinu, uznana za wzorcową, mówi - przeciwnie - o obecności symbolicznej (sacramentum rozumiane jako znak, symbol), a nie fizycznej (non sicut in loco). 6. III Pars, q. 75, a. l, ad 3: „Ciało Chrystusa nie jest obecne sakramencie w taki sposób, jak obecne jest ciało w jakimś miejscu, gdzie jest ono swymi wymiarami ograniczone w jakiś sposób przez miejsce, lecz [obecne jest] w pewien szczególny sposób, właściwy temu sakramentowi.”
W taką wersję doktryny, wolną od wulgarnego materializmu wyobrażeń, o wiele łatwiej uwierzyć. Brawo Bartoś!

15:07, jan.turnau
Link Komentarze (25) »
środa, 13 października 2010
Czarny wiatr

Ewangelia Łukasza 11,46
„I wam, uczonym w Prawie, biada, biada. Bo wkładacie na ludzi ciężary nie do uniesienia, a sami jednym palcem ciężarów tych nie dotykacie.”

Nie będzie krytycznie - raczej lirycznie. W radiu wciąż Chopin, czyli muzyka, która siedzi we mnie głęboko, od głębokiego dzieciństwa słyszałem ją, bo mój ojciec był pianistą amatorem. Za oknem jest też jakoś poetycznie, bo nad „małymi Łazienkami”, czyli parkiem sieleckim, na tle ciemnych chmur lecą tanecznym ruchem ogromne stada gawronów. „Oszalałych ptaków czarny wiatr” Okudżawy? Nie, nie tak ponuro, trochę jednak czarno.

No i właśnie czarno w Ewangelii. Bo uczeni w Prawie, czyli mówiąc tradycyjnie, w Piśmie, to przecież kler... Nakrytykowałem się go od młodości. Nade wszystko w Roku Pańskim chyba 1965, przed encykliką „Humanae vitae” (1968) artykułem w „Więzi”, w którym zakwestionowałem podział na metody naturalne i sztuczne.

A przecież żal mi nie tylko tylu dobrych, naprawdę dobrych katolików, którzy muszą spowiadać się u księży spętanych wątpliwą doktryną i zobowiązanych do pętania nią ludzi zwanych penitentami. Żal mi również samych pętających. Żal mi papieża Pawła VI, który stanął przed wyborem: podważyć doktrynę, przez to autorytet Kościoła, a może właśnie i moralność - czy nie? Nie odważył się podważyć, encyklika spotkała się z krytyką nawet wśród biskupów. Podobno przeżył to bardzo.

Jestem od 42 lat innego zdania, co więcej, jestem zdania, że swoją decyzją zamiast obronić autorytet Kościoła papież podważył go niechcący. A przecież dziękuję Bogu, że nie stoję przed takimi wyborami, że nie siedzę za kratkami konfesjonałów. Jak to dobrze w ogóle nie być decydentem.

Ale encyklika - to nawet i kościelnie raczej oczywiste - nie jest nieomylna. Nie stoi za nią Ewangelia. No cóż, errare humanum est, a papież też człowiek. Wiatr Ducha nie zawsze jest jasny. Jaśnieje powoli. Ale jaśnieje, na co są liczne dowody w przeszłości i jest nadzieja na przyszłość.

15:17, jan.turnau
Link Komentarze (37) »
wtorek, 12 października 2010
Dywagacje na temat Prawa, wiary i łaski

Psalm 119, 41.43-45.47-48
„Niech spłynie na mnie, jak obiecałeś,
Twoja Łaska, Panie, i Twoje zbawienie.
Nie pozbawiaj moich ust słów prawdziwych,
bo zaufałem Twoim wyrokom.
Będę zawsze strzec Twojego Prawa
na wieki wieków.
Chcę kroczyć przestronną drogą,
bo szukam Twoich nakazów.
Cieszą mnie Twoje przykazania,
które tak bardzo pokochałem.
Pragnę unosić dłonie ku Twoim przykazaniom
i ustawom, które kocham i rozważam"
.

Zacytowałem ”Nowy Testament i Psalmy. Przekład Ekumeniczny na Trzecie Tysiąclecie”, czyli wspólny 11 Kościołów polskich.

W psalmie tym legalizm, jurydyzm, etyka kodeksowa? Można tak pomyśleć, szczególnie po tym, co napisałem wczoraj, komentując „antylegalizm" Pawłowy, jego akcentowanie wolności w wierze, jego jakby awansowanie odruchów serca, serca wrażliwego na ból świata (o ten ból mi chodziło). Oczywiście psalmista pojmował Prawo starotestamentalnie, bo należał do tamtej epoki. Niemniej ostre przeciwstawianie tekstów jednej i jednak tej samej Biblii chyba nie ma sensu. Tak jak i kontrowanie wzajemne podobnych postaw w chrześcijaństwie. Przeznaczono nam na dzisiaj również fragment Listu do Galatów 5,1-6, gdzie mamy przecież też takie zdanie: „Wszyscy, którzy szukacie usprawiedliwienia w Prawie, wypadliście z Łaski". Czyli jednak jedna i ta sama Łaska, działanie Boże jakoś równoległe do różnych działań ludzkich: tych „kodeksowych" i tych bardziej spontanicznych. We wszystkim jest jakoś Opatrzność i Święty Duch. Jakoś: ile w nich Boga, ile człowieka, ile anioła, ile diabła - trudno nam nieraz powiedzieć...

A Łaska tak właśnie powinna być pisana: przez duże „Ł". Moi bibliści opierają się takiej ortografii, inni tłumacze też, a przecież Łaska nie mniej ważna niż Prawo, nawet ważniejsza po stokroć. Oczywiście trzeba ten termin oczyścić ze skojarzeń niesympatycznych: łaska brzmi w naszych uszach brzydko, kojarzy się z zarozumialstwem jej dawcy, jego nieuprawnionym poczuciem wyższości. Ale przecież to Boża miłość: w języku czeskim i słowackim jest odwrotnie, tam „laska" to miłość i vice versa.

Judaizm kojarzy nam się z wszechwładzą Prawa, a przecież dzisiaj istnieje nie tylko ten ortodoksyjny: mamy także konserwatywny, reformowany. Czyli nie tylko chrześcijaństwo pozbyło się starotestamentalnego legalizmu, ciążąc zresztą wciąż w tym kierunku. Chyba są w samej naturze człowieka dwie różne skłonności: porządkująca wszystko do imentu i fantazyjna.

Ja natomiast mam chyba skłonności dywagacyjne (Kopaliński: ”do pisania bezładnego, rozwlekłego, nie na temat, od rzeczy”). Mea culpa.

18:05, jan.turnau
Link Komentarze (18) »
poniedziałek, 11 października 2010
Jeszcze raz: wierz i rób, co chcesz. Ale...

List do Galatów 4,22-24.26-27.31 - 5,1

”Napisane jest, że Abraham miał dwóch synów, jednego z niewolnicy, a drugiego z wolnej. Lecz ten z niewolnicy urodził się tylko według ciała, ten zaś z wolnej - na skutek obietnicy. Wydarzenia te mają jeszcze sens alegoryczny. Niewiasty te wyobrażają dwa przymierza. Jedno, zawarte pod górą Synaj, rodzi ku niewoli, a wyobraża je Hagar. Natomiast górne Jeruzalem cieszy się wolnością i ono jest naszą matką. Wszak napisane jest: «Wesel się, niepłodna , która nie rodziłaś, wykrzykuj z radości, która nie znałaś bólów rodzenia, bo więcej dzieci ma samotna niż ta, która żyje z mężem». Tak to, bracia, nie jesteśmy dziećmi niewolnicy, ale wolnej. Ku wolności wyswobodził nas Chrystus. A zatem trwajcie w niej i nie poddawajcie się na nowo pod jarzmo niewoli.”
Paweł walczy, nie przebiera w słowach. Pomyśleć sobie: przymierze pod górą Synaj rodzi ku niewoli! Czyli przecież Dekalog!”

Święty Augustyn napisał jednak coś w istocie podobnego: „Kochaj i rób, co chcesz”. Podobnego, ponieważ wszystkie trzy cnoty zwane teologicznymi (bo dotyczą Boga, teologów niekoniecznie): wiara, nadzieja i miłość - wiążą się ze sobą najgłębiej. Wszystkie trzy przeżywane na serio czynią człowieka jakby obojętnym na przykazania, bo dają mu motor etyczny nieporównanie mocniejszy. Z pracy trzydziestoletniej w redakcji katolickiej „Więzi” zapamiętałem niejeden artykuł Anny Morawskiej, także ten, w którym pisała o dwóch sposobach na życie etyczne. Jedni używają radaru: to ci, co kierują się na swojej drodze życiowej sygnałami z zewnątrz - mogą to być opinie innych ludzi albo też nawet opinie moralne wynikające z religii. Inni (takich mało) mają w sobie żyroskop, który zapewnia im stały kierunek. Podobnym urządzeniem duchowym jest wiara połączona z nadzieją i miłością. Przekonanie, że jest Ktoś, kto jest Sensem świata, kto steruje światem w kierunku Dobra, kto jest naszym sojusznikiem w walce ze złem przepotężnym. Kto daje nadzieję najbardziej niezawodną i najwspanialszą - na szczęście największe z możliwych. Kto wreszcie sam jest Dobrem, jest Miłością, zatem tylko taka postawa duchowa jest sensowna. Miłość Boga, w której zawiera się miłość bliźniego, wystarczy za wszystkie przykazania. Nie „etyka kodeksu”, ale sumienie wrażliwe na Boga, czyli na ból otaczającego świata. Tak: Bóg to ten ból.

Owszem, idąc taką drogą, można czasem minąć się ze szczegółowymi przykazaniami religijnymi, na przykład w sprawie antykoncepcji, która zresztą zdaniem wielu wybitnych teologów światowych, także niejednego biskupa, nawet kardynała, nie różni się zasadniczo od metod zwanych naturalnymi. Można narazić się niejednemu spowiednikowi, nie mówiąc o kaznodziei. Wiem, że nie jest to droga szeroka. Wąska jest jednak przede wszystkim dlatego, że kochamy, owszem, ale głównie siebie.

Etyka religijna - ciągnę wpis dalej - nie jest koniecznie etyką kodeksową, nie jest również koniecznie etyką, która na podstawie przykazania powiada po prostu: tu dobro, tam zło. Religia, w każdym razie chrześcijańska, nie ignoruje życia, a w nim są przecież sytuacje, które każą wybierać między dwiema wartościami, dwoma dobrami właśnie. Sumienie musi sobie radzić z takimi problemami. Na przykład z tym, który zaistniał niedawno w Radzie Europy. Trzeba było tam zdecydować, czy prawo do sprzeciwu sumienia wobec dokonania aborcji mają tylko poszczególni lekarze i pielęgniarki, czy też również publiczne szpitale i przychodnie. W tym drugim przypadku kobieta nie mogłaby w ogóle skorzystać z przysługującego jej prawa, w każdym razie musiałaby szukać innego zakładu. Przeszła ta druga, radykalniejsza wersja „klauzuli sumienia”. Czy to dobrze? Mamy tu spór między stanowiskiem kościelnym i „laickim”, ale sprawa nie jest prosta, przynajmniej tak, jak nieprosta jest sprawa aborcji. Dobro (przyszłego) dziecka czy też raczej matki, gdy zagrożone jest jej zdrowie (albo i życie nawet)? Albo jeśli uznać, że te zagrożenia to za mało czy też w sytuacji prawnej pozwalającej na aborcję z tzw. względów społecznych - czy na pewno dla katolika nie ma problemu z dostępem do aborcji, gdy prawo na nie pozwala. Czy rozwiązuje problem stwierdzenie, że w państwie ważne jest prawo państwowe, nie etyka którejś ze wspólnot? Arcytrudny problem prawny aborcji; może należałoby go ująć tak: to tylko kwestia styku etyki religijnej ze świecką czy też sprawa etyki ogólnoludzkiej, bo embrion czy płód to święte życie ludzkie, ważniejsze niż inne wartości. Trzeba wybierać w duchu wiary: co to znaczy? Wiara to jednak współmyślenie z Kościołem, a jego władze myślą wiadomo jak i nie można tego ignorować. Ale wracam do pierwszej części wpisu i formułuję problem ”pozakodeksowo”, ”żyroskopowo”: czyj ból jest tu ważniejszy?

17:51, jan.turnau
Link Komentarze (70) »
niedziela, 10 października 2010
Najpiękniejsze słowo „dziękuję”

Ewangelia Łukasza 17,11-19

Jezus uzdrawia dziesięciu trędowatych, dziękuje tylko jeden, a był to Samarytanin. Prosić łatwo, podziękować o wiele trudniej...

11:58, jan.turnau
Link Komentarze (33) »
sobota, 09 października 2010
Feminizm i ekumenizm

List do Galatów 3,28
„Nie ma Żyda ani Hellena, nie ma niewolnika ani wolnego, nie ma mężczyzny ani kobiety; bo wszyscy jednym jesteście w Chrystusie Jezusie.”

Ekumeniczny Przekład Przyjaciół: z Hellenem zamiast Grekiem, bo to pojęcie szersze, może obejmować niemal wszystkie ludy, które nawracał Paweł, a które były opanowane przez kulturę helleńską.

Nie ma mężczyzny ani kobiety: feminizm przypomina mi trochę ekumenizm. W tym sensie, że walka kobiet o swoje prawa jest trochę podobna do samoobrony mniejszości w kraju głównie jednowyznaniowym: też tyle przesady wynikającej z kompleksów. Wybuch po wielowiekowym milczeniu musi być potężny.

12:40, jan.turnau
Link Komentarze (22) »
piątek, 08 października 2010
Wierz i rób, co chcesz! Jednak również błogosławieństwo Prawa - nie tylko przekleństwo!

List do Galatów 37-14
”Zozumiejcie, że synami Abrahama są ci, którzy polegają na wierze. I stąd Pismo widząc, że w przyszłości Bóg na podstawie wiary będzie dawał poganom usprawiedliwienie, już Abrahamowi oznajmiło tę radosną nowinę: «W tobie będą błogosławione wszystkie narody». I dlatego tylko ci, którzy polegają na wierze, mają uczestnictwo w błogosławieństwie wraz z Abrahamem, który dał posłuch ; wierze. Natomiast na tych wszystkich, którzy polegają na uczynkach Prawa, ciąży przekleństwo. Napisane jest bowiem: «Przeklęty każdy, kto nie wypełnia wytrwale wszystkiego, co nakazuje wykonać Księga Prawa». A że w Prawie nikt nie osiąga usprawiedliwienia przed Bogiem, wynika stąd, że «sprawiedliwy z wiary żyć będzie». Prawo nie opiera się na wierze, lecz mówi: «Kto wypełnia przepisy, dzięki nim żyć będzie». Z tego przekleństwa Prawa Chrystus nas wykupił, stawszy się za nas przekleństwem, bo napisane jest: »Przeklęty każdy, którego powieszono na drzewie», aby błogosławieństwo Abrahama stało się w Chrystusie Jezusie udziałem pogan i abyśmy przez wiarę otrzymali obiecanego Ducha.”

Jakże ostry to atak Pawła na religię, którą tak gwałtownie wyznawał! Gorliwość neofity? Chyba jednak nie całkiem. Nie było na pewno u Pawła chęci „wybielania się” w oczach nowych współwyznawców: zmienił poglądy zupełnie samodzielnie i nie przejmował się nazbyt tym, co o nim pomyślą, gdy się do nich przyłączył. Był miarą sam dla siebie, „sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem”, olbrzymem - jakby całą drugą połową pierwotnego Kościoła. Jest zresztą jakiś paradoks w tym, że po Zmartwychwstaniu w tworzącej się wspólnocie rej wodzą dwaj ludzie spoza Dwunastu: Jakub boczący się przedtem na dziwnego Brata - i najostrzejszy najpierw wróg Jego Kościoła Szaweł. W każdym razie nie sposób podejrzewać Pawła o jakąś, nawet podświadomą, neoficką układność wobec nowego otoczenia. Nie, on po prostu nigdy nie był letni. Zawsze był jakoś skrajny.

I nigdy nie wyważał w tym, co pisał. Nie dbał też o jasność wypowiedzi. Przyznaje to ks. Michał Czajkowski w naszej książce „Paweł Apostoł. Dzieło i myśl” „Czytając Pawła można jednak czasem odnieść wrażenie niekonsekwencji: że wedle niego Prawo zachowuje i nie zachowuje swojej ważności i że nie zawsze rozróżnia on kultyczne i moralne wymogi Prawa. Jest to jednak zrozumiałe w ogniu owoczesnych sporów, w czasie, kiedy nic jeszcze nie było zdefiniowane, wszystko było nowe, teologia chrześcijańska dopiero się w bólach rodziła...”

Gdyby poza tym był klasycznym gorliwym neofitą, jego krytyka starej religii, jej po staremu wyznawców byłaby jeszcze ostrzejsza. Pisze dalej Czajkowski: „Paweł upiera się, iż status tego ludu nie zmienił się. Przywileje dane mu przez Boga nie zostały mu odebrane, lecz rozszerzone na »narody«. Pisze gniewnie o zaślepieniu i nieposłuszeństwie rodaków, ale nie pisze o ich wydziedziczeniu. Przecież nadal, już po śmierci Jezusa i narodzinach chrześcijaństwa, »do nich należy synostwo, chwała, przymierze, nadanie Prawa, sprawowanie kultu i obietnice (Rz 9,4)”.

Paweł jednak nie zawsze rozróżnia kultyczne i moralne wymogi Prawa, bo przecież w samym Prawie nie da się ich rozróżnić: w tym rzecz, że judaizm jest „prawo-rządny”, że jest to religia paragrafu, w której wszystkie niezliczone przykazania są równie ważne. I na tym właśnie polegała rewolucja chrześcijaństwa, że odrzuciło ów jurydyzm. Że zawołało: wierz i rób, co chcesz! Co prawda, wnet wróciło myślenie prawnicze, rozmnożyły się przykazania kultyczne, obowiązek mszy niedzielnej został niemal zrównany z zakazem zabijania. Religia spontaniczna stała się systemem paragrafów. Sobór Watykański II podkopał ten gmach pseudoetyczny, z różnym jednak skutkiem w różnych Kościołach lokalnych. U nas wciąż do rangi moralnej urasta nawet Wigilia z karpiem, nie z indykiem...

A przecież żydowskie pedantyczne uporządkowanie życia przydaje się jakoś. Symbolem jurydyzmu jest Szabat, a przecież te zakazy nawet zapalania światła mają może jakiś sens. Chodzi o to, żeby raz na tydzień odpocząć radykalnie, znaleźć się jakby w nowej przestrzeni i nowym czasie. Na trochę wyłączyć silnik.

18:50, jan.turnau
Link Komentarze (26) »
czwartek, 07 października 2010
O byku, Baranku i Odkupieniu

Psalm z Ewangelii Łukasza 1,68-75
” Błogosławiony Pan, Bóg Izraela,
albowiem nawiedził lud swój
i dokonał jego odkupienia,
i podniósł nam róg zbawienia
w domu Dawida, sługi swego,
jak - ustami świętych swoich proroków,
którzy byli od wieków - zapowiadał
wybawienie od wrogów naszych
i z ręki wszystkich, którzy nas nienawidzą,
by okazać miłosierdzie ojcom naszym
i przypomnieć przymierze swoje święte,
przysięgę, którą złożył ojcu naszemu
Abrahamowi, że da nam
- wyrwanym z ręki wrogów -
służyć Mu bez strachu
w świętości i sprawiedliwości przed Nim
przez wszystkie dni nasze.”


Ekumeniczny Przekład Przyjaciół. Byliśmy - podobnie jak Wujek - dosłowniejsi niż Biblia Tysiąclecia, Poznańska, Paulińska, które „róg zbawienia" zastępują wyrażeniem mniej obrazowym, za to bardziej zrozumiałym („moc zbawcza", „Zbawiciel", „potężny Zbawca"). Nieoceniona Poznanianka tłumaczy w przypisie, w czym rzecz: „Róg zwyciężającego w walce byka smbolizuje w Starym Testamencie potęgę i siłę, a w pismach pozabiblijnych judaistycznych oznacza wprost Mesjasza". No cóż, panta rei, wszystko płynie i na szczęście w miarę tego ruchu nieraz rozumnieje. W Nowym Testamencie mamy tu jeszcze nazwanie Chrystusa z bykiem w tle, ale raczej jest już On na szczęście Barankiem.

W tym nowotestamentalnym psalmie mam jednak problem nie tylko z owym rogiem i bykiem. bo przecież „bycza" a nie „barankowa" jest tu jakby koncepcja zbawienia. Zbawienie jest tu poprawą naszego ziemskiego losu! Jest to jeszcze jakby myślenie starotestamentalne, wyobrażanie sobie Mesjasza jako zbawcy politycznego. Hymn przytoczony tutaj w Ewangelii zachował jeszcze chyba ślad takiej małej nadziei, którą na krzyżu pogrzebał Chrystus. „Bo wolność krzyżami się mierzy, historia ten jeden ma błąd" - powiadała piosenka „Czerwone maki na Monte Cassino" na temat wolności wywalczanej, co prawda, krzyżami, ale chodziło w niej o wolność zgoła cząstkową, dla jednego narodu. To taka właśnie koncepja wolności, jaką mieli na ogół Żydzi starożytni. Można, co prawda, twierdzić, że dla autora tego hymnu (czy aby na pewno Zachariasza?) i redaktora Ewangelii zwycięstwo nad nieprzyjaciółmi jest wiktorią czysto duchową, zwycięstwem moralnym - ale taka egzegeza widzi mi się mocno wątpliwa. Zgodzę się najwyżej na stwierdzenie, że zachował się tutaj tylko styl starotestamentalny, język tamtejszy.

Na tym jednak problemów z tym psalmem nie koniec. Tysiąclatka i Paulistka przetłumaczyły werset 68 omijając kwestię, która widnieje u nas (u Poznanianki też): mówią o wyzwoleniu zamiast odkupieniu. Owszem, handel do rzeczy świętych nie pasuje, ale przecież nazywamy Chrystusa Odkupicielem („Redemptor hominis"). Śladem Starego Przymierza nazywamy Boże dzieło zbawcze odkupieniem, choć wyzwolenie nie kojarzy już nam się z komercją, nie wykupujemy na przykład jak kiedyś członka naszej rodziny, który popadł w niewolę. Może to jednak dziwne, że nie mamy takich asocjacji: przecież handel ludźmi wciąż kwitnie. Kryminalny oczywiście, ale i polityczny: zdarzają się dziś różne wymiany więźniów, konieczne, gdy kraje demokratyczne to tylko część wolnego świata.

Tak to swoją prywatną egzegezę zakończyłem niemal politycznie.

Psalm z Ewangelii Łukasza 1,68-75

 

Błogosławiony Pan, Bóg Izraela,

albowiem nawiedził lud swój

i dokonał jego odkupienia,

i podniósł nam róg zbawienia

w domu Dawida, sługi swego,

jak - ustami świętych swoich proroków,

którzy byli od wieków - zapowiadał

wybawienie od wrogów naszych

i z ręki wszystkich, którzy nas nienawidzą,

by okazać miłosierdzie ojcom naszym

i przypomnieć przymierze swoje święte,

przysięgę, którą złożył ojcu naszemu

Abrahamowi, że da nam

- wyrwanym z ręki wrogów -

służyć Mu bez strachu

w świętości i sprawiedliwości przed Nim

przez wszystkie dni nasze.”

 

 

Ekumeniczny Przekład Przyjaciół. Byliśmy - podobnie jak Wujek - dosłowniejsi niż Biblia Tysiąclecia, Poznańska, Paulińska, które „róg zbawienia" zastępują wyrażeniem mniej obrazowym, za to bardziej zrozumiałym („moc zbawcza", „Zbawiciel", „potężny Zbawca"). Nieoceniona Poznanianka tłumaczy w przypisie, w czym rzecz: „Róg zwyciężającego w walce byka smbolizuje w Starym Testamencie potęgę i siłę, a w pismach pozabiblijnych judaistycznych oznacza wprost Mesjasza". No cóż, panta rei, wszystko płynie i na szczęście w miarę tego ruchu nieraz rozumnieje. W Nowym Testamencie mamy tu jeszcze nazwanie Chrystusa z bykiem w tle, ale raczej jest już On na szczęście Barankiem.

W tym nowotestamentalnym psalmie mam jednak problem nie tylko z owym rogiem i bykiem. bo przecież „bycza" a nie „barankowa" jest tu jakby koncepcja zbawienia. Zbawienie jest tu poprawą naszego ziemskiego losu! Jest to jeszcze jakby myślenie starotestamentalne, wyobrażanie sobie Mesjasza jako zbawcy politycznego. Hymn przytoczony tutaj w Ewangelii zachował jeszcze chyba ślad takiej małej nadziei, którą na krzyżu pogrzebał Chrystus. „Bo wolność krzyżami się mierzy, historia ten jeden ma błąd" - powiadała piosenka „Czerwone maki na Monte Cassino" na temat wolności wywalczanej, co prawda, krzyżami, ale chodziło w niej o wolność zgoła cząstkową, dla jednego narodu. To taka właśnie koncepja wolności, jaką mieli na ogół Żydzi starożytni. Można, co prawda, twierdzić, że dla autora tego hymnu (czy aby na pewno Zachariasza?) i redaktora Ewangelii zwycięstwo nad nieprzyjaciółmi jest wiktorią czysto duchową, zwycięstwem moralnym - ale taka egzegeza widzi mi się mocno wątpliwa. Zgodzę się najwyżej na stwierdzenie, że zachował się tutaj tylko styl starotestamentalny, język tamtejszy.

Na tym jednak problemów z tym psalmem nie koniec. Tysiąclatka i Paulistka przetłumaczyły werset 68 omijając kwestię, która widnieje u nas (u Poznanianki też): mówią o wyzwoleniu zamiast odkupieniu. Owszem, handel do rzeczy świętych nie pasuje, ale przecież nazywamy Chrystusa Odkupicielem („Redemptor hominis"). Śladem Starego Przymierza nazywamy Boże dzieło zbawcze odkupieniem, choć wyzwolenie nie kojarzy już nam się z komercją, nie wykupujemy na przykład jak kiedyś członka naszej rodziny, który popadł w niewolę. Może to jednak dziwne, że nie mamy takich asocjacji: przecież handel ludźmi wciąż kwitnie. Kryminalny oczywiście, ale i polityczny: zdarzają się dziś różne wymiany więźniów, konieczne, gdy kraje demokratyczne to tylko część wolnego świata.

Tak to swoją prywatną egzegezę zakończyłem niemal politycznie.

18:41, jan.turnau
Link Komentarze (35) »
 
1 , 2
Archiwum