Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
niedziela, 30 września 2018
Ekumenizm, egzorcyzm

Ewangelia Marka 9,38
Czytamy tutaj o tym, że apostoł Jan zapytał Jezusa, czy należy zabraniać wypędzania złych duchów człowiekowi z innej grupy religijnej, powołującemu się jednak także na Niego. Odpowiedź była, że kto nie jest przeciwko nam, jest z nami. No właśnie. Ekumenizm! Wspólnota nie tylko chrześcijan, rzeknę, że wszystkich egzorcystów! Nie tylko specjalistów od walki z potwornymi schorzeniami psychicznymi, kwalifikowanymi nie zawsze słusznie jako szczególne dzieło szatana, ale w ogóle wszelkich walk ze złym duchem wzajemnej nienawiści, rozłamu. Tak, „diabolos” to po grecku rozłamca właśnie. Ekumenizmu nieprzyjaciel główny!

09:28, jan.turnau
Link Komentarze (71) »
Skąd ten pseudonim?

wpis na sobotę 30 września 2018 r.

Księga Daniela 7,13-14
Czemuż to Jezus nazywał się Synem Człowieczym? Ano dlatego, że w tamtej wizji starotestamentalnej opowiedziane zostało o Nim proroczo. Aby tylko nie rozumieć tamtej wizji królowania jako władzy ziemskiej zgoła. W tym sensie Jezus nie jest królem świata ani konkretnie Polski. Nie nazywajmy Go w ten sposób, bo to brzmi zabawnie, jeśli nie teokratycznie. Trzeba uważać.

09:28, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
piątek, 28 września 2018
Niepojęte plany Boże

Księga Koheleta 3,11
„Uczynił On wszystko pięknie w swoim czasie,
także wieczność włożył w ich serce,
tak jednak, że człowiek nie zdoła pojąć dzieła,
które uczynił Bóg od początku do końca.”
Oj tak, nie zdoła pojąć. Bóg pisze po liniach przeraźliwie krzywych. Ale ja wierzę, że On jest i że są to wbrew nieustannym pozorom linie do właściwego celu prowadzące. Ale w ogóle rzeczy niepojętych ciągle kupa, w każdym razie dla mnie. Komputer oczywiście, ale ludzie też. Jak to jest z nimi na przykład, że kłamią, i to publicznie nie rozumiejąc, że ten grzech ma nogi króciutkie? Nie pojmuję też nawet, choć to jest zjawisko - podkreślam - całkowicie inne, niektórych poglądów różnych od moich potężnie. Szanuję takich ludzi może tym bardziej, ale się dziwię.
Mam na myśli przypadków wciąż legion, ostatnio jednak na przykład takowy. Załączam felieton sobowtóra mojego.
Głośne myślenie. Jan Paweł II, kleru wychowawca. Jonasz
Tydzień temu przeczytałem w „Magazynie Świątecznym” rozmowę Artura Nowaka z profesorem Stanisławem Obirkiem. Tytuł: „Jan Paweł II wychował nam kler”. Odpowiedź: fatalnie.
Tekst zaczyna się od sprawy pedofilii, filmu „Kler”, i o tym jest dużo. To sprawa, o której nigdy dosyć, mówi się słusznie, że znaleźliśmy się w czasach podobnych do tamtych, gdy wybuchła reformacja. Kryzys jest przeraźliwy. Napiszę o tym więcej po obejrzeniu dzieła Smarzowskiego, bo to problem osobny. W każdym razie dla mnie. A teza Obirka jest właściwie taka, że papież Wojtyła odpowiada za wszystko zło w dzisiejszym Kościele rzymskokatolickim.
Spotkałem się z poglądem prominentnego polskiego katolika świeckiego, że dobrze, iż taka rozmowa się ukazała, bo kult papieża Polaka przechodzi w jego ojczyźnie ludzkie pojęcie. To fakt. Nie tylko ten tysiąc pomników, niektórych potwornych, ale i w słowach patriotyczna przesada. Cześć dla Rodaka jakby bliska ubóstwienia. Obirek użył kiedyś wyrażenia „złoty cielec”, które wówczas wydało się nawet mnie niestosowne, ale teraz mówię pust budiet. Tyle, że teraz rozwinął tamtą myśl w sposób, który wydaje mi się jakąś karykaturą po prostu. Najpierw co do kultu. Ważne są przecież reakcje samego nieortodoksyjnie czczonego. Radzę przeczytać „Kwiatki Jana Pawła II”, skomponowany przez Janusza Poniewierskiego wybór jego wypowiedzi, w których z urzędu Ojca Świętego robi sobie on sam tak zwane jaja. A z tego wynika, że zadowolenie z siebie owego kleru, mentalność kastowa były temu arcyhierarsze zdecydowanie obce. Zapytał kiedyś przecież ambasadora RP przy Stolicy Apostolskiej Stefana Frankiewicza, czy nie stracił wiary w Watykanie (polecam rozmowę ze Stefanem Cezarego Gawrysia, wydaną w Bibliotece „Więzi”). Obirek sugeruje, że JPII nie lubił konfrontacji z innymi poglądami: o dialogach w Gastel Gandolfo najwyraźniej zapomniał. Powiada, że z „oboma jego kolejnymi sekretarzami, Stanisławem Dziwiszem i Mieczysławem Mokrzyckim oraz najbliższą przyjaciółką Wandą Półtawską, niebywale konserwatywną, łączył go konserwatyzm rozumiany jako ignorancja, zamknięcie się na fakty, generalnie na doświadczenie naukowe”. Coś ich zapewne łączyło, z Półtawską na przykład potępienie antykoncepcji, które zakwestionowałem w „Więzi” pół wieku temu. Świadek wydarzenia opowiadał mi natomiast, jak mocno papież zareagował na lekceważącą ocenę książki pewnego filozofa liberała. A co do nauki, to zapomniałeś, Staszku, o rehabilitacji teorii ewolucji. Potem papież się z niej jakby trochę wycofał, ale był pierwszym biskupem Rzymu, który nie bał się Darwina. Nie bał się także Żydów: jest tu przecież Ci, Staszku, jednak trochę bliski. Konserwatystą był zgoła niekonsekwentnym. Pasował mentalnie do większości polskiego duchowieństwa niemal jak pięść do nosa. Oczywiście masz rację, że sam jest też temu winien, bo takich biskupów na ogół mianował. Nie tylko dla Polski. 
Słyszałem, że pewnej ważnej nominacji prymasa Wyszyńskiego sprzeciwiał się, choć bez skutku: już kiedyś księża niektórzy mówili, że jego kapelusz kardynalski znacznie mniejszy niż prymasowski. Skłonności myślowe niektóre miał wątpliwe. W jego teologii narodu widać jakiś mesjanizm. „Żądza pieniądza, władzy i seksu”, cechująca według Obirka bohaterów „Kleru”, była mu natomiast obca. Co do seksu - wiadomo. Co do mamony, nie kochał jej. Stroić się nie lubił, był w ogóle znany ze skłonności ascetycznych. Władza nie pasjonowała go również. Chyba nawet za mało, choć kardynałowi Ratzingerowi, sceptycznemu wobec idei spotkań międzyreligijnych w Asyżu, sprzeciwił jednak. Mówiono o nim, że kuria rzymska rządziła nim, jak przedtem krakowska, tendencji dyktatorskich nie miał ani trochę. Dawał się też wodzić za nos otoczeniu. Nie dopuszczało do niego wiadomości skandalicznych, stąd niektóre owe nominacje, co Obirek zresztą sam mówi. Choć niektóre polskie także z tego, że był dobrym tatusiem dla ludzi z jego otoczenia, a w sprawach innych, moralnych, wiele ważyło to, że każdy sądzi według siebie. Nie tylko on nie był z razu w stanie uwierzyć, że duchowny może być tak zbrodniczo cielesny. Zmowa milczenia oczywiście. No cóż, jest takie polskie sformułowanie teologiczne, że Kościół jest tajemnicą. Termin grecko-łaciński brzmi „misterium”, ale niektórzy przetłumaczyli sobie zapewne jako ”sekret”. Eklezjalny totalny, nie tylko co do konklawe.
Nie napisałem, mam nadzieję apologii w na kształt powiedzenia rosyjskiego, że car dobry, tylko czynownicy okropni. Niemniej upieram się, że lepszy od nich o wiele. 

16:12, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
Marność zgoła totalna

Wpis na czwartek 27 września 2018 r.
Księga Koheleta 1,2
„Marność nad marnościami, powiada Kohelet, marność nad marnościami - wszystko jest marnością.”
Gorzki pesymizm autora, Eklezjastesem z grecka nazywanego (czyli „kościelnika”, człowieka religijnej wspólnoty, kahału po żydowsku mówiąc). Nie Salomona najpewniej, choć autor tak napisał na wstępie, chcąc sobie dodać autorytetu: tekst o wiele późniejszy. Do innych ksiąg Biblii dziwnie mało podobny. Została uznana za kanoniczną, choć wątpliwości ciągnęły się długo. Czy nie jest to mądrość przyziemna, mało religijna, raz tylko mowa o Bogu i to nie pod imieniem Jahwe. Podziwiam naszych starszych braci, że okazali się tak odważni, nie bali się, że ta lektura zgorszy maluczkich. Należy do pięciu ksiąg Megilot, czytanych stale w liturgii żydowskiej w ciągu roku, przetłumaczonych też przez Czesława Miłosza.

16:08, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
środa, 26 września 2018
Tekstu Pisma nie zmieniaj! Ale interpretuj odważnie. Zbrodnie pedofilii

Księga Przysłów 30,6
„Nie dodawaj niczego do słów Jego, aby się z Tobą nie rozprawił i byś nie został uznany za kłamcę.”
Nie dodawaj niczego oczywiście, nie odejmuj też. Biblia księgą świętszą niż klasycy literatury polskiej, a ich też nie należy „adiustować”, jak chciano to zrobić dla radiowej lektury dokonywanej z inspiracji prezydenta Dudy. Innym pewnikiem jest jednak to, że słowa Boże są bardzo ludzkie zarazem. Trzeba ciągle powtarzać, że są czasem zgoła błędną interpretacją Bożych myśli i działań. Nie tylko wtedy, kiedy tekst biblijny sugeruje, że Absolut Dobra kazał Hebrajczykom dokonywać ludobójstwa dotychczasowych mieszkańców Ziemi Obiecanej. Także może nawet, kiedy kazał Abrahamowi złożyć Mu na ofiarę krwawą jedynego syna, aby wypróbować jego posłuszeństwo. Kto wie, czy opowieści tej nie wymyślił sam człowieczy autor. W dzisiejszych uszach niektórych brzmi ona, jak potwierdzanie obyczaju religijnego dzieciobójstwa, nie zaś tej potworności zakaz, jak się interpretować przyjęło. A gdy już jestem przy sprawie dzieci, na prośbę komentatorki i z całkiem własnej oczywistej potrzeby modlę się stale w intencji przezwyciężenia tragicznego kryzysu w moim Kościele, wynikłego ze zbyt powoli ujawnianej księżej pedofilii. Modlę się za jej ofiary, o wszelką, nie tylko duchową, pomoc dla nich, o autentyczną skruchę sprawców oraz odpowiedzialnych za te zbrodnie kościelnych zwierzchników, za ich lekceważenie, utajnianie, zbyt późne przeciwdziałanie im.

15:16, jan.turnau
Link Komentarze (28) »
wtorek, 25 września 2018
O żonie swarliwej i jeszcze o kwakrach

Księga Przysłów 21,9
„Lepiej nie mieszkać w kącie dachu niż z żoną swarliwą we wspólnym domu.” (Biblia Poznańska)
Komentarz człowieka żonatego od lat prawie 60: żona kłótliwa trudna do wytrzymania na pewno, ale mąż pijak albo (czyli) do prac domowych całkiem nieskłonny również. Nie jestem pewien, czy autor tych słów nie ma się za męża idealnego, w każdym razie powinno tak być, że oboje małżonkowie starają się usilnie o zgodę nie myśląc o rozwodzie. Po tym moralizującym smrodku wrócę jeszcze do sprawy kwakrów, o jakiej było tutaj w ubiegłą środę. Otóż dowiedziałem się tymczasem, że pewien polski proboszcz nie chciał pochować kogoś tej wiary na katolickim cmentarzu, wykopał mu grób na zewnątrz terenu pod płotem. Ale parafianie bardzo cenili tego kwakra za ofiarność wobec wszystkich, zatem przebili się przez cmentarne ogrodzenie i pogrzebali go obok katolików. Jak Pan Bóg przykazał.

22:04, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
niedziela, 23 września 2018
Mądry głupiemu ustąpi. Pierwsi ostatnimi będą. „SiDE”, ach „SiDE”!

List Jakuba 3,16-43
Ewangelia Marka 9, 30-37
Bardzo tu dużo w Liście Jakubowym o zazdrości. Chyba kongenialny jestem, bo zanim fragment powyższy przeczytałem, sam podobnie właśnie myślałem. Jest w katechizmie tradycyjnym obok innych wyliczanek taka z grzechami głównymi, też siedmioma, bo to liczba szczególna. Na samym przedzie pycha, zazdrość dopiero na miejscu czwartym – a powinna być na drugim. Z niej – pisze apostoł Jakub – biorą się wojny i inne kłótnie.
Zazdrość mordercza bywa. Dalej już nie jest psychologicznie i etycznie, ale teologicznie. Autor tłumaczy zazdrośnikom, dlaczego nie odnoszą sukcesów. Ponieważ się nie modlą albo modlą źle. Proszą Boga o zaspokojenie własnych żądz tylko, a modlić się trzeba o mądrość. Tę zstępującą z góry, czyli pochodzącą od Boga. Taką właśnie skłonną do zgody, ustępliwą po prostu. Jest taka myśl złota polska, że mądry głupiemu ustąpi...
A w ewangelii o tym, że apostołowie posprzeczali się o to, który z nich jest największy. I o tym, co im Jezus odpowiedział: że kto chce być pierwszym ze wszystkich, niech będzie ostatnim i sługą wszystkich. Co nie mogło mi się nie skojarzyć z ogromną polską obecną dyskusją o księżach. Ciekaw jestem, ilu skojarzyło się kaznodziejom i ilu nie wsiądzie od razu na konia totalnej obrony. Zamiast przyznać jednak, że papież Franciszek nie ma kota i słusznie krytykuje ciągle kler różnego szczebla za zwyczajne karierowiczostwo. Mea culpa jest tutaj na miejscu, tak jak w niejednej sprawie. W tak zwanym świecie wszystkie grzechy kwitną, ale Kościół jest miastem na wzgórzu, który jasno świeci. Ks. Andrzej Luter ma zapewne rację, film „Kler” Smarzowskiego w „Więzi” internetowej krytykując (sam jeszcze filmu nie oglądałem), ale problem jest.
Lektury: „Studia i Dokumenty Ekumeniczne”. To w związku z każdym człowiekiem o nazwisku Luter, choć tamten ksiądz akurat rzymski katolik, albowiem są w Polsce także luteranie prawi. Na przykład profesor Chrześcjańskiej Akademii Teologicznej Karol Karski, redaktor naczelny tego półrocznika, pożytecznego niezmiernie w Polsce, w kraju statystycznie rzymskokatolickim potężnie. Wydawanego od lat już 35. Polecam jak kiedyś hasłem serdecznym moim: „Chrześcijaninem jesteś czy Żydem, nie stracisz swej wiary, czytając „SiDE”!

07:28, jan.turnau
Link Komentarze (19) »
Siać też trzeba umieć

Wpis na sobotę 22 września

Ewangelia Łukasza 8,14-15
Przypowieść o siewcy, o trzech różnych losach ziarna: jedno zostało zadeptane i wydziobane przez ptaki, inne też nie zaowocowało, bo padło na skałę albo między ciernie, jeszcze inne natomiast trafiło na glebę żyzną i bez innych przeszkód wydało plon stokrotny. Morał stąd taki, że wszystko zależy od słuchacza. Chyba jednak trochę także od mówiącego. Czy zastanowił się, do kogo mówi. Do tak zwanego intelektualisty czy do zwykłego człowieka, do wściekłego antyklerykała, przeciwnika Kościoła jako takiego w ogóle, ateisty zdecydowanego, czy do tak zwanego poszukiwacza Boga, faceta nieobojętnego na to, co wyżej niż przyziemne „bieżączki”. Temat poza tym wymaga pewnych kwalifikacji, jakiejś znajomości Kościoła, jego doktryny – żeby wyjaśniać nieporozumienia, przesądy, których przecież legion. Przedstawiany katolicyzm nie powinien być zwyczajnie sprzed Soboru Watykańskiego II. No i w ogóle od wykładu ważniejszy często zwykły przykład: żeby ludzie widzieli, że rzeczywiście miłuję bliźniego swego jak siebie samego albo w każdym razie niewiele mniej. W niedzielę czytaliśmy List Jakuba, wiarę poznaje się po uczynkach, nie ma rady. Amen.

07:28, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
piątek, 21 września 2018
Lustracja, ale po Bożemu

Ewangelia Mateusza 9,9-13
Dzisiaj święto tego apostoła właśnie. Byłego celnika. O jego nawróceniu, o celnikach oraz grzesznikach tu ogólnie jest mowa. Ewangelie odróżniają zbrukanych współpracą z rzymskich okupantem od ludzi skalanych innymi ciężkimi grzechami: można przypuszczać, że z dwojga złego wolał chyba Jezus tych pierwszych. Nacjonalistą żydowskim oczywiście nie był. Wiem jednak zarazem, że celnikom zarzucano nie tylko grzech polityczny, także niektórym ordynarne zdzierstwo, było bowiem tak, że partycypowali jakoś wraz z władzą rzymską w zarabianych sumach, przy czym część jej należna była stała, a oni wyliczali podatek po swojemu, czasem w sposób moralnie paskudny – tak, żeby to, co dla nich, było kolosalne . W każdym razie Jezus tłumaczy, że przyszedł powołać jednych i drugich, nie zaś sprawiedliwych. Raczej tych, co się za takich uważają, czyli faryzeuszy, co się właśnie Jego „wieczerzaniem” z różnymi grzesznikami gorszyli.

14:59, jan.turnau
Link Komentarze (19) »
czwartek, 20 września 2018
Wyznanie winy bardzo przykładne

1 List do Koryntian 15,1-11
„W końcu, już po wszystkich, ukazał się także i mnie jako poronionemu płodowi. Jestem bowiem najmniejszy ze wszystkich apostołów i niegodzien zwać się apostołem, bo prześladowałem Kościół Boży”. Ilu było podobnych prześladowców Kościoła w czasach dzisiejszych, których teraz stać na taką samokrytykę radykalną. W Polsce „komuna” była łagodniejsza, w innych krajach i wobec innych Kościołów w swoim administracyjnym ateizmie szalała wręcz morderczo, najcyniczniej łamała sumienia . Większość owych prześladowców współczesnych już teraz jest przed obliczem Boga, On jest jednak miłosierny absolutnie, wybaczył im zapewne ich niemiłosierdzie ogromne. Również tamto wobec ateistów, członków tej samej partii arcytotalitarnej. W takich działaniach trudno nie dostrzegać pozaludzkiego działania.

14:14, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
środa, 19 września 2018
Nade wszystko miłość. Ekumenizm, kwakrzy, uchodżcy

List do Koryntian 12,31-13,13
Wspaniały hymn o miłości. Literackie arcydzieło. Czy na pewno napisał je sam Paweł, czy nie zacytował czyjegoś utworu krążącego w ówczesnym Kościele? Mogło być i tak, jak z hymnem chrystologicznym z Listu do Filipian, który przytoczyłem w ubiegły piątek, ale to mniej prawdopodobne. W każdym razie jest to tekst teologicznie fundamentalny. Można by rzec - doktrynalnie. Jego przesłanie jest takie, że z trzech cnót zwanych dziwnie teologicznymi (czemu tak: byłybyż to cnoty głównie tych specjalistów od wiary w Pana Boga?) miłość jest największa. Najważniejsza. Oczywiście autentyczna, sprawdzająca się w czynach konkretnych. W nich sprawdza się także wiara, która bez uczynków jest martwa (List Jakuba). Kto zaś kocha naprawdę innych ludzi, kocha też Boga. Choćby nie wierzył, że On jest, i nie miał nadziei, że zmieni wszystko. Doklejam pisankę Jonaszową. 
Głośne myślenie Ekumenizm, kwakrzy, uchodźcy
Wyręczę mojego sobowtóra, Jana Turnaua, który w „Gazecie Stołecznej” o wydarzeniach ekumenicznych pracowicie donosi, i sam na calutką Polskę podobną wiadomość wyślę. A jest ona taka oto. Stowarzyszenie „Otwarta Rzeczpospolita” wraz z parafią ewangelickoreformowaną w Warszawie zapraszają na wykład na temat tego, jak pomagali uchodźcom kwakrzy. Opowie o tym Dale Andrew z Kwakierskiego Towarzystwa Religijnego Przyjaciół w Paryżu już w niedzielę 23 bm. o godz. 12 w warszawskim Domu Parafialnym tego Kościoła przy al. Solidarności 76A.
Temat uchodźców na czasie, także w Polsce, choć według niektórych grożą poważną infekcją chorobową i wpuścić ani jednego władze rządowe nie chcą. Samych kwakrów w Polsce dzisiaj mało, tylko około 50 osób, choć było ich więcej dawniej, gdy prowadzili misje humanitarne. A byli już w XVII wieku, wnet po ich powstaniu w Anglii z inicjatywy George`a Foxa. Na szczęście też teraz mogą przyjeżdżać, zarazków według nikogo nie przynoszą. Chyba że się uważa, że toksyczna jest każda wiara poza rzymskokatolicką. Są w Warszawie, Poznaniu, Toruniu, ostatnio i w Białymstoku. A ich wiara, jak wyczytałem w stosownych encyklopediach, mniej więcej taka jest. Może najważniejsze jest to, że koncentrują się na etycznym wymiarze religii. Zwą się oficjalnie przecież Towarzystwem Przyjaciół. W istnienie Boga oczywiście wierzą, ale już nie w to, że Jezus z Nazaretu był Synem Bożym, raczej nawet kwestionują Jego historyczne istnienie. Wierzą jednak w Chrystusa zrodzonego w nas, w naszym wnętrzu duchowym. Dociera tam Boże światło. Żadnych dogmatów nie uznają, też sakramentów, urzędów kościelnych, świątyń. Tylko niektórzy mają duszpasterzy, pastorów, kładą akcent na indywidualne życie duchowe. Ale poza tym właśnie na moralność i to w wymiarze społecznym, nie tylko indywidualnym.
Przejmowała ich zawsze bardzo ludzka niedola. Za to też otrzymali w r. 1947 Nagrodę Nobla. Byli oczywiście przeciwni niewolnictwu, dyskryminacji rasowej, byli za równością mężczyzn i kobiet. Odmawiali służby wojskowej, sprzeciwiali się karze śmierci. Inspirowali reformę sądownictwa, lepsze traktowanie pacjentów zakładów psychiatrycznych. No i bardzo pomagali właśnie uchodźcom. Prześladowani religijnie w Anglii emigrowali do Ameryki, co nauczyło ich, jak cenne jest coś takiego, jak tolerancja religijna, pozwalanie każdemu wierzyć, jak mu dyktują rozum i serce. Trzeba przy tym zaznaczyć, że nie jest to wspólnota religijna jednolita. Jest nurt konserwatywny, liberalny i bardziej ewangelicki. Wydaje mi się, że dla chrześcijan stanowią kwakrzy jakby pomost do humanistycznego ateizmu. A nade wszystko dają przykład wiary wyrażającej się bardzo mocno w różnych dobrych uczynkach. Dla mojego Kościoła szczególnie cenny, gdy wyszły na światło dzienne księże seksualne potworności.

15:02, jan.turnau
Link Komentarze (17) »
wtorek, 18 września 2018
Jezus z Nazaretu, Stanisław Kostka i ich rodziny

Ewangelia Mateusza 2,41-52
Dzisiaj wspomnienie liturgiczne św. Stanisława Kostki. Trzeba ciągle tłumaczyć, że nie był to słodziutki młodzianek. Miał charakter. Kształcił się w wiedeńskim gimnazjum jezuickim. Tu dojrzał religijnie. Spodobało mu się życie zakonne, konkretnie Towarzystwo Jezusowe tak bardzo, że postanowił doń wstąpić. Rodzina była przeciw, również jego starszy brat Paweł, też zresztą jezuicki wychowanek. Nie znaczy to, że nie byli w ogóle religijni, na pewno jednak za bardzo „światowi”: żeby jeszcze kariera duchowna zakończona biskupstwem, ale zakon? Przyszły święty uciekł zatem potajemnie w przebraniu żebraczym z z owego Wiednia do Bawarii. Spodobał się tamtejszemu prowincjałowi, chciał go do zakonu przyjąć, ale licząc się z protestami rodzinnymi, skierował go do Rzymu, gdzie w końcu Stanisław zakonnikiem został. Umarł jednak po roku na malarię „w opinii świętości”. Kult rozpoczął się wnet. 
Perykopę ewangelijną dobrano celnie, bo opowieść o młodziutkim Jezusie, który ma trochę podobne kłopoty z rodziną. Zgubił się rodzicom w Jerozolimie, szukali Go trzy dni, w końcu znaleźli w świątyni, „gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania”, błyskając mądrością. Gdy Mu powiedziała o ich żalu do Niego Jego Matka, że odłączył się od nich nie zawiadomiwszy, odpowiedział bez skruchy: „Czemuście mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że w sprawach mego Ojca potrzeba, abym był?” . Jak to tłumaczyć? Może tak: dwunastolatek już był dla ówczesnych Żydów niemal dorosły i tak Jezusa traktowali właściwie rodzice, jeżeli dopiero po całym dniu drogi powrotnej zauważyli, że Go nie ma wśród pątników. Niemniej Jego odpowiedzi nie zrozumieli. Może uważali, że powinien był jednak ich uprzedzić, że zostaje, albo nie zrozumieli, co to właściwie za sprawy Jego Ojca. Niby wiedzieli o Jego Bożym synostwie, ale nie przełożyli tego jakoś na tę konkretną sytuację. Pamiętajmy też jednak o słowach Ewangelii, że potem Jezus był im poddany czy też posłuszny: czyli przedtem nie za bardzo? Najważniejsze jest tutaj, żeby pamiętać, że ewangelie to w ogóle nie żadne powieści , ale specjalny gatunek literacki, teologiczny w istocie. Przekazujący przesłanie o Synu Bożym, który stał się człowiekiem dla naszego zbawienia.

19:37, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 17 września 2018
Dbajmy o swoją godność. Książka o człowieku, który widział więcej

Ewangelia Łukasza 7,1-10
Perykopa o setniku rzymskim, czyli oficerze armii okupacyjnej wyjątkowo życzliwym dla Żydów, zbudował im wręcz synagogę. Dobry Rzymianin, tak jak byli dobrzy Niemcy (książka „Dziesięciu sprawiedliwych”), życzliwi też dla nas Rosjanie, Białorusini, Ukraińcy, Litwini („Bracia zza Buga”, Wyd. UMCS, wyszło niedawno nowe wydanie). Nie ma Żyda ani Greka, narodowość nie zawsze dzieli, nawet w czasie wojny. A ów oficer do tego pokorny: „Panie, nie jestem godzien”. O własną godność dbajmy przede wszystkim w ten sposób.
Lektura pozabiblijna: „Znak” wydał już 17 książek pisarza francuskiego Erica Emmanuela Schmitta, autora „Oskara i pani Róży”, niedawno osiemnastą. O „człowieku, który widział więcej”. Wychowankowi sierocińca, głodującemu, bo bez poborów stażyście w lokalnej gazetce belgijskiej pokazują się ludzie zmarli. Powieść niewątpliwie sensacyjna nie tylko z powodu owych zjaw. Wątek o zamachu terrorystycznym, na którejś stronie zaczyna się także teologia, jest nawet rozmowa głównego bohatera z Bogiem. No i zakończenie nieoczekiwane raczej.

15:37, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
niedziela, 16 września 2018
Guzik wiara... Franciszek drzewo pochyłe

List Jakuba 2,14-18
Wiara i uczynki - które z tych dwóch jest ważniejsze? Posiał może trochę wątpliwość Paweł, niechcący źle interpretowany, nauczając, że usprawiedliwia nas wiara. Wyznali to wspólnie niedawno katolicy „rzymscy” i ewangelicy. Odpowiedź najprostsza jest taka, że jedno i drugie. Albowiem „wiara, jeśli nie byłaby połączona z uczynkami, martwa jest sama w sobie” - tłumaczy apostoł Jakub. Już sam Marcin Luter gromił tych, co myślą i czynią inaczej. I ani Paweł, ani nikt z chrześcijan nie uważał, że wystarczą czcze deklaracje i same religijne praktyki. Tacy, co jakby tak się zachowują, gorszą niewierzących przeraźliwie, musimy się pilnować potwornie. Nie wnikam tu w problem głębiej, pisano o tym milion razy, oczywiste jest przecież, że nie chodzi o żaden rytualizm ani jakiś legalizm. W ogóle Bogu zawdzięczamy wszystko, nie sobie. Ale przypominam sobie powiedzenie księdza Tischnera, że są prawdy trzy: syćko prawda, ino prawda i gówno prawda. Słowo mało eleganckie weszło do słownika teologicznego dzisiaj na dobre (padało i w czasach dawnych w polemice Lutra z pewnym kardynałem) dzięki Franciszkowi, który tak określił potworność pedofilii. Otóż z wiarą trochę jak z prawdą, gdy uczynków brak zupełny. 
Załączam felieton Jonasza. Głośne myślenie Franciszek drzewo pochyłe. Jonasz
Mam na myśli przysłowie o kozie i drzewie pochyłym. Papież jest po trosze tym drugim, skacze nań tych zwierząt sporo. Rozumiem, skąd to wynika. W końcu nie jest z kolei barankiem, co o grzechach ludzi Kościoła mówi delikatniuśko. Mówił także Jan Paweł II, przepraszał za nie nieraz. Ale ten papież jest ostry jak brzytwa. Antyklerykał, a jakże.
Klerykalizm potężnie potępia. Nie mogą tego znieść hierarchowie, którym się wydaje, że krytykować ich to bluźnierstwo niemal. Oczywiście jak przychodzi z dołu, do takiego publicznego z góry jeszcze nie przywykli, jeżeli było, to raczej modo privato. Poza wszystkim mam brzydkie podejrzenie, że Franciszkowa nieortodoksyjność rzekoma w sprawach rozwodników jest dla nich mniej ważna niż tamten ochrzan z góry. A ten biskup rzymski zaczął podobne monitowanie już parę lat temu, gdy ogłosił moralną charakterystykę kurii biskupiej swojej.
Bywają naturalnie konserwatyści ideowi. Pośród zaś polskich są tacy katoliccy publicyści, jak Tomasz Terlikowski. Oskarża potężnie Franciszka w numerze „Gazety Polskiej” z 5 bm., że mianowicie dla tego papieża „walka z pedofilią i homolobby jest tylko sposobem budowania swojego wizerunku, a nie realną strategią, że ta walka to tylko słowa, a nie postawa. Istotnym zaś celem pozostaje walka z konserwatystami, tradycjonalistami”. Tak rzymski katolik ocenia moralnie papieża. Ma do tego prawo, ale ja też mam prawo, aby zauważyć, iż taki sam zarzut można postawić niektórym kościelnym konserwatystom: że naprawdę obchodzi ich tylko walka ze zbyt reformatorskim Franciszkiem, a nie los ofiar zbrodni, jak gwałty na nieletnich nazywa ten papież Tamtym duchownym (i świeckim) na obronie owych nieletnich nie zależało kiedyś szczególnie, jeżeli nie byli na ogół zwolennikami owych zbrodni ogłaszania, wręcz przeciwnie. Czy dotyczy to także niektórych biskupów polskich? Czytaj w „Tygodniku Powszechnym” z 16 bm. i „Rzeczpospolitej” z 13 bm! No i na własnym wizerunku też im zależy. A papież martwi się na pewno o swój wizerunek, ale to jednak wizerunek całej wspólnoty, której przewodzi. Wizerunek także w poza kościelnym świecie. Musi być mea culpa.
Ale jest też na wielkie polskie szczęście „Tygodnik Powszechny”, a w nim w numerze z 9 bm. znakomity artykuł Edwarda Augustyna i Marcina Żyły, opisujący obszernie aferę z arcybiskupem amerykańskim Viganò. Oskarżył on Franciszka o zatajanie księżej pedofilii i radził mu dymisję. Polecam mocno, kto czyta, nie błądzi, często głębiej sądzi. Polecam w końcu raz jeszcze film pod tytułem „ Tajemnica objawienia”. Reżyser francuski, agnostyk zresztą raczej, zaprezentował tutaj orientację kościelną, którą nazywam katolicyzmem krytycznym. Wszystkim katolikom takowym film gorąco polecam! Thriller to poza tym jakby, ale w sprawie niecodziennej. Nieco rozwlekły, co gorsza, pod koniec nieco niejasny, ale zobaczyć trzeba.

00:05, jan.turnau
Link Komentarze (12) »
sobota, 15 września 2018
Matka Miriam bolesna

Ewangelia Łukasza 2,35
Po święcie Jej syna na krzyżu teraz dzień Jego matki bolesnej, bo taka była na pewno aż do Jego zmartwychwstania. Czytamy proroctwo mędrca Symeona: „A duszę Twoją miecz przeniknie, aby wyszły na jaw zamysły serc wielu” (Tysiąclatka). Biblia księży paulistów (nie mylić z paulinami), wydana w ich wydawnictwie „Święty Paweł”, tłumaczy to tak: ”Boleść z powodu odrzucenia Jezusa przez ludzi będzie w ciągu wieków raniła Jej duszę”. To jednak nie wyjaśnia trybu celowego tego zdania („aby”...) Nawet i wyjaśnienie polskiego wydania Biblii Jerozolimskiej, nie mówiąc o Tysiąclatce i Poznaniance, nie zadowala mnie, gramatycznego dociekliwca, pedanta. Komu bowiem zależało na odrzuceniu Jezusa? Bogu, Jego Opatrzności? Zapewne jest to taki dziwny dla nas sposób biblijnego mówienia o Jego działaniu, tak jakby planował On ludzki grzech, jakoś go nawet powodował, nie tylko przewidywał. Bibliści, odezwijcie się.

23:42, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
piątek, 14 września 2018
Teologia semper reformanda

Teksty na święto Podwyższenia Krzyża. Paweł apostoł w tłumaczeniu EPP:
„On będąc w postaci Bożej
nie uznał za przywłaszczenie
swojej równości z Bogiem,
lecz ogołocił siebie samego,
przyjąwszy postać sługi,
stał się podobny do ludzi,
i z wyglądu będąc człowiekiem,
poniżył samego siebie,
stał się posłuszny aż do śmierci ,
do śmierci na krzyżu.”
A teraz Ewangelia Jana, jak tu zwykle przekładzie Tysiąclatki, bo też zresztą oba niemal się tutaj nie różnią: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, żeby został przez Niego zbawiony.”
Oto dwa przykłady rozwoju teologii. Język listu Pawła brzmi jakoś dziwnie, bo pochodzi z cytowanego przez autora hymnu wczesnochrześcijańskiego. „Nie wynika z tych dwóch wersów jednak, jakoby Jezus opuścił soją boskość albo tylko pozornie stał się człowiekiem” - wyjaśnia we wstępie do księgi współtłumacz ks. Michał Czajkowski. Dopiero z czasem pojawiają się w języku teologicznym terminy w rodzaju „natura Boża” albo „ludzka”. A co do fragmenciku Ewangelii Jana, to myślę sobie, że na przestrzeni dziejów Kościoła mamy zmiany głębsze niż tylko językowe. Dawniej niemal nikomu nie przyszłoby do głowy na Zachodzie, choć na Wschodzie wyraźnie, że Jezus ofiarował się za innych ludzi skutecznie, wobec absolutnie wszystkich. A przecież jest nadzieja powszechnego zbawienia. Nawet dla niewierzących w Jezusa. Bo też jest w ogóle kwestia rozumienia pojęcia tej wiary. Czytamy wszak o „każdym, kto w Niego wierzy”. Ten nie będzie sądzony, inny owszem (werset 18, EPP). Nie potępiony, co prawda, jak przetłumaczyła Tysiąclatka, ale i tak brzmi to groźnie.
Brzmiało - dopóki nie było również możliwości tworzenia dzisiejszych pojęć wiary implicite, „chrześcijan anonimowych”, wiary podstawowej. Zatem nadzieja totalna, „apokatastaza” Rozwijamy się jednak, także teologicznie. Alleluja!

16:47, jan.turnau
Link Komentarze (18) »
czwartek, 13 września 2018
Wiedza konieczna, czasem niebezpieczna. Gdy zastaniesz męża w łóżku z przyjaciółką...

List do Koryntian 8,1b-7
„Wiedza nadyma, lecz miłość buduje”. Wiedza grozi pychą: każda. Naukowa: jej posiadacze bywają nadęci jak niektórzy profesorowie akademiccy. Ale swoiście niebezpieczna jest jakakolwiek. Drażni szczególnie w przypadku facetów, co wszystko wiedzą lepiej, po niemiecku zwą się besserwisser . Pawłowi chodzi tu o sprawę teologiczną elementarną: że żadnych bożków nie ma, jest tylko Bóg jedyny. Niektórzy są jednak prawdziwości tej wiedzy niepewni: mogą zachwiać się, gdy zobaczą kogoś odżywiającego się pokarmami ofiarowanymi bożkom, tak jakby był ich czcicielami, choć zgoła nim nie jest. Otóż skutek może być taki, że owi niepewni zaczną uczestniczyć w ucztach bałwochwalczych w celu szczerze religijnym. Tak zatem - ostrzega Paweł - sama wiedza bez miłości i odpowiedzialności bardzo ryzykowna jest. Pewnie też z kolei czyjaś krytyka Kościoła może stwarzać wrażenie, że autor ma go za jakiegoś totalnego oszusta, bo też i Bóg to mit. Dlatego staram się krytykować, tak żeby było wiadomo, żem jest katolik mimo to, a raczej dlatego. Katolicyzm jedynie słuszny to ten, co grzechy ludzi Kościoła widzi, apologetycznie ślepy nie jest, jest za mówieniem prawdy. Daje nam przykład papież Franciszek w tej mierze genialny.
A propos rada dla każdej małżonki: co masz zrobić, gdy zastaniesz męża w łóżku z przyjaciółką? Zabierz mu to pismo, a daj „Tygodnik Powszechny”. Organ katolicyzmu krytycznego właśnie! Amen.

13:59, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
środa, 12 września 2018
Małżeństwo nie grzech, ale...

List do Koryntian 7, 25
Teraz z kolei u Pawła pytanie: małżeństwo czy dziewictwo? Apostoł nie idzie tak daleko, jak ówczesne religie wschodnie, które brzydziły się seksem wyraźnie, zatem małżeństwo zdecydowanie odradzały. Niemniej widać u niego to, co było następnie w całym chrześcijaństwie, w każdym razie zachodnim, czyli jakieś preferowanie celibatu. Nie nakazuje Paweł znosić celibatariuszowskich udręk ciała, „lepiej jest bowiem żyć w małżeństwie niż płonąć”, małżeństwo to zatem nie grzech. Ale jest w liście zdanie: „Trzeba więc, aby ci, którzy mają żony, tak żyli, jakby byli nieżonaci”. Nie chodzi mu raczej o ascezę seksualną, bo mówi wcześniej o obowiązku małżeńskim, który trzeba spełniać. Widać jednak na towarzystwie kobiecym mu nie zależało. Był zatem homoseksualistą ascetycznym czy też wdowcem z niedobrymi doświadczeniami w tamtym związku? Bo chyba nie w ogóle typem samotnika, towarzystwo uczniów było mu przecież potrzebne. Poczytam jeszcze, jak coś wymyślę, to napiszę. W każdym razie nie rozumiał zapewne Paweł oraz jego tysięczni następcy, że małżeński akt seksualny jest nie tylko obowiązkiem, aby druga strona szukała zaspokojenia swoich potrzeb u kogoś drugiego, ale wyrazem małżeńskiej miłości. Oczywiście druga strona może nie mieć na taki wyraz chwilowo ochoty.

15:38, jan.turnau
Link Komentarze (20) »
wtorek, 11 września 2018
Homoseksualizm. Film „Tajemnica objawienia”, czyli katolicyzm krytyczny!

1 List do Koryntian 6,9-11
Znowu o sprawach dosłownie „seksownych”. Lista grzechów ciężkich: jest oczywiście również o rozpustnikach, cudzołożnikach, rozwiązłych, ale też o mężczyznach współżyjących ze sobą. Tak termin grecki przetłumaczyła Tysiąclatka, ja jednak przekonałem moich kolegów z EPP, by przełożyli, jak kiedyś ktoś dosłownie: „mężołożnicy” (Biblia Brzeska ma z kolei „samcołożników” ), choć to brzmi zabawnie. Tak jednak nazwał gejów św. Paweł i to też sięliczy. Ale „nie za to go cenimy”, jak według radia Erywań na pytanie, czy Czajkowski był homoseksualistą, odpowiedział ktoś z władz radzieckich. Może jednak w samym określeniu Pawłowym nie ma potępienia, jest jedynie w „meritum”. No cóż, ta orientacja seksualna była w świecie żydowskim dyskwalifikowana moralnie, inaczej niż w świecie helleńskim.Chrześcijanie jednak coraz częściej pytają, czy są dla podobnej oceny podstawy etyczne. Prawo naturalne? Raczej obyczajowe tylko, a co czas, to obyczaj. „Doctrina semper reformanda” cokolwiek, w kwestiach nie fundamentalnych, a takich liczba także zmienna jest. I tu skojarzenie moje, trochę odległe, z filmem pod tytułem „ Tajemnica objawienia”. Reżyser francuski, agnostyk zresztą raczej, zaprezentował tutaj orientację kościelną, którą nazywam katolicyzmem krytycznym. W Warszawie idzie jeszcze w tym tygodniu to dzieło w kinie na Pradze przy Jagielońskiej „Praha”: wszystkim katolikom takowym gorąco polecam! Triller poza tym jakby, ale w sprawie niecodziennej. Nieco rozwlekły, co gorsza, pod koniec nieco niejasny, ale super! Alleluja!

14:41, jan.turnau
Link Komentarze (27) »
poniedziałek, 10 września 2018
Luz moralny niemal totalny

1 List do Koryntian 5,1-8
„Słyszy się powszechnie o rozpuście między wami, i to takiej rozpuście, jaka się nie zdarza nawet wśród pogan, mianowicie, że ktoś żyje z żoną swego ojca”. Chodzi tutaj zapewne o macochę, nie rodzoną matkę, taki zatem układ genów nie jest szkodliwy, nie może powodować degeneracji, grożącej w przypadku, gdy się ich nie miesza dostatecznie. Niemniej wspólna partnerka seksualna z ojcem to jednak spora moralna dziwność. Nawet dzisiaj, gdy w tych sprawach szerzy się luz moralny potężny. Nie tylko w postępowaniu, także w jego ocenach. Owszem, pod wpływem manicheizmu dostaliśmy kiedyś, my, chrześcijanie, w tych sprawach bzika, ale czy dzisiejsi niewierzący nie mają podobnego, tylko ze znakiem przeciwnym? Pewna feministka na przykład, która napisała, że zmienianie partnera to właściwie cnota, bo jest to wybór świętej kobiecej wolności. Wracając do Pawłowego tekstu, zacytuję jeszcze to, co apostoł pisze na temat kary za takie związki: „Wydajcie takiego szatanowi na zatracenie ciała, lecz ku ratunkowi jego ducha”. Brzmi bardzo okrutnie. Biblia Poznańska tłumaczy jednak, że Pawłowi chodziło tu o to, że grzesznik taki narażony jest na różne nieszczęścia, które go będą niszczyły. „W myśl ówczesnych poglądów są to dzieła szatana, w którego sferze wpływów znajduje się ekskomunikowany członek rodziny chrześcijańskiej. Kara ekskomuniki jest po to, aby duch jego dostąpił zbawienia, ma charakter czasowy i leczniczy, chodzi o zniszczenie namiętności i moralne uleczenie”. Ekskomunika czasowa to może rzeczywiście lekarstwo na takie chucie chrześcijan. Tyle że zasługiwali na nią oboje, macocha przecież również.

15:45, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
niedziela, 09 września 2018
Ubodzy, niemniej bogaci. Prymas Polski od Żydów

List Jakuba 2,1-5
„Czy Bóg nie wybrał ubogich tego świata na bogatych w wierze oraz na dziedziców królestwa przyobiecanego tym, którzy Go miłują?”. Pytanie jest retoryczne, oczywiście takiego wyboru dokonał. Chodzi wyraźnie o jakichś biedaków w sensie finansowym, statusu społecznego zatem, bo mowa jest tutaj o wierze, więc mógłby ktoś co innego pomyśleć. Biblia jest „socjaldemokratyczna” w swoim nieustannym akcentowaniu wartości duchowej ludzi niebogatych materialnie. Tak Stary, jak i Nowy Testament, kontrują mentalność „tego świata”, wyrażającą się w perykopie dzisiejszej o kimś przystrojonym w szatę bogatą i tym przybranym w przybrudzoną. Status społeczny nie świadczy o wierze, ubogi bywa u Boga bardziej niż bogaty. Co oczywiście nie znaczy, że bogaty nigdy. Swoją drogą mam problem językoznawczy tego religijnego rdzenia „bog”, to przypadek jakiś? No i zaznaczam, że jest widoczny w Biblii proces dojrzewania świadomości religijnej do zrozumienia, że zwyczajne powodzenie w życiu nie jest dowodem na dobrą Bożą człowieka ocenę. Nawet i bogactwo w liczbę potomków nie jest na to dowodem. 
Pochwalę się natomiast tutaj (może już w tym blogu drugi raz, chwalipiętą jestem) dorobkiem pisarskim: taką pisanką o nietypowym polskim biskupie.
Głośne myślenie. Prymas Polski od Niemców i Żydów. Jonasz
Właściwie to postać kościelna dziwna. Poglądy jakby niepatriotyczne. Może i nie Żyd, ale czemu tamten naród tak niemal pieści? W końcu splamiony jest śmiercią Jezusa na wieki wieków, a i teraz niejednym. Także ta miłość do Niemców, narodu nam wrogiego odwiecznie? Czemu tak pięknie wydane dzieło zostało mu poświęcone przez kościelne Wydawnictwo „Bernardinum”?
Zacząłem ironicznie, zamiast polemiki trzeba czasem żartować, gdy brać narodowa się burzy. I cieszyć się, że powstała księga, w której polski dostojnik kościelny już na emeryturze (rocznik 1933) opowiada swoją historię osobistą, a przez to i po trosze ogólnokościelną. Profesor biblistyki, biskup pomocniczy, potem ordynariusz, na koniec kariery hierarchicznej prymas Polski.Z arcybiskupem Henrykiem Muszyńskim rozmawiają dominikanin Tomasz Dostatni oraz teolog świecki Lidia Ciecierska. Rzecz ciekawa także historycznie, na przykład opowieść o ciężkim sporze na temat klasztoru karmelitanek w Oświęcimiu.
Temat eklezjalny ciekawy: prymasowstwo. Podobne rządy w Gnieźnie dość szybko połączono personalnie z zarządzaniem sąsiednią metropolią poznańską. Zmieniło się to dopiero po wojnie na współrządzenie w Warszawie i w Gnieźnie. Uznano jednak tę unię po czasach PRL, gdy ważna była w ciężkich politycznie warunkach centralizacja władzy, za niezbyt duszpastersko owocną, i dwa te urzędy rozdzielono. Prymas Józef Glemp wybrał pozostanie w stolicy i tylko był problem, kto będzie miał w nowej sytuacji zaszczytny tytuł prymasa. Mianowany tym czasem do Gniezna arcybiskup Henryk czy jednak po staremu arcybiskup Józef jako „kustosz relikwii św. Wojciecha”, które są właśnie w Gnieźnie (kult ciągle ważny, choć dla „Katechizmu Kościoła Katolickiego” to religijność jakby marginesowa). Pomysł kustoszowski dla zwykłych ludzi dzisiejszych wielorako dziwny. Po śmierci kardynała Glempa tytuł prymasowski wrócił na szczęście do Gniezna.
Dzisiejszy prymas senior referuje tamtą sprawę tak, aby nikt nie pomyślał, że był to gorszący spór o zaszczyty. Oczywiście jest coś takiego, jak kościelna dyplomacja, o podobnych sporach nie mówi się głośno, dostrzegam tu jednak również osobistą delikatność narratora. Także ostrożność w słowach, ale nie widać jej na przykład u tego hierarchy żadnego zrozumienia dla biskupich poglądów obśmianych w ortografii „E-PIS-KOPAT”. Oczywiście otwartość duchowa i myślowa, stąd skłonność do dialogu. Do zbliżeń międzynarodowych, polsko-niemieckich, także polsko-rosyjskich, polsko-żydowskich właśnie, czyli też międzyreligijnych, międzywyznaniowych, ekumenicznych. Był za tę postawę z różnych stron nagradzany, do watykańskich instancji powoływany. Dla następnych hierarchów stanowi przykład pożyteczny, również dla zwykłych wiernych, jak żeby nie. Wzorów podobnych nie mamy u siebie na pęczki.
Arcybiskup Henryk Muszyński: „Posługa Słowu. W prymasowskim Gnieźnie w rozmowie z Tomaszem Dostatnim OP i Lidią Ciecierską”. Pelplin 2018.

10:24, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
sobota, 08 września 2018
Z Ducha Świętego jest

Ewangelia Mateusza 1,20
Anioł we śnie uspokaja Józefa z Nazaretu: „Z Ducha Świętego jest, co się z Niej poczęło.” Czemu przeznaczono nam dzisiaj do czytania tę mariologiczną perykopę. Ponieważ tak „rzymscy” katolicy, jak i „gregoriańscy” prawosławni oraz starokatoliccy mariawici wspominają dzisiaj liturgicznie narodzenie Bogarodzicy, a nie ma nic o tym w ewangeliach kanonicznych, zatem wybrano nam zatem na dziś ów biblijny fragment. A czytamy dzisiaj o dziewiczym poczęciu Jezusa. Pisałem nieraz, że dzisiejsi teologowie sugerują raczej, iż takie stwierdzenia w ewangeliach Mateusza i Łukasza (tylko w tych dwóch księgach) tłumaczyć należy raczej nie dosłownie, ale „jako teologiczny symbol nowego początku, który dokonał się w dziejach świata mocą Boga za pośrednictwem Jego Syna” (ks. Wacław Hryniewicz). Odsyłam do swojej książki „Moja Arka”, do mojego komentarza do chrześcijańskiego wyznania wiary, od którego się tamta moja publikacja zaczyna. Inni teologowie, np. Joseph Ratzinger, przyznają, że do wiary w synostwo Boże Jezusa ta wiara nie jest potrzebna, niemniej do tradycji doktrynalnej należy. Ludzie starożytni, Żydzi także, lubili czytać o różnych nadzwyczajnościach, o wiele łatwiej niż nam było im uwierzyć w cuda, my jesteśmy „naturaliści” i takie wydarzenia nie są nam bynajmniej do naszej wiary potrzebne, niektóre nawet przeszkadzają. Teologowie są tacy także, ich zadaniem jest rzucać myśli nowe, chociaż niezgodne z dotychczasową interpretacją dogmatów wiary naszej. A ja sobie spokojnie myślę, że w każdym razie był Jezus z Ducha Świętego, natchniony przez Boga jak nikt. Jak Bóg człowiek.

13:46, jan.turnau
Link Komentarze (16) »
piątek, 07 września 2018
Perykopa o zamrażarce z komentarzem na temat Franciszka

Ewangelia Łukasza 5,33-39
Byli uczniowie Jana, ci, co nie przeszli do Jezusa, jak brat Szymona Andrzej, ci, co pościli, jak należało, ale byli i tamci, co zmienili Mistrza, niektórych paragrafów starego Prawa nie zachowywali. Przyszli zatem do Jezusa faryzeusze i uczeni w Piśmie i wytknęli Mu tę różnicę. Na co odwołał się On do obyczajów technicznych winiarskich, padły słynne słowa o tym napoju i bukłakach. Padnie też tutaj zaraz komentarz, morał tamtej przypowieści aktualizujący. Taki, że także sama Ecclesia semper reformanda est, nie tylko wspólnoty świeckie. Są jednak dzisiaj w moim Kościele nawet i kardynałowie jakby łacinę źle znający. Pośród zaś polskich są tacy katoliccy publicyści, jak Tomasz Terlikowski, który oskarża potężnie Franciszka w numerze w „Gazecie Polskiej” z 5 września. że mianowicie dla tego papieża „walka z pedofilią i homolobby jest tylko sposobem budowania swojego wizerunku, a nie realną strategią, że ta walka to tylko słowa, a nie postawa. Istotnym zaś celem pozostaje walka z konserwatystami, tradycjonalistami”. Tak rzymski katolik ocenia moralnie papieża. Ma do tego prawo, ale ja też mam prawo, aby zauważyć, iż taki sam zarzut można postawić kościelnym konserwatystom: że naprawdę obchodzi ich tylko walka ze zbyt reformatorskim Franciszkiem, a nie los ofiar dokonywanych przez księży zbrodni, jak to gwałty na nieletnich nazywa Franciszek. Tymże duchownym (i świeckim) na obronie owych nieletnich nie zależało kiedyś szczególnie, jeżeli nie byli na ogół zwolennikami ich ogłaszania, wręcz przeciwnie. No i na własnym wizerunku też im raczej zależy. Ale jest też na szczęście „Tygodnik Powszechny”, a w nim w numerze też ostatnim obszerny artykuł Edwarda Augustyna i Marcina Żyły, opisujący obszernie, ale w duchu wręcz przeciwnym, aferę z arcybiskupem amerykańskim Viganò. Polecam mocno, kto czyta, nie błądzi, zawsze głębiej sądzi! Amen!

11:11, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
czwartek, 06 września 2018
Co cesarskie, a co boskie

„Do Pana należy ziemia i wszystko, co ją napełnia, świat cały i jego mieszkańcy” .
Oczywiście tak, Stwórca ma prawo własności najświętsze, ale już nie ci, co Go czczą tak czy inaczej, nawet i nie tacy, co Go nie czczą słowem żadnym, ponieważ nie wierzą w Jego istnienie, choć nieraz zachowują się, tak jakby On był, dobra Absolut. Teokracja nie, demokracja tak, czyli założenie, że ziemskim „suwerenem” jest jednak człowiek, tyle że każdy bez żadnej różnicy. Nie jedna partia, rasa, naród czy partia polityczna. Ale i nie jeden Kościół, nawet żaden, w sensie jego hierarchii czy wiernych ogółu. Boskie i cesarskie sprawy całkiem różne są. Niełatwo je odróżnić w poszczególnych przypadkach: czy chodzi wtedy o jakieś kwestie fundamentalne, w których mamy wspólne poglądy, w każdym razie my, obywatele danego państwa, ich większość wyraźna, tak jak to było nieraz za „komuny”, gdy krytykowali ówczesne władze nasi biskupi, w imieniu reszty wyznawców, którzy głosu nie mieli. Czy też teraz, gdy jeszcze jest wolna prasa i są jeszcze wolne wybory. Dzisiaj również głos biskupów jest czasem w Polsce potrzebny, ze względu na to szczególnie, że rządzi partia, która się z nimi liczy na ogół (choć wcale nie zawsze). Przydałby się na przykład teraz głos prezydium Episkopatu, gdy łamane są elementarne zasady demokracji. Chodzi ogromnie o to, żeby nie był na miejscu dowcip ortograficzny „E-PiS-KOPAT. Przede wszystkim jednak chcę tu powtórzyć za różnymi mądrymi ludźmi, a czasem i kościelnymi dostojnikami, że Kościół, cały Kościół, biskupi i laikat, powinni przestrzegać przed aborcją na przykład, jednak bez ustanawiania w tej kwestii jakiegoś konkretnego prawa, bo to już jednak sprawa raczej „cesarska”. Tu trzeba brać pod uwagę poglądy rozmaite.

16:24, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
środa, 05 września 2018
Podziały, podziały, podziały

1 List do Koryntian 3,1-9
„Ja jestem Pawła, a ja Apollosa”. Kościół jest społecznością także ludzką bardzo, zawiść i niezgoda zaczęły się w nim niemal od razu. Tylko krowa nie ma poglądów, zatem ich nie zmienia, ludzie różnić się muszą, taka ich człowiecza natura, nawet dobrze, że opinie są różne, bo prawdę poznaje się w dyskusji. Ale kiedy prowadzi to do rozłamów, wojen religijnych wręcz z czasem, to nic dziwnego, że niektórzy wolą jakąś bezreligijność. A dzisiejsze podziały w moim Kościele? Doszło do tego, że urząd papieski przestał być tabu, niekrytykowalny. Nie jestem tym właściwie zgorszony, jak kolegialność to kolegialność, wolność słowa, a jakże, martwi mnie raczej co innego. Eklezjalny beton myślowy, Ecclesia non reformanda. Klerykalizm, tak krytykowany przez Franciszka, słusznie przezeń uważany za współwinny zbrodni pedofilii.

Wpis na wtorek 4 września 2018
Egzorcyzmy
Ewangelia Łukasza 4,31-37
Jezus dokonał egzorcyzmu, wypędził z człowieka „ducha nieczystego”. Nauczanie kościelne czy raczej teologia i w tej sprawie ewoluuje. Odróżnia się mocniej tak zwane opętania, czyli zjawiska wyraźnie nadnaturalne, od jednak naturalnych, czyli szczególnych objawów jakiejś psychicznej choroby. Czyni się to tak bardzo, że niektórzy kościelni specjaliści w tej sprawie możliwość występowania tych pierwszych redukują dość radykalnie. Sprawa jest bardzo trudna, pokusa „naturalizacji” wszystkiego spora, niemniej problem stanął. Albowiem można zapytać, czy działania diabelskiego ducha nie widać bardziej w postępowaniu takich arcyzbrodniarzy, jak Stalin czy Hitler, niż w niesamowitym zachowaniu jakichś biedaków.
Szatan istnieje, owszem, ale działa po kryjomu raczej, starając się nie ujawniać, bo i po co, ważny jest dla niego sam efekt, nie rozgłos. O opętaniach mówi się na dobre dopiero w Nowym Testamencie, choć o samym duchu kusicielu oczywiście wcześniej. Dlatego nawet częste opisy takich zjawisk w ewangeliach bywają przedmiotem dyskusji interpretacyjnej: czy jednak nie da się uznać ich uznać na pewno za przypadki chorobowe? Oczywiście sami opętani za takich się mają, słowa samego Jezusa świadczą o tym jeszcze bardziej („Milcz i wyjdź z niego” - Łk 4,1), tekst literalny nie pozwala na wątpliwości, że sam diabeł przemawia przez nich osobiście, ale nie zamykajmy dyskusji. Można w ogóle pytać, czy jest na pewno aż osobą, czy nie jest to jakaś siła nieosobowa, co nie znaczy, że niewielka, niemniej katolickie nauczanie pozostaje w tej mierze bez zmian. W każdym razie jednak światem rządzi Bóg i tylko Bóg, mówmy o Nim więcej niż o Jego wrogu, Nie zasłaniajmy tym drugim Stwórcy. No i oczywiście to, że Jezus leczył także te straszne choroby i nakazał je leczyć apostołom, nie znaczy, że dzisiaj każdy się do tego nadaje. Niech każdy uważa, by nie wmówić nikomu, że jest w mocy diabelskiej, raczej przekonywać trzeba że nie jest tak źle, uspokajać, odsyłać do psychiatry i oczywiście się razem z nieszczęśnikiem modlić.

16:10, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2
Archiwum