Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
sobota, 30 września 2017
Nie na nasze to głowy...

Ewangelia Łukasza 9,43b-45...
„A gdy wszyscy dziwili się temu wszystkiemu, co czynił, rzekł do swych uczniów: - Posłuchajcie uważnie słów tych: Syn Człowieczy ma być wydany w ludzkie ręce. Oni jednak nie rozumieli tej sprawy i była zasłonięta przed nimi, aby jej nie pojęli, i bali się Go pytać”. (IPP)
Nie rozumieli. My już rozumiemy o wiele więcej, pojmujemy sens Krzyża, ale też nie wszystko, o czym pisałem wczoraj. Musimy też ciągle głowić się nad tekstami Biblii. Na przykład właśnie dzisiaj. Biblia Tysiąclecia przetłumaczyła tak, żeby nie trzeba było dużo jeszcze tłumaczyć: nie dosłownie, jak my: „aby jej nie pojęli”, tylko „tak że nie pojęli”. W ten sposób nie może budzić zdziwienia, że Bóg nasz ludzki rozum jeszcze celowo dotępia. Co – wytłumaczył mi ks. Czajkowski – było jakoś w wyobrażeniach starożytnych Żydów, ale już nie w naszych dzisiejszych. No cóż, rozwijamy się jednak teologicznie na szczęście.

22:03, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
piątek, 29 września 2017
Michał, Gabriel, Rafał: są tacy naprawdę?

Księga Apokalipsy 12,7-12a
Dzisiaj święto archaniołów. Najpotężniejszy z nich jest Michał, na czele armii aniołów walczy ze Smokiem, wodzem wojska diabelskiego, o czym też czytamy dzisiaj w ostatniej księdze Nowego Testamentu. Gabriel zwiastuje Marii, że będzie matką Jezusa, Syna Najwyższego, Rafał opiekuje się Tobiaszem. To postacie realne, historyczne? Problem jest taki, jaki w ogóle z aniołami: niektórzy teologowie są skłonni do powątpiewania w ich istnienie rzeczywiste i osobowe, bo to według nich tylko obrazy Bożego działania, ale nauczanie mojego Kościoła pozostaje niezmienne. Oczywiście jednak określenie „historyczne” tu nie pasuje, jeśli istnieją i działają realnie, to przecież poza ziemską „empiryczną” historią. Należą do rzeczywistości, która wymyka się naszemu racjonalnemu poznaniu, przekracza je zasadniczo, z samej swej istoty. To nie pobożne bajki jednak, przeciwnie, rzeczy na nasz ludzki rozum stanowcze zbyt wielkie, zatem nie do ogarnięcia. A Michał to imię biblisty, ekumenisty arcyzasłużonego, przyjaciela mojego najlepszego. Niech mu będzie w życiu lepiej.

11:53, jan.turnau
Link Komentarze (12) »
Heroda Antypasa wizerunki różne

Wpis na czwartek 28 września 2017
Ewangelia Łukasza 9,7-9
Herod – imię ewangelijne sławne. Kojarzone jest chyba najczęściej z protoplastą rodu, Herodem Wielkim, bo ten według Ewangelii Mateusza wymordował betlejemskie
niemowlęta, stając się symbolem okrucieństwa. Pochodziło od niego kilku jego imienników, przede wszystkim Herod Antypas, o którym właśnie w dzisiejszej perykopie. Z trzech synoptyków najgorzej, antypatycznie właśnie, przedstawia go Łukasz. Tu nie ma nic o jego żonie Herodiadzie, o tym, że to ona była motorem wyroku na Jana Chrzciciela, o czym napisali Mateusz i Marek (Marek 6,20 nawet o uznaniu, jakim Herod otaczał tego Jana, i że go ochraniał, najpewniej przed własną żoną). U Łukasza mamy też słowa Jezusa o Herodzie jako lisie (13,31-32) i tylko u niego o przesłuchaniu Jezusa także przez Heroda. No cóż, ewangeliści korzystali z różnych źródeł, co widać w wielu miejscach i jest jedną z przyczyn tekstowych różnic.
A dzisiaj w kalendarzu rzymskokatolickim, starokatolickim mariawitów i zapewne polskokatolickim dzień św. Wacława, czyli imieniny dwóch Wacławów polskich
znamienitych: księży Hryniewicza i Oszajcy. Życzę im pomocy Bożej i ludzkiej jak największej!

I jeszcze coś na temat jeszcze inny: felieton napisany do „Magazynu Świątecznego” „GW”.
Głośne myślenie
E-PiS- kopat?
Jonasz
Pytanie na ten temat postawił w „Polityce” z 13 września Adam Szostkiewicz. Nie sformułował go tak jak powyżej, jak humorysta wybitny ze Świdwina Zbigniew Czajkowski. Bardziej pobożnie: „Kościół się nawraca?”. Szostkiewicz pyta, czy rzeczywiście Kościół rzymskokatolicki, ale czysto polski wychodzi z zauroczenia PiS-em. Powątpiewa. Jeszcze niedawno byłem tutaj większym optymistą, ale teraz patrzę ponuro. Może i wychodzi, jednak tempo tego ruchu wolniuteńkie się zdaje. Powiem zresztą od razu, że ów niedobry jak zawsze sojusz ołtarza z tronem to rzecz wtórna. Podstawowa jest takowa: czy zmienia się samo sedno poglądów większości moich hierarchów, czy bliżej im do ojca Tadeusza czy do ojca Franciszka, papieża naszego wspólnego mimo wszystko? Czy zrozumieli wreszcie, że chrześcijaninowi nie przystoi żadna mentalna agresja, nie tylko antysemicka, nacjonalistyczna w ogóle, także antyniemiecka? Owszem, kilku biskupów odezwało się w ostatniej sprawie bardzo ładnie, ale nie był to głos całego episkopatu. Owszem, był sympatyczny dokument całego grona w sprawie patriotyzmu, ale nie list pasterski przecież, czytany z ambony. Było o tym dokumencie obszernie, ale w „Gazecie Wyborczej”, podobno przecież kościołożerczej przeraźliwie. Napisano, o czytelników nie zadbano.
Nie przystoi również chrześcijaninowi agresja wobec różnych innych odmieńców: homoseksualistów na przykład. Inicjatywa „Tygodnika Powszechnego”, „Znaku” i „Więzi” „Przekażmy sobie znak pokoju”, odpowiedź na słowa z tamtej strony, nie spotkała się bynajmniej ze zrozumieniem hierarchów, a ksiądz Oko straszy jakby głosem całego Kościoła. A stosunek ogólny do jeszcze innych ludzi, do agnostyków, ateistów? Przecież określenie „liberalno-lewicowy” pada jak niemal przezwisko. No i księża katoliccy, którzy się do tamtych odnoszą nieagresywnie, są sami traktowani jak jacyś szkodnicy. Obawiam się, że ksiądz Lemański będzie nadal suspendowany po zmianie jego biskupa, warszawsko-praskiego. Wojtek ma język ma na pewno mocno niewyparzony, roztropnością nie grzeszy, ale nie on jeden wśród duchownych, a inni mówią bezkarnie, co im się zechce. Obawiam się również, że ksiądz Boniecki jest w swoim zakonie mariańskim uważany dalej przez niektórych za duszpasterza niebezpiecznego, choć zdjęto zeń już tamten zakaz głosu w mediach poza „Tygodnikiem Powszechnym”. A przecież jego msze mają coraz więcej uczestników, bo swoim słowem trafia do ludzi, których inne wypowiedzi duchowne z Kościoła wypędzają. Takich księży rzymskokatolickich w Polsce o wiele za mało.
Chrześcijanin ma być jednak – uczy papież Franciszek – radosny i pełen nadziei. Więc na koniec akcent optymistyczny: mamy prymasa Polaka! Kolejne jego wypowiedzi na naszym kościelnym tle bardzo śmiałe i słuszne, a to przecież jednak prymas Polski. Tekstami swoimi, nazwiskiem i urzędem kojarzy z naszym narodem wszystko, co najlepsze.

11:51, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
Iść i świecić

Wpis na środę 27 września 2017 r.
Ewangelia Łukasza 9,1-6
Rozesłanie Dwunastu. Otrzymują „moc i władzę nad wszystkimi złymi duchami oraz władzę leczenia chorób”. A my, dzisiejsi głosiciele Ewangelii, takich mocy na ogół nie mamy, każdy z nas jednak ewangelizować może świadectwem bardziej zwyczajnej pomocy, ale jeszcze czymś innym. Napisał Adam Asnyk: „Nie pomogą próżne żale, ból swój niebu trza polecić, a samemu wciąż, wytrwale trzeba naprzód iść i świecić”. Miał na myśli oświecanie w sensie raczej pozytywistycznym, poniekąd „oświeceniowym” właśnie, ale jego myśl strawestuję: oświecajmy ludzi religijnie. Przedstawiajmy im swoje Kościoły od lepszej strony. Myślę szczególnie o Kościele moim: usiłujmy wytłumaczyć, że to nie „ciemnogród”, to znaczy również nie myślowe zamknięcie i agresja wobec wszystkiego, co choćby trochę inne. To ojciec Franciszek z Watykanu, nie ojciec Tadeusz z Torunia.

11:47, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
wtorek, 26 września 2017
Rodzina niejedno ma imię

Ewangelia Łukasza 8,19-21
„A przyszli do Niego matka oraz bracia Jego i nie mogli dojść do Niego z powodu tłoku. Powiadomiono Go: - Twoja matka i bracia Twoi stoją na zewnątrz, chcąc się z Tobą zobaczyć. A On odpowiadając, rzekł do nich: - Matką moją i braćmi moimi są ci, którzy słuchają Słowa Bożego i wprowadzają je w czyn (tłumaczenie EPP).
Przesłanie Łukaszowej relacji tego wydarzenia jest po prostu takie: więzy rodzinne są ważne, ale nie jedyne pomiędzy ludźmi. Istnieje również więź, którą trzeba nazwać ogólnie ideową: religijna czy może również etyczna, bo chodzi tu przecież o czyny, a te mogą wynikać z posłuszeństwa Ewangelii rozumianej jako zespół wartości ogólnoludzkich. Marek wplątuje te słowa Jezusa w opowieść także o innym wydarzeniu, ale o tym było już w moim blogu i będzie jeszcze, gdy przypadnie mi tutaj czytać tamtą ewangelię.

20:47, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
Ściemnianie ma krótkie nogi

Wpis na poniedziałek 25 września 2017

Ewangelia Łukasza 8,17
„Nie ma bowiem nic ukrytego co by nie stało się jawne; i nic tajemnego, co by nie stało się
znane i nie wyszło na jaw” (tłumaczenie EPP).
Mnie te słowa skojarzyły się z tajemnicami, których w moim Kościele za wiele. Przede wszystkim sekret przestraszny, jaki otacza obrady kardynałów, w których wybierają papieża.
„Przecieki” stamtąd są nie do uniknięcia i nie jest to taka sprawa, jak grzechem paskudnym jakimś. Po cóż właściwie robić tajemnicę z tego, że kardynałowie mają różne personalne gusta? Obraz Kościoła jako monolitu jest przecież dzisiaj nie do utrzymania, więc to, że sporo purpuratów wolało już wtedy kardynała Bergoglia niż kardynała Ratzingera to w gruncie rzeczy informacyjny detal. Albo przecież – jak napisał ostatnio w „Tygodniku Powszechnym” ksiądz Boniecki – wieść o nominacji biskupa Rysia na metropolitę łódzkiego znana była już parę dni wcześniej – i nic się z tego złego nie stało. Kłamstwo ma nogi krótkie, różne takie „ściemniania” też. Ów lęk przed zwykłą albo i czasem niezwykłą prawdą jest jakby jakiś neurotyczny.

20:44, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
niedziela, 24 września 2017
Z cudzego szczęścia też się ciesz. Miesięcznik „W drodze” o Biblii bardzo ciekawie!

Ewangelia Mateusza 20,1-16a
Przypowieść o robotnikach najmowanych do pracy w winnicy. Nabór jest stopniowy: gospodarz przyjmuje w ciągu dnia kilkakrotnie, ostatnich tak późno, że pracowali tylko jedną godzinę. Rzecz w tym, że wszystkim płacił po denarze. No więc pretensja tych pierwszych do gospodarza, że jest tak finansowo niesprawiedliwy. A on ich pyta, czyż nie wolno mu zrobić, co chce, ze swoimi przecież własnymi pieniędzmi, albo czy nie podoba im się, że jest dobry.
No i puenta perykopy: „Tak to ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi”. Przesłanie duszpasterskie chyba jasne: denar to szczęście wieczne, a mogą otrzymać je również ludzie, którzy długie lata byli daleko od Kościoła albo wręcz od Boga nawet. On jest bowiem miłosierny nieskończenie, a poza tym zna dusze ludzkie na wylot, wie, że nieraz pozory mylą.
Dobrzy katolicy bywają mniej dobrzy z Bożego punktu widzenia.
A co do czytania w periodykach religijnych? We wrześniowym „W drodze” jak zwykle mądrych rad duszpasterskich huk. Tematy rozmaite: od pracy zawodowej i podatków do głównego tematu tutejszego, czyli rozumienia Pisma Świętego. Biblista świecki z Krakowa Michał Wilk, indagowany przez Macieja Müllera, odpowiada na pytania, które rodzą teksty Księgi. Müller: „W jednym z wykładów na temat retoryki i symboliki w ewangeliach, dostępnych na portali Orygenes+, analizuje pan opowieść o tym, jak Maryja odwiedzaElżbietę. Okazuje się, że Łukasz, opisując tę scenę, stylizuje Matkę Bożą na starotestamentalną Judytę. To wspaniały pomysł narracyjny, tylko że z tego wynika, iż scena wcale nie musiała tak wyglądać, to ewangelista ją odpowiednio uzupełnił , obudował nawiązaniami i cytatami. Zatem tu więcej fikcji niż prawdy.” Wilk: „To, że dane wyrażenie zostało opisane w jakiejś konwencji, nie przekreśla jego historyczności. Arystoteles w IX księdze „Poetyki” zastanawiał się, czy istnieje coś takiego, jak obiektywny, pozbawiony własnego punktu widzenia opis zdarzenia, i na ile fabuła z konieczności odnosi się do historii, a na ile jest fikcyjna. Rozmawiamy kilka dni po tym, jak prezydent Duda zawetował dwieustawy dotyczące sądownictwa. Wyobraźmy sobie, że prosimy zwolenników PiS, PO i Nowoczesnej o napisanie relacji z ostatnich wydarzeń. Każda z tych opowieści byłaby inna. A wszyscy byliby przekonani, że napisali prawdę. Nie da się napisać relacji «czysto» historycznej.” Odpowiedź uczonego katolickiego wydaje mi się – przepraszam – trochę wykrętna. Porównanie z dzisiejszą polską walką partyjną nie bardzo tu pasuje. Czy nie lepiej byłoby powiedzieć po prostu, tak jak Biblia Poznańska w przypisie, że hymn „Magnificat”, bo o niego tu pewno przede wszystkim chodzi, „prawie w całości składa się ze zwrotów, określeń i słów zaczerpniętych ze Starego Testamentu [tu lista owych miejsce - JT]. Mimo wyraźnego wpływu Psalmów i kantyku Anny, matki Samuela (1 Sm 2,1-10) utwór jest kompozycją oryginalną i samodzielną.” Można domyślić się, że jednak nie kompozycją Maryjnego autorstwa. Bardziej podobała mi się natomiast odpowiedź prof. Wilka na pytanie o historyczność innego wydarzenia, opisanego w Ewangelii Mateusza: wizyty mędrców ze Wschodu. Biblista odpowiada, że nie było to wydarzenia realne: „Jest duże prawdopodobieństwo, że ewangelista zastosował element retorycznej inwencji.” Domyślić się też można łatwo, co te uczone terminy oznaczają. Ale znów odpowiedź na prośbę o przykład innego mało prawdopodobnego historycznie wydarzenia (chodziło o zgubienie się nastoletniego Jezusa w świątyni) dziwnie mało konkretna. Pochwalę natomiast, nie przyczepię się na koniec do dalszych zdań ogólnych. „Jednak w zdecydowanej większości przypadków to, że relacje ewangelistów o danych wydarzeniach się różnią, nie przekreśla ich historyczności. Nikt chyba nie wątpi, że Jezus został ukrzyżowany pod Poncjuszem Piłatem, mimo, że Pasja jest zupełnie inaczej opisana i zinterpretowana w każdej ewangelii”. Szczerze mówiąc, nie zauważyłem, że aż tak bardzo relacje te się różnią, ten pogląd zaskoczył mnie śmiałością. Ale ów, że nikt chyba nie wątpi w prawdziwość wydarzenia Pasji? To zdanie 1chyba zbyt kategoryczne: wielu jednak wątpi. Należało powiedzieć, że nikt z chrześcijan. Ale to już uwaga czepialska: cała rozmowa ciekawa bardzo! Poczytajmy!

21:07, jan.turnau
Link Komentarze (18) »
sobota, 23 września 2017
Bez korzenia nie ma zbawienia?

Ewangelia Łukasza 8,4-15
Przypowieść o siewie Słowa, o tym, że skutkuje rozmaicie. „Na skałę pada u tych, którzy gdy usłyszą, z radością przyjmują Słowo, lecz nie mają korzenia: wierzą do czasu, a w chwili pokusy odstępują”.
Przypowieść biblijna to literatura, nie prawo, jej narracja to nie teologia ścisła, można coś dodawać, interpretować. Powiedzieć więc na przykład, że ten, co uległ pokusie, został złamany, ale nie połamany do szczętu. Upada, ale się podnosi nieraz. Z Bożą pomocą bez granic i podobnym miłosierdziem.

22:51, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
piątek, 22 września 2017
Jak diabłów aż siedem, to kobieta upadła?

Ewangelia Łukasza 8,1-3
„Jezus wędrował przez miasta i wsie, nauczając i głosząc Ewangelię o królestwie Bożym. A było z Nim Dwunastu oraz kilka kobiet, które zostały uwolnione od złych duchów i od chorób: Maria, zwana Magdaleną, którą opuściło siedem złych duchów, Joanna, żona Chuzy, rządcy Heroda, Zuzanna i wiele innych, które im usługiwały, udzielając ze swego mienia.”
Czyli opętane były poprzednio wszystkie chyba, ale liczba siedem oznacza tu może taką wielość zła, że delikwentka musiała być prostytutką. Cóż bowiem może być gorszego niż grzech w dziedzinie seksu, tej zgoła najważniejszej...?

22:31, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
Mateusz, apostoł „umoczony”

Wpis na czwartek 21 września 2017
Ewangelia Mateusza 9,9-13
Dzisiaj w moim Kościele, też starokatolickim mariawitów i zapewne polskokatolickim, świętuje się pamięć o tamtym uczniu spośród Dwunastu, ewangeliście również. No i celniku właśnie. Pomyślałem sobie, że był on dla niektórych faryzeuszy tym, kim są dzisiaj niektórzy ludzie „umoczeni” w tamten ustrój. Kim oni są dla naszych lustratorów radykalnych, tych, co upierają się, że nikt, co był za „komuny” u władzy politycznej, nie może teraz mieć na przykład własnej ulicy, choćby dla swojego regionu zrobił naprawdę bardzo wiele. Bo są jak tamci celnicy skażeni grzechem rzekomo największym i kropka.

22:29, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
środa, 20 września 2017
Coś o potędze Bożej, ludzkiej raczej

Psalm 111,6
„Ludowi swemu okazał potęgę dzieł swoich,
Oddając im posiadłości pogan.”
A może nie oddał ich, ale sami sobie wzięli, co gorsza, ogniem i mieczem zgoła, nie oszczędzając kobiet i dzieci? Ile się zmieniło od tamtych czasów w pojmowaniu moralności. Pojmowaniu samego Boga.

12:17, jan.turnau
Link Komentarze (28) »
wtorek, 19 września 2017
Czy dążyć do biskupstwa?

1 List Pawła do Tymoteusza 3,1
„Nauka to godna wiary: jeśli ktoś dąży do biskupstwa, pragnie dobrego zadania.”
Na pewno tak, w tym sensie, że jest to zadanie dobre. Kościół jako instytucja ludzka również, bez struktury organizacyjnej, a więc i jakiejś władzy, się nie obejdzie. Niemniej patrząc na tego „kogoś”, trzeba zastanowić się nad obowiązującym jezuitów zakazem tego właśnie dążenia. Chodzi tu po prostu o zwalczanie ducha karierowiczostwa, o czym tyle mówi pierwszy jezuita papież. Bo jeżeli ktoś tak bardzo o ten awans zabiega, chyba nie rozumie, jak trudno być dobrym biskupem. Paweł powiada dalej wyraźnie, że taki człowiek powinien być „bez zarzutu”, i wylicza o jakie cnoty, a właściwie brak jakich wad tu chodzi. Odsyłam dotekstu zaznaczając, że tamta charakterystyka powinna być dzisiaj pewnie nieco inna : „mąż jednej żony”? Czyli nie rozwodnik czy mąż żonę zdradzający, może nawet nie wdowiec powtórnie ożeniony (w prawosławiu ksiądz wdowiec ożenić się nie może)? Albo nawet nie „wielożeniec” wręcz, bo przecież pierwsi chrześcijanie pochodzili z różnych kultur? W każdym razie warunkiem dobrego biskupowania jest ta sama fundamentalna cnota pokory.
Jako puenta tego wpisu dowcipne pytanie pewnego księdza: czemu brakuje powołań kapłańskich, ale jakoś nigdy biskupich...? A to wszystko w tej księdze dotyczy w ogóle chrześcijan zwanych później duchownymi, a wtedy biskupów, czyli prezbiterów (starszych), dzisiaj księży, bo jeszcze nie było takiego rozróżnienia.

11:51, jan.turnau
Link Komentarze (15) »
poniedziałek, 18 września 2017
Świat, czyli same świństwa

1 List Jana 2,15-17
Pewien Jan (czy na pewno ów apostoł i ewangelista?) napisał: „Nie miłujcie świata ani tego, co jest na świecie. Jeśli kto miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca. Wszystko bowiem, co jest na świecie, a więc: pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha tego życia, nie pochodzi od Ojca, lecz od świata. Świat zaś przemija, a z nim jego pożądliwość; kto zaś wypełnia wolę Bożą, ten trwa na wieki” (tłumaczenie Tysiąclatki).
Słowo ma w Biblii różne znaczenia. Świat to tam wszystko, co stworzył Bóg, ale czasem ludzkość cała czy cały teren zamieszkały. Jednak, szczególnie u Pawła i Jana, świat jest areną grzechu – jak w zdaniach powyższych. I to właśnie rozumienie słowa opanowało ambony, pewnie nie tylko polskie. Tworzy się wizerunek Kościoła niemal manichejski, ponieważ obraz świata niemal diabelski. Świata oczywiście dzisiejszego. Bo dawniej to było dobrze: chwalstwo minionych wieków kwitnie w każdą prawie niedzielę.

14:54, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
niedziela, 10 września 2017
Gdy brat twój zgrzeszy...

Ewangelia Mateusza 18,15-17
„Gdy brat twój zgrzeszy przeciw tobie, idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi. A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik.”
Najpierw o tekście i przekładach: otóż jedni tłumaczą krótko „zgrzeszy”, inni dodają „przeciw tobie”. A to dlatego, że dodatek jest tylko w niektórych rękopisach, co niektórzy tłumacze uwidaczniają umieszczają go w nawiasie. Zmienia on sens, ale może nie bardzo.
Teraz co do zdania ostatniego: można zdziwić się, że Jezus uważa pogaństwo i zawód celnika za rzecz bardzo brzydką, gdy przecież był na takich odmieńców otwarty. Wyjaśniać to można np. w ten sposób, że był, owszem, otwarty, ale chciał, by słuchacze zrozumieli myśląc po swojemu, że takiego faceta trzeba jednak jakoś „podkręcić” moralnie.
A mój komentarz jest taki, że ów brat odsądzający swego brata powinien się jednak najpierw zastanowić, czy aby na pewno nie winien najpierw puścić owego grzechu płazem. Bo może nie było to przewinienie duże, nie większe niż te, które zdarzają się jemu samemu, albo można je usprawiedliwić jakoś jego postępowaniem wobec tamtego, też czasem bardzo niesympatycznym.

08:49, jan.turnau
Link Komentarze (23) »
sobota, 09 września 2017
Piątek to trochę szabat nasz

Ewangelia Łukasza 6,1-5
Pamiętacie? Uczniowie idą przez zboże i pożywiają się kłosami, co gorszy niektórych faryzeuszy. Nie to, że zboże nie ich, bo to nie uchodziło za złamanie przykazania „nie kradnij”, tylko tego „pamiętaj, abyś dzień święty święcił”, bo był to dzień szabatu, czyli zakazu pracy wszelkiej. Jezus oczywiście zareagował, przypominając, że święty narodowy Dawid, gdy poczuł głód, pożywiał się wraz z towarzyszami chlebem przeznaczonym do ofiar świątynnych, który wolno było jeść tylko kapłanom. Kojarzyłem tu nieraz rygoryzm żydowski z naszym i basowałem ks. Adamowi Bonieckiemu, który na spotkaniu warszawskiego klubu „Tygodnika Powszechnego” dziwił się bardzo, że u nas, inaczej niż już dzisiaj w krajach zachodnich, akcentuje się sposób tradycyjny przestrzegania piątku, czyli niejedzenie w ten dzień mięsa niektórych kręgowców. Rzeczywiście trudno zrozumieć to przywiązanie myślowe do tradycji bardzo formalistycznej. Zamiast zajmować się dzisiaj problemami jadłospisu, lepiej wyjrzeć poza tę gastronomię i popatrzeć na przykład na swoich bliźnich. Ileż mają potrzeb!

23:19, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
piątek, 08 września 2017
Żydem Jezus, Maryja Żydówką?

Ewangelia Mateusza 1,1-16.18-23
Dzisiaj mój Kościół, starokatolicki mariawitów, polskokatolicki oraz ci prawosławni, którzy posługują się kalendarzem gregoriańskim, świętują narodzenie Bogarodzicy. O narodzeniu jej samej nie ma nic w ewangeliach, ale musiała kiedyś zacząć życie, a jest ono dla tych chrześcijan szczególnie ważne i warte częstego świętowania. Kościół mój przeznaczył na ten dzień początek ewangelii Mateusza, gdzie mamy Jezusowy rodowód, a potem opowieść o rozterkach Jego przybranego ojca Józefa.
Co do tego rodowodu, to nie trudno zauważyć, że różni się on od Łukaszowego (Łk 3,23-38), przede wszystkim personaliami przodków, ale nie tylko. Tamten zaczął od wierzchołka drzewa genealogicznego, a ten cofnął się aż do Abrahama. Tamten zaznacza, że Jezus jest własnością całej ludzkości, pochodzi wręcz od pierwszego człowieka Adama, Mateusz akcentuje pochodzenie żydowskie. Tu uwaga półżartowa, ironiczna: skąd właściwie wiemy, że matka Jezusa była Żydówką, a On Żydem, zdarzały się przecież małżeństwa mieszane.
Arabką nie była oczywiście, ale może pochodziła z ludu Hetytów, nie semitów na pewno, a w końcu Bóg mógł uczynić również cud niemal, że zabłądziła do Nazaretu jakaś dziewczyna z jakiegoś plemienia prapolskiego... Mówiąc poważnie, wysunięto już dawno temu hipotezę, że Łukasz, Maryi wielbiciel szczególny, podaje w istocie rodowód nie Józefa, ale jej właśnie i dlatego Józefa „zrodził” tam nie Jakub, ale Heli, Żyd też przecież, a więc była z tego narodu tak ona, jak i jej Syn. Niezależnie od tego, kto kogo urodził, z ewangelii wynika niezbicie, że to ona zrodziła Jezusa i to jest w czci dla niej najważniejsze.
PS. A jeszcze co do narodowości Marii z Nazaretu. Oczywiście trzeba - jeśli ktoś ma wątpliwości - żydowskość jej uzasadniać inaczej: skądinąd przecież pewna jest żydowskość jej Syna, więc i jej po prostu! Amen! 
Do tego wpisu na dzisiaj dołączam wczorajszy: zostałem wczoraj w domu mocno przeziębiony i nie dałem do „wklejenia” memu redaktorowi memu koledze kochanemu, redaktorowi wspaniałemu Waldkowi Pasiowi. Oto tamten tekścik.
Czwartek 7 września 2017
Odtąd ludzi łowić mądrze
Ewangelia Łukasza 5,1-11
Cudowny połów ryb. Można tutaj zastanawiać się nad niezwykłością tego wydarzenia: bo przecież bywają chyba bardziej tajemnicze. Ryby gromadzą się w różnych miejscach nieraz, uzdrowienia wbrew całej medycynie zaskakują mnie bardziej. Ale pomyślałem sobie zaraz, że optyka moja i zdumionych tym apostołów są zupełnie: co innego zastanawiać się nad opowieścią, co innego być świadkiem, wręcz uczestnikiem wydarzenia. Jak tłumaczy dzisiejsza teologia, cud jako znak Boży skierowany jest do konkretnego człowieka czy grupyludzi. Ale stale myślę również o słowach Jezusa do samego Piotra, o metodach „ludziołówstwa”: „odtąd ludzi łowić będziesz”. Czy aby na pewno skuteczne są te tradycyjne, w których dominowały słowa, nie czyny, co więcej, słowa czasem faktycznie obraźliwe, pełne tupetu intelektualnego, doktrynerstwa, demonstrujące moralną wyższość, osądzające. Czy raczej metoda, którą błyszczy papież Franciszek, ta spod znaku cnoty pokory, czułości, delikatności.

17:28, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
środa, 06 września 2017
Teściowa wielce wyróżniona

Ewangelia Łukasza 4,38-39
Uzdrowienie teściowej Szymona Piotra. Materiał do zagadek biblistycznych: który apostoł doczekał się tego, żeby jego domowniczka wspomniana była konkretnie u wszystkich synoptyków? Domowniczka, nie domownik, bo o tych drugich więcej: w końcu bracia to też domownicy, a Andrzej mieszkał przecież z Piotrem, młodziutki Jan zaś najpewniej z Jakubem, o ich rodzicach nie mówiąc. Ale domowniczka? O żonach Dwunastu w ewangeliach jakoś nie słychać, tylko Paweł wspomina o nich ogólnie (1 Kor 9,5), czytamy tu natomiast o teściowej! Cóż za wyróżnienie tej roli w rodzinie! Niech cieszą się tym wszystkie matki córek i synów, mające za sprawą złośliwców nie najlepszą opinię! Odpowiedzą oni, że owa ewangelijna mogła być nieznośna: owszem, Jezus nie uzdrawiał wyłącznie świętych, ale mnie nie chodzi o ocenę, tylko samo wyróżnienie przez wspomnienie. A propos pośród tysiąca innych dowcip „biblistyczny”, że Piotr zaparł się Jezusa, bo nie mógł Mu zapomnieć tamtej sporej krzywdy... Tak czy inaczej, mam dla tych wszystkich niewiast tę dobrą biblijną nowinę!
PS. Nie każdy wie, że matka męża, dzisiaj również teściowa, zwana była dawniej świekrą.

21:32, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
wtorek, 05 września 2017
Napominanie nieustanne...

1 List do Tesaloniczan 5,1-6.9- 11
Myśl szczera na temat pedagogii. Święty Paweł formuje duchowo, obowiązek podobny czuje i dobrze, że czuje. Chyba też i nie za dużo swych adresatów napomina. Przyszło mi to do głowy, bo jest to błąd pedagogiczny szczególnie u rodziców częsty: nawet i z tą czynnością uważać trzeba, by nie spowszedniała wychowankom jakoś, nudziła zamiast stymulować. Nie tylko jednak rodziców to błąd: lubimy w ogóle męczyć bliźnich jakimś rodzajem napominania, choćby w formie potoku rad (nieskwapliwość w ich udzielaniu to według postbiblijnego mędrca również cnota). Otóż apostoł narodów różnych rad duchowych udziela tutaj niewiele, zakłada bowiem, że czytelnicy wiedzą na przykład iż „Dzień Pański przychodzi tak jak złodziej w nocy”. Ale radzi dość oryginalnie: „pocieszajcie się nawzajem”. Tego z ambony się u nas na ogół nie mówi. Niech by tylko morały leciały, świat będzie wnet doskonały... A tymczasem jest, póki co, ciężki do zniesienia, starajmy się jakoś, by wydawał się bliźnim choć trochę mniej okropny.

22:44, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 04 września 2017
Któż właściwie lubi proroków...

Ewangelia Łukasza 4,16-30
Perykopa bardzo ważna, bo tu padają z ust Jezusa słowa skrzydlate: „Żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie”. A ów prorok to w Biblii nie tyle przepowiadacz przyszłości, choć czasem ją zapowiada, żeby ostrzec słuchaczy, ile, owszem, jasnowidz, ale teraźniejszości. Sprawa polega na tym, że ocenia i to surowo przede wszystkim tych, co są decydentami, czyli elitę władzy, choć czasem również, jak tu czytamy, zwykłych mieszkańców Nazaretu. A któż chce być chwalony, nie krytykowany? I tylko jeszcze uwaga dla uważnych czytelników. Trudno zrozumieć, czemu zaczyna nagle Jezus swoich słuchaczy karcić, gdy przecież „wszyscy przyświadczali Mu i dziwili się pełnym łaski słowom, które płynęły z ust Jego”. A karcił tak ostro, że chcieli go wręcz zlinczować. Jakichś słów w narracji brakuje. Można to wyjaśnić chyba tylko tym, że Duch Święty Inspirator, nie Redaktor, a ewangelista był w pisaniu biegły, niemniej jak każdy autor jakichś poprawek potrzebował. A takowego korektora nie miał, inne czasy i obyczaje wtedy były.

11:28, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
niedziela, 03 września 2017
Myśl o szczęściu szatańska

Ewangelia Mateusza 16,21-27
Jezus przepowiada swoją mękę i zmartwychwstanie. Ale do Piotra dociera tylko wiadomość o tej pierwszej albo raczej w ogólne zmartwychwstanie wierzy, ale w taki los Mistrza nie. On ma przecież oczywiście zwyciężyć! Bierze Chrystusa na bok i wręcz Go strofuje, pocieszając.
„Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie”. Ale On nie dyskutuje na temat tego, co będzie, tylko sięga do głębi Piotrowej wiary i odpowiada mocno: „Zejdź mi z oczu, szatanie! Jesteś mi zawadą, bo nie myślisz po Bożemu, lecz po ludzku.” I poucza uczniów ogólnie: „Jeśli kto chce pójść za mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i mnie naśladuje.” I dalej słowa skrzydlate: „Kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto je straci, odnajdzie”.
Trzeba wiedzieć, że chodzi tu o życie i duszę jednocześnie, bo mamy tu jedno greckie słowo „psyche”, czyli można by rzec, że chodzi niekoniecznie o wybór między śmiercią a życiem, raczej może jednak o duszę w sensie moralnym. Niemniej ta „dusza” to w grece „dech życia”, „oddech”, więc życie jeszcze ziemskie, czyli mowa Jezusa jest bardzo mocna jak każda prorocka, tak miało być i z Nim. Wezwanie do heroizmu, ale chyba jako moralnego ideału. To nie znaczy, że kto doń nie gotów, zginie w piekle na amen. Owszem, „Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego razem z aniołami swoimi i wtedy odda każdemu według jego postępowania”, ale mówi to ktoś miłosierny nieskończenie.

10:34, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
sobota, 02 września 2017
Rzeki niech klaszczą i morze szumi. W co właściwie wierzą chrześcijanie?

Psalm 98,1b.7-9
„Śpiewajcie Panu pieśń nową, bo dokonał cudów. Przyniosła Mu zwycięstwo Jego prawica, Jego święte imię. Niech huczy morze i to, co je napełnia, świat i jego mieszkańcy. Rzeki niech klaszczą w dłonie, Góry niech razem radośnie wołają przed oblicze Pana, bo nadchodzi, by sądzić ziemię. Będzie świat sądził sprawiedliwie, a narody według prawości. (Przekład Ekumeniczny Towarzystwa Biblijnego, czyli 11 Kościołów).
Żydzi żyli przyrodą jak każdy wtedy, ale to nie jedyna przyczyna metaforyzacji ich języka: to jakby naród literatów. Pewnie i polityków, lecz niekoniecznie prawicowych. Lewica też Mu przynosi zwycięstwo, gdy przyjdzie jej do głowy poprześladować trochę wyznawców: lekkie ich trapienie dobrze im robi, bo podnosi ich autorytet, gdy nadmierne dopieszczanie gorszy postronnych. Dość jednak gry słów: Biblia to teologia nie politologia, pytajmy raczej o sposób na nadzieję, że On kiedyś nadejdzie i zrobi porządek, święty naprawdę. Póki co, napisałem o tym, co jest dzisiaj. O przedsięwzięciu biblistycznym bardzo ambitnym.
Znak wydał tę książkę pięknie: w twardej oprawie, bogato ją ilustrując arcydziełami malarstwa religijnego. Rzecz zwie się dosyć zwyczajnie: „W co wierzą chrześcijanie? Opowieść o Bogu i ludziach”, ale zwyczajna zgoła nie jest. Otóż autorka, językoznawczyni, najpierw profesor PAN, teraz Australijskiego Uniwersytetu Narodowego w Kanberze, jest współtwórczynią czegoś, co się nazywa po polsku Naturalny Język Semantyczny. Tamtejsi badacze wiedzą już, jak wygląda wspólny trzon pojęciowy, leksykalny i gramatyczny wszystkich lub prawie wszystkich języków. Uczeni ci pokazują, co więcej, że jeśli się ten trzon lekko poszerzy, różne jego wersje mogą funkcjonować jako tak zwane języki minimalne. To znaczy mocno zredukowane wersje jakiegokolwiek języka naturalnego, które są przekładalne na inne języki. Mogą służyć do formułowania wiedzy i idei w sposób maksymalnie neutralny, niezależny od poszczególnych kultur. A pani profesor Wierzbickiej posłużyły do napisania bardzo swoistego streszczenia Biblii w postaci 40 opowieści.
Jest autorka bowiem katoliczką zangażowaną w szerzenie swojej wiary, a uważa, że nasze mówienie o Bogu jest dla ludzi nawet niby to wierzących w istocie niezrozumiałe. Omija zatem słowa tak specyficzne, jak na przykład „zbawienie”, „wcielenie”, „grzech”, „łaska”.
Zdaje sobie sprawę z tego, że lektura jej tekstów może wywołać u czytelników najpierw pewien szok. Niemniej uważa, że „złożoność i bogactwo języka mogą się wiązać z brakiem precyzji i jasności w myśleniu (jak również z mało skuteczną komunikacją międzyludzką i międzykulturową)”. Informuje też, że „w momencie publikacji w języku polskim istnieją już dwie paralelne wersje, angielska i chińska”. Ja zaś po prostu informuję, nie recenzuję. Nie chcę się wdawać w ocenę przedsięwzięcia, ponieważ czuję się niekompetentny jako ktoś, któremu tradycyjny język biblijny nie wydaje się niezrozumiały. Nie jestem Chińczykiem ani na przykład potrzebującym specjalnego języka dzieckiem, jak wnuczka autorki, na której sprawdzała wartość swego dzieła i jej krytyka bardzo pani profesor pomogła. Skądinąd - zaznaczam za autorką - „każdy z czterdziestu rozdziałów był wielokrotnie przeredagowywany i każdy z nich był przedmiotem szczegółowych dyskusji ze studentami i kolegami uniwersyteckimi ”.
A oto próbka języka. Pierwsze zdania opowieści: „Jest ktoś nie taki jak ludzie. Ten ktoś to ktoś ponad ludźmi. Ten ktoś jest teraz, zawsze był, zawsze będzie. Ten ktoś jest wszędzie. Nie ma nikogo innego takiego jak ten ktoś. Bóg to ten ktoś”. Dalej jednak chyba mniej pięknie literacko: „Ludzie nie mogą widzieć Boga. Jednocześnie ludzie mogą wiedzieć pewne rzeczy o Bogu”. Mogą wiedzieć te rzeczy, bo Bóg tego chce”. Te „rzeczy” to coś trochę nie tak. Ale nie mam kontrpropozycji.
W każdym razie nad językiem trzeba myśleć. „Szukajcie, a znajdziecie” - powiada Biblia.

22:27, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
piątek, 01 września 2017
Panny mądre, księża mądrzy...

Ewangelia 25,1-13
Przypowieść o pięciu pannach mądrych i tyluż głupich, mówiąc dużo grzeczniej, o roztropnych i nierozsądnych (wersja Tysiąclatki). Kryterium rozsądku stanowiło zaopatrzenie się w zapas oliwy do lamp (nie były zgoła elektryczne), a rzecz działa się na weselu (nie referuję dokładniej, lekturę własną polecam!). Roztropność to cnota fundamentalna, na czele czterech w dawnym katechizmie. Uczy jej przede wszystkim po prostu życie: ukłułem myśl złotą, że za młodu nie przejmujemy się niczym, na starość wszystkim. Można się mądrzyć przekornie, mówiąc, że tak czy owak szczęście zygzakiem chodzi, mówiąc po religijnemu, wyroki Opatrzności niezbadane są, więc kto się martwi przyszłością, męczy się niepotrzebnie, a smucąc jeszcze do tego grzeszy.
W każdym razie trzeba dodać, że perykopa dobrana została tak, bo dziś dzień panny mądrej niewątpliwie, błogosławionej Bronisławy (XIII wiek), Polki, a jakże. Co dość wyjątkowe, świętego mężczyzny tego imienia dotąd nie ma, więc dwóch mądrych duchownych polskich, ksiądz Bronisław Bozowski, pamięci bardzo świętej, i biskup z naszego KIK-u, emeryt włocławski Bronisław Dembowski, mają za patrona osobę płci pięknej. I dobrze, awans to jej eklezjalny!
„Doklejka” wpisu na środę:
30 sierpnia 2017
Oni przeciw prorokom
Ewangelia Mateusza 23,27-32
„Oni”, ci trzymający jakąś władzę nad umysłami (pamiętam tak zatytułowaną książkę Teresy Torańskiej o prominentach PRL) to tutaj, w dzisiejszej perykopie, „faryzeusze i obłudnicy w Piśmie”, obiekty ostrego ataku słownego. Jezus nazywa ich „grobami pobielanymi”, bo wydają się ludziom sprawiedliwi, czyli tacy, jak duchowo należy - ale to tylko pozory: „wewnątrz są pełni obłudy i nieprawości”. Co gorsza, twierdzą, że w przeciwieństwie do swoich przodków szanują, czczą proroków, których tamci mordowali, ale to też nieprawda. Jezus, prorok, wie, co mówi, widzi swoją przyszłość.

10:37, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
Archiwum