Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
środa, 30 września 2015
Jego bezdomność, braci duża niechęć

Ewangelia Łukasza 9,57-58
„Ktoś powiedział do Niego: -Pójdę z Tobą, dokądkolwiek się udasz. Jezus mu odpowiedział: - Lisy mają nory, ptaki powietrzne gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć” (Tysiąclatka).
Kim był ten chcący iść z Nim? Nie wiemy, chyba dla autora Ewangelii nie było to najważniejsze. Zapewne ważna była Jego odpowiedź, też jednak jakoś tajemnicza. Co Jezus miał na myśli w tym swoim wyznaniu o bezdomności? Może swoją ówczesną sytuację rodzinną. Łatwo nam zapomnieć w ogóle o Jego braciach (i siostrach). Kojarzą nam się najwyżej z pytaniem o ich stopień pokrewieństwa z Nim: przyrodni czy cioteczni, stryjeczni albo też jednak rodzeni, co jest problemem doktrynalnym, przedmiotem sporu protestancko-katolickiego (i prawosławnego!). A przecież ewangelie nie ukrywają, że mieli do Niego stosunek bardzo niechętny, nie wierzyli w Niego, jak podają ewangelie Marka (3,21) i Jana (7,5). Owszem, miał w rodzinnym domu Matkę (Józef już nie żył, bo mowa o nim jako żyjącym tylko w opowieściach o Jezusowym dzieciństwie), ale była tylko kobietą i - jak to bywa także dzisiaj w rodzinach niepatriarchalnych zgoła - może ważniejszy głos mieli młodsi. Nie Maria, ale Jego bracia właśnie (odsyłam znów do Marka: 3,21, 31 i dalej, dystans wobec braci, jeśli nie wobec Matki nawet). Prawdopodobnie dlatego nie śpieszył się do Nazaretu, zresztą do całego tego miasteczka, może pod wpływem braci dalszego jeszcze niż oni od wiary w Jego misję (chciano Go tam zamordować - Łk 4,29!). To się zmieniło po zmartwychwstaniu, Jakub staje się wręcz filarem Kościoła, również Judzie przypisuje się list kanoniczny, ale za Jego życia ziemskiego było całkiem inaczej.

14:07, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
wtorek, 29 września 2015
Szatan został strącony! Alleluja! A „rozwodnicy”?

Księga Apokalipsy 12,7-12a
„I został strącony wielki Smok, Wąż starodawny, który się zwie Diabeł i Szatan (...). Oskarżyciel braci naszych został strącony, ten, co dniem i nocą oskarża ich przed Bogiem naszym” (Biblia Tysiąclecia).
Tyle słyszałem o Szatanie, nieraz też przecież czytałem tę wizję, którą dano nam do lektury, bo dziś święto jego pogromcy Michała – a nie zauważyłem, jak został tu przedstawiony. Wraca tutaj starotestamentalny obraz (Księga Hioba 1,9-11 i Zachariasza 3,1n) diabła nie tyle jako prowokatora, przyczyny grzechu, ile jako oskarżyciela człowieka. Tak, zapominamy w ten sposób, że ów przywódca demonów nie tylko sam spowodował zło (Księga Rodzaju), ale i powoływał się potem na nie w dalszych biblijnych opowieściach, na rodzaj ludzki Bogu podle donosząc. Otóż przyszło mi do głowy, że mamy tu jeszcze jeden argument na rzecz przekonania, że Bóg jest miłosierdziem samym. Nie daje się nabrać na czarny „piar” człowieka, tworzony przez pozaludzkie siły zło-dziejskie. Owszem, zaraz dalej są w dzisiejszym tekście słowa, że „oni zwyciężyli dzięki krwi Baranka i dzięki słowu swojego świadectwa i nie umiłowali dusz swych aż do śmierci”, czyli dla zwycięstwa nad Wężem trzeba też oczywiście czegoś z naszej ludzkiej strony, czego dać jakoś nie chcemy, oskarżenia diabelskie nie są wyssane z palca, ale Bóg nie wierzy szatanowi, jest przecież dobry absolutnie! Dobrocią taką zwyczajną, podobną jakoś do dobro-duszności naszych tatusiów, niewściekających się ciągle na dzieci skądinąd niewątpliwie niegrzeczne.
I to mi się kojarzy nieuchronnie ze sprawą „rozwodników”, która stanie wnet na watykańskim synodzie. Któż by się spodziewał, że wróci ona tak ostro, dzieląc mój Kościół na dwa obozy niemal. W tym akcentującym Miłosierdzie są nie tylko tacy biskupi, jak niemiecki kardynał Kasper. W „Tygodniku Powszechnym” z datą 20 września po ich stronie staje ostrożnie inny purpurat, kardynał Schőnborn, hierarcha, na którego twarzy, nie tylko w tekstach, widzę ową życzliwość, jakieś ciepło właśnie. Tak, oczywiście, Bóg jest Miłosierdziem, mówią rygoryści rozmaici, od Afryki, od pochodzącego stamtąd kardynała kurialnego Roberta Saraha, któremu jego książki pogratulował papież Benedykt XVI, poprzez szefa doktrynalnego, kardynała Műllera, aż do biskupów polskich (wszystkich?). Tak, mówią, my też współczujemy, ale Pan Jezus powiedział wyraźnie: „co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela”. Tyle tylko, że po pierwsze, egzegeza tych słów nie jest oczywista. Nawias u Mateusza: „oprócz przypadku rozpusty (EPP)” można interpretować różnie, także inaczej niż w moim Kościele. Trudno tu nie pomyśleć o ludziach zdradzanych przez swoich małżonków, zostawianych przez nich na pastwę samotności. Czy – po drugie – ostrość słów Jezusa na ten temat nie ma nic wspólnego z radykalizmem na przykład Jego rady: „gdy oko gorszy cię, wyłup je” – nie był On przecież za takim samookaleczaniem się. Po trzecie, czy aby na pewno musimy iść razem z Kasperem i chyba samym Franciszkiem, reformującym ostatnio przed synodem proces stwierdzania nieważności małżeństwa, ową drogą jurydyczną? Czy tak nieznośnie prawnicza nie jest ona w praktyce dalsza od katolickiej tradycji niż tamta prawosławna, gdzie patrzy się nie na paragrafy, ale na życie, które za przyczyną także szatana dramatycznie rozdziela ludzi kiedyś w sobie zakochanych?

15:57, jan.turnau
Link Komentarze (58) »
poniedziałek, 28 września 2015
Kto z nas jest aż taki... Franciszka portret kolosalny!

Ewangelia Łukasza 9,46
„Uczniom Jezusa przyszła myśl, kto z nich jest największy” (Tysiąclatka).
Czytaliśmy już o tym w poprzednią niedzielę u Marka (tę ewangelię czyta się obecnie w moim Kościele w niedzielę każdżusieńką). Do mądrości dojrzewa się stopniowo... Chłonę teraz z ciekawością najwyższą fundamentalne dzieło autora angielskiego Austena Ivereigha pod tytułem polskim „Prorok” (Wyd. „Niecałe”). Rzecz o papieżu Bergogliu zaprawdę znakomita, dojechałem dopiero do połowy (stron dużych i gęstych pięćset niemal), a już wiem o Franciszku o wiele więcej! Między innymi o jego konflikcie z jego zakonem: albowiem tam w Argentynie szedł drogą między skrajnościami: lewicą a prawicą, a Towarzystwo Jezusowe wtedy, szczególnie w krajach latynoskich raczej „lewoskrętne” było. Miał rację? Jak lekturę skończę, napiszę, gdzie się da, tutaj, w MiŚ-u itp. W każdym razie zrozumiałem wreszcie co innego: jezuicki zakaz starania się o kościelne urzędy. Pewnie, że jest problem, jak podobne ambicje zidentyfikować personalnie, ale taka dyrektywa etyczna zgoła święta jest, trzeba ją głosić wszem i wobec, oczywiście poza „KRK” też. Sposobem na takie egocentryczne sukcesy jest na przykład bycie wiernym, biernym, ale miernym... Nie wychylać się. Jorge wychylał się, a mimo to Ojcem Świętym został? To chyba bezsporne, ale jeszcze o tym napiszę tu i tam właśnie. Póki co, sobie i Czytelnikom (oraz Czytelniczkom!) wszystkim tamtej większej wielkości życzę. Amen!

12:06, jan.turnau
Link Komentarze (31) »
niedziela, 27 września 2015
Nie nasi... Jak walczyć z szatanem?

Ewangelia Marka 9,38-39
„Odezwał się Jan: - Mistrzu, widzieliśmy kogoś, kto wyrzucał demony w imię Twoje, a nie chodzi z nami; staraliśmy się mu przeszkodzić, bo z nami nie chodzi. Odrzekł Jezus: -Nie przeszkadzajcie mu, nie ma bowiem nikogo, kto by dokonywał potężnych dzieł w imię moje i mógł potem mnie zniesławić.” Ekumeniczny Przekład Przyjaciół.
Wersety te mogą posłużyć homilii na nabożeństwie ekumenicznym. Inni chrześcijanie też egzorcyzmują i nie należy im w tym przeszkadzać. Jest jednak na przykład u zielonoświątkowców podobny problem, jak mam w moim Kościele, co widać było w filmie Szołajskiego, o którym napisałem w środę: żeby traktując tych, co uważają się za opętanych, nie umacniać ich w tym przekonaniu, nade wszystko uspokajać. Choć oczywiście jedno jest chyba dla wszystkich chrześcijan dyskusyjne: szatan istnieje i trzeba z nim walczyć. Chodzi jednak o to, gdzie jest na pewno i przede wszystkim. Dlatego bardzo mi się podobał wpis też środowy janmusza, że opętany był kapitan SB Grzegorz Piotrowski, kiedy katował księdza Popiełuszkę: mógł go „po prostu” zabić, a on go torturował diabelsko. Co zaś do naszego przekładu tych wersetów, to można zapytać, czemu „potężne dzieła”, nie tradycyjnie „cuda”. Otóż na te drugie greka biblijna ma inne określenie, a tu mamy „dinamoi” (dynamit!).

19:24, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
sobota, 26 września 2015
Nie ma nic pewnego...

Ewangelia Łukasza 9,43b-45
„Gdy wszyscy byli pełni podziwu dla wszystkich czynów Jezusa, On powiedział do swoich uczniów: - Weźcie wy sobie do serca te właśnie słowa [które powiedziałem]: Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi. Lecz oni nie rozumieli tego powiedzenia; było ono zakryte przed nimi, a bali się pytać Go o nie.” Tysiąclatka.
Wnioskujemy zafascynowani teraźniejszością, nie mieści nam się w głowie, że sytuacja może zmienić się radykalnie. Czemu Bóg zakrywa przed nami przyszłość? Można jednak zapytać ogólnie, czemu stworzył nas ludźmi. A czemu uczniowie bali się go pytać? Chyba onieśmielał ich swoją mocą.

17:46, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
piątek, 25 września 2015
Do Boga mojej radości

Psalm 43,4
„I przystąpię do ołtarza Bożego,
do Boga, który jest moim weselem i radością.” Tysiąclatka.
Pamiętam ten „introit” z przedsoborowej liturgii, nawet po łacinie: „Et introibo ad altare Dei, ad Deum, qui laetificat iuventutem meam.” Czyli „który uwesela młodość moją”, Wujek za Wulgatą, Tysiąclatka przetłumaczyła trochę inaczej. Oczywiście jednak myśl jest ta sama: Bóg jest Bogiem radości. Tytuł Franciszkowej adhortacji - „Evangelii gaudium”, „Radość Ewangelii”. Ewangelia to nowina dobra, nie zła, powtarzam to ciągle, ale sam bywam ponury. Smutek wszelki precz!
PS. Ktoś mi utworzył „profil” na „fejsbuku”. Dzięki, nie mam nic przeciw temu, szczególnie że zaznaczono, iż to nie moje dzieło. Dziś przeczytałem tam wszystko: czasem teksty chyba nie moje, np. ten, żem nie Jonasz. Jednak to moje „pseudo” w „Magazynie Świątecznym”, nie da się ukryć.

14:21, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
czwartek, 24 września 2015
Dom: ludzie bezdomni, Bóg jakoś też czasem, uchodźcy, uchodźcy...

Księga Aggeusza 1,1-8
Pan, czyli JHWH, przez proroka Aggeusza nakazuje swojemu ludowi odbudować Jego dom, wspaniałą świątynię jerozolimską. Wypomina Izraelowi opieszałość w tej sprawie, tłumaczy, że była ona przyczyną ich dotychczasowych kłopotów życiowych. Podobny związek przyczynowy nie wydaje nam się dzisiaj oczywisty, nie wyobrażamy sobie Boga po prostu jako surowego pedagoga, który wychowuje nas swymi karami. Zamyślę się tu jednak nad czym innym: nad wartością czegoś takiego, jak dom. Jakiegoś osobnego miejsca, wyodrębnionego, chroniącego szczególnie cenną zawartość. Potrzebnego także dla dialogu Boga z nami: nie tyle Jemu (nade wszystko nie raduje Go żadne bogactwo materialne), ile nam. No i potrzebnego uchodźcom.
Pomyślałem sobie też dzisiaj o wczorajszym nabożeństwie wieczornym w przepięknej warszawskiej świątyni na Piwnej. Jak spodziewałem się, była pełna, bo ogólnopolska, nie tylko stołeczna  modlitwa za uchodźców została rozgłoszona szeroko, także przez „Wyborczą”. Było w najlepszym znaczeniu tego słowa pobożnie. Opowieść o dramatycznej drodze do Europy afgańskiego szyity wstrząsała, a homilia biskupa Michała Janochy trafiała w moralne sedno sprawy, którym jest przekonanie, że jesteśmy dziećmi jednego Boga, niemniej mur wrogości zburzony przez Chrystusa odbudowujemy cegła po cegle; Chrystusa, który „nie miał gdzie głowy skłonić”, ale raz skłonił ją: na krzyżu. Nie istniał żaden na tym nabożeństwie mur między chrześcijanami różnych wyznań: modlili się duchowni z różnych Kościołów polskich. Obok mnie pastor zielonoświątkowy ks. Mieczysław Kwiecień, przyjaciel mój od pół wieku. Organizatorom modlitwy z polską gałęzią Wspólnoty Sant`Egidio na czele dzięki bardzo, bardzo wielkie!

14:53, jan.turnau
Link Komentarze (21) »
środa, 23 września 2015
Nie dajmy się opętać egzorcystom niektórym

Ewangelia Łukasza 9,1
„Jezus zawołał Dwunastu, dał im moc i władzę nad wszystkimi złymi duchami i władzę leczenia chorób.” Biblia Tysiąclecia.
Opatrzność sprawiła, że wczoraj obejrzałem na pokazie dla prasy film Konrada Szołajskiego „Walka z szatanem”, więc wiem dzisiaj więcej na temat złych duchów oraz władzy nad nimi. Najpierw jednak jeszcze o materiale drukowanym, który przedstawiałem felietonowo w „Magazynie Świątecznym” „Gazety Wyborczej”, czyli o ostatnim numerze kwartalnika „Więź”. Jest tam o szatanie bogaty teologicznie, historycznie i w ogóle bogaty w informacje trójgłos trzech teologów księży, w tym jednego czynnego egzorcystę, Sławomira Sosnowskiego. Najważniejsze jest dla mnie najpierw to, że żaden z tych duchownych nie idzie za bardzo swoistą dzisiejszą modą kościelną – na diabła. Mówi się o nim aż tyle, że w cieniu jest Bóg, jest Chrystus Zbawiciel, który przecież szatana zwyciężył. Mówi się – i działa.
O tym drugim był właśnie film Szołajskiego. Obrazów opętań było – jak to się mówiło – do diabła i trochę. Dziewczyny wydawały okrzyki potworne, rzucały się po podłodze, nie dawały się uspokoić, okiełznać silnym mężczyznom. Przyprowadzane do kościoła, przed ołtarz z Najświętszym Sakramentem wpadały w podobny szał. Najwyraźniej ten, który nimi owładnął, tak reagował na spotkanie z mocą przeciwną. Powiada ks. Sosnowski, że „jednym z charakterystycznych objawów opętania jest nienawiść wobec tego, co święte – sakramentów, wnętrza kościoła, modlitwy. Często ta nienawiść wybucha, gdy egzorcysta rozpoczyna modlitwę. Ponadto takiej modlitwie mogą towarzyszyć zjawiska trudne do wyjaśnienia – osoba egzorcyzmowana zaczyna opowiadać rzeczy, o których nie mogła wiedzieć, albo przejawiać niezwykłą siłę fizyczną. Jednak nie można zapominać, że pierwszym i najbardziej powszechnym działaniem złego ducha jest kuszenie, czyli ukryte działanie skłaniające ku złu, które zazwyczaj ma pozory dobra.” No właśnie, kwestia etyczna, do której jeszcze wrócę.
Nie chcę się mądrzyć „unaturalnianiem” tych zjawisk na pewno niezwyczajnych, ale czy nie jest, tak jak mówiono po pokazie, że osoba sama uważająca się za opętaną nie może inaczej reagować na Święte. Ma siłę fizyczną nadzwyczajną, ale zdarza się to chyba także „zwyczajnym” obłąkańcom. Wie więcej ze źródła niedostępnego dla zwykłych ludzi, ale i to można wytłumaczyć tak, że mają przecież podobne własności ludzie niedający się zakwalifikować „satanistycznie” ani wręcz przeciwnie. Nawet ja, „medium” w ogóle fatalne, miałem kiedyś takie przeżycie: powiedział mi coś o moim zdrowiu ktoś niewyglądający zupełnie ani na diabła, ani na anioła. Są wszak rozmaite zjawiska parapsychologiczne – to fakt bezdyskusyjny i szatana bym w to za bardzo nie mieszał. A pachnie mi obłędną teologią woda święcona specjalna egzorcyzmująca, z którą buteleczki było widać na filmie. Opinia cytowanego tam księdza Stanisława Radonia, że zjawiska rzeczywiście demoniczne są rzadkie niezmiernie, wydaje mi się dostatecznie  ostrożna. Pasuje mi do tego informacja już nie z filmu, że znany mi od wieków, znakomity ks. Jan Pałyga, piastujący od lat funkcję kościelną egzorcysty, nigdy podobnych działań nie podejmował, po prostu za nieszczęśnika modlił się i tyle. Zresztą aż tyle. No i na koniec pytanie, po co szatanowi ludzie, którzy nikogo nie mordują, a jeżeli nawet, to samego siebie (samobójstwa). Gdzież jego ukryte działanie w tych manifestacjach? Raczej w diabelstwie świata tego, całkiem zwyczajnym na pozór.

19:10, jan.turnau
Link Komentarze (12) »
wtorek, 22 września 2015
Matka mniej ważna? Bracia rodzeni czy przyrodni, cioteczni? Dla Lva Sterna Jerozolimą Wrocław!

Ewangelia Łukasza 8,19-21
„Przyszli do Jezusa Jego Matka i bracia, lecz nie mogli się dostać do Niego z powodu tłumu. Oznajmiono Mu: - Twoi Matka i bracia stoją na dworze i chcą się widzieć z Tobą. Lecz On im odpowiedział: – Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają Słowa Bożego i wypełniają je” (Tysiąclatka).
Tak więc Matka dlań mało ważna, przez Niego zlekceważona? To interpretacja zupełnie nieprawdopodobna. Nieprawdopodobna szczególnie w tej ewangelii tak przecież „maryjnej”, bardziej niż Mateuszowa i Markowa. Raczej mamy tu podkreślenie, że więzy rodzinne nie są ważniejsze od tych wynikających z wiary, oczywiście owocującej uczynkami. A co do braci? To termin w ogóle szeroki, oznacza w Biblii przecież braterstwo w wierze, a poza tym bliskie, nie tylko najbliższe pokrewieństwo, (nie tylko w Biblii, dzisiaj też czasem). Kto zatem ma rację, protestanci czy katolicy (razem z prawosławnymi)? Gdy się dziewictwo Maryi odnosi tylko do poczęcia Jezusa, co nie jest sprzeczne z tekstem ewangelijnym (jedyny odpowiedni werset, Mt 1,25, brzmi według EPP: „I nie znał Jej, aż urodziła Syna, i nie dał Mu imię Jezus”, co można rozumieć różnie), to Jezus mógł mieć rodzonych młodszych braci oraz siostry. Tradycja katolicka wyklucza jednak taką egzegezę.
A w przepisanym na dzisiaj Psalmie 122 czytamy zaraz na początku:
„Ucieszyłem się, gdy mi powiedziano:
- Pójdziemy do domu Pana.
Już stoją nasze stopy
w twoich bramach, Jeruzalem”.
Otóż to miasto nad miastami od niedawna kojarzy mi się z Wrocławiem. Wrocławianka Monika Braun zrobiła pod tytułem „Wrocław Jerozolima Wrocław” książkę niebywałą. Zanotowała wspomnienia Lva Sterna niezwykle barwne literacko. W stylu widać artystę plastyka, ale najbardziej zaskakuje sposób, w jaki opowiada o kolejach swego losu Żyd z podolskiego Krzemieńca. Wraz z rodzicami w obawie przed hitleryzmem uciekł w głąb Rosji, a potem pojechał w kierunku przeciwnym – do Wrocławia właśnie. Miał trzy lata, gdy tam zamieszkał, i potem przeżył nad Odrą lat 11. Tylko tyle, a raczej aż tyle. Przywiązał się do tego miejsca, jak niektórzy wcześniej do Lwowa, choć mieszkali tam jeszcze krócej, i we Wrocławiu tęsknią za Lwowem, jak Stern za Wrocławiem tęsknił.... w Jerozolimie. W Izraelu spędził przeszło pół wieku, ale po wielu latach zaczął przyjeżdżać do miasta dzieciństwa na kilka miesięcy, aż wreszcie wrócił tam na stałe.
Oczywiście trzeba zaznaczyć, że było to dzieciństwo bardzo pogodne. Wspólnota żydowska – napisał w posłowiu do książki dyrektor Muzeum Miejskiego we Wrocławiu Maciej Łagiewski – liczyła ok. 10 procent ówczesnej liczby mieszkańców miasta, czyli około 20 tysięcy ludzi. Młodziutki Levek nie czuł się tam wśród Polaków obco. „Antysemityzmu nie odczuwałem i w ogóle nie wiedziałem o nim wiele. Dwa, może trzy razy w tramwaju jakiś chłopak powiedział o mnie «Żydek» . Ja jednak czułem się jak wszyscy dookoła mnie i moje pochodzenie nie miało dla mnie specjalnego znaczenia, nie odgrywało żadnej roli. Nie rozumiałem, czym jest syjonizm ani państwo żydowskie, nie orientowałem się, jak wygląda tam życie.” Aż przyszedł rok 1968 i zorientował się chłopak dokumentnie. Opisał dokładnie, jak ciężkie wydały mu się pierwsze lata w Izraelu. Bo upał potworny, mieszkanie początkowe w domkach blaszanych, młodzież w szkole jakaś hałaśliwa. Nie dokuczała mu, ale nie podobała się – jak cała jego nowa ojczyzna. Bo ten facet, który w państwie żydowskim spędził 52 lata i zrobił tam karierę jako architekt, malarz i rzeźbiarz, stwierdza w książce z uporem, że jego prawdziwe serce zostało we Wrocławiu. Co więcej, określa się ogólnie, że nie jest Żydem, ale Izraelczykiem, którego upragnioną ojczyzną jest Polska! „Moje drzewo wyrwane z Polski nie chciało zapuścić korzeni w innej glebie. Musiałem opuścić Wrocław, a potem, po wielu latach, powróciłem do mojego miasta, do mojej Jerozolimy. Ja, Izraelczyk niemal całe świadome życie, pragnąłem opuścić jasne mury Świętego Miasta i znaleźć się wśród szarych, poniemieckich ścian w Polsce. Na emigracji stworzyłem sobie dobre i ciekawe, a nawet szczęśliwe życie, nigdy jednak nie pokochałem naprawdę krainy, w której znalazłem się pod przymusem.” Lva Sterna Jerozolimą jest Wrocław. Nikt nie napisał o tym mieście piękniej. A może nawet o Polsce żaden Żyd.
Książkę wydawała przepięknie z ilustracjami autora wrocławska Via Nova, specjalizująca się w tematyce miejscowej, ale zasłużona też dla żydowskiej. Opublikowała również dzieła Abrahama Aschera „Oblężona społeczność. Wrocławscy Żydzi w czasach nazizmu” oraz Willego Cohna „Dziennik z Breslau 1933- 1941. Wybrane fragmenty w opracowaniu Norberta Conradsa”.

15:29, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 21 września 2015
Z kim można wieczerzać, z kim żadną miarą

Ewangelia Mateusza 9,9-13
Powołanie Mateusza. Temat do refleksji przeróżnych. Najpierw tej podstawowej: przecież był on dla Żydów „nieczysty”. Mówiąc językiem współczesnym, był kolaborantem, bo przecież celnik niewątpliwie współpracował z rzymską władzą okupacyjną. Do tego uderzał mocno żydowskich wiernych po kieszeni, ponieważ był poniekąd prywatnym przedsiębiorcą, ustalającym sam sobie część opłaty celnej, którą miał dla siebie, często bardzo dużą. Otóż takiego faceta bierze Jezus do swojego sztabu (zresztą obok Szymona Zeloty, którego przydomek mógł oznaczać cnotę gorliwości, jednak może raczej przynależność do stronnictwa zelotów, ostro sprzeciwiających się okupacji, czyli politycznie drugą skrajność). Nic dziwnego, że gdy Mateusz zaprasza Jezusa do swego domu, są tam przy stole liczni celnicy, ale też grzesznicy innego rodzaju, w ogóle tacy, co są w jakimś konflikcie z Prawem. Jak wyjaśnia Biblia Jerozolimska, „podejrzewano ich przede wszystkim o niezachowywanie licznych przepisów związanych z przyjmowaniem posiłków”. Wzbudza to oczywiście krytykę ze strony faryzeuszy: jak można z takimi ludźmi mieć wspólnotę stołu? No i Chrystus odpowiada: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, co się źle mają. Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: «Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary». Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników.” Tamto przeciwstawienie miłosierdzia ofierze (np. w Księdze Amosa 5,21+) znaczy, że „Bóg ma większe upodobanie w wewnętrznych odruchach szczerego i współczującego serca niż w rygorystycznym i zewnętrznym wypełnianiu prawa” (to też „Jerozolimianka”). Ale ten problem wspólnoty stołu, wspólnego posiłku nasunął mi również myśl o chrześcijańskiej Komunii. Przecież chodzi w niej o taką właśnie społeczną czynność: właśnie w niej obecny jest Jezus. Dla Żydów posiłek szabatowy czy paschalny był czynnością sakralną, zupełnie czym innym niż nasze poskramianie głodu w pośpiechu, na stojąco czasem, w pojedynkę. Od tamtego obrzędu o wiele bliżej było do naszego sakramentu! No i dzisiaj w moim Kościele pytanie zresztą nienowe, czy możemy dopuszczać do religijnej wspólnoty stołu „rozwodników”. Na pewno grzeszników, może jednak nie aż tak wielkich.
A dzisiaj na mojej biblijno-liturgicznej wokandzie Mateusz, bo jego dzień rzymskokatolicki dzisiaj. Jeden z Dwunastu, według tradycji autor pierwszej ewangelii. Jest z nim jak z Bartłomiejem Natanaelem i Judą Tadeuszem: problem dwuimienności. U Marka i Łukasza zwie się on Lewi, co sceptycznym biblistom nasuwa wątpliwości, czy nie chodzi o dwóch różnych ludzi, większość uczonych jednak jest o to spokojna.
A dzisiaj (jeżeli nie jutro) katolicki i prawosławny dzień proroka Jonasza, mego „pseudopatrona”, albowiem w „Magazynie Świątecznym” „Wyborczej” tak podpisuję felietony. Za ewentualne życzenia z góry dziękuję...

12:42, jan.turnau
Link Komentarze (13) »
Ambicje, ambicyjki...

Wpis na niedzielę 20 września 2015 r.

Ewangelia Marka 9,30-37
Znów mówi Jezus uczniom o swojej śmierci i zmartwychwstaniu, tym razem nie chcąc, by ktoś o tym wiedział. Oni jednak nadal nie rozumieją, choć wtedy wyjaśniał z takich przepowiedni wniosek, że trzeba się zaprzeć samego siebie. A boją się Go pytać, może dlatego, że podobna tępota grozi moralną naganą, która wtedy spotkała Piotra „szatana”. Kłócą się spokojnie o to, kto z nich jest największy... Musi im tłumaczyć sedno swego nauczania, że to ostatni będzie pierwszym, co nam też pojąć niełatwo. Nie tylko w polityce, także w życiu kościelnym, za co eklezjalnych prominentów tak ostro karci Franciszek.

12:38, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
sobota, 19 września 2015
Nad tuszą i duszą

Ewangelia Łukasza 8,4-15
Przypowieść o siewcy, a raczej o glebie: ludzkich dusz. Gdy ziarno słowa Bożego, Ewangelii pada na drogę wciąż zadeptywaną, na skałę lub między ciernie, nie zakorzenia się, marnuje. Trzeba mieć duchowy korzeń, wytrwałość. Po prostu stale nad sobą pracować. Nad duszą, nie tylko tuszą, estetycznie i etycznie - niech tymi banalnymi rymami rozjaśnię ponurość morału.

12:56, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
piątek, 18 września 2015
Przede wszystkim młodzież: jak trafiać do niej tu i teraz

Psalm 148,11-12
„Królowie ziemscy i wszystkie narody,
władcy i wszyscy sędziowie tej ziemi,
młodzieńcy i dziewczęta,
starcy i dzieci
niech imię Pana wychwalają.”
(Biblia Tysiąclecia)
Niechaj Go chwalą, czyli wierzą, że jest i że jest Miłością, ludzie dokładnie wszyscy. Ci na urzędach i tamci mniej ważni, niemowlaki i stojący nad grobem - ale dziś myślę o nastolatkach oraz trochę starszych, co wchodzą w życie z hałasem potężnym. A piszę na ten temat, poleconych słów się czepiając, albowiem Kościół mój wspomina dzisiaj naszego świętego, Stanisława Kostkę (1550-1568). Nie był on cnotliwy nie do zniesienia, jak go malowano hagiograficznie, charakter miał właściwie cholerny, bo normalnie z domu rodzinnego nawiał. Co prawda w celu, powie ktoś, okropnym, bo do zakonu i to paskudnego zdaniem poniektórych: Towarzystwa Jezusowego, czyli jezuitów. Papieżem nie został, bo umarł młodzieńcem, ale przykładem dla rówieśników, zdaniem moim - owszem. Nie uciekaj koniecznie z domu, chyba że ci dokuczy duchowo, jak tamten Stasiowi (jego był podobno hulaszczy). Idź za swoim powołaniem, czyli rób, co chcesz! W sensie świętego Augustyna, a pewnie i trochę błogosławionego Jerzego Owsiaka, choć zrobiono z niego symbol deprawatora maluczkich. Ale jeszcze coś o trafianiu do młodzieży. Byłem w środę w warszawskiej luterańskiej świątyni Świętej Trójcy na uroczystości poświęcenia nowych dzwonów. Piękne nabożeństwo, goście z innych Kościołów, niech dźwięczą nie tylko dzwony rzymskokatolickie - ale chyba za dużo było wtedy słów, właśnie z punktu widzenia chrześcijańskiej troski o młode pokolenie. Kultura dzisiejsza lubuje się w specyficznej zwięzłości, tradycyjne oratorstwo zupełnie nie bawi. To nie jest tylko problem ewangelicki, choć tam widzę (słyszę) go osobliwie: w moim Kościele kwitnie też pobożne (?) gadulstwo. Pod tym względem wzorowe wydaje mi się prawosławie: w cerkwiach dominuje cudownie muzyka. Proponuję międzykościelną akcję wspólną: kazania dziesięciominutowe!

17:18, jan.turnau
Link Komentarze (12) »
czwartek, 17 września 2015
Pyszny bardzo faryzeusz i kobieta bardzo pokorna

Ewangelia Łukasza 7,36-50
Przesławna scena w domu jednego z faryzeuszy: kobieta, która „prowadziła w mieście życie grzeszne”, dowiedziawszy się, że jest tam Jezus, uczciła go w sposób niezwykły. „Przyniosła flakonik alabastrowy olejku i stanąwszy z tyłu u nóg Jego, płacząc, zaczęła oblewać Jego nogi łzami i włosami swej głowy je wycierać. Potem całowała Jego stopy i namaszczała je olejkiem.” (Tysiąclatka). Co zgorszyło gospodarza, wzbudziło w nim podejrzenie, ż Jezus nie jest prorokiem, bo gdyby nim był, wiedziałby, że to grzesznica - a więc nie dopuściłby jej do siebie. Chrystus tłumaczy mu, że kobieta zachowała się wobec Niego lepiej niż on, który powitał Go bardzo chłodno. „Odpuszczone są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała”. Pytano jednak: „Któż On jest, że nawet grzechy odpuszcza?”
Niejedyny to raz Jezus staje w obronie kobiety „lekkich obyczajów”, uważanej za wyjątkowo paskudną moralnie: w Ewangelii Jana 8,3-11 broni taką osobę wręcz przed linczem. Mamy tu w ogóle przestrogę przed traktowaniem spraw seksualnych jako moralnie najważniejszych. Nie są najważniejsze, chociaż też nie całkiem obojętne moralnie.

13:04, jan.turnau
Link Komentarze (47) »
środa, 16 września 2015
Znalazł w świecie wiarę

1 List do Tymoteusza 3,16
„Bo z całą oczywistością ujawnia się wielka tajemnica pobożności:
objawił się nam jako człowiek,
Duch Go potwierdził,
ukazał się aniołom,
ogłoszony został narodom,
świat w Niego wierzy,
do nieba został wzięty w chwale.” (Biblia Poznańska).
Świat w Niego wierzy? I tak, i nie. Można tu przypomnieć sobie melancholijną wypowiedź Jezusa, zanotowaną w Ewangelii Łukasza (18,8), przypomnianą kiedyś przez Jana Pawła II: „Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi?”. Nie znalazł, bo nawet Jego uczniowie zachowują się nader często, jakby nie mieli Go za Mistrza. Znalazł, albowiem Jego Ewangelię widać jednak w świecie, w którym powstało na przykład coś takiego, jak Unia Europejska. Oszalałem? Przecież są to państwa pogrążone w swoim zbiorowym egoizmie! Jednak nie przesadzajmy: spojrzyjmy krytycznym okiem w przeszłość nie tak dawną jeszcze. Europa traktatu wiedeńskiego, ancien regime’ów gnębiących narody i klasy społeczne, zdolna byłaby do przyjmowania tylu uchodźców? Tylko tylu czy aż tylu – oto jest dyskusja, w której ostrożność chodzi w parze z ofiarnością. Niemniej odbywa się to w Europie coraz bliższej Ewangelii, co powinno być oczywiste dla wszystkich, co nie spali na lekcjach historii. Pewnie jednak powinienem był wspomnieć przede wszystkim miliony chrześcijan, którzy przez wieki męczeńsko szli za Mistrzem. Także tych, co postępowali podobnie nie przyznając się do żadnego Kościoła.

14:41, jan.turnau
Link Komentarze (23) »
wtorek, 15 września 2015
Stabat Mater. Nowa „Więź” o szatanie

Ewangelia Jana 19,25
„Obok krzyża stały Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena” (Tysiąclatka).
„Stabat Mater Dolorosa...” Dziś katolickie święto Najświętszej Maryi Panny Bolesnej. Ból matki nie potrzebuje po wiekach mojego mądrzącego się komentarza. A już szczególnie ból tej matki.
Moje lektury: nowa „Więź”, już jesienna (taka numeracyjna terminologia, bo to - mam nadzieję, że tylko czasowo - nie miesięcznik, ale kwartalnik). W niej tematów, jak się mówiło, do diabła i trochę, czyli szatan również. Trójgłos na jego temat trzech teologów duchownych: Roberta J. Woźniaka, Stanisława Adamiaka i Sławomira Sosnowskiego, przy czym ten trzeci pełni między innymi funkcję egzorcysty. Między innymi, co sam podkreśla, ponieważ, choć może tylko w jego, łódzkiej diecezji, każdy funkcję tę pełniący ma za pierwsze zadanie coś innego. Mogą się owi księża tak przejąć się egzorcyzmami, że zapomną, co jest ich pierwszą misją. Nie mają polować na zło ukryte gdziekolwiek, ale odpowiadać na przykazanie miłości Boga i bliźniego, czyli – jak zrozumiałem - opowiadać o nim ludziom, uczyć ich tej miłości. Zanim rozwinę ten temat, podam jeszcze, że z pierwszym i trzecim z księży rozmawiali świeccy z „Więzi”: naczelny redaktor Zbigniew Nosowski oraz Ewa Karabin i Michał Buczek. No i zachwalę wszystko to oceną, że otrzymaliśmy ujęcie sprawy szerokie: bo i jej sedno teologiczne, i „Bardzo krótka historia egzorcystów i egzorcyzmów”, i rzecz o tym, jak to wygląda dzisiaj. Nie wchodząc w szczegóły, choć diabeł podobno właśnie w nich tkwi, napiszę krótko i węzłowato, że „Więź” go mocno zdezawansowała. Wbrew temu, co się czyta i słyszy dzisiaj, szatan nie jest silniejszy od Boga, nie jest bynajmniej najważniejszy, nie można mówić o nim bez przerwy. Straszył nim usilnie na przykład pewien ksiądz katecheta podwarszawski, nie pomogła mu krytyka jednej z uczennic, która zresztą znalazła sobie zaraz lepszego nauczyciela.
Zjawisko zaś tak zwanych opętań jest bardzo, ale to bardzo tajemnicze. Już w Nowym Testamencie, (w Starym nie występuje) wygląda dość dziwnie. Występuje tylko na terenie Galilei, tyko w ewangeliach synoptycznych (trzech pierwszych) i w Dziejach Apostolskich, nie ma go u Jana, Pawła ani w tzw. listach powszechnych. Dalsza jego historia jest też bardzo skomplikowana: egzorcysta był najpierw urzędem niskiej rangi, potem główną w tym rolę przejęli biskupi i wyznaczeni przez nich kapłani. Stale jest problem odróżnienia tej choroby duchowej od podobnej psychicznej. Co nie znaczy, że nie ma nigdy zachowań ludzi, które bardzo trudne interpretować jako „naturalne”: zastanawia nienawiść niektórych z tych biedaków do sakramentu, wnętrza kościoła, modlitwy. „Jednak – napisał ks. Sosnowski – nie można zapominać, że pierwszym i najbardziej powszechnym działaniem złego ducha jest kuszenie, czyli ukryte działanie skłaniające ku złu, które zazwyczaj ma pozory dobra”.
No właśnie – i oto teraz moja myśl nieustanna, że o wiele więcej szatana jest w na pozór „naturalnych” zjawiskach, jak hitleryzm, stalinizm czy islamski terroryzm, niż w nadzwyczajnych zachowaniach ludzkich, w których szatana widać jakby gołym okiem. Choć trudno powiedzieć, czemu tak łatwo daje się rozpoznać i skutecznie zwalczać, gdy przecież powiada się, że woli działać skrycie.

15:17, jan.turnau
Link Komentarze (13) »
poniedziałek, 14 września 2015
Popatrz czasem na krzyż

Księga Liczb 21,4b-9
Ewangelia Jana 3,13-17
Dziś katolickie i prawosławne święto Podwyższenia Krzyża. Trzeba wysoko nosić to nasze chrześcijańskie logo, ale w sensie moralnym raczej niż fizycznym. Nie obnosić się z nim, nie pchać się do miejsc publicznych, gdzie zresztą dzieją się nieraz rzeczy z nim nielicujące, ale nosić je w swoim sercu, sumieniu. I spoglądać nań często. Tradycja biblijno-liturgiczna, idąc za słowami Jezusa przytoczonymi w Ewangelii Janowej, kojarzy z krzyżem pal, na którym na polecenie Pana Mojżesz zawiesił posążek węża z brązu, mający być lekarstwem na ukąszenia węży „o jadzie palącym”. Gady te zesłał Bóg na lud idący przez pustynię, bo oburzyło Go Jego narzekanie na trudy wędrówki, osładzane przecież przez mannę i przepiórki. W tej perykopie Księgi Liczb dosyć antropomorficznej (Bóg jakby nerwowy) występuje wąż w roli innej niż w Księdze Rodzaju, występuje także jego wyobrażenie sprzeczne z zakazem tworzenia jakichkolwiek „obrazów rytych”, nie zastanawiajmy się jednak nad względnością owej zasady, przeczącą chyba uporowi ikonoklastów. Raczej potraktujmy tę opowieść jako wskazówkę, aby spoglądanie na krzyż potraktować jako remedium na trudy wędrówki przez życie doczesne. Należy je znosić nie cierpiętniczo, co tak bardzo razi nas dzisiaj, ale ze zrozumieniem, że taka już jest dola człowiecza, którą podjął Boży Syn. Trzeba przeżywać ją z wysoko podniesioną głową.

12:14, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
Trochę szatana w każdym z nas

Wpis na niedzielę 13 września 2015 r.

Ewangelia Marka 8,31-33
„Począł ich nauczać, że trzeba, aby Syn Człowieczy wiele wycierpiał i został odrzucony przez starszych, arcykapłanów i uczonych oraz zabity i aby po trzech dniach zmartwychwstał. Mówił o tym otwarcie. A Piotr, wziąwszy Go na bok, zaczął Go przywoływać do porządku. A On, odwróciwszy się, spojrzał na uczniów i przywołał do porządku Piotra, mówiąc: - Idź precz, szatanie! Albowiem nie myślisz o tym, co Boże, ale co ludzkie.” (Ekumeniczny Przekład Przyjaciół).
Najpierw co do zaznaczenia, że o tym powiedział otwarcie: bo po wyznaniu Piotra, że uważają Go za Mesjasza, zakazał im natomiast komukolwiek o Nim mówić, oczywiście właśnie jako o Mesjaszu. Wiedział, czym to grozi: ogromną awanturą polityczną, bo byłoby to odebrane politycznie właśnie - Mesjasz był przecież dla ówczesnych Żydów narodowym wyzwolicielem. Teraz co do nazwania Piotra szatanem: Chrystus nie sugerował oczywiście, że najważniejszy apostoł opętany jest przez demona czy w jakiś inny sposób szatańskim sługą. Użycie podobnego wyrażenia spróbuję wyjaśnić. Wynika zeń, jak bardzo niebezpieczna jest optyka Piotrowa, niedopuszczająca nie tylko możliwości takiej przegranej Jezusa, także w ogóle myśli, że zwycięstwo może być dopiero za grobem. Jakże to ogólnoludzka skłonność, ile szatana bywa w tym sensie w każdym z nas...
Co nie znaczy, że mądre jest dzisiejsze pasjonowanie się diabłem, takie, że wydaje się on potężniejszy niż Bóg. Polecam tutaj jesienną „Więź”, teksty trzech teologów, w tym jednego polskiego egzorcysty. I wspominam dziewczynę, która walnęła księdzu w oczy pretensję, że katechizuje strasząc diabłem. Na szczęście znalazła zaraz lepszego nauczyciela religii. Na koniec tego wpisu powtarzam po raz setny, że diabeł tkwi przede wszystkim nie tyle w szczegółach, mówiąc poważniej, nawet nie w demonicznych zjawiskach psychiatrycznych, ile w potwornościach moralnych na pozór „naturalnych”: Stalin, Hitler, islamscy terroryści.

12:13, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
Co jest w sercu terrorysty?

Wpis na sobotę 12 września 2015 r.

Ewangelia Łukasza 6,45
„Dobry człowiek z dobrego skarbca swego serca wydobywa dobro, a zły człowiek ze złego skarbca wydobywa zło.” (Tysiąclatka). Pytanie o serce terrorysty: ten szaleniec jest subiektywnie w porządku? Trudno w to uwierzyć, usprawiedliwić - chyba że uznać go za ofiarę opętania.

12:12, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
piątek, 11 września 2015
Autolustracji ciągle trzeba

Ewangelia Łukasza 6,41
„I czemu widzisz wiórek w oku brata swego, a belki we własnym oku nie dostrzegasz?” (Ekumeniczny Przekład Przyjaciół). Po prostu popatrz czasem w lustro. I nie padnij na kolana z zachwytu nad tym, co zobaczysz.

13:01, jan.turnau
Link Komentarze (47) »
czwartek, 10 września 2015
Etyczna reguła złota

Ewangelia Łukasza 6,31.38
„Jak chcecie, by wam ludzie czynili, podobnie i wy im czyńcie.(...)Dawajcie, a będzie wam dane: miarą dobrą, natłoczoną, utrzęsioną i opływającą wsypią w zanadrze wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jak wy mierzycie.” (Biblia Tysiąclecia). No właśnie, złota reguła etyczna. Oczywiście dawajmy roztropnie, ale oby to słowo nie znaczyło, że można problem schować pod moralne biurko.

11:50, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
środa, 09 września 2015
Nie ma narodów, nawet i religii, są ludzie

List do Kolosan 3,11
„A tu już nie ma Greka ani Żyda, obrzezania ani nieobrzezania, barbarzyńcy, Scyty, niewolnika, wolnego, lecz wszystkim we wszystkich jest Chrystus.”
Apostoła Pawła manifest chrześcijańskiego uniwersalizmu. Trzeba go rozumieć także i tak, że Chrystus, który jest w każdym potrzebującym pomocy, potrzebuje nie tylko światła wiary chrześcijańskiej, także, a nawet przede wszystkim zaspokojenia jego elementarnych potrzeb życiowych. Nie ma tutaj Arabów i Ukraińców, nie ma nawet muzułmanów i chrześcijan, choć ci pierwsi mogą być – to fakt – skłonni do zachowań terrorystycznych, do których skłania ich interpretowany po swojemu islam. W każdym potrzebującym, w każdym uchodźcy jest Chrystus: wszystko, co mu uczynimy, Jemu uczynimy. To nie jest wezwanie do naiwności, to nie znaczy, że trzeba wpuszczać dosłownie każdego, kto chce, nikt rozsądny tak nie twierdzi, ale nie można na przykład wykluczać nikogo ze względu na wyznawaną przez niego religię. Pojutrze rocznica kolejna, już czternasta rocznica apokaliptycznego ataku na nowojorskie wieże WTC. Ataku dokonanego niewątpliwie przez muzułmanów. Przypominam jednak tamten potworny zamach nie po to, żeby straszyć nim wszystkich zastawiających się nad problemem uchodźców. Przeciwnie - po to, żeby przestrzegać przed łatwym uogólnieniem: takim, że wobec tego podejrzany jest każdy wyznawca Allacha. Każdy jest niebezpieczny obiektywnie, niezależnie od swoich własnych intencji. Ponieważ - tłumaczył mi pewien młody człowiek - za nim przyjedzie do nas jego rodzina, oni są przecież bardzo rodzinni, może zatem trafić się jakiś terrorysta. Otóż jest to rozumowanie w istocie nieludzkie, droga myślowa okropnie śliska. Jeżeli bowiem podobne myślenie jest moralnie uzasadnione, to muzułmanin ma z kolei prawo obawiać się każdego chrześcijanina, bo może odezwie się w nim inkwizytor.                
Wariactwo? Oczywiście - ale jak to wytłumaczyć odpychanym przez nas muzułmanom?

15:55, jan.turnau
Link Komentarze (17) »
wtorek, 08 września 2015
Najmniejsze najważniejsze

Księga Micheasza 5,1-2
„A ty, Betlejem Efrata, najmniejsze jesteś wśród plemion judzkich. Z ciebie mi wyjdzie Ten, który będzie władał w Izraelu, a pochodzenie Jego od początku, od dni wieczności. Przeto Pan wyda ich aż do czasu, kiedy porodzi mająca porodzić.” (Biblia Tysiąclecia)
Biblia przedstawia często jako wybranych przez Boga tych, którzy wydają się mniej tego warci. Król Dawid był najmłodszy z rodzeństwa, najmniej się liczący. Dlatego też malutkie Betlejem ma być miejscem urodzenia Mesjasza. A w moim Kościele dziś święto narodzenia Jego matki, o której mowa jako o tej, która ma Go porodzić.
PS. Kto to są jednak owi „wydani aż do tego czasu”? Według Biblii Poznańskiej to ci, którzy powrócą z niewoli babilońskiej, albo mieszkańcy królestwa północnego, które wtedy powróci do jedności z południowym.

15:20, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 07 września 2015
Paweł walczy mocą Chrystusa

List do Kolosan 1,24-2,3
„Teraz się raduję w cierpieniach za was i ze swej strony w moim ciele dopełniam braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół. Jego sługą stałem się według zleconego mi wobec was Bożego włodarstwa: mam wypełnić posłannictwo głoszenia słowa Bożego. Tajemnica ta, ukryta od wieków i pokoleń, teraz została objawiona Jego świętym, którym Bóg zechciał oznajmić, jak wielkie jest bogactwo chwały tej tajemnicy pośród pogan. Jest nią Chrystus pośród was, nadzieja chwały. Jego to głosimy, upominając każdego człowieka i ucząc każdego człowieka z całą mądrością, aby każdego człowieka okazać doskonałym w Chrystusie. Po to właśnie się trudzę walcząc Jego mocą, która potężnie działa we mnie. Chcę bowiem, abyście wiedzieli, jak wielką walkę toczę o was i o tych, którzy są w Laodycei, i o tych wszystkich, którzy nie widzieli mnie osobiście, aby ich serca doznały pokrzepienia, aby zostali w miłości pouczeni, ku osiągnięciu całego bogactwa pełni zrozumienia, ku głębszemu poznaniu tajemnicy Boga, to jest Chrystusa. W Nim wszystkie skarby mądrości i wiedzy są ukryte.”
Biblia Jerozolimska te „niedostatki cierpień Chrystusa” wyjaśnia tak oto: „Jezus cierpiał dla ustanowienia królestwa Bożego i wszyscy, którzy kontynuują to dzieło, muszą dzielić Jego cierpienia. Paweł z pewnością nie rości sobie prawa do dodawania czegokolwiek do właściwej odkupieńczej wartości krzyża, której niczego nie brakuje, jednoczy się wszakże z «niedostatkami» Jezusa, to znaczy z Jego trudami i udrękami apostolskimi (por. 2 Kor 1,5; Flp 1,20+). Te próby czasu mesjańskiego (Mt 24,8+; Dz 14,22+; 1 Tm 4,1+) zawierają przewidzianą w planie Bożym miarę, do której wypełnienia Paweł jako apostoł pogan czuje się szczególnie powołany.” Zgadzam się z tymi słowami wielce uczonymi. Mimo że Paweł miał – co widać także tutaj – pełne poczucie własnej wartości, to jednak nie byłby aż tak zarozumiały, żeby uważał, iż może pomagać Chrystusowi w zbawianiu ludzkości. A tajemnica Chrystusa? Rzeczywiście coś, co przechodzi ludzkie pojęcie. Bo oto Syn Boży, „współistotny Ojcu”, jak powie się parę wieków później, staje się człowiekiem i w jakiś równie niełatwy do pojęcia sposób przyczynia się do zbawienia ludzkiego gatunku, sprowadzenia go na właściwą drogę.

15:56, jan.turnau
Link Komentarze (23) »
niedziela, 06 września 2015
Bez względu na osoby

List Jakuba 2,1
„Bracia moi, niech wiara wasza w Pana naszego Jezusa Chrystusa uwielbionego nie ma względu na osoby.” (Tysiąclatka).
Naśladujmy papieża Franciszka: ten nie ma na przykład względu na żadne eminencje, by o ekscelencjach nie wspomnieć. Ich chłoszcze krytyką na równi z katolikami rangi pośledniej.

08:29, jan.turnau
Link Komentarze (14) »
 
1 , 2
Archiwum