Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
niedziela, 23 września 2012
Nieważność

Ewangelia Marka 9,34
„Dyskutowali, kto z nich jest najważniejszy”. To o apostołach. Kto na pewno nigdy nie chce być taki, niechaj rzuci kamieniem.

PS. Roboty innej za dużo, zawieszam blog do niedzieli 8 października.

07:55, jan.turnau
Link Komentarze (71) »
sobota, 22 września 2012
Niedojrzałość

Ewangelia Łukaszowa 8,14
Przypowieść o siewcy i ziarnie: „To zaś, które padło w ciernie, to są ci, którzy usłyszeli, ale idąc dławieni są przez troski i bogactwo, i rozkosze życia, i nie dochodzą do dojrzałości” Przełożyliśmy tak mocno: „dławieni”. Mówimy też o niedochodzeniu do dojrzałości zamiast o niewydawaniu owocu jak w Tysiąclatce, bo to też brzmi agronomicznie, a sugeruje, że owa postawa hedonistyczna to w istocie jakiś infantylizm. Mędrzec jest ponad podobnymi głupstwami: nie chodzi tu o jakąś ascezę, ale o dystans wobec wszelkiego blichtru.

06:42, jan.turnau
Link Komentarze (78) »
piątek, 21 września 2012
Mateusz kolaborant i bogacz

Ewangelia według Mateusza 9,9-13
Czytamy dziś w moim Kościele o powołaniu Mateusza, bo wspominamy go dzisiaj liturgicznie. Jest to dzień świąteczny, coś więcej niż wspomnienie liturgiczne zwykłe czy nawet obowiązkowe: tak się czci apostołów i ewangelistów, a Mateusz był jednym i drugim. Cerkiew prawosławna wspomina go 16 listopada, protestanci tych ludzi jakoś czczą, na ołtarzu jednak ani w kalendarzu kościelnym ich nie umieszczają, by nie padał nawet cień ich deifikacji.

Przynależność Mateusza do Dwunastu raczej nie ulega kwestii. Mogłaby takowa zaistnieć, ponieważ Marek i Łukasz piszą o powołaniu celnika Lewiego, nie Mateusza, ale nawet krytyczna „Encyklopedia biblijna” nie robi z tego większego problemu: przecież ów apostoł mógł mieć dwa imiona, jak Szymon Piotr, Szaweł (Saul) Paweł. Przy czym u Marka ów Lewi jest synem Alfeusza, czyli, być może, bratem Jakuba, ale nie tego Zebedeuszowego.

Z autorstwem ewangelii sprawa bardziej dyskusyjna. „Encyklopedia biblijna” powiada: „Chociaż apostoł Mateusz mógł aktywnie uczestniczyć w zakładaniu Kościoła, w którym powstała ta ewangelia, autor reprezentuje poglądy teologiczne, znajomość greki i formację rabinacką, które sugerują, że był judeo-chrześcijaninem z drugiego pokolenia.” Jednym słowem, autorstwo Mateuszowe byłoby chyba podobne do Janowego: nie tyle pisanie, ile patronowanie. Przy czym Mateuszowy udział autorski kwestionowany jest przez innych biblistów też z powodu dziwnej bezosobowości tekstu. U Jana widać ślady jego udziału, chociaż przez skromność je starannie zaciera, używając rzeczownika „uczeń” z dodatkowymi określeniami, Marek pisze o chłopcu, co uciekał nago przed wrogami Jezusa - u Mateusza żadnych takich „personaliów” nie ma. Mnie jednak wydaje się, że każdy człowiek ma tutaj swoje predylekcje: Mateusz mógł uważać, że wystarczy sucha wiadomość, iż był celnikiem.

No właśnie - wśród Jezusowego sztabu wyróżniał się tym politycznie i chyba „klasowo”. Politycznie, bo „kolaborował”, „klasowo”, bo miał się finansowo lepiej niż na przykład rybacy Szymon i Andrzej. Co prawda, też rybak Jan, jak wynika z tekstu ewangelii, miał z ojcem przedsiębiorstwo połownicze, bo zatrudniali najemników, czyli był zamożniejszy z domu (Mk 1,20), a o sytuacji materialnej innych apostołów nic raczej nie wiemy - ale poborcy podatkowi zarabiali szczególnie obficie. Więcej albo mniej - w zależności od tego, ile z tych opłat państwowych brali legalnie do własnej kieszeni, mogli nie zdzierać - ale zawsze sporo, Mateusz również. Czy ma to jakiś związek z jego wersją jednego z „błogosławieństw”: „ubodzy duchem”, czyli czasem bogaci ”ciałem”, a nie mocniej - „ubodzy”, jak u Łukasza? Czy mamy tu ślad jego troski o wizerunek moralny takich, jak on? W każdym razie logion Jezusa o uchu igielnym i wielbłądzie jest także w jego ewangelii. Na pewno jednak nie jest ona w takiej mierze, jak ewangelia Łukaszowa, wrażliwa na niedolę różnych poszkodowanych przez los, także finansowo.

No i ta współpraca z okupantem. Jezus nie przejmował się nadmiernie podobnymi sprawami. Powołał Mateusza może właśnie po to, żeby pokazać, iż jego uczniem może być także ktoś tak pogardzany przez faryzeuszy i większość ludu. Żeby tylko naprawdę poszedł za Nim.

15:59, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
czwartek, 20 września 2012
Utracona cześć biblijnych Marii. Wciąż o wrześniowym „Znaku"

Ewangelia Łukasza 7,36-50
Opowieść o „jawnogrzesznicy", która łzami swymi oblała Jezusowi stopy i włosami je otarła. Goszczący Go faryzeusz Szymon pomyślał, że gdyby Jezus był prorokiem, wiedziałby, co to za kobieta i nie pozwoliłby jej się dotknąć. Co On mu odpowiedział, można łatwo sprawdzić, a ja powiodę myśl moją w stronę Ewangelii Jana 11,2, gdzie tak witająca Jezusa kobieta jest już „imienna": To Maria, siostra Marty i Łazarza z Betanii.

Otóż można by powiedzieć, że gdyby ci dwaj ewangeliści byli prorokami, czyli znali przyszłość, zaznaczyliby, że Maria z Betanii tamtą grzesznicą nie była. Nie pozwoliliby w ten sposób niektórym biblistom odnosić tamtych słów Jana nie do relacji sąsiadującej niemal z nimi (12,1-8), ale do opowieści Łukaszowej.

No cóż, nie ma teorii, której by nie wymyślili uczeni... Podejrzliwość poniektórych szczególnie wobec kobiet była przerażająca. Była, nie jest jeszcze, można by rzec w odniesieniu do Marii z Betanii. Gorzej z Marią Magdali, której dotąd przyszywa się podobną (a)moralną łatkę. Albo utożsamiano ją z imienniczką z Betanii oraz z Łukaszową grzesznicą, co już zgoła obłędne, bo Betania nie Magdala przecież. Albo daje się Marii betanijnej spokój, tylko atakuje się owym utożsamieniem Magdalenę. Argumentem byłaby jej miłość do Jezusa oraz to, że Jezus wygonił z niej aż siedem czartów. Jeśli tak dużo, to na pewno grzeszyła w sposób, by tak rzec, określony...

Dzisiaj już jednak feminizm zrobił swoje, czasem nawet - by tak rzec - nadrobił. Dowiedziałem się tego szczególnie mocno od Aleksandra Gomoli, który w cytowanym już tutaj wrześniowym „Znaku" o tak zwanych przekładach inkluzywnych barwnie opowiada. Otóż są w tym nurcie myślowym pomysły różnej dyskusyjności. Albowiem np. zdanie z Listu Jakuba 1,12 może i mogłoby nie brzmieć jak jeszcze w Tysiąclatce i (nostra culpa) w Ekumenicznym Przekładzie Przyjaciół: „Błogosławiony mąż, który wytrwa w pokusie..." tylko - jak mają Poznanianka i Paulinka - „ponadpłciowy" „człowiek". Niemniej sporą przesadą jest już tłumaczenie inkluzywistyczne angielskie, brzmiące po polsku nie „żony, bądźcie poddane mężom" (List do Kolosan 3,18), ale „ci z was, którzy pozostajecie w trwałych związkach, bądźcie poddani sobie nawzajem". Tam wprawdzie termin grecki wyraźnie wskazywał mężczyznę, ale sens zdania dał się odnieść również do kobiety, tu chodziło o żonę i tylko o nią. Nie przesadzajmy, Biblii nie zmieniajmy.

17:07, jan.turnau
Link Komentarze (20) »
środa, 19 września 2012
Hymn o miłości. Translatorskie trudności

1 List do Koryntian 12,31-13,13
„Rzymskim” katolikom przeznaczono dzisiaj do lektury tekst nieporównanej piękności: hymn opiewający największą z cnót, czyli większą od wiary i nadziei. Ta hierarchizacja jest głęboko znacząca: wynika z niej pierwszeństwo etycznej (nie ”dogmatycznej”) oceny człowieka. Czyli to, co czytamy w 25 rozdziale ewangelii Mateusza: „cokolwiek uczyniliście jednemu z moich braci najmniejszych...”. Czyli że ostatecznie (okaże się to na Sądzie Ostatecznym) nie poglądy są ważne, światopoglądy, ale postawy. Czy więcej altruizmu, a mniej egoizmu. To podstawa łączności duchowej i myślowej wszystkich mieszkańców naszej planety, jakiegoś panekumenizmu”.

A tekst to oczywista perła literacka Biblii, także pewnie światowej literatury. Cały list to dzieło Pawła niewątpliwe, co do hymnu jednak, może liturgicznego, kiedyś uważałem, że nie mógł go napisać autor listów właśnie, bo to teksty stylistycznie inne zupełnie: długie, skomplikowane wywody. Ale jest przecież w owych epistołach ta jakoś gorącość serca, z której właśnie mógł ów tekst wytrysnąć. Co zaś do talentu, literackiego czy wręcz poetyckiego, to widać go też czasem w „corpus Paulinum”, szczególnie w wyznaniach osobistych. Zresztą każdy prawie człowiek ma czasem poetyckie natchnienie: Tadeusz Mazowiecki, który przecież pisze z trudem, bardzo ciężko w sensie subiektywnym i obiektywnym (czytelniczym), napisał też kiedyś piękny wiersz, publikowany w „Więzi” i potem jeszcze raz gdzieś.

Wracam do „Znaku”, do tamtejszych tekstów „translatologicznych”. Jeszcze o rozmowie z Markiem Pielą, tym razem o biblijnym pięknie. Wydaje mi się, że sprawa prosta nie jest. Że autor jest w swoich sądach zbyt kategoryczny. Chwali przekład psalmów (raczej parafrazę) Jana Kochanowskiego, także współczesny Bogdana Drozdowskiego, a bardzo krytykuje tłumaczenie Miłosza. Jego zdaniem „nie jest to wcale przekład literacki. Gdybym nie wiedział, że dokonał go poeta, noblista, to sądziłbym, że wyszedł spod pióra biblisty, który w życiu nie przeczytał ani jednego wiersza napisanego oryginalnie po polsku. Miłosz nie mógł uzyskać innego efektu, skoro postanowił przetłumaczyć tekst dosłownie.” Otóż nie jestem szczególnym wielbicielem Miłoszowych tłumaczeń Biblii, ale jego dosłowność powinien Piela uważać za zaletę, jeśli styl biblijny uważa za piękny. Nie zauważyłem u Miłosza jakiegoś stylowego niewolnictwa. jakiegoś wypaczania polszczyzny, żeby było jak w oryginale, albo jej psucia. Może zresztą po prostu „de gustibus non est disputandum”.

Zaraz dalej pisze Piela tak: „Nierzadko zdarzają się w Biblii kalambury, gry słowne, które mają czytelnika olśnić, sprawić mu estetyczną przyjemność. Przekłady rzadko oddają te literackie walory oryginału i dlatego współczesny człowiek czytając Biblię w przekładzie może nie mieć wrażenia, że są to teksty natchnione, a więc doskonałe także pod względem literackim.” I dalej przykład z Księgi Izajasza. Pozwolę sobie zauważyć, że w takim razie sprawa jest beznadziejna: tłumacze są usprawiedliwieni, bo żaden nie może przecież oddać kalamburów hebrajskich, najwyżej wymyśli polskie, przed czym bym raczej ostrzegał, Piela chyba też.

Ale chwalę tu myśl, że natchnienie religijne równa się jakoś literackiemu: żeby uwierzyć Biblii, trzeba się nią oczarować!

13:31, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
wtorek, 18 września 2012
Dywagacje wokół siwizny

Księga Mądrości 4,8-9
„Starości nie ocenia się wiekiem
i liczbą lat się jej nie mierzy.
Siwizna, która budzi szacunek - to roztropność.
Ten jest naprawdę sędziwy, kto żyje przykładnie.”

Przekład tak zwanej Biblii Paulińskiej (Paulistów). Najnowszy z czterech całościowych (po Tysiąclatce, protestanckiej Warszawiance oraz Poznaniance) nie jest dziełem paulinów, tych z Jasnej Góry, od św. Pawła Pustelnika, ale paulistów, dużo młodszego zgromadzenia zakonnego, które wybrało sobie za patrona Pawła z Tarsu i ma wydawnictwo również w Częstochowie. A swoją Biblię na współczesność języka nastawiło. „Siwiznę” ma zamiast „sędziwości” wybranej przez Tysiąclatkę („siwe włosy” - Poznanianka).

Zacytowałem tu coś o starości przez swoistą przekorę. Bowiem mamy dzisiaj w Polsce święto naszego rodaka, Stanisława Kostki, który umarł mając lat 18, czyli późnego wieku zgoła nie dożył. Wybrano zaś „rzymskim katolikom” dwa powyższe wersety, bo od nich zaczyna się fragment brzmiący też w Paulistce: „Spodobał się on Bogu, a Bóg go umiłował, Uczciwy żył wśród grzeszników, więc Bóg przeniósł go w inne miejsce”. To o świętym Stasiu, z aluzją do mało przykładnego dworu wielkoszlacheckiego, z którego chłopak uciekł do jezuitów za granicę. Inicjatywy, przedsiębiorczości dzielnej nie brakowało mu na pewno.

Niemniej ja tu raczej o starości, z przekory samolubnej, bo to mój żywioł. Najwyraźniej już w starożytności kult starców budził wątpliwości. Dzisiaj oczywiście większe, acz internet internetem, ale życie życiem, a to w istocie stale takie samo. Stale trzeba uczyć się mądrości, tej jej gałęzi, co się zwie „roztropność”, a która z uczonością niewiele ma wspólnego. Chyba że z tą, którą zdobywamy ucząc się na błędach, a także sukcesach. Ale i ta nawet - waham się - do końca nie jest oczywista. Bo też na przykład ów dzisiejszy Stanisław wygrał życie czy przegrał? Sukces odniósł czy poniósł klęskę? Odpowiedź od światopoglądu co nieco zależy.

Może jednak - wycofuję się - nie jest tak źle. Bo aureola Stanisławowa głównie kościelna jest, niemniej „życie przykładne” to pojęcie poniekąd ponadświatopoglądowe. Etyki różne nie różnią się wszak zasadniczo. Nikt przecież przytomny nie powie, że dzisiejszy święty byłby równie święty albo i nieświęty, gdyby szlacheckim hulaką został.

17:26, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 17 września 2012
Bliźni taki jak ty. Diabeł na końcu szpilki

1 List do Koryntian 11,17-22
„Nie pochwalam was za to, że schodzicie się razem nie na lepsze, ale ku gorszemu, że zdarzają się między wami spory, gdy schodzicie się razem jako Kościół. Zresztą nawet muszą być wśród was rozdarcia, żeby się okazało, którzy są wypróbowani. Tak więc, gdy się zbieracie, nie ma u was spożywania Wieczerzy Pańskiej. Każdy bowiem już wcześniej zabiera się do własnego jedzenia i tak się zdarza, że jeden jest głodny, podczas gdy drugi nietrzeźwy. Czyż nie macie domów, aby tam jeść i pić? Czy chcecie znieważać Boże zgromadzenie i zawstydzać tych, którzy nic nie mają? Cóż wam powiem? Czy będę was chwalił? Nie, za to was nie chwalę.”

Znów problem kościelnych konfliktów wewnętrznych, tym razem w związku z eucharystią, o której potem obszernie mówi Paweł, dając najwcześniejszy w Biblii opis ustanowienia tego sakramentu. Potępia rozdarcia, które widać podczas agap, czyli posiłków poprzedzających wówczas święty obrzęd (teraz bywają po nim): nierówność majątkowa daje wtedy znać o sobie.
Eucharystia ma być naprawdę komunią uczestników, a jak trudno o to u nas. Ktoś zwierzył mi się, że trudny do wykonania jest dla niego znak pokoju, a jeszcze bardziej dla jego żony. Nie tylko ukłon, ale i podanie ręki, uścisk cudzej, która może być brudna... Argumentowałem, że dokładnie tak samo bywa, gdy spotykamy kogoś w sytuacji świeckiej, na ulicy albo i w domu: tam też higiena zawodzić może. Zresztą nasze ręce też nie zawsze sterylne. Księża powinni dużo mocniej akcentować ten aspekt „horyzontalny" mszy, która przecież jest spotkaniem nie tylko z Bogiem, także z bliźnimi, a raczej z Bogiem w bliźnich.

Bliźni... Kto nim jest? W Nowym Przymierzu to jest teoretycznie jasne, w Starym istniały ograniczenia. Mówi się o tym nieraz, ale dopiero w ostatnim numerze „Znaku", który tu już raz reklamowałem, wyczytałem nieznaną mi egzegezę fundamentalnej formuły z Księgi Kapłańskiej: „Kochaj bliźniego swego jak siebie samego". Hebraista Marek Piela powiada, że werset ten mówi w istocie, iż należy kochać wyłącznie tych ludzi, którzy są do nas podobni, ponieważ znaczy najprawdopodobniej: „Masz kochać bliźniego swego, który jest taki sam jak ty". Już niekoniecznie jakiegoś innoplemieńca.

Dziś kolejna rocznica agresji sowieckiej na Polskę w 1939 roku. Na szczęście mamy już wspólne przesłanie katolicko-prawosławne, które wzywa do przebaczenia naszym bliźnim zza Buga. Nie takim samym jak my na przyziemny pozór, ale identycznym w świetle Ewangelii. Przeczytałem też pierwszy numer czasopisma poświęconego szatanowi: „Miesięcznik Egzorcysta. Prawdziwe historie”. Wydawca: Polskie Wydawnictwo Encyklopedyczne w Radomiu, redaktor naczelny: Artur Winiarczyk, w Radzie Programowej m.in. znany demonolog ks. Aleksander Posacki, koordynator księży egzorcystów ks. Andrzej Grefkowicz, publicysta „Frondy” Grzegorz Górny. W numerze rzeczywiście dużo opowieści o różnych wydarzeniach niesamowitych. Przede wszystkim tych właśnie, w których występuje diabeł. Manifestuje swoją obecność: przemawia na przykład do Polaka po polsku przez dziewczynę, która na pewno nie uczyła się tego języka. Są jednak również relacje, w których pojawia się anioł: ktoś wskazuje wygodny nocleg, a potem okazuje się, że w klasztorze, w którym ten ktoś pomógł w ten sposób podróżnemu, nikogo takiego nie ma. Pismo przekonuje nie tylko, że opętania są faktem oczywistym, ale że równie oczywista jest inwazja Szatana w postaci New Age, okultyzmu, ezoteryzmu, działań bioenergetów. Że ukrył się w mediach laickich „i konieczny jest wielki egzorcyzm przez wyraźne mówienie prawdy o sposobach działania szatana tam, gdzie panuje duch tego świata”.

Przypomniałem sobie jednak, że mam też wydaną niedawno w Bibliotece „Więzi” książkę Tomasza Ponikły „Szachy ze Złym”. Dziesięć rozmów z ludźmi różnych specjalności. Teologami: księżmi Grzegorzem Strzelczykiem, Piotrem Jordanem Śliwińskim i Robertem J. Woźniakiem, historykiem Marią Dzielską, psychologiem Ewą Woydyłłą, psychiatrą Bogdanem de Barbaro, etykiem Jackiem Filkiem, religioznawcą Zbigniewem Mikołejką, krytykiem sztuki Krystyną Czerni, muzykiem Tomaszem Budzyńskim. Taka wyliczanka nudzi, ale potrzebna mi była, by powiedzieć, że Ponikło przesłuchał na okoliczność diabła sporo ludzi mądrych. Jego książka jest znakomita (raczej „więziomita”, bo nie Znak ją wydał)! Poglądy rozmówców różne, teologowie oczywiście uznają istnienie Szatana, ale reszta nie chichocze; tylko profesor Filek uważa ową wiarę za ludzką chęć usprawiedliwiania się. Zarazem księża Strzelczyk i Woźniak ostrzegają przed demonologiczną przesadą. Ten pierwszy powiada, że „łatwo tu o utratę równowagi. Tak jak na Zachodzie, gdzie przez dziesięciolecia właściwie nie powoływano egzorcystów. A teraz zgodnie z efektem wahadła pewne środowiska katolickie widzą tabuny diabłów na główce każdej szpilki.”

14:47, jan.turnau
Link Komentarze (18) »
Wiara i uczynki, Paweł i Jakub, Luter i Rzym

Wpis na niedzielę 16. września 2012 r.

List Jakuba 2,14
„Jaki z tego pożytek, bracia moi, skoro ktoś będzie utrzymywał, że wierzy, a nie będzie spełniał uczynków? Czy sama wiara zdoła go zbawić?"
Nieśmiertelny problem wiary i uczynków, dogmatyki i etyki, w każdym razie przynajmniej dwutysiącletni, prawie tak długi jak chrześcijaństwo. Zapewne najpierw trochę inaczej poruszał Jakuba niż Pawła. Bo chyba teologia tego pierwszego lekceważąca uczynki Prawa bywała źle rozumiana w pierwotnym Kościele. Chodziło mu tylko o obowiązki rytualne, nie o miłość bliźniego, ale nie wszyscy pewnie to rozumieli, co drażniło Jakuba i jego zwolenników. Szczególnie że „ci od Jakuba”, judeochrześcijanie, byli dużo mniej krytyczni wobec Prawa. Sytuacja powtórzyła się w czasie Reformacji, gdy Luter musiał z kolei gromić swoich zwolenników za interpretowanie jego myśli jako swoisty liberalizm etyczny.
Dla każdego chrześcijanina oczywisty jest teoretycznie związek między wiarą a życiem, choć praktycznie bywa taki, jaki na ogół widać. Ale teoretycznie nie znaczy teologicznie. Bo w teologii ewangelickiej kładzie się większy akcent na wiarę niż na uczynki w tym sensie, że większy na wezwanie Boże niż na odpowiedź człowieka. Po dogadaniu się rzymskich katolików z luteranami w sprawie usprawiedliwienia są to różnice niuansowe, wspólnie wierzymy, że człowieka zbawia Bóg, nie że zbawia się on sam - ale teologie się różnią jeszcze trochę. Nie szkodzi: pluralizm był zawsze i będzie, amen!

14:36, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
sobota, 15 września 2012
Dramat Marii z Nazaretu

Ewangelia Łukasza 2,33-35
„Po przedstawieniu Jezusa w świątyni Jego ojciec i matka dziwili się temu, co o Nim mówiono. Symeon zaś błogosławił ich i rzekł do Maryi, matki Jego: - Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu”.

Dziś tak zwane wspomnienie obowiązkowe (mniej niż święto, więcej niż wspomnienie dowolne) Najśw. Maryi Panny Bolesnej, jakoś paralelne do wczorajszego święta Podwyższenia Krzyża. Nie ma tego katolickiego dnia maryjnego u prawosławnych, choć czczą Marię z Nazaretu na równi z moim Kościołem: są bardziej wierni tradycji, mniej skłonni do ustanawiania nowych dogmatów czy świąt. A wybrano na dzisiaj tę perykopę ze względu na ów przenikający Maryję miecz. O ile nie całkiem jasne są owe „zamysły wielu serc”, to oczywiste jest, że mowa tu o dramacie matki Chrystusa. Dopełnił się pod krzyżem, zaczął się jednak już przecież, gdy okazało się, że spodziewa się dziecka. Wprawdzie Józef uznał je za swoje, ale jego rozterki musiały Maryję boleć. I można się domyślać, ile było potem plotek: jakiś dziwnie niepodobny do Ojca...

09:31, jan.turnau
Link Komentarze (61) »
piątek, 14 września 2012
Krzyż to nie są dwa skrzyżowane patyki

List do Filipian 2,6-11
”On, istniejąc w postaci Bożej,
nie skorzystał ze sposobności,
aby na równi być z Bogiem,
lecz ogołocił samego siebie,
przyjąwszy postać sługi,
stawszy się podobnym do ludzi.
A w tym, co zewnętrzne, uznany za człowieka,
uniżył samego siebie,
stawszy się posłusznym aż do śmierci,
i to śmierci krzyżowej.
Dlatego też Bóg wywyższył Go nad wszystko
i darował Mu imię
ponad wszelkie imię,
aby na imię Jezusa
zgięło się każde kolano
istot niebieskich i ziemskich, i podziemnych.
I aby wszelki język wyznał,
że Chrystus jest Panem -
ku chwale Boga Ojca.”

List na pewno samego Pawła, nie któregoś jego ucznia, natomiast tekst przeznaczony na dzisiaj to hymn liturgiczny, być może innego autora, wkomponowany w dzieło Pawłowe. Wyrażenia: „stawszy się podobnym do ludzi", a w tym, co zewnętrzne, uznany za człowieka" są niezbyt precyzyjne jeszcze, bo przecież Jezus nie był człowiekiem tylko na pozór, jak mogą być rozumiane te słowa (terminologia chrześcijańska rozwijała się stopniowo). Tak jak był też rzeczywiście Bogiem (Biblia Poznańska ma zamiast „postaci" - „naturę", w oryginale jednak morphé ). ”Pan” to ”Kyrios”, odpowiednik hebrajskiego JAHWE. No i ciekawa możliwość różnego rozumienia tekstu zaraz na początku: niektórzy (Wujek za Wulgatą, EPP) tłumaczą wręcz przeciwnie niż BT, BP itp.: nie „nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem", ale „nie uznał za przywłaszczenie swej równości z Bogiem". No cóż greka starożytna bywa dużym problemem, szczególnie w epistołach. Ale to detale, ogólny sens tekstu jest jasny. Jezus dał przykład uniżenia, ogołocenia wręcz („kenozy") niesłychany, absolutny.
Czytamy dziś ów hymn, bowiem mamy dziś w Kościele katolickim i w Cerkwi prawosławnej święto Podwyższenia Krzyża. W IV wieku cesarzowa Helena odnalazła relikwie krzyża, w Jerozolimie zostały wybudowane dwie bazyliki połączone podwórzem: Krzyża i Zmartwychwstania. Połączone, bo cierpienie łączy się w końcu z radością, klęska ze zwycięstwem.
Cytowałem tu z „Alfabetu Tischnera", który już można kupić w księgarniach, jego mocne powiedzenie o krzyżu. Że sprowadzanie go do poziomu każdego znaku narodowej tożsamości zapodziewa gdzieś transcendentny wymiar symbolu. „Krzyż jest znakiem innego ładu. Pod nim »nie ma Greka ani Żyda«. Nie ma »mocy i przemocy«. Krzyż musi być ponad konfliktami narodowymi, a jeśli nie jest, to mamy tylko dwa skrzyżowane patyki".

12:36, jan.turnau
Link Komentarze (60) »
czwartek, 13 września 2012
Wariacje na temat zgorszenia

1 List do Koryntian 8,1b-7, 10-13
„«Wiedza» wbija w pychę, miłość zaś buduje. Gdyby ktoś mniemał, że coś „wie”, to jeszcze nie wie, jak wiedzieć należy. Jeżeli zaś ktoś miłuje Boga, ten jest również uznany przez Boga. Zatem jeśli chodzi o spożywanie pokarmów, które już były bożkom złożone na ofiarę, wiemy dobrze, że nie ma na świecie żadnych bożków ani żadnego boga prócz Boga jedynego. A choćby byli na niebie i na ziemi tak zwani bogowie, jest zresztą mnóstwo takich bogów i panów, dla nas istnieje tylko jeden Bóg Ojciec, od którego wszystko pochodzi i dla którego my istniejemy, oraz jeden Pan Jezus Chrystus, przez którego wszystko się stało i dzięki któremu także my jesteśmy. Lecz nie wszyscy mają „wiedzę”. Niektórzy jeszcze do tej pory spożywają pokarmy bożkom złożone, w przekonaniu że chodzi o bożka, i w ten sposób kala się ich słabe sumienie. Gdyby bowiem ujrzał ktoś ciebie, oświeconego „wiedzą”, jak zasiadasz do uczty bałwochwalczej, czyżby to nie skłoniło również kogoś słabego w sumieniu do spożywania z ofiar składanych bożkom? I tak to właśnie „wiedza” twoja sprowadziłaby zgubę na słabego brata, za którego umarł Chrystus. W ten sposób grzesząc przeciwko braciom i rażąc ich słabe sumienia, grzeszycie przeciwko samemu Chrystusowi. Jeśli więc pokarm gorszy brata mego, przenigdy nie będę jadł mięsa, by nie gorszyć brata.”

Do teologii, do pasterzowania duszom trzeba sporo psychologii. Paweł okazał się tutaj dobrym znawcą ludzkich psychik - choć przede wszystkim etyki chrześcijańskiej, w której decyduje sumienie: intencja. I dał nam przykład, jak nie gorszyć mamy.

Słowo „zgorszenie" ma przynajmniej dwa znaczenia. Pierwsze, pewnie częstsze, to oburzenie: jak on mógł się tak zachować! Ten, co się oburza, nie stał się bynajmniej gorszy. Nawet nieraz poczuł się lepszy - w porównaniu z tym, który go oburzył. Czasem jest to samopoczucie hipokryty: „Trafiła go na kształt gromu taka hańba w polskim domu". „Szkandał"... Obok świętoszków są jednak ludzie naprawdę świętobliwi (choć słowo to niebezpieczne, złośliwie przekręcane), których naprawdę gorszy na przykład teraźniejsza gadka Korwina-Mikkego (czy aby całkiem zdrowego na umyśle?).

Drugie znaczenie mamy tu u Pawła. Cenne jest jego ostrzeżenie przed sądzeniem według siebie: jeśli ja wiem coś, to wie też każdy. Błąd myślowy między innymi publicystów. Biskup Bronisław Dembowski opowiadał kiedyś taką brutalną przypowieść. Redaktor do młodego autora: - Niech pan nie myśli, że czytelnik jest głupi. - ? - Nie, proszę pana, on jest bardzo głupi.
Autor strzela, przypadek artykuł nosi, także do kogoś, który całkiem źle zrozumie. Trzeba zatem uważać, wyważać. Żeby na przykład ktoś czytając mnie nie doszedł do wniosku, że mój Kościół jest całkiem do kitu. Szczególnie gdy moją „pisankę" dosmaczy lekturą komentarzy... Trzeba jednak również odważać się. Być też choć trochę prorokiem.

PS. Dziś Benedykt XVI przylatuje do Libanu. To oaza międzyreligijnego pokoju pośród pustyni wojny wszystkich ze wszystkimi. Oby stawała się wzorem dla sąsiadów. Polska była takim Libanem w czasach wojny trzydziestoletniej: mimo kilku tragicznych incydentów - „państwem bez stosów", jak ją nazwał profesor Tazbir. Co oczywiście nie znaczy, że była realnie przykładem dla rozdartego walkami Zachodu.

19:38, jan.turnau
Link Komentarze (30) »
środa, 12 września 2012
Biada antyprorokom. Błogosławiony „Znak" wrześniowy!

Ewangelia Łukasza 6,20-26
”W owym czasie Jezus podniósł oczy na swoich uczniów i mówił: - Błogosławieni jesteście, wy, ubodzy, albowiem do was należy królestwo Boże. Błogosławieni wy, którzy teraz głodujecie, albowiem będziecie nasyceni. Błogosławieni wy, którzy teraz płaczecie, albowiem śmiać się będziecie. Błogosławieni będziecie, gdy ludzie was znienawidzą i gdy was wyłączą spośród siebie, gdy was zelżą i z powodu Syna Człowieczego podadzą w pogardę wasze imię jako niecne: cieszcie się i radujcie w owym dniu, bo wielka jest wasza nagroda w niebie. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili prorokom. Natomiast biada wam, bogaczom, bo odebraliście już pociechę waszą. Biada wam, którzy teraz jesteście syci, albowiem głód cierpieć będziecie. Biada wam, którzy się teraz śmiejecie, albowiem smucić się i płakać będziecie. Biada wam, gdy wszyscy ludzie chwalić was będą. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili fałszywym prorokom.”

Zacytowałem dzisiejszą „czytankę", choć każdy łatwo znajdzie ten tekst albo i zna go prawie na pamięć, ponieważ warto weń spojrzeć bardziej refleksyjnie.

Facet złośliwie bezmyślny może obśmiać owe wersety. No bo po cóż ta pochwała ubóstwa: gdyby przejmowali się nią Amerykanie, USA nie byłyby dzisiaj taką potęgą. Dziwne, że społeczeństwo tak kochające Biblię mogło dobrze znosić jej demoralizujące w istocie hasła. To przecież miód na serce różnych lumpenproletariuszy, którym tak dobrze w roli bezrobotnych. To w ogóle pochwała bezradności jako postawy duchowej: oferma ideałem moralnym.

Taka popłuczyna po Nietschem do niczego dobrego (mądrego) oczywiście nie doprowadzi. Albowiem mamy tu klasyczny język prorocki. Także w ostatnich zdaniach, chwalących takich, których wszyscy chwalą: przecież to nie żadna polemika z wynoszeniem ludzi na ołtarze, ponieważ umarli „in odore sanctitatis" - w powszechnym przekonaniu, że byli święci. To natomiast krytyka proroków fałszywych, czyli tych, co podlizują się opinii publicznej, nigdy nie rzucają gromów, w każdym razie nigdy na „grupy trzymające władzę". Na pochlebców, czyli właśnie antyproroków. Niestety potężna jest pokusa pisania na „zamówienie społeczne": na coś, co poniekąd zasługuje na to określenie, jeśli społeczeństwem jest wielki tłum ludzi, którzy chcą czytać tylko to, co potwierdza ich poglądy i postawy moralne. Pokusa służby myślowej modzie.

Lektura: wrześniowy „Znak" na temat przekładów biblijnych, bardzo ciekawy. Chwalę nie tylko dlatego, że jestem zadowolony z zauważenia Ekumenicznego Przekładu Przyjaciół. Co prawda, arcybiskup Jeremiasz „z domu" Jan Anchimiuk (u prawosławnych biskupi noszą tylko imiona, co bierze się stąd, że hierarchów wybiera się tylko spośród mnichów, a tych nazywa się tylko zakonnymi imionami), został nazwany J.A. Anchimiukiem, ale to drobiazg, który zainteresowany na pewno wybaczy. Chwalę, bo w tekstach sporo informacji i świeżych tez.

Od Marzeny Zdanowskiej dowiedziałem się, że w tłumaczeniach oficjalnych adresowanych do Eskimosów Baranek Boży jest foką, a w tłumaczeniach chińskich „chleb powszedni" zamieniono na ryż. Co prawda, foka jest łagodna dla ludzi, niemniej ryby konsumuje, może to jednak nie najważniejsze. Zdanowska rozmawia z dominikaninem Markiem Pieńkowskim, a ten podaje ciekawy sposób rozumienia terminu „Logos" w prologu do ewangelii Jana. Tłumaczy się go jako „Słowo", ale to nie bardzo pasuje: Francuzi mają słówko „mot", ale Słowo - „Verbe". Można jednak - powiada Pieńkowski - przekładać „Logos" jako wręcz „sens": świat jest sensowny!

Dużo nowego, choć dyskusyjnego, wnosi rozmowa z hebraistą Markiem Pielą. Jego główna teza jest taka, że filolog ma inne „priorytety" translatorskie niż teolog: ten pierwszy interesuje się tym, co tekst dokładnie znaczy, ten drugi dostosowuje swoje rozumienie do wyznaniowej doktryny. Przykład: w fundamentalnym zdaniu z Księgi Wyjścia „Jestem, który jestem" , czyli odpowiedzi na pytanie Mojżesza o imię Boga, teolog widzi - za Tomaszem z Akwinu - wręcz definicję Boga jako Bytu Koniecznego, różnego od „przygodnych", ale sens owego wyrażenia jest zupełnie inny. Bóg odpowiada: Jest mi obojętne, jakim imieniem będziesz się do mnie zwracał". Piela twierdzi, że w Biblii jest więcej takich wyrażeń oznaczających jakąś obojętność. A to zdanie interpretuje tak: Bóg jest jeden, jedyny, więc można się do Niego zwracać rzeczownikiem pospolitym „Boże", a nie imieniem wyróżniającym Go spośród innych bogów. Inny przykład Pieli: werset z Księgi Rodzaju 24,2 tłumaczy się tradycyjnie „Połóż mi swą rękę pod biodro", ale chodzi tu o dotknięcie narządów płciowych. Czemu właśnie ich na znak wierności przysiędze, o którą tu chodzi? Ponieważ uważano je za bardzo ważne, bo zapewniające najcenniejsze ludzkie dobro, jakim jest potomstwo, przedłużenie rodu (czyli rodzaj nieśmiertelności). Za półżartowną radą Pieli Biblia Paulińska przełożyła to wyrażenie „Włóż mi rękę między nogi". Taki jest też sens obrzezania: znaku na czymś tak właśnie istotnym.

Ale ani te przekłady, ani inne podane przez autora nie wydają mi się niemożliwe do przyjęcia przez egzegezę „ortodoksyjną". Jeżeli biblista czy też teolog jest innego zdania, to dlatego, że po prostu inaczej rozumie tekst. Nie kieruje nim żadne „a priori" konfesyjne.

Do tego numeru „Znaku" będę tu wracał nieraz.

15:33, jan.turnau
Link Komentarze (59) »
wtorek, 11 września 2012
Judaszów było dwóch!

Ewangelia Łukasza 6,13-16
„A kiedy nastał dzień, przywołał swoich uczniów i wybrał z nich Dwunastu, których nazwał apostołami: Szymona, którego nazwał Piotrem, i Andrzeja, brata jego, i Jakuba, i Jana, i Filipa, i Bartłomieja, i Mateusza, i Tomasza, i Jakuba Alfeuszowego, i Szymona zwanego Zelotą, i Judę Jakubowego, i Judasza Iskariotę, który stał się zdrajcą.”
Ekumeniczny Przekład Przyjaciół.

Piszę tu z zapałem o różnych kłopotach biblistycznych, także tych z różnym nazewnictwem, różnymi imionami bohaterów w oryginale. Ale owo nazewnictwo to także problem dla tłumaczy. Przywykliśmy potężnie do Szawła, ale to tradycja translatorska katolicka: ewangelicy mają Saula. Żałuję, że nie poszliśmy ich śladem, natomiast wsparty przez arcybiskupa Jeremiasza a przeciw ks. Czajkowskiemu, przeforsowałem coś, czego bodaj nikt nie ma, mianowicie Stefana zamiast Szczepana. Dlaczegóż mamy odróżniać owego diakona od króla węgierskiego? Co prawda, ten drugi zabijał, nie był zabity, ale to inna sprawa.

Nie zdobyliśmy się tym bardziej na rewolucję o wiele większą. Otóż nie każdy wie, że wśród Dwunastu było Judaszów dwóch. Osobne imię dla zdrajcy nie jest bynajmniej pomysłem polskim: także na przykład francuskim i niemieckim. Ale tamtejsi katolicy zdobyli się na innowację: „Nouvelle traduction” z roku 2001 obu Judaszów nazywa tak samo, również powojenny przekład niemiecki Fritza Tillmanna.

To reforma ważna jest nie tylko ze względów informacyjnych: także - by tak rzec - formacyjnych. Osobne imię dla zdrajcy służyło jego „ekskomunice”, a my jesteśmy bardziej ostrożni. Wraz z księdzem Hryniewiczem staramy się szukać dlań jakiegoś częściowego usprawiedliwienia. Przyjmuje się hipoteza, że „barankowe” postępowanie Jezusa wydawało się Judaszowi fatalne, że przez aresztowanie chciał Go sprowokować do pokazania potęgi. Myślał, iż wówczas okaże się w końcu Mesjaszem z prawdziwego zdarzenia. Gdy On jednak dał się spokojnie zamordować, zrozumiał swój błąd i wpadł w rozpacz. A właśnie ów stan ducha przekonuje mnie, że nie był łotrem, a że się powiesił, bynajmniej mnie nie brzydzi moralnie: samobójcy to przecież ofiary najpotworniejszej depresji. Owszem, Jezus powiedział, że „lepiej by mu było, gdyby się nie narodził”, ileż jest jednak takich ostrych słów Jezusowych w ewangeliach, takiej przesady prorockiej.
PS. A imię Jezus to w hebrajszczyźnie to samo, co Jozue.

15:01, jan.turnau
Link Komentarze (14) »
poniedziałek, 10 września 2012
Szał

Ewangelia Łukasza 6,11
„Oni zaś wpadli w szał i naradzali się między sobą, co by uczynić Jezusowi”.
Co ich tak rozwścieczyło - uczonych w Piśmie i faryzeuszy? To, że uzdrowił w szabat. Właściwie to powinni się cieszyć, nie złościć, czyli martwić, bo przecież udało im się zdobyć na Niego „haka”. Wszak śledzili Go, żeby złapać na gorącym uczynku takiego złamania świętego zakazu - i udało im się.

Chyba rozgniewało ich pytanie:„Czy wolno w szabat dobrze czynić, czy wolno źle czynić? Życie ocalić czy zniszczyć? Zaskoczyło ich, nie spodziewali się takich słów, bo nie mogli uwierzyć, że czyta w ich myślach. Co ważniejsze jednak, zażył ich z tak zwanej mańki : podważył ów zakaz argumentem nie do odparcia: jak można zabraniać dobrze uczynić w dzień Boga, który przecież każe być dobrym?

Był dla nich nie do zniesienia, ponieważ w głębi serca wiedzieli, że ma rację. Trudno wytrzymać kogoś, kto nad nami góruje, nad nami, przecież najważniejszymi.

12:37, jan.turnau
Link Komentarze (34) »
niedziela, 09 września 2012
Ile kosztuje sakrament?

List Jakuba 2,5
„Posłuchajcie, bracia umiłowani! Czyż Bóg nie wybrał ubogich tego świata na bogatych w wierze oraz na dziedziców królestwa przyobiecanego tym, którzy Go miłują?”

Nie wszyscy ubodzy materialnie są bogaci duchowo, jedno jednak jest pewne, że powinni być pod szczególną opieką Kościoła. Nie pomogą dzielne placówki parafialne „Caritasu”, jeżeli księża będą wciąż lekceważyć troskę o biedaków, gdy zechcą oni przyjąć sakrament. Proboszczowie muszą wreszcie posłuchać biskupów, a przedtem papieża Polaka, i na pytanie, ile się należy, odpowiadać: to zależy od pani (pana) sytuacji materialnej. Wreszcie!

07:42, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
sobota, 08 września 2012
Mariologii dosyć dużo

Ewangelia Mateusza 1,1-16.18-23
„Rodowód Jezusa Chrystusa, syna Dawida, syna Abrahama...”. Genealogia ta kończy się na „Jakubie, ojcu Józefa, męża Marii, z której narodził się Jezus zwany Chrystusem” i dlatego czytamy ją dzisiaj, w katolickie i prawosławne święto narodzenia Jezusowej matki. O samym narodzeniu czytamy tylko w apokryfach, tekstach raczej nie najpoważniejszych. Dziewicze poczęcie Jezusa zostało tam swoiście skalkowane: jest sugestia, że i sama Maria zaistniała bez udziału mężczyzny. Przeznaczono na dzisiaj także Mateuszową opowieść o tym, jak było z Jego narodzeniem, o rozterkach Józefa, bo dla tego ewangelisty ważniejszy jest Józef. Dla Łukasza ważniejsza była Maria, niemniej w swojej genealogii o Niej nie wspomina. Napisał, że Jezus był ”jak mniemano, synem Józefa” (3,23).

Oba rodowody różnią się sporo, w szczególności imieniem Jezusowego prawnego dziadka: u Mateusza jest to Jakub, u Łukasza Heli (Eli). Bibliści głowią się, skąd ta różnica: hipotez legion, czterotomowa Biblia Poznańska wylicza je skrupulatnie. Myślę, że najlepiej przyjąć po prostu, że były też w tej sprawie różne tradycje.

Dziś uczonych przejmuje problem bardziej podstawowy: czy dziewicze poczęcie Jezusa rzeczywiście miało miejsce? Pozwolę sobie na obszerny cytat z wydanej trzy lata temu przez Znak książki pt. „Credo. Symbol naszej wiary”. Jest to dzieło trzech autorów trzech wyznań: katolika ks. Wacława Hryniewicza, luteranina Karola Karskiego i prawosławnego ks. Henryka Paprockiego. Ten pierwszy referuje dzisiejsze wątpliwości biblistów. Pisze tak:

”Nicejskie wyznanie wiary mówi o dziewictwie Maryi. Chrześcijanie wyznają, że ten sam, «który z Ojca jest zrodzony przed wszystkimi wiekami», jest także Jej Synem, przychodzącym na ten świat. Wiara w dziewictwo Maryi napotyka jednak obecnie wśród chrześcijan poważne trudności. W Biblii istnieje wiele pokładów znaczeniowych, które wymagają różnych sposobów interpretacji. W tekstach o dzieciństwie Jezusa mowa jest o snach i aniołach. Anioł pojawia się w samej scenie Zwiastowania. Krytyczny czytelnik Biblii pyta dzisiaj, czy takie opowiadania, teologicznie motywowane, są wiarygodne z historycznego punktu widzenia i jaki jest sens tych opowieści. Mają one przede wszystkim charakter wyznania i służą przepowiadaniu Dobrej Nowiny o Jezusie jako Mesjaszu. Zaczerpnięte zostały prawdopodobnie od wspólnot judeochrześcijańskich i umieszczone przez Mateusza i Łukasza na początku ich Ewangelii. Wiadomo również, iż mit narodzin z dziewicy był szeroko rozpowszechniony w starożytności, zwłaszcza w Egipcie i mitologii grecko-hellenistycznej. Czy zatem sens opowiadania o dziecięctwie Jezusa i Jego dziewiczych narodzinach można uczynić bardziej zrozumiałym dla ludzi współczesnych? Dla wielu istotne pozostaje pytanie, czy Jego dziewicze narodziny rzeczywiście miały miejsce. Biolodzy zdecydowanie odrzucają w tym wypadku możliwość partenogenezy (gr. parthénos - dziewica). Czy chrześcijanin musi zatem powołać się na cud wbrew wszelkim prawom przyrody? Co mówią historyczno-krytyczne badania nad Biblią?

Niektórzy sądzą, że cudowne narodzenie Jezusa byłoby niezgodne z działaniem Boga w ludziach dziejach. Inni nie odrzucają a priori Jego cudownego działania, ale w Nowym Testamencie nie znajdują wystarczającego potwierdzenia tej prawdy. Uważają, że literacka forma opowieści o dzieciństwie Jezusa w Ewangelii Mateusza i Łukasza nie daje podstaw ku temu, aby wierzyć w biologiczne dziewictwo Jego Matki. Nie jest ono centralnym elementem Ewangelii i nauki chrześcijańskiej. Celem tych opowieści jest potwierdzenie Boskiego pochodzenia i synostwa Chrystusa, a nie wyjaśnienie sposobu dokonania się Jego wcielenia. Ewangeliści posłużyli się motywem dziewiczych narodzin Jezusa jako podaniem, które miało potwierdzić czy nawet uzasadnić |ego Boże synostwo.

Trzeba przyznać, że scena Zwiastowania opisana przez Łukasza odznacza się dużą dyskrecją i uduchowieniem. Wszystko dokonuje się w słowach i pozbawione jest jakichkolwiek elementów erotycznych. Duch Święty ukazany jest jako „Moc Najwyższego" (Łk 1, 35) działająca przy poczęciu Jezusa. W opisie biblijnym nie pojawia się On nawet w postaci gołębicy. Żydowska kobieta Miriam daje świadectwo o rzeczywistym człowieczeństwie Jezusa oraz Jego pochodzeniu od Boga.

Poza wspomnianymi dwoma Ewangeliami w Nowym Testamencie nie ma żadnej informacji o narodzinach Jezusa z dziewicy. W najwcześniejszych pismach, którymi są listy Pawła Apostola, pojawia się jedynie lakoniczna wzmianka o Jego narodzinach ”z niewiasty” (Ga 4, 4), co miało podkreślić rzeczywiste człowieczeństwo Jezusa. Natomiast w najstarszej Ewangelii, świętego Marka, nie ma ani słowa o historii Jego narodzin. Ewangelista przechodzi od razu do opisu wystąpienia Jana Chrzciciela i chrztu Jezusa w Jordanie. Późno napisana (około roku 100) Ewangelia według świętego Jana również nie wspomina o Jego narodzinach z Dziewicy. Oznacza to, że wiara w Chrystusa jako Syna Bożego jest niezależna od wiary w dziewicze narodziny.

Badania biblijne wykazują, że opowiadania o narodzinach z dziewicy nie są historyczną relacją o biologicznym dziewictwie Maryi, lecz teologicznym symbolem nowego początku, który dokonał się w dziejach świata mocą Boga za pośrednictwem Jezusa Chrystusa. Wydarzenia tego nie sposób wyjaśnić na podstawie normalnego rozwoju doczesnej historii ludzkości. Chrześcijanin wyznaje, że trzeba je pojmować w świetle działania samego Boga. Bez tego odniesienia nie zrozumie się początku ziemskiej historii Jezusa i jej znaczenia dla losu całego świata. Połączenie w jednym zdaniu Credo roli Ducha Świętego i „Maryi Dziewicy" jest wyznaniem, że Jezus Chrystus jest zarówno Bogiem, jak i człowiekiem.”

Trzeba by tu jednak zwrócić uwagę również na znajdujący się w dzisiejszym tekście Mateusza cytat z Księgi Izajasza (7, 14): „Oto dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel, to znaczy »Bóg z nami«”. Można oczywiście twierdzić za Biblią Poznańską, że autor starotestamentalny miał tu na myśli po prostu żonę króla Achaza spodziewającą się dziecka i w tych właśnie urodzinach widział znak Bożego błogosławieństwa oraz że odpowiedni termin hebrajski nie musiał oznaczać dziewicy, tylko w ogóle młodą kobietę. Ale faktem jest także, że już Septuaginta przetłumaczyła ów termin wyrazem greckim oznaczającym wyraźnie dziewicę. Co jednak z kolei może dowodzić tylko tego, że idea dziewiczego poczęcia niezwykłego człowieka istniała wśród Żydów już na parę wieków przed chrześcijaństwem i stąd jej tam obecność. Zauważmy następnie, iż Marek (6, 3) cytuje opinię o Jezusie, że jest „cieślą, synem Marii” - o Józefie ani słowa, co może być sugestią ewangelisty, że Józef nie był ojcem biologicznym. Wreszcie milczenie Jana na temat dziewictwa Maryi można tłumaczyć tym, że czwarta ewangelia nie powtarza wielu wiadomości podanych w trzech pierwszych, bo wie o ich istnieniu.

Zobaczymy, co mówi o tej sprawie papież w trzecim tomie swego „Jezusa z Nazaretu”.

07:45, jan.turnau
Link Komentarze (43) »
piątek, 07 września 2012
Autonomia nieabsolutna

1 List do Koryntian 4,4-5
„Sumienie nie wyrzuca mi wprawdzie niczego, ale to mnie jeszcze nie usprawiedliwia. Pan jest moim sędzią. Przeto nie sądźcie przedwcześnie, dopóki nie przyjdzie Pan, który rozjaśni to, co w ciemnościach ukryte, i ujawni zamiary serc. Wtedy każdy otrzyma od Boga pochwałę”.

To - jak na ogół tutaj - Tysiąclatka, myśmy przetłumaczyli: „Do niczego bowiem nie poczuwam się”, co wychodzi raczej na jedno. Autonomia sumienia: głosi ją mocno Paweł, ale rozumie, że ten organ to nie sam Bóg. Etyka, duszpasterstwo musi odrzucać skrajności w ocenianiu naszych czynów. Tak to spowiadający powinien uznać, że grzechem jest zasadniczo to, co penitent za grzech uważa. Może przekonywać do bezwzględnego zła antykoncepcji, ale niech nie odmawia rozgrzeszenia, gdy gość nie czuje problemu. Wszystko to jednak bez przesady: gdy np. facet („babka”) spowiada się tylko z grzechów cudzych, ma się sam (-a) wyraźnie za stałą ofiarę cudzego paskudztwa, to trudno nie sprowadzić go (jej) do moralnego pionu.

Tak, tylko Bóg zna ”serce i nerki człowieka”. Co więcej, Paweł zakłada optymistycznie, że Bóg pochwali każdego, i trzeba ten jego optymizm brać pod uwagę, podtrzymując nadzieję powszechnego zbawienia.

21:10, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
czwartek, 06 września 2012
Trochę myśli o Misji

Ewangelia Łukasza 6,1-11

Cudowny połów ryb, który sprawił, że poszedł za Jezusem Szymon Piotr wraz z Jakubem i Janem. Zauważyłem, że w tej wersji Łukaszowej nie ma mowy o Andrzeju, więc zajrzałem do „Synopsy" Michała Wojciechowskiego, czy na pewno u innych synoptyków jest ów brat Piotrowy. Jest - ale nie wiedziałem, że tylko u Łukasza jest połów cudowny (u Jana też niezwykle obfity, ale umieszczony po Zmartwychwstaniu, oczywiście więc bez skutku misjonarskiego).

„Wypłyń na głębię": pamiętam komentarz Papieża. Ale spróbuję sformułować własny, odnoszący się wyraźnie do skuteczności apostolskiego połowu. Trzeba łowić głęboko, czyli tak, żeby zdobywać naprawdę do Ewangelii. Opowiadał mi świecki ewangelista z USA, że połowa z takich zdobyczy duchowych w jego środowisku po jakimś czasie przestaje chodzić do kościoła. Ciekawe, jak to wygląda u nas, gdzie chrzty dorosłych są wręcz „normalką", zjawiskiem częstszym niż apostazje, jak często zdarzają się wtórne laicyzacje. Polska to nie Afryka czy Indie, gdzie sukcesy misyjne bywają wynikiem korzyści materialnych, jakie są z wejściem do Kościoła wiążą, ale może doń pociągać na przykład sympatyczność, przyjacielskość wspólnoty, która przyjmuje katechumena. To warunek zapewne konieczny, ale czy dostateczny, by przeżył on naprawdę głęboką przemianę duchową?

16:54, jan.turnau
Link Komentarze (24) »
środa, 05 września 2012
Cielesność, czyli nacjonalizm...

1 List do Koryntian 3,1-4
„Nie mogłem, bracia, przemawiać do was jak do cielesnych, jak do niemowląt w Chrystusie. Mleko wam dawałem, a nie pokarm stały, boście byli niemocni; zresztą i nadal nie jesteście mocni. Ciągle przecież jeszcze jesteście cieleśni.”
Spodziewamy się, że będzie teraz o rozpuście - i tu zaskoczenie, bo nic z tych rzeczy: „Jeśli bowiem jest między wami zawiść i niezgoda, to czyż nie jesteście cieleśni i nie postępujecie tylko po ludzku?” Zamiast seksu mamy dalej całkiem nieseksualne stosunki międzyludzkie: „»Ja jestem Pawła«, a drugi: »Ja jestem Apollosa«”, czyli kościelny rozłam.
„Ciało” ma u Pawła i w ogóle w Biblii różne znaczenia. Nieraz właśnie negatywne: choćby w Liście do Galatów 5,16-22, gdzie jest przeciwstawione duchowi czy też Duchowi (Świętemu), ciekawe jednak, że wtedy jest źródłem nie tylko grzechów „de sexto”, ale też bałwochwalstwa i czarów oraz właśnie nienawiści, sporów, zawiści. Czyli jest inaczej niż w dzisiejszej potocznej terminologii kościelnej, gdzie grzechy cielesne to wyłącznie te „łóżkowe”. Należałoby może wrócić do Pawła i nazywać cielesnością na przykład antyekumenizm albo nacjonalizm agresywny. Ciekaw jestem zatem, ilu księży katolickich przeczyta w najbliższą niedzielę z ambony przesłanie katolicko-prawosławne. Ilu mamy proboszczów cielesnych...

15:36, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
wtorek, 04 września 2012
My, chrześcijanie...

1 List do Koryntian 2,10b-16
”Duch przenika wszystko, nawet głębokości Boga samego. Kto zaś z ludzi zna to, co ludzkie, jeżeli nie duch, który jest w człowieku? Podobnie i tego, co Boskie, nie zna nikt, tylko Duch Boży. Otóż myśmy nie otrzymali ducha świata, lecz Ducha, który jest z Boga, dla poznania darów Bożych. A głosimy to nie uczonymi słowami ludzkiej mądrości, lecz pouczeni przez Ducha, wyjaśniając duchowe sprawy tym, którzy są z Ducha. Człowiek zmysłowy bowiem nie pojmuje tego, co jest z Bożego Ducha. Głupstwem mu się to wydaje i nie może tego poznać, bo tylko duchem można to rozsądzić. Człowiek zaś duchowy rozsądza wszystko, lecz sam przez nikogo nie jest sądzony. Któż więc poznał zamysł Pana, tak by Go mógł pouczać? My właśnie znamy zamysł Chrystusowy.”

Paweł odrzuca „uczone słowa ludzkiej mądrości", ale to nie manifest ciemnoty. Jak każdy chrześcijanin apostoł sądzi, że wie więcej niż świat pozachrześcijański. Bo też przesłanie Ewangelii przekracza horyzont myślowy ludzi, którzy jej nie przyjęli. Któż to taki ów człowiek zmysłowy? Biblia Poznańska tłumaczy: „kierujący się tylko zasadami naturalnymi", co też chyba jasne nie jest. Myślę, że „natura" czy też „zmysły" to nasze prymitywne skłonności, które Ewangelia poskramia. No i mamy dumne stwierdzenie Pawłowe, że „człowiek duchowy rozsądza wszystko, lecz sam przez nikogo nie jest sądzony". Pycha? Chyba jednak raczej zaznaczenie, że moje wnętrze jest tajemnicą, trochę tak jak zamysły Boże. Trudno przypuścić, by u Pawła oznaczało to żądanie jakiejś bezkarności własnego postępowania. Oznaczało najwyżej obronę przed krytyką, która go jak każdego gwałtownika trapiła zewsząd.

17:37, jan.turnau
Link Komentarze (30) »
poniedziałek, 03 września 2012
Zamach niemal od razu. Nowa „Więź": książka mocniejsza niż Grossa

Ewangelia według Łukasza 4,16-30
Perykopa zagadkowa. Przede wszystkim sama puenta: zamach na Niego już na początku działalności i to nie w Judei bardziej Mu nieżyczliwej niż Galilea, bo tam było centrum religijno-polityczne, zazdrosne o swoją władzę. Inni synoptycy również opowiadają o owym wystąpieniu w synagodze, które tak zezłościło słuchaczy, niemniej mordercze zakończenie opowieści podaje jedynie Łukasz, skądinąd skłonny raczej do eufemizacji. Ewangelista miał skądś własne informacje: może od samych mieszkańców Galilei, od których dowiedział się też sporo o wydarzeniach z „ewangelii dzieciństwa".

Zastanawia również coś innego. Czytamy przecież o zachwycie słuchaczy: „A wszyscy przyświadczali Mu i dziwili się pełnym wdzięku słowom, które płynęły z ust Jego", więc całkiem nie wiadomo, czemu tak zezłościli Jezusa. U Mateusza i Marka jest mowa tylko o zdumieniu, co nie oznacza zachwytu. Skąd taka narracyjna niekonsekwencja u ewangelisty, który przecież uważany jest za literackiego mistrza? Odpowiedź, wydaje mi się, może być tylko taka, że po prostu nie dopisał ostateczny redaktor dzieła, co w końcu w Biblii zdarza się po wielokroć, bo Duch Święty nie adiustator.

Lektury: Nowa „Więź", sierpniowo-wrześniowa, a w niej Jacek Borkowicz pisze o publikacji potwornej. W sensie wstrząsającej swoją moralną wymową. Autor pisze: „W listopadzie 1942 r. kilku mieszkańców podkarpackiej wsi Gniewczyna doprowadziło do śmierci osiemnastu Żydów, głównie kobiet i dzieci, które od kilku miesięcy ukrywały się w okolicy przed hitlerowską machiną zagłady. Miejscowi gospodarze zanim sprowadzili z Jarosławia żandarmów, przez całe dwa dni torturowali żydowskich mężczyzn i gwałcili kobiety.

Żandarmi na miejscu wymordowali liczną rodzinę, uwięzioną przez chłopów w domu, który jeszcze do niedawna był zamieszkany przez ofiary. Rozstrzeliwaniu umęczonych jeńców przyglądał się Tadzio Markiel, ukryty w pokrzywach rosnących za węgłem stodoły".

Autor zastanawia się obszernie nad przyczynami tego okrucieństwa. Zaznacza, że „samo zjawisko chrześcijańskiego antysemityzmu jest czymś niewątpliwie realnym. Było ono, niestety także obecne w upiornym czasie Zagłady. Było jej tłem, a być może nawet komponentem, jednak w żadnym razie nie pierwszą przyczyną. Przynajmniej w okupowanej Polsce". Taką przyczyną była - według Borkowicza - potworna dzikość obyczajów przedwojennej wsi galicyjskiej, wzmożona jeszcze w czasie wojny.

I myśli autora konkludujące:
„Po uważnym przeczytaniu pracy Tadeusza Markiela dochodzę do przekonania, że dla ludzi dążących do prawdy o zagładzie Żydów w Polsce dzieło, które on po sobie pozostawił, stanowi wyzwanie większe od książek Jana Tomasza Grossa. W wypadku tego ostatniego merytoryczną bazą są pisane źródła - tymczasem Markiel opowiada nam to, co sam zobaczył i usłyszał".
Wspomnienia Tadeusza Markiela ukazały się drukiem najpierw w kwietniu 2008 r. w miesięczniku „Znak", a w 2001 r. w postaci książkowej w opracowaniu i z komentarzem historycznym Aliny Skibińskiej, pt. „»Jakie to ma znaczenie, czy zrobili to z chciwości?« Zagłada domu Trynczerów". Stowarzyszenie Centrum Badań nad Zagładą Żydów. Warszawa 2011, s. 324. Może i faktycznie: jakie to ma znaczenie... 

16:44, jan.turnau
Link Komentarze (15) »
niedziela, 02 września 2012
Moje kazanko dzisiejsze. I homiletyka księdza Indrzejczyka

Księga Powtórzonego Prawa 4,1-2.6-8
Psalm 15,1-5
List Jakuba 1,17-18.21b-22.27
Ewangelia Marka 7,1-8.14-15.21-23

Kaznodzieja mszalny powinien znaleźć myśl łączącą wszystkie przepisane na dany dzień teksty biblijne, więc i ja - ktoś cokolwiek w tym rodzaju - pokuszę się o wskazanie takiego „iunctim”.

Mamy zatem w Deuteronomium łączące dzisiejsze teksty wezwanie: „A teraz, Izraelu, słuchaj praw i nakazów, których uczę was wypełniać.” Psalmista wylicza niektóre prawa: nie czynić bliźniemu nic złego, nie oczerniać go, nie ubliżać sąsiadom, dotrzymywać przysięgi dla siebie niekorzystnej, nie dawać pieniędzy na lichwę, nie dać się przekupić przeciw niewinnemu. Jakub mówi o opiece nad sierotami i wdowami, a Marek tłumaczy, że nie chodzi o czystość higieniczno-rytualną, o zewnętrzność, ale o ludzkie wnętrze, gdzie nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa... Ewangelia, Biblia w ogóle jest taka prosta właśnie. Acz naturalnie nieprosta, gdy się ją traktuje serio.

Robiąc porządki w jednej z teczek znalazłem genialny tekst świętej pamięci księdza Romana Indrzejczyka, zanotowany przez Katarzynę Walkiewicz i wydrukowany w „Życiu Warszawy” 8 czerwca 2001 r.

”Siedem powodów, dla których nie należy prawić kazań.
1. Każdy z nas sam lubi pouczać, ale nie chce być pouczany.
2. Ci, którzy pouczają, muszą liczyć się z tym, że przestaną być lubiani przez tych, do których mówią.
3. Zawsze istnieje niebezpieczeństwo, że mówi się do mądrzejszych od siebie.
4. Słowa, które się głosi z piedestału, na ogół denerwują, czasami uczą, ale i tak zgodnie ze starą łacińską zasadą - „verba docent, exempla trahunt” - słowa uczą, przykłady pociągają: ważniejsze są te drugie.
5. Nie ma sensu się trudzić, bo i tak trzeba będzie powtórzyć to samo jeszcze wiele razy - człowiek jednym uchem słucha, a drugim wypuszcza.
6. Jeśli się prawi kazanie i poucza, to powinno się mówić też do siebie, inaczej nie warto w ogóle zaczynać.
7. Ci, którzy słuchają naszych kazań, na pewno wcześniej czy później znajdą powód, żeby nam wygłosić kazanie - lepiej więc z góry tego uniknąć.
Na pewno jest jeszcze więcej powodów, dla których nie warto głosić kazań, ale oczywiście kazania głoszę, tyle że trochę inaczej je nazywam. Homilia ładniej brzmi. A poza tym homilia to wyjaśnianie słów Ewangelii, co z pewnością w zupełności wystarcza.”

Tekst winien być wciąż drukowany złotymi literami we wszystkich instrukcjach dla księży! Nie wszyscy zaś pewnie wiedzą, że ten wspaniały duchowny nazywał się w gruncie rzeczy po prostu Jędrzejczyk. Ktoś wypisujący metrykę pomylił się jednak, czego rodzice nie zauważyli i co wyszło na jaw dopiero, gdy ów dokument potrzebny był synowi, bo został wezwany do wojska. Wtedy jednak rodzina uznała, że majątku nie ma, więc wszystko jedno, jak się Roman nazywać będzie. A był to czyn beztroskiej odwagi zaprawdę ewangelicznej.

15:29, jan.turnau
Link Komentarze (39) »
sobota, 01 września 2012
Ewangelia znaczy odwaga

1 List do Koryntian 1,26-31
Ewangelia Mateusza 25,14-30

Znowu mamy tu - jak wczoraj - zestawienie tekstów Pawła i Mateusza, następnych perykop u jednego i drugiego. U Pawła czytamy dziś o wyborze tego, co głupie, niemocne, nieszlachetnie urodzone, wzgardzone. ”W oczach świata”: nie lubię w dzisiejszym kaznodziejstwie wyrzekania na świat, które może oznaczać, że poza Kościołem sama moralna zgnilizna, ale trudno zaprzeczyć, że postawa Brata Alberta to rzadko kiedy to, co widzimy wokół siebie (choć u „funkcjonariuszy kultu”, jak duchownych nazywała komuna, też to nie nagminne zgoła). A u Mateusza jest przypowieść o talentach. Bohater negatywny to ten, co tak się bał, iż talent zgubi, że go wręcz zakopał do ziemi. No właśnie, chrześcijanin musi być bardzo odważny, jego rozwaga ma na tym niemal polegać.

09:54, jan.turnau
Link Komentarze (38) »
Jakie były tamte panny?

Wpis na piątek 31 sierpnia 2012

1 List do Koryntian 1,17-25
Ewangelia Mateusza 25,1-13
Oba dzisiejsze teksty są o mądrości. Czy jednak słowo to znaczy w obu to samo?

W ewangelii mamy przypowieść o dziesięciu pannach, z których pięć było... I tu jest problem, bo jak je nazwać? Tysiąclatka, którą na ogół tu cytuję z miesięcznika „Oremus”, zdecydowała się na wersję: pięć nierozsądnych i pięć roztropnych. Mogłoby być po prostu pięć nieroztropnych i pięć roztropnych, może jednak tłumacze oparli się pokusie takiego rymowania, bo nie ma go w oryginale greckim, gdzie są dwa słowa całkiem różne. U Wujka mamy panny głupie i mądre, to też wersja Przekładu Ekumenicznego 11 Kościołów, Biblii Poznańskiej oraz naszego Ekumenicznego Przekładu Przyjaciół. Roztropność tu pasuje, bo w przypowieści chodzi o szczególny rodzaj mądrości, który polega na przewidywaniu skutków działania, sens tekstu jest jednak szerszy. Rzecz w tym, że roztropność to może być także coś mocno „mieszczańskiego”: za dużo tam liczenia, ostrożności, za mało odważnego pójścia za głosem serca.

Tak też rozumie mądrość Paweł, który głosi Chrystusa ukrzyżowanego, czyli również kalkulację, ale posługującą się zupełnie inną arytmetyką. Mądrość to zgoła szaleńcza.

09:52, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
Archiwum