Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
wtorek, 30 września 2008
Teraz Hiob
Księga Hioba 3,1-3.11-17.20-23

”Hiob otworzył usta i przeklinał swój dzień. Zabrał głos i tak mówił: - Niech przepadnie dzień mego urodzenia i noc, która rzekła: «Poczęty mężczyzna». Dlaczego nie umarłem po wyjściu z łona, nie wyszedłem z wnętrzności, by skonać? Po cóż mnie przyjęły kolana, a piersi podały mi pokarm? Nie żyłbym jak płód poroniony, jak dziecię, co światła nie znało. Teraz bym spał, wypoczywał, odetchnąłbym we śnie pogrążony z królami, ziemskimi władcami, co sobie stawiali grobowce, wśród wodzów w złoto zasobnych, których domy pełne są srebra. Tam niegodziwcy nie krzyczą, spokojni, zużyli już siły. Po co się daje życie strapionym, istnienie złamanym na duchu, co śmierci czekają na próżno, szukają jej bardziej niż skarbu w roli: cieszą się, skaczą z radości, weselą się, że doszli do grobu. Człowiek swej drogi jest nieświadomy, Bóg sam ją przed nim zamyka"

Przyszedł czas na inną księgę o ludzkiej doli i niedoli.

Kłopot z tytułem, z imieniem bohatera. Wujek ma Joba, Warszawska i Poznańska też, wersja kojarzy się jednak brzydko z rosyjskim wulgaryzmem. Nie jest to zresztą tylko problem elegancji. Francuzi i Anglicy nieznający wschodniej słowiańszczyzny mają spokojnie „Joba", ale nie jest to dokładny odpowiednik hebrajskiego. Tam jest „Ijjob".

Co znaczy dosłownie - uczy Poznanianka - „prześladowany, doświadczany". Bo też taki był bohater owego dramatu. Dzisiaj mamy z jego księgi pomstowanie na los, na Pana i Boga właściwie, finał księgi jest jednak optymistyczny. Trudno nie westchnąć, że nie każdego to śmiertelnika życiorys. Można raczej trzeba uogólnić, że jeśli każdemu z nas Bóg przydziela jakiś mocny happy end, to tak naprawdę dopiero za grobem. Jeśli tylko choćby skrawkiem umysłu i woli wybieramy nie miecz, ale krzyż.
14:42, jan.turnau
Link Komentarze (22) »
poniedziałek, 29 września 2008
Jak zabić Smoka?
Księga Apokalipsy 12,7-12a

”Nastąpiła walka na niebie: Michał i jego aniołowie mieli walczyć ze Smokiem. I wystąpił do walki Smok i jego aniołowie, ale nie przemógł i już się miejsce dla nich w niebie nie znalazło. I został strącony wielki Smok, Wąż Starodawny, który się zwie diabeł i szatan, zwodzący całą zamieszkałą ziemię, został strącony na ziemię, a z. nim strąceni zostali jego aniołowie. I usłyszałem donośny głos mówiący w niebie: - Teraz nastało zbawienie, potęga i królowanie Boga naszego i władza Jego Pomazańca, bo oskarżyciel braci naszych został strącony, ten, co dniem i nocą oskarża ich przed Bogiem naszym. A oni zwyciężyli dzięki krwi Baranka i dzięki słowu swojego świadectwa i nie umiłowali dusz swych aż do śmierci. Dlatego radujcie się, niebiosa oraz ich mieszkańcy”.


Dziś archaniołów: Michała, Gabriela i Rafała.
Najpierw o Smoku. Byłobyż to jakieś wspomnienie dinozaurów? Nie żywych stworzeń, ale jakiegoś wykopaliska? W każdym razie ten potworny gad jest bohaterem mitologii starożytnego Bliskiego Wschodu, więc nic dziwnego, że mamy go także w Piśmie Świętym trzech religii tego obszaru kulturowego.

„Encyklopedia katolicka”: „W Biblii smok występuje jako pierwotny wróg Boga, którego jednak Bóg zabił lub sobie podporządkował w związku z dziełem stworzenia (Ps 74,13-14; 89,11; Iz 51,9; Hi 26,12-13), ale który pojawi się ponownie na końcu czasów, gdy Bóg go zgładzi ostatecznie (Iz 27,1). Apokalipsa św. Jana podejmuje ten ostatni temat. Smok (utożsamiany z diabłem) ze swoim wojskiem walczy z Bogiem i Jego siłami, lecz zostaje ostatecznie pokonany.” Tu encyklopedysta wskazuje na dzisiejszy fragment Apokalipsy oraz dwa inne, w rozdziałach 16 i 20. Czy jest to gad lądowy: problem, czy w ogóle gad, raczej w każdym razie morski, ów Lewiatan.

Starczy zoologii (biblijna nieprosta, wąż na palu miedzianym żaden diabeł), teologia stokroć ważniejsza. Mam mianowicie problem taki: może jednak hetman ów Michał podobny był do Pomazańca Jezusa, czyli walczył na sposób non violence, czyli w sposób skuteczny inaczej. Dlatego też Szatan Oskarżyciel wciąż jednak rozrabia, między innymi podpuszczając Pana Boga na nasz biedny rodzaj ludzki (tak jak to robił z Hiobem). Ale to się kiedyś skończy, a już teraz działa słabo, bo Bóg jest nieskończenie mądry i nie daje się omamić. I nieskończenie miłosierny, więc mam nadzieję, że kiedyś zlikwiduje piekło, w którym Szatan czeka na ludzi, ufam, bezskutecznie, i jego samego przekona, żeby się tak podle nie wygłupiał. Amen.

Dziś imieniny wszystkich Michałów, wczoraj beatyfikowanego Sopoćki i innych Michałów Polaków na ołtarzach przykładem świecących. Także tych jeszcze po ziemi chodzących: Czajkowskiego, Horoszewicza, Loskota, Płoskiego, Regnarda i tym podobnych. Też dzień Rafałów, kolegów moich z „Gazety” Kalukina i Zakrzewskiego. Ad multos annos! No i Gabrielów, ze świętej pamięci prezydentem RP na czele!
15:09, jan.turnau
Link Komentarze (12) »
Być gorszym
Wpis na niedzielę 28 września 2008

List do Filipian 2,1-4

”Bracia: jeśli jest jakieś napomnienie w Chrystusie, jeśli jakaś moc przekonująca Miłości, jeśli jakiś udział w Duchu, jeśli jakieś serdeczne współczucie, dopełnijcie mojej radości przez to, że będziecie mieli te same dążenia: tę samą miłość i wspólnego ducha, pragnąc tylko jednego, a niczego nie pragnąc dla niewłaściwego współzawodnictwa ani dla próżnej chwały, lecz w pokorze oceniając jedni drugich za wyżej stojących od siebie. Niech każdy ma na oku nie tylko swoje własne sprawy, ale też i drugich. Niech was ożywia to dążenie, które było w Chrystusie Jezusie.”

Uznać bliźniego za mądrzejszego. Łatwiej, gdy to ktoś mądrzejszy, bo starszy - tłumaczymy sobie - miał czas się nauczyć, trudniej, gdy „wyżej stojący” od nas są dużo młodsi. Gdy trzeba więc pokornie słuchać własnych dzieci, znosić ich pouczanie, jeśli nie pogardę. Starość nie radość, nie ma rady. Albo właśnie jest - ta Pawłowa.
08:27, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
sobota, 27 września 2008
Pamiętaj, że umrzesz
Księga Koheleta 11,9-12,8

”Ciesz się, młodzieńcze, w młodości swojej, a serce twoje niech się rozwesela za dni młodości twojej. I chodź drogami serca swego i za tym, co oczy twe pociąga; lecz wiedz, że z tego wszystkiego będzie cię sądził Bóg. Więc usuń przygnębienie ze swego serca i oddal ból od twego ciała, bo młodość jak zorza poranna szybko przemija. Pomnij jednak na Stwórcę swego w dniach swej młodości, zanim jeszcze nadejdą dni niedoli i przyjdą lata, o których powiesz: - Nie mam w nich upodobania; zanim zaćmi się słońce i światło, i księżyc, i gwiazdy, i chmury powrócą po deszczu; w czasie gdy trząść się będą stróże domu i uginać się będą silni mężowie, i będą ustawały kobiety mielące, bo ich ubędzie, i zaćmią się patrzące w oknach; i zamkną się drzwi na ulice, podczas gdy łoskot młyna przycichnie i podniesie się do głosu ptaka, i wszystkie śpiewy przymilkną. Odczuwać się nawet będzie lęk przed wyżyną i strach na drodze. I  drzewo migdałowe zakwitnie, i ociężałą stanie się szarańcza, i pękać będą kapary; bo zdążać będzie człowiek do swego wiecznego domu i kręcić się już będą po ulicach płaczki. Zanim się przerwie srebrny sznur i stłucze się czara złota, i dzban się rozbije u źródła, i w studnię kołowrót złamany wpadnie; i wróci się proch do ziemi tak jak nią był, a duch powróci do Boga, który go dał. Marność nad marnościami - powiada Kohelet - wszystko marność.”

No właśnie, memento mori.
10:16, jan.turnau
Link Komentarze (32) »
piątek, 26 września 2008
Czasy
Księga Koheleta 3,1-11

”Wszystko ma swój czas i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem. Jest czas rodzenia i czas umierania, czas sadzenia i czas wyrywania tego, co zasadzono, czas zabijania i czas leczenia, czas burzenia i czas budowania, czas płaczu i czas śmiechu, czas zawodzenia i czas pląsów, czas rzucania kamieniami i czas ich zbierania, czas pieszczot i czas wstrzymywania się od nich, czas szukania i czas tracenia, czas zachowania i czas wyrzucania, czas rozdzierania i czas zszywania, czas milczenia i czas mówienia, czas miłowania i czas nienawiści, czas wojny i czas pokoju. Cóż przyjdzie pracującemu z trudu, jaki sobie zadaje? Przyjrzałem się pracy, jaką Bóg obarczył ludzi, by się nią trudzili. Uczynił wszystko pięknie w swoim czasie, dał im nawet wyobrażenie o dziejach świata, tak jednak, że nie pojmie człowiek dzieł, jakich Bóg dokonuje od początku aż do końca.”

Jest też czas umierania. Powinien być krótki czy długi?

Śmierć nie powinna nas zaskoczyć, trzeba się do niej przygotować. W każdym przypadku: gdy wierzy się, że jest coś (raczej Ktoś!) po niej, i gdy nie sposób w to uwierzyć. W tym drugim przypadku trzeba sobie zrobić rachunek sumienia dokładniejszy i surowszy: poniekąd dokładniejszy, bo Sędzia wie wszystko o nas, a potomność trochę, i surowszy, bo ludzie są mniej miłosierni niż Bóg.

Umieranie powinno być jednak krótkie, bo jest straszne. Pomijam ból: wystarczy to, że wtedy za daleko nam do toalety.

A co do tego, co POTEM, polecam bardzo ważną rozmowę z Leszkiem Kołakowskim w ostatnim „Tygodniku Powszechnym”
17:21, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
czwartek, 25 września 2008
Szklanka do połowy pusta
Księga Koheleta 1,2-11

”Marność nad marnościami - powiada Kohelet - marność nad marnościami, wszystko marność. Cóż przyjdzie człowiekowi z całego trudu, jaki zadaje sobie pod słońcem? Pokolenie przychodzi i odchodzi, a ziemia trwa po wszystkie czasy. Słońce wschodzi i zachodzi i na miejsce swoje spieszy z powrotem, i znowu tam wschodzi. Ku południowi ciągnąc i ku północy wracając, kolistą drogą wieje wiatr i znowu wraca na drogę swojego krążenia. Wszystkie rzeki płyną do morza, a morze wcale nie wzbiera; do miejsca, do którego rzeki płyną, zdążają one bezustannie. Mówienie jest wysiłkiem: nie zdoła człowiek wyrazić wszystkiego słowami. Nie nasyci się oko patrzeniem ani ucho napełni słuchaniem. To, co było, jest tym, co będzie, a to, co się stało, jest tym, co znowu się stanie: więc nic zgoła nowego nie ma pod słońcem. Jeśli jest coś, o czym by się rzekło: - patrz, to coś nowego, to już to było w czasach, które były przed nami. Nie ma pamięci po tych, co dawniej żyli, ani po tych, co będą kiedyś żyli, nie będzie wspomnienia o tych, co będą potem.”

Uroda tej księgi jest oczywista. Uroda właśnie, piękno, choć nie tyle słów, ile myśli. Jest to księga Biblii szczególnie słabo pasująca do jej - Pisma Świętego - obrazu jako katechizmu. Trzeba rzecz owego Koheleta czytać jak poezję, nie pytając, czy autor miał rację. Nie jest jednak ateistą czy agnostykiem, choć o Bogu prawie nie mówi. Właśnie prawie - np. kończy swoje myśli tak: „Istotą wszystkiego, czegoś wysłuchał, jest, byś Boga się bał i przykazań Jego przestrzegał. To jest obowiązek każdego człowieka. Bóg przywiedzie bowiem każdy uczynek przed sąd, wszystko, co utajone: i dobre, i złe" (przekład Biblii Poznańskiej, tamte wersy przeznaczone na dzisiaj - z Biblii Tysiąclecia). Co prawda, te wersety dopisał pewnie redaktor, a może też i poprzednie zdania - ale ów morał nie jest wcale ważny. Wartością księgi olbrzymią jest ów bezmiar melancholii, zapis depresji, manifest pesymizmu. Poglądy na nasz los równie prawdziwe, jak ich przeciwieństwo - śpiew „Alleluja". Albowiem szklanka jest do połowy pusta i do połowy pełna zarazem.
12:42, jan.turnau
Link Komentarze (48) »
środa, 24 września 2008
Któż jest Bogiem

Księga Przysłów 30,7-9

”Proszę Cię o dwie rzeczy, nie odmów mi, nim  umrę: kłamstwo i fałsz oddalaj ode mnie, nie dawaj mi bogactwa ni nędzy, żyw mnie chlebem niezbędnym, bym syty nie stał się niewierny i nie rzekł - A któż jest Panem? lub z biedy nie począł kraść i imię mego Boga znieważać.”


O co powinienem prosić Boga przed śmiercią? W ogóle to o niewiele, bom na starość obdarowan ogromnie. Też dobrami materialnymi. Całe życie miałem pieniędzy niewiele, mimo oszczędzania przechodzącego w skąpstwo, teraz emeryturę mam wysoką, a i dorabiam jeszcze.

Czy „będąc syty staję się niewierny"? Jeśli  jestem niewierny, to chyba nie z sytości. Myślę, że jeszcze nie stałem się rozrzutny: przyzwyczajenie jest drugą naturą... Jeśli przewraca mi się w głowie i lekceważę Boga, jeśli pytam „A któż jest Panem?", to nie z racji majątku, tylko ze zbyt dobrego mniemania o sobie; o swojej wiedzy teologicznej, o swej zdolności rozumienia spraw Bożych, rozstrzygania własnych problemów moralnych. Może jestem za mało posłuszny nauczaniu mego Kościoła. Może za ostro krytykuję jego władze.

Wydaje mi się jednak, że w „Gazecie Wyborczej", w mym blogu nie mogę nic owijać w bawełnę, dyplomatyzować. Piszę dla ludzi najczęściej bardziej ode mnie krytycznych, których razi każda mowa „ezopowa", drażni wszystko, co traci wykrętem. Żeby być wiarygodny, muszę wykładać kawę na ławę. Dopiero wtedy czytelnicy uwierzą, że naprawdę myślę to, co piszę. A przecież bronię Kościoła, jego (i mojej) wiary, nie tylko wybrzydzam.

Staram się pokazywać, czym katolicyzm nie jest, choć wiele na to wskazuje. Taką sobie obrałem apologię, taką formę apostolatu.

A na pytanie: „Któż jest Panem?" odpowiadam, że jest On Miłosierdziem. W innego Boga uwierzyć mi trudno - i nie tylko mnie.

14:58, jan.turnau
Link Komentarze (22) »
wtorek, 23 września 2008
Mądrość żydowska
Księga Przysłów 21,1-6.10-13

”Serce króla w ręku Pana jak płynąca woda; On zwraca je, dokąd sam chce. Każdego droga zdaje mu się prawa, lecz Pan osądza serce. Postępowanie uczciwe i prawe milsze dla Pana niż krwawa ofiara. Dumne oczy i serce nadęte, ta pochodnia występnych jest grzechem. Zamiary pracowitego przynoszą zysk, a wszystkich spieszących się biedę. Gromadzenie skarbów językiem kłamliwym, to wiatr ścigany, szukanie śmierci. Dusza grzesznika pożąda zła, w jego oczach bliźni nie znajduje łaski. Gdy karzą naśmiewcę, mądrzeje prostaczek, gdy uczą mądrego, on wiedzę zdobywa. Sprawiedliwy Bóg myśli o domu zbrodniarza, w nieszczęście wtrąca nieprawych. Kto uszy zatyka na krzyk ubogiego, sam będzie wołał bez skutku.”


Przysłowia są mądrością narodów, Co prawda, Kisiel kiedyś obśmiał także i tę myśl złotawą, twierdząc, że przysłowia są mądrością tych narodów, które innej mądrości nie mają, ale żarty żartami, a prawda jest taka, że i w tej dyscyplinie Izrael przoduje. Przypominam, że przez czas długi odnotowywałem tutaj takie mikroteksty z tomu „Głosy z Aszkenaz" (Wydawnictwo Pardes), którą to książkę nieustannie polecam. Amen.

PS. Werset ”Sprawiedliwy Bóg...” niejasny. To przekład Biblii Tysiąclecia, Poznańska ma sprawiedliwego (człowieka?), ale to też niezrozumiałe, Vulgata ma taką wersję, oczywiście po łacinie: ”Myśli sprawiedliwy o domu niezbożnego, aby odciągnąć niezbożnych od złego”.
09:26, jan.turnau
Link Komentarze (17) »
poniedziałek, 22 września 2008
Etyka korca

Ewangelia Łukasza 8,16-17

„Nikt, kto zapalił lampkę, nie przykrywa jej naczyniem ani nie stawia pod łóżkiem, lecz stawia na świeczniku, aby ci, którzy wchodzą, widzieli światło."

Przekład bandy czworga. Moi uczeni nie zdecydowali się na żadne konkretne akcesorium kucharskie: dawny korzec ani nowy garniec czy garnek. Korzec kojarzy mi się - już to raz wyznałem - z wersją pewnego działacza: „nie skrywaj pod kocem". Onże przyciśnięty, by podał wersję poprawną,  miał powiedzieć po namyśle: „pod kołdrą"...

Żarty żartami, ale mamy tu poważny problem etyczny, osobliwie dla dziennikarzy. Szczególnie gdy się przeczyta werset następny: „Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie stało się jawne; i nic tajemnego, co by nie stało się znane i nie wyszło na jaw."

Zatem nie ukrywajmy prawdy, bo pomijając wzgląd etyczny nic to nie da. Kłamstwo ma krótkie nogi. Ale jak to przełożyć na etyk dziennikarską?

Ujawniać wszystko, ile wlezie? A jeśli to naprawdę powinno być pod korcem? Jeśli na przykład udowodnienie, że w Polsce torturowano muzułmanów, ma narazić nasz naród na ataki terrorystów? W takich razach używa się zawsze argumentu, że gdy my nie napiszemy, to napisze, rozgada inne medium. I może nie jest to po prostu pretekst, niemniej męczy mnie pytanie, czy wolno komuś zaszkodzić, bo i tak zaraz zaszkodzi Iksiński, a jak nie, to Igrekowski. Czy jednak nie napiszemy po prostu dlatego, że chcemy mieć newsa, a to już z etyką ma niewiele wspólnego?

16:04, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
niedziela, 21 września 2008
Jezu, ufam Tobie
Księga Izajasza 55, 7-9

”Niech się nawróci do Pana, a ten się nad nim zmiłuje i do Boga naszego, gdyż hojny jest w przebaczaniu. Bo myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami, mówi Pan. Bo jak niebiosa górują nad ziemią, tak drogi moje nad waszymi drogami i myśli moje nad myślami waszymi.”

Tak, Bóg jest miłosierny. Bardziej niż nam się na ogół wydaje. Czytam właśnie z zawodową ciekawością potężny „buch” ks. Henryka Ciereszki „Życie i działalność księdza Michała Sopoćki 1888-1975. Pełna biografia apostoła Miłosierdzia Bożego”. (Wydawnictwo WAM, Kraków 2006). Książka na czasie, bo już 28 bm. ks. Sopoćko ma być beatyfikowany.
Chyba wystarczy powiedzieć, że był promotorem siostry Faustyny Kowalskiej, gdy jeszcze absolutnie nie zanosiło się na to, że zostanie ogłoszona świętą. Robił to bardzo ostrożnie, bo któż by wierzył w objawienia jakiejś kuchareczki. W ogóle nie był poza tym teologiem śmiałym na miarę kardynała Ursa von Balthasara albo księdza Hryniewicza, według których nadzieja na Miłosierdzie winna sięga poza śmierć, aż do samego piekła. Ale za samo bardzo odważne wołanie „Jezu, ufam Tobie” należy mu się miejsce na ołtarzach.
11:04, jan.turnau
Link Komentarze (31) »
sobota, 20 września 2008
Nasze ciała niebieskie
1 List do Koryntian 15,35-37.42-49

”Powie ktoś: A jak zmartwychwstają umarli? W jakim ukazują się ciele? O, niemądry! Przecież to, co siejesz, nie ożyje, jeżeli wprzód nie obumrze. To, co zasiewasz, nie jest od razu ciałem, którym ma się stać potem, lecz zwykłym ziarnem, na przykład pszenicznym lub jakimś innym. Podobnie rzecz się ma ze zmartwychwstaniem. Zasiewa się zniszczalne, powstaje zaś niezniszczalne; sieje się niechwalebne, powstaje chwalebne; sieje się słabe, powstaje mocne; zasiewa się ciało zmysłowe, powstaje ciało duchowe. Jeżeli jest ciało ziemskie, powstanie też ciało niebieskie. Tak też jest napisane: «Stał się pierwszy człowiek, Adam, duszą żyjącą», a ostatni Adam duchem ożywiającym. Nie było jednak wpierw tego, co duchowe, ale to, co ziemskie; duchowe było potem. Pierwszy człowiek z ziemi - ziemski. Drugi Człowiek - z nieba. Jaki ów ziemski, tacy i ziemscy; jaki ten niebieski, tacy i niebiescy. A jak nosiliśmy obraz ziemskiego człowieka tak też nosić będziemy obraz Człowieka niebieskiego.”

Jacy będziemy, gdy nas już tu nie będzie? Paweł wyjaśnia, jak umie: tamten świat jest absolutnie niewyobrażalny. Pamiętam stare tłumaczenie na przykładzie płaszczki, stwora, który jako zupełnie płaski, dwuwymiarowy nie może sobie wyobrazić trzeciego wymiaru: tak i nam czwarty nie mieści się w głowie. Oj, nie mieści. Czemu jednak mamy mierzyć wszystko tą właśnie pojemnością?
12:30, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
piątek, 19 września 2008
Kobiety, ach, kobiety
Ewangelia Łukasza 8,1-3

„Jezus wędrował przez miasta i wsie, nauczając i głosząc Ewangelię o Królestwie Bożym. A było z nim Dwunastu oraz kilka kobiet, które uwolnił od złych duchów i od słabości: Maria zwana Magdaleną, którą opuściło siedem złych duchów; Joanna, żona Chuzy, zarządcy u Heroda; Zuzanna i wiele innych, które im usługiwały ze swego mienia.”

Ciekawy ten sponsoring kobiecy: bez płci pięknej ani rusz! Gdy już jestem przy pięknie kobiecym, zasygnalizuję książkę, która ma się ukazać jutro w wydawnictwie M (jak miłość!). Rzecz zwie się „Biblijne sekrety piękna”, napisała ją powieściopisarka amerykańska Ginger Carrett i stwierdza na samym wstępie, że „kuracje upiększające naszych sióstr z czasów starożytnych dorównywały naszym. W pewnym sensie ich zabiegi były nawet lepsze, wolne od szkodliwych substancji chemicznych i konserwantów.” Jest w książce o kosmetologii (jest taka specjalność uniwersytecka, a jakże) ale też o teologii, bo w zdrowym duchu zdrowe ciało!

Wracam do dzisiejszego fragmentu Ewangelii. Istnieje hipoteza, że ta silna grupa miała „kasę” głównie dzięki owej Joannie Chuzowej, albowiem jej małżonek jako dyrektor Herodowy mógł być bardzo majętny. Na usta ciśnie się też przypuszczenie, że dokładała się porządnie Magdalena, najprawdopodobniej przywódczyni tych przybocznych Jezusowych, niewątpliwie Go kochająca. Tyle że nie musiała wcale dorobić się na „najstarszym zawodzie świata”, bo -  jak tu przekonywałem nieraz - nie ma wcale dowodów na to, że była ladacznicą.

Zatem obok sztabu męskiego Jezusa był „team” kobiecy. Były blisko Niego, ale nie wyróżnione tak jak Piotr and Co. Co jest argumentem przeciw ich kapłaństwu. Dyskusję na ten temat świetnie zreferował w „Arce Noego” sprzed dwóch tygodni prof. Józef Majewski. Mnie się widzi, że Jezus nie mógł sobie pozwolić na aż taki feminizm: wystarczająco prowokował w inny sposób.

Co nie znaczy, że w diasporze żydowskiej (i wnet w chrześcijańskiej) nie było prominentek. Należały do zarządów gmin, spełniały nawet funkcje religijne. Polecam pracę zbiorową pod tytułem ”U schyłku starożytności. Studia źródłoznawcze”, tom VII, gdzie jest artykuł Krystyny Stebnickiej ”Miejsce kobiet w strukturze gmin żydowskich diaspory w okresie cesarstwa”.
16:50, jan.turnau
Link Komentarze (15) »
czwartek, 18 września 2008
Stanisław Kostka SJ, też Thomas J. Reese SJ

Księga Mądrości 4, 7-15

”Sprawiedliwy, choćby umarł przedwcześnie, znajdzie odpoczynek. Starość jest czcigodna nie przez długowieczność i liczbą lat się jej nie mierzy: sędziwością u ludzi jest mądrość, a miarą starości życie nieskalane. Ponieważ spodobał się Bogu, znalazł Jego miłość, i żyjąc wśród grzeszników, został przeniesiony. Zabrany został, by złość nie odmieniła jego myśli albo ułuda nie uwiodła duszy: bo urok marności przesłania dobro, a burza namiętności mąci prawy umysł. Wcześnie osiągnąwszy doskonałość, przeżył czasów wiele. Dusza jego podobała się Bogu, dlatego pospiesznie wyszedł spośród nieprawości. A ludzie patrzyli i nie pojmowali ani sobie tego nie wzięli do serca, że łaska i miłosierdzie nad Jego wybranymi i nad świętymi Jego opatrzność.”

Tekst dobrze dobrany do dzisiejszego dnia: wspominamy dziś liturgicznie świętego Stanisława Kostkę.

Tak jest, stary człowiek jest mądry nie przez to samo, że stary. Teza banalna dzisiaj, oryginalna byłaby wręcz przeciwna - kiedyś jednak łysina dodawała znaczenia.

„Pośpiesznie wyszedł z nieprawości" - podobno Stasia mierziło życie na dworze Kostków, nazbyt wesołe. Co prawda, dzisiejsi „kostkolodzy" nie wierzą, by Staś mdlał słysząc nieprzyzwoitości, ale hulaszcza atmosfera domowa mogła mu nie odpowiadać. No i oczywiste jest, że miał charakter cholerny, jeśli zdecydował się na podróż za góry, za lasy, aby tylko - wbrew ojcu - zostać jezuitą.

Co zaś do tego zakonu znakomitego, to w najświeższym „Tygodniku Powszechnym" członek tegoż Towarzystwa Jezusowego w USA, Thomas J. Reese, reformuje myślnie Watykan. Teza ogólna: dawniej jakoś obywało się bez tej potężnej centralizacji, która jest dzisiaj. Dobrze byłoby wrócić do zasady pomocniczości, którą nasz Kościół głosi, ale na wynos. Biskupi krajowi nie powinni być mianowani przez papieża, tylko wybierani lokalnie: wybierałoby duchowieństwo, aprobowałby lud, a wyświęcaliby (z prawem weta) sąsiedni hierarchowie. Kuria Rzymska ma nie być dworem monarchy, tylko administracją i ma być też wybierana, przez biskupów krajowych, którzy mają ją nadzorować, nie na odwrót.

Obecne sądownictwo kościelne nie jest praworządne: władza wykonawcza oskarża, poddaje procesowi, sądzi i skazuje oskarżonego. Kongregacja Nauki Wiary zachowuje się wobec teologów jak jednocześnie policjant, oskarżyciel, sędzia i ława przysięgłych - to skandal!

Puenta artykułu: „Jakie są szanse na wdrożenie reform? Jako socjolog muszę przyznać, że najpewniej bliskie zeru. Kościół jest dziś rządzony przez samopowielającą się grupę ludzi świadomych tego, że reformy ograniczyłyby ich władzę. (...). Ale jako katolikowi nie wolno mi tracić nadziei". Albowiem nadzieja jest matką mądrych.

14:13, jan.turnau
Link Komentarze (26) »
środa, 17 września 2008
Największa
1 List do Koryntian 12, 31-13,13

Słynny hymn o Miłości, arcydzieło literackie. Stwarza pewien problem biblistom: na pierwszy rzut oka ten rozdział 13 narusza ciągłość między rozdziałem 12 a 14, wchodzi z odrębnym tematem w pouczanie na temat darów Ducha Świętego. Można chyba jednak bronić tej ciągłości wskazując na końcówkę rozdziału 12 i początek 14, które jakoś osadzają hymn w kontekście. Być może jednak osadzają sztucznie i stąd wątpliwości, czy ów utwór poetycki nie jest interpolacją nie pochodzącą od Pawła lub tegoż jego utworem, ale wstawionym przezeń w tekst napisany wcześniej. Jednak zdaniem „Katolickiego komentarza biblijnego" da się przyjąć, że hymn był w tym miejscu od początku. A zresztą czy to ważne?

Oto nasze, przyjacielskiej „bandy czworga", tłumaczenie tekstu o tej największej.

1. Choćbym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się miedzią, co dźwięczy, lub cymbałem, co brzęczy.
2. I choćbym miał proroctwo i znał tajemnice wszystkie, i miał wszelkie poznanie, i gdybym miał całą wiarę tak, iżbym góry przestawiał, a miłości bym nie miał, niczym byłbym.
3. I gdybym rozdał wszystko, co posiadam, i jeśli bym wydał ciało swoje na pastwę płomieni, a miłości bym nie miał, nic mi to nie da.
4. Miłość jest pełna cierpliwości i pełna dobroci jest miłość, nie jest zazdrosna, nie jest wyniosła, nie nadyma się [miłość].
5. Nie czyni nic nieprzystojnego, nie szuka swego, nie wpada w gniew, nie obmyśla nic złego.
6. Nie raduje się z niesprawiedliwości, ale współraduje się prawdą.
7. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, zawsze ma nadzieję, wszystko wytrzymuje.
8. Miłość nigdy nie ustaje. Bo czy to proroctwa - przeminą, czy to języki - zamilkną, czy to wiedza - przeminie.
9. Cząstkowe jest bowiem nasze poznanie i cząstkowe prorokowanie.
10. A gdy przyjdzie, co doskonałe, to cząstkowe przeminie.
11. Gdy byłem dziecięciem, mówiłem jak dziecię, myślałem, jak dziecię, rozumiałem, jak dziecię, gdy zaś mężem się stałem, przeminęło to, co dziecinne.
12. Albowiem teraz widzimy jak w zwierciadle, zgadując, wówczas zaś twarzą w twarz; teraz poznaję częściowo, a wówczas poznam tak, jak i zostałem poznany.
13. Teraz trwa wiara, nadzieja, miłość, te trzy, większa zaś z nich jest miłość.
Dwie pierwsze cnoty z trójcy - wiara i nadzieja - to wartości wyznaniowe, miłość jest ponad konfesjami, religiami, poglądami na świat. Też dlatego jest największa.
18:48, jan.turnau
Link Komentarze (32) »
wtorek, 16 września 2008
Członki
1 List do Koryntian 12,12-14.27-31a

Taka wizja Kościoła powinna wydawać się dziś rewolucyjna, w każdym razie dla „rzymskiego” katolika: nie piramida, ale organizm.

Powiada Paweł, że Kościół jest ciałem Chrystusa, które składa się z wielu członków - a są to członkowie Kościoła. Wszyscy oni są potrzebni, choć mają różne funkcje. Są mianowicie apostołowie (nie chodzi tylko o Dwunastu, apostołami byli też Barnaba, Sylas, Apollos i oczywiście sam Paweł), czyli wielcy głosiciele Ewangelii. Również prorocy, czyli ludzie natchnieni w sposób szczególny, specyficzny, bardzo emocjonalny, ale też z wyjątkowo ostrym widzeniem rzeczywistości. Nauczyciele - niższej rangi niż apostołowie głosiciele wiary, homileci i katecheci. Mający dar czynienia cudów (dosłownie: „mocy”): wspierania pomocą, rządzenia, przemawiania innymi językami (chodzi o glosolalię).

Uderza szerokie rozłożenie ról, czyli obowiązków, ale i uprawnień. Jest jakaś hierarchia: apostołowie, prorocy i nauczyciele są jakoś wyodrębnieni (opatrzeni  w tekście zwrotami: najpierw, po wtóre, po trzecie, dalej już, „jak leci”), ale ciekawe, że jest też wyodrębniony dar (charyzmat raczej) rządzenia - zatem nie jest tak, że rządzą tylko apostołowie, oni decydują ostatecznie o wszystkim,  jak dzisiaj biskupi. Struktura Kościoła, poszczególnych Kościołów była wtedy inna, o wiele bardziej demokratyczna, mówiąc językiem mniej politycznym: kolegialna. Piramidy  w Biblii nie widać.

Wszyscy są ważni. W wersetach nie zaleconych dzisiaj do czytania (15-26) jest mowa też o członkach wstydliwych. Robiąc porównanie nieco dziwne dla naszych uszu, Paweł dowartościowuje najmniej dostojnych członków Kościoła, którym właśnie dlatego należy się szczególna troska. Kojarzy to mi się z myślą Jeana Vaniera, jego troską o niepełnosprawnych psychicznie, do niedawna wstydliwie ukrywanych w domu. Moja matka odwiedziła kiedyś jakąś panią, o której synu w ogóle się nie mówiło: mignął się jej tylko chłopiec z chorobą Downa, ze swoją buzią specyficznie zniekształconą.
16:02, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 15 września 2008
Pieta
Ewangelia Jana 19,25

„Obok krzyża stały: Matka Jego i siostra Matki Jego Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena."

Dziś święto Maryjne pod nazwą: Matki Bożej Bolesnej.

Mnie się wydaje, że jest to święto szczególnie dobrze oddające ziemską dolę Matki Jego. Bo Pieta Michała Anioła jest nie tylko rzeźbą cudownej piękności: to dzieło realistyczne. Maria z Nazaretu niewiele miała radości. Kiedyś dziwiłem się, że przedstawia się Jej „fiat" jako decyzję nieoczywistą: przecież to zaszczyt, łaska Boska niesłychana - być matką Mesjasza! Z czasem jednak zrozumiałem, że to wyróżnienie największe z możliwych, owszem, ale zarazem rola strasznie trudna. Słowo „strasznie" szczególnie tu pasuje, bo - jak powiedział papież w Lourdes - Maria bała się. Tak, po prostu się bała. Odpowiedzialność niesłychana. Ale i taki dość przyziemny problem: podejrzeń, że Józef nie jest naprawdę ojcem Jezusa. Wścibskie baby bawiące się w obliczenia: to wcześniak? No i jakoś dziwnie mało podobny do ojca... Dziecko było  przecież - sądząc po ludzku - nieślubne.

A jaki był Jezus jako dziecko, potem młodzieniec, potem już w Nazarecie człowiek dorosły (w tamtym miejscu i czasach trzydziestolatek był mężem w sile wieku)? Nic na ten temat nie wiemy poza tym, że już jako dwunastolatek wyrywał się do roli innej niż ciesiółka, że Rodzicom trudno było pojąć, na czym właściwie ta inna rola polega.

Jeszcze trudniej było Marii (Józef już chyba wtedy nie żył) poradzić sobie w roli Jego matki, gdy rozpoczął życie publiczne. Bracia (przyrodni, stryjeczni, cioteczni, rodzeni - tu to nieważne) najwyraźniej uważali Go za szaleńca, Maria rozumiała więcej, ale też nie wszystko, nade wszystko zaś bała się o Niego. Choć jeszcze nie wtedy w Kanie Galilejskiej, gdy namawiała Go, by uczynił cud, gdy jeszcze nie rozumiała, że nikt nie jest prorokiem we własnym kraju, cudotwórcą - również.

A potem Golgota.

Wiem - w końcu radość Zmartwychwstania, ale przedtem było Jej bardzo ciężko. Rozpisałem się, powtarzam się - ale trudno mi o inny komentarz w to bolesne święto.
14:59, jan.turnau
Link Komentarze (22) »
niedziela, 14 września 2008
Krzyżowanie krzyża
Ewangelia Jana 3,14

„A jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne.”

W przeznaczonym na dzisiaj fragmencie Księgi Liczb (21,4b-9) opisany jest epizod z wędrówki do Ziemi Obiecanej. Lud izraelski buntuje się, bo sprzykrzyła mu się manna z nieba, Bóg karze go jadowitymi wężami. Mojżesz wstawia się za swoim ludem, Bóg każe mu zawiesić na wysokim palu węża z brązu, by spojrzenie nań uzdrawiało. Jezus też zostaje wywyższony przez ukrzyżowanie. Dzisiejsze święto Podwyższenia Krzyża nawiązuje do odnalezienia relikwii tego pala męki i zbudowania na tym miejscu wspaniałej świątyni.

Myśl zgoła banalna: Krzyż jako symbol uniżenia, pokory, świętej słabości stał się po trzech pierwszych wiekach chrześcijaństwa znakiem triumfu, potęgi, panowania nad światem. Stał się „logo” zaborczej religii. Powiedzenie „kto w Niego wierzy” rozumiane było wykluczająco: kto nie wierzy, skazany jest na potępienie. Podwyższenie Krzyża bywało  jego przekreśleniem. Krzyż bywał krzyżowany.

Wszystko to jednak napisałem w czasie przeszłym: era konstantyńska chrześcijaństwa minęła, sojusze ołtarza z tronem są coraz rzadsze i coraz luźniejsze. Chrześcijanie byli potwornie prześladowani przez reżymy komunistyczne i nie wszystkie przecież upadły. Są teraz prześladowani w Indiach. We Francji, w której teraz jest papież, chrześcijaństwo jest cichutkie, nawet według niektórych za ciche. Gdy Benedykt XVI mówi tam o Krzyżu jako syntezie wiary chrześcijańskiej, jako skarbie, dziwne byłoby twierdzić, że jest to ogłaszanie jakiejkolwiek krucjaty. Powiem więcej: jeśli Krzyż jest dziś krzyżowany, to w tym sensie, że - jak powiedział papież do młodzieży w Paryżu - ”oddawanie mu czci naraża niekiedy na szyderstwo, a nawet prześladowania”. Naprawdę tak dzisiaj jest. 
16:12, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
sobota, 13 września 2008
Kto jest badylem?
Ewangelia Łukasza 6,44

Nasza mała rocznica. 13 września Roku Pańskiego 1982 zebraliśmy się po raz pierwszy, w mieszkanku warszawskim ks. Michała Czajkowskiego. O ile dobrze pamiętam, w niepełnym składzie: chyba bez Jana Anchimiuka, który wnet został biskupem Jeremiaszem. Był natomiast pastor Mieczysław Kwiecień - no i byłem ja. Zaczęliśmy tłumaczyć Ewangelię Marka. Wspominam tylko ten początek, nie napiszę dalszej historii tej inicjatywy, wtedy pionierskiej, dziś całkiem normalnej, gdy jest już wspólny przekład 11 Kościołów. Co prawda nie całej Biblii, tylko Nowego Testamentu i Psalmów, ale i tak nas przegoniono: nie przetłumaczyliśmy nawet całego Nowego Testamentu. Choć jego większą część: cztery Ewangelie, Dzieje Apostolskie, List do Rzymian, List do Galatów, List do Filemona, wszystkie listy innych autorów. I to zostało wydane, przetłumaczyliśmy poza tym Pierwszy List do Koryntian i większość Drugiego, na oba mamy wydawcę.

Dość egocentryzmu! Oddaję głos Biblii.
„Po owocu bowiem poznaje się każde drzewo: nie zrywa się fig z ciernia ani z krzaka jeżyny nie zbiera się winogron.”
Nie rozwinę informacji biblijno-botanicznej, choć jest tu kłopot z krzakami. Pochwalę się, że na wniosek arcybiskupa (tymczasem awansował) Jeremiasza napisaliśmy oryginalnie: „Nie zbierają bowiem fig z badyli ani nie zrywają winogron z cierni.” Te badyle to naprawdę coś nowego! Nasz władyka jest translatorskim konserwatystą w tym sensie, że obstaje przy tłumaczeniu maksymalnie dosłownym, choćby to utrudniało lekturę, ale stara się jak najciekawiej tłumaczyć poszczególne słowa czy zdania. A ma głęboką znajomość biblijnej greki, więc ciekawość jego pomysłów idzie na ogół w parze z ich wartością merytoryczną.

Co zaś do sensu moralnego tego wersetu, to myślę sobie, że oczywiście owoc jest taki, jak roślina, ale bywa tak, że dyskwalifikujemy owoc apriorycznie zakładając, iż drzewo do niczego. Cóż może być dobrego z Nazaretu... Produkt musi być markowy, dopiero wtedy uznamy jego wartość. Bywa tak zbyt często w redakcjach, gdzie teksty autora z nazwiskiem drukuje się ze względu na nazwisko, a ktoś bez nazwiska musi być czasem bliski geniuszu, by się dopchać.
11:01, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
piątek, 12 września 2008
Wiórek i belka
Ewangelia Łukasza 6, 41-42

„Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz? Jak możesz mówić swemu bratu: - Bracie, pozwól, że usunę drzazgę, która jest w twoim oku, gdy sam belki w swoim oku nie widzisz? Obłudniku, wyrzuć najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka swego brata.”

Z ową drzazgą jest problem translatorski. Ma ją (we własnym tekście, nie w oku) Biblia Tysiąclecia (przeważnie ją cytuję tutaj), ale nie każdemu się podoba. Wujek miał źdźbło, ma je Biblia Warszawska (protestancki odpowiednik Tysiąclatki) oraz Ekumeniczna 11 Kościołów, ale tłumacze chcą być oryginalni, a oryginał dopuszcza różne możliwości. Zatem Poznanianka zdecydowała się na wersję minimalistyczną, czyli pyłek, a moi bibliści trzech wyznań na maksymalistyczną, to jest wiórek. Skąd wziął się nam ten spory kawałek drewna? Otóż arcybiskup Jeremiasz zasugerował, że zaistniał on (wiórek) przy rąbaniu drzewa, kiedy to może wlecieć do oka jakiś efekt tej czynności. Sporu nie rozstrzyga przekład filologiczny (interlinearny) księdza Remigiusza Popowskiego i Michała Wojciechowskiego, którzy to tłumacze zagustowali w owej drzazdze, bo ich dzieło oddaje bezdyskusyjnie składnię grecką (dosłowność radykalna), ale może się mylić oddając znaczenie poszczególnych wyrazów.

Tyle relaksującej duchowo sprawy lingwistycznej, czas przejść do etycznej. Jest właściwie oczywista: miłujemy bliźniego swego mniej niż siebie samego, a już tak jest, że miłość zakrywa wady, im większa, tym szczelniej. Nie widzimy u siebie grzechów, które drażnią nas okropnie u bliźniego, czasem nawet tym bardziej, im podobniejsze do naszych. Taka optyka jest groźniejsza, gdy belka tkwi w oku całej wspólnoty. Gdy wspólnotą tą jest cały naród, grozi wojna. Gdy bliźnimi są wyznawcy innej religii, grozi najgorsze, czyli walka pod sztandarami Boga samego.
14:42, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
czwartek, 11 września 2008
Etyka neofity
1 List do Koryntian 9,27

„(...) poskramiam moje ciało i biorę je w niewolę, abym innym głosząc naukę, sam przypadkiem nie został uznany za niezdatnego.”

Taki był Paweł: we wszystkim gorący. I przed nawróceniem, i po tej radykalnej przemianie. W tym rzecz jednak, że to nie było nawrócenie: raczej powołanie. Owszem, zmienił kierunek swoich działań o 180 stopni, czyli się odwrócił, ale w gruncie rzeczy nie zmienił wcale. I przedtem, i potem chciał służyć Bogu całą duszą, tylko zmienił mu się Jego obraz. Zmieniła mu się teologia, ale nie etyka.

Jest takie niezbyt pochlebne wyrażenie „gorliwość neofity”. Sam myślałem tak z przekąsem o tym czy owym znajomym, który na przykład bez pardonu atakował Kościół, by nagle stać się jego dość bezkrytycznym obrońcą. Różni to byli ludzie, ale teraz wydaje mi się, że niejeden z nich mógł być po prostu jak Paweł z Tarsu: zawsze gorący; daleki od wyważania myśli i słów z przyczyn koniunkturalnych, niezdolny do żadnej dyplomacji, do głębi uczciwy.

Napisałem co prawda poprzednio, że nadgorliwym neofitą Paweł nie był. Nadgorliwym - nie, gorliwym na pewno.
15:15, jan.turnau
Link Komentarze (19) »
środa, 10 września 2008
Przemija postać świata
1 List do Koryntian 7,25-31

„Nie mam nakazu Pańskiego co do dziewic, lecz daję radę jako ten, który wskutek doznanego od Pana miłosierdzia godzien jest, aby mu wierzono. Uważam, iż przy obecnych utrapieniach dobrze jest tak zostać, dobrze to dla człowieka tak żyć. Jesteś związany z żoną? Nie usiłuj odłączać się od niej. Jesteś wolny? Nie szukaj żony. Ale jeżeli się ożenisz, nie grzeszysz. Podobnie i dziewica, jeśli wychodzi za mąż, nie grzeszy. Tacy jednak cierpieć będą udręki w ciele, a ja chciałbym ich wam oszczędzić. Mówię, bracia, czas jest krótki. Trzeba więc, aby ci, którzy mają żony, tak żyli, jakby byli nieżonaci, a ci, którzy płaczą, jakby nie płakali, ci zaś, co się radują, jakby się nie radowali; ci, którzy nabywają, jak gdyby nie posiadali, ci, którzy używają tego świata, jakby z niego nie korzystali. Przemija bowiem postać tego świata.”

Można odebrać ten tekst jako po średniowiecznemu ascetyczny: kwestionujący wartość małżeństwa, dziś przecież wreszcie docenioną przez celibatariuszy rządzących Kościołem katolickim. Można by widzieć tu wręcz zgubny wpływ współczesnych Pawłowi nurtów w rodzaju manicheizmu i gnozy czy też platonizmu, które niemiłosiernie postponowały ciało jako więzienie duszy.

Można jednak spojrzeć na myśl Pawłową inaczej: pisze on w czasie oczekiwania na rychłe powtórne przyjście Chrystusa. W tej perspektywie - gdy „czas jest krótki” - trzeba wszystko przewartościować, bo wszystko przeminie. Po dwóch tysiącach lat czas okazał się, owszem, nieporównanie dłuższy, nie wiadomo zresztą, jak długi i jak właściwie będzie wyglądał ów „koniec świata”. Niemniej rzeczywiście przemija wszystko. Walec historii przejeżdża bezlitośnie po ziemskich potęgach, a śmierć rujnuje budowle konstruowane pracowicie przez czas naszych żywotów. Starzejemy się i powoli zmienia nam się „optyka”: dorobek naukowy czy pisarski okazuje się niewiele wart, gdy nie pomaga nam dobiec na czas do toalety.
13:14, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
wtorek, 09 września 2008
Noc modlitwy, moc Krzyża
Ewangelia Łukasza 6,12

„Zdarzyło się, że Jezus wyszedł na górę, aby się modlić, i całą noc spędził na modlitwie do Boga."

Całą noc. Metafora o ładowaniu akumulatorów jest tak banalna, że użyję jej niechętnie, tylko w braku lepszej. Przypomina mi się Papież, który umiał trwać na modlitwie godzinami. Trudno nie kojarzyć tej umiejętności z mocą duchową, którą posiadał dzięki niej. Syn Boży mógł rozmawiać z Ojcem calutką noc, co Mu dawało siłę nadludzką. Taką, co to góry przenosi, a nawet jeszcze większą: tę, która pozwoliła Mu nie użyć tamtej siły. Dać się zaprowadzić na krzyż.
12:30, jan.turnau
Link Komentarze (21) »
niedziela, 07 września 2008
Co jest miłością?
List do Rzymian 13,8-10

„Nikomu nie bądźcie nic dłużni poza wzajemną miłością. Kto bowiem miłuje bliźniego, wypełnił Prawo. Albowiem przykazania: »Nie cudzołóż, nie zabijaj, nie kradnij, nie pożądaj« i wszystkie inne streszczają się w tym nakazie: »Miłuj bliźniego swego jak siebie samego«. Miłość nie wyrządza zła bliźniemu. Przeto miłość jest doskonałym wypełnieniem Prawa."

Zasada miłości bliźniego jest fundamentem, kryterium oceny etycznej naszych zachowań. W jej świetle odpowiadamy sobie na pytania szczegółowe: zawsze tylko „naturalne" metody regulacji poczęć, nigdy sztuczne?; nigdy rozwód i powtórne małżeństwo?; nigdy kara śmierci, nigdy aborcja (w każdym razie jak ten zakaz umieścić w prawie państwowym)?; czy zawsze niezapłacenie podatku jest grzechem kradzieży? Niektóre z tych pytań mój Kościół zamknął, mam nadzieję, że nie na amen.
10:51, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
sobota, 06 września 2008
Czy mógłbyś to powiedzieć o sobie?
1 List do Koryntian 4,12-13

„Błogosławimy, gdy nam złorzeczą, znosimy, gdy nas prześladują; dobrym słowem odpowiadamy, gdy nas spotwarzają."

Kto z nas mógłby powiedzieć o sobie w ten sposób? Raczej odszczekujemy się obowiązkowo, tonem i treścią naśladując tych, co nas atakują. Rachunek sumienia także dla publicystów: może by jednak czasem przemilczeć złośliwość wobec nas, zostawić sprawę w spokoju albo odpowiedzieć o wiele grzeczniej?

Gdy jesteśmy przy Pawle, sygnalizuję od razu książkę, którą mi przysłało Wydawnictwo Księży Marianów MIC: „Rozważania Pawłowe" Wojciecha Giertycha OP. Dominikanin będący obecnie Teologiem Domu Papieskiego jest bratem Macieja Giertycha i stryjem Romana, nie bójmy się go jednak, bo - jak mi powiedział inny, bliski mi duchem członek Zakonu Kaznodziejskiego - został raczej uwolniony od rodzinnej ideologii endeckiej. W każdym razie na pewno nie zaraża nią Benedykta XVI i pewnie też nie patrzy na Żyda Pawła zza tych okularów. Ale jeszcze nie przeczytałem, skomentuję książkę po lekturze.

Natomiast już czytam z zapałem (choć po trochu, tylko „do poduszki") powieść pisarki izraelskiej Nechamy Tec „Daniel w jaskini lwa. Życie Oswalda Rufeisena" (wydawnictwo Nowy Świat). Jest to udokumentowana, ale beletrystyczna opowieść o Żydzie polskim zupełnie niezwykłym. O karmelicie ojcu Danielu, który niemal cudem uratował się od śmierci podczas wojny i potem w palestyńskiej ojczyźnie Żydów tworzył lokalny Kościół rzymskokatolicki, ale żydowski jak tylko możliwe.
07:36, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
piątek, 05 września 2008
Stare nie zawsze lepsze
Ewangelia Łukasza 5,33-39

Faryzeusze i uczeni w Piśmie występują do Jezusa z pretensją, że Jego uczniowie za mało poszczą. Mamy tu zderzenie dwóch typów religijności: pesymistycznego, nastawionego radykalnie na ascezę i drobiazgowe przestrzeganie przepisów, oraz optymistycznego, niekrępującego się siatką religijnych paragrafów. Jezus odpowiada, że jest nowa sytuacja, zatem trzeba zachowywać się inaczej. Tę nową sytuację przyrównuje do wesela. Albowiem Ewangelia jest Dobrą Nowiną, wieścią, że nadszedł Zbawiciel. „Nikt nowego wina nie wlewa do starych bukłaków; w przeciwnym razie młode wino rozerwie bukłaki i samo wycieknie, i bukłaki się zepsują. Lecz młode wino należy lać do nowych bukłaków."

Przypomina mi się cytowana kiedyś w „Wyborczej" rada pewnego dominikanina, by nie przeżywać Wielkiego Postu jako czasu ponurości, odmawiania sobie wszystkiego miłego, seksu też, oczywiście. Wydaje mi się w ogóle, że potoczna religijność katolicka jest w Polsce troszkę podobna do tamtej faryzejskiej: mało w niej rozradowania Dobrą Nowiną.

Perykopę dzisiejszą mamy również u Mateusza i Marka, ale u Łukasza jest także puenta: „Kto się napił starego wina, nie chce potem młodego, mówi bowiem: stare jest lepsze". „Komentarz praktyczny do Nowego Testamentu" stwierdza: „Nie bardzo wiadomo, co by to powiedzenie miało oznaczać. Najbardziej prawdopodobne wydaje się przypuszczenie, że chodzi tu o przytoczenie smętnego porzekadła tych, którzy przywykli do praktyki Starego Prawa, uważając je za tak wartościowe, jak stare wino."

No cóż: to przekonanie, że stare jest lepsze, widać u nas bardzo często. Sam jestem już stary, minęła mi młodość wraz z miłością do niektórych nowinek, czasem, co stare, jest rzeczywiście jak stare wino, ale wciąż niepokoi mnie konserwa kościelna. Na szczęście słyszę też, że młodzi księża szukają nowych dróg. Sygnalizuję nowy, wrześniowy numer dominikańskiego miesięcznika „W drodze" z ciekawą dyskusją na temat antykoncepcji, dużo ostrożniejszą niż ta w „Tygodniku Powszechnym”, ale może dobre i to.
22:21, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2
Archiwum