Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
niedziela, 30 września 2007
Dwóch Łazarzów i psy

Ewangelia Łukasza 16,19-31

Przypowieść o bogaczu i Łazarzu. Bogacz jest bezimienny, nędzarz ma imię znane z Ewangelii Jana, gdzie jest bratem Marii i Marty, wskrzeszonym przez Jezusa. „Encyklopedia katolicka" widzi związki między bohaterem przypowieści i postacią opowieści ewangelicznej. Łazarz Łukaszowy umiera jak nędzarz i aniołowie zanoszą go na łono Abrahama, natomiast bogacz cierpi katusze w Otchłani. Kiedy szuka ulgi, lecz jej nie znajduje, prosi Abrahama, aby posłał Łazarza do jego pięciu braci, żeby ich ostrzegł i w ten sposób uchronił przed podobnym losem. Abraham odpowiada mu jednak: „Jeśli Mojżesza i proroków nie słuchają, to choćby kto z umarłych powstał, nie uwierzą." U Jana Łazarz powstaje z martwych, cud ten jednak nie prowadzi do niczyjej pokuty, czyli jakby spełniają się słowa Abrahama.

W przypowieści Łukaszowej psy przychodzą lizać wrzody Łazarza. Przywykliśmy sądzić, że są one jedynymi współczującymi, ale Biblia Poznańska komentuje inaczej: niedola nędzarza polegała na tym, że nie mógł odpędzić psów, zwierząt nieczystych, powodujących swym lizaniem nieczystość człowieka.

10:30, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
sobota, 29 września 2007
Michałowie i ich smoki

Księga Apokalipsy 12,7-12a

Święto Michała Archanioła.
Michał walczy ze Smokiem, Wężem Starodawnym. Wąż ten nie jest oczywiście „płazem", nie wije się po ziemi, jest raczej dinozaurem, bydlakiem olbrzymim, potworem ogniem ziejącym.

Wspominam dziś modlitewnie wszystkich Michałów, z którymi łączy mnie przyjaźń: niech każdy z nich pokona swojego smoka. Modlę się szczególnie za księdza Michała, który na wrocławskim Ostrowiu Tumskim walczy ze smokiem osamotnienia. Wydaje się, jak by nie miał nie tylko tylu aniołów, iloma dysponował jego patron, ale nawet jednego, własnego anioła stróża. Powinienem jednak wierzyć, że Opatrzność czuwa także nad nim, że pokaże kiedyś atakującym go lustratorom, iż nie zmarnował życia.

21:43, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
piątek, 28 września 2007
Liturgie różne, równie uprawnione

Psalm 43,4

„I przystąpię do ołtarza Bożego,
 do Boga, który jest moim weselem i radością."

Zabrzmiały mi te słowa znajomo. Przypomniały mi moją młodość.
„Et introibo ad altare Dei,
ad Deum qui laetificat inventutem meam."
.
„I przystąpię do ołtarza Bożego,
do Boga, który uwesela młodość moją."

Tak zaczynała się Msza „trydencka", tamtejsza modlitwa wstępna zwana „introitem". Psalm wzięto oczywiście z Wulgaty, która jeszcze królowała w najlepsze, dzięki czemu mieliśmy słowo „młodość" w drugim wersie, pasujące wtedy do wieku niżej podpisanego.
Było malutko Starego Testamentu (ogólniejszy problem żydowski tej staro-nowej Mszy analizuje świetnie Zbigniew Nosowski w ”Więzi” sierpniowo-wrześniowej), natomiast liturgia kończyła się stałym tekstem z Nowego, mianowicie prologiem do Ewangelii Jana:

„In principio erat Verbum
et Verbum erat apud Deum"
...
„Na początku było Słowo,
a Słowo było u Boga"...

Było na pewno piękniej, ale czy pobożniej niż teraz? Są różne rodzaje pobożności: tamta „trydencka" była bliższa prawosławnej, gdzie przedział między ołtarzem i ludem jest jeszcze większy, ikonostas izoluje gruntownie, język też nie jest na ogół narodowy, atmosfera tajemniczości (tajemnica, czyli misterium) jest jeszcze gęstsza, piękno mistyczne porywa jeszcze bardziej. Ta „watykańska" jest bliższa protestanckiej, gdzie czyni się bardzo wiele, by lud był blisko ołtarza. Jeśli tylko ta bliskość jest rzeczywiście duchowa, a wspólnota wyraża się we współudziale rzeczywistym, to jest to liturgia równie pobożna, jak ta na Wschodzie i trydencka na Zachodzie. A nawet bardziej, jeśli angażuje duchowo każdego swego uczestnika bardziej niż tamtego przejętego pięknem ponad nim.

16:49, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
czwartek, 27 września 2007
Świątynia potrzebna od zaraz

Księga Aggeusza 1, 1-8

Proroków miał Izrael od groma, po jednych zostały księgi, inni - choć ogromni, jak Eliasz - zostali tylko jako bohaterowie „cudzych" ksiąg. Z „własnością" ksiąg jest zresztą sprawa trudna, Jonasz nie jest autorem swojej księgi, jeno bohaterem (i to wcale nie pozytywnym), Jeremiasz jest autorem w trzech osobach, bo jego księga jest dziełem trzech kolejno żyjących pisarzy, itd., itp.

Prorocy uwiecznieni osobnymi tekstami dzielą się - jak mnie uczono przed przeszło pół wiekiem - na większych i mniejszych. Że nie jest to kwestia wzrostu, wiadomo, ale nie chodzi też o wielkość duchową, tylko obszerność ksiąg. Dlatego większymi są prorocy Izajasz, Jeremiasz, Ezechiel i Daniel, a mniejszymi - dwunastu innych. Sprawę czterech większych komplikuje fakt, że Księgę Jeremiasza można traktować łącznie z jego „Lamentacjami" i dziełem jego ucznia Barucha i wtedy - ale tylko wtedy - utrzyma się liczba cztery.

No i wreszcie sam prorok Aggeusz. Żył po powrocie jego ludu z niewoli babilońskiej i wyspecjalizował się we wzywaniu do odbudowy świątyni Salomona. Czytam w Biblii Poznańskiej, że zabrano się do tego dzieła architektonicznego, „za przyzwoleniem króla perskiego Cyrusa, już ok. r. 536 [oczywiście przed Chrystusem]; wkrótce jednak przerwano prace na skutek intryg Samarytan, za których sprawą król zakazał dalszej budowy (Księga Ezdrasza 4, 1-5). Dopiero w 520 r. król Dariusz I wydał ponowne pozwolenie na prowadzenie dalszych robót, ale repatrianci, zajęci troską o własne domostwa, nie okazywali zbytniego zapału do sprawy domu Bożego”. Wtedy to wystąpili prorocy Aggeusz i Zachariasz, nawołując zarówno lud, jak i jego przywódców, księcia Zorobabela i arcykapłana Jozuego, by dokończyli rozpoczęte dzieło".

Skojarzenie tu i teraz: budowa Świątyni Opatrzności. Analogia jest, ale kulawa: nie jest (nie będzie) to przecież jedyna polska budowla sakralna. Wydaje mi się w ogóle, że idea dziękowania Bogu budowaniem materialnym maleje w zestawieniu z czymś znacznie ważniejszym: budowaniem wspólnoty ludzkiej. Natomiast tam na polach wilanowskich winien rzeczywiście stanąć kościół, ale po prostu dlatego, że powstaje  tam ogromne osiedle mieszkaniowe.

PS. A w Warszawie na Rakowcu przy ul. Dickensa 5 jest już zbudowany po wojnie jako wotum kościół pod wezwaniem Opatrzności Bożej. Nie wspaniały, ale jest. Drugi moim zdaniem jest potrzebny, ale nie tyle Bogu samemu, ile Bogu w ludziach potrzebujących miejsca dla liturgicznej modlitwy.

16:03, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
środa, 26 września 2007
A Judasz?

Ewangelia Łukasza 9,1-2.6

„Jezus zawołał Dwunastu, dał im moc i władzę nad wszystkimi złymi duchami i władzę leczenia chorób. I wysłał ich, aby głosili królestwo Boże i uzdrawiali chorych. (...) Wyszli więc i chodzili po wsiach, głosząc Ewangelię i uzdrawiając wszędzie."

Wysłał Dwunastu, czyli wszystkich Apostołów, czyli także Judasza. On też chyba zatem miał szczególne uzdolnienia duchowe. Może nawet on przede wszystkim? „Encyklopedia biblijna" zauważa, że „zajmował uprzywilejowaną pozycję wśród Dwunastu jako skarbnik grupy (J 12,5-6, 13,29). Wskazuje na to również miejsce w pobliżu Jezusa, które zajmował podczas Ostatniej Wieczerzy (13,21-26)". I te uzdolnienia zmarnował tragicznie.

Tyle chyba możemy o nim powiedzieć, bo w ogóle możemy powiedzieć bardzo niewiele. Dlaczego właściwie zdradził? Hipoteza zwykłej chciwości, choć oparta na niektórych danych ewangelijnych, budzi jednak wątpliwości teologów (odsyłam do książki ”Dwunastu Apostołów”, wydanej pięć lat temu przez Znak - musi ją mieć każdy, kogo obchodzi cokolwiek Biblia i w ogóle chrześcijaństwo). Wyrażenie „tajemnica Judasza" jest jedyną pewną odpowiedzią.

13:42, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
wtorek, 25 września 2007
Los

Księga Ezdrasza 6,7-8. 12b. 14-20

Po niewoli babilońskiej pod rządami władców perskich Izraelowi świta szczęście Nie tylko wolno mu odbudować Świątynię, ale jak na tamte czasy wyjątkowo tolerancyjny król Dariusz I Wielki jeszcze dofinansowuje dzieło z dochodów królewskich. Pieniądze państwowe przeznaczane były także na codzienne ofiary świątynne.

I tak to fortuna kołem się toczy... Szukamy w tej zmienności jakiegoś sensu i nie możemy znaleźć, bo Bóg, Jego działanie, przekracza nasze zdolności poznawcze.

14:53, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
poniedziałek, 24 września 2007
Pod kołdrą?

Ewangelia Łukasza 8,16

„Nikt nie zapala lampy i nie przykrywa jej garncem ani nie stawia pod łóżkiem; lecz stawia na świeczniku, aby widzieli światło ci, którzy wchodzą".

Ten garniec czy garnek mniej mi tu pasuje niż tradycyjny korzec. Szczególnie że raz ojcu Józefowi Puciłowskiemu zdarzyło się, iż pewien świecki działacz podziemia zaczął go pouczać, żeby jakiejś sprawy nie skrywał pod kocem. Ksiądz postanowił douczyć rozmówcę i pyta go: - Kochany, źle cytujesz Biblię: nie pod kocem, tylko gdzie? Działacz myśli, myśli i wymyślił: - Pod kołdrą...

No cóż, trzeba naród dokształcać religijnie. Trzeba nam jakiegoś oświecania religijnego, by ludzie wiedzieli, w co wierzą albo i nie wierzą. Albowiem wciąż króluje w tej mierze zbożna albo i bezbożna ignorancja.

12:34, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
niedziela, 23 września 2007
Włodarz jednak uczciwy
Ewangelia Łukasza 16,1-13

Perykopa ciężka do wyjaśnienia: rządca, dawniej włodarz, zabiega o względy dłużników swego szefa fałszując weksle i jest postacią pozytywną. Dotychczasowe tłumaczenia mnie nie zadowalały, więc przeczytałem z wdzięcznością w „Tygodniku Powszechnym" homilię-komentarz ojca Wiesława Dawidowskiego OSA (zakon augustianów, nie ostry owad!), potem stosowny przypis w Biblii Jerozolimskiej. Dowcip polega na tym, że tamtocześni rządcy utrzymywali się najlegalniej z prowizji od zysków uzyskanych z zawiadywania majątkiem właściciela. Otóż ten rządca zrezygnował właśnie z owych prowizji, czyli opłacił dłużników z własnej kieszeni, nie cudzej.

Eureka! Tylko szkoda, że nie wyjaśniano w ten sposób dawniej! Pamiętam, jak moi bibliści trzech wyznań dawali mi do zrozumienia, że jestem tępy, bo powątpiewam w tradycyjne tłumaczenie, że co prawda włodarz był nieuczciwy, ale nie za to go pochwalił jego pan, tylko za odpowiedzialne myślenie o swej przyszłości, za roztropność.
15:06, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
sobota, 22 września 2007
Pod Ponckim Piłatem
1 List do Tymoteusza 6,13-14

„Nakazuję ci wobec Boga, który wszystko ożywia, i wobec Chrystusa Jezusa, który uroczyście dał świadectwo o sobie pod Poncjuszem Piłatem, zachowaj te przepisy ściśle i dokładnie, aż do objawienia się Pana naszego Jezusa Chrystusa."

Przepisuję tym razem z Biblii Poznańskiej, bo ma ona wersję „pod Poncjuszem Piłatem" zamiast „za..." Tysiąclatki. A ta poznańska wersja mi pasuje, bo odpowiada dokładnie wyrażeniu, które mamy w Credo mszalnym i bardziej domowym, krótszym Składzie Apostolskim. Oczywiście mamy też wersję „Pod Ponckim Piłatem", ale ma ona tę wadę, że dzieci mówią „Pod polskim Piłatem"; Polakiem on na pewno nie był, choć jego ojczyzna jest sprawą dyskusyjną. A wracając do Biblii Poznańskiej, odnotowuję z jej komentarza, że ta identyczność wersji Pawłowej i tej z Credo „świadczy o ustalaniu się formuł wyznania wiary".

A jakie przepisy miał Tymoteusz zachowywać? Odsyłam do całego listu, odnotuję tu tylko, że Paweł pouczał: „starszego człowieka nie upominaj surowo". Teraz to mi się wydaje oczywiste, bom sam stary, ale kiedyś postępowałem inaczej.

PS. Awans biblistyki: znany także w Polsce („Piękno Biblii" i „Psalmy", Wyd. Salwator) znawca Pisma Gianfranco Ravasi został przewodniczącym Papieskiej Rady do Spraw Kultury.
10:07, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
piątek, 21 września 2007
Mateusz, Jonasz

Ewangelia Mateusza 9, 9-13

Dziś świętego Mateusza. Postać znana wszystkim tym, co mają zielone pojęcie o Biblii: autor Ewangelii pierwszej w kanonie, choć nie pierwszej chronologicznie. Sprawia pewien kłopot biblistom, bo w Ewangelii Mateusza i w Dziejach Apostolskich jest owszem, Mateuszem, ale w Ewangelii Marka i Łukasza - Lewim (Jan o nim w ogóle zapomniał). Tak już jest z niektórymi apostołami (także z Bartłomiejem), że nazywani są w Biblii różnie: pewnie po to, żeby bibliści nie byli bezrobotni. Mateusz alias Lewi był celnikiem, czyli kolaborantem, nie rozwijam jednak tego tematu, bo nie zajmuję się tu polityką.

Dziś również Jonasza. W kalendarzach katolickim i prawosławnym naliczyłem takich świętych w sumie czterech (w ”Metrze” mylnie podałem, że trzech), przy czym ten dzisiejszy jest postacią biblijną. 2 Księga Królewska (14, 25) o nim wspomina, a nawet ma on zaszczyt mieć w Biblii księgę na swój temat. Tytuł świętego nosi (w prawosławiu, gdzie tak się nazywa proroków biblijnych), choć z tej księgi wynika, że był nieznośny. Nie chciał wybrać się do Niniwy (pewnie dlatego, że to paskudni poganie), a potem miał pretensję do Boga, że Niniwy nie zlikwidował - choć nie było powodu, bo jej mieszkańcy zaczęli pokutować przykładnie, nawet wraz ze swoim bydłem.

13:24, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
czwartek, 20 września 2007
Prostytucja

Ewangelia Łukasza 7, 36-50

Opowieść o „kobiecie, która prowadziła w mieście życie grzeszne", o tym, że w domu faryzeusza uczciła Jezusa namaszczając Jego nogi drogim olejkiem i własnymi łzami. Też o faryzeuszu, który się tym zgorszył, i o tym, jak mu Jezus odpowiedział.

Przypomina mi się kapitalna książka, wywiad-rzeka, jaki zrobiła moja dzielna współpracownica Kasia Wiśniewska z siostrą Anną Bałchan z zakonu zwanego potocznie mariankami (to nie żeński odpowiednik marianów). Zakonnica urzeka swoją mądrością opowiadając, jak opiekuje się prostytutkami w Katowicach. Mówi oczywiście, że winni prostytucji są mężczyźni, bo „biorą się na sposób i idą do tamtych osób" (to akurat Boy, nie Bałchan), winni są też oni, bo sprawują rządy zmuszające kobiety do nierządu (to z kolei mój kalambur) - ale mówi też wiele innych przemądrych rzeczy.

Książkę wydał właśnie Znak , warto wydać 27 złotych, by mieć lekturę równie pasjonującą, jak budującą. Odbudowującą wiarę w Kościół katolicki, nadwątlaną wciąż przez jego ludzi.

18:52, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
środa, 19 września 2007
Znalazł wiarę

1 List do Tymoteusza 3, 16

Ten, który objawił się w ciele, usprawiedliwiony został w Duchu, ukazał się aniołom, ogłoszony ostał poganom, znalazł wiarę w świecie, wzięty został w chwale". Tak tłumaczy Tysiąclatka.

A Poznanianka tak:
Objawił się nam jako człowiek,
Duch Go potwierdził,
ukazał się aniołom,
ogłoszony został narodom,
świat w Niego wierzy,
do nieba został wzięty w chwale"
.

To zapewne hymn zawierający naczelne przesłanie chrześcijańskie. Skomentuję tylko stwierdzenie wiary w świecie. Oczywiście można kwestionować chrześcijańską wiarę poprzednich pokoleń i dzisiejszych też, ale przyszło mi na myśl to, co napisał biskup Bronisław Dembowski wspominając pewne przemówienie Leszka Kołakowskiego sprzed wielu laty. „Powiedział tak mniej więcej, cytuję z pamięci: - Kultura Europy wyznaczona jest przez zdania typu: miłujcie waszych nieprzyjaciół, dobrze czyńcie tym, którzy was prześladują. Zapytacie, ilu ludzi potrafiło według tych zasad żyć. Odpowiedź będzie smutna: niewielu. Ale od nich zależy kształt kultury i cywilizacji europejskiej".

Przesłanie chrześcijańskie nie okazało się impotentne. Jak byłoby bez niego, bez tego przesłania miłości radykalnej? Bez tego ideału? Bez świętych Franciszków i jego naśladowców, których liczba nie jest śladowa?

12:49, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
wtorek, 18 września 2007
Młodzi

Księga Mądrości 4, 7-15

”Sprawiedliwy, choćby umarł przedwcześnie, znajdzie odpoczynek. Starość jest czcigodna nie przez długowieczność i liczbą lat się jej nie mierzy: sędziwością u ludzi jest mądrość, a miarą starości życie nieskalane. Ponieważ spodobał się Bogu, znalazł Jego miłość i żyjąc wśród grzeszników, został przeniesiony. Zabrany został, by złość nie odmieniła jego myśli albo ułuda nie uwiodła duszy: bo urok marności przesłania dobro, a burza namiętności mąci prawy umysł. Wcześnie osiągnąwszy doskonałość, przeżył czasów wiele. Dusza jego podobała się Bogu, dlatego pospiesznie wyszedł spośród nieprawości. A ludzie patrzyli i nie pojmowali ani sobie tego nie wzięli do serca, że łaska i miłosierdzie nad Jego wybranymi i nad świętymi Jego opatrzność.”

Dziś Stanisława drugiego w kolejności chronologicznej: po Szczepanowskim, a przed Papczyńskim, dopiero przedwczoraj wyniesionym na ołtarze. Ciekawie, który okaże się po latach najpopularniejszym patronem Polaków. Młodzi powinni wybierać Stasia Kostkę, który - jak tłumaczy się od dawna - nie był bynajmniej ciepłokluskowaty.

A Księga Mądrości tłumaczy czytelnikom żydowskim, że długowieczność niekoniecznie jest oznaką miłości Boga, a starość nie równa się mądrości. Co widzimy dzisiaj gołym okiem, ale w tamtych czasach siwizna była w takiej cenie, jak teraz np. obecność w mediach.

12:17, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
Język

                                                                Poniedziałek, 17 września 2007
1 List do Tymoteusza 2,5
„Albowiem jeden jest Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi, człowiek, Chrystus Jezus, który wydał samego siebie na okup za wszystkich".

Słowa ważne z powodu sporu katolicko-protestanckiego. Matka Chrystusa nazywana była czasem w Kościele rzymskokatolickim Pośredniczką. Prowokowało to protestantów, powoływali się na powyższe stwierdzenie biblijne. Ale my nie lekceważymy Biblii, nasz najwyższy Kościół nauczający jest w tej sprawie jednak raczej ostrożny.

Wybitny mariolog francuski ks. Laurentin w książce „Matka Pana", wydanej w Polsce przez marianów, zaznacza, że nawet Pius XII, papież przedsoborowy przecież, „powstrzymywał się od używania w stosunku do Maryi tytułu Pośredniczki, którego nie ma w jego uroczystych wypowiedziach, a później i w przemówieniach".

Potem przyszło Vaticanum Secundum i wyjaśniło, że „jedyny jest Pośrednik nasz według słów Apostoła" i tu ten cytat z Listu do Kolosan, po czym mowa prostująca katolickie przerosty: „Macierzyńska zaś rola Maryi w stosunku do ludzi żadną miarą nie przyćmiewa i nie umniejsza tego jedynego pośrednictwa Chrystusowego, lecz ukazuje jego moc. Cały bowiem wpływ zbawienny Błogosławionej Dziewicy na ludzi wywodzi się nie z jakiejś konieczności rzeczowej, lecz z upodobania Bożego, i wypływa z nadmiaru zasług Chrystusowych, na Jego pośrednictwie się opiera, od tego pośrednictwa całkowicie jest zależny i z niego czerpie całą moc swoją; nie przeszkadza zaś w żaden sposób bezpośredniej łączności wiernych z Chrystusem, przeciwnie, umacnia ją" (”Lumen gentium” 60) .

Denerwuje ten język religijny, ten „nadmiar zasług", zresztą i ów biblijny „okup za wszystkich": arytmetyka, komercja. Trudno, cieszmy się, że swoisty nadmiar mariologiczny został autorytatywnie wyrównany. Nawet i Jan Paweł II, choć maryjny bardzo, bardziej niż pierwszy papież posoborowy Paweł VI, utrzymuje się w granicach teologicznych soboru, który go przecież wychował: myślę w szczególności o encyklice „Redemptoris Mater" („Matka Odkupiciela").

Są dziś ciągle w moim Kościele powszechnym (niekoniecznie polskim) tendencje hipermaryjne, mam jednak nadzieję, że nie zwyciężą. No i nie dość powtarzać, że prawosławie idzie tu razem z nami: biskup tamtejszy ma na piersi nie krzyż, jak nasi, ale podobiznę Maryi. By o mnogości przesławnych ikon nie wspomnieć. Można tylko zauważyć, że są to wizerunki z zasady dwuosobowe: Matka z Dzieciątkiem - gdy tymczasem u nas Ostrobramska, Fatimska itp. Ale nawiasem wyznam, że niebiańskość ikon jakoś do mnie nie trafia: wolę ludzkie piękno Tej z Wilna.

PS. Trudno mi tu nie wspomnieć o wczorajszej uroczystości w Licheniu, przecież bardzo maryjnej. Beatyfikacja ojca Stanisława Papczyńskiego, założyciela marianów, oczywiście czciciela Maryi („logo" zakonu to MIC, „Mariae Immaculatae Conceptio", Niepokalane Poczęcie Marii), w sanktuarium maryjnym skutecznie rywalizującym z Jasną Górą (coraz więcej pielgrzymów).

Oglądałem w telewizji. Wrażenia? Moja żona powiedziała najpierw, że nie ma na szczęście ceregieli towarzyskich, czyli niekończących się powitań i pozdrowień. Ale rozczarowała nas oboje homilia watykańskiego sekretarza stanu Bertonego. Powitać, pozdrowić różnych ludzi wypadało mu - to nie czołobitność, tylko niemal błogosławieństwo, bo to zastępca papieża, ale oracja była za długa i mało odkrywcza. Natomiast nastrój ogólny był taki, jak trzeba, śpiewy piękne, prefacja po łacinie jak głos z czasów naszej młodości - a polszczyzna nie gorsza niż papieska i też taki samokrytyczny uśmiech. Nawet watykański pseudonim arcybiskupa poznańskiego „Gadeki" zrozumiały - Polacy nie gęsi, ale też nie Francuzi na przykład, którzy „o" nosowe, jak Pan Bóg przykazał, po prostu „on" piszą.
No i mamy już trzech Stanisławów na ołtarzach.

12:16, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
niedziela, 16 września 2007
O złotym cielcu i Bożym miłosierdziu

Księga Wyjścia 32,7-11.13-14

Przepisuję nowe tłumaczenie żydowskie, o którym już nieraz tu pisałem (Tora Pardes Lauder, księga druga: „Szemot"):

”Powiedział Bóg do Moszego: - Zejdź, bo lud, który wywiodłeś z ziemi egipskiej, stał się zepsuty. Szybko zboczyli z drogi, którą im nakazałem, zrobili sobie odlew cielca, oddali mu pokłony i złożyli mu ofiary, i powiedzieli: - To są twoi bogowie, Jisraelu, którzy cię wywiedli z ziemi egipskiej. Powiedział Bóg do Moszego: - Przyglądałem się temu ludowi - to są ludzie uparci. Więc teraz nie powstrzymuj Mnie, Mój gniew zapłonie przeciwko nim i zniszczę ich, a z ciebie zrobię wielki naród. Mosze [zaczął] błagać Boga, swojego Boga: - Dlaczego, Boże, ma zapłonąć Twój gniew przeciw twojemu ludowi, który wyprowadziłeś z ziemi egipskiej wielką siłą i potężną mocą? Pamiętaj [o swojej obietnicy] dla Awrahama, Jicchaka i Jisraela, Twoich sług, którym przysiągłeś na Siebie i oznajmiłeś im: »Pomnożę wasze potomstwo jak gwiazdy nieba, a całą tę ziemię, o której mówiłem, dam waszemu potomstwu i odziedziczą ją na zawsze«. I Bóg odstąpił od wyrządzania zła, które zapowiedział czynić swojemu ludowi."

Zastanawia liczba mnoga w powiedzeniu: „To są twoi, bogowie, Jisraelu..." Nowsze polskie chrześcijańskie tłumaczenia mają liczbę pojedynczą, ale Wujek ma mnogą i ewangelicka Biblia Warszawska też. Różnica wynika stąd, że termin hebrajski „Elohim" jest formalnie liczbą mnogą. Biblia Poznańska twierdzi, że tę liczbę mnogą niesłusznie zrozumiano jako dowód, że ów kult złotego cielca był bałwochwalstwem (politeizmem), apostazją od Boga prawdziwego. Było to według tej interpretacji tylko oddawanie czci wizerunkowi Boga, zabronione w Dekalogu. Komentarz Rambana w edycji żydowskiej też kwestionuje tezę o bałwochwalstwie.

Tak czy inaczej, przesłaniem tej perykopy jest miłosierdzie Boże. Tekst starotestamentalny „rymuje się" z przeznaczonym również na dzisiaj fragmentem 1 Listu do Tymoteusza 12,7, gdzie Paweł mówi o miłosierdziu, które okazał mu Bóg, gdy jego, bluźniercę, prześladowcę i oszczercę przeznaczył do apostolstwa. A z Ewangelii Łukasza wybrano nam na dzisiaj przypowieści o zgubionej owcy i drachmie oraz o synu marnotrawnym (tę ostatnią przypowieść ciekawie komentuje obecny papież w swojej książce „Jezus z Nazaretu").

18:18, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
sobota, 15 września 2007
Dusza Matki

Ewangelia Jana 19,25-27 albo Łukasza 2,33-35

Dziś dzień Matki Bożej Bolesnej. Po święcie Podwyższenia Krzyża wspominamy dramat matki Chrystusa. Jan i Łukasz są gorętszymi czcicielami Maryi od pozostałych ewangelistów, ciekawe jednak, że ich wiadomości na ten temat nie pokrywają się. Nie są ze sobą sprzeczne, ale każdy mówi co innego. Wynika to stąd, że Jan w ogóle tworzy własne dzieło nie oglądając się na trzech wcześniejszych ewangelistów. Czy na pewno znał tamte przesłania? Bibliści raczej nie mają wątpliwości. Ale miał własną teologię, zresztą może nie chciał powtarzać wiadomości poprzedników. Pytam tu też na odwrót: jak to się stało, że nie mamy u Łukasza dzisiejszej Janowej sceny pod krzyżem („Niewiasto, oto syn Twój..."), która by mu tak pasowała? A jest blisko tego: pisze, że „niewiasty, które towarzyszyły Mu od Galilei, przypatrywały się temu" - o samej Maryi jednak ani słowa.

Odpowiedź „zdroworozsądkowa": to było osobiste przeżycie Jana, nie musieli wszyscy o nim wiedzieć. Ale czy to jednak nie dziwne, że wśród owych niewiast Łukasz nie wymienia matki Jezusa? Nie tak bardzo, jeśli się pamięta, że Łukasz nie był świadkiem życia Jezusa, miał wiadomości z drugiej ręki, nie dowiedział się zatem o weselu w Kanie ani o tym tak bliskim związku Jana z Maryją. Dotarła do niego natomiast informacja, że była Ona w wieczerniku po Zmartwychwstaniu, którą umieścił w „Dziejach". No i mamy u niego właśnie przeznaczone na dzisiaj proroctwo Symeona, że Jej duszę przeniknie miecz.

PS. Polecam bardzo „Traktat o Maryi" Elżbiety Adamiak w 2 tomie „Dogmatyki" Biblioteki „Więzi"!

08:26, jan.turnau
Link Komentarze (12) »
piątek, 14 września 2007
Podwyższenie przez poniżenie

Ewangelia Jana 3, 13-17

Święto Podwyższenia Krzyża. W tym roku wypada w piątek, krzyżowy dzień tygodnia. Wzięło się stąd, że w 326 roku cesarzowa św. Helena odnalazła pozostałości tego świętego narzędzia śmierci i spowodowała jego kult jako najświętszej relikwii.

Jest z tą sprawą, jak w ogóle z relikwiami: kwestia autentyczności.. Czy w ogóle zdarzyło się naprawdę owo odnalezienie? Ale taki fakt miał miejsce według tradycji sięgającej tegoż IV wieku; zdarzyło się to podczas wykonywanych na zlecenie Heleny prac związanych z usuwaniem pogańskich budowli na Golgocie. Co do autentyczności samej relikwii: publicysta londyński Antoni Pospieszalski napisał kiedyś w „GW" na podstawie artykułu bodajże w „Timesie", że rzecz wygląda dziwnie, bo w napisie nakazanym przez Piłata jest błąd ortograficzny. Gdyby - rozumował autor angielski - ktoś tworzył pseudorelikwię, to by nie zrobił błędu. Podaję argument na zasadzie „relata refero", w ogóle nie wdaję się w tę kwestię. Nie osądzam też złośliwości, którą słyszałem zresztą w kręgach kościelnych: że gdyby zebrać i scalić wszystkie cząstki relikwii, to mielibyśmy kilka krzyży...

Ważniejsze milion razy jest samo przesłanie dzisiejszego święta: że największe poniżenie Jezusa z Nazaretu stało się Jego wywyższeniem. Że kto się poniża, będzie wywyższony. Otóż problem w tym, czy wywyższając sam znak materialny - myślę nie o relikwii, tylko o podobiznach krzyża - umieszczając go, gdzie się da, nie zważając na opory niechrześcijan, naprawdę krzyż wywyższamy? Czy na pewno wywyższamy Tego, który dał się powiesić na tym drzewie hańby? Czy na pewno ma na to ochotę?

12:01, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
czwartek, 13 września 2007
Nie sądźcie

Ewangelia Łukasza 6,37-38

„Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni.
Nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni.
Odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone.
Dawajcie, a będzie wam dane".

Zasada wzajemności wyłożona krótko u Mateusza 7,1-2 tu ma kształt poetycki, przypomina np. litanię błogosławieństw, którą mamy u Mateusza i Łukasza.

Fundamentalna zasada dobrych stosunków z ludźmi i z Bogiem (to dokładnie te same stosunki!).

17:54, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
środa, 12 września 2007
Ustanowienie uniwersalizmu

List do Kolosan 3,11

„A tu już nie ma Greka ani Żyda, obrzezania ani nieobrzezania, barbarzyńcy, Scyty, niewolnika, wolnego, lecz wszystkim we wszystkich jest Chrystus."

Uniwersalizm Pawła obejmuje w tej wersji także ludzi spoza świata helleńsko-żydowskiego. Słowo „barbarzyńca" ma dla Pawła parę znaczeń. W 1 Kor 14,1 to człowiek mówiący obcym, niezrozumiałym językiem, więc także Egipcjanin, w Rz 1,14 to już gorzej, bo ktoś niewykształcony; w sumie jednak u Pawła to ktoś spoza kręgu grecko-żydowskiego. Scyta był barbarzyńcą szczególnym, bo najeźdźcą przysłowiowo okrutnym.

I oto nawet takiego bandytę włącza Paweł z Tarsu do świętego towarzystwa Chrystusowego. Cóż to za nieprawdopodobna rewolucja pojęciowa! Nic dziwnego, że francuski filozof Alain Badiou, lewicowy ateista, napisał książkę „Święty Paweł. Ustanowienie uniwersalizmu" (wydaną po polsku w Serii „Krytyki Politycznej”). Jak długo chrześcijaństwo opierało się tak szerokiemu oddechowi religijnemu! Jak długo pogardzało najpierw Słowianami, potem różnymi „innoskórymi".

Gdy jesteśmy przy Apostole Narodów, melduję, że w Bibliotece „Więzi" ukaże się w przyszłym roku książka jemu poświęcona. Trójwyznaniowy zespół biblistów (arcybiskup prawosławny Jeremiasz, ks. Michał Czajkowski, pastor zielonoświątkowy Mieczysław Kwiecień oraz niżej podpisany jako sekretarz) przetłumaczył już 15 ksiąg Nowego Testamentu. Wszystkie zostały opublikowane, głównie w Oficynie Wydawniczej „Słowo i Życie" ewangelika dr Ryszarda Tomaszewskiego, poza Dziejami Apostolskimi i Listem do Rzymian. Otóż w tym roku mija prawdopodobnie dwa tysiące lat od śmierci głównego teologa chrześcijaństwa. Benedykt XVI ogłosił rok Pawła, a my postanowiliśmy uczcić go publikacją jakby jego biografii w postaci Dziejów Apostolskich i głównego dzieła teologicznego, czyli Listu do Rzymian. Obok tekstów biblijnych będą nasze własne na Pawłowy temat.

15:09, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
wtorek, 11 września 2007
Podstęp

List do Kolosan 2,8

Tym razem cytuję według Biblii Poznańskiej: „Uważajcie, aby ktoś z was nie został zwabiony w niewolę [błędu] przez filozofię lub chytry podstęp, wywodzące się z ludzkich podań o siłach kosmicznych, a nie z Chrystusa."

Po lekturze Biblii Tysiąclecia już myślałem niemądrze, że to atak na ówczesną filozofię grecką, tę olbrzymią myśl świecką, ale uspokoiłem się dzięki Poznaniance, która ma ”siły kosmiczne”, a nie mniej jasne ”żywioły świata” Tysiąclatki. Troszczę się bardzo o dialog Kościoła z ”laicą” i wydało mi się głupio, że mamy tu coś, co mogłoby być użyte jako utrudnienie tego dialogu.

09:12, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
poniedziałek, 10 września 2007
Cierpienie

List do Kolosan 1,24

„Teraz raduję się w cierpieniach za was i ze swej strony w moim ciele dopełniam braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół."

Braki udręk Chrystusa? Cóż to znaczy: Że Chrystus cierpiał niedostatecznie? Podaję tu zawsze przekład Biblii Tysiąclecia, czyli polskiej wersji Biblii Jerozolimskiej, ale często zaglądam do innych tłumaczeń. Otóż „braki" ma też Biblia Ekumeniczna (Towarzystwa Biblijnego, wspólne dzieło 11 Kościołów polskich), takie słowo jest w oryginale greckim (sprawdziłem w przekładzie interlinearnym ks. Remigiusza Popowskiego i Michała Wojciechowskiego). Zmodernizowana Biblia Wujka ma prawie tak mocno: „to, czego nie dostaje". Warszawska (ewangelicka) - „niedostatek". Ale Poznanianka łagodzi: „dopełniam cierpień Chrystusa". Nie będę się czepiał takiej wersji, nie zaakceptuję też moich oporów wobec wyjaśnień Tysiąclatki i Poznanianki, które streszczę tak, że Paweł nie twierdził, iż coś dodawał do odkupieńczej wartości Krzyża.

Spróbuję sam coś wymyślić.

Czym jest dla mnie Krzyż? Jakąś potworną miarą cierpienia? Tak zdawał się myśleć twórca filmu „Pasja", bo obraz Męki ciągnie się tam wyjątkowo długo i krwawo. Przecież Jezus nie cierpiał fizycznie bardziej niż miliony innych męczenników. Cierpiał nieskończenie bardziej psychicznie, duchowo. Czuł się potwornie odrzucony przez ludzi, którym otwierał drogę do szczęścia, a nawet tuż przed śmiercią czuł się opuszczony przez Ojca. Czy jednak zbawił, uszczęśliwił nas przez swoje cierpienie „jako takie"? Chyba nie przez to, że cierpiał, ale dlaczego cierpiał. Zbawił nas nie samą swoją męką i śmiercią, ale postawą moralną, duchową, która to męczeństwo spowodowała. Była to mianowicie postawa „non violence", niestosowania przemocy. Mógł użyć swej boskiej siły i obronić się, ale wybrał ludzką słabość.
Uczestniczymy w Jego dziele naśladując Go, idąc za Nim. Czy dzieło byłoby mniejsze, gdyby nikt za Nim nie poszedł? Odpowiedziałbym: i tak, i nie. Tak, bo byłoby nieskuteczne, nie - bo te skutki są jednak czymś innym niż przyczyna. „Dopełnianie braków" to czynienie owocnym. „Scholastyka", myślowe łamańce? Nie obrażę się za taki zarzut. To jest brulion.

17:01, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
niedziela, 09 września 2007
Przedświt
Księga Mądrości 9,17

„Któż poznał Twój zamysł, gdyś nie dał Mądrości, nie zesłał z wysoka Świętego Ducha swego?"

Oto mamy w Biblii Tysiąclecia w księdze niechrześcijańskiej znaczące duże litery: „Świętego Ducha". Jest to ortograficzna chrystianizacja tekstu starotestamentalnego, w którym Duch Boży nie jest jeszcze inną Osobą. No cóż, idea Trójcy świtała już wcześniej, na co są różne inne dowody, ale rozbłysła dopiero w nowej religii. Czy te duże litery są na miejscu? Chyba jednak nie.
12:07, jan.turnau
Link Komentarze (17) »
sobota, 08 września 2007
Nie chciał donieść

Ewangelia Mateusza 1,18-23

Święto narodzenia Maryi. Przeznaczono nam opowieść o strasznej rozterce Józefa, gdy dowiedział się, że ona jest w ciąży, a on nie jest ojcem, bo jeszcze nie żyli ze sobą.

„Nie chciał narazić jej na zniesławienie, zamierzał oddalić ją potajemnie" - powiada Mateusz. Sprawa nie jest całkiem jasna, nie jest pewne, co właściwie zamierzał Józef, napiszę o tym innym razem, jedno jest natomiast oczywiste: zniesławienie oznaczało tu nie tylko odebranie dobrego imienia, wiarołomną narzeczoną kamienowano. Dlatego w naszym przekładzie trójwyznaniowym (trzech biblistów, ja jako sekretarz) napisaliśmy, że Józef nie chciał na nią „donieść".

00:22, jan.turnau
Link Komentarze (29) »
piątek, 07 września 2007
Konserwatyzm
Ewangelia Łukasza 5,39

Gdy się czyta uważnie Biblię i porównuje tekst z paralelnymi w innych księgach, widać ciekawe różnice. Wszyscy trzej sympatycy opowiadają, jak Jezus odpowiedział na zarzut, że Jego uczniowie nie zachowują postów: „Młodego wina nie wlewa się do starych bukłaków". Łukasz dodaje myśl nową, zachowując obraz wina: „Kto się napił starego wina, nie chce potem młodego, mówi bowiem: stare jest lepsze."

Biblia Jerorozolimska komentuje: „Nowe wino, jakie przynosi Jezus, nie jest do smaku tym, którzy kosztowali starego wina Prawa. To stwierdzenie (...) może być odzwierciedleniem doświadczenia tego ucznia Pawła, który poznał trudności misji wśród Żydów." Trudności te znali też inni ewangeliści, ale Paweł obrywał szczególnie, bo wybrzydzał na Prawo. No cóż, zawsze będą konserwatyści i  reformatorzy, bo przyzwyczajenie jest drugą naturą jednych, drudzy wolą zmiany. Zawsze będą dyskusje, często będą walki, bo nasza pierwsza natura grzeszna jest.

13:41, jan.turnau
Link Komentarze (12) »
czwartek, 06 września 2007
Beata znaczy szczęśliwa

Psalm 98

”Wołaj z radości na cześć Pana, cała ziemio,
cieszcie się, weselcie i grajcie.”

Wezwanie w Biblii dość częste, głównie w psalmach - i kontrowersyjne... Bo powodów do radości nie mamy w życiu w nadmiarze. Bóg nas nie rozpuszcza. ”Urodzili się, cierpieli, umarli” - pamiętam ze szkoły taką najkrótszą historię ludzkości. Zresztą sama Biblia potwierdza w sumie tę diagnozę. Pociesza głównie szczęściem pośmiertnym - ale nawet dla teisty to nie powód do częstego błogostanu. Chyba że jesteśmy święci, ale nawet oni nie twierdzili, że im dobrze. Wczoraj minęła dziesiąta rocznica śmierci Matki Teresy z Kalkuty; wiadomo już z niedawno wydanych jej listów do spowiednika, że miała życie podwójnie ciężkie: wybrana przez nią samą asceza solidarności z nędzarzami szła w dziwnej parze ze zwątpieniem, czy jest Ktoś.

Piszę to z trudem, bo to tematyka stara jak ludzkość i każde słowo trąci truizmem. Dziś imieniny licznych Beat: imię ich szcześliwą oznacza. Co Wam napisać? Najlepiej tu zakończyć, odeprzeć pokusę moraliny.
Najwyżej dodać, że ta Teresa była właśnie szczególnie wielka przez tę swoją sprawioną przez Boga ciemnicę. Pchała swój życiowy wózek wagi olbrzymiej bez wspomagającego uczucia, że jest Sens.

Błogoslawieni wszyscy, którzy jak bohater ”Dżumy” Camusa miłują bliźniego swego nie wierząc, że istnieje Miłość.

13:54, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
 
1 , 2
Archiwum