Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
niedziela, 16 sierpnia 2015
Morze wódki

List do Efezjan 5,18

I nie upijajcie się winem, bo w tym jest rozwiązłość.” (EPP).

Dałem taki tytuł wpisowi wspominając mego przyjaciela Józefa Szczypkę, autora znakomitego, który zatytułował w ten sposób kiedyś swój reportaż o zarazie alkoholizmu. Z pijaństwa bierze się tysiąc różnych grzechów, to oczywistość. Jak je zwalczać naprawdę skutecznie? Problem jak ocean. Sierpień, kościelny miesiąc trzeźwości: może stworzyć sojusz ponad wszystkim podziałami, od Episkopatu do środowisk ateistycznych, wspólnie „główkować” nad jakąś antyalkoholową szczepionką.

A ja będę odpoczywał od blogowania do końca tego miesiąca.

09:00, jan.turnau
Link Komentarze (139) »
sobota, 15 sierpnia 2015
Któraś jest w niebie

Księga Apokalipsy 11,19a;12,1.3-6a.10ab
I znak wielki ukazał się na niebie: Niewiasta obleczona w słońce, a księżyc pod jej stopami i na głowie jej wieniec z gwiazd dwunastu.” (Ekumeniczny Przekład Przyjaciół).
Mamy dzisiaj w moim Kościele propozycję czytania perykopy odnoszącej się do dzisiejszego święta Wniebowzięcia niedosłownie, bo ta wiara prawosławnych i katolików nie ma w Biblii literalnego oparcia. A nieliteralne? Przeczytajcie spokojnie do końca, co napisałem w piątkowej „Wyborczej” jako proroczek katolicki Jonasz, szczególnie oczywiście zdanie ostatnie.
Wracam znów do tomiku ks. Andrzeja Draguły z 55 pytaniami o wiarę. Jedno z ostatnich pytań dotyczy jutrzejszej uroczystości katolickiej i prawosławnej: Wniebowzięcia albo Zaśnięcia Bogarodzicy. Prawosławne określenie „Zaśnięcie” sugerujące, iż nie umarła, chyba jednak nie wytrzymuje teologicznej krytyki. Jan Paweł II zauważył przytomnie, że jeżeli Bóg-Człowiek umarł, to jednak tym bardziej Jego Matka. Byłaby bardziej święta nawet niż jej Syn? Ks. Draguła jednak podaje, że „i w naszej Kalwarii Zebrzydowskiej kultywuje się procesję Zaśnięcia Maryi” i zastanawia się dalej: „Czy zasnąć to to samo, co umrzeć? Pewne światło może nam tutaj rzucić sam Jezus, który wskrzeszając córkę Jaira, mówił: «Ona nie umarła, ale śpi» (Mk 5, 35-43). Więc może nie wskrzeszenie, ale wzbudzenie. Czyż nie mówimy (raczej mówiliśmy) o czyjejś śmierci, że «zasnął w Panu» i że «obudzimy się do życia wiecznego»”. Może, choć wolę tutaj terminologię bardziej precyzyjną. No i jeszcze jedna wiadomość od autora, że w jutrzejszej mszalnej prefacji wyznajemy: „Nie chciałeś bowiem, aby skażenia w grobie doznała Dziewica, która wydała na świat Twojego Syna”. Ale to oznacza chyba tylko, że nie zaczął się rozkład ciała, które wraz z duszą zostało wzięte do nieba. Oczywiście jako zmartwychwstałe, odmienione radykalnie!
Tyle głośnego myślenia, bynajmniej nie polemicznego wobec autora, który najdalszy jest od wygłaszania pewników. A że jest taki miły i mądry, to jeszcze jedna myśl nowatorska. Teologów zachodnich, nie tylko moja: że przecież TAM nie ma czasu, więc wiarę| w wyprzedzenie nas, zwykłych śmiertelników, przez Jezusa i Jego Matkę w drodze do nieba trzeba jakoś zreinterpretować. Na przykład w ten sposób, że nie chodzi o chronologię, tylko ontologię: że Maria z Nazaretu jest szczególnie blisko Trójcy.
Draguła zatytułował swój tekścik: „W jaki sposób Maryja została wzięta do nieba” i już w pierwszych zdaniach odpowiada: „Mówiąc szczerze, nie wiadomo. Tak samo jak nie wiadomo, w jaki sposób Maryja pozostała dziewicą w trakcie narodzin i po nich. I jak począł się Jezus bez udziału mężczyzny, i jak zmartwychwstał – też nie wiadomo. Tylko czy to ważne?”
W sprawie biologicznego dziewictwa Maryi autor cytuje księdza Hryniewicza: „Badania biblijne wskazują, że opowiadania o narodzinach z dziewicy nie są historyczną relacją o biologicznym dziewictwie Maryi, lecz teologicznym symbolem nowego początku, który dokonał się w dziejach świata mocą Boga za pośrednictwem Jezusa Chrystusa.” Może ci teologowie, co tak twierdzą, błądzą, ale – jak właśnie genialnie napisał ksiądz Draguła – czy to w ogóle ważne? Najważniejsze? Może powiedzmy po prostu, zwyczajnie, że Jego Matka musiała być osobą zupełnie niezwykłą, jeżeli dała Mu takie geny i takie wychowanie.

09:00, jan.turnau
Link Komentarze (20) »
piątek, 14 sierpnia 2015
Co o „rozwodnikach” mówi Pismo Święte?

Ewangelia Mateusza 19,3-12

Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela”. Słowa kategoryczne. Kłopoty egzegetyczne nasuwa w zasadzie tylko klauzula: „chyba że w przypadku nierządu” (Biblia Tysiąclecia, „rozpusty” - EPP). Szacowna Biblia Jerozolimska podaje w przypisie ekumenicznie, że termin grecki „porneia” rozumieją prawosławni i protestanci jako cudzołóstwo i widzą w tym racje do pozwolenia w takim przypadku na rozwód, sama jednak przychyla się do interpretacji stosowanych do niedawna głównie w moim Kościele. Otóż według Biblii Jerozolimskiej to, że ta klauzula jest tylko u piszącego dla Żydów Mateusza, nie ma jej u innych synoptyków i Pawła, budzi zatem podejrzenie, że chodzi tu o jakieś małżeństwo z punktu widzenia żydowskiego prawa nielegalne, niewiążące także judeochrześcijan, a nie o cudzołóstwo, może też tylko o separację. Jednak sławny rzymskokatolicki ksiądz profesor Wacław Hryniewicz w swojej dołączonej niedawno do „Tygodnika Powszechnego” broszurze pt. „Blask miłosierdzia” opowiada się za opcją prawosławno-protestancką i mnie do niej raczej przekonał. Na koniec zauważę, że Mateusz mówi tylko o „rozwodniczej” inicjatywie męża, żony w tym sensie nie wspominając, inaczej niż tamci biblijni autorzy, którzy pouczają obie strony. Pewnie dlatego, że wśród Żydów podobna inicjatywa żony należała do rzadkości. Tekst Mateuszowy kobietę przed mężczyzną zdecydowanie w obronę bierze.

To sama biblistyka, dyskusja duszpasterska o „rozwodnikach”, tak żywa obecnie w moim Kościele, to już inna sprawa, choć z egzegezą jak widać mocno związana.

09:00, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
czwartek, 13 sierpnia 2015
Przebaczać bez przestanku

Ewangelia Mateusza 18,21-22

Piotr zapytał, ile razy ma przebaczać bratu swemu: aż siedem razy? Jezus nie bawił się w kazuistyczną arytmetykę moralną, jednak dla słownego żartu odpowiedział też liczbą: aż siedemdziesiąt siedem (można także przetłumaczyć: siedemdziesiąt razy siedem). A chciał powiedzieć, że zawsze. Równie to bezsporne moralnie, jak trudne do praktycznego przyjęcia. Na ogół nawet na pierwszy raz nie starcza nam duchowych sił. A w każdym razie prawdziwe albo urojone winy sumują się w głowach same. Chyba że rachujemy sobie samokrytycznie także własne sumienia.          

10:42, jan.turnau
Link Komentarze (15) »
środa, 12 sierpnia 2015
Kolegialny, nie papalny

Ewangelia Mateusza 18,18
Amen, mówię wam: - Cokolwiek zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie i cokolwiek rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebie.”
Jezus mówi tutaj do uczniów (Dwunastu) to, co trochę wcześniej powiedział Piotrowi, też daje im władzę duchową wielką. Jak wyjaśnia Poznanianka, mamy tu semityzm, który „oznacza autorytatywne orzekanie o wartości moralnej czynów”. Władzę tę ma biskup rzymski, ale razem z nim inni hierarchowie. Podejmują decyzje pod jego przewodem, nigdy bez niego, ale on też nie rządzi w pojedynkę. Kto jest ważniejszy: papież czy sobór? Obaj. Była na ten temat przed wiekami gorąca dyskusja, chyba da się ją rozstrzygnąć dzisiaj, gdy papieże pokorni jak Franciszek, ale też coraz lepiej widać, że potrzebny jest ktoś na Kościoła czele. Prawosławni widzą to podobnie. Jedność ekumeniczna rysuje się powoli, alleluja, amen!

11:21, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
wtorek, 11 sierpnia 2015
Wielkoludy

Ewangelia Mateusza 18,1-4
W owej godzinie przystąpili do Jezusa uczniowie mówiąc: - Kto więc jest największy w Królestwie Niebios? I przywoławszy dziecko, postawił je pośród nich. I rzekł: - Amen, mówię wam, jeśli nie nawrócicie się i nie staniecie się jak dzieci, nie wejdziecie do Królestwa Niebios. Kto więc uczyni siebie małym jak to dziecko, ten jest największy w Królestwie Niebios.” (Ekumeniczny Przekład Przyjaciół).
Zanim apostołowie dojrzeli duchowo, nie opuszczała ich myśl o karierze, niedługo przeczytamy w Ewangelii o tym, jak matka Jakuba i Jana chce im ją zapewnić zaraz. No cóż, Ego jest o sobie mniemania najlepszego. Co prawda, nie każde, są ludzie, którzy samokrytycyzm sobie sami wypracowali albo wręcz urodzili się z nim czy też zaopatrzyła ich w niego trudna droga życiowa. Nabawiła wręcz kompleksu niższości. Ale na ogół patrzymy na innych z góry wysokiej. Choć bywa z kolei i tak, że samochwała tylko nadrabia miną, w gruncie rzeczy ma się niemal za karzełka. Najlepiej żyć z takimi, którzy mają jakieś normalne poczucie własnej wartości, ale o takowe raczej niełatwo.

 

13:11, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 10 sierpnia 2015
Nieśmiertelność, czyli zmartwychwstanie. Myśl religijna jak rzeka

Księga Mądrości 3, 1-5
Dusze sprawiedliwych są w ręku Boga i nie dosięgnie ich męka. Zdało się oczom głupich, że pomarli, zejście ich poczytano za nieszczęście i odejście od nas za unicestwienie, a oni trwają w pokoju. Choć nawet w ludzkim rozumieniu dostąpili kaźni, nadzieja ich pełna jest nieśmiertelności. Po nieznacznym skarceniu dostąpią dóbr wielkich, Bóg ich bowiem doświadczył i znalazł ich godnymi siebie.” (Biblia Tysiąclecia).
Oto świadectwo rodzenia się w Narodzie Wybranym wiary w ludzką nieśmiertelność. Nie było tej wiary przez długie wieki, po śmierci miało być tylko życie znikome, tylko jego cień w Szeolu (Rdz 37,35 itp.). W „Encyklopedii Katolickiej” wyczytałem, że „tradycyjny pogląd na temat losu życia każdego człowieka wyraził Syrach, według którego żaden człowiek nie jest nieśmiertelny (Syr 17,30); nieśmiertelność człowieka ograniczała się do utrwalenia pamięci jego imienia wśród potomków (Syr 41,13); śmierć była naturalnym kresem życia każdej jednostki, stąd obawiano się jedynie śmierci przedwczesnej (Ps 16,10-11 itp.)”. Można dodać, że według tamtych wierzeń człowiek znajdował kontynuację swojego istnienia w ciągłości rodu, w potomstwie, dlatego było ono dla niego tak ważne.
Ale starożytni Żydzi dojrzewają stopniowo do wiary w rzeczywiste istnienie pośmiertne. Nie tylko poprzez wiarę we wskrzeszanie umarłych, którego dokonywali prorocy Eliasz i Elizeusz, także już w nadziei na zmartwychwstanie. Tekst Księgi Izajasza 26,19 jest już tej nadziei wyraźnym przejawem: „Ożyją Twoi umarli, zmartwychwstaną ich trupy...”. No i właśnie pod koniec Starego Testamentu powstaje cytowana dzisiaj Księga Mądrości, nieśmiertelność po swojemu głosząca. Po swojemu, bo widzimy tutaj nawet rzadką w ST wiarę w czyściec: „nieznaczne skarcenie”, nieznaczne, bo mowa o męczennikach, którzy są prawie czyści - ale pojęcia zmartwychwstania brak. Jest już bowiem w pełni epoka hellenistyczna, czyli panuje platońska antropologia filozoficzna, dualizm duszy i ciała głosząca. Inaczej niż niemal cała Biblia, według której człowiek jest jednością psychofizyczną, dusza tchnieniem ożywiającym ciało, które jest równie ważne, w filozofii arystotelesowsko-tomistycznej dusza jest tylko jego „formą”. W myśleniu platońskim może istnieć oddzielnie, trochę tak, jak kawałek rozpalonego żelaza umieszczany w żelazku prastarego typu, też duszą zwany, który można przecież wyjąć. No i śmierć jest właśnie owej duszy wyjęciem, egzystuje osobno z powodzeniem aż do Sądu Ostatecznego i wskrzeszenia umarłych, czyli zmartwychwstania. To koncepcja doktrynalna rzymskokatolicka, potoczna była jeszcze bliższa tej z Księgi Mądrości. Owszem, nikt zmartwychwstania w dawnych katechizmach nie skreślał, ale w „sześciu głównych prawdach wiary” ostatnia brzmi: „Dusza ludzka nie umiera”. O zmartwychwstaniu ciała ani słowa. By nowości było jeszcze więcej, też jeszcze myśl teologiczna teologiczna dzisiejsza, że na tamtym świecie nie ma nie tylko przestrzeni, także czasu, zatem problem, co z duszą po śmierci, znika, bo żadnego czekania na nowe ciało nie będzie. A czyściec? Bóg oczyści nas po swojemu, czyli poniekąd w mgnieniu oka!
Upał doskwiera okropnie, ale czasem rodzi optymizm. Patrząc ciągle na dziewczyny w strojach niewielkich, bo dostosowanych do temperatury, przypomniałem sobie zgorszenie skądinąd walczącego wspaniale z „komuną” Prymasa nadeszłą modą mini: jak czułby się w lecie obecnie... Dlatego powtarzam coś, co napisałem w piątek: nie traćmy nadziei. Dzisiaj umiarkowany kardynał Nycz zachowuje się superostrożnie, bo jest pośród biskupów polskich w przestraszonej mniejszości. Nie aprobuje wyraźnie księżej obrony Komorowskiego, ale i tych śmiałków nie potępia, niemniej wydaje mi się, że czas działa na jego korzyść. Kościół (także rzymskokatolicki) jest opoką, ale rzeką zarazem: zmienia się. Na jesiennym Synodzie Biskupów zanosi się na przykład na jakąś zmianę w rzymskokatolickim traktowaniu „rozwodników”, bo Franciszek jest w swoim współczuciu nieugięty. Będzie to jakaś miłosierna zmiana, jaka, to się pokaże. Jeszcze więcej stwierdzeń nieważności czy może jakoś mniej prawniczo, bo to brzmi wykrętnie: zobaczymy. Najważniejsze, że panta rei ! Myśl religijna rozwija się, co na przykładzie problemu nieśmiertelności widać jak na dłoni.

15:05, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
niedziela, 09 sierpnia 2015
Przebaczajcie...

List Efezjan 4,30
„Przebaczajcie sobie nawzajem.”
Czyńmy to tak chętnie, że bez oglądania się na to, czy ten, któremu przebaczamy, swoją skruchą na to zasłużył. Przypadek ukraiński: biskupi nasi przebaczyli Niemcom, choć ich winy wobec nas były większe nieporównanie. Pamiętali, że ziemie zachodnie otrzymaliśmy kosztem wypędzenia ich niemieckich mieszkańców i za nieludzkość jego wykonania też trochę odpowiadamy. Tak jak odpowiadamy za nasz stosunek do Ukraińców, polskich panów do ruskich chłopów. Bądźmy wspaniałomyślni, a raczej po prostu pokorni.

09:17, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
sobota, 08 sierpnia 2015
Mocy moja...

Psalm 18,2-3
„Miłuję Cię, Panie, mocy moja,
Panie, opoko moja i twierdzo, mój wybawicielu,
Boże, skało moja, na którą się chronię,
tarczo moja, mocy zbawienia mego i moja obrono.”
(Biblia Tysiąclecia)
To oczywiście słowa olbrzymie, na pewno w moim przypadku przesadne: nie dorastam! Niemniej rozumiem, że nie mam innej obrony, opoki, skały i tarczy. Żaden człowiek mi tego nie zapewni. Żaden.

09:39, jan.turnau
Link Komentarze (15) »
piątek, 07 sierpnia 2015
Co właściwie możemy stracić? Z prezydentem święta komunia oczywista

Ewangelia Mateusza 16,25-26
Jest w dzisiejszym tekście biblijnym problem translatorski: jak tłumaczyć słowa Jezusa o czymś, co można stracić, gdy się będzie za bardzo dbało o jego zachowanie, bo jest to coś bezcennego, czemu nic się nie równa. Tysiąclatka tłumaczy to używając dwóch słów polskich, „życie” i „dusza”: „Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę?” Rzecz jednak w tym, że w oryginale greckim jest jeden i ten sam termin „psyche”. Chyba powinienem napisać, że nie ma tu rozróżnienia na śmierć fizyczną i moralną, tak dla nas oczywiste dzisiaj. Powiedziane jest, jaka postawa moralna zapewnia zbawienie i tyle. Trzeba też dodać, że w Biblii nie mamy właściwie platońskiego dualizmu duszy i ciała, bardzo rzadko pojawia się pojęcie duszy nieśmiertelnej, czekającej na nowe, lepsze ciało. Ale to już raczej sprawa osobna, do której kiedyś wrócę.
Póki co, taki mój komentarz do wczorajszej mszy w kościele sióstr wizytek, o której jest cenna informacja w dzisiejszej „Wyborczej”. Nie, nie wypisuję się z mojego Kościoła. Nieczęsto było przecież tak, że podobały mi się wszystkie wystąpienia moich biskupów, nawet papieży. Ludziom wydaje się, że rzymskokatolicki Kościół jest jak armia: marszałka się słucha i cześć. Owszem, były okresy mnożenia potępień, mądrzy teologowie musieli czekać bardzo długo na rehabilitację, ale od pół wieku jest lepiej, mamy świętego Franciszka. Także nie rozpaczam nad Polską. Owszem, coś bardzo złego dzieje się teraz z większością Episkopatu, marzy mu się sojusz ołtarza z tronem, jakby biskupi nie wiedzieli, że skutki takich związków nigdy nie były dla Kościoła dobre. Ale pamiętam świetnie, jak wielki prymas Wyszyński zakazał księżom pisywać w mojej katolickiej „Więzi”, bo paru z nich bardzo delikatnie skrytykowało tam to i owo w Kościele. Niedługo ów zakaz minął, wszystko płynie, jak powiedział Heraklit. Zresztą mamy dzisiaj kardynała Nycza, który o mszy w obronie prezydenta w kościele sióstr wizytek wiedział i nie zakazał bynajmniej, ataki za podpisanie ustawy o in vitro na nic się nie zdały. Komunię prezydent otrzymał, ja niegodny też. W ogóle niegodny, ale wciąż pełen chrześcijańskiej cnoty nadziei.
A księżom koncelebrującym wtedy dzięki kolosalne!

15:19, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
czwartek, 06 sierpnia 2015
Co znaczy „powstanie z martwych”?

Ewangelia Marka 9,2-10
Ogólnokatolickie (także greckokatolickie i starokatolickie) oraz prawosławne święto Przemienienia Pańskiego. Zdziwiłbym się, gdyby żaden ksiądz rzymskokatolicki polski nie powiedział w homilii, że mamy patriotyczną koincydencję, bo dzisiaj przemienia się na lepsze los Polaków... Ale, abstrahując od partyjnej polityki, jest to liturgiczna pamiątka przedśmiertnego objawienia się Chrystusa w boskiej chwale. W tekście Mateuszowym i Markowym Jezus zakazuje rozpowiadać o tym wydarzeniu, zanim On powstanie z martwych, Łukasz nie mówi o zakazie, tylko, że ci, co to widzieli (czyli ta stale wyróżniana trójka, Piotr, Jakub i Jan), milczeli na ten temat. Marek dodaje, że dyskutowali, co owo powstanie z martwych znaczy.
Wierzyli, co prawda, najpewniej, w zmartwychwstanie powszechne, szli tutaj za przekonaniem faryzeuszy, nie saduceuszy, ale chcieli wiedzieć, co to dokładniej znaczy. Dowiedzieli się po zmartwychwstaniu Chrystusa na ten temat trochę, potwierdziło im się, że będzie to egzystencja w ciele, czyli nie samej tylko duszy, ale zaakcentowane zostało, że w ciele jakoś odnowionym („nowa ziemia i nowe niebo”, jak powiada Biblia nieraz), co było jednak dla nich nie do wyobrażenia. Dla nas też, bo to przechodzi „staroziemskie” pojęcie.

14:17, jan.turnau
Link Komentarze (20) »
środa, 05 sierpnia 2015
Poganie to według Jezusa psy?

Ewangelia Mateusza 15,21-28
Uzdrowienie córki Kananejki, ciężko dręczonej przez złego ducha. Matka jest uparta, dociera do Niego mimo Jego oporu, bo „jest posłany tylko do owiec, które poginęła z domu Izraela”. Jezus oświadcza wręcz, że „niedobrze jest brać chleb dzieciom i rzucać psom”. Dopiero na jej odpowiedź, że „i szczenięta jedzą z okruszyn, które spadają ze stołu ich panów”, przejęty jej wiarą wysłuchuje prośby.
Cóż za ksenofobia u kogoś, kto przecież obalił mur wokół Izraela odwieczny? Biblia Paulińska tłumaczy, że porównując pogan do psów Jezus posłużył się miejscowym przysłowiem. Ja bym powiedział nieco inaczej: przecież mówił o celnikach i grzesznikach jako o - jednych i drugich – moralnych paskudnikach, chociaż kiedyś celnika przeciwstawił faryzeuszowi, więc nie wszystkich tych „kolaborantów” potępiał. Tu i tam odwoływał się nieaprobująco, jakby cytująco do obiegowych ocen. Czemu jednak tak niechętnie uzdrowił to dziecko pogańskie? Czemu szerszą misję zostawiał na później swoim uczniom? Nie spieszę się z odpowiedzią, myślę.
Może stosował ewangelizacyjną dyplomację tak jak w tylko męskim doborze Dwunastu: i wtedy, i teraz nie chciał może kompromitować swojej misji nadmiernym radykalizmem. Bo przecież żydowskiemu betonowi myślowemu takie uzdrowieńcze usługi wobec wstrętnych pogan mogły wydawać się skandalicznie trefne.

18:17, jan.turnau
Link Komentarze (17) »
wtorek, 04 sierpnia 2015
Mojżesz skromności wzór, ale jak to w rodzinie...

Księga Liczb 12,1-13
„Miriam i Aaron mówili źle o Mojżeszu z powodu Kuszytki, którą wziął za żonę. Rzeczywiście bowiem wziął za żonę Kuszytkę. Mówili: - Czyż Pan mówił z samym tylko Mojżeszem? Czy nie mówił również z nami?. A Pan to usłyszał. Mojżesz zaś był człowiekiem bardzo skromnym, najskromniejszym ze wszystkich ludzi, jacy żyli na ziemi. I zwrócił się nagle Pan do Mojżesza, Aarona i Miriam: - Przyjdźcie wszyscy troje do Namiotu Spotkania. I poszli wszyscy troje, a Pan zstąpił w słupie obłoku, zatrzymał się u wejścia do namiotu i zawołał na Aarona i Miriam. Gdy obydwoje podeszli, rzekł: - Słuchajcie słów moich: jeśli jest u was prorok, objawię mu się przez widzenia, w snach będę mówił do niego. Lecz nie tak jest ze sługą moim, Mojżeszem. Uznany jest za wiernego w całym moim domu. Twarzą w twarz mówię do niego, w sposób jawny, a nie przez wyrazy ukryte. On też postać Pana ogląda. Czemu ośmielacie się o moim słudze, o Mojżeszu, źle mówić? I zapalił się gniew Pana przeciw nim. Odszedł Pan, a obłok oddalił się od namiotu, lecz oto Miriam stała się nagle biała jak śnieg, od trądu. Gdy Aaron do niej się zwrócił, spostrzegł, że była trędowata. Wtedy rzekł Aaron do Mojżesza: - Proszę, panie mój, nie karz nas za grzech, któregośmy się nierozważnie dopuścili, jesteśmy winni. Nie dopuść, by ona stała się jak martwy płód, który na pół zgniły wychodzi z łona swej matki. Wtedy błagał Mojżesz głośno Pana: - O Boże, spraw, proszę, by znowu stała się zdrowa.” (Biblia Tysiąclecia).
No cóż, w rodzinie, wśród rodzeństwa bywa czasem złośliwie. Przydałaby się nieraz Boża interwencja jak ta w dzisiejszej perykopie. Można jednak powiedzieć: ludzka rzecz. Bo Miriam była Mojżesza starszą sporo siostrą. Najpewniej była tym dziewczęciem, którą matka obojga posłała, by obserwowała koszyk z malutkim Mojżeszem w sitowiu nad brzegiem Nilu, a potem poleciła ich matkę jako mamkę córce faraona – zadania nie dla małego dziecka. Starsze siostry mają zapędy opiekuńcze czasem nadmierne... „Encyklopedia Katolicka” twierdzi poza tym, że Miriam w ogóle uważała się za prorokinię równą Mojżeszowi, wśród ludu miała autorytet ogromny: nie ruszył w dalszą podróż, póki nie została z powrotem przyjęta do niego, wyłączona za karę, że krytykowała brata. Jej powołanie prorockie podkreśla się w żydowskich legendach: miałaby przepowiedzieć jego narodzenie jako wybawiciela ludu. Aaron natomiast musiał być od Mojżesza młodszy, jeśli tamten był pierworodny, niemniej miał też rolę wielką. W późniejszej, kapłańskiej tradycji biblijnej (Wj 25-31;35-40; cała Kpł; Lb 1-10; 15-19; 25-35) jest protoplastą jerozolimskiego kapłaństwa, które przejmuje znaczną część roli dawniejszych królów. Zostaje więc namaszczony jak król izraelski, nosi specjalne szaty i insygnia władzy królewskiej, jest pierwszym arcykapłanem. W Księdze Syracha (44-49) przedstawiony został jako jeszcze ważniejszy: jako największa postać historii Izraela, [jakby? - JT] większa nawet niż Mojżesz. Ale wszystko to nic wobec rywalizacji przywódców ludu rzymskiego, by o królach chrześcijańskich nie wspomnieć. W stadzie o duumwirat trudno, samiec alfa jeden jest.

11:44, jan.turnau
Link Komentarze (21) »
poniedziałek, 03 sierpnia 2015
Cuda się działy, bo się dzieją dzisiaj. Hemar, pisarz zapomniany. Olubińska ze strasznego TVN

Ewangelia Mateusza 14,13-21
Cudowne rozmnożenie pokarmu. Było coś takiego, naprawdę pożywiło się około pięciu tysięcy mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci, czyli dobre dziesięć tysięcy ludzi?
W odpowiedzi na podobne pytania zaglądam zawsze do dzieła kardynała Waltera Kaspera „Jezus Chrystus”. Rzecz nienowa, wydana w Niemczech w roku 1981 (w Polsce 1983), ale nie sfałszywniała przecież, nie stała się herezji pełną, choć autor tymczasem u niektórych katolików, afrykańskich i polskich szczególnie, za niebezpiecznego nowatora uchodzić zaczął. I choć w sprawie cudów Jezusa zdania w uszach prostych wiernych dziwnie brzmiące wtedy napisał był.
„Z punktu widzenia krytyczno-literackiego zauważyć można tendencję do stopniowania, wyolbrzymiania i zwielokrotnienia cudów. Według Marka (1,34) Jezus uzdrawia wielu chorych, zaś według paraleli Mateuszowej (8,16) uzdrawia wszystkich. Według Marka córka Jaira jest umierajaca, u Mateusza natomiast dziewczynka już nie żyje. Uzdrowienie jednego niewidomego i jednego opętanego urasta do uzdrowienia dwu niewidomych i dwu opętanych, 4000 nakarmionych zamienia się w 5000, zaś siedem koszów pełnych ułomków urasta do dwunastu. Należy sądzić, że dająca się wykazać w Ewangeliach tendencja do przetwarzania, zwielokrotniania i stopniowania cudów zrodziła się oczywiście już przed powstaniem naszych Ewangelii. Tym samym relacje o cudach [w krytycznoliterackiej analizie – JT] ulegają znacznemu uszczupleniu. Dalsza redukcja wynika z porównania rabinistycznych i hellenistycznych opowieści o cudach. Nowotestamentalne relacje o cudach mają cechy analogiczne i korzystają z motywów, które znane są w pozostałym świecie antycznym. Istnieją więc rabinistyczne i hellenistyczne opowieści o cudownych uzdrowieniach, o wypędzaniu demonów, o wskrzeszaniu zmarłych, o uciszaniu burzy itp. (...) Nie ulega [jednak – JT] wątpliwości, że istnieją także znaczne różnice pomiędzy cudami Jezusa i tymi ze świata antycznego. Jezus nie dokonuje cudów, za które każe sobie płacić, z których ma korzyść, które mają być karą albo jakimś popisowym widowiskiem. Niemniej mimo istniejących paraleli nie można wszystkich żydowskich i hellenistycznych relacji o cudach uważać za ahistoryczne kłamstwo i oszustwo, zaś nowotestamentowe bez zastrzeżeń uznawać za historyczne.”
Takie stanowisko nazwę zdrowym sceptycyzmem: nie wymądrzaj się, gdy sprawa jest niejasna, brakuje danych do pewności. A nie jest całkiem jasna dla biblistów, choć zwykłych wiernych znaki zapytania razić mogą, nie dlatego, że uczonym tym zwykłej wiary brak: uznajmy ich fachowe kompetencje, to, że biblistyka jest nauką, a ta bez pytań obejść się nie może. Biblia dziełem historycznym dzisiejszym żadną miarą nie jest.
Ja jednak, choć biblistą jestem wciąż początkującym, dodam tutaj dwie relacje zupełnie dzisiejsze, osób, których o jakiekolwiek zmyślanie nie można posądzać. Najpierw więc córeczka moich przyjaciół zachorowała na nowotwór złośliwy, matka jej prosiła św. Jana Pawła II o pomoc zza grobu - i rak nagle gdzieś się podział. Analogiczny fakt opisała autorka dodatku medycznego do „Wyborczej”, zatem w piśmie niepodejrzanym o religijną propagandę. Dzieją się zatem rzeczy niebywałe, w Lourdes oczywiście również, więc mogły też zdarzać się kiedyś.
Tyle o tekście na dziś przez mój Kościół do czytania poleconym. W poniedziałkowym wpisie zwykłem jednak o moich niedawnych lekturach opowiadać, więc dzisiaj też o sztuce scenicznej pt. „Cud biednych ludzi”. Tekst otwiera tom wydany w roku 1994 w Londynie przez tamtejszą Polską Fundację Kulturalną, ta sztuka jest pierwszą z pięciu napisanych przez polskiego pisarza Mariana Hemara. Ze wstępu Anny Wołek dowiadujemy się, że był przed wojną najbardziej znany jako autor kabaretowy. Cała ówczesna Warszawa bawiła się jego dowcipami a po trosze i Polska cała, bo mój starszy kolega z „Więzi” Stefan Bakinowski zapamiętał taką fraszkę, usłyszaną przezeń raczej w Wilnie, gdzie do wojny mieszkał:
„Tchórz,
Nasmrodził, uciekł i już.
I odważnemu nie pierwszyzna,
Ale odważny się przyzna!”
Był jednak Hemar również autorem tekstów poważniejszych. Obok Tuwima, Słonimskiego, Brzechwy, Leśmiana ten Żyd z pochodzenia stał się znakomitym pisarzem polskim, także poetą, publicystą niezwykle płodnym i popularnym. Niestety wojna, a potem PRL, w której nie zdecydował się zamieszkać i pisać dalej, uniemożliwiły mu zaistnienie w pamięci wielu Polaków (umarł w Anglii w roku 1972). Wielka szkoda, bo – napisała też Anna Wołek – nie tylko żartował, bawił, pytał również o sens życiowych wartości. Był wręcz moralistą. „Cud biednych ludzi”, napisany jeszcze przed wojną (tekst cudem ocalał z tej zawieruchy) grany był w Dublinie, Londynie, Brukseli i Paryżu, zradiofonizowany z wielkim powodzeniem w BBC. Rzecz, choć nie należy do tak zwanej literatury katolickiej, pełna jest szacunku do mojego Kościoła czy w ogóle religii i warta przeczytania przez ludzi religijnych (nie streszczam jej, żeby lektury nie zepsuć).
Teraz też o wierze religijnej w świecie zlaicyzowanym. Otóż diecezjalne Wydawnictwo „Bernardinum” w Peplinie (miasteczko koło Tczewa, diecezja obejmuje całe Pomorze Gdańskie poza Trójmiastem) wydaje od początku tego roku dwumiesięcznik „Me Lady”, czyli „Luksusowy Magazyn Kobiety z Wartościami”, katolickie pismo kobiece. Dużo spraw kobiecych praktycznych, ale też trochę o religii. Na początku numeru naczelna Ewelina Heine rozmawia o życiu duchowym z Katarzyną Olubińską. Dziennikarka TVN mówi m. in., że ta stacja „naprawdę nie jest siedliskiem zła. Ocenianie wszystkich dziennikarzy na podstawie jednego materiału jest dla mnie tym samym, co ocenianie wszystkich księży przez pryzmat jednego”. Święte słowa, pani Kasiu, na podobnym wózku jedziemy!

14:06, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
Chleb życia

Wpis na niedzielę 2 sierpnia

Ewangelia Jana 6,35
„Jam jest chleb życia. Kto do mnie przychodzi, nie będzie łaknął, a kto we mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie.” Można to zapewnienie rozumieć dosłownie: przyszli mi na myśl wszyscy głodujący na znak moralnego protestu, tak często bliscy istocie Jego nauczania. Tamci protestanci z kościoła Św. Marcina na Piwnej, z Podkowy Leśnej...

14:01, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
sobota, 01 sierpnia 2015
Prorok, świadek Bożego cierpienia. Episkopalna monotematyczność

Ewangelia Mateusza 14,5
Z dzisiejszej perykopy o śmierci Jana Chrzciciela wybrałem do skomentowania słowa o Herodzie Antypasie: „Chętnie też (podobnie jak Herodiada) byłby go zgładził, bał się jednak ludu, bo miano go za proroka”.
Prorok to jak wiadomo nie zwykły przepowiadacz przyszłości, raczej krytyk teraźniejszości, grożący jej fatalnymi skutkami. Ale warto wiedzieć więcej. W Wydawnictwie „Esprit” ukazało się dzieło (przeszło 800 stron!) wielkiego żydowskiego myśliciela Abrahama Joshuy Heschela „Prorocy”. Wstęp napisała jego córka Susannah, z taką między innymi próbą definicji szczególnego powołania.
„Bóg cierpi, kiedy człowiekowi dzieje się krzywda, więc kiedy ranię człowieka, również Bogu zadaję ból. Prorok nie jest zatem ani posłańcem, ani wyrocznią, ani widzącym, ani ekstatykiem, ale świadkiem Bożego pathos, potwierdzającym Bożą troskę o ludzi. Ojciec podkreślał, że Bóg nie jest tylko przedmiotem ludzkiego zainteresowania, On sam także troszczy się o nas. Świadomość tego, że Bóg odczuwa udrękę w odpowiedzi na ludzkie nieszczęście, jest dla człowieka przytłaczająca i dotkliwa. Wobec powszechnej bezduszności i obojętności prorok postrzega Boga nie jako źródło pocieszenia i otuchy, ale jako podmiot nieustannego żądania: «kiedy świat jest uśpiony i spokojny, na proroka spada grom z nieba».”
I można powiedzieć dalej, że wali tym gromem w bezduszników. Prorokiem był pośród ludzi mi znanych osobiście przede wszystkim ks. Jan Zieja. Już wtedy, kiedy przed wojną budził sumienia ziemian („obszarników”), by przejęli się niedolą swoich chłopskich pracowników. Wiem, jak to było z opowiadań mojej matki.
Ale ważniejszy niż wizerunek proroka jest tu obraz Boga, który cierpi z powodu nieszczęść człowieka, a nie czyha na każde jego potknięcie. I jeszcze jedno: mój patron nie zajmował się tylko etyką małżeńską, przestrzegał także celników, żeby nie zdzierali, i żołnierzy, żeby poprzestawali na swoim żołdzie, nie gnębili ludności. Nauczyciele moralności nie powinni być monotematyczni, jak niestety nasi biskupi, a nie papież Franciszek czy episkopaty zachodnie.

07:39, jan.turnau
Link Komentarze (18) »
Archiwum