Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
sobota, 31 sierpnia 2013
Talenty, geny, grzechy...

Ewangelia Mateusza 25,14-30
Przypowieść o talentach. Ten, co ich nie rozmnożył, zostaje ukarany surowo. Ciekawe, że wciąż aktualna nazwa ludzkich zdolności wrodzonych pochodzi z Biblii, z tej właśnie ewangelijnej perykopy. Ciekawe to, bo ilu ludzi jest dzisiaj tego świadomych; ja wciąż nie mogę się nadziwić.

Za młodu wydawało mi się, że właściciel przypowieściowego bogactwa (jeden talent to był już pewien majątek) za surowo ukazał sługę, który powierzonego mu dobra przecież nie sprzeniewierzył. Gdy się jednak kojarzy znaczenie słowa antyczne z dzisiejszym, wiadomo, o co chodzi. Może również o wrodzone zdolności moralne? Może głębokie zajrzenie do genów złagodziłoby osąd zbrodniarzy radykalnie? Może właśnie łagodniejszy od ludzkiego jest osąd Tego, co zna nerki i serce człowieka?

08:51, jan.turnau
Link Komentarze (14) »
piątek, 30 sierpnia 2013
Pięciu panów głupich

Ewangelia Mateusza 25,1-13
Znów nam przeznaczono do czytania przypowieść o dziesięciu pannach różnej roztropności, ale 9 sierpnia okazja była szczególna: dzień św. Teresy Benedykty od Krzyża, czyli Edyty Stein. Dzisiaj natomiast decyduje zwykły porządek lektur – w tym roku w cyklu trzyletnim wypada ewangelia synoptyczna pierwsza w kanonie. Ma ona jako jedyna ów tekst ”panieński”.

Pasuje on do różnych postaci kobiecych, choć znając trochę duszę owej płci, myślę, że nieroztropnych więcej w populacji męskiej. Jest coś przecież z prawdy w uogólnieniu, że dojrzewamy później – to chyba nawet oczywiste – a niektórzy z nas zostają infantylni do śmierci. Pierwsza cnota główna z czterech, roztropność, czyli „ciężkomyślność”, raczej mi do kobiet pasuje. Może jednak „panta rei”, czyli nastąpiły tutaj jakieś zmiany kulturowe.

Roztropność polega po prostu na patrzeniu w przyszłość bez założenia, że jakoś to będzie. Co prawda, bez młodzieńczego optymizmu pewnie nic by nie było, może nawet zaginąłby nasz cenny gatunek, chrześcijanin ma być duchowo młodzieńcem (panną!) całe życie, niemniej nawet i starczy pesymizm też się trochę przydaje. Myśl ostatnia oczywiście pro domo sua.

14:35, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
czwartek, 29 sierpnia 2013
Napisać o nim powieść

Ewangelia Marka 6,17-29

Męczeństwo Jana Chrzciciela. Ciekawe, że w tej ewangelii Herod wypada lepiej niż w Mateuszowej: „Herod czuł lęk przed Janem, znając go jako męża prawego i świętego, i brał go w obronę.” Może pierwotny obraz Antypasa, widoczny w ewangelii najstarszej, był stopniowo zaczerniany: u Łukasza jest wręcz lisem. Pewnie przybywało takich faktów, jak skazanie na śmierć apostoła Jakuba, bo król chciał się przypodobać elicie żydowskiej.

Mamy w naszym Kościele dwa święta mojego patrona, prawosławni aż pięć: także pamiątkę jego poczęcia, pierwszego odnalezienia się jego głowy i razem dwóch następnych. Brzmi to niemal groteskowo, jednak to przejaw szczególnej czci dla tego Jana na Wchodzie; każdy wtorek jest tam też jego dniem liturgicznym. U nas dorównuje mu święty Józef, ojciec prawny  Jezusa, a pewnie nawet już go przerósł, bo czcił go bardzo papież Jan XXIII i obecnie Franciszek: obaj wyrazili to w odpowiednich poprawkach liturgicznych.

Nie dość także powtarzać, że Chrzciciel miał swoich uczniów długo po śmierci i daleko od Jordanu, bo aż w Efezie. Że - jak również czytamy w Dziejach Apostolskich - uczony krasomówca Apollos znał najpierw tylko chrzest Janowy, choć „nauczał dokładnie tego, co dotyczyło Jezusa”. Gdybym był pisarzem, nie poprzestałbym na mniejszych tekstach o Jezusowym poprzedniku, napisałbym książkę o nim, puszczając wodze beletrystycznej fantazji. Może zrobiłbym dodatkowym bohaterem właśnie owego Apollosa.

10:08, jan.turnau
Link Komentarze (22) »
środa, 28 sierpnia 2013
Obłuda jest rzeczą ludzką

Ewangelia Mateusza 23,27-32

Znowu „biada”, znowu słowa straszliwe. „Bo podobni jesteście do grobów pobielanych, które z zewnątrz wyglądają pięknie, lecz wewnątrz pełne są kości trupich i wszelkiego plugastwa. Tak i wy z zewnątrz wydajecie się ludziom sprawiedliwi, lecz wewnątrz pełni jesteście obłudy i nieprawości.”Tak, duchowni chrześcijańscy bywają faryzeuszami, ale świeccy też. Monopolu tu nie uświadczysz.

10:01, jan.turnau
Link Komentarze (28) »
wtorek, 27 sierpnia 2013
Faryzeusze są wśród nas

Ewangelia Mateusza 23,23-26

Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze obłudnicy! Bo dajecie dziesięcinę z mięty, kopru i kminku, lecz pomijacie to, co ważniejsze w Prawie: sprawiedliwość, miłosierdzie i wiarę.”
I tak dalej, oskarżenie potężne, iście prorockie.
Bibliści podejrzewają, że to już ślad narastającego konfliktu między Kościołem a Synagogą. W niej to właśnie dominowali nie saduceusze, stanowiący środowisko Świątyni, która została zburzona, ale faryzeusze, dominujący potem w synagogalnej formie religii żydowskiej. Choć przecież w momencie najważniejszym, gdy sądzono Jezusa, o faryzeuszach nie ma wzmianki: decydowała wówczas kasta kapłańska. Czyhali na Jego życie, ale gdy dokonywał się nań zamach, nie przyłożyli do niego ręki. Wykazali trochę sumienia. 
Ale wróćmy do tekstu: owo potępienie religijnego formalizmu odnosi się szerzej do każdej jego formy. Ma on swoją wersję chrześcijańską, albowiem grozi każdemu religijnemu systemowi, każdy może zaplątać się w paragrafy.

11:25, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
poniedziałek, 26 sierpnia 2013
„Wina nie mają”... Krystyna Jagiełło-Kamm

Ewangelia Jana 2,1-11

Dziś znowu maryjne święto, tym razem czysto polskie: Matki Boskiej Częstochowskiej. Jasna Góra: mówi się, że jest to duchowe serce Polski i choć komuś styl tego sanktuarium nie bardzo pasuje, musi przyznać, że to ośrodek religijny dla milionów Polek i Polaków. Takie jest ich upodobanie. Są tacy – i ja się do nich zaliczam – którzy jednak nie lubią tłumów, wolą modlić się w ciszy, a już na pewno nie gustują w upolitycznieniu Jasnej Góry, wręcz upartyjnieniu. W ten sposób ośrodek jest rzeczywiście autentycznie polski, bo taki jest w sumie nasz katolicyzm. Tradycja XVII-wiecznego oblężenia Jasnej Góry działa, Kościół mój polski czuje się nadal oblężoną twierdzą, tyle tylko, że Szwedów nie ma, „komuna” też zniknęła, a kolejny wróg, liberalna lewica, naprawdę nie ma noża w zębach, choć bywa nieraz fundamentalistyczna. Na dzisiejszą obronę Częstochowy można tylko powiedzieć, że w tej mierze Toruń jeszcze gorszy...
To wszystko jednak ma dość słaby związek z dzisiejszą lekturą biblijną, czyli opowieścią o weselu w Kanie Galilejskiej. Matka Jezusa odgrywa w niej rolę potężną, namawia Go do cudu. Jezus opiera się, mówiąc, że ”jeszcze nie nadeszła Jego godzina”, bo wie, czym to grozi: sławą, która nie może się dlań skończyć dobrze. Jego ”godzina” oznacza mękę i śmierć. Pomyślmy jednak przede wszystkim o tym Maryjnym wsparciu weselników: trudno nie rozumieć go symbolicznie. Maryja Wspomożycielka Wiernych. Można oczywiście pytać, czemu nie zawsze pomaga, ale kwestia jest analogiczna do sprawy opieki samego Boga: On tym bardziej pomaga nie zawsze. Pisze po liniach niepojęcie krzywych. Oraz alfabetem zrozumiałym jedynie w świetle wiary, przy nieustannym przekonaniu, że jednak jest Sens. 
PS.W sobotę odbył się pogrzeb dziennikarki Krystyny Jagiełło-Kamm. Należała do ludzi, którzy przychodzili do Kościoła w tamtych czasach, gdy w mojej ojczyźnie nie straszył on jeszcze wybrzydzaniem na wszystko, co poza nim, i podejrzeniem, że wszyscy są przeciw niemu. Poznałem ją w „Więzi”, pracowała potem w Niemczech jako korespondentka „Gościa Niedzielnego”, z czasem jednak linia pisma zmieniła się, więc i jej stosunek do tego tygodnika. Mam nadzieję, że nie do Kościoła powszechnego, bo ten nieporównanie większy. 

15:15, jan.turnau
Link Komentarze (25) »
niedziela, 25 sierpnia 2013
Przyjdą ze wschodu i zachodu...

Ewangelia Łukasza 13,29-30

I znowu taka puenta, tym razem w ewangelii pisanej dla Hellenów, znów powiedzenie o zmianie ról, o ostatnich, którzy będą pierwszymi i na odwrót. Jest to podstawowe przesłanie Ewangelii, która wywraca społeczną hierarchię, także tę, w której Naród Wybrany góruje nad całą resztą. Albowiem „przyjdą ze wschodu i zachodu, z północy i południa i siądą za stołem w królestwie Bożym”. Skojarzeń możliwych oczywiście mnóstwo: można pomyśleć o innych chrześcijanach, wyznawcach innych religii, ale trzeba też w ogóle zamyślić się na temat inności, którą Ewangelia rehabilituje wręcz prowokująco. Gdyby tak podejmowali czasem ten arcyważny problem wszyscy kaznodzieje dumnego narodu polskiego... 

12:24, jan.turnau
Link Komentarze (18) »
sobota, 24 sierpnia 2013
Człowiek spod drzewa figowego

Ewangelia Jana 1,45-51

Każdy członek Dwunastu ma swoje miejsce w kalendarzu katolickim i prawosławnym. W tym pierwszym jego wspomnienie ma rangę święta: coś więcej niż wspomnienie, więcej nawet niż wspomnienie obowiązkowe, mniej niż uroczystość (tylko dzień Piotra oraz Pawła ma tę najwyższą rangę). Świętujemy dziś apostoła Bartłomieja. Nie wiemy o nim nic poza tym, że należał do Dwunastu: jest na wszystkich listach apostołów w ewangeliach synoptycznych i w Dziejach. Będziemy wiedzieli o nim więcej, gdy zgodnie z tradycją utożsamimy go z Natanaelem, o którym mówi ewangelia Jana, a tamte dzieła milczą. A mówi coś ważnego w tekście przeznaczonym na dzisiaj. Otóż to Natanael powiedział pogardliwie: „Czy może być coś dobrego z Nazaretu?”, ale uwierzył w Jezusa, gdy Nazaretańczyk pokazał mu wiedzę o jego duszy. Co robił Natanael pod drzewem figowym? Może po prostu modlił się serdecznie?

11:02, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
piątek, 23 sierpnia 2013
Wspaniała synowa poganka Rut. Czy dzisiaj możliwy jest cud?

Księga Rut 1.1.3-6.14b-16.22

To opowieść biblijna ogromnego uroku z wydźwiękiem moralnym kapitalnym. Powinna być lekturą biblijną podczas mszy z sakramentem małżeństwa: niech przyszła synowa i teściowa posłuchają wtedy, jak może być. I bywa zresztą: jest przekaz historyczny polski o teściowej, co poszła na śmierć za żonę jej syna. Może więc podobne wzajemne postawy to nie takie cuda natury, jak się nieraz myśli. 
O cudach w sensie potocznym pomyślałem w związku z podwójnym świętem 15 sierpnia, kiedy to wspomina się Matkę Jezusa jako wziętą do nieba, ale też w roli raczej ziemskiej: jako współautorkę wiktorii w roku 1920, tak zwanego cudu nad Wisłą. Jako prawdziwy katolik zacznę od papieża. W książkowej rozmowie z rabinem Abrahamem Skórką (świetna publikacja Znaku!), kardynał Jorge Bergoglio powiedział: „Dziś, kiedy dysponujemy badaniami parapsychologii, opiniami onkologów, którzy odnotowują wpływ czynników psychicznych na sferę cielesną, niejedno da się wytłumaczyć”. Melduję również, że aktualny komunikat o cudach w Lourdes zawierał zastrzeżenie, iż te, które się ostatnio wydarzyły, nie są wytłumaczalne medycznie obecnie – czyli może da się je wytłumaczyć w przyszłości.Co na to teologia, tak zwana fundamentalna? Przydaje się często znajomość historii. Otóż koncepcja cudu jako wydarzenia sprzecznego z prawami natury nie jest stara jak chrześcijaństwo: zrodziła się w średniowieczu. Przedtem istniała przede wszystkim myśl św. Augustyna, który sugerował raczej, że cudem trzeba nazywać wszystko, co jest dziełem Stwórcy – zatem rozróżnianie wydarzeń sprzecznych i niesprzecznych z naturą nie ma większego sensu. Teologowie katoliccy dzisiejsi subiektywizują swoiście pojęcie cudu: jest to według nich znak od Boga, kiedy zjawisko niezwykłe wydarza się w kontekście religijnym, gdy ktoś o nie się modlił. Mówiąc inaczej, możemy wierzyć, że Matka Jezusa była wówczas naszą sojuszniczką w swoich za nas modlitwach, nie można nawet zupełnie wykluczyć, że objawiła się jakoś któremuś czerwonoarmiście, czyli że miał podobne przeżycie. Tyle tylko, że opowiadanie o tym  dzisiaj stwarza wielkie ryzyko ośmieszenia wiary: w średniowieczu było inaczej, nie było dzisiejszych nauk. Współczesnej teologii również.

19:24, jan.turnau
Link Komentarze (18) »
czwartek, 22 sierpnia 2013
Co groziło za „fiat”? Czego nie ma w biblijnym tekście?

Ewangelia Łukasza 1,26-38

Zwiastowanie w Nazaret (raczej w Nazarecie – forma nieodmienna, która siedzi mi w głowie, wzięła się tam chyba z nazw miejscowości Betlejem i Kafarnaum: szczególnie ta druga chce się deklinować jak liceum). Tematyka Maryjna, bo dziś jej święto. Sierpień jakby jej miesiąc: sąsiadują ze sobą niemal Wniebowzięcie, święto jej jako królowej oraz, mówiąc po prawosławnemu, ikony jasnogórskiej. (26.8). Gdy jestem przy ikonie, zaznaczam po raz tysiączny, że Cerkiew prawosławna Matkę Jezusa czci nie mniej niż Kościół katolicki, chociaż nieco inaczej (jak krytykować, to wszystkich razem o tej religijnej skłonności). Cerkiew rosyjska nie nazywa jej, Bogu dzięki, carycą, ale świąt maryjnych u prawosławnych legion, co ważniejsze, biskupi cerkiewni jako znak swego urzędu nie noszą krzyża, tylko medalion z jej wizerunkiem. A ikon oraz ich liturgicznych wspomnień też tam wielki dostatek.
Co zaś do ewangelijnej sceny Zwiastowania, to pisałem tu już kiedyś, iż nie rozumiałem długo, czemu Maryjne „fiat” to taka nadzwyczajność. Która Żydówka (a i chrześcijanka) nie chciałaby dostąpić podobnego zaszczytu? Otóż nie domyśliłem się, czego zapewne domyślała się Maryja: że bycie panną z dzieckiem było ryzykiem ogromnym. Groziło w starożytnym Izraelu czymś dużo gorszym niż w nowożytnej Polsce, gdy jeszcze kwitła dulszczyzna. A jeżeli nawet – jak wyczytałem u któregoś z biblistów polskich – Maryja nie była żoną Józefa, tylko na nasz język narzeczoną, zatem kara mogła być mniejsza, może tylko za „rozwiązłość”, to i za nią kara całkiem wystarczała. Nie mówiąc o bardzo trudnym ukrywaniu tajemnicy poczęcia, bo kto by z Żydów w takie coś uwierzył. 
Teraz drobiazg może, ale ciekawy. Starsze pokolenie nauczyło się od Wujka, że anioł nazwał Maryję „błogosławioną między niewiastami”. Otóż to glosa, wzorowana na późniejszych słowach Elżbiety, pojawiająca się w niektórych rękopisach poczynając od V wieku. Oczywiście mamy te słowa także w modlitwie „Zdrowaś Mario”.
PS. Jednak dziewictwo Maryi to według niektórych dzisiejszych teologów katolickich nie tak oczywisty element wiary chrześcijańskiej, jak bóstwo, śmierć Chrystusa i Jego zmartwychwstanie. Pisałem już o tym tutaj i jeszcze napiszę. Póki co, polecam w tej sprawie bardzo ważną książkę Znaku: „Credo. Symbol naszej wiary”. Ks. Wacław Hryniewicz OMI, Karol Karski, ks. Henryk Paprocki. 

14:01, jan.turnau
Link Komentarze (84) »
środa, 21 sierpnia 2013
Jacy są w Polsce „ostatni, którzy będą pierwsi”? Sprawa pewnego jezuity i innych ”gwałtowników”

Ewangelia Mateusza 20,1-16a

Przypowieść o równej płacy za nierówną pracę: po denarze dostali ci pracujący od rana i tamci najęci pod wieczór. Taka decyzja gospodarza nie spotkała się oczywiście z aprobatą pierwszych, ale on odpowiedział: „Czy nie wolno mi uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?”. Gdyby tu chodziło o politykę socjalną, można by mieć wątpliwości, ale komentarz ewangelijny sugeruje zupełnie inny sens. Czytamy słowa brzmiące w ewangeliach niemal jak refren: „Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi”. Ostatni to tutaj pewnie ci, co późno dołączają do Kościoła, nie urodzili się w nim, to na pewno nie judeochrześcijanie. Biblia ma jednak sens ponadczasowy: to też różni dzisiejsi konwertyci. Warto byłoby zrobić jakiś sondaż na ich temat, wśród licznych Polaków i Polek, którzy przyjmują chrzest w wieku zgoła nie niemowlęcym. Ubywa ich corocznie dzisiaj czy przybywa, przychodzą do Kościoła z poglądami zbliżonymi do „Frondy” czy raczej do „Więzi” albo „Tygodnika Powszechnego”?Wydarzenie polskie kościelne: zamknięcie ust jezuicie Krzysztofowi Mądlowi. Z dzisiejszych doniesień wynika, że nie zamknięto mu jak na razie ust na zewnątrz Kościoła, tylko w świątyni (zapewne nie tylko w Nowym Sączu, gdzie pracuje): nie może odprawiać mszy w kościele (czyli nie w zakonnej kaplicy) ani spowiadać. A to dlatego, że pobił się z innym zakonnikiem o jego wywiad dla ”Gazety Wyborczej”. Tak to zaostrzają się kościelne konflikty wewnętrzne: dotąd jeszcze nie było rękoczynów. Jedno jest pewne, że nie chciałbym być prowincjałem jezuitów ani żadnym innym zwierzchnikiem kościelnym w Polsce. Nie mówiąc o tym, że narzekania na zwierzchnika ks. Mądla, prowincjała ks. Wojciecha Ziółka (także moje wczorajsze w Radiu TOK FM - przepraszam), okazały się przedwczesne. Niestety ludzie o bliskich mi poglądach poglądach bywają bardzo konfliktowi. Ale czy w ogóle nie jest tak, że na walkę z opresyjną władzą zdobywają się raczej konfliktowcy? Inni, spokojniejsi z natury, często milczą.   

12:06, jan.turnau
Link Komentarze (42) »
wtorek, 20 sierpnia 2013
Piekła nie ma, Bóg może wszystko

Ewangelia Mateusza 19,23-30

Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego”.

Logion bardzo znany, łatwy do zapamiętania dzięki owemu uchu. Było ono prawdopodobnie ciasną bramą w murach Jerozolimy, ale nie można wykluczyć, że jest to raczej przykład stylu prorockiego czy w ogóle właściwej ludziom Wschodu skłonności do przesady (niektórzy twierdzą, że również ludziom płci zwanej niegdyś odmienną ...). Te słowa mistrza zaakcentowane powtórzeniem („Jeszcze raz wam powiadam”), zdumiały bardzo nawet Jego uczniów, raczej chyba niedobrze myślących o bogaczach. Zapytali, kto zatem może być zbawiony, na co padła odpowiedź, że dla ludzi to niemożliwe, ale dla Boga możliwe jest wszystko. I niech to będzie moja myśl dzisiejsza główna. Nie ta o ogólnoewangelijnym socjalizmie: to przecież ewangelia Mateusza, nie tamta szczególnie myślącego o biedakach Łukasza, to ta, która mówi o ”ubogich duchem”, nie o ubogich po prostu. Niech tu będzie dzisiaj eschatologia, nie politologia. Przyszło mi bowiem do głowy, że mamy tu chyba argument za nadzieją powszechnego zbawienia. Bóg może wszystko, nawet złamać duchowo opętanego przez Złego potwornego zbrodniarza. 

11:36, jan.turnau
Link Komentarze (37) »
poniedziałek, 19 sierpnia 2013
Jak być doskonałym – niech każdy pomyśli. Myśliciele i trębacze

Ewangelia Mateusza 19,16-22

Przyszedł do Niego ktoś i zadał pytanie fundamentalne: co ma czynić dobrego, aby otrzymać życie wieczne. Gdy Jezus odpowiedział, że powinien zachowywać przykazania, gość dopytuje się dalej: - „Które?” Jezus wylicza je w ciekawy sposób: wybiera tylko tzw. drugą tablicę Dekalogu, czyli pomija nakazy odnoszące się do Boga, wymienia tylko te dotyczące człowieka (zresztą bez ostatniego, co nie znaczy, żeby nie uważał za grzech pożądania cudzej własności). No i dodaje przykazanie oczywiście z ”Dziesięciorgiem” niesprzeczne, znajdujące się także w Starym Testamencie, a jakże (Księga Kapłańska 19,18) – ale wymieniane osobno, choć od nich ważniejsze, będące ich syntezą. Na tym się jednak dialog nie kończy, bo pada stwierdzenie zakończone pytaniem: „Przestrzegałem tego wszystkiego, czego mi jeszcze brakuje?”. Wtedy Jezus odpowiada: „Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj, co posiadasz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za mną”. Czym zasmucił rozmówcę, bo ten miał bardzo dużo do rozdania. Doskonałość. Co to jest i jak ją osiągnąć? Co dzisiaj oznacza chodzenie za Jezusem? Franciszek rzucił na ów problem ostre światełko: na przykład trzeba nie mieszkać w żadnym pałacu, nawet tym sakralnym niemal, w mieszkaniu samego Ojca Świętego. Ale to papież, a my? Nie będę się mądrzył, każda Czytelniczka oraz Czytelnik potrafi tu wymyślić coś własnego mądrego.Lektury. Znów zareklamuję nową książkę księdza Tomasza Halika, wywiad rzekę z nim polskiego dominikanina Tomasza Dostatniego. Tytuł „Różnorodność pojednania”, Wyd. Znak. Jest też trochę o różnych dialogach ludzi wierzących religijnie, ale mamy tu, tak jak i w poprzednich Halikowych książkach, przede wszystkim próbę rozmowy z ateistą i agnostykiem. Rozmowy nie będącej pobożną ”mową trawą”, jak to jest z większością polskich tekstów kościelnych, od listów arcypasterskich do kazań naszych pasterzy parafialnych. Napisałem wyżej, że każdy mój czytelnik potrafi wymyślić coś mądrego: mam okropną myśl, że nie dotyczy to większości polskiego duchowieństwa. To istne morze sloganów, dobrze jeszcze, gdy nie wylewa się na ambonie z moralizatorskim wrzaskiem, czego doświadczam w u mnie w parafii obcując z myślą mojego proboszcza. Myślą? Otóż tu jest pies pogrzebany. Żeby naszym duchownym przyświecał ideał myśliciela, nie trębacza sakralnej armii.Wracając do książki Halika, jest on myślicielem niewątpliwie. To wielkie słowo, ale żeby choć ciałeczkiem się stało, trzeba tylko trochę ruszać konceptem. Cytowałem tu już słowa czeskiego duchownego na temat wątpliwości, które mogą sprzyjać wierze dojrzałej, teraz taka jego wcześniejsza myśl ogólna, że ”najpewniejszą drogą do Bożej tajemnicy jest właśnie negacja niektórych religijnych wyobrażeń i twierdzeń”. Przypomina mi to moją dawną myśl własną, że wyznaję katolicyzm ”ale”, bez różnych wciąż narastających nań pewników, które nie wytrzymują próby czasu. Przykład? A choćby owe manichejskie potępienie seksu, które panoszyło się tak długo w chrześcijaństwie, a i dzisiaj ciąży na niektórych kościelnych trębaczach.       

13:40, jan.turnau
Link Komentarze (29) »
niedziela, 18 sierpnia 2013
Teściowa przeciw synowej...

Ewangelia Łukasza 12,51-53

Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam.”

I dalej o owym Jego niepokojeniu nas, o wywoływanej przezeń rodzinnej wojnie każdego z każdym. Jezus jako prorok nie dba o precyzję, prowokuje paradoksem, używa sformułowań wieloznacznych, nie wygłasza kodeksu, raczej tworzy literaturę. A Jego nauczanie nie może nie dzielić, za bardzo jest radykalny. Szczególnie gdy do zwykłych domowych kłótni dochodzi  spór o sposób wiary. 

13:21, jan.turnau
Link Komentarze (98) »
sobota, 17 sierpnia 2013
Ratujcie maluchy!

Ewangelia Mateusza 19,14

„Dopuśćcie dzieci i nie zabraniajcie im przyjść do mnie.”

Trzeba coś robić z maluchami, które wyniosą z tamtych lat  niezatarte wrażenie, że nie ma nic nudniejszego niż msza. Czy księża naprawdę nie rozumieją, że nie zawsze jest z kim je zostawić w domu? Trzeba im tworzyć jakieś ”przechowalnie”, są już takie w co mądrzejszych parafiach. A w ogóle czy naprawdę księża muszą tyle mówić i jeszcze się gorszyć, gdy maluch zapłacze?

 

 

 

20:33, jan.turnau
Link Komentarze (21) »
piątek, 16 sierpnia 2013
Chłop nie krowi ogon

Ewangelia Mateusza 19,9-10

A powiadam wam: kto oddala swoją żonę, chyba w przypadku nierządu, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo. I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo. Rzekli Mu uczniowie: - Jeśli tak się ma sprawa człowieka z żoną, to nie warto się żenić.

Umyka nam współczesnym kontekst myślowy tych przykazań, przecież potężnie patriarchalny: mowa jest tylko o tym, co się w on czas wydarzało – że mąż pozbywał się żony. Odwrotna sytuacja nie zdarzała się: kobieta była dobytkiem mężczyzny, jego własnością, która nie może przecież sama zmieniać właściciela. I z takim dobytkiem być związanym przez całe życie? Przypomina mi się komentarz bodaj Franciszka Rabelais, że mężczyzna nie jest krowim ogonem, żeby musiał całe życie u jednych czterech liter wisieć.

19:30, jan.turnau
Link Komentarze (24) »
czwartek, 15 sierpnia 2013
Najszczęśliwsza z nas

Ewangelia Łukasza 1,39-56

Mamy w dzisiejszej perykopie włożony w usta Marii z Nazaretu hymn zwany „Magnificat” (to po łacinie znaczy „wielbi” - ”wielbi dusza moja Pana”), gdzie są słowa: „Oto bowiem odtąd szczęśliwą zwać mnie będą wszystkie pokolenia”. Dzisiaj w Kościele rzymskokatolickim, polskokatolickim i mariawickich uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. W prawosławiu i katolicyzmie mamy od wieków przekonanie, że Matka Jezusa nie umarła jak inni ludzie: raczej podobnie jak Jej Syn znalazła się z duszą i ciałem „w chwale niebieskiej” zaraz po śmierci, nie tak jak my dopiero na końcu świata. Teologowie, jak to uczeni, różnie tę wiarę rozumieją. Na Wschodzie mówi się wręcz o Jej zaśnięciu, teologowie zachodni też byli skłonni myśleć, że w ogóle nie umarła, Jan Paweł II zauważył jednak przytomnie, że jeżeli Jej Syn, Bóg-człowiek przeszedł przez śmierć, to przecież także i Ona. Niektórzy dzisiejsi uczeni w Piśmie zapytują odważnie poza tym, co znaczy owo „zaraz”, jeżeli na tamtym świecie nie ma w ogóle czasu. I odpowiadają: nie jest tak, że po śmierci przed Bogiem staje tylko dusza, bo stare ciało sczezło i nowe, zmartwychwstałe dołącza do niej dopiero na Sądzie Ostatecznym. Powstają z martwych razem. Albowiem - wyjaśniają teologowie - w tym dogmacie mariologicznym nie chodzi o chronologię, ale ontologię. Spotkało Maryję jakieś szczególne wyniesienie czy raczej właśnie, w myśl słów owego hymnu, szczególne uszczęśliwienie. Jeżeli są tam różne stopnie szczęśliwości, to najwyższy należy się Jej na pewno: nie ma przecież raczej związku silniejszego niż macierzyństwo.PS. Napisałem, że ów sławny hymn został włożony w usta Marii: czyli jej autorstwo jest wątpliwe? Tak, współczesna biblistyka powiada bowiem przecież, że ewangelie to nie reportaże, nie historia rozumiana po dzisiejszemu: w on czas nikt takich tekstów nie pisał. Biblia to nie podręcznik nie tylko biologii i astronomii, historii i psychologii również - już raczej teologii. Amen!               . 

10:38, jan.turnau
Link Komentarze (58) »
środa, 14 sierpnia 2013
Trochę o tolerancji

Ewangelia Mateusza 18,15-17

Jeśli zgrzeszy [przeciw tobie] brat twój, idź, upomnij go na osobności. Jeśli cię posłucha, pozyskałeś brata swego. A jeśli nie posłucha, weź ze sobą jednego lub dwóch, aby na zeznaniu dwóch lub trzech świadków oparł się każdy osąd. A jeśli ich nie posłucha, powiedz Kościołowi. Jeśli i Kościoła nie posłucha, niech będzie dla ciebie jako poganin i celnik.

Ekumeniczny Przekład Przyjaciół.Najpierw o tym, czemu słowa „przeciw tobie” są tu w takim nawiasie? Bo występują tylko w niektórych rękopisach (nie zgadzają się one w niektórych szczegółach). Inaczej mówiąc częstsza jest wersja oznaczająca grzech w szerszym sensie, uchybienie nie tylko przeciw jednemu z braci. Dalej trzeba wiedzieć, że jest to jedno z dwóch tylko miejsc, w których w ewangeliach (tylko u Mateusza) występuje termin „Kościół”: drugi raz w Mt 16,18. Warto też wiedzieć, że ewangelicka Biblia zwana Warszawską nie ma tu „Kościoła”, tylko „zbór”: nazywając tak bardzo słusznie wspólnotę lokalną, bo przecież trzeba ją odróżniać od tamtej powszechnej. Po trzecie, zamyślmy się tutaj cokolwiek nad sprawą tolerancji. Środowiska kościelne robią z tego słowa rzecz okropną: obojętność wobec moralnego paskudztwa. Pewnie, że nie można nie reagować, gdy dzieje się komuś duża krzywda, ale po pierwsze, natręctwo moralistyczne miewa skutek odwrotny od zamierzonego, po drugie, pryncypialistą owym przypominam tysiączne sytuacje, w których ich braciom w krajach niechrześcijańskich właśnie tolerancja sąsiadów niezbędna jest do życia jak czysta woda.PS. I jeszcze coś co do zdania ostatniego: nie deprecjonuje ono poganina ani celnika. Chodzi tu o obiegowy - nie znaczy, że słuszny - osąd owych odmieńców.     

11:14, jan.turnau
Link Komentarze (40) »
wtorek, 13 sierpnia 2013
Mały jest duży!

Ewangelia Mateusza 18,15-17

W owej godzinie przystąpili do Jezusa uczniowie, mówiąc: - Kto więc jest największy w Królestwie Niebios? I przywoławszy dziecko, postawił je pośród nich i rzekł: - Amen, mówię wam, jeśli nie nawrócicie się i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do Królestwa Niebios. Kto więc uczyni siebie małym jak dziecko, ten jest największy w Królestwie Niebios. I kto by przyjął jedno takie dziecko w imię moje, mnie przyjmuje. Baczcie, byście nie wzgardzili jednym z tych maluczkich, mówię wam, że aniołowie ich w niebiosach nieustannie oglądają oblicze Ojca mego, który jest w niebiosach.

Ekumeniczny Przekład Przyjaciół.O kogo właściwie tu chodzi? O nieletnich i na tym koniec? Na pewno nie tylko. Owszem, długo jeszcze po tych słowach dziecku brakowało troskliwej ochrony, jaka jest w naszym kręgu kulturowym dzisiaj. Ale jest ono tutaj symbolem wszystkich, których uważa się nadal za mniej wartych od innych. Papież Franciszek kłania się dzisiejszej perykopie w pas.

14:33, jan.turnau
Link Komentarze (45) »
poniedziałek, 12 sierpnia 2013
Gdybyśmy sami byli pod wozem... Dialog wymaga wczucia i pokory. Halik!

Księga Powtórzonego Prawa 10,18-19

On wymierza sprawiedliwość sierotom i wdowom, miłuje cudzoziemca, udzielając mu chleba i odzienia. Wy także miłujcie cudzoziemca, boście sami byli cudzoziemcami w ziemi egipskiej”.

Są takie słowa w Biblii, która przecież zawiera też zgoła inne: nakazy mordowania kananejskich tubylców z kobietami, dziećmi i starcami (by o wołach, owcach, i wołach nie wspomnieć – Księga Jozuego 6, 21), wkładane wręcz w usta Boga. Nie da się tego zrozumieć, póki się nie odrzuci wyobrażenia Pisma Świętego jako księgi jednolitej. Bo przecież jest to raczej cała biblioteka, pisana przez wiele wieków, w rozmaitych miejscach i czasach, przez wielu autorów i redaktorów z różnych środowisk, którzy tworzyli teksty w różnych kontekstach i sytuacjach. Inna była sytuacja psychiczna zdobywcy, inna gospodarza zdobytego terenu. Nie usiłuję bronić krwiożerczego zdobywcy, wskazuję tylko na inną psychikę wojownika na nowej ziemi niż człowieka na niej mocno osiadłego. Tego drugiego łatwiej obciążyć obowiązkiem życzliwości wobec obcego: szczególnie gdy chodzi o gościnność stanowiącą tradycję wielu ludów pierwotnych.Tyle próby egzegezy, teraz myśl homiletyczna. Chodzi o to, żeby nie zapominać swojej niedoli niegdysiejszej, może i pomocy wtedy otrzymywanej, w każdym razie ówczesnego stanu psychicznego. Aby wyobrazić sobie, co czuje ten, co teraz jest, jak my kiedyś, pod wozem. Wczuwajmy się... A mamy przykład mocny w papieżu Franciszku: myślę, że jego stosunek do różnych kościelnych reform wyznaczają dwie cechy osobowe. Po pierwsze, brak skłonności do teologicznych analiz: ten biskup Rzymu teologiem nie jest. Czuje się duszpasterzem i tylko nim, doktrynę zostawia komu innemu. Owszem, nie chce jej reformować, tyle tylko, że jako duszpasterz naprawdę troszczący się o swoje owieczki naprawdę przejmuje się ich losem. Współ-czuje, wczuwa się. A to z kolei wymusza na nim zdania w rodzaju: „Jeśli ktoś jest homoseksualistą, a poszukuje Pana Boga i ma dobrą wolę, kimże ja jestem, aby go osądzać?” Taki swoisty samokrytycyzm strzeże przed anatemą moralną. Człowiek o podobnym nastawieniu na pewno nie jest skłonny do uważania geja za zwykłego rozpustnika, któremu nie wystarcza seks z kobietą, chce zabawić się inaczej: apostoł Paweł potępiał „mężołożników” jako takich paskudników właśnie. Podobna pokora u nauczyciela moralności czyni go w ogóle bardziej otwartym na inaczej myślących. Ułatwia mu coś, bez czego dzisiaj trudno o pokój społeczny, o elementarny dialog. Można mieć własne przekonania, ale nie trąbić o nich bez przerwy i to z wysoka, z pogardą dla tych, co są innego zdania. Nietrudno zauważyć, że Franciszek wręcz unika tematów kontrowersyjnych: chyba uważa, że dalsze krzykliwe przypominanie poglądów Kościoła niewiele da, trzeba się skupić na tym, co łączy Kościoły ze światem laickim, na podstawowej trosce o biednego człowieka.Żeby tak kaznodzieje byli mniej trębaczami, jak mój warszawski proboszcz, bardziej mędrcami. Żeby zamyślali się ciągle nad wiarą, którą mają przekazać. Lektura weekendowa: cytat. „W ten sposób ateizm staje się ważnym sojusznikiem pewnej tradycji teologicznej, którą sobie bardzo cenię, a jest to tradycja teologii apofatycznej, negatywnej. Twierdzi ona, że o Bogu możemy powiedzieć wyłącznie to, czym On nie jest, że najpewniejszą drogą do Bożej tajemnicy jest właśnie negacja niektórych religijnych wyobrażeń i twierdzeń. Ateizm jest właściwie absolutyzacją teologii negatywnej. Krytyka ateistyczna może z teologią negatywną przebyć długi odcinek drogi, a ich rozejście się następuje dopiero w kluczowym momencie, na samym końcu. Kiedy oba nurty stają przed ostateczną tajemnicą, wtedy trzeba wybrać. Ateizm wybiera niewiarę, agnostycyzm pozostaje przy wątpliwościach, wiara jednak musi iść dalej. Teolog chrześcijański nie jest ideologiem, jest opłacanym przez Kościół sceptykiem – skoro nie może przestać wątpić, to musi w końcu powątpiewać w swoje wątpliwości. Niedojrzała wiara, czyli fundamentalizm tłumi wątpliwości i często przerzuca je na innych, podczas gdy wiara dojrzała wierzy mimo wątpliwości. Wykonuje odważny krok w głąb tajemnicy i ma dość siły, by unieść krytycznie pytania i niepewność, nawet jeżeli na niektóre z nich na razie nie może udzielić zadowalającej odpowiedzi.”Tekst ten pochodzi z rozmów dwóch księży Tomaszów, Halika i Dostatniego, które składają się na książkę wydaną ostatnio przez „Znak” pt. „Różnorodność pojednania”. Ks. Halik jest tu dialogantem jak zawsze bardzo śmiałym.



14:10, jan.turnau
Link Komentarze (26) »
niedziela, 11 sierpnia 2013
Wyruszyć w nieznane: wiara, czyli lekkomyślność

List do Hebrajczyków 11,8

Przez wiarę Abraham posłuchał (...) i wyszedł nie wiedząc, dokąd idzie.”

Zaryzykować. Pozwolić sobie na trochę lekkomyślności. Niektórzy powiadają: skoczyć w ciemność. Nie bać się. Do etyki wystarczy brak egoizmu, do ”dogmatyki” trzeba jednak Łaski. Niełatwo uwierzyć w Sens. 

13:02, jan.turnau
Link Komentarze (33) »
sobota, 10 sierpnia 2013
Samotność samolubów

Ewangelia Jana 12,24

Amen, amen, mówię wam: - Jeśli ziarno pszenicy, padłszy w ziemię, nie obumrze, samo pozostaje, jeśli zaś obumrze, wielki plon przynosi.

Ekumeniczny Przekład Przyjaciół.Wybrano nam na dzisiaj te słowa, bo w kalendarzu rzymskokatolickim wspomina się św. Wawrzyńca (zm. 258); męczennika na tyle ważnego, że to wspomnienie ma liturgiczną rangę święta.„Samo pozostaje” – oznacza to, że jest bezpłodne, ale można też ową samotność rozumieć jako osamotnienie, brak przyjaciół. Bierze się na ogół z zapatrzenia we własny pępek.

13:18, jan.turnau
Link Komentarze (16) »
piątek, 09 sierpnia 2013
Panna mądra Edyta Stein. Szczęśliwa?

Ewangelia Mateusza 25,1-13

Przypowieść o pięciu pannach głupich i pięciu mądrych. Można je nazywać różnie: (nie)rozsądnymi, (nie)roztropnymi, niemądrymi i mądrymi, my przyjęliśmy wersję z głupotą. Słowa „głupi” i „mądry” są oczywiście wieloznaczne, pewnie jednak na ogół kojarzone z kwestią sposobu na życie, nie z jakąkolwiek uczonością. A wybrano na dzisiaj tę przypowieść, bo dziś w Kościele rzymskokatolickim dzień św. Teresy Benedykty od Krzyża, czyli Edyty Stein. Uczonej niewątpliwie, ale też mądrej. Czy jednak była na pewno mądra? Czy mądrze układała sobie życie? Odpowiedź musi być zapewne konfesyjna czy też „antykonfesyjna”, teistyczna albo ateistyczna. Chociaż istnieje chyba jakieś kryterium bardziej ogólne. Może trzeba pytać, czy człowiek umie realizować swoje cele. Edyta umiała? Nie za bardzo, sądząc tylko po ludzku.Napisałem rok temu w „Magazynie Świątecznym” (z 11 sierpnia) artykuł, w którym ten brak sukcesów w skrócie przedstawiłem. Najpierw więc nie miała szczęścia w miłości. Wbrew przypuszczeniom niektórych, nie kochała się w filozofie polskim Romanie Ingardenie. Łączyła ich fenomenologia, on był może w niej trochę zakochany, ona jednak czuła się raczej jego starszą siostrą, wprowadzała go w niemiecki świat naukowy. Jej miłością był inny filozof, Hans Lipps, już byli prawie zaręczeni, w końcu jednak ożenił się z inną. Gdy owdowiał, oświadczył jej się, miała jednak już tymczasem plany zakonne. Nie zrobiła też kariery naukowej, czyli habilitacji. Na przeszkodzie stała tylko jej płeć, bo doktorat wypadł świetnie. A później także przeszkodziło żydostwo. Jej romans z Kościołem rzymskokatolickim udał się, owszem, ale nie dożyła jego otwarcia na starszych braci w wierze. Papież Pius XI odpowiedział jakoś natomiast (choć nie jej osobiście) na jej prośbę o encyklikę w obronie Żydów: zachował się nieogłoszony projekt dokumentu, po wojnie publikowany i żywo komentowany. Stanowił ostrą polemikę z antysemityzmem rasowym – przecież to ten papież wypowiedział słynne słowa „Wszyscy jesteśmy Semitami” – jednak nie z religijnym antyjudaizmem. Jej ogromną miłością, ale odrzuconą straszliwie, było wreszcie państwo niemieckie. W kwartalniku KUL-owskim „Ethos” (styczeń-marzec 2013) Andrzej Gniazdowski opowiedział o tym bardzo ciekawie. Zaczęła od poglądów liberalnych, by z czasem skonserwatywnieć. Choć ciągle dystansowała się od szczególnego „piętna konserwatyzmu pruskiego”, żywiła jednak głęboką wdzięczność dla państwa, które zapewniło jej dostęp do nauki. Tak było oczywiście w czasie wojny, kiedy to pisała do Ingardena: „Cele Ententy: zdusić Europę Środkową, zanim się narodziła. Ale to się nie uda!”. Swoją myśl filozoficzną poświęcała relacji między osobą a państwem: o żadnym konflikcie między nimi zgoła nie myślała. Dopiero gdy Niemcy poniosły klęskę, zaczęła odróżniać państwo od narodu. Z tym drugim długo czuła mocną więź. Z Polakiem Ingardenem zaczęła się rozumieć późno – jeszcze później polemizowała z jego ateizmem. Ale doszła do tego, że napisała mu z czasem: „Chrystus stanowi punkt odniesienia mojego życia, a Kościół Chrystusowy moją Ojczyznę”. Wracając do Kościoła: odnotowuję z radością, że rozumiała, iż jest coś takiego, jak rozwój dogmatów. Napisała: „Każde duchowe dzieło rodzi się przecież w wielkich bólach. Zawsze też pragnie zawładnąć całym człowiekiem i w żadnym wypadku nie możemy na to zezwolić. Błędny jest pogląd, który zakłada, że wszystko w Kościele zostało raz na zawsze ustalone i nie podlega zmianom. Naiwnie nie zauważa się, że Kościół ma swoją historię, że zgodnie ze swoim ludzkim wymiarem (...) od początku nastawiony jest na rozwój i że ten rozwój często dokonuje się nie bez walki”.Nie dożyła również Kościoła, który to lepiej rozumie. Można błysnąć powiedzonkiem o niej „Panna pech”? Na pewno tak, jeśli się nie rozumie ogromnego szczęścia, jakim jest pewność wiary. Miała ją na pewno.

17:00, jan.turnau
Link Komentarze (19) »
czwartek, 08 sierpnia 2013
Opoka, co bywała szatanem. Papież z teczką, biskup bez

Ewangelia Mateusza 16,21-23

Odtąd zaczął Jezus wskazywać swoim uczniom na to, że musi iść do Jerozolimy i wiele wycierpieć od starszych i arcykapłanów, i uczonych w Piśmie; że będzie zabity i trzeciego dnia zmartwychwstanie. A Piotr wziął Go na bok i począł robić Mu wyrzuty: - Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy do Ciebie. Lecz On odwrócił się i rzekł do Piotra: - Zejdź mi z oczu, szatanie! Jesteś mi zawadą, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie.

Opoka Kościoła zawadą, szatanem wręcz... Ewangelie są w swoich opowieściach bezlitosne. Najpierw wielka pochwała Piotra za właściwe zrozumienie, kim On jest, obietnica kluczy Królestwa, władzy związywania i rozwiązywania, a jakże. Potem jednak, gdy okazuje się, że ten tak pojętny uczeń niewiele rozumie, dostaje zaraz powyższą reprymendę. Oto mamy na wieki wieków obraz tych, co w Kościele dźwigają władzę: mogą upadać pod jej ciężarem duchowo, kiedy myślą tylko po ludzku. Dołączam tekścik na tenże temat, który napisałem dla ”Magazynu Świątecznego”.Dzięki papieżowi Franciszkowi termin „teczka”  nabrał nowego znaczenia. A to z powodu telewizji, które pokazywały Ojca Świętego wchodzącego do samolotu z takim przedmiotem  we własnej ręce. Nie był to dla mnie widok szczególnie ekscytujący, bo po Janie Pawle II już się niczemu nie dziwię, ale zaraz potem usłyszałem coś, co mi uświadomiło rewolucyjność Franciszkowego zachowania. Do kościoła wchodzą raz dwie ekscelencje: duchowna, biskup polski pewien, oraz świecka, ambasador też nasz ojczysty. I następuje przekazanie teczki biskupiej: oddaje ją hierarcha dyplomacie, bo mu nie wypada wchodzić do świątyni z podobnym bagażem. No cóż, przed wojną oficerowi nie wolno było nosić walizki, od tego miał ordynansa, ale to było przed wojną. Nastała także w Polsce demokracja obyczajów, niestety nie w naszym Kościele rzymskokatolickim. A pewne dawne zwyczaje to dzisiaj w świeckim świecie okropny obciach.Są jednak zachowania bardziej gorszące. Tenże Franciszek podkręca nie tylko biskupów, żeby nie gonili za karierą, także proboszczów, żeby nie zdzierali ze świeckich. Niestety takie nauczanie nie dociera pod strzechy polskich plebani. Miałem ostatnio pogrzeb w rodzinie, nasłuchałem się zatem, co ile kosztuje w tym zakresie w parafiach. Terminologia jest zresztą prawidłowa: chodzi o ofiary, tyle że według cennika. Na szczęście, zaznaczam, nie wszędzie. Albowiem nasz Kościół święty rozmaity jest. Tak zatem dowcip księdza opowiedziany podczas „kolędy”. Tematem jest inny ksiądz z tej parafii, scena podczas jego kazania. Mąż do żony: - Obudź mnie, jak będzie o Bogu. Ale to rzecz ze Śląska, gdzie podobno mądrzej.



16:29, jan.turnau
Link Komentarze (106) »
środa, 07 sierpnia 2013
Poganie to na pewno psy?

Ewangelia Mateusza 15, 26-27

A ona przyszedłszy, pokłoniła Mu się, mówiąc: - Panie, pomóż mi. I odpowiadając, rzekł: - Niedobrze jest brać chleb dzieci i rzucać psom. Ona zaś rzekła: - Tak, Panie, ale i szczenięta jedzą okruchy spadające ze stołów ich panów.”

Ekumeniczny Przekład Przyjaciół.Jeden z tych passusów ewangelijnych, które wydają się mało ewangeliczne. Pomijam już poprzednie powiedzenie Jezusa, że „nie został posłany do nikogo oprócz zagubionych owiec z domu Izraela”: czemu takie ograniczenie? Nie będę jednak mądrzył się na temat Bożych planów, zdziwię się tylko odpowiedzią pogance jakoś bardzo niemiłą. Może mamy tu małą prowokację, żart swoisty w języku ostro prorockim (gdy Piotra nazwie szatanem, to walnie jeszcze ostrzej), skrywający Jego otwarcie na niedolę człowieka także spoza Jego ludu?Niektórzy komentatorzy podchwycą skwapliwie tę moją wątpliwość, niech się cieszą. Na zdrowie!

15:11, jan.turnau
Link Komentarze (17) »
 
1 , 2
Archiwum