Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
czwartek, 30 sierpnia 2007
Jak straż nocna

Psalm 90 (89) 3-4.12-13. 14 i 17

Rozłożyłem na biurku trzy tłumaczenia: Biblii Tysiąclecia, Poznańskiej, Ekumenicznej. Wziąłem z każdej trochę pomysłów, dodałem nieco swoich i wyszedł taki wiersz chyba biały:

 „Ty w proch przemieniasz człowieka
 i wołasz:-  Ludzie, wracajcie!
Bo tysiąc lat w Twoich oczach
 jak dzień wczorajszy miniony
 albo jak jedna straż nocna.
 Naucz nas liczyć dni nasze,
 by serca mądre otrzymać.
 Powróć, o Panie, nie zwlekaj,
 miej litość nad swymi sługami!
 Nasyć o świcie swą łaską,
 abyśmy przez wszystkie dni nasze,
 cieszyli się, weselili.
Swą dobroć daj, Panie, nasz Boże.
 Wspomagaj pracę rąk naszych,
 umocnij rąk naszych dzieło"
.

Urzekła mnie ta straż nocna (cztery godziny): może dlatego, że mam wciąż w oczach arcydzieło Rembrandta.

14:05, jan.turnau
Link Komentarze (12) »
Cud Jana Chrzciciela

Środa 29 sierpnia 

Ewangelia Marka 6, 17-29

Wspomnienie liturgiczne męczeństwa Jana Chczciciela.

Jak tu zauważyłem niedawno, Marek inaczej niż Mateusz przedstawia Heroda: król jest według niego niemal uczniem świętego. Ale Herodiada robi swoje, jest o wiele bardziej bezwzględna.

Wciąż mnie zachwyca czystość moralna mego patrona. To, że nie widać u niego śladu zazdrości. A przecież usuwając się, by zrobić miejsce Jezusowi, mógł mieć jakieś opory. To nie było tak, jak z Elizeuszem i Eliaszem, bo tam pierwszy był uczniem drugiego: Jezus pojawia się jako zupełny homo novus, gdy Jan jest u szczytu sławy i góruje nad krewniakiem, mógłby być świetnie jego guru. Co więcej, przesłanie Jana nie jest chyba całkiem tożsame z Jezusowym, jeśli sądzić np. po poglądach Janowych uczniów, którzy gorszą się, że Jezusowi nie poszczą. Co prawda, ich nauczania w ogóle nie mogły być jednakowe: przed Zmartwychwstaniem nikt nie pojmował Chrystusa w pełni.

W prefacji dzisiejszej mowa jest o cudach w życiu Jana Chrzciciela. Był cudownie wyzbyty miłości własnej.

09:00, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
wtorek, 28 sierpnia 2007
Fatalny formalizm
Ewangelia Mateusza 23, 23-26

Dalszy ciąg Chrystusowej filipiki przeciwko żydowskim nauczycielom moralności: „Dajecie dziesięcinę z mięty, kopru i kminku, lecz pomijacie to, co ważniejsze jest w Prawie: sprawiedliwość, miłosierdzie i wiarę". Etyka drobiazgów, dbałości o czystość rytualną („kubki i misy"), połączona z lekceważeniem tego, co najważniejsze. Kojarzy mi się to z legalizmem etyki katolickiej, który straszy nie tylko w konfesjonałach: także w ogóle w mentalności „dobrych katolików", zatroskanych o gastronomiczne przestrzeganie ascezy piątkowej. No i - to już tylko po księżej stronie konfesjonału - akcent na kwestię antykoncepcji tak wielki, że blednie przy tym każde bezsporne świństwo.
11:03, jan.turnau
Link Komentarze (20) »
poniedziałek, 27 sierpnia 2007
Biada wam, moraliści
Ewangelia Mateusza 23, 1-4

„Jezus przemówił do tłumów i do swoich uczniów: - Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, bo zamykacie królestwo niebieskie przed ludźmi. Sami nie wchodzicie i nie pozwalacie wejść tym, którzy do niego idą".

Nasuwa się komentarz aktualizujący: równie krytyczny wobec moralistów kościelnych. Oni też przecież nie świecą przykładem. Przypominają się biskupi zachodni, którzy pomstowali na homoseksualistów, a sami nie radzili sobie ze swoim pociągiem do mężczyzn, który przecież uznawali za zboczenie. Nikt też znający trochę polskie struktury kościelne nie wierzy, że przypadek arcybiskupa Paetza był całkiem wyjątkowy. A szerokie rzesze wiernych gorszy wciąż luksusowe życie proboszczów, którzy na ambonie spokojnie wzywają do ascezy.

Proponuję jednak uogólnić tę Jezusową zasadę moralną: zacznij od siebie. Skłonność do pouczania bliźnich jest rzeczą ogólnoludzką. Zanim zajrzymy w cudze życie, przypatrzmy się równie krytycznie własnemu. Źdźbło i belka...
16:27, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
niedziela, 26 sierpnia 2007
Matka jedności czy wrogości
Ewangelia Jana 2, 1-11

Dziś w Polsce uroczystość Matki Boskiej Częstochowskiej. Jesteśmy narodem szczególnie maryjnym, może między innymi dlatego, że los nam nie szczędził nieszczęść, a w niedoli trzeba szukać pomocy u tych, co mogą wesprzeć. Tak jak szukali pomocy weselnicy w dzisiejszej perykopie ewangelijnej.

A królowała przez wieki potoczna teologia, której wyrazem była pieśń ze słowami: „A kiedy Ojciec rozgniewany siecze, szczęśliwy, kto się do Matki uciecze". Bóg straszliwy, Matka litościwa. W takiej „optyce" o obrazie Boga także jako Matki nie mogło być mowy, zresztą i w teologii uczonej żaden feminizm jeszcze nie kiełkował. A rola Maryi była ogromna, w różny sposób wyolbrzymiana. Cicha mieszkanka Nazaretu była w teologii oficjalnej podnoszona do rangi współodkupicielki, w pobożności potocznej zasiadała wręcz niemal w Trójcy Przenajświętszej.

Na miejsce czyje? Ducha Świętego. Albowiem była cokolwiek śmieszna rywalizacja, oczywiście nie w rzeczywistości, tylko w świadomości katolików. Wulgaryzując potężnie ten spór, pewien działacz partyjno-rządowy miał tłumaczyć sytuację w Kościele katolickim tak oto: - Jedni stawiają na Matkę Boską, drudzy na Ducha Świętego. Jest się z czego śmiać, z absurdalnej mentalności politruków, ale naprawdę w dyskusjach posoborowych sprzed pół wieku różnie rozkładano akcenty. Duch Święty symbolizował ruch, reformę, wolność, a Maryja - niezmienność, tradycję, hierarchiczny porządek, podporządkowanie władzy. Oczywiście ta druga symbolika wynikała z dość przypadkowego powiązania poglądów mariologicznych eklezjalnego „betonu" z jego chęcią zatrzymania reformy kościelnej w ogóle.

A te poglądy były właśnie „nadmaryjne". Do owych konserwatystów należał także nasz prymas Wyszyński, polityk genialny, ale w sprawach czysto religijnych daleki od nieomylności. Podjął na przykład siedemnastowieczny pomysł, żeby nasz naród oddawać „w macierzyńską niewolę Maryi". Był w tej sprawie mocno apodyktyczny, księża rymowali nawet: „żeby zostać kanonikiem, musisz zostać niewolnikiem". Na szczęście to już melodia przeszłości, prymas Glemp nie poszedł wcale w jego ślady, mamy natomiast „radiomaryjność", ale to już inna sprawa.

Wracając do tamtej, ściśle teologicznej - spór o miejsce matki Jezusa w doktrynie i pobożności jest oczywiście stary. O ten problem rozbiła się właśnie jedność chrześcijaństwa w XVI wieku. Luter, Kalwin i Zwingli kwestionowali stanowisko ówczesnej hierarchii rzymskokatolickiej w wielu sprawach, także w tej właśnie. Matka Jezusa stała się zgoła niechcący przyczyną rozłamu.

Na szczęście panta rei, czas płynie zmywając powoli także brud religijnej zaciekłości. Katolicy pohamowali swój mariologiczny entuzjazm, przestali przesadzać, ale i po drugiej stronie przychodzi jakieś opamiętanie.

Miesięcznik „First Things" wychodzi w USA, ale ma też edycję polską jako kwartalnik. Zachował angielski tytuł - a polski mógłby brzmieć chyba „Sprawa Najpierwsza". Mianowicie religijna. Jest to organ amerykańskiego teologa ks. Richarda J. Neuhausa, uchodzącego za konserwatystę, w Polsce pismo wydaje wydawnictwo Fronda PL, płynące pod prąd katolicyzmu zwanego otwartym, liberalnym. Pisząc to po tym, jak nasi biskupi zajmowali się na Jasnej Górze ojcem Rydzykiem, myślę sobie, że konserwa konserwie nie równa, jest różnica między tradycjonalizmem doktrynalnym a nacjonalistyczną agresją.

Zresztą akurat w dzisiejszej kwestii mariologicznej wiosenny numer amerykańskiego kwartalnika przyniósł tekst dowodzący otwartości ekumenicznej redakcji. „Ewangelikałowie i Matka Boska" to tytuł artykułu pastora baptystycznego Timothy`ego George`a, który zresztą - bardzo to ładnie! - jest członkiem rady redakcyjnej „FTh". Trzeba tu zaznaczyć, że ewangelikałowie, czyli protestanci nowej reformacji, baptyści, zielonoświątkowcy, są w pewnych sprawach bliżsi katolikom niż ewangelicy tradycyjni (luteranie, reformowani). Pilnują się mianowicie Pisma Świętego, czyli podstawowej tradycji doktrynalnej. Oznacza to nazbyt często fundamentalizm dziwaczny, rozumiejący dosłownie także biblijny opis stworzenia świata, ale jest to również wierność wobec biblijnych zasad etycznych, np. w sprawie ludzi, których za ewangelicką Biblią Warszawską można by nazwać, tłumacząc grekę dosłownie, mężołożnikami.

Nowa reformacja poszła najpierw w kwestionowaniu tradycji katolickiej (i prawosławnej!) jeszcze dalej niż Luter i w ogóle XVI-wieczna reformacja, która mariologię średniowieczną uważała za wstrętne bałwochwalstwo. W szczególności w kwestii mariologicznej właśnie. George wspomina odrazę osiemnastowiecznych baptystów do nazywania Maryi dziewicą i komentuje: „W miarę upływu czasu oczywiście niektórzy ewangelicy porzucili nie tylko Dziewicę Maryję, ale również Trójcę Świętą. Miało to miejsce szczególnie w Anglii, gdzie całe wyznanie baptystów ogólnych (? - tłumaczenie kiepskie) i arminian przekształciło się w unitaryzm". Ewangelikał XXI-wieczny stara się zatem o zrozumienie mariologii katolickiej i twierdzi, że w jego nurcie jest ono o wiele większe niż wśród liberałów ”starej reformacji”. Nie będę przytaczał jego analiz, nazbyt fachowych i nie najlepiej przetłumaczonych. Podam tylko streszczającą informację George`a, że wśród ewangelikałów wzrasta fascynacja osobą Maryi. Niech wzrasta.

Cieszę się z tego bratania się po wiekach. Choć odbywa się po trosze na zasadzie wspólnego wroga, czyli teologii liberalnej, protestanckiej i katolickiej, której nie lubią tak konserwatyści katoliccy, jak i ewangeliccy. I choć Maryja jest Matką jedności, nie jakiejkolwiek wrogości.
19:47, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
Matka jedności czy wrogości
Ewangelia Jana 2, 1-11

Dziś w Polsce uroczystość Matki Boskiej Częstochowskiej. Jesteśmy narodem szczególnie maryjnym, może między innymi dlatego, że los nam nie szczędził nieszczęść, a w niedoli trzeba szukać pomocy u tych, co mogą wesprzeć. Tak jak szukali pomocy weselnicy w dzisiejszej perykopie ewangelijnej.

A królowała przez wieki potoczna teologia, której wyrazem była pieśń ze słowami: „A kiedy Ojciec rozgniewany siecze, szczęśliwy, kto się do Matki uciecze". Bóg straszliwy, Matka litościwa. W takiej „optyce" o obrazie Boga także jako Matki nie mogło być mowy, zresztą i w teologii uczonej żaden feminizm jeszcze nie kiełkował. A rola Maryi była ogromna, w różny sposób wyolbrzymiana. Cicha mieszkanka Nazaretu była w teologii oficjalnej podnoszona do rangi współodkupicielki, w pobożności potocznej zasiadała wręcz niemal w Trójcy Przenajświętszej.

Na miejsce czyje? Ducha Świętego. Albowiem była cokolwiek śmieszna rywalizacja, oczywiście nie w rzeczywistości, tylko w świadomości katolików. Wulgaryzując potężnie ten spór, pewien działacz partyjno-rządowy miał tłumaczyć sytuację w Kościele katolickim tak oto: - Jedni stawiają na Matkę Boską, drudzy na Ducha Świętego. Jest się z czego śmiać, z absurdalnej mentalności politruków, ale naprawdę w dyskusjach posoborowych sprzed pół wieku różnie rozkładano akcenty. Duch Święty symbolizował ruch, reformę, wolność, a Maryja - niezmienność, tradycję, hierarchiczny porządek, podporządkowanie władzy. Oczywiście ta druga symbolika wynikała z dość przypadkowego powiązania poglądów mariologicznych eklezjalnego „betonu" z jego chęcią zatrzymania reformy kościelnej w ogóle.

A te poglądy były właśnie „nadmaryjne". Do owych konserwatystów należał także nasz prymas Wyszyński, polityk genialny, ale w sprawach czysto religijnych daleki od nieomylności. Podjął na przykład siedemnastowieczny pomysł, żeby nasz naród oddawać „w macierzyńską niewolę Maryi". Był w tej sprawie mocno apodyktyczny, księża rymowali nawet: „żeby zostać kanonikiem, musisz zostać niewolnikiem". Na szczęście to już melodia przeszłości, prymas Glemp nie poszedł wcale w jego ślady, mamy natomiast „radiomaryjność", ale to już inna sprawa.

Wracając do tamtej, ściśle teologicznej - spór o miejsce matki Jezusa w doktrynie i pobożności jest oczywiście stary. O ten problem rozbiła się właśnie jedność chrześcijaństwa w XVI wieku. Luter, Kalwin i Zwingli kwestionowali stanowisko ówczesnej hierarchii rzymskokatolickiej w wielu sprawach, także w tej właśnie. Matka Jezusa stała się zgoła niechcący przyczyną rozłamu.

Na szczęście panta rei, czas płynie zmywając powoli także brud religijnej zaciekłości. Katolicy pohamowali swój mariologiczny entuzjazm, przestali przesadzać, ale i po drugiej stronie przychodzi jakieś opamiętanie.

Miesięcznik „First Things" wychodzi w USA, ale ma też edycję polską jako kwartalnik. Zachował angielski tytuł - a polski mógłby brzmieć chyba „Sprawa Najpierwsza". Mianowicie religijna. Jest to organ amerykańskiego teologa ks. Richarda J. Neuhausa, uchodzącego za konserwatystę, w Polsce pismo wydaje wydawnictwo Fronda PL, płynące pod prąd katolicyzmu zwanego otwartym, liberalnym. Pisząc to po tym, jak nasi biskupi zajmowali się na Jasnej Górze ojcem Rydzykiem, myślę sobie, że konserwa konserwie nie równa, jest różnica między tradycjonalizmem doktrynalnym a nacjonalistyczną agresją.

Zresztą akurat w dzisiejszej kwestii mariologicznej wiosenny numer amerykańskiego kwartalnika przyniósł tekst dowodzący otwartości ekumenicznej redakcji. „Ewangelikałowie i Matka Boska" to tytuł artykułu pastora baptystycznego Timothy`ego George`a, który zresztą - bardzo to ładnie! - jest członkiem rady redakcyjnej „FTh". Trzeba tu zaznaczyć, że ewangelikałowie, czyli protestanci nowej reformacji, baptyści, zielonoświątkowcy, są w pewnych sprawach bliżsi katolikom niż ewangelicy tradycyjni (luteranie, reformowani). Pilnują się mianowicie Pisma Świętego, czyli podstawowej tradycji doktrynalnej. Oznacza to nazbyt często fundamentalizm dziwaczny, rozumiejący dosłownie także biblijny opis stworzenia świata, ale jest to również wierność wobec biblijnych zasad etycznych, np. w sprawie ludzi, których za ewangelicką Biblią Warszawską można by nazwać, tłumacząc grekę dosłownie, mężołożnikami.

Nowa reformacja poszła najpierw w kwestionowaniu tradycji katolickiej (i prawosławnej!) jeszcze dalej niż Luter i w ogóle XVI-wieczna reformacja, która mariologię średniowieczną uważała za wstrętne bałwochwalstwo. W szczególności w kwestii mariologicznej właśnie. George wspomina odrazę osiemnastowiecznych baptystów do nazywania Maryi dziewicą i komentuje: „W miarę upływu czasu oczywiście niektórzy ewangelicy porzucili nie tylko Dziewicę Maryję, ale również Trójcę Świętą. Miało to miejsce szczególnie w Anglii, gdzie całe wyznanie baptystów ogólnych (? - tłumaczenie kiepskie) i arminian przekształciło się w unitaryzm". Ewangelikał XXI-wieczny stara się zatem o zrozumienie mariologii katolickiej i twierdzi, że w jego nurcie jest ono o wiele większe niż wśród liberałów ”starej reformacji”. Nie będę przytaczał jego analiz, nazbyt fachowych i nie najlepiej przetłumaczonych. Podam tylko streszczającą informację George`a, że wśród ewangelikałów wzrasta fascynacja osobą Maryi. Niech wzrasta.

Cieszę się z tego bratania się po wiekach. Choć odbywa się po trosze na zasadzie wspólnego wroga, czyli teologii liberalnej, protestanckiej i katolickiej, której nie lubią tak konserwatyści katoliccy, jak i ewangeliccy. I choć Maryja jest Matką jedności, nie jakiejkolwiek wrogości.
19:46, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
sobota, 25 sierpnia 2007
Teściowa, synowa, pokój

Księga Rut

Kościół rzymskokatolicki przeznacza na dzisiaj fragmenty Księgi Rut, ale ja radzę przeczytać całą tę przepiękną opowieść. Jest to lektura podwójnie budująca. Mamy zatem synową Rut, która tak kocha matkę swego męża, że po jego śmierci wyrusza wraz z nią do ich ojczyzny. Ojczyzną tą jest Izrael, a Rut jest poganką, Moabitką: mamy tu nie tylko przykład miłości wewnątrz rodziny, także życzliwe spojrzenie autora żydowskiego na inne narody.

Symbolika izraelska: akcja dzieje się w Betlejem, Rut jest przodkinią króla Dawida. Symbolika chrześcijańska: Dawid był przodkiem Jezusa.

12:53, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
piątek, 24 sierpnia 2007
Apostoł jeden czy dwóch

Ewangelia Jana 1, 45-51

Dzisiaj katolickie święto (więcej niż wspomnienie obowiązkowe, mniej niż uroczystość), bo patronem dnia jeden z Dwunastu. Co prawda, nie jest pewne: jeden czy dwóch? Rzecz w tym, że w Ewangelii Jana mamy Natanaela i nie wiadomo na pewno, czy to ten sam apostoł, którego pozostali ewangeliści (synoptycy) zwą Bartłomiejem. Za ks. Michałem Czajkowskim, który sprawę przedstawia w książeczce zbiorowej „Dwunastu apostołów", podaję, że od IX wieku na Wschodzie i XI na Zachodzie, większość uczonych w Piśmie utożsamia te dwie postacie. Za czym przemawia m.in. fakt, że w spisach synoptycznych Bartłomiej wymieniany jest zaraz po Filipie, o którym wiemy z dzisiejszego tekstu ewangelijnego, że przyprowadził Natanaela do Jezusa.

Jezus powiedział o Natanaelu, że „to prawdziwy Izraelita, w którym nie ma podstępu", czyniąc aluzję do jakiegoś zdarzenia pod drzewem figowym, o którym Ewangelia milczy (może to aluzja do studiowania Tory, bo siedzenie pod figą to oznaczało w judaizmie?). Pochlebne słowa Jezusa są jednym z faktów charakteryzujących zagadkowego ucznia, drugi, mniej ważny, to jego wcześniejsze słowa: „Czy może być coś dobrego z Nazaretu". Otóż ta sceptyczna wypowiedź stała się niemal przysłowiowa: sądzenie po pochodzeniu. Czy może być coś dobrego z Nazaretu, Galilei, z Pcimia czy Pacanowa?

12:51, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
czwartek, 23 sierpnia 2007
Szata godowa

Ewangelia Mateusza 22, 11-13

„Wszedł król, żeby się przypatrzyć biesiadnikom i zauważył tam człowieka nieubranego w strój weselny. Rzekł do niego: - Przyjacielu, jakże tu wszedłeś nie mając stroju weselnego? Lecz on oniemiał. Wtedy król rzekł sługom: - Zwiążcie mu ręce i nogi i wyrzućcie go na zewnątrz w ciemności. Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów".

Pamiętam, że dzieckiem będąc dziwiłem się temu królewskiemu okrucieństwu: wysłanie do piekła za brak stosownego ubrania! Dojrzawszy pojąłem, że to przypowieść, nie jakiś naturalizm, że nie chodzi o smoking, ale o moralność.

Inna rzecz, że dzięki tej egzegezie dziecinnej może trochę bardziej dbam o swój konfekcyjny wygląd nie tylko na wizycie. Tylko trochę: żona twierdzi, że zgoła za mało...

13:27, jan.turnau
Link Komentarze (16) »
środa, 22 sierpnia 2007
Cierniem ukoronowana

Ewangelia Łukasza 1, 38

„Oto ja, służebnica Pańska, niechaj mi się stanie według słowa Twego".

Dziś co prawda nie święto, ale „wspomnienie obowiązkowe" matki Jezusa jako królowej. Brzmi to oczywiście zabawnie, ale też nie traktujmy owej królewskości dosłownie; już raczej w kategoriach bajki, w której brak zwykłego realizmu, niemniej jest nadnaturalny. Korona jest tu symbolem czysto duchowej wielkości, zwycięstwa dopiero za grobem. Albowiem Maria z Nazaretu życie doczesne miała dramatyczne. Nie napisałem: tragiczne, bo po Zmartwychwstaniu wraz z apostołami zrozumiała zapewne sens Krzyża - ale Syna przy niej nie było.

19:56, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
wtorek, 21 sierpnia 2007
Bogatym być

Ewangelia Mateusza 19, 24

„Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego".

Wąska brama w murach Jerozolimy zwana była uchem igielnym, jednak ten trop egzegetyczny jakoś nie pociąga biblistów. Piszą, że to tylko wschodnia przesada, a że wiele takowej w wypowiedziach Jezusa, więc i tutaj zobaczmy po prostu ewangelijny radykalizm.

Co zatem ze zbawieniem majętnych? Oczywiście nie czeka ich z zasady piekło... Mamy tu natomiast psychologiczną intuicję, że mamona demoralizuje. Problem polega między innymi na tym, że kto ma wiele, często chce mieć jeszcze więcej. Korupcja nie polega przecież głównie na tym, że kradnie głodny biedaczek. Przecież jest on o wiele mniej zachłanny. Mówiąc inaczej, zaspokojenie elementarnych potrzeb nie stawia zaraz tamy chciwości. Apetyt rośnie w miarę konsumpcji.

14:07, jan.turnau
Link Komentarze (13) »
poniedziałek, 20 sierpnia 2007
Radykalizm

Ewangelia Mateusza 19,16-22

„Jeśli chcesz być doskonałym, idź, sprzedaj, co posiadasz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za mną."

Łatwo być niezłym. Obracać się w pewnych granicach, nie krzywdzić nikogo, nawet wspomagać trochę bliskich, nawet tych dalekich - ale pilnować swego, zostawiać sobie, co zapewnia wygodę. Trudno porzucić naprawdę wszystko: przyzwyczajenia, ambicje, marzenia. Odgonić swoje „ja", zapatrzyć się w bliźniego swego, jego „ja" wstawić w miejsce swego. A na końcu zrezygnować z własnego sposobu naprawiania świata, porzucić własną ideologię.

Są tacy: np. Mali Bracia, przeciwieństwo dumnych kaznodziejów; brat Moris,, Francuz pracujący w Polsce, symbolizujący u nas wszystko, co najlepsze w katolicyzmie francuskim, i paru Polaków równie cichych, jak on.

PS. Przeczytałem książkę o byłych księżach: „Porzucone sutanny" Piotra Dzedzeja. Wydawnictwo Znak przysłało mi tzw. egzemplarz próbny, zapowiadający dopiero nakład, który ukaże się w październiku. Przeczytałem jednym tchem: samo życie. Ksiądz Dzedzej rozmawia z 26 ludźmi, którzy porzucili stan duchowny. Czyni to bez żadnej własnej tezy, chyba że tezą jest autorska troska, którą wyjawia we wstępie: o to, żeby tych „eksów" traktować po ludzku.

Bo każdy z nich zasługuje na współczucie. Losy ich są najróżniejsze: jedni urządzili się w „cywilnym" życiu całkiem dobrze, inni gorzej, są nawet bezdomni - ale opowieść jest w sumie jednym wielkim dramatem.
Nie tylko dlatego, że przedstawia żywoty za burtą. Jeszcze bardziej chyba z racji obrazu struktur (i figur) kościelnych, jaki się z książki wyłania. Oczywiście wiem, że opowiadający nie są obiektywnymi sędziami własnej sprawy. Przyczyny odejść są różne: często po prostu kobieta. Nawet jednak z tą poprawką ten kościelny rachunek sumienia daje wynik ujemny. Za dużo grzechów w instytucji, która powinna być lepsza niż świeckie. Poczynając od seminariów duchownych, w których nie kształci się ducha. Potem są obojętni biskupi, kurialiści karierowicze lub tylko urzędnicy, cyniczni proboszczowie. Nie zawsze tacy: są i wspaniali, ale przecież cały Kościół ma świecić przykładem.

Książkę ks. Dzedzeja czytałem jednak także jako rzecz o radykalizmie. O powołaniu do ogromnych wyrzeczeń. Celibat staje w książce pod znakiem zapytania. Ale nawet gdyby był kwestią wolnego wyboru, duchowny musi być radykalnie inny. Nie chodzi tylko o celibat. Pastor, żonaty albo kawaler, musi być według świeckich wzorem bodaj bardziej niż rzymskokatolicki proboszcz. Musi być doskonały - a to potwornie trudne.

12:09, jan.turnau
Link Komentarze (13) »
niedziela, 19 sierpnia 2007
W sprawie teściowej

Ewangelia Łukasza 12,49-53

„Teściowa powstanie przeciw synowej a synowa przeciw teściowej."

To jeden z przykładów po słowach Jezusa: „Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam." Trudno to wyjaśnienie rozumieć inaczej, jak stwierdzenie faktu, że przesłanie Jezusa jak każda nowa idea musi rodzić konflikty. Ale konflikt matki z żoną nie wymaga żadnej nowej idei: w naszej kulturze miejsce jest w domu tylko dla jednej pani. W naszej kulturze, w której my rządzimy światem, ale nami kobiety. Rządca w domu musi być jeden...

06:23, jan.turnau
Link Komentarze (13) »
sobota, 18 sierpnia 2007
Dzieckiem być

Ewangelia Mateusza 19, 13-15

„Dopuśćcie dzieci i nie zabraniajcie im przyjść do mnie, do takich bowiem należy Królestwo Niebieskie".

Różne skojarzenia. Najważniejsze, bo najbliższe sensowi słów Jezusa: dzieci nie wolno lekceważyć. Jest to poniekąd polemika z całą odwieczną tradycją pedagogiczną, która nieletnich postponowała, stosując jako oczywistość metodę kija. Aż do naszych czasów dziecko nie było zgoła obiektem dmuchania i chuchania, jak to jest dzisiaj w naszym kręgu kulturowym. W uprzejmej skądinąd Anglii bardzo długo straszyło zimno internatów, a kary cielesne przetrwały wiele rewolucji umysłowych.

Można jednak powiedzieć za Markiem Jurkiem and Co, że wpadliśmy w drugą skrajność i owo wychowanie bezstresowe owocuje w szkołach przemocą w przeciwnym kierunku. Pedagog ze mnie żaden, teoretyk ani praktyk, więc nic nie twierdzę stanowczo. Tylko wpisuję myśl ogólną, chyba bliską Jezusowej, że dziecko ma nad dorosłym przynajmniej jedną przewagę: brak mu na ogół naszej przebiegłości. Dziecko jest szczere. Ale to pewnie z kolei komunał.

08:27, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
piątek, 17 sierpnia 2007
Wierność

Ewangelia Mateusza 19,3-12

Słowa o małżeństwie, twardy zakaz zostawiania żony i szukania szczęścia przy innej. Jest, tylko u Mateusza, klauzula „chyba w przypadku nierządu", interpretowana na chrześcijańskim Wschodzie jako możliwość rozwodu, gdy żona zdradza (albo mąż) - ale Zachód (katolicki) rozumie to inaczej, tłumaczy, że chodziło tu o małżeństwo nieprawne, czyli właśnie nierząd. Myślę, że prawosławne miłosierne dopuszczanie powtórnego związku jest lepsze niż katolickie jurydyczne szukanie powodów, by stwierdzić nieważność małżeństwa - ale jest jakoś ponad tym sporem wartość moralna, która zwie się „wierność". Conradowska zasada niezłomna.

13:57, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
czwartek, 16 sierpnia 2007
Góry jak barany

Psalm 114

Utwór krótki, przeznaczony na dzisiaj prawie w całości, cały tu wpisuję, ciesząc się przenośniami.

„Gdy Izrael wychodził z Egiptu, dom Jakuba od ludu obcego przybytkiem jego stał się Juda, Izrael jego królestwem. Morze to ujrzało i uciekło, Jordan swój bieg odwrócił. Góry skakały jak barany, pagórki niby jagnięta. Cóż ci jest, morze, że uciekasz? Czemu bieg swój odwracasz, Jordanie? Góry, czemu skaczecie jak barany i niby jagnięta pagórki? Zadrżyj, ziemio, przed obliczem Pana całej ziemi, przed obliczem Boga Jakuba, który zmienia opokę w oazę, a skałę w krynicę wody."

Mowa tu jednocześnie o dwóch cudownych przejściach, przez wodę: przez Morze Trzcin (Czerwone) i potem przez Jordan. Komentator Biblii Poznańskiej uważa słusznie psalm za perłę poezji hebrajskiej. Poezja polega przecież nie na rymie ani rytmie, ale na metaforze, na języku ozdobnym. Wspaniały jest ten lud z takim polotem! Humor szmoncesów, zdolności naukowe i te literackie właśnie.

Na koniec wyznaję: jeśli Żydzi załatwią eksmisję ojca Rydzyka, wybaczę im wszystko, nawet to, że zabili Pana Jezusa... Oczywiście żartuję!

12:54, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
środa, 15 sierpnia 2007
Kościół wcielony

Ewangelia Łukasza 1,39-56.

Dziś liturgiczna pamiątka Wniebowzięcia, największa uroczystość Maryjna, zresztą już od wczoraj, bo to święto ma swoją liturgię wigilijną. Z sześciu (albo ośmiu, licząc z psalmem) tekstów biblijnych wybrałem opowieść o podróży z Nazaretu do „pokolenia Judy" (oczywiście miejsca zamieszkania tej części Izraela). W ten sposób spotykają się matki dwóch proroków, Jana i Jezusa. Maria według Łukasza wygłasza sławny kantyk „Magnificat".

I tu od razu wchodzę we współczesną mariologię, cytując Elżbietę Adamiak, jej „Traktat o Maryi", zamieszczony w tomie 2 „Dogmatyki" wydawanej pracowicie przez Bibliotekę „Więzi". Autorka uczona pisze tak oto: „Kantyk Maryi to najdłuższy tekst włożony w usta kobiety w Nowym Testamencie". Zaraz dalej mamy krytycyzm biblistów: „Obecnie panuje wśród egzegetów zgoda, że to nie Maryja jest autorką tego tekstu. Niepewne jest również to, czy wyszedł on spod pióra św. Łukasza. Najbardziej prawdopodobna jest hipoteza, zgodnie z którą św. Łukasz wykorzystał używany w liturgii hymn."

Oto warsztat współczesnej biblistyki. Gdybym był skądinąd świetnym pisarzem, świętej pamięci Tadeuszem Żychiewiczem, to bym tutaj wybrzydził na sceptycyzm uczonych w Piśmie, ale jestem magistrem teologii i czuję się solidarny z mymi mistrzami. A zresztą szanuję każdą naukę, choć zgłaszam czasem laicki sceptycyzm wobec sceptycyzmu naukowego (np. pomysły, że „umiłowany uczeń" to nie Jan, tylko Łazarz albo i nawet Maria Magdalena, wydają mi cudaczne). Otóż dr hab. Adamiak też przykłada „szkiełko i oko", ale przede wszystkim stwierdza fakty biblijne niemal oczywiste. Mariologia biblijna zaczyna się od Pawłowej. Apostoł ten wspomina raz tylko Maryję i to nawet bezimiennie, mianowicie w Liście do Galatów 4,4 (50-57 r.) Następny jest chronologicznie Marek, który pisze o Matce Jezusa mało i raczej chłodno (antymaryjnie - jak chcą niektórzy, ale każdy werset wymaga analizy egzegetycznej, która nie dostarcza pewników). Potem jest cieplejszy Mateusz, wreszcie Łukasz i Jan już bardzo ciepli. Widać rozwój wiary między innymi w dziewicze poczęcie Jezusa z Nazaretu.

Następne dogmaty mariologii katolickiej tworzą się już w okresie pobiblijnym. Ostrożnie, by odróżniać się od pogańskiego kultu matek bogów, kształtuje się na Wschodzie i Zachodzie dzisiejsza mariologia swoiście maksymalistyczna (w porównaniu z protestantyzmem). Wiara we Wniebowzięcie, choć nie zdogmatyzowana w prawosławiu, bo tam nie lubi się takich doktrynalnych pieczęci, zaczyna się na Wschodzie w końcu IV wieku. Dogmat katolicki ogłoszony zostaje dopiero w ubiegłym stuleciu (1950), ale - co mniej znane - też dopiero Jan Paweł II stwierdza, choć nie dogmatyzująco, że Maryja umarła (1997). Wiarę w jej wzięcie do nieba niektórzy łączyli mianowicie z przekonaniem, że ominęła ją śmierć. Papież powiedział, że jeśli Jezus umarł, to jak mógł nie umrzeć inny człowiek.

Dogmat o Wniebowzięciu sprawia też inne problemy. Nie ten, że Maryja nie mogła zostać wzięta do nieba „z duszą i ciałem", bo przecież w niebie są nie tylko duchy. Wiara chrześcijańska zawiera bowiem przekonanie, że „tamten świat" to biblijne „nowa ziemia i nowe niebo", czyli również jakiś nowy rodzaj materii. Tu jednak rodzi się następny problem: jeśli na tamtym świecie nie ma właściwości tego świata, czyli nie tylko przestrzeni, ale i czasu, to nie można mówić, że Maryja wyprzedziła nas do nieba. Teologowie współcześni (niektórzy) mówią zatem o pierwszeństwie nie chronologicznym, ale ontologicznym: Maryja jest uosobioną wspólnotą Kościoła czy też tą wspólnotą wcieloną. Kongregacja Doktryny Wiary stwierdziła jednak, że takie tłumaczenie pozbawia dogmat sensu (1979).
To jednak tak czy inaczej formuły teologiczne. Czy Maryja śledzi te dyskusje? A jeśli tak, to czy nie uśmiecha się z zakłopotaniem?

01:03, jan.turnau
Link Komentarze (30) »
wtorek, 14 sierpnia 2007
Wątpliwości

Księga Powtórzonego Prawa 31,3-5

„On wytępi te narody przed tobą, tak iż ty osiedlisz się na ich miejscu. (... Pan postąpi z nimi, jak postąpił z Sichonem i Ogiem, królami Amorytów, i z ich krajami, które zniszczył. Wyda ich Pan tobie na łup, a tym uczynisz im według wszystkich poleceń, które ci dałem."

Wczoraj miłość do cudzoziemców, dziś nienawiść. Albowiem - jak napisałem wczoraj - Biblia jest zbiorem najróżniejszych zapisów. Boję się jednak, że w kościołach przeczyta się powyższe słowa bez późniejszego komentarza w homilii i ci, co podczas mszy nie siedzą na uszach, wyjdą z wątpliwościami. Kazania wciąż nie są homiliami, moralizują bez związku z tym, co się czyta nie wiadomo po co.

13:37, jan.turnau
Link Komentarze (22) »
poniedziałek, 13 sierpnia 2007
Cudzoziemiec nasz brat

Księga Powtórzonego Prawa 10,18-19

„On wymierza sprawiedliwość sierotom i wdowom, miłuje cudzoziemca, udzielając mu chleba i odzienia. Wy także miłujcie cudzoziemca, boście sami byli cudzoziemcami w ziemi egipskiej."

Słowa brzmią dziwnie w Starym Testamencie, gdzie tyle ksenofobii. Nie ma się jednak czemu dziwić: Biblia nie jest żadną miarą kodeksem doktrynalnym, nie jest jedną księgą, tylko całą biblioteką, antologią literatury żydowskiej. Autorów miała różnych, światło Ewangelii wnikało do umysłów powoli. Ale skutecznie: koniec wieńczy dzieło, na finale jest Paweł ze swoim „nie ma Żyda ani Greka".

15:18, jan.turnau
Link Komentarze (13) »
Komu wiele dano

Niedziela 12 sierpnia 

Ewangelia Łukasza 12,48

„Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie; a komu wiele zlecono, tym więcej od niego żądać będą.”

Jak byłoby cudownie, gdyby wzięli sobie do serca te słowa różni ludzie postawieni wysoko. Może nie pchaliby się tak gwałtownie w górę, gdyby pamiętali, że wymaga się od nich więcej niż od szaraczków. Ryba psuje się od głowy...

02:36, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
Tarczo moja

sobota 11. sierpnia 

Psalm 18

„Miłuję Cię, Panie, mocy moja.
Panie, opoko moja i twierdzo, mój wybawicielu,
Boże, skało moja, na którą się chronię,
tarczo moja, mocy zbawienia mego i moja obrono.”

Co tu komentować: poezja to świat szczególny. Jak też wiara, że nie jesteśmy sami.

P.S. Kolejna książka na temat tej poezji, teraz biblisty włoskiego Gianfranca Ravasiego: „Psalmy. Wprowadzenie i Psalmy 1-19 (wybór). Część 1”. Przełożyła Patrycja Mikulska. Wydawnictwo Salwator. Kraków 2007.

02:35, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
piątek, 10 sierpnia 2007
Dawaj bez pętania

2 list do Koryntian 9,7

„Każdy niech przeto postąpi tak, jak mu nakazuje jego własne serce, nie żałując i nie czując się przymuszonym, albowiem radosnego dawcę miłuje Bóg.”

Logion pełen treści. Najpierw nacisk na wolność - każdy niech postępuje według swego serca; orędzie Pawła było niewątpliwie wolnościowe, szczególnie w porównaniu z rygorystyczną interpretacją Prawa, którą kwestionował.

Potem synteza etyki ewangelijnej: dawać radośnie. Przypominają się cytowane przez Pawła słowa Jezusa, których nie ma w Ewangeliach, że większa jest radość w dawaniu niż w braniu. Nasze „ja” bywa chciwe niepomiernie, jeśli dajemy, to raczej to, co nam zbywa.

Ale z tym dawaniem jest też problem na pozór przeciwny: są tacy, co dają naprawdę dużo, ale z przekonaniem, że oni wiedzą najlepiej, co potrzebne bliźniemu, i uszczęśliwiają na siłę. Paternalizm jakże bliski etyce religijnej, jakże dla niej niebezpieczny. Dawaj nie pętając bliźniego swego...

13:18, jan.turnau
Link Komentarze (17) »
czwartek, 09 sierpnia 2007
Edyta wielka

Ewangelia Mateusza 25, 1-13

Przeznaczono na dzisiaj przypowieść o pannach roztropnych i nieroztropnych, bo mamy dziś święto Edyty Stein, czyli siostry Teresy Benedykty od Krzyża, patronki Europy. Prawdopodobnie 9 sierpnia zginęła w Birkenau 65 lat temu.

Czy była roztropna, rozsądna, mądra? Jeśli przez mądrość rozumie się uczoność, wiedzę, erudycję i zdolność jej twórczego wykorzystywania, to na pewno mądra była. Zagadkowa jest dla mnie sprawa jej habilitacji. Kiedyś upierałem się w „Gazecie”, że uniemożliwiono jej ten naukowy awans z powodu swoistego antyfeminizmu środowisk naukowych a nie antysemityzmu, dziś jednak nie wiem, co o tym myśleć. Może było tak, że obie przyczyny ”anty” działały do spółki, może tak, że najpierw raczej pogarda dla kobiet, potem dla jej ludu. Tak czy inaczej, nie zabłysła filozoficznie gwiazdą pierwszej wielkości, co byłoby dla niej łatwiejsze, gdyby miała autorytet profesorski; wtedy być może jej dzieło „Byt skończony a byt wieczny” (w Polsce wydane przez „W drodze”) stałoby się głośniejsze. Usiłowała w nim pogodzić tomizm z fenomenologią, katolicką tradycję z laicką współczesnością. Jak to czynił potem Karol Wojtyła.

Czy jednak była mądra w sensie ewangelijnym? Przeznaczone też alternatywnie na dziś słowa Jezusa z tejże Ewangelii Mateuszowej: „Jeśli ktoś chce pójść za mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech mnie naśladuje.” Czyli roztropność swoista, kalkulacjom ziemskim przeciwna.

Czy Edyta świadomie i dobrowolnie poszła na śmierć z Jezusem Chrystusem i ze swoim ludem? Najpierw odmówiła pomocy, potem jednak przyjęła propozycję schronienia jej w Szwajcarii, ale już było za późno. Niemniej jechała do gazu w duchu solidarności z innymi mordowanymi.

Dopominała się przedtem, przed wojną u Piusa XI o mocną obroną Żydów, bo na krzyż dla nich już się zanosiło. Starała się łączyć Stare Przymierze z Nowym. Nie dożyła posoborowego otwarcia na judaizm - na pewno jednak była jego orędowniczką w niebie.

13:37, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
środa, 08 sierpnia 2007
Jezus się droczy

Ewangelia Mateusza 15, 21-28

Scena niełatwa do zrozumienia: Jezus nie chce uzdrowić nieżydówki. Mówi najpierw, że „został posłany tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela”, potem, że „niedobrze jest brać chleb dzieciom i rzucać psom” Owszem, w końcu uzdrawia, widząc wielką wiarę proszącej, ale tamte słowa nie brzmią miłosiernie.

Ciekawy jest komentarz s. Kingi w „Agendzie Liturgicznej Maryi Niepokalanej”. Dowiadujemy się, że okolica Tyru i Sydonu, gdzie rzecz się miała, nazywana była krainą psów, bo w tamtejszej mieszance kultów istniał swoisty kult tego zwierzęcia: podczas obrzędów religijnych używano masek wyobrażających psie głowy. A dla starożytnych Żydów pies był przeciwieństwem tego, czym jest dla nas: stanowił symbol moralnego zepsucia.

Tym jednak ostrzej brzmią słowa Jezusa. Pomijam już to zawężenie misji do Izraela, choć niezbyt mi ono pasuje do Chrystusowego uniwersalizmu, bo ks. Czajkowski wytłumaczył mi, że do ewangelizacji innych ludów wzywał dopiero Chrystus zmartwychwstały. Cały ton wypowiedzi wydaje mi się dziwny. Tłumaczę go sobie tak: Jezus nie zawsze mówił całkiem poważnie, a tu swoiście żartuje, czyli droczy się. Prowokuje zresztą w ten sposób pokorną postawę Kananejki - przykład moralny dla żydowskich widzów.

12:50, jan.turnau
Link Komentarze (17) »
wtorek, 07 sierpnia 2007
Rodzeństwo się kłóci

Księga Liczb 12,1-13

Ciekawa historia: konflikt wśród przywódców Ludu. Rodzeństwo Mojżesza, Aaron i Miriam, zazdrości mu roli nadrzędnej. Pretekstem jest jego żona spoza Ludu, Kuszytka, ale w istocie chodzi o władzę. Szemranie brata i siostry usłyszał Pan (Jahwe) i stanął w obronie Mojżesza. Ten sam się nie bronił, bo - jak pięknie o nim powiedział autor biblijny - „był człowiekiem bardzo skromnym , najskromniejszym ze wszystkich ludzi, jacy żyli na ziemi”.

Ale Bóg nie tylko potwierdził jego pierwszeństwo, ale i ukarał Miriam trądem (ciekawe, że tylko ją - Aaronowi się upiekło). Na szczęście Mojżesz, na prośbę Aarona, wyprosił u Pana minimalizację tej kary.
Możemy psychologizować: opowieść ta przypomina konflikt Wałęsy z Gwiazdą i panią Walentynowicz. Próbuję zrozumieć tych zawziętych wrogów Lecha: początkujący opozycjonista wyrasta nagle wysoko ponad nich - zazdrość motorem dziejów...

Otóż warto wiedzieć, że Mojżesz był najmłodszy z rodzeństwa, a wyrósł ponad nich. Jego siostra występuje bezimiennie, ale aktywnie już w opowiadaniu o jego narodzeniu i ocaleniu od egipskiej zagłady: to ona pośredniczy między ich matką a córką faraona. Podczas wędrówki przez pustynię Miriam odgrywa rolę szczególną, nazwana raz nawet prorokinią. Starszy wiekiem od Mojżesza jest też Aaron; również jego rola jest szczególna: pomijając wszystko inne, to on wraz ze swoim potomstwem tworzy ród kapłański. Niektórzy przypuszczają, że rody obu braci były później w konflikcie. Na to nie ma wyraźnych dowodów, ale w dzisiejszym tekście widać, jak trudno uznać kogoś młodszego za starszego Bożym powołaniem. Tak zachował się tylko bodaj mój najświętszy patron...

Nawet i Pawłowe uznanie wyższości Piotra nie jest oczywiste: nie bardzo wynika to w każdym razie z Listu do Galatów, gdzie Paweł opowiada, jak skrytykował Piotra ostro i „wobec wszystkich”. Pewnie miał rację, ale czy forma była właściwa?

13:31, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2
Archiwum