Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
piątek, 31 lipca 2015
Msza znaczy radość

Psalm 81,3-4
„Zacznijcie śpiewać i w bęben uderzcie,
w cytrę słodko dźwięczącą i lirę.
Zadmijcie w róg w czasie nowiu,
w czas pełni, w dzień uroczysty” (Biblia Tysiąclecia).
Dla nas chrześcijan dniem uroczystym jest każda niedziela i każda jest dniem radosnym, bo to przecież pamiątka Zmartwychwstania. Wspominam liturgie Eucharystii w świątyni francuskiej, tam pieśni dużo bardziej niż u nas pogodne i w ogóle jakoś weselej. Za dużo u nas kościelnego smętku, melancholii, smutku niemal. I powinno być bardziej serdecznie, znak pokoju przez uścisk dłoni, nie ukłon sztywny niech będzie wręcz obowiązkowy.
PS. Dołączam pewien komunikat, dokument bardzo sympatyczny.
„Żydowscy rabini solidarni z Kościołem
Polska Rada Chrześcijan i Żydów: zdecydowanie sprzeciwiamy się religijnie inspirowanej nienawiści i antychrześcijańskiemu terroryzmowi
Tymi słowami prof. Stanisław Krajewski, współprzewodniczący ze strony żydowskiej Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów, wyraził swoje oburzenie z powodu podpalenia katolickiego kościoła Rozmnożenia Chleba i Ryb w izraelskim mieście Tabgha nad Jeziorem Galilejskim.
Jednocześnie w oświadczeniu skierowanym do izraelskiego rabina Alona Goshen - Gottsteina  poparł jego inicjatywę odbudowania podpalonego miesiąc temu kościoła. Rabin Alon Goshen – Gottstein, wyróżniony przez Polską Radę Chrześcijan i Żydów tytułem  Człowieka Pojednania, zainicjował zbieranie funduszy na odbudowę katolickiej świątyni wśród rabinów i innych Żydów. Pierwszą wpłatę ofiarował przewodniczący izraelskiego parlamentu.
Do inicjatywy ze strony polskiej społeczności żydowskiej dołączył obok Stanisława Krajewskiego naczelny rabin Polski Michael Schudrich oraz wiceprzewodniczący Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów, rabin Stas Wojciechowicz.
17 czerwca został podpalony przez nieznanych sprawców kościół. Na ścianie budynku widniał napis o usunięciu fałszywych bożków, jednoznacznie sugerujący motywy religijne tego aktu wandalizmu. Dla chrześcijan kościół ten ma wyjątkowe znaczenie, bowiem według Biblii Chrystus dokonał w tym miejscu cudownego rozmnożenia chleba i  ryb, aby nakarmić wiernych.”

14:35, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
czwartek, 30 lipca 2015
Bóg jest dla nas tuż

Księga Wyjścia 40,35
„I nie mógł Mojżesz wejść do Namiotu Spotkania, bo spoczywał na nim obłok i chwała Pana wypełniała przybytek.”
Tak to w Starym Przymierzu Bóg jest niedotykalny, transcendentny absolutnie; w Nowym też, ale staje się zarazem immanentny przez Wcielenie, a potem ustanowienie Eucharystii: obecności w Hostii. Harcerze śpiewają piosenkę wieczorną z tekstem Jerzego Brauna, kończącą się słowami: „Bóg jest tuż”. Zresztą w dzisiejszym tekście biblijnym nawet i namiot kojarzy się jakoś harcersko...

13:23, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
środa, 29 lipca 2015
Marta niemal mądrzejsza od Marii

Ewangelia Jana 11,19-27
Jan tutaj jakby polemizuje z Łukaszem, w jego ewangelii Marta nie jest bynajmniej mniej mądra niż jej siostra, nawet wychodzi na spotkanie Jezusa, gdy Maria jeszcze „siedziała w domu”. Wszystkim Martom z moją wspaniałą współparafianką na czele składam życzenia imieninowe najlepsze! Niech nigdy kompleksu niższości nie mają!

13:18, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
wtorek, 28 lipca 2015
Co się stanie z chwastem? Kościoła katolickiego historia spigułkowana

Ewangelia Mateusza 13,36-43
Jezus wyjaśnia przypowieść o chwaście tak, że są to synowie Złego i że przy końcu świata aniołowie wrzucą ich w piec rozpalony. Słucham i czytam księdza Hryniewicza od pół wieku, więc nie wierzę w wieczność ognia piekielnego, niemniej myślę sobie, jak wiele było z czytania tej przypowieści fanatyzmu jednych, zapaleńców wchodzących w rolę owych aniołów, i lęku depresyjnego innych.
Gdy mowa o przeszłości, pochwalę się, że przeczytałem o niej książkę wartą lektury. Autor: Norman Tanner, jezuita, profesor historii Kościoła na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie. Jego dzieło zwie się po polsku „Krótka historia Kościoła katolickiego. Nowe spojrzenie”, a w oryginale „The New Short History of the Catholic Church”, czyli krócej, bo Anglicy słyną ze zwięzłości. Na mój gust mógłby to być po prostu „skrót historii”, bo na rynku polskim jest to chyba pierwszy raz taka dziejopisarska pigułka kościelna. Przełożył ją dobrze Aleksander Gomola. Wydawnictwo WAM. Stron 309.
Historyk ze mnie żaden, także „w tym temacie”, nie napiszę więc żadnej recenzji, odnotuję tylko, co mnie zaciekawiło. Mam z tym jednak problem, bo właśnie tekst jest przykładnie zwięzły, więc takich moich ciekawostek musiało być dużo. A czytałem bardzo uważnie, z ołówkiem w ręku, podkreślając wciąż to czy tamto.
W pierwszych wiekach cierpieli nie tylko chrześcijanie, prześladowani byli także Żydzi czy manichejczycy. A od IV wieku władcy bywali równie nietolerancyjni wobec niechrześcijan, jak przedtem Rzymianie wobec chrześcijan.
Spory doktrynalne: tu zasadniczy problem historii Kościoła polegający na tym, że nasza wiedza na temat osób przez Kościół potępianych – zwłaszcza w pierwszym tysiącleciu – pochodzi przede wszystkim od wyznawców ortodoksji. „Dokładano wszelkich starań, by zniszczyć dzieła potępionych autorów i zachowało się niewiele świadectw przedstawiających ich z ich własnej perspektywy. Historię Kościoła pisali zwycięzcy”. Mocno powiedziane!
To o wiekach pierwszych do czwartego, teraz o wczesnym średniowieczu (400-1054). Powstaje islam, podbija dzisiejszą Hiszpanię. „Chrześcijaństwo na okupowanych ziemiach cieszyło się zasadniczo tolerancją, aczkolwiek zdarzały się przypadki prześladowań. (...) Panowaniu islamu towarzyszyła convivencia (współistnienie) obu kultur, owocująca ich wzajemnym wzbogaceniem w takich sferach, jak sztuka, nauka i inne dziedziny życia”. Autor zastanawia się również, czemu chrześcijanie w Afryce północnej tak prężni religijnie łatwo przeszli na islam. Tłumaczy to słabością wynikłą z braku jedności: byli tam arianie, donatyści, monofizyci, gnostycy... Poza tym arabscy najeźdźcy mogli wydawać się przyjaznymi wybawicielami, bo w Egipcie bizantyjskie rządy były bardzo twarde. Zresztą islam szanujący Chrystusa jako wielkiego proroka i osobliwie Jego matkę mógł się wydawać nową formą chrześcijaństwa. Ciekawostka z historii sporów doktrynalnych; z tego między ortodoksyjnym Cyrylem a heretyckim Nestoriuszem. Ten pierwszy zjednał sobie dworzan w Konstantynopolu darami w postaci pieniędzy, mebli i – co było szczególnie cenne – szesnastu strusi... Zaznaczam jednak, że książkę czytam dziennikarsko, felietonowo, takie informacje w niej oczywiście nie dominują. Nie streszczam jej!
Dotyczy to także delikatnej sprawy błędu papieża Honoriusza, którą wyciągam, bo jest ciekawa. Opowiedział się on za „monoteletyzmem”, czyli nierozróżnianiem w osobie Chrystusa nie tylko dwóch natur, ale i dwóch wól, boskiej i ludzkiej (problem dla nas dziwnie spekulatywny). Czyli papieże nie byli nieomylni? Autor przytacza wyjaśnienie tej sprawy, gdy dwanaście wieków później ogłaszano dogmat o papieskiej nieomylności na Soborze Watykańskim I: papież wyraził tylko swoją własną opinię, nie definiował doktryny Kościoła. Zatem wniosek ks. Tannera, że „w pierwszych wiekach chrześcijaństwa biskup Rzymu nieomal zawsze dochodził ostatecznie w subtelnych kwestiach teologicznych do prawidłowego nauczania. Aby wyjaśnić ten niezwykły fenomen, trzeba chyba założyć szczególne kierownictwo Ducha Świętego”. Takich zadań w książce bardzo niewiele, autor zachowuje się jak historyk, faktograf, nie teolog, choć gdyby nie był człowiekiem wierzącym religijnie, pisałby inaczej. Ale właśnie nie stara się wciąż udowadniać, że Kościół miał rację, a na przykład islam był okropny. Dlatego czytałem ów „skrót historii” z dużą przyjemnością.
A tamta sytuacja kościelna była tak różna od naszej. Owszem, papieże wysyłali swoich legatów, by przewodniczyli obradom Soboru i aprobowali jego postanowienia, jednak zwołanie soboru i jego ratyfikacja należały do prerogatyw papieża. Bo – nigdy dosyć to powtarzać - nie było państwa i Kościoła, były jedynie dwa ramiona jednej władzy, a chrześcijaństwo było ideologią państwową. Nic dziwnego, że heretycy stawali się przestępcami przeciwko państwu!
A w samym Kościele też były rygory ostrzejsze niż dzisiaj. IV Sobór Laterański (to już środek średniowiecza) groził ekskomuniką wszystkim lekceważącym obowiązek corocznej spowiedzi. Dzisiaj to też grzech formalnie ciężki, ale nie aż tak. Otóż czytamy, że obowiązek ów rodził napięcia. Trzeba pamiętać, że tak zwana spowiedź „uszna” to obyczaj późniejszy, średniowieczny dopiero, przedtem wielcy grzesznicy pokutowali publicznie, ale mniejsi żyli poniekąd spokojnie. „Spotkanie penitenta i spowiednika było sprawą delikatną i miało w sobie coś z wścibstwa [! – JT]. Niemniej skutki nie były pewnie tak dramatyczne, jak się przypuszcza”. „Ściemnianie”, to, co się nazywa „apologetyką”? Chyba nie, autor jest w ogóle powściągliwy uczuciowo, nie rozdziera szat, ale i – jak pokazywałem – nie ukrywa w nich dziur. A co do obowiązków nakładanych na świeckich, to dziesięcinę, czyli dziesiątą część plonów lub innych dochodów, nazywa Tanner „najbardziej nachalnym i uciążliwym. Zobowiązanie to egzekwowano za pomocą surowych kar duchownych i świeckich”. Jak nam dzisiaj dobrze, można pomyśleć. I podziwiać chrześcijan ewangelikalnych, którzy takie sumy płacą.
Mamy w książce przytoczony w całości 27 punktowy dokument Grzegorza VII pt. „Dictatus papae”. Sam tytuł brzmi bardzo autokratycznie, treść również. Punkt 22: „Kościół rzymski nigdy nie pobłądził i po wszystkie czasy, wedle świadectwa Pisma Świętego, w żaden błąd nie wpadnie”. Od tamtych czasów i tamtego Kościoła do tylu wyznań winy Jana Pawła II droga kolosalna. Ks. Jan Kracik napisał o tamtym papieżu książeczkę wyważającą jego ocenę, a trzeba mu wierzyć, bo krytykiem był bardzo surowym, niemniej bywało dawniej dziwnie.
Islam, ach islam: zainteresowanie nim było w średniowieczu tak wielkie, że tworzono katedry języka arabskiego, tak jak i hebrajskiego zresztą, bo chciano znać dobrze także judaizm. I był międzyreligijny mocny dialog. To banał, ale wart powtarzania, gdy mamy dżihad, który zaciemnia obraz tej religii. Która zresztą przestała być tolerancyjna już w wydaniu tureckim.
W sprawach ekumenicznych widzę czasem nieścisłości. Nieprecyzyjna jest informacja, że „u podstaw twierdzeń Lutra leżało podkreślanie znaczenia Pisma Świętego z niemal całkowitym wykluczeniem Tradycji i autorytetu przez wiarę z niemal całkowitym wykluczeniem dobrych uczynków”. Co do tego pierwszego, zgoda, ale dla Lutra dobre uczynki to było wszystko, co nie wynikało z wiary, było jakimś formalizmem, a oznaczało, że zbawiamy się dzięki naszym zasługom. Gdy Reformator zauważył błędne rozumienie jego myśli, poświęcił mu jak zawsze ostrą polemikę w osobnej publikacji. No i nie pisałbym, choć to w Polsce przyjęte, „kalwini”, tylko kalwiniści. Pierwsze brzmi raczej nieuprzejmie.
Coś na temat rozdziału ostatniego pt. „Zmiany w latach 1965- 2010” Wydał on mi się napisany nazbyt spokojnie: przecież są to czasy, zmiany niemal rewolucyjne, dyskusje burzliwe potężnie. Dawniej też różnie bywało, nieraz mieliśmy zawieruchę, ale to przyszło po wiekach swoistej ciszy, w Kościele zwartym jak skała, rządzonym absolutystycznie. Kontrast.
Książka kończy się takim między innymi wnioskiem: „Historia Kościoła jest tak niezwykła, że nie da się jej wyjaśnić bez Bożej Opatrzności”. Brzmi to jakoś dziwnie w tym sensie, że historycy pozakościelni przecież jakoś sobie bez wiary w Boga radzą. Napisałbym inaczej: „Niezwykła jest historia Kościoła w swojej różnorodności. Mająca papieży takich, jak Jan XII i XXIII, « Dictatus papae » i pokorę papieży ostatnich”.

13:06, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 27 lipca 2015
Rozrost, ale spłycenie

Ewangelia Mateusza 13,31-33
Przypowieści o ziarnku gorczycy i zakwasie, czyli o malutkich początkach wielkiego zjawiska. Pasują oczywiście do historii chrześcijaństwa, które zaczęło się od małej grupki uczniów Jezusa, mocno zalęknionych po Jego śmierci. Tak, jesteśmy dzisiaj najliczniejszą religią globu, ale islam dogania nas statystycznie, a zresztą do obecnej sytuacji chrystianizmu pasuje przedrzeźnione prawo marksistowskiej dialektyki o ilości przechodzącej w bylejakość. Mam w pamięci wiersz ks. Twardowskiego o chrześcijaństwie, które „pochwalono, że tak długo rosło, ale ono poskarżyło się Matce Najświętszej, że się jeszcze na dobre nie zaczęło”. Nie narzekajmy jednak samokrytycznie bez przerwy: przynajmniej nie mordujemy już innowierców, inaczej niż niektórzy muzułmanie, oni zresztą wszyscy nie mają wytycznych Ewangelii. Krzyż nasz nie przypomina już zupełnie miecza.

20:08, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
niedziela, 26 lipca 2015
Znosić bliźniego swego

List do Efezjan 4,2
Mamy „znosić siebie nawzajem w miłości”. Nawet najlepsze małżeństwo znosi się po latach nawzajem nie bez wysiłku sporego. Emocje zmalały, ale nawarstwiło się tyle myślowych urazów, by o wzajemnym znudzeniu nie wspomnieć. Chęć personalnej odmiany rodzi się „naturalnie”...

12:31, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
sobota, 25 lipca 2015
Jakub coraz większy

Ewangelia Mateusza 20,28-28
Dzisiaj święto Jakuba Apostoła, syna Zebedeusza, zwanego Starszym albo Większym. W dzisiejszym tekście czci go się bez hagiografii zgoła, bo opowieścią o tym, jak jego i Jana matka załatwia im poczesne miejsce w Jezusowym Królestwie, oczywiście za ich pełną wiedzą i zgodą. Pozostała dziesiątka apostołów oburza się na nich słusznie, a Jezus tłumaczy, co duchowa wielkość oznacza. Później obaj bracia zrozumieli to bardzo dobrze, a Jakub, pierwszy wśród apostołów męczennik, stał się z czasem naprawdę większy.

08:08, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
piątek, 24 lipca 2015
Wierzącego religijnie dekalog. Jean Vanier zaprawdę wielki

Księga Wyjścia 19,17; 20,1-7
Mamy tutaj jakiś fundament życia społecznego, ale raczej dla tych, co wierzą, że jest Bóg, bo dla nich tylko są cztery pierwsze przykazania. Tu w Biblii oczywiście nie trzy, jak w tradycyjnym katechizmie katolickim, pochodzącym od św. Augustyna, także w luterańskim. Tamte zakaz obrazów pomijają, pewnie słusznie, bo można powiedzieć, że jeśli Bóg stał się człowiekiem, to Jego wizerunki dozwolone są, a nawet potrzebne. Zresztą jak przypomina dzieło nowe pt. „Katechizm Kościoła Katolickiego”, które włącza tematycznie ten zakaz do przykazania pierwszego, „już w Starym Testamencie Bóg polecił lub pozwolił wykonywać znaki, które w sposób symboliczny miały prowadzić do zbawienia przez Słowo Wcielone, jak wąż miedziany, arka Przymierza i cherubiny”. Kiedyś przejmowałem się bardzo ludową czcią dla obrazów posuniętą jakby do mnożenia nie tylko obrazów, ale i osób Matki Bożej (Częstochowska, Ostrobramska...), dziś jednak patrzę na to spokojniej, nie interpretując owych wyrażeń jako podobny myślowy „pluralizm”. Bo przecież prawosławie czci jeszcze mocniej ikony, adoruje je tak jak my Hostię. Trzeba natomiast zaznaczać, że sam tekst biblijny mówi co innego.
No i zauważmy, że w Deuteronomium 5 żona nie jest już taką własnością męża jak tutaj wół i osioł, by o niewolnikach nie wspomnieć: wymieniona jest najpierw osobno (w potocznym katechizmie katolickim przykazanie dziewiąte). W myśli biblijnej widać tu lekki postęp.
Reklamuję nową książkę WAM-u: Anne-Sophie Constant, „Jean Vanier. Biografia”, przekład: Katarzyna i Piotr Wierzchosławscy, przedmowa: Wojciech Bonowicz. Opowieść o tej postaci zaprawdę ogromnej. We wstępie czytamy: „Tam, gdzie widzimy jedynie porażkę, nieszczęście, niemożność, ograniczenia, słabość, brzydotę, cierpienie, Jean Vanier widzi także piękno. I potrafi sprawić, by dostrzegli je także ci, którym otworzył na nie oczy. W ten sposób przemienił życie tysięcy osób, które w ślad za nim przez ostatnie pięćdziesiąt lat dokonały tego samego przedziwnego wyboru, by żyć z osobami z upośledzeniem umysłowym”. To „Arka”, także „Wiara i Światło”, obecne od dawna również u nas.

15:26, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
Trwać w Nim. Niewierzący uczą pokory

Wpis na czwartek 23 lipca

Ewangelia Jana 15,5-7
„JA JESTEM winoroślą, a wy odroślami; kto trwa we mnie, a ja w nim, ten owoce liczne przynosi. Beze mnie bowiem niczego uczynić nie możecie. Jeśli ktoś we mnie nie trwa, zostanie jak odrośl precz wyrzucony i uschnie; takie zbiera się, w ogień wrzuca i spala. Jeśli trwacie we mnie i Słowa moje w was trwają, proście, o co chcecie, a stanie się wam.” (EPP).
Wersety te budzą we mnie uczucia ambiwalentne. Bo są groźne: zatem ten, kto w Chrystusie nie trwa, będzie wrzucony w ogień. Jednak ks. Hryniewicz nauczył mnie, że podobne słowa wiecznego piekła nie oznaczają, że to w ogóle mowa prorocka, przesadna. No i wiem od wieków, że można trwać w Nim nie wiedząc o tym. A przecież ostrzeżenie poważne. Zaraz potem jest obietnica Jezusowa wysłuchania każdej prośby, którą też trzeba rozumieć niedosłownie. Bo przecież konieczna jest poprawka teologiczna, że wszystkie prośby spełniają się, ale nie każda według naszego planu.
Dołączam mój tekścik z dzisiejszej „GW” w wersji pierwotnej, nieskróconej trochę.
Niewierzący uczą pokory
To, że mogą wierzących nauczyć pokory, usłyszałem nie od jakiegoś katolika świeckiego od dawna dialogującego z ludźmi spoza Kościoła i w ogóle chrześcijaństwa, ale od polskiego biskupa rzymskokatolickiego: pomocniczego w Pelplinie, Wiesława Śmigla. Zajmuje się od niedawna takim dialogiem, przewodniczy Komitetowi Episkopatu do tej sprawy. Jolanta Roman-Stefanowska zrobiła z nim rozmowę dla Katolickiej Agencji Informacyjnej, a ta opatrzyła go wstępnym streszczeniem takim oto.
„Trzeba szukać realnego spotkania z niewierzącymi. Takie próby powinny być dziś podejmowane w polskich diecezjach, bo osoby te mogą wiele Kościół nauczyć, na przykład pokory. Tymczasem Kościół nie do końca potrafi z nimi rozmawiać, jest bezradny i woli dialogu unikać. Nie wolno wpadać w stereotyp, że niewierzący to człowiek zły albo gorszy”. Nieczęsto się zdarza, że ktoś podobnej rangi kościelnej wyjmuje mi z ust hołubioną od dawna. Bogu niech będą dzięki i biskupowi, że natchnień Ducha słucha. Chyba idzie nowe.

14:20, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
środa, 22 lipca 2015
Maria Magdalena i Franciszek Józef

Pieśń nad pieśniami 8,6-7
Psalm 63,2-6.8-9
Ewangelia Jana 20,1.11-18
Czytania ze Starego Testamentu o miłości i to erotycznej. Dzisiaj bowiem wspominamy liturgicznie Marię z Magdali, która w Jezusie z Nazaretu zakochana była jak w mistrzu duchowym, co nie znaczy, że nie jak w mężczyźnie. Co jednak też nie znaczy, że została Jego żoną itd. itp., jak apokryfy przez wieki dopisują. No i że była kobietą obyczajów bardzo lekkich, jak to papież Grzegorz VII kiedyś wymyślił był, a bardzo wielu za nim powtarzało niestety. Na Zachodzie na szczęście tylko, bo Wschód chrześcijański mądrzejszy się okazał, apostołką apostołów ją mianując, bo wyprzedziła ich z tamtą nowiną najlepszą.
A przyjaciel mój od wieków, dominikanin Franciszek Józef Puciłowski w KIK-owskim „Kontakcie” takie swoje myśli Ignacemu Dudkiewiczowi między innymi ujawnił: „Franciszek uderza pięścią przede wszystkim w stół Kościoła, zaś w drugiej kolejności w stół świata, który krytykuje za nędzę, za to, że to nie pieniądz służy, tylko jemu się służy. Ale papież widzi, pan to widzi i ja też widzę, że jeśli chce się w ten sposób mówić, to trzeba zacząć od reformy kurii, w której nie brakowało przecież nadużyć finansowych. Papież krytykując finansjerę w świecie, zaczyna porządki od Watykanu. I lepiej, kiedy Kościół walkę ze złem zaczyna od walenia w stół własny, bo wtedy jest bardziej wiarygodny.(...) Warto mieć zawsze przy sobie Biblię. Powinna to być książka, którą się czyta, zakłada, podkreśla na kolorowo fragmenty. Wtedy całe życie człowiek coś w niej odnajduje. Mój dziadek był kalwinem i miał winnicę. Miał też wysokie biurko, na którym zawsze leżała otwarta Biblia. Kiedy zdarzało się gradobicie, co dla winnicy oznacza katastrofę, babcia wpadała w rozpacz, a dziadek szedł do Biblii, przewracał strony i znajdował odpowiedź. Na tym się wychowałem, więc łatwo mi gadać. Ja znajduję w Piśmie wiele odpowiedzi.”
Ja też, choć nie takie to proste. Trzeba wierzyć, że to nie pismo byle jakie, i umieć je interpretować niefundamentalistycznie, a nie dowolnie zarazem. Ale można.

09:24, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
wtorek, 21 lipca 2015
Czy było przejście przez Morze Czerwone?

Księga Wyjścia 14,21-15,1
Ze Starego Testamentu znów o przejściu przez Morze Czerwone. Według Biblii Jerozolimskiej i Paulińskiej redaktor połączył tu dwie różne opowieści o tamtej przygodzie cudownej. Jerozolimska wyjaśnia to tak: „W tej opowieści cud przejścia przez Morze Czerwone jest przedstawiony w dwojaki sposób: 1. Mojżesz wyciąga nad nim swoją laskę, a ono się rozstępuje, tworząc dwie ściany wodne, między którymi Izraelici przechodzą suchą nogą. Później gdy Egipcjanie ruszają za nimi, wody wracają na swoje miejsce i pochłaniają ich. Tę opowieść przypisuje się tradycji kapłańskiej albo elohistycznej. 2. Mojżesz uspokaja ściganych Izraelitów zapewniając ich, że dla swojego ocalenia nic nie będą musieli robić. Wtedy Jahwe sprawia, że się zrywa wiatr, który swoim tchnieniem osusza morze. Egipcjanie wchodzą w nie i toną, gdy morze wraca do normalnego stanu. W tej opowieści, uważanej za jahwistyczną, działa tylko Jahwe, nie ma mowy o przejściu morza przez Izraelitów, a tylko o cudownym wytraceniu Egipcjan. [Izrael poszedł inną drogą? - JT] Ta druga opowieść zawiera tradycję pierwotną. Wspomnienie jedynie wytracenia Egipcjan zachował także bardzo stary kantyk 15,21, rozszerzony w poemat 15,1-18. (...) Ten cud morza tworzy paralelizm z wydarzeniem z innej opowieści o rozdzieleniu cudem wody, a mianowicie z przejściem przez Jordan (Joz 3-4). Wyjście z Egiptu zaczęto sobie wtórnie wyobrażać na wzór owego wejścia do Kanaanu i te dwa obrazy mieszają się w rozdz. 14”. Dziś też z tamtego kantyku wersety 15,8-10.12.17, co zaś do powyższego obrazka z biblistycznego warsztatu, to tę dwoistość tekstu trudno mi dostrzec, ale widać czytam nie dość wnikliwie. A że uczeni w Piśmie dzisiejsi wyróżniają takie cztery tradycje, to chyba kiedyś napisałem, jak nie, to zrobiłem to teraz.
Był to cud czy tylko naturalne morskie przypływy i odpływy? Bóg raczej wiedzieć, a nam to niekonieczne do wiary, że Bóg wyprowadził swój lud znad Nilu, tak jak kieruje jakoś losem całego ludzkiego gatunku.

13:29, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 20 lipca 2015
Różne przejścia przez Morze Czerwone. Transseksualizm

Księga Wyjścia 14,5-9a.10-18
Psalm w postaci hymnu z Księgi Wyjścia 15,1-6
Ewangelia Mateusza 12,38-42
Ze Starego Testamentu czytamy o przygodach Żydów. Zmuszony zsyłanymi na Egipt plagami, faraon uwalnia dowodzony przez Mojżesza lud, ale rozmyśla się i rozpoczyna pogoń. Widząc ją, Izraelici zgłaszają do przywódcy pretensję: „Lepiej bowiem nam było służyć im niż umierać na pustyni”. Mojżesz podnosi cudowną laskę, Morze Czerwone rozstępuje się przed nimi, a zalewa goniące ich wojsko egipskie. Lud wychwala Boga zacytowanym przez autora hymnem. Ale w perykopie ewangelijnej Jezus mówi o innego rodzaju zwycięstwie. Odpowiadając jakimś uczonym w Piśmie i faryzeuszom na ich żądanie cudu, Jezus odpowiada, że żaden znak nie będzie dany „plemieniu przewrotnemu i wiarołomnemu” prócz znaku proroka Jonasza. Jak on był trzy dni i trzy noce we wnętrznościach wielkiej ryby, tak Syn Człowieczy będzie tyle czasu w łonie ziemi. Czyli klęska, ale na krótko. Bóg ratuje nas zawsze, choć nie zawsze jak wtedy lud Starego Przymierza. Czasem jest to wiktoria na świecie innym zupełnie.
Lektura: w ostatnim „Tygodniku Powszechnym” rozmowa Błażeja Strzelczyka z transseksualistką Kingą Kosińską, zatytułowana „Trans z Jezusem”. Niedola osoby głęboko religijnej. Na pytanie, czego oczekuje od Kościoła, odpowiada: „Żeby nie stał na drodze do Jezusa. Przyjął medyczną definicję transseksualizmu. Żebyśmy wszyscy zrozumieli, że tożsamość transpłciowa jest nadana w okresie płodowym. Że mimo fizycznego rozwijania się w kierunku danej płci, tożsamość bywa inna. Żeby Kościół pochylił się nade mną i nad nami. Żebyśmy tworzyli wspólnotę”. I tłumaczący sprawę również filozoficznie artykuł Artura Sporniaka (on też podaje wskaźnik statystyczny prób samobójczych wśród transseksualistów: 70-90 procent), a wcześniej, w edytorialu ks. Adam Boniecki broni jej powołując się na Franciszka i samego Jezusa. W sumie publicystyczne wydarzenie, kościelne przede wszystkim. Koledzy, dzięki wielkie.

18:37, jan.turnau
Link Komentarze (15) »
niedziela, 19 lipca 2015
Relatywizm

Psalm 23,1
„Pan jest moim pasterzem,
niczego mi nie braknie.”
Zależy jak mam oceniać swoje potrzeby: dla żebraka jestem bogaczem, dla bogacza może i nędzarzem. A sam muszę spróbować oceny oczami naszego Pana.

12:15, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
sobota, 18 lipca 2015
O trzcinie

Ewangelia Mateusza 12,20
„Trzciny nadłamanej nie dołamie.” EPP.
Oj, dołamujemy, dołamujemy... Nie gałęzie dębu, bo to za trudne, z trzciną nie ma kłopotu. Słabemu dowalić nie sztuka.

19:06, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
piątek, 17 lipca 2015
Ofiara?

Ewangelia Mateusza 12,7
„I gdybyście pojęli, co to jest: «Miłosierdzia chcę, a nie ofiary», nie potępialibyście niewinnych.” EPP.
O jaką ofiarę tu chodzi? Jest to cytat z Księgi Ozeasza 6,6, gdzie chodzi oczywiście o ofiary rytualne, a tutaj u Mateusza o całe prawo żydowskie ze święceniem szabatu na czele, świętą bezczynnością w ten dzień, którego to nakazu uczniowie Jezusa rzekomo nie przestrzegali, pożywiając się kłosami napotkanych zbóż. Wszystkie ponadrytualne ofiary etyczne to oczywiście co innego, tych chce Bóg tak jak miłosierdzia.

13:26, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
czwartek, 16 lipca 2015
Lekcja dla wszystkich

Ewangelia Mateusza 11,29
„Weźcie moje jarzmo na siebie i nauczcie się ode mnie, albowiem jestem cichy i pokornego serca.” Ekumeniczny Przekład Przyjaciół.
To Jezusowa nauka dla wszystkich. Dla Episkopatu, owszem, ale i laikatu przecież: świecki też bywa głośny i zarozumiały, pychy pełen, a jakże. Co wiem z autopsji oraz „autoautopsji”... Siebie samego też znam nie najgorzej.

16:26, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
środa, 15 lipca 2015
Biskupi, buty zdejmujcie

Księga Wyjścia 3,5
„A [Bóg] mówił:- Nie zbliżaj się tutaj! Zdejmij sandały z nóg, bo miejsce, na którym stoisz, jest ziemią świętą” (Biblia Poznańska).
Spróbuję wyjścia kompromisowego: wpisywania się niecodziennego, tylko wtedy, gdy czas i wena pozwolą. A dzisiaj nakłoniło mnie do takiego zabrania głosu skojarzenie religijnego obyczaju bliskowschodniego zachowanego do dzisiaj u muzułmanów z kościelnym dniem dzisiejszym polskim. Trzeba podobnego gestu szacunku także wobec każdego ludzkiego sumienia. Amen.

14:54, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
środa, 01 lipca 2015
Abrahama z kobietami znowu kłopot

Księga Rodzaju 21,5.8-20
Kohabitacja dwóch niewiast znów zakłócona konfliktem. Sarze nie podoba się, że Izmael wyśmiewa Izaaka. Rzecz ciekawa, we francuskiej Biblii Jerozolimskiej żonę patriarchy złości już samo to, że brat z gorszego łoża po prostu „bawi się” z Izaakiem: już ta dziecinna przyjaźń zdaniem Sary zagraża monopolowi jej syna na dziedziczenie po patriarsze. Abraham za to źle ocenia żonę, ale Bóg go uspakaja, tłumacząc, iż „tylko od Izaaka będzie nazwane twoje potomstwo, syna zaś niewolnika uczynię również wielkim narodem, bo on jest twoim potomkiem”. Patriarcha przyjmuje punkt widzenia JHWH i eksmituje Hagar z synkiem na pustynię. Co prawda, z chlebem i bukłakiem z wodą, ale tylko jednym, płyn życiodajny się kończy, niewolnica (też żona, choć drugorzędna) załamuje się. Ale „Bóg usłyszał jęk dziecka” anioł Boży przynosi ocalenie, Hagar dostrzega studnię z wodą. Czytamy dalej, że „Bóg otaczał chłopca opieką, gdy dorósł. Mieszkał on na pustyni i stał się łucznikiem”.
Taką to opowieść mają Żydzi i chrześcijanie w swojej tradycji. JHWH jest w niej swoiście antropomorficzny, Jego rządy jakby niesprawiedliwe - staje jednak przecież po stronie nieznośnej Sary - wyobrażone na miarę myślową autora narracji. A jednak literatura klasyczna, wielka, w której wierzący religijnie widzą rękę pisarską Boga.
Zawieszam pisanie blogowe na jakiś czas, nie wiem, jak długi: poważna choroba żony.

11:54, jan.turnau
Link Komentarze (103) »
Archiwum