Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
poniedziałek, 28 lipca 2014
Zaczyn czyni

Ewangelia Mateusza 13,33
„Królestwo niebieskie podobne jest do zaczynu, który pewna kobieta wzięła i włożyła w trzy miary mąki, aż się wszystko zakwasiło.”

Ufam, że zaczyn (zakwas) kwasi jednak: z uporem naiwniaka wskazuję na organizacje międzynarodowe z Unią Europejską na czele, których istnienie było słabo wyobrażalne, gdy lat temu sto o losach świata decydowali ze skutkiem wiadomym podobno chrześcijańscy cesarze.
Muszę wykonać większą robotę, więc zawieszam blog do zawołania.

14:34, jan.turnau
Link Komentarze (741) »
niedziela, 27 lipca 2014
Wybory moralne wcale nie proste: klauzula sumienia

1 Księga Królewska 3,5.7-12
Modlitwa sławna młodego Salomona o serce pełne rozsądku. Początek ujmuje pokorą: „Jestem bardzo młody, brak mi doświadczenia”, a lud jego - powiada dalej - jest niezliczony. No i w rezultacie prośba rzeczywiście skromna: „Racz dać Twemu słudze serce pełne rozsądku do sądzenia Twego ludu i rozróżniania dobra i zła, bo któż zdoła sądzić ten lud Twój tak liczny”. Odpowiedź Boża powtarza prośbę trochę inaczej: „Ponieważ poprosiłeś o to, a nie prosiłeś dla siebie o długie życie ani też o bogactwa, i nie poprosiłeś o zgubę twoich nieprzyjaciół (sic! – ileż takich błagań na przykład w psalmach!), ale poprosiłeś dla siebie o umiejętność rozstrzygania spraw sądowych, więc spełniam Twoje pragnienie i daję ci serce mądre i rozsądne, takie, że podobnego tobie nie było i po tobie nie będzie.”
Sprawdziło się: w każdym razie w dziejach tego ludu nie było państwa o takiej potędze, a przede wszystkim prestiżu zewnętrznym.
Mądrość sędziowska dar Boży bezcenny, ale ta na własny użytek również. Rozróżnianie dobra i zła: grzech czy nie grzech? Pokazało się w dyskusji o klauzuli sumienia, że sprawa bywa bardzo skomplikowana. Stanął mianowicie problem, czy lekarz niezgadzający się na dokonanie aborcji ma obowiązek wskazać innego lekarza, który ten zabieg wykona. Ja sam wyraziłem w „Gazecie Wyborczej” wątpliwość, czy etyczne jest znajdowanie dla kogoś chętnego sprawcy czynu, który uważa się samemu za amoralny. Były rektor KUL-u, profesor etyki, ks. Andrzej Szostek, okazał się tutaj bardziej „liberalny”, choć po krytyce ze strony szefa Kongregacji Nauki Wiary, kardynała Gerharda Muellera wycofał się jako katolik z tego poglądu. Toczy się teraz dyskusja, czy mogą być całe szpitale, które stosują klauzulę sumienia. Padały propozycje, by Ministerstwo Zdrowia albo Rzecznik Praw Pacjenta ogłaszał listę zakładów aborcji dokonujących, ministerstwo jednak oświadczyło, że kontrakt z NFZ na usługi ginekologiczne nie może być wybiórczy, nie obejmować aborcji. Chyba jednak w obecnej sytuacji prawnej lekarz (pielęgniarka), któremu sumienie na udział w aborcji (nawet płodu bardzo poważnie zniekształconego) nie pozwala, nie powinien się w takich oddziałach państwowych szpitali zatrudniać. Prawo jest jednak prawem. A swoją drogą jest ono nieprecyzyjne, jeżeli rzeczywiście jest interpretowane w praktyce jako możliwość aborcji na przykład dzieci z chorobą Downa.
Jestem – jak napisałem – w całej tej sprawie „po środku”. Proszę o jakiś umiar w dyskusji, obustronna wojowniczość dobrym rozwiązaniom bardzo szkodzi. Może jednak nie jest tak, że po jednej stronie są „fundamentaliści”, po drugiej „mordercy niewinnych”. Opanujmy swoje słowa, starajmy choć trochę zrozumieć się nawzajem. Co kieruję też nie po raz pierwszy pod adresem moich komentatorów tutejszych. Ich antykatolickie emocje po trosze rozumiem, bo i mnie samego czasem cholera bierze, niemniej proszę o umiar.

18:48, jan.turnau
Link Komentarze (17) »
sobota, 26 lipca 2014
Najczcigodniejsza z babuń, a przedtem kąkol. Samuela Sandlera wspomnienie serdeczne

Ewangelia Mateusza 13,24-30
Przypowieść o kąkolu (w ogóle o chwaście: Wujek ukonkretnił i tak jakoś zostało w niektórych przekładach i w życiu potocznym). Stała się żartem na własny temat szefa Urzędu do spraw Wyznań Kazimierza Kąkola. Zresztą można by rzec, że jest w niej ostrzeżenie przed pochopną kwalifikacją moralną, a więc coś korzystnego dla tamtego PRL-owskiego prominenta: że byłby on wbrew nazwisku pozytywną pszenicą.
Pomijając ten przykład, opowiem o innym. Otóż 55 lat temu był na uniwersytecie wrocławskim wtedy imienia Bolesława Bieruta, na tamtejszej polonistyce adiunkt Samuel Sandler, który uchodził nie tylko za współpracownika Urzędu Bezpieczeństwa, ale wręcz pracownika, w randze kapitana. Wszelako zachowywał się tak, jakby to była nieprawda, czego doświadczyłem pozytywnie na własnej młodej skórze. Pomógł mi mianowicie w dostaniu się na te studia, choć jako obszarniczy synek zupełnie się nie kwalifikowałem. Przez następne pół wieku dziwowałem się temu ogromnie, aż przeczytałem w „Dużym Formacie” rozmowę z nim znakomitej wywiadowczyni Teresy Torańskiej, której powiedział tam, że miał tego rodzaju kontakty, ale kapitaństwo owo to „bałach” spory jakiś. Trudno mi jakoś założyć, że „szklił” po prostu.
To temat dzisiejszy biblijny, jest też apokryficzny. Dzisiaj świętych Joachima i Anny, rodziców Marii z Nazaretu: w całym Kościele rzymsko-katolickim wspomnienie obowiązkowe, nie święto (choć w niektórych diecezjach wręcz uroczystość), jako że nie są to postacie z Pisma, jedynie z apokryfu. Dlatego też dzisiejsze teksty biblijne do nich się nie odnoszą, nawet nie są dobrane tak, żeby w nich widzieć również Jezusowych dziadka i babcię. Natomiast w Protoewangelii Jakuba jest o nich całkiem dużo: że Anna chciała mieć dziecko, bardzo się o to modliła i wysłuchana została poczęciem również dziewiczym (chyba jest taka sugestia). A Maria już jako dzieciątko w Świątyni dorastała.

Dołączam kolejny odcinek notatnika starszego ekumenisty, który w „Buncie Młodych Duchem” drukuję.
Pismo Święte nie musi dzielić
BIBLIA SAMA I NIE SAMA
Kontynuuję omawianie broszury bardzo kościelnie ważnej. Przetłumaczył ją ekumenista dzielny Dariusz Bruncz, wydała luterańska oficyna WARTO, a jest to „Luterańsko-katolickie upamiętnienie Reformacji w 2017 r. Raport luterańsko-rzymskokatolickiej Komisji Dialogu do Spraw Jedności” pod zgrabnym tytułem „Od konfliktu do komunii”. Wynika z dokumentu, że po 500 latach bliżej do tej drugiej niż do tego pierwszego, choć oczywiście Jedność jeszcze przed nami. Zreferowałem tutaj już rozdziały o usprawiedliwieniu, Eucharystii, urzędzie, rzecz jasna, kościelnym) teraz kolej na Pismo.
Samo Pismo, ale...
Czytam: „W sporze, który wybuchł w związku z rozpowszechnianiem 95 tez Lutra dotyczących odpustów, szybko pojawiło się pytanie, na jakie autorytety można się w nim powoływać. Nadworny teolog papieski Sylwester Prieras w pierwszej odpowiedzi na tezy Lutra argumentował: «Kto nie trzyma się nauki Kościoła Rzymskiego i papieża jako nieomylnej reguły wiary, od której także Pismo Święte otrzymuje moc i autorytet, jest heretykiem«. Johannes Eck zaś odpowiedział Lutrowi: »Pismo Święte nie jest autentyczne bez autorytetu Kościoła» .” I rzeczywiście Reformator „rozumiał Pismo jako pierwszą zasadę, na której muszą opierać się bezpośrednio lub pośrednio wszystkie teologiczne stwierdzenia”.
Czy to znaczy jednak, że według luteranów wiara chrześcijańska nie opiera się na żadnych późniejszych niż Biblia tradycjach? W tymże dokumencie ekumenicznym czytamy, że według Lutra Pismo Święte nie jest sprzeczne ze wszystkimi tradycjami, lecz tylko z tradycjami ludzkimi, kłamliwymi, które zaciemniają Pismo, nie wyrażają jego przesłanek.
Co na to Kościół rzymskokatolicki? „Na Soborze Trydenckim stwierdzono, że Pismo oraz niezapisane tradycje apostolskie są dwoma instrumentami przekazywania Ewangelii. Należy zatem odróżnić tradycje apostolskie od tradycji kościelnych, które są wprawdzie cenne, ale drugorzędne i zmienne”. Mylono jedne z drugimi, przeceniano rolę Urzędu Nauczycielskiego, który „nie stoi ponad Słowem Bożym, ale jemu służy” – to stwierdzenie już Soboru Watykańskiego II. Sobór ten też wyklucza „monopolistyczne roszczenie Magisterium do pełnienia roli jedynego organu interpretującego. Potwierdza to zarówno stuletnia praktyka oficjalnego wspierania katolickich badań biblistycznych, jak i uznawanie roli egzegezy przy dojrzewaniu doktrynalnego nauczania”.
W biblistyce zmiany duże
A nauczanie owo zmieniło się mocno: kto zagląda do mojego blogu biblijnego, ten zauważył tam takie np. informacje, że Księga Jonasza to beletrystyka, nie kronika, a i te księgi, które nawet czasem kronikami się nazywają, reportażami historycznymi żadną miarą nie są. Nie są również zbiorami legend, ale jak cała historiografia poprzedzająca nowoczesną zawierają jakąś tendencję albo inaczej – przesłanie teologiczne. „Realizm szczegółów” nie był długie wieki ideałem opisywaczy dziejów. Trzeba tu mocno zaznaczyć, że w tej wielkiej zmianie rozumienia Pisma przodowała myśl protestancka. Mój Kościół poszedł za nią z opóźnieniem.
Prawowierność wszędzie problem
Wracam do dialogu rzymskokatolicko-luterańskiego. Jego owocem – czytamy w dokumencie – „dla teologii luterańskiej jest otwartość na katolickie przekonanie, że skuteczność Pisma dotyczy nie tylko pojedynczych osób, lecz także Kościoła jako całości. Potwierdza to rola, jaką odgrywają księgi wyznaniowe w Kościołach luterańskich”. Otóż to: nie jest tam tak, że każdy może rozumieć Biblię po swojemu. Przecież wielki teolog luterański Albert Schweitzer nie mógł, gdy zaczął leczyć Afrykanów, pełnić wobec nich funkcji duszpasterskich, bo miał poglądy, które jego Kościół uważał wtedy za nieprawowierne (a i rzeczywiście bardzo śmiałe były).
Jedność już bliżej, aczkolwiek...
Jednym słowem, spore dogadanie się. „Stąd też katolicy i luteranie mogą wspólnie wyciągnąć wniosek, że w odniesieniu do Pisma i Tradycji istnieje tak bliskie porozumienie, że różne akcenty postawione przez obie strony same z siebie nie uzasadniają istniejącego podziału Kościoła. Na tym obszarze mamy więc do czynienia z jednością pogodzonej różnorodności”.
Niemniej na trąby zwycięskie za wcześnie. Dzielą oczywiście późniejsze dogmaty maryjne: nie tamte, że Marię z Nazaretu nazywać można matką Boga, że poczęła Jezusa w sposób nadzwyczajny, „z Ducha Świętego” (co w Biblii powiedziano wyraźnie), ale te o jej niepokalanym poczęciu i wniebowzięciu. Dzieli - choć już nie jak za Lutra – pojmowanie roli biskupa Rzymu. Doszły nawet nowe różnice: luteranizm (Reformacji „pierwszej” - ewangelikalny tradycyjny bardziej) jest dużo bardziej otwarty na myśl laicką w sprawie oceny moralnej homoseksualizmu, najwyraźniej też w kwestii kobiecej, jeżeli kobiety pełnią tam urząd duchowny. Niemniej Biblia nie dzieli już tak zasadniczo, jak za Marcina Lutra. Deo et hominibus gratias!

18:35, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
piątek, 25 lipca 2014
Jakub Większy, jeden z trzech, początkowo ambicji ogromnych

Ewangelia Mateusza 20, 20-28
Przeznaczono na dzisiaj ewangelijną opowieść o tym, że matka synów Zebedeusza umyśliła prosić dla nich o protekcję. Macierzyńskie uczucia kazały jej zadbać o przyszłe wyróżnienie Jakuba i Jana, mówi zatem do Jezusa: „Powiedz, żeby ci dwaj moi synowie zasiedli w Twoim królestwie jeden po prawej, a drugi po lewej stronie.” Na co On zapytał, liczby mnogiej używając, jako że troskliwa matka podeszła do Niego z zainteresowanymi apostołami i ich zainteresowanie oczywiste było przecież (u Marka zresztą [10, 35-45] załatwiają sprawę sami): „Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który ja mam pić?”. Nie wiedząc pewnie, o jaki kielich chodzi, odpowiedzieli Mu: „Możemy” (znów liczba mnoga). Na co Jego słowa: „Kielich mój pić będziecie. Nie do mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej i lewej, ale dostanie się ono tym, dla których mój Ojciec je przygotował.” Można zapytać też, czy zapowiedź Męki zrozumieli pozostali apostołowie, w każdym razie oburzyli się na kolegów tak bardzo chcących awansu.
A Jezus przemówił do Dwunastu w ten sposób: „Wiecie, że władcy narodów uciskają je, a wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie u was. Lecz kto by między wami chciał stać się wielkim, niech będzie waszym sługą. A kto by chciał być pierwszym miedzy wami, niech będzie niewolnikiem waszym. Na wzór Syna Człowieczego, który nie przyszedł, aby mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu.” Został zalecony model życia wewnętrznego Kościoła nie za bardzo realizowany w ciągu wieków: niemniej teraz papież Franciszek uparcie potępia karierowiczostwo pośród duchownych.
Ale też watykański układacz liturgicznego kalendarza skomentował dzisiejsze święto starszego z ambitnych braci w sposób w pełni ewangelijny: przypominając jego grzech, nie cnotę. Tak jak właśnie zrobiły obie ewangelie, niezdrowe skłonności duchowe dwóch ważnych apostołów starannie odnotowując: taka to jest Biblia, która swoich bohaterów bynajmniej nie gloryfikuje.
Dzieje Apostolskie doniosły natomiast, że Jakub wypił kielich Jezusa jako pośród apostołów pierwszy, przez Heroda Antypasa na śmierć skazany. No i trzeba tego zwanego Większym (Starszym) odróżnić nie tylko od Mniejszego (Młodszego), syna Alfeusza, ale i od Jakuba, brata Pańskiego, z Mniejszym niesłusznie utożsamianego.

15:24, jan.turnau
Link Komentarze (30) »
czwartek, 24 lipca 2014
Nie to samo

Ewangelia Mateusza 13, 17
„Amen, bowiem mówię wam, że wielu proroków i sprawiedliwych pragnęło widzieć, co widzicie, a nie ujrzeli, i słyszeć, co słyszycie, a nie usłyszeli.”
Ekumeniczny Przekład Przyjaciół.
My też pragniemy widzieć, co oni widzieli, i słyszeć, co słyszeli. Mamy teksty Pisma, świadków Ewangelii dzisiejszych, ale to jednak nie to samo.

18:43, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
środa, 23 lipca 2014
Wierzący w Sens niepojęty

Psalm 34, 2-11
Nastrój psalmów jest bardzo różny, są wołania z głębokości nieszczęścia, ten jednak cały tchnie optymizmem. Autor wysławia Boże wsparcie dla tych, którzy postępują moralnie, szczególnie dla ludzi biednych, bohaterów pozytywnych Biblii. Nie jest to oczywiście wykład doktryny, ale poezja, liryka, wyznanie człowieka teraz szczęśliwego. Nie tylko jednak sytuacja kształtuje poglądy autora: on w ogóle wierzy w zwycięstwo dobra, ufa Bogu. Tak jak my, chrześcijanie. Nie napisalibyśmy, co prawda, jak on, jakby generalizująco: „Anioł Pański otacza szańcem bogobojnych, aby ich ocalić”. Ludzie Biblii nie byli tak skłonni, jak my, żeby wciąż pytać „Unde malum”, skąd zło, co wciąż panuje, skąd ta potworność świata, jeżeli Bóg jest miłością wszechmocną. Chyba jednak też ci sprzed dwóch tysięcy lat nie byli całkiem ślepi, widzieli klęski bogobojnych. Ale jak my wierzyli w Sens niepojęty.
Ksiądz Lemański będzie kapelanił w Zagórzu od poniedziałku. Rzecznik kurii zawiadomił o tym w słowach bardzo dla księdza uprzejmych, co można uznać za obłudę, ja jednak tylko myślę, że zadziałał Duch Święty poprzez dobrą radę z góry. Górze też przecież zależy, by zawsze był święty spokój, bo konflikt kompromitował.

18:09, jan.turnau
Link Komentarze (13) »
wtorek, 22 lipca 2014
Magdalena, kobieta mężna

Ewangelia Jana 20,1.11-18
Dziś ten tekst o Magdalenie i Ogrodniku, bo dzisiaj jej święto na Wschodzie i na Zachodzie. Cerkiew czci ją jeszcze bardziej, zwana jest tam Apostołką Apostołów, bo przecież to ona, nie oni, najpierw się z Nim się po zmartwychwstaniu spotkała, wieść radosną im potem zanosząc (Mateusz pisze o spotkaniu dwóch Marii). Na Wschodzie również nie przyszło nikomu do głowy, tak jak to się zdarzyło papieżowi Grzegorzowi VII, uważać Magdalenę za nawróconą prostytutkę. Trudno mi odrzucić przypuszczenie, że taki pomysł zaistniał, bo kobieta kojarzyła się głównie z seksem, a ten tak bardzo z grzechem: opętanie aż przez siedem demonów zostało tak zrozumiane.
Barwna ogromnie postać budzi wyobrażenia przeróżne. Dzisiaj Maria z Magdali bywa ikoną feminizmu, przedstawia się ją jako walczącą o władzę z Piotrem, wraca też dawna plotka, że była Jezusa małżonką. Co jednak wydaje mi się pewne na podstawie ewangelii kanonicznych?
Była niewątpliwie dużą indywidualnością. Gdy mowa jest o kobietach, które szły za Jezusem, były przy Jego śmierci, przyszły namaścić Jego ciało w grobie, ona zawsze wymieniona jest najpierw. Musiała nimi przewodzić. Bezsporne jest chyba również, że miała do Niego stosunek całkiem szczególny, ze sceny w Ogrodzie Oliwnym nie wynika mi jednak, by była dlań najważniejsza, tak jak z Dwunastu najbliższy był Mu Jan. Niemniej mogło tak być, nie przeczę.
Jak czcić tę Marię dzisiaj? Jako obraz „niewiasty mężnej”. To jedna z kobiet w historii, które są dla potomnych dowodem, że płeć ta nie powinna stanowczo zamykać się w domu przy dzieciach i sprawach całkiem prywatnych. Niech mądrze kieruje nami nie tylko w naszych rodzinach, też w znacznie większych wspólnotach. Bez antymęskich niechęci, ale i bez kompleksów. Amen...

15:22, jan.turnau
Link Komentarze (29) »
poniedziałek, 21 lipca 2014
Jonasz z księgi jego imienia i z „Gazety Wyborczej”

Ewangelia Mateusza 12,38-41
„Niektórzy z uczonych w Piśmie i faryzeuszów rzekli do Jezusa: - Nauczycielu, chcielibyśmy jakiś znak widzieć od Ciebie. Lecz On im odpowiedział: - Plemię przewrotne i wiarołomne żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany prócz znaku Jonasza. Albowiem jak Jonasz był trzy dni i trzy noce we wnętrznościach wielkiej ryby, tak Syn Człowieczy będzie trzy dni i trzy noce w łonie ziemi. Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je, przecież oni wskutek nawoływania Jonasza się nawrócili, a oto tu jest coś więcej niż Jonasz.”

Zacznę komentarz od tego, że Jonasz, bohater, nie autor, księgi tego imienia to postać tylko literacka, albowiem to beletrystyka, nie kronika hebrajska. Nie ma zatem co przekonywać apologetycznie, że jakiś rekin mógł skonsumować proroka i nie strawić, bo przecież znaleziono zwłoki takiego ludojada z kawałem człowieka w żołądku. Starożytni nie tylko upiększali historię, tworzyli także narracje w tym sensie samodzielne, w Biblii jest takich ksiąg kilka. Co zaś to przesłania owej Jonaszowej, jest ono takowe, że przed Bożym zadaniem nijak nie uciekniesz. Jonasz nie tyle bał się Niniwitów, ile brzydził się nimi moralnie i to tak okropnie, że dobrym skutkiem swojego nawracania bardzo się nawet zmartwił: wolał, żeby nie posłuchali i za karę sczezli. Zatem podobną ksenofobię, taki brak miłosierdzia autor biblijny wyszydza, przez co ta literacka postać daleka mi jest duchowo, ale jej twórca bliski. Mnie, Jonaszowi, felietoniście miłosiernemu „MiŚ-a”.
Co zaś do mojej osoby, to krytyka jej tutejsza „z lewa” całkiem mnie kontentuje, nawet i ta, żem jest niemal arcybiskupa Hosera agent jakby tajny. Słyszę bowiem „z prawa” opinie wręcz przeciwne, na przykład o mnie jako o Pana Boga wrogu zaprzysiężonym w książce Artura Dmochowskiego „Kościół «Wyborczej»”, wydanej niedawno demonowi na chwałę. Prawda bowiem nieraz po środku bywa – czyli że jednak „katol” prawy jestem, choć do polskich prawicowców bardzo mało podobny.
A wreszcie komentarz do tych słów Jezusowych? No cóż, znaki cudowne kochamy, zabawiają nas, znudzonych codziennością, tu prośba Jego wrogów jeszcze mniej pobożna była. Pewnie mieli nadzieję, że Mu się nie uda. A Jezus miał tamtego Jonasza za postać historyczną? To jedno z takich pytań, na które odpowiedzi niezwykle trudne są. Świadomość Boga-człowieka to dla nas sprawa tajemna.

13:44, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
niedziela, 20 lipca 2014
Umieć się modlić

List do Rzymian 8,26
„Duch Święty przychodzi z pomocą naszej słabości. Gdy bowiem nie umiemy się modlić, tak jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami.”
 
Umieć się modlić - ba! Ja na przykład nie za bardzo umiem, choć mam już tyle lat, lat wiary przecież religijnej jakiejś. W każdym razie kontemplowanie duchowe zupełnie mi nie wychodzi. Może jednak moje modlitewki króciutkie też są cokolwiek warte, może nie pisze ich  ze mną diabeł, Duch raczej Święty po trosze. A proszę w nich - jak tu wyznawałem nieraz - o jedno, ale fundamentalne, co się mądrością zowie. Grzech bowiem - tegom jest pewien - głupotą jest różnej wielkości. Bóg wysłuchuje? Chyba wręcz zawsze, atoli po liniach krzywych bardzo.

15:29, jan.turnau
Link Komentarze (31) »
sobota, 19 lipca 2014
Trzciny nie łamiąc, stworzył świat jednak inny. Seks, grzech, prokreacja

Ewangelia Mateusza 12,14-21
Jezus „łamie” dalej szabat: uzdrawia w ten dzień człowieka, który ma „uschłą” rękę.
Faryzeusze śledzą Go, zanim jeszcze tego dokonał i pytają prowokacyjnie: „Czy wolno uzdrawiać w szabat?” Jezus odpowiada oczywistością: „Wolno w szabat dobrze czynić”, ale wrogów nie przekonał: naradzają się, jak Go zgładzić. Jemu nie spieszno do śmierci: oddala się stamtąd, co więcej, zabrania surowo robienia Mu reklamy. Ewangelia komentuje to cytatem z Księgi Izajasza, z pieśni o Słudze Jahwe, który „trzciny zgniecionej nie złamie ani knotka tlejącego nie dogasi”. Niemniej „zwycięsko sąd przeprowadzi, w Jego imieniu narody nadzieję pokładać będą”. I tak się stało: Chrystus oponował wprawdzie słowem, rozdrażniał niezwykłymi uzdrowieniami, ale w końcu poszedł pokornie na krzyż i w ten sposób zwyciężył moralnie. Nawet i materialnie, jeśli przez to słowo rozumieć fakt, że Jego imię nosi potężna religia. Jedynie imię? Puste gadanie, świat pozostał potworny, żadnego postępu moralnego nie uświadczysz? Ja jednak postęp widzę: cywilizacja chrześcijańska swoich wad ma legion, ale dorobiła się idei praw człowieka i mimo wszystko jej realizacji w świecie, w którym prorok może pomstować bezkarnie, w którym zabić człowieka o wiele trudniej.
Dołączam taką pisankę zaplanowaną do „MiŚ-a”, zanim tam się ukaże kiedyś.
Głośne myślenie
Seks, grzech, prokreacja
Jonasz
Powiedział profesor Janusz Czapiński w reportażu Anny Śmigulec „Szac4you” („Duży Format” z 15 maja, s. 6): „Prawie wszyscy Polacy są wychowani w tradycji katolickiej. W niej seks jest traktowany jako konieczność prokreacyjna. Ksiądz cię rozgrzeszy tylko, jeśli owocem stosunku będzie dziecko. Seks bez przyjemności pozostaje czymś brudnym”.
Panie Profesorze, tak źle już nie jest. Owszem, kiedyś panował w moim Kościele manicheizm, brudne było ciało i wszystkie sprawy jego, ale nadeszło wyzwolenie. „Małżeństwo jednak – stwierdził Sobór Watykański II już prawie pół wieku temu – nie jest ustanowione wyłącznie dla rodzenia potomstwa; sama bowiem natura nierozerwalnego związku między dwiema osobami oraz dobro potomstwa wymagają, aby także wzajemna miłość małżonków odpowiednio się wyrażała, aby się rozwijała i dojrzewała.” Dodam myśl tę samą z pięknej książki Ewy Kiedio „Osobliwe skutki małżeństwa” (Biblioteka „Więzi” 2014): „Dziecko, które pojawia się jako owoc miłości cielesnej, to coś niezwykłego: uczestniczenie dwojga ludzi w dziele Stwórcy. Nie można jednak jedynego celu miłości erotycznej widzieć w płodzeniu. Wiadomo przecież, że dzieci przychodzą na świat także w efekcie aktów pozbawionych tej miłości (...). Sens miłości erotycznej musi więc wyrastać ponad płodzenie.” Ten głos też ważny, kościelny, chociaż świecki, niewieści...
Spowiednikom dzisiejszym na ogół zarzucić można niejedno, ale nie tamto dawne dziwactwo. Co napisawszy, myślę sobie wszelako, jak trudno wyzwolić się z błędnej opinii: nie wystarczy uznanie jej za niesłuszną, trzeba jeszcze wywabić mniemanie potoczne, jakobyśmy wciąż trwali w wariactwie naszym przeszłym.

09:57, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
piątek, 18 lipca 2014
Szabat jest dla człowieka!

Ewangelia Mateusza 12,1-8
Zgłodniali uczniowie zrywają kłosy i jedzą. Nie oburza to właścicieli pola, bo to moralna normalka w tamtej społeczności, ale gorszą się faryzeusze: był szabat. Jezus im przypomina Dawida, który w podobnej sytuacji pożywiał się świątynnymi chlebami „pokładnymi”, zarezerwowanymi dla kapłanów, oraz samych kapłanów, którzy przecież w szabat nie są w świątyni bezczynni. Wypowiada następnie słowa zaznaczające Jego władzę: „Tu jest coś większego niż szabat. Gdybyście zrozumieli, co znaczy: «Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary», nie potępialibyście niewinnych. Albowiem Syn Człowieczy jest Panem szabatu”. W ewangelii Marka mamy też słynne słowa, że szabat jest dla człowieka, nie na odwrót. Czyli podkreślenie grubą kreską, że to, co się dzisiaj nazywa prawami człowieka, jest ważniejsze niż rytuał, że jego rygory mają swoje granice.
I to jest prawda najświętsza, oczywiście. Tyle że szabat jest dla człowieka także w innym sensie. Obejrzałem na ten temat wczoraj film w religii.tv, a przede wszystkim pamiętam piękną książeczkę na ten temat wielkiego rabina Heschela. Człowiek potrzebuje odpoczynku, również duchowego. Kiedy ma narzuconą bezczynność zewnętrzną, zaczyna mu działać umysł mniej praktyczny, dostępuje myśli wręcz „metafizycznych”. Rygory judaizmu ortodoksyjnego to na pewno przesada, dla ludzi dzisiejszych na ogół absurdalna, jest jednak u ich podstaw najbardziej humanistyczna myśl, że po codziennym biegu odpocząć co kilka dni należy - spojrzeć głębiej, w siebie, w otoczenie, jakoś tak w górę, ponad całą przyziemność.
A co do ks. Lemańskiego - wyjaśnienie nie tylko dla Awi (vide wczorajszy komentarz): kapelan w tymże zakładzie już był wcześniej, ale pełnił to zadanie wikary z którejś parafii, a teraz ma być to funkcja na „cały etat”. Co pewnie jest słuszne, bo ci pacjenci to ludzie wymagający szczególnej opieki. Ksiądz to rozumie i od początku nie wzdragał się przed przyjęciem tej pracy, choć miał ochotę na odpoczynek i aktywniejszą działalność na polu dialogu z judaizmem.

17:53, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
Izrael, Leman, sam Najwyższy

Wpis na czwartek 17 lipca 2014

Psalm 102,13-14
„Ty zaś, o Panie, trwasz na wieki, a imię Twoje przez wszystkie pokolenia. Powstań i okaż litość Syjonowi, bo nastała pora, byś się nad nim zmiłował.”
Dzisiaj modlitwa Izraela nie może wyglądać, jak tutaj: bo choć Palestyńczycy, choć Hamas jest agresywny potwornie, on przecież zaczął wymiany ataków i z trudem ich zaprzestaje, to jednak wina jest po obu stronach, po obu są nieświadomi prowokatorzy nieszczęścia. Litość Boża polegać mogłaby na ich oświeceniu. Tyle że prowokująca jest cała sytuacja. Autonomia Palestyńska jest ekonomicznym koszmarem, Zachodni Brzeg z kolei „izraelizowany” – i tak dalej...
Trudno nie pomyśleć krytycznie o tym, co się stało zaraz po wojnie, gdy wymyślono żydowski powrót do ojczyzny. Nie przewidziano skutków. Na szczęście świat arabski raczej nie jest skory do pchania się w ten konflikt. Sam jest głęboko podzielony i chyba można powiedzieć, że ma większe zmartwienia.
Teraz jednak o zadowoleniu, nie zmartwieniu, czyli o decyzji kurii praskiej, by ksiądz Lemański został kapelanem Mazowieckiego Centrum Neuropsychiatrii Dzieci i Młodzieży w Zagórzu pod Warszawą. Otóż jedno jest pewne, że ten niezwykły duchowny bynajmniej nie uważa owej decyzji za „wysłanie do psychuszki”. Tamtejsza młodzież spotkawszy go przypadkowo prosiła, by do nich przyszedł, i on sam jest do tego gotów psychicznie, choć chciałby przedtem podkształcić się w tej dziedzinie, bo są to pacjenci często po różnych przejściach.
A że jest to ksiądz dużo mówiący o Najwyższym, więc teraz o Nim samym. Oto taki kawałek, który czeka na druk w „Wyborczej”.
Co się wydaje
Rozkminić Boga
„Znak” majowy, „Więź” letnia
Publicystka znakomita Anna Morawska napisała kiedyś, czym się różnią katolicy od protestantów: tym, że ci pierwsi mówią wciąż o Kościele, gdy ci drudzy wolą zajmować się samym Bogiem. Niech będzie dziś po protestancku.
Lato już, wracam jednak do „Znaku” wiośnianego, bo tam właśnie ów temat fundamentalny. Dyskutuje filozofów kilku z profesorem Karolem Tarnowskim na czele, poziom abstrakcji spory, ale tu o konkret niełatwo. I Tarnowski tłumaczy, że lepiej nie próbować. Albowiem „cała sztuka polega na tym, by nie mylić wyobrażenia Boga z Nim samym, bo wtedy mamy do czynienia z idolatrią, która, paradoksalnie, bardzo często przeradza się w ateizm, w całkowite odrzucenie Boga. Jeśli dany obraz Boga nie jest porowaty, otwarty, jeżeli nie dopuszcza możliwości przezwyciężenia go, to zabija on wiarę, gdyż osuwa się ona wtedy albo w fundamentalizm, albo w niewiarę.” Niemniej, wyjaśnia profesor, „nie chodzi o to, by w ogóle przestać mówić o boskości, by jej niejako naszymi koncepcjami nie zaśmiecać i by mogła pozostać sama, czysta i przez nas nienaruszona. Jeśli przestajemy mieć jakiekolwiek obrazy Boga, to najczęściej znaczy to, że w Niego już nie wierzymy że »wyparował« z naszego życia.”
Hm. Co do mnie, fundamentalną rzeczą wydaje mi się obraz Boga, który jest – jak z uporem twierdzi papież Franciszek – nieskończonym Miłosierdziem. Żeby zatem nie straszyć Nim, broń Boże! To cholernie ważne, ale na tym nie koniec. No bo jak ów nieskończenie Miłosierny i przecież Wszechmocny może pozwalać na ten ogrom cierpienia w stworzonym przez siebie świecie. W ostatnim numerze kwartalnika „Więź” Katarzyna Jabłońska rozmawia z księdzem Janem Kaczkowskim, który niejako symbolizuje cierpienie przez swoją chorobę nowotworową oraz hospicjum, które założył. Otóż odpowiada on znaną ideą Bożej solidarności. „Kiedy więc dowiaduję się, że jestem śmiertelnie chory, to On we mnie i ze mną przeżywa lęk i rozpacz – niejako sam Chrystus choruje ze mną. I jest w tej sytuacji równie bezbronny jak ja.” Można jednak kłócić się dalej i twierdzić, że to argument słaby, bo tak czy inaczej świat jest straszliwy i Bóg tego swoją solidarnością nie zmienia. Dlatego dołączam tradycyjną odpowiedź, że Bóg pisze prosto po liniach i sensu tej kaligrafii pojąć się nie da.
PS. A tytuł mojego tekściku jest taki, jak ten wywiadu z ks. Kaczkowskim: duchowny użył młodzieżowego terminu „rozkminić”, który znaczy„rozjaśnić”.

08:38, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
środa, 16 lipca 2014
Jezus Bożym Synem

Ewangelia Mateusza 11,27-30
Przepisuję na dzisiaj także tekst jutrzejszy, bo do obu odnosi się komentarz, który niżej zacytuję.
„Ojciec dał mi wszystko i nikt nie zna Syna, tylko Ojciec, i nikt nie zna Ojca, tylko Syn i ten, któremu Syn zechce objawić. Pójdźcie do mnie wszyscy utrudzeni i uginający się pod ciężarem, a ja dam wam wytchnienie. Weźcie moje jarzmo i uczcie się ode mnie, bo jestem łagodny i pokornego serca, a znajdziecie odpoczynek dla dusz waszych. Albowiem moje jarzmo jest słodkie, a brzemię lekkie.”
Podałem przekład Biblii Poznańskiej, bo staram się cytować tłumaczenia różne (gdy nie podaję jakie, biorę wersję Biblii Tysiąclecia).
Do tych słów fundamentalnych doktrynalnie ciekawy komentujący przypis w polskiej wersji francuskiej Biblii Jerozolimskiej (sam tekst polski wzięto tam z Tysiąclatki, co było może nieuniknione, bo przekładać na polski przekład francuski jakoś dziwnie, niemniej przypisy są już tłumaczone z francuskiego, co - jak wnet zobaczymy - skutkuje polemiką przypisu z tekstem): „Wyznanie wewnętrznych głębokich relacji z Bogiem i wezwanie do stawania się Jego uczniem jest przywołane w licznych księgach mądrościowych (Prz 8,22-36; Syr 24,3-9.19-20; Mdr 8,3-4; 9,9-18 itd.). Jezus przypisuje sobie tym sposobem rolę Mądrości (Mt 11,19 +), ale czyni to w sposób nieporównywalny – nie jako personifikacja, lecz jako osoba, po prostu jako Syn Ojca (por. 4,3 +). Ten utrzymany w duchu Janowym fragment (por. J,1-18; 3,11.35; 6,46;10,15 itd.) w ramach najbardziej pierwotnej tradycji synoptycznej wyraża to – podobnie jak ewangelia Jana – że Jezus miał wyraźną świadomość synostwa Bożego.”
Niemniej jest w tejże ewangelii także zdanie inne, tamto stwierdzenie synostwa jakby podważające: „Lecz o owym dniu ani godzinie nikt nie wie, nawet aniołowie niebiescy, tylko sam Ojciec (24,36)”. Zacytowałem tym razem Tysiąclatkę, która jednak opuściła wyrażenie „Ani Syn”. W Biblii Jerozolimskiej jest taki właśnie komentarz polemizujący pośrednio z samym polskim tłumaczeniem: stwierdza się tam tylko o Wulgacie, że wyrażenie pominęła, mimo że jest w większości rękopisów, a uczyniła to „niewątpliwie ze względów teologicznych”. Powiedziałbym raczej: apologetycznych - aby osłabić wrażenie, że jest tu coś przeciw wierze w Jezusowe Boże synostwo. W każdym razie ewangelicka Biblia Warszawska ani katolicka Poznańska takiej wypustki nie zrobiły (nie mówiąc o Ekumenicznym Przekładzie Przyjaciół). Jerozolimska ciągnie dalej, tłumacząc rzecz bardziej podstawową: co autor biblijny miał tu na myśli zaznaczając niewiedzę Syna: „Jako człowiek Chrystus otrzymał od Ojca wiedzę odnośnie do wszystkiego co dotyczy Jego posłannictwa, mógł On jednak nie znać niektórych momentów Boskiego planu, jak to tutaj sam wprost stwierdza.” Hm. Może brzmi to również apologetycznie, sam - laik - napiszę nieśmiało inaczej: mamy to jakiś ślad tego, że wiara w Boże synostwo Jezusa dojrzewała jednak stopniowo, w pełni dopiero w ostatniej ewangelii.
Kończąc, przepraszam za hermetyczność wpisu, pewnie jasnością nie grzeszy, chciałem jednak pokazać różne problemy, które tekst rodzić musi, żadnych nie ukrywając.
PS. A brzemię Jego lekkie? Dla tych, co Go naśladują wiernie, owszem, ale żaden święty nie mówił, że to żaden problem.

15:01, jan.turnau
Link Komentarze (17) »
wtorek, 15 lipca 2014
Ci niedopałkowie paskudni!

Księga Izajasza 7,4
„Uważaj, bądź spokojny, nie bój się. Niech twoje serce nie słabnie z powodu tych dwóch niedopałków płonących głowni, z powodu zaciekłości Resina, Syryjczyków i syna Remaliasza.”
Resin to król owych Syryjczyków, a syn Remaliasza to Pekach, król Izraela, czyli żydowskiego państwa północnego, które sprzymierzyło się z Syrią przeciw państwu południowemu. Zaczęła się wojna żydowska bratobójcza. W tej sytuacji Pan (Jahwe) każe prorokowi Izajaszowi powiedzieć królowi owego drugiego państwa, czyli po prostu Judei, powyższe słowa otuchy. A ja tu zwrócę uwagę na owe niedopałki człowiecze: tak Pan, Bóg kazał Izajaszowi postponować werbalnie pewnych współczesnych królów. Stąd jaki morał nam płynie? Żaden: wyłącznie zamyślenie krótkie nad Biblii językiem obrazowym. Najwyżej stwierdzenie oczywiste, że język ten nie Najwyższego, tylko świetnego pisarza: inspiracja mimo że święta to nie dyktando do ucha. I tyle już teraz zupełnie: napisałbym banał zwyczajny, gdybym tekst skomentował stwierdzeniem, że wojna sprawa paskudna, a z bratem jest jeszcze brzydsza.

17:08, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 14 lipca 2014
Życie między mieczami

Ewangelia Mateusza 10,34-37
„Nie mniemajcie, że przyszedłem rzucić na ziemią pokój: nie przyszedłem rzucić pokoju, ale miecz. Przyszedłem bowiem zwrócić człowieka przeciwko ojcu jego i córkę przeciw matce jej, i synową przeciw jej teściowej; i tak wrogami człowieka będą domownicy jego. Miłujący ojca i matkę ponad mnie nie jest mnie godny. I miłujący syna lub córkę ponad mnie nie jest mnie godny.”
Ekumeniczny Przekład Przyjaciół.

Chrystus nie podżega tutaj do konfliktów, nie przeciwstawia również miłości rodzinnej miłowaniu Boga. Mówi tylko, jakie są nieuniknione skutki Jego nauczania. Nie wszyscy ludzie przyjmą głoszone przez Niego zasady moralne, będą dostosowywać się do nastrojów swojego środowiska, patrzyć przez palce na postępowanie tych, za których czują się odpowiedzialni. Dla dobrych stosunków w rodzinie będą lekceważyć zasady. Jednym słowem głosi pryncypializm.
Jak jednak godzić takie „posiadanie zasad” z troską o spokojne współżycie ludzi różniących się od siebie poglądami czy postawami duchowymi, jak zapobiegać choćby i bezkrwawym wojnom? Jak nie potakiwać oportunistycznie wszystkim, ale i nie zadzierać ze wszystkimi?
Na pewno nie należy lubować się w skrajnościach. Mamy dzisiaj w Polsce coś na kształt wojny religijnej, bo gdy jedni odrzucają jakąkolwiek możliwość aborcji, nie widzą potrzeby jakiegokolwiek odróżniania prawa, czyli zasad dla wszystkich, od etyki, czyli wartościowania indywidualnego, drudzy natomiast chcą wszystko pozostawić wolnemu wyborowi. Jestem na ogół „człowiekiem środka”, uważam zatem, że nie można w prawie ogólnopaństwowym nakazywać wszystkim obywatelom heroizmu, jakim jest urodzenie dziecka zniekształconego potwornie i potem czekanie na jego śmierć. Wydaje mi się również, że nie wolno walczyć z aborcją przez odmawianie badań prenatalnych, choćby się podejrzewało, że wynik takiego badania doprowadzi do podobnej decyzji. W końcu powiedzieć by można, że podobne ryzyko stwarza już sam seks.
PS. Wrócę do kwestii wczorajszej: troski o los zwierząt. Papież Franciszek przestrzega przed robieniem z posiadania zwierząt domowych substytutu macierzyństwa (i ojcostwa). Bo przecież zajmować się psami czy kotami o wiele łatwiej niż dziećmi, są po prostu nieporównanie bardziej posłuszne, kłopot z nimi o wiele mniejszy. Otóż to na pewno prawda, kryzys demograficzny i konieczność zaradzenia mu to też rzeczy bezsporne. Oczywiście jednak można mieć dzieci i przygarnięte bezdomne zwierzaki. To dzieci przecież chcą mieć takie zabawki, rodzice jednak nie powinni pozwalać im na „zabawowe” właśnie traktowanie innych Bożych stworzeń.

15:21, jan.turnau
Link Komentarze (21) »
niedziela, 13 lipca 2014
Nadzieja zupełnie powszechnego zbawienia

List do Rzymian 8,18-23
„Uważam bowiem, że nie można porównać cierpień obecnego czasu z chwałą, która ma się na nas objawić. Albowiem stworzenie z przeogromną tęsknotą oczekuje objawienia synów Bożych. Bo stworzenie poddane zostało znikomości nie dobrowolnie, ale przez tego, któremu poddane zostało, w nadziei, ze i to stworzenie wyswobodzone zostanie z niewoli zniszczenia do wolności chwały dzieci Bożych. Wiemy bowiem, ze całe stworzenie wespół wzdycha i cierpi wspólnie bóle rodzenia aż do teraz. A nie ono tylko, lecz i my sami mając zadatek Ducha ciężko w sobie wzdychamy, oczekując usynowienia, odkupienia naszego ciała.”
Ekumeniczny Przekład Przyjaciół.

Bardzo rzadka to w Biblii myśl o nadziei zbawienia tak bardzo powszechnego, ale tu jest wyraźna, zamieszczona w katolickim kalendarzu liturgicznym pośród tekstów o przyrodzie i jej naszym użytkowaniu, wybranych z myślą o wakacjach.

Jak to będzie? Bóg jeden wie, jak będą wyglądały „nowa ziemia i niebo nowe”, o których czytamy w Piśmie nieraz. Ale jeśli stworzenia żywe cierpią, to jak wierzyć w istnienie Boga, który się nad nimi nie zlituje? Lecz przecież nie są nieśmiertelne? Czy aby na pewno, co my o tym wiemy właściwie? Może Bóg powoła je jakoś podobnie jak i nas do jakiegoś nowego życia.

Co znaczy ta myśl, że stworzenie poddane zostało znikomości przez nas? Różnie to się tłumaczy, ja kojarzę to sobie ekologicznie, szczególnie jednak myślę o okrucieństwie wobec zwierząt, nade wszystko psów, przyjaciół najwierniejszych. Niewdzięczność niesamowita. Jak wyczytałem niedawno w „GW”, pies został oswojony kilkanaście lat temu, potem owce, koty dużo później. Miałem kolejno dwa psy, oczywiście bezdomne.

10:50, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
sobota, 12 lipca 2014
Prawda zawsze wyjdzie na wierzch

Ewangelia Mateusza 10,26
„Nie ma bowiem niczego ukrytego, co nie zostałoby odkryte, i tajnego, co nie zostałoby poznane.”
Ekumeniczny Przekład Przyjaciół.
Trudno nie skojarzyć tych słów ze sprawą podsłuchów. I chociaż Jezus ma tu na myśli nieuniknione zwycięstwo słusznej sprawy, a nie ujawnianie prywatnych rozmów, to przecież Jego słowa są w ogóle ostrzeżeniem: zawsze uważaj, co mówisz.
Wciąż jednak myślę raczej o tym, co się dzieje w Kościele. Wściekłość jego krytyków niczemu dobremu nie służy, mnie jednak też czasem puszczają nerwy. Dlatego tak cieszę się wypowiedziami episkopalnych gołębi, pokazuję z upodobaniem łagodną twarz mojego Kościoła. Napisałem dla „Magazynu Świątecznego” „GW” taki felieton i publikuję go tutaj, zanim tam znajdzie miejsce.
Głośne myślenie
Z niewierzącymi dialog codzienny
Jonasz
Biskup elbląski Jacek Jezierski udzielił 4 lipca wywiadu Katolickiej Agencji Informacyjnej. Marcinowi Przeciszewskiemu powiedział o swojej trosce o jedność chrześcijan, ale także sporo i sympatycznie o dialogu z ludźmi niewierzącymi. Przeciszewski zapytał go o „nurty przeciwne Kościołowi, jak winniśmy je traktować?” Biskup odpowiedział: „Musimy się liczyć z tym, że one istnieją. Istnieją niewierzący oraz obojętni religijnie, a także organizacje wrogie religii i chrześcijaństwu. Trzeba szukać z nimi porozumienia na różnych płaszczyznach, na ile to możliwe. Trzeba odwoływać się do podstawowych, wspólnie akceptowanych prawd i do dobra wspólnego. Mimo że to jest coraz trudniejsze. Dlatego potrzebny jest dialog na wielu płaszczyznach, także z niewierzącymi. Wokół dobra wspólnego można się jednoczyć niezależnie od wiary bądź jej braku oraz podejmować pewne wspólne inicjatywy. Ważne jest, żeby ludzie wierzący aktywni na polu kultury dawali wyraz swoim przekonaniom poprzez dzieła, które tworzą. Poprzez myśl, która wchodzi do wspólnego skarbca społeczeństwa i narodu oraz pozytywnie oddziałuje na innych.” Na co Przeciszewski: „Istotnym dokonaniem w tej sferze był Dziedziniec dialogu, zorganizowany w Warszawie przez kard. Nycza...” Biskup: „Są potrzebne takie duże wydarzenia, które mają oddźwięk medialny, ale potrzebny jest też systematyczny, codzienny dialog z niewierzącymi w każdym środowisku. Potrzebna jest współpraca na różnych płaszczyznach i przyjaźnie wierzących z myślącymi inaczej. Nie zawsze jest to możliwe. Dialog zakłada życzliwe nastawienie do siebie obu partnerów.”

Odnoszę nieodparte wrażenie, że większość moich biskupów ma inną strategię kościelną. Że nie szukają porozumienia ze środowiskami ludzi niewierzących. Nie dlatego, że widzą po tamtej stronie wrogość wobec Kościoła: biskup Jezierski nie jest naiwny, widzi ją również. Ale zwracam uwagę, że użył wyrażenia: „przyjaźnie wierzący”. Nie ma u nas takich na pęczki... Nie chcę przypisywać biskupowi poglądów we wszystkim podobnych do moich, różnimy się na przykład w ocenie „Gościa Niedzielnego”: nie sądzę, żeby, jak sądzi biskup, tygodnik ów rozszerzał horyzonty swoich czytelników, by rozumiał, co to jest dialog. Niemniej myśli na temat owego dialogu podobnych do tych, jakie tu cytowałem, jest na szczytach kościelnych polskich raczej niewiele, odnotowałem je zatem z radością ogromną.

19:36, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
piątek, 11 lipca 2014
Młodych i starych skłonności duchowe. Media, ludzie zwykli, Kościół

Księga Przysłów 2,1-5
„Mój synu, jeśli przyjmiesz moje słowa
i będziesz przestrzegał moich nakazów,
zwracając ucho ku mądrości,
a serce skłaniając ku zrozumieniu;
jeśli przywołasz rozsądek,
zabierzesz głos, by zrozumieć;
jeśli będziesz jej szukał jak srebra,
poszukiwał jak skarbów ukrytych,
wtedy zrozumiesz bojaźń Pana
i dojdziesz do wiedzy o Bogu.”
Przekład Ekumeniczny (dzieło 11 Kościołów polskich).
No właśnie, jeżeli przyjmiesz... „By rozum był przy młodości” (Kochanowski oczywiście). Ale naprawdę mądrzy starcy to też postulat, nie rzeczywistość.
Lekkomyślność na ogół mija, często jednak wypierana przez ciężkomyślność wyzbytą zapału, również tego chrześcijańskiego. Wiem, co piszę, w wieku już całkiem niemłodym.
Starym na sto dwa: dyrektor Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego ks. Wojciech Sadłoń jest młodszy ode mnie o 50 lat! Może także dlatego w rozmowie z KAI-ą (Tomaszem Królakiem) komentuje wyniki swoich badań rozsądnie: - „O duszpasterstwie trzeba zacząć myśleć punktowo i konkretnie. Znajdować mocne strony, zasoby, na których możemy budować. Na pewno są nimi: żywa, głęboka wiara Polaków, przywiązanie do Kościoła i tradycji, pobożność ludowa. To wszystko jest niewątpliwie duchowym kapitałem polskiego społeczeństwa. Trzeba to dostrzegać i umieć nazwać. Z drugiej zaś strony należy szukać konkretnych niedomagań. Myślę tu głównie o niedostatecznym zaangażowaniu świeckich w Kościele, o przepaści pomiędzy duchowieństwem a świeckimi, o tylko formalnym istnieniu parafialnych rad duszpasterskich i ich nieduszpasterskim nastawieniu.

Skupianie się na takich konkretnych, szczegółowych wyzwaniach, włączanie księży do krytycznej oceny kondycji parafii, opracowywanie programów i duchowe motywowanie do ich realizowania - jest absolutnie kluczowe.

To nie może odbywać się na zasadzie zadekretowania, ale ciężkiej, oddolnej pracy prowadzonej przez parafię i przez księży. Stoimy przed wyzwaniem zejścia do realiów, do konkretnych parafii, ludzi, księży. Podsumowując, potrzebujemy aktywnego duszpasterstwa angażującego księży i świeckich.”
Święte słowa socjologa i duszpaterza! Sadłoń nie widzi przyczyn sekularyzacji wyłącznie w działaniu wrogów Kościoła, np. w mediach, chociaż i w nas, dziennikarzach. Znowu spory cytat: 
„KAI: Czy i na ile o obecnym spadku mógł zadecydować - bardzo często nieprzychylny i tendencyjny - ton, w jakim o Kościele mówi się w mediach?
- Po pierwsze media nie są tylko głosem "zewnętrznym", nadawanym z jakiegoś innego świata. Ten przekaz nie powstaje poza społeczeństwem, ale jest także wyrazem jego rzeczywistych nastrojów społecznych, opinii, odczuć. Tak więc także przekazy wobec Kościoła negatywne też są przejawem pewnych postaw, które tkwią w społeczeństwie.
KAI: W tym i w uczestnikach niedzielnych mszy?
- Tak. Zjawisko antyklerykalizmu obserwuje się nawet wśród katolików. To, co słyszymy w mediach, mówi też jednak coś o nas samych. Niemniej, według mnie, w mediach występuje nadreprezentacja negatywnych głosów o Kościele; dysproporcja między tym, jak się układa rzeczywiste zaufanie do Kościoła a obrazem medialnym. Mamy nadreprezentację ukazywania Kościoła jako instytucji przestarzałej, nieadekwatnej do współczesności. To na pewno wpływa na tych niezdecydowanych, wahających się a także na pogłębianie się pewnej polaryzacji postaw. W Polsce coraz wyraźniej zarysowują się dwa obozy. Pierwszy to ci głęboko religijni, zaangażowani, aktywni, którzy czują się atakowani i, jak się wydaje, dostrzegają coraz wyraźniej konieczność obrony swoich racji. Z drugiej strony negatywne przekazy mediów utwierdzają przekonania Polaków negatywnie nastawionych do Kościoła i wiary.
KAI: Choć zapewne trudno szacować, jak duża grupa ludzi "odpadła" od Kościoła pod wpływem mediów?
- Tak, niemniej dałoby się takie badania zaprojektować. Musiałyby to być naprawdę bardzo szczegółowe analizy”.
Do tych słów mój komentarz jest taki, że nie tylko media są po trosze takie, jak społeczeństwo, ale i społeczeństwo oraz media po trosze takie, jaki jest Kościół mój, grzeszny i święty zarazem. Media i zwykli ludzie są często zbyt krytyczni, za mało piszą o tym, co w Kościele dobre, ale co, to złe, przecież aż piszczy. Amen!
A co do aborcji, to tylko tyle, co napisałem dzisiaj w „Metrze”: jest również i dla mnie problem, czy bardzo ciężko chory płód można pozbawiać życia: bo tak czy inaczej jest to też życie ludzkie. Czy znaczy to jednak, że należy zmuszać rodziców do heroizmu? W każdym razie czy może nakazywać go prawo państwowe?

15:06, jan.turnau
Link Komentarze (14) »
czwartek, 10 lipca 2014
Królestwo już coraz bliższe

„Idźcie i głoście: bliskie już jest Królestwo Niebieskie.”

To królestwo (niebieskie albo Boże) jest dla biblistów problemem sporym. Po pierwsze, wyrażenie to występuje głównie w ewangeliach synoptycznych: w ewangelii Jana tylko w trzech wersetach, w Dziejach Apostolskich w ośmiu, po trochu w listach Pawła i w pozostałych księgach. Można by powiedzieć poza tym, że w tekstach pozaewangelijnych Królestwo zostaje zastąpione przez Kościół: termin ten występuje tylko dwa razy tylko w ewangelii Mateusza, w Dziejach i innych dalszych księgach 105 razy. Tradycyjna teologia chrześcijańska utożsamiała te dwa pojęcia aż do XX wieku, więc nie było problemu, teraz jest.
Następną kwestią egzegetyczną jest odpowiedź na pytanie: Królestwo nastało już czy dopiero nadejdzie? Teksty biblijne nie są w tej sprawie jednoznaczne. Myślę, że jest tak i tak: nadeszło jako idea, którą już można realizować, etyczna rewolucja pojęciowa w postaci Krzyża, nadejdzie jako rzeczywistość, która się tworzy powoli. Tak, tworzy się. Uparcie twierdzę, że mimo wszelkich indywidualnych czy grupowych egoizmów już mamy Królestwa zaczątek: Unia Europejska to na przykład twór, o jakim nie śniło się sto lat temu, gdy państwa mieniące się chrześcijańskimi rozpoczęły wojnę potworną. Mamy dzisiaj plagę aborcji, eutanazja przestała być procederem odrażającym i nie usprawiedliwiają tego wszystkiego różne nowe zjawiska społeczne, jak na przykład niezamierzone skutki medycyny: wzrastająca liczba ludzi długo dogorywających czy płodów poważnie uszkodzonych. Ale termin „człowiek” brzmi dzisiaj o wiele dumniej niż kiedyś, o wiele bardziej liczą się jego prawa.

14:29, jan.turnau
Link Komentarze (35) »
środa, 09 lipca 2014
Czytając Asza i Brandstaettera

Ewangelia Mateusza 10, 2-4
„A oto imiona dwunastu apostołów: pierwszy Szymon zwany Piotrem i brat jego Andrzej, potem Jakub, syn Zebedeusza, i brat jego Jan, Filip i Bartłomiej, Tomasz i celnik Mateusz, Jakub, syn Alfeusza, i Tadeusz, Szymon Gorliwy i Judasz Iskariota, ten, który Go zdradził.”

Upał przypala umysł, ciężko mi przychodzi wymyślić w miarę świeży komentarz. Odłożyłem pisanie, otworzyłem radio, zawsze znakomity program drugi, a tam była audycja o współczesnym pisarzu izraelskim Amosie Ozie. Skojarzył mi się z wcześniejszym wielkim żydowskim autorem z Kutna, Szalomem Aszem, tym, co napisał „Męża z Nazaretu”, i oczywiście z Romanem Brandstaetterem. W jego dziele „Jezus z Nazarethu” Judasz jest powołany jako ostatni, dołączony na końcu do zebranych już jedenastu. I nie jest Judaszem, tylko Judą, zgodnie z oryginałem. Utrwaliła się natomiast tradycja translatorska nazywania go inaczej niż innego apostoła Judę (Tadeusza), żeby podkreślić jego odmienność duchową. Chyba to niepotrzebne, nie przekonałem jednak do takiej nowości również moich trzech tłumaczy biblistów. Ale u Asza apostoł, który zdradził, jest też, „po katolicku”, Judaszem. No i trzeba wiedzieć, że mamy raz w oryginale naprawdę Judasza, nie Judę, w Dziejach Apostolskich 5,37.
A specyficzny, rozlewnie poetycki styl Brandstaettera pierwszy raz wydał mi się piękny.

20:36, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
wtorek, 08 lipca 2014
By Bóg nie był bożkiem. Drugi polski święty Jan

Psalm 115,3-10
„Nasz Bóg jest w niebie,
Czyni wszystko, co zechce.
Ich bożki są ze srebra i złota,
Dzieło rąk ludzkich.
Mają usta, ale nie mówią,
Mają oczy, ale nie widzą.
Mają uszy, ale nie słyszą,
Mają nozdrza, ale nie czują zapachu.
Mają ręce pozbawione dotyku,
Mają nogi, ale nie chodzą.
Do nich będą podobni ci, którzy je robią,
I każdy, który im ufa.
Ale dom Izraela pokłada ufność w Panu,
On jest ich pomocą i tarczą.
Dom Aarona pokłada ufność w Panu,
On jest ich pomocą i tarczą.”

Historia starożytnego Izraela to dzieje walki o obraz Boga o wiele bardziej wysublimowany niż ten w krajach sąsiednich. Taki był żydowski monoteizm w porównaniu z okolicznymi politeizmami, takim też wysublimowaniem pojęć o Bogu była walka z Jego materialnymi wyobrażeniami. Antropomorfizm w pojmowaniu Boga wtedy oczywiście nie zniknął, ale ewolucja pojęciowa zmierzała w kierunku dzisiejszych myśli o Absolucie. O Bogu, który istnieje całkiem inaczej niż jakiekolwiek byty stworzone, o którym wiemy nieporównanie mniej, niż nie wiemy.
A w kalendarzu rzymskokatolickim dziś dzień św. Jana z Dukli, drugiego polskiego Jana po owym z Kęt. Urodził się prawdopodobnie w roku 1414, więc jest jednym z Polaków wspominanych państwowo w tym roku. Zakonnik bernardyn, przedtem jednak zapewne pustelnik, taka jest w każdym razie legenda, która budowała jego społeczny wizerunek. Kaznodzieja i spowiednik, zyskał sobie ogromny mir ubóstwem, pobożnością i życzliwością dla ludzi. Przypisywane mu są cuda, szczególnie uratowanie Lwowa oblężonego przez wojska Chmielnickiego. Poeta Jan Tulik zrobił z legend o tym polskim Janie piękną książeczkę, powstałą w Wydawnictwie Lisia Góra w Rzeszowie, zatytułowaną „Na Puszczy. Legenda o Janie z Dukli”. A ja, Jan nieświęty, w Dukli, a jakże, kiedyś dawno byłem, w okolicznych Zboiskach z dziećmi się wczasując, jeszcze zanim tamtejszego Jana Jan Paweł II świętym ogłosił był.

13:11, jan.turnau
Link Komentarze (24) »
poniedziałek, 07 lipca 2014
Zjawiska cudopodobne. Pruderia, teraz seksizm

Ewangelia Mateusza 9,18-26
Wskrzeszenie córki zwierzchnika synagogi i uzdrowienie kobiety cierpiącej na krwotok. Problem teologiczny cudów: poruszałem go już tutaj nieraz. Pisałem, że definicja tych zjawisk Tomasza z Akwinu dogmatem zgoła nie jest: ta, iż są to zjawiska sprzeczne z naturą. Święty Augustyn mówił przecież mniej więcej tak, że całe Boże stworzenie cudem właściwie jest. Dziś coraz mniej wiemy o owej naturze, współczesna fizyka namieszała potężnie. Namieszała poniekąd również dzisiejsza biblistyka: na przykład kardynał Kasper swoim poglądem, że „wiele opowieści o cudach zawartych w ewangeliach musimy określić jako legendarne”. Cud określa się raczej jako Boży znak, raczej dla konkretnego adresata czy też adresatów.
Wszystko to prawda, wszelako dzieją się ciągle wydarzenia cudopodobne. O owych kojarzonych z Janem Pawłem II napisano wiele, dziennikarz niemiecki o nazwisku English dodał takich przypadków sporo („Uzdrowiciel. Cuda Jana Pawła II”, WAM). Napisałem tutaj niedawno o zjawiskach niezwykłych związanych z kolei ze św. Faustyną oraz sam słyszałem od mego przyjaciela o fakcie z jego życia takowym. Córeczka zachorowała na nowotwór złośliwy w uchu, sprawa bardzo poważna. Żona prosiła o pomoc naszego papieża. Gdy nadszedł dzień operacji, okazała się niepotrzebna, rak gdzieś się podział. Wiem, że to choroba lubiąca nagle znikać i to „w kontekście” zupełnie niereligijnym, rozumiem też, że można modlitewny związek przyczynowy uznać za bardzo wątpliwy. Proszę tylko o jedno: o unikanie sądów kategorycznych. Niebezpieczne są w wielu sprawach, w tej również.
Teraz o sprawach zupełnie zwyczajnych. Moja prawie stuletnia ciotka ma umysł zupełnie nienadwyrężony wiekiem. Pamięć niemal dwudziestolatka, jest świadkiem przeszłości kapitalnym. Także dawnej obyczajowości w środowisku ziemiańskim („obszarniczym”). Młodzi mężczyźni tamtejsi nie wierzyli w bocianią rolę prokreacyjną, panny jednak prawie. Europosłanka Róża Thun znała słowo „ciąża” wyłącznie z pieśni wielkanocnej o kamieniu takiego ciężaru, a moja matka opowiadała kuzynkom, że podczas nocy poślubnej myślała, iż mój ojciec zwariował. Teraz problematyka językowa: moja siostra pochwaliła mi się kiedyś już całkiem dorosła, że zna znaczenie słowa nieprzyzwoitego: „bierdolić”. A na obóz młodzieżowy „Więzi” 55 lat temu zgłosiły się dwie harcerki, kończąc list organizacyjnym hasłem „Puszczajmy się!”...
Ale czas poleciał: mój bratanek postanowił uświadomić seksualnie syna. Zaczął nieśmiało ten temat, licząc, że ten go o coś zapyta – i rzeczywiście. Pytanie syna brzmiało: - Co chciałbyś wiedzieć? Albowiem czasy obecne cechuje wręcz jakiś seksizm. Nie w sensie stosowanym przez obrońców kobiet, ale w znaczeniu: „te rzeczy” jako temat totalny. Na przykład pewien autor napisał powieść, gdzie scena tego rodzaju występuje, bo jak inaczej, ale gdy miła rozgłośnia chce ją zareklamować, to oczywiście cytuje ten właśnie epizod. Nie znudzi to nam się kiedyś?

14:54, jan.turnau
Link Komentarze (19) »
niedziela, 06 lipca 2014
Prostaczkowie i prostacy. Józef Tischner - inteligencji duszpasterz genialny

Ewangelia Mateusza 11,25-26
„Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie.”
Ci „prostaczkowie” to mogą być też „maluczcy”, a „roztropni” mogą być „rozumni”, ale myśl jest jasna: Ewangelia nie jest bynajmniej domeną uczonych. Jest to wiedza z zupełnie innej półki, do której poznania trzeba zupełnie innych narzędzi. Może i bliżej jej nawet do „chłopskiego rozumu”, w każdym razie to „babuszki” raczej przechowały wiarę hrześcijańską w komunizmie, nie intelektualiści. Tak było nie tylko w Rosji, także w Polsce, gdzie Hegel kąsił luminarzy raczej, inteligencję, nie robotników i chłopów. I to oni są dotąd bardziej religijni niż ludzie wykształceni. Ci drudzy lubią mędrkować, są bardziej sceptyczni, także w sprawach religijnych.
Wszystko to święta prawda, nie wynika z niej jednak, że wiara nie potrzebuje „inkulturacji”. Gdyby się wzięto do niej w porę, gdyby zawczasu zaczęto tłumaczyć tak zwany depozyt wiary na język dzisiejszy, inteligencja nie odeszłaby tak masowo od Kościoła, nie nastąpiłby taki rozziew między Kościołem a kulturą. Nie opuszczałaby Kościoła nie tylko inteligencja w krajach komunistycznych, ta w krajach „kapitalistycznych” również. To po pierwsze, a po drugie nie idealizujmy ludzi zwanych prostymi. Prostactwa wśród nich również sporo, prymitywizmu myślowego i duchowego, który z Ewangelią nie ma nic wspólnego. Tak zwanemu ludowi prostemu też przecież daleko do ortodoksji chrześcijańskiej, gdy na przykład myli Trójcę Przenajświętszą ze Świętą Rodziną.
Gdy myślałem sobie o podobnych sprawach, o Kościele i inteligencji, to oczywiście o księdzu Tischnerze, duchownym inteligentnym przepotężnie, bramie do Kościoła dla inteligencji szerokiej. Czytam dalej książkę o nim Tomasza Ponikły, o ostatnich latach jego życia.

19:17, jan.turnau
Link Komentarze (14) »
sobota, 05 lipca 2014
Stare bukłaki rzymskokatolickie. Co to są prawa boskie?

Ewangelia Mateusza 9,14-17
Pytanie uczniów Jana: „Dlaczego my i faryzeusze dużo pościmy, Twoi zaś uczniowie nie poszczą?” Jezus odpowiada, że goście weselni nie mogą się smucić, dopóki pan młody jest z nimi. Jest tu zapowiedź Jego śmierci, dalej jednak mamy sławne zdania o młodym winie i starych bukłakach. Znaczą one, że dawne przepisy Prawa do Nowego Przymierza zupełnie nie pasują. Wracam do myśli wczorajszej na temat postów: sensowniejszy, bardziej chrześcijański, ewangeliczny wydaje mi się obyczaj ewangelicki. Nieprawda, że tamci chrześcijanie nigdy nie poszczą: owszem, robią sobie czasem takie ćwiczenia duchowe, ale bez katolickich (jeszcze bardziej prawosławnych) rygorów i rozróżniania między kręgowcami. Co zaś do uczniów Jana, to widać tutaj, jak ich mistrz stał na pograniczu dwóch Przymierzy. Bowiem on także nie odrzucił całkiem Starego Prawa czy raczej nie dotarł do tego, co było jego duchową istotą. On też zapewne zachowywał wszystkie posty.
Napisały mi się takie myśli na temat coraz bardziej burzliwy, wywołany lekarską deklaracją wiary. Co to są prawa boskie? Przeciwstawia się je prawom ludzkim chyba bez zastanowienia, co ten termin znaczy. A nie oznacza przecież jakichś poglądów jakiś ludzi wierzących religijnie, ale dotyczy wartości uniwersalnych, ogólnoludzkich. Jedni mniemają, że Bóg istnieje, drudzy w to wątpią, ale przecież dla każdego człowieka boskie prawa to te najważniejsze, bo Boga nie ma albo On jest, ale jeżeli jest, to jest dobrem najwyższym, zatem i Jego prawa są „ex definitione” najwyższe. Nie polemizuję tu merytorycznie z żadną ze stron w sporze o klauzulę sumienia, proponuję tylko, żeby obrońcy praw pacjenta czy w ogóle prawa państwowego nie mówili o „prawach boskich”, tylko o tych, które obrońcy klauzuli sumienia za boskie uważają. Bronię terminologicznej precyzji w sprawie zasadniczej: nikt nie może powiedzieć, że prawa boskie są mniej ważne niż ludzkie, bo Bóg jest zawsze ważniejszy od człowieka albo nie ma Go wcale.

14:55, jan.turnau
Link Komentarze (13) »
piątek, 04 lipca 2014
Czy to nie jest faryzeizm? Rozmowa z księdzem Lemańskim

Ewangelia Mateusza 9,10-13
„Gdy Jezus siedział w domu [celnika Mateusza] za stołem, przyszło wielu celników i grzeszników i siedzieli wraz z Jezusem i Jego uczniami. Widząc to, faryzeusze mówili do swoich uczniów: - Dlaczego wasz nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami? On usłyszawszy to, rzekł: - Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Idźcie i starajcie się zrozumieć, co oznacza: «  Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary » .” Starałem się to zrozumieć, by jednak się nie pomylić, zajrzałem do polskiego tłumaczenia Biblii Jerozolimskiej i znalazłem tam w przypisie wyjaśnienie takie oto: „Bóg ma większe upodobanie w wewnętrznych odruchach szczerego i współczującego serca niż w rygorystycznym i zewnętrznym wypełnianiu Prawa. Jest to temat często występujący u proroków (Księga Amosa 5,21 +)”.
A co do owych grzeszników, to także Jerozolimska wyjaśnia, że „podejrzewano ich przede wszystkim o niezachowywanie licznych przepisów związanych z przyjmowaniem pokarmów.” No właśnie, religijna gastronomia nie jest ważniejsza od etyki, choćby miała autorytet władzy religijnej. Mimo to akcentuje się ciągle w Polsce obowiązywanie rytualnego postu, także „jakościowego”, rzadko tłumacząc, że zamiast obowiązkowej ryby może to być jakiś spory dobry uczynek. Jest w tym, przepraszam, jakiś niezamierzony oczywiście faryzeizm. Pomyślmy nad tym dzisiaj, właśnie w piątek.
Rozmawiałem dzisiaj długo z księdzem Lemańskim: cieszę się, że jego kuria zaczęła wreszcie traktować go po ludzku, bo to jest naprawdę kapłan, ksiądz z prawdziwego zdarzenia. Mam nadzieję, że znajdzie sobie teraz duszpasterskie miejsce, w którym będzie mógł przyciągać do Kościoła ludzi wypędzonych stamtąd niechcący przez innych polskich duchownych.

15:10, jan.turnau
Link Komentarze (21) »
 
1 , 2
Archiwum