Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
czwartek, 31 lipca 2008
Piekło nie piec

Ewangelia Mateusza 13, 49-50

„Tak będzie przy końcu świata: wyjdą aniołowie, wyłączą złych spośród sprawiedliwych i wrzucą w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.”

Wizja eschatologiczna strasząca wiernych przez wieki, nie jedyna w Biblii. Dziś jest dla teologów oczywiste, że ostateczne potępienie nie będzie lokalizacją w  jakiejś sporej spalarni ludzi. A będzie na pewno potępieniem na zawsze? W świetle dzisiejszego nauczania Kościoła katolickiego i jego myśli teologicznej (to nie to samo: teologowie są z natury swej roli dużo śmielsi) można chyba powiedzieć tak: nie można wykluczyć, że byli, są i będą ludzie, którzy zamykają się na Boga tak, że nigdy się nie otworzą. To nie Bóg ich odrzuca, to oni sami Go nie chcą. Ale nie można również nikogo lokować myślowo w takim potwornym stanie ducha. Przyszłość ostateczna jest przed nami zakryta, nie do wyobrażenia także w tej sprawie.

Lektury: oczywiście cykl książek ks. Wacława Hryniewicza, wielkiego piewcy nadziei na zbawienie wszystkich (ostatnia rzecz: „»Abym nie utracił nikogo ...« W kręgu eschatologii nadziei”, Verbinum 2008)! Ale też mniej awangardowa książeczka Josego Orlandisa „Przygoda życia wiecznego” (Wyd. Księży Marianów 2008).

PS. Dziś dzień św. Ignacego Loyoli. W książce wielce uciesznej Hansa Conrada Zandera „Dlaczego mnisi byli grubasami” (Wyd. M - jak miłość?), którą tu już polecałem, mamy też satyryczny obrazek owego założyciela jezuitów. Autor nie darzy go sympatią, a swoją charakterystykę kończy tak:
„Jeszcze za życia świętego Ignacego wpływy jezuitów w kurii rzymskiej były tak znaczne, że nawet kardynał Caraffa, papież Paweł IV, nienawidzący Hiszpana z całego serca, nie odważył się nigdy przyjąć go inaczej jak tylko z oznakami wszelkiego szacunku. W przeciwieństwie do innych ludzi »absolutny szef« nigdy nie musiał klękać przed papieżem ani nawet stać przed nim z odkrytą głową. Dopiero kiedy w roku 1556 zmarł generał jezuitów, namiestnik Jezusa Chrystusa odważył się powiedzieć, co myślał: Ignacy Loyola, brzmiało orzeczenie papieża Pawła IV, był »tyranem«.
I tu się papież pomylił. Ignacy Loyola nie był epigonem starożytnych tyranów, lecz odważnym promotorem nowoczesnego zarządzania i marketingu. Antycypując prorocko nowoczesność, hiszpański założyciel jako pierwszy wprowadził w czyn te cnoty, o których obecnie wspomina cały legion »chcących go chętnie naśladować«. To on jest świętym »dyspozycyjności« i »mobilności«, »wizji« i »strategii«. A nawet w swojej nieznośności archetypem zupełnie normalnego, współczesnego szefa.”

Jezuitów nie lubią różni ludzie: od Pascala, poprzez prawosławnych, do współczesnych katolickich konserwatystów. Ja ich lubię, bo nie siedzą i narzekają, tylko ewangelizują jak mogą, nie bojąc się nowości.

15:19, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
środa, 30 lipca 2008
Mur imieniem Jeremiasz
Księga Jeremiasza 15,10.16-21


„Biada mi, matko moja, żeś mnie porodziła, męża skargi i niezgody dla całego kraju. Nie pożyczam ani nie daję pożyczki, a wszyscy mi złorzeczą. Ilekroć otrzymywałem Twoje słowa, pochłaniałem je, a Twoje słowo stawało się dla mnie rozkoszą i radością serca mego. Bo imię Twoje zostało wezwane nade mną, Panie, Boże Zastępów. Nigdy nie zasiadałem w wesołym gronie, by się bawić. Pod Twoją ręką siadałem samotny, bo napełniłeś mnie gniewem. Dlaczego mój ból nie ma granic, a rana moja jest nieuleczalna, niemożliwa do uzdrowienia? Jesteś więc dla mnie zupełnie jak zwodniczy strumień, niepewna woda.
Dlatego to mówi Pan: »Jeśli się nawrócisz, dozwolę, byś znów stanął przede Mną. Jeśli zaś będziesz wykonywać to, co szlachetne, bez jakiejkolwiek podłości, będziesz jakby moimi ustami. Wtedy oni się zwrócą ku tobie, ty się jednak nie będziesz ku nim zwracał. Uczynię z ciebie dla tego narodu niezdobyty mur ze spiżu. Będą walczyć z tobą, lecz cię nie zwyciężą, bo jestem z tobą, by cię wspomagać i uwolnić, mówi Pan. Wybawię cię z rąk złoczyńców i uwolnię cię z mocy gwałtowników«"
.

Tłumaczenie Biblii Tysiąclecia. Tekst jest jaśniejszy w Biblii Poznańskiej, bo tam zamiast: „Dlatego to mówi Pan” mamy: „Na to tak odparł Jahwe”. Ale Wujek (zmodernizowany) też ma związek przyczynowy: „Przeto to mówi Pan”.
Jednak to informacja pewnie pedancka: mało ważna wobec wielkiej dramatyczności tekstu o proroku żalącym się Bogu, że go zwodzi, prześladowanym przez pobratymców nielitościwie.

Najlepsze życzenia imieninowe dla arcybiskupa Jeremiasza, współpracownika mojego wspaniałego w dziele translatorskim; ostatnio w książce Biblioteki „Więzi” „Paweł Apostoł. Dzieło i myśl”, którą tu autoreklamuję wciąż bezwstydnie.

17:51, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
wtorek, 29 lipca 2008
Marta w kuchni i w Kościele
Ewangelia Jana 11,19-27 albo Łukasza 10,38-42

Dzień Marty, świętej Marty. Świętej, choć w potocznym wyobrażeniu bywa kobietą zajętą bardziej sprawami przyziemnymi, wręcz „przybrzusznymi”, niż tym, co duchowe, najważniejsze. Jaka była?
Ewangelie przekazały nam trzy jej obrazy. Najbardziej znany jest Łukaszowy, niezbyt dla niej korzystny. Zaprasza Jezusa do „swego” domu („Encyklopedia katolicka” komentuje, że najwyraźniej jako jego głowa - gdzie tu patriarchalizm?) i „uwija się koło rozmaitych posług”, oczywiście właśnie takich, które można uznać za przyziemne. Jej siostra Maria nie martwi się natomiast o materialny aspekt wizyty: „usiadła u stóp Pana i przysłuchiwała się Jego mowie” (cytuję znów Biblię Tysiąclecia). Wywołuje to prośbę Marty: „Panie, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu. Powiedz  jej, żeby mi pomogła”. Ale Jezus staje po stronie Marii: „Marto, Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba mało albo tylko jednego. Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona”.

Wniosek oczywisty: duch ważniejszy niż brzuch. I to święta prawda, szczególnie gdy gość niebywały. Tyle tylko, że jeśli nawet nie „primum edere, deindem philosophari”, to żeby filozofować albo „teologować” trzeba jednak czasem coś zjeść. Oraz trzeba jedne i drugie obowiązki dzielić w domu jakoś sprawiedliwie. Mądrze napisano w biblijno-liturgicznym miesięczniku „Oremus” „postbiblijną” modlitwę: „Panie, daj nam wrażliwość, abyśmy potrafili dostrzec ludzi zapracowanych i wyręczyć ich, aby i oni mogli znaleźć czas na spotkanie z Tobą”. Ogólniej mówiąc, jakże dobre są małżeństwa partnerskie, gdzie żona nie spędza życia przy garach i pieluchach.

Obraz betanijnego domu jakby podobny do Łukaszowego jest też u Jana (12,2-3). Tam Łazarz siedzi z Jezusem przy stole, Marta usługuje a Maria jeżeli też, to tylko namaszczając Mistrzowi nogi. Może było tak, że Maria miała do Niego stosunek wyjątkowo uczuciowy, co Martę drażniło: raczej nie sama miłość, tylko zapominanie przy Nim o wszystkim.

Bo Marta również kochała Mistrza, pewnie nie mniej. Zauważmy w dzisiejszej opowieści Janowej, że tam Marta, nie Maria, która została w domu, wybiegła na spotkanie Jezusa!
A Jezus raz kiedyś w rywalizacji sióstr stanął po stronie tej bardziej emocjonalnej, ale czy było tak zawsze? Łukasz odnotował tylko tamten epizod, bo - w przeciwieństwie do Jana  - nie był koneserem betanijnego domu, znał go mniej dokładnie, z drugiej ręki. Pewnie też dlatego, że opowieść o najlepszej cząstce potrzebna mu była dla podkreślenia roli kontemplacji, modlitwy. Która zbyt często przegrywa z nadmiernym aktywizmem.

Najlepsze życzenia imieninowe dla wszystkich dzisiejszych Solenizantek, ze wspaniałą  Martą Kuśmierską na czele!
16:31, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 28 lipca 2008
Jezus jako Azjata
Ewangelia Mateusza 13,34

„To wszystko mówił Jezus tłumom w przypowieściach, a bez przypowieści nic im nie mówił."

Ktoś napisał, że Jezus był Azjatą. Moja pierwsza reakcja na to „dictum" była trochę sceptyczna. Albowiem Azja to kontynent wielki nie tylko obszarem geograficznym, także ogromem duchowym kultur, które tam wyrosły, religii olbrzymich - ale ojczyzna Jezusa, ten skrawek zachodni, kawałeczek Bliskiego Wschodu, skrzyżowanie trzech kontynentów to chyba nie bardzo Azja.

A jednak tak. Jezus był Azjatą, bo mówił po azjatycku. Nie mam na myśli języka w sensie lingwistycznym, tylko literackim. Mówił przypowieściami! Przypomniał mi się ojciec De Mello, mędrzec indyjski wyznania katolickiego, któremu dostało się od Watykanu za nieprawowierność w sporej mierze dlatego, że swoje chrześcijańskie przesłanie ujmował w tej literackiej formie. Ma ona dla naszego europejskiego umysłu tę ogromną wadę, że nie przypomina wykładu, gdzie króluje sylogizm, ani kodeksu etycznego, gdzie paragraf nie parasol, jest jasny jak słońce. Jeśli jednak „verba docent", to „exempla trahunt" i takimi właśnie traktorami, ciągnikami są przypowieści. Nie tylko zresztą przekonują do wartości, także przedstawiają los ludzi i społeczności. „Królestwo niebieskie podobne jest do ziarnka gorczycy..."

Królestwo Chrystusa z ziarnka Dwunastu stało się religią światową. Dotarło do wszystkich kontynentów, choć jego ojczysty przyjął je raczej mizernie. Ale - paradoksalnie - największy dynamizm ewangelizacyjny wykazuje religia Jezusa w Chinach, choć Państwo Środka skute jest jeszcze komunizmem, a konfucjanizm, tamtejsza religia narodowa, wyjątkowo daleka jest doktrynalnie od tej, która kiedyś opanowała Europę. Ciekawym polecam lipcowo-sierpniowo numer „Znaku" poświęcony głównie Chinom; szczególnie artykuł ks. Romana Malka o tamtejszym Kościele katolickim nie tak bardzo podzielonym, jak się myśli. Wybitny sinolog kościelny widzi przed religią w Chinach, szczególnie właśnie chrześcijaństwem, wielką przyszłość. Na to jednak myśl tej religii musi się mocno otworzyć, niehamowana przez watykańską centralę.
13:58, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
niedziela, 27 lipca 2008
Mądrości trochę mieć
1 Księga Królewska 3,5.7-12

„Rzekł Bóg: - Proś o to, co mam ci dać. A Salomon odrzekł: - O Panie, Boże mój, (...) racz dać twemu słudze serce pełne rozsądku do sądzenia twego ludu i rozróżniania dobra i zła, bo któż zdoła sądzić ten lud Twój tak liczny?" Bóg wzruszył się pokorą króla, który podkreśla swą młodość i brak doświadczenia, też tym, że nie prosił o długie życie, o bogactwa ani o zgubę swoich nieprzyjaciół, tylko właśnie o kwalifikacje sędziowskie. Nagrodził go sercem mądrym i rozsądnym, „takim, że podobnego sędziego nie było przed nim i nie będzie po nim"
.

Czytamy o takim królu, gdy nasza władza zgoła mądrością nie grzeszy, rozsądkiem też nie, kiepsko odróżnia zło od dobra. A jeżeli się modli, to pewnie właśnie o zgubę swoich nieprzyjaciół, przy czym nie są to bynajmniej wrogowie zewnętrzni. Polska wciąż przypomina piaskownicę.
09:57, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
Babcia najważniejsza
                Wpis na sobotę  26 lipca 2008
Księga Syracydesa 44,1.10-15

Dziś imieniny panien i pań bardzo licznych, bo dzień świętej Anny. Też jej męża Joachima, w kalendarzu mamy też innych Ann trochę, ale żadna nie dorówna dzisiejszej i nie znam damy, co by świętowała 1 lutego, 26 maja, 7 lub 9 czerwca, 1 lipca albo 24 listopada. Babcia Jezusa z Nazaretu to godność nieporównywalna! Co prawda inne Anny (Marie Anny) istniały na pewno, a matka Marii to postać z tradycji, ale wczesnej (II wiek) i podpartej biologią: każdy człowiek ma rodziców.

Ci byliby z rodu Judy (czyli Maria też), podobnie jak Józef potomkowie Dawida, przy tym Anna jakoby pochodziła z Judei, ale Joachim z Nazaret, więc tam zamieszkali. Długo nie mieli potomstwa, ale modlitwa Anny została wysłuchana i urodziła się Maria. Kult św. Anny rozwijał się szybko, już w IV wieku istniał w Jerozolimie kościółek pod wezwaniem obu małżonków.
Księga Syracydesa głosi, że potomstwo mężów (żon też - JT) pobożnych też trzyma się Przymierza, „a przez nich - ich dzieci". Maria i Jej Syn trzymali się Przymierza całym swoim życiem, Jezus aż do śmierci krzyżowej.
09:56, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
piątek, 25 lipca 2008
Jakub nieznany, ale znany
Ewangelia Mateusza 20,20-28

Dziś święto, bo dzień jednego z Dwunastu, a tym dużo się należy: bycie w sztabie Chrystusa nie oznaczało automatycznie świętości (Judasz), niemniej jedenastu wyrosło na ludzi niebywałych.

Wyrosło, czyli w swoim rozwoju duchowym startowało od podstaw zwyczajnych: (prawie) każdy chce coś znaczyć. Ewangelie, które - jak pisałem ostatnio - są antyhagiograficzne, Jakuba dzisiejszego przyłapały na ambicji niezdrowej. Mateusz opowiada to tak: „Matka synów Zebedeusza podeszła do Jezusa ze swoimi synami i oddając Mu pokłon, o coś Go prosiła. On ją zapytał: - Czego pragniesz? Rzekła Mu: - Powiedz, żeby ci dwaj moi synowie zasieli w Twoim królestwie, jeden po prawej, a drugi po lewej Twej stronie."

Można by tłumaczyć Jakuba i Jana, bo o nich tu chodzi, że sami nie byli tacy namolni - ale psychologia sugeruje coś innego, zresztą Marek (10,35) im samym przypisuje tę prośbę o zaszczyty. I władzę: że o nią też chodziło, wynika jasno choćby z dalszego pouczenia Jezusa, które skierował już do samych Apostołów: „Wiecie, że władcy narodów uciskają je, a wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie u was. Lecz kto by między wami chciał stać się wielkim, niech będzie niewolnikiem waszym. Na wzór Syna Człowieczego, który nie przyszedł, aby mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu".
Politologia w ewangelijnej pigułce.

Wracam do bohatera dnia. Występuje wraz z bratem Janem Jeszcze w innej scenie charakterystycznej. Oba byli w gorącej wodzie kąpani, Jezus określił nawet krótko tę ich wybuchowość, nazywając ich „synami gromu" (Marek 3,17). Wzięło się to stąd, że razu pewnego podpadli im Samarytanie (Łukasz 9,54-56). Nie chcieli mianowicie przyjąć Jezusa w pewnym ich miasteczku, jako że zmierzał do Jerozolimy, a oni mieli swą świątynię na górze Garizim. Na co synowie pioruna zareagowali propozycją: „Panie, czy chcesz, a powiemy, żeby ogień spadł z nieba i zniszczył ich?"

Ale z czasem zrobili się spokojniejsi. Jan wyrósł na apostoła miłości do bliźnich. Nawet szczególnie do Samarytan, o których sporo w jego ewangelii, tak że nawet bibliści przypuszczają, że jakaś grupa tego ludu była środowiskiem macierzystym dzieła. A Jakub? Pewnie też wyspokojniał, ale - rzecz trochę dziwna - to postać właściwie nieznana. Jak na to, że wraz z Piotrem i Janem należy do „prezydium" sztabu, Jezus zabiera ich do miejsc szczególnych (góra Przemienienia), pomijając nawet czasem Piotrowego brata Andrzeja - o Jakubie mogło być w Ewangeliach coś ciekawego.
Dopiero Dzieje Apostolskie zawiadamiają, że Herod Agryppa I (trzeci kolejny król o tym imieniu), kazał ściąć Jakuba. Widać był postacią ważną, jeśli zgładził właśnie jego spośród nowej Dwunastki (z Maciejem po Judaszu). Może tak ważną, jak inny Jakub, nazywany pierwszym biskupem Jerozolimy, też Apostoł (syn Alfeusza, zwany Jakubem Mniejszym) albo jednak nie, na pewno brat Jezusa. Spór odwieczny, czy apostoł i brat to jedna osoba, czy dwie różne, też czy brat rodzony: raczej przyrodni albo cioteczny. Na szczęście mamy dziś Jakuba Większego, nie Mniejszego, a z nim problemów mniej.

Byłby wiadomości zupełny koniec, gdyby nie tradycja późniejsza, „postbiblijna", która wywołała jego kult niesłychany. Wysłała go mianowicie do Hiszpanii oraz stworzyła opowieść, że po powrocie do Judei Jakub zażyczył sobie przed śmiercią, by pochować go w ukochanym kraju. Co też i rzekomo uczyniono przewożąc ciało świętego Apostoła lądem i morzem za Pireneje. Na tamtym krańcu Europy odnalazł się z czasem cudownie jego grób, by święty mógł pomagać zeń duchowo w walce z Arabami. Można by rzec, że pomógł, bo Europa ostała się chrześcijańska. A już oczywista jest rola Santiago de Compostela jako sanktuarium: było kiedyś najważniejszym obok Rzymu i Ziemi Świętej. I tak Jakub (Jago) zabłysł po wiekach.

Na koniec radzę przeczytać koniecznie, co o naszym dzisiejszym męczenniku napisał autor dowcipny nieopisanie, ksiądz profesor Jan Kracik, w książeczce obowiązkowej polskiego katolika pt. „Dwunastu Apostołów" (Znak). A o galicyjskim (hiszpańskim, nie małopolskim!) sanktuarium będzie lektura obszerna w czwartkowym dodatku do „Gazety" z 14 sierpnia.
16:48, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 24 lipca 2008
Pismo Święte, nie świętobliwe
Księga Jeremiasza 2,7-8

„A ja wprowadziłem was do ziemi urodzajnej, byście spożywali jej owoce i jej zasoby. Weszliście i zbezcześciliście moją ziemię, uczyniliście z mojej posiadłości miejsce pełne odrazy. Kapłani nie mówili: »Gdzie jest Pan?«. Uczeni w Piśmie nie uznawali mnie; pasterze zbuntowali się przeciw mnie. Prorocy głosili wyrocznie na korzyść Baala i chodzili za tymi, którzy nie dają pomocy.”

Tak wielki pisarz żydowski podsumowuje moralnie swój naród: hagiografii tu nie  ma za grosz. Nie ma jej zresztą także w Biblii chrześcijańskiej, która swoich prominentów też nie oszczędza. Pismo bardzo święte, bo „świątobliwości” w nim nie uświadczysz.
16:45, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
środa, 23 lipca 2008
Szaleństwo
List do Galatów 2, 19-20

Ewangelia Jana 15, 1-8

„Teraz zaś już ja nie żyję, lecz żyje we mnie Chrystus".
„Trwajcie we mnie, a ja będę trwał w was".

Najpierw słowa Pawłowe, potem Jezusa. Więź mistyczna, dana niektórym. Daje On, komu chce, ale nasze chęci też nie są bez znaczenia. Trzeba się otworzyć, ile sił starczy, dać Bogu szansę. A równocześnie - bo jest to w gruncie rzeczy jedna sprawa, jedno przykazanie - trzeba otworzyć się na bliźnich.

Napisałem tu niedawno o książce Edwarda Augustyna „Ojciec Pio, święty na przekór". Autor przedstawia świętego od strony mało znanej, w każdym razie w Polsce. Pokazuje potężne, przechodzące wręcz w awantury, spory wokół jego osoby, spowodowane między innymi jego gorącymi, budzącymi podejrzenia relacjami z „płcią odmienną". Teraz odnotowuję tutaj, równie warty lektury, numer specjalny krakowskiego miesięcznika katolickiego „List", gdzie mistyk włoski występuje jako cudotwórca (liczne świadectwa polskie). Jest to jednak publikacja w ogóle o potrzebie szaleństwa dla Boga (wstępna rozmowa z ojcem Janem Andrzejem Kłoczowskim).
12:33, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
wtorek, 22 lipca 2008
Z Marią z Magdali na czele
Ewangelia Jana 20,1.11-18

W liturgii katolickiej dzień Marii Magdaleny, postaci biblijnej dużej wielkości (niejedyna to święta o tym imieniu, więc Marie Magdaleny mają imieniny w różnych terminach, także 27 bm., gdy w kalendarzu liturgicznym dzień Marii Magdaleny Martinengo).

Wybrano na dzisiaj z Ewangelii Jana opowieść o tym, jak wzięła Jezusa za ogrodnika. Ładnie napisano o tym w miesięczniku biblijno-liturgicznym „Oremus": „Łzy tak zniekształciły jej widzenie, że patrząc na Jezusa myślała, że to ogrodnik".

Są na jej temat dwie legendy, niby to różne, dla obie „seksocentryczne". jedna, nadpobożna, wymyślona na chrześcijańskim Zachodzie, robi z Magdaleny nawróconą ladacznicę, utożsamiając ją z obronioną przez Jezusa cudzołożnicą. Druga, ukuta przez plotkarzy antykościelnych, głosi, że była „partnerką seksualną” Jezusa, owszem, żoną. W obu legendach widać założenie, że roznosił ją popęd płciowy, na co nie ma żadnych dowodów w tekście biblijnym. Gdy ktoś kojarzy kobietę koniecznie z tą dziedziną życia, uznaje siedem czartów, które wygonił z niej Jezus, za oczywiście demony rozpusty - ale to antyfeministyczny aprioryzm.

Na szczęście Wschód chrześcijański nie popadł w tę egzegetyczną obsesję, Magdalena jest w tamtejszej ocenie wręcz „apostołką apostołów". Bo też Ewangelia Jana wyraźnie mówi, że zmartwychwstały Jezus ją uczynił łączniczką między Nim a apostołami, choć u Mateusza Magdalena dzieli tę rolę z „drugą Marią".

Jezus ukazuje się najpierw kobietom, potem mężczyznom. Mamy tu dowód na jego niebywały w tamtym miejscu i czasie „feminizm", a zarazem wyjaśnienie, dlaczego kobiety nie mogły być w Jego sztabie apostolskim: Jezus nie chciał wywoływać aż takiej rewolucji obyczajowej. Czyli biblijny argument przeciw kapłaństwu kobiet lekceważy twarde uwarunkowania socjologiczne.

A wśród kobiet uczennic Jezusa Maria z Magdali jest zawsze na pierwszym miejscu. Kochała Mistrza najmocniej, ale kojarzmy to z przekazem Ewangelii, nie z wszechwładnym erosem.
13:48, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 21 lipca 2008
Miriam, kobieta mężna, czyli biblijny wątek feministyczny

Księga Micheasza 6,4
„Otom cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli wybawiłem ciebie i posłałem przed obliczem twoim Mojżesza, Aarona i Miriam"
To, że w tej przywódczej trójcy jest kobieta, dziwi kogoś, kto ma schematycznie patriarchalny obraz starożytnego Izraela. Owszem, tamtejsze miejsce płci zwanej w naszej kulturze piękną było nieporównanie pośledniejsze niż mężczyzny. W„Encyklopedii katolickiej", która obszernie analizuje tę sprawę, wyczytałem, że „kobiety pozostawały rytualnie nieczyste z powodu krwawienia miesięcznego (Księga Kapłańska 15,19-24) i po urodzeniu dziecka (12,1-8), a okres tej nieczystości liczony był podwójnie, jeżeli urodziła ona dziewczynkę." Szczególnie ta podwójność świadczy o antyfeminizmie.

Ale role nietypowe kobiet nie były tam całkiem wyjątkowe, na przykład rola prorokini Miriam. Przepisuję hasło z „Encyklopedii": „Po raz pierwszy słyszymy o Miriam, kiedy matka Mojżesza włożyła dziecko do koszyka, który umieściła w sitowiu na brzegu Nilu, a siostra dziecka (nienazwana z imienia) obserwowała to wydarzenie z daleka; kiedy córka faraona znalazła dziecko, jego siostra podjęła się znaleźć Hebrajkę, która by je wykarmiła - i przysłała matkę Mojżesza". Opowieść z Księgi Wyjścia bardzo znana przynajmniej starszym pokoleniom, mniej znany jest dalszy ciąg żywota owej Miriam. Otóż „Encyklopedia" referuje: „Już w czasie wędrówki przez pustynię Miriam zajmowała szczególną pozycję wśród kobiet; w Księdze Wyjścia czytamy, że szła na czele kobiet i śpiewała pieśń chwały po wydarzeniach nad Morzem Czerwonym. W tym fragmencie Miriam została nazwana prorokinią. Później, gdy wraz z Aaronem krytykowała Mojżesza z powodu jego małżeństwa z Kuszytką, uważała siebie za prorokinię równą Mojżeszowi (Księga Liczb 12), za karę została dotknięta trądem, uzdrowiona tydzień później, kiedy na prośbę Aarona Mojżesz wstawił się za nią u Pana. W późniejszej tradycji biblijnej trąd Miriam uważano za ostrzeżenie pod adresem Izraela (Powtórzonego Prawa 24,9), a Miriam, Mojżesza i Aarona wspomina się jako przywódców posłanych przez Boga" (w tym właśnie wersecie u Michaeasza). Cytuję dalej: „W żydowskich legendach powygnaniowych podkreśla się powołanie prorockie Miriam, która miała przepowiedzieć narodzenie Mojżesza jako wybawcy ludu Izraela." Czyli Miriam (Maria) wielka.

Patriarchalizm rzymskokatolicki: w broszurce pt. „Ustawy Bractwa Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny" z roku 1900 napisano, że do organizacji mogą należeć żony, ale za pozwoleniem mężów. Maskulinizm mariologiczny...

14:50, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
niedziela, 20 lipca 2008
Wołać z głębokości
List do Rzymian 8, 26-27
„Duch Święty przychodzi z pomocą naszej słabości. Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak, jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami. Ten zaś, który przenika serca, zna zamiar Ducha, wie, że przyczynia się za świętymi zgodnie z wolą Bożą.”
Jak się modlić? Jak pokonywać wątpliwości, czy aby na pewno Ktoś nas słucha, a jeżeli słucha, to przecież właściwie wie wszystko; wie, czego nam trzeba albo i nie trzeba - więc po co mamy doń mówić? Problemy stare niemal jak ludzkość. Może w ogóle niewiele mówić, raczej milczeć próbując otworzyć się na Kogoś, kto naprawdę nas kocha, może robiąc sobie rachunek sumienia. Trochę jednak trzeba mówić: wyliczać ludzi, których powierzamy Mu szczególnie. W ten sposób sami jakoś otworzymy się na nich, ograniczymy myślową koncentrację na swojej osobie, przez co też trochę zmniejszymy własny ból. A jeżeli mówić o sobie, to tak, jak Jezus w Ogrójcu: odwróć ode mnie ten kielich, jednak nie moja, ale twoja niech się stanie wola. Wołać to tak emocjonalnie, jak wołali autorzy psalmów: z głębokości swojej doli.
Tyle myśli o modlitwie kogoś, kto sam nie jest ”peritus rei”.

14:04, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
sobota, 19 lipca 2008
Walka klas w narodzie wybranym

Księga Micheasza 2,1-5


Uwagę przyciąga takie zdanie: „W owym dniu wygłoszą przeciw wam satyrę”. Ostatnie słowo brzmi w kontekście biblijnym nieoczekiwanie. Biblia Tysiąclecia zdecydowała się na ten termin literacki wzorem Jerozolimskiej - Wujek ma „przypowieść”, Poznanianka - przysłowie. Piśmiennictwo Izraela było wtedy (II połowa VII wieku, oczywiście przed Chrystusem) już mocno rozwinięte, walczono ze sobą także ostrym piórem.

Kto z kim tutaj? Ci, „którzy planują nieprawość i obmyślają zło na swych łożach”. A jak obmyślą w nocy, to skoro świt zagarniają pola, domy, ludzi. Poznanianka komentuje: „Prawo chroniło właścicieli drobnych gospodarstw przed zachłannością możnych (Księga Kapłańska 25, Powtórzonego Prawa 15). Mimo to możni usiłowali w nieuczciwy sposób gromadzić w swych rękach majątki, co piętnowali już Amos (8, 4-6) i Izajasz (5,8)”. Obrazek „walki klasowej”, w której Bóg staje po stronie biedaków. Niestety Kościół katolicki zdecydował się dopiero w II połowie XIX wieku (po Chrystusie) podjąć podobne problemy piórem papieża Leona XIII („Rerum novarum”). Banalna już myśl, że daliśmy się wyprzedzić Marksowi.

11:42, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
piątek, 18 lipca 2008
Czy szabat jest do zbawienia koniecznie potrzebny?

Ewangelia Mateusza 12, 1-8

 Uczniowie Jezusa zaspokajają głód zrywając kłosy (ciekawe, gdzie i jak takie pożywienie zdarza się do dzisiaj, pewnie w wielu krajach zagłodzonych). Faryzeusze gorszą się nie tym, że uczniowie naruszają cudzą własność (Księga Powtórzonego Prawa 23,26 pozwalała na coś takiego), tylko ich pracą w szabat: wędrówką po polach i pracą rąk, które łamały zasadę odpoczynku w siódmy dzień tygodnia. Jezus odpowiada ostro: przecież król Dawid, gdy był głodny podczas ucieczki przed Saulem, pożywiał się bochenkami chleba pokładnymi, czyli takimi, które mogli jeść tylko kapłani. Z kolei ci „funkcjonariusze kultu” w ów dzień święty wykonywali czynności zabronione: zabijanie zwierząt ofiarnych, zmywanie naczyń. A - powiada Jezus - „tu jest coś większego niż Świątynia”. Czyli - korzystam dalej z nieocenionego „Komentarza praktycznego do Nowego Testamentu” - ludzie potępiani przez faryzeuszy robią wszystko na oczach Chrystusa, który jest o wiele większą świętością niż przybytek żydowski: oczywiste bluźnierstwo! I puenta Jezusowa: cytat z Pisma, że Bóg chce raczej miłosierdzia niż ofiary, po czym słowa, że Syn Człowieczy jest panem szabatu. Nie można było odpowiedzieć mocniej.
Co my na to? No cóż - jak na lato. 2000 lat nowej religii spowodowało, że szabat stał się symbolem absurdalnego legalizmu. Ale w tym absurdzie jest mądrość głęboka: do odpoczynku trzeba zmuszać, zatrzymać siłą w pędzie szalonym.

15:38, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
czwartek, 17 lipca 2008
Wciąż o szczęściu

Ewangelia Mateusza 11,28
„Pójdźcie do mnie wszyscy trudzący się i dźwigający ciężary, a ja was pokrzepię."
Przekład moich biblistów trzech wyznań. „Dźwigający ciężary" czy też „uginający się pod ciężarem" Poznanianki brzmi mocniej niż „obciążeni" w Biblii Tysiąclecia. Bardziej obrazowo: lepiej oddaje stan ducha ludzi w rozpaczy, załamanych pod ciężarem czegoś, co ich „dołuje" nielitościwie.


Pocieszenie, pokrzepienie w wierze. Kwestionowanie takiej możliwości nie ma sensu z punktu widzenia, by tak rzec, empirycznego: trudno nie wierzyć ludziom, którzy tak o sobie mówią. Ale na tę radość nadnaturalną trzeba religijności głębokiej.


Mądrość żydowska pociesza w szmoncesach. Tym o kozie, którą za radą rabina wziął sobie Icek i był wniebowzięty, gdy się jej następnie pozbył, i tamtym o napaskudzeniu mu na głowę przez nieuważnego ptaszka: rabin uświadomił Icka, że jest cudownie, albowiem krowy nie umieją latać...

13:30, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
Tusza czy dusza?

(wpis na środę) 

Księga Izajasza 10,5-7. 13-6
Znów o wojnie. Tym razem nie o Syrii, o Asyrii. Bóg użyje jej jako narzędzia kary na królestwo Judy. Mamy tu jak wiele razy w Biblii pierwotne (choć długowieczne, dotrwało do naszych czasów) myślenie teologiczne, w którym Bóg odpowiada personalnie za każde nieszczęście, w każdym razie za niektóre. Bardzo uproszczone pojęcie Opatrzności.


Malowniczy obraz mentalności owej Asyrii, która przecenia własną moc: „A jak zbierają porzucone jajka, tak ja zagarnąłem całą ziemię; i nie było, kto by zatrzepotał skrzydłem, nikt nie otworzył dzioba, nikt nie pisnął”. Ale to łupieżcze państwo jest tylko i wyłącznie narzędziem, niczym w porównaniu do mocy Boga: „Czy się pyszni siekiera wobec drwala? Czy się wynosi piła wobec tracza? Jak gdyby bicz chciał wywijać tym, który go unosi, i jak gdyby pręt chciał unosić tego, który nie jest z drewna”.


Otóż Bóg, który nie jest z drewna, ześle karę także na instrument kary. I tu w Biblii Tysiąclecia zagadka, chyba zabawna literówka: Bóg „ześle wycieńczenie na jego tuszę”, a powinno być pewnie „duszę”: słowo, które w Biblii oznacza w ogóle życie. Zajrzałem jednak do innych przekładów. U Wujka są „suchoty na tłustych”, w Poznaniance „niemoc na opasłych”. A więc jednak tusza, Tysiąclatkę przepraszam!


Zresztą, gdyby nawet była to literówka, nie gorszę się bynajmniej. Sam w zredagowanej przeze mnie książce „Paweł Apostoł. Dzieło i myśl”, o której tu pisałem po wielokroć, puściłem parę błędów. Jest tam na przykład w Dziejach Apostolskich (18,24) „Apollos krasnomówca” zamiast krasomówca. Acz dobrze, że nie krasnoarmiejec...

13:23, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
wtorek, 15 lipca 2008
Efraim: Któż to?
Czy Beria był Żydem?

Księga Izajasza 7,1-9
W księdze bogatej nie tylko językiem, też mnogością wiadomości, czytamy dzisiaj, że za czasów króla Judy Achaza król Izraela Pekach sprzymierzył się zdradziecko z władcą Syrii Resinem, by zdobyć Jerozolimę. Otóż Bóg kazał Izajaszowi uspokoić Achaza, że ci jego wrogowie przegrają z kretesem.

Powinienem chyba najpierw wyjaśnić, że po śmierci przesławnego Salomona państwo żydowskie zjednoczone przez króla Dawida podzieliło się. Niezbyt równo, bo południowe ze świętą stolicą Jerozolimą objęło tylko teren zamieszkały przez jedno pokolenie, mianowicie Judy. Co prawda, wyczytałem w „Encyklopedii biblijnej", że „do Judy zaliczono też kilka innych grup plemiennych, które osiedliły się na ziemiach na południe od Hebronu", wśród nich Symeonitów, czyli potomków Symeona, który też był jednym z synów patriarchy Jakuba. Ale z tejże encyklopedii wiem również, że po podziale królestwa Dawidowego Symeonici dołączyli do państwa północnego.

I teraz o państwie północnym, Izraelu. Otóż w dzisiejszej relacji biblijnej wygląda tak, jakby owo państwo nazywało się też „Efraim". I poniekąd tak było. Efraim nie był synem Jakuba, tylko wnukiem, synem Józefa, który jako najmożniejszy wśród braci swoją władzą w Egipcie zrównał z Dwunastoma dwóch swoich synów, mianowicie Manassesa i owego Efraima, przydzielając im osobne terytoria. Szczególną karierę zrobiło pokolenie tego drugiego. „Encyklopedia biblijna" wylicza znane postacie będące Efraimitami: byli nimi m.in. Jozue, Samuel, Jeroboam. No i właśnie Efraim niemal utożsamił się z Izraelem (w sensie państwa południowego - nazwa przeszła z kolei na cały lud żydowski).

Studiując nieocenioną encyklopedię, dowiedziałem się wreszcie, że imię Beria, znane nam z zupełnie innej historii, zdarzało się w tej świętej historii. Zwał się tak, a jakże, np. syn głównego bohatera mojego dzisiejszego wpisu! Ktoś mnie kiedyś przekonywał, że stalinowski oprawca był Żydem, nie Gruzinem. Plotka ma może rodowód biblijny?
15:44, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 14 lipca 2008
Krzyżyki
„Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za mną, nie jest mnie godzien”. Przeczytawszy uważniej ten tak dobrze znany „logion”, zauważamy mały problem. Z tego tłumaczenia Tysiąclatki wynikałoby, że chodzi tu o kogoś, kto niby to idzie za Chrystusem, ale bez krzyża na ramionach, czyli bez rzeczywistego naśladowania Mistrza. Można jednak przełożyć inaczej, dodając słówko „nie”, którego nie ma w tekście greckim, niemniej być może jest domyślne: chodziłoby zatem o kogoś, kto w ogóle nie idzie za Chrystusem, nawet z pozoru.

Ale to filologiczny drobiazg wobec radykalizmu etycznego, który tu tak czy inaczej mamy, a który jest sednem Ewangelii. Trzeba tak jak Chrystus znosić największe cierpienia.

Nie cierpieć, żeby cierpieć: Jezus dał się umęczyć i zamordować nie dlatego, żeby to samo przez się było konieczne dla zbawienia ludzkości. Jego ofiara polegała na tym, że mogąc swą boską mocą pokonać fizycznie wrogów, odrzucił pokusę przemocy: „A oto jeden z tych, co byli z Jezusem, wydobył miecz i zadawszy cios słudze, odciął mu ucho. Mówi mu [zapewne Piotrowi] Jezus: - Włóż miecz na swoje miejsce, bo wszyscy, którzy chwytają za miecz, od miecza giną. Czy myślisz, że nie mógłbym wezwać na pomoc mego Ojca, a dałby mi zaraz więcej niż dwanaście legionów anielskich?” (Biblia Poznańska)

Nieść swój krzyż. Oceniać jego ciężar porównując go niekoniecznie nawet z ciężarem tamtego: porównywać własną (nie)dolę z losem tych ludzi wokół mnie, którym jest na pewno ciężej. Nie histeryzować, nie poddawać się „dołkowi” psychicznemu, spojrzeć na życie mniej egocentrycznie. Może niosę nie krzyż, ale krzyżyk.
Pójść za Nim.
15:00, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
niedziela, 13 lipca 2008
Ewangelijna ekologia
List do Rzymian 8,18-23

Słowa o zbawieniu nie tylko jednego gatunku istot żyjących „Stworzenie bowiem zostało poddane marności nie z własnej chęci, ale ze względu na Tego, który je poddał, w nadziei, że również i ono zostanie wyzwolone z niewoli zepsucia, by uczestniczyć w wolności i chwale dzieci Bożych."

Miesięcznik „Znak" poświęcił cierpieniu zwierząt dużą część numeru czerwcowego. Ks. Wacław Hryniewicz napisał m.in.: „Ludzkość stanowi wprawdzie główny i bezpośredni cel zbawienia, ale nie wyłączny. Święty Ambroży z Mediolanu pisał: »Radować się będzie stworzenie (...), które teraz wzdycha w bólach rodzenia, albowiem marności poddane zostało również to stworzenie, dopóki (...) nie dopełni się odkupienie wszelkiego ciała«."

Ks. Hryniewicz dostrzega taki ”ekologizm” w całym Piśmie Świętym. Pisze, że „z całości wypowiedzi biblijnych przebija przeświadczenie o jedności całego stworzenia Bożego w całym jego zróżnicowaniu i wielości form bytowania. Jedność ta jest podstawą nadziei na ostateczne przeobrażenie całego świata". (...) Już w tekstach Starego Testamentu zarysowuje się myśl o solidarności między przyrodą ożywioną a ludźmi (zob. Ps 8; 104; Rdz 1-2; Pnp 1-3). Prorocy ukazują eschatyczne zbawienie w jego wymiarach kosmicznych. Szczególne znaczenie ma obraz trwałego pokoju wśród zwierząt (zob. Iz 11, 6-9; 65, 25). Bóg zawarł przymierze nie tylko z Noem, ale również «z wszelką istotą żywą (...) z ptactwem, ze zwierzętami domowymi i polnymi (...), ze wszystkimi, które wyszły z arki, z wszelkim zwierzęciem na ziemi» (Rdz 9 10; zob. Rdz 9, 15). Według proroctwa Ozeasza Bóg zawrze przymierze «ze zwierzem polnym i ptactwem powietrznym, i ze zwierzętami pełzającymi po ziemi» (Oz 2, 20). Słowiańska Księga Henocha (58, 6) mówi w sposób właściwy apokryfom o tym, iż w dniu ostatecznym dusze zwierząt oskarżać będą ludzi o ich złe postępowanie wobec istot niższych od siebie. Samym swoim istnieniem zwierzęta oddają cześć Bogu (zob. Ps 104; Hi 39-41). W Nowym Testamencie postacie zwierząt stają się wielkimi symbolami nowych rzeczywistości (baranek, gołębica, «istoty żywe» przed tronem Bożym w Apokalipsie).”

Można co prawda powiedzieć, że takich akcentów jest za mało. Osobiście dotyka mnie trochę obraz biblijny najserdeczniejszego przyjaciela człowieka, czyli psa: jest raczej negatywny, wyjąwszy jego rolę w wędrówkach młodego Tobiasza. No cóż, życzliwe uczucia także wobec ludzi w niejednej księdze Starego testamentu są mizerne (bij, zabij wroga razem z jego kobietami i dziećmi!) Człowiek w tekstach biblijnych jest w duchowym rozwoju. A owe teksty są też ”w tym temacie” różne. Ciekawe, że mamy w Biblii obrazy zwierząt, które by nam dzisiaj nie przyszły do głowy: oślica Balaama mądrzejsza od człowieka! Najważniejsza zaś jest mowa w obu Testamentach o nowej ziemi i nowym niebie.

Jeśli ziemi, to i całym Kosmosie. Jak to będzie? Nie mamy pojęcia! W ogóle nie do wyobrażenia jest „tamten świat", czyli zapewne też nowa ziemia i nowe niebo istniejące jakoś już „teraz", bo TAM nie ma naszego czasu, przeszłości, przyszłości.
15:37, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
sobota, 12 lipca 2008
Apostolat nie automat

Ewangelia Mateusza 10,24-33, Księga Izajasza 6,1-8

Przesłanie o posłannictwie. Ewangelia o tym, żeby się nie bać: „Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą". Włos nam z głowy nie spadnie bez woli Ojca, Jezus przyzna się przed Ojcem do każdego, kto się do Niego przyzna przed ludźmi, wyprze się przed Ojcem każdego, kto się Go wyprze przed ludźmi. A u Izajasza scena powołania proroka, oczyszczenia jego warg „kamieniem ognistym", czyli po prostu rozżarzonym węglem, żeby mógł czysty moralnie głosić słowo Boże (przerażało mnie w dzieciństwie to przypalanie czegoś tak delikatnego jak warga).
Świadkowie Jehowy chodzą po domach, zaczepiają w parkach, drugą skrajność stanowią Mali Bracia i Małe Siostry, którzy głoszą tylko świadectwem. Ale nawet i te cudownie milczące zakony nie sznurują ust, gdy ktoś pyta o ich wiarę. Trzeba głosić.

Aby mądrze. Żyjemy w czasach zamykania się w prywatności (choć tabloidy otwierają ją przeraźliwie): wejść komuś obcemu do domu, to jak z butami do sumienia. Tematyka religijna jest tabu szczególnym: nie porusza się jej nawet nieraz w gronie rodzinnym, jest tak prywatna, jak seks. Nastąpiła jakaś laicyzacja codzienności. Na pewno nie chwalebna, ale będąca faktem. Apostolat przez „obciach" nie ma sensu, w końcu ważny jest skutek, a nie to, czy zaliczyliśmy pobożną mowę.

Zatem jednak milczeć? Oczywiście nie, ale apostolat to nie automat. Ważne jest, kiedy się mówi - i co. Duża część polskich środowisk katolickich zachowała się w sprawie ciężarnej czternastolatki nie najmądrzej. Jaki bowiem był skutek ich działań? Do aborcji i tak zapewne doszło, a swoją - trudno to inaczej nazwać - nachalnością zamącili obraz Kościoła. A już najbardziej wołaniem o ekskomunikę dla pani minister, ba, wszystkich, którzy mają inne zadanie. Co daje takie zapalczywe gadanie, kogo przekona? Bo przecież nie chodzi o to, aby mieć czyste sumienie, że się odezwało bez ogródek. Nie rywalizujmy z radykałami po drugiej stronie: co z tego, że i oni nie przebierają w słowach?

13:52, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
piątek, 11 lipca 2008
Mnichem mądrym być
Ewangelia Mateusza 19,27-29, Księga Przysłów 2,1-9

Dzisiaj święto. Słowo kojarzy nam się z dniem wolnym od pracy zawodowej a niewolnym od obowiązku „pójścia do kościoła". Tak to religijną radość zastąpił nie zawsze radosny odpoczynek oraz nie zawsze radosny obowiązek odstania nudnego obrzędu...

Dziś nic z tych rzeczy, bo to święto w państwie żadne, a w Kościele nie „nakazane". Dzień postaci nie aż tak ważnej, choć ważniejszej od bardzo wielu wyniesionych na ołtarze. Wraz z apostołami i innymi wielkimi ludźmi Biblii święty Benedykt ma w liturgii rzymskokatolickiej dzień uznany za świąteczny, bo bardzo się dla Kościoła zasłużył. A na pewno i dla społeczności świeckiej. Słusznie został mianowany przez Kościół katolicki patronem Europy: rola kulturotwórcza benedyktynów jest chyba oczywista.

Nie są pierwszymi zakonnikami nawet i na Zachodzie, św. Augustyn dał wcześniej początek augustianom - niemniej są pierwszym na Zachodzie zakonem sensu stricto, czyli mniszym. Nie są organizacją księży, jak dominikanie, franciszkanie czy później jezuici, ale właśnie mnichami, czyli ludźmi tworzącymi zamknięte wspólnoty poświęcające się pracy i modlitwie.

Także pracy. Przekonanie, że idzie się do klasztoru, żeby się obijać, należy do arsenału bzdurnego antyklerykalizmu. Pewna moja znajoma benedyktynka, intelektualistka, pisarka nieprzeciętna, pracowała przez pewien czas w klasztorze bardzo ciężko, bo jako praczka. Była, owszem, pralka, ale również sporo kobiet wymagających takich usług, których maszyna nie wykona w całości.

Również płytko racjonalistyczna awersja do kontemplacji jest - mam nadzieję - dzisiaj przeżytkiem, gdy mamy modę na buddyzm i słyszymy o dzielnych mnichach tybetańskich. Idea opuszczenia „świata", którą mamy w dzisiejszej perykopie ewangelijnej, jak też zdobywania mądrości, o czym  w Księdze Przysłów, nie są jakowymś „fundamentalizmem". Klasztory są potrzebne także dzisiaj, może nawet dziś szczególnie. A mądrzy mogą być nie tylko ”starcy” prawosławni, także mnisi katoliccy.

Trzeba jednak też powiedzieć, że zakony katolickie (nie myślę tu konkretnie o mnichach) przeżywają kryzys. Nie tylko na Zachodzie, gdzie klasztory pustoszeją, także u nas, gdzie żeńskich powołań zakonnych mocno ubywa, a to, co wiem o klasztorach męskich, przeczy ich głównej zasadzie. To nie są wspólnoty, tylko domy zamieszkałe przez (starych albo młodych) kawalerów żyjących pod jednym dachem, ale całkiem osobno. Nie chcę uogólniać, na pewno jest różnie, ale mam sygnały niedobre. Przy czym bywa wręcz przeciwnie w klasztorach żeńskich i męskich. W tych kobiecych wspólnoty jest dużo, ale toksycznej: za dużo władzy, za mało demokracji, szacunku dla jednostki, kontaktu ze „światem". W tych męskich władzę się lekceważy, ale siebie - broń Boże; konfratrów lekceważy się również. A świat kusi, na przykład sławą w mediach.
16:34, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
czwartek, 10 lipca 2008
W rocznicę Jedwabnego
Ewangelia Mateusza 10, 14-15

„Gdyby was gdzieś nie chciano przyjąć i nie chciano słuchać słów waszych, wychodząc z takiego domu albo miasta, strząśnijcie proch z nóg waszych. Zaprawdę powiadam wam: ziemi sodomskiej i gomorejskiej lżej będzie w dzień sądu niż temu miastu.”

Takie słowa bywały przez wieki prochem wybuchającym przeciw Żydom.

Odnotuję trochę mojej lektury „w tym temacie”. W czerwcowej „Odrze” krakowski filozof całkiem pozakościelny profesor Jan Woleński wyraża się krytycznie o Kościele katolickim w Polsce przed wojną, w czasie wojny i teraz, warte uwagi jest jednak na tym tle takie jego stwierdzenie: „To fakt, że ocena postaw duchowieństwa w czasie wojny może być kontrowersyjna, jednak Gross jest niesprawiedliwy, gdyż duchowieństwo polskie odmówiło Niemcom wydania list ochrzczonych Żydów. I był to bardzo pozytywny akt. Oczywiście można zaraz mówić: no dobrze, mogli zrobić więcej. Ważne jednak jest, że zrobili to, co zrobili, a nie było to łatwe, biorąc pod uwagę, co działo się w innych krajach. W tym wypadku solidarność przeważyła nad różnymi różnicami. To jest bardzo godny przykład.”

W książce filozofa z kolei toruńskiego Mirosława Żelaznego pt. „Podpatrzyć niebo. Esej z filozofii idei” (Toruń 2008) znalazłem opowieść o babci autora, której niebo kojarzyło się zawsze z Żydem, który dał jej w dzieciństwie 50 groszy na cukierki. Ciekawe, ilu tym, którzy narażali życie broniąc Żydów przed Niemcami, mieli właśnie w (pod)świadomości taki obraz ludu żydowskiego. Przede wszystkim jednak mieli po prostu wrażliwe sumienie.
Takie, jak pan Tadeusz Mroczkowski, który przysłał mi taki wiersz.

OPOWIEŚĆ MORDERCY Z JEDWABNEGO
W oczach mu się dwoiło, a w głowie mieszało,
myślałem, chyba ze starości,
bo jak doprowadziłem go już blisko
szumiącej czerwieni
(w kościele, w którym uczono mnie dłonie
w strzelisty składać znak miłości,
dzwony nie biły na trwogę),
bełkotał coś o Morzu Czerwonym,
a kiedy ogień, nie fala, musnął mu twarz,
mamrotał coś o krzaku gorejącym
i jakiejś Księdze, takiej, co nie płonie,
choć słyszał wycie, a nie święty głos.
Przemiana płonącej stodoły w rozstępujące się
wody nie nastąpiła,
a przecież był Żydem takiej wiary,
co głosi: wszystko wisi na włosku.
Ja mu perswadowałem po ludzku
(tak mi się wtedy zdawało):
Ogień i Księgę, i Żyda przemienia w popiół,
a reszta się ulatnia w dymu całunie;
uwierz w to, a puszczę cię wolnym.
Lecz on do końca - po żydowsku
urągał mocy mej swoim uporem.
Musiałem pałką spełnić jego los,
a czyn ten nie był już moim wyborem.
Po latach pytam: z czego jest ten włos,
że się nie urwał i świat nie runął w łunie.

Karwowo, parafia Jedwabne, 2008
17:31, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
środa, 09 lipca 2008
Znak zapytania
Ewangelila Mateusza 10,5

„Nie idźcie do pogan i nie wstępujcie do żadnego miasta samrytańskiego”.

Taka instrukcja misyjna trochę dziwi w Ewangelii, która - podobnie jak trzy inne - jest przecież przesłaniem „ksenofilskim”. Chodzi tu tylko o kolejność w pracy misyjnej albo też jednak ta Ewangelia, pisana dla Żydów, ma tu ślad jakiejś szczególnej tendencji ewangelisty? W Biblii Poznańskiej ani w „Komentarzu praktycznym do Nowego Testamentu” nie ma tu żadnego znaku zapytania, jest on natomiast w „Katolickim komentarzu biblijnym” (Wydawnictwo „Vocatio”). Przeczytałem tam mianowicie, że „poważnym problemem jest pogodzenie tych wersetów z wielkim nakazem misyjnym w wierszu 28,19” (”Idźcie więc czyniąc uczniami wszystkie narody”). ”Nie ma łatwych odpowiedzi” - stwierdza z miłą szczerością czy po prostu krytycyzmem zagraniczny biblista, dodając, że przecież otwartość wobec pogan można zauważyć w niejednym miejscu tej Ewangelii. I taka hipoteza: „Być może Mateusz włączył to polecenie, ponieważ było ono ważne dla członków jego wspólnoty i wyrażało silne żydowskie poczucie wyjątkowego charakteru własnej tradycji”. Czyli potwierdzenie mojej intuicji: rozwijam się...

Jeszcze jedna sprzeczność i to w tej samej księdze - skomentuje ktoś podejrzliwy. Na co odpowiem: trudno, żeby nie było takich niejasności w tekście sprzed dwudziestu wieków.

Co zaś do szczególnej żydowskości Ewangelii Mateusza, to trzeba jeszcze zauważyć, że jest ona zarazem - wraz z Janową - bardziej antyżydowska niż dwie pozostałe, jeśli przez to rozumieć ostrzejszą krytykę żydowskich elit, establishmentu. Co jednak łatwo wytłumaczyć odróżniając owe elity (Jan nazywa je krótko a myląco „Żydami”) od reszty ludu wybranego.
14:49, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
wtorek, 08 lipca 2008
Bez pasterza
Ewangelia Mateusza 9,36

„A widząc tłumy ludzi, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce nie mające pasterza".

Przez kogo owe tłumy były porzucone? Ewangelia ma na myśli zapewne ówczesnych przywódców Izraela, kapłanów, uczonych w Piśmie. Można jednak pomyśleć, że właściwie zawsze jesteśmy znękani i porzuceni, żaden pasterz ziemski nie może nam wystarczyć. Mamy chwile radosnej pewności siebie, przyjaciół, w których znajdujemy oparcie psychiczne, ale to wszystko grunt niepewny. Nie uprawiam apologetyki, nie wmawiam agnostykom i ateistom, że  powinni pomyśleć o jakimś niezawodnym oparciu: oni wiedzą lepiej, czy im coś potrzebne do szczęścia. Jeśli wystarcza im rzeczywistość doczesna i czują się z tym dobrze, to i dobrze. Myślę o tych, których męczy egzystencjalny lęk.
17:43, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
Śmierć, śmiech, sen

Wpis na poniedziałek 7 lipca

Ewangelia Mateusza 8, 23-24

„Gdy Jezus przyszedł do domu zwierzchnika i zobaczył fletnistów oraz tłum zgiełkliwy, rzekł: - Usuńcie się, bo dziewczynka nie umarła, ale śpi. A oni wyśmiewali Go.”

Wyśmiewali Go pewnie nieraz, tu jednak chyba Jezus świadomie naraża się na taką formę dezaprobaty. Musiał przecież
wiedzieć, w jakim stanie jest dziewczynka. Może chciał sobie z nich zażartować, trochę zakpić? Prorok broni się w różny sposób, również i tak.

Ale to tylko moja amatorska egzegeza: w „Komentarzu praktycznym do Nowego Testamentu” biskupa Romaniuka oraz księży Jankowskiego i Stachowiaka czytamy inaczej: „Chrystus patrzy na śmierć nie tak jak wszyscy ludzie. W Jego oczach śmierć doczesna powoduje zmianę w życiu, ale nie przecina samego życia.” Czyli śmierć to też poniekąd sen.

17:42, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2
Archiwum