Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
piątek, 06 lipca 2007
Wielkie miłości Izaaka
Księga Rodzaju 23

Są w Piśmie Świętym słowa zwyczajnie wzruszające. Na przykład: „Wziąwszy Rebekę za żonę, Izaak miłował ją, bo była mu pociechą po matce." Przedtem zaś opowieść o tym, jak sługa (prawdopodobnie wspomniany wcześniej Eliezer) zdobył Izaakowi żonę w kraju, skąd Abraham przybył, żeby nie musiał (Izaak) ożenić się z kobietą tubylczą.

Jest czas pisania i czas czytania, czas ostrego namysłu i czas spokojnej zadumy: od jutra odpoczywam przez cały lipiec. Głównie w Cieplicach, w domu arcybiskupa prawosławnego Jeremiasza, łącząc turystykę z biblistyką, wycieczki w Karkonosze z tłumaczeniem na język polski 1 Listu do Koryntian. Jako wakacyjną lekturę polecam „Medytacje nad psalmami" brata Karola de Foucauld (Wydawnictwo Księży Marianów, Warszawa 2007, przekład Aleksandra Frej). Ów Karol, niedawno beatyfikowany, to prazałożyciel Małych Braci i Małych Sióstr, zakonów niebywałych w swojej prostocie, pracy i prawdziwym ubóstwie. Poza tym kto chce wiedzieć, co Kościół rzymskokatolicki poleca do czytania codziennego w teraźniejszym lipcu, niech zajrzy do półrocznika „Agenda Liturgiczna Maryi Niepokalanej", do miesięcznika „Oremus" albo do „Kalendarzyka Słowa Bożego" księży werbistów. Dziękuję, do zobaczenia.
17:48, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
czwartek, 05 lipca 2007
Pomyłka Abrahama
Księga Rodzaju 22, 1-19

Tekst biblijny znany, ach znany: ofiara z Izaaka. Bóg nakazuje ojcu zamordowanie swego syna i wprawdzie w ostatniej sekundzie wycofuje żądanie, jednak chwali takie posłuszeństwo i obiecuje nagrodę. Możliwa do przyjęcia dla mnie jest tylko taka interpretacja teologów: autor biblijny napisał, że Bóg kazał zrobić Abrahamowi coś takiego, bo ofiary z dzieci były w tamtej kulturze czymś zwyczajnym. Naprawdę jednak ów potworny nakaz pochodził od prawdziwego Boga w tej samej mierze, w jakiej nakazywał On rzekomo swemu ludowi mordowanie całej ludności zdobywanych miast wraz z kobietami i dziećmi. Musimy wreszcie pojąć, że Biblia jest zapisem dialogu z Bogiem, w którym człowiek stopniowo zdobywa wiedzę, że jest On miłością nad miłościami a nie wściekłym władcą.
16:28, jan.turnau
Link Komentarze (14) »
środa, 04 lipca 2007
Narracja o dwóch narodach
Księga Rodzaju 21,5.8-20

Biblia czyta się nieraz, jak tak zwaną powieść obyczajową, tyle że z wątkiem religijnym, wręcz cudownym. Tak jest w przeznaczonym na dzisiaj tekście, mówiącym o tym, co się stało, gdy Abrahamowi urodził się wreszcie właściwy kontynuator rodu, to znaczy Izaak.

Był problem, bo zanim doszło do cudownego poczęcia dziecka przez żonę Sarę, Abraham spłodził syna z niewolnicą, Egipcjanką Hagar. Ów starszy syn, Izmael, nabijał się z brata przyrodniego, co oczywiście zezłościło Sarę. Podpuszczała Abrahama, by wypędził rywalkę wraz z jej synem, ale Abraham kochał także Izmaela i uznał taki czyn za bardzo zły. No i interweniuje Bóg, wskazując wyjście korzystne dla obu stron: bardziej dla syna wolnej, ale opiekuńcze także dla dziecka niewolnicy. Potomstwo tej drugiej też ma stać się wielkim narodem.

I stało się, choć trudno odnieść konkretnie tę przepowiednię do jakiegoś ludu Bliskiego Wschodu. Dzisiejsi Arabowie wywodzą swe pochodzenie od Abrahama przez Izmaela, ale „niewiele z licznych ludów koczowniczych, wzmiankowanych w Biblii, określa się jako Arabów, a ich terytoria rzadko nazywa się Arabią. Identyfikuje się je raczej na podstawie ich geograficznego czy etnicznego pochodzenia: Amalekici, Izmaelici, Madianici. W Nowym Testamencie »Arabowie« (określenie to oznacza prawdopodobnie mówiących po arabsku) byli wśród wielojęzycznego tłumu, jaki się zgromadził w Jerozolimie w dzień Pięćdziesiątnicy (Dzieje Apostolskie 2,5-11)." To informacje ze „Słownika wiedzy biblijnej" (nieocenione wydawnictwo „Vocatio"). Stamtąd wyczytałem też, że w ogóle w Księdze Rodzaju stosunek do Izmaela i jego potomków jest na ogół pozytywny. Izmael otrzymuje specjalne błogosławieństwo od Boga (Księga Rodzaju 17,20), jest obecny przy pochówku Abrahama (25,9), jest, podobnie jak Jakub, ojcem dwunastu pokoleń (25,16). Izrael wojował na przykład z Amalekitami, ale chyba można powiedzieć, że ów konflikt w punkcie wyjścia powrócił na dobre dopiero współcześnie.
18:25, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
wtorek, 03 lipca 2007
Święty Tomasz i dialog d... z kijem
Ewangelia Jana 20,24-29

Tomasz niedowiarek... Napisałem tu już parę razy, że stał się symbolem brzydkiego sceptycyzmu niesprawiedliwie. Był faktycznie sceptykiem, ale wcale nie jedynym wśród apostołów. Ot, choćby najważniejszy z nich, Szymon Piotr, też miał duże kłopoty z uwierzeniem, że Jezus powstał z martwych. Gdy się ocenia człowieka, trzeba brać pod uwagę personalny kontekst. Iksiński zachował się nie najlepiej, ale Igrekowski i Zetowski też, więc nie ciskajmy nań gromów. To nie znaczy, że można kraść, bo inni kradną - ale nie róbmy z Iksińskiego złodzieja szczególnego.

Ta refleksja moralna przyszła mi do głowy, gdy przeczytałem m.in. w dzisiejszej "Gazecie", co ks. Andrzej Koprowski powiedział esbekowi o ks. Popiełuszce: że bardziej szkodził Kościołowi niż pomagał. Nie zgadzam się z tym poglądem, ale nie gorszę się. W ogóle nie wiadomo, co Koprowski naprawdę powiedział, bo święta wiara w prawdę teczek została już przecież mocno nadwątlona kilkoma kazusami: esbek troszczył się o rzetelność swoich informacji niemal tak, jak każdy sługa komunizmu. W czerwcowym numerze miesięcznika „List" ks. Jan Andrzej Kłoczowski opowiada o swoich rozmowach z esbecją i o tym, co potem oficerowie pisali, tak zgrywnie, że śmiałem się do tzw. rozpuku: bo była to nieprawda tragikomiczna. Wracając do ks. Koprowskiego: jeżeli nawet tak powiedział o ks. Popiełuszce, to nie był w tej opinii wcale odosobniony - przypominam, co ks. Popiełuszko zanotował po rozmowie z prymasem Glempem: że czuł się potem gorzej niż po maglowaniu esbeckim. Wobec odwagi ks. Popiełuszki krytyczni byli wówczas liczni duchowni polscy. Jan Paweł II, biskupi Miziołek i Kraszewski go bronili - ale było przed kim. Idea „dialogowania" z komunizmem, wywodząca się z watykańskiego „otwarcia na Wschód", dominująca za Pawła VI, ożywiała między innymi cały zakon jezuitów. W „Więzi" i w ogóle środowisku zwanym wtedy „znakowym" też powoli dojrzewaliśmy do poglądu, że jest to w praktyce dialog dupy z kijem (metafora ks. Tischnera zastosowana kiedyś do innego dialogu - wewnątrzkościelnego).

Myślmy zatem „kontekstualnie", jak mawia nasz kochany arcybiskup Nossol.
17:10, jan.turnau
Link Komentarze (13) »
poniedziałek, 02 lipca 2007
Kłopot z Bogiem

Psalm 103, 2-4, 8-11

"Błogosław, duszo moja, Pana,
i wszystko, co jest we mnie, święte imię Jego.
Błogosław, duszo moja, Pana
i nie zapominaj o wszystkich Jego dobrodziejstwach.
On odpuszcza wszystkie twoje winy
i leczy wszystkie choroby,
On twoje życie ratuje od zguby,
obdarza cię łaską i zmiłowaniem.
Miłosierny jest Pan i łaskawy,
nieskory do gniewu i bardzo cierpliwy.
Nie zapamiętuje się w sporze,
nie płonie gniewem na wieki.
Nie postępuje z nami według naszych grzechów
ani według win naszych nam nie odpłaca.
Bo jak wysoko niebo wznosi się nad ziemią,
tak wielka jest łaska Pana dla Jego czcicieli."

Obraz Boga jak wyjęty z książek ojca Hryniewicza czy - porównanie strawniejsze dla niektórych - z wizji świętej Faustyny. I ja wierzę, że właśnie taki jest Bóg. Miłosierny dla grzeszników nieskończenie. Ale nie tylko to. W ogóle nieskończenie dobry. Wierzę, że taki jest, mimo całej potworności świata, który stworzył, mimo całej tragedii ludzi, zwierząt i roślin. Wiem jednak, że trudno w to uwierzyć. Znam osobę z środowiska jak najbardziej katolickiego, której sprzeczność między dobrocią i wszechmocą Boga a potwornością Jego dzieła nie pozwalała przystępować do sakramentów. Nie była w stanie pogodzić wiary chrześcijańskiej z tą wiedzą przecież empiryczną. To jakaś olbrzymia uczciwość intelektualna! Ja jednak jakoś tę wiarę z tą wiedzą godzę. Tylko nie wierzę w wieczność piekła: byłoby niepojętą niedoróbką Boga, gdyby stworzył świat aż tak niesamowity. Wolna wola człowieka, który sam się potępia? Za wielka to cena wolnej woli, można to było jakoś inaczej urządzić. I wierzę, że nadejdzie „nowa ziemia i nowe niebo" bez starego piekła na ziemi i nowego zamiast nieba.

18:37, jan.turnau
Link Komentarze (14) »
niedziela, 01 lipca 2007
Nie pal bliźniego swego

List do Galatów 5,1.13-18

"Ku wolności wyswobodził nas Chrystus. A zatem trwajcie w niej i nie poddawajcie się na nowo pod jarzmo niewoli. Wy zatem, bracia, powołani zostaliście do wolności. Tylko nie bierzcie tej wolności za zachętę do hołdowania ciału, wręcz przeciwnie, miłością ożywieni służcie sobie wzajemnie. Bo całe Prawo wypełnia się w tym jednym nakazie: «Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego». A jeśli u was jeden drugiego kąsa i pożera, baczcie, byście się wzajemnie nie zjedli. Oto, czego uczę: postępujcie według ducha, a nie spełnicie pożądania ciała. Ciało bowiem do czego innego dąży niż duch, a duch do czego innego niż ciało, i stąd nie ma między nimi zgody, tak że nie czynicie tego, co chcecie. Jeśli jednak pozwolicie się prowadzić duchowi, nie znajdziecie się w niewoli Prawa."

Żeby zrozumieć tutaj Pawła, trzeba wiedzieć, że jego przeciwstawianie ciała duchowi nie jest przestrogą przed grzechami uważanymi za cielesne, w każdym razie nie tylko przed takowymi. Tu zresztą wyraźnie widać, że chodzi w ogóle o stosunek do bliźnich: żeby ich „nie kąsać i pożerać". Paweł nie wytrzymuje i przygaduje Prawu żydowskiemu, najważniejsze jednak, że akcentuje sedno wszelkiej etyki: „będziesz miłował bliźniego swego..."

W dzisiejszym tekście ewangelijnym (Łk 9,51-62) mamy opowieść à propos: apostołowie Jakub i Jan namawiają Jezusa, by im pozwolił ogniem z nieba spalić miasteczko samarytańskie, które nie udzieliło im gościny, bo szli do wstrętnej Jerozolimy. No cóż, uczniowie Chrystusa z wielkim trudem pojmowali, że bliźnim jest nawet nastroszony Samarytanin.

20:49, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
Niegodność
Ewangelia Mateusza 8,8

„Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój, ale powiedz tylko słowo, a mój sługa odzyska zdrowie".

Mateusz (on jeden z ewangelistów) uwiecznił oficera rzymskiego i te jego pokorne słowa. Weszły one do liturgii rzymskokatolickiej, powtarzane w przystosowanej wersji przed komunią świętą. Powtarzam je wtedy zawsze pewien, że nie jestem dość przygotowany do tego najświętszego sakramentu; nie chodzi mi nawet o to, czy nie jestem jednak w stanie grzechu ciężkiego, ale czy jestem w ogóle w stanie duchowym pasującym do tej wspólnoty z Bogiem i różnymi bliźnimi.

No i taka moja myśl ogólna: czy dosyć w Kościołach poczucia niegodności? „Ja, niegodny sługa" - mówi się często na różnych szczeblach eklezjalnej drabiny, chyba bez pełnego zrozumienia, co to naprawdę znaczy.

20:48, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
Archiwum