Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
piątek, 29 czerwca 2018
Duumwirat dziwnie przykładny

List do Galatów 1,11-20
Wskazałem ten tekst, bo czytamy tam o ich obu razem, o Pawle i Kefasie. Obu dzisiaj w moim Kościele (także u prawosławnych stosujących kalendarz gregoriański oraz u mariawitów) wspomnienie liturgiczne: u nas uroczyste, ma swoją wigilię i z tej mszy właśnie tamto czytanie. Obu apostołów świętujemy jednego dnia, podkreślając w ten sposób, że zgodnie przodowali wspólnocie kościelnej w stolicy rzymskiego imperium i w całym Kościele. 
Choć byli tacy różni. Łączyła ich wspólna wiara w Jezusa Chrystusa, również na pewno przekonanie, że wiara ta nie oznacza żydowskich rygorów gastronomicznych ani obowiązku obrzezania, niemniej dzieliło wiele. Można powiedzieć, że charakter, temperament, z którego może wynika myślenie radykalne, bezkompromisowe jakoś. W tymże Liście do Galatów w rozdziale drugim Paweł napisał o Kefasie, czyli Opoce, w duchu braterskiej szczerości, wręcz bez tak zwanych ogródek, krytykując go za oportunistyczny lęk wobec „tych z otoczenia Jakuba”. Może nie oportunistyczny: komentuje Tysiąclatka, że Piotr chciał uniknąć niepokojów. Nie bał się może osobistego podpadnięcia „judaizującym” konserwatystom, troszczył się raczej o jedność młodego Kościoła. Był za nią przecież szczególnie odpowiedzialny jako jednak pierwszy pośród równych. Wśród równych - takie poczucie równości musiał mieć Paweł, jeśli go skrytykował i to jakoś publicznie, nie w cztery oczy, „otwarcie”. Zaznaczam, że sam Pawłowy radykalizm merytoryczny, nie taktyczny, na pewno Opokę cechował, przecież on jako pierwszy w Kościele pouczony został przez Niebiosa, że między pokarmami nie ma religijnych różnic (Dzieje Apostolskie 10-11).
Zapewne przecież łatwo zrozumiał, że ta operacyjka nie obowiązuje na przykład Greków. Warto też wiedzieć, że w 2 Liście Piotra (3,15-16) mamy jego (lub raczej ucznia jego późnego któregoś) słowa o Pawle, gdzie nazywa go „umiłowanym”, powołuje się na jego teksty, zaznaczając wszakże, że są w nich „pewne sprawy trudne do zrozumienia, które ludzie niedouczeni i mało utwierdzeni opacznie tłumaczą, tak samo jak i inne Pisma, na własną swoją zgubę”. Był wobec także Pawła bez wątpienia bardziej niż on dyplomatyczny, by nie rzec, że jakoś pokorny. Może nawet tamten jakoś uczony troszkę lekceważył prostego rybaka. A ten w zachowaniu i słowach był ostrożniejszy i to międzyludzka rzecz zrozumiała. Dziwniejsze to, że na czele wspólnoty stali dwaj tacy i żadnego rozłamu nie było. Każdy miał inny charyzmat, ale wiarę i moralność podobną. Przypomina się postać Jana Chrzciciela, dzięki któremu też nie było walki o pierwszeństwo dwóch samców alfa: uznał mesjańską wyższość Jezusa. Alleluja!

20:07, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
wtorek, 26 czerwca 2018
Jan Chrzciciel, arcyprorok. Prorok papież Franciszek i polscy biskupi

Wpis na niedzielę 24 czerwca 2018
Ewangelia Łukasza 1,5-17
Dzieje Apostolskie 13,22-26
Ewangelia Łukasza 1,57.66.80
Patron mój Jan: tak wielki, że ma swoją liturgiczną uroczystość z wcześniejszą mszą wigilijną, uroczystość tak najwyraźniej ważną., że „wypchnęła” liturgicznie dzisiejszą niedzielę. Pojedynek podobny niełatwo wygrać: uroczystość Bożego Ciała pokonała 31 maja bm. oparte na Biblii przecież święto Nawiedzenia Elżbiety przez matkę Jezusa. 
Czytamy o tym Janie dzisiaj słowa Anioła Pańskiego do Elżbiety skierowane, że będzie wielki w oczach Pana i napełniony Duchem Świętym już w łonie matki, co niektórzy teologowie wschodni interpretują tak, że podobnie jak Maryja był Jan wolny od pierworodnej skazy duchowej. Prawosławni czczą go jeszcze mocniej: u nas tylko wspomnienie jego męczeńskiej śmierci 29 sierpnia, u nich jeszcze wspomnienie jego poczęcia oraz trzech kolejnych odnajdywań się jego ściętej głowy, która się chyba jakoś dziwnie gubiła. Poza tym jak u nas maryjna jest sobota, tak u nich Janowy jest wtorek. Był poprzednikiem Chrystusa najwspanialszym: ustąpił Mu społecznego miejsca, choć już był ludu obu ogromnym chrzcicielem. I choć miał koncepcję odnowy tego ludu inną niż Krewniak: wydawało mu się, że Mesjasz przyjdzie z groźnym „wiejadłem” w ręku, nie da największego przykładu niestosowania przemocy.
A teraz o proroku dzisiejszym. Jest pokorny naprawdę po chrześcijańsku, ale rządzi twardo. Walczy z aborcją porównując ją jak Jan Paweł II do Holocausta, ale w sprawie furtki dla rozwiedzionych nie ustępuje. Polecam gorąco lekturę studium Austriaczki, pani Sigrid Müller w letniej „Więzi”. Oto niektóre podkreślone przez redakcję w formie „wyimków”zdania.
„Sakramentów nie wolno postrzegać jako nagrody, ponieważ są one narzędziem łaski; Eucharystia nie stanowi premii za doskonałość, lecz pomoc we wzroście wiary”. „Miarą wartości przepisów prawa kanonicznego oraz rozważań dogmatycznych powinna być ich użyteczność w głoszeniu orędzia żywej obecności Boga i umożliwianiu jej doświadczenia” . Oraz też jedno z wyjaśnień końcowych: „Franciszek bynajmniej nie odstępuje od norm jako wzorca, ale uwzględnia osobiste ograniczenia konkretnego człowieka”. A w „Tygodniku Powszechnym” z 24 czerwca z kolei Artur Sporniak obszernie i bardzo ciekawie pokazuje, że Episkopat Polski zrewidował swoje stanowisko na temat „Amoris laetitia ”. Zwyciężyło jednak przekonanie, początkowo najpewniej mniejszości, że nauczanie papieża, także tego rewolucjonisty, należy przyjąć. Co prawda, biskupi zrobili unik: ogłoszony dokument ostateczny nie mówi wcale wyraźnie, że komunia dla tych grzeszników nie jest wykluczona (a był podobno poddany dyskusji gotowy tekst, cytowane było z niego zdanie negatywne), ale nie mówi też nic przeciwnego. No i zaprzecza się oficjalnie, że Watykan naciskał. Wiele jednak w Kościele dzieje się za ścisłą kurtyną. Także wewnątrzepiskopalne dyskusje.
Sporniak słusznie krytykuje taki obyczaj, sugerowanie trwania jednomyślności, której przecież nie ma - i być nie może, bo to humanum est.

12:27, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 18 czerwca 2018
Pociecha botaniczno-religijna. Oraz inna: ks. Krzysztof Grzywocz, duszpasterz na medal

Wpis na niedzielę 17 czerwca 2018

Księga Ezechiela 17,22-24
Ewangelia Marka 4,26-34
U Marka czytamy: „Z Królestwem Bożym dzieje się tak, jak gdyby ktoś nasienie wrzucił w ziemię” . Trzeba zacząć od wyjaśnienia, co ta monarchia w słowach Jezusa oznacza. W „Encyklopedii Biblijnej” wyczytałem, że to „panowanie Boga lub sfera, w której Bóg sprawuje lub będzie sprawował swoją władzę”. W tamtym cennym dziele znalazłem też informację, iż do końca XIX wieku katolicy i protestanci uważali, że Królestwo Boże można utożsamiać z Kościołem. Że to interpretacja błędna, głosił według „Encyklopedii” francuski teolog rzymskokatolicki Alfred Loisy, za co był za to ekskomunikowany i przez kilkadziesiąt lat jego prace były zakazane. Niemniej są dzisiaj wciąż problemy egzegetyczne: czy Jezus ogłosił, że Jego królestwo nadeszło już, czy że dopiero nadejdzie, czy już wtargnęło w historię, czy już w niej wzeszło. Mogę chyba powiedzieć, że już wzeszło w tym samym, że On przyszedł na świat.
Dalej mamy w tekście Markowym o tym, co z tego wynika. Inaczej niż u wszystkich trzech synoptyków, np. u tegoż Marka 4,1-8, gdzie mamy także o możliwościach efektu pesymistycznego: że z jakichś przyczyn roślina z nasienia nie wyrosła. Jednoznacznie optymistyczny obraz jest też u Ezechiela: mowa tam nie o sianiu, tylko sadzeniu, ale również tylko o tym, że owa działalność rolnicza się powiodła. W naturze już u nas prawie lato, więc obrazy botaniczne na czasie. Nastrajają optymistycznie, gdy się przeczyta w dzisiejszym tekście Ezechielowym, że wszystkim rządzi nie tyle biologia, ile Bóg, Pan historii całej. No i morał z tego taki, że niech żywi nie tracą nadziei, przede wszystkim chrześcijanie, ale też inni ludzie religijni. Można by też skomentować, że jest jakiś powód do optymizmu: Królestwo Boże to nie Kościół, to było jawne samochwalstwo, Kościół jest jakoś święty, ale i grzeszny, co widać coraz jaśniej, niemniej z gromadki uczniów rozwinęła się największa wspólnota naszego globu i w końcu ma to coś wspólnego z urzeczywistnianiem Królestwa. Można wszakże między innymi zapytać, czy ten sukces liczbowy jest trwały. Goni nas islam i chyba dogania. Kolebka chrześcijaństwa Europa raczej się wyludnia i laicyzuje. Przede wszystkim w Afryce, ale i Azji chrześcijan przybywa, w Ameryce może nie ubywa, ale nie wiadomo, co będzie dalej. Na co zawsze powinniśmy odpowiadać: „A oto ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata” (Mt 28,20). Czyli zawsze nadzieja. Przyszłość jest przed nami zakryta, nawet i każde jutro niepewne, niemniej wiara nadzieję rodzi. Taką mocną bardzo, jak nic innego chyba.
A na koniec kropla optymizmu: w felietonie Jonasza przeznaczonym dla „Magazynu Świątecznego” „GW”, a prezentującym duszpasterza na medal.
Świeccy nie gęsi, ...też swój rozum mają. O czym jeszcze mocniej niż dotąd napisał opolski teolog i duszpasterz, ks. Krzysztof Grzywocz w swojej książce „Na początku był sens” (Biblioteka „Więzi” 2018). Jest tam pośród innych bardzo ważna rozmowa z nim Zbigniewa Nosowskiego pod tytułem „Magiczna norma i nadopiekuńczy Bóg”. Ów odważny duchowny zachęca tam wierne owieczki do dużo większej samodzielności myślowej. I to w sprawach bardzo delikatnych: żeby samemu rozstrzygać, co jest moim grzechem, a co nie.
Cytuję: „Trzeba się wybijać na samodzielność chrześcijańską! Pewien dojrzały, wykształcony mężczyzna z długim stażem małżeńskim spytał mnie, czy może całować swoją żonę w miejsca intymne. I natychmiast okazało się, że jej samej nigdy wcześniej o to nie pytał! Przyszedł z tym pytaniem do księdza, który miał dać mu gotowe rozstrzygnięcie. A dlaczego ja, celibatariusz, mam rozstrzygać, gdzie i jak on będzie całował żonę? Takie pytanie bierze się z infantylnego rozumienia norm moralnych. Istnieje
jakaś magiczna norma – stworzona przez nadopiekuńczego Boga – która nie ma żądnego związku z realnym życiem, ale jak człowiek jej nie będzie przestrzegał, to mu się małżeństwo zepsuje. Tyle że nie patrzy się na to w kontekście relacji, np. czy taka forma wyrazu seksualności zbliża te dwie osoby, czy nie.
Niestety, dość często księża dają się wciągać w takie dywagacje i niepotrzebnie odpowiadają na takie pytania. Dają się wtedy wciskać w rolę wszystkowiedzącego narcystycznego guru i pozwalają traktować spowiedź jako spotkanie z normą, a nie z miłującym Bogiem. (...)Takie rozumienie Boga i moralności może ludzi wyprowadzać nawet poza Kościół. Niedawno pewna studentka powiedziała mi, że odeszła od Kościoła Spytałem, dlaczego: - Bo chcę być samodzielna.”
Zaznaczam, że ks. Grzywocz nie twierdzi, iż każda decyzja spowiadającego się jest poprawna, niemniej takie rozeznawanie etyczne jest decyzją w pewnym procesie, do zrozumienia pewnych norm trzeba dojrzeć. Napisał także: „Zdarza się, że słyszę w konfesjonale: - Współżyłem z narzeczoną. Gdy pytam, dlaczego jest to grzech, zdarza się, że szybko słyszę: - Co się ksiądz czepia, przecież uważacie to za grzech.” A przecież „ w nauczaniu Kościoła grzech to zło uczynione świadomie i dobrowolnie. A świadomie - to znaczy, że nie tylko wiem o istnieniu takiej normy, ale też potrafię ją, na ile mi rozum pozwala, uzasadnić”.
Jeszcze jeden cytat, równie ważny: „Na początku adhortacji [tej o małżeństwie, Amoris laetitia] Franciszek pisze, żeby nie zbiegać się do Magisterium Kościoła jak do nadopiekuńczej matki. «Nie wszystkie dyskusje doktrynalne, moralne czy duszpasterskie powinny być rozstrzygane interwencjami Magisterium».” Ba! Franciszek robi, co może, ale może nie wszystko. Monarchą jest pewnie, ale nie absolutnym. Ks. Grzywocz zaś duszpasterzem arcymądrym. Raczej był, bo zaginął w Alpach i najpewniej już nie żyje.

22:49, jan.turnau
Link Komentarze (25) »
niedziela, 10 czerwca 2018
Jak się zaczęło to nasze paskudztwo? Kardynał Hlond kandydatem na ołtarze

Jak się zaczęło to nasze paskudztwo? Kardynał Hlond kandydatem na ołtarze
Księga Rodzaju 3, 9-15
Oto, co dzisiaj poleca nam między innymi do czytania mój rzymskokatolicki Kościół: kawałek tekstu o grzechu pierworodnym (przekład, jak tu najczęściej, Biblii Tysiąclecia). Nie należy tego oczywiście rozumieć dosłownie, jako jakby faktu historycznego. Są w Biblii tego rodzaju informacje, ale ta jest innego gatunku literackiego. Nie rozumiem, czemu kiedyś bardzo dawno temu, oburzyłem się na kolegę, kiedy mi powiedział, że to symbol. Miał przecież rację, choć może jest tutaj określenie bardziej fachowe. Owszem, to fakt, ale jest nim to, żeśmy - ludzie - mniej lub bardziej moralnie świniowaci. Tłumaczy się tutaj w języku narracyjnym, skąd się to wzięło, jak się zaczęło. Naturalnie postacie literackie Adama i Ewy są literackie właśnie, Bóg jest przedstawiony jak w Biblii w ogóle nieraz, antromorficznie, ale inni bohaterowie opowieści bardzo realistycznie. Są jak żywi w tym swoim zwalaniu winy na innych: Adam na Ewę, Ewa na węża. No cóż, diabeł jest jakoś naszego grzechu winien, bo nas kusi potężnie, ale w końcu decyzja należy do nas. Owszem, jesteśmy uwarunkowani wielorako, jest w ogóle pytanie, czy Bóg musiał nas stworzyć takim, czy koszt wolnej woli nie jest za wielki, ale grzech, świństwa nasze, gołym okiem widać. Myśląc dalej, można powiedzieć rzecz oczywistą, że pojęcia moralne ewoluują: co kiedyś było oczywistością, na przykład kara śmierci, jawi się jednak niektórym jako okrucieństwo, z kolei homoseksualne związki, uważane za amoralne, za dopuszczalne tak jak heteroseksualne uważane są przez niektórych. Można również zauważyć w moim Kościele mocniejsze akcentowanie roli decyzyjnej własnego sumienia także świeckich. Wspomnę tutaj  raz jeszcze znakomitą książeczkę ks. Krzysztofa Grzywocza „Na początku był sens”, w Bibliotece „Więzi” niedawno wydaną, gdzie owa niesamodzielność myślowa laikatu wyśmiana jest niemal. Rozwinę to wspomnienie w felietonie Jonasza kolejnym. To wszystko o rozwoju etyki święta prawda, atoli również tamo, iż ułomność etyczna natury naszej wciąż ciąży przeraźliwie. Można sobie żartować, jak Konstanty Ildefons w którejś chyba swojej „Zielonej gęsi”, że Ewa nie dała Adamowi ugryść choć trochę zakazanego jabłka, zatem cała Biblia na nic - ale niestety stało się inaczej, Księga się nie myli.
Wracam do tekstu. Do tego zwierzaka, bez którego byłoby cudownie. Tu ciekawa biblistyczna egzegeza: dopiero w ostatnim dziele Starego Przymierza, Księdze Mądrości, mamy utożsamienie tego gada z szatanem. Potem w Nowym Testamencie są podobne przekazy w Ewangelii Jana (8, 44) oraz w Apokalipsie (12, 9 i 20,2), według mnie dopiero w ostatniej księdze całkiem wyraźne. Najpierw nie jest to tylko zwykłe zwierzę, to - powiada Biblia Poznańska - jakby pseudonim istoty wrogiej człowiekowi i Bogu. Choć i nie zawsze wrogiej: wąż miedziany z Księgi Liczb 21, 9 symbolizuje coś przeciwnego. A na  końcu dzisiejszego przydziału tekstowego słowa o wężu, niewieście i ich odmiennych potomstwach, czyli tak zwana Protoewangelia, pierwsza prorocza wieść o Mesjaszu.
Dołączam felieton nie o grzechach już, ale cnotach. Kardynał Hlond na ołtarze?
Katolicka Agencja Informacyjna doniosła, że pozytywną opinię o heroiczności cnót prymasa Augusta Hlonda wyraziła Komisja Komisja Kardynałów i Biskupów z Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych. Hm... Dziwna to dla mnie decyzja. Budzi podejrzenia, że na drodze na ołtarze z urzędu pierwszeństwo mają hierarchiczni prominenci. No bo nie rozumiem, jakie są argumenty na rzecz takiej oceny moralnej tego duchownego. Na pewno biskupa dużej klasy, jak na tamte czasy i miejsce myślowo otwartego, ale w czym widać u niego aż heroizm?  Domyślam się, że ów termin kościelny nie oznacza bohaterstwa w sensie świeckim, narażania życia w obronie innych, a w każdym razie szczególnego poświęcenia dobru innych, ofiarności wykazywanej na przykład  przez liczne matki. Co można by może powiedzieć również o prymasie Wyszyńskim, który decydując się ostatecznie na opór wobec komunistycznego reżymu, brał pod uwagę to, co go za to z tamtych rąk czeka. Hlondowi się przecież zarzuca, że wyjeżdżając z Polski z rządem sanacyjnym, po prostu uciekł zostawiając swoją owczarnię. Nie wiem, czy słusznie, w każdym razie mam z tą sprawą problem.
Tyle że raczej nie taki, jaki ma na  przykład Stanisław Obirek („Beatyfikacja antysemityzmu”, „Gazeta Wyborcza” z 6 czerwca). Chodzi mu, podobnie jak rabinowi  Rosenowi, dyrektorowi Amerykańskiego Żydowskiego Komitetu do Spraw Relacji Międzyreligijnych, o wypowiedzi Hlonda na temat Żydów właśnie. W tej sprawie jestem naprawdę uczulony, pochodzeniem z tego narodu wręcz  się chwalę, ale mam wątpliwości, czy to jest tutaj akurat najważniejsza sprawa. Szczególnie po przeczytaniu obszernego tekstu na ten temat arcybiskupa Henryka Muszyńskiego, który przeczytałem w Internetowym Dzienniku Katolickim KAI z 5 bm.. Jest to przecież hierarcha jak na biskupa polskiego w dialog z judaizmem wyjątkowo  zaangażowany.  Otóż ten były prymas swego poprzednika broni. Oczywiście nie wszystkich jego sądów, ale nie wyjmuje ich z kontekstu, cytuje je w całości, przytacza różne, a te na tamtym polskim tle historycznym wydają mi się bardzo umiarkowane. O tamten kontekst historyczny właśnie mi przede wszystkim chodzi. Zresztą Obirek przyznaje sam, że Hlond „nie był agresywnym antysemitą, jednak szczególną sympatią do Żydów nie pałał, można więc powiedzieć, że był dzieckiem swego czasu”. Otóż to, było to jeszcze przed Holokaustem oraz Soborem Watykańskim II, niemal powszechna opinia była przecież taka, że Żydzi są  w ogóle bogobójcami i cześć. Chyba można by poglądy na Żydów kardynała Hlonda porównać do tychże ojca Maksymiliana Kolbego. Poglądy, nie postawę, bo ten drugi poszedł na śmierć za bliźniego swego.

09:14, jan.turnau
Link Komentarze (31) »
sobota, 02 czerwca 2018
Szabat znaczy odpoczynek. Pokora zwyciężyć musi!

Wpis na niedzielę 3 czerwca 2018 r.
Księga Powtórzonego Prawa 5,12-15
Ewangelia Marka 2,23-3,6
Szabat... Obraz tego dnia w ewangeliach piękny nie jest. Oczywiście jednak Jezus mówi o jego rozumieniu rygorystycznym absurdalnie, superlegalistycznym. Owszem, nakaz biblijny jest twardy, mocny, ale przecież nie oznacza, że nie wolno zaspokoić głodu kłosami zboża, gdy się przechodzi przez pole, bo taka czynność to zabroniona praca, przestępstwem jest też nawet uzdrowienie człowieka w szabat. Można chyba podejrzewać ówczesnych faryzeuszy, że interpretowali tak Prawo nie dlatego, że byli takimi rygorystami, tylko z nienawiści do proroka z Nazaretu, który im podpadł w ogóle, w każdym razie odpoczynek jest wręcz obowiązkiem człowieka, nie tylko jego prawem. „Pamiętaj, abyś dzień święty święcił” to dla wierzących religijnie obowiązek czynności ściśle religijnych, ale dla wszystkich ludzi jest oczywistą także medycznie zasadą, że tak zwany pracoholizm zabija. Przykazanie dekalogu jedenaste: ODPOCZYWAJ! Choćby porządnie się wyśpij! Ks. Krzysztof Grzywocz wraz z psychoterapeutą Adamem Jawińskim tłumaczy to między innymi bardzo ciekawie w swojej książeczce Biblioteki „Więzi” po tytułem „Na początku był sens”. Polecam ją jako lekturę po pracy, a może i wręcz na plaży, gdy nadejdzie ochota na taką też rozrywkę.
A teraz felieton taki. Pokora zwyciężyć musi!
W niedzielę rocznica nieokrągła, ale warta uwagi. 55 lat temu zmarł papież Jan XXIII. Postać na tronie najwyższym niebywała. Kościół rzymskokatolicki stracił swe Państwo Kościelne, pozostała mu tylko watykańska resztka, niemniej biskupi rzymscy czuli się wyniesieni już pod same niebiosa, nieomylni w każdym calu. A tu papieżem został filuterny grubasek, zwykły chłopek roztropek, prostaczek, ale ewangeliczny. Pełen zawsze dobrego humoru, ale wiedzący świetnie, jaki jest jego Kościół, widzący wady straszliwe. Na teologii się znał się słabo, niemniej na tyle, żeby doskonale rozumieć , co jest w Kościele najważniejsze. Zainicjował wydarzenie ogromne pod tytułem Sobór Watykański II, puścił w ruch reformatorską machinę. Rozpoczął korowód papieży, którzy pozwalali jej się kręcić. Nawet i bardzo ostrożny Benedykt XVI, bojący się jak ognia odnowicielskiej przesady, decyzją o przejściu na emeryturę błysnął po prostu pokorą. Zrozumiał, że Kościoła pełnego pychy potężnej, a brodzącego w grzechach okropnych, sam odrodzić nie zdoła. Nastał po nim zapatrzony w Jana XXIII Franciszek, antyklerykał na miarę Lutra, świadomy grzeszności własnej, ale i swego aparatu. W Polsce go księża nie lubią, jednak i tamten Jan nie był ich ulubieńcem. Taka już polska uroda kościelna. Nie rozpaczajmy natomiast: albowiem panta rei - powiedziano w języku w języku ewangelii, wszystko się zmienia naprawdę.

21:27, jan.turnau
Link Komentarze (52) »
Archiwum