Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
czwartek, 22 czerwca 2017
Szaleńcy rozmaici

2 List do Koryntian 11,1
„O, gdybyście mogli znieść trochę szaleństwa z mojej strony!”
To jak zwykle tłumaczenie Tysiąclatki. Może jednak raczej głupoty (EPP), jakiegoś braku rozsądku, bo wymaga za dużo.
Na pewno zwyczajny Paweł nie był. Już to samo, że z wroga okrutnego stał się obrońcą zaciekłym, propagatorem nowej religii. Misjonarzem jej arcydynamicznym.
Można jednak zaszaleć inaczej. Dzisiaj w Kościele rzymskokatolickim wspomnienie świętych męczenników Jana Fishera i Tomasza Morea`a, Anglików, którzy oparli się królowi Henrykowi VIII, co miał całkiem spore zachcianki. To też było szaleństwo: jest przecież zawsze trochę sposobów, żeby się jakoś usprawiedliwić, tylko nieliczni mówią twardo „nie”.
W końcu za „komuny” opozycjonistów było po paru latach powojennych już bardzo niewielu, dochodziliśmy do wniosku, że walka nic nie da. A później Jana Józefa Lipskiego wielu z nas uważało początkowo za szaleńca.
Swoją drogą do takich szaleństw oczywiście skłania jakaś dyktatura, nawet jest ich warunkiem. Demokracja nie rodzi raczej męczenników, choćby nawet przez swoją czasem fanatyczną laickość czepiała się każdego krzyżyka na szyi. Nikt już na szczęście w tym ustroju głowy za poglądy nie ucina. Ewangelii zwycięstwo niespodziewane.

19:34, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
środa, 21 czerwca 2017
Taka dziwna radość. Szukajmy wszyscy!

2 List do Koryntian 9,7
„Radosnego dawcę miłuje Bóg”.
To zwyczajny morał: egoista innemu nie da, altruista się z bliźnim podzieli. Ale też to obserwacja psychologiczna niektórych. Są przecież tacy, co naprawdę radują się radością innych. Podobni ludzie bywają jakby z natury (instynkt opiekuńczy), jednak też nie kiedy z nawrócenia. Można z czasem zrozumieć, że moje „ego” to nie Pan Bóg, a nawet swoje nowe zachowanie polubić.
Przeczytałem letni numer kwartalnika „Więź”, a tam między innymi kapitalny tekst Aleksandry Domańskiej „Dwie rywalizacje. Czytając «Listopad» Henryka Rzewuskiego”. XIX-wieczny autor „Pamiątek Soplicy” skonfrontował w tej powieści dwie postawy szlachty polskiej w wieku poprzednim: konserwatywną, uwielbiającą rodzime obyczaje i mentalność, z otwartą na zagranicę, reformatorską. Domańska napisała, że tekst nabrał dzisiaj niebywałej aktualności i pokazuje to bardzo ciekawie.
Ale równie warte uwagi są poglądy wypowiadaneprzez księży Tomasza Halika, Rafała Pastwę i Grzegorza Strzelczyka oraz Zbigniewa Nosowskiego i Tomasza Maćkowiaka, pod hasłem „Wszyscy szukajmy”: nowego sposobu przekazu wiary chrześcijańskiej. Na szczęście mamy obecnie papieża, który w tym poszukiwaniu przoduje, dobry przykład dając, swoją adhortacją „Amoris laetitia”. Przykład ów nie jest jednak uważany za dobry przez niejednego kościelnego prominenta.
W tejże „Więzi” adhortacji broni teolog niemiecki ks. Eberhard Schockenhoff, mianowicie tamtej furtki dla rozwodników. Oczywiście nie w sposób redukujący nowatorstwo Franciszkowego nauczania przez twierdzenie, że owszem, ale ich udział w Komunii możliwy jest tylko wtedy, gdy powtórne małżeństwo zrezygnuje z pełnego życia seksualnego. Pisałem o tym sporze w ubiegły piątek. Ów teolog niemiecki porusza w podobnym duchu także problem antykoncepcji. Naprawdę warto wydać złotych 25 i ten gruby tom „Więzi” kupić!

13:27, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
wtorek, 20 czerwca 2017
Bogactwo prostoty, hojności

2 List do Koryntian 8,1-2
„Donosimy wam, bracia, o łasce Bożej, jakiej dostąpiły Kościoły Macedonii, jak to w dotkliwej próbie ucisku uradowały się bardzo i jak skrajne ich ubóstwo zajaśniało bogactwem prostoty.” A może „ich hojności”, jak przełożyli trzej moi znawcy Pisma? Dosłowne tłumaczenie ks. Remigiusza Popowskiego i Michała Wojciechowskiego ma tu podobnie jak Tysiąclatka „prostotę”. Spróbuję jednak biblistów pogodzić. Prostota i hojność to czasem jednak prawie to samo. Bo przecież można być na przykład pięknym, choć mało czymozdobionym, bo mamona nie zdobi, raczej prostoty bogactwo, i można być wtedy jakoś hojnym, jak tamta uboga wdowa ze swoim grosikiem.

12:43, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
Dola nasza chrześcijańska

Wpis na poniedzialek 19 czerwca
2 List do Koryntian 6,4-10
„A we wszystkim uważamy się za sługi Boga: w wielkiej cierpliwości, w udrękach, w potrzebach, w uciskach, w chłodach, w więzieniach, w rozruchach, w trudach, w nocnych czuwaniach, w postach, w czystości, w poznaniu, w wielkoduszności, w dobroci, w Duchu Świętym, w miłości nieobłudnej, w mówieniu prawdy, w mocy Bożej; przez oręż sprawiedliwości w prawej i lewej ręce, przez chwałę i hańbę, przez zniesławienie i dobrąsławę – jako zwodziciele i prawdomówni, jako nieznani i znani, jako umierający i oto żyjemy, jako karceni, a nieuśmierceni, jako zasmuceni, a zawsze radośni, jako ubodzy, a wzbogacający wielu, jako nic nie mający, a posiadający wszystko.”
(Ekumeniczny Przekład Przyjaciół)
Paweł bywa pisarzem znakomitym. Kojarzy mi się ciągle raczej z długimi i skomplikowanymi zadaniami, a tutaj prawie poezja, jak w sławnym hymnie o miłości. Dola nasza dzisiaj nie tak dramatyczna, jak w on czas, choć czasem ktoś się z nas pośmieje, bośmy wiary innej albo i bez wiary. Ale nawet gdy bywa nielekka, bądźmy mężni.

12:41, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
niedziela, 18 czerwca 2017
Katoliku, lituj się! Zakonnica o niektórych księżach

Ewangelia Mateusza 9,36-10,8
„Jezus, widząc tłumy, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owe nie mające pasterza. Wtedy rzekł do swych uczniów: - Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo. Wtedy przywołał do siebie dwunastu swoich uczniów i udzielił im władzy nad duchami nieczystymi, aby je wypędzali i leczyli wszystkie choroby i wszelkie słabości.”
No cóż, mamy być takimi robolami. Jezus nie dał nam takiej władzy? Owszem dał, choć nie tak nadzwyczajną. Można przecież leczyć ludzi znękanych życiem przez zwykłe dobre słowo i jakąś pomoc materialną. Niedoceniana jest działalność kościelnej Caritas, o której teraz trochę głośniej, bo zmienia się jej dyrektor: dotychczasowy, ks. Marian Subocz, odchodzi po dwóch kadencjach. A mówił w rozmowie radiowej, że Polacy są bardzo ofiarni, nie tylko w datkach pieniężnych, także w pracy organizacyjnej. Co mogę potwierdzić, widząc arcydzielną panią z mojej parafii, która dziękuje za każdy banknot, jakby miał iść do jej własnej kieszeni. Nie jest zatem z nami najgorzej. Tylko dzika polityka antyuchodźcza obecnego rządu psuje nas intelektualnie i moralnie, strasząc grozą islamskiego terroru. Owszem, religia ta przeżywaduchowy kryzys, jej prominenci za słabo tłumaczą, że ISIS to nie Koran – ale mogą tamto utożsamienie krytykować także sami działacze partyjni przyznający się do katolicyzmu manifestacyjnie. Wolą kierować się niewolniczo słupkami poparcia i nie odcinać się od ksenofobów coraz potężniejszych.
Teraz coś z periodyków katolickich. Numer czerwcowy „W drodze” jak zwykle znakomity. Na wstępie rozmowa wicenaczelnej Katarzyny Kolskiej z siostrą Jolantą Olech, urszulanką szarą. Zakonnica prominentna, w różnych władzach od dawna, mówi o stosunku księży do zakonnic szczerze, a mocno: „Znam wielu wspaniałych duchownych, ale muszę pani powiedzieć, że w moim życiu spotkałam też sporą grupę księży, głównie zakonników, których szanuję, dlatego, że należy szanować kapłana, ale po ludzku wielu z nich to dorastającechłopaczki zapatrzone w siebie, w swoje potrzeby i w swoją wielkość”, a na siostry zakonne wygadujące. Antyfeminizm niejeden ma wyraz.

18:17, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
Czy Pan Bóg może się gniewać?

Wpis na sobotę 17 czerwca 2017 r.

Psalm 103,8-9
„Miłosierny jest Pan i łaskawy,
nieskory do gniewu i bardzo cierpliwy.
Nie zapamiętuje się w sporze,
Nie płonie gniewem na wieki”.
My dzisiaj myślimy sobie, że to i tak jednak teologiczny antropomorfizm, bo Bóg nie gniewa się w ogóle i nie spiera się z człowiekiem, jakby sam był mu podobny. Oraz jest nawet miłosierny nieskończenie, choć z innych słów niektórych ksiąg biblijnych nie wynika to bynajmniej.

18:17, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
piątek, 16 czerwca 2017
Nie cudzołóż. Dyskusja nad adhortacją Franciszka rozwija się

Ewangelia Mateusza 5,27-32
Perykopa na temat cudzołóstwa. Słowa radykalne, język ostry, prorocki: „Słyszeliście, że powiedziano: «Nie cudzołóż». A ja wam powiadam: każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa. Jeśli więc prawe twoje oko jest ci powodem do grzechu, wyłup je i odrzuć od siebie”... Potem zaraz zakaz rozwodów jako dopuszczenie do cudzołóstwa, choć „z wyjątkiem przypadku rozpusty”, co bywainterpretowane różnie: w Kościele prawosławnym jako pozwolenie na rozwód w przypadku cudzołóstwa, w rzymskokatolickim jako odniesienie do przypadku małżeństwa faktycznie nieważnego (takie bywały w prawodawstwie żydowskim).
Problem dopuszczalności rozwodów stanął w moim Kościele, gdy papież Franciszek otworzył tutaj furtkę w adhortacji „Amoris laetitia” (paragraf 300). Albo nie otworzył jednak, jak tekst dokumentu interpretuje część episkopatów krajowych z kardynałem Muellerem, szefem Kongregacji Doktryny Wiary, także na ogół teraz z biskupami polskimi. Hierarchowie ci uważają, że jest taka możliwość, gdy małżeństwo zostanie uznane za nieważne, co jest zresztą oczywiste, ale też kiedy nowa para małżeńska postanowi zrezygnować z więzi seksualnej. Tego rodzaju egzegeza stanowiska papieskiego wydaje mi się jednak jawnie naciągana: tojest, owszem, warunek postawiony jeszcze w nauczaniu Jana Pawła II, ale już nie przez Franciszka. I tu moim zdaniem dobra, a w każdym razie ważna nowina. Napisałem o niej do jutrzejszego „Magazynu Świątecznego” „Gazety Wyborczej” i tekst felietonu, trochę zmieniony, doklejam usłużnie tutaj.
Podpada Franciszek prominentom kościelnym potężnie, bo krytykuje ich prawie jak Luter, tu swego imiennika z Asyżu zupełnie nie przypomina. Karci ich ogólnie, nie po nazwisku, ale mocno. Tak zresztą, jak i możnych świata pozakościelnego. Łagodny jest natomiast wobec różnych maluczkich, strapionych życiem, które się nie wiedzie. Nic dziwnego, że możni go nie lubią. Osobliwie ci z jego Kościoła. Najbardziej jednak obruszył obrońców wszystkiego, co stare, kiedy zabrał się do spraw doktrynalnych w tamtej swojej adhortacji. I tu się zaczęło. Czterej kościelni dostojnicy, a potem i inni krytykują Franciszka ostro. Kardynał Mueller nieośmiela się jawnie polemizować z papieżem, interpretuje zatem dokument papieski po swojemu, deprecjonując inne opinie. Można i tak.
Ale dzisiaj sytuacja wygląda inaczej. Papieża wziął w obronę kardynał kurialny Francesco Coccopalmerio, poniekąd też urzędowy ekspert od tej tematyki, ponieważ przewodniczący Papieskiej Rady Tekstów Prawnych, a w końcu jest to sprawa tak moralna, jak i prawna, ponieważ obie chodzą tutaj w parze. W niewielkiej książeczce, wydanej także już u nas, bo dołączonej do nowego numeru niezawodnego „Tygodnika Powszechnego”, autor szczegółowo analizuje papieską adhortację, jej kontrowersyjny rozdział ósmy, pokazując tamtejszy sposób rozumowania. Główne tezy tego kardynała są chyba takie. Ideał katolickiego małżeństwa różni się bardzo od innych związków tego rodzaju, nie znaczy to jednak, że tamte są moralnie nic niewarte. Ważna jest zasada stopniowalności w ocenie ludzkich działań, także w tym sensie, że człowiek może rozwijać się moralnie stopniowo.
Nieraz jest tak, że nie jest w stanie przyjąć obecnie za swoją jakiejś normy moralnej, czyli jest tak, jakby jej w ogóle nie znał, a więc nie żyje w stanie grzechu ciężkiego. A co do warunku, żeby małżeństwo nie było ciężko grzeszne tylko wtedy, jeżeli obywa się bez seksu, kardynał tłumaczy, że taka abstynencja powoduje brak pewnych przejawów intymności i zagraża praktycznie małżeńskiej wierności. Mnie się wydaje wręcz, że zagraża istocie tego związku, który jednak przecież polega na pełnej relacji seksualnej. Nie tylko na niej, ale bez niej to chyba nie jest właściwie małżeństwo.
Zastanawiam się, w jakiej sytuacji jest obecnie mój rzymskokatolicki Kościół, bardzo podzielony. Współczuję Franciszkowi, który ma go głowie. Niemniej głowę ma mocną, umie rządzić. Dobiera sobie, chociaż powoli, współpracowników myślących podobnie jak on. Albo odsuwa ich, gdy myślą zgoła inaczej: to przypadek mocno konserwatywnego kardynała Reymonda Burkego, którego Franciszek odwołał ze stanowiska prefekta ważnegowatykańskiego Trybunału Sygnatury Apostolskiej już w 2014 roku. Otóż powiada się, że to właśnie on stał faktycznie na czele tamtego pierwszego ataku na papieską adhortację.
Wszystko pasuje.

13:23, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
czwartek, 15 czerwca 2017
Boże Ciało, jedno ciało

1 List do Koryntian 10,16-17
„Kielich błogosławieństwa, który błogosławimy, czyż nie jest udziałem we Krwi Chrystusa? Chleb, który łamiemy, czyż nie jest udziałem w Ciele Chrystusa? Ponieważ jest jeden, przeto my, liczni, tworzymy jedno ciało. Wszyscy bowiem bierzemy z tego chleba.”
Dzisiaj rzymskokatolickie święto zwane potocznie Bożym Ciałem, bardziej oficjalnie uroczystością Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa. Na ulicach i drogach manifestacje wiary, że pod postacią chleba (opłatka lub prawosławnej prosfory) i wina gronowego jest obecny zmartwychwstały Jezus Chrystus. I chociaż tego rodzaju procesje są zwyczajem wyłącznie katolickim i sama ta wiara jest różnie interpretowana w różnych wyznaniach chrześcijańskich, to jednak tak właśnie chrześcijanie wierzą. Skąd ów dziwny pomysł?Wywodzi się poniekąd z judaizmu, bo nasza religia jest jakby córką tamtej. Ciało i krew to w starożytnej antropologii żydowskiej cały człowiek. Zarazem chleb (maca) i wino były i są elementami spożywczymi żydowskiej wieczerzy szabatowej. W chrześcijaństwie tamten posiłek został swoiście przekształcony w sakrament, w którym więzią łączącą uczestników jest Bóg i człowiek w jednej osobie.
Jeżeli jednak jest tak rzeczywiście, jeżeli jest to wspólnota, czyli komunia, tak mocno zespolona, to powinno być to jakoś widoczne. A ja widzę raczej podczas nabożeństw i owych procesji ludzi modlących się, pobożnych na pewno, zjednoczonych jakoś duchowo z Bogiem, ale czy także między sobą? „Przeto my, liczni, tworzymy jedno ciało”? Chyba jednak ciała nieraz bardzo liczne, ale i bardzo osobne duchowo. Komunizm dzielił, nie łączył, ale zapytam może nietaktownie, czy aby na pewno najświętsza komunia łączy nas bardzo mocno.

19:04, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
Litera i Duch, ale...

Wpis na środę 14 czerwca 2017 r.

2 List do Koryntian 3,6
„Litera bowiem zabija, Duch zaś ożywia”.
Święte słowa, co więcej, skrzydlate: to jak przysłowie prawie, choć tylko bibliści pamiętają, kto tak kiedyś napisał. Problem jednak w tym, że litera to coś raczej materialnego, Duch zaś ze swej istoty zgoła duchowy jest, czyli jak wiatr (po grecku też „pneuma”) nieuchwytny właśnie. Literalne rozumienie tekstu uchodzi za głupawe, a czasem i wredne, bywają jednak sytuacje, na przykład przy tekstach prawnych, kiedy nie wiadomo ponad wszelką stronniczość, w każdym razie nie od razu, po czyjej stronie sporu wieje Duch Święty, a nie ów wręcz przeciwny. No cóż, ten pierwszy wieje tam, gdzie chce, ale nie ogłasza całemu światu, gdzie wieje, a gdzie nie. Zachowuje się właśnie, jak Bóg – jest Bogiem jednak ukrytym, jakGo określił klasyk. Już łatwiej nam bywa z Jego odpowiednikiem meteorologicznym, bo tego przynajmniej możemy utożsamić na własnym ciele.

19:04, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 13 czerwca 2017
Świecić nie jedną zapałką

Ewangelia 5,13-16
Mamy być solą ziemi i światłem świata. Któż zaprzeczy, że to wymóg wynikający z ludzkiej godności, przez to jednak zgoła ogromny. Perykopa kończy się: „Tak niech wasze światło jaśnieje przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie”. Na to jednak nasza działalność oświetleniowa nie może być taka, jaka bywa, gdy elektrownię nagle trafi szlag.

14:15, jan.turnau
Link Komentarze (18) »
poniedziałek, 12 czerwca 2017
Szczęśliwi szczęściem, co nie z tej ziemi

Psalm 34,2-9
Ewangelia Mateusza 5,1-12
Dostaliśmy dziś z Watykanu do czytania perykopę o tak zwanych błogosławieństwach. Choć nie każdy Polak uważa tamtejsze wskazania biblistyczne za bardzo ważne, to jednak Biblia jest Biblią, Ewangelia Ewangelią, a te jej wskazania właściwie fundamentalne. To jest przecież przesłanie etyczne równie radykalne, jak jakoś ogólnoludzkie. Zanim wyjaśnię, co mam na myśli, zaznaczę, że owi „błogosławieni” to dosłownie „szczęśliwi”: „makarioi”. Greka ma dla „błogosławionych” inny termin, nawet dwa: „eulogetoi” i „eulogemenoi”. Otóż wydaje mi się, że mało który z nas zaprzeczyłby, że najważniejsze jest czyste sumienie i że taki komfort moralny czyni go nade wszystko szczęśliwym. Oczywiście mam tutaj na myśli deklaracje, nie faktyczne ludzkie zachowania: ocena czystości własnego sumienia bardzo różna bywa. W tym rzecz jednak, że zakładamjakąś jakby równoważność ogólnoludzkiego świeckiego pojęcia czystego sumienia z pojęciem religijnym, z ową nagrodą w niebie, o jakiej mówi się tutaj w Ewangelii Mateusza: „Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie”. Albowiem powiada wskazany na dzisiaj psalm: „Szczęśliwy człowiek, który znajduje w Nim ucieczkę”. I Bóg nam nie ucieknie, chociaż On i szczęście, którym On jest, doganialne są w pełni na ogół dopiero za tamtą granicą. Gdy tymczasem – powie krytyczny czytelnik albo Czytelniczka niniejszego – czyste sumienie uszczęśliwia szybciej i na pewno. Kto jednak – odpowiem – naprawdę czystesumienie ma za wartość fundamentalną, a poleruje je dniami i nocami, sam już jest faktycznie jakby w niebiesiech, ale takich osobników oczywiście nie na kopy. Tym optymistycznym relatywnie oraz ortodoksyjnym akcentem wywody moje na dzisiaj kończę.

13:46, jan.turnau
Link Komentarze (15) »
niedziela, 11 czerwca 2017
Nie trzech, ale Jeden, bo zgoda absolutna

2 List do Koryntian 13,13
„Łaska Pana, Jezusa Chrystusa i miłość Boga, i społeczność Świętego Ducha z wamiwszystkimi.”
Przytaczam tutaj Pismo najczęściej w przekładzie Biblii Tysiąclecia, nieraz jednak robiłem to w naszym, trzech biblistów wyznań również trzech: ks. Michała Czajkowskiego, świętej pamięci arcybiskupa Jeremiasza i pastora Mieczysława Kwietnia oraz po trosze moim jako tego zespołu sekretarza. Postąpiłem tak i tutaj. Zwracam uwagę na naszą wierność oryginałowi: tam naprawdę jest ta „społeczność Świętego Ducha” raczej niż „dar jedności w Duchu Świętym” Tysiąclatki, bo w grece mamy przecież „koinenia tou ᾁgiou pneumatos”. A o osobach Boga czytamy dlatego, że w moim Kościele dzisiaj uroczystość Trójcy Przenajświętszej. Takiego pojęcia nie ma werbalnie w całym Nowym Testamencie, ale są tam podstawy wiary, że Bóg jest trójosobowy. Chociaż jest jeden, nie trzech, to nie politeizm jednak. Owszem, nie dziwię rabinowi Grunewaldowi, że pojęcie Trójcy uważa za karkołomne. Tylko że dla mnie owa karkołomność jest nie tyle arytmetyczna, ile raczej – by tak rzec – socjoetyczna. Albowiem niemożliwa zupełnie wydaje się nam ludziom taka jednośćnatury osób, taka ich absolutna zgoda. Bóg jest wszelako w ogóle dla nas niepojęty i tyle. 
Ojciec Wacław Oszajca napisał zaś w „Tygodniku Powszechnym”: „Określanie Boga jako jednego w trzech osobach nie jest i nie musi być jedynym możliwym Jego opisem, definicją. A nawet gdyby taki obraz Boga był najdoskonalszy, to zawsze będzie też jednym z możliwych, niedoskonałym, bo stworzonym jednak przez człowieka ograniczonego w swoich możliwościach poznawania i opisywania tego, co poznał. Być może za jakiś czas Kościół zdobędzie się na inny sposób widzenia Ojca, Syna i Ducha i nie będzie to gorszy obraz odtego, który znamy z historii dogmatów”. Futurologia śmiała, jezuita wszakże zapewne wie, co pisze.

22:32, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
sobota, 10 czerwca 2017
Uczeni w Piśmie i ubogie wdowy

Ewangelia 12,38-44
Rabin Grunewald, którego wydaną ostatnio w Polsce książkę „Szalom, Jezusie!” już tu po trosze cytowałem, pyta Jezusa, czemu tak bardzo niedobrze mówi o ówczesnych odpowiednikach autora, czyli faryzeuszach i uczonych w Piśmie. Owszem, tutaj na przykład tych drugich Jezus atakuje bez pardonu: gonią zajadle za różnymi zaszczytami, poza tym objadają domy wdów. A potem mamy w dzisiejszym tekście pochwałę ubogiej wdowy, która wrzuciła do skarbony jeden grosz, ale to było więcej niż tamto wiele, które wrzucali bogaci,bo było to wszystko, co miała na swoje utrzymanie.
Co do owych Jezusowych nagan: bardzo są ostre w ustach człowieka głoszącego przecież miłosierdzie, ale to dlatego, że był prorokiem. Starotestamentowi prorocy stanowili  dlań przykład przecież, ich język był też niewyparzony. Może teraz, gdy papież Franciszek gani prominentów duchownych katolickich też często i niemiłosiernie, rabin rozumie łatwiej adresata swojej książki.

19:45, jan.turnau
Link Komentarze (28) »
piątek, 09 czerwca 2017
Ociemniali czasem widzą

Księga Tobiasza 11,5-18
Czytamy od paru dni tę księgę deuterokanoniczną, sympatyczną bardzo. To opowieść o Żydach mieszkających w Niniwie. Tobiaszowi ojcu (bo syn też Tobiasz) przydarza się wypadek ponury: spadają mu na oczy odchody ptasie, powodują ślepotę, lekarze nie pomagają swoimi maściami. Nieszczęśnik prosi Boga zrozpaczony o śmierć, ale Bóg zamiast tego zsyła mu anioła Rafała (jednego z siedmiu, zwanych potem archaniołami), któryorganizuje mu pomoc. Poczytajmy!No cóż, czasem „Pan przywraca wzrok ociemniałym”, jak czytamy w psalmie 146, przeznaczanym też na dzisiaj. Cuda się zdarzają, nie tylko w Medjugorie (WAM wydał ostatnio książkę Doroty Szczerby na ten temat). Zamiast jednak przestrzegać tutaj jak zwykle przed skrajnym sceptycyzmem albo z kolei dogmatyzmem w tej sprawie, wzdycham tylko, że uzdrowienia cudowne zdarzają się tak rzadko... I znów tutaj, znów nie pierwszy raz, formuła: niezbadane są Boże wyroki...

13:47, jan.turnau
Link Komentarze (20) »
Ociemniali czasem widzą

Księga Tobiasza 11,5-18
Czytamy od paru dni tę księgę deuterokanoniczną, sympatyczną bardzo. To opowieść o Żydach mieszkających w Niniwie. Tobiaszowi ojcu (bo syn też Tobiasz) przydarza się wypadek ponury: spadają mu na oczy odchody ptasie, powodują ślepotę, lekarze nie pomagają swoimi maściami. Nieszczęśnik prosi Boga zrozpaczony o śmierć, ale Bóg zamiast tego zsyła mu anioła Rafała (jednego z siedmiu, zwanych potem archaniołami), któryorganizuje mu pomoc. Poczytajmy!No cóż, czasem „Pan przywraca wzrok ociemniałym”, jak czytamy w psalmie 146, przeznaczanym też na dzisiaj. Cuda się zdarzają, nie tylko w Medjugorie (WAM wydał ostatnio książkę Doroty Szczerby na ten temat). Zamiast jednak przestrzegać tutaj jak zwykle przed skrajnym sceptycyzmem albo z kolei dogmatyzmem w tej sprawie, wzdycham tylko, że uzdrowienia cudowne zdarzają się tak rzadko... I znów tutaj, znów nie pierwszy raz, formuła: niezbadane są Boże wyroki...

13:47, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 08 czerwca 2017
Kapłan, człowiek ofiarowany

Ewangelia Mateusza 26,36-42
Czytamy dzisiaj niespodziewanie o wydarzeniu sprzed Paschy i Pięćdziesiątnicy. Jezus modli się w Ogrodzie Oliwnym: „Ojcze mój, jeśli można, niech ominie mnie kielich ten. Ale nie jak ja chcę, lecz Ty” (Ekumeniczny Przekład Przyjaciół). Otóż wracamy myślą do tamtych opisów ewangelijnych, ponieważ mamy dzisiaj w moim Kościele od niedawna święto: Jezusa Chrystusa, Najwyższego i Wiecznego Kapłana. Ustanowił je papież Benedykt XVI, zostawiając episkopatom krajowym swobodę, czy wpisać je do liturgicznego kalendarza krajowego, jako że świąt samego Jezusa jest już bardzo dużo. Dobry przykład decentralizacji.
A kapłan to ten, który składa ofiarę. Jezus złożył ją z samego siebie, dając w ten sposób przykład podobnej ofiarności wszystkim swoim uczniom, osobliwie jednak dzisiejszym kapłanom, ściślej mówiąc, prezbiterom i biskupom. Komentarz właściwie zbyteczny.

12:25, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
środa, 07 czerwca 2017
Przyszli też raz saduceusze. Książka księdza byłego Krzysztofa Charamsy

Ewangelia Marka 12,18-27
Tym razem to oni przyszli i przekonywali Go, że zmartwychwstania nie będzie. Bo gdyby tak było, to na tamtym świecie musiałaby panować poligamia, na przykład gdyby umarła kobieta, co miała siedmiu mężów umierających po kolei. No cóż, doktrynalnie saduceusze dalej byli od Jezusa na pewno niż faryzeusze, choć raczej ci drudzy wydają się nam dzisiaj głównymi Jego przeciwnikami. A to dlatego, że gdy redagowane były ewangelie, to konflikt Kościoła z Synagogą narastał już nie tyle z władzami świątynnymi, do których należeli w większości saduceusze - świątynia została zburzona już przed powstaniem ewangelii Mateusza, Łukasza, Jana, a może i Markowej - ile z elitą późniejszą, w której dominowali faryzeusze. W tekstachewangelijnych odbija się jakoś ta nowa sytuacja. Choć faryzeusze przecież w zmartwychwstanie, rzecz podstawową, wierzyli, tak jak i Jego uczniowie. Życie nieraz paradoksem stoi.
Teraz coś jednak na temat innego paradoksu. Wydawnictwo „Krytyki politycznej” przetłumaczyło z włoskiego i wydało u nas książkę Krzysztofa Charamsy pod tytułem „Kamień węgielny”. Rzecz ma podtytuł: „Mój bunt przeciw hipokryzji Kościoła” i jest to wielkie oskarżenie instytucji, której ksiądz, już teraz były, służył długie lata. Otóż paradoks niewielki polega moim zdaniem na tym, że ja, katolik, odebrałem publikację mniej krytycznie niż mój kolega z „Wyborczej” Krzysztof Varga, który do Kościoła zgoła się nie przyznaje. Krzyś imponuje mi w ogóle ostatnio zupełnym nieprzejmowaniem się opiniami dominującymi w jego laicko-liberalnym środowisku. Tak było mianowicie z przedstawieniem w Teatrze Powszechnym „Klątwa”: reżysera Olivera Frljićia zjechał jako egocentryka do kwadratu o fatalnym guście artystycznym, teraz też w „Dużym Formacie” napisał coś podobnego o osobowości Charamsy. Że ów były urzędnik watykańskiej Kongregacji Doktryny Wiary „kocha siebie na zabój, ma się rozumieć - z czułą wzajemnością”, że najważniejsze są dla niego „charyzmat sławy i sakrament celebryctwa”. Choć, owszem, jego oskarżenia hierarchii są zdaniem Vargi słuszne.
Otóż przyznam się, że ów „Kamień węgielny” zostawił mnie po jego lekturze z innymi uczuciami. Może trochę uległem urokowi talentu pisarskiego Charamsy, ale przecież jeżeli oskarża słusznie, to jest to dla mnie problem nieporównanie większy niż osobowość oskarżyciela. A słuszność owej krytyki? Wyjaśnię w końcu, że jest gejem i krytykuje za stosunek Kościoła do tej grupy ludzi, ale w ogóle za hipokryzję właśnie. Jego krytyka na pewno jest zbyt ostra nie tylko w słowach, nieraz po prostu niesprawiedliwa, ale przecież niebezpodstawna. Jan Paweł II zapytał kiedyś ówczesnego ambasadora RP przy Stolicy Apostolskiej Stefana Frankiewicza, czy nie stracił wiary w Watykanie i to przecież nie był po prostu dowcip. A Charamsa był w samym środku Kurii Rzymskiej, nie tylko blisko niej, jak Stefan. Mógł widzieć więcej. Przyznaje się do oportunizmu, że za długo cicho siedział, do długoletniej dwulicowości. No cóż, szamotał się. Nie potrafię mu nie współczuć.

19:38, jan.turnau
Link Komentarze (30) »
wtorek, 06 czerwca 2017
Dyskusje wtedy i teraz: rabina Grunewalda książka: „Szalom, Jezusie!”

Ewangelia Marka 12,13-17
„Uczeni w Piśmie i starsi posłali do Jezusa kilku faryzeuszów i zwolenników Heroda, którzy mieli Go podchwycić w mowie”. Zrobili to zmuszając Go do odpowiedzi na pytanie ciężkie, bo każące wybierać między dwiema lojalnościami: wobec rzymskiego okupanta oraz jego oponentów żydowskich radykalnych, czyli stronnictwa zelotów. Czy wolno płacić podatek cesarzowi? Jezus rozróżnił tutaj mocno sprawę polityczną od religijnej: „Oddajcie, co cesarskie, cesarzowi, a co boskie, Bogu”. Wyrok okazał się celny, można by rzec, salomonowy, tak go odebrali także niechętni mu pytający. Da się potraktować jako zasada ogólna regulowania dzisiejszych spraw tego rodzaju.
Wrócę jednak do owych niechętnych rozmówców. Skojarzyli mi się bowiem z ich rodakiem, żyjącym dzisiaj we Francji, rabinem Jacquotem Grunewaldem, który napisał rzecz pod tytułem „Szalom, Jezusie!”, wydaną niedawno w Polsce przez Żydowski Instytut Historyczny im. Emanuela Ringelbluma. Nie można jednak na pewno powiedzieć, że autor jest swojemu adresatowi niechętny. Już samo słowo „szalom” takim uczuciom przeczy. Niemniej swoich innych poglądów rabin nie ukrywa. Ma wiedzę biblijną wielką, także o nowotestamentalnymtekście, ale interpretuje go i ocenia całkiem inaczej. Chociaż to przecież nic dziwnego: trudno, żeby było inaczej, dialog po długich wiekach dopiero się zaczął. Zresztą to już nie aktualny jego etap: książka została zresztą wydana we Francji w roku 2000, czyli niecałkiem ostatnio. Co więcej, postawa uczuciowa rabina francuskiego jest taka, jak w jego słowach we wstępie: postanowił „napisać szczerze, to znaczy jak człowiek do człowieka, ponieważ takim go postrzega i akceptuje między swoimi (! - JT)”. „Ta ochota była nieprzeparta, a nieraz dojmująca jak szczęście odczuwane, gdy spotkanie rodzinne kładzie kres latom przemilczeń, niesnasek i zadawanych sobie nawzajem ran”. No i dalej życzenie: „Obyś naprawdę mnieusłyszał, żebyśmy nareszcie zrozumieli, dlaczegośmy się nie rozumieli”. A jeżeli swoje nagany przeplatam przemyśleniami z mojego dziennika, to może dlatego, dziwny rabi, że właśnie nie jesteśmy sobie tak bardzo obcy”. Co więcej jeszcze, przemilczenia były, przyznaje to rabin francuski, z uczelni w Izraelu zwolniono pewnego profesora filozofii, ponieważ powoływał się na ewangelie. Niemniej w przypisie mamy wyjaśnienie, że to się po stronie żydowskiej zmienia (przypisów w książce legion, to jakby esej, ale naukowy).
A przecież o zrozumienie – widać z książki – niełatwo. Nawet ja, nastawiony chyba naprawdę nie betonowo, oczekiwałbym więcej. Przede wszystkim uznania, że jednak nie tylko Rzymianie odpowiadają za śmierć proroka, tak jak przecież Grecy odpowiadają za śmierć Sokratesa. Także jednak trochę ówczesna elita władzy żydowskiej, bo przecież któraż władza lubi proroków, szczególnie tak ostro krytykujących, jak to czynił Jezus. No i że te chrześcijańskie teksty nie przedstawiają Go jednak aż tak tendencyjnie, jak rabin sugeruje.
Niemniej dialog już trwa! A nie jest emocjonalnie łatwy, pada nań cień Zagłady, nie mówiąc o tym wszystkim, co było podobnego przedtem.

14:57, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 05 czerwca 2017
Jego matka, więc i nasza

Dzieje Apostolskie 1,12-14
Ewangelia Jana 19, 25-27
Zanotował autor tej księgi, czyli najpewniej Łukasz, że po odejściu Jezusa do nieba zebrali się apostołowie w „górnej sali” („wieczerniku”). Zebrali się wraz z „niewiastami” (tymi, które Mu towarzyszyły w Jego misyjnych wędrówkach), Jego matką i braćmi. W tym składzie zaskakuje może trochę obecność „braci”: byli to Jego bracia rodzeni (taką możliwość widzą ewangelicy: Jezus jako syn pierworodny, ale nie jedyny) albo według tradycji katolickiej cioteczni, stryjeczni lub przyrodni. Wynika z tego w każdym razie, że tymczasem uwierzyli w Niego, choć wcześniej było inaczej, o czym wspomina Ewangelia Jana 5,7.
Obecność zaś tam Maryi skłoniła mój Kościół do nazywania jej także Jego matką i do poświęcenia jej pierwszego dnia po uroczystości, która zaczęła się wczoraj i zwie się w Polsce potocznie Zielonymi Świątkami. Bo przecież wspominamy w to święto zstąpienie na apostołów Ducha Świętego, czyli właśnie powstanie Kościoła. Tekst Dziejów Apostolskich powie o tym wnet, czytany był już w liturgii wczoraj.
Maryja jest matką Kościoła, ale jej duchowe macierzyństwo obejmuje właściwie całą ludzkość. Można by tak powiedzieć, gdyby zinterpretować odpowiednio słowa Jezusa powiedziane z krzyża do Maryi o Janie: „Oto matka twoja”. Tak te słowa rozumieją teologowie katoliccy, według nich Jan jest tutaj przedstawicielem ludzkiego rodu.
Ewangelicy, przynajmniej niektórzy, mówią natomiast, że słowa z krzyża dotyczyły tylko relacji między tym dwojgiem. Chodziło tylko o opiekę Jana nad Maryją, gdy jej syn umrze:
Ewangelia Jana kończy perykopę słowami: „I od tej chwili wziął ją uczeń do siebie”. Biblia Poznańska zaznacza jednak, że nie chodzi o egzegezę biblistyczną, tylko o wnioskowanie teologiczne – i jest to na pewno tylko to. Ale kiedy nad tą sprawą myślałem, przyszło mi do głowy, że mamy tu natomiast jakby argument na rzecz poglądu, że Jezus był jednak synem Maryi jedynym: gdyby było inaczej, mogliby zająć się rodzoną matką inni Jego bracia rodzeni, już wtedy w Niego wierzący.

20:04, jan.turnau
Link Komentarze (28) »
Archiwum