Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
poniedziałek, 24 czerwca 2013
Jan, syn Elżbiety. Herod i Mariamme. Wydarzenie w Oświęcimiu

Księga Izajasza 49,1-5a
Psalm 139,1-3.13-15
Dzieje Apostolskie13,24-25
Ewangelia Łukasza1,57-66.80

Dziś cztery teksty, bo święto duże, ma nawet swoją mszę wigilijną: pamiątka narodzenia św. Jana Chrzciciela. Wszystkie fragmenty Biblii mówią jakoś o nim, choć te starotestamentalne nie dotyczą go werbalnie, mówią o kimś innym, o samym autorze tekstu, ale o kimś również niezwykłym, bo podobnie jak Jan powołanym już z łona matki. Z Dziejów Apostolskich wybrano słowa Pawła literalnie dotyczące Chrzciciela: apostoł narodów cytuje jego pokorne wyjaśnienie, że całkiem nie dorasta do Tego, którego poprzedza. Wreszcie perykopa ewangelijna opowiada o zgodnej woli rodziców, by miał na imię Jan, bo tak zdecydował anioł, który przepowiedział Zachariaszowi późne narodzenie syna.

Postać ogromna, można rzec, że największa wśród świętych po matce Jezusa, co widać lepiej w prawosławiu niż w katolicyzmie, gdzie zaczyna mu dorównywać Józef z Nazaretu. Postać olbrzymia, ale paradoksalna: Jan zaznacza usilnie wielkość Jezusa, ale tkwi jeszcze trochę myślowo w Starym Przymierzu. Zginął przed Chrystusem, może gdyby doczekał Jego Zmartwychwstania, zrozumiałby w pełni Jego nauczanie. Szczególnie to, czemu operował On tylko słowem, nie dziurkowaną szuflą (wiejadłem, przetakiem, sitem do czyszczenia ziarna - różnie się ten instrument po polsku nazywa) oddzielającą ziarno od plew, przeznaczonych na spalenie: taki jest groźny obraz Janowy Mesjasza u Łukasza i Mateusza. Musiała go ta Jezusowa ”non violence” pewnie dziwić, stąd chyba jego pytanie do Jezusa przekazane przez wysłanych do Niego uczniów: ”Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?” Wbrew jednak temu, co pisałem dotąd, patron mój nie był wśród zwolenników Jezusa w tej sprawie wyjątkiem. Dwunastu myślało zapewne podobnie, przecież imiennik Chrzciciela wraz ze swoim bratem Jakubem wręcz namawiał Jezusa, by niegościnnych Samarytan ukarał piorunem (Łk 9,54).

Lektury. Jan Chrzciciel zginął w konflikcie z Herodem (czy raczej z Herodiadą), ale nie z tamtym mordercą niewiniątek, tylko z jego synem Antypasem. O ojcu natomiast przeczytałem rzecz literacką pt. ”Mariamme”. Mariański PROMIC wydał niedawno trzy książki pisarza norweskiego Pära Lagerkvista w tłumaczeniu Zygmunta Łanowskiego, także ”Kata” i ”Karła”. Ów laureat nagrody Nobla, w Polsce znany dzięki znakomitemu ”Barabaszowi”, przedstawia uroczą dziewczynę Mariamme jako jedyną prawdziwą miłość przeraźliwie dzikiego Heroda Wielkiego. W tej pięknej noweli psychologicznej mamy też równie poetyczny obraz mędrców ze Wschodu jako ubogich przybyszów z pustynnego kraju, którzy ofiarowali Dziecku dary o wiele skromniejsze niż według Mateusza, ale też pełne znaczenia. Lektura na półtorej godziny - polecam!

Wydarzenia. Oglądałem wczoraj pierwszy raz w życiu Telewizję Trwam przez prawie trzy godziny: patrzyłem na spektakl religijny w Oświęcimiu, światowy zjazd dostojników dwóch religii. Przez pierwsze dwie godziny triumfowało gadulstwo niebywałe. W wykonaniu działaczy Neokatechumenatu, który stanowił większość widowni, było sympatyczne. Delegat ich centrali na Polskę rozbawiał nas swoją włoską polszczyzną o wiele za długo, ale miło, sam autor stanowiącego gwóźdź programu utworu muzycznego ”Cierpienie niewinnych”, założyciel Neokatechumenatu Kiko Argüello mówił i mówił, ale też sympatycznie. Rabini mówili krócej i jakoś bardziej poważnie, lepiej wpasowując się w charakter miejsca, natomiast miejscowy biskup rzymskokatolicki lepiej byłoby, żeby nie mówił wcale. Wreszcie była muzyka chrześcijańska i żydowska bardzo piękna.

Biorę sobie urlop od blogowania na tydzień, bo muszę napisać coś trochę większego do ”Buntu Młodych Duchem”.

17:32, jan.turnau
Link Komentarze (34) »
niedziela, 23 czerwca 2013
Szukam

Psalm 63,2
”Boże, mój Boże, szukam Ciebie
i pragnie Ciebie moja dusza.”
Szukam w ogóle Sensu, a jest Nim On. Szukam też siebie lepszego, mądrzejszego, znoszącego krzyżyki codzienne bez idiotycznej histerii.

13:04, jan.turnau
Link Komentarze (22) »
sobota, 22 czerwca 2013
Szaniec

Psalm 34,8
”Anioł otacza szańcem bogobojnych, aby ich ocalić.”
”Licentia poetica”: mówimy tak, gdy zaświeci nam słonko, ale codzienność bywa zgoła burzowa, anioł stróż nie daje wtedy rady. Albowiem niezmiennym szczęściem na ziemi może być tylko spokojne sumienie, cudowny przedsmak Nieba.

10:33, jan.turnau
Link Komentarze (14) »
piątek, 21 czerwca 2013
Szaleństwo apostoła Pawła

2 Kor 11,18.21b-23
”Skoro wielu zwyczajnie po ludzku się chwali, i ja będę się chwalił. (...) Na co inni odważają się - mówię to jak szalony - i ja się odważę. Hebrajczykami są? Ja też. Izraelitami są? Ja również. Potomstwem Abrahama są? Ja także. Sługami Chrystusa są? Teraz zdobędę się na szaleństwo - ja jestem nim jeszcze bardziej, bo większe niż inni ponosiłem trudy, znosiłem cięższe więzienie i daleko większe chłosty. Często znajdowałem się w niebezpieczeństwie śmierci.”

Podałem tłumaczenie Biblii Poznańskiej między innymi dlatego, że zamiast dosłownego Tysiąclatki ”według ciała” ma owo bardziej zrozumiałe ”zwyczajnie po ludzku”. Ma również wyjaśnienie, że Hebrajczycy to nazwa narodu, Izraelczycy - określenie religijne. A co do owego szaleństwa, to Paweł, gwałtowny w słowie, pozwala tu sobie na gorączkową autoapologię, przynajmniej jednak rozumie, że to nie uchodzi. No i nie zgorszył mnie, gdy tyle wokół durnego samochwalstwa, do tego bez tak zwanego pokrycia w faktach.

17:41, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
czwartek, 20 czerwca 2013
Któryś jest w niebiosach...

Ewangelia Mateusza 6,7-15
Dzisiaj w czytaniu liturgicznym tej ewangelii kolej na modlitwę ”Ojcze nasz”. W naszym tłumaczeniu wygląda ona ostatecznie tak:
”Ojcze nasz, któryś [jest] w niebiosach,
niech święte [w nas] będzie imię Twoje,
niech przyjdzie Królestwo Twoje,
niech stanie się wola Twoja
jako w niebie, tak i na ziemi.
Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj
i odpuść nam winy nasze,
jako i my odpuszczamy winowajcom naszym.
I obyś nie wystawiał nas na próbę,
ale uchowaj nas ode złego.
[Albowiem Twoje jest Królestwo i moc,
i chwała na wieki wieków. Amen.]”

Trochę wyjaśnień. Słowa w nawiasach kwadratowych pochyłych to nasze dodatki niemające literalnej podstawy w oryginale. Zdanie w nawiasie zwykłym znajduje się tylko w niektórych rękopisach, nie ma go zatem w przyjętym obecnie tekście Biblii, niemniej należy do wersji modlitwy odmawianej przez ewangelików, więc je zachowaliśmy. ”Próba”, nie ”pokusa”, bo kusi diabeł, nie Bóg.

Komentarz: (nie)odpuszczanie sobie nawzajem win przez Polaków i Ukraińców to w rocznicę rzezi wołyńskiej problem religijny i narodowy. Najbliższe mi są tu bardzo wyważone poglądy historyczne profesora Grzegorza Motyki. Ciekawe, czy będzie wspólny list biskupów rzymskokatolickich z Polski i Ukrainy oraz greckokatolickich z Ukrainy. Ciężka to sprawa, emocje bardzo szkodzą, współczuję mediatorom, gratuluję i dziękuję z góry.

PS. Jednak list będzie, właśnie przeczytałem o tym w serwisie KAI, uroczyste podpisanie nastąpi w piątek 28 bm.! Bogu dzięki, ale i ludziom też!

15:41, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
środa, 19 czerwca 2013
Pytanie o plon dobra

Psalm 112,1-2
”Błogosławiony człowiek, który się boi Pana
i wielką radość znajduje w Jego przykazaniach.
Potomstwo Jego będzie potężne na ziemi,
dostąpi błogosławieństwa pokolenie prawych.”

Jak widać, Tysiąclatka ma tu ”błogosławionego”, takoż ewangelicka Warszawianka, Ekumenistka jedenastu Kościołów oraz Poznanianka i Paulistka - ”szczęśliwego”. Pisałem tu nieraz, że hebrajszczyzna ma dwa odpowiednie terminy, niektórzy tłumacze jednak wolą jeden i ten sam polski. Tak czy inaczej, mamy tu starotestamentalną wizję losu człowieka: otrzymuje on nagrodę już w życiu doczesnym. Patrząc na tę sprawę nowotestamentalnie, możemy niemniej interpretować , że chodzi tu również o potomstwo duchowe. Czyż jednak potomstwo ludzi prawych jest rzeczywiście potężne? Czy święci uświęcają skutecznie ród człowieczy? Dobry przykład działa jakoś, ale rzecz trudno mierzalna. Może trochę tak, jak wiara w moralny postęp.

21:05, jan.turnau
Link Komentarze (108) »
wtorek, 18 czerwca 2013
Ekumenizm słońca i deszczu

Ewangelia Mateusza 5,43-48
Perykopa o miłości nieprzyjaciół: ”Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie, ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych”. To astronomiczne i meteorologiczne uzasadnienie miłości nieprzyjaciół znaczy przede wszystkim, że mamy naśladować Boga podobnie jak On traktując wszystkich ludzi niezależnie od ich oceny moralnej. Trzeba jednak dodać: od naszej oceny moralnej, a ta bywa zgoła stronnicza. Gdyby była zawsze sprawiedliwa, świat nasz byłby nieporównanie lepszy, nie mordowalibyśmy się nawzajem z byle powodu, uważając każdego za gorszego od siebie. Na szczęście wśród chrześcijan mamy już ekumenizm, a w Europie Unię. Ewangelia działa.

A propos wyznanie kardynała Bergoglia z książki ”Jezuita. Papież Franciszek” (Wyd. ”Rafael”): ”Boli mnie każda sytuacja braku zgody. Przyznam nawet, że niejeden raz wyrzucałem sobie niewykorzystanie wszystkich możliwości, aby wrócić do jedności z osobami, z którymi byłem w konflikcie. To także mnie boli i uważam to za swój grzech.” Przyszły papież miał tu na myśli konflikt z prezydentem Kirchnerem; z jego następczynią pogodził się już w Watykanie.

Na koniec grzechy moje. Uległem czyjejś błędnej informacji i napisałem w ostatni czwartek, że ks. Kaczkowski założył pierwsze w Polsce hospicjum. Jak napisała mi miła Czytelniczka, pierwsze powstało w Krakowie około dwadzieścia lat wcześniej. A innej miłej Czytelniczce dziękuję za niedzielne sprostowanie daty wspólnej deklaracji rzymskokatolicko-luterańskiej: tak, był to rok 1999, nie 1997.

16:43, jan.turnau
Link Komentarze (35) »
poniedziałek, 17 czerwca 2013
„Daj temu, kto cię prosi”: Brat Albert, papież Franciszek (”Więź”)

Ewangelia Mateusza 5, 38-42
„Słyszeliście, że powiedziano: »Oko za oko i ząb za ząb«. A ja wam powiadam: nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi. Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz. Zmusza cię kto, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź i dwa tysiące. Daj temu, kto cię prosi, i nie odwracaj się od tego, kto chce pożyczyć od ciebie”.

To zdanie o oku i zębie pochodzi z Księgi Wyjścia 21,24 i Księgi Kapłańskiej 24,19. Jezus idzie nieporównanie dalej niż Stary Testament, który i tak stanowił tutaj w ówczesnym prawodawstwie postęp, bo regulował sprawę odwetu. Poznanianka tłumaczy, że „wzmianka o prawym policzku nawiązuje do policzkowania wierzchem dłoni, rozpowszechnionego u Żydów. Takie uderzenie uchodziło za cięższą zniewagę aniżeli uderzenie otwartą dłonią”. Gdzieś wyczytałem dodatkowe wyjaśnienie, że wierzchem dłoni bito w policzek prawy, a nie lewy, bo to łatwiejsze technicznie. Język Jezusa jest tutaj oczywiście proroczy, czyli przesadny (tak jak to jest i z owym cudzołożeniem samym wzrokiem).

Komentarz melancholijny: ale jak ustępować każdemu, żeby nie być w ten sposób swoistym oportunistą (także politycznym) albo też ciamajdą, czterema literami, by rzec mniej elegancko. Sprawa ma zresztą aspekt pedagogiczny: choćby w przypadku żebraków, którzy jeśli nie chcą datku wyłącznie na piwo, to w każdym razie wspieranie ich w ten sposób to utwierdzanie ich w formie zarobkowania (nieraz całkiem intratnej) na pewno nie najwłaściwszej. A zarazem może niektórzy rzeczywiście inaczej nie poradzą sobie z życiem? Którzy? Jak ich rozpoznać? Między szczodrobliwością nieroztropną a zwykłym skąpstwem stoimy rozdarci razy bardzo wiele.

Lektura inspirowana kalendarzem, ale i powyższą ewangelią. Ten pierwszy w Kościele rzymskokatolickim zaleca dzisiaj wspominanie św. Brata Alberta Chmielowskiego. Przeczytałem zatem kolejną sylwetkę w dwutomowym książkowym eseju Waltera Nigga, przetłumaczonym (bardzo dobrze przez Violettę Hoffmann-Zdrojewską) z niemieckiego pt. „ Księga pokutników” (PROMIC). Ów szwajcarski ewangelik reformowany niebojący się tematów hagiograficznych przedstawia polskiego świętego jak zawsze oryginalnie. Robi to w sposób nieco naiwny, idealizując ”słowiańską” religijność naszego narodu, ale wychwala Brata Alberta za zasady postępowania chyba nie przez wszystkich jego biografów doceniane, na przykład nienawracanie na siłę podopiecznych (zaniechanie modlitwy przy posiłkach). Twierdził bowiem: „My nie mamy nad nimi żadnej władzy i nie chcemy jej mieć, nie jesteśmy ich przełożonymi, ale towarzyszami. Nie mówimy kazań, nie narzucamy się z naszymi poglądami, jedynie żyjemy z nimi”. Brat Albert „z rozumiał przy tym coś, czego długo nie chcieli uznać chrześcijanie, a mianowicie, że jałmużna nie jest prawdziwą pomocą (...). To jedynie pomoc doraźna, środek wyłącznie uspokajający niepokój sumienia. I dlatego powtarzał, że działalność charytatywna nie zdoła rozwiązać tego problemu. Nie wystarczy nakarmić biedaka. Ważniejsze jest przywrócenie mu poczucia godności przez danie pracy Większość dzieł miłosierdzia uważał za oszustwa. (...) Daleki był również od tego, by ruchowi socjalistycznemu przeciwstawić ruch chrześcijańsko-społeczny, zwłaszcza że ten ostatni nie miał dostatecznie dużej siły przebicia.”

Przypomina mi się sztuka Karola Wojtyły o Bracie Albercie „Brat naszego Boga”, kończąca się komentarzem do szykującej się rewolucji: „Przecież wiecie, że gniew musi wybuchnąć. Zwłaszcza jak jest wielki. I potrwa, bo jest słuszny. Wiem jednak na pewno, że wybrałem większą wolność”. Taka opinia świadczy o politycznej mądrości może nie tyle samego Brata Alberta (choć czemu nie, Wojtyła wiedział o nim sporo i mógł nie mylić się wkładając mu w usta takie słowa), na pewno jednak przyszłego Jana Pawła II, któremu znajomość komunizmu nie odebrała ostrej wrażliwości społecznej. Franciszek jest jego duchowym synem.

A związek lektury książki Nigga z dzisiejszą biblijną? „Daj temu, kto cię prosi”. Byleby bez cienia wyższości, co obecny papież lubi akcentować.

Teraz lektura o Franciszku: nowy numer dziś już kwartalnika (koszta!) „Więź”. Ks. Andrzej Draguła porównuje papieża z Argentyny z jego poprzednikiem. Wyważa, broni się przed akcentowaniem różnic, ale je rysuje. Polegają one jego zdaniem na tym, że „ Benedykt podkreślał dramatyzm ewangelizacji, Franciszek wydaje się nastawiony bardziej optymistycznie”. „Z homilii inaugurującej pontyfikat papieża Benedykta XVI pozostał w mojej pamięci obraz sieci, którymi Kościół wyławia ludzi »z wód śmierci«. Dominującym obrazem w homilii papieża Franciszka na rozpoczęcie jego posługi Piotrowej była postać św. Józefa, który otwiera ramiona w geście wyrażającym troskę.” Draguła pokazuje tę różnicę na przykładzie pojmowania liturgii. Według Ratzingera nastawienie jej na misję, nawracanie ludzi jest wątpliwe. Liturgia jest dla Boga, dla Jego uwielbienia, nie wyłącznie dla ludzi. Nie jest podporządkowana misjonarskiemu budzeniu wiary. Stąd bogate szaty liturgiczne, które -przypominam - Franciszek nazwał kiedyś uprzejmie „ szmatkami”. Ten papież rozumie, że liturgia jest czymś innym niż wszystko to, co spotykamy na co dzień, ale uważa, że tę inność należy raczej niwelować na tyle, na ile się da, niż ją podkreślać i wzmacniać. Myślę, że koncepcja Benedykta jest bliska prawosławnej, Franciszkowa raczej ewangelickiej. Ks. Draguła zacytował list Franciszka do biskupów Argentyny z 25 marca br.: „Kościół, który nie wychodzi na zewnątrz, wcześniej czy później zaczyna chorować z powodu zaduchu, jaki panuje w zamkniętym pomieszczeniu. Jest faktem, że także Kościołowi, który wychodzi na zewnątrz, może przytrafić się jakiś wypadek, tak jak każdej osobie wychodzącej na ulicę. Wobec tej alternatywy - powiem wprost - tysiąc razy wolę Kościół po wypadku niż Kościół chory.” A to wychodzenie na zewnątrz to pewnie w myśli Franciszka nie tylko troska o dusze ludzi „ z peryferii” w ogóle, ale i sposób trafiania do nich: przez dialog, a nie pobożne pyskówki.

W tejże „Więzi” ks. Kasper Kaproń powiada, że „ pełne prostoty gesty Franciszka, które tak zachwyciły Europejczyków, nie były jednak nadzwyczajnym w kulturze latynoskiej - także w przypadku księży czy biskupów z tego regionu świata”. Tyle, że Europa dzisiaj rozmaita: na przykład Francja i Polska mają całkiem inny styl eklezjalny. Chodzi o skromność budowli, ubioru, zachowania... No i właśnie o dialog.

14:07, jan.turnau
Link Komentarze (72) »
niedziela, 16 czerwca 2013
Uczynki nasze zbyteczne nie są, ale...

List do Galatów 2,16

„Przeświadczeni, że człowiek osiąga usprawiedliwienie nie przez wypełnianie Prawa za pomocą uczynków, lecz jedynie przez wiarę w Jezusa Chrystusa, my właśnie uwierzyliśmy w Chrystusa Jezusa, by osiągnąć usprawiedliwienie z wiary w Chrystusa, a nie przez wypełnianie Prawa za pomocą uczynków, jako że przez wypełnianie Prawa nikt nie osiągnie usprawiedliwienia.”
Co to znaczy? Chodzi tylko o ciężar obowiązków, głównie rytualnych, które nas już nie obowiązują? Nie, nie tylko. Chodzi w ogóle o to, że usprawiedliwia, czyli zbawia Bóg, nie sam człowiek, zbawia wiara, nie nasze zasługi. Bóg jest tu inicjatorem, wyciąga do nas rękę, którą wystarczy przyjąć. Owszem, owocem jej przyjęcia są dobre czyny nasze, ich brak oznacza naszą odmowę, czyli to nasza rola również, ale nie mamy czym się chwalić: to Bóg nas ciągnie, my tylko zapieramy się albo nie. Jest to wspólne stanowisko katolików (rzymskich, ale chyba nie tylko) i większości luteranów (uzgodnione w Augsburgu w 1997 roku), choć ci drudzy bardziej akcentują wiarę, ci pierwsi uczynki. Ewangelicy nie lekceważą uczynków, katolicy – wiary! A gdyby nawet te dwie doktryny były nie do pogodzenia dla nas, biednych ludzi , to - przepraszam - Bóg jest mocniejszy na umyśle nawet od najwybitniejszych teologów...
PS. A co ze śmiertelnikami niewierzącymi, bo Bóg nie dał im łaski wiary? Do piekła nieodwołalnie polecą? Nie, jeśli mają tak zwaną przez klasyka katolicyzmu Stefana Wilkanowicza wiarę podstawową, która afirmację podstawowych wartości duchowych oznacza. Bo w ogóle zbawiający On jest niebywale, amen!   

08:50, jan.turnau
Link Komentarze (14) »
sobota, 15 czerwca 2013
Jednanie

2 List do Koryntian 5,18

„Albowiem w Chrystusie Bóg jednał ze sobą świat, nie poczytując ludziom ich grzechów, nam zaś przekazując słowo jednania”.
Ciężkie słowo, powinność niełatwa. Szczególnie, gdy nie wiem nawet za dobrze, po czyjej stronie jest racja. Gdy tylko jedno jest pewne, że emocje buzują.


11:08, jan.turnau
Link Komentarze (13) »
piątek, 14 czerwca 2013
Bez kozy ani rusz...

2 List do Koryntian 4,8

„Zewsząd znosimy cierpienia, lecz nie poddajemy się zwątpieniu.” To Tysiąclatka, a my przetłumaczyliśmy: „Z każdej strony uciśnieni, lecz nie zdławieni, wpędzeni w rozpacz, lecz pełni radości”. Niektórzy z nas poddają się, ale to jeszcze pół biedy: cała, gdy zwątpienie rzeczywiste, ale cierpienia niemal urojone. Na przykład, gdy mi drukują inne teksty, ale jeden (większy) „leżakuje”. Nie bardzo wiadomo, czemu właściwie nie drukują i kiedy się wreszcie ukaże (może straci w końcu aktualność). Straszna moja rozpacz w kratkę. Nic, tylko wziąć do domu kozę...

20:25, jan.turnau
Link Komentarze (14) »
czwartek, 13 czerwca 2013
Zabijanie słowem nienawistnym. Wywiad kapitalny ks. Kaczkowskiego

Ewangelia Mateusza 5,20-26

Dalszy ciąg perykopy wczorajszej: Jezus pokazuje, na czym polega Jego wypełnianie Prawa - na radykalizacji wymagań. Nie wolno nie tylko zabijać, grzechem jest nawet złorzeczenie swemu bratu. Pokłóceni z nim nie powinniśmy składać ofiary Bogu: niepojednani z nim jesteśmy także z Bogiem w konflikcie. Miłość bliźniego jest tak ściśle zjednoczona z miłowaniem Jego, że stanowi tamtej miłości praktyczny sprawdzian. Pobożność rytualna bez troski o brata ( w sensie każdego bliźniego) jest pusta, wręcz zakłamana. Msze pełne partyjnej nienawiści są religijnym skandalem. Kłótnie wewnątrz struktur kościelnych są niegodne tych miejsc, które powinny być wzorem dla świata. Reforma Kurii Rzymskiej jest najwyższą koniecznością, choć oczywiście dla Franciszka problemem potężnym: podobno potwierdził niedawno to, co mówiono po cichu, i co jest w tajnym raporcie trzech kardynałów, że jest w jego dworze ”lobby homoseksualne” oraz korupcja.

Lektury. Jedna z obelg wymienianych w ewangelii dzisiejszej brzmi ”raka”. Tłumaczy się to różnie, w naszym przekładzie jako ”pusta głowo”, a skojarzyło mi się dźwiękowo z publikacją znakomitą, którą reklamuję, jak mogę.

Mam na myśli książkę niebywałą: „Szału nie ma, jest rak. Z ks. Janem Kaczkowskim rozmawia Katarzyna Jabłońska” (Biblioteka „Więzi”). Niesłychaną nie dlatego, że duchowny jest znanym działaczem społecznym, założycielem pierwszego w Polsce hospicjum domowego, a potem stacjonarnego, organizatorem areopagów etycznych, czyli letnich kursów dla studentów medycyny. Nie jest to prezentacja jego wielkiego społecznego dorobku. To jest rzecz o umieraniu. Powiem najkrócej: jeżeli słuszne jest porzekadło, że jedyną rzeczą, którą człowiek musi, jest to, iż musi umrzeć, to rozmowę współredaktorki „Więzi” Katarzyny Jabłońskiej trzeba nazwać lekturą powszechnie obowiązkową, wręcz podręcznikową. Ksiądz Kaczkowski zdobył wiedzę na temat umierania jako opiekun ludzi w tym stanie zdrowia i jako pacjent, bo choroba nowotworowa i jego dotknęła. O wszystkim mówi niemal na wesoło, bez jakiegokolwiek patosu i dlatego tak przejmująco.

Książka odniosła niebywały sukces rynkowy, czemu się nie dziwię. Warto wydać złotych polskich trzydzieści, żeby umieć żyć z tym nieuniknionym.

20:04, jan.turnau
Link Komentarze (15) »
Ani joty? Litera i Duch

Wpis na 12 czerwca 2013

2 List do Koryntian 3, 4-11
Ewangelia Mateusza 5,17-19
Jedna z perykop ewangelijnych, które niełatwo wyjaśniać. Sławne powiedzenia Jezusa: „Ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie”, „Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić” i „ktokolwiek więc zniósłby jedno z tych przykazań, choćby najmniejszych, i uczyłby tak ludzi, ten będzie najmniejszy w Królestwie Niebieskim”.

Wyjaśnienia Biblii Poznańskiej, Paulińskiej i „Komentarza praktycznego do Nowego Testamentu” wcale mnie nie zadowalają. Tłumaczy się tam, że greckie „plerosai”  to jest coś więcej niż „wypełnić”, bo to znaczy uzupełnić i udoskonalić. Proszę bardzo – ale co z tą jotą i kreską (najmniejszą literą i znaczkiem pomocniczym)? Przecież to są te różne przykazania gastronomiczne, higieniczne i kultowe, których chrześcijanie nie przestrzegają zgoła. Na szczęście pomógł mi jak zwykle ksiądz Czajkowski, przypominając, że język Jezusa był prorocki, czyli przesadny, obrazowy, bez żadnej troski o precyzję, która jest dzisiaj w nauczaniu moralnym Kościołów. Zresztą - to już myśl moja własna – ewangeliści zapisując takie słowa Chrystusa musieli liczyć się z zarzutem zwyczajnej nieprawdy, nie ryzykowaliby kompromitacji: widać tekst nie wydawał się jednak dziwny.

Przypomniały mi się kazania Franciszka w Domu Świętej Marty: mówione spontanicznie, też trochę po prorocku, czyli obrazowo, językiem bardzo żywym, czyli całkiem niedyplomatycznym i właśnie nieprecyzyjnym. Tym są mocniejsze i bardziej wymagające, tak jak Jezus wymagał więcej niż uczeni w Piśmie i faryzeusze, choć lekceważył mycie rąk przed jedzeniem. Powinienem był tu od razu odnieść się do dzisiejszej lekcji, gdzie Paweł mówi o literze, która zabija, i Duchu, który ożywia. Duchu z dużej litery, choć w moich wydaniach Wujka figuruje z małej: bo też każdy „antyliteralizm” Duchowy jakoś jest.

20:01, jan.turnau
Link Komentarze (16) »
wtorek, 11 czerwca 2013
Apostoł Barnaba. Błogosławieni i szczęśliwi po raz enty

Dzieje Apostolskie 11,21b-26; 13,1-3
Czytamy tu o Barnabie, jednym z przywódców Kościoła pierwotnego, bliskim współpracowniku Pawła, bo dziś jego dzień w kalendarzu katolickim (nie tylko rzymskokatolickim, także mariawickim i polskokatolickim). Czytamy, że „był człowiekiem dobrym i pełnym Ducha Świętego i wiary”. Był może za bardzo (czy też raczej niemądrze) opiekuńczym wobec swego krewnego, Jana zwanego Markiem, późniejszego ewangelisty. Chłopak ten nie dotrwał do końca pierwszej podróży misyjnej Pawła i Barnaby najpewniej z powodu jej trudów, czym naraził się Apostołowi Narodów. Tak bardzo, że nie chciał wziąć go w następną, i poróżnił się w tym z Barnabą, który wobec tego popłynął z Markiem na Cypr. Innym razem rozdzieliły dwóch apostołów poglądy: w Liście do Galatów 2,11-14 Paweł pisze, że Barnaba dał się zwieść obłudą Żydów, którzy obawiając się swoich rodaków nie posilali się razem z nieobrzezanymi (to wtedy Paweł skarcił publicznie Kefasa). No cóż, ludzie wielkiej prawości też błądzą czasem, a zresztą jeżeli nawet należało traktować Marka bardziej surowo, to może w późniejszej sprawie merytorycznej trzeba by również posłuchać Piotra i Barnabę: Paweł mógł nie mieć racji.

A teraz wrócę do tekstów wczorajszych. Skupiłem się wyłącznie na ewangelii z „błogosławieństwami”, a przecież „lekcja” (dawna nazwa czytań z innych ksiąg) z 2 Listu do Koryntian 1,1-7 jest o pocieszaniu jako obowiązku religijnym. Została ona tematycznie dobrana do ewangelii właśnie o tym, że „szczęśliwi są, którzy płaczą, albowiem oni będą pocieszeni”. Traktowałem wczoraj dość (zbyt?) obszernie relację słów „błogosławieni” i „szczęśliwi”, mając przecież we wczorajszej lekcji dodatkowy materiał. Też z powodu tamtejszego wyrażenia „Błogosławiony Bóg”, odpowiednika powiedzenia „Szczęśliwy Bóg” (1 Tm 1,11), co też należało wczoraj uwzględnić. Przepraszam.

14:11, jan.turnau
Link Komentarze (57) »
poniedziałek, 10 czerwca 2013
Oktolog nie tylko chrześcijański. Wariat czy kłamczuszek?

Ewangelia Mateusza 5,1-12
Na dzisiaj tak zwane błogosławieństwa. Melduję tutaj z uporem, że dosłowny przekład powinien mówić nie o błogosławionych, raczej o szczęśliwych, bo w oryginale mamy tutaj przymiotnik „makarioi”, który właśnie takowych oznacza. Zarazem greka (podobnie jak i hebrajszczyzna) dysponuje również innym terminem, nawet dwoma („eulogetoi” i „eulogemenoi”), które należy tłumaczyć również dosłownie jako właśnie błogosławieni („eu” – dobry, „logos” - słowo).
Owszem, sprawa jest skomplikowana, albowiem, po pierwsze, „Słownik języka polskiego” uczy, że „błogosławiony (w użyciu przymiotnikowym) znaczy chwalebny, zbawienny, szczęśliwy, pomyślny”. Czyli że przymiotnik ten oznaczałby tak godnych pochwały, jak i szczęśliwych. Po drugie, są argumenty z wewnątrz tekstu biblijnego. W 1 Liście do Tymoteusza 1,11 mówi się, o „Ewangelii chwały Boga”, którego nazywa się słowem „makarios”: dziwnie byłoby chyba przetłumaczyć je tutaj jako „szczęśliwy” – słowo to pasuje do Boga tak bardzo, że jakoś nie pasuje... Dalej, Elżbieta nazywa Marię „makaria” w Łk 1,45, „eulogemene”, w Łk 1,42 – czyli ewangelista użył tych terminów zamiennie. Jakąś równoznaczność tych terminów widać wreszcie na przykład w formule życzeń świątecznych używanych przez moich przyjaciół ewangelików: na przykład „Błogosławionych Świąt Zmartwychwstania Pańskiego”.
Tradycja translatorska „błogosławiąca” jest tutaj potężna: wiedzie od Wujka i Biblii Gdańskiej, aż do połowy XX wieku, omijając tylko dwóch arian, Szymona Budnego, który ma „błogich” (znacząca wersja pośrednia), i Marcina Czechowica ze „szczęśliwymi”. W Roku Pańskim 1947 biblista rzymskokatolicki z KUL-u ks. Feliks Gryglewicz mówi znowu o „szczęśliwych, którzy płaczą” (choć wraca do translatorskiej tradycji parędziesiąt lat później). Dzisiaj Biblia Poznańska i Paulińska mają „szczęśliwych”, Tysiąclatka, ewangelicka Warszawska oraz ekumeniczna 11 Kościołów - „błogosławionych”. Dodać trzeba, że np. Tysiąclatka nazywa owych „makarioi” gdzie indziej nieraz szczęśliwymi (Mt 13,16 i 24,46, Łk 10,23 i 12,37, itd.), a my też postępowaliśmy w EPP różnie: mimo mego oporu nasi płaczący są jednak błogosławieni.
Sprawa nie jest na pewno prosta językowo, wydaje mi się jednak ważna duszpastersko, ewangelizacyjnie wręcz. Chodzi mi o to, co tak akcentuje papież Franciszek, żeby przedstawiać Boga jako nieskończenie miłosiernego, głosić religijną radość, naprawdę Dobrą Nowinę (dosłowne tłumaczenie terminu „euangelion”), a nie złą: że jak nie będziemy grzeczni, to pójdziemy do piekła. Taka była pedagogia „chrześcijańska” stosowana przez bardzo długie wieki. Bogiem nie wolno straszyć, tak jak i Kościołem, żeby ten drugi nie pustoszał. Oczywiście nie chodzi o jakąś wypaczającą etykę, głupawą taktykę, Ewangelia nie merda przymilnie ogonkiem – niemniej Syn Boży przyszedł nas zbawić, nie zgubić.
W wersji ze szczęśliwymi dzisiejsza perykopa stanowi swoisty nowotestamentalny Dekalog: wskazuje drogi postępowania. Zarazem jest receptą na szczęście. Całkiem inną niż ta „konsumistyczna” – szczęścia nie da maksimum przyjemności, co do tego zgodzą się także etycy odrzucający wiarę w Niebo – ale poświadczoną legionami ludzi różnych wiar i niewiar, którzy z uśmiechem szli nawet i na śmierć, ponieważ byli wierni sumieniu swemu.
Lektury. Ostatni numer ”Forum”, dwutygodnika przedruków z prasy zagranicznej, opowiada z francuskiego „Le Point” o niejakim Arnoldzie J. Jacobsie; dziennikarzu amerykańskim, który „sprawdzał na sobie różne teorie idealnego życia, wypełniając co do joty wszelkie nakazy, czy to religijne czy zdrowotne. Efekt? Szarańcza na obiad i godziny na bieżni”. Otóż facet „przeżył cały rok, rygorystycznie stosując się do ponad siedmiuset zasad zawartych w Piśmie Świętym (co opisał następnie w książce »Rok biblijnego życia«). Najtrudniejsze okazało się unikanie obgadywania bliźnich, co wcześniej zajmowało mu – jak sam mówi – 70 proc. czasu. Nosił sandały i tuniki, jadał szarańczę i rozweselał winem tych, którym kamień leżał na sercu. Przestał za to grać w futbol, bo jest napisane, żeby nie dotykać dłonią skóry martwej świni, a piłka jest przecież skórzana. Postanowiwszy nie składać w ofierze swego pierworodnego syna, bo Bóg zażądał tego jedynie od Abrahama, uznał jednak za wskazane ukamienować cudzołożnika. Grzesznik mu przyłożył. I taki był koniec biblijnego eksperymentu.” Wariat czy raczej dziennikarz żądny sławy za cenę pospolitych kłamstw? W każdym razie nic bardzo zabawnego.

18:11, jan.turnau
Link Komentarze (17) »
niedziela, 09 czerwca 2013
Kariera Jego brata Jakuba

List do Galatów 1,19
„Spośród zaś innych, którzy należą do grona Apostołów, widziałem jedynie Jakuba, brata Pańskiego.” Więc jednak Jakub brat Pański należał do Dwunastu, był synem Alfeusza, a może też Jakubem Młodszym (Mniejszym), wzmiankowanym w Ewangelii Marka 15,40, więc jednak pogląd tradycyjny jest słuszny? Tyle tylko, że termin „apostoł” oznacza w Dziejach także innych przywódców Kościoła: sam Paweł się za apostoła uważa ( List do Galatów 1,17). Ciekawe, że Jakub, jeden z braci Jezusa lekceważących Go przed zmartwychwstaniem, zyskał sobie w Kościele pierwotnym autorytet ogromny: Paweł w tymże liście (2, 9) wymienia go przed Kefasem. Temat do współczesnego apokryfu, barwnej powieści o Jego braciach z owym Jakubem na czele!

08:08, jan.turnau
Link Komentarze (35) »
sobota, 08 czerwca 2013
Syn dorasta, przerasta Rodziców

Ewangelia Łukasza 2,41-51

Dzisiaj katolickie święto Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny: ewangelia o zagubieniu się dwunastoletniego Jezusa w świątyni jerozolimskiej. Ze słowami: „A Matka Jego chowała wiernie te wspomnienia w swoim sercu.” Była to pamięć o matczynym niezrozumieniu tak wczesnego powołania Bożego jej Syna. Perykopa rozumiana jak powieść jest dla wierzącego niezrozumała: Jezus naraził rodziców na wielki lęk o Niego, a On nawet słówkiem nie przeprosi, jeszcze się stawia? Ale Ewangelia to nie powieść psychologiczna, nie biografia,  ale teologia: Łukasz staje po stronie Jezusa, chce powiedzieć, że bywał niezrozumiany nawet przez ludzi Mu najbliższych.
Wspominam moją matkę, a raczej siebie w stosunku do niej, ile razy byłem jej niewdzięczny.

08:09, jan.turnau
Link Komentarze (22) »
piątek, 07 czerwca 2013
Jego serce i moje

Księga Ezechiela 34,11-16

Bóg jako pasterz owiec najtroskliwszy: „Zagubioną odszukam, zabłąkaną sprowadzę z powrotem, skaleczoną opatrzę, chorą umocnię, a tłustą i mocną będę ochraniał.”
Oto program papieża Franciszka, a ta perykopa jest przeznaczona na dzisiaj, bo dziś w Kościele katolickim uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa. Serca kochającego na miarę Bożą.
Obym kochał choć trochę podobnie.


19:48, jan.turnau
Link Komentarze (18) »
czwartek, 06 czerwca 2013
Czy trzeba się Go bać?

Psalm 18,1
„Szczęśliwy człowiek, który się boi Pana”.

Oczywiście bojaźń Boża to nie to samo co lęk przed burzą, to obawa przed przestąpieniem zasady moralnej, ile jednak w podobnych słowach Biblii jest obrazu Boga jako bezlitosnego Buchaltera?

13:16, jan.turnau
Link Komentarze (37) »
środa, 05 czerwca 2013
Triumf Stefana Swieżawskiego

Psalm 25,2
„Boże mój, Tobie zaufałem,
Nie będę się wstydził,
A moi wrogowie z tego powodu
Nie będą triumfowali”.
Przekład Ekumeniczny 11 Kościołów.

Psalm ten przypomniał mi artykuł Piotra Gutowskiego o profesorze Stefanie Swieżawskim w „Ethosie”, w numerze setnym tego kwartalnika KUL-kiego, który tu omawiałem w poniedziałek. Nie zacytowałem wtedy pikantnego powiedzonka, które usłyszał autor od jednego z wpływowych księży przed wykładem Profesora. Duchowny ów w formie pozornie żartobliwej wyraził życzenie: ”Niech lepiej nie mówi o Kościele”. Swieżawski bowiem stał się zdecydowanym rzecznikiem soborowej odnowy Kościoła, głosił na przykład pogląd, że rolą biskupów jest służyć i świadczyć, a nie rządzić i walczyć.

Był człowiekiem wręcz legendarnie uprzejmym, gorącym zwolennikiem dominującej w naszym Kościele filozofii tomistycznej (przez co zresztą podpadał trochę jej radykalnym krytykom, jak księża Tischner, Heller czy Życiński), więc jego odnowicielski zapał wywoływał szczególnie mocny oddźwięk, często właśnie taki, jak wyżej. Któż nie ma tego rodzaju wrogów, oczywiście łagodnych (nie przesadzajmy), gdy odstaje od obiegowych ocen. Któż nie ma z powodu tego odstawania kłopotów: większe mają księża, czyli instytucjonalni podwładni biskupów, szczególnie gdy nie mają podobnej pozycji społecznej (np. ks. Wojciech Lemański).

Czy Profesor modlił się słowami tego psalmu? Na pewno, chociaż słowo „wrogowie” zapewne mu nie pasowało. A zdanie o triumfie? Był człowiekiem Ewangelii, więc dalekim od wszelkiego triumfalizmu, także tego osobistego. Zresztą odniósł sukces olbrzymi jako jedyny z bloku komunistycznego świecki audytor Vaticanum Secundum. Tak jednak jak każdego człowieka pełny triumf czekał go dopiero na tym mądrzejszym świecie.

15:32, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
wtorek, 04 czerwca 2013
Co Boże, co cesarskie tu i teraz

Ewangelia Marka 12,13-17
Perykopa z fundamentalnym zdaniem o Bożym i cesarskim. Można zeń wyprowadzać całe współczesne rozumienie relacji między Kościołem (Kościołami) a państwem (państwami). Kiedyś właściwie nie było takiego problemu, bo nie było państw świeckich: wszystkie były jakoś teokratyczne. Jakoś: w starożytnym Izraelu była to teokracja „czysta”, na przykład w Rzymie starożytnym deifikowano faktycznie cezara. Żaden rozdział dwóch porządków nigdzie nie istniał.

Cóż jednak oznacza dzisiaj? Dalszych kwestii sporo. Doszły bowiem zagadnienia, których dawniej nie było, a postawiła je właśnie demokracja liberalna, czyli państwo świeckie: rozwody, aborcja (z in vitro) i tak dalej. Ewangelicy tradycyjni są tu bardziej liberalni, ewangelikalni raczej tacy jak mój Kościół. Idzie między innymi o to, czy na przykład w sprawie aborcji mamy do czynienia z konfliktem etyki religijnej ze świecką, czy katolickie poglądy na tzw. przerywanie ciąży mają charakter religijny albo też wynikają jednak z przyjmowanego powszechnie w naszej cywilizacji ludzkiego prawa do życia. Radykalni przeciwnicy aborcji bywają przecież wręcz ateistami. Operuje tu się nawet argumentem, że rozpowszechnione poglądy dopuszczające aborcję można porównać do dawnej akceptacji niewolnictwa w USA – nikt poważny nie jest dzisiaj jego zwolennikiem. Czy zatem kiedy polscy biskupi zabierają głos w sprawie in vitro, nie mówiąc o eutanazji, usiłują narzucić całemu społeczeństwu jakieś prawo religijne? Ale czy prawo państwowe nie powinno się jakoś liczyć z opinią społeczną? I tak dalej.

Co do mnie, wydaje mi się, że w każdym razie polskie głosy episkopalne powinny być bardziej umiarkowane w tonie. Powinny być raczej prośbami o zrozumienie, a nie gromkimi pouczeniami, połączonymi czasem z groźbą ekskomuniki. Niedobrze jest szczególnie, gdy są tematyką kazań wygłaszanych podczas uroczystości Bożego Ciała, gdy to święto Komunii dotyczy zupełnie innej sprawy i nie skłania do dzielenia społeczeństwa. Inaczej głosy takie będą nie tylko przeciwne ewangelicznej delikatności, ale i przeszkodą w ewangelizacji, będą wypraszać ludzi z Kościoła, co już dzieje się przecież. Felieton

PS. Została dziś wręczona po raz kolejny Nagroda ”Ślad”. Jest inspirowana pamięcią o biskupie Janie Chrapku, przyznawana dziennikarzom wyróżniającym się rzetelnością zawodową oraz chęcią dialogu. Wręczono ją prezenterowi I Programu TVP, Krzysztofowi Ziemcowi, nominacje otrzymał również dziennikarz „Gościa Niedzielnego” Tomasz Rożek oraz duchowny rzymskokatolicki z Zielonej Góry, ks. Andrzej Draguła. Trzeci nominat nagrody nie dostał, choć niewiele brakowało, ale jest postacią z punktu widzenia owego dialogu symboliczną. Biblioteka „Więzi” wydała mu niedawno rewelacyjną książkę pt. „Bluźnierstwo. Między grzechem a przestępstwem”. Dzieło to (300 stron drobnego druku) jest równie precyzyjną, jak odważną analizą m.in. dzisiejszych polskich fenomenów kulturowych w rodzaju twórczości Doroty Nieznalskiej czy Nergala. Zdaniem Draguły „bluźnierstwo jest w gruncie rzeczy wiarą, choć odbitą w krzywym zwierciadle buntu” - i to już jest w polskim stanie ducha twierdzenie godne upowszechniania. Ksiądz dziełami kontrowersyjnych artystów nie gorszy się, nie rozdziera szat, analizuje bardzo spokojnie. Bierze pod uwagę tak prawa ludzi wierzących, jak i prawa artystów, ich wolność. Rozważa działalność tych drugich z punktu widzenia pokoju społecznego: prosi kontrowersyjnych twórców, by brali pod uwagę reakcje ludzi wierzących. Ja zaś proszę ludzi Kościoła, by szli za przykładem dzisiejszego nominata i prowadzili z kulturą współczesną spokojny dialog.

13:44, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 03 czerwca 2013
Szczęśliwy człowiek... Sobór Watykański II w kwartalniku ”Ethos”

Księga Tobiasza, 1a.2, 2,1-9 Wlg
Psalm 112,1
Oba teksty ze Starego Testamentu łączy motyw odwagi. Tobiasz (ojciec głównego bohatera księgi) „nie opuścił drogi prawdy”: narażając się królowi asyryjskiemu, grzebał mordowanych rodaków. Można z tym skojarzyć pierwszy werset psalmu: „Szczęśliwy, kto się boi Pana i kocha jego przykazania”. Znów tu mamy problem translatorski z ubiegłego piątku, tyle że z hebrajszczyzną, nie greką: w tamtym języku biblijnym też mamy dwa terminy, jeden oznacza błogosławionych, drugi szczęśliwych, ale tłumacze lubią bardziej błogosławionych, więc na przykład w Biblii Tysiąclecia mamy tutaj człowieka błogosławionego, choć jest on dosłownie szczęśliwym. Niemniej tak Biblia Poznańska, jak i Przekład Ekumeniczny (nie EPP - ten 11 Kościołów), ma tu szczęśliwca. Co zauważam skrzętnie, acz również coś świadczącego, że różnicowanie nie jest oczywiste Albowiem w 1 Liście do Tymoteusa 1,11 mamy także w naszym przekładzie „Ewangelię chwały błogosławionego Boga”, choć jest On tam „makarios”, bo też mówić o Bogu, że jest szczęśliwy, jest tak słusznie, że aż dziwnie.

A człowiek? W Psalmie 12 jest nagrodzony za życia na tej ziemi, bo też w myśli starożytnych Żydów nieszczęścia długo uważano za skutek grzechu (Księga Hioba ukazuje, że to nie takie proste), bo też i nagroda niebieska nie rysowała się wcale wyraźnie. Ewangelia o Chrystusie ukrzyżowanym ustawia niejedno inaczej.

50 lat temu zmarł papież Jan XXIII. Pół wieku to kawał czasu, szczególnie, gdy historia pędzi szaleńczo. Po tamtym biskupie Rzymu jest już z kolei piąty: był Jan Paweł II, który wypełnił pamięć nie tylko polską niemal po brzegi, a teraz jest Franciszek błyszczący nowością tak, że wszystko zanika w jego świetnym czy raczej świętym blasku. A przecież gdyby nie Anioł Józef Roncalli, nie byłoby jego następców. On utorował drogę następnym papieżom reformatorom (napisało mi się wiersz na ten temat w dzisiejszej ”GW”), on zwołał sobór tak bardzo reformatorski. Od tamtego króciutkiego (cztery i pół roku) pontyfikatu zaczęła się odnowa rzymskokatolickiego Kościoła zadziwiająca. Być może symboliczna była zmiana obyczaju tak wielka, że dziś trudno uwierzyć, iż mogła być kiedyś podobna ceremonia: dopiero Jan XXIII zniósł zwyczaj całowania Ojca Świętego... w nogę! Owszem, na owej nodze był trzewik, a w nim relikwia, ale co z tego? Taki sposób okazywania czci komukolwiek choćby najświętszemu wydaje się dzisiaj nie tylko groteskowy. Widać w nim niebywałą pychę instytucji i właśnie cała zapoczątkowana przez owego papieża odnowa zmierzała do przydania jego Kościołowi większej pokory. Czym innym bowiem było, jak nie zmniejszeniem pychy, pokorne otwarcie go na cały świat pozakatolicki: na inne Kościoły także chrześcijańskie, inne religie, społeczeństwa zlaicyzowane. Czyli dialog, to znaczy wzajemne słuchanie się i wzajemne uczenie, czyli nie tylko mowa pouczająca.

Sobór, który Jan XXIII zwołał, był przejawem nowego sposobu myślenia. Nawet – można by rzec – radykalnego: otwarcia na świat komunistyczny. Na KUL-u, w tamtejszym Instytucie Jana Pawła II wydawany jest kwartalnik „Ethos”. W setnym numerze, czwartym w roku ubiegłym (jest już pierwszy tegoroczny) traktuje się Vaticanum Secundum. Andrzej Grajewski z „Gościa Niedzielnego”, historyk współczesności pisze na ów kontrowersyjny temat pt. „ Nie drażnić bestii. Konsekwentny unik Soboru”. Niewątpliwie unik, według niektórych niedopuszczalny moralnie, m.in. zdaniem byłego redaktora naczelnego „Znaku” Bohdana Cywińskiego - świadectwo dyplomatycznego oportunizmu. Grajewski zachowuje się jak historyk, nie publicysta, głównie referuje, nie komentuje. Zapoznaje m.in. z opiniami ambasadora rządu londyńskiego Kazimierza Papeego, który zwracał uwagę na włoski aspekt watykańskiej Ostpolitik. Chodziło o to, by przez dogadywanie się z Kremlem nie ułatwiać zwycięstwa wyborczego włoskiej partii komunistycznej, wtedy całkowicie podporządkowanej Moskwie. Był też problem szerszy: czy komunizm jest zjawiskiem przejściowym i słabnie w miarę podnoszenia się stopy życiowej w krajach kapitalistycznych, więc potępiając jego doktrynę trzeba go dalej osłabiać, czy też jest zjawiskiem długotrwałym i Kościół musi szukać jakiejś płaszczyzny styku i „modus vivendi” z krajami komunistycznymi. Na tym drugim stanowisku stał Jan XXIII. Sławna stała się jego audiencja dla zięcia Chruszczowa, Aleksieja Adżubeja. Naczelny ”Izwiestii” zaproponował wręcz nawiązanie stosunków dyplomatycznych, co spotkało się z dość nieufną reakcją papieża, rozumiał on jednak, że takie gesty świadczą o możliwości pokojowego rozwiązywania konfliktów: ogłosił słynną encyklikę „Pacem in terris”. Do kontaktów Moskwy z Watykanem służyła delegacja na Sobór Cerkwi rosyjskiej. Tego rodzaju polityka miała zdecydowanych zwolenników w osobach takich kurialnych konserwatystów, jak kardynał Ottaviani, ale również amerykańskiego kardynała Francisa Spellmana oraz biskupów unickich, reprezentujących Kościół szczególnie prześladowany. Mieli oni jednak na teksty soborowe wpływ minimalny: sformułowania na temat ateizmu były w końcu ostrzejsze, nie padło jednak słowo „komunizm” (choć odwołano się do wcześniejszych dokumentów papieskich potępiających komunizm). Trzeba wiedzieć, że również biskupi polscy z prymasem Wyszyńskim na czele byli przeciwnikami słownego potępienia komunizmu, wiedząc, czym to grozi, gdy wrócą do kraju. I może mieli rację, choć rację ma też Grajewski, gdy pisze, że lukę, którą w sprawie oceny komunizmu pozostawił Sobór Watykański II, wypełnił swoimi społecznymi encyklikami i w ogóle nauczaniem Jan Paweł II. Miał bowiem w tej sprawie nie tylko zupełny brak złudzeń, ale i w ogóle inną strategię niż Kuria Rzymska pod władzą papieża Pawła VI: łączył wspaniale dyplomację z publicznym świadectwem, którego brakowało w tradycyjnej polityce watykańskiej. Krytykiem owej polityki, raz nawet publicznym, był kardynał Wyszyński, który wysłanników watykańskich do Polski, Casarolego i potem Poggiego, w latach znacznie późniejszych przyjmował bardzo chłodno, bo uważał ich taktykę za zbyt kompromisową.

Co do mnie samego, bardzo powoli dojrzewałem do zrozumienia, że otwarcie Kościoła na świat nie może obejmować reżymów totalitarnych. Że nadzieje na ich reformę są zgoła złudne. Vaticanum Secundum oraz jego inicjatora wciąż jednak noszę w sercu, bo przecież dzieło ich nie sprowadzało się do spraw politycznych. Choćby nawet decyzje w owych sprawach były wątpliwe, zasadnicze otwarcie uważam za zbawienne.

Za takie je też uważał profesor Stefan Swieżawski, świecki uczestnik Soboru, zdecydowany zwolennik jego otwarcia, czyli rezygnacji z postawy nieustannej walki ze wszystkim, co niekatolickie. Poglądy tego filozofa przedstawia bardzo ciekawie Piotr Gutowski w następnym artykule „Ethosu”. Swieżawski nie miał w tej sprawie zrozumienia prymasa Wyszyńskiego i wielu innych duchownych polskich. Bo też w ogóle - to już mój komentarz - katolicyzm polski nie był na podobną rewolucję myślową przygotowany, a i nie jest zdolny do jej przyjęcia dzisiaj. Owszem, są środowiska utożsamiające się z takim myśleniem, ale głównego nurtu zgoła nie stanowią.

O nich jeszcze dalej pisze w „Ethosie” Anna Głąb: „»Nowa świadomość Kościoła«, Sobór Watykański II oraz idea Kościoła otwartego w tekstach głównych przedstawicieli środowiska »Tygodnika Powszechnego» i »Znaku«”. O Jerzym Turowiczu, księżach Andrzeju Bardeckim I Andrzeju Zuberbierze, Stefanie Wilkanowiczu, Halinie Bortnowskiej, Annie Morawskiej. Cytuje ostatnią z tych autorów, która z kolei cytuje wielkiego teologa katolickiego Karla Rahnera: „Bardzo być może, duch i głęboki sens tego, co zaszło na Soborze, zatopi potem na jakiś czas fala przeciwna, fala zastrzeżeń, obaw przed własną odwagą, strachu, by ktoś nie wyciągał fałszywych wniosków... Ale ziarno nowej wizji zostało zasiane w glebie Kościoła i w Bogu wiadomej chwili musi przyjść pora żniw”. Morawska – pisze jej imienniczka – zdawała sobie sprawę, że soborowy zwrot ku kulturze laickiej napotykać będzie opór, ale otwarcie watykańskiego okna w konstytucji soborowej „Gaudium et spes” nie pójdzie na marne. „I choć przeciąg trwa, to w wichurze właśnie, jak uczy Biblia, można rozpoznać tchnienie Ducha Świętego” - to już zapewne komentarz samej Anny Głąb.

Kończę ten przegląd publikacji myślą, że dzisiejszy przeciąg kościelny ma na imię Franciszek.

13:47, jan.turnau
Link Komentarze (12) »
niedziela, 02 czerwca 2013
Naszoziemcy

1 Księga Królewska 8,41-43

Ewangelia Łukasza 7,1-10

Dobrze o cudzoziemcach w obu tekstach: słowami Salomona, a potem ewangelisty o Rzymianinie setniku. Stary Testament bywa czasem okropnie ksenofobiczny, Nowy już nigdy – a my?

11:55, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
sobota, 01 czerwca 2013
Mądrości, szukam cię ciągle

Księga Syracydesa 51,13-14

„Będąc jeszcze młodym, zanim zacząłem podróżować, szukałem jawnie mądrości w modlitwie. U bram świątyni prosiłem o nią i aż do końca szukać jej będę.”
Nie całkiem to do mnie pasuje, modlę się o mądrość dopiero od niedawna, ale mam nadzieję, że będę jej szukał aż do samej śmierci.

09:28, jan.turnau
Link Komentarze (46) »
Archiwum