Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
piątek, 29 czerwca 2007
Piotr i Paweł w jednym stoją święcie

List do Galatów 1,18

Dziś wielkie święto, czyli uroczystość, wręcz z wczorajszą mszą wigilijną. Tekstów Pisma zatem co niemiara, zacytuję jedno zdanie z wigilii: „Następnie, trzy lata później, udałem się do Jerozolimy dla zapoznania się z Kefasem, zatrzymując się u niego tylko piętnaście dni". Mowa o obu dzisiejszych świętych: ten Kefas to Piotr, a to wspomnienie jest Pawła. Czy ze słówka „tylko" coś szczególnego wynika? Nie ma go w oryginale, ale Tysiąclatka dodała go „dla lepszego zrozumienia tekstu". Może słówko „tylko" jest ważne dla lepszego zrozumienia tekstu, bo sugeruje Pawłowe zaznaczenie, że towarzystwo Piotra nie było mu na dłużej konieczne do szczęścia? A może i vice versa?

Wydaje mi się, że ci dwaj wielcy ludzie nie uwielbiali się wzajemnie, w każdym razie Paweł traktował Piotra chłodno. Zaraz potem jest w tymże Liście do Galatów opowieść Pawła, jak ochrzanił Piotra. Relacja pikantna, bo Piotr był niewątpliwie szefem sztabu Jezusa. Co prawda współkierował zalążkiem Kościoła z dwoma innymi apostołami, których Paweł nazywa „filarami" (Jakubem i Janem), ale on był najważniejszy. Kościół katolicki uważa go za pierwszego papieża. Myślę, że słusznie, byle by tylko zauważyć, że dystans między nim a innymi apostołami (których biskupi są następcami) był nieporównanie mniejszy niż dzisiaj między biskupem Rzymu i innymi hierarchami. Przykład dosadny mamy właśnie w owym ochrzanieniu, dziś niewyobrażalnym.

Byli chyba zupełnie inni. Piotr - pojednawca. Jako przywódca czuł się w obowiązku być „spinaczem". Napisałem nawet coś na kształt wiersza na ten temat, w którym Piotr spina Pawła z Jakubem, może przywódcą ówczesnych konserwatystów. A Pawła rozpierała chęć reformy, pasja misjonarska wobec pogan, wymagająca odrzucenia obrzezania itp. Według Pawła (Ga 2,7-9) był podział ról: on (z Barnabą) do pogan, Piotr (z Jakubem i Janem) do Żydów. Tu jednak trzeba pamiętać, że doktrynalne otwarcie na pogan zostało nakazane najpierw Piotrowi: scena w Dziejach Apostolskich, w rozdziale 10, w domu setnika Korneliusza. I Piotr nie miał mentalności z betonu, tylko bał się rozłamów bardziej niż pasjonat Paweł.

W Kościele jest miejsce dla obu postaw, nawet konieczność obu. Dzisiejsze święto tego walnym dowodem.

17:28, jan.turnau
Link Komentarze (27) »
czwartek, 28 czerwca 2007
Kryterium etyczne
Ewangelia Mateusza 7,21-23

„Nie każdy, który mi mówi: - Panie, Panie, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. Wielu powie mi w owym dniu: - Panie, Panie, czy nie prorokowaliśmy mocą Twego imienia i nie wyrzucaliśmy złych duchów mocą Twego imienia, i nie czyniliśmy wielu cudów mocą Twego imienia? Wtedy im oświadczę: - Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode mnie wy, którzy dopuszczacie się nieprawości".

Jest tu pewna wschodnia przesada: cudotwórcy i egzorcyści działający mocą Chrystusa są jednak Mu bliscy duchowo. Ale sens tych słów jest jasny: człowiek sprawdza się - jak to się mówiło w okresie błędów i wypaczeń także językowych - „na praktyce". I to tej najzwyczajniej moralnej: zwykła ludzka dobroć decyduje, czy jestem świnią czy świętym. Jest w tejże ewangelii Mateusza rozdział 25, a w nim słowa Jezusa: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z moich braci najmniejszych, mnieście uczynili". Janusz Korczak (zresztą jakoś religijny, choć nie po katolicku) był święty, facet mający pełne usta „wartości" - niekoniecznie.

22:20, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
środa, 27 czerwca 2007
Zaufać
Bereszit 15, 6

„Zaufał Bogu i było mu to poczytane za sprawiedliwość"

W przekładzie żydowskim części Biblii zwanej u nas Księgą Rodzaju mamy słowa ogromnie ważne; można powiedzieć, że najważniejsze w wierze judaizmu, chrystianizmu a może także islamu. Awram zaufał Bogu. W przekładach chrześcijańskich mamy wiarę, nie zaufanie, ale chodzi w gruncie rzeczy o to samo: uznać, że jest Ktoś, kto rządzi naszym losem, sprzyja nam, jak nikt z ludzi - abyśmy tylko zdali się na Niego.

To, owszem, bardzo trudne. Awram uwierzył w coś cudownego: że nie umrze bezdzietnie mimo podeszłego wieku, dziedzicem jego nie będzie skądinąd znakomity sługa Eliezer Damasceńczyk (z Damaszku? Z komentarza żydowskiego wyczytałem, że sprawa niejasna), ale „ten, który wyjdzie z niego samego". Już wyjaśniałem, że dla starożytnych Żydów potomstwo było jakby odpowiednikiem Nieba, zapewniało życie pozagrobowe. Awram uwierzył, że w tym sensie może powiedzieć o sobie: „non omnis moriar".

Otrzymał jednak w tym celu wizję mistyczną, potwierdzoną wnet jeszcze po złożeniu ofiary ze zwierzęcego dobytku. Miał takich wizji wiele, był pewny, że jest Bóg. A my? Mistycy to tylko wybrańcy... Każdy, kto chce, ma jakiś życiowy kompas. Nie chodzi zatem o etykę, moralność, ale o jakieś potężne oparcie. Nie tyle o nagrodę, ile o oparcie psychiczne w życiowym boju. Błogosławieni ci, co bez religijnego oparcia zachowują moralny pion.
17:17, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
wtorek, 26 czerwca 2007
Mądrość Awrama
Księga Rodzaju 13,2.5-9
Przytaczam znów przekład żydowski: mamy przecież takie nowe tłumaczenie na język polski, nie tylko zresztą Księgi Rodzaju (Bereszit), ale całego Pięcioksięgu (Tory), pod redakcją rabina Pecarica, z komentarzami innych rabinów, w szczególności sławnego Rasziego (edycja Pardes Lauder).

„Awram był bardzo bogaty, [miał] stada, srebro i złoto. Także Lot, który szedł z Awramem, miał owce i bydło, i namioty. Ale ziemia nie mogła ich utrzymać, aby osiedli na niej razem, bo ich majątki były wielkie, [tak że] nie mogli osiąść razem. Wynikł [więc] spór pomiędzy pasterzami stad Awrama i pasterzami stad Lota, a mieszkali wtedy na tej ziemi Kanaanici i Peryzyci. Powiedział Awram do Lota: - Niech nie będzie sporu między mną a tobą i między moimi pasterzami a twoimi pasterzami, bo jesteśmy krewnymi. Czy cała ziemia nie leży przed tobą? Oddziel się ode mnie, jeśli [ty pójdziesz] na lewo - to ja na prawo, jeśli ty na prawo - to ja na lewo."

Roztropny był Awram, nie tylko zgodliwy. Wiedział, że czasem trzeba się rozdzielić przestrzennie, by ocalić bliskość duchową. Myślę tu przede wszystkim o małżeństwach, które się rozleciały, bo ufały, że mieszkanie wspólne z rodzicami w ich przypadku się uda. Doświadczenie uczy, że to raczej utopia. Chyba wszystko lepsze niż taki układ. Idealna mama staje się nieznośną teściową, grzeczna dziewczyna synową analogiczną.
17:11, jan.turnau
Link Komentarze (13) »
poniedziałek, 25 czerwca 2007
Awram nasz wspólny
Księga Rodzaju 12, 1-9

Stary Testament jest własnością przede wszystkim religii żydowskiej, więc ten fragment przedstawię w przekładzie dokonanym pod redakcją rabina Sachy Pecarica i wydanym przez Fundację Laudera w Krakowie.

„Powiedział Bóg do Awrama: - Idź dla siebie z twojego kraju, od twoich krewnych i z domu twojego ojca do ziemi, którą ci pokażę. Uczynię cię wielkim narodem, będę ci błogosławił i uczynię twoje imię wielkim i ty będziesz błogosławieństwem. Będę błogosławił tym, którzy cię błogosławią, a tych, którzy cię przeklinają, przeklnę. I wszystkie rodziny ziemi będą błogosławione przez ciebie. Awram poszedł, tak jak pokierował go Bóg. I Lot poszedł z nim. Awram miał siedemdziesiąt pięć lat, gdy wychodził z Charanu. Awram wziął swoją żonę Saraj i Lota, syna swojego brata, cały majątek, który nabyli, i dusze, które zyskali w Charanie, wyruszyli do ziemi Kanaan i przybyli do ziemi Kanaan. Awram przeszedł przez ziemię, aż do miejscowości Szehem, do dębu More. Byli wtedy w tej ziemi Kanaanici. Objawił się Bóg Awramowi i powiedział: - Twojemu potomstwu dam tę ziemię. I [Awram] zbudował tam ołtarz dla Boga, który mu się objawił. Przeniósł się stamtąd w góry, na wschód od Bet El i rozbił swój namiot - Bet El [było] na zachodzie, Ai na wschodzie; zbudował tam ołtarz dla Boga i wzywał Imienia Boga. Wędrował Awram, zdążając w kierunku południa."

Tłumaczenie trochę inne niż np. Tysiąclatki, ale to nie przeczy twierdzeniu, że Biblię - nie licząc ksiąg późniejszych (kilku przedchrześcijańskich i 27 chrześcijańskich) -  mamy wspólną. I dużo wspólnego w naszych wiarach. „Uczynię cię wielkim narodem": obietnica ta spełniła się swoiście, jeśli za potomków Abrama (czy Awrama) uznać też chrześcijaństwo a pewnie i  islam.

W krakowskim wydawnictwie Salwator ukazało się tłumaczenie głośnej na Zachodzie książki Eugenia Zollego „Byłem rabinem Rzymu. Historia wielkiego nawrócenia". No cóż, niejedyny to współczesny wyznawca judaizmu, który uwierzył Chrystusowi, ale - jakby nie było - żydowski dostojnik. Nastawiony mistycznie, poczuł mistyczną potrzebę takiej decyzji; opisuje to głównie na ostatnich stronach książki. Wydaje mi się, że w moim blogu wystarczy taki komentarz: dokonują się konwersje w tę stronę, rzadziej - ale też - w odwrotną i trzeba to uznać za zjawisko w jakimś sensie normalne. Są różne drogi do Boga i na tych różnych drogach bywają także zmiany kierunku. Mnie osobiście chrześcijaństwo odpowiada bardziej niż każda inna religia, więc nie dziwię się Zollemu, ale nie dziwię się też tym Żydom, którzy zostali przy swojej wierze.
22:38, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
Awram nasz wspólny
Księga Rodzaju 12, 1-9
Stary Testament jest własnością przede wszystkim religii żydowskiej, więc ten fragment przedstawię w przekładzie dokonanym pod redakcją rabina Sachy Pecarica i wydanym przez Fundację Laudera w Krakowie.
„Powiedział Bóg do Awrama: - Idź dla siebie z twojego kraju, od twoich krewnych i z domu twojego ojca do ziemi, którą ci pokażę. Uczynię cię wielkim narodem, będę ci błogosławił i uczynię twoje imię wielkim i ty będziesz błogosławieństwem. Będę błogosławił tym, którzy cię błogosławią, a tych, którzy cię przeklinają, przeklnę. I wszystkie rodziny ziemi będą błogosławione przez ciebie. Awram poszedł, tak jak pokierował go Bóg. I Lot poszedł z nim. Awram miał siedemdziesiąt pięć lat, gdy wychodził z Charanu. Awram wziął swoją żonę Saraj i Lota, syna swojego brata, cały majątek, który nabyli, i dusze, które zyskali w Charanie, wyruszyli do ziemi Kanaan i przybyli do ziemi Kanaan. Awram przeszedł przez ziemię, aż do miejscowości Szehem, do dębu More. Byli wtedy w tej ziemi Kanaanici. Objawił się Bóg Awramowi i powiedział: - Twojemu potomstwu dam tę ziemię. I [Awram] zbudował tam ołtarz dla Boga, który mu się objawił. Przeniósł się stamtąd w góry, na wschód od Bet El i rozbił swój namiot - Bet El [było] na zachodzie, Ai na wschodzie; zbudował tam ołtarz dla Boga i wzywał Imienia Boga. Wędrował Awram, zdążając w kierunku południa."
Tłumaczenie trochę inne niż np. Tysiąclatki, ale to nie przeczy twierdzeniu, że Biblię - nie licząc ksiąg późniejszych (kilku przedchrześcijańskich i 27 chrześcijańskich) - mamy wspólną. I dużo wspólnego w naszych wiarach. „Uczynię cię wielkim narodem": obietnica ta spełniła się swoiście, jeśli za potomków Abrama (czy Awrama) uznać też chrześcijaństwo a pewnie i islam.
W krakowskim wydawnictwie Salwator ukazało się tłumaczenie głośnej na Zachodzie książki Eugenia Zollego „Byłem rabinem Rzymu. Historia wielkiego nawrócenia". No cóż, niejedyny to współczesny wyznawca judaizmu, który uwierzył Chrystusowi, ale - jakby nie było - żydowski dostojnik. Nastawiony mistycznie, poczuł mistyczną potrzebę takiej decyzji; opisuje to głównie na ostatnich stronach książki. Wydaje mi się, że w moim blogu wystarczy taki komentarz: dokonują się konwersje w tę stronę, rzadziej - ale też - w odwrotną i trzeba to uznać za zjawisko w jakimś sensie normalne. Są różne drogi do Boga i na tych różnych drogach bywają także zmiany kierunku. Mnie osobiście chrześcijaństwo odpowiada bardziej niż każda inna religia, więc nie dziwię się Zollemu, ale nie dziwię się też tym Żydom, którzy zostali przy swojej wierze.
15:09, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
niedziela, 24 czerwca 2007
1 lipca 2006 - 1 lipca 2007

To już prawie rok istnienia tego bloga...
19:27, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
Jan i inne strzały

Księga Izajasza 49,1-6

Dziś wspomnienie liturgiczne narodzin św. Jana Chrzciciela. Święto ogromne, nie tylko „w cywilu" popularne imieniny, ale i w Kościele (rzymskokatolickim) uroczystość, która nawet „wypycha" kolejną niedzielę. No i ma własną mszę wigilijną, wieczorną sobotnią, z osobnymi czytaniami, więc tekstów biblijnych legion.

Z tego mnóstwa wybrałem ”lekcję” z mszy z już samego dnia, z Księgi Izajasza, poety genialnego. Mamy tu takie słowa w przekładzie Biblii Tysiąclecia: „Powołał mnie Pan już z łona mej matki, od jej wnętrzności wspomniał moje imię. Ostrym  mieczem uczynił me usta, w cieniu swej ręki mnie ukrył. Uczynił za mnie strzałę zaostrzoną, utaił mnie w swoim kołczanie."

O łonie matki też jest mowa w życiorysie ewangelijnym Jana Chrzciciela, u Łukasza (1,15 i 44): że jeszcze przed urodzeniem będzie napełniony Duchem Świętym i że też w łonie matki poruszył się z radości, gdy przyszła do jego matki matka Jezusa. Ale analogia między Izajaszem i Janem polega przede wszystkim na tym, że obaj byli prorokami i to wielkimi. Izajaszów co prawda było prawdopodobnie trzech (ta księga jest składanką), ale to inna sprawa: faktem jest, że do obu (czterech) jakoś pasują określenia „miecz" i „strzała". Jak tu wyjaśniałem tysiąc razy, prorok w Biblii nie tyle przepowiada przyszłość, ile ocenia teraźniejszość: „wymierza sprawiedliwość widzialnemu światu" (to nie Izajasz, tylko Conrad, wielki moralista laicki). Oczywiście takie święte pyskowanie kosztuje.

Chrzciciel to mój patron, choć imieniny umieściłem sobie 29 sierpnia, w dzień wspomnienia śmierci. Czy go naśladuję? Na pewno za  mało. Ascetą nie jestem (szarańcza i  miód leśny to nie moja dieta...), brakuje też mi na pewno odwagi cywilnej. Nie tyle w pisaniu, ile w mówieniu każdemu, co się myśli o nim samym czy o jego poglądach. Napisać krytycznie łatwiej, bo to trochę jak strzał zza węgła, trudniej zderzyć się bezpośrednio. Co zaś do mego pisania, to według jednych jestem za ostry, zdaniem innych za „tępy". Część mego Kościoła wypluwa mnie z ust swoich, inni chwalą, dziękują. Przy czym podział nie przebiega między świeckimi i duchownymi, w każdym razie nie całkiem tak. Mam wśród księży sympatyków, nawet i wśród biskupów, albowiem Kościół katolicki różny jest, w Polsce również. Ogólnie biorąc, nie mam prawa narzekać, a nawet święty obowiązek dziękować Bogu, że dał mi takie możliwości „prorokowania". Poza „Gazetą Wyborczą", blogiem i periodykami (stała rubryka w dwumiesięczniku „Bunt Młodych Duchem") jeszcze od przedwczoraj jest „Metro", gdzie zdobyłem copiątkowy felieton. Chciałem, by się nazywał „Turnau od metra" (też z racji tej mnogości owych możliwości), to nie przeszło, ale i tak mam wielki sukces. Ów bezpłatny dziennik jest redagowany popularnie, ale na poziomie, dociera w szczególności do młodzieży wielkomiejskiej, w piątek rozchodzi się prawie milion egzemplarzy. Deo et hominibus gratias!

19:26, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
sobota, 23 czerwca 2007
Mamona

Ewangelia Mateusza 6,24

„Nikt nie może dwom panom służyć (...): Bogu i Mamonie". Komentarz biblistyczny: „Mamona to symbol nadmiernej troski o bogactwo materialne, przed którą ostrzegają Ewangelie (z aramejskiego mamon - bogaty)" - wyjaśnia „Encyklopedia biblijna". Mój komentarz? Zapewne w ustroju kapitalistycznym rządzi Pieniądz, nie ma co temu przeczyć - tyle że to lepsze niż komunistyczne rządy Partii. Może to pierwsze „P" tylko z dwojga złego lepsze, ale lepsze.

10:45, jan.turnau
Link Komentarze (19) »
piątek, 22 czerwca 2007
Szaleńcy Boży

2 List do Koryntian 11,18.21b-30

Lektura listu Pawła poruszająca. Nie gorszę się tym, że się chwali swoim męczeństwem: sam używa słowa „chwalić się", ale oceniam to nie jako „próżną chwałę", tylko opowieść o własnej niedoli, do czego każdy ma prawo, szczególnie że jest to sposób obrony przed przeciwnikami. A mówi m.in. tak: „Trzy razy byłem sieczony rózgami, raz kamienowany, trzykrotnie byłem rozbitkiem na morzu, przez dzień i noc przebywałem na głębinie morskiej. Często w podróżach, w niebezpieczeństwie na rzekach, w niebezpieczeństwach od zbójców, w niebezpieczeństwach od własnego narodu, w niebezpieczeństwach od własnego narodu, w niebezpieczeństwach od pogan"...

Dziś liturgiczne wspomnienie również męczennika, św. Tomasza More (Morusa). Postać szczególna, kiedyś mnie pasjonowała. Wydawało mi się, że ten XVI-wieczny myśliciel i polityk angielski łączył w sobie nieugiętość w obronie wiary katolickiej z „postępowymi" poglądami społecznymi - gdy jeszcze takowe żywiłem.

Co do tej nieugiętości, niewątpliwie miałem rację: More sprzeciwił się swemu królowi Henrykowi VIII, który oderwał Anglię od Rzymu i żądał aprobaty tej decyzji od kanclerza Tomasza. Nie twierdzę tutaj, że zależność od papieża jest sprawą świętą, uważam tylko, że nie należy ścinać głowę tym, którzy jej bronią. Tak jak i same poglądy religijne Pawła z Tarsu nie są bezsporne, nie należało jednak karać go za nie. Po prostu tolerancja. Nie zabijać szaleńców w rodzaju Pawła czy tamtego Tomasza.

Wracam do Morusa: otóż uchodził on także w mojej głupiej myśli za prekursora komunizmu dzięki swemu dziełu „Utopia". Interpretacja „Utopii" jest w ogóle kwestią dyskusyjną, w każdym razie jednak Morus tyle miał wspólnego z komunizmem sowieckim, ile „komuniści" z początku Dziejów Apostolskich. Byłem za młodu niemądry: nie rozumiałem, że postęp sowiecki to według kalamburu bodajże Wiecha - podstęp.

22:35, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
czwartek, 21 czerwca 2007
O Pawle i Chlebie

2 List do Koryntian 11, 1-11, Ewangelia Mateusza 6, 7-15

U Pawła powiedzenia warte odnotowania.

Zaraz na początku tekstu: „O, gdybyście mogli znieść trochę szaleństwa z mej strony". O swoim szaleństwie apostolskim Paweł mówił nieraz (Biblia Jerozolimska odsyła do innych wersetów, tejże księgi: 5,13, 11,17, 12,11), bo przecież sam widział swój niesłychany zapał misjonarski; podobny i przed wydarzeniem pod Damaszkiem, tyle że wtedy w przeciwnym kierunku no i teraz bez użycia siły. Wówczas wtrącał do więzienia, teraz nie, mam nadzieję, że nie dlatego, że teraz nie dysponował takimi możliwościami.

Powiada też autor listu: „Otóż sądzę, że dokonałem nie mniej niż »wielcy apostołowie«. Choć bowiem niewprawny w słowie, to jednak nie jestem pozbawiony wiedzy". Ci wielcy apostołowie są w cudzysłowie, bo to ironia skierowana przeciw apostołom uznanym za fałszywych, jako że już wtedy nie brakowało konkurencji. Natomiast brak wprawy w słowie to nie samokrytyka pisarza, tylko mówcy: jako ten Paweł był słaby.
Z Ewangelii Mateusza - „Ojcze nasz". Znów polecam książkę papieską ”Jezus z Nazaretu”, rozdział cały o tej modlitwie, podrozdział o prośbie: „Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj". Z tym zdaniem sprawa jest skomplikowana. Ratzinger-Benedykt XVI podaje wiadomość bardzo ciekawą: ten „powszedni" to w oryginale epiousios, słowo w grece tak rzadkie, że Orygenes uważał, iż utworzyli je sami ewangeliści. Przede wszystkim jednak mamy problem, o co tu właściwie chodzi. 1) O pokarm konieczny do egzystencji fizycznej, 2) o takowy na dzień następny (nie na wczorajszy, jak przekręcają nieuczone dziatki, gdy modlą się: „chleba naszego poprzedniego"). Ale jest i trzecie rozumienie, niesprzeczne z tamtymi: chodzi tu o chleb święty, o Eucharystię.

15:49, jan.turnau
Link Komentarze (15) »
środa, 20 czerwca 2007
Komu się szczęści

Psalm 112

„Błogosławiony człowiek, który się boi Pana
i wielką radość znajduje w Jego przykazaniach. (...)
Dobrobyt i bogactwo będą w jego domu"
.

Widać tu starotestamentalne przekonanie, że powodzenie w ziemskim życiu jest dowodem prawości człowieka, bo Bóg nagradza już tu i teraz. A jak się komuś źle powodzi, to znaczy, że paskudnik. Ale to rozumowanie rozbija już Księga Hioba, na kilka wieków przed Nowym Testamentem, który głosi zwycięstwo przez Krzyż, owo - to już oczywiście nie Biblia - „za grobem zwycięstwo". Do takiego obrazu ludzkiego losu trzeba było dojrzewającej powoli wiary w zmartwychwstanie zamiast ponurej wizji półżycia w Szeolu, jak również akcentu na szczęście indywidualne a nie zbiorowe, na szczęście jednostki a nie całego rodu, mnożącego się potomstwa.

PS. Nowość popularyzatorska: ks. Tomasza Jelonka „Biblia w kulturze świata" (Salwator, Kraków 2007). Tytuł brzmi dumnie, treść skromniejsza. Tematyka rozmaita, podawana nie ”naukawo”, trochę gawędziarsko. Wiedza encyklopedyczną pomieszana z czymś bliskim kaznodziejstwu. W sumie zbiór artykułów popularnych, nie zawsze na temat ściśle biblijny.

17:34, jan.turnau
Link Komentarze (28) »
wtorek, 19 czerwca 2007
Coś o miłości i filmie 'Ranczo'

Ewangelia Mateusza 5,43-44

„Słyszeliście, że powiedziano: «Będziesz miłował bliźniego swego», a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A ja wam powiadam: miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują.”

Z komentarzy Biblii Jerozolimskiej i Poznańskiej wynika, że takiego przykazania nienawiści do nieprzyjaciół nie ma w Piśmie Świętym, choć w pismach z Qumran, ale też w biblijnej Księdze Syracha 12,4-7, są słowa odrazy wobec grzeszników. Co jednak z kolei można skomentować następnymi słowami dzisiejszego tekstu ewangelijnego: słońce wschodzi nad złymi i dobrymi, a deszcz pada na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Pewnie jeden Bóg wie, do której z tych kategorii zaliczają się Iksińscy, co zaszli nam ze skórę. Może są łobuzowaci, owszem, ale my też wobec nich nie aniołki... Belka, źdźbło spore - powody do zgody.

Superserial telewizyjny „Ranczo" ukoronował w niedzielę swój żywot finałem o zgodzie. Co prawda pojednanie bliźniaków, czyli wójta i proboszcza, wypadło wymuszone i mało chrześcijańskie, ale było w tym odcinku coś moralnie wspaniałego. Słowo „miłość" ma mianowicie dwa znaczenia. Po grecku to „eros" i „agape", po polsku - „kochanie się", czyli z finałem w łóżku, i kochanie czysto duchowe. Otóż dostrzegłem w sławnym dziele telewizyjnym dwa wzory etyczne: pełnego kompleksów malarza Kusego, który nie chce się wiązać erotycznie z przepiękną Amerykanką, bo uważa, że powinna mieć męża na jej poziomie, oraz kelnerkę lekkich obyczajów, która nie chce przyjąć oświadczyn policjanta, żeby go nie wyśmiewano, iż miał poprzedników. Morał? Owszem, ale niech on też bywa w telewizorze, gdzie antymorałów legion.

15:12, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 18 czerwca 2007
Poeta Paweł

2 List do Koryntian 6.1-10

W 1 Liście do Koryntian Pawła z Tarsu (rozdział 13) jest fragment piękna niebywałego: hymn o miłości. Przeczytałem gdzieś kiedyś, że chyba nie jest to dzieło samego Apostoła, że to hymn cudzego autorstwa wzięty z ówczesnej liturgii. Dośpiewałem sobie do tego własne uzasadnienie krytyczno-literackie: to nie jest styl Pawła! Paweł pisze długimi, skomplikowanymi zdaniami, udowadnia, polemizuje - z poezją nie ma to nic wspólnego. W ogóle to nie jest pisanie, tylko dyktowanie, bez troski o wygładzenie literackie.

Otóż głównie dyktował, ale mógł też sam pisać czasem. A może miał momenty wspaniałej improwizacji? Hymn o miłości nie jest jedynym takim tekstem: najwspanialszym, ale są i inne przejmujące. Cytuję fragment tekstu dzisiejszego: „Uchodzący za oszustów, a przecież prawdomówni, niby nieznani, a przecież dobrze znani, niby umierający, a oto żyjemy, jakby karceni, lecz nie uśmiercani,, jakby smutni, lecz zawsze radośni, jakby ubodzy, a wzbogacający wielu, jak ci, którzy nie mają, a posiadają wszystko."
Antytezy, paradoksy - środki literackie, które mógł stosować w chwilach ogromnego wybuchu myśli i uczuć ten człowiek tak pełen obydwóch.

14:08, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
niedziela, 17 czerwca 2007
Paweł i Prawo

List do Galatów 2,16.19-21

Przepisany na dzisiaj fragment listu Pawłowego przypomina mi naszą dyskusję na temat Prawa i joty, której Jezus nie zmienia. Może trzeba powiedzieć tak: są dwie główne miary ludzkiego postępowania - prawo i etyka. To pierwsze jest zawsze bardziej zewnętrzne, z zewnątrz regulujące nasze działania. To jest Litera.

Duch jest w etyce, moralności, która zajmuje się na tyle czynami, ile intencjami, co za nimi stoją, tym, co jest najgłębiej w nas. Tego Jezus ani nawet Paweł nie chcieli zmienić - a przed nimi byli w Narodzie Wybranym liczni ludzie, którym mentalność legalistyczna (jurydyczna) była obca. Byli płomienni prorocy, był król Dawid, który podjadł sobie pieczywa sakralnego, gdy go głód napadł.

11:10, jan.turnau
Link Komentarze (13) »
sobota, 16 czerwca 2007
Serdeczna matka

Ewangelia Łukasza 2,41-51

Dziś liturgiczne wspomnienie Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny.

Dobrano fragment Ewangelii, kończący się pasującymi werbalnie słowami: „A Matka jego chowała te wspomnienia w swym sercu". Napisałem „werbalnie", bo słowa te nie odnoszą się do serdecznej opieki Maryi nad nami, ale do Jej przeżyć po niezrozumiałym dla niej zachowaniu się dwunastoletniego Jezusa, który został w Świątyni nie powiadamiając o tym Rodziców.

Niemniej mamy święte prawo uważać matkę Jezusa za naszą szczególną opiekunkę z Nieba. Pieśń „Serdeczna Matko, opiekunko ludzi" jest, co prawda heretycka, bo głosi, że Bóg jest okrutny, „rozgniewany siecze", tylko Maria z Nazaretu litościwa: „szczęśliwy, kto się do matki uciecze". Niemniej dowodzi to jedynie tego, że wychylają się z ortodoksji (prawowierności) nie tylko krytycy różnych tradycji, także ich twórcy. Także ci, co wyobrażają sobie Boga jako bezlitosnego sędziego. Bóg jest zatem Miłosierdziem, ale Matka Jezusa na swój sposób również.

09:50, jan.turnau
Link Komentarze (14) »
piątek, 15 czerwca 2007
Z sercem

Ewangelia Łukasza 15,3-7 

Uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa. Przesłanie o Chrystusie zbawicielu, dobrym pasterzu. Ewangelia o owcy zgubionej i wobec tego uznanej za ważniejszą niż 99, które się zabłąkały. Przypowieść przypominająca o obowiązku misyjnym.

Stale wydaje mi się, że mój Kościół w Polsce mało przejmuje się tymi, którzy z różnych przyczyn są poza jego formalnymi granicami. A jeżeli pamięta, to nieraz w ten sposób, że odpycha ich od siebie. Zachowuje się tak, jakby można było kogokolwiek nawrócić wymyślając mu.

Wielką nadzieję pokładam w kanale religijnym TVN, który ma ruszyć w sierpniu - ale nie jestem pewien, czy nasze duchowieństwo rozumie, że jest to olbrzymia szansa dotarcia do ludzi spoza jego zasięgu. Media katolickie mają zasięg niewielki, największy ma Radio Maryja - ale jest to właśnie rozgłośnia, która odstrasza, odwraca zamiast nawracać. Ufam, że ów „kanał" będzie mądrze płynął w stronę ludzi, którym Kościół (katolicki) jawi się jako nie do zniesienia. Jako - nawiązując do nazwy dzisiejszej uroczystości - bez serca.

17:14, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
czwartek, 14 czerwca 2007
Przystąpić do Komunii

Ewangelia Mateusza 5,23-24

„Jeśli więc przyniesiesz dar swój przed ołtarz i tam wspomnisz, że brak twój ma coś przeciw tobie, zostaw tam dar twój przed ołtarzem, a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim."

Warunek godnego przystąpienia do Komunii: pojednanie, czyli komunia z bliźnimi. Mamy „ciche dni" z żoną, a tu nadeszła niedziela: trzeba przedtem przerwać obrażone milczenie, choćby przez znak pokoju znacząco serdeczny. Pojednanie z innymi ludźmi: przynajmniej przez ciepłą myśl o nich tuż przed Komunią, wytłumaczenie sobie, że w naszym oku też źdźbło, jeśli nie belka.

Jeszcze co do męża i żony: co robić, jeśli małżonek (-żonka) całkiem wybył albo jest alkoholicznym awanturnikiem? Nie mam recepty na każdy dramat. Wiem, rzecz jasna, jakie są trudności małżeństw niesakramentalnych. Myślę tu tylko o takich, którym los i grzech nie rzucił wielkich kłód pod nogi. Myślę w szczególności o takich skrupulantach, co gdy wahają się, czy podejść do ołtarza, patrzą na zegarek, czy nie zjedli śniadania pięć minut za późno, jakby to było najważniejsze.

23:15, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
środa, 13 czerwca 2007
Co z tą jotą?

Ewangelia Mateusza 5,17-19

Dziwne słowa Jezusa, że nie zmienia ani joty w Prawie. Z Biblii Poznańskiej dowiedziałem się, że nie chodzi o znak naszego alfabetu, ale o „jod", najmniejszą literę w alfabecie hebrajskim i aramejskim. To jednak głupstwo, gorzej ze zrozumieniem, czemu Jezus twierdzi, że nic nie zmienia, jeśli zmienia tyle.

„Poznanianka" tłumaczy podobnie jak papież w swojej książce o Jezusie: „Ewangelia wypełnia Prawo i Proroków. Bezokolicznik plerosai wyraża więcej aniżeli polskie »wypełnić«, które w zestawieniu z Prawem oznacza zadośćuczynienie jego wymogom. Czasownik grecki natomiast zawiera pojęcie uzupełnienia i udoskonalenia." Poznanianka stwierdza dalej, że Jezus oczyścił Prawo z naleciałości judaistycznych interpretacji, które niekiedy doprowadziły nawet do błędów. Ratzinger-Benedykt jest wobec judaizmu uprzejmiejszy (jest uczniem swego poprzednika najwierniejszym), nie znalazłem u niego słów o takim oczyszczeniu (choć pisze o fałszywym legalizmie, który niesłusznie nazywano judaizmem), jest natomiast wycieczka, nie jedyna w książce, w stronę myśli liberalnej, której papież nie cierpi: „W antytezach Kazania na górze Jezus nie staje przed nami ani jako buntownik, ani jako liberał. Jest profetycznym interpretatorem Tory. Nie znosi jej, lecz ją wypełnia, a dokonuje tego, wyznaczając obszar odpowiedzialności rozumowi, który w swoim działaniu jest uwarunkowany historią." Mam nadzieję, że moi Czytelnicy obojga płci przeczytali już studium Benedyktowe, więc nie cytuję dalszej końcówki rozdziału 4, tylko streszczam całość. Jezus (ani tym bardziej Paweł) nie akceptował fałszywego legalizmu (cytaty ze współczesnego żydowskiego teologa Neusnera świadczą chyba, że i on nie przejmuje się 613 miniprzykazaniami), ale nie liberalizował Dekalogu, przecież w Kazaniu na górze go wręcz radykalizował (sprawa rozwodów itp.).

Mój dość laicki komentarz: oczywiście można za fałszywy legalizm uważać obowiązek obrzezania i zakazy gastronomiczne. Mówiąc inaczej, problem z jotą polega na tym, czy judaizm, Tora to tylko Dekalog. Może jednak mylę się, czytajmy papieża! I koniecznie podziwiajmy jego otwarcie na starszych braci w wierze.

Kościół się zmienia, jak napisałem przedwczoraj! A w ogóle to akurat samo papiestwo było w swej historii na ogół obrońcą Żydów. Odsyłam np. do książki Michała Horoszewicza „Przez dwa millenia do rzymskiej synagogi".

13:25, jan.turnau
Link Komentarze (15) »
wtorek, 12 czerwca 2007
Świecić

Ewangelia Mateusza 5,14

„Wy jesteście światłem świata". Komplement? Tak! Szczególnie, gdy odnieść go nie do uczniów Chrystusa, co za Nim chodzili, tylko do jakiejś dzisiejszej „elity" katolickiej. Ale rzecz jasna i zobowiązanie ogromne: noblesse oblige.

Trzeba świecić. Jestem w „Wyborczej" na miejscu szczególnym: też z racji wieku, wyróżniam się bowiem starczą sylwetką, ale osobliwie z racji roli. Zajmuję się sprawami religijnymi i robię to nie tylko referując, jak moi młodsi koleżanki i koledzy, ale i po trosze „agitując": „Turnau na święto" to rubryczka zaangażowana religijnie. Nazywają mnie nawet „kapłanem"....

Otóż wyznaję pogląd moim zdaniem w pełni ortodoksyjny, że rozróżnianie między kręgowcami (rybą i na przykład świnią) nie ma z wiarą chrześcijańską wiele wspólnego: nie za bardzo jest ascezą. Kiedyś jednak konsumując potrawę zwaną mięsem w piątek w naszej stołówce, sprowokowałem pewnego kolegę do krytycznego pytania: - I pan, sztandarowy katolik, nie szanuje swoich zasad? Odpowiedziałem coś tam na swe usprawiedliwienie, ale pilnuję się teraz. Wiara wiarą, tradycja tradycją, ale po co gorszyć widzów. Ryba piątkowa jest jakimś znakiem, takim, jakim dla wyznawcy judaizmu jest niejedzenie w ogóle wieprzowiny. Znaki nie są bez znaczenia.

Oczywiście można zgorszyć zachowaniem o wiele wyraźniej niemoralnym i takowych czynów strzegę się tym bardziej. No cóż, trzeba świecić.

17:07, jan.turnau
Link Komentarze (21) »
poniedziałek, 11 czerwca 2007
Co to jest „królestwo niebieskie"?

Ewangelia Mateusza 10,7

„Jezus powiedział do swoich apostołów: - Idźcie i głoście, że bliskie jest królestwo niebieskie."

Z tą cudowną barwą nie ma kłopotu: chodzi oczywiście o Boga w niebiosach. Ale są inne niejasności.
Znane jest powiedzenie Alfreda Loisy, kontrowersyjnego teologa francuskiego z przełomu wieków XIX i XX, że „Jezus zwiastował królestwo Boże, a przyszedł Kościół". Coś w tym jest, mianowicie w ewangelijnych wypowiedziach Jezusa o tym królestwie słyszymy często, natomiast o Kościele tylko w Ewangelii Mateusza i tylko dwa razy (16,18 i 18,17). W pozostałych księgach Nowego Testamentu częstotliwość jest odwrotna: dominuje „Kościół". Nie należy jednak przeciwstawiać tych dwóch pojęć, choć ich dawne utożsamianie mija się z prawdą. Nie przeciwstawiajmy też Kościoła Chrystusowi. Odważny, ”nieściemniający” teolog polski ks. Alfons Józef Skowronek pisze w sygnalizowanej tu już przeze mnie książce „Kościół w burzliwych czasach" (Biblioteka „Więzi" 2007), że „Kościół u swoich początków żył w przekonaniu, że jest wspólnotą założoną i prowadzoną przez swego zmartwychwstałego Pana". Czyli hasło „Chrystus tak, Kościół nie!" nie ma mocnego oparcia w Biblii. Oczywiście jednak nie znika pytanie, jaki Kościół. I oczywista jest odpowiedź: jak najpodobniejszy do Chrystusa.

Dobrze, ale co z Królestwem? Papież poświęca temu cały rozdział w swoim „Jezusie z Nazaretu". Mógłbym streścić krótko i węzłowato, że królestwem jest według Jezusa On sam. „Przez Jego obecność i działanie Bóg, jako działający na zupełnie nowy sposób, tutaj i teraz wszedł w historię. (...) W szczególny sposób jest to teraz czas nawrócenia i pokuty, jak również czas radości, ponieważ Jezus, Bóg, przychodzi do nas. W Nim działa i króluje Bóg - króluje na sposób Boski, to znaczy bez uciekania się do pomocy władzy świeckiej."

Świetnie powiedziane, trzeba jednak zapytać: dobrze, ale aspekt czasowy? Królestwo Jezusa już nadeszło czy też nadchodzi dopiero? Jest rzeczywiście blisko czy raczej gdzieś na końcu czasu? Chyba trzeba odpowiedzieć, że i tak, i tak. Jezus wszedł w historię, ale na sposób kwasu, który zakwasza powoli. Chrześcijańska wiara w postęp? Tak!

Królestwo niebieskie stopniowo zabarwia przede wszystkim Kościół. Nie jest to linia prosta, w IV wieku nastąpiło straszne cofnięcie, zaczęło się właśnie owo „uciekanie się do pomocy władzy świeckiej", era konstantyńska skończyła się jednak wreszcie, a w innych sprawach, od ekumenizmu do kwestii kobiecej, chrześcijaństwo dojrzewa, w ostatnich stu latach nawet dość szybko. A świat pozakościelny? Owszem, tu też są straszne meandry, ale przecież Stalin i Hitler zostali uznani za zbrodniarzy nieporównanie szybciej niż niejaki Herod Wielki. Pięknieją pojęcia moralne. Amen.

16:46, jan.turnau
Link Komentarze (15) »
poniedziałek, 04 czerwca 2007
Dwaj Tobiasze, anioł i pies
Księga Tobiasza 1,1a.2; 2,1-9

Księga znana tym, których przed laty uczono na lekcjach religii, że pewien młody człowiek, Tobiasz syn Tobiasza, udał się w podróż po zwrot długu. Nawinął mu się niby przypadkiem archanioł Rafał (Rafael), nierozpoznany nie tylko pomógł mu odzyskać pożyczone pieniądze, ale jeszcze zaopatrzyć się w cudowne lekarstwo. Posłużyło ono nie tylko jako lek na ślepotę ojca, ale i na diabła, który fatalnie szkodził pewnej dziewczynie. Owa Sara została jego żoną, a ojciec odzyskał wzrok. Utracił go był mianowicie, bo spadły mu na oczy odchody ptasie, gdy nocował na świeżym powietrzu przed domem. A było to zaraz potem, jak stary Tobiasz kolejny raz dokonał czynu zabronionego w niewoli asyryjskiej, to jest pogrzebania ziomka zabitego przez obcą władzę. O czym opowiada dzisiejsza perykopa.

Księga nie należy do kanonu żydowskiego i protestanckiego, choć teraz ewangelicy dodają ją do swoich wydań Biblii jako apokryf. Wydaje mi się wyjątkowo sympatyczna także dlatego, że - co w Piśmie Świętym niebywałe - pies jest postacią pozytywną: towarzyszy młodemu Tobiaszowi wraz z aniołem! W tłumaczeniu Wulgaty, pełnym ciekawych dodatków własnych, nawet macha z radości ogonem! Jesteśmy tu już w postbiblijnym świecie.

PS. Znów zrobię sobie tydzień przerwy, na ostatni już, planowy pobyt w szpitalu. Do zobaczenia w przyszły poniedziałek!
07:44, jan.turnau
Link Komentarze (41) »
Trzech w Jednym
Niedziela, 3 czerwca 2007

Ewangelia Jana 16, 12-15

Dziś uroczystość Najświętszej Trójcy. W tekście ewangelijnym występują wszystkie trzy Osoby. Jezus - bo to Jego słowa, Duch, bo Jezus zapowiada, że ześle Ducha Prawdy, Ojciec, bo po stwierdzeniu, że Duch „z mojego weźmie i wam oznajmi", Jezus dopowiada, że „wszystko, co ma Ojciec, jest moje".

Czyli że Duch weźmie od Obydwóch. I tu poniekąd jest pogrzebany pies konfliktu, który podzielił chrześcijaństwo na wschodnie i zachodnie. Przepraszam, nie pies - to przecież najlepszy przyjaciel człowieka - tylko chyba sam diabeł, diabolos, czyli rozłamca. Dowcip (znów złe słowo, jeżeli - to potwornie ponury) polega na tym, że relacji między Trzema nie należy rozumieć tak, że Duch pochodzi od Ojca i Syna w ten sam sposób. Od Syna pochodzi, bo jest jego Tchnieniem, jest przezeń do nas posłany, a od Ojca dlatego, że Ojciec jest źródłem wszelkiego istnienia, pochodzenia, wszelkiej misji.

Co to ma do rozłamu na Wschód i Zachód, prawosławie i katolicyzm? Podczas mszy wyznajemy, jeśli katolikami jesteśmy, że „Duch Święty od Ojca i Syna pochodzi". Otóż ta formuła zdaniem prawosławnych jest błędna, a w każdym razie nieprecyzyjna, bo sugeruje tożsamość owego pochodzenia. Powstała na Zachodzie, szarogęsiący się zachodni cesarz kazał ją umieścić w Credo (przeciwni byli jej wtedy papieże, ale był to wiek XI, gdy papiestwo słabowało), została tu na długie wieki. A nie musi być, wspólną formułą pierwotną jest wyrażenie „od Ojca pochodzi", wspólne mogłoby być też ”od Ojca przez Syna pochodzi”, ale się nigdzie nie przyjęło. Na domiar złego, mimo wyraźnej sugestii Jana Pawła II, w Polsce stosuje się rozszerzoną formułę podczas mszy katolickich z udziałem prawosławnych.

Nie chcę nudzić skomplikowaną teologią, dopowiem jednak dwa dalsze wyjaśnienia. Po pierwsze, ten konfliktogenny dodatek wziął się na Zachodzie z lęku przed arianizmem. Chodziło o podkreślenie wbrew tej herezji, że Ojciec i Syn mają jedną naturę, Syn jest współistotny Ojcu (wyrażenie z Credo), są sobie równi. Czego prawosławni oczywiście nie kwestionują; ale - po drugie - można zauważyć w teologii wschodniej większy nacisk na odrębność Osób niż na Zachodzie. Pojęcie Trójcy powstało na Zachodzie, co prawda przyjęło się jak najbardziej w prawosławiu, niemniej niuans różnicujący pozostał. Nie powinien dzielić, bo taka różnorodność nie burzy jedności - niestety on też jakby dzieli. Oczywiście dużo bardziej dzieli wiele innych spraw z niższej teologicznej półki, ale to są kwestie nie na dzisiaj.

Na dziś tylko rocznica. 44 lata temu zmarł papież Jan XXIII, ekumenista niezrównany. Od niego zaczęło się w katolicyzmie zrozumienie, że ruch ekumeniczny to nie powrót „braci odłączonych" do Rzymu, ale promienisty marsz do Chrystusa.
07:42, jan.turnau
Link Komentarze (12) »
sobota, 02 czerwca 2007
Być mądrym

Księga Syracydesa 51,12-13

„Będąc jeszcze młodym, zanim zacząłem podróżować, szukałem jawnie mądrości w modlitwie. U bram świątyni prosiłem o nią i aż do końca szukać jej będę."

O mądrość jako dar najważniejszy prosił też król Salomon i otrzymał ją. Być mądrym. Roztropnym. Umiejącym współżyć z ludźmi. Być po prostu dobrym...

Czytałem sobie tomik Zbigniewa Nosowskiego „Szare a piękne. Rekolekcje o codzienności", wydany przez Bibliotekę „Więzi". Może wart odnotowania jest taki passus: „Łaska codzienna to nie jakieś panteistyczne udawanie, że oto Bóg jest w kawie, herbacie czy ziemniakach.... Łaska codzienna to radość z uważnie obranych ziemniaków, z dobrze zaparzonej kawy, z porządnego wykonania swoich obowiązków." Hm... A może jednak Bóg jest w kawie? W każdym razie widzę w tej myśli rekolektanta podobieństwo do wschodniej rady, by każdą rzecz robić tak, jakby była absolutnie najważniejsza. Oddać się jej całą duszą.

Może też na tym polega mądrość.

08:51, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
piątek, 01 czerwca 2007
Prosić, przebaczać

Ewangelia Marka 11,24-25

„Wszystko, o co w modlitwie prosicie, stanie się wam, tylko wierzcie, że otrzymacie. A kiedy stajecie do modlitwy, przebaczcie, jeśli macie coś przeciw komuś, aby także Ojciec wasz, który jest w niebie, przebaczył wam wykroczenia wasze."

W pierwszym zdaniu mamy odwieczny problem, czy rzeczywiście nasze modlitwy są zawsze wysłuchiwane. Czy nie otrzymujemy dlatego, że za słabo wierzymy w skuteczność modlitwy? Wchodzimy tu w sprawę działania Boga, Bożej opatrzności, której to kwestii nigdy nie rozwikłamy, w każdym razie tu na ziemi: to przekracza nasze możliwości poznawcze. Zapewne natomiast trzeba pierwsze zdanie czytać w świetle drugiego: ten, kto naprawdę przebaczył wszystko wszystkim, człowiek święty, ma szczególną moc działania.

15:29, jan.turnau
Link Komentarze (13) »
Archiwum