Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
niedziela, 29 maja 2016
Innymi nie gardzić

I Księga Królewska 8,41-43,
Psalm 117,1b-2,
List do Galatów 1,1-2.6-10,
Ewangelia Łukasza 7,1-10

Dzisiejsze teksty odnoszą się do sprawy traktowania innych. Ze Starego Testamentu czytamy o przybyszach: „Po poświęceniu świątyni Salomon tak się modlił: - Cudzoziemca, który nie jest z Twego ludu, Izraela, a jednak przyjdzie z dalekiego kraju przez wzgląd na Twe imię i będzie się modlić w tej świątyni, wysłuchaj i uczyń to wszystko, o co ten cudzoziemiec będzie do ciebie wołać. Niech wszystkie narody ziemi poznają Twe imię.” Psalm nawołuje: „Chwalcie Pana, wszystkie narody, wysławiajcie Go, wszystkie ludy”.
W Nowym Testamencie mamy podobne w duchu teksty Pawła z Tarsu, olbrzymiego rzecznika otwarcia się na pogan. W dzisiejszym fragmencie bardzo ostro krytykuje on tych, co tak szybko chcą wrócić do religijnego ekskluzywizmu wobec nieżydów. „Nadziwić się nie mogę, że od Tego, który was łaską Chrystusa powołał, chcecie przejść do innej Ewangelii. Innej jednak Ewangelii nie ma: są tylko jacyś ludzie, którzy sieją wśród was zamęt i którzy chcieliby przekręcić Ewangelię Chrystusową.” 
A Łukasz opowiada o oficerze rzymskim wyjątkowo Żydom życzliwym, któremu zachorował sługa i szuka pomocy u Chrystusa. Znajduje, Jezus idzie do niego, ten jednak wysyła do niego swoich przyjaciół z prośbą, żeby się nie trudził. Padają z jego ust słowa, które katolicy znają z mszy: „Panie, nie trudź się, bo nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój”. Chrystus komentuje, że tak wielkiej wiary nie znał nawet w Izraelu.
To było wszystko o przyjmowaniu tych, co wierzą podobnie, ale od dzisiejszych chrześcijan, także katolików polskich, można wymagać więcej, do czego przecież wzywa papież Franciszek. Zresztą uciekinierzy z Syrii, tym bardziej z Ukrainy to nie tylko muzułmanie.

15:12, jan.turnau
Link Komentarze (40) »
czwartek, 26 maja 2016
Chleba i wina niezwykła przemiana

Księga Rodzaju 14,18-20,
Psalm 110,1b-4,
I List do Koryntian 11,23-26,
Ewangelia Łukasza 9, 11b-17

Dziś katolicka uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa, zwana mniej oficjalnie Bożym Ciałem. W Polsce to niemal święto katolickie największe: w tym sensie, że widać je najbardziej, wychodzi na zewnątrz kościołów. Przez cały kraj idą procesje: pod baldachimem, podtrzymywani przez dwóch świeckich, księża niosą ciężką, złotą monstrancję, w której umieszczona jest hostia, okrągły kawałek opłatka.

Tekścik z Księgi Rodzaju jest bardzo ciekawy i bardzo ważny. Jego bohater, Melchizedek, to postać wielce tajemnicza. W Księdze Rodzaju występuje jako król Salemu (Szalemu), wita Abrama (z czasem zwanego Abrahamem), który właśnie zwyciężył nad okolicznymi królami pogańskimi. Sam nie jest poganinem? Otóż właśnie z tekstu wynika, że nie: „A ponieważ był on kapłanem Boga Najwyższego, błogosławił Abrahama, mówiąc: - Niech będzie błogosławiony Abram przez Boga Najwyższego, Stwórcę nieba i ziemi! Niech będzie błogosławiony Bóg Najwyższy, który w twe ręce wydał twoich wrogów”. Monoteizm żydowski zaczął się gdzieś równolegle z Abrahamem? W każdym razie król Salemu (utożsamianego później z Jerozolimą) jest przedstawiany jako ktoś niezwykły już w Starym Testamencie: cytowany dzisiaj Psalm 10 nazywa pewnego króla hebrajskiego „kapłanem na wieki na wzór Melchizedeka”, a w zwojach znad Morza Martwego uważa się go za niebiańskiego sędziego. Nowotestamentalny List do Hebrajczyków czyni z niego wręcz postać nadprzyrodzoną, której cudowne pochodzenie i niezniszczalne życie są zapowiedzią wieczności Syna Bożego. (5,6.10; 6,20-7,17) Ale co do Eucharystii: otóż częstuje on Abrahama chlebem i winem. Posiłek to świąteczny ludu żydowskiego, w tej sytuacji zapowiedź Komunii niebywała!

Apostoł Paweł w tekście dzisiejszym wraz z trzema pierwszymi ewangelistami (Jan też zapowiada uczniom, że da im chleb szczególny - J,6) świadczy o słowach Jezusa, że chleb i wino mogą być Jego ciałem i krwią, czyli Nim samym. Historia chrześcijaństwa pokazała, że można to rozumieć różnie, dzisiaj jednak widać postęp w uzgadnianiu stanowisk. Prawosławni wierzą tak jak katolicy, chodzi natomiast o dialog z ewangelikami. Z luteranami jest łatwiejszy, bo dzielą nas głównie łacińskie terminy (impanacja czy kompanacja?), gorzej jest z ewangelikami reformowanymi, bo Zwingli mówił o obecności symbolicznej, a Kalwin o rzeczywistej, ale duchowej. Nastąpiła jednak zgoda tamtych dwóch Kościołów, że obecność ta jest realna. Pozostał zapewne problem, co się przez to rozumie, myślę jednak, że chrześcijanie dzisiejsi sądzą często, jak ja, że nie musimy wszystkiego rozumieć. Byleby tylko wierzyć, że Chrystus jest obecny w tych postaciach. Przede wszystkim w samym obrzędzie, choć dla katolików nie tylko: w tym punkcie różni nas sprawa przechowywania postaci: ewangelicy tego nie czynią.
A w tekście dzisiejszym z ewangelii Łukasza Jezus rozmnaża cudownie chleb zwyczajny. Niech teraz nie brakuje go dla nikogo, niech się nie marnuje skandalicznie.

PS. Prawosławni mają - by tak rzec - chleba trzy rodzaje: konsekrowany, poświęcony i ten zwyczajny. Odsyłam do Wikipedii, np. do hasła „prosfora”: ciekawe.

17:27, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
niedziela, 22 maja 2016
Jest takich Trzech, co są jak Jeden

Księga Przysłów 8,22-31, Psalm 9,4-9, List do Rzymian 5 1-5, Ewangelia Jana 16,12-15

U chrześcijan zachodnich dzisiaj święto nie największe formalnie, choć poniekąd najważniejsze, bo całej Trójcy dotyczy (Wschód chrześcijański wspomina Ją szczególnie w sam dzień Zesłania Świętego Ducha). Dotyczy chrześcijańskiej wiary najważniejszej: że Bóg jest jeden, ale w Osobach trzech. Chyba raczej wiary specyficznej, nie ma bowiem drugiej takiej religii (choć zdaniem pewnego indologa Brahma, Wisznu i Sziwa to w hinduizmie trójca porównywalna z chrześcijańską).
Mamy zatem w swoich wierzeniach nie tylko pomysł wątpliwy, że w ogóle jest Bóg, ale na domiar tego, że jest On niby jeden, ale naprawdę trzech? Sprzeczność najoczywiściej logiczna: na samym wstępie arytmetyczny absurd? Otóż jestem w swoich poglądach krytyczny, nieskłonny do apologetyki, ale w tym jednym przypadku nie widzę tu czarnej dziury w normalnym ludzkim myśleniu. Pomijając już to i owo, że fizyka, kosmologia dzisiejsza wszystkie normalności myślowe obala, wydaje mi się, że jeżeli już wiara w Trójcę coś kwestionuje, to - by tak rzec - socjologię etyki. Faktycznie na naszej biednej moralnie ziemi nie widać zupełnie wspólnoty, która byłaby tak absolutnie zgodna we wszystkim, ale nie o ziemię tu chodzi, ale o Niebo właśnie. No i pytanie historyczne, politologiczne: czy aby na pewno już w naszej polskiej historii nie było przypadku głowy państwa wieloosobowej? W jakiej filozofii jest powiedziane, że Absolut musi być jednoosobowy?

Przechodzę wreszcie do Biblii. Nasamprzód mamy tekst o Mądrości. Kojarzy się z Duchem Oświecicielem, który czyni nas, jeśli tylko nie opieramy Mu się nieustępliwie, po prostu mądrzejszymi. Poza tym Mądrość to przecież Logos, czyli zarazem Boży Syn. Czyli poniekąd już cała Trójca, bo Bóg Ojciec jest obecny jakby implicite. Oczywiście tekst jest starotestamentalny, czyli Mądrość nie jest wyraźnie osobą, to swoista personifikacja. Bardzo swoista, bo Mądrość jest tu jakby osobnym bytem. Nie może jednak mylić termin „zrodzona”, użyty dwukrotnie w dzisiejszym fragmencie księgi: to jest jednak Boże stworzenie, choć zaistniałe przed wszystkimi innymi, czyli nie ktoś podobny do nowotestamentalnego Syna, który został „zrodzony, a nie stworzony”, jak wyznajemy w Credo. Mądrość ta udziela innym stworzeniom potrzebnych im rad (wersety księgi tej 8,14.16), co upodabnia ją do wyobrażenia Mesjasza w Księdze Izajasza (11,2): „spocznie na Nim Duch Pana, Duch mądrości i rozumu, Duch rady i mocy, Duch poznania i miłości Pana”. I tak dalej, cytatów biblijnych możliwych więcej: wszystko to prowadzi do wniosku, że w Starym Testamencie świta Nowy, który Mądrość uczyni Duchem Świętym, jak też Mesjasza oraz Mądrość – Synem Bożym.
W Psalmie 8 pytanie swoiście retoryczne: „Czym jest człowiek, że o nim pamiętasz?” Kwestia w istocie etyczna: żebyśmy my również pamiętali o Bogu. Brzmi to potwornie moralizatorsko, co gorsza, kojarzy się z jakimś nawracaniem religijnym. Ale chodzi o nawracanie moralne. Bo Bóg to Dobro, Dobro absolutne, ideał przyświecający przecież każdemu uczciwemu człowiekowi, choćby kwestionował istnienie realne Kogoś takiego. Pamiętać o Bogu to pamiętać o innych ludziach. Na ikonie Trójcy Rublowa trzy postacie są różnie identyfikowane, ale na pewno dwie zewnętrzne są zwrócone do tej w środku, co można interpretować jako znak łączącej je miłości: być zwróconym ku bliźnim.
W ten sposób skomentowałem psalm trynitologicznie, następne teksty nie wymagają już takich egzegetycznych starań.

Z Listu do Rzymian wybrano na dzisiaj fragmencik mówiący o wszystkich Trzech. „Zachowajmy pokój z Bogiem przez Pana naszego Jezusa Chrystusa”: Bóg to tutaj Bóg Ojciec. I dalej: „A nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego”. Podobnie jest w dzisiejszych paru zdaniach z Ewangelii Jana „Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy. Bo nie będzie mówił od siebie, ale powie wszystko, cokolwiek usłyszy i oznajmi wam rzeczy przyszłe. On mnie otoczy chwałą, ponieważ z mojego weźmie i wam objawi. Wszystko, co ma Ojciec, jest moje. Dlatego powiedziałem, że z mojego weźmie i wam objawi.” Można zastanowić się nad każdym z tych zdań. Na przykład nad tym o „rzeczach przyszłych”: Biblia Jerozolimska wyjaśnia, że „chodzi tu o nowy porządek rzeczy, jaki bierze początek w śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa”.

Wrócę jeszcze do kwestii, jaką jest tajemnica (może raczej misterium) Trójcy. Powiada się, że owszem, w tekstach biblijnych są Trzej, wyraźnie trzy Osoby, ale o Trójcy ani słóweczka. Pojęcie to pojawia się dopiero u Tertuliana (żył w latach ok. 145 - 220). Niemniej już apostoł Paweł wymienia wszystkie trzy Osoby Trójcy w jednym zdaniu (2 List do Koryntian 13,13): „Łaska Pana Jezusa Chrystusa, miłość Boga i wspólnota Ducha Świętego niech będą z wami wszystkimi”, a potem czyni to samo Ewangelia Mateusza: „Idźcie więc i czyńcie uczniów wśród wszystkich narodów, chrzcząc je w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego”. Co nie znaczy, że nie ma tutaj problemu teologicznego. Tertulian był myślicielem niewątpliwie zachodnim i przekonał do swojego pomysłu Zachód, najpierw tylko tę połowę chrześcijaństwa: Wschód miał tutaj poważne opory. Mówi się, że nic dziwnego: przecież tam powstała herezja arianizmu, akcentująca radykalnie różnicę między Ojcem i Synem. Ortodoksja w stylu wschodnim nie idzie naturalnie tak daleko, ale koncepcja trynitarna nie bardzo jej pasowała. Widziała w niej owej różnicy lekceważenie. Do czasu, czego dowodem arcyikona mistrza Rublowa.

Powinienem tu jeszcze wspomnieć, skąd się wziął problem „Filioque”. Zachód martwił się o jedność Trójcy, stąd formuła „od Ojca i Syna pochodzi”, dodanie drugiej Osoby, aby nie wyglądało, że nie są równe. Wschód oburzył się słusznie taką samowolną zmianą Credo, w której czuł tamto lekceważenie. Przecież Duch pochodzi od Ojca i Syna w różny sposób. Na szczęście dziś to już mniejszy problem. Po stronie rzymskokatolickiej przyznaje się, że bez Filioque by się obeszło, Jan Paweł II odprawił w ten sposób kiedyś mszę, a Grecy rzymskokatoliccy czynią tak zawsze. Można twierdzić, że ów dodatek powinien w ogóle zniknąć, ale czy nie mógłby być tutaj jakiś liturgiczny pluralizm, gdyby prawosławni się na niego zgodzili?

I tak zacząłem mój tutejszy przegląd prasy. Informuję, że sprawę opisał także w majowym numerze dominikańskiego „W drodze” jezuita Marek Blaza: ciekawą rozmowę na temat prawosławia zrobił z nim tam Włodzimierz Bogaczyk. Dowiadujemy się, że, owszem, błogosławi się tam kolejne małżeństwa, „ale zawsze jest to związane z pokutą i nikt nie mówi: jak chcecie, to się rozwódźcie.” Czytamy dalej, że „Kościoły prawosławne nigdy też nie wypowiadają się oficjalnie na temat dopuszczalności środków antykoncepcyjnych. Zostawiają więcej wolności samym małżonkom. Jak to kiedyś powiedział patriarcha Bartłomiej, Kościół prawosławny nie wchodzi pod kołdrę. To wynika z teologii negatywnej, apofatycznej, że lepiej czegoś nie dopowiedzieć niż powiedzieć za dużo. Z drugiej strony w takich sprawach, jak aborcja, eutanazja czy związki homoseksualne Kościoły prawosławne są często bardziej zasadnicze niż rzymski.”
Ksiądz Blaza mówi śmiało, krytycznie na obie strony. Bogaczyk pyta: „Czy to w ogóle możliwe, że prawosławie i katolicyzm połączy wspólna eucharystia?” Blaza: „Dziś wydaje się to, po ludzku patrząc, niemożliwe. Prawosławie przejęło po katolikach spuściznę Kościoła ekskluzywistycznego, teologii, która panowała u nas zwłaszcza od czasu Soboru Trydenckiego, wskazującej, że poza Kościołem katolickim nie ma zbawienia. Śmieję się, że ostatnią ostoją Soboru Trydenckiego w chrześcijaństwie jest Kościół prawosławny. W sensie tego ducha, tej mentalności i bałwochwalstwa Kościoła. Kościół stoi wyżej niż Pan Bóg! Gdy się słucha niektórych prawosławnych hierarchów czy mnichów z Góry Athos… (...) Grecki Kościół prawosławny uważa, że poza prawosławiem jest próżnia eklezjalna.” Słowa mocne bardzo, może za mocne, ale coś jest na rzeczy. Dodam, że w bardzo ciekawej książkowej rozmowie biskupów trzech wyznań pod tytułem „Na początku był Chrystus” katolik Grzegorz Ryś jest tutaj znacznie bardziej otwarty teologicznie niż prawosławny Jerzy Pańkowski. No i że zdecydowany ekskluzywizm eklezjalny to stanowisko również Cerkwi bułgarskiej.
Na koniec taki cytat z jezuity. „Dziś prawosławni wiedzą, że jeśli kiedykolwiek doszłoby do jedności między Kościołami prawosławnym i katolickim, to Sobór Chalcedoński gwarantuje Rzymowi pierwsze miejsce wśród hierarchów. I się obawiają, ze biskup Rzymu, który ma władzę taką, jaką ma, może ją rozciągnąć na całe prawosławie.
”Obawy chyba już dzisiaj niepotrzebne: ekumeniczna reforma mojego Kościoła poszła na to za daleko, ugruntowała się. Owszem, tłumaczył mi to teolog prawosławny, po przywróceniu jedności Wschodu i Zachodu biskup Rzymu ma mieć pierwszeństwo nie czysto honorowe, jego rolę będzie można wtedy porównać do patriarszej w prawosławiu, ma on dbać na przykład o obsadzanie wakujących stolic biskupich, ale to wszystko będzie się odbywało kolegialnie, nie autorytarnie. Oby tylko owa święta jedność nadeszła przed świata końcem...
Wpis kolosalny, ale problemy wielkie. Dalsze będą chyba krótsze.

12:45, jan.turnau
Link Komentarze (24) »
niedziela, 15 maja 2016
Mamy nowego Pocieszyciela

Dzieje Apostolskie 2, 1-11, List do Rzymian 8, 8-17, Ewangelia Jana 14, 15-16. 23b-26

Dzisiaj w chrześcijaństwie zachodnim (we wschodnim dopiero za przeszło miesiąc) najstarsze święto chrześcijańskie, ogromne. Ma swoją mszę wigilijną z osobnymi tekstami, nawet bardzo licznymi, początkowo było równe znaczeniem świętu Paschy, oczywiście wtedy ważniejsze niż Boże Narodzenie.

Otóż można powiedzieć, że wspominamy dziś liturgicznie również narodzenie Kościoła. Zwane jest w Polsce najbardziej potocznie Zielonymi Świątkami, kościelnie oficjalnie Niedzielą Zesłania Ducha Świętego. Albo Pięćdziesiątnicą: niemieckie krótkie Pfingsten, w ogóle zachodnioeuropejska nazwa święta oraz chrześcijan zieloświątkowców ma rdzeń też wywodzący się od pięćdziesiątki. Tak jest też u Żydów: przede wszystkim to oni mieli takie święto w 50 dni (7 tygodni) po uroczystościach Paschy i to ono właśnie zgromadziło w Jerozolimie mnogie rzesze ludu wybranego z różnych krajów świata śródziemnomorskiego. Usłyszały coś niebywałego: oto ludzie z najbliższego otoczenia Jezusa, apostołowie, kobiety Jego uczennice, Jego matka i bracia mówią do nich jakoś tak, że każdy ich rozumie. Owa tak zwana glosolalia ma z grubsza biorąc dwa różne znaczenia. Może to być ekstatyczna modlitwa, zdarzająca się także dzisiaj, nie zawsze zrozumiała dla słuchaczy albo zrozumiałe dla nich głoszenie Ewangelii przez ludzi obdarzonych takim translatorskim darem, jak to zostało opisane w dzisiejszym tekście Dziejów.

A dar to właśnie Ducha, który zstępuje tutaj na zalążek Kościoła jako szum wiatru (w języku hebrajskim i greckim to też tchnienie, duch) oraz płomyki ognia. Apostołowie przemawiają płomiennie, ogniście, entuzjastycznie, a cudowny charyzmat lingwistyczny ułatwia im działalność ewangelizacyjną potężnie. Kościół staje na nogi, staje się wspólnotą już trzytysięczną.

Oto opowieść Dziejów, a co mówią inne teksty dzisiejsze? Wszystkie mówią o Duchu. W Przekładzie Ekumenicznym 11 Kościołów Psalmu 104 czytamy o Bożych stworzeniach: „Gdy posyłasz swego Ducha, zostają stworzone i odnawiasz oblicze ziemi. W wierze chrześcijańskiej trzecia Osoba Trójcy spełnia rolę również swoiście stworzycielską: ożywia to, co przymarło.

W przeznaczonym na dzisiaj fragmencie Listu do Rzymian mowa jest o całej Bożej Trójcy. Mamy być mieszkaniem Ducha Bożego, Ducha Chrystusowego, czyli też „Ducha Tego, który wskrzesił Chrystusa Jezusa z martwych”. Otóż ten Duch przywróci także nasze ciała do życia po naszej śmierci, jeżeli tylko nie będziemy żyli według ciała, nie ulegali jego popędom (nie chodzi tylko o seks).

No i jest do czytania krótki tekst z Ewangelii Jana, gdzie również występuje cała Trójca. Chrystus poprosi Ojca, by dał nam „innego Parakleta”. Czyli kogo? Słowo greckie zostawiła Tysiąclatka, też nasz EPP, bo to termin bardzo wieloznaczny, każdy jego przekład jakoś jego sens zacieśnia. Oznacza Orędownika (przekład 11 Kościołów polskich), ale też Pocieszyciela (Wujek). „Innego”, bo w 1 Liście Jana (2,1) jest nim Chrystus. A Duch Święty był dla mnie kiedyś kimś jeszcze innym, mianowicie Oświecicielem, i nim przede wszystkim pozostał (pomaga myśleniu mojemu). Niemniej staram się, żeby był również moim Pocieszycielem, owszem. Bo też całe nasze życie romansem raczej nie jest, a ja do różnych zmartwień skory.

13:31, jan.turnau
Link Komentarze (23) »
niedziela, 08 maja 2016
Niebo zupełnie nie tam. Zamiast atakować PiS nie rozgrzeszać!

Dzieje Apostolskie 1,1-11, Psalm 47,6, List do Hebrajczyków 9,24, Ewangelia Łukasza 24,46-53
Wszystko ma swój kres, także moje biblijne zapiski codzienne. Podobno mam się oszczędzać, postanowiłem zatem „blogować” dalej, ale znacznie rzadziej. Nawet tylko raz w tygodniu, w niedzielę. Ale niech to będzie „pełna” tematycznie „homilia”, komentująca jakoś wszystkie cztery teksty biblijne na ten dzień szczególny przeznaczone: trzy do czytania i jeden do śpiewania, czyli psalm. No i mały przeglądzik prasy.

Dzisiaj mam wraz z całym moim Kościołem wspominać liturgicznie Chrystusowe wniebowstąpienie. Dzisiaj, nie w ubiegły czwartek, bo mój krajowy episkopat podobnie jak niektóre inne zdecydował przenieść to świętowanie na niedzielę. Chodziło o to, żeby więcej ludzi mogło w tym uczestniczyć, i ten sukces arytmetyczny na pewno został osiągnięty, bo niedziela nie dzień powszedni, dla wielu z nas pełen pracy czy nauki. Ale można też kalkulować inaczej: że ogólna liczba biorących udział w mszy w oba dni była jednak w sumie większa. Podejrzewam, że w podejmowaniu tej polskiej decyzji działał również argument: to święto jest „nakazane”, opuszczenie mszy grzechem śmiertelnym, więc lepiej nie narażać wiernych na taką pokusę. Byłoby to myślenie duszpasterskie jurydyczno-moralistyczne, do niedawna praktycznie obowiązujące, wypierane na szczęście przez akcentowanie wartości duchowej uczestnictwa w eucharystii. „Chodzi się na mszę” nie dlatego, że też każą, ale ponieważ warto, tak jak warto posilić się cieleśnie, choćby nikt do tego nie gonił.
Przepraszam za wstępną dygresję i wracam do tekstów na niedzielę. Mamy przede wszystkim dwa przedstawiające to wydarzenia „wstępowania do nieba”, oba napisane przez Łukasza. Mowa o tym zaraz na początku Dziejów Apostolskich. Powiada zatem Łukasz, że Jezus „po swojej męce dał wiele dowodów, że żyje”. To zdanie bardzo ważne, bo odpowiada na pytanie, po co właściwie było owo wniebowstąpienie: przecież Chrystus był w niebie, czyli u Ojca, już od samego zmartwychwstania. Otóż musiał jednak najpierw przekonać uczniów, że rzeczywiście istnieje nadal, a potem po dniach czterdziestu, że nie tylko jest to istnienie realne, ale i chwalebne, zwycięskie, wejście do chwały niebieskiej.
Tylko że właśnie do chwały niebieskiej, nie do nieba: ogłaszając w 1950 roku dogmat o wniebowzięciu matki Jezusa, papież Pius XII dokonał pewnej, by tak rzec – demitologizacji - używając owego terminu „chwała”. Chodziło mu zapewne o to, by skończyć definitywnie w doktrynie z obrazem rzeczywistości, jaki mamy w Biblii, niewątpliwie przedkopernikańskim: Ziemia jako centrum kosmosu, a mieszkanie Boga gdzieś ponad gwiazdami, daleko, wysoko, wysoko w górze – ale jakby nie poza światem stworzonym, jakby wciąż jeszcze w naszej czasoprzestrzeni. Można zapytać, czemu Chrystus dokonał takiej mylącej inscenizacji: nie jedyny to jednak raz. Robi tylko rewolucję religijną, żadnej innej. Nie zmienia świato-poglądu słuchaczy. Jak by to wszystko wyglądało dzisiaj? Trudno to sobie wyobrazić.
Albowiem Bóg jest absolutnie transcendentny, przekracza całkiem nasze wyobrażenia, co jakoś nie bardzo mieści nam się w naszych ziemskich głowach, także gdy myślimy o tym, co po śmierci. Precz z jakimikolwiek antropomorfizmami! Ale jest też „immanentny”, w sensie, w którym mówił Grekom na Areopagu apostoł Paweł: „Bo w rzeczywistości jest On niedaleko od każdego z nas”, jak może przeczytaliśmy z Dziejów Apostolskich w środę.

Inne teksty dobrane zostały tak, by mówiły też jakoś o wniebowstąpieniu. Z Listu do Hebrajczyków wybrano fragment zaczynający się tak: „Chrystus wszedł nie do świątyni zbudowanej rękami ludzkimi, będącej odbiciem prawdziwej świątyni, ale do samego nieba, aby teraz wstawiać się za nami przed obliczem Boga”. Tu też trzeba uniknąć antropomorfizacji: obrazu Trójcy, w której Bóg Ojciec jest na nas tak zagniewany, że Syn musi nas bronić. Precz z wszelkimi uproszczeniami! A w Psalmie czytamy, że „Pan wstępuje wśród radosnych okrzyków, Pan wstępuje przy dźwięku trąby”. Zajrzałem do Biblii Poznańskiej (cytowałem według Tysiąclatki): chodzi tu może o wstępowanie Arki Przymierza, „którą jako widomy znak obecności Bożej zabierano ze sobą na wyprawę wojenną, a po zwycięstwie wnoszono uroczyście do Przybytku na Syjonie”. Z tekstami nowotestamentalnymi łączy słowa Psalmu właśnie zwycięstwo, także Chrystusa zmartwychwstałego. Choć Jego wiktoria - to też trudno zapamiętać - antymilitarna jest absolutnie.

PS. A w magazynie „Rzeczpospolitej” „Plus Minus” sprzed tygodnia znamienny tekst Ewy Polak-Pałkiewicz, znanej publicystki prawicowej. Tytuł: „Nienarodzeni, ale użyteczni”. Pierwszy akapit stawia od razu problem aborcji w sposób dla mnie nieoczekiwany: „Jak z obrony życia nienarodzonych uczynić narzędzie zwalczania niewygodnej władzy? To proste, scenariusz został przećwiczony już za poprzednich (koalicyjnych) rządów Prawa i Sprawiedliwości.” Niebywała konstrukcja myślowa mająca bronić PiS-u przed politycznymi konkurentami z prawa. Polemika na przykład z „Naszym Dziennikiem”. „Prawa aborcyjnego nie da się nigdzie w sposób idealny przestrzegać bez moralnego uzdrowienia ludzkich dusz. Wprowadzenie go teraz będzie miało natychmiastowe skutki wprost przeciwne do zakładanych przez prawdziwych obrońców życia. Jarosław Kaczyński, któremu zarzuca się (w niektórych katolickich i konserwatywnych mediach), że nie zamierza wprowadzać dyscypliny partyjnej podczas głosowania nad zaostrzaniem prawa karnego w tej sprawie (a więc oczywiście jest »przeciw życiu!«) okazuje się par excellence realistą, nie idealistą. Myśli zdecydowanie tomistycznie. Jego powściągliwa postawa wynika z poczucia odpowiedzialności polityka za państwo. Nie jest sztuką oddać władzę i narazić współrodaków na utratę państwa lub kolejny rozdział jego systemowej grabieży w imię moralnego radykalizmu. Tak jak nie jest sztuką wykrzyczenie dobrych intencji. Sztuką jest, w imię odpowiedzialności, jaką Jarosław Kaczyński dźwiga na swoich barkach, dać przetrwać i rozwinąć się państwu, które jest źródłem dobra doczesnego obywateli.”
Obrona prezesa Polski żarliwa. A zarazem mocna, choć bez nazwisk (papieża Franciszka ani nawet kardynała Kaspera) krytyka tego, co się dzieje na szczytach Kościoła rzymskokatolickiego: „Niektórzy hierarchowie (na szczęście w Polsce nieliczni) nie mają wprost słów, jak bardzo człowiek jest, z natury swej, chodzącą doskonałością. »Świętość osoby ludzkiej« i »nieograniczona godność człowieka« to tylko skromne przykłady retoryki optymistów wychowanych na soborowych deklaracjach, które odrzuciły realistyczną prawdę o człowieku i zaczęły tworzyć literacki słownik pobożnych życzeń i innych wzniosłości, licytując się w uwielbieniu dla człowieczeństwa.”
Zamiast atakować PiS po prostu nie rozgrzeszać!

08:34, jan.turnau
Link Komentarze (30) »
Archiwum