Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
piątek, 31 maja 2013
Bogatych z niczym odprawił... Święty Franciszek z Argentyny

Ewangelia Łukasza 1,35-56

Dziś rzymskokatolickie święto Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny. Kiedyś wypadało 2 lipca i wtedy obchodzą je nadal mariawici oraz polskokatolicy, zostało jednak przeniesione w ramach posoborowych (nie?)porządków na koniec maja. Nosząc już w sobie przyszłego Mesjasza, Maria z Nazaretu pokonuje stukilometrową odległość, by w jakimś miasteczku Judei odwiedzić swoją krewną (ciotkę, siostrę cioteczną, stryjeczną?) Elżbietę, żonę kapłana Zachariasza, matkę Jana nazwanego Chrzcicielem. Jest on wspomniany w dzisiejszym opisie owej wizyty (Ekumeniczny Przekład Przyjaciół): „I stało się, skoro tylko Elżbieta usłyszała pozdrowienie Marii, że podskoczyło radośnie dziecko w jej łonie i została napełniona Duchem Świętym”. Napełniona Parakletem nazywa Marię najpierw „błogosławioną wśród kobiet”, a potem „szczęśliwą”, na co zwracam uwagę, bo tłumacze zwą ją na ogół w obu zdaniach błogosławioną, choć w oryginale są dwa terminy:„eulogomene” i „makaria” (wywalczyłem, by było u nas tutaj owo zróżnicowanie, choć nie udało mi się nazwać szczęśliwymi błogosławionych, którzy płaczą, i siedmiu innych z Mateuszowego „oktologu”). A Maria odpowiada przesławnym hymnem „Magnificat” w którym mamy potężne słowa: „Strąca możnych z tronu i wywyższa poniżonych, złaknionych napełnia dobrami, a bogatych z pustymi rękoma odsyła”.
Przypomina mi to oczywiście Franciszka z Argentyny, jego rzeczywiście Kościół ubogich, po prostu ubogi. Hasło to nie jest całkiem oryginalne, mówił już pół wieku temu kardynał Giacomo Lercaro: „Trzeba, abyśmy znów stali się Kościołem ubogich”, ale czas pracuje dla nowych idei, kolejny papież postulat ubóstwa realizuje słowem i czynem z niebywałą determinacją. Z owym wymaganiem łączy się nieco inne, równie rewolucyjne: Kościół pokornych. Czyli takich, którzy nie są przekonani o własnej wartości, nie marzą o karierze. Wali Franciszek w wielkich Kościołach jak w bęben: ostatnio powiedział wyraźnie, że karierowiczostwo zdarza się także biskupom. „Nie wszystkim” – zastrzegł się uprzejmie, ale swoje powiedział bez żadnych ogródek.
W artykule, który ukaże się, mam nadzieję, w najbliższym „Magazynie Świątecznym”, przedstawię Franciszka dość, jak na moją lakoniczność, obszernie, dodam jednak tutaj trochę. Odeślę przede wszystkim  do „Gazety” wtorkowej, gdzie pisze o nim znowu Mirosław Wlekły. W poprzednim „Magazynie” cytował argentyńskiego księdza lewicowego, który wspominał Bergoglia chłodno, tutaj występują jego entuzjaści. Bo chociaż poza Polską biskupów pokornych nie brakuje, nie noszą się na ogół jak książęta, to jednak dla całej rzymskokatolickiej instytucji jest to zaprawdę rewolucjonista. Co zaś do „noszenia” się, czyli też noszenia stroju kapłańskiego, czego się jeszcze w wielu środowiskach wymaga, wynotuję z książki Saveria Gaety „Papież Franciszek. Życie i wyzwania” takie jego jeszcze argentyńskie powiedzenie do neoprezbitera: „Problemem nie jest to, czy nosisz sutannę, czy nie, ale czy zakasujesz rękawy, by pracować dla innych”. A zresztą przecież strój wyróżnia nie tylko duchownego od świeckiego, ale także duchownego wyższej rangi od księżego szaraczka: czyli sprawa nie jest z punktu widzenia Kościoła ubogiego obojętna.
Coś, co może katolicką inteligencję dziwić: Franciszkowe umiłowanie religijności ludowej. U nas uczucia są nieco inne, kojarzymy ją z teologicznym niedokształceniem, rytualizmem oraz  konserwatyzmem. Nowy papież łączy swój postulat odbogacenia Kościoła z akceptowaniem religijności ubogich, którzy do tak zwanej inteligencji na ogół nie należą. Ale widać ci, o których myśli Franciszek, nie są żadną miarą „moherowi”.
Na koniec wracam do jego powiedzenia, że Chrystus jest tylko w Kościele, które mnie zdziwiło jakiś czas temu. Jestem coraz pewniejszy, że nie oznaczało nawet cienia jakiegoś ekskluzywizmu. Użył go potem jeszcze raz w przemówieniu do zjazdu nowych ruchów katolickich i sądzę, że w jego ustach to tylko przestroga przed robieniem z własnej wspólnoty osobnego Kościoła – a takie postawy owym ruchom grożą: jesteśmy najlepsi, lepsi od całej reszty. Gdy przecież Kościół rzymskokatolicki wielokształtny jest, jednak tylko jeden!


14:43, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
czwartek, 30 maja 2013
Jego ciało, Jego krew

1 List do Koryntian 11,23-26
Pawłowy opis ustanowienia sakramentu Eucharystii na katolicką uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa, zwaną Bożym Ciałem. Dobrze tłumaczyła kiedyś sens tego sakramentu autorka francuska M. Querrien w biuletynie „Lettre”.

”Ten chleb uczyniony waszymi rękami jest moim ciałem, ciałem syna człowieczego, który ma śmiałość nazywać się Synem Bożym i bierze na siebie pełnię tego zobowiązania. Ja jestem tym chlebem, ponieważ we mnie streszcza się wszystko to, co w człowieczeństwie jest czymś więcej niż tylko bezpłodną chwilą, wszystko, co robią ludzie dla innych ludzi, wszystko, co robią po bratersku dla swoich braci. Wszystkie te akty twórcze, którymi krzepią siebie i innych, wspinając się na szczyt, na którym oczekuje ich Bóg i który osiąga każdy z nich, odkąd On stał się dla swoich braci ludzkich, tak pokornie jak tylko można, wspólnikiem, współtwórcą, współrobotnikiem. Chleb ten jest produktem ludzkiej przemyślności, produktem ich pracy służącej wyżywieniu całej ziemi. Ja, Jezus, jestem tą pracą. Uczestniczycie w mojej naturze, gdy CZYNICIE — a nie gdy JESTEŚCIE — i gdy to, co czynicie, pomnaża wolność, możliwości działania, twórczość. (...) Jeden dla wszystkich i wszyscy dla jednego — oto, co symbolizuje ten znak chleba, produkowanego, rozdzielanego i spożywanego podczas braterskiego posiłku, znak, który dokonuje się poprzez rozwój, poprzez przyrost twórczości, skoro tylko jest ożywiony duchem pokoju.

Zaprawdę jednak ludzie nie są wcale aniołami: mieszka w nich sprzeczność. To, co po bratersku produkują, powoduje ich cierpienie. Wino, które jest produktem ich pracy przeznaczonym dla całej ziemi, wyobraża także krew, którą trzeba wylać w ten czy inny sposób, jeśli się naprawdę kocha swoich braci i jeżeli z całych sił dąży się do ich wyzwolenia zgodnie ze swoim powołaniem. Oto dlaczego krew twórcza ludzkości, ludzkości, którą ja zawieram w sobie, spełniając swoje powołanie Syna Bożego, zostanie pod postacią wina wylana na odpuszczenie grzechów. Czyli po to, żeby mimo wszystkich wad człowieka odzyskać go, odbudować i podnieść do wolności, do obcowania ze wszystkimi jego braćmi i z ich wspólnym Ojcem. Po to, żeby go podnieść do boskości. Gdy więc będziecie łamali chleb, gdy będziecie nalewali wino, pamiętajcie, że zawiera się W nich praca ludzka, która — poprzez zwycięstwa i klęski, po przez radość i cierpienie — służy stwarzaniu świata, stwarzaniu, którego Bóg oczekuje od naszej wolności.”

08:21, jan.turnau
Link Komentarze (16) »
środa, 29 maja 2013
O karierach w świetle Ewangelii

Ewangelia Marka 10,32-45
Jezus zwierza się Dwunastu ze swojej wizji męczeńskiej przyszłości, a tu Jakub i Jan też myślą „futurologicznie”, ale zgoła inaczej: proszą Mistrza o pierwsze miejsca wokół Niego. Oburza to pozostałych apostołów, a Jezus tłumaczy, że władza ma być służbą. Podobnie dzisiaj Franciszek walczy z kościelnym karierowiczostwem słowem kaznodziejskim zgoła pozbawionym kościelnej dyplomacji.

09:35, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
wtorek, 28 maja 2013
Wciąż o szczęściu

Ewangelia Marka 10,28-31
Czytam dziś o tym, że każdy, kto opuści wszystko z powodu Ewangelii, otrzymuje nagrodę stokroć większą już w życiu doczesnym, wśród prześladowań, i życie wieczne w czasie przyszłym. A wielu pierwszych będzie ostatnimi, a ostatni pierwszymi.

Nagroda po śmierci to sprawa jasna, choć nie oczywista, bo wiary wymaga, ale ta olbrzymia już teraz? Różne są recepty na szczęście: czyste sumienie, poczucie, że idzie się za głosem swojego powołania, niektórym ludziom daje zadowolenie niebywałe. Radosnych męczenników za różne sprawy wciąż tu i tam nie brak. Jak też dzielnych wyznawców w rodzaju Matki Teresy z Kalkuty. A oto tekst jej przypisywany, napisany na murze w Shishu Bhavan, Domu Dzieci Kalkuty.
”Człowiek jest nierozumny i egocentryczny...
...nieważne: i tak go kochaj!
Chciałbyś zrobić coś wspaniałego, ale inni źle oceniają twoje intencje...
...nieważne: i tak zrób to!
Wypełniając swe obowiązki, znajdujesz fałszywych przyjaciół i prawdziwych nieprzyjaciół ...
...nieważne: wypełniaj je i tak!
Dobro, które czynisz, jutro jest zapominane...
...nieważne: czyń tak dalej!
Uczciwość, szczerość, przejrzystość czynią cię słabym i bezbronnym...
...nieważne: nadal bądź uczciwy i szczery!
To, co budujesz od lat, może być zniszczone w jednym momencie...
...nieważne: i tak buduj dalej!
Pomagasz ludziom, a oni tego nie zauważają...
...nieważne: pomagaj im nadal!
Pragniesz oddać to, co w tobie najlepsze, a inni znieważają cię i odrzucają...
...nieważne: nieustannie dawaj to, co w tobie najcenniejsze!”

20:48, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 27 maja 2013
Ubóstwo: Franciszek, Wrzesiński, Marszałkowicz

Ewangelia Marka 10,17-27
„Gdy Jezus wybierał się w drogę, przybiegł pewien człowiek i upadłszy przed Nim na kolana, pytał Go: - Nauczycielu, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne? Jezus odpowiada Mu: „Czemu nazywasz mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg”. Jeden z „logionów” nasuwających wątpliwości co do boskości Chrystusa? Ma pewnie rację „Komentarz praktyczny do Nowego Testamentu”, gdy wyjaśnia: „Nie pozwalając nazywać się dobrym, Jezus chce tym samym dać do zrozumienia, że bogaty młodzieniec nieznający wcale tajemnicy Mesjasza nie powinien go traktować inaczej niż przeciętnego człowieka”.

Dalej mamy zapewnienie owego człowieka, którego tylko Mateusz odmładza (Łukasz nazywa go wręcz dostojnikiem, czyli chyba nie młodzieńcem), że przestrzegał tego wszystkiego, i radę Jezusa, żeby sprzedał swój majątek i rozdał ubogim, co rozmówcę zasmuca, bo majątek ów wielki. Wreszcie mamy obraz wielbłąda i igielnego ucha (nazwa bramy bardzo małej?) oraz pytanie słuchaczy, któż więc może się zbawić. Następnie odpowiedź Jezusa, że możliwe to tylko u Boga.

Mocne słowa: zatem bogaty potrzebuje szczególnego Miłosierdzia. Trudno mi nie skojarzyć tego z programem nowego papieża. I można zastanawiać się, czy nauczanie Kościoła jest bardziej liberalne czy socjalne, ale cymes nowego biskupa Rzymu polega na tym, że poucza świat własnym przykładem oraz krytykuje słownie samą swoją instytucję; poprzedni papieże robili to też, ale nieporównanie delikatniej. Parę dni temu Franciszek pozwolił sobie na taki obrazeczek kancelarii parafialnej: przychodzi para narzeczonych, a urzędujący tam ktoś zamiast ucieszyć się, że się kochają, podaje od razu cennik usług... Co prawda, argentyński ksiądz Marcelo Ciamarella w ostatnim „Magazynie Świątecznym” twierdzi, że takich skromnych duchownych w jego ojczyźnie jest bardzo wielu i że Bergoglio-Franciszek to tam nic nadzwyczajnego, ale na przykład w Polsce to jednak nadzwyczajność. Owszem, mniejsze jest u nas rozwarstwienie ekonomiczne, w Ameryce Łacińskiej nie skończył się jeszcze czas wielkich latyfundiów obok slumsów: widać to w filmach telewizyjnych, gdzie biedota żyje z polowania na wiewiórki. Może te zwierzątka zawsze będą w Polsce pod obyczajową ochroną, ale ubóstwo rośnie. Ewangelizacja musi polegać na świadectwie w stylu Franciszka.

Czyli też w stylu podobnego doń francuskiego duchownego pochodzenia polskiego, ojca Józefa Wrzesińskiego, założyciela Ruchu ATD - Czwarty Świat (1917-1988), już dziś „sługi Bożego” czyli kandydata na ołtarze. A ATD to międzynarodowa organizacja ponadwyznaniowa, działająca także w Polsce, gdzie 7 proc. obywateli żyje poniżej progu ubóstwa. Nie chodzi o dobroczynność, ale o wspólne z ubogimi i wykluczonymi upominanie się o ich godność. O honor – gdy tradycyjna dobroczynność często łączyła się z upokorzeniem. Nie na darmo Franciszek uparcie powtarza, żeby obdarowywanemu patrzyć głęboko w oczy. Są już przetłumaczone i wydane książki na ów godnościowy temat: „Ojciec Józef Wrzesiński. ATD Czwarty Świat”, „Z podniesionym czołem”, a także tomik pism ojca Wrzesińskiego „Ujrzymy słońce”. Mam kontakt z tymi ludźmi poprzez mojego przyjaciela Cezarego Gawrysia z „Więzi”. Centrala ruchu jest w Warszawie, ale jego środowisko jest też na przykład w Kielcach.

Trzecie skojarzenie dzisiejsze to Jerzy Marszałkowicz, wielki inicjator przed przeszło 30 laty ruchu opieki nad bezdomnymi, sławny już ks. Jureczek. Ojca Rydzyka słucha uparcie, ale o wiele bardziej Jezusa z Nazaretu.

15:26, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
niedziela, 26 maja 2013
Jeden w Trzech

Ewangelia według Jana 16,12-15
„Jeszcze wiele mam wam do powiedzenia, ale teraz jeszcze znieść nie możecie. Gdy zaś przyjdzie Pan, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy. Bo nie będzie mówił od siebie, ale powie wszystko, cokolwiek słyszy, i oznajmi wam rzeczy przyszłe. On mnie toczy chwałą, ponieważ z mojego weźmie i wam oznajmi. Wszystko, co ma Ojciec, jest moje. Dlatego powiedziałem, że z mojego bierze i wam objawi.”

Niedziela Trójcy Przenajświętszej - rzymskokatolickie święto głoszące podstawową wiarę chrześcijan, że Bóg jest jeden, ale w trzech osobach. Wiarę tę świętują prawosławni już w samą niedzielę zesłania Ducha Świętego, mając zaraz w poniedziałek Dzień Świętego Ducha.

Słowo „Trójca” nie pojawia się w Biblii. Ukuł ten termin najprawdopodobniej teolog zachodni Tertulian (ok. 145-220). „Wyraźna nauka o Trójcy została więc uformowana w okresie pobiblijnym, chociaż wstępne etapy jej rozwoju są widoczne w Nowym Testamencie” - powiada ”Encyklopedia biblijna”. Twierdzi dalej, że „prób dostrzeżenia jej początków jeszcze wcześniej (( w literaturze Starego Testamentu) nie mogą potwierdzić uczeni korzystający z metod historyczno- krytycznych i muszą być one uznane za retrospektywne interpretacje wcześniejszego zbioru Pisma Świętego w świetle późniejszego rozwoju teologicznego”. Chodzi tu w szczególności o obraz z Księgi Rodzaju: „Duch Boży unosił się nad wodami” oraz o pojęcie Mądrości, które można by traktować jako zaczątek wiary w „osobność” Świętego Ducha albo też - jako Logosu - Syna Bożego. Moja myśl jest taka, że, owszem, autorzy starotestamentalni byli ”tradycyjnymi” monoteistami, niemniej wyobrażenia chrześcijańskie kiełkowały już jakoś przed narodzeniem Jezusa z Nazaretu. Wpływ kultury helleńskiej na religijną myśl żydowską był bowiem niewątpliwie wielki, a w tej drugiej rozwijało się jakoś pojęcie Syna Bożego. Bóg objawia się różnie: i stopniowo, i „punktowo”.

Wracając do Nowego Testamentu, trzeba przyznać, że obraz relacji między Ojcem, Synem i Duchem jest zróżnicowany, czyli że ich „współistotność” nie jest w poszczególnych zdaniach oczywista. Na przykład to zdanie z dzisiejszego tekstu: „Bo nie będzie mówił od siebie, ale powie wszystko, cokolwiek słyszy(…). Z mojego weźmie i wam oznajmi”. Czyli jakby Duch nie jest równorzędną osobą, jest podporządkowany Synowi albo również i Ojcu. Są również zdania o Synu, z których Jego bóstwo bynajmniej nie wynika: choćby to, że „nikt jednak nie zna tego dnia ani godziny, ani aniołowie w niebie, ani Syn, nikt, tylko Ojciec”. Mamy natomiast również stwierdzenie Jezusa w rodzaju Mateuszowego „Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nie zna, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić” (11,27), co ma swój odpowiednik u Łukasza (10, 22), nie mówiąc o akcentującej już bóstwo Chrystusa Ewangelii Janowej. No i wreszcie już u Pawła w 2 Liście do Koryntian (13,13), czyli bardzo wcześnie, pojawia się formuła trynitarna: „Łaska Pana, Jezusa Chrystusa, i miłość Boga, społeczność Świętego Ducha z wami wszystkimi”, a potem wyraźniejsza u Mateusza: „chrzcząc w imię Ojca i Syna, i Świętego Ducha” (28,19).

Można dodać, że termin ”Trójca” jest nie tylko historycznie, ale i teologicznie bardziej zachodni niż wschodni, ponieważ Zachód chrześcijański zawsze bardzo akcentował jedność Trójcy, a Wschód ich „osobność”: ktoś napisał, że na Zachodzie nie powstałaby nigdy herezja arianizmu, bóstwo Chrystusowe negująca. Niemniej na szczęście istniała między oboma, „płucami” chrześcijaństwa osmoza: ikona Trójcy Rublowa świadczy o tym dowodnie.

A wiara w Trójcę jest ufnością, że niezakłócona niczym wspólnota miedzyosobowa jest możliwa. Wspólnota tak ścisła, iż Trzej są Jednym. Coś wbrew arytmetyce? Wciąż uważam, że raczej wbrew „socjoetyce”: temu, co widzimy na nieboskim świecie.

08:58, jan.turnau
Link Komentarze (70) »
niedziela, 19 maja 2013
Duch znaczy ruch

Dzieje Apostolskie 2,4
„I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym”.

Dziś Pięćdziesiątnica. Pochodząca ze Starego Testamentu nazwa uroczystości przypadającej siedem tygodni po świętach Paschy w Polsce jest raczej pomijana. We Francji Pentecôte czy w Niemczech Pfingsten, czyli odpowiedniki tej liczby, u nas natomiast Zielone Świątki. Niby to nic biblijnego, ale w istocie biblijność jeszcze większa, bo zieleń znaczy młodość, a ona znaczy ruch: rym „Duch” sam się prosi.

Osoba Trójcy trzecia, na rzymskim Zachodzie jakby zapomniana. Bo jest on właśnie rzymski, czyli prawniczy, a prawo porządkuje, nieraz za bardzo. Reguluje wszystko, spontaniczność gasi. A Duch dmucha, gdzie chce i kiedy chce, każdy układ narusza. Ale i każe się wzruszać: chyba każdemu z nas zdarzył się taki stan ducha, w którym wznosimy się ponad płaską codzienność, jej rzekome wymogi, jej przygniatającą szarość, jej tępe zapatrzenie w siebie. Wtedy jest w nas On. Z grecka zwany jest Parakletem. Termin oznaczał sądowego adwokata i podobną rolę ma też wobec nas Duch: jest Oświecicielem, Uświęcicielem, Pocieszycielem, ale też Wspomożycielem. A że Parakletem zwany jest też w Biblii Jezus, więc adwokatów mamy nawet dwóch. Zatem nie lękajmy się: Bóg nas nie pożre. Bylebyśmy starali się trochę: całkiem świętym być trudno, łatwiej jednak mniej świnić bliźniemu swemu.

Prawosławie od Rzymu daleko, służyło zawsze wszystkim Trzem Osobom, a raczej przez Nie było obsługiwane. PROMIC wydał właśnie przetłumaczone z francuskiego „Modlitwy do Ducha Świętego” Roberta Panneta: mała książeczka za 10 złotych pokazuje także tamte teksty.

PS. Robię coś nieco większego, więc zawieszam blogowanie na cały przyszły tydzień.

08:39, jan.turnau
Link Komentarze (43) »
sobota, 18 maja 2013
Ewangelia Jana 21,25

„Są jeszcze inne, liczne [rzeczy], które uczynił Jezus; gdyby o każdej z nich pisano, [to] uważam, że świat nie zmieściłby napisanych ksiąg.”
Ekumeniczny Przekład Przyjaciół.

To ostatnie zdanie tej ewangelii, ostatnie słowa dopisanego później zakończenia. Skomentuję je tak: gdyby ewangelie były biografiami i to pisanymi dzisiaj, to byłoby tam innych wiadomości mnóstwo. Byłyby to reportaże historyczne, nie dzieła teologiczne - tak, teologiczne raczej niż historyczne. Mamy tylko tyle. Raczej jednak – aż tyle. Chcemy o tak wielkiej postaci wiedzieć wszystko, ale przecież to, co wiemy, wystarczy, by żyć po chrześcijańsku, czyli jak żył On.

08:44, jan.turnau
Link Komentarze (19) »
piątek, 17 maja 2013
Wilki, nie pasterze

Ewangelia Jana 21,17
„Rzekł do niego Jezus: - Paś owce moje.” Powiedział to oczywiście Piotrowi. Jego rola w Kościele pierwotnym była i powinna być w przyszłym zjednoczonym przywódcza, ale przecież nie czyniąca z innych biskupów po prostu papieskich podwładnych. Myślę, że dogadanie się prawosławia z „rzymskim” katolicyzmem jest możliwe, bo Cerkiew nie pojmuje roli biskupów Rzymu jako czysto honorowej. Arcybiskup Jeremiasz przedstawił ją kiedyś w wywiadzie dla KAI trochę jakby na podobieństwo roli marszałka Sejmu.

Mam jednak z kościelnym pasieniem owiec też inne skojarzenia. Papież Franciszek powiedział parę dni temu, że biskupi mają być pasterzami, nie wilkami. Miał na myśli tutaj swoją ideę naczelną: ubóstwo. Prosił o modlitwę za swoich episkopalnych kolegów, by nie poszli drogą bogactwa, próżności. Ale wczoraj powiedział coś, co też dotyczy kościelnych władców: apostoł Paweł był bardzo niewygodny i powinniśmy go naśladować, czyli modlić się do ucha Świętego, by dał nam ”łaskę przeszkadzania w Kościele w sprawach, które są zanadto poukładane”. No właśnie: tacy przeszkadzacze to ci wszyscy, co rewidują eklezjalne obyczaje i sposoby myślenia. Po jakimś czasie okazuje się, że mieli rację, czasem nawet zyskują aureolę świętości, ale co się nacierpią przedtem, to się nacierpią. Oficjalna hagiografia jest tu na ogół skłonna do sporych eufemizmów.

20:11, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
czwartek, 16 maja 2013
Andrzej, męczennik rozłamu

1 List do Koryntian 1,10
„A proszę was, bracia, dla imienia Pana naszego, Jezusa Chrystusa, abyście wszyscy mówili to samo i żeby nie było wśród was rozłamów, ale abyście się wzmocnili w jednym rozumieniu i w jednym myśleniu.”
Ewangelia Jana 17,21
”Aby wszyscy byli jedno, jak Ty, Ojcze, we mnie, a ja w Tobie, aby i oni w nas jedno byli, żeby świat uwierzył, że Ty mnie wysłałeś.”
Ekumeniczny Przekład Przyjaciół.

Mamy teksty o Jedności, albowiem dziś jakieś święto ekumeniczne? Może i rzeczywiście jest to dzień, kiedy trzeba się szczególnie modlić o Jedność, bo jej brak dokonał kiedyś strasznego mordu. Wspominamy dzisiaj bowiem świętego Andrzeja Bobolę, który został zamordowany potwornie przez prawosławnych Kozaków, ponieważ chciał ich nawracać na katolicyzm. Kościół rzymskokatolicki, a więc i dzisiejszy patron uważał wówczas Cerkiew prawosławną za tak daleką od ortodoksji chrześcijańskiej, że zamiast się z nią jednać jak teraz, chciał nawracać jej wiernych na swoje wyznanie. Była to oczywiście postawa wzajemna: prawosławie też miało katolicyzm za paskudną schizmę i herezję.

14:23, jan.turnau
Link Komentarze (18) »
środa, 15 maja 2013
Dawać, dawać, dawać

Dzieje Apostolskie 20,35
”Więcej szczęścia jest w dawaniu aniżeli w braniu.”

Zacytowane przez Pawła szczególne słowa Jezusa. Niejedyne poza ewangeliami w księgach kanoniczych, przecież Paweł cytuje w Dziejach także Jego słowa do niego samego skierowane - ale tylko tamte zawierają ogólną zasadę życia. I to fundamentalną: można rzec, że cały nasz żywot jest pogonią za szczęściem, a tu mamy ogólną nań receptę.

Niełatwo ją stosować. Sporo jest sprawą wrodzonych skłonności: są ludzie opiekuńczy z natury (częściej kobiety niż mężczyźni), innych ona kieruje inaczej. Jednych wychowano na altruistów, innych na egoistów raczej. Niemniej każda humanistyczna etyka daje za wzór spolegliwego opiekuna i żaden taki nie narzeka, że marnuje życie.

19:41, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
wtorek, 14 maja 2013
Najsławniejszy Maciej świata. Kiedy Franciszek stanie się pierwszym?

Dzieje Apostolskie 1,23-26
„Postawiono dwóch: Józefa zwanego Barnabą z przydomkiem Justus i Macieja. I tak się modlili: - Ty, Panie, znasz serca wszystkich, wskaż z tych dwóch jednego, którego wybrałeś, by zajął miejsce w tym posługiwaniu i w apostolstwie, któremu sprzeniewierzył się Judasz, aby pójść swoją drogą. I dali im losy, a los padł na Macieja. I został dołączony do jedenastu apostołów.”

Mógłbym skomentować: po czym słuch o nim zaginął. Ale to zgoła nieprawda. Porównajmy jego los z dolą niektórych z Dwunastu: też o nich wiemy mało co, o Szymonie nie Piotrze ma przykład (nic nie mówi, tyle że istnieje na listach owego sztabu). Ale jeden i drugi przeszli do historii, są wymienieni w najczęstszej lekturze świata! Co więcej, nasz dzisiejszy bohater bywał (oczywiście rzekomym) autorem apokryfów. Któryż inny, późniejszy Maciej może się z nim równać w sławie?

PS. Coś o następcach Szymona Piotra. Jak to jest z ich imionami? Franciszek zaskoczył nie tylko samym imieniem, także brakiem numeracji przy nim. Tłumaczono, że zaczyna się ona dopiero przy drugim papieżu tego imienia. Zajrzałem do moich historii tego urzędu: zgadza się. Mylące jest umieszczanie czasem tam antypapieży bez numeracji, poza tym są rzymskie cyfry tylko wtedy, gdy imię się powtarza, czyli faktycznie dzisiejszy biskup Rzymu stanie się Franciszkiem I dopiero wtedy, gdy jego następca będzie go naśladował w ten formalny sposób.

Oczywiście od imienia ważniejszy styl rządów: oby skromność Argentyńczyka powtarzała się. Chyba tak będzie, bo trudno było pokazać pokorę zamieszkaniem poza pałacem, ale i trudno będzie następcy znowu tam osiąść. Tak jak i nazywania się raczej biskupem Rzymu, nie papieżem (jest zresztą inny w Aleksandrii) niełatwo przyjdzie zaprzestać, a chodzi tu o świętą sprawę ekumeniczną: żeby nie akcentować zwierzchnictwa nad całym Kościołem.

PS. Wczoraj w I Programie TVP sztuka ”Koncert życzeń”, na czasie, bo pierwsze komunie teraz w każdej parafii rzymskokatolickiej. Spektakl pożyteczny ewangelizacyjnie: pokazuje krytycznie nasz katolicyzm zwany socjologicznym, zrośnięty potężnie z obyczajem narodowym, ale (pewnie trochę i dlatego) przeraźliwie powierzchowny. A w ogóle to dobrze, że owe sprawy najważniejsze wyłażą czasem spod bieżącej (pędzącej) polityki, nie ograniczając się do kontrowersyjnych problemów etycznych. Dlatego cieszy mnie też ”Rancho”, szczególnie teraz, gdy tematem są poważne kłopoty proboszcza, coraz mądrzejszego. Podwójna gra Żaka oczywiście genialna.

18:31, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 13 maja 2013
Mówienie przypowieściami. Jak papież Franciszek zwycięża świat? Tak jak biskup Edward: delikatnością

Ewangelia Jana 16,29-22
„Uczniowie rzekli do Jezusa: - Oto teraz mówisz otwarcie i nie opowiadasz żadnej przypowieści. Teraz wiemy, że wszystko wiesz i nie trzeba, aby Cię kto pytał. Dlatego wierzymy, że od Boga wyszedłeś. Odpowiedział im Jezus: - Teraz wierzycie? Oto nadchodzi godzina, a nawet już nadeszła, że się rozproszycie każdy w swoją stronę, a mnie zostawicie samego. Ale ja nie jestem sam, bo Ojciec jest ze mną. To wam powiedziałem, abyście pokój we mnie mieli. Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: jam zwyciężył świat.”
Tłumaczenie Biblii Tysiąclecia przepisane z miesięcznika „OREMUS” Gdy nie podaję, czyj to przekład, zawsze takie jest jego źródło; napisałem już kiedyś o tej mojej zasadzie, teraz ją przypominam.

Przypowieści.... Forma literacka ulubiona przez Wschód, Zachód woli sylogizm. Bo też istotnie jaśniejszy, ale przypowieść ma walor literacki, bierze odbiorcę czasem mocniej. Jezus był człowiekiem Wschodu także w tym swoim zwyczaju retorycznym. Z dzisiejszej perykopy wynika, że posługiwał się przypowieściami także wobec uczniów, nie tylko gdy przemawiał do tłumów, choć z Mt 13,10-16 wynika, iż była to forma przeznaczona raczej dla szerokich mas. Jednak tylko uczniom tłumaczył, o co w przypowieści chodzi (Mk 13,18, Mk 4,14), co zresztą – jak wynika z dzisiejszych wersetów – nie w pełni skutkowało. „Jam zwyciężył świat”: mocne słowa, jakże łatwo je rozumieć wbrew Ewangelii. Chodzi o zwycięstwo duchowe, moralne. 23 bm. ma ukazać się w wydawnictwie Znak rozmowa kardynała Bergoglia z rabinem Abrahamem Skórką, ja już otrzymałem egzemplarz recenzencki i zanim napiszę w „Magazynie Świątecznym”, zanotuję to pierwsze wrażenia. Otóż obecny biskup Rzymu może i jest konserwatystą, ale o różnych kontrowersyjnych sprawach mówi w sposób daleki od myślowej zwycięskości. Przedstawia swoje stanowisko, zresztą często zbieżne z żydowskim, ale nie wybrzydza na inne. Zaraz po konklawe wypomniano mu jego określenie małżeństw homoseksualnych jako pomysł diabelski - otóż w książce słowa są nieporównanie łagodniejsze. Trzeba zresztą powiedzieć, że o szatanie mówi w ogóle bardzo często oraz że ostrość tamtych słów wzięła się być może z oceny osoby pani prezydent Kirchnerowej, która także w oczach dziennikarza „Gazety Wyborczej” Macieja Stasińskiego sympatyczną postacią nie jest. W każdym razie w owej rozmowie książkowej powiada tak: „Religia ma prawo wydawaniu opinii, ponieważ służy ludziom. Jeśli ktoś prosi o radę, mam prawo jej udzielić. Czasem osoba sprawująca posługę religijną zwraca uwagę wiernych na pewne aspekty życia prywatnego czy publicznego, gdyż jest ich przewodnikiem. Nie powinna jednak ingerować w niczyje życie osobiste. Jeśli Bóg dokonując aktu stworzenia podjął ryzyko uczynienia nas wolnymi, to kim jestem ja, żebym miał się wtrącać. Potępiamy nagonkę duchową, którą mamy do czynienia wówczas, kiedy osoba piastująca urząd religijny dyktuje wskazania, normy zachowań, wymagania w taki sposób, że drugi człowiek czuje się pozbawiony wolności. Bóg pozostawił w naszych rękach nawet wolność popełnienia grzechu. Należy bardzo jasno przedstawić wartości, granice, przykazania, ale nagonka duchowa, duszpasterska nie jest dozwolona.” Przypomina mi się postawa naszych biskupów w sprawie in vitro, której trudno nie nazwać nagonką.

Niemniej biskup polski biskupowi nierówny. Koszalińsko-kołobrzeski, ks. Edward Dajczak, kapitalny! Chętnie przedrukowałbym z „Gościa Niedzielnego” cały jego wywiad, zacytuję jednak tylko niektóre akapity (rozmawia Marcin Jakimowicz).

”Główny problem, o który rozbijamy się jako Kościół, to nie parafki, podpisy, pieczątki, ale problem wiary i doświadczenia Pana Boga, którego młodzi nie mają. Szarpiemy się z nimi na pułapie powinności, wymagań, nakazów. Oni chcą to bierzmowanie «zaliczyć» (gdy się zapyta, po co, to zbyt wielu nie potrafi odpowiedzieć, odważniejsi bąkną coś o papierku przed ślubem). Chcą mieć problem z głowy. Zdecydowanie za mało jest tych, którzy motywują bierzmowanie przyjęciem Ducha Świętego. Ten stan musi decydować o treści przygotowania i formach. (...)

Prowadziłem kiedyś akademickie rekolekcje w jednym z dominikańskich ośrodków. Rozdałem młodym ankietę, którą sam przygotowałem. Pytałem o to, co zapamiętali z bierzmowania. Odpowiedzi były porażające. Zostało w nich to, co najbardziej męczące: podpisy, pieczątki, sprawdzanie obecności, zaliczenie. Czyli cała sakramentalna biurokracja. Co mnie zabolało? Oni nie wspominali ani słowem o istocie tego sakramentu! Bierzmowanie jest jak papierek lakmusowy – to faza, w której kończy się etap wiary dziecięcej, a zaczyna wchodzenie w świadome/dojrzałe jej przeżywanie. Młodzi, często bardzo odlegli od osobistego doświadczenia wiary, bywają też przymuszani przez rodziców do przystępowania do bierzmowania. Przychodzą więc zbuntowani do kościoła. W nim wita ich ksiądz rozpoczynający od przedstawienia całej listy zadań i zobowiązań typu: «by przyjąć bierzmowanie, trzeba zaliczyć to i tamto». Falstart! Nawet jeśli ten ksiądz miał dotąd dobre z nimi relacje, od razu ląduje po przeciwnej stronie. (...)

Przestańmy ciągle kruszyć kopie, tupać nogami. Bo temu światu (pojmowanemu według optyki biblijnej) bardzo zależy, by nas – Kościół – wciągnąć w taką walkę. I jeśli się na chwilę «zapomnimy», tak nas w nią zaangażuje, że nie będziemy mieli czasu na głoszenie Ewangelii.”

Jakimowicz powiada dalej: ”Pierwszy tydzień pontyfikatu Franciszka był nieustannym szukaniem haka na papieża z Argentyny”. Biskup odpowiada: ”Jak nie junta, to inne skandale. Gdzie by go dorwać? Na czym przyłapać? Jaka była reakcja Franciszka? Nie przejmował się tym. Robił swoje, czyli wskazywał na Jezusa. Nie bawmy się w odbijanie piłeczki – mówmy światu o zwycięstwie Jezusa, wprowadzajmy ludzi w doświadczenie żywego Boga. Przestańmy się tłuc. Ci z zewnątrz zawsze będą polować, szukać dziury w całym. Nas to powinno mało obchodzić. Od czasu do czasu (nie za często!) trzeba podnieść głowę i powiedzieć: «Nieprawda, gadasz głupoty»...”

Jeszcze nikt nikogo nie nawrócił wymyślaniem, wymaganiem, w ogóle wywyższaniem się. Nie trzeba być wykształconym psychologiem, żeby to zrozumieć: wystarczy trochę Ewangelii. Święta cnota delikatności!

19:47, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
niedziela, 12 maja 2013
Czy Jezus wstąpił na niebiosa?

Dzieje Apostolskie 1,9
„Uniósł się w ich obecności w górę i obłok zabrał im Go sprzed oczu.”

My przetłumaczyliśmy dosłownie: „został uniesiony”, ale to mniejszy problem. Główne są takie: po pierwsze – to nie był jeszcze w Niebie? Gdy powstał z martwych, pozostał na ziemi? Tłumaczy się to tak: wstąpienie w Niebo było po to, żeby unaocznić uczniom Jego wejście do Chwały, które oczywiście dokonało się od razu, i powiedzieć, że przestanie się pojawiać. Po drugie, sprawa owego unaocznienia. Mogło być i tak, że żadne realne uniesienie w górę nie miało miejsca. Jezus po prostu zniknął, ale autor Dziejów przestawił to w taki sposób zakładając, że Bóg jest nad obłokami, aby lepiej zobrazować czytelnikowi owo „uwielbienie” Jezusa. Było jednak zapewne inaczej: sam Bóg unaocznił uczniom ”dosłownie” pośmiertne zwycięstwo Syna, dał im znak zrozumiały w ramach ówczesnej wizji świata.

A to napisano w dzisiejszym przydziale biblijnym i ja skomentowałem to po swojemu, bo w Kościele rzymskokatolickim polskim (jak i np. francuskim) dziś uroczystość Wniebowstąpienia. Przeniesiona z czwartku, bo to dzień powszedni, ludzie odpoczywają po pracy, do świątyń chodzą niechętnie.

20:08, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
sobota, 11 maja 2013
Tajemniczy chrześcijanin Apollos

Dzieje Apostolskie 18,24-28
„A pewien Żyd imieniem Apollos, rodem z Aleksandrii, krasomówca, świetny znawca Pism, przybył do Efezu.
On to, będąc nauczony Drogi Pana i gorejąc duchem, przemawiał i nauczał jak najwierniej o Jezusie, choć znał tylko chrzest Janowy.
On też począł śmiało mówić w synagodze. Usłyszawszy go, Pryscylla i Akwila wzięli go do siebie i dokładniej wyłożyli mu drogę [Bożą].
A ponieważ chciał przejść do Achai, uprzedzając o tym bracia napisali do uczniów, aby go przyjęli. On też, gdy przybył, pomagał wielce tym, którzy dzięki Łasce uwierzyli.
Albowiem mocno przeciwstawiał się Żydom, wykazując publicznie na podstawie Pism, że Chrystusem jest Jezus.”
Ekumeniczny Przekład Przyjaciół.

Imię dzisiejszego intelektualisty pierwotnego Kościoła kojarzy się z bogiem greckim: wystarczy odjąć mu jedną literkę, by nazywał się tak jak potoczny symbol męskiego piękna. Nie wiemy nic o jego urodzie fizycznej, ale psychiczna musiała być wielka. Niestety nie znamy żadnego jego dzieła pisanego (elektronika nie istniała, więc i mówionego): hipoteza Lutra, że to on jest autorem Listu do Hebrajczyków, zwolenników ma wielu, ale kwestia pozostaje otwarta.

Jaki był z kolei sercem, emocjami, jak układał sobie stosunki z ludźmi? Daje do myślenia 1 List do Koryntian (1-4), gdzie Paweł komentuje obszernie podziały w owym Kościele, powiedzenie tamtejszych chrześcijan: „Ja jestem Pawła, ja Apollosa, ja Kefasa, a ja Chrystusa”. Jednak krytyczna przecież „ Encyklopedia biblijna” uważa, że Apollos nie miał z tym nic wspólnego, gdyż po powrocie do Efezu oparł się zachętom Pawła, by ponownie odwiedzić Korynt ( 1 Kor 16,12). Paweł nie napisał nic złego o nim i nic mu nie wytknął, choć przyganił ostro Kefasowi w Liście do Galatów. Jaki był Apollo: bezkonfliktowy, bo mało asertywny, czy zdecydowany, jednak nie znoszący awantur? Piękny temat na apokryf dzisiejszy.

10:03, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
piątek, 10 maja 2013
Trochę historiozofii z teologią do spółki

Dzieje Apostolskie 18,9-18
Kolejny obrazek z akcji apostolskiej Pawła. Żydzi koryntcy go atakują, liczą na poparcie władzy rzymskiej. Ale nowy prokonsul Achai Gallio oświadcza, że ich spór „toczy się o słowa i nazwy, i o wasze Prawo, a nie o jakieś przestępstwo albo zły czyn”, więc to nie jego sprawa. Wówczas „wszyscy Grecy schwyciwszy przewodniczącego synagogi, Sostenesa, bili go przed sądem, lecz Gallio wcale o to nie dbał”. I tak to Kościół staje się wspólnotą byłych pogan, a nie rodaków Jezusa, Dwunastu, samego Pawła.

Przedziwnie potoczyła się historia. Może jednak nie tak nadzwyczajnie: buddyzm ogarnął też przecież sporą część Azji, a nie ojczyste Indie. Ale na tamtych terenach nie pojawili się masowo Hindusi i buddyści nie zaczęli ich prześladować: nie było tam - o ile wiem - żadnej zagłady, także zresztą tamtejszych tubylców. Religia indyjskiego arcymędrca bardziej od mojej tolerancyjna? Nie takie to proste, choć istotnie mało tam wierzeń zwanych dogmatami. Ale buddystom też zdarza się zabijanie innowierców, przede wszystkim jednak zauważmy, że dogmatem podstawowym mojej religii jest krzyż, nie miecz: dogmatem jednak praktycznie ignorowanym przez tyle wieków. A teraz gwałt odciska się gwałtem: chrześcijaństwo stało się religią najczęściej dzisiaj prześladowaną.

Świat liberalny potępia za mało owe zamachy na ludzką wolność, ale przypomniało mi się powiedzenie Benedykta XVI, że najgorsze niebezpieczeństwo dla Kościoła jest wewnątrz niego. Co Franciszek głosi wszem i wobec: wczoraj znów mówił o karierowiczostwie w Kościele. I - gdy o papieżu mowa - wyczytałem gdzieś, że nowy biskup Rzymu nie udziela Komunii wiernym, aby któryś polityk nie zrobił sobie tak z nim zdjęcia, ale to nie tyle ze względu na tych, co wyobrażają sobie inaczej walkę z aborcją, ale przeciw różnym wyzyskiwaczom ekonomicznym. Albowiem są grzechy także tego rodzaju.

15:43, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
czwartek, 09 maja 2013
Świat nie taki straszny. Jeśli zostaniesz księdzem...

Ewangelia Jana 16,20
„Amen, amen, mówię wam: - Wy płakać będziecie i lamentować, a świat będzie się cieszył. Wy będziecie smucić się, ale smutek wasz w radość się obróci.”
Ekumeniczny Przekład Przyjaciół.

Długo drażniło mnie nieustanne kościelne przeciwstawianie Kościoła światu. Myślałem sobie, że wynika z przekonania, iż w świecie pozakościelnym same duchowe ”barachło”. Głównie oczywiście w świecie laickim, gdzie sama „ruja i porubstwo”. A te mianowicie okropności, bo etyka seksualna w Kościele najważniejsza, a ona dzieli najbardziej moralność świecką od religijnej. Podobne wartościowanie nie podobało mi się, ponieważ gubiło z oczu to, co w etyce laickiej mocno akcentowane: sprawy powyżej pasa, szczególnie stosunek do życia narodzonych, sprzeciw wobec wojny i kary śmierci. W takich sprawach świat pozakościelny wyprzedził nas swoją wrażliwością – nie da się ukryć. A w innych też nie zawsze przodujemy, nie zadzierajmy nosa.
Otóż zmieniłem zdanie wraz jakby ze zmianą papieża. Franciszek stale każe nam nie być z tego świata, ale w sensie, w którym go rozumiem. Gdy na przykład mówił o karierowiczostwie „także we wspólnotach chrześcijańskich”, to był mi bliski dlatego, że myślał przecież nie tylko o świeckich, także o księżach.
A świat się cieszy, gdy my płaczemy wtedy, gdy jego krwiożercza część nas prześladuje: komunistyczna, muzułmańska, hinduistyczna. Świat liberalny też nas na ogół nie kocha, ale nie przesadzajmy: w Europie prześladowania chrześcijan, póki co, nie ma. Choć polityczna poprawność ożywiona laicystycznym fundamentalizmem potrafi nieźle dokuczyć.
Lektur ciekawych rój. Ostatni „Tygodnik Powszechny” zajął się seminariami duchownymi. Reportaż Błażeja Strzelczyka, wywiad z biskupem Rysiem, historyczny tekst ks. Jana Kracika i nade wszystko edytorial ks. Adama Bonieckiego, prześwietny. Przepisuję go w całości.
”Informacja sprzed roku. Hiszpańskie portale społecznościowe podbija nietypowa reklama przygotowana przez miejscowy episkopat: »Jeśli zostaniesz księdzem, na pewno nigdy nie stracisz pracy. Zawsze będziesz mieć jej pod dostatkiem. Być może nie będziesz opływał w dostatki, ale za twój trud, jeśli jeszcze nie za życia, to z pewnością po śmierci odpłacą sowicie«.
Młodzieńcze! (Taką inwokacją rozpoczynały się za moich młodych lat tzw. „materiały powołaniowe").
Młodzieńcze, ostrzegam cię:
Jeśli chcesz zostać księdzem, bo cię przeraża świat z bezrobociem, okrutną rywalizacją, walką wszystkich ze wszystkimi...
Jeśli chcesz zostać księdzem, bo tęsknisz za obecnością dobrotliwego, mądrego ojca, którego spodziewasz się znaleźć w osobie księdza biskupa...
Jeśli chcesz zostać księdzem, bo pociąga cię perspektywa życia wśród ludzi złączonych wzniosłymi ideałami braterstwa i solidarności, ludzi wolnych od pychy, od osobistych, wygórowanych ambicji i od podejrzliwości...
Jeśli chcesz zostać księdzem, bo pociąga cię bezpieczeństwo gwarantowane przez wielką, międzynarodową, dobrze działającą organizację, czyli Kościół...
Jeśli chcesz zostać księdzem, bo seminarium wydaje ci się najprostszą drogą wymknięcia się z rodzinnego domu, całej jego mizerii i trosk codziennych...
Jeżeli chcesz zostać księdzem dlatego, że boisz się kobiet, że wątpisz, by któraś mogła cię naprawdę pokochać, a jeśli nawet, to i tak byś nie sprostał jej oczekiwaniom...
Jeśli chcesz zostać księdzem w nadziei, że urząd i strój duchowny zapewnią ci szacunek i życzliwość otoczenia...
Jeśli chcesz zostać księdzem, bo widzisz siebie w roli tego, który poucza innych, gani, chwali i osądza, sam pozostając poza zasięgiem krytyki...
Jeśli chcesz być księdzem, najchętniej misjonarzem w jakimś biednym będziesz mógł - jako silny „z urzędu" - pochylać się nad słabszymi od ciebie, być dla nich kimś wielkim .i ważnym...
Jeśli w stronę kapłaństwa popycha cię (skrywane nawet przed sobą) marzenie o karierze kościelnej, jeśli w marzeniach widzisz siebie w biskupiej mitrze, todze profesorskiej albo na fotelu w dostojnym watykańskim biurze...
...jeśli dlatego chcesz zostać księdzem, to mój drogi Młodzieńcze, mocno puknij się w czoło, nim zapukasz do bram seminarium. Księdzem może zostaniesz, a nawet, być może, twoje marzenia się spełnią, lecz, niestety, ty nie poczujesz się spełniony. Wprost przeciwnie, czeka cię frustracja. Z czasem powiększysz grono księży zgorzkniałych, wiecznie niezadowolonych, rozczarowanych, cierpiących, bo niedocenionych i nie dość kochanych, którzy cierpią widząc sukcesy innych, którzy wszystko i wszystkich zjadliwie krytykują, zawsze przeciwni każdej inicjatywie, która nie jest ich inicjatywą.
Jeśli jednak już jesteś klerykiem czy nawet księdzem, i w oddanym wyżej względzie motywacji odnajdujesz własne skryte myśli - nie uciekaj. Droga do kapłaństwa i droga kapłańska ma swoje etapy. Nawet początkowa motywacja pójścia za Jezusem u samych apostołów nie była najwyższego lotu.
Pierwszy impuls niekoniecznie musi być bardzo głęboki i nadprzyrodzony. Może być ziemski lub „mieszany", nie za bardzo klarowny, nawet dziecinnie śmieszny. Ten pierwszy motyw zwykle bywa zbyt mizerny, by wystarczająco motywował całe dalsze życie. To Duch Święty uczynił wielkich świadków wiary ze strachliwych, słabo rozumiejących Mistrza apostołów.
Ich wkład polegał na tym, że poszli i mimo wszystkich wewnętrznych i zewnętrznych trudności wytrwali. Seminarium dla przygotowujących się do bycia księżmi musi być tym, czym Wieczernik w dniu Zielonych Świąt był dla apostołów: miejscem bardzo radosnym. Gorzej z tymi, którzy nie potrafią się wydostać poza ramy swej pierwszej, pomylonej motywacji.”
Polskie materiały powołaniowe były genialne, hiszpański pomysł sprzed roku zbyt utylitarystyczny. Nasi byli górą, jak agitują teraz?

15:01, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
środa, 08 maja 2013
Miłość absolutna. Stanisław nasz dzisiejszy

List do Rzymian 8,31b–39
„Jeżeli Bóg jest z nami, któż przeciwko nam? On, który nawet własnego Syna nie oszczędził, ale Go za nas wszystkich wydał, jakże miałby wraz z Nim wszystkiego nam nie darować? Któż może wystąpić z oskarżeniami przeciw tym, których Bóg wybrał? Czyż Bóg, który usprawiedliwia? Któż może wydać wyrok potępienia? Czyż Chrystus Jezus, który poniósł za nas śmierć, co więcej, zmartwychwstał, siedzi po prawicy Boga i przyczynia się za nami?” Tłumaczenie Biblii Tysiąclecia.

Bardzo to optymistyczne, krzepiące słowa. Paweł powiada jednak dalej (i dalej EPP): „Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz?” Miłość Boża to nie szczęście doczesne: religia sukcesu to nie chrześcijaństwo, oj, nie. Niemniej przecież nie tylko chrześcijanie uważają za szczęście tak zwane wartości wyższe.

Muszę jednak napisać jeszcze coś o Bożym wybraniu, o którym w tym urywku trochę, więcej poprzednio: „A wiemy, że z tymi, którzy Boga miłują, wszystko współdziała ku dobremu – z tymi, którzy wedle uprzedniego postanowienia są powołani. Tych, których uprzednio poznał i przeznaczył, aby się upodobnili do obrazu Syna Jego, tak aby stał się pierworodnym pośród licznych braci. A których przeznaczył, tych i powołał, tych i usprawiedliwił, a których usprawiedliwił, tych i otoczył chwałą.” Co z tym uprzednim poznaniem i powołaniem? Augustyn i Kalwin posądzali Boga o nieludzkie segregowanie gatunku homines sapientes według własnej arbitralnej woli, nie ich szczerej woli i uczynków. Nie o to tu chodzi. Owszem, Bóg zna przyszłość, wie, kto jaki będzie, rządzi wszystkim, więc odpowiada też jakoś za nasze świństwa (dlatego nie karze piekłem wiecznym), ale w końcu to my sami kujemy swój własny los, On nie robi tego za nas. Na szczęście mało kto z chrześcijan już dziś myśli inaczej. Naszym obrazem Boga coraz częściej jest Ukrzyżowany, czyli miłujący absolutnie.

A dzisiaj o prześladowaniach, bo w polskim kalendarzu św. Stanisław ze Szczepanowa, zamordowany przez króla Bolesława Śmiałego. Sprawa interpretacji owego wydarzenia ciągnie się już niemal tysiąc lat i końca dyskusji nie widać. Zaangażowały się w nią konfliktowo takie siły społeczne, jak hierarchia rzymskokatolicka i świecka nauka historyczna. Widać, co prawda, światełko w tunelu skrajności. Są różne hipotezy niuansujące sprawę jego męczeństwa. Jest nawet taka, wbrew pozorom może nie całkiem absurdalna, że w owym sporze chodziło o liturgię: Stanisław byłby zwolennikiem obrządku słowiańskiego, który Bolesław zwalczał. O wiele prawdopodobniejsze jest jednak, że szło o jakieś sprawy mniej ekumeniczne (tamto przypuszczenie wysunął był wybitny teolog prawosławny ks. Jerzy Klinger). Być może Bolesław nie kierował się wyłącznie urażoną dumą, a Stanisław nie tylko walką z jego okrucieństwem w rozprawianiu się z poddanymi. Zapewne nie była to też walka państwa z Kościołem, bo - jak słusznie zauważył ks. Jan Kracik - król był też „Kościołem", namaszczony sakralnie. Być może trudno biskupa uważać jedynie za „obrońcę chrześcijańskiego ładu moralnego", jak go nazwał Jan Paweł II, ale za zdrajcę nie można również, choć go tak określano za Gallem Anonimem. Jeśli nawet Stanisław spiskował przeciw królowi z jego bratem, to nie był przez to wrogiem ojczyzny, tylko jednego monarchy. No i oczywiście nikogo nie należy mordować. Jest wreszcie hipoteza ks. Henryka Małeckiego, że u podstaw sporu dwóch dostojników leżała Stanisławowa chęć wyzwolenia Kościoła spod władzy świeckich monarchów, którzy w on czas wręcz mianowali biskupów.
Lektury: coś z sensownej hagiografii. Rzecz o świętej Ricie, walczącej kobicie.

Jestem wciąż niedouczony, więc ta sławna postać kojarzyła mi się głównie z profesor Ritą Rasiową z Gdańska, którą z tego miejsca serdecznie pozdrawiam. Aż tu nagle przeczytałem na temat włoskiej patronki książkę Małgorzaty Bilskiej, wydaną przez krakowski WAM. Rzecz nosi tytuł: „Kochaj i walcz. Święta Rita, patronka spraw trudnych i beznadziejnych” i prezentuje osobę bardzo zdecydowaną. Nie, wcale nie bezwolną ofiarę męża okrutnika, za którą uchodziła w legendzie hagiograficznej. Chyba nie był aż tak nieznośny, w każdym razie ona odznaczała się nie lada asertywnością. Doprowadziła do pojednania dwóch rodów włoskich śmiertelnie pokłóconych, jak to bywało w dawnych czasach i miejscach, gdy honor wymagał odpłacenia za każdy mord następnym obowiązkowym morderstwem. Był to zaprawdę cud olbrzymi, kto wie, czy nie większy nawet niż owe liczne, które Bóg czyni za jej przyczyną.

Małgorzata Bilska, której święta Margarita jest patronką, bo Rita to rodzinne zdrobnienie, umieszcza ją na tle dzisiejszego ruchu feministycznego jako jego oczyszczony ze skrajności ideał. Autorka łączy bowiem biografistykę z publicystyką, problemy płci swojej polemicznie traktując. Co do mnie, też mniemam, że za dużo u tych pań agresji (np. u Magdaleny Środy ideologicznego antyklerykalizmu), choć jednak jej nie pochwalam, to jakoś rozumiem: gwałt zwykł się gwałtem odciskać.

Oraz ogłaszam, że dzień świętej Rity to 22 maja, czyli już ino patrzeć.

14:19, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
wtorek, 07 maja 2013
Jest Sens – mimo wszystko. I są mniejszości

Dzieje Apostolskie 16, 22-34
Aresztowanie Pawła i Sylasa oraz ich cudowne zwolnienie: „Nagle powstało silne trzęsienie ziemi, tak że zachwiały się fundamenty więzienia. Natychmiast otwarły się wszystkie drzwi i ze wszystkich opadły kajdany”.
A może nie cud? Ziemia lubi się trząść niestety – choć tutaj jakby na szczęście A może w ogóle to rodzaj midraszu czy raczej biblijnej beletrystyki, czyli nie był to fakt zwany historycznym? Nie czytamy nic o innych skutkach tego kataklizmu, a musiały być przecież tragiczne dla innych ludzi. Dziwne byłoby silne trzęsienie ziemi powodujące tylko taki skutek. Jedno jest pewne: dziwny jest ludzki los. Wygrywamy, czasem nieoczekiwanie, albo nie, gnijemy w ”pace” albo zostajemy uwolnieni. Rozmaitość jest cechą naszej doli, niedoli. Ludzie religijni wierzą jednak, że ślepa Fortuna nie rządzi niczym. Że jest Sens.
PS. Oczywiście Bóg rządzi w sposób niepojęty, szatanowi bez przerwy jakby oddaje pole. Przykład pierwszy z brzegu: jedna z moich miłych komentatorek opowiadała mi, że jechała w weekend autobusem zapełnionym w dużej mierze przez kiboli, którzy śpiewali mniej więcej tak: - Auschwitz, Birkenau, minęły miłe dni, kiedy do gazu Żydzi szli.
Niby to mamy poprawność ekumeniczną: innowierców nie obrażać. Co raz to wypsnie się jednak komuś jakieś serdeczne powiedzonko. A to w „Gazecie Polskiej” Marcin Wolski martwił się wdową po bohaterskim generale Sowińskim. „84-letnia Katarzyna Antonina Sowińska z d. Schroeder nie miała wielu zasług, była bezdzietną luteranką (nie miała nawet ślubu kościelnego ze swoim mężem)”. A to w egzaminie gimnazjalnym przytacza się bez słowa dystansu antyluterański dokument XVI-wieczny. A to szef skądinąd bardzo sympatycznej religii.tv wyraził się bardzo brzydko o mariawitach. A to...
Ale mam też co pochwalić. Adiunkt Uniwersytetu Łódzkiego Andrzej Rykała wydał w swojej uczelni wielką księgę pt. „Mniejszości religijne w Polsce. Geneza, struktury przestrzenne, tło etniczne”. Dzieło różnej scjencji pełne: religioznawczej, historycznej, geograficznej. Na szczęście raczej nie teologicznej: religia to sprawa niezmiernie skomplikowana, streszczenie grozi strasznym uproszczeniem. Zauważyłem parę nieścisłości, członkowie „odnośnych” wspólnot spostrzegą pewnie więcej, ale chyba nie poczują się urażeni, raczej uradowani, że ktoś zauważył ich obecność. Wszystkich od A do Z. Od adwentystów, rozsławionych jak nigdy przez genialną śpiewaczkę Annę German, do zielonoświątkowców, do których należy przyjaciel mój pastor Mieczysław Kwiecień. Nimi wszystkimi jest polska chata bogata.
PS. Marcin Wolski zauważa łaskawie, że generałowa Sowińska „zajmowała się działalnością charytatywną”. Owszem, profesor Karol Karski wspomógł mnie informacją z książki Jadwigi i Eugeniusza Szulców pt. ”Cmentarz ewangelicko-reformowany w Warszawie”. Czytamy tam o Sowińskiej m.in., że ”w październiku 1831 została wybrana główną opiekunką Związku Dobroczynności Patriotycznej i w jej mieszkaniu odbywały się cotygodniowe zebrania. W 1832 władze rosyjskie wszczęły śledztwo w sprawie działalności ZDP, została wówczas aresztowana i osadzona w łomżyńskim klasztorze. Jednym powodów aresztowania miało być m.in. to, że swoje folwarki Wierzbno i Wyglądów rozparcelowała wśród włościan.” Cóż, kiedy bezdzietna luteranka...
PS. Ma w zasadzie rację Joanna Szczepkowska, gdy w ”Wysokich Obcasach” sprzed tygodnia twierdzi, że nazwać papieża penisem równie brzydko, jak tak samo rabina, a przecież gdyby określono tak tego drugiego, byłby krzyk nie lada. A jednak w Polsce rzymskokatolickiej innowiercy powinni być pod większą ochroną, tak jak dzieci pod większą niż dorośli. Bo mniej ich i przez to słabsi. Amen!

17:07, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 06 maja 2013
Filip nie z konopi i Jakub może potrójny. Książki o Żydach, chrześcijanach, muzułmanach...

1 List do Korytian 15,1
”Potem ukazał się Jakubowi, później wszystkim apostołom”
Ewangelia Jana 14, 8-9
„Rzekł do Niego Filip: - Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy. Odpowiedział Mu Jezus: - Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze mnie nie poznałeś? Kto mnie zobaczył, zobaczył także Ojca. Dlaczego więc mówisz: pokaż nam Ojca?”

Dziś teksty takowe, bo mamy święto rzymskokatolickie dwóch apostołów naraz - Filipa i Jakuba. Mają swój dzień pospołu, tak jak Szymon i Juda Tadeusz 28 października. W Ewangelii Jana Filip pojawia się zaraz w pierwszym rozdziale, gdzie jest powiedziane, że Jezus go spotkał (czy raczej „znalazł"), wybierając się z Judei do Galilei. Pochodził z tej samej galilejskiej Betsaidy co Piotr i Andrzej, może kręcił się wtedy blisko nich, wcześniej powołanych przez Mistrza. Jest oczywiście na listach apostołów u tak zwanych synoptyków (trzech pierwszych ewangelistów), poza tym wyłącznie u Jana. Przypisano tam Filipowi praktyczną uwagę, że nakarmienie tłumów kosztowałoby wiele pieniędzy (J 6,7). Podobnie jak apostoł Andrzej imię miał greckie, mógł mieć bliskie kontakty z Grekami, ponieważ jego właśnie poprosili, by ich skontaktował z Jezusem (J 12,20-22). A podczas Ostatniej Wieczerzy dialoguje z Mistrzem, jak w dzisiejszym tekście. Jest tu nam bliski, bo z naszym poznaniem Jezusa też nie najlepiej.

O majowym apostole Jakubie wiemy bardzo mało, chyba tylko tyle, że był synem Alfeusza i nie trzeba go mylić z jego imiennikiem, synem Zebedeusza, bratem sławnego apostoła Jana, któremu przypisuje się czwartą Ewangelię. Napisałem „chyba", bo w ogóle nie bardzo wiadomo, któż to ten patron dzisiejszy. Tradycja decydująca o kalendarzu uważa bowiem za jedną osobę aż trzech ewangelijnych Jakubów, bibliści dzisiejsi kwestionują natomiast raczej tę syntezę personalną. Albowiem mamy owego apostoła, ale także jakiegoś Jakuba Mniejszego („Małego", „Młodszego"?), wspomnianego w Ewangelii Marka (15,40) jako syna jakiejś Marii, oraz Jakuba, brata Pańskiego, o którym w dzisiejszym tekście Pawła.

Nie miejsce tutaj na referowanie całego sporu uczonych biblistów o to, czy ów filar pierwotnego Kościoła, przywódca konserwatywnego nurtu w powstającej wspólnocie, domniemany autor księgi biblijnej, należał rzeczywiście do grona Dwunastu. Z tekstu Ewangelii wynika raczej, że bracia Jezusa nie wierzyli w Niego (J 7,3¬5), zatem ten Jego brat nie mógł należeć do Dwunastu, ponieważ uwierzył w Niego - podobnie jak cała czwórka braci (wymienia ich imiona Mateusz 13,55 i Marek 6,3 - dopiero po Zmartwychwstaniu. Dodam tylko, że stopień pokrewieństwa owych braci z Jezusem jest przedmiotem dyskusji międzywyznaniowej: według protestantów mogli być to synowie Józefa i Marii, urodzeni z ich już normalnego związku po Jezusie, według katolików natomiast tak nazywa się w Ewangeliach synów Józefa z pierwszego małżeństwa albo jakichś Jezusowych kuzynów. Trzeba bowiem wiedzieć, że w Biblii słowo „brat" bynajmniej nie oznaczało najbliższego krewnego, mogło znaczyć tylko kuzynostwo, a nawet jedynie bliskość duchową, co zresztą i dzisiaj się zdarza.

Zatem dzisiejsi solenizanci muszą żyć w niepewności, kto jest w istocie ich patronem. Myślę jednak, że sobie z tą niepewnością jakoś poradzą.

Lektury.
Dzisiejsi święci byli niewątpliwie Żydami, a ja sobie przeczytałem o Żydach dzisiejszych. W pewnej książce, gdzie jest też o chrześcijanach i muzułmanach.
Jest miesięcznik „Znak”, jest Wydawnictwo Znak i jest Fundacja Kultury Chrześcijańskiej Znak. Tej trzeciej szefuje Stefan Wilkanowicz, były redaktor naczelny miesięcznika, który po rezygnacji z tamtej funkcji założył ową fundację. Ta z kolei zrodziła Forum: Żydzi-Chrześcijanie-Muzułmanie, zajmujące się dialogiem trzech religii zwanych abrahamowymi, ponieważ owego patriarchę nad patriarchami mają wspólnie za swojego przodka. Otóż Forum owo opublikowało właśnie wybór tekstów (drukowanych już dawniej albo i nie) na temat owych trzech wielkich wspólnot duchowych. 75 niedługich na ogół artykułów (autorów 29), o których autorka wyboru i bardzo częsta ich autorka Anna Pawlikowska napisała tak: „Wszystkie dotyczą spraw istotnych, co jednak nie oznacza, że wszystkie sprawy, które uznajemy za istotne, zostały w nich poruszone. Nie ma tu jednorodności, bo nie ma jej też w Forum; dyskurs naukowy spotyka się z publicystyką, recenzje książek przeplatane są wywiadami. Jest to zatem raczej swobodna impresja złożona z artykułów, które po prostu dobrze i ciekawie się czyta.” Naprawdę ciekawie.
Rzecz została podzielona cztery części: „Żydzi”, „Chrześcijanie”, „Muzułmanie”, „Dialog”, a każda na rozdziały: „Religia”, „Historia”, „Dzień dzisiejszy”, „Ludzie” (tylko zamiast religii dialogu są doń inspiracje). Verba docent, exempla trahunt, podam zatem przykładów trochę.
Małgorzata Urszula Fortuna pisze o szabacie i jego znaczeniu dla współczesnego człowieka, Anna Pawlikowska o Żydach polskich i Konstytucji 3 Maja, ks. Michał Czajkowski o uniwersalnym przesłaniu Szoah, a człowiek to Jan Brzechwa. O szabacie chrześcijańskim wypowiada się Anna Pawlikowska, „Najkrótszy program dla Kościoła” napisał Stefan Wilkanowicz, on też zamieścił świetną modlitwę chrześcijańską na Wielki Post, a chrześcijanie to na przykład Martin de Porres, ciemnoskóry dominikanin peruwiański urodzony w 1579 r.
„Islam religią pokoju” – Iza Melika Czechowska, „Paradoks Awerroesa” – Anna Pawlikowska.
W dziale dialogowym najwięcej napisał sam Wilkanowicz, symbol dialogu chodzący, zrobił też parę wywiadów. Tomasz Ponikło o ks. Grzegorzu Pawłowskim, Anna Pawlikowska o innym Żydzie, Polaku, księdzu – Romualdzie Jakubie Wekslerze-Waszkinelu, Zbigniew Nosowski o granatowym policjancie Bronisławie Marchlewiczu, Sprawiedliwym wśród Narodów Świata. Zaznaczę, że ”Forumowi” ludzie są rozmaici duchowo: wśród chrześcijan jest działający w Watykanie agent III Rzeszy biskup Alois Hudal. No i Irlandczyk Andrew Madden, który odszedł z Kościoła zgorszony jego przeraźliwą tolerancją dla pedofilii.

Książka – silva rerum, ale rzeczy poruszających. Naprawdę nie postępowo-katolicka piła, tylko dobra publicystka! Jakże wiele wciąż trzeba jej na temat dialogu religijnego. Problem religijnych mniejszości wciąż widać u nas tak, jakby nie było w największym Kościele chrześcijańskim, w Polsce absolutnie dominującym – ekumenicznego przełomu. O tym jednak już nie dzisiaj, pewnie jutro.

A tu tylko jeszcze wiadomość o innej książce: o studium pt. ”Żydzi w Zamościu i na Zamojszczyźnie. Historia-kultura-literatura”. Redakcja: Weronika Litwin, Monika Szabłowska-Zaręba, Sławomir Jacek Żurek. Wydawca: Towarzystwo Naukowe KUL. Jest to już czwarty tom będący dziełem Pracowni Literatury Polsko-Żydowskiej KUL pod red. prof. dr hab. Sławomira J. Żurka. Pracowni oczywiście dzielnej wielorako: pracowitej i odważnej!

17:18, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
niedziela, 05 maja 2013
Duch Święty i my

Dzieje Apostolskie 15,28
”Spodobało się bowiem Duchowi Świętemu i nam, aby żadnego większego ciężaru na was nie wkładać oprócz tego, co konieczne”.
Ekumeniczny Przekład Przyjaciół.

Czytamy dalej o zakazach, które prapierwszy sobór podtrzymał, a ja myślę sobie o tym trochę zabawnym dualizmie: Duch Święty i my... Na ogół nie ustawiamy się z Bogiem w jednym szeregu. Chwalę jednak otwarte przekonanie, że to, co postanowiliśmy, jest zgodne z wolą Bożą. Obronę swojej decyzji, potrzebną, bo była rewolucyjna.
Co dziś podpowie mojemu Kościołowi Duch Oświeciciel? Już podszepnął Franciszkowi antybogackość w stylu tamtego Biedaczyny, wielu z nas czeka na więcej.

08:09, jan.turnau
Link Komentarze (13) »
sobota, 04 maja 2013
Paweł bardzo rozważny. Książki Agory i miesięcznik ”Oremus”

Dzieje Apostolskie 16,1-3
[Paweł] przybył także do Derbe i Listry. A był tam uczeń pewien imieniem Tymoteusz, syn Żydówki, która uwierzyła, i ojca Greka.
Miał on świadectwo od braci z Listry i Ikonium.
Paweł chciał go wziąć ze sobą w drogę i obrzezał go ze względu na Żydów, którzy byli w tamtych stronach; wszyscy bowiem wiedzieli, że jego ojciec był Grekiem.”
Ekumeniczny Przekład Przyjaciół.

Widzimy tu Pawła jakby od innej strony. On, zapaleniec, zadziałał tu bardzo taktycznie. Tak bardzo, że tłumaczony z języka niemieckiego przez katolickie wydawnictwo ”Jedność” w Kielcach ”Nowy leksykon biblijny” twierdzi, iż jest to w świetle poglądów apostoła zapisanych w Liście do Galatów historycznie nieprawdopodobne. Nie jest, nawiasem mówiąc, całkiem jasne, co miała tu do rzeczy powszechna wiedza, że ojciec Tymoteusza był Grekiem: a jak by był Żydem, to by chłopak podpadał mniej swoim nieobrzezaniem? Może podejrzewano niesłusznie, że ojciec zabraniał tej czynności, i chodziło Pawłowi o jego reputację jako człowieka tolerancyjnego? Wracam w każdym razie do Pawła: co tu nim kierowało? . Szczególna troska o młodego człowieka, jego duchowego synka? A może Paweł zawsze był taki: bardzo odważny, ale i bardzo rozważny, roztropny, gdy trzeba - ostrożny. Po prostu mądry.

Lektury: dwie książki Wydawnictwa Agora. Najpierw mój wstępik do zrobionego przez Aleksandrę Klich-Siewiorek wyboru drukowanych w prasie polskiej tekstów ks. Tomasza Halika pt. ”Hurra, nie jestem Bogiem!”.
Myśl księdza Halika urzeka mnie od dawna, odkąd przed laty zaczęto go tłumaczyć w naszej prasie. Urzeka nie tylko mnie, bo publikacji przybywało, zaczęły pojawiać się książki, mnożyły się dalej przedruki mniejszych tekstów. Dobrze, że ukazuje się ich zbiór książkowy, wydaje mi się, że tego autora nigdy dosyć. Nie znam innego, który by równie śmiało pisał o religijnej wierze i niewierze. Który by równie roztropnie dialogował o sprawach religijnych z człowiekiem dwudziestego pierwszego stulecia.
Przede wszystkim na swój warsztat bierze kogoś uważającego się za katolika. Traktuje go nieraz złośliwie. Pisze o takich, co to ”gdy tylko spotkają się w wierze z czymś bardziej skomplikowanym, uważają, że widzą diabła”. Albowiem ”od powierzchownej, miałkiej religii droga wiedzie wyłącznie do coraz większego bagna albo na wyschnięty ląd, ale nie na głębię”. Albowiem istnieje ”błogosławiona wątpliwość, która otwiera drzwi do wiary. (...) Wiara i wątpliwość nie są po prostu przeciwieństwami, jak się to wydaje przy powierzchownym i zewnętrznym spojrzeniu. To dwie równoległe odpowiedzi na dwuznaczność Bożej obecności w świecie, na paradoks bliskości i oddalenia, intymności i nieprzeniknioności”.
Gdy jednak intelektualista katolicki tak mozolnie zasypuje przepaść między wiarą i niewiarą, teizmem i ateizmem, gdy podważa myślowe pewności, gdy atakuje zarozumialstwo religijne ludzi wierzących, wydawać by się mogło, że tylko burzy, że zlaicyzowanemu światu zachodniemu wciąż kłania się w pas. Krytycyzm księdza Halika jest jednak obrotowy: ”Gdyby chrześcijaństwo odwróciło się plecami od współczesności, wpadłoby w bigoterię i fundamentalizm religijny. I gdyby na odwrót świeckość chciała się odwrócić od chrześcijaństwa, sama stałyby się nietolerancyjną pseudoreligią”.
Nie, autor nie burzy wiary religijnej, przeciwnie, umacnia ją, ale przez oczyszczanie: poleruje ją, aby zaczęła naprawdę błyszczeć Ewangelią.
”Trzeba tracić wiarę
urzędową, nadętą
zadzierającą nosa do góry
asekurującą
głoszoną stąd dotąd
żeby odnaleźć tę jedyną
wciąż jak węgiel jeszcze zielony
tę która jest po prostu spotkaniem po ciemku
kiedy niepewność staje się pewnością
prawdziwą wiarę bo całkiem nie do wiary”.
To już, co prawda, inny ksiądz: Jan Twardowski.

A teraz o książce Grzegorza Polaka. Znawca wszystkich spraw kościelnych zabłysnął tym razem wiedzą sanktuaryjną: opracował przewodnik po świętych miejscach różnych wyznań i religii w Polsce. Różnych – albowiem Polak katolik jest ekumenistą niezłomnym.
Mamy zatem sanktuariów wyznania wielkiego prawie sto. Moc takich, o których zwykły wierny nigdy nie słyszał: na przykład w Pacanowie jest nie tylko bajkowa kuźnia dla kóz, także sanktuarium Pana Jezusa Konającego. Nie słyszał też o niektórych świętych miejscach prawosławnych i protestanckich, żydowskich i muzułmańskich. Tam termin „sanktuarium” nie jest używany, ale sakralny jest przecież na przykład Kościół Górski Naszego Zbawiciela, czyli świątynia luterańska Wang w Karpaczu. (Kiedyś trzeba było mówić, że jest w Bierutowicach, Bierutów istnieje na Dolnym Śląsku dalej).
W tymże rejonie mamy też inny rarytasik: Sanktuarium Ekumeniczne we wsi Bukówek, w byłej świątyni luterańskiej! Brawo! A mi wstyd: wychowałem się na tymże Śląsku, jeżdżę do Cieplic co roku, jestem „starszym ekumenistą” w warszawskim KIK-u i „Buncie Młodych Duchem”, a o Bukówku nie wiedziałem. Autorowi przewodnika Bóg zapłać!

Na koniec inne wydawnictwo. Święte są świątynie, ale też oczywiście Biblia. Czyta się Pismo w kościołach, a pomaga w tym wydawany przez mariański ”Promic” miesięcznik „Oremus”, który w dwustu już swoich kolejnych zeszytach polecane przez mój Kościół teksty biblijne pracowicie publikuje, ogromnie mi w blogowaniu pomagając. Dwóch tysięcy numerów życzę!

08:30, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
piątek, 03 maja 2013
Maria z Nazaretu, Królowa Korony i Litwy

Księga Apokalipsy 12,1
„I znak wielki ukazał się na niebie: Niewiasta obleczona w słońce, a księżyc pod jej stopami i na głowie jej wieniec z gwiazd dwunastu.”

Dziś u nas katolicka uroczystość Najświętszej Maryi Panny, Królowej Polski. Nie napisałem: rzymskokatolicka, bo świętują dziś także maryjnie inne Kościoły należące do rodziny katolickiej: polskokatolicki i starokatolicki mariawitów ( a pewnie także felicjanowski: katolicki mariawitów).

W mojej wspólnocie czyta się dzisiaj z Księgi Apokalipsy o niewieście udekorowanej wspaniale ciałami niebieskimi: to źródło sławnego wizerunku matki Jezusa, jak i pomysłu, by herbem Unii Europejskiej było gwiazd dwanaście. Tak, jest to pomysł pachnący religią, bo też twórcy Unii byli bardzo wierzącymi katolikami (a i dzisiaj nie sami są tam przecież masoni). Wszelako o Marii z Nazaretu mówi tu na pewno tajemnicza księga? Uczeni w Piśmie powątpiewają: chodzi tu raczej o cały Kościół, a nawet i o cały Izrael. Tyle tylko że matka Jezusa symbolizuje jakoś obie społeczności.

Następny problem: skromniutka dziewczyna, potem kobieta galilejska wywyższona tak bardzo, wręcz astronomicznie? Jakie są podstawy biblijne dla takiej teologii, zresztą królującej właśnie w dzisiejszej uroczystości? Przypomnę, co jest o Maryi w Piśmie Świętym. Najwięcej napisał o niej w swej ewangelii Łukasz. W sławnym jej hymnie „Magnificat” są takie słowa o Bogu: „Strąca możnych z tronu i wywyższa poniżonych. Złaknionych napełnia dobrami, a bogaczy z pustymi rękami odsyła.” Potężne obrazy. Co prawda, niektórzy bibliści wątpią, jakoby pochodziły z ust samej Marii, raczej to teologia ewangelisty, który losem różnych biedaków przejmował się szczególnie. Na pewno jednak teologia owa pasuje do doli dziewczyny galilejskiej, która sama majętną nie była i różnice klasowe nie mogły jej radować. Chyba nie była poza tym zahukaną służką. Wychowała przecież proroka nad prorokami. A w ewangelii Jana jest po swojemu władcza, gdy nalega na Jezusa, by zadbał o napój weselny.

A jeżeli nawet Maryja jest królową, to czemu właśnie w Rzeczpospolitej Polskiej, nie w bardziej własnej izraelskiej ojczyźnie? Ano temu, że jej królowanie także nad Wisłą, nie tylko nad Jordanem to nie nasza polska polityka, ale poezja. Styl bardzo stary, ale jary, w każdym razie każdego 3 maja: „Ale nie depczcie przeszłości ołtarzy, choć sami macie doskonalsze wznieść”...

PS. Kiedyś nosiła nawet imię: Królowa Korony Polskiej. Dlatego, że jej obrazy zdobione są monarszymi znakami? Nie, jest to sprawa historyczno-polityczna. Ongiś Rzeczpospolita Obojga Narodów (monarchia skąinąd) składała się z dwóch państw: Litwy (książęcej) i Korony (polskiej). Maryja czczona na Jasnej Górze, a także w Ostrej Bramie. Maryja Królowa Polski i Litwy niech oba narody łączy także dzisiaj: niech się modli za nami, nieznośnymi kłótnikami!

08:42, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
czwartek, 02 maja 2013
Jarzma żydowskie, jarzma katolickie

Dzieje Apostolskie 15,7-21
Sobór najpierwszy. Paweł i Barnaba opowiadają, „jak wielkich cudów i znaków dokonał Bóg przez nich wśród pogan”, a przedtem jeszcze Piotr wygłasza mowę zasadniczą. Powiada, że Bóg go wybrał do głoszenia Ewangelii poganom (potem dopiero przekazał pałeczkę Pawłowi), i nie stwierdza różnicy między Żydami a nimi: i nas, i ich oczyszcza wiara i zbawia łaska. Wkładanie na uczniów jarzma, „którego ani ojcowie nasi, ani my sami nie mieliśmy siły dźwigać”, jest „wystawianiem Boga na próbę”. Szalę pewnie przeważył Jakub, wokół którego i później skupiali się konserwatyści. Argumentuje ciekawie: powołując się na proroków Amosa i Izajasza, mówi o „odbudowaniu domu Jakuba, który znajduje się w upadku” i uznaniu jedynego Boga przez wszystkie narody - czyli jakby antycypuje klęskę świątynnego judaizmu. Zakazy gastronomiczne dotyczą odtąd tylko pokarmów ofiarowanych bożkom, powstałych z uduszenia, samej krwi i nierządu (zapewne sakralnego). Nakaz obrzezywania pogan niesłuszny również.

Znowu myślę o jarzmach chrześcijańskich, katolickich tylko raczej. Pewnie, że są innej natury, ale na przykład zakaz rozwodów (przy jednoczesnym zresztą stwierdzaniu nieważności małżeństwa, pachnącym mi jakimś dziwnym jurydyzmem) powinien być rozpatrzony na nowo. Podobno jednak myśli o tym Franciszek.

PS. Sygnał bibliograficzny: trzy książki Wydawnictwa PROMIC. Ks. Maciej Zachara: ”Msza święta. Liturgiczne ABC” - rzecz bardzo potrzebna wciąż! Joël Pralong: ”Pokochać samego siebie” (tlumaczyła Dorota Samsel) - czyli jak wytrzymywać z sobą samym... I naprawdę kieszonkowy ”Modlitewnik. Ojcze, powierzam się Tobie” - może coś na pierwszą Komunię. 

08:08, jan.turnau
Link Komentarze (15) »
środa, 01 maja 2013
Czas śmiałych decyzji

Dzieje Apostolskie 15,1-6
Młodziutki Kościół staje przed wielkim problemem wewnętrznym: obrzezywać czy nie? Niepojęty dla innych kultur znak na ciele zostaje podany w wątpliwość „Zebrali się apostołowie i starsi [prezbiterzy], aby rozpatrzyć tę sprawę.” Wiadomo, jaką decyzję podjęli. Nie była to kwestia etyki seksualnej, ale znak był w miejscu kojarzącym się z nią nie przypadkiem: na narzędziu płodności.

Sprawy podobnego rodzaju dojrzały także dzisiaj do głębokiego rozpatrzenia. Owszem, mamy inwazję seksu, owszem, kultura liberalna na za wiele tutaj pozwala (tutaj, bo przecież w innych sprawach była wrażliwa wcześniej niż chrześcijaństwo: kara śmierci, różne zwyczaje zabijania tych narodzonych). Czy jednak rygoryzm katolicki musi być dogmatem etycznym tego wyznania (bo już nie protestantów przecież)? Czy odważny papież Franciszek ominie owe problemy? Poprzestanie na reformie Kurii, w ogóle reformie moralnej duchowieństwa, na odbogaceniu swojego Kościoła? Dokąd go zaprowadzi skłonność ekumeniczna: czego się nauczy od innych wyznań (nawet i prawosławni dopuszczają rozwody)? Niech żywi nie tracą nadziei.

09:50, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
 
1 , 2
Archiwum