Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
czwartek, 31 maja 2007
Niewiasta mężna
Ewangelia Łukasza 1, 29-56

Dziś święto Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny. Kiedyś wypadało 2 lipca, przeniesiono je na koniec maja. Wspominamy opisane tylko przez Łukasza odwiedziny matki Jezusa u matki Jana Chrzciciela Elżbiety. Obie nosiły pod swymi sercami wielkich proroków, obu poczęły w sposób niezwykły, bo Elżbieta była już bardzo sędziwa. Ze zdania Łukaszowego: „poruszyło się z radości dzieciątko w łonie moim" niektórzy teologowie wnioskują nie tylko, że Jan już wtedy - to cud oczywiście - zareagował na spotkanie z Jezusem, ale że był w takim razie wolny od skazy wrodzonej zwanej grzechem pierworodnym. Co wnioskuje się jeszcze bardziej z poprzedniego wersetu tej ewangelii, gdzie anioł Pański powiada ojcu Jana Zachariaszowi, że jego syn już w łonie matki zostanie napełniony Duchem Świętym. Tak czy inaczej mój patron, jak wciąż chwalę się, był postacią kolosalną duchowo. Ktoś nawet w prawosławiu sugerował, że większą niż Maria z Nazaretu.

Ale ona też nie była zgoła kurką domową. Dzisiejsza perykopa zawiera przesławny hymn rewolucyjny Magnificat. Autorstwo Maryjne tekstu jest mocno wątpliwe, co można wyczytać także z przypisu w Biblii Jerozolimskiej, ale jeśli Łukasz włożył ten hymn w usta Marii, to chyba taki był jej image w jednym ze środowisk pierwszych chrześcijan i on z czegoś wynikał. Myślę, że matka Jezusa była wielką indywidualnością. Genetyka nie twierdzi oczywiście, że syn zawsze wdaje się w matkę, ale przecież nieraz tak bywa. Może pełna była wielkiego proroczego ducha?
18:05, jan.turnau
Link Komentarze (21) »
środa, 30 maja 2007
Być niewolnikiem
Ewangelia Marka 10,32-45

Zadziwiająca opowieść. Wynika z niej, że Jezus miał spore trudności z wychowaniem swojego sztabu apostolskiego. Jakub i Jan, uczniowie, których wyróżniał, zabierał ze sobą, gdy chciał być prawie sam, występują do Niego z prośbą, żeby było im jeszcze lepiej: niech gdy zwycięży, usadzi ich na miejscu najpocześniejszym, po swej prawicy i lewicy. Co za zarozumialstwo! Samo to jeszcze nie takie dziwne, pycha ludzka rzecz - ale że taka opowieść znalazła się w Ewangelii! Zaprawdę jest Biblia zaprzeczeniem hagiografii, czyli upiększania historii.

No i co im Jezus odpowiedział? „Wiecie, że ci, którzy uchodzą za władców narodów, uciskają je, a ich wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie między nami. Lecz kto by między wami chciał stać się wielkim, niech będzie sługą waszym. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem wszystkich".

I tak było potem w Kościele przez wieki? Jaki jest Kościół, każdy widzi, nie będę ściemniał. Choć widzę także blaski.
23:10, jan.turnau
Link Komentarze (15) »
wtorek, 29 maja 2007
Porzucają wszystko
Ewangelia Marka 10,29-30

„Zaprawdę powiadam wam: nikt nie opuszcza domu, braci, sióstr, matki, ojca, dzieci i pól z powodu mnie i z powodu Ewangelii, żeby nie otrzymał stokroć więcej teraz, w tym czasie, domów, braci, sióstr, matek, dzieci i pól wśród prześladowań, a życia wiecznego w czasie przyszłym."

Porzucają wszystko: sam seks to w tym przypadku fraszka, jeśli pojmować go tylko jako sporą przyjemność. Asceza celibatariusza polega oczywiście na wyrzeczeniu o wiele większym, czego seks jest tylko symbolem: intymności. Otrzymują braci, gdy zostają zakonnikami? Niby tak, ale naprawdę w klasztorach straszy samotność starych kawalerów, zbyt zajętych sobą, by uznali braci zakonnych za własną rodzinę. Prześladowania? Niby nie w Polsce, gdzie pewien zakonnik ciągnie za sznurki polityki, naprawdę jednak niełatwo żyć duchownym, którzy pojmują Kościół inaczej niż Radio Maryja, niż lwia część stanu księżego.

W drugim członie Chrystusowego zapewnienia, tego o nagrodzie, nie ma słowa „ojciec". Oczywiście porzuciwszy wszystko celibatariusz ma tym bardziej Ojca, ale może Markowa wypustka jest niechcący realistyczna: niełatwo także wtedy pamiętać, że ma się Go na wysokościach.
16:33, jan.turnau
Link Komentarze (49) »
poniedziałek, 28 maja 2007
Dobre wino

Ewangelia Jana 2,10

„Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze. Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory."

Dziś drugi dzień Zielonych Świątek, który od Soboru Watykańskiego II jest w Kościele rzymskokatolickim świętem Marii Matki Kościoła. Proponuje się do czytania dwie opowieści z Ewangelii przypisywanej Janowi apostołowi: albo relację o wydarzeniu pod krzyżem, kiedy to Jezus czyni Maryję matką tego ukochanego ucznia, albo opowieść o cudzie w Kanie Galilejskiej, czyli o macierzyńskiej trosce Jego matki, by weselnikom nie zabrakło wina. W tej drugiej perykopie jest to zdziwienie gospodarza wesela, że pan młody nie zastosował taktyki gastronomicznej. A może Jezus zachowuje najlepsze wino na spotkanie z nami w niebie, gdy zabraknie zwykłych radości?

21:39, jan.turnau
Link Komentarze (26) »
niedziela, 27 maja 2007
Święto języków

Księga Rodzaju 11,1-9

Wielka uroczystość Zesłania Ducha Świętego.

Na apostołów zstąpił jako szum gwałtownego wiatru (wiatr i duch to w grece jedno słowo pneuma - tchnienie, dech) i jako język ognia nad każdym z nich. I zaczęli mówić obcymi językami, tak jakoś, że każdy ze zgromadzonych tłumów słyszał swój język.

Podczas mszy wigilijnej w wieczór sobotni czyta się z Biblii swoisty kontrapunkt: opowieść o wieży Babel. Niech będzie tutaj w nowym żydowskim tłumaczeniu Tory (Pardes Lauder).

„Cała ziemia miała jeden język i jednakowe pojęcia. Podczas swojej wędrówki ze wschodu znaleźli dolinę w ziemi Szinar i osiedli tam. Powiedzieli jeden do drugiego - Wyróbmy cegły i wypalmy je w ogniu. I cegły [służyły] im jako kamień, a smoła [służyła] im jako zaprawa. I powiedzieli: - Zbudujmy sobie miasto i wieżę, której szczyt będzie w niebie. Uczyńmy sobie imię, żebyśmy nie byli rozproszeni po całej ziemi. Bóg objawił się, aby zobaczyć to miasto i tę wieżę, którą wybudowali ludzie. I powiedział Bóg: - Są jednym narodem, o jednym języku i tak zaczęli postępować. Więc teraz nie powstrzymują się od niczego, co zamierzają uczynić. Zejdźmy i pomieszajmy tam ich języki, aby jeden nie rozumiał języka drugiego. Rozproszył ich Bóg stamtąd po całej ziemi i przerwali budowę miasta. Dlatego [miasto] nazwano Bawel, bo tam pomieszał Bóg język całej ziemi i stamtąd rozproszył ich Bóg po całej ziemi".

Niestety języki chrześcijan są dzisiaj różne nie tylko lingwistycznie: mowa ich nazbyt różna teologicznie.

23:24, jan.turnau
Link Komentarze (36) »
sobota, 26 maja 2007
Zakończenie

Ewangelia Jana 21,25

„Jest ponadto wiele innych rzeczy, których Jezus dokonał, a które, gdyby je szczegółowo opisać, to sądzę, że cały świat nie pomieściłby ksiąg, które by trzeba napisać."

Zakończenie czwartej Ewangelii. Cały ten rozdział został zdaniem biblistów napisany przez kogoś innego. Ale to ostatnie zdanie jest jeszcze wyraźniej dopiskiem: poprzednie zamyka opowieść. I dopisek jest jakby w innym stylu: brak w nim konkretności ewangelii. Oraz myślę sobie, że nie opowiadają one o wszystkim, ale przecież mówią, co najważniejsze: Jezus jest nadzieją naszą.

10:32, jan.turnau
Link Komentarze (43) »
piątek, 25 maja 2007
Jakiś Jezus

Dzieje Apostolskie 25,19

„Mieli z nim tylko spory o ich wierzenia i o jakiegoś Jezusa, o którym Paweł twierdzi, że żyje". Tak urzędnik rzymski Testus opowiada królowi Herodowi Agryppie o sporze Pawła z Tarsu ze starszyzną żydowską. Minęło parę wieków i Jezus stał się postacią znaną całemu kręgowi śródziemnomorskiemu. Na wiele stuleci, ale czy na wieki wieków? Opowiadano mi o studentce polonistyki, która zapytała: - A kto tam wisi na tym krzyżu?

19:51, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
czwartek, 24 maja 2007
Jedność

Ewangelia Jana 17,20-23

"Ojcze Święty, nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy dzięki ich słowu będą wierzyć we mnie; aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we mnie, a ja w Tobie, aby i oni stanowili jedno w nas, aby świat uwierzył, żeś Ty mnie posłał. I także chwałę, którą mi dałeś, przekazałem im, aby stanowili jedno, tak jak my jedno stanowimy. Ja w nich, a Ty we mnie! Oby się tak zespolili w jedno, aby świat poznał, żeś Ty mnie posłał i żeś Ty ich umiłował tak, jak mnie umiłowałeś".

Aby stanowili jedno, tak jak my jedno stanowimy - cel niezmiernie wysoki. Wydaje się, że zgoła nieosiągalny, gdy się popatrzy w przyszłość: trudno o jedność między uczniami Chrystusa, bo dzielą doktryny wyznaniowe. Można sobie nie wymyślać, zdobyć się na wzajemną uprzejmość, nawet modlić się wspólnie, ale bariery w sferze intelektu wciąż stoją.

Co więcej, chrześcijaństwo nie dzieli się teraz oczywiście na pół, na dwie wspólnoty wyznaniowe, tylko na dwie - gdyby się dogadały, byłaby zaraz jedność. Części wiele, oj wiele! Katolicyzm rzymski, starokatolicyzm, anglikanizm, protestantyzm, prawosławie - ta piątka tylko bardzo z grubsza oddaje rzeczywistość. Anglikanizm zawsze był podzielony, teraz jeszcze bardziej, gdy doszły problemy etyczne, protestantyzm też dzisiaj dzieli się wielorako: są nowe wyznania, zwane ewangelikalnymi, i stare, dziś, co prawda, raczej dogadane (luteranizm, kalwinizm, metodyzm). Prawosławie samo też wyraźnie podzielone, Konstantynopol i Moskwa rywalizują mocno, ale przecież chrześcijanie wschodni to także Kościoły orientalne, zwane niegdyś monofizyckimi i nestoriańskim, równie dalekie od prawosławia, jak od katolicyzmu. Dawne podziały ustępują z wolna, rodzą się nowe (homoseksualizm, aborcja). Dogadanie się katolicyzmu z protestantyzmem i prawosławiem jest problemem za krótkiej kołdry: jakby centrum chciało się dogadać z lewicą i prawicą równocześnie.

Ale popatrzmy wstecz: ruch ekumeniczny ma dopiero sto lat, przedtem sama jego idea rozumiana jako marsz promienisty w kierunku Chrystusa była w powijakach. Zmieniło się już tyle! Oczywiście - za mało! Mamy na przykład w dzisiejszym tekście wyrażenie "Ojciec Święty" odniesione do Boga Ojca: trudno dziwić się niekatolikom, że nazywanie tak biskupa Rzymu gorszy ich mocno.

Ciągle dzieją się rzeczy niechwalebne - ale cenne też. Właśnie skończyłem czytać książkę mocno służącą jedności chrześcijan. Znany polski specjalista w tej dziedzinie ks. Alfons Józef Skowronek wydał w Bibliotece "Więzi" zgrabny tom pt. "Kościół w burzliwych czasach". Na temat ekumenizmu jest tam moc informacji i opinii. Nie tylko na ten temat, bo książka jest w ogóle o Kościele - ale moja kochana problematyka zajmuje tam sporo miejsca.

Autor nie zamiata trudnych spraw pod dywan. Trudnych w sensie fachowości: komuś nieobytemu z językiem teologicznym pewne twierdzenia mogą się wydać niejasne: Biblia jest księgą trudną, a o jej rozumieniu Kościoła jest w książce dużo. Także spraw trudnych, bo wymagających krytycznej analizy: ks. Skowronek jest szczególnie krytyczny wobec rodzimej rzeczywistości kościelnej, w której brakuje odnowicielskiego rozpędu. Podkreślam jednak, że nie jest bynajmniej malkontentem: cieszy się tym, co zostało dokonane, także w ekumenii, i patrzy w przyszłość bez ponuractwa.
Książka kosztuje 29 złotych i jest tej sumy warta!

13:49, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
środa, 23 maja 2007
Recepta na szczęście

Dzieje Apostolskie 20,35

„Trzeba wspierać słabych i pamiętać o słowach Pana Jezusa: «Więcej szczęścia jest w dawaniu aniżeli w braniu«". Zdania tego nie ma w Ewangeliach, Paweł zacytował je z jakiegoś innego przekazu. Na szczęście inną drogą dotarła do nas ta recepta na szczęście.

Gdy męczy nas depresja, gdy wszystko wydaje nam się okropne albo gdy nie tylko wydaje się, ale jest straszne naprawdę, bo naszło nas wielkie zmartwienie - zmieńmy kierunek. Spójrzmy poza siebie. Przejmijmy się bardziej cudzą niedolą. Jedyny to sposób, by zapomnieć o swoim bólu.

17:14, jan.turnau
Link Komentarze (34) »
wtorek, 22 maja 2007
Bieg

„Dzieje Apostolskie 20, 17-27

Paweł żegna się z Kościołem w Efezie. Opowiada o swojej pracy misyjnej, którą wykonywał „wśród łez i doświadczeń", przez czyhające na niego „zasadzki żydowskie". Jest to już czas, gdy chrześcijanie nazywają swoich przeciwników po prostu Żydami, choć oni sami wywodzą się jeszcze na ogół z tego narodu. Paweł powiada, że w Jeruzalem, dokąd się udaje, czekają go „więzy i utrapienia" - i tak się też stało. No cóż, tworzący się Kościół był dla Synagogi jakby tym, czym dla wielu katolików (prawosławnych i luteranów też) są jeszcze dzisiaj nastawione misyjnie wspólnoty protestanckie w rodzaju baptystów czy zielonoświątkowców. A pojęcie tolerancji było jeszcze w powijakach.

Ale Paweł nie boi się. Odwagi nikt mu nie może odmówić i trudno go posądzić o samochwalstwo, gdy powiada: „Wcale nie cenię sobie życia". Ma też prawo powiedzieć, że nie jest winien niczyjej krwi. Na pewno nikogo nie zabił, chrześcijanie byli jeszcze wtedy najdalsi od przemocy - ale nie chodzi tu o przelew krwi: zwrot oznacza w ogóle odpowiedzialność za innych. Tę miał Paweł równie wielką, jak odwagę: był misjonarzem szalonym. Podobnie jak w 2 Liście do Tymoteusza (4,7), nazywa swoją działalność biegiem. Był rzeczywiście długodystansowcem.

14:07, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
poniedziałek, 21 maja 2007
Duch Święty i Jan

Dzieje Apostolskie 19,1-8

Witam po przerwie!
Czytamy dzisiaj, że Paweł przybył do Efezu i trafił na jakąś grupę „uczniów" - oczywiście Chrystusa. No i pyta ich, czy otrzymali Ducha Świętego, gdy przyjęli wiarę. Na co oni: „Nawet nie słyszeliśmy o Duchu Świętym". Co go dziwiło i pyta: „Jaki więc chrzest przyjęliście?" I słyszy odpowiedź: „Chrzest Janowy". Zatem wytłumaczył im, że Jan Chrzciciel, bo jego mieli na myśli, nawoływał do wiary w Jezusa, którego poprzedzał, i przekonał, żeby się ochrzcili w Jego imię. Co też i zrobili, a gdy włożył na nich ręce, Duch Święty zstąpił na nich, co spowodowało też, że „mówili językami i prorokowali".

Komentując muszę króciutko objaśnić, że wszystko to działo się u początków chrześcijaństwa, wnet po tak zwanej fachowo Pięćdziesiątnicy. Fachowo i po żydowsku: w dniu tego święta Narodu Wybranego nastąpiło coś zasadniczego dla nowej religii. Na jej elitę zstąpił Duch Święty. Poczytamy o tym już za parę dni, bo nadchodzi wielka uroczystość ustanowiona na pamiątkę tamtego wydarzenia, zwana u nas potocznie i mało dokładnie Zielonymi Świątkami. Mało dokładnie, ale jakoś celnie: bo zieloność znaczy młodość, a Duch Święty jest wiecznie młody, symbolizuje niepokój młodości, przeciwieństwo zastoju, by nie rzec: zaduchu.

Co zaś do mówienia językami (glosolalii), to sprawa nie jest do końca jasna, choć tamte niezwykłe zdolności powtórzyły się w wieku dwudziestym, najpierw wśród protestantów USA, potem także w Kościele katolickim. Pewne jest, że rozentuzjazmowani religijnie ludzie wypowiadają się nie w swoim języku. „Encyklopedia biblijna" wyjaśnia, że z opisu zesłania Ducha na apostołów (albo szersze grono uczniów) w Dziejach Apostolskich wynika, iż tamta elita duchowa mówiła językami istniejącymi, dlatego była rozumiana przez słuchaczy, natomiast zjawiska glosolalii opisane w 1 Liście do Koryntian to wydawanie dźwięków w ogóle niezrozumiałych (nieartykułowanych?). Do której z tych dwóch kategorii zaliczają się zjawiska dzisiejsze, nie umiem odpowiedzieć: słyszałem, że wśród zielonoświątkowców amerykańskich zdarzyło się kiedyś, że któryś z nich mówił bodaj po hebrajsku, ale z innych źródeł wiem, że to tylko coś w rodzaju śpiewu niesłychanej radości, w którym słowa są zupełnie nieważne.

Jeszcze tylko wyjaśnienie co to znaczy, że owi ochrzczeni tylko chrztem Janowym, tzw. joannici, prorokowali: nie tyle przepowiadali przyszłość, ile czynili to, co słowo prorok oznacza w języku biblijnym, czyli głosili śmiało swoją wiarę. I teraz już o samym Chrzcicielu. Mamy tu dowód, że jego nauczanie wyszło daleko poza ziemie Izraela, niezależnie od nauczania Jezusa. Wcześniej czytamy w Dziejach, że „joannitą" był Apollos, człowiek wykształcony w najuczeńszej Aleksandrii, w Starym Testamencie i filozofii greckiej. Inna rzecz, że naukę Jana znał chyba nie najlepiej, bo już ów Poprzednik przecież mówił, że Chrystus będzie chrzcił Duchem Świętym. W każdym razie mój patron jawi się tutaj jako rzeczywiście prorok olbrzymiej miary, choć właśnie w końcu nie konkurent dla Chrystusa.

Ale uczniowie obydwóch nie konkurowali ze sobą? Pewnie konkurowali. Jest przecież w ewangeliach synoptycznych taka scena: uczniowie Jana przychodzą do Jezusa z pytaniem, czemu Jego uczniowie nie poszczą. Według Łukasza, który ma skłonność do eufemizmów, to nie byli „joannici", tylko faryzeusze i uczeni w Piśmie, ale chyba nie było tak dobrze, jeśli z kolei Marek pisze, że wtedy przyszli uczniowie Jana wręcz wraz z faryzeuszami! Można zatem podejrzewać, że Łukasz retuszował również pisząc „Dzieje" i zataił rywalizację uczniów dwóch olbrzymów, powstałą po śmierci obydwu.

15:07, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 14 maja 2007
Święty Maksymilian

Ewangelia Jana 15,16

„Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy kto życie swoje oddaje za przyjaciół swoich".

Przypomniał mi się ojciec Kolbe, tak spostponowany niedawno przez komentatorów mojego blogu. A przecież w ocenie człowieka liczy się całe życie, a życie tego franciszkanina zostało uwieńczone śmiercią heroiczną w stopniu najwyższym. Pamiętam taki komentarz: w warunkach lagrowych pójście do bunkra głodowego za kogoś było szczególnie trudne, instynkt samozachowawczy działał tam szczególnie mocno. A Gajowniczek nie był przecież żadnym przyjacielem ojca Kolbego, ważne dla niego było tylko to, że wyznaczony na śmierć jest ojcem rodziny. No i że jest w ogóle bliźnim, którego trzeba miłować... Dla niego przyjacielem - tak, jak dla Jezusa - był po prostu każdy człowiek.

Antysemityzm. Napisałem, że ojciec Kolbe nie jest w pełni odpowiedzialny za ohydną propagandę „Małego Dziennika", że usiłował ją powstrzymywać. Na pewno niedostatecznie się starał, na pewno daleko mu było do tego, co dwadzieścia parę lat potem stwierdził Sobór Watykański II. Ale weźmy pod uwagę kontekst epoki: wtedy ta zaraza była w katolicyzmie polskim i nie tylko polskim niemal powszechna. Termin „żydokomuna" padał w tekstach ludzi, których nie posądzalibyśmy teraz o nic podobnego.

Niestety i dzisiaj pokutują tego rodzaju poglądy, słychać je wciąż w szczątkowej formie nawet w kazaniach. Dlatego ucieszyła mnie bardzo książka ks. Tomasza Jelonka pt. „Chasydzi. Radośni mistycy żydowscy", wydana świeżo przez franciszkański Bratni Zew. Nie piszę recenzji, nie oceniam fachowo książki, tylko ją życzliwie sygnalizuję. Myślę, że stanowi ona jakiś wkład w wiedzę katolików o „starszych braciach w wierze", o ich szczególnym nurcie, który wytrysnął na ziemiach ówczesnej Rzeczypospolitej w XVIII stuleciu.

Do zobaczenia za tydzień: odbywam kurację szpitalną, której kolejny etap zacznie się już jutro.

11:43, jan.turnau
Link Komentarze (33) »
niedziela, 13 maja 2007
Walka o pokój

Ewangelia Jana 14, 27

„Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak, jak daje świat, ja wam daję".

Świat inny pokój daje. Pamiętamy (?) walkę o pokój świata komunistycznego, na którą to walkę dawali się nabrać nawet ludzie dość rozsądni (co piszę smutny...). Dzisiejszym politykom też trzeba patrzyć na ręce, nawet (albo i szczególnie) tym lubiącym wzniosłe hasła. Ale zauważajmy też źdźbło w oku ściśle kościelnym... Ile tu w istocie wojowniczego ducha. „Znak sprzeciwu"? Czasem znak sprzeciwu wobec wszystkiego, co jakby trąci liberalizmem.

19:54, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
sobota, 12 maja 2007
Spokój ucznia

Dzieje Apostolskie 16, 1-3

„Paweł przybył także do Derbe i Listry. Był tam pewien uczeń imieniem Tymoteusz, syn wierzącej Żydówki i ojca Greka. Bracia z Listry dawali o nim dobre świadectwo. Paweł postanowił zabrać go z sobą w podróż. Obrzezał go jednak ze względu na Żydów, którzy mieszkali w tamtejszych stronach. Wszyscy bowiem wiedzieli, że ojciec jego był Grekiem".

Paweł ukazuje się tutaj od innej strony. Dostosował się do przepisu Prawa, że syn Żydówki, uważany wobec tego za Żyda, powinien być obrzezany, choć Tymoteusz miał ojca Greka i był już ochrzczony. Dziwi to - podaje „Katolicki komentarz biblijny" - większość uczonych do tego stopnia, że „wątpią w wiarygodność tego doniesienia". Co do mnie, uczonym nie jestem, ale po laicku myślę sobie, że Paweł nie musiał być idealnie konsekwentny. Zezłościł go Piotr swoją taktyką wobec konserwatystów (List do Galatów" 2), wybrzydza na tych, co się dają obrzezać (Ga 5), ale o święty spokój ukochanego ucznia troszczy się nade wszystko. Nie pochwalam, ale rozumiem.

18:28, jan.turnau
Link Komentarze (12) »
piątek, 11 maja 2007
Wybrani, nie wszyscy

Ewangelia Jana 15, 16

„Nie wyście mnie wybrali, ale ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili".

Nick oburzył się m.in. stwierdzeniami Pawła o przeznaczeniu do zbawienia tylko niektórych. Oczywiście są takie słowa u Pawła, są i Jezusowe w dzisiejszym tekście. Jest owszem, w chrześcijaństwie tradycja najpierw Augustynowa, potem kalwińska interpretowania tych zdań ekskluzywistycznie, ale dzisiaj żaden chrześcijański uczony w Piśmie nie wyobraża sobie Boga jako okrutnika, który przeznacza kogokolwiek na wieczne odrzucenie. Takie a priori nie mieści się w naszych pojęciach etycznych. Trzeba Boże wybraństwo interpretować inaczej: jako wybór do ról szczególnych. Niezbadane są niemniej wszelkie wyroki Boże, także Boże wybory. Niezbadane, czyli przechodzące ludzkie pojęcie.

12:52, jan.turnau
Link Komentarze (35) »
czwartek, 10 maja 2007
Radość pełna

Ewangelia Jana 15, 9-11

„Jak mnie umiłował Ojciec, tak i ja was umiłowałem. Wytrwajcie w miłości mojej. Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości. To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna".

Mieć w sobie radość Chrystusową. Być szczęśliwym na przekór wszystkim nieszczęściom. Cieszyć się serdecznie cudzym szczęściem. Cieszyć się z dobrze spełnionego obowiązku; z zachowania przykazań, przede wszystkim przykazania miłości, które jest syntezą etyki chrześcijańskiej.

15:52, jan.turnau
Link Komentarze (21) »
Obrzezanie

                                                               Refleksja na środę 9. maja 2007

Dzieje Apostolskie 15, 1-6

Początek sporu o obrzezanie między Pawłem i Barnabą, a „niektórymi nawróconymi ze stronnictwa faryzeuszów". Sprawa wydaje mi się bardzo ważna i ciekawa, ponieważ jest to klasyczny przykład odróżniania zasad stałych od zmiennych, miejscowych i czasowych. Oczywiście jednak sobór jerozolimski uwolnił od tego ciężaru tylko chrześcijan (o czym jutro, pojutrze): Żydzi, różnych przecież orientacji religijnych, również reformowani, nawet i zlaicyzowani, traktują dalej obrzezanie jako znak przynależności. Co więcej, obowiązek ten przejął islam; był to w ogóle zwyczaj ludów starożytnego Wschodu.

11:27, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
wtorek, 08 maja 2007
Jeżeli Bóg jest z nami

List do Rzymian 8,31-34

„Jeżeli Bóg jest z nami, któż przeciwko nam? On, który nawet własnego Syna nie oszczędził, ale Go za nas wszystkich wydał, jakże miałby także wraz z Nim wszystkiego nam nie darować? Któż może wystąpić z oskarżeniem przeciw tym, których Bóg wybrał? Czyż Bóg, który usprawiedliwia? Któż może wydać wyrok potępienia? Czy Chrystus Jezus, który poniósł za nas śmierć, co więcej, zmartwychwstał, siedzi po prawicy Boga i przyczynia się za nami?".

Są w Biblii zdania groźne, nawet i w Nowym Testamencie, i są takie, które dają nadzieję. Jak pisałem wiele razy, według niektórych teologów, z ks. Hryniewiczem na czele, mamy w Piśmie Świętym podstawy do nadziei powszechnego zbawienia. A w każdym razie do tego, by bronić się przed wizją Boga niemiłosiernego.

Natomiast w tymże dzisiejszym tekście jest powtórzone dwa razy pytanie retoryczne-stwierdzenie: „Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej"? Nikt - jeżeli nie my sami.

10:27, jan.turnau
Link Komentarze (107) »
poniedziałek, 07 maja 2007
Bez odpowiedzi?

Ewangelia Jana 14,21-23

„Kto ma przykazania moje i zachowuje je, ten mnie miłuje. Kto zaś mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca mego, a ja również będę Go miłował i objawię mu siebie. Rzekł do niego Juda, ale nie Iskariota: - Panie, cóż się stało, że masz się nam objawić, a nie światu? W odpowiedzi rzekł do niego Jezus: - Jeśli mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go i przyjdziemy do niego, i będziemy w nim przebywać."

Ciekawy passus ewangelijny. Na pytanie Judy Jezus właściwie nie odpowiada, ciągnie dalej przerwany Mu wątek. Co na to komentatorzy?

Biblia Poznańska stwierdza wyraźnie: „Juda nie otrzymuje odpowiedzi na to pytanie". Jerozolimska, jeśli dobrze zrozumiałem, sugeruje, że odpowiedź zawiera się implicite w słowach „będzie zachowywał moją naukę", bo „nie ma to miejsca w przypadku świata".

Nie będę cytował innych komentarzy, tylko napiszę własny: jak tłumaczył mi ks. Czajkowski, w tekstach biblijnych widać czasem brak związku sąsiadujących ze sobą zdań - redaktorom zdarzały się takie „niedoróbki", zestawiali zdania nie za bardzo dbając o spoistość tekstu.

A pytający apostoł to ten sławny Juda Tadeusz, święty od spraw beznadziejnych. Bardzo ładnie napisał o nim w książeczce „Dwunastu apostołów" biskup Tadeusz Pieronek. Bibliści mają kłopot nie tylko z tą jego - jedyną w całej Biblii - wypowiedzią. U Mateusza i Marka jest Tadeuszem, u Łukasza (w Ewangelii i w Dziejach) oraz Jana - Judą. Pewnie to tylko różne imiona, człowiek ten sam, ale zawsze dziwność. Na koniec podaję - czego zresztą można się domyślić z dzisiejszego tekstu - że różność imion: Juda i Judasz nie ma podstaw w oryginale greckim, gdzie jest jeden Joudas.

15:47, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
niedziela, 06 maja 2007
Przykazanie
Ewangelia Jana 13, 34-35

„Daję wam przykazanie nowe, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali".

Znamy te słowa na pamięć i co z tego?
11:26, jan.turnau
Link Komentarze (27) »
sobota, 05 maja 2007
Jaki jest Bóg?
Ewangelia Jana 14,8-10

„Rzekł do Niego Filip: - Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy. Odpowiedział mu Jezus: - Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze mnie nie poznałeś? Kto mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca. Dlaczego więc mówisz: - Pokaż nam Ojca? Czy nie wierzysz, że ja jestem w Ojcu, a Ojciec we mnie?"

Ten passus Ewangelii przypomina mi książkę Benedykta XVI „Jezus z Nazaretu". Można by rzecz, iż teolog Ratzinger dowodzi tam w sumie tego, że Jezus jest Synem Bożym. W sensie maksymalnym: jest - mówimy w wyznaniu wiary - „współistotny Ojcu"; jest Bogiem, drugą Osobą Trójcy. Istota wiary chrześcijańskiej. Problem nie na komentarz felietonowy, na bibliotekę całą, ja tu odnotuję tylko jedną myśl.

Jeśli Jezus jest obrazem Ojca, to Boga powinniśmy sobie wyobrażać na podstawie Biblii. Bóg jest taki, jaki był Jezus z Nazaretu. Czy mam coś więcej napisać?
12:09, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
piątek, 04 maja 2007
Niebo ogromne

Ewangelia Jana 14, 1-2

„Jezus powiedział do swoich uczniów: - Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? I we mnie wierzcie. W domu Ojca mego jest mieszkań wiele".

Wyszła kolejna książka na temat niebieskiego mrówkowca: znowu pióra naszego teologicznego pocieszyciela ks. Wacława Hryniewicza. Tym razem jest to antologia: zbiór listów, jakie otrzymywał przez przeszło 30 lat swego pracowitego życia. Rzecz zwie się „Nadzieja w dialogu" i wydało ją, tak jak jedenaście poprzednich książek, Verbinum. Jest to istotnie dokument dialogu, bo są również odpowiedzi autora. Materiał obszerny: przeszło 500 stron!

Temat główny: nadzieja powszechnego zbawienia. Zostałem honorowany, bo pierwszy list jest mój. Ksiądz delikatnie nie zdradza nazwisk swoich korespondentów, więc nie ma mego nazwiska, występuję jako „kierownik działu religijnego", bo przez 30 lat miałem taki urzędzik w „Więzi". Na wszelki wypadek wyjaśniam, że jest to miesięcznik katolicki założony przez Tadeusza Mazowieckiego, a nie organ Centralnego Zarządu Więziennictwa, jak się kiedyś wydało Poczcie PRL. Otóż po odczycie Wacka w KIK-u warszawskim nastąpiła publikacja jego tekstu w bratnim piśmie. I tak się zaczęło. Było to tak dawno (przepaść czasu przeraża mnie), że dopiero autor przypomniał mi różne wydarzenia tamtoczesne.
A było burzliwie. Po pierwszym odczycie sprawa oparła się wręcz o kurię warszawską, ale od początku było też zrozumienie i wdzięczność. Albowiem ludzie potrzebują nadziei.

Niemniej chyba nie wszyscy. Przeczytałem, co napisał ostry oponent księdza Wacława Paweł Lisicki, obecny naczelny „Rzeczpospolitej", w swoim organie z datą 29 kwietnia. Temat wyjściowy: dokument watykański na temat zbawienia dzieci zmarłych bez chrztu. Dotąd praktycznie mój Kościół uczył, że owe niewiniątka nie mają dostępu do nieba, bo woda sakramentu nie zmyła z nich grzechu pierworodnego. Co nie znaczy, że są potępione, tak strasznie nie jest. Przebywają w „otchłani", gdzie nie cierpią, ale bez łaski Bożej, którą On daje, nie mogą Go oglądać „twarzą w twarz". Chrzest sakramentalny nie jest co prawda bezwzględnym warunkiem zbawienia, możliwa jest jego wersja zastępcza: „chrzest pragnienia", które wystarcza, by pokonać grzech pierworodny. No a niemowlęta są zbyt niemądre, by miały czegoś pragnąć.

Nie była to formalna doktryna, owszem, niemniej jej wersja potoczna, katechizmowa. Mniej straszna niż głoszona przez św. Augustyna prosta teza o piekle nawet dla niemowląt, złagodzona m.in. przez św. Tomasza z Akwinu, bardziej w ogóle wyważającego, ale również prowokująca pytanie, czym jest właściwie Boża sprawiedliwość.

Teologowie watykańscy, podobno inspirowani przez Benedykta XVI, ogłosili obecnie, że sprawa jest w obrębie nadziei: nie pewności, ale nadziei właśnie. Lisicki podkreśla, że to nie pewność, że ta hipoteza tyle warta, ile tamta o „otchłani", a ja z kolei podkreślam, że różnica między nami jest fundamentalna: nasz obraz Boga różni się ogromnie. Zbawienie różnych zbrodniarzy to dla mnie, podobnie jak dla Wacka, przedmiot nadziei, ale z niemowlętami inaczej: grzech pierworodny jest oczywisty, poczynamy się i potem rodzimy z jakąś skazą moralną, która u prawie wszystkich z nas rozwija się z czasem w podłość, ale jest to grzech potencjalny, nie aktualny, i te dzieciątka nie mogą być przez Boga odpychane! Nie wierzę, żeby tak było. Wśród mieszkań w niebie są dla nich pokoiki tym jaśniejsze, im ciemniejsza jest ich ziemska niedola, śmierć już w powiciu. Amen!

13:39, jan.turnau
Link Komentarze (16) »
czwartek, 03 maja 2007
Spory o Maryję

Ewangelia Jana 19, 25-27

Jezus ustala z krzyża relacje rodzinne między swoją matką a umiłowanym uczniem Janem. Maria ma być mu matką, on jej synem. Ewangelista podaje, że tak się też stało: „Wziął ją do siebie". Piękno literackie sceny więcej niż oczywiste.

Wydarzenie interpretowane jest również symbolicznie: Jan jest reprezentantem całej ludzkości, nad którą matka Jezusa sprawuje macierzyńską opiekę. Mamy w ten sposób podstawę do różnych mariologii politycznych, z naszą na czele: Maryja jako Królowa Polski. Dawniej mówiło się „Królowa Korony Polskiej", co nie dotyczyło insygnium monarszego, tylko ograniczenia do części Rzeczypospolitej zwanej w przeciwieństwie do Litwy Koroną. Niemniej królewskość Maryi zaznaczana jest koronowaniem jej obrazów. Bardzo to staroświeckie, ale nie ma się z czego śmiać, póki nie miesza się matki Jezusa do polityki, choćby w formie łagodnej, mianując ją na przykład opiekunką naszego parlamentu. Napisałem wczoraj w „GW" papierowej, że tak naprawdę to powinno ją się wyobrażać w koronie cierniowej, bo życie ziemskie miała strasznie bolesne, a te różne opiekuństwa z nieba to też ciężar ogromny: np. parlament z Lepperem and Co...

Gdy wybuchł Sobór Watykański II, krytyka teologiczna wzięła również na warsztat mariologię. Znalazło to partyjne zwierciadło w takiej wypowiedzi jakiegoś działacza PRL: „Dziś jedni katolicy stawiają na Matkę Boską, drudzy na Ducha Świętego". Niemniej coś było na rzeczy. Obrońcy obrazu Maryi, w którym jest ona wręcz współodkupicielką ludzkości, bronili jednocześnie centralistycznego modelu Kościoła, natomiast krytycy traktowania jej, jakby była niemal czwartą osobą Trójcy, przypominali rolę Ducha Świętego, który „tchnie, kędy chce", czyli tworzy Kościół bardziej demokratyczny. W Polsce środowiska „Tygodnika Powszechnego", „Znaku", „Więzi" i KIK-ów miały ten problem z Prymasem Wyszyńskim, tradycyjnie maryjnym i mającym skłonności autorytarne. Pamiętam, że kłóciliśmy się nawet o ortografię „Maryja", proponując zwyklejszą „Marię". Dziś to już historia.

Z artykułu kardynała Avery`ego Dullesa w nr. 2 kwartalnika „First Things" wynika, że obecny papież był kiedyś - w przeciwieństwie do kardynała Wojtyły - krytykiem przerostów w mariologii, ale z czasem ewoluował też w tej sprawie, dystansując się zarazem od haseł decentralizacyjnych.
Wszystko się zmienia, ale matka Jezusa pozostaje postacią tak piękną i godną czci, jak żadna kobieta.

17:44, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
środa, 02 maja 2007
Zagadka dwóch świętych
Dzieje Apostolskie 12,24

"Barnaba i Paweł wypełniwszy swoje zadania powrócili z Jeruzalem, zabierając ze sobą Jana zwanego Markiem."

Zabrali ze sobą człowieka, który stał się filarem chrześcijaństwa: jemu przypisywana jest najstarsza z czterech ewangelii. Postać ciekawa (nie dlatego, że to prawie mój imiennik, bo jam jest Jan Henryk Marek).

Występuje w swojej Ewangelii w barwnym incydencie anonimowo. "Wtedy opuścili Go wszyscy i uciekli (wyjąwszy apostołów Piotra i Jana). A pewien młodzieniec (chłopak) szedł za Nim, odziany prześcieradłem na gołym ciele. Chcieli go chwycić, lecz on zostawił prześcieradło i uciekł nago. Któż to mógł być, jak nie sam autor, który nie chciał się chwalić. Może podobnie jest z ewangelistą Janem: on też w swojej Ewangelii występuje anonimowo i tradycja wskazuje na niego.

Jan Marek tymczasem dorósł i został misjonarzem. Miał protekcję: był kuzynem Barnaby, Pawłowego towarzysza wypraw misyjnych. Z Barnabą miał dobre stosunki, z Pawłem gorsze. Szaweł Paweł nie chciał go wziąć w kolejną podróż, tak że misjonowali osobno: Barnaba z Markiem a Paweł z Sylasem. Potem chyba emocje opadły, bo Paweł wymienia Marka w swoim liście do Filemona; jeśli nie jego imiennika, bo to imię łacińskie bardzo w on czas popularne.

No i mamy problem, kto był bardziej winien kłótni dwóch bohaterów. Powiedziałem wybitnemu bibliście, że może Paweł, bo był temperamentny. W Liście do Galatów niemal chwali się, że ochrzanił publicznie Piotra Opokę - można pytać, czy nie mógł być delikatniejszy. Ale otrzymałem odpowiedź, że zawiniło wygodnictwo bogatego z domu Marka, marudzącego podczas podróży.

Nie wiemy, jak było. Jedno jest pewne: nawet święci się kłócą i bywają dwie wersje na ten temat. Tacy jesteśmy.
22:19, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
wtorek, 01 maja 2007
Chrześcijanie

Dzieje Apostolskie 11,26

"W Antiochii też po raz pierwszy nazwano uczniów chrześcijanami."

I tak zostało na wieków już sporo. Choć nazwa przyjmowała się z wolna: nieoceniona "Encyklopedia Biblijna" zauważa, że w Nowym Testamencie termin występuje jeszcze tylko dwa razy (raz w tychże Dziejach 26, 28 i raz w 1 Liście Piotra 4,16). Ale potem coraz częściej.

W Antiochii (Syryjskiej, nie Pizydyjskiej, czyli potem współstolicy nowej religii) zaczęło się, ale nie wiadomo, jak, kto wymyślił to określenie. Prawdopodobnie niechrześcijanie, może nawet jako przezwisko. Oczywiście nazwa pochodzi od słowa greckiego Christos. Mniej ludzi wie, że zbieżność z nazwą polską pierwszego sakramentu jest rodzima; w grece, łacinie, językach romańskich są słowa, do których pasuje nazwa wyznania "baptyści".

Tyle lingwistyki. A etyka? Jaki jest koń, każdy widzi. Od podłości do świętości.

15:07, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
Archiwum