Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
czwartek, 30 kwietnia 2015
Szaweł, czyli Saul raczej

Dzieje Apostolskie 13,21
„Później poprosili o króla i dał im Bóg na lat czterdzieści Saula, syna Kisza z pokolenia Beniamina.”
Jak już napisałem, Antiochie były dwie, także Pizydyjska, w Azji Mniejszej, czyli dzisiejszej Turcji. Paweł dotarł tam z towarzyszami i w szabat w synagodze przemówił. W synagodze, bo jej przełożeni, uprzejmi bardzo, poprosili ich, żeby - jeśli chcą - przekazali ludowi jakieś słowo pocieszenia. Zatem Paweł pocieszał ich przypominając dary osobowe, jakie dawał im Bóg: sędziów do Samuela, Saula oraz Dawida i z jego potomstwa Jezusa. Przemówienie to będzie brzmiało trochę inaczej, jeżeli będziemy wiedzieli, że o królu Saulu opowiada jego imiennik: Szaweł bowiem w oryginale greckim zwał się tak właśnie (i jako takiego mają go Biblie ewangelickie Gdańska oraz Warszawska). A Jozue i Jezus to imiona te same. Habent sua fata nomina...

20:05, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
Miłosierny bez granic żadnych

Wpis na środę 29 kwietnia 2015

Psalm 103,8-9
„Miłosierny jest JHWH i łaskawy,
nieskory do gniewu i bardzo cierpliwy.
Nie zapamiętuje się w sporze,
nie płonie gniewem na wieki.” Biblia Tysiąclecia (z poprawką).
No właśnie: piekło jednak nie wieczne, nieskończone nie jest. On nie gniewa się w ogóle, emocjom nie ulega, a stworzony przezeń człowiek grzechem śmiertelnym nie płonie bez żadnego końca. Bóg Stworzyciel brakorobem żadną miarą nie jest. Użyłem zaś Tetragramu zamiast przyjętego przez wielu biblistów słowa „Pan”, by zadowolić czytelnika, który o podobną translatorską wierność usilnie zabiega.

20:05, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
wtorek, 28 kwietnia 2015
Gdy stawaliśmy się chrześcijanami...

Dzieje Apostolskie 11,26
„W Antiochii też po raz pierwszy nazwano uczniów chrześcijanami.” Biblia Tysiąclecia.
„Też”, bo o tym dużym mieście syryjskim mowa jest poprzednio. Tu powstała znaczna gmina uczniów Chrystusa z tych, którzy rozproszyli się po zamordowaniu Stefana. Początkowo działano tylko pośród Żydów, ale dzięki przybyszom z Cypru i Cyreny, może pootwieranych myślowo w dość dalekiej diasporze (Cyrena to kraina na terenie dzisiejszej Libii), ewangelizacja objęła także Greków. Czy raczej, szerzej - jak ich nazywamy w EPP - hellenistów, to jest ludzi z narodów różnych, kulturą grecką jednak przesiąkniętych. W Antiochii Syryjskiej (była i Pizydyjska) działał następnie przysłany z Jerozolimy Barnaba i z czasem również Paweł sprowadzony przez niego z Tarsu. Autor Dziejów trzykrotnie podkreśla skuteczność antiocheńskiej ewangelizacji. Żeby ten jej wynik ilościowy zrozumieć, trzeba brać pod uwagę jej czas stosunkowo długi. Od śmierci Stefana i nawrócenia Szawła minęło przecież lat kilkanaście. W tejże Antiochii pojawia się zatem spora nowa populacja, więc nic dziwnego, że otrzymuje z zewnątrz potoczną nazwę: dotychczasowe wewnętrzne, „święci” albo „uczniowie”, takiej roli spełniać nie mogły. „Christianoi” - najpewniej od Chrystusa. Termin występuje później rzadko, tylko w Dziejach 26,28 oraz w 1 Liście Piotra 4,16, gdzie jednak autor zdaje się używać jej z zadowoleniem i tak będzie potem wieków prawie dwadzieścia.

13:36, jan.turnau
Link Komentarze (35) »
poniedziałek, 27 kwietnia 2015
Co jest na pewno nieczyste: pytanie również do chrystianizmu

Dzieje Apostolskie 11,1-18
Opowieść bardzo ważna historycznie i teologicznie, o Piotrowej wizji religijnej, która wyodrębniła pośród Żydów pierwotny Kościół. Zobaczył Piotr spuszczający się doń z nieba dziwny ładunek gastronomiczny: „czworonożne zwierzęta domowe i dzikie, płazy i gady”. Usłyszał głos: „Zabijaj, Piotrze, i jedz”. Poznał, że mówi do niego Bóg, ale zaoponował: „O nie, Panie, bo nigdy nie wziąłem do ust niczego skażonego lub nieczystego”. Powtórzyło się to jednak trzy razy (liczba mocna) i stało się w końcu powodem, że najważniejszy z Dwunastu poszedł do domu pogan i jadł z nimi. Uczniowie pochodzenia żydowskiego mieli o to pretensję, na którą odpowiedział opowiadając, co zobaczył. Naprawdę zobaczył czy też to tylko „religijna beletrystyka”, tłumacząca jakoś taką rewolucję myślową? No właśnie jednak, to była rewolucja, musiała mieć przyczynę bardzo potężną. nie mogło być to tylko zwykłe odważne myślenie jakiegoś jednego autorytetu. Przecież nikogo takiego bardzo odważnego myślowo w Kościele wówczas nie było. Na czele tego zalążka nowej wspólnoty nie stali jacyś zapaleni reformatorzy. Wtedy jeszcze na przykład nie jakiś Paweł z Tarsu, który dopiero później stał się myślową lokomotywą. Był tylko Piotr, „Kefas”, przebojowością się wcale nieodznaczający. Miał przecież później o to konflikt z nowym liderem, który to zajście z właściwą sobie pryncypialnością w Liście do Galatów opisał (chodziło właśnie o Piotrowe niesiadanie do stołu z obrzezanymi, choć to on wcześniej ten zakaz obalił). Wracając do wizji Piotrowej, upadła wtedy zasada gastronomiczna potężna, wnet za nią ta nakazująca mieć na ciele ów znak święty, dla nas, Europejczyków, niepojęty. Coś wielkiego musiało zatrząść takowym doktrynalnym murem! I tutaj nie po raz pierwszy w moim blogu pytanie, czy tamto wydarzenie może mieć jakikolwiek malutki odpowiednik w powstającym wtedy chrystianizmie (by użyć tego dawnego terminu, oznaczającego lepiej niż „chrześcijaństwo” nie tyle zjawisko społeczne, ile doktrynę religijną). Czy nie tworzą się w nim zasady uważane długo za niepodważalne – czy aby na pewno słusznie? Co mówią na ten temat duchowni znani z niesztampowego myślenia?
Na polskim horyzoncie księżym zabłysła teraz mocno gwiazda Jana Kaczkowskiego. Nagrody liczne, wywiady. Był już jeden książkowy: Katarzyny Jabłońskiej w Bibliotece „Więzi” pt. „Szału nie ma, jest rak”, doszedł następny Piotra Żyłki (WAM): „Życie na pełnej petardzie, czyli wiara, polędwica i miłość”. Ksiądz Kaczkowski to przede wszystkim hospicjum w Pucku: jest znany w pierwszym rzędzie jako działacz społeczny, duszpasterz i „ciał pasterz”, nie myśliciel. Jako zarazem ktoś, kto jako opiekun chorych bardzo ciężko stał się nagle człowiekiem potrzebującym podobnej opieki, właścicielem glejaka mózgu. Opowiada Żyłce swoje niedługie jeszcze życie. Od początku pełne choroby, bo urodził się jako wcześniak i ma ogromne kłopoty ze wzrokiem, takie, że wisiało na włosku jego wyświęcenie na kapłana, bo przecież ksiądz musi czytać, żeby odprawić mszę. Skądinąd mądrzy jezuici nie przyjęli go nawet do nowicjatu. Opowiada o tym jak o wszystkim językiem barwnym, dynamicznie: książkę czyta się naprawdę tak zwanym jednym tchem! Mówi o swoich kłopotach z Kościołem instytucjonalnym w ogóle. Niczego zapewne nie ukrywa, chociaż spodziewałem się krytyki ostrzejszej: wyważa. Można zresztą skomentować cierpko, że nic mu się przecież nie stało, na suspensę się nie zanosiło, z kolejnymi swoimi biskupami się jakoś dogadywał, choć język ma, jak sam wyznaje, niewyparzony. Energię, pracowitość posiada niesamowitą. Z tym wszystkim zrobił doktorat z kościelnej bioetyki, uważa się za specjalistę w tych sprawach i choć „ego” ma niewąskie, warto wiedzieć, co o nich myśli.
Zacznę od celibatu, choć to kwestia inna, ale też na linii Kościół - świat mocno dyskusyjna. Ks. Kaczkowski: „Nie wyobrażam sobie kapłaństwa bez celibatu: pozwala on na bycie wyłącznie dla Niego w innych”. „Jeśli w przyszłości coś się zmieni, to wyłącznie w kierunku rozwiązania, w którym wyświęceni księża nigdy nie będą mogli się żenić, ale żonaci mężczyźni czasem będą mogli zostać dopuszczeni do święceń. Tak jak w Kościołach wschodnich.”
Aborcja: „Embrion jest kimś, nie czymś”. W pierwszej książce ujmował to tak: „Kategoria osoby jest szersza niż kategoria człowieka. Nikt w teologii katolickiej nie twierdzi, że zygota albo blastocysta jest człowiekiem. To nie jest człowiek, to jest zygota, która ma godność osoby.” Zauważę jednak, że spotkałem terminologię katolicką wręcz przeciwną, w której zygota jest człowiekiem, ale nie jest pewne, czy osobą, choć tak uważał Karol Wojtyła. Kaczkowski wspomina o stanowisku katolickim teologicznie odmiennym: „Chociaż, trzeba przyznać, są w Kościele bioetycy, pozostają w mniejszości, którzy utrzymują, że o sobie możemy mówić po kilku dniach, gdy embrion zagnieździ się w płodnej ścianie endometrium znajdującego się w macicy”. I dalej jakby przyłączając się do owej mniejszości: na uwagę Żyłki iż „zwolennicy aborcji podkreślają, że często embriony się nie zagnieżdżają”, ksiądz odpowiada: „Jest to fakt biologiczny, który z filozoficznego punktu widzenia oznacza, iż najprawdopodobniej zapłodnienie w takich przypadkach nie zostało zrealizowane w pełni, a to za tym idzie – nie mieliśmy do czynienia z osobą”. Ja zauważę tylko problem, o którym Kaczkowski nie wspomina, że występuje czasem podział zapłodnionego jaja, samo zapłodnienie zatem nie może zostać uznane za powstanie ludzkiej osoby. Tak czy inaczej autor jest przeciw aborcji w każdym przypadku poza tym, w którym ciąża stanowi zagrożenie dla zdrowia lub życia matki: tu jego sprzeciw zmniejsza się, mówi o dramatyczności wyboru. No i jest za jakimś kompromisem na gruncie państwowego prawa.
Antykoncepcja. Żyłka naciska, ksiądz usiłuje się wymigać, w końcu jednak stwierdza, iż trzeba „pokazać wszystkim, którzy decydują się na współżycie, że najważniejsza jest ta trzecia osoba, której wprawdzie jeszcze nie ma, ale może się pojawić i ma prawo do tego, by była poczęta chciana, akceptowana i kochana. Najlepiej w małżeństwie”. Otóż to! Czyli brak zasadniczego sprzeciwu. Ale jest i o niebezpieczeństwie, że używanie bądź niewłaściwe stosowanie antykoncepcji hormonalnej utrudni poczęcie, gdy już będzie taka decyzja.
In vitro: budzi ogromne księdza wątpliwości. Nadliczbowe embriony, zgoła niepewny ich los. Ale i tutaj Kaczkowski jest myślowo niezależny: boli go serce, gdy słyszy, że nie można afirmować adopcji także w fazie prenatalnej. No i o potępieniu in vitro jako samej metody ani słowa. W sprawie ustawy na ten temat akapit taki: „W przypadku aborcji został osiągnięty jakiś rodzaj kompromisu. Podobnie musi być w przypadku ustawy bioetycznej. Nie możemy wprowadzić szariatu, musimy osiągnąć jakieś porozumienie. Niczego nie relatywizuję. Kompromisy zwykle są zgniłe etycznie. „Ale ich intencje są klarowne. Chcemy chronić tyle dobra, ile to możliwe”.
W ogóle jak na księdza, czyli kogoś o ograniczonej w Polsce kościelnej swobodzie wypowiedzi, jest relatywnie odważny, choć – rozumiem to właśnie – ostrożny. I śmiały jeżeli chodzi o praktykę duszpasterską, nie o doktrynę, różnicę zaznacza: czyli w ogóle o stosunek do ludzi. W końcu gdybym miał ich w nosie, nie założyłby hospicjum cenionego bardzo. Charakter ma ciężki, co wiem skądinąd, bywa nieznośny, ale dokonał wiele. Niech pożyje nam jeszcze długo.

15:38, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
niedziela, 26 kwietnia 2015
Odbiskupienie

Ewangelia Jana 10,14
„Ja jestem pasterzem dobrym.”
Pastuch jednak w pasterza czasem się zmienić zamierza. Oto, co napisałem jako Jonasz do wczorajszego „MiŚ-a”.
Słyszałem o nim kiedyś przede wszystkim to, że ma głowę wody sodowej pełną. Ale też Kościół święty Matka nasza robi (ł) wszystko na to, żeby jej arcyfunkcjonariusze arcyzarozumiali byli.
Wystarczy już groteskowy tytuł „ekscelencja”, ten sam, jaki miał ambasador ZSRR i ma sporo innych panów świeckich aż do bólu. Pierścionek na sakralnym paluszku mniej widać, bardziej ową barwę w zasadzie fioletową, dziwnie jednak czasem w purpurę przechodzącą, ową jarmułkę tego samego koloru. Też humorystyczny dzisiaj zwyczaj całowania ich w rękę, chyba po to, żeby już było całkiem genderowo. Widziałem kiedyś w telewizorze biskupkę (słowo skądinąd potworne): ona wyglądała w służbowych szatach naprawdę uroczo. No i ta specyfika urzędu tym razem męska: samoobsługa zredukowana do absolutnego minimum, nawet własnej teczki się samemu nie nosi (ło). Franciszek robi tu jak wiadomo eklezjalną rewolucję, wierzę, że efektywnie.
Pisałem o tym świętym folklorze nieraz, tym razem przypominam po to, żeby został doceniony wywiad, jakiego biskup pomocniczy archidiecezji warszawskiej Piotr Jarecki w ostatnim numerze „Tygodnika Powszechnego” udzielił księdzu Adamowi Bonieckiemu. Hierarcha, który parę lat temu po pijanemu uderzył samochodem w latarnię, został skazany „cywilnie” na pół roku więzienia w zawieszeniu na dwa lata i na czas zawieszenia kary skazany kościelnie na zawieszenie posługi biskupiej do końca zawieszenia tamtej świeckiej kary. Dokonał jednak potem terapii odwykowej, pracował także fizycznie w opactwie trapistów i teraz w owym wywiadzie obszernie opowiada, że zmienił swoje pojmowanie owej posługi. Może najbardziej przekonujące jest jego wspomnienie, iż nazywany był „władcą pierścieni”, bo tę sakralną biżuterię nazbyt często zmieniał.
Napisał o tej „tygodnikowej” publikacji w czwartek w „Gazecie Stołecznej” Jarosław Osowski. Także o swoim aktualnym spotkaniu z biskupem Jareckim, bo bierzmował w jego parafii na warszawskim Marymoncie. Nasz dziennikarz jest zdania, że stołeczny hierarcha naprawdę „odbiskupiał”, zresztą wie to także z innego poważnego źródła. Nie zamierzam być w tej sprawie żadnym niedowiarkiem, ludzie naprawdę się zmieniają, a hierarchowie są w równej mierze homines sapientes.

13:15, jan.turnau
Link Komentarze (12) »
sobota, 25 kwietnia 2015
Niewierzący na pewno potępieni?

Ewangelia Marka 16,16
„Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony.” Tysiąclatka.
Dzisiaj święto ewangelisty Marka, zatem teksty są o nim (z 1 Listu Piotra 5,5b-14, gdzie najważniejszy z Dwunastu zwie go swoim synem) i z jego ewangelii (16,15-20). W tym drugim mamy powyższe słowa groźne, nikt przytomny nie interpretuje ich jednak dzisiaj jako kary piekielnej wiecznej dla inaczej myślących. Pamiętam, że obecny biskup senior Bronisław Dembowski tłumaczył mi ten logion kiedyś zwracając uwagę na to, że w drugim zdaniu nie ma mowy o chrzcie, czyli wystarczy wiara. A ta - rozwijam tamtą sugestię - nie oznacza koniecznie akceptacji doktryny, wystarczy „wiara implicite” albo „podstawowa”, „chrześcijaństwo anonimowe”. Przede wszystkim jednak język Biblii dosadny (przesadny) jest znacznie bardziej niż nasz.

00:02, jan.turnau
Link Komentarze (13) »
piątek, 24 kwietnia 2015
Patron wszystkich lustrowanych

Dzieje Apostolskie 8,13-16
„Odpowiedział Ananiasz: - Panie, słyszałem z wielu stron, jak dużo złego wyrządził ten człowiek świętym Twoim w Jerozolimie. I on ma także władzę od arcykapłanów więzić tutaj wszystkich, którzy wzywają Twego imienia. Odpowiedział mu Pan: - Idź, bo wybrałem sobie tego człowieka za narzędzie. On zaniesie imię moje do pogan i królów, i do synów Izraela. I pokażę mu, jak wiele będzie musiał wycierpieć dla mego imienia.” Biblia Tysiąclecia.

Rozmowa o Szawle Pawle w mistycznym widzeniu. Trudno się naturalnie Ananiaszowi dziwić, ale jest równie oczywiste, że ludzie się czasem zmieniają na korzyść i to radykalnie. Przypadek Pawła nie wszystkich jednak o tym przekonuje. Napisało mi się kiedyś dla nich coś jakby wiersz: 
Zmienił poglądy o 180 stopni
Nazywa białym, co kiedyś zwał czarnym
Tylko krowa nie zmienia poglądów, ale
nie mamy aż tak krótkiej pamięci
Człowiek uczciwy nigdy się tak nie zachowuje
Zrozum, on donosił, wtrącał do więzienia
To nic, że teraz go biją
On na coś liczy
Wietrzy znów jakiś interes
mówili o Pawle z Tarsu

20:37, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
czwartek, 23 kwietnia 2015
Wiara i wolna ojczyzna. Myśl św. Urszuli. Taksówkarze, Żydzi, „Znak”

Dzieje Apostolskie 1,3-8
Jezus zmartwychwstał i ukazuje się apostołom. Zapowiada, że wkrótce zostaną ochrzczeni Duchem Świętym, na co oni pytają, czy w tym czasie przywróci królestwo Izraela. Zmiana tematu na sprawę o wiele mniej duchową, ich polityczna monotematyczność. Ale my byliśmy za „komuny” inni? Papież przyznał się, że gdy na pl. Zwycięstwa mówił: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi - tej ziemi”, to nie myślał polityce przyziemnej, sensu stricto, choć tak to oczywiście odebraliśmy. Niech kocioł nie przygania garnkowi.
150 lat i 6 dni temu urodziła się święta Urszula Ledóchowska. PROMIC księży marianów wydał jej cztery książki: „Cuda”, ”Listy do przyjaciółki z młodości”, „Życiorys, nowennę, modlitwy” i „Medytacje biblijne”. Oto z ostatniej książki taka: ”Widzieliśmy Pana - oto okrzyk radości Apostołów. Jaka radość i jakie szczęście! [...] To powinno być i moim hasłem: Jezus sam starczy mi za wszystko... Dlaczego często jęczę, narzekam, płaczę, że nie wszystko idzie tak, jakbym chciała. [...] Wszak jedno powinno mnie obchodzić: czy mam Jezusa, i to Ukrzyżowanego, uczącego mnie, że w krzyżu zbawienie, w krzyżu nadzieja”. Święte słowa świętej.
A oto mój felietonik do „Metra” jutrzejszego.
Przyjechał z Krakowa celebryta, do taksówki w stolicy wsiadł, miłą rozmowę z kierowcą zaczął. Ten poznał go oczywiście, piosenki jego lubi - i nagle pyta o Uniwersytet Jagielloński: tyle też tam Żydów, ile na Warszawskim? Krakowianina zatkało z wrażenia, chciał niemal demonstracyjnie wysiąść. Może jego zaskoczenie wynikło z tego, że nie znał podobnej opowieści mojego przyjaciela. Też jedzie taksówką, też kierowca miły i rozsądny, księdza Tischnera chwali bardzo - i wnet na Żydów wygadywać zaczyna.
Taksówkarze tacy są? Wniosek oczywiście zgoła błędny: socjologia to od pana Zagłoby albo jeszcze bardziej niebezpieczna. Tyle tylko, że z narodem przez Boga wybranym (nadal - poczytajmy biblijny List do Rzymian) dokładnie jak z taksówkarzami: Żydzi też zupełnie różni są. Jak i nieprzymierzając Polacy.
A teraz reklama bibliograficzna: numeru kwietniowego krakowskiego katolickiego miesięcznika „Znak” . Można się dowiedzieć stamtąd, że papież Benedykt XVI stwierdził, iż woli nazywać Żydów ojcami w wierze: ojcami, nie starszymi braćmi, jak to czynił Jan Paweł II. Ten papieski pomysł przypomniał dzielny dominikanin Marek Nowak, a obok jego tekstu w ogóle o tych moich krewniakach dużo. I o Polakach, co ich jakoś ciągle chorobliwie nie lubią.
Wszystkim Jerzym i Wojciechom dzisiaj życzenia serdeczne! A Franciszek też Jerzy: niech smoki nasze zwalcza dalej dzielnie!

16:40, jan.turnau
Link Komentarze (16) »
środa, 22 kwietnia 2015
Szawła Pawła przypadek niesłychany

Dzieje Apostolskie 8,1b-3
„W owym dniu [po śmierci Stefana] nastąpiło wielkie prześladowanie Kościoła w Jerozolimie. Wszyscy prócz apostołów rozproszyli się po okolicach wiejskich Judei i Samarii. A Stefana pogrzebali mężowie pobożni i uczynili płacz nad nim. Lecz Szaweł pustoszył Kościół, wdzierając się do domów, wywlekając mężczyzn i kobiety, wtrącał ich do więzienia.” EPP.
Poprzednio czytaliśmy, że pochwalał zabicie Stefana. Co prawda sam nie walił weń kamieniami, tylko pilnował szat świadków - Biblia Jerozolimska tłumaczy, że chodzi tu świadków fałszywych, którzy przedtem oskarżali, a teraz mordowali - ale był po stronie wrogów Kościoła. I taki człowiek stał się potem głównym propagatorem nowej religii. Paradoks oczywisty, podkreślanie go może trącić banałem, ale to chyba fakt w historii religii rzadki. W każdym razie trzeba postawić pytanie, czy Pawłowa gorliwość była tą częstą u neofitów, którzy zmieniają poglądy na wręcz przeciwne. Bibliści w rodzaju ks. Czajkowskiego zauważają jednak, że taki się nie stał, że na przykład w Liście do Rzymian zaznaczył, iż Boże wybraństwo nie zostało Izraelowi cofnięte, co niektórym dzisiaj trudno przyjąć. To jedna sprawa, a druga, przez uczonych dziwnie lekceważona: co się działo z Pawłem przez te kilkanaście lat w rodzinnym Tarsie? Zapewne, na pewno pogłębiał myślowo swoją nową wiarę, ale to ogólnik, chciałoby się wiedzieć więcej, znać jakieś przypuszczenia fachowców. Napisał ktoś o tym jakiś apokryf?

14:37, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
wtorek, 21 kwietnia 2015
Stefan prorok ostry: prowokował? Tischner całkiem nie księży

Dzieje Apostolskie 7,51-59.8,1
Śmierć pierwszego męczennika chrześcijańskiego. Biblia Poznańska wyjaśnia, że został ukamienowany za bluźnierstwo zgodnie z Księgą Powtórzonego Prawa 13,2-12 i !7,2-7. No bo faktycznie głoszenie, że Jezus był Synem Bożym, dla ortodoksyjnych Żydów musiało brzmieć jak kontestacja monoteizmu: „A on pełen Ducha Świętego patrzył w niebo i ujrzał chwałę Bożą i Jezusa stojącego po prawicy. I rzekł: - Widzę niebo otwarte i Syna Człowieczego stojącego po prawicy Boga” (Tysiąclatka). Co więcej jednak, działała psychologia, emocje: w Dziejach czytamy, że przedtem Stefan mówił do ludu i starszych, i uczonych tak: ”Twardego karku i opornych serc i uszu! Wy zawsze sprzeciwiacie się Duchowi Świętemu. Jak ojcowie wasi, tak i wy. Któregóż z proroków nie prześladowali wasi ojcowie? Pozabijali nawet tych, którzy zapowiadali przyjście Sprawiedliwego. A wyście zdradzili Go teraz i zamordowali. Wy, którzyście otrzymali Prawo za pośrednictwem aniołów, lecz nie przestrzegaliście go.” Mamy tutaj słowa prowokacyjne: Stefan wymyśla, obraża. Nic dziwnego, że „gdy to usłyszeli, zawrzały gniewem ich serca i zgrzytali zębami na niego”. Ale tak też jak Stefan zachowywał się przecież wobec nich Chrystus: swoista nieuprzejmość prorocka, a w ogóle to temperament orientalny, południowy też oczywiście.
Teraz lektura moja niedawna, o której tak napisałem, wyjątkowo do naszego działu „Kultura”.
Pierwszą myślą „w tym temacie” pobłądziłem nieco. Wydało mi się bowiem, że na nowo przez Znak wydana książeczka świętej pamięci księdza Józefa Tischnera pt. „Drogi i bezdroża miłosierdzia” ewenementem nie jest. W każdym razie w „Wyborczej”, gdzie o tym duchownym napisano tyle i tak dobrze, że starczy. Przecież publikacją tą wznawia się tylko coś, nie odkrywa się jakiegoś ineditum, jak to było z wydanymi wcześniej zapiskami czynionymi przez tego autora, kiedy młodzieniaszkiem jeszcze zupełnym był.
A przecież myśl moja wczesna należało do kategorii nazwanej przez niego po góralsku „gówno prawda”. Znak jednak właściwie postąpił. Nie tylko dlatego, że Franciszek nasz nieomylny Rok Miłosierdzia właśnie otworzył, czym niejako przypieczętował swoje nieustanne dowodzenie, iż Pan Bóg jest miłosierny nieskończenie, przebaczaniem nigdy się nie męczy. Prawda ta w polskim kaznodziejstwie głoszona jest zgoła rzadko, co w „Więzi” wiosennej Małgorzata Wałejko znakomicie zobrazowała. Temat ów teologiczny zatem drążyć bez przerwy trzeba, szczególnie kiedy ksiądz Józef przedstawia go niebanalnie.
Filozof krakowski bowiem pomysłowością swoją tutaj też ostro błyska. Tytuły niektórych rozdziałów tomiku: „Robespierre i siostra Faustyna”, „ Siostra Faustyna i Fryderyk Nietsche”. Złośliwy czytelnik przed lekturą owych tekstów powie, że chytry klecha ułatwił sobie sprawę, polską świętą francuskiemu terroryście oraz prekursorowi hitleryzmu bez trudu przeciwstawiając. Że to jednak ocena niemądra, wystarczy się przekonać po prostu oba eseje przeczytawszy. Bez czytelniczego trudu, albowiem myśliciel ów góralski genialnym publicystą religijnym był. Górował jakoś nad tyloma innymi polskimi, choć mamy przecież dobrze piszących sporo. Rzecz może w tym, iż ksiądz Tischner jawił się w pisaniu swoim bez żadnej słownej koloratki, też kiedy głosem, nie drukiem swoją myśl w radiu wykładał. Gdybym nie wiedział, że mówca duchownym jest, za jakiegoś zgoła świeckiego wziąłbym był go słysząc początkowo. Podobnie jest i z pisaniem, nawet kiedy ma świętą zakonnicę za rozważania przedmiot. Choć – wyznam, żeby nie było, iż reklamę bezwstydnie uprawiam – nie zawsze jest to mowa całkiem klarowna. Żeby nie była to laudacja absolutna, dopowiem, iż w tekstach księdza Józefa dostrzegam czasem autorski pośpiech. Artykuły wyrywane spod pióra nie zawsze dopracowane być mogą. Najważniejsze jednak, że stale w księgarniach są. Alleluja!

17:09, jan.turnau
Link Komentarze (25) »
poniedziałek, 20 kwietnia 2015
Stefan i Libertyni. Ksiądz Lemański i Don Kichot. „Znak” o Żydach

Dzieje Apostolskie 6,8-15
Zaczyna się opowieść o męczeństwie Szczepana. Przypominam, że był to najważniejszy z siedmiu uczniów wyznaczonych przez apostołów do pracy charytatywnej wobec „hellenistów”, czyli Żydów z diaspory greckiej (owi uczniowie byli też hellenistami, według późniejszej terminologii byli to pierwsi diakoni, niektórzy służyli także słowem.) Problemy translatorskie. Najpierw z imieniem tej biblijnej postaci: oczywiście nazywał się Stefanos, Stefan - Szczepan to wersja słowiańska, zakorzeniona mocno w polskich tłumaczeniach, w EPP na szczęście udało mi się przeforsować Stefana (trzeba być trochę oryginalnym). Dalej mamy w Tysiąclatce „Libertynów”: „Niektórzy zaś z synagogi zwanej synagogą Libertynów i Cyrenejczyków, i [z synagog - EPP] Aleksandryjczyków, i tych, którzy pochodzili z Cylicji i z Azji, wystąpili do rozprawy ze Szczepanem”. Nie chodzi tu oczywiście o ludzi o poglądach moralnych („de sexto”) mocno liberalnych, tylko o wyzwoleńców i tak dzisiaj inni tłumaczą (m.in. EPP). Polska wersja Biblii Jerozolimskiej wyjaśnia w przypisie: „Prawdopodobnie chodzi o potomków Żydów, uprowadzonych do Rzymu przez Pompejusza w 63 r. przed Chr., których sprzedano jako niewolników, a potem uwolniono”.
Stefan, choć sam też z diaspory, podpadł tamtym mówiąc jak każdy wyznawca Chrystusa na Jego temat, ale według „Encyklopedii Biblijnej” zapewne z wnioskiem, że jeśli jest On Mesjaszem, to kult świątynny utracił swoją skuteczność, a Prawo Mojżeszowe powinno ujmować się w zupełnie nowym świetle. To była wobec ortodoksyjnych Żydów niezamierzona prowokacja. O jego mowie do Sanhedrynu, przed który go wyciągnęli, czytamy w Dziejach dalej, w tym blogu już jutro.
Kiedy myślę o ludziach, którzy podpadli władzy, przychodzi mi na myśl nieuchronnie ksiądz Lemański, ale też trochę do niego podobny bohater kapitalnej powieści Grahama Greene’a „Monsignore Kichote”. Przeczytałem ją w polskim tłumaczeniu z opóźnieniem piętnastoletnim: spolszczyła rzecz dawno Janina Karczmarewicz-Fedorowska dla Wydawnictwa „Śląsk”. Pisarz angielski wykorzystał do swego dzieła znakomitego pomysł z powieści Guareschiego o proboszczu Don Camillo i wójcie komuniście. Proboszcz w hiszpańskim miasteczku El Toboso, znanym ze sławnej powieści Cervantesa, ma fatalne stosunki ze swoim biskupem zupełnie jak były proboszcz Jasienicy. Spotkał jednak przypadkiem innego hierarchę, któremu się spodobał, a ten okazał się funkcjonariuszem watykańskim i załatwił mu godność papieskiego prałata. W takim stroju kościelnie kolorowym nasz bohater udaje się w wypoczynkową podróż w towarzystwie nie bardzo odpowiednim, mianowicie z miejscowym burmistrzem komunistą. Dzielą ich liczne poglądy, ale łączy jakaś odruchowa przyjaźń coraz mocniejsza. Ksiądz uważający się za potomka Don Kichota nazywa wobec tego burmistrza Sancho (Panso). Podróż upływa na dysputach i problemach politycznych, czyli z policją frankistowską. Proboszcz, choć już papieski prałat, podpada swojemu biskupowi radykalnie, zostaje suspendowany, ginie w wypadku samochodowym, ale burmistrz - na tym kończy się powieść – odczuwa do towarzysza podróży miłość coraz większą, która - to zdanie ostatnie - „nie wiadomo, dokąd go zaprowadzi”. Przedtem bowiem w przedśmiertnej malignie proboszcz udziela mu Komunii. Rzecz równie zabawna, jak głęboka: to po trosze powieść o dzisiejszym Kościele katolickim, o duchownych ewangelizujących - okazuje się - najlepiej. Egzemplarze są zapewne do wypożyczenia w niejednej bibliotece publicznej. Polecam serdecznie.
PS. Znalazłem w tej książce Greene’a coś biblistycznego: według proboszcza ewangelista Mateusz piętnaście razy powołuje się na piekło, Marek zaledwie dwa razy, Łukasz trzy, a Jan wcale. Sprawdziłem w „Konkordancji do Biblii Tysiąclecia” ks. Jana Flisa, że nie są to dane wyssane z palca. Według tej „Konkordancji” liczby te kolejno wyglądają tak: Mt - 7, Mk - 3, Łk - 1, J - 0. Czyli proporcje podobne. Muszę zapytać księdza Hryniewicza, jak tę statystykę ocenia i jeśli jest bliska prawdzie, to jak ją interpretuje w świetle swojej nadziei powszechnego zbawienia.
Inna moja lektura to „Znak” kwietniowy. Napisałem o nim jako Jonasz do „MiŚ-a” (tekścik ukaże się pewnie w najbliższy szabat) jak niżej.
Papież Benedykt XVI stwierdził, że woli nazywać Żydów ojcami w wierze: ojcami, nie starszymi braćmi. Ten papieski pomysł przypomniał dzielny dominikanin Marek Nowak w kwietniowym numerze „Znaku”, gdzie w ogóle o tych krewniakach dużo.
Już zaraz we wstępie redaktor naczelna, Dominika Kozłowska, poczyna sobie potężnie. Po prostu znako-micie (kalambur nie do uniknięcia) streszcza cały numer, narażając mnie w ten sposób na pokusę zacytowania „edytorialu” w całości. Ulegam częściowo, dając cytaty spore.
„Polski Kościół jako jeden z niewielu w Europie obchodzi Dzień Judaizmu. Uroczystości każdego roku odbywają się w innej diecezji. Uczestniczą w nich biskupi, reprezentanci Komitetu ds. Dialogu z Judaizmem. Jednocześnie to właśnie w Polsce działa stacja radiowa, która w raporcie Departamentu Stanu USA określona została jako jedna z najbardziej antysemickich w Europie. I pomimo wrogiej Żydom postawy i głoszenia treści niezgodnych z posoborowym nauczaniem Kościoła odnośnie do judaizmu cieszy się ona poparciem niemałej części episkopatu.
Dlaczego inicjatywy przyczyniające się do rozwoju dialogu religijnego nie idą w parze z działaniami mającymi na celu piętnowanie antysemickich zachowań? Szczególnie że tych jest naprawdę sporo: akty wandalizmu wobec żydowskich miejsc kultu, wzywające do nienawiści napisy na murach oraz na portalach społecznościowych i «opiniotwórczych» stronach internetowych. W tekstach Marty Duch-Dyngosz, Stanisława Krajewskiego i Janusza Poniewierskiego odnaleźć możemy znacznie więcej przykładów codziennego, dla nas często niewidocznego antysemityzmu.
(...) W przyszłym roku obchodzić będziemy 70. rocznicę pogromu kieleckiego. Trudno nie zadać pytania: dlaczego nie doczekaliśmy się jeszcze solidnych badań historycznych, które mogłyby stać się przyczynkiem do poważnej dyskusji o stosunku polskich duchownych do polskich Żydów? Dlaczego soborowa rewolucja i nasze lokalne doświadczenia nie znajdują odzwierciedlenia w treści programu lekcji religii? Przecież bez przyjęcia wartości judaizmu nie można być dobrym chrześcijaninem, o czym przypomina nam również papież Franciszek.”
Pozwalam sobie zauważyć, że wszystko powyższe powiedział niedawno w skrócie w Muzeum Żydów Polskich ksiądz Romuald Jakub Waszkinel Weksler. Że Dni Judaizmu przypominają mu niegdysiejsze Towarzystwo Przyjaźni Polsko-Radzieckiej: tamtą oficjalną pokrywę, pod którą kryła się do Związku Zdradzieckiego zrozumiała polska niechęć. Zakończę również kalamburem: Tomasz Merton napisał rzecz pod tytułem „Znak Jonasza”. Czyli mój! By tak rzec po eklezjalnemu – mój miesięcznik najprzewielebniejszy!
Wysłuchałem dzisiaj w Radiu TOK FM rozmowy z kandydatem na prezydenta, znanym reżyserem Grzegorzem Braunem. Facet oczywiście „psychiczny”, ale przemawiający spokojnie, jak jakiś poważny pan profesor. Rozmówcy też tak go traktowali zamiast pognębić ironią, obśmiać. A prawda jest taka, że antypolonizm jest, ale antysemityzm nie zwalcza go, tylko niechcący wspiera.

16:21, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
wtorek, 07 kwietnia 2015
Magdalena uwierzyła niepierwsza. Prasa i periodyki chrześcijańskie

Ewangelia Jana 20,11-18
Dziś ewangelijną bohaterką relacji jest apostołka apostołów, jak ją zwą prawosławni, bo to ona jest pierwszą głosicielką Zmartwychwstania. Aczkolwiek nie można powiedzieć, że ona pierwsza uwierzyła: pierwszeństwo ma według własnej ewangelii apostoł Jan (J 20,8). Choć oczywiście ewangelie są tutaj bardzo feministyczne: w głoszeniu Zmartwychwstania kobiety wyprzedzają męską Dwunastkę.
Święta sprzyjają lekturze, przeczytałem sporo tekstów w prasie i periodykach chrześcijańskich. Najważniejszy, bo w biblijnym temacie, jest artykuł Piotra Sikory „Cztery strony Paschy” w „Tygodniku Powszechny”: o różnicach w opisie śmierci i zmartwychwstania, jakie widać w czterech ewangeliach. Ważny to temat i nietrudny, niewstydliwy bynajmniej, pluralizm rzecz także w Kościele normalna, nawet właśnie zróżnicowanie w tym źródle wiary może być wzorem dla późniejszych jej zbiorników. Byleby tylko zgadzać się co do tego, co najważniejsze, a ewangelie łączy przecież przesłanie, że Jezus umarł jako skazaniec i zmartwychwstał, my z Nim. Nie zreferuję tu tekstu Sikory, bo następne czekają w kolejce, odnotuję tylko jego pogląd, nie wiem, jak bardzo oryginalny, na temat słów o Jezusie wszystkich czterech ewangelistów, że „oddał ducha”. Według Sikory trzeba pisać „Ducha”, bo chodzi o trzecią osobę Trójcy, którą Chrystus posyła już w tym samym momencie śmierci i zmartwychwstania. Bibliści uczeni, szczególnie ci z EPP, co wy na taką egzegezę?
Po tygodniku miesięcznik. Mianowicie „W drodze”. Dominikanie poznańscy wydali już pięćset jego numerów: gratulacje i podziękowania, bo pismo bardzo udane! Jak na organ kościelny raczej nietrzymające języka za zębami, pozwalające sobie czasem na odmienność od eklezjalnej apologijnej sztampy (ostatnio wywiad z Szymonem Hołownią, pyskaty nieprawdopodobnie, co tu już chwaliłem pod niebiosy). Poza tym jak na periodyk pismo robione raczej dla zwykłych ludzi, bardziej niż „Znak” czy „Więź”, również skądinąd znako-mite. O „Więzi” będzie zaraz, ale wpierw jeszcze o Psów Pańskich w drodze szczekaniu szczerym. Ma u nich stałą rubryczkę teolog dużej klasy ks. Grzegorz Strzelczyk, w numerze jubileuszowym napisał pt. „Kościółkowacenie”. Zdefiniował: „Teraz mogę wyjaśnić tytułowe słowo. Uważam, że termin grzech (nie samodzielnie, ale wraz z całym pakietem słów i pojęć wyrażających centralne intuicje chrześcijańskiej nauki o zbawieniu – z tym ostatnim słowem włącznie, jeśli nie na czele) uległ procesowi skościółkowacenia. To znaczy został wciśnięty – nie bez udziału teologii i duszpasterstwa przeakcentowującego przez wieki rytualną stronę katolicyzmu – do zbioru słów, które mają znaczenie jedynie rytualne i jakikolwiek sens mają tylko w kultycznej przestrzeni odniesienia. Nie mają natomiast egzystencjalnego przełożenia: nie opisują nic z codziennego niekościółkowego doświadczenia.” Mówiąc po prostu na jednym autorskim przykładzie: facet albo facetka spowiada się z konsumpcji mięsa (nie ryby) w piątek, z opuszczenia mszy niedzielnej itp., ale nie z własnego egoizmu, egocentryzmu. Ksiądz Strzelczyk uważa słusznie, że oni mentalnie już kościółek opuścili. I pisze dalej: „Czy chcą zła w swoim życiu. Głęboko wątpię”. Mój własny, ale nie obcy autorowi komentarz: duszpasterze nie poruszają naprawdę ich sumień, tylko pilnują kościelnego prawa. Bo Kościół jest dla nich kościółkiem właśnie.
W „Więzi” natomiast Małgorzata Wałejko przedstawia Boga polskich kazań pt. Nie-Dobra Nowina”. Mam nadzieję, że Franciszek z czasem to zmieni, ale póki co, autorka tak słusznie Go na podstawie kazań opisuje „Bóg nie rychliwy, ale sprawiedliwy, zobaczy każdy najmniejszy grzech, jeszcze chwila i na zbawienie się nie załapiesz, lichy człowieczku...”
„Więź” to – żeby mamony na wydawanie starczyło – teraz kwartalnik – taki los jest także ewangelicko-reformowanej (kalwińskiej) „Jednoty”, niegdyś miesięcznika. W ostatnim numerze ważny tekst autora w mowie i piśmie niebywałego, Krzysztofa Dorosza, na temat wielkiego teologa tegoż (Doroszowego też) wyznania, czyli Karla Bartha. Teza główna taka, że upadek moralny teologii ewangelickiej niemieckiej (luterańskiej głównie), która stała się sługą ideologii nacjonalistycznej, wziął się z błędów dziewiętnastowiecznej teologii liberalnej. „Tak bardzo skoncentrowała się ona na człowieku, nauce i rozumie, że nie tylko odwróciła się od Boga, ale pozwoliła Mu stać się orędownikiem i opiekuńczym duchem jednej z walczących stron”. Teza słuszna? Za mało wiem, by się wypowiadać, wyznam tylko, iż odczytałem tutaj jakby przestrogę przed dzisiejszym uleganiem myśli liberalnej. Nacjonalizm nam nie grozi, ale jakaś laicyzacja, „odreligijnienie” może. Ostrożność nie zawadzi.
Na koniec melduję, że na kilka dni blogowanie zawieszam: innych robót nadmiar.

15:31, jan.turnau
Link Komentarze (92) »
poniedziałek, 06 kwietnia 2015
Kto bardziej winien: Rzymianie czy Żydzi?

Dzieje Apostolskie 2,22-23
„Mężowie Izraelici, posłuchajcie tych słów: Jezusa, Nazarejczyka, męża, o którym Bóg zaświadczył wam czynami mocy, przedziwnymi dziełami i znakami, których dokonał przez niego Bóg pośród was, jak sami wiecie, Jego to - wydanego postanowieniem woli i przedwiedzy Boga, rękami nieprawych przygwoździwszy - zabiliście.”
Ewangelia Mateusza 28,12-13
Arcykapłani „zebrawszy się ze starszymi postanowili po naradzie dać żołnierzom dużo srebrników, mówiąc: - Opowiadajcie: uczniowie jego, przyszedłszy nocą, wykradli go, gdy my spaliśmy.” Ekumeniczny Przekład Przyjaciół.
Co prawda, w tekście ewangelijnym powiedziane jest wyraźnie, że wykonawcami ukrzyżowania są „bezbożni”, czyli żołnierze rzymscy, ale wykonują oni plan władzy żydowskiej. Toczy się jednak obecnie spór o to, kto był najważniejszym sprawcą zbrodni. Uczeni izraelscy wraz z niektórymi chrześcijańskimi twierdzą, że ewangelie za bardzo obciążają tutaj ówczesne władze żydowskie. Tłumaczy się to tak: gdy odpowiednie teksty ewangelijne były redagowane, spór pierwotnego Kościoła z Synagogą był już bardzo ostry i to wpłynęło na przedstawiony przez owe teksty obraz tamtych wydarzeń. Być może również było tak, że Kościół stosował tutaj swoistą autocenzurę, by nie prowokować rzymskiej władzy okupacyjnej. Stąd przede wszystkim wybielanie postaci Piłata, szczególnie w Ewangelii Jana. Może ostre nastawienie antyżydowskie wpłynęło także na owo Mateuszowe przedstawienie Sanhedrynu jako zakłamującego perfidnie kwestię pustego grobu. Co zaś do roli w tym dziele samego Boga: jest On tutaj współsprawcą? Mowa jest przecież o „woli postanowienia Bożego”.  Bo też wolą Ojca było, aby Syn nie użył Boskiej mocy w swojej obronie, ale przecież to nie Ojciec zabił.

16:36, jan.turnau
Link Komentarze (28) »
sobota, 04 kwietnia 2015
Nadzieja powszechnego zbawienia

4-5 kwietnia 2015

List do Rzymian 6,5
„Jeżeli bowiem przez śmierć podobną do Jego śmierci zostaliśmy z Nim złączeni w jedno, to tak samo będziemy z Nim złączeni w jedno przez podobne zmartwychwstanie.”
W Wielką Sobotę nie ma liturgii, zatem i odpowiednich tekstów biblijnych. Wieczorem jest liturgia wigilijna, ale ona należy już do Niedzieli Wielkanocnej. Z tej mszy słowa Pawłowe.
Wielkanoc to potoczna nazwa polska, oficjalna brzmi „Niedziela Zmartwychwstania Pańskiego”, ale ja lansuję termin w Polsce rzadko używany, ze starszymi braćmi w wierze raczej kojarzony: Pascha. Kojarzony słusznie, bo to przede wszystkim tego ludu uroczystość.
W obu Paschach o coś podobnego chodzi. Żydzi świętują swoje wyzwolenie z niewoli egipskiej, my wyzwolenie wszystkich ludzi z niewoli ogólnej. Niedoli ziemskiej niewoli. Bo o to przecież chodzi w myśli o zmartwychwstaniu. O nadzieję na lepszy los. Tu na ziemi jesteśmy na wozie albo pod wozem, chrześcijanie wierzą w wieczne szczęście po śmierci. Dla wszystkich? Niektórzy z nas mają nadzieję na zbawienie powszechne. Stalina i męczenników prawosławnych, Hitlera i Edyty Stein. Kto wątpi, niech poczyta na ten temat felieton Jonasza w dzisiejszym „Magazynie Świątecznym”. Alleluja!

12:50, jan.turnau
Link Komentarze (71) »
piątek, 03 kwietnia 2015
Jak baranek. Przebaczyć

Księga Izajasza 53,4.7b
„Jak baranek na rzeź prowadzony, jak owca niema wobec strzygących ją, tak on nie otworzył ust swoich.”
Chrześcijanie wierzą, że to dzień największej ludzkiej tragedii. Nie dlatego, że Jezus z Nazaretu cierpiał najbardziej spośród tysięcy krzyżowanych, milionów torturowanych kiedyś i teraz. Cierpiał najbardziej ze wszystkich ludzi, bo był niewinny najbardziej, dobry absolutną dobrocią Boga. Wziął też na siebie solidarnie cierpienie całej ludzkości, wszystkie krzyże człowieczej historii.
Oczywiście to nie Bóg Ojciec skazał Go na śmierć, choć chrześcijańscy myśliciele nieźle zamętnili sprawę. Myśląc po feudalnemu twierdzono nawet, że Boga Ojca mógł swoją ofiarą przebłagać za nasze grzechy tylko ktoś równy Mu rangą, czyli Jego Syn. To jednak przecież ludzie skazali Go na śmierć: władze rzymskie z żydowskimi do spółki. Nie bronił się, choć miał moc Bożą: dał przykład niestosowania przemocy również największy z możliwych. Po to stała się Golgota.
Napisałem, że to była tragedia, jednak raczej dramat, bo rozpacz nieostateczna. Za grobem zwycięstwo.
A już teraz przebaczanie. Ewangelia Łukasza podaje słowa z krzyża: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią.” W „Naszym Dzienniku” znalazłem raczej rzadko w tym piśmie słowa mi bliskie. Napisał 26 marca Andrzej Kalicki z Gdańska pod tytułem „Czy potrafimy przebaczyć?”. „Wołyń, 1917 rok. Formuje się partyzantka gen. Eugeniusza de Henninga-Michaelisa. Stara Sieniawa. Grupa ułanów jedzie wozem, by kupić furaż dla koni. Wpadają w zasadzkę. Kilku z nich wyrywa się z pułapki, powiadamiają dowódcę. Oddział wita przerażający widok. Bezczeszczone ciała kobiet i mężczyzn... Wachmistrz przybity do ściany stodoły, oskalpowany, z połowy ciała zdarta skóra. Reakcja ułanów jest spontaniczna: roznoszą na szablach opornych, palą kilka chat. Czy potrafimy po chrześcijańsku przebaczyć? Powinniśmy przypominać? Tak, w hołdzie ofiarom. Tym bardziej, że po drugiej stronie brak szczerej skruchy.”
Powinniśmy przypominać, choć nie po to, by dzisiaj wypominać, kiedy Ukraina walczy bohatersko o niepodległy byt. Brak szczerej skruchy bywa obopólny, a przecież nienawiść do Lachów nie wzięła się z niczego. Krew pobratymcza przelewana była nawzajem przez oba narody, choć ostatnio dużo bardziej polska. Myślę, że konflikt był w dużej mierze klasowy: my byliśmy panami, oni chłopstwem. Ale tak nas, jak i ich obowiązuje Ewangelia. Amen.

13:31, jan.turnau
Link Komentarze (46) »
czwartek, 02 kwietnia 2015
Dzień umywaczy nóg

Ewangelia Jana 13,14
„Jeżeli więc ja, Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wy powinniście sobie nawzajem umywać nogi.” Biblia Tysiąclecia.
Dziś w Kościele katolickim uwaga skupiona na księżach. Wieczorem we wszystkich świątyniach jako początek Triduum Paschalnego odprawiana jest Msza Wieczerzy Pańskiej, akcent położony jest na sakrament komunii, nie kapłaństwa. Ale przesłania czytanego wówczas fragmentu Ewangelii Jana trudno nie odnieść do tych, których komuniści nazywali „funkcjonariuszami kultu”: Jezus umywa apostołom nogi, ucząc pokory ich, a pośrednio wszystkich kościelnie wyróżnionych. Przed południem mają oni poza tym w katedrach swoją mszę specjalną: wspólną ze swoim biskupem, z umywaniem nóg właśnie, poświęca się też wtedy krzyżmo, czyli olej, którym się namaszcza kandydatów na kapłanów. Zwie się ta substancja podobnie jak krzyż, choć źródłosłów łaciński jest inny, bo też mają kapłani swoje krzyże wielkie. Niektórzy z samym sobą.
W wiosennym numerze kwartalnika „Więź” niezwykle mocny tekst pt. „Kultura klerykalna a pedofilia” (zreferowałem go w ostatnim „Magazynie Świątecznym”). Bardzo skądinąd zaangażowana kościelnie seksuolożka Ewa Kusz dowodzi tam obszernie, że przekonanie duchownych o własnej szczególnej wartości wielorako utrudnia walkę z wykorzystywaniem przez niektórych z nich osób nieletnich. Chcę jednak dzisiaj skomentować rzecz optymistycznie: to, że napisała to osoba bardzo skądinąd zaangażowana kościelnie w prestiżowym piśmie katolickim, świadczy, iż idzie ku lepszemu. Zresztą są przecież kapłani dalecy od klerykalnej pychy, w pełni świadomi grzechów swojego środowiska. O nich myślę w ten dzień księdza z wdzięcznością ogromną. Oraz współczuciem: odium pedofilii spada na całe duchowieństwo.
Zrobiłem sobie bardzo naprędce listę dwunastu księży nieprzekonanych o własnej duchownej wartości. Oto ona: Bardecki, Boniecki, Bozowski (+), Czajkowski, Fedorowicz (+), Jabłoński, Korniłowicz (+), Oszajca, Polak, Puciłowski, Wojtyła (+), Zieja (+). Lista niekompletna zgoła, z wielokropkiem wielkim, a pewnie i dyskusyjna miejscami.

16:09, jan.turnau
Link Komentarze (26) »
środa, 01 kwietnia 2015
Obcy dla swoich braci

Psalm 69,8-10.21
„Dla Ciebie bowiem znoszę urąganie,
hańba twarz mi okrywa.
Dla braci moich stałem się obcym
i cudzoziemcem dla synów mej matki.
Bo gorliwość o dom Twój mnie pożera
i spadły na mnie obelgi złorzeczących Tobie.
Hańba złamała me serce i sił mi zbrakło,
czekałem na współczucie, lecz nikt się nie zjawił,
i na pocieszycieli, lecz ich nie znalazłem.”
Biblia Tysiąclecia.
Skarga możliwa w ustach niejednego wierzącego. Na wielu spadają gromy za słowa krytyki, za tak zwane kalanie wspólnego gniazda. Gorliwość religijna nagradzana czasem dopiero za grobem.

13:07, jan.turnau
Link Komentarze (39) »
Archiwum