Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
poniedziałek, 29 kwietnia 2013
Nie lękajmy się

1 List Jana 2,1-2
„Dzieci moje, piszę wam to, abyście nie grzeszyły. A jeśli by kto zgrzeszył, Parakleta mamy u Ojca, Jezusa Chrystusa, sprawiedliwego.
I On jest ofiarą przebłagalną za grzechy nasze, a nie tylko za nasze, lecz i całego świata”.
Ekumeniczny Przekład Przyjaciół.

W pierwszym wersecie pada dziwny rzeczownik „Paraklet”. Wymyśliliśmy mianowicie, żeby terminu greckiego „Parakletos” właściwie nie tłumaczyć. Oznacza on poza Biblią sądowego adwokata, znaczy dosłownie „przywołany do boku”, tłumaczony jest jako „Rzecznik”, „Orędownik”, także „Pocieszyciel”. Takim obrońcą jest w Ewangelii Jana Duch Święty (rozdział 14, 15, 16), tutaj zaś Chrystus. Mamy zatem adwokatów aż dwóch, nie lękajmy się. Władza kościelna nawykła straszyć, co prawda, ale już nie papież Franciszek. Już coraz więcej duchownych tłumaczy, że Jezus kocha, nie liczy grzechy.

15:23, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
niedziela, 28 kwietnia 2013
Miłość bliźniego bez żadnych granic

Ewangelia Jana 13,34
„Daję wam przykazanie nowe, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie.”

Przykazanie miłości bliźniego jak siebie samego było już w Starym Testamencie (Kpł 19,18 i 34), ale tu zostało wzmocnione absolutnie: miłuj bliźniego swego tak, jak ciebie miłuje Chrystus!

10:12, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
Miłosierdzie bez żadnych granic

wpis na sobotę 28 kwietnia 2013
Ewangelia Jana 14, 9
„Kto mnie ujrzał, Ojca ujrzał.”
Ekumeniczny Przekład Przyjaciół.

Obrazem Ojca jest Jezus, którzy poszedł za nas na krzyż, czyli taki jest również Bóg. Czyli miłość, czyli miłosierdzie absolutne!

10:11, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
piątek, 26 kwietnia 2013
Niebo przestronne niebywale. Wywiad niebieski Szymona Hołowni

Ewangelia Jana 14,1-2
„Niechaj nie drży wasze serce. Wierzcie w Boga, wierzcie i mnie.
Wiele jest mieszkań w domu Ojca mego, gdyby tak nie było, czyż powiedziałbym Wam, że idę przygotować wam miejsce?”
Ekumeniczny Przekład Przyjaciół.

Mieszkanie niebieskie dla każdego? Kwantyfikatora dużego nie ma, ale ta wielość oznacza zbawienie dla wszystkich słuchaczy. Niemniej Jezus powiedział to nie do tłumów, tylko do uczniów w Wieczerniku, będących oczywiście duchową elitą (Judasz już wyszedł). Zarazem jednak hebrajski odpowiednik greckiego terminu „pollai” oznacza wielość przeogromną. Na przykład słowa Jezusa u Mateusza i Marka: „moja krew Przymierza, która za wielu będzie wylana”, oznaczają właściwie, że będzie wylana za wszystkich. Może zatem nie jest płonna nadzieja powszechnego zbawienia, apokatastazy. Nadzieja, nie pewność, niemniej bardzo mocna, w każdym razie u mnie. Nie mogę uwierzyć w Boga, który stworzył świat doczesny tak w ogóle potworny z wieczną męką choćby jednego człowieka jeszcze na dodatek.

Lektura książkowa na ten nieziemski temat, także o tamtej nadziei: „Niebo dla średnio zaawansowanych. Ks. Grzegorz Strzelczyk w rozmowie z Szymonem Hołownią” (Znak). Sprzedaż książki dopiero od 9 maja, ale i tak może być to prezent imieninowy dla wszystkich Zofii, Andrzejów, Helen, lekko spóźniony dla Stanisławów, nawet i Jakubów, Filipów...

15:36, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
czwartek, 25 kwietnia 2013
Jan Marek, syn Piotra (i Pawła, i Barnaby). Nieostrożność papieża Franciszka

1 List Piotra 5 13
„Pozdrawia was (...) Marek, mój syn.”
Dziś święto ewangelisty Marka. Synostwo Markowe Piotra było oczywiście duchowe (nie nieślubne, proszę panów kościołożerców). Nie wiadomo nic o dzieciach „naturalnych” tego Szymona, choć był na pewno żonaty, bo kawaler nie miewa teściowej: znamy tylko jego potomka duchowego. Mocne związki Marka z Piotrem mają oparcie poza tą wzmianką głównie w tradycji, ja jednak nie zwykłem jej lekceważyć. Uważa się mianowicie, że Marek był tłumaczem Piotra w Rzymie i na prośbę tamtejszych chrześcijan spisał to, co zapamiętał z jego nauk. Samo to personalne źródło by nie starczyło, niemniej ślady owych nauk w tekście tej ewangelii widać.
Co zaś do jej prawdopodobnego autora (tylko prawdopodobnego: autorstwo w starożytności i później to zawsze problem), imię Marek to według „Encyklopedii biblijnej” tylko łaciński przydomek młodzieńca imieniem Jan. Encyklopedia ta podaje również, że ”był on synem kobiety Marii, mającej dom w Jerozolimie, w którym chrześcijanie gromadzili się na modlitwie i do którego przyszedł Piotr po swoim cudownym uwolnieniu z więzienia (Dz 12, 12)”. Bratem owej Marii, a na pewno krewnym (chyba wujem) Jana Marka był jeden z bohaterów Dziejów Apostolskich, Józef o przydomku Barnaba. Apostoł (choć nie z Dwunastu) ów protegował Marka, zdaniem Pawła nawet za bardzo, o co się pokłócili, gdy patron dzisiejszy nie wytrwał w podróży. Paweł nie zabrał go (a zatem i Barnabę) w następną wędrówkę misyjną, ale w dalszą owszem, co wynika z Pawłowych listów.
Marek musiał być chłopcem uroczym jeśli miał tylu (bo aż trzech) starszych od siebie przyjaciół. Może mu ów urok został w wieku dojrzałym.
PS. W przedwczorajszej depeszy KAI przeczytałem coś zdumiewającego: papież Franciszek powiedział: „Tożsamość chrześcijańska nie jest dowodem osobistym: to przynależność do Kościoła. Gdyż nie można znaleźć Jezusa poza Kościołem. (...) Nie można żyć z Jezusem, iść za Nim, miłować Go bez Kościoła.” Jest to może polemika z hasłem ”Jezus tak, Kościół nie”, ale nie w duchu Vaticanum Secundum. „Explicite”, deklaratywnie iść za Nim poza Kościołem to może się nie da, choć też przecież można naśladować Jezusa nie wierząc w Jego boskość, czyli nie będąc w Kościele. W każdym razie tylu jest ludzi wszystkich wiar i niewiar, którzy miłują Jezusa „implicite”, nawet bez pewności, że w ogóle istniał. Ten dziwny błąd nowego biskupa Rzymu tłumaczę sobie tak: Franciszek jest bardziej gorącym franciszkaninem niż ostrożnym jezuitą, nie waży słów, mówi spontanicznie, bez troski o precyzję, szczególnie podczas „prywatnych” mszy w kaplicy Domu Św. Marty. Mam nadzieję, że ktoś (czarny papież, czyli generał jezuitów?) wytłumaczy(ł) mu, że każde takie jego słowo idzie w świat, więc musi bardziej uważać.
Ale podobno przychodzi tam na śniadanie ”na cywila”, pewnie w samej koszuli, bo tam ciepło: słowa bardzo ważne, ale takie gesty też, bo to schodzenie z cokołu.

16:21, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
środa, 24 kwietnia 2013
Jezu, ufam Tobie

Ewangelia Jana 12,47-49
„A jeśliby ktoś Słów moich słuchał i nie zachowywał, tego ja nie sądzę; nie przyszedłem bowiem, abym sądził świat, lecz abym świat zbawił.
Kto odrzuca mnie i nie przyjmuje Słów moich, ma takiego, który go sądzi: Słowo, które wypowiedziałem, ono będzie go sądzić w Dniu Ostatnim.
Albowiem z siebie samego nie powiedziałem, lecz Ten, który mnie posłał, Ojciec, On sam dał mi przykazanie, co mam rzec i opowiadać.”
Ekumeniczny Przekład Przyjaciół.

Kusi wyrwanie wersetu 47 z kontekstu: Jezus zbawia i tyle, nikogo nie potępia. Jednak potępienie grozi. Ufam, że rzeczywiście Bóg jest silniejszy niż nasza zła wola, niż wola Szatana, ale tu nie ma takiego przesłania. Jednak gdy Jezus każe ufać, to wie, co mówi. Przesłanie Miłosierdzia dane przez Faustynę, przez Franciszkę Kozłowską.

14:47, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
wtorek, 23 kwietnia 2013
Stracić życie, zyskać

Ewangelia Jana 12,25
Dziś w całym moim Kościele czcimy dwóch świętych, Wojciecha i Jerzego. W Polsce tylko pierwszego, drugiego zostawiając na jutro, by nie było za dużo szczęścia, stąd jutrzejsza data niektórych imienin. Mój Kościół zdystansował się trochę od pogromcy smoka, jest w kalendarzu szczątkowo, bo legend tu legion, a historii na lekarstwo. Jednak polski słownik hagiograficzny Henryka Frosa SJ i Franciszka Sowy cytuje opinię historyka H. Delehaye, że jednak istnienie takiego męczennika nie ulega wątpliwości (czego, rzecz jasna, nie da się rzec o smoku).

Święci świętymi, blog ten jednak przede wszystkim biblijny, dalej zatem pomyślę nad przepisanymi na dzisiaj słowami: „Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne”. Najpierw wiadomość, że owo życie to greckie „psyche”, czyli właściwie dusza i mamy ją w EPP, choć chodzi tu nie o duszę platońską, czyli to, co w człowieku o wiele lepsze i nieśmiertelne, tylko o czynnik ożywiający. A owa nienawiść to semicka przesada oczywiście. Trudno nie pomyśleć o bohaterach Getta: życie swoje kochali jak każdy, ale woleli umierać z godnością. Jednak jest ideał niestosowania przemocy, radykalnej miłości bliźniego, choćby najobrzydliwszego moralnie? Obrona własna i tak nieskuteczna? Daję takim myślom spokój.

13:13, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 22 kwietnia 2013
Dola i niedola Szymona Piotra. Janusz Poniewierski i inni w kwietniowym „Znaku”

Dzieje Apostolskie 11,1-8
Opowieść Piotra o jego wizji otwierającej Kościół poganom: przekreślającej podział zwierząt na czyste i nieczyste, poza światem żydowskim niezrozumiały. Właśnie Piotr otrzymuje takie oświecenie, choć później apostołem pogan staje się Paweł. I zresztą zawsze będzie się trzymał tej chrześcijańskiej nowości, broniąc jej dzielnie przed zarzutami, że „wszedł do nieobrzezanych i jadł z nimi” (11,3). Owszem, Paweł zarzucił mu oportunizm w Liście do Galatów, ale nie jest łatwo być praktycznie, na co dzień ponad podziałami. A tego wymaga rola najpierwszego papieża. Być zawsze pomiędzy, krytykowanym z obu stron... Jego następcy wyrosną z czasem ponad Kościół tak wysoko, że nikt nie ośmieli się im otwarcie przyganić, Piotr nie miał takiego komfortu. Zobaczymy jednak, co będzie z papiestwem dalej: po abdykacji Benedykta i wyborze Franciszka możliwa jest niejedna zmiana. Kuria rzymska szemrała oczywiście od dawna, ale to co innego.

Lektury: „Znak” kwietniowy, odnowy Kościoła (rzymskokatolickiego) pełen. Na wstępie współredaktor Janusz Poniewierski pisze pod tytułem „Nowy pontyfikat, stare wyzwania”. I pod lidem: „Kościół głoszący Ewangelię musi być radykalny, gdy chodzi o naśladowanie Jezusa. A problem polega dziś między innymi na tym, że radykalni byli bez wątpienia ostatni papieże, ale nie cały Kościół, nierzadko bardziej przypominający bezduszny urząd aniżeli braterską wspólnotę miłości.” Pomyślałem sobie, że jest dzisiaj na odwrót, niż było w wiekach Kościoła zwanych ciemnymi. W on czas papieże byli moralnie okropni, niemniej nie brakowało ludzi świętych na niższych szczeblach Kościoła, teraz jest tak, jak napisał mój przyjaciel Poniewierski. Jeśli jednak ryba psuje się czasem od głowy, to może i od głowy się naprawia.

Poniewierski rozważa między innymi opinię Haliny Bortnowskiej (a przedtem świętej pamięci kardynała Martiniego i wielu biskupów spoza Polski), że trzeba zwołać Vaticanum III. Autor po namyśle przychyla się do tego poglądu i pisze, że nowy sobór mógłby się zająć kwestią celibatu kapłańskiego, antykoncepcji i udzielania komunii „rozwodnikom”. Także chyba metodą in vitro, homoseksualizmem, przekształceniem modelu rodziny czy zmianą płci. Zastrzega się: „Nie twierdzę, oczywiście, że zjawiska te spotkałyby się z akceptacją ojców soborowych. Niemniej doszłoby do debaty, wymiany argumentów, postawienia wielu trudnych pytań – a w konsekwencji Kościół zacząłby, być może, współczesnego człowieka lepiej rozumieć...”.

Co do mnie, mam co do idei nowego soboru głównie wątpliwości organizacyjno-lokalizacyjne. Biskupów przez pół wieku bardzo przybyło, gdzie by się pomieścili, szczególnie że delegacja świeckich musiałaby być chyba znacznie większa (synody ewangelickie miewają proporcje duchownych i świeckich niemal parytetowe)? Oczywiście jednak ważniejsza jest sama celowość takiego przedsięwzięcia. Gdyby Vaticanum III miało doprowadzić do poważnego rozważenia tylu spraw kontrowersyjnych, to oczywiście miałoby sens ogromny. Aczkolwiek trzeba by założyć, że jego uczestnicy byliby lepszą reprezentacją poglądów kościelnych „dołów” niż gremia kolegialne w rodzaju synodów, nie mówiąc o konsystorzu, czyli radzie kardynalskiej, której członkowie są nominatami papieskimi bardziej niż zwyczajni biskupi. Pożyjemy, zobaczymy. A ostatnie wydarzenia – powtarzam – dowiodły, że możliwe jest niejedno nieprawdopodobne. Eklezjalna futurologia musi unikać niejednego pewnika.

Po artykule Poniewierskiego z duszpasterzem osób homoseksualnych rozmawiają redaktor naczelna pisma Dominika Kozłowska i też redaktor Marzena Zdanowska. Nazwisko rozmówcy nie zostało ujawnione: wyjaśnił, że chodzi mu o to, „żeby zainteresowanie nie skupiło się na osobie duszpasterza, ponieważ odwróciłoby to uwagę od meritum sprawy. Nie zależy mi na tym, żeby stać się celebrytą pozytywnym czy też negatywnym w sensie tego słowa”. Dalej między innymi pytanie, „czy osoby z duszpasterstwa przyjmują sakramenty” i odpowiedź: „Jeśli sumienie im mówi, że są gotowe, to przyjmują”. Potem znów pytanie: „Rozumiem, że Ojciec nie dopytuje w konfesjonale o grzechy, jeśli ktoś się z nich nie spowiada?” Ojciec odpowiada „Nie, nie dopytuję. To jest kwestia praktyki spowiedniczej. Żaden poradnik nie mówi, żeby dopytywać. Można naprowadzać, jeśli coś jest niejasne.” Redaktorki nie ustępują: „Może nie jest rolą spowiednika dopytywać, ale z drugiej strony ciąży na Ojcu odpowiedzialność za formowanie sumień. Trudno jest przecież założyć, że ludzie wierzący – również heteroseksualni – będą zawsze oceniać swoje postępowanie tak samo, jak oceniłby je spowiednik.” Na co Ojciec: „I ja szanuję ich sumienie.” „Tak po prostu?”. „Tak, to jest ich ich relacja z Panem Bogiem. Kiedy mnie pytają, chcą rady, żebym rozstrzygnął jakąś kwestię, wtedy mogę im pomóc, w jakiś sposób naprowadzić. Natomiast jest to ich decyzja. Ich autonomia, ich wolność, ich sumienie.”

Bardzo ciekawe, oczywiście śmiałe. A w numerze innych odważnych myśli od groma. Zacytuję tylko znów Poniewierskiego z dyskusji redakcyjnej: „Kościół nauczający w Polsce musi wreszcie nauczyć się słuchać drugiej strony, także w rzeczach drobnych. I wyzbyć się arogancji.”
To wszystko w „Znaku”, nie w „Gazecie Wyborczej”, naprawdę.

16:59, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
niedziela, 21 kwietnia 2013
Żydzi, czyli żydowskie władze

Dzieje Apostolskie 13, 14.43-46
„A oni, idąc dalej, przybyli z Perge do Antiochii Pizydyjskiej. Wszedłszy do synagogi w dniu szabatu, usiedli.
Po rozwiązaniu zgromadzenia liczni Żydzi i pobożni prozelici szli za Pawłem i Barnabą, którzy rozmawiając z nimi, zachęcali ich, aby wytrwali w Łasce Bożej.
A gdy nastał szabat, prawie całe miasto zebrało się, aby słuchać Słowa Pana.
Żydzi zaś, widząc tłumy, zapałali zazdrością i bluźniąc sprzeciwiali się temu co mówił Paweł.
Paweł jednak i Barnaba śmiało rzekli: - To wam najpierw należało głosić Słowo Boże. Ale ponieważ odrzucacie je i uznajecie siebie za niegodnych życia wiecznego, zwracamy się oto do pogan”.
Ekumeniczny Przekład Przyjaciół.

To „rozwiązanie zgromadzenia” brzmi jakoś PRL-owsko, jednak sugeruje je oryginał. Poganie nawracali się już wcześniej (Dz 11,1), a Żydzi też później dołączali do Kościoła, ale chodzi tu o zasadniczą zmianę frontu. Zaciekawiła mnie terminologia mocno myląca: za drugim razem autor nazywa Żydami chyba lokalną ich władzę, bo przecież przedtem mowa o „licznych Żydach i prozelitach” życzliwych apostołom, wręcz już nawróconych. Mamy tu to, co w Ewangelii Jana: szczególne „pars pro toto”, ponieważ ogólna nazwa narodu odnosi się do jego części. Do jego części autorowi wrogiej: może było tak, że Łukasz, zresztą nie Żyd, ale Grek, czuł podświadomą niechęć do całego ludu. A Jan, Żyd przecież? Może tam za ową terminologię odpowiada nieżydowski redaktor, może Samarytanin, istnieje bowiem hipoteza o samarytańsko-żydowskim środowisku powstawania czwartej ewangelii.

PS. Łaska z dużej litery, choć to ortografia rzadka: jeżeli Prawo z dużej, Słowo też, to niby czemu nie ten niewątpliwie Boży dar?

09:55, jan.turnau
Link Komentarze (21) »
sobota, 20 kwietnia 2013
My, podobno święci...

Dzieje Apostolskie 9,41
„Zawołał świętych i wdowy”.

Mowa tu o Piotrze, po wskrzeszeniu przezeń Tabity. ”Święci” to tutaj oczywiście wyznawcy Chrystusa. Określenie bardzo wartościujące; słownik Biblii Paulistów wyjaśnia, że w Biblii tak zwie się osoby wyróżniające się szczególną więzią z Bogiem. „W ST termin ten ma podwójne znaczenie. Świętymi są ci, którzy dochowują wierności przymierzu i są związani z Bogiem relacją miłości (Ps 31,24), a także ci, którzy są przeznaczeni na wyłączną służbę Bogu i przez to oddzieleni od reszty społeczności (Dz 7, 27). W NT terminem tym określa się chrześcijan, którzy dzięki wierze w Chrystusa są oddzieleni od pogan (1 Kor 6, 2).” Można by pewnie dodać, że także wyróżniający się szczególną więzią z Bogiem, relacją miłości, ale to stało się rzadsze. Z czasem zaczęliśmy się nazywać chrześcijanami (Dz 11, 26), co brzmi jednak równie samochwalczo, albowiem źródłosłowem jest tutaj sam Chrystus.

09:46, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
piątek, 19 kwietnia 2013
Saul odrzuca miecz

Dzieje Apostolskie 9,1-20

Nawrócenie Szawła. Nawrócenie także moralne? Owszem, przekonał mnie do tego pastor Mieczysław Kwiecień. Bowiem przyszły Paweł (to jego pewnie już od urodzenia drugie imię, którego zaczął używać, gdy zmienił się tak bardzo) nie tylko zmienił religię: przedtem nie tylko nie wierzył, że Jezus z Nazaretu jest Synem Bożym, ta jego niewiara nie usprawiedliwiała przecież terroru wobec wierzących w Chrystusa. A gdy Mu uwierzył, zrozumiał, że walczyć wolno, ale krzyżem, nie mieczem.

Co zaś do pierwszego imienia, niech każdy wie, że Szaweł to słowiańska wersja imienia hebrajskiego Saul (jak Szczepan Stefana). Tak też jak starotestamentowy król zwie się apostoł w ewangelickich Bibliach Gdańskiej i Warszawskiej.

15:35, jan.turnau
Link Komentarze (18) »
czwartek, 18 kwietnia 2013
”Pisanki” i Pismo

Dzieje Apostolskie 8,26-40
Opowieść o tym, jak diakon Filip wytłumaczył dworzaninowi królowej Etiopii Pismo Święte. Zrobił to tak dobrze, że tamten poprosił go o chrzest. Czy moje ”pisanki” ewangelizują choć trochę?
PS. Termin grecki ”eunuchos” ma dwa znaczenia: kastrata, ale też ogólniej dworzanina. Dowcip polega na tym, że niektórzy dworzanie tamtego miejsca i czasu jako strażnicy haremów byli ”trzebieńcami”.

13:23, jan.turnau
Link Komentarze (25) »
środa, 17 kwietnia 2013
Gdzie szatana najwięcej? Utracona cześć Marii z Magdali...

Dzieje Apostolskie 8, 6-7
„Tłumy słuchały z uwagą i skupieniem słów Filipa, ponieważ widziały znaki, które czynił. Z wielu bowiem opętanych wychodziły z wielkim krzykiem duchy nieczyste.”

Nie musiała to być psychiczna choroba, mogła być jakaś duchowa, dzieło diabelskie. Niektóre objawy obserwowane dzisiaj jakoś świadczą o tym . Tyle tylko, że chyba nie świadczą o diabelskiej chęci ukrycia swego istnienia, o której to chęci mówi się często gęsto: coś tu nie gra. Jak też tak zwane opętania nie są najgorszym przejawem szatańskiej mocy. Bywają inne, te właśnie ukryte. Anna Maria Giza w swoim znakomitym sobotnim programie radiowej Dwójki „Klub Ludzi Ciekawych Wszystkiego” zauważyła niedawno (pewnie nie ona pierwsza), że o ile gestapo wymuszało zeznania o działaniach rzeczywistych, to bezpieka chciała mieć dowody winy przez nią wymyślonej. To był jakiś demonizm ogólnostalinowski.

Papież Franciszek lubi mówić o diable. Nie sądzę, żeby małżeństwa homoseksualne były diabelstwem, jak podobno powiedział w Argentynie, zważmy jednak, że demona widzi wszędzie. I to raczej nie w homeopatii, jak się zdarza niektórym nad Wisłą, ale w codziennych stosunkach międzyludzkich. Gdzie nie ma Chrystusa, jest diabeł - mówi Franciszek i nie jest to demonomania, tylko religijny realizm. Co mi przypomina myśl mędrca, jakim jest Stefan Wilkanowicz. W rozmowie książkowej z nim, jaką zrobił Tomasz Ponikło (Znak 2009), autor znakomitego również książkowego wyznania „Dlaczego i jak wierzę” (Biblos 1993), mówi o satanizmie powszednim: „kiedy zwykły człowiek przywyka do obcowania ze złem, kiedy ono nie budzi już żadnej refleksji”, i satanizmie pełzającym, „kiedy zło zaraża człowieka stopniowo i niewidocznie, żeby potem uderzyć falą, czego przykładem są terroryści”. No właśnie: Stalin, Bin Laden.

PS. Wracam do dzieła Waltera Nigga „Księga pokutników” (PROMIC, tłum. Violetta Hoffmann-Zdrojewska). Zacząłem czytać książkę od końca, od Simony Weil, nie od początku, od Marii Magdaleny, a to też tekst ważny, jednak bardzo wątpliwy. Autor utożsamia bowiem trzy postacie ewangelijne, które współcześni bibliści (na przykład autorytatywna naukowo Biblia Jerozolimska) uważają za całkiem różne: Marię z Magdali, Marię, siostrę Marty i Łazarza, oraz (jawno)grzesznicę (zresztą niewiadomo, czy ladacznicę, termin grecki „hamartola” niekoniecznie oznacza ten rodzaj grzechu, może raczej lekceważenie przykazań ściśle religijnych - Paulistka, Poznanianka) z ewangelii Łukasza 7, 36-50. Utożsamianie pierwszej z trzecią jest wciąż opinią obiegową, ale arbitralnie przyjętą. Ewangelik reformowany słuchał tu papież Grzegorza Wielkiego, ale to „ekumenizm” fatalny! Że też opętanie kobiety przez siedem demonów (Łk 8,2 i Mk 16,9) musi kojarzyć się seksualnie! Czy gdyby ta informacja dotyczyła mężczyzny, asocjacje byłyby podobne...

16:33, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
wtorek, 16 kwietnia 2013
Tajemnica Szawła Pawła oraz Simony Weil

Dzieje Apostolskie 7,51-59; 81
Dalszy ciąg opowieści o śmierci Szczepana. Wczoraj uprzedziłem trochę tekst „lekcji” dzisiejszej: dopiero tutaj czytamy o jego kamienowaniu. A przedtem mamy surowe słowa diakona, określające ”lud, starszych i uczonych” jako ludzi „twardego karku i opornych serc i uszu”, słowa, które usprawiedliwiłem tradycją bardzo ostrego języka prorockiego.

Końcówka perykopy: ”Świadkowie złożyli swe szaty u stóp młodzieńca zwanego Szawłem. (...) Szaweł zaś zgadzał się na zabicie Szczepana.” Czytamy o nim później (w przekładzie ekumenicznym 11 Kościołów polskich): „Szaweł natomiast niszczył Kościół. Wchodził do domów, porywał mężczyzn i kobiety i wtrącał do więzienia”. A potem „ciągle jeszcze pałał nienawiścią i chęcią zabijania uczniów Pana”. Wiadomo jednak, przeczytamy to wnet, że zmienił się równie nagle, jak radykalnie. Napisano o tym niejedną bibliotekę, napisałem i ja o nim wiele razy i napiszę jeszcze, gdy nakaże mi to codzienna lektura Pisma, ale tu odnotuję myśl takową. W powieści Anety Borowiec „Wilczyce” mamy postać zagadkową, kryjącą jakąś tajemnicę. To się wyjaśnia, takie jest prawo literatury, życie jednak bywa inne, ludzie są tajemniczy do końca, choćby napisano o nich tyle, ile o Szawle na przykład.

A skojarzył mi się ten apostoł z ludźmi przedstawianymi w dwutomowej książce Waltera Nigga „Księga pokutników”, wydanej niedawno przez PROMIC. Książce – sądząc z biograficznego eseju o Simone Weil, który na razie przeczytałem – świetnie napisanej. Ciekawie przedstawiającej jej przejście od zupełnej niewiary religijnej do religijnego radykalizmu etycznego, wynikającego z jej przeżycia mistycznego. Jej tajemniczą duchowość chrześcijańską, niemieszczącą się w żadnym Kościele. Jej samowyniszczające pokutowanie za grzechy bliźnich.

13:09, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 15 kwietnia 2013
Nikt nie jest prorokiem...

Dzieje Apostolskie 7,51-59; 8, 1
Dziś opowieść o zamordowaniu Szczepana (czyli po prostu Stefana: Szczepan to słowiańska wersja greckiego imienia). Wydarzenie poniekąd paradoksalne, bo przecież głównymi wrogami owego pierwszego męczennika chrześcijaństwa byli Żydzi z diaspory, czyli tacy sami helleniści, jak Szczepan. Oni to „podburzyli lud, kapłanów i nauczycieli Prawa”, żeby zrobić porządek z wyznawcą nowej wiary. Ale to, że był również hellenistą, stało się być może źródłem psychicznym konfliktu: czasem to, co najbliższe, złości najbardziej. Solidarność rodzinna, środowiskowa, religijna działa wcale nie zawsze: nikt nie jest prorokiem we własnym kraju – powiedział przecież Jezus. Szczególnie gdy ów prorok podobnie jak Jezus i Szczepan nie liczy się ze słowami, kontynuując tu tradycję swojej religijnej służby.

Przeczytałem książkę, która w czwartek trafi do księgarń. Felieton na jej temat nazwę ”Biskup z BMW”. Czyli kościelne samochody? Nie, albowiem owe trzy litery oznaczają nie tylko markę niemieckiego pojazdu. Może zatem postawę duchową, na którą składają się trzy przymioty: bierność, mierność i wierność? Owszem, bywają takowi ludzie również w Kościołach, również w moim rzymskokatolickim, ale wciąż nie o to mi chodzi. Idzie mi natomiast o pewnego biskupa, który nie jest bierny ani mierny, wręcz przeciwnie, natomiast na mój gust jest jednym z najwierniejszych. Jeżeli tylko wierność Bogu i Jego Kościołowi nie oznacza upartego konserwatyzmu.

Hierarchą owym jest biskup pomocniczy krakowski Grzegorz Ryś, a skrót BMW znalazłem w książkowym wywiadzie z nim pt. „Kościelna wiosna”. Zrobiła go (wywiad) współredaktorka miesięcznika „Znak” Krystyna Strączek, wydał Znak bez cudzysłowu, a na s. 215 wywiadowany wyjaśnia, że BMW to hasło dni ewangelizacji Krakowa w październiku AD 2012, które brzmiało „Bliżej, Mocniej, Więcej”. Bo też biskup Grzegorz jest w Polsce ”ewangelizatorem” (może po prostu ewangelistą) naczelnym: stoi na czele episkopalnego Zespołu ds. Nowej Ewangelizacji. I w jego pomyśle jest to rzeczywiście tej akcji sposób nowy.

Na czym owa nowość polega? Najpierw jednak: o kogo chodzi? O tych, „dla których Ewangelia przestała być punktem odniesienia” – tłumaczy autor. Sprecyzowałbym: przestała być tym punktem w sensie religijnym, bo bywa dalej czasem naprawdę drogowskazem etycznym. Do podobnych ludzi – twierdzi biskup – trzeba trafić indywidualnie. Nie jak do narodu, społeczeństwa, ale do osoby. Aby prowadzić ją do osoby Chrystusa.

Ów ewangelizacyjny personalizm nie oznacza jednak w koncepcji biskupiej żadnego indywidualizmu. Duża część książki jest przecież o nowych katolickich ruchach religijnych, nowych wspólnotach, które Ryś uważa za nowej ewangelizacji bardzo ważny instrument. W ogóle za podstawowe składniki Kościoła. Takie małe wspólnoty powinny być właściwie w każdej parafii. W Polsce natrafiają jednak na opory kościelne: „Są diecezje, gdzie 40-50 proc. parafii nie gromadzi żadnych małych, konkretnych wspólnot. Ani młodzieżowych, ani dla dorosłych.” Główny argument autora w ich obronie jest chyba taki, że są one bardzo różne, więc gdy ktoś źle się czuje na przykład w neokatechumenacie, nie musi przecież tam być, może wybrać inny ruch. A że mają swoje wady, na przykład jest tam często przekonanie, że moja wspólnota absolutnie najlepsza, to autor oczywiście widzi i krytykuje.

Co mi się u biskupa Rysia bardzo podoba? Najpierw akcenty polemiczne w rodzaju takiej: „Jaka jest rzeczywistość polska w stosunku do tej sprzed roku 1989? Wyłącznie gorsza? Bałbym się zaryzykować takie stwierdzenie. W wielu aspektach wydaje się lepsza. Ale przecież, powie ktoś, Polska się sekularyzuje. Nie ma wątpliwości. Nasila się antyklerykalizm. Prawda. Czy obawa przed tym nie przesłania nam jednak zasadniczej przemiany, jaka się w naszym kraju dokonała? Do Polski przyszła wolność.” Biskup Ryś mówi w niejednej sprawie całkiem inaczej niż spora część Episkopatu. Mówi uprzejmie, oględnie, ale go rozumiem, obowiązuje go jednak jakaś wobec kolegów lojalność. Gdyby nie był hierarchą, mógłby mówić śmielej, ale „gestię”. miałby nieporównanie mniejszą. Coś za coś.

A wizja Kościoła, której służy, jest mi bardzo bliska. To Kościół na pewno otwarty, by użyć tego pojęciowego schematu. I bliski mi jest autor w swoim ewangelizacyjnym zapale, który z jakimkolwiek nachalstwem nie ma nic wspólnego. Książkę czyta się świetnie, bo styl jej bardzo barwny, ale też dlatego, że czuje się ów zapał. Określenie „niesamowity” pojawia się często, autorem entuzjazmuje się wiosną Kościoła, którą już dostrzega, sam ją dzielnie tworząc, i ciekawie sugeruje, że może nie staniemy się niedługo malutką garstką.

13:45, jan.turnau
Link Komentarze (14) »
niedziela, 14 kwietnia 2013
Chrześcijanin i jego wrogowie

Psalm 30,2
„Sławię Cię Panie, bo mnie wybawiłeś i nie pozwoliłeś mym wrogom naśmiewać się ze mnie.”

Modlitwa psalmiczna wymaga nieraz teologicznego uwspółcześnienia. Dziś patrząc na Krzyż powinniśmy być bardziej pokorni: dziękować Bogu, że pomógł nam zmienić nasz stosunek do ludzi nam nieżyczliwych: spokojnie znosić ich złośliwości. I nie odpłacać pięknym za nadobne, choć to przecież takie przyjemne.

00:12, jan.turnau
Link Komentarze (24) »
Diakon znaczy sługa

Wpis na sobotę 13 kwietnia 2013

Dzieje Apostolskie 6,1-7
Apostołowie dobierają sobie siedmiu pomocników w pracy charytatywnej, także jednak, jak wynika choćby z dalszej opowieści o Szczepanie, w nauczaniu nowej wiary. I tak było w całym chrześcijaństwie przez kilka wieków istnienia instytucji diakonów. Później stali się w moim Kościele ostatnim szczeblem do kapłaństwa, ale teraz znów są osobną służbą. Mamy znowu dziś ludzi często żonatych i dzieciatych, często znających z własnego doświadczenia życie „w świecie” (jeśli nie są braćmi zakonnymi): w małżeństwie i w pracy zawodowej. U nas jest już trochę takich duchownych (duchownych – bo to nie są świeccy!) w kilku diecezjach. Czy jednak samo małżeństwo, a nawet i praca zawodowa pozakościelna gwarantuje spojrzenie na sprawy kościelne szersze, na przykład mniej korporacyjne? Czy dzisiejszy diakon, czyli po grecku sługa, jest zawsze naprawdę służebny? Jak to na przykład bywa nad Wisłą, Wartą i Odrą?

00:12, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
piątek, 12 kwietnia 2013
Rada mędrca Gamaliela

Dzieje Apostolskie 5,34-42
Bohaterem dzisiejszej perykopy jest przede wszystkim faryzeusz Gamaliel, „uczony w Prawie i poważany przez cały lud”. Dzięki jego interwencji apostołowie uniknęli śmierci, a groziła im, ponieważ rozwścieczyli Sanhedryn swoją odmową podporządkowania się jego władzy, zaprzestania tego, co dzisiaj nazywamy ewangelizacją. Co gorsza, wypomnieli Wysokiej Radzie ukrzyżowanie Jezusa i stwierdzili, że Bóg Go wskrzesił i wywyższył jako Władcę i Zbawiciela. Można zapytać, jak władze żydowskie mogły ich pozbawić życia, jeśli wyroki śmierci należały do Rzymian: zapewne tak jak potem diakona Szczepana (Stefana): przez samosąd, ukamienowanie.

A Gamaliel argumentował celnie: „Odstąpcie od tych ludzi i puśćcie ich. Jeżeli bowiem od ludzi pochodzi ta myśl czy sprawa, rozpadnie się, a jeżeli rzeczywiście od Boga pochodzi, nie potraficie ich zniszczyć i może się czasem okazać, że walczycie z Bogiem”. Otóż każde prześladowanie za poglądy jest walką z Bogiem i teraz każde po wiekach, w epoce liberalizmu, okazuje się walką z człowiekiem, z jego świętymi prawami.

13:18, jan.turnau
Link Komentarze (17) »
czwartek, 11 kwietnia 2013
Jak Go usłyszeć?

Dzieje Apostolskie 5,29
”Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi.”
Odpowiedzieli tak Sanhedrynowi ”Piotr i apostołowie”. Denerwowała mnie dawniej formuła rzymskokatolicka ”papież i biskupi”, bo przecież papież też biskup, po co go tak wyróżniać. Owszem, Franciszek podkreśla swoje rzymskie biskupowanie, a nie ”papieżenie” (termin Jana Pawła II), czyli władzę nad innymi hierarchami, dożyłem zatem tego, co było w pierwszych wiekach i jest w Piśmie Świętym. Wszelako, jak widać, w Biblii Piotr jest tak wyraźnie wyróżniany. Aczkolwiek to nie znaczy, że jest tam niekrytykowalny, bo przecież Paweł pozwolił sobie kiedyś na zruganie go i to ”przy wszystkich” (List do Galatów 2).

Ale ja tu też o czym innym: o tym słuchaniu Boga bardziej niż ludzi. W zasadzie to oczywiste: jeśli tylko uznaje się Jego istnienie, to naturalnie On wie, co dobre, a co złe, lepiej niż jakikolwiek człowiek. Tyle tylko, że ludzi słychać czasem nawet zbyt dobrze, a głos Boży cichutki. Przemawia przez sumienie, ale też ono nie zawsze brzmi donośnie. Co więcej, starożytna, także biblijna zasada, że jest instancją ostateczną, zacierana była długie wieki przez inną, iż Bóg przemawia przez Kościół. Mówi się mianowicie, że owszem, sumienie, ale ”dobrze uformowane”, pozostaje jednak problemem, jakie jest kryterium owej dobroci. Pozostaje kwestia, czy i w jakich sprawach nauczanie mojego Kościoła jest niezmienne albo też jednak podlegające ewolucji (w sprawie kary śmierci albo wojny zmiana jest oczywista). No i w końcu co robić, gdy owo formowanie sumienia napotyka na wielkie trudności, gdy na przykład facet nie może uwierzyć, że antykoncepcja to grzech ciężki w przeciwieństwie do metod zwanych naturalnymi.

12:46, jan.turnau
Link Komentarze (13) »
środa, 10 kwietnia 2013
Saduceusze, faryzeusze, hipotezy...

Dzieje Apostolskie 5,17-18
„Wówczas arcykapłan i wszyscy jego zwolennicy, którzy należeli do stronnictwa saduceuszy, pełni zazdrości pojmali apostołów i wtrącili ich do publicznego więzienia.”

Tak się zaczyna dzisiejsza perykopa ewangelijna o cudownym uwolnieniu uwięzionych apostołów. Zwróciła moją uwagę wzmianka, że była to działalność saduceuszy. Przy pomocy konkordancji do Biblii Tysiąclecia ułożonej przez ks. dr. Jana Flisa rozejrzałem się w Dziejach Apostolskich, jak się tam widzi z kolei faryzeuszy. Otóż zawsze dobrze. Czy nie jest to argument za hipotezę, że faktyczna kolejność napisania dzieł Łukaszowych była odwrotna: Ewangelia później? A to mianowicie wtedy, gdy przyjmiemy z kolei inną hipotezę biblistów: że obraz faryzeuszy w ewangeliach, także Łukaszowej, został zaczerniony, kiedy rozgorzał już konflikt Kościoła z Synagogą, gdzie po zburzeniu Świątyni, a więc końcu roli kapłanów, głównie saduceuszy, tamto stronnictwo zaczęło dominować. To wszystko jednak tylko hipotezy.

15:07, jan.turnau
Link Komentarze (27) »
wtorek, 09 kwietnia 2013
Czy aby na pewno musimy posiadać?

Dzieje Apostolskie 4, 32-35b
„Jeden duch i jedno serce ożywiały wszystkich wierzących. Żaden nie nazywał swoim tego, co posiadał, ale wszystko mieli wspólne. (...) Każdemu też rozdzielano według potrzeby.”
Ideał. Gdy narzuci się go masom, a do tego własność wspólna jest w ręku „nowej klasy posiadaczy” (Dżilas), mamy to, co nazwano komunizmem. Chrześcijaństwo i inne religie mają wspólnoty dóbr dobrowolne podobne do tamtej w pierwotnym Kościele: klasztory. Chodzi jednak o to, żeby brak własności indywidualnej nie oznaczał bogactwa zbiorowego, wbrew ślubowi ubóstwa, składanemu na przykład przez wszystkie zakonnice i zakonników katolickich. Nowy biskup Rzymu będzie pewnie tego pilnował z właściwym sobie ewangelicznym zapałem.
PS. Uzupełnienie do wpisu wczorajszego: Zwiastowanie wspominał wczoraj liturgicznie także Kościół Ewangelicko-Augsburski w RP.

15:52, jan.turnau
Link Komentarze (37) »
poniedziałek, 08 kwietnia 2013
Ciemne noce Marii z Nazaretu

Ewangelia Łukasza 1,26-38

Dziś w niektórych Kościołach zachodnich uroczystość Zwiastowania Pańskiego. Opisaną w Ewangelii Łukasza wizję Marii z Nazaretu wspomina również liturgicznie Cerkiew prawosławna, ale ma ona inne terminy świąt, wynikające z odmiennego kalendarza i innego sposobu ustalania daty Wielkanocy. Natomiast dzisiaj w Polsce świętują Zwiastowanie Kościół rzymskokatolicki oraz dwa Kościoły nurtu starokatolickiego: starokatolicki mariawitów oraz polskokatolicki. Czemu w tym roku dopiero 8 kwietnia, a nie 25 marca, jak na ogół w innych latach? Otóż wspólnoty te nie urządzają tej uroczystości w Wielkim Tygodniu ani w Tygodniu Wielkanocnym, kiedy zatem Pascha wypada na Zachodzie w końcu marca, Zwiastowanie wspomina się dopiero dzisiaj.

Bo to przecież tematyka całkiem inna: tu prapoczątek ziemskiego życia Syna Bożego, a tam już Jego śmierć i zmartwychwstanie. Może nie prapoczątek, ale początek po prostu: powstanie kodu genetycznego to fakt decydujący o ludzkim istnieniu. Można też jednak powiedzieć, że na owym początku zdecydowało się całe dalsze życie Jezusa z Nazaretu i sposób, w jaki zginął. Przyszedł przecież na świat jako prorok nad prorokami, a los tych świadków prawdy często jest dramatyczny. Przyszedł jako Syn Boży mający władzę nadludzką, ale przecież po to, by nauczyć nas żyć, czyli jak odrzucać przemoc. By nauczyć nas zwyciężania dopiero za grobem. By dać się ukrzyżować.

W dzisiejszym tekście ewangelijnym nie ma o tym mowy. O Jego przegranej za życia nie słyszymy też w rozmowie Marii z Elżbietą: jest tam nawet zwycięski hymn „Magnificat”. W Łukaszowej opowieści o Jego narodzeniu jest, co prawda, dużo dramatyzmu: żłób jako kołyska. W Mateuszowej mamy jeszcze więcej: nienawiść Heroda, ucieczkę do Egiptu, rzeź niewiniątek. Ale zapowiedź Jego strasznej śmierci można wyczytać dopiero w proroctwie starca Symeona, że duszę Marii przeniknie miecz.

Wtedy w Nazarecie powiedział jej anioł wyłącznie o przyszłej wielkości jej Syna: „Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan, Bóg, da Mu tron Jego praojca Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca.” Czemu Boży wysłannik nie powiadomił jej , że zostanie wyróżniona jak żadna kobieta w historii, będzie to jednak wyróżnienie całkiem szczególne? Gdyby wszystko wiedziała wcześniej, może nie nalegałaby na Jezusa w Kanie Galilejskiej, by dostarczył wina weselnikom. Gdyby wiedziała, że cud ten przyniesie Mu sławę, ale w rezultacie krzyż. On to wiedział: nie śpieszył się, żeby nadeszła Jego godzina...

Czemu tak było? Jest to pytanie z cyklu tych, na które można odpowiedzieć tylko formułą, że niezbadane są wyroki Boże, czyli że pisze On po prostu po liniach krzywych, czasem nawet dziwnie pogiętych. Że Jego wybranie rzadko kiedy oznacza szczęście pojęte zwyczajnie, po ziemsku. Że święci idą przez życie po omacku, ciemne noce wiary to często ich chleb powszedni. Tak było też z bohaterką dzisiejszej perykopy ewangelijnej, kiedy triumf jej Syna stał się nagle przeraźliwą klęską. Już samo dziewicze poczęcie Jezusa musiało kosztować ją wiele: ileż plotek sąsiadów, podejrzeń, zdziwień, że Jezus tak mało podobny do ojca... Całe jej macierzyństwo kosztowało ją jeszcze więcej.

To tekst mojej homilii dzisiejszej na nabożeństwie ekumenicznym w warszawskiej świątyni luterańskiej przy ul. Unii Lubelskiej.

A to mój komentarz do sprawy smoleńskiej. Ja tu czegoś kompletnie nie rozumiem. Nie pojmuję, jak ktokolwiek normalny psychicznie może posądzać kogokolwiek też normalnego o dokonanie zamachu na samolot z elitą swojej władzy państwowej. Gdyby wydarzyło się coś przeciwnego: rozbiłby się samolot z prezydentem Komorowskim i jego świtą, a premierem byłby Jarosław Kaczyński, i ktoś podejrzewałby go o akt aż takiej nienawiści, uznałbym tego kogoś za zupełnego wariata. Mgła mgłą, brzoza brzozą, ale jest coś takiego, jak prawdopodobieństwo psychologiczne. Tu widzę jego brak absolutny.

14:43, jan.turnau
Link Komentarze (17) »
niedziela, 07 kwietnia 2013
Proroków wiktoria największa

Psalm 118,22
„Kamień odrzucony przez budujących stał się kamieniem węgielnym.”
Zwycięstwa za grobem bywają triumfalne najbardziej. Europa tego dowodem: Sokrates i Jezus u jej myślowych podstaw. A dzisiaj dzień i miesiąc Jego śmierci najbardziej prawdopodobny.

15:04, jan.turnau
Link Komentarze (12) »
sobota, 06 kwietnia 2013
Dzieło dziwnie niedokończone

Ewangelia Marka 16,9-15
Ta ewangelia, podobnie jak Janowa, posiada końcówkę wyraźnie dopisaną później. Tyle, że w tamtej jest to dodatek do już zamkniętej całości, u Marka główna narracja dziwnie się jakoś urywa. Nie ma mowy o żadnym ukazaniu się własnym Jezusa, jest tylko świadectwo młodzieńca w białej szacie. A puentą jest informacja, że kobiety, które go zobaczyły, uciekły od grobu przerażone - i nic nikomu nie powiedziały!

Nic dziwnego, że powstają hipotezy wręcz kwestionujące wobec tego fakt zmartwychwstania: przecież najstarsza ewangelia, czyli zapewne najprawdziwsza, właściwie tej wiary nie potwierdza. Ja jednak jestem tu twardym apologetą. Nie ma bowiem „chrystofanii”, ale jest świadectwo anioła. Dziwią ostatnie słowa, ale nie podważają informacji poprzedniej. Dzieje Apostolskie też nie mają żadnej puenty literackiej, wieńczącej okrągłym zdaniem narrację. Owszem, słowa Marka, że kobiety nie posłuchały polecenia, by przekazać wieść o zmartwychwstaniu Piotrowi, trudno wytłumaczyć, ale w sumie to jednak dla mnie tylko duża niedoróbka redakcyjna. Dziwne, że dzieło było upowszechniane najpierw w takiej formie, ale dziwów w Biblii wiele. Duch wiał, jak chciał…

20:48, jan.turnau
Link Komentarze (25) »
piątek, 05 kwietnia 2013
Sto pięćdziesiąt trzy… Franciszek siedmiu autorów

Ewangelia Jana 21,1-14
Cudowny połów ryb. To ten, który synoptycy umieszczają na początku działalności Jezusa, czy też jednak inne wydarzenie tamtemu podobne? Jan góruje na tamtą trójką bogactwem szczegółów. Nie dość, że podaje, ile ryb ułowiono, to jeszcze mamy u niego odległość między łodzią a brzegiem. Racjonalizujący bibliści mieli tę ewangelię za „mistyczną”, a więc daleką od narracyjnego realizmu, a przecież łączy ona oba te style pisarskie. Autor jest teologiem, religijnym polemistą, a jednocześnie pamiętającym wiele świadkiem. Jego dokładność przekonuje i wzrusza.
Załączam felieton z może już jutrzejszego ”MiŚ-a”.

Głośne myślenie
Papież nie jest Ojcem Świętym
Jonasz
Kolejna książka o nim: „Papież Franciszek, sługa nowego świata”. „Tygodnik Powszechny” zrobił ją z tekstów swoich autorów: księży Bonieckiego i Prusaka, biskupa Rysia tudzież czworga świeckich: Katarzyny Wydry, Marka Zająca, Piotra Sikory, Józefa Majewskiego. Materiał informacyjny i refleksyjny, a także ilustracyjny bardzo bogaty.

Sikora odezwał się jako teolog. Zaczął od abdykacji Benedykta XVI, od bolesnych reakcji na nią paru polskich autorów. Napisał celnie, że uderzyła ona w popularny obraz papiestwa. Zacytował Tomasza Wiścickiego: „Nieprzypadkowo nazywamy papieża Ojcem Świętym. Nawet jeśli niektórych to określenie razi, kryje się za tym jakaś głęboka intuicja. A ojcem nie da się przestać być.” Sikora skomentował, że w takim razie ojcem papież nie jest. Że naszym Ojcem Świętym jest przecież Bóg i papież nie może Go przesłaniać.

To też posłużyło mu do wywodu decentralizującego koncepcję Kościoła. Zaznaczył coś, na co od razu zwrócił mi uwagę Michał Czajkowski: że Franciszek uważa się przede wszystkim za biskupa Rzymu. Owszem, biskup ten ma w całym Kościele rzymskokatolickim rolę szczególną, ale nie jest ponad wspólnotą. Tu tkwi sedno sporu z innymi chrześcijanami, których rzymski centralizm oczywiście mierzi. Jest zresztą dzisiaj nie do utrzymania ze względu na zróżnicowanie wewnętrzne naszego Kościoła. Wystarcza już różnica między Polską a krajami zachodnimi, nie trzeba nawet myśleć o Afryce i Azji. Ale jeśli każdy Kościół krajowy może skrobać rzepkę po swojemu, to może nad Wisłą dobrze jest, jak jest? Cóż, kiedy Sikora sugeruje, że odpowiedzialni za Kościół jesteśmy wszyscy. Zatem nie tylko biskupi, również ojciec Wiśniewski. Troszczmy się wspólnie o to, żeby Polska była dalej Polską, niepodobną do krajów mocno zlaicyzowanych. Biorąc z Franciszka z Argentyny przykład wieloraki.

15:29, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
 
1 , 2
Archiwum