Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
środa, 30 kwietnia 2008
Nieznanemu Bogu
Dzieje Apostolskie 17, 15.22-18,1

Słynne przemówienie Pawłowe na Areopagu. Apostoł próbuje ewangelizować tamtejsze towarzystwo, które narrator Księgi scharakteryzował tak: „Ateńczycy bowiem i mieszkający tam cudzoziemcy nie znają milszego sposobu spędzania czasu niż opowiadanie i słuchanie nowinek". Taką nowinką też było dla owej populacji chrześcijaństwo. Przy czym jego głosiciela niektórzy lekceważyli ”a priori”: „Niektórzy z filozofów epikurejskich i stoickich rozprawiali z nim, inni zaś mówili: - O co chodzi temu bajarzowi?" My - ekumeniczna banda czworga - zdecydowaliśmy się na tego „bajarza", a nie nowinkarza" Tysiąclatki czy „gadułę" Poznanianki, tak czy inaczej jednak stosunek owych szczytów kulturalnych imperium rzymskiego nie mógł zaowocować sukcesem ewangelizacyjnym. Mimo że Paweł zachował się znakomicie.

Co prawda, nie jest oczywiste, przed jakim zgromadzeniem stanął. Polska Biblia Jerozolimska, która ma tekst Tysiąclatki, ale przypisy francuskiego dzieła naukowego, powiada: „Tekst można rozumieć dwojako: filozofowie udali się z Pawłem „na [wzgórze] Areopagu", czyli trochę na ubocze, aby móc go lepiej słuchać, lub raczej zawiedli go przed [radę] Aeropag". Rada owa nie rządziła już wtedy, bo rządził Rzym, ale miała pewną władzę: sądowniczą, gdy chodziło o zabójstwo i świętokradztwo. Ten drugi obszar spraw obejmował doktryny religijne głoszone Ateńczykom, zatem chyba Paweł znalazł się przed ich radą mędrców nie tylko z własnej woli apostolskiej. Niemniej takie spotkanie było mu oczywiście na rękę.

W greckim mieście zaskoczyło go bałwochwalstwo, ale w swoim przemówieniu nie zaczął od krytyki pogańskiej religijności. Zamiast słownego kija pokazał uprzejmą marchewkę: „Mężowie Ateńczycy! Ze wszystkiego, co widzę, wnioskuję, że jesteście bardzo pobożni. Przechodząc bowiem i przypatrując się waszym świętościom, znalazłem także ołtarz, na którym napisano: »Nieznanemu Bogu«." Zajrzałem do bogatej erudycyjnie „Encyklopedii Katolickiej" i znalazłem tam dodatkowe wiadomości na temat tego napisu. Jan Szlaga, dziś biskup pelpliński, pisze tak: „Agnosto Theo, nieznanemu Bogu, napis na jednym z ołtarzy w Atenach, wspomniany przez Pawła Apostoła w przemówieniu na Areopagu (Dz 17, 23).

Wykopaliska oraz wzmianki u pisarzy pogańskich i chrześcijańskich świadczą o istnieniu takich ołtarzy nie tylko w Atenach, ale również w Olimpii, Pergamonie czy Rzymie. Według tych źródeł, dedykacje sformułowane były w liczbie mnogiej: nieznanym bogom. Nie wiadomo zatem, czy sformułowanie, którego użył Paweł, stanowiło odbicie odmiennego, raczej wyjątkowego napisu, czy było dowolnie dokonaną przez niego transpozycją, celem naprowadzenia słuchaczy na tok myśli monoteistycznej. Treść dedykacji nieznanemu bogu (czy nieznanym bogom) może być wyrazem politeistycznych tendencji do uczczenia wszystkich bóstw, nawet nieznanych z imienia. Nie można jednak wykluczyć hipotezy, że dedykacje takie mogły wyrażać jedno z zasadniczych twierdzeń gnozy, że Bóg jest niepoznawalny. W tym przypadku należałoby interpretować mowę Pawła jako polemikę z gnozą oraz pozytywny wykład zagadnienia poznawalności jedynego Boga. Ten ostatni problem był przez Pawła częściej poruszany (por. Rz 1, 19-21, 1 Kor 1,21; 2, 6-8)". W liście do Rzymian Paweł karci tych „którzy prawdę w nieprawości dławią. Dlatego że to, co można poznać o Bogu, jawne jest wśród nich, Bóg bowiem im ujawnił. Albowiem to, co niewidzialne u Niego od stworzenia świata, jest widzialne w dziełach oglądanych rozumem: wieczna Jego moc i boskość - aby nie mogli się wytłumaczyć".

Wracam do tekstu przepisanego na dzisiaj, czyli przemówienia do areopagitów. Można powiedzieć, że jest tam polemika na dwie strony: z bałwochwalstwem, ale i z agnostycyzmem. W tę drugą stronę Paweł śle słowa: „(...) aby szukano Boga, a nawet dotknięto Go i znaleziono, albowiem niedaleko jest od każdego z nas. W Nim bowiem żyjemy i poruszamy się, i jesteśmy".
Dość łatwo skonstatować, że areopagici to po trosze jedni z nas. Wtedy, gdy rozpoznajemy w nich nie czcicieli bożków ze złota lub srebra (byli to zresztą bogowie czy tylko ich obrazy, złote cielce?), ale poszukiwaczy Boga, którzy Go jeszcze nie znaleźli. Już w starożytnej Helladzie wykluwała się myśl ateizująca, w każdym razie agnostyczna, która dziś w szeroko pojętej Europie święci swoje triumfy.

Współczesny apostoł powinien głosić Ewangelię z jeszcze większą roztropnością. Powinien słowa „Nieznanemu Bogu" rozumieć jako wskazanie na zespół wartości duchowych wspólny dla wszystkich ludzi moralnych zasad.
I niech się nie zraża tym, co powiedziano Pawłowi, gdy wspomniał o zmartwychwstaniu: „Posłuchamy cię o tym innym razem". Czekajmy spokojnie tego razu, świadcząc nieustannie swoim przykładem moralnym. I cieszmy się, gdy uwierzy w taką nieśmiertelność choć jeden dzisiejszy Dionizy Areopagita i dzisiejsza Damaris.
12:33, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
wtorek, 29 kwietnia 2008
Mamy dwóch Parakletów
1 List Jana 2, 1-2

„Dzieci moje, piszę wam to, abyście nie zgrzeszyły. A jeśli by kto zgrzeszył, Orędownika mamy u Ojca, Jezusa Chrystusa, sprawiedliwego. I On jest ofiarą przebłagalną za grzechy nasze, nie tylko zaś za nasze, lecz i całego świata"

Tłumaczenie nasze, biblistów trzech wyznań. Zajrzałem do przekładu filologicznego ks. Remigiusza Popowskiego i Michała Wojciechowskiego, gdzie jest też tekst oryginału, bo chciałem wiedzieć, jak się nazywa tam po grecku Orędownik. Otóż mamy ten sam termin „Parakletos", którego Jezus używa w odniesieniu do Ducha Świętego. Wniosek nie filologiczny - teologiczny: mamy w Trójcy Świętej dwóch Orędowników, Rzeczników, Obrońców. Podstawa do nadziei absolutna. Aby „tylko" uwierzyć.

Lektury. „Więź", „Znak", „W drodze", także „Przegląd Powszechny" mają swoją renomę, wydaje mi się natomiast, że brakuje jej jeszcze jednemu miesięcznikowi katolickiemu na poziomie i z pionem zgoła nie radiomaryjnym. Mam na myśli krakowski „List". Inicjatywa zupełnie świecka, na czele redakcji wręcz kobieta, pani Elżbieta Konderak, choć wśród redaktorów ksiądz Andrzej Kamiński, i oczywiście też ksiądz, Wiesław Szymona, jest asystentem kościelnym. Obaj są dominikanami, w ogóle pismo korzysta z lokalu w klasztorze tego dzielnego zakonu i ma w nim duchowe oparcie.

Również autorskie. W numerze kwietniowym (zbieżność przypadkowa) dwa teksty ks. Tomasza Kwietnia. W drugim (wywiad z nim) dwa stwierdzenia warte odnotowania, bo w ustach księży nieczęste. Najpierw zdanie: „Abraham także myślał [podobnie jak inny bohater biblijny Jefte], że Bóg żąda od niego ofiary z syna. W ostatniej chwili Anioł powstrzymuje go przed zabiciem Izaaka". Nie chcę nadinterpretować, ale wydaje mi się, że autor sugeruje, iż Abrahamowi tylko zdawało się, że Bóg chce od niego takiej potwornej ofiary: nie było żadnej próby wiary, jak się interpretuje tradycyjnie, tylko przejaw mentalności pogańskiej, w której sakralne dzieciobójstwo było na porządku dziennym. A poza tym takie wyznanie ks. Kwietnia: „Znam kilku wspaniałych ludzi, którzy choć uważają się za niewierzących, bardziej rygorystycznie przestrzegają wymagań moralnych niż niejeden »zawodowy« chrześcijanin". Banał, ale nie wtedy, gdy to mówi tak zawodowy katolik, jak kapłan.
11:39, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 28 kwietnia 2008
Zabijanie w służbie Bogu

Ewangelia Jana 16, 2-3

„Nadchodzi nawet godzina, gdy każdy, kto was zabije, przekonany będzie, że pełni służbę Bożą. A to wam uczynią, gdyż nie poznali Ojca ani mnie".

Podłość ludzka nie ma granic, niemniej bywa i tak, że ludzie ludziom gotują los okrutny, bo zaślepia ich fanatyzm; trudno zatem nawet powiedzieć, ile w tym ich rzeczywistej winy. Palenie na stosach...

15:15, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
niedziela, 27 kwietnia 2008
Jak bronić nadziei
1 List Piotra 3,15

„Pana zaś, Chrystusa, czcijcie jako Świętego w sercach waszych, zawsze gotowi do odpowiedzi każdemu, kto zażąda od was słowa o nadziei, które jest w was."

To przekład naszej „bandy czworga", Biblia Tysiąclecia ma „uzasadnienie tej nadziei". Oczywiście powinniśmy jej bronić, i to właśnie nadziei a nie rozpaczy, że pójdziemy do piekła. Ale obrona nadziei to też rzecz niełatwa, szczególnie, gdy sami jesteśmy w stresie, przygnębieni przypadkami codzienności. Niemniej „noblesse oblige" - szlachectwo Chrystusowego ucznia zobowiązuje.
18:33, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
sobota, 26 kwietnia 2008
Tymoteusz obrzezany; Paweł przeciw Prawu?
Dzieje Apostolskie 16,1.3

„[Paweł] przyszedł do Derbe i do Listry. A był tam uczeń pewien imieniem Tymoteusz, syn Żydówki, która uwierzyła, i ojca Greka. (...) Paweł chciał go wziąć ze sobą w drogę i obrzezał go ze względu na Żydów, którzy byli w tamtych stronach; wszyscy bowiem wiedzieli, że jego ojciec był Grekiem."

Tak zaczynają się wiadomości Dziejów o Tymoteuszu, ważnej postaci pierwotnego Kościoła, adresacie dwóch listów przypisywanych Pawłowi. „Apostoł narodów" obrzezał go, bo przynależność narodową i religijną przekazywała na ówczesnym Wschodzie matka, czyli Tymoteusz mógłby być inaczej uznany za formalnego odstępcę. Nie był formalnie poganinem, nie był zwolniony z noszenia tego znaku. Paweł okazał się tutaj przezornym taktykiem, kierował się roztropnością.

Czy również zrozumieniem głębokiego sensu obrzezania? Odsyłam do naszej książki „Paweł Apostoł - dzieło i myśl" (Biblioteka „Więzi", Warszawa 2008), do eseju biblistycznego ks. Michała Czajkowskiego „Paweł przeciw Prawu?". Autor stawia tezę, że Apostoł nie odrzucał żydowskiego Prawa w sposób zasadniczy, ale też rozumiał je głębiej i szerzej: Tora w języku hebrajskim to nie tylko prawo, lecz w ogóle nauka, nauczanie, pocieszanie. Zresztą - jak pisze Benedykt XVI w książce „Jezus z Nazaretu” - przepisy Tory mają różny autorytet. Czajkowski przyznaje zarazem, że nie do końca rozumiemy jego myśl. „Święty Paweł - dzieło przeogromne, myśl tak bogata i trudna, że ciągle przez chrześcijan odgadywana i ciągle nieodgadniona". A wcześniej biblista przyznaje, że „czytając Pawła można jednak czasem odnieść wrażenie niekonsekwencji: że wedle niego Prawo zachowuje i nie zachowuje swojej ważności i że nie zawsze rozróżnia on kultyczne i moralne wymogi Prawa. Jest to jednak zrozumiałe w ogniu owoczesnych sporów, w czasie, kiedy nic jeszcze nie było zdefiniowane, wszystko było nowe, teologia chrześcijańska dopiero się w bólach rodziła...". Dodałbym swoją myśl, że przecież autor listów był właśnie autorem listów a nie dzieła systematycznego, traktatu teologicznego. Pisał wszystko na gorąco, co więcej, na ogół dyktował!

Przysłowie żydowskie z książki „Głosy z Aszkenaz": „Boga bać się, a ludzi strzec się trzeba". Niektórych.
11:44, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
piątek, 25 kwietnia 2008
Jan zwany Markiem
1 List Piotra 5,5b-14

Dzisiaj w Kościele rzymskokatolickim święto. Dzień bardzo ważnego autora, mianowicie świętego Marka. Jego Ewangelia jest co prawda najkrótsza, więc mniej bogata w informacje niż pozostałe, ale zwięzłość to też zaleta. A we wstępie do naszego ekumenicznego przekładu ks. Michał Czajkowski napisał coś, co wiele tłumaczy: „dzieło Markowe nie tyle przekazuje nam doktrynę, ile pokazuje dramat."

Co wiemy o świętym Marku z Pisma Świętego? Ewangelia jego imienia podaje szczegół wielce obrazowy: „Wtedy wszyscy, porzuciwszy Go, uciekli. A pewien chłopak szedł za Nim w prześcieradle narzuconym na gołe ciało; gdy go chwycili, wyskoczył z prześcieradła i uciekł nago" (14, 50-51). To, że bohater wydarzenia jest anonimowy, mogłoby świadczyć właśnie, że był on samym autorem (ewangelista Jan też nie chwali się nigdy, nie podaje, że o niego samego mu chodzi).

Na pewno zaś Marek był synem Marii, której dom służył zalążkowi Kościoła za miejsce zgromadzeń, i krewnym (siostrzeńcem?) Barnaby. To pokrewieństwo sprawiło, że towarzyszył Pawłowi i Barnabie w pierwszej podróży misyjnej - ale nie pomogło, żeby uczestniczył w następnej, bo podpadł Pawłowi tak, że Barnaba go nie wybronił. Później jednak przeprosił się z Pawłem i podróżował z nim znowu. Musiał go bardzo lubić Piotr, bo w swym pierwszym liście nazywa go swoim synem.

Sam jednak w Dziejach Apostolskich, inaczej niż w innych księgach, nazywany jest Janem zwanym Markiem. Przez co - nie tylko przez krótkie pisanie - jest mi bliski, bo od bierzmowania jestem Markiem, a że nikt mnie tak nie nazywa, nie moja to wina.
18:05, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
czwartek, 24 kwietnia 2008
Dyskutować, nie wojować
Dzieje Apostolskie 15,19-20

„Dlatego sądzę, że nie należy przysparzać trudności tym spośród pogan, którzy zwracają się do Boga, ale napisać im, by powstrzymywali się od tego, co ofiarowano bałwanom, i od nierządu, i od tego, co uduszone, i od krwi."

Są to słowa apostoła Jakuba, kojarzącego się z ówczesnymi konserwatystami: Paweł w swoim Liście do Galatów (2,12) pisze, że Piotr „siadał do stołu razem z poganami, zanim pojawili się niektórzy od Jakuba". I oto właśnie Jakub, nie radykalnie w postępowy Paweł, tylko on, popiera głośno Piotra, który przemawia przeciw nakładaniu na pogan rygorów gastronomicznych. Albowiem na tak zwanym soborze jerozolimskim  pierwotny Kościół dogadał się w sprawie dla Żydów niemal świętej, podejmując historyczną decyzję reformatorską. Dogadał się. Kosztowało go to, co prawda, oddzielenie się od tradycjonalistycznej macierzy, ale dzięki temu chrześcijaństwo zawojowało Europę. Zdobyło ją a potem dalszy kawał świata potęgą myśli, nie miecza.

Można jednak nie dogadać się - i tak po wybuchu reformacji rozpoczęła się potwornie krwawa wojna trzydziestoletnia. Wśród ofiar po obu stronach jest dzisiejszy święty dzienny, Fidelis z Sigmaringen. Urodzony w Badenii-Wirtembergii, w 1577 r. zdobył doktorat obojga praw i został adwokatem, działając również charytatywnie. Zniechęcił się jednak do zawodu i wstąpił do zakonu kapucynów, przyjąwszy święcenia kapłańskie. Dokształcił się teologicznie i zaczął działać kaznodziejsko, rekatolicyzując (rekatolizując?) Szwajcarię, opanowaną przez kalwinizm (i zwinglianizm, czyli w sumie ewangelicyzm reformowany). Nawrócił kilku przywódców tego wyznania, ale gdy wybuchła religijna wojna domowa, został zamordowany przez konfesyjnych przeciwników.

Dobrze, że dzisiaj znów dyskutujemy w Kościele, a nie wojujemy, choć międzywyznaniowe dogadywanie się raczej kuleje. I to jest cud, któremu na imię tolerancja.

Przysłowie żydowskie z książki, „Głosy z Aszkenaz”: „Im bliżej bóżnicy, tym dalej od Boga". Możemy uogólnić: im bliżej świątyni, tym dalej od świętości. Ale nie mówmy, że  zawsze.
15:53, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
środa, 23 kwietnia 2008
Dola człowiecza

Psalm 126

„Gdy Pan odmienił los Syjonu,
wydawało nam się, że śnimy.
Usta nasze były pełne śmiechu,
a język śpiewał z radości"
.

Tak to bywa w życiu. Przeżyłem już niejeden taki sen. Ale też przynajmniej jeden ze znakiem przeciwnym. Taka już jest człowiecza dola. A na temat owej doli napisało mi się taki wiersz wiosenny.

Mlecz
Nie ma dla mnie niczego jak mlecz:
jestem całkiem w ten kwiat zaklęty.
Fotografia małego Jasia,
jak dmuchnięciem sieje roślinkę:
niech pleni się na pokarm królikom
hodowanym dziecinnie w Cieplicach.
Wiatr czasu zdmuchnął dzieciństwo,
króliki już dawno w niebiesiech,
tylko mlecz wiekuisty cudownie:
co roku, co roku, co roku;
coraz szybciej, szybciej i szybciej
czas pędzi z prędkością światła,
kiedy żółcił się - naprawdę przed rokiem?
Życie jest chwilą, mlecz wróży śmierć
.
 
Przysłowie żydowskie z książki „Głosy z Aszkenaz": „Kto w Boga nie wierzy, dostaje pobożną żonę". Co się wykłada w książce: „Dla libertyna nie ma gorszej udręki niż posiadanie pobożnej żony". Hm...
Lektury: w potężnym tomie Martina Goodmana pt. „Rzym i Jerozolima. Zderzenie antycznych cywilizacji" (Wydawnictwo „Magnum", Warszawa 2007) jest epilog pt. „Geneza antysemityzmu". Tezy takie.
Żydom w imperium rzymskim nie było źle. „Poncjusz Piłat sprawował w Jerozolimie władzę opartą wyłącznie na sile wojska, którego, podobnie jak inni namiestnicy, używał niekiedy z katastrofalną w skutkach bezmyślnością, ale przedstawiciele rzymskiej władzy byli na co dzień niewidoczni. O ich obecności świadczyły jedynie żądania wpłaty podatków, budowanie głównych dróg i stacjonowanie znikomych sił porządkowych w twierdzy Antonii i w pałacu Heroda". Świątynia zbezczeszczona przez Antiocha Epifanesa została wspaniale odbudowana, Żydzi czuli się bezpieczni. „Wydawali się Rzymianom i państwu rzymskiemu dość egzotyczni i bywali traktowani pogardliwie jako naród pokonany, ale nigdy nie uważany za groźny albo wrogi.”

Ta „pax romana" między Rzymem a Jerozolimą została zniweczona wskutek powstania sprowokowanego przez fatalne rządy niskich rangą urzędników rzymskich. Święte miasto legło w gruzach, a obraz Żyda uległ demonizacji. Na to nałożyła się chrześcijańska niechęć do narodu, z którego wyszła nowa religia. Według Goodmana niechęć ta była w sumie większa niż uczucie odwrotne, niż niechęć Żydów do chrześcijan. Pogląd wydaje mi się wątpliwy, z Dziejów Apostolskich wynika, że uczniowie Chrystusa wściekali Żydów, niemniej faktem jest, że kiedy nowa religia stała się ideologią imperium, los ludu Izraela stał się opłakany.

16:35, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
wtorek, 22 kwietnia 2008
Grzechy świata i Kościoła

Ewangelia Jana 14,27

„Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak, jak świat daje, ja wam daję."

Oczywiście pokój Chrystusa przewyższa nieskończenie ziemskie układy i uciszenia. Żeby być na 100 proc. nastawiony pokojowo, trzeba mieć duszę Jezusa z Nazaretu. Zastanawiam się wszelako nad słowem „świat". W Nowym Testamencie ma ono różny sens, raczej jednak negatywny: to społeczność ludzka skażona grzechem. Otóż wciąż sobie myślę, że gdy autorzy kościelni biadolą nad światem, nad „światowym" stylem życia i myślenia, powinni mieć „z tyłu głowy", że w owym świecie wcale nie jest nieraz gorzej niż w Kościele. Mówiąc inaczej, w Kościele, Kościołach grzech przecież aż piszczy. Dlatego Benedykt XVI bardzo mądrze zrobił uderzając się mocno w eklezjalne piersi podczas pielgrzymki do USA. „Lekarzu, ulecz się sam."
Przysłowie z książki „Głosy z Aszkenaz": „Robi Bogu zamieszanie" - „o fanatyku, który sądzi, że swoją pobożnością uszczęśliwia Boga".

19:54, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 21 kwietnia 2008
Mamy zatem adwokata,czyli jest Duch-Nieporządziuch
Ewangelia Jana 14, 26

„Paraklet zaś, Duch Święty, którego Ojciec pośle w imię moje, On was nauczy wszystkiego i przypomni wam wszystko, co wam powiedziałem".

Kłopot z Duchem Świętym. Trzecia Osoba Trójcy w ogóle najmniej znana. Pamiętam początek kazania ks. Maruszewskiego pewnie na Zielone Świątki, w kościele mego dzieciństwa w Przybysławicach sandomierskich: - Tak mało wiemy o Duchu Świętym. No właśnie. W rzymskim katolicyzmie, gdzie wszystko prawniczo uporządkowane, taki Duch-Nieporządziuch, co tchnie, kędy chce, kiedyś nie bardzo pasował. O wiele lepiej w mistycznie rozwichrzonym prawosławiu. W protestantyzmie też nie za bardzo dawał się we znaki, dopóki nie wybuchł potężnie ruchem zielonoświątkowym dokładnie na początku dwudziestego stulecia. Wtedy też dość szybko zaraził się Nim charyzmatycznie katolicyzm.

Ale z Duchem jest też kłopot nazewniczy. Ewangelia Jana zwie Go Parakletem (1 List Jana też), zatem jest problem, jak to przetłumaczyć. Pocieszyciel, Orędownik, Rzecznik, Adwokat niemal. Jeżeli jednak uczy, to może raczej „Oświeciciel"? Przecież przed różnymi decyzjami albo i przed pracą umysłową modlimy się o pomoc do Ducha. A może - by pogodzić różne znaczenia jednego słowa - nauczanie Jezusa było właśnie pocieszeniem? Nawet na pewno. Kto zaś został pocieszony, ten ożywia się radośnie. „Wierzę w Ducha Świętego, Pana i Ożywiciela": główne wyznanie chrześcijańskiej wiary i encyklika Jana Pawła II „Dominum et Vivificantem".

Przysłowie żydowskie z  książki „Głosy z Aszkenaz": „Najlepsze interesy robi się z Bogiem". Interesy - no właśnie, można tradycyjnie powiedzieć, że tu mamy całą mentalność żydowską, tylko trzeba pamiętać, że hiperhandlarzami są też Ormianie, by o Włochach nie wspomnieć. Wyjaśnienie w tejże książce: „W różnych okolicznościach życia najpewniej jest Boga uczynić swym rzecznikiem i obrońcą". Najlepiej Bożego Ducha.
15:43, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
niedziela, 20 kwietnia 2008
Przeznaczenie?
1 List Piotra 2,8

„Ci nieposłuszni Słowu upadają, do czego są zresztą przeznaczeni".

Tak tłumaczy Tysiąclatka, nie boi się skojarzenia z predestynacyjną doktryną Kalwina. Biblia Poznańska radzi sobie inaczej: „Oni nieposłuszni Słowu potykają się; taki ich los spotka". W przypisie: „dosłownie: na co też są postawieni, położeni". Nasza banda czworga: „na co są zostawieni".

Ocieramy się tutaj o ciężki problem Bożej Opatrzności i brykających ludzi, który przewija się przez całą myśl chrześcijańską (św. Augustyn nie był daleki od Kalwina). Ja nie wierzę, by Bóg kogoś sam przeznaczył na straty.

Przysłowie żydowskie: „Bóg - ojciec, los - ojczym". Ale „los" to pojęcie pogańskie, bogini Fortuny nie ma.
09:36, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
sobota, 19 kwietnia 2008
Żydzi nie chcą, idziemy do pogan
19 kwietnia 2008

Dzieje Apostolskie 13, 44-46

„A gdy nastał szabat, prawie całe miasto zebrało się, by słuchać słowa Pana. Żydzi zaś widząc tłumy zapałali zazdrością i bluźniąc sprzeciwiali się temu, co mówił Paweł. Paweł jednak i Barnaba śmiało rzekli: - To wam najpierw należało głosić słowo Boże. Ale ponieważ odrzucacie je i uznajecie siebie za niegodnych życia wiecznego, zwracamy się oto do pogan".

Prawdę rzekłszy, powinni byli zwrócić się do pogan, nawet gdyby Żydzi nie odrzucili nowej wiary. Niemniej odmowa Żydów była mocnym bodźcem psychicznym.

Przysłowie żydowskie z „Głosów z Aszkenaz": „Kogo Bóg chce uradować, tego ludzie nie mogą zasmucić".
09:05, jan.turnau
Link Komentarze (17) »
piątek, 18 kwietnia 2008
Trochę otuchy
18 kwietnia 2008

Ewangelia Jana 14, 1-2

„Niechaj nie drży wasze serce. Wierzcie w Boga, wierzcie i we mnie. Wiele jest mieszkań w domu Ojca mego, gdyby tak nie było, czyż powiedziałbym wam, że idę przygotować wam miejsce?"

Słowa otuchy skierowane do uczniów. Czy dla nas to też nadzieja? Tak to jest interpretowane nie tylko przez księdza Hryniewicza.

Przysłowie żydowskie z książki „Głosy z Aszkenaz": „Najlepsze interesy robi się z Bogiem", czyli „W różnych okolicznościach życia najpewniej jest Boga uczynić swym rzecznikiem i obrońcą".
07:48, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
czwartek, 17 kwietnia 2008
Paweł, więzień czasu swego

17 kwietnia 2008

Dzieje Apostolskie 13, 19
„I wytępiwszy siedem rodów w ziemi kananejskiej, ich ziemię oddał im w dziedzictwo".


Kto to mówi? Kto bluźni Bogu przypisując Mu ludobójstwo? Apostoł Paweł. Człowiek tak skądinąd otwarty myślowo nie jest w stanie zrozumieć, że Bóg nie morduje ludzi. Paweł powtórzył po Biblii hebrajskiej słowa straszne. Ilu kaznodziejów polskich poczuło się dzisiaj w obowiązku usprawiedliwić Boga?

18:39, jan.turnau
Link Komentarze (12) »
środa, 16 kwietnia 2008
Pan Bóg nie jest brakorobem

Ewangelia Jana 12,46-48

„Ja [jestem] światłością, która na świat przyszła, aby nikt, kto wierzy we mnie, w ciemności nie trwał. A jeśliby ktoś słów moich słuchał i nie zachowywał, tego ja nie sądzę; nie przyszedłem bowiem, abym sądził świat, lecz abym świat zbawił. Kto odrzuca mnie i nie przyjmuje słów moich, ma takiego, który sądzi: słowo, które wypowiedziałem, ono będzie go sądzić w Dniu Ostatnim" (przekład naszej bandy czworga).

Jezus surowy sędzia czy miłosierny zbawiciel? Przypomniało mi się wielkie teologiczne pisarstwo ks. Wacława Hryniewicza, szczególnie ostatnia jego książka „Abym nikogo nie utracił... w kręgu eschatologii nadziei" (Verbinum, Warszawa 2008) . Niebywała jest pasja tego autora, by ukazywać Boga miłosiernego. Nie takiego, którego miłosierdzie kończy się w momencie śmierci: wtedy klamka zapada, kto oblał życiowy egzamin etyczny, ten już nie może się poprawić - tylko taki, co zdał go choćby na trzy z minusem, może podciągnąć się w czyśćcu. Koncepcja ks. Hryniewicza nazywa się ”uniwersalizm zbawienia”.

Kto zna książki poprzednie z ową tezą, może mniemać, że ta kolejna jest powtórką,  niewiele wnosi do fundamentalnej dyskusji . Otóż tak nie jest. Dzieło ks. Hryniewicza jest symfonią z jednym motywem głównym, powtarzanym jednak pośród bogactwa różnych tonów. Autor rozszerza i pogłębia swoją argumentację biblistyczną. Dowodzi więc na przykład, że literalne traktowanie groźnych potępień, także Jezusowych, jest wątpliwe, bo w takim razie musielibyśmy rozumieć dosłownie wszystko, co mówi Pismo Święte, a to byłby absurd. Oraz gdyby słowo „wieczny" rozumieć zawsze jako „nieskończony", musielibyśmy uznać na przykład, że zgodnie z decyzją Bożą kapłaństwo potomków Aarona trwa nieskończenie, co się zgoła nie stało.

Ale to kwestie egzegetyczne, zatem jakoś szczegółowe. Najważniejsze jest dla mnie pytanie, czy rzeczywiście Bóg nie może nic poradzić na wolną wolę człowieka. Ks. Hryniewicz słusznie powiada, że „kto uporczywie czyni z niej najwyższą wartość, probierz ludzkiej godności i powagi życia, w rzeczy samej poniża Boga. Każe Mu poniekąd usunąć się na bok i skapitulować przed własnym darem (...) W ten sposób wolna wola staje się idolem, który wyrokuje o bezradności Boga." Mówiąc inaczej, Bóg nie jest brakorobem, który stwarza istoty, z którymi nie może sobie poradzić. Jest przecież wszechmocny. I jest przecież Miłością.

Przysłowie żydowskie z książki „Głosy z Aszkenaz" (Wydawnictwo Pardes, Kraków 2007): „Gdyby Bóg chciał głupców słuchać, musiałby świat wywrócić". Nie słucha głupców ani łotrów, nie są dlań przeszkodą w zbawieniu całego świata.

14:09, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
wtorek, 15 kwietnia 2008
Chrystusowcy
Dzieje Apostolskie 11,26

„W Antiochii też po raz pierwszy nazwano uczniów chrześcijanami."

Wydarzenie oczywiście historyczne, w każdym razie w skali kościelnej: „Dzięki tej nazwie religia chrześcijańska została oddzielona od innych. Odtąd chrześcijanie nie są już ani Żydami, ani poganami, są chrześcijanami, uczniami i czcicielami Chrystusa" (Biblia Poznańska). Przedtem zwali się nawzajem braćmi, uczniami, świętymi („Komentarz praktyczny do Nowego Testamentu"), teraz już mają na wieki Chrystusa jako „logo". Polszczyzna połączyła tę nazwę „słusznie i naukowo" z chrztem, choć w łacinie i grece jest słowo kojarzące się tylko z jedną gałęzią chrześcijaństwa, mianowicie z baptystami.

Tak, jesteśmy „chrystusowcami", wszyscy, którzy przyznajemy się do Jezusa z Nazaretu, nie tylko zakonnicy polscy tak nazywani. Niemczyzna dodatkowo zobowiązuje moralnie niektóre kobiety: „Christine" to Krystyna, „Christin" - chrześcijanka.

Być uczniem Chrystusa, Jego czcicielem to zadanie przede wszystkim dla szczególnie powołanych, czyli duchownych. Napisałem wczoraj o polskim kryzysie powołań kapłańskich: jest on rzeczywiście spory, bo w ostatnim roku ubyło w seminariach duchownych 11 proc. kleryków, a na pierwszym roku seminariów diecezjalnych (są jeszcze zakonne, ale to mniejszość) jest tych młodych ludzi mniej o 25 proc.

Można co prawda powiedzieć, że nie ma czego żałować, bo ilość lubi przechodzić w bylejakość. Wychowywać tłum niełatwo (pisał o tym ks. Zaleski w książce, którą wczoraj omawiałem) i w ogóle być może mamy teraz mniej kandydatów, ale lepszych. Co jednak okazuje się czasem dopiero po fakcie, to znaczy już po święceniach, też niestety dlatego, że alumni lubią się maskować, żeby się załapać na księżą nominację.

Dobra wiadomość w tej sprawie: w jednym z ważnych seminariów nastał nowy, niezwykle sensowny rektor i chce zreformować seminaryjną działalność pedagogiczną. W sposób zaprawdę postępowy: z ankietą wśród duchownych - i świeckich!

Przysłowie żydowskie z „Głosów z Aszkenaz": „Chroń nas, Boże, od gojskiej ręki i od żydowskiej głowy". Krytyka i samokrytyka. A dziś, w rocznicę powstania w Getcie", szczególne znaki solidarności chrześcijańsko-żydowskiej.
18:09, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 14 kwietnia 2008
Ksiądz Zaleski i inni

Ewangelia Jana 10,11-18

Jezusowa przypowieść o pasterzu, który - w przeciwieństwie do najemnika - życie swoje daje za owce. Jezus dał za nie życie, stwarzając wzór dla dusz-pasterzy.

Wczoraj była niedziela Dobrego Pasterza, zaczął się w Kościele katolickim tydzień powołań kapłańskich. W Polsce sprawa jest szczególnie aktualna, bo powołań tych teraz ubywa. Nie wiadomo, co prawda, czy jest to zjawisko chwilowe, czy też boom wieloletni się skończył na długo.

Księża, pasterze nasi dobrzy i niedobrzy. Przeczytałem właśnie książkę kapłana polskiego niewątpliwie niezwykłego: Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego. Rzecz wydał właśnie Znak, pod tytułem „Moje życie nielegalne" , przy współpracy „znakowego" redaktora Wojciecha Bonowicza. Bonowicz tekst mówiony nagrywał, zadawał pytania, napisał wstęp.

A tekst jest na tematy różne. Spaja go oczywiście osoba autora, jest to jego obszerna autoprezentacja (prawie 400 stron druku), ale ksiądz zajmuje się bardzo różnymi sprawami i różne swoje prace szczegółowo opisuje. Czytelnik, który kojarzy tego duchownego wyłącznie z polityką, dowie się, że jego działalność do niej wcale się nie sprowadza, że jest ona wręcz „trójpolówką". Pole polityczne, a jakże, ale również społeczno-opiekuńcze: „muminki" i specyficznie duszpasterskie: Ormianie. Można jeszcze powiedzieć, że mamy temat czwarty, jakoś okalający tamte trzy: Kościół rzymskokatolicki w Polsce. Widzimy go tu w całej krasie, jest poniekąd bohaterem książki, na równi ze swoim księdzem. A jego opowieść o własnym życiu mógłbym nazwać kościelnie: „apologia pro vita sua". Samoobrona. Odpowiedź na różne kościelne krytyki. Nie jest to oczywiście cały czas polemika, ale w sumie mamy tu obraz człowieka, który mieści się w eklezjalnych strukturach z największym trudem i tego nie ukrywa. No i broni się. Ktoś powiedziałby nawet, że jest to obrona przez atak - ale ja tak nie myślę. Ksiądz Zaleski zaperza się nieraz, w życiu jeszcze mocniej niż w książce - ale za dobrze znam te struktury, by nie rozumieć, że mogą drażnić potężnie.

Zaczęło się oczywiście od seminarium duchownego. Krytyka stylu czy raczej właśnie drylu wychowania seminaryjnego nie odbiega w książce od tego, co słyszę a trochę i czytam od dawna. Kleryk jest traktowany jak dziecko i to raczej głupie. Może raczej był - nie neguję jakiejś w tej pedagogii ewolucji. O ile wiem, nie ma już np. w seminarium warszawskim gwizdków - ale były. To upodobniało seminarium duchowne do całkiem nieduchownego wojska. Specyficznie rozumiane posłuszeństwo. Przyszły ksiądz Zaleski o mało nie wyleciał ze stanu duchownego już w przedbiegach, bo już wtedy był duszą rogatą.

Zapewne dzięki kardynałowi Macharskiemu skończyło się tylko na przerwie w studiach, bo ośmielił się zaproponować reformę w sposobie nauczania. W książce jest osobny rozdział pt. „Ksiądz nie powinien być BMW", czyli bierny, mierny i wierny, ale właściwie z całego dzieła wyziera owa dusza mocno rogata. Tyle że według mnie nie są to rogi diabelskie. Tadzio - mogę tak go nazwać, bo znamy się od dawna - ma temperament zaiste potężny, język analogiczny, do dobroci anielskiej mu bardzo daleko, ale dyskredytować go nie wolno. Swoim zapałem lustracyjnym naraził się licznym „eklezjałom" (termin mój, nie jego) tak bardzo, że jak twierdzi - pewnie przesadza niewiele - psy na nim wieszają, ale on naprawdę robi też co innego.

I to bardzo, bardzo wiele. Najpierw zatem - Muminki. Całą książkę przeczytałem niemal jednym tchem, bo jest w ogóle doskonale zrobiona, ale niektóre partie czytało mi się ze szczególną ciekawością, bo temat jako dobrze znajomy wciągnął mnie już „avant la lettre". Moja córka, właśnie z Tadziem, była w grupie młodzieży inicjującej w Polsce międzynarodowy ruch partnerstwa wobec niepełnosprawnych psychicznie. W ogóle ruch się nazywa „Wiara i Światło" (oraz „Arka"), dzieło symbolizowane wręcz przez osobę Jeana Vaniera, ale u nas przyjęła się ta nazwa pieszczotliwa, mniej patetyczna - i jej używa Tadzio. Otóż założył on w podkrakowskich Radwanowicach a z czasem i kilku innych miejscowościach ośrodki dla takich osób. Opisuje swoje starania organizacyjne, ale również obszernie i barwnie opowiada o osobach: kapitalne są sylwetki tych Krzysiów, Kaziów, Rysiów. Nie ma tu wcale patosu i samochwalstwa: to jest po prostu dobre pisarstwo.

No i Ormianie. Tadzio jest po matce Isakowicz, ma w swym rodzie dwóch wybitnych duchownych, sam został trzecim: jest jednym z trzech duszpasterzy tego obrządku katolickiego w Polsce, faktycznie również opiekunem duchownym Ormian formalnie nie unickich, których jest w Polsce parędziesiąt tysięcy. Opowiada bardzo ciekawie i życzliwie o specyfice tego starożytnego Kościoła: bez obowiązkowego celibatu, bez obowiązkowej spowiedzi „usznej", z wyborem biskupa przez wiernych, z paraliturgicznym zabijaniem baranka z okazji chrztu, ślubu a nawet udanej matury. Tadzio bliski mi jest swoim otwarciem ekumenicznym.

Nie tylko tym. Także wieloma poglądami kościelnymi. Na przykład koncepcją celibatu na wzór doktora Judyma z „Ludzi bezdomnych", ale nieobowiązkowego, bo nie każdy człowiek do takiej ofiary zdolny, a kapłanem może być dobrym z żoną i dziećmi. No i przesłaniem, że konieczna jest większa szczerość w Kościele, pokora na urzędach duchownych, zdolność do samokrytyki.

Czy sam autor książki jest do niej zdolny? Nie sądzę, by zdawał sobie dostatecznie sprawę, że jeśli ma być lustracja, to nie może być dzika, a do takiej miał niewątpliwą skłonność. Niemniej w swojej autoapologii uderza się nieraz we własne piersi, tonuje też swoje opinie o ludziach Kościoła. I spoza Kościoła: ciepło mówi na przykład o Michniku, przecież ostrym przeciwniku lustracji, w ogóle dla wielu diable rogatym. Książka jest nie tylko bardzo ciekawa: także sympatyczna. Choć (dlatego, że?) tak mało księża.

16:16, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
niedziela, 13 kwietnia 2008
Relikwie naszych czasów
Psalm 23

„Chociażbym przechodził przez ciemną dolinę, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną."

Te słowa biblijne kojarzą mi się zawsze z Papieżem, który je czytał wtedy w stanie wojennym w sposób mówiący wszystko o naszej ówczesnej niedoli narodowej. Ów urywek Psalmu stał mi się pamiątką po Nim, jakąś swoistą relikwią.

No właśnie - wśród innych złych wiadomości kościelnych też taka, może jednak nieprawdziwa na szczęście, że zabalsamowane ciało Jana Pawła II ma być rozparcelowane, żeby starczyło ziemskich szczątków dla świątyń całego świata. Oczywiście serce dla Krakowa. Makabra! Mam ciągle we wdzięcznej pamięci wydaną w Znaku książkę księdza profesora Jana Kracika „Relikwie", która dyskwalifikuje ową formę dawnej pobożności. Nie tylko z powodu rozlicznych „fałszywek" oraz wręcz kultu tych różnych kosteczek. Czy naprawdę nie mamy dzisiaj bardziej estetycznych pamiątek po człowieku?! Znakomite zdjęcia, nagrania i teksty napisane, wciąż prawie nieznane - czy to nam nie wystarczy?
18:34, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
sobota, 12 kwietnia 2008
Między kanibalizmem a symbolizmem
Ewangelia Jana 6,55.60-69

Dalszy ciąg zapowiedzi Eucharystii. Przetłumaczyliśmy to tak: „Amen, amen, mówię wam: jeślibyście nie spożywali ciała Syna Człowieczego i nie pili jego krwi, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto je ciało moje i pije krew moją, ma życie wieczne, a ja go wskrzeszę w Dniu Ostatnim. Albowiem ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a krew moja jest prawdziwym napojem."

Już wtedy - czytamy w Ewangelii - takie słowa budziły opory, nawet swoiste zgorszenie: „Okrutne jest to słowo. Któż może go słuchać" (Tysiąclatka ma: „Trudna jest ta mowa”). Odpowiedź Jezusa: „To was gorszy? A jeśli ujrzycie Syna Człowieczego wstępującego tam, gdzie był poprzednio?"

My jednak nie oglądaliśmy Wniebowstąpienia i Eucharystia jest dla nas zaprawdę swoistym okrucieństwem dla intelektu. Powiedzenie, że jest to tajemnica, nie wystarczy, nawet gdy się grecki termin przetłumaczy znacznie lepiej jako „misterium". Myśl chrześcijańska nie ustaje w próbach złagodzenia owej męczarni. Chodzi o to, żeby znaleźć jakiś złoty środek między wyobrażeniami wręcz niemal kanibalistycznymi a taką racjonalizacją tej wiary, że zanika jej istota.

Reformacja poszła w tej kwestii za daleko w wysiłkach racjonalizacyjnych. Ale czy aż tak daleko, że niemożliwe jest ekumeniczne dogadanie się w tej sprawie fundamentalnej, aby wspólnie głosić światu wiarę chrześcijańską. Protestanci mają zresztą różne formuły . Luteranie wierzą w obecność rzeczywistą, tyle że wyrażają ją innym słowem: zamiast katolickiego terminu „transsubstancja" mówią o „konsubstancjacji": o obecności Ciała i Krwi, ale też jednak chleba i wina. Ewangelicy reformowani idą za Kalwinem wierząc w obecność, owszem, rzeczywistą, ale duchową, albo za Zwinglim, który zracjonalizował (czy raczej uempirycznił), spłaszczył kwestię, używając słowa „symbol". Ten symbolizm wyznają raczej pozostałe Kościoły ewangelickie.

Otóż wydaje mi się, ufam, że możliwy jest jakiś ekumeniczny konsensus. Jaskółką wróżącą wiosnę jest tutaj porozumienie europejskich luteran, reformowanych i metodystów, wyznające wiarę w obecność rzeczywistą. Czy nie wystarczy kiedyś taka wspólna formuła także dla katolików? Jeżeli jest to tajemnica, to czy mają sens słowne uściślenia? Czy nie można powiedzieć, że ta obecność jest niewysłowiona, czyli że żadne słowa tu nie wystarczą? Albo też może, że dopiero w sumie przybliżają nas do Prawdy?
10:10, jan.turnau
Link Komentarze (13) »
piątek, 11 kwietnia 2008
Za co uwielbiam świętego Pawła?

Dzieje Apostolskie 9,1-20

Opis wydarzenia w drodze do Damaszku, jednego z największych w historii chrześcijaństwa, tak jak Szaweł-Paweł jest jedną z największych postaci tej religii. Według niektórych jest nawet największą jej postacią (oczywiście po Chrystusie), bo był myślicielem, który właściwie stworzył chrześcijańską teologię. Takie maksymalistyczne twierdzenia wydają mi się przesadne, obok Pawła jest jeszcze przecież apostoł Jan ze swoją teologią inną od Pawłowej, która wywarła ogromny wpływ na myśl chrześcijańskiego Wschodu. Niemniej Paweł jest Pawłem. Gdy kompletowałem książkę wydaną właśnie przez „Więź" pt. „Paweł Apostoł - dzieło i myśl", napisałem dla tego tomiku coś takiego, co chyba tu pasuje (przepraszam za powtórki).

Za co uwielbiam Pawła z Tarsu? Przede wszystkim oczywiście za najserdeczniejszą gorliwość.
Paweł otworzył myśl żydowską na kulturę helleńską, można by powiedzieć, że zhellenizował judaizm. Ale to głównie w tym sensie, że obalił bariery prawno-etyczne, jakie dzieliły lud żydowski od świata grecko-rzymskiego: całą machinę przepisów rytualnych z obrzezaniem na czele. Pozostał jednak Żydem w sensie psychologicznym. O wiele mu bliżej do proroków izraelskich niż do mędrców z Aten i Rzymu. Pozostał „gwałtownikiem", dalekim psychicznie od chłodnych filozofów ówczesnego Zachodu. Wypadek w drodze do Damaszku nie zmienił go ani na jotę. Charakter mu pozostał. Zmienił poglądy o 180 stopni, zaczął nagle głosić to, co zwalczał słowem i czynem -- ale pozostał gorący, wrzący nawet! Jest mi w tym mistrzem, wzorem zgoła nieosiągalnym. Jest mi świętym przykładem życiowej pasji, jaką była dlań miłość do Jezusa, uczucie równie szaleńcze, jak to samo właściwie, tylko ze znakiem przeciwnym: nienawiść do bezczelnego przybłędy z Nazaretu.

Jak to się stało, że się nawrócił? Trzeba jednak właśnie wykluczyć etyczne rozumienie tego słowa. Szaweł nie stał się Pawłem w tym sensie, że porzucił grzech. Nie, on i przedtem, i potem słuchał głosu sumienia, tylko ten głos zagłuszały mu poglądy zewnętrzne. Trzeba było gromu, by przez opory myślowe faryzeusza przebiło się wołanie jego najgłębszego wnętrza duchowego, czyli wołanie Jezusa.

Ktoś wygłosił hipotezę na pozór bliską bluźnierstwa, że Szaweł zmienił poglądy tak radykalnie z przyczyny naturalnej: dostał wylewu, jego mózg, zalany krwią, zaczął funkcjonować inaczej. Nie gorszę się takim tłumaczeniem, bo wiem, że Bóg działa przez „przyczyny wtóre". Jeśli zwykłe wyspanie się zmienia światopogląd, robi optymistę z człowieka w depresji, to mogło być i tak, że porażenie słońcem i zmęczenie podróżą dokonało zmiany w Szawłowym mózgu. Tyle że nie stępiło jego działania, jak to bywa na ogół po wylewach, ale właśnie zaostrzyło.

Dość tej fizjologii: teraz teologia. Otóż pomyślałem sobie kiedyś, że może faryzeuszowi Szawłowi było łatwiej porzucić opory wobec Chrystusa, bo był uczniem Gamaliela. Przecież wiadomo, że ten wielki rabbi był człowiekiem myślącym szeroko, a nawet wiadomo z Dziejów Apostolskich (5,34-39), że kiedyś stanął zdecydowanie w obronie apostołów. Przecież powiedział wręcz: „Odstąpcie od tych ludzi i zostawcie ich. Albowiem jeśli ludzki jest zamysł ten i dzieło to, w niwecz obrócone zostaną. Jeśli zaś z Boga są, nie zdołacie ich obrócić w niwecz. Uważajcie, byście się nie okazali przeciwnikami Boga". Może Szaweł znał takie poglądy Mistrza, najpierw nie przyjmował ich, ale stanowiły jakiś ładunek myślowy, któremu trzeba było tylko Bożej iskry, by nagle wybuchł.

Skutki owego wybuchu okazały się olbrzymie. Szaweł stawszy się Pawłem (to nie całkiem nowe jego imię, bo miał je jako drugie, rzymskie), przyjmuje nową religię w wersji radykalnej: otwartej na całą ludzkość! Warto co prawda pamiętać, że nie on otrzymał znak z Nieba, iż trzeba się otworzyć na pogan: Bóg dał go u Korneliusza Piotrowi. Ale Paweł przyjął to otwarcie całym sercem, tak że nawet umiarkowanie taktyczne Piotra uznał za krętactwo (List do Galatów 2,11-14). Stał się w ten sposób patronem wszystkich chrześcijańskich reformatorów, którzy odróżniają istotę Dobrej Nowiny od zmiennych zakazów i nakazów.
Czy miał jednak w sobie nadgorliwość neofity? I w tym jest mi wzorem. Oddzielił chrześcijaństwo od judaizmu, ale nie Żydów od zbawienia. Powiedział przecież, że lud Starego (Pierwszego) Przymierza jest nadal narodem wybranym. Nie może być patronem antyjudaizmu.

18:03, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
czwartek, 10 kwietnia 2008
Eunuch czy dworzanin?

Dzieje Apostolskie 8, 26-40

Opis nawrócenia na chrześcijaństwo mieszkańca Etiopii. Nie było to szczególnie trudne, ponieważ ów obcokrajowiec był bardzo zainteresowany Pismem Świętym, czytał właśnie Księgę Izajasza. Czy był wręcz prozelitą, czyli już wyznawcą Boga Biblii? Według Dziejów „przyjechał do Jerozolimy, by oddać pokłon Bogu", więc faktycznie pewnie tak, niemniej można mieć wątpliwość, czy również formalnie. Mianowicie, jeśli greckie słowo eunuchos zrozumie się jako ”eunuch”, „trzebieniec", trzeba wykluczyć formalną przynależność Etiopia do wspólnoty religijnej Izraela, bo ci ludzie byli z niej wykluczeni słowami Księgi Powtórzonego Prawa (23, 3). Problem jednak polega na tym, że tak nazywano w ogóle dworzan królewskich, niekoniecznie wykastrowanych. Biblia Tysiąclecia ma tu zatem dworzanina, inni tłumacze - eunucha i nie jest to wynikiem pruderii głównego polskiego przekładu, tylko wieloznaczności słowa.

Francuski „Dictionnaire de la Bible" A.M. Gerarda (Editions Robert Laffont, Paryż 1989) sugeruje, że gdyby chodziło tu o kastrata, można by w tej perykopie widzieć otwarcie nowej religii także na owych wykluczonych w starej.

15:10, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
środa, 09 kwietnia 2008
Szaweł szaleje
Dzieje Apostolskie 8,3

”Szaweł zaś pustoszył Kościół, wdzierając się do domów, wywlekając mężczyzn i kobiety, wtrącał ich do więzienia".


No cóż, określenie „gwałtownik" pasuje do niego, jak ulał. Tylko trzeba się cieszyć, że Duch Święty działał i Paweł nie wpadł potem w skrajność całkiem inną. Nie zaczął wypowiadać poglądów, które uznalibyśmy dziś za antysemickie: zaznaczał przecież, że Boże wybranie Izraela nie zostało cofnięte (List do Rzymian).

Przysłowie z księgi „Głosy z Aszkenaz": „Chroń nas, Boże, od gojskiej siły i od żydowskiego rozumu". Otóż ja przekornie żydowski rozum podziwiam i wielbię. I tylko mam problem, jak ks. Henryk Jankowski może rozsyłać sms-y z cytatami z Biblii: księga to przecież tak żydowska...
17:45, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
wtorek, 08 kwietnia 2008
Serca nieobrzezane
Dzieje Apostolskie 7,51-59; 8,1

„O wy, twardego karku i nieobrzezanych serc i uszu, zawsze Duchowi Świętemu sprzeciwiacie się, jak ojcowie wasi, tak i wy. Którego z proroków nie prześladowali ojcowie wasi? I zabili tych, którzy zapowiadali przyjście Sprawiedliwego; teraz wy staliście się Jego zdrajcami i zabójcami."

Najpierw informacja translatorska: zacytowałem dzisiejszą porcję Dziejów Apostolskich w tłumaczeniu „bandy czworga": tak pieszczotliwie nazwałem nasz zespół ekumeniczny, o którym pisałem tu już setki razy. Otóż zaraz w pierwszym zdaniu jest problem przekładowy: dosłowne tłumaczenie ks. Remigiusza  Popowskiego i Michała Wojciechowskiego ma jak  my owe serca i uszy nieobrzezane, ma je też Biblia Poznańska, Tysiąclatka pozbyła się jednak tego koloru lokalnego, nazywając je tylko „opornymi".

Teraz refleksja psychologiczna: co by było, gdyby Stefan (Szczepan) mówił do żydowskich przeciwników bardziej uprzejmie? Czy nie zachowywał się wręcz prowokacyjnie? Temperament południowo-wschodni? A może autor i redaktor Dziejów „podkolorował" jego mowę, ulegając własnym negatywnym emocjom? Ową ostrość ocen widać też oczywiście w mowach Jezusa.

Przysłowie z książki „Głosy z Aszkenaz": „Chroń nas, Boże, od gojskiej ręki i od żydowskiej głowy". Mamy tu potwierdzenie poglądu, że solidarność żydowska ma swoje słuszne granie: Żyd Żyda skrytykować umie.
16:27, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 07 kwietnia 2008
Stefan i Libertyni
Dzieje Apostolskie 6,8-15

Zadziwiające jest męczeństwo Stefana (Szczepana). Podpadł nie Żydom jerozolimskim, krajowym, tylko mieszkającym w diasporze, ale przybyłym do stolicy, gdzie mieli własne synagogi (choć może tylko jedną, zbiorową - można przekładać różnie). Wydawałoby się, że ludzie żyjący wśród obcych są bardziej otwarci na cudze poglądy. Z Dziejów Apostolskich wynika jednak, że bywa różnie. Zawiedli Pawła przed Sanhedryn Żydzi z synagog (-i) Libertynów (można też tłumaczyć „wyzwoleńców", w każdym razie nie byli to libertyni w sensie poglądów skrajnie liberalnych...), Cyrenajczyków i Aleksandryjczyków,  z Cylicji i z Azji.

Męczeństwo Stefana jest porównywane z losem Jezusa. Tolerancja religijna to idea raczej późniejsza (choć w omawianej tu przeze mnie niedawno pracy zbiorowej pt. „Dialog dla przyszłości" ks. Michał Czajkowski sugeruje, że jednak Biblia uczy tolerancji). A 7 kwietnia to prawdopodobnie dzień i miesiąc śmierci Jezusa.
Przysłowie żydowskie z książki „Głosy z Aszkenaz": „Gdyby Bóg mieszkał na ziemi, ludzie powybijaliby Mu okna". Nawet już raz tak było.
13:55, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
niedziela, 06 kwietnia 2008
Psalm trochę samochwalczy?

Psalm 16,1.2.5.7-11

„Błogosławię Pana, który dał mi rozsądek, bo serce napomina mnie nawet nocą."

Nie jestem pewien, czy Bóg dał mi rozsądek. Gdym był młody, oczywiście proponował, ale ów dar wydawał mi się zbyteczny. Na starość jest ze mną lepiej, ale też nie mogę się tak pochwalić. Zresztą podobno nie należy się chwalić.

A piękny przekład Psałterza w tomie ekumenicznym Towarzystwa Biblijnego oddaje myśl żydowską tak:
„Błogosławię Pana za dar dobrej rady, który nawet nocą nie szczędzi mi nauk."

Czy mam dar dobrej rady? Na pewno pamiętam, że jest taka cnota: ”nieskwapliwość w udzielaniu rad”... Może zatem najlepsze jest tłumaczenie Biblii Poznańskiej:
„Błogosławię Jahwe, że był mi doradcą, sumienie moje napomina mnie nawet nocą."

Przysłowie żydowskie ze zbioru „Głosy z Aszkenaz": „Bóg wie, co robi". Aby tylko w to uwierzyć.

14:31, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
 
1 , 2
Archiwum