Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
poniedziałek, 30 kwietnia 2007
Zbóje
Ewangelia Jana 10,8

"Wszyscy, którzy przyszli przede mną, są złodziejami i rozbójnikami, a nie posłuchały ich owce."

Dziwne słowa Jezusa: wszyscy? Gdyby chcieć to rozumieć dosłownie, a złośliwie, można by ironizować: zatem także prorocy, nawet ci najwięksi, Mojżesz, Eliasz, Jan Chrzciciel…. Ale dla zrozumienia każdego tekstu trzeba trochę wiedzy. Jezus używał języka swojego miejsca i czasu, gdzie królował przesada, dosadność. Intelektualna precyzja nie była bynajmniej w cenie: mowa musiała być literacka, obrazowa. Po drugie chodziło oczywiście o niektórych poprzedników, prawdopodobnie o faryzeuszy. Ta myślowa i duchowa elita żydowska była pod koniec pierwszego wieku, gdy powstawała Ewangelia Janowa, w ostrym konflikcie z chrześcijaństwem. Ciążyło to na redakcji tekstu: w usta Jezusa wkładano czasem słowa, których być może w tej formie nie powiedział. No i jeszcze jedna wiadomość naukowa: tych słów nie ma w niektórych rękopisach. W innych jest i międzynarodowa instancja biblistyczna uznała, że powinny być w tekście dziś rozpowszechnianym. Niemniej tamten brak może o czymś świadczy: może byli uczniowie Chrystusa, którym nie podobała się taka ostrość.
09:46, jan.turnau
Link Komentarze (38) »
poniedziałek, 23 kwietnia 2007
Marzenie o ziemskim królestwie niebieskim
Dzieje Apostolskie 1,3-8

”Po swojej męce Jezus dał Apostołom wiele dowodów, że żyje: ukazywał się im przez czterdzieści dni i mówił o królestwie Bożym. A podczas wspólnego posiłku kazał im nie odchodzić z Jerozolimy, ale oczekiwać obietnicy Ojca. Mówił: - Słyszeliście o niej ode Mnie: Jan chrzcił wodą,, ale wy wkrótce zostaniecie ochrzczeni Duchem Świętym. Zapytywali go zebrani: - Panie, czy w tym czasie przywrócisz królestwo Izraela? Odpowiedział im: - Nie wasza to rzecz znać czas i chwile, które Ojciec ustalił swoją władzą, ale gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce Ziemi".

„Zapytywali Go zebrani: - Panie, czy w tym czasie przywrócisz królestwo Izraela”. Jezus nie odpowiada tu wyraźnie, że Jego królestwo nie jest z tego świata, ale wiemy to nie tylko z Jego rozmowy z Piłatem: całe przesłanie Nowego Testamentu jest takie.

Nie dziwmy się jednak temu pytaniu Żydów: sami wciąż marzymy o ziemskim królestwie niebieskim. Mocne słowa o takim pomieszaniu pojęć znalazłem we właśnie wydanej książce papieża „Jezus z Nazaretu": „Chrześcijańskie cesarstwo usiłowało od razu uczynić wiarę politycznym czynnikiem jedności cesarstwa. Królestwo Chrystusa winno przecież przybrać kształt politycznego królestwa i błyszczeć jego blaskiem. Bezsilności wiary, ziemskiej bezsilności Jezusa Chrystusa trzeba pomóc, dając mu władzę polityczną i wojskową. Poprzez wszystkie wieki ciągle na nowo w różnych odmianach powracała pokusa umacniania wiary z pomocą władzy i za każdym razem groziło niebezpieczeństwo zduszenia jej w objęciach władzy. Walkę o wolność Kościoła, walkę o to, żeby królestwo Jezusa nie było utożsamiane z żadną formacją polityczną, trzeba toczyć przez wszystkie stulecia. Bo w ostatecznym rachunku cena, jaką płaci się za stapianie się wiary z władzą polityczną, zawsze polega na oddaniu się wiary na służbę władzy i na konieczności przyjęcia jej kryteriów."

Dobrze byłoby, żeby te myśli Benedykta XVI wzięła sobie do serca ekipa rządząca teraz Polską., żeby posłuchał papieża ojciec Rydzyk...

Czytam „Jezus z Nazaretu", również jednak niedawno wydaną powieść chrystologiczną. Poznański Rebis wydał mianowicie w przekładzie Aleksandra Gomoli współczesny apokryf amerykańskiej pisarki Anne Rice „Chrystus Pan. Wyjście z Egiptu".

Autorka opisuje w posłowiu swoją drogę religijną. Wychowana w irlandzkiej parafii USA w stylu tradycyjnie katolickim, straciła wiarę dzieciństwa i odzyskała ją dopiero będąc już wziętą powieściopisarką. Zainteresowała się literaturą naukową na temat Biblii. Sceptycyzm tego pisarstwa kwestionującego zajadle wiarygodność ewangelii nie przypadł jej do gustu, u niektórych badaczy wyczytała wręcz pogardę dla Jezusa. Zapoznała się jednak również z pracami innych autorów, takich, jak John A.T. Robinson oraz Geza Vermes, Dawid Flusser i wielu innych. Postanowiła sama napisać o Chrystusie, powieść na jego temat. Wydało jej się, że do faktografii Ewangelii kanonicznych warto włączyć wiadomości z apokryfów. „Czułam podświadomie - pisze - że w tych legendach zawiera się jakaś głęboka prawda. To, co piszę, to oczywiście tylko przypuszczenia. Ale zdecydowałam się na nie."

Powieść pani Rice opowiada o życiu Jezusa w okresie, który został w Ewangeliach kanonicznych niemal pominięty, bo jest On tam siedmiolatkiem. Narracja zaczyna się w Egipcie: Święta Rodzina przebywa tam dłużej, niż by to wynikało z Ewangelii i historii starożytnej wziętych razem. Tam też dzieją się cuda Jezusa opisane w apokryfie zatytułowanym w edycji ks. Marka Starowieyskiego „Dzieciństwo Pana Ewangelia Tomasza". Autorka jednak zmienia tamtą opowieść: Jezus nie jest u niej groźny wobec ludzi. Tam po prostu swą nadprzyrodzoną mocą zabija kolegę, który Mu się naraził, tu owszem, chłopiec, który Go uderzył, zostaje zabity, ale jakby niezależnie od Jego woli: moc cudotwórcza sama z Niego wychodzi, co więcej, Jezus następnie wskrzesza chłopaka. Obraz Chrystusa jako nieskończenie dobrego zostaje w ten sposób ocalony, tylko że to cudotwórstwo mimowolne wydaje się konceptem trochę dziwnym. Ma jakieś podstawy w tekstach kanonicznych, na pewno w Markowej opowieści o kobiecie cierpiącej na krwotoki w rozdziale 5, ale tam Jezus nie jest żadną miarą przyczyną nieszczęścia.

W każdym razie inne pomysły autorki są bardziej przekonujące, szczególnie założenie, że Jezus uświadamia sobie swoje mesjańskie posłannictwo stopniowo: tak sądzi sporo dzisiejszych biblistów. Natomiast cała narracja robi na mnie trochę wrażenie opowieści o tym, jak sobie mały Jaś życie Jezusa wyobraża. Bo przecież każdy z nas jest małym Jasiem wobec problemu, co sobie myślał Bóg-człowiek, gdy był małym dzieckiem. Nie chodzi tylko o sam brak danych biblijnych: przecież nawet Ewangelie kanoniczne nie zaglądają do psychiki Jezusa. Czyż nie jest to dla nas rzeczywistość niepojęta: świadomość Boża koegzystująca w jednej osobie ze świadomością ludzką. Może lepiej milczeć?

Niemniej książkę czytałem z ciekawością. Jedne pomysły podobały mi się, inne nie, ale w końcu tematyka mi ogromnie bliska a talent pisarski nie najgorszy.

Na koniec wiadomość osobista. Na trochę muszę się wyłączyć (zabieg w szpitalu), wrócę do pisania najpóźniej w następny poniedziałek. Pozdrawiam wszystkie Czytelniczki i wszystkich Czytelników, osobliwie osoby, które zadają sobie trud komentowania!
22:17, jan.turnau
Link Komentarze (43) »
niedziela, 22 kwietnia 2007
Taniec miast lamentu

Psalm 30

”Sławię Cię, Panie, bo mnie wybawiłeś
i nie pozwoliłeś mym wrogom naśmiewać się ze mnie.
Panie, mój Boże, z krainy umarłych wywołałeś moją duszę
i ocaliłeś mi życie spośród schodzących do grobu.
Śpiewajcie psalm wszyscy miłujący Pana
i pamiętajcie o Jego świętości.
Gniew Jego bowiem trwa tylko przez chwilę,
a Jego łaska przez całe życie.
Wysłuchajcie mnie, Panie, zmiłujcie się nade mną,
Panie, bądź moją pomocą.

Zamieniłeś w taniec mój żałobny lament,
Boże mój i Panie, będę Cię sławił na wieki.”


Jest to pieśń dziękczynna po wyzdrowieniu, nie po wskrzeszeniu czy zmartwychwstaniu, jak można by myśleć czytając o „wywołaniu z krainy umarłych". Zamiast mojego komentarza podam słowa Jana Pawła II z książki Wydawnictwa Księży Marianów MIC pt. „Nieszpory. Wieczorna modlitwa Kościoła", wydanej właśnie w zgrabnym tomiku. Oficyna ta wydała już analogiczne rozważania poświęcone psalmom i innym pieśniom biblijnym, które poleca Kościół jako modlitwę poranną (jutrznię), teraz zebrała teksty na schyłek dnia. Są to myśli obydwu papieży, bo po śmierci poprzednika jego zwyczaj komentowania psalmów podczas audiencji generalnych podjął Benedykt XVI, niemniej ten psalm komentuje jeszcze Jan Paweł II. Powiedział:

Głębokie i serdeczne podziękowanie płynie do Boga z serca modlącego się człowieka, uwolnionego od koszmaru śmierci. Tym uczuciem przepojony jest Psalm 30(29], którego słowa dotarły teraz nie tylko do naszych uszu, ale bez wątpienia i do naszych serc. Ten hymn wdzięczności, który wyróżnia godna uznania finezja literacka, oparty jest na serii kontrastujących ze sobą obrazów, mówiących w sposób symboliczny o uzyskanym od Pana wyzwoleniu. I tak „schodzeniu do grobu" przeciwstawione jest „wywołanie z krainy umarłych" (por. w. 4); Boga „gniew tylko przez chwilę" ustępuje Jego łasce „przez całe życie" (por. w. 6); „płacz" wieczorny zastępuje poranne „wesele" (tamże); po „żałobnym lamencie" następuje „taniec”, a po rozwiązaniu żałobnego „wora" „jesteśmy opasani radością"
(por. w. 12).

Komentarz dotyczy całego tekstu psalmu, przydział biblijny na dzisiaj obejmuje tylko pierwsze wersety. Literatura piękna, przepiękna. A książka warta kupna.

10:07, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
Diakon, czyli adwokat
                                                                        sobota, 21 kwietnia 2007

Dzieje Apostolskie 6,1-7

Ustanowienie diakonów. Mają oni zajmować się „stołami", czyli mówiąc po naszemu, działalnością charytatywną.

Dzisiejsi diakoni (stali - bo diakon to też pierwszy stopień w święceniach duchownych: drugi - prezbiter, trzeci - biskup) mają też zadanie troski o „ciała" wiernych. Mam tu jednak swoją laicką opinię: widzi mi się, że akcje charytatywne może organizować całkiem świecki katolik, więc niech diakon służy raczej innym sprawom, bardziej duchowym. Niech skupi się na udzielaniu sakramentów, które są także w jego gestii: chrztu, małżeństwa (tu jest - podobnie jak prezbiter - tylko świadkiem, udzielają sobie ślubu sami „nupturienci") i komunii (nie może tylko konsekrować). Niech też głosi kazania, starając się robić to lepiej niż prezbiterzy: niech to będą zawsze homilie, czyli „wygłosy" komentujące dopiero co przeczytane teksty biblijne.

Mam poza tym dla diakonów stałych zadanie całkiem szczególne: niech będą naszymi, laikatu, adwokatami wobec reszty duchowieństwa. Są przecież na pograniczu dwóch stanów: świeckiego i duchownego. Należą formalnie do drugiego, ale jedną nogą tkwią faktycznie w pierwszym z racji tego, że mogą być żonaci. Wiedzą, co to normalne życie w dzisiejszym świecie, z żoną i dziećmi. Co więcej, są na ogół w służbie wewnątrzkościelnej „na półetacie": na garnuszku głównie swojej pracy zawodowej, z której nie rezygnują. Wiedzą, jak nieraz trudno wiązać koniec z końcem...

Wszystko to piszę na polską przyszłość: nie ma u nas jeszcze tej formy działania, kandydaci raczej dopiero się szkolą. Mam nadzieję, że nie na darmo. Wątpliwość pewnie zbyteczna, choć niebezpodstawna: w archidiecezji warszawskiej jest już paru panów po odpowiednich studiach, brak tylko decyzji biskupiej, by ich wyświęcić. Może nowy metropolita podejmie wnet tę ważną decyzję.
10:00, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
piątek, 20 kwietnia 2007
Gamaliel
Dzieje Apostolskie 5,34-42

Przywykliśmy myśleć, że głównymi wrogami Jezusa byli faryzeusze. Ba, nawet mamy odpowiedni epitet: „faryzeizm". A przecież Chrystus miał przeciw sobie trzy ugrupowania: Jego wrogami byli również saduceusze i herodianie. Ci pierwsi stanowili znacznie bardziej niż faryzeusze ówczesną elitę władzy, należeli do nich kapłani, ludzie bogaci, członkowie Sanhedrynu. Odrzucali wiarę w zmartwychwstanie, pozostawali pod wpływem kultury greckiej, dbali o dobre stosunku z Rzymianami. W sumie byli poniekąd dalsi od nauczania Jezusa niż faryzeusze. Ci byli bliżsi raczej Pismu niż Świątyni, raczej uczeni niż kapłani, bliżsi także prostemu ludowi, któremu imponowali swoim rygoryzmem. W okresie powstawania Ewangelii byli z ich twórcami szczególnie skonfliktowani, bo proponowali konkurencyjny program reformy; wpływa to na ich obraz w tekstach chrześcijańskich, najczarniejszy u Mateusza (rozdział 23). Z tychże Ewangelii i Dziejów Apostolskich wynika jednak, że właśnie wśród faryzeuszy Jezus ma zwolenników. Obok Nikodema i Józefa z Arymatei jest bohater dzisiejszego fragmentu Dziejów Gamaliel, który przekonał Sanhedryn, żeby uwolnił apostołów: bo jeżeli ich sprawa od ludzi pochodzi, rozpadnie się, a jeżeli rzeczywiście od Boga, „nie potraficie ich zniszczyć i może się czasem okazać, że walczycie z Bogiem".

Gamaliel jest wspomniany w Dziejach Apostolskich (22,3) raz jeszcze: Paweł powiada atakującym go Żydom, że wychował się u stóp Gamaliela. Czy pasuje to do obrazu tego faryzeusza w dzisiejszym tekście? Przecież wynik tego wychowania był zrazu taki, że Szaweł szalał w walce z chrześcijanami. Owszem, może jednak miał gdzieś w podświadomości coś, co pomogło mu przyjąć Chrystusa na drodze do Damaszku. Nie twierdzę, tylko stawiam hipotezę, trudną zresztą do weryfikacji.
18:39, jan.turnau
Link Komentarze (22) »
czwartek, 19 kwietnia 2007
Głos

Dzieje Apostolskie 5, 27-33

Dalsze perypetie pierwotnego Kościoła. Stawieni przed Sanhedrynem apostołowie odmawiają zaprzestania działalności, używając argumentu, który jest wytyczną moralną dla następnych pokoleń: „Bardziej trzeba słuchać Boga niż ludzi". Instrukcja dla wszystkich chrześcijan, wszystkich teistów, dla kogo jeszcze? Kogo (co) umieściliby tu zamiast Boga agnostycy, ateiści?

Jedno powinno łączyć cały ludzki gatunek: zasada, że naciski czyjekolwiek, choćby najdelikatniejsze i - zdawałoby się - najroztropniejsze (”co to pomoże - a narażasz nie tylko siebie”), powinny być mniej skuteczne od - no właśnie, jakby ten głos ważniejszy nazwać?

15:56, jan.turnau
Link Komentarze (19) »
środa, 18 kwietnia 2007
Kto nie uwierzy?

Ewangelia Jana 3,16-21

Jezus powiedział do Nikodema: „Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego. A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki są dokonane w Bogu".

Bóg umiłował świat, ale potępia tych, którzy nie uwierzyli w Jego Syna: cóż znaczy ta niewiara będąca podłością? Wybór między teizmem i ateizmem, katolicyzmem i inną konfesją? Nie, z tekstu wynika dość jasno, że chodzi o etykę. A jeszcze jaśniej z rozdziału 25 Ewangelii Mateusza.

PS. Przeczytałem w ostatniej „Europie" (sobotnim dodatku do „Dziennika") bardzo ciekawe studium amerykańskiego uczonego Charlesa Murraya pt. „Geniusz żydowski". Oto końcówka na temat narodu, który napisał Biblię:
”Jeśli sugeruję, że już przed Mojżeszem Żydzi byli ponadprzeciętnie uzdolnieni werbalnie, to nie znajduję odpowiedzi na oczywisty zarzut ewolucyjnych psychologów: dlaczego tylko u jednego plemienia z czasów Mojżesza, żyjącego w takim samym środowisku, jak inne wędrowne i rolnicze plemiona na Bliskim Wschodzie, wykształcił się podwyższony poziom inteligencji? W tym momencie muszę schronić się pod skrzydła awaryjnej hipotezy, niezwykle zwięzłej i szczęśliwie niefalsyfikowalnej: Żydzi są narodem wybranym przez Boga.” Są!

15:48, jan.turnau
Link Komentarze (23) »
wtorek, 17 kwietnia 2007
Kłopot z łaską

Dzieje Apostolskie 4,32-37

Opowieść o chrześcijańskim komunizmie. Ktoś krótko wytłumaczył, co różni tamtą wspólnotę dóbr od tej, której się szczęśliwie pozbyliśmy: tamta była dobrowolna. Można jeszcze zauważyć, że ta niedawna wspólnotą dóbr w ogóle nie była: władała jedna partia, a nawet nie ona, tylko jej kierownictwo, zdalnie ze Wschodu kontrolowane.

To wszakże niemal komunały. Ciekawszy jest problem translatorski. Otóż występująca w dzisiejszym tekście „łaska" to w oryginale „charis" i nie wiadomo na pewno, co tutaj znaczy. Od pomysłu Biblii Tysiąclecia ”wszyscy mieli wielką łaskę” mocno odbiega Poznańska, która przekłada mniej wiernie: „życzliwość zaś ogromna towarzyszyła im wszystkim". Biblia Jerozolimska ma w polskim wydaniu w tekście wersję Tysiąclatki, ale w komentarzu już własną: „a wielka łaska spoczywała na wszystkich", co też objaśnia: „chodzi o przychylność i względy u ludu"; czyli sens wersji Poznanianki. Klasyk Boy twierdził, że z przekładami jak kobietami: piękność wyklucza wierność...

13:42, jan.turnau
Link Komentarze (15) »
poniedziałek, 16 kwietnia 2007
Wiatr...

Ewangelia Jana 3,8

„Wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża. Tak jest z każdym, który narodził się z Ducha".

Słynne słowa obrazujące działanie wiatru, czyli ducha (jedno słowo greckie „pneuma", łacińskie „spiritus"), czyli Ducha Świętego. Który jest swoiście nieobliczalny. Nie wiemy, dlaczego czasem oświeca nas, powoduje wręcz nasze powtórne narodziny, a kiedy indziej dopuszcza ciemną ciszę.
Dziś jubileusz kogoś, komu Duch szczególnie potrzebny.

O Józefie Ratzingerze-Benedykcie XVI napisałem w dzisiejszej „GW". Materiałów na ten temat mnogość. Przeczytałem ostatnio studium dominikanina Aidana Nicholsa „Myśl Benedykta XVI. Wprowadzenie do myśli teologicznej Josepha Ratzingera" (Wyd. Salwator, Kraków 2006, tłumaczyła Dorota Chabrajska) oraz artykuł amerykańskiego kardynała teologa Avery`ego Dullesa na tenże temat w polskiej edycji konserwatywnego kwartalnika „First Things". Szczególnie w tym artykule dużo ciekawych informacji, które trochę wykorzystałem.

No i dziś polska prezentacja oficjalna książki papieskiej „Jezus z Nazaretu". Omówię ją tu po trosze, jak tylko przeczytam.

13:02, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
niedziela, 15 kwietnia 2007
Tomasz, czyli ja sam

Ewangelia Jana 20,19-31

Opowieść o „niewiernym Tomaszu". Tomasz jest symbolem religijnego sceptycyzmu: „niedowiarstwa". Nietrudno jednak w Ewangeliach zauważyć, że różnił się w tym od pozostałych apostołów bardzo niewiele. Innym też było trudno uwierzyć, tyle tylko, że on ogłosił ten swój sceptycyzm. No i ogłosiła go Ewangelia Jana: prawdę mówiąc, nie wiemy, czy któryś z innych początkowych niedowiarków, choćby i sam Szymon Piotr, nie powiedział najpierw, że nie jest w stanie uwierzyć.

Tomasz jest apostołem szczególnie mi bliskim: mnie i różnym ludziom współczesnym, którzy zmagają się duchowo, by przyjąć, że Jezus żyje, że i nas ocalił od śmierci, że jest jakaś rzeczywistość inna od poznawalnej empirycznie. Tamten Tomasz też ma swoich „tomistów". Błogosławieni, ściślej: szczęśliwi („makarioi", nie „eulogetoi") są ci, którzy uwierzyli. Owszem, taka wiara jest szczęściem - ale o to szczęście niełatwo.

08:54, jan.turnau
Link Komentarze (30) »
Nakaz misyjny

                                                                               sobota,  14 kwietnia 2007

Ewangelia Marka 16,15

„I rzekł do nich: - Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu."

Apostołowie istotnie rozeszli się po świecie: od Indii po może nawet Polskę. W nakazie misyjnym ważna jest szerokość zasięgu, równie jednak istotna jest treść misji. Ewangelia to Dobra Nowina, właśnie dobra, a nie zła. Nie dość powtarzać, w każdym razie w Polsce, że trzeba ludzi przede wszystkim pocieszać. Owszem, tym, którzy odrzucą wyciągniętą rękę Jezusa, grozi straszna duchowa samotność - ale nie straszmy nią, dosyć było takich strachów piekielnych w duszpasterstwie przedsoborowym. Trzeba ludziom mówić, że Bóg się nimi zajął, nie są sami. Albo inaczej: trzeba jak najmniej mówić, świadczyć przede wszystkim zwykłą ludzką dobrocią.

08:53, jan.turnau
Link Komentarze (18) »
piątek, 13 kwietnia 2007
Bibliści i laicy

Ewangelia Jana 21,1-14

Kolejna opowieść o chrystofanii, czyli ukazaniu się Chrystusa po Jego zmartwychwstaniu. Bibliści twierdzą, że ten ostatni rozdział Ewangelii Janowej został być może napisany nie przez samego apostoła, tylko któregoś jego ucznia. Hipoteza wynika stąd, że poprzedni rozdział w sposób oczywisty kończy dzieło. Skądinąd zastanawia uczonych w Piśmie podobieństwo tej przeznaczonej na dzisiaj opowieści do tekstu Łukaszowego 5,1-11, gdzie też czytamy o cudownym połowie ryb; jednak według tamtej Ewangelii cud zdarzył się na początku działalności Jezusa. Biblia Poznańska komentuje: „Możliwe, że obaj ewangeliści opracowali identyczną scenę przekazaną przez tradycję katechetyczną”. Opracowali jednak różnie.

Zatem dokładność historyczna tej sceny dyskusyjna? Pewnie tak - choć zwykłego czytelnika zastanawia właśnie dokładność opisu. Są szczegóły nawet tak drobne, jak to, że do brzegu Jeziora (Morza) Tyberiadzkiego, w pobliże którego dobiła łódź z cudownym połowem, ”nie było daleko, tylko około dwustu łokci". I ilość złowionych wielkich ryb jest dokładnie podana: 153. Bibliści zastanawiają się jednak nad sensem symbolicznym tej liczby, nie uważają raczej owej dokładności za dowód reporterskiej prawdziwości wydarzenia.

Jak w innych opisach chrystofanii, mamy tutaj początkowe nierozpoznanie Chrystusa: poznaje Go dopiero Jan, a raczej „ów uczeń, którego Jezus miłował" (dla biblistów też nie jest całkiem oczywiste, że tak się określa sam autor Ewangelii). I Chrystus je razem z uczniami, co ma oznaczać, że nie jest jakąś bezcielesną zjawą; nie znaczy to jednak również, że Jego ciało zmartwychwstałe, należące do „nowego nieba i nowej ziemi", wymagało ziemskiego pokarmu. W istotę tej nowej cielesności nie ma się co wdawać: nie pojmiemy jej, możliwa do wyobrażenia jest dla nas tylko czasoprzestrzeń doczesna.

16:55, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
czwartek, 12 kwietnia 2007
Nieświadomość Żydów

Dzieje Apostolskie 3, 17

„Lecz teraz wiem, bracia, że działaliście w nieświadomości, tak samo jak przełożeni wasi".

Tak powiada przywódca Apostołów Piotr. Jest też w Biblii podobne stwierdzenie Pawła. Tak uważali wyznawcy Chrystusa wtedy, na początku. Biblia Jerozolimska komentuje, że wygląda to na aluzję do Ewangelii Łukasza 23, 23-24. Tam starszyzna żydowska wraz z ludem (raczej jego częścią, która była wtedy pod pałacem Piłata) domaga się śmierci krzyżowej Jezusa. Podobnie jak Piotr i Paweł, pełen przebaczenia jest też diakon Szczepan (Stefan), który mordowany kamieniami woła do Boga: „Panie, nie policz im tego grzechu". Później jednak miłosierdzie chrześcijan mija, zaczyna się nienawiść. Gdy cesarstwo dogada się z Kościołem, Synagoga sama staje się ofiarą prześladowań.

15:58, jan.turnau
Link Komentarze (23) »
środa, 11 kwietnia 2007
Do Emaus

Ewangelia Łukasza 24,13-35

Opowieść o dwóch uczniach idących do podstołecznej wioski po zamordowaniu Jezusa. Cała opowieść, której odpowiednikiem w pozostałych Ewangeliach jest tylko wzmianka u Marka.

Niezwykłość opisanych przez Łukasza wydarzeń polega przede wszystkim na tym, że uczniowie Jezusa nie rozpoznali Go w wędrowcu, który się do nich dołączył: „oczy ich były niejako na uwięzi". Czasem bywa podobnie i w naszym życiu, osobliwie w moim, bo mam szczególny antytalent do rozpoznawania twarzy - ale tamto uwięzienie oczu pewnie było szczególne. Trwało aż do wspólnego posiłku: uczniowie rozpoznali Go przy łamaniu chleba.

Czy była to Eucharystia? Bibliści są różnego zdania, Jan Paweł II zdaje się sądzić, że tak (w encyklice „Ecclesia de Eucharistia" 59). Czy niewymieniony z imienia uczeń to sam autor Ewangelii - bibliści mówią, że nie. Ten pogląd biblistów znam z tekstu Ryszarda Przybylskiego „Pewność niepewności", który drukowaliśmy jesienią w „Arce Noego" i ukazał się później w książce „Ogrom zła i odrobina dobra", wydanej przez Sic. Ów pisarz, profesor w Instytucie Badań Literackich, jest najwyraźniej zachwycony Łukaszową opowieścią. Jest nią również zauroczony religioznawca pozakościelny Zbigniew Mikołejko, który też jej poświęcił esej (w książce pod tym tytułem, wydanej przez słowo/obraz terytoria).

Mamy też na dziś lekturę z Dziejów Apostolskich o Piotrze i Janie, którzy uzdrowili chromego od urodzenia (3,1-10). Co do Piotra i może Jana: według Ewangelii Janowej obaj byli na dziedzińcu przy pałacu Annasza, gdzie Piotr zaparł się Jezusa. Zauważmy: Jan się wprawdzie nie zaparł - ale dziewięciu innych Apostołów nie wyparło się związku z Jezusem, bo nie mieli po temu okazji, ponieważ nie poszli za aresztowanym Mistrzem. To mniej więcej tak, jak było za komuny: ci, co siedzieli cicho, są dzisiaj czyści, bo bezpieka polowała głównie na opozycjonistów.

14:24, jan.turnau
Link Komentarze (38) »
wtorek, 10 kwietnia 2007
Magdalena

Ewangelia Jana 20, 11-18

Scena - chyba można tak powiedzieć - kultowa: Jezus zmartwychwstały ukazuje się Marii Magdalenie. Padają wtedy słowa równie słynne, jak zagadkowe, które Biblia Tysiąclecia tłumaczy: „Nie zatrzymuj mnie, jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca".

Mam tu skojarzenie z lat szkolnych: profesor Edmund Rodziewicz czytał nam przekłady poetów rosyjskich, m.in. wiersz Jesienina albo Błoka (nie pamiętam) z taką frazą polsko-łacińską: „Noli me tangere, Maryja - Chrystusa cichy słychać głos". Mam wciąż w uszach głos mojego wspaniałego polonisty z Cieplic, dzięki któremu poszedłem na polonistykę, i teraz po przeszło pół wieku melduję, że owa wersja Wulgaty nie jest wcale oczywista. Idący za Wulgatą Wujek ma: „Nie tykaj się mnie"; takie słowa obrosły skojarzeniami erotycznymi, wspierając całą legendę barwnej Marii.

Jeden z elementów tej obfitej legendy pochodzi od papieża Grzegorza Wielkiego, który tę kobietę zakwalifikował jako ladacznicę. Owszem, Jezus według Łukasza wygonił z niej aż siedem złych duchów (8, 2), ale kobieta opętana nie musi wcale grzeszyć w taki sposób. Kościół wschodni nie ma seksualnych skojarzeń, akcentuje natomiast religijną rolę tej Marii, nazywając ją równą Apostołom.

Na pewno z Ewangelii wynika, że jej związek z Mistrzem był szczególny. Wynika nie tylko z Ewangelii Janowej, w której jest najpierwszą głosicielką Zmartwychwstania i gdzie jest właśnie ta niezwykła scena. W innych Ewangeliach jest też świadkiem śmierci i zmartwychwstania Jezusa, tyle że nie sama, bo z innymi niewiastami, pędzi po ciemku do grobu. Na każdej liście kobiet, które towarzyszyły Jezusowi w Jego ewangelizacyjnych wędrówkach, jest ona na pierwszym miejscu. Nie wiadomo, czy ona głównie finansowała ten męski zespół apostolski, może raczej Joanna, żona Chuzy, zarządcy u Heroda, która pewnie była zasobniejsza - w każdym razie wygląda, że była przywódczynią zespołu kobiecego.

No i w końcu co jej Jezus wtedy powiedział? Moja ulubiona Biblia Poznańska komentuje: „Jedni sądzą, że Magdalena nie chciała puścić stóp Jezusa, bo była przekonana, że Jezus przychodzi na ziemię, by zabrać wszystkich swoich uczniów do nieba. Jezus wyjaśnia jej, że jeszcze nie wstąpił do Ojca, i poleca zawiadomić Apostołów, że czeka na nich w Galilei. Inni sądzą, że słowa Jezusa znaczą: »Nie obejmuj moich stóp, jak gdybyś miała mnie już więcej nie zobaczyć; zobaczysz mnie, bo jeszcze nie wstąpiłem do mojego Ojca. Zamiast obejmować moje stopy idź i powiedz moim braciom, że wstępuję do Ojca«. (...) Wszystkie te wyjaśnienia zakładają, że Magdalena objęła stopy Jezusa.

Ponieważ jednak Jan nic o tym nie wspomina, a drobiazgowo opisuje jej poprzednie zachowania, trzeba przyjąć, że nie o to tu chodzi. Sens sceny jest następujący: według wierzeń starożytnych dusza pozostawała po śmierci człowieka w pobliżu ciała przez trzy dni, a potem odchodziła do szeolu. Aby przedłużyć pobyt duszy w pobliżu ciała, starano się powstrzymać jego rozkład przez skrapianie ciała wonnymi olejkami. Obrzędowy płacz nad umarłym i oznaki żalu po nim spełniały tę samą rolę i zatrzymywały duszę w pobliżu zwłok. To właśnie czyniła Magdalena przynosząc wonne olejki i opłakując Zmarłego. Słowa Jezusa mówiły jej: przestań myśleć o zatrzymaniu mojej duszy przy grobie, bo ja nie odejdę do szeolu, a wstąpię do mojego Ojca".

Nie twierdzę, że rozumiem, czemu tak czy inaczej pada słowo ”jeszcze”: po wniebowstąpieniu sprawa będzie przecież jeszcze mniej aktualna. Trzeba by to jakoś inaczej przetłumaczyć. Dodam tylko od siebie, że wniebowstąpienie nie oznaczało, że Jezus przedtem w ogóle nie był u Ojca. Był, ale zarazem zjawiał się na ziemi, czego dopiero wniebowstąpienie było końcem.

17:26, jan.turnau
Link Komentarze (19) »
poniedziałek, 09 kwietnia 2007
Komu ławiej uwierzyć

Ewangelia Mateusza 28,11-15

Mateusz, podobnie jak Jan, okazuje szczególną niechęć do współczesnej mu władzy żydowskiej. W tej ewangelii mamy taką opowieść: „niektórzy ze straży przybyli do miasta i powiadomili arcykapłanów o wszystkim, co zaszło. Ci zebrali się ze starszymi, a po naradzie dali żołnierzom sporo pieniędzy i rzekli: - Rozpowiadajcie tak: Jego uczniowie przyszli w nocy i wykradli Go, gdyśmy spali. A gdyby to doszło do uszu namiestnika, my z nim pomówimy i wybawimy was z kłopotu. Oni zaś wzięli pieniądze i uczynili, jak ich pouczono. I tak rozniosła się ta pogłoska między Żydami i trwa do dnia dzisiejszego."

Namiestnik Piłat uzgodnił ze starszyzną żydowską, że grób będzie pilnowany, bo - ostrzegali arcykapłani i faryzeusze - uczniowie mogą wykraść ciało Jezusa, żeby mówić, że zmartwychwstał. Gdy jednak grób okazał się pusty, trzeba było to jakoś wytłumaczyć. Nie miejmy żalu do licznych ówczesnych Żydów, że nie uwierzyli w zmartwychwstanie jakiegoś dziwnego proroka z Galilei. Nie takiego mesjasza oczekiwali, czekali na ogół na wyzwoliciela politycznego. Łatwiej może uwierzyć ludziom dzisiejszym, a też przecież niełatwo.

10:08, jan.turnau
Link Komentarze (28) »
niedziela, 08 kwietnia 2007
Pobiegli do grobu

Ewangelia Jana 20,1-9

”Pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno, Maria Magdalena udała się do grobu i zobaczyła kamień odsunięty od grobu. Pobiegła więc i przybyła do Szymona Piotra i do drugiego ucznia, którego Jezus miłował, i rzekła do nich: - Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono. Wyszedł więc Piotr i ów drugi uczeń i szli do grobu. Biegli oni obydwaj razem, lecz ów drugi uczeń wyprzedził Piotra i przybył pierwszy do grobu. A kiedy się nachylił, zobaczył leżące płótna, jednakże nie wszedł do środka. Nadszedł potem także Szymon, idący za nim. Wszedł do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwinięta na jednym miejscu. Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu. Ujrzał i uwierzył. Dotąd bowiem nie rozumieli jeszcze Pisma, które mówi, że On ma powstać z martwych.”

Ewangelista zapamiętał i opisał.

11:43, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
sobota, 07 kwietnia 2007
Przez śmierć

List do Rzymian 6,5

„Jeżeli bowiem przez śmierć, podobną do Jego śmierci, zostaliśmy z Nim złączeni w jedno, to tak samo będziemy z Nim złączeni w jedno przez podobne zmartwychwstanie".

Dziś Wielka Sobota. W wyniku reform posoborowych jest to dzień, w którym w świątyniach rzymskokatolickich nie odprawia się mszy, nawet tak szczególnej liturgii z komunią, ale bez konsekracji, jaką jest nabożeństwo wielkopiątkowe. Natomiast późnym wieczorem, gdy już jest na zewnątrz świątyń ciemno, odprawia się długą i wspaniałą mszę wigilijną należącą już do niedzieli wielkanocnej, zakończoną procesją rezurekcyjną.

Tęsknota za nieśmiertelnością wyraża się w chrześcijaństwie wiarą, że nasz los jest podobny do Chrystusowego: umrzemy, ale nie będzie to koniec naszej egzystencji.

Wszystkim moim Czytelniczkom i Czytelnikom, współpracownikom we współtworzeniu mojego blogu składam najserdeczniejsze życzenia na największe święto chrześcijan. I wołam po hebrajsku: Alleluja - czyli chwalmy Pana! Boga, który jest miłością, chwalić przecież trzeba, choć trudno Go niektórym zobaczyć w Kościołach.

11:38, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
piątek, 06 kwietnia 2007
Mąż boleści

Księga Izajasza 52,13 - 53,12

”0to się powiedzie mojemu słudze, wybije się, wywyższy i wyrośnie bardzo. Jak wielu osłupiało na jego widok, tak nieludzko został oszpecony jego wygląd i postać jego była niepodobna do ludzi, tak mnogie narody się zdumieją, królowie zamkną przed nim usta, bo ujrzą coś, czego im nigdy nie opowiadano, i pojmą coś niesłychanego. Któż uwierzy temu, cośmy słyszeli, na kim się ramię Pana objawiło? On wyrósł przed nami jak młode drzewo i jakby korzeń z wyschniętej ziemi. Nie miał on wdzięku ani też blasku, aby na niego popatrzeć, ani wyglądu, by się nam podobał. Wzgardzony i odepchnięty przez ludzi, mąż boleści, oswojony z cierpieniem, jak ktoś, przed kim się twarze zakrywa, wzgardzony tak, iż mieliśmy go za nic. Lecz on się obarczył naszym cierpieniem, on dźwigał nasze boleści, a myśmy go uznali za skazańca, chłostanego przez Boga i zdeptanego. Lecz on był przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy. Spadła nań chłosta zbawienna dla nas, a w jego ranach jest nasze zdrowie. Wszyscyśmy pobłądzili jak owce, każdy z nas obrócił się ku własnej drodze; a Pan zwalił na niego winy nas wszystkich. Dręczono go, lecz sam się dał gnębić, nawet nie otworzył ust swoich. Jak baranek na rzeź prowadzony, jak owca niema wobec strzygących ją, tak on nie otworzył ust swoich. Po udręce i sądzie został usunięty; a kto się przejmuje jego losem? Tak! Zgładzono go z krainy żyjących; za grzechy mego ludu został zbity na śmierć. Grób mu wyznaczono między bezbożnymi i w śmierci swej był na równi z bogaczem, chociaż nikomu nie wyrządził krzywdy i w jego ustach kłamstwo nie postało. Spodobało się Panu zmiażdżyć go cierpieniem. Jeśli wyda swe życie na ofiarę za grzechy, ujrzy potomstwo, dni swe przedłuży, a wola Pana spełni się przez niego. Po udrękach swej duszy ujrzy światło i nim się nasyci. Zacny mój sługa usprawiedliwi wielu, ich nieprawości on sam dźwigać będzie. Dlatego w nagrodę przydzielę mu tłumy i posiądzie możnych jako zdobycz, za to, że siebie na śmierć ofiarował i policzony został pomiędzy przestępców. A on poniósł grzechy wielu i oręduje za przestępcami.”

Wielki Piątek. Liturgia szczególna - bez konsekracji. Z dzisiejszych tekstów biblijnych wybrałem starotestamentalny. Chyba wciąż trzeba szerokim masom katolickim tłumaczyć, że Stary Testament nie kontrastuje tak ostro w zestawieniu z Nowym, jak można by sądzić. Starożytni Żydzi oczekiwali, owszem, mesjasza po ziemsku skutecznego, który zwycięży wszystkich politycznych przeciwników. Równocześnie jednak już kilka wieków przed narodzeniem Chrystusa (cytowany przeze mnie tekst napisał zapewne tzw. Deutero-Izajasz w VI wieku starej ery) świta myśl o męczenniku zwycięzcy.

15:05, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
czwartek, 05 kwietnia 2007
Ksiądz też człowiek

Księga Izajasza 61, 1-9

”Duch Pana Boga nade mną, bo Pan mnie namaścił. Posłał mnie, by głosić dobrą nowinę ubogim, by opatrywać rany serc złamanych, by zapowiadać wyzwolenie jeńcom i więźniom swobodę; aby obwieszczać rok łaski u Pana, i dzień pomsty dla naszego Boga; aby pocieszać wszystkich zasmuconych, by rozweselić płaczących na Syjonie, aby dać im wieniec zamiast popiołu, olejek radości zamiast szaty smutku, pieśń chwały zamiast zgnębienia na duchu. Wy zaś będziecie nazywani kapłanami Pana, mienić was będą sługami Boga naszego. Tak mówi Pan: - Oddam im nagrodę z całą wiernością i zawrę z nimi wieczyste przymierze. Plemię ich będzie znane wśród narodów i między ludami ich potomstwo. Wszyscy, którzy ich zobaczą, uznają, że oni są szczepem, który Pan pobłogosławił".

Dziś przed południem w katedrach msza krzyżma, która gromadzi kapłanów pod przewodnictwem biskupa. Poświęca się krzyżmo, czyli olej służący do namaszczania kandydatów do kapłaństwa. Jacy są, każdy widzi. Rzadko kiedy pocieszają wszystkich zasmuconych... A jednak dzisiaj myślę o nich bez pretensji. Czy sam byłbym lepszy, gdybym kiedyś zdecydował się być namaszczonym do tej kościelnej roli?

14:10, jan.turnau
Link Komentarze (14) »
środa, 04 kwietnia 2007
Bóg mnie obdarzył

Księga Izajasza 50,4

„Pan Bóg mnie obdarzył językiem wymownym, bym umiał przyjść z pomocą strudzonemu przez słowo krzepiące".

Bym umiał... Mam dużo możliwości ogłaszania swoich myśli: „Gazeta Wyborcza", „Metro", periodyki „Odra" i „Bunt Młodych Duchem", czasem „Więź" i „Tygodnik Powszechny" - no i własny blog! Czuję się wezwany przez Bilblię do rachunku sumienia, czy rzeczywiście przychodzę czytelnikom z pomocą, czy ich krzepię.

16:57, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
wtorek, 03 kwietnia 2007
„A była noc"

Ewangelia Jana 13, 21-33

Przejmujący fragment czwartej Ewangelii. Dwie przepowiednie Jezusa: pierwsza, że zdradzi Go Judasz, druga, że zaprze się Go Piotr.

Co do Judasza: jak by go nie bronić, jedno wydaje mi się bezsporne: musiał potwornie żałować swej zdrady, jeśli wpadł w taką rozpacz, ogarnęła go taka depresja.

Dziś na szczęście mamy rozwiniętą psychiatrię, nie uważamy już samobójców za zbrodniarzy (w Anglii bodaj jeszcze w XVIII wieku karano ich śmiercią, topielców wieszano czy ścinano). Współczucie przeniknęło także do mojego Kościoła: pozwala się na chrześcijański pogrzeb takich nieszczęśników, uważając, że nie odpowiadają za swój czyn, dokonany w stanie skrajnej niepoczytalności. Bo też ostrej psychozy trzeba, by pokonać instynkt samozachowawczy. Zaprawdę trudno sobie wyobrazić Boga, który gniewa się na człowieka za to, że Jego Opatrzność pozwoliła mu tak się potwornie zaplątać. W tej sytuacji powiedzenie, że tylko Bóg może rozporządzać życiem człowieka, byłoby jakimś potwornym nietaktem wobec najnieszczęśliwszych.

Należał do nich Judasz. Jego rozpacz była tak wielka jak zdrada - albo właśnie za wielka? Zwątpił w miłosierdzie Boże? Owszem, ale czy to nie znaczy właśnie, że był wobec siebie nazbyt krytyczny? Nie rozumiem, dlaczego rozpacz jest uważana za grzech. Judasz nie docenił siebie, dlatego nie docenił też Miłosierdzia, Boga, który zna nas lepiej, niż my sami. Zatwardziali zbrodniarze raczej przeceniają siebie, a na Boże miłosierdzie gwiżdżą.

Judasz wyszedł z Wieczernika w czarną noc. Jego tragedia rozegrała się w apokaliptycznej ciemności.

PS. Oglądałem wczorajszy wieczór papieski w telewizorze pt. ”Gorzkie żale”: wrażenia różne. Dla mnie program był za mało papieski: zamiast tekstów i obrazów staropolskich i ludowych, zamiast tego teatru utrzymanego w stylu przedstawień Dejmka wolałbym tylko teksty Karola Wojtyły i Jana Pawła II. Nie dlatego, że to rocznica jego śmierci: po prostu tamta estetyka, pomieszanie dramatu z groteską, była zupełnie nie w moim guście, w każdym razie nie pasowała do owego szczególnego wieczoru. Niemniej śpiewy nieludowe były bardzo piękne, także stołeczna sceneria podkreślająca wieczną aktualność dramatu Krzyża.

13:36, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 02 kwietnia 2007
Nie złamał trzciny

Księga Izajasza 42, 1-3

„To mówi Pan: - Oto mój sługa, którego podtrzymuję, wybrany mój, w którym mam upodobanie. Sprawiłem, że Duch mój na nim spoczął; on przyniesie narodom Prawo. Nie będzie wołał ani podnosił głosu, nie da słyszeć krzyku swojego na dworze. Nie złamie trzciny nadłamanej, nie zgasi knotka o nikłym płomyku".

Dziś druga rocznica śmierci Jana Pawła II. Pasują do niego te słowa Pisma. Nie można powiedzieć, że nigdy nie podnosił głosu. Owszem, zdarzało mu się czasem krzyczeć, pamiętamy jego krzyk w 1991 roku podczas pielgrzymki do ojczyzny, gdy mówił o aborcji. Można też twierdzić, że wtedy przyniósł nam właśnie Prawo: bo chodziło mu przecież o prawny zakaz zabiegu zwanego przerywaniem ciąży. Ale ja myślę, podobnie jak autor biblijny, o krzyk w sensie przenośnym, o jakąś przemoc wobec ludzi. Pascal powiedział, że człowiek jest trzciną, ale trzciną myślącą.

Otóż Papież nie łamał ludzkich trzcin. Zarzuca mu się, że był za mało władczy wobec swoich podwładnych, że kuria krakowska a jeszcze bardziej rzymska grały mu na nosie. Inni uważają, że był za bardzo władczy wobec teologów, tych, co chodzą własnymi drogami. Prawda to czy przesada? Kardynał Dziwisz twierdzi, że Papież zawsze rządził wszystkim, a ja z kolei słyszałem, że w czasach krakowskich pozwolił wykładać księdzu profesorowi, który wierzył w reinkarnację. Więc sprawa nie jest prosta - a zresztą chodzi mi tu o co innego. Nikt nie zaprzeczy, że był łagodnego ducha. I że Duch Boży na nim spoczął.

13:00, jan.turnau
Link Komentarze (19) »
niedziela, 01 kwietnia 2007
Czemuś mnie opuścił?
Psalm 22

„Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił".

Dziś Niedziela Palmowa, zwana tak tradycyjnie, ale oczywiście lepsza jest nazwa dłuższa: „...czyli Męki Pańskiej". Bo zaraz po triumfalnym wjeździe Jezusa do Jerozolimy następuje dramatyczne odwrócenie Jego losu. Wśród tekstów biblijnych przeznaczonych na dzisiejszą uroczystość jest jeden z najważniejszych psalmów.

Zawiera krzyk rozpaczy bodaj najgłośniejszy w historii kręgu śródziemnomorskiego: także wołanie Jezusa z krzyża. Przede wszystkim Jego wołanie, bo w Jego doli jest cała dola człowiecza.
12:37, jan.turnau
Link Komentarze (14) »
Archiwum