Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
poniedziałek, 31 marca 2008
Dziwne słowo „dziewica"
Ewangelia Łukasza 1, 26-38

Dziś święto Zwiastowania Pańskiego; przeniesione na dzisiaj ze swojej stałego dnia 25 marca, by cały tydzień wielkanocny (oktawa) służył wyłącznie pamiątce Paschy. Intencję oczywiście rozumiem: uroczystość paschalna (trzydniowa) dla chrześcijan najważniejsza - ale swoją drogą tamtego dnia Zwiastowania zaczęło się przecież to wszystko. Szczególnie w świetle dzisiejszego przekonania antyaborcyjnego należałoby chyba podnieść rangę tego święta Początku. Traktowanego już teraz jako święto nie tyle Maryjne, ile Jezusowe.

Chociaż dzisiejsze teksty biblijne mają jako bohaterkę Marię z Nazaretu. Przede wszystkim Łukaszowa opowieść o aniele Gabrielu, zwiastującym Jej to niebywałe macierzyństwo, ale też fragmencik Księgi Izajasza (7, 10-14) z zapowiedzią „Oto Panna pocznie i porodzi Syna". Jak kiedyś pisałem, tekst hebrajski ma tu, owszem, termin oznaczający w ogóle młodą kobietę, ale już żydowski przecież przekład Biblii na grekę, Septuaginta, w trzecim wieku przed Chrystusem wyraźnie wskazuje dziewicę. Widać myśl o dziewiczym macierzyństwie nie była obca światu żydowskiemu.

Obca jest natomiast dzisiejszemu, obsesyjnie seksualnemu światu zwanemu zachodnim. „Dziewica" to „obciach". Samo słowo polskie zresztą obrosło złymi skojarzeniami, przywodzi na myśl pruderię („Dziewice konsystorskie" Boya itp.). Arcybiskup Życiński nadaje specyficzny status kościelny kobietom, które zobowiązują się do celibatu przeżywanego samotnie, nie we wspólnotach zakonnych, i obrzęd zwie się „konsekracją dziewic". Terminologia śmieszy - ale język polski okazuje się ubogi. Bo jak inaczej powiedzieć: „panien"? To brzmi z kolei dziwnie staroświecko, a może i klasowo: panny były tylko we dworze, na wsi - dziewuchy...

Przysłowie żydowskie z książki „Głosy z Aszkenaz" (Wydawnictwo Pardes, ciekawy wstęp Lidii Kośki) : „Kto jest bohaterem? Ten, kto potrafi powstrzymać się od żartu". Dowiadujemy się, że jest to parafraza sentencji z Talmudu: „Kto jest silny? Ten, kto poskramia swoje skłonności", i rozumiemy, że bywają żarty nie na miejscu. Niemniej Izrael wielki jest swoim humorem, niech żyją szmoncesy!
14:05, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
niedziela, 30 marca 2008
Coś o szczęściu

Ewangelia Jana 20, 19-31

Kolejna opowieść ewangelijna, która przez wieki obrosła myślą, uczuciami, wyobrażeniami malarskimi: o Tomaszu zwanym głupio „niewiernym”. Nie dość powtarzać, że nie grzeszył żadną niewiernością. Nie zdradził przecież ani się nie zaparł Mistrza - tylko trudno mu było uwierzyć, że On dalej JEST. Nie tylko jemu, ale Ewangelia akcentuje właśnie jego sceptycyzm.

Zamyśliłem się nad puentą perykopy: „Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”. Informowałem tu już wiele razy, że polskiemu słowu „błogosławieni” odpowiada w oryginale greckim często termin „makarioi”, który znaczy dosłownie „szczęśliwi” („błogosławieni” to dosłownie „eulogetoi” lub „eulogemenoi”). Czy wiara religijna gwarantuje szczęśliwość? Słowo wieloznaczne. Gdy rozumieć je potocznie, trzeba powiedzieć, że osiągamy je tylko w ostatecznym rachunku naszych korzyści i strat, czyli na tamtym, sprawiedliwym świecie. Ale przypadek matki Teresy z Kalkuty pokazuje, że w tym życiu święty bywa nieszczęśliwy po trzykroć. Ukazała się właśnie w Znaku książka pt. „Pójdź, bądź moim światłem. Prywatne pisma «Świętej z Kalkuty»” . Jak już wcześniej podawano, z publikacji tej wynika, że bardzo długie lata matka Teresa żyła w ciemności duchowej, wręcz bez wiary, że Bóg jest. Co straszniejsze, były to właśnie lata jej największych wysiłków i najwspanialszej etyki: szaleńczej troski o umierających na ulicy. Zaprawdę Bóg po liniach krzywych pisze.

Przysłowie żydowskie: „Głupota bogacza więcej znaczy niż mądrość biedaka.” Pewnie! Kto ma pieniądze, ma też w ręku opinię publiczną. Na szczęście jednak nie całą: wolne media mogą wiele zrobić dla mądrości, jeśli tylko są wolne naprawdę. Wolnością wewnętrzną, czyli wrażliwym sumieniem.

14:07, jan.turnau
Link Komentarze (12) »
sobota, 29 marca 2008
Idioci?

Dzieje Apostolskie 4, 13-21

„Przełożeni i starsi, i uczeni, widząc odwagę Piotra i Jana, a dowiedziawszy się, że są ludźmi nieuczonymi i prostymi, dziwili się.”

Jakże warto wiedzieć, jak brzmią słowa Pisma w oryginale! Sekretarzując trzem biblistom trzech wyznań, dowiadywałem się czasem czegoś bardzo ciekawego, a nieraz zabawnego. Tak było na przykład, gdy mieliśmy na translatorskim warsztacie to właśnie zdanie Dziejów. Co się kryje mianowicie za owym słówkiem „prości" (czy też „niewykształceni”, jak przekłada Biblia Poznańska)? Jest tam znajomo brzmiący termin „idiotai”. Oczywiście tamtoczesna elita żydowska nie uważała apostołów za idiotów, tylko termin ten przez dwa tysiące lat nabrał innego znaczenia: „Panta rei” - można by westchnąć melancholijnie też w języku Nowego Testamentu.

Przysłowie żydowskie: „Kto się o bogaczy ociera, może sobie tylko dziurę wytrzeć”. Jedną ze stugębnych plotek na temat Żydów głosi, że są niemal z reguły bogaci. A przecież w Polsce przedwojennej najlepiej było widać skrajne rozwarstwienie społeczności „starozakonnej”: byli bankierzy i były tłumy biedaków. Zapewne w tym drugim środowisku powstało owo powiedzonko.

13:20, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
piątek, 28 marca 2008
Tylko On

Dzieje Apostolskie 4, 11-12

„On jest kamieniem odrzuconym przez was, budujących, tym, który stał się kamieniem węgielnym. I nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni".

Słów tych używano jak kamienia, którym rzucano w „starozakonnych". To już prawie „było, minęło", nikt przytomny już też nie wysyła do piekła wyznawców Mahometa czy Buddy. Pozostał jednak poważny problem teologiczny: właśnie owej wyłączności Jezusa, Jego absolutnego pierwszeństwa przed innymi wielkimi prorokami. Co śmielsi współcześni teologowie katoliccy próbują pogodzić wiarę w ową wyłączność z uznaniem wielkości duchowej innych religii - mitygowani przez watykańską strażnicę ortodoksji.

Przysłowie żydowskie, chyba subtelnie ironiczne: „Bogacz może zapewnić sobie oba światy". Wyjaśnienie: „Na tym świecie może wygodnie żyć, a przyszły świat zaskarbić sobie dawaniem jałmużny".

17:16, jan.turnau
Link Komentarze (19) »
czwartek, 27 marca 2008
Nie było to bogobójstwo
Dzieje Apostolskie 3,17

„Lecz teraz wiem, bracia, że działaliście w nieświadomości, tak samo jak przełożeni wasi".

Działali w nieświadomości, czyli odpada przynajmniej zarzut bogobójstwa. Gdyby tak chrześcijanie uważniej czytali swoje święte księgi, może mniej okrutnie prześladowaliby Żydów. Trzeba jednak przyznać, że to stwierdzenie Piotra widnieje w Nowym Testamencie samotnie (tylko później w Dziejach powie coś podobnego Paweł) wśród innych zdań ostro oskarżających Żydów.

Przysłowie żydowskie: „Błogo temu, kogo Bóg na starość uszczęśliwia". Błogo mi, 75-latkowi: brak poważniejszych kłopotów rodzinnych, sukcesy zawodowe (np. posiadanie własnego blogu, nie mówiąc o innych możliwościach „wypisania się"). Biblioteka „Więzi" wydała właśnie szybko i pięknie tom pt. „Paweł Apostoł. Dzieło i myśl", owoc pracy biblistów trzech wyznań, który udało mi się zorganizować i któremu sekretarzuję od z górą 25 lat (wspominam tu zresztą wciąż o tej naszej pracy). Są w owej książce Dzieje Apostolskie jako w sporej mierze biografia Szawła-Pawła, List do Rzymian jako jego główne dzieło oraz nasze teksty na jego temat, przede wszystkim esej ks. Czajkowskiego pt. „Paweł przeciw Prawu?"
15:25, jan.turnau
Link Komentarze (23) »
środa, 26 marca 2008
Nie do wiary
Ewangelia Łukasza 24, 13-55

Znów opowieść malownicza, tym razem o dwóch uczniach Jezusa uciekających z Jerozolimy do Emaus. Ryszard Przybylski napisał piękny esej na ich temat, na temat malarskich wizji tej wędrówki, podczas której spotykają zmartwychwstałego Jezusa.

Czytając po raz któryś ten tekst Łukasza, myślałem sobie, czy aby na pewno autor Ewangelii sam nie był drugim wędrowcem, nie nazwanym w przeciwieństwie do owego Kleofasa? Taką hipotezę słyszałem w dzieciństwie, ale potem nie znalazłem jej potwierdzenia. Łukasz mógł znać sprawę skądinąd, nie z autopsji - ale owo nienazwanie drugiego ucznia dziwnie mi przypomina podobne ”autoanonimowości” u Jana. O Łukaszu mówi się, że był Syro-Grekiem, Hellenem mieszkającym w okolicach Palestyny: może zabłądził do samej Jerozolimy?

Tak czy inaczej, dziwnymi drogami błądziła myśl obu uczniów. Wymieniając ponure wydarzenia ostatnich dni, jednym tchem wspominają również, że „niektóre z naszych kobiet przeraziły nas: były rano u grobu, a nie znalazłszy Jego ciała, wróciły i opowiedziały, że miały widzenie aniołów, którzy zapewniają, że On żyje. Poszli niektórzy z naszych do grobu i zastali wszystko tak, jak kobiety opowiadały, ale Jego nie widzieli.” Tak tłumaczy Tysiąclatka, chyba celniejszy jest pomysł, by powiedzieć, że „kobiety zdumiały nas”, czyż bowiem pusty grób i anielskie wyjaśnienie mogły uczniów przerazić? Raczej właśnie - zdumieć. A i tak zdumiewa nas dzisiaj, że wędrowcy opowiedzieli o ostatnich dniach jako o czasie klęski - zamiast zaakcentować zagadkowość wydarzeń, budzącą przecież nadzieję. No cóż, zmartwychwstanie po prostu nie mieściło im się w głowie.

Powiedzenie żydowskie: „Biega w kółko i szuka swojego żebra”. Czyli „swojej pary, swojej Ewy” - wyjaśnia się w książce, z której przysłowia cytuję. Oczywiście lepiej, gdy szuka się swojego żebra, nie cudzego...
12:50, jan.turnau
Link Komentarze (28) »
wtorek, 25 marca 2008
Magdalena, katolicy, Żydzi

Ewangelia Jana 20, 11-18

Malownicza scena z Magdaleną, aniołami i Jezusem, którego wzięła za ogrodnika. Te pomyłki, nierozpoznania (przydarzyły się także uczniom idącym do Emaus u Łukasza czy apostołom łowiącym ryby u Jana) sugerują, że Jezus zmartwychwstał, owszem, w ciele, ale jest to ciało inne od doczesnego. Swoją drogą mogło po prostu działać zaskoczenie: w końcu nikogo by się tak nie spodziewali, jak Jezusa.
A jakie były naprawdę relacje Magdaleny z Mistrzem? Interpretacja freudystyczna, sugerująca związek seksualny, jest tyle warta, ile w ogóle ten system podejrzeń. Jezus mógł mieć wielu wielbicieli i wielbicielek, ale sam zachowywał dystans; jeżeli wyróżniał, to Jana (wobec którego mógł mieć uczucia zwyczajnie opiekuńcze, a nie zaraz homoseksualne). Wiadomo, że wokół duszpasterzy akademickich tworzy się często wianuszek dziewczyn, ale na ogół wychodzą za mąż nie łamiąc celibatu. Zresztą z tych różnie tłumaczonych słów Chrystusa: „nie dotykaj" czy raczej „nie zatrzymuj" wynika chyba bezspornie jedno: ze nie było wzajemności. No i nie dość powtarzać, że Maria z Magdali niekoniecznie była prostytutką. Aż siedem demonów, które Jezus z niej wypędził, nie musiało wywoływać tego akurat grzechu, mogło w ogóle nie skłaniać do grzechu, tylko potwornie męczyć duchowo. Magdalena nie musiała też być uratowaną od śmierci cudzołożnicą ani kobietą, która w dowód wdzięczności za przebaczenie namaściła Go wonnościami. Jest w owych hipotezach kojarzących tę Marię koniecznie z seksem jakiś antyfeminizm: „Kobieta nie jest grzechem" - można by odpowiedzieć tytułem książki siostry Anny Bałchan i Katarzyny Wiśniewskiej. Ów wielce deprecjonujący obraz Magdaleny wymyślono na chrześcijańskim Zachodzie - Wschód uważa Magdalenę, zgodnie z Ewangelią, za „apostołkę apostołów": to właśnie ona przyniosła im wieść, że On JEST.

Przysłowie żydowskie na dzisiaj na temat kobiecy: „Biedak ma zawsze piękną córkę", co wyjaśnia się: „Nie ma dla niej posagu, więc ją wychwala".

I lektura: dzieło zbiorowe, wydane w moim rodzinnym Sandomierzu przez tamtejszą organizację turystyczną, pt. „Dialog dla przyszłości. Ten Inny w pamięci zbiorowej". Są to materiały z konferencji, która się tam odbyła 30 listopada 2007 i dobrze świadczy o organizatorach. Wśród burzy z powodu „Strachu" Grossa miło mi czytać już same tytuły referatów, szczególnie, gdy brzmią bardzo znajomo: „Obraz Żyda w społeczeństwie małomiasteczkowym na przykładzie Sandomierza", „Dziedzictwo sztetl jako dziedzictwo wielkokulturowych miasteczek Europy Środkowowschodniej", „Stosunki polsko-żydowskie w miasteczkach polskich w XVI-XVIII w. na przykładzie Opatowa" (przemieszkałem 12 lat w powiecie opatowskim...). A także temat tam obowiązkowy - „Obrazy sandomierskie. Scandalum - kontrowersje". Ale też tematy ogólniejsze: „Obraz Żyda jako wroga - mordy rytualne" i całkiem ogólne: „Dialog a tolerancja - uwagi teoretyczne". Pod tym tytułem intelektualista żydowski Stanisław Krajewski pokazuje, że nie tylko katolicy otwierają się na Żydów, jest i proces odwrotny. Napisał: „Dawniej Żydzi chcieli, by chrześcijanie ich szanowali (choć częściej chcieli, by niczego od nich nie chcieli), ale na ogół nie okazywali szacunku dla chrześcijan jako chrześcijan. Obecny dialog to zmienił: coraz liczniejsi jego uczestnicy mówią tak: szanuj nas teologicznie, tak jak ja ciebie teologicznie szanuję". Czyli relacje ”z vice versą”, jak powiedział podobno ktoś nieuczony.

15:50, jan.turnau
Link Komentarze (21) »
poniedziałek, 24 marca 2008
Wszystkiemu winni Żydzi?
Ewangelia Mateusza 28, 8-15

Mateusz prawie tak jak Jan nie lubił elity żydowskiej, więc jest w ewangelii jego imienia wiadomość o kłamstwie arcykapłanów. „Ci zebrali się ze starszymi, a po naradzie dali żołnierzom sporo pieniędzy i rzekli: - Rozpowiadajcie tak: jego uczniowie przyszli w nocy i wykradli go, gdyśmy spali. A gdyby doszło to do uszu namiestnika, my z nim pomówimy i wybawimy was z kłopotu. Oni zaś wzięli pieniądze i uczynili, jak ich pouczono. I tak rozniosła się ta pogłoska między Żydami i trwa aż do dnia dzisiejszego.”

Jak śpiący strażnicy mogli zobaczyć, co się działo z ciałem Jezusa, to osobny problem. A nieosobny jest taki: do dziś niełatwo uwierzyć w zmartwychwstanie Jezusa, choćby się nie było takimi Jego wrogami, jak ówczesna elita żydowska. Tak już w ludzkim życiu jest.

Przysłowie żydowskie: „Biedacy mają dobre serca”. Choć los zły.
10:21, jan.turnau
Link Komentarze (13) »
niedziela, 23 marca 2008
Pascha z pszczołą
Ewangelia Jana 20, 1-9

Ciekawy jest ten opis biegu dwóch czołowych Apostołów do grobu ich Mistrza. Realizm szczegółów: Jan wyprzeda Piotra, nazwanego zaraz potem Szymonem. Bibliści, jak to uczeni, lubią mieć własne teorie, więc niektórzy nie są całkiem pewni, czy „drugi uczeń, którego Jezus miłował” to ewangelista Jan - ale któż to mógł być inny? I potem dokładny opis tego, co zastali w grobie. Ciała Jezusa tam nie było, ale zobaczyli „leżące płótna” (czyli całun) oraz „chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu” (to mandylion?).

Przy czym opis kolejności tych oględzin precyzyjny: Jan zajrzał do grobu, zobaczył płótna, ale nie wszedł do środka, Piotr - widać bardziej zdecydowany - wszedł, Jan dopiero po nim. „Ujrzał i uwierzył”. Po nim powoli inni apostołowie - a my?

Nie widzieliśmy pustego grobu, Jezus nie ukazywał się nam. Co do pustego grobu, to wpisuję nawiasowo, że był tylko znak dla apostołów: w ogóle przecież zmartwychwstajemy nie z ciałem ziemskim, które w grobie zostaje, ale już z innym, „uwielbionym”, będącym elementem „nowego nieba i nowej ziemi”. Otóż ta inność to sedno sprawy tamtego świata: nie uwierzymy, jeśli nie zrozumiemy, że tamta rzeczywistość absolutnie przekracza nasze płaskie pojęcia. Płaskie, bo nie uwzględniające tego jakiegoś piątego wymiaru, który ma Niebo.

Omówiłem fragment ewangelii przeznaczony na Mszę w dzień wielkanocny, przedtem jednak w nocy (późnym wieczorem) jest cudowna liturgia wigilijna, z ogromną ilością tekstów biblijnych, od stworzenia świata do zmartwychwstania Jezusa. Można by ją nazwać liturgią światła, bo poza elektrycznym rozświetleniem świątyni zawiera poświęcenie ognia i zapalenie specjalnej świecy wielkanocnej (paschalnej), czyli paschału. Otóż obrzędowi z paschałem towarzyszy modlitwa, której bohaterem jest owad: „W tę noc pełną łaski przyjmij, Ojcze Święty [oczywiście: Boże, nie Papieżu], wieczorną ofiarę uwielbienia, którą Ci składa Kościół święty, uroczyście ofiarowując przez ręce swoich sług tę świecę, owoc pracy pszczelego roju. Znamy już wymowę tej woskowej kolumny, którą na chwałę Boga zapalił jasny płomień. Chociaż dzieli się on użyczając światła, nie doznaje jednak uszczerbku, żywi się bowiem strugami wosku, którą dla utworzenia tej cennej pochodni wydała pracowita pszczoła.” Rzadka to w liturgii chrześcijańskiej wzmianka o zwierzęciu, do tego zresztą dość dalekim biologicznie od rodzaju ludzkiego. W ogóle właśnie niezwykła to liturgia!

Przysłowie żydowskie: „Bieda wyostrza rozum”. Zaprawdę zdarza to się nieraz, bo częsty jest zawrót głowy od sukcesów, także finansowych, zwycięstwo wywołuje u głupich triumfalizm. A propos triumfalizmu, polecam artykuł ks. Hryniewicza w ”Gazecie na Wielkanoc”.
11:07, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
sobota, 22 marca 2008
Tylko święconka
Wielka Sobota. Dzień w kalendarzu katolickim obecnie dziwny, bo zupełnie pozbawiony Eucharystii, nawet Komunii. Dawniej wspaniała liturgia wigilijna była traktowana jako wielkosobotnia, dziś podkreśla się, że cały ten dzień jest milczeniem, żałobą. Ale i oczekiwaniem, nadzieją wbrew nadziei.

Nie ma liturgii, ale jest paraliturgia: poświęcenie pokarmów wielkanocnych.

Tak się złożyło, że dziś w judaizmie drugi dzień, szczególnie radosny, święta Purim (”żydowski karnawał”). Przysłowie: „W Chanukę i w Purim biedacy stają się bogaczami” (bo rozdaje się jałmużnę).
09:45, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
piątek, 21 marca 2008
Pod Ponckim Piłatem
Ewangelia Jana 18,37

Dziś Wielki Piątek. Czytana jest opowieść o Męce i Śmierci z Ewangelii Jana. Jest tam taki dialog.

Jezus: „Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu.

Piłat: „Cóż to jest prawda?”


Przyznam się szczerze, że mam sympatię do Piłata. Owszem, zostałem pouczony przez teologów katolickich dialogujących z judaizmem, że Jan go wybielił; że w ogóle w ewangeliach widać nadmierną sympatię dla Rzymian kosztem Żydów, bo od tamtych wydarzeń minęły lata i zalążek Kościoła wszedł tymczasem w ostry spór z Synagogą. Mam prawo do prywatnych odczuć, a one są takie, że prawie wszyscy jesteśmy trochę Piłatami. Każdy z nas ma sumienie, zdolność odróżniania zbrodniarza od sprawiedliwego - ale też prawie każdy ma tak zwane uwarunkowania, boi się zwierzchniej władzy; każdy z nas jest trochę oportunistą. A poza tym pytanie rzymskiego urzędnika, co to jest prawda, nie musiało być objawem cynizmu. Przypomina mi dzisiejszą sytuację myślową w świecie zwanym zachodnim: wbrew krytykom papieskim usprawiedliwiam tych, co boją się zdecydowanie powiedzieć, że jest tak albo siak, albowiem nacięli się na tym nieraz. Upadek wielkich ideologii politycznych, którym ulegali po trosze, zraził ich do wyraźnych deklaracji. Piłat jest ich patronem, ale nie jako umywający ręce od etyki, tylko jako ktoś zagubiony ideowo niemal bez własnej winy.

Tyle wielkopiątkowej przekory. Teraz coś, co napisałem dla „Metra”, ale chyba pasuje i do blogu.

Po co Jezus umarł na krzyżu?

Jak Bóg, przecież Jego ojciec, mógł do tego dopuścić? Ba, Bóg  przecież sam to spowodował. Przynajmniej przy pewnej interpretacji tego wydarzenia.

A była taka interpretacja. Powstała w średniowieczu, ustroju wielce zhierarchizowanym. Wtedy wymyślono, że Bóg został przez grzech człowieka tak przeraźliwie obrażony, że dałby się przebłagać jedynie ofiarą złożoną przez kogoś tej samej rangi, co On, czyli przez Jego Syna. Ofiarą z własnego życia.

Na szczęście było, minęło, nawet zostało skrytykowane piórem najwyższej rangi kościelnej. Polecam tu książkę Josepha Ratzingera pt. ”Wprowadzenie w chrześcijaństwo”, którą Znak wydał ponownie już wtedy, gdy autor zmienił imię i zrezygnował z nazwiska (ale na reedycję się zgodził).

Jeśli jednak nie tak tłumaczyć, to jak?

Ja to sobie opowiadam tak. Syn Boży stał się człowiekiem, żeby być z nami solidarny w naszej ziemskiej niedoli. Ale -  można dalej pytać - co nam właściwie z tego, że jeszcze jeden człowiek męczył się i to tak potwornie? Otóż swoją śmiercią ”dał nam przykład, jak zwyciężać mamy”. Pokazał, że trzeba odważnie walczyć o swoją prawdę, ale bezwzględnie unikać przemocy. Pokazał, że prawdziwe zwycięstwo to zawsze zwycięstwo moralne, które często staje się jawne dopiero za grobem. Ale tam jest pewne. Zresztą także tutaj, na ziemi. Zhańbiony śmiercią krzyżową człowiek jest czczony przez największą z religii.

I tylko można pytać jeszcze, czy jest czczony naprawdę i przez ilu wyznawców naprawdę naśladowany. Zostańmy z tym pytaniem na Święta.                        

Na koniec tak zwana garść wiadomości. Najpierw - liturgiczna. Dziś w świątyniach katolickich i prawosławnych nie celebruje się Mszy. Nabożeństwo katolickie, owszem, składa się dziś także z Komunii, ale z chleba i wina konsekrowanego wczoraj, a bodaj głównym obrzędem jest adoracja krzyża.

Notatki bibliograficzne. Z opóźnieniem wpisuję, że krakowski Salwator wydał teksty do nabożeństwa Drogi Krzyżowej napisane przez Pawła Piotrowskiego ze wstępem arcybiskupa Kazimierza Nycza. Nazwano je: „dla obrażonych na Kościół”, co mi trudno weryfikować, bo się na mój Kościół nie obraziłem dotąd i mi to już nie grozi. W każdym razie ilustracje w postaci Drogi Krzyżowej pędzla prof. Stanisława Rodzińskiego (z krakowskiego seminarium duchownego księży michalitów) - przepiękne.

Temat spowiedzi oczywisty, choć przykazanie kościelne brzmi „przynajmniej raz w roku spowiadać się”, czyli niekoniecznie około Wielkiej Nocy (ale wtedy jest obowiązek Komunii, więc praktyka niektórych łączy oba sakramenty). O spowiedzi (m.in. homoseksualisty) w bardzo cennym katolickim miesięczniku „List”, ale też w „Polityce”, gdzie rozmowa na ten temat z ojcem Wiesławem Dawidowskim.

Przysłowie żydowskie (z książki Wydawnictwa „Pardes”) proponuję na dziś takie: „Bieda to największa pewność”. Co interpretuję tak: nie ma nikogo, co by nie biedował. Bogacze też mają swoje nieszczęścia, też potrzebują czasem spojrzenia na krzyż, znak solidarności Boga z człowiekiem.
18:26, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
czwartek, 20 marca 2008
Pocieszyciele

Księga Izajasza 61, 1-3a, 6a, 8b-9

„Duch Pana Boga nade mną, bo Pan mnie namaścił. Posłał mnie, by głosić dobrą nowinę ubogim, by opatrywać rany serc złamanych, by zapowiadać wyzwolenie jeńcom i więźniom swobodę; aby obwieszczać rok łaski u Pana, i dzień pomsty dla naszego Boga; aby pocieszać wszystkich zasmuconych, by rozweselić płaczących na Syjonie, aby dać im wieniec zamiast popiołu, olejek radości zamiast szaty smutku, pieśń chwały zamiast zgnębienia na duchu. Wy zaś będziecie nazywani kapłanami Pana, mienić was będą sługami Boga naszego. Tak mówi Pan: - Oddam im nagrodę z całą wiernością i zawrę z nimi wieczyste przymierze. Plemię ich będzie znane wśród narodów i między ludami ich potomstwo. Wszyscy, którzy ich zobaczą, uznają, że oni są szczepem, który Pan pobłogosławił".

Początek Triduum Paschalnego dopiero dziś wieczorem, ale przed południem też wydarzenie liturgiczne, mianowicie w każdej katedrze Msza Krzyżma (świętego oleju), koncelebrowana przez reprezentację księży z diecezji pod przewodnictwem biskupa.

Dzień Księdza. Izajasz wyraźnie kreśli jego rolę: ma nieść nadzieję. Nie tylko morały, na pewno nie instrukcje polityczne, ale właśnie pocieszenie.

Kolejne przysłowie z „Głosów z Aszkenaz" Wydawnictwa „Pardes": „Gdy się kogoś bije, to się samego siebie bije". To już raczej na Wielki Piątek, ale przecież na każdy dzień. Może też mocno pasuje do Wielkiego Czwartku: ksiądz ma być świadkiem Prawdy, nawet powinien się o nią bić, ale nie bijąc nikogo.
Lektury chrześcijańskie. Z „Medytacji paschalnych" opracowanych przez Pierre-Marie Delfieux oraz mnichów i mniszek z Monastycznych Wspólnot Jerozolimskich, wydanych u nas przez Księży Marianów:
„Po obmyciu rąk i wypiciu kielicha Haggady, następowała w obrzędzie żydowskim właściwa uczta paschalna z wypowiadanym przez ojca rodziny błogosławieństwem przaśnego chleba oraz, po spożyciu baranka, trzeci kielich zwany kielichem błogosławieństwa. W dzień Wielkiego Czwartku Jezus nadaje błogosławieństwu chleba i owemu kielichowi znaczenie niesłychanie nowe: «To jest Ciało moje za was wydane».

W czasie liturgii Wielkiego Czwartku zasiadamy więc u stołu z Jezusem, a On własnymi rękami daje nam ten chleb, którym jest Jego Ciało. Przyjmować tego dnia Komunię św. to pozwalać się ogarnąć dobrowolną ofiarą z siebie, jaką jest dla nas Jezus. Wielki Czwartek potwierdza nam wolność Jezusa w ofierze Jego męki, Jego śmierci i Jego zmartwychwstania. Tak samo jak dobrowolnie złożył swoje szaty, tak też dobrowolnie ofiarowuje siebie dając nam na pożywienie swoje własne ciało. Oto dar darmo dany, dar doskonały, dar całkowity. Wielki Czwartek odnawia nas w wielkiej tajemnicy wiary, która cała zawarta jest w tajemnicy Eucharystii.”

21:21, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
środa, 19 marca 2008
Gorliwość, która pożera
Psalm 69

„Dla Ciebie bowiem znoszę urąganie,
hańba twarz mi okrywa.
Dla braci moich stałem się obcym,
a cudzoziemcem dla synów mej matki.
Bo gorliwość o dom Twój pożera mnie
i spadły na mnie obelgi złorzeczących Tobie.”


Skarga ta zabrzmiała mi dziwnie współcześnie, gdy przeczytałem zdanie: ”Bo gorliwość o dom Twój pożera mnie”. Przypomniał mi się dominikanin Marcin Mogielski, walczący w obronie chłopców molestowanych seksualnie przez księdza w Szczecinie. Zamiast pochwały otrzymał od tamtejszego arcybiskupa słowa spotwarzające. Na szczęście nie wszystko w psalmie pasuje do jego sytuacji: jego zakonni bracia zachowali się solidarnie - prowincjał nie uląkł się hierarchy.

Obiecałem odnotowywać przysłowia żydowskie z książki Wydawnictwa „Pardes” , więc dzisiaj znów jedno: „Arogant prosto do raju idzie”. Wyjaśnienie z książki: „Nigdy nie czeka, aż go poproszą”. Mój komentarzyk: na szczęście niebo ma ochroniarza (w randze anioła stróża)...
13:38, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
wtorek, 18 marca 2008
Straszyciele
Ewangelia Jana 13, 37-38

”Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci: kogut nie zapieje, aż trzy razy się mnie wyprzesz”.
Tak tłumaczy Tysiąclatka. Nasz przekład: ”Amen, amen, mówię ci: - Zanim kogut zapieje, trzykroć się mnie zaprzesz.”

Nie zdecydowaliśmy się na powrót ”kura”, choć on niemal przysłowiowy. A moja refleksja etyczna taka: Piotr stchórzył, to rzecz oczywista. Ale jest ktoś gorszy od tchórza: ten, kto strach wywołuje. Mamy w katolickiej teologii moralnej pojęcie ”grzechu cudzego”: popełnia go ktoś, kto odpowiada za grzech bliźniego swego. Myślę nie tyle o ówczesnej elicie żydowskiej, ile o tych, co jeszcze niedawno w Polsce policyjny terror uprawiali.

Obiecałem wczoraj, że będę odnotowywał tu po trochu niektóre przysłowia z książki Wydawnictwa ”Pardes”: „Głosy z Aszkenaz. Żydowskie przysłowia i powiedzenia ze zbioru Ignaza Bernsteina” . Otóż dziś takie: ”Miej mnie za anioła, a ufaj mi jak księdzu”. Potwierdza ono chyba to, co przyznał Bernstein - że sens niektórych z tych myśli nie jest jasny. Bo czy powyższą maksymę należy rozumieć jako wskazówkę dla „gojów”, czyli ludzi ufających swoim duchownym, czy też raczej jako przestrogę dla Żydów przed nadmierną ufnością, przestrogę zakładającą, że ksiądz na zaufanie nie zasługuje?
18:05, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 17 marca 2008
Dla Żydów i cyklistów - amen
Ewangelia Jana 12, 9-11

„Wielki tłum Żydów dowiedział się, że tam [w Betanii] jest, a przybyli nie tylko ze względu na Jezusa, ale także, by ujrzeć Łazarza, którego wskrzesił z martwych. Arcykapłani zatem postanowili stracić również Łazarza, gdyż wielu z jego powodu odłączyło się od Żydów i uwierzyło w Jezusa".

Gdy parę dni temu pisałem o wskrzeszeniu Łazarza, wspomniałem apokryficzne opowiadanie Karla Czapka na jego temat. Pisarz czeski wyobraził sobie, że wskrzeszony Łazarz potwornie bał się drugi raz umrzeć. Nie zacytowałem wtedy tej informacji Ewangelii, że i jemu groziła śmierć z ręki arcykapłanów; u Czapka ów lęk przed powtórną śmiercią nie wiąże się z tym konkretnym zagrożeniem, ale pomyślałem teraz sobie, że można byłoby napisać trochę inny apokryf.

Ważniejsze jest jednak, co napisano w Ewangeliach kanonicznych. Otóż obraz Żydów jest tam oczywiście ciemny, u Jana szczególnie. Pisałem też tu nieraz, jak to tłumaczą współcześni bibliści, przede wszystkim ci, którzy dialogują z judaizmem: że na ewangelijny obraz Żydów za czasów Jezusa nałożyły się późniejsze konflikty pierwotnego Kościoła z Synagogą. Cieszmy się zatem z dzisiejszych owoców dialogu, cieszmy się radościami naszych partnerów, na przykład ich publikacjami, np. książkami Stowarzyszenia „Pardes".

Odnotowałem tu „Przewodnik błądzących" Majmonidesa, czyli Rambama, teraz kolej na rzecz znacznie bardziej przystępną: „Głosy z Aszkenaz. Żydowskie przysłowia i powiedzenia ze zbioru Ignaza Bernsteina".

Przysłowia. Są mądrością narodów. Co prawda przedrzeźniacz Kisiel żartował kiedyś w „Tygodniku Powszechnym", że przysłowia są mądrością tych narodów, które innej mądrości nie mają, niemniej Żydzi mają i mądrość, i przysłowia, czyli mądrość między innymi w przysłowiach.

Zbieracze przysłów to szczególny gatunek kolekcjonerów. O takich ludziach pisze w przedmowie do książki redaktor Wydawnictwa „Pardes" Lidia Kośka. Przede wszystkim właśnie o owym tytułowym Ignazu Bernsteinie, ale też o Samuelu Adalbergu (jako polonista znałem nazwisko, nie wiedziałem, jest „z naszych"), Henryku Lwie, Bar Amim. O tym, że te przysłowia żydowskie, pisane w języku „jidysz", wyprzedziły literaturę tegojęzyczną. Że ich tłumaczenie na polski nie było bezproblemowe. Zresztą nie tyle tłumaczenie w sensie przekładu, ile tego, że można je napisać po polsku, ale to nie znaczy, że nie trzeba ich dalej tłumaczyć. W bardzo ciekawym studium Lidia Kośka pisze tak: „W swoich komentarzach Ignaz Bernstein powtarza wielokrotnie: »sens tego przysłowia jest dla mnie niejasny« (co trochę uspokaja współczesnego czytelnika, któremu podobna sytuacja przydarzyć się może o wiele częściej). Dzieje się tak dlatego, że przysłowia są jak otoczaki leżące w wartkim potoku mowy. Krawędzie każdego innego zdania wypowiadanego ad hoc przystają do świata (nawet gdy wypowiedź jest niejasna czy niepiękna), a przysłowie nie ma krawędzi, jest obrobione, zaokrąglone ze wszystkich stron (gramatycznie i ideowo) i ani nie da się przyłożyć ściśle przysłowia do świata, ani jednego przysłowia do drugiego. Właśnie dlatego przysłowia sobie przeczą, nie tworząc nigdy spójnego systemu logicznego ani etycznego, są pomiędzy nimi myślowe szczeliny".

To była próbka stylu przedmówczyni. Swój tekst opatrzyła dedykacją „Cyklistom", robiąc aluzję do czegoś, co jeśli nie jest przysłowiem, to na pewno powiedzeniem (gorzkiej) treści pełnym. Podam też do czytelniczej wiadomości, że krótkie słowo wstępne do książki napisał rabin krakowski Sacha Pecaric, inicjator i realizator wielu publikacji polskich Żydów (szczególnie nowego tłumaczenia Tory). Napisał, że Stowarzyszenie Pardes wydało sporo książek religijnych, teraz zaś chce „wykroczyć poza sferę ściśle religijną, by ukazać różnorodność i bogactwo żydowskiej kultury i duchowości". Bardzo to dobre „wykroczenie".

A teraz trochę przysłów. Zbiór został sporządzony tematycznie i alfabetycznie: np. zaczyna się od słowa „Adam" i mamy zaraz myśl niewątpliwie złotą: „Praojciec Adam był jedynym człowiekiem, który nie mawiał: ach, dawniejsze czasy były lepsze!" Pod hasłem „anioł" powiedzenie dokumentujące dawniejsze napięcia: „Woła się anioła, a przychodzi ksiądz". Pewnie bym nie zrozumiał, ale mamy pod spodem kursywą wyjaśnienie: „Gdy się mówi o kimś i właśnie wtedy pojawia się jego »przeciwnik«, antagonista".

Słowo „amen" nie jest natomiast antagonistyczne, bo wspólne (czy każdy wie, że też wielkanocne „Alleluja" to zawołanie hebrajskie?), rozumiem zatem bez wyjaśnienia przysłowie „Za »amen« w twarz nie biją". Niech to będzie puentą. Koniec tego „posta", ale w następnych będą następne przysłowia.
16:07, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
niedziela, 16 marca 2008
O ośle
Ewangelia Mateusza 21, 1-11

Triumfalny wjazd Jezusa do Jerozolimy odbywa się na osiołku. Nawet nie na dorosłym zwierzęciu, choć według Mateusza do dyspozycji byłaby również oślica. Wybierając zwierzę bardziej niepozorne, Ewangelia powołuje się na przepowiednię proroka Zachariasza o królu pokornym, wjeżdżającym właśnie na oślęciu.

A swoją drogą w tamtych czasach i miejscach było ze zwierzętami domowymi inaczej. Pies był - jak wynika z Biblii - lekceważony, kojarzony z moralnym paskudztwem. Owszem, dzielnie prowadzi Tobiasza, ale to obraz wyjątkowy. Natomiast oślica jest mądrzejsza od króla Balaama (vide Księga Liczb)!
12:30, jan.turnau
Link Komentarze (16) »
sobota, 15 marca 2008
Józef, patron przyjaciół
Ewangelia Mateusza 1, 16. 18-21. 24a

Dziś wspomnienie lilturgiczne świętego Józefa, bo 19 marca wypada już w Wielkim Tygodniu, czyli czasie skupionym na osobie Jezusa. Pomyślałem sobie o wielu moich przyjaciołach, którym Józef patronuje: o zmarłych i o żyjących dotąd. O Józku Szczypce, Józku Smosarskim, Józku Świeżyńskim, którzy są już tam, gdzie patron; o Józku Puciłowskim, Josefie Dewaldzie, Józku Plasze, Józku Schymalli, którzy są jeszcze tutaj.
Niech ich wszystkich Józef z Nazaretu ma na swojej patronalnej uwadze. Amen
09:49, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
piątek, 14 marca 2008
Zapis duchowej drogi
Księga Jeremiasza 20, 11-12

”Ale Pan jest przy mnie jako potężny mocarz; dlatego moi prześladowcy ustaną i nie zwyciężą. Będą bardzo zawstydzeni swoją porażką, okryci wieczną i niezapomnianą hańbą. Panie Zastępów, Ty, który doświadczas sprawiedliwego, patrzysz na sumienie i serce, dozwól, bym zobaczył Twoją pomstę nad nimi.”


Są takie nieewangeliczne słowa w Biblii, są jednak i ewangeliczne, w szczególności jest u Izajasza wizja cierpiącego sługi Jahwe, zadziwiająco prorocza wobec postawy Jezusa. Duch wieje, kędy chce, kiedy chce - i z różnym skutkiem. Albowiem człowiek ma wolę wolną i umysł wolno dojrzewający do miłości bez granic. A Pismo Święte nie jest antologią słów świętych, tylko zapisem duchowej drogi do Ewangelii.
15:49, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
czwartek, 13 marca 2008
Ojciec mnóstwa
Księga Rodzaju 17, 4

„Oto moje przymierze z tobą: staniesz się ojcem mnóstwa narodów".

Obiecał to Bóg Abrahamowi - i dotrzymał słowa. Potomstwem owego patriarchy są miliardy ludzi z narodów najróżniejszych, wszyscy, którzy mają go za swego duchowego protoplastę, czyli nie tylko Żydzi: także chrześcijanie i muzułmanie.

Jesteśmy duchowymi potomkami tego, który miał „nadzieję wbrew nadziei". Jesteśmy? Powinniśmy być.
Któryś z przyjaciół przysłał mi taki francuski tekścik religijny (bez nazwiska autora), chyba dobry na czas rachunku sumienia. Przetłumaczyłem.

Błogosławieni, którzy umieją śmiać się z samych siebie: jest im zawsze wesoło.
Błogosławieni, którzy umieją odróżnić górę od kretowiska: dużo mniej się nachodzą.
Błogosławieni, którzy umieją milczeć i słuchać: ileż dowiedzą się ciekawego!
Błogosławieni, którzy są uważni na wołanie bliźnich, nie uważają się jednak za niezastąpionych: będą zaczynem wiary.
Szczęśliwi jesteście, jeżeli umiecie patrzyć poważnie na drobiazgi i spokojnie na sprawy poważne: zajdziecie daleko.
Szczęśliwi jesteście, jeżeli umiecie podziwiać uśmiech i puszczać w niepamięć grymas: świeci wam zawsze słońce.
Szczęśliwi jesteście, jeżeli umiecie milczeć i uśmiechać się nawet wtedy, kiedy nie dają wam dojść do słowa albo nadeptują na odciski - wówczas budzi się w was Ewangelia.
Błogosławieni nade wszystko jesteście, jeżeli umiecie zobaczyć Boga w każdym, kogo spotkacie: odnaleźliście światło prawdziwe i prawdziwą mądrość.
15:42, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
środa, 12 marca 2008
Niewola nad niewole
Ewangelia Jana 8, 34

”Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, każdy, kto popełnia grzech, jest niewolnikiem grzechu”.

Napisałem już pewnie nieraz, że to biblijne ”zaprawdę”, które przeszło do języka pozabiblijnego, brzmi tu w oryginale greckim dziwnie znajomo: ”amen”. Ewangelista użył słowa hebrajskiego albo też tłumacz na grecki pierwotnej wersji aramejskiej zostawił termin hebrajski - ale już Wujek spolszczył. Dopiero sekretarzując trzem tłumaczom trzech wyznań, czyli już na długo po studiach teologicznych (skromnych, zaocznych), dowiedziałem się, że święte ”amen” i trochę mniej święte ”zaprawdę” to jedno i to samo.

To informacja lingwistyczna i teologiczna; notuję również swoją refleksję moralno-psychologiczną. Jezus mówi tu ogólnie o zniewoleniu przez grzech, ale to zdanie - oczywiście w związku ze sprawą szczecińską - skojarzyło mi się z grzechem, który zniewala - powiadają niektórzy psychologowie - w sposób szczególny. Chodzi o pociąg płciowy do dzieci. Podobno jest niezwykle silny, bardzo trudny, jeśli nie wręcz niemożliwy do wyleczenia. Dramat tych ludzi polega na tym, że nie mogą chyba zaspokajać swego popędu seksualnego w sposób zgodny z ogólnie przyjętymi zasadami prawa, nie mówiąc o moralności. Oczywiście jednak nie jestem za pozwalaniem na deprawowanie nieletnich: ich dramat jest wręcz potworny.

PS. Coś mniej ponurego. Krakowskie Stowarzyszenie ”Pardes” wydało parę książek przedstawiających dawną myśl żydowską.  Między innymi część pierwszą dzieła wielkiego filozofa średniowiecznego Majmonidesa ”Przewodnik błądzących”. O autorze trzeba wiedzieć przede wszystkim to, że w świecie nieżydowskim znamy go jako Majmonidesa, ale w swoim świecie nazywany jest Rambamem. Otóż Rabi Mosze ben Majmon (1135-1204) napisał na przykład tak: ”Gdy mam przed sobą trudny temat - gdy droga wydaje mi się wąska i nie widzę żadnego innego sposobu uczenia prawdy, jak poprzez zadowolenie jednego inteligentnego człowieka a zdenerwowanie tysięcy głupców - wolę zwracać się do tego jednego człowieka i nie dbam o potępienie tłumu”. Mocne słowa, niejeden miałby ochotę tak napisać. Tylko że dzisiaj podobna pogarda dla mas mędrcowi nie przystoi.
15:41, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
wtorek, 11 marca 2008
Wszystko o wężu
Księga Liczb 21, 4-9

Opowieść zadziwiająca. Najpierw o grzechu narzekania na los rzekomo okropny: wychodźcy z Egiptu mają już dosyć marszu przez pustynię, menu mizernego (manna w kółko) i braku wody. Boga zezłościła ta niewdzięczność, więc zesłał na swój lud węże jadowite, siejące śmierć. Zatem lud się nawraca, pojmuje, że zgrzeszył, i prosi Mojżesza, by się wstawił za Izraelem. I Pan przebacza oraz podaje sposób na owe gady. Jest to również wąż, tylko miedziany, a ma własności lecznice: spojrzenie nań uzdrawia.

Dziwne jest takie bałwochwalstwo: wąż wprawdzie, w przeciwieństwie do złotego cielca, nie jest tu wyobrażeniem Boga, ale niewiele mu brakuje; w każdym razie to jeszcze jeden dowód, że zakaz biblijnego dekalogu ”nie uczynisz sobie obrazu rytego” nie był absolutny. Albo raczej, że działał stopniowo. Otóż przywykliśmy mniemać, że ten gad to według Biblii diabeł wcielony. Na szczęście mam Poznaniankę i wiem, że na starożytnym Wschodzie wąż wyobrażał siłę życiową, był symbolem wielu bóstw, też zresztą greckiego Asklepiosa. Ba, jeszcze w VIII wieku, oczywiście przed Chrystusem, Izraelici czcili miedzianego węża zrobionego przez Mojżesza jako boga Nechusztan (2 Księga Królewska 18,4). Autor biblijny pisze o tym jako o oczywistym bałwochwalstwie, ale najwyraźniej  coś takiego było.

No i teraz hipoteza niektórych biblistów: redaktor Księgi Liczb nie opisywał wydarzenia historycznego, tylko próbował tłumaczyć ów kult miedzianego posążka (etiologia kultu). Po co by jednak mieszał czytelnikom w głowach, opowiadając, że można było czcić takiego bałwana?

Zajrzałem do komentarzy w najnowszym żydowskim tłumaczeniu Tory (wydawnictwo Pardes Lauder), nie znalazłem tam jednak wyjaśnienia powyższego problemu.

Bo też i pewnie nie jest on najważniejszy. W każdym razie dla ”nieuczonych w Piśmie”. Do uzdrawiającego węża na palu porównuje się Chrystus, mówiąc o swoim ”wywyższeniu” (Ewangelia Jana 3, 14-15). Wystarczy popatrzeć na krzyż, by zostać uzdrowionym? Tak, jeśli przez chorobę rozumie się uporczywe zapatrzenie w siebie.
20:43, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
poniedziałek, 10 marca 2008
Były ksiądz nie jest grzechem
Księga Daniela 13, 41-62
Ewangelia Jana 8,1-11

Marcowy numer „W drodze" zaczyna się od rozmowy Jolanty Brózdy z zastępcą redaktora naczelnego dominikańskiego miesięcznika, ks. Wojciechem Prusem. Dominikanin powiada: „Pan Jezus przewraca świat Żydów do góry nogami. Idzie do Samarytan, a także do prostytutek, celników i mówi swoim krajanom: - Oni będą przed wami w Królestwie Niebieskim. Uświadomiłem sobie znaczenie tych słów, kiedy chodziłem korytarzem naszego klasztoru w Poznaniu do kaplicy. Za oknem, w bramie stała pani lekkich obyczajów. W pewnym momencie przypomniałem sobie, że ona będzie przede mną w Królestwie".

Święte słowa Jegomości. Świetnie pasują do Ewangelii o cudzołożnicy, którą Jezus ocalił od śmierci. Ale też do opowieści z Księgi Daniela o cnotliwej Zuzannie i dwóch starcach, podłych zbereźnikach.

Wywiad ks. Prusa trzeba poczytać także ze względu na inne mądre myśli „de sexto" (o przykazaniu szóstym, czyli o seksie). Wart też bardzo lektury jest artykuł redaktora naczelnego, też oczywiście dominikanina, ks. Pawła Kozackiego, o tym, że poglądy byłych duchownych warte są przemyślenia. „Ktoś, kto rezygnuje ze wspólnoty, patrzy na nią z wyostrzoną wrażliwością, widzi jej życie wyraźniej i szybciej dostrzega negatywne strony. Potrafi wskazać to, co dla człowieka przekonanego o swoim powołaniu i miejscu w zakonie czy Kościele jest niezauważalne, ginie w masie doświadczeń pozytywnych".

Ks. Kozacki nie jest wobec eksksięży bezkrytyczny, za głośno i przesadnie podkreślają wszystko, co złe w Kościele, ale mówi wyraźnie, że mają sporo racji, i stara się zrozumieć, czemu odeszli. Co do mnie, też uważam, że przesadzają, bez entuzjazmu czytam i drukuję Obirka czy Bartosia. Myślę, że reformowaliby skuteczniej Kościół od wewnątrz, gdyby zostali w jego strukturach. Ale również myślę sobie, że łatwo mi to mówić, mnie - świeckiemu. Ksiądz jest jak wojskowy - dużo bardziej wiąże go podległość kościelnej władzy. Ma życie o wiele cięższe.

A w każdym razie trzeba tych ludzi traktować po ludzku. Jest z nimi trochę - przepraszam za porównanie - jak z paniami lekkich obyczajów. Książka siostry Anny Bałchan i Kasi Wiśniewskiej o duszpasterstwie prostytutek nazywa się „Kobieta nie jest grzechem" - otóż były ksiądz tym bardziej.
21:08, jan.turnau
Link Komentarze (27) »
niedziela, 09 marca 2008
Co mówił Łazarz?
Ewangelia Jana 11,1-45

Wskrzeszenie Łazarza. Poza wszystkim mamy problem, co mówił, gdy wyszedł z grobu. Po apostazji Tomasza Węcławskiego zajrzałem do jego książek, które mam na swoich półkach, i znalazłem „Rekolekcje z Karlem Czapkiem" . Otóż ów wielki pisarz czeski napisał nowelkę, w której Łazarz jest po tamtym powrocie do życia jakiś dziwnie „nieswój". Nie ma na przykład ochoty pójść z siostrami bronić uwięzionego w Jerozolimie Jezusa. Oczywiście nie z powodu niechęci do przyjaciela, który go wskrzesił, ale jakoś mu w tym powtórnym ziemskim życiu niedoborze. Boi się byle czego. W końcu wyznaje Marcie, że... boi się powtórnie umrzeć.

Komentarz mój: może dlatego, że on naprawdę nie umarł. Wskrzeszenie to nie zmartwychwstanie, przejście do nowego, nieporównanie lepszego życia. Może to przejście do Hadesu, Szeolu, gdzie człowiek niby to żyje, ale jakimś życiem bardzo kiepskim.
11:52, jan.turnau
Link Komentarze (18) »
sobota, 08 marca 2008
Galilea nad Odrą i Bugiem
Ewangelia Jana 7,52

„Żaden prorok nie powstaje w Galilei".

Żeby tylko żaden prorok! W Polsce (i w wielu innych krajach) Galileą jest prowincja: wszystko, co nie jest ze stolicy, wydaje się a priori pośledniejsze. Profesor Kazimierz Czapliński z Wrocławia nazywał taką ideologię „warszawizmem". Na szczęście raczej nie ma tu teologicznej analogii między starożytnym Izraelem a nowożytną Polską: nie myślimy np. „Wrocław pogan". No i tym bardziej nie mierzi nas, warszawian, Kraków, gdzie jest „dużo księży i kilku Polaków"...
09:39, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
piątek, 07 marca 2008
Kto rządzi godziną?
Ewangelia Jana 7,30

„Zamierzali więc Go pojmać, jednakże nikt nie podniósł na Niego ręki, ponieważ godzina Jego jeszcze nie nadeszła."


Widać tu jakiś plan, coś albo kogoś rządzącego ludzkim losem. Jakże łatwo wyobrazić sobie Boga Ojca jako po prostu planującego śmierć Syna, właściwie skazującego Go na nią. Bóg poświęcił swojego Syna dla dobra ludzkości - taka jest potoczna teologia paschalna. Słusznie gorszy albo śmieszy ona ludzi, którzy w ogóle zaczęli się nad nią zastanawiać. Niemniej zamordowali Jezusa po prostu ludzie, żydowska elita władzy z rzymską władzą okupacyjną, i stało się tak dlatego, że On posłuchał Ojca i nie użył nadprzyrodzonej siły w swej obronie. Mamy także i tutaj problem nie do pojęcia: jak pogodzić wiarę w Opatrzność, czyli w jakiś jednak Boży plan, z wiarą w wolną wolę człowieka, czyli w czynnik ludzki, oraz w również wolne działanie Szatana. Jest to wszystko nie do pogodzenia naszym człowieczym rozumem; „bez wodki nie rozbieriosz", a nawet i z nią bardzo ciężko i lepiej nie próbować...
16:11, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2
Archiwum