Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
sobota, 31 marca 2007
Zgromadzić w jedno
Ewangelia Jana 11, 49-52

„Wówczas jeden z nich, Kajfasz, który w owym roku był najwyższym kapłanem, rzekł do nich: - Wy nic nie rozumiecie i nie bierzecie tego pod uwagę, że lepiej jest dla was, gdy jeden człowiek umrze za lud, niż miałby zginąć cały naród. Tego jednak nie powiedział od siebie, ale jako najwyższy kapłan w owym roku wypowiedział proroctwo, że Jezus miał umrzeć za naród, a nie tyko za naród, ale także, by rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno".

Jesteśmy w samym środku sprawy skazania na śmierć Jezusa. Kajfasz agituje Sanhedryn. Na pewno rzeczywiście boi się Rzymian, można tylko przyjąć taki pogląd Biblii Poznańskiej: „Faryzeusze i kapłani obawiali się, że gdy lud uwierzy w Chrystusa, Rzymianie usuną ich z Jerozolimy lub ze Świątyni jako pozbawionych znaczenia. Byłaby to ich zdaniem klęska całego narodu". Mamy tutaj sugestię, że dla ówczesnej elity żydowskiej ważne było nie tyle dobro jej narodu, ile trwanie jej władzy. Nie chcę tu wchodzić w tę kwestię, tylko zauważyć zdanie Ewangelii, które może służyć za motto dążeń ekumenicznych najszerzej pojętych: „by rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno". Po to Jezus umarł. Takie jest przesłanie chrześcijaństwa. A rzeczywistość?

Tu jednak wiadomość dobra nie tylko dla mnie: katolicki miesięcznik ”Więź”, w którym dojrzałem publicystycznie, został wyróżniony Międzynarodową Nagrodą w dziedzinie Dialogu Międzyreligijnego, przyznawaną przez Międzynarodową Unię Prasy Katolickiej (UCIP). ”Więź” robi w tym zakresie bardzo dużo od wielu lat, ale w tym przypadku chodziło o niedawny program edukacyjny pod hasłem ”Nie bój się islamu”, m.in. o leksykon pod tym tytułem. Oczywiście nie trzeba się bać także Żydów. Kończę po żydowsku: Alleluja!
22:20, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
piątek, 30 marca 2007
Opoko moja

Psalm 18

”Miłuję Cię, Panie, mocy moja,
Panie, opoko moja i twierdzo, mój wybawicielu.
Boże, skało moja, na którą się chronię,
tarczo moja, mocy zbawienia mego i moja obrono.
Wzywam Pana, godnego chwały,
i wyzwolony będę od moich nieprzyjaciół,
Ogarnęły mnie fale śmierci
i zatrwożyły odmęty niosące zagładę,
opętały mnie pęta otchłani,
schwyciły mnie sidła śmierci.
Wzywałem Pana w moim utrapieniu,
wołałem do mojego Boga
i głos mój usłyszał ze świątyni swojej,
dotarł mój krzyk do Jego uszu.”

„I będę wyzwolony od moich nieprzyjaciół". W psalmach, w ogóle w Starym Testamencie rażą nas ostre „wycieczki" pod adresem bliźnich. Lud Wybrany dojrzewał powoli. Bądźmy dojrzali do nieutożsamiania się w tym punkcie z „podmiotem lirycznym". Za głównego nieprzyjaciela trzeba uważać własne Ja, potwornie zaborcze. I modlić się, by ludzie nam niechętni przestali się nas czepiać. I oczywiście, gdy zdarzy się taka okazja, pierwszemu wyciągnąć dłoń do zgody.

01:16, jan.turnau
Link Komentarze (17) »
Ojciec mnóstwa

Czwartek, 29 marca 2007 

Bereszit-Księga Rodzaju 17, 3-9

„Avram upadł na twarz, a Bóg z nim rozmawiał. Co do Mnie, [to jest] Moje przymierze z tobą, będziesz ojcem mnóstwa narodów. Nie będziesz się już nazywał Avram, ale twoje imię będzie Avraham, bo uczynię cię ojcem mnóstwa narodów. I jeszcze bardziej cię pomnożę, uczynię z ciebie narody i wyjdą z ciebie królowie. Ustanowią Moje przymierze pomiędzy Mną i tobą i pomiędzy twoim potomstwem po tobie na pokolenia, wieczne przymierze. Będę Bogiem dla ciebie i dla twojego potomstwa po tobie. Dam tobie i twojemu potomstwu po tobie kraj, w którym mieszkasz, całą ziemię Kanaan na wieczne posiadanie. I będę im Bogiem. I powiedział Bóg do Avrahama: A ty - strzeż mojego przymierza. Ty i twoje potomstwo po tobie, przez pokolenia".

Przyszło mi do głowy późno (ale lepiej niż wcale...), żeby teksty biblijne na dany dzień, przetłumaczone niedawno szczęśliwie przez rabina Sachę Pecarica z zespołem i wydane przez Fundację Luadera, podawać w tym przekładzie. A przetłumaczono już całą Torę (Pięcioksiąg) i jestem szczęśliwym posiadaczem tych pięciu tomów. Dlaczego operować tylko przekładami chrześcijańskimi? Szczególnie, że często - sprawdzamy to na dzisiejszym przykładzie - różnią się malutko.

Bóg obiecał i słowa dotrzymał: jeśli tylko - jak to czynią już dziś niektórzy żydowscy uczeni w Piśmie - uznać, że potomkowie Avrama-Avrahama to nie tylko wyznawcy judaizmu. Że to też przynajmniej chrześcijanie, potem muzułmanie, w końcu wszyscy, którzy - jak ojciec mnóstwa - odważają się iść za Głosem, który mówi w ich sumieniach cicho, ale wyraźnie.

01:15, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
środa, 28 marca 2007
Władze na „P"

Księga Daniela 3, 14-20.91-92.95

Opowieść o oporze Żydów wobec tyranii babilońskiego króla Nabuchodonozora. Kazał on wszystkim swoim poddanym pokłonić się olbrzymiemu posągowi, oczywiście pogańskiemu. Bałwochwalstwo było obowiązkowe, zatem trzej rodacy proroka Daniela, którzy heroicznie odmówili, zostali wrzuceni do potwornie rozpalonego pieca. No i nic się nie stało, w owym miejscu śmierci śpiewali spokojnie pieśń błogosławiącą prawdziwego Boga.

Komentarz mój: są możliwe dwa skojarzenia. Jedno z tyranią komunistyczną: podziwiając bohaterstwo starszych braci w wierze staramy się zarazem nie osądzać pochopnie tych, co oddawali pokłon niedawnym bałwanom. Drugie - z dzisiejszymi naciskami na naszą świętą wolność - o ileż mniej groźnymi. Chociaż... Rządy Partii na pewno gorsze, groźniejsze, ale Pieniądz też tyran...

16:14, jan.turnau
Link Komentarze (12) »
wtorek, 27 marca 2007
Święty wąż

Księga Liczb 21, 4-9

Opowieść też znana Czytelnikom uczonym porządnie „historii świętej": o wężu uzdrawiającym. Rzecz była w tym, że Żydzi wędrujący przez pustynię źle znosili niewygody tej podróży, narzekali na Boga i Mojżesza, aż się Pan rozgniewał i zesłał na nich jadowite węże. ”Wielka liczba Izraelitów zmarła". Jednak Mojżesz uległ naleganiom rodaków i wstawił się za nimi do Pana, który wymyślił lekarstwo odpowiednie także gatunkiem zoologicznym. Na wysokim palu zawisł wąż miedziany, uzdrawiający samym na niego spojrzeniem. W nieocenionej Biblii Poznańskiej (w wydaniu starym, trzytomowym) można przeczytać, że cuda owe nie zdarzyły się rzeczywiście, mamy tu do czynienia z przypadkiem „tzw. etiologii kultu: kult węża w Jerozolimie późniejszy redaktor Księgi Liczb tłumaczy pochodzeniem posążka z czasów Mojżesza, z tego sławnego okresu niezwykłej opieki Jahwe nad Izraelem". Przy czym późniejsza od Księgi Liczb o kilka wieków Księga Mądrości wysubtelnia opis tamtego zdarzenia: powiada w rozdziale 16, że ocalenie pokąsany znajdował „nie w tym, na co patrzył, ale w Tobie, Wybawicielu wszystkich".

Można zapytać, skąd ta miłość do węża? Otóż Biblia Poznańska tłumaczy też, że ów gad nie był na starożytnym Wschodzie tylko symbolem przebiegłości, podłości wręcz: także siły życiowej (również rozrodczej), a stąd symbolem wielu bóstw. Oczywiście pogańskich, wszelako „jeszcze w VIII wieku, w czasach Ezechiasza niektórzy Izraelici składali cześć ofiarniczą miedzianemu wężowi zwanemu Nechusztan” (2 Księga Królewska 18, 4).

My jednak, chrześcijanie różnych wyznań, czcimy krzyż. Oczywiście nie uważamy, że każde popatrzenie nań automatycznie uzdrawia, a już na pewno nie z chorób fizycznych. Niemniej warto popatrzyć i pomyśleć trochę nad sobą.

21:52, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 26 marca 2007
Początek życia

Ewangelia Łukasza 1,26-38

Uroczystość Zwiastowania Pańskiego, przeniesiona z wczoraj, bo niedziela wielkopostna ważniejsza. Święto stare, obchodzone od V wieku na Wschodzie, od przełomu VI i VII na Zachodzie. Ustanowione z datą wyprzedzającą o dziewięć miesięcy uroczystość Narodzenia Pańskiego, było początkowo pamiątką poczęcia Jezusa, z czasem jednak stało się świętem Maryjnym. Może szkoda, bo jeśli mamy bronić życia ludzkiego od samego poczęcia, to wspominany powinien być przede wszystkim ten fakt, a nie opisane w dzisiejszej perykopie ewangelijnej zwiastowanie Marii, że będzie matką Chrystusa. Zarazem jednak żadna ginekologia nie pasuje do teologii, więc może lepiej, że jest, jak jest.

Niemniej jest to słusznie traktowane jako święto Życia, ludzkiego życia. Całe stworzenie jest dziełem Bożym, św. Paweł napisał w swoim Liście do Rzymian (8,20-23) coś, z czego mogłoby wynikać, że i ci nasi bracia mniejsi doczekają się lepszego losu na końcu czasu - niemniej człowiek jest koroną stworzenia. Z tej koronacji wynika moim zdaniem, że o ludzką zygotę należy się troszczyć bardziej niż o jakiekolwiek gatunki zwierząt i roślin. Nie przeciwstawiam jednak tych dwóch trosk, uważam, że jedna powinna towarzyszyć drugiej. Co więcej, zapał antyaborcyjny skrajnej polskiej prawicy uważam za szaleństwo; i sądzę, że u niektórych w tym szaleństwie jest metoda, mianowicie sposób na przyrost sondażowych procentów, czyli zimna kalkulacja. Ruszanie konstytucyjnego kompromisu uważam za zgubne. Jestem skłonny nawet pójść myślą dalej w kierunku liberalizacji niż opiewa nasza antyaborcyjna ustawa. Przekonują mnie wieści na przykład z Nowej Zelandii, gdzie nakazuje się kobietom wyłącznie dać się skonsultować, popatrzyć na rozwój płodu w USG, dowiedzieć się, jaka jest opieka państwa nad matką, jaka jest możliwość adopcji. Czyli nic na siłę, wszystko w dialogu - a daje to w 90 procentach decyzję urodzenia dziecka. Ale Polska to nie Nowa Zelandia: politycznie, ekonomicznie, mentalnie jesteśmy daleko w tyle.

20:13, jan.turnau
Link Komentarze (13) »
niedziela, 25 marca 2007
Kto jest bez grzechu...

Ewangelia Jana 8,1-11

Przesławna opowieść o kobiecie, którą Jezus uratował od linczu. Przesławna i przedziwna. Poczynając od faktu, że nie znają jej najstarsze rękopisy greckie, z jednym tylko wyjątkiem, także przekłady syryjskie i koptyjskie oraz greccy pisarze kościelni do XI wieku. Tłumaczy się to swoistą pruderią: przypowieść wydawała się niektórym gorsząca, faktycznie usprawiedliwiająca rozpustę. Dziwne jest również, że znalazła się w końcu w Ewangelii Jana, choć bardziej pasuje do Łukaszowej, akcentującej Boże miłosierdzie, tam też była w niektórych rękopisach umieszczana. Dziwne jest w niej zachowanie Jezusa, tajemnicze pisanie palcem po ziemi, różnie tłumaczone. Dziwna jest wreszcie dla niektórych Jezusowa obrona grzesznicy. Nigdy i nigdzie nie brak ludzi budujących sobie opinię nieskazitelnych na zwyczajnym braku miłosierdzia. Uważając się za bezgrzesznych, chętnie chwytają kamienie.

18:53, jan.turnau
Link Komentarze (12) »
sobota, 24 marca 2007
Samotność Nikodemów

Ewangelia Jana 7, 50-52

„Odezwał się do nich jeden spośród nich [faryzeuszy], Nikodem ten, który przedtem przyszedł do Niego: - Czy Prawo nasze potępia człowieka, zanim go wpierw przesłucha i zbada, co czyni? Odpowiedzieli Mu: - Czy i ty jesteś z Galilei? Zbadaj, zobacz, że żaden prorok nie powstanie z Galilei."

Mamy tu bohatera Ewangelii szczególnego. „Encyklopedia biblijna" podaje: „Nikodem, wzmiankowany tylko w Czwartej Ewangelii, odgrywa znaczącą rolę, ponieważ reprezentuje grupę wykształconych Żydów, którzy byli życzliwi Jezusowi, ale nie rozumieli dostatecznie jasno Jego nauki (Ewangelia Jana 3) i nie dojrzeli jeszcze do publicznego uznania Go za Chrystusa [Mesjasza]." Tak, był faryzeuszem, podobnie jak Szaweł z Tarsu, ale w przeciwieństwie do niego nie stał się w pełni apostołem Jezusa, otwartym głosicielem Jego nauki. Niemniej, wraz z Józefem z Arymatei, razem z którym pogrzebali Jezusa, był wśród tamtych zadufków, gardzących bezwzględnie Galileą i w ogóle każdym spoza ich klanu, cichym znakiem sprzeciwu. Zamiast zatem podziwiać akurat tutaj Szawła-Pawła, myślę sobie ze współczuciem o tych nielicznych (też o Gamalielu - Dzieje Apostolskie 5 i 22), na pewno mniej od Apostoła Narodów gwałtownych, cierpiących jednak także niedolę mniejszości.

A o Pawle jako uczniu Gamaliela napiszę później, najpóźniej 29 czerwca.

12:31, jan.turnau
Link Komentarze (18) »
piątek, 23 marca 2007
Sprawiedliwi

Księga Mądrości 2,1a.12-22

”Mylnie rozumując bezbożni mówili sobie: - Zróbmy zasadzkę na sprawiedliwego, bo nam niewygodny: sprzeciwia się naszym sprawom, zarzuca nam łamanie prawa, wypomina nam błędy naszych obyczajów. Chełpi się, że zna Boga, zwie siebie dzieckiem Pańskim! Jest potępieniem naszych zamysłów, sam widok jego jest dla nas przykry, bo życie jego niepodobne do innych i drogi jego odmienne. Uznał nas za coś fałszywego i stroni od dróg naszych jak od nieczystości. Kres sprawiedliwych ogłasza jako szczęśliwy i chełpi się Bogiem jak ojcem. Zobaczmyż, czy prawdziwe są jego słowa, wybadajmy, co będzie przy jego zejściu. Bo jeśli sprawiedliwy jest synem Bożym, Bóg ujmie się za nim i wyrwie go z ręki przeciwników. Dotknijmy go obelgą i katuszą, by poznać jego łagodność i doświadczyć jego cierpliwości. Zasądźmy go na śmierć haniebną, bo, jak mówił, będzie ocalony. Tak pomyśleli i pobłądzili, bo własna złość ich zaślepiła. Nie pojęli tajemnic Bożych, nie spodziewali się nagrody za prawość i nie docenili odpłaty dusz czystych.”

Uderzające podobieństwa owego sprawiedliwego do Chrystusa. Księga Mądrości wyprzedza Go niewiele, powstała w I wieku przed Jego pojawieniem się. Niemniej Biblia Poznańska komentuje tak: „Tekst ten mówi ogólnie o człowieku sprawiedliwym, prześladowanym przez okrutnych niezbożników. Tytuł z w. 13 »dziecko Boże« (pais theou) lub z w. 18 »syn Boży« (hyios theou) ma ogólne znaczenie: człowiek wierny przykazaniom Bożym. Brak natomiast w kontekście perspektywy mesjańskiej, by ten tytuł odnieść do osoby Mesjasza. Ponieważ jednak treść w. 12-20 wykazuje znaczne podobieństwo do Psalmu 22 oraz 53 rozdziału Izajasza (por. też Mt 27,43), uczeni nieraz uważają te wiersze za typicznie mesjańskie; inni odnoszą je do Mesjasza jedynie w sensie głębszym (sensus plenior)." Mamy oto wgląd w fachowe dyskusje chrześcijańskich „uczonych w Piśmie". Mój komentarz półfachowy: tak czy inaczej oczekiwany Mesjasz w wyobrażeniach żydowskich nie zawsze był zwycięzcą politycznym, bywał także męczennikiem.

17:34, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
czwartek, 22 marca 2007
Boski cielec

Księga Wyjścia 32, 7-14, Psalm 106

„Utworzyli sobie posąg cielca ulany z metalu i oddali mu pokłon".

Tysiąclatka, Poznańska, Warszawska (tłumaczenie protestanckie) i Tora Pardes Lauder (przekład żydowski) utrzymały tradycyjnego cielca, choć mógłby być młody byk czy cielak. Może to i dobrze, niech coś trwa, choć tu nie całkiem tak, jak z kurem, co zapiał i wszedł do mowy potocznej, nawet raczej wulgarnej.

Ci, co jak ja uczyli się przed półwiekiem „historii świętej", zapamiętali też pewnie, że ów byczek był dla jego żydowskich czcicieli po prostu bożkiem, bałwanem, czyli wręcz rywalem Boga prawdziwego. Otóż nie było tak źle: posąg nie był dla nich Bogiem ani nie przedstawiał egipskiego Apisa cieleśnie (cielęco) wyobrażanego. Bałwochwalstwo Narodu Wybranego polegało na tym, że wbrew drugiemu przykazaniu biblijnego dekalogu (Księga Wyjścia 20, 4-5 i Powtórzonego Prawa 2, 19) czcili ludzkie wyobrażenie Niewyobrażalnego. Ludzka rzecz: aż dziw, że już przed tysiącami lat była troska o unikanie takiego religijnego prymitywizmu.

Który i nam się trafia. Nie chodzi oczywiście o same ikony: zwalczanie ich było i jest walką z kulturą, która jest do zbawienia niekoniecznie potrzebna, ale się przydaje, jak cała ludzka twórczość. Na szczęście już dzisiaj protestanci odrzucający obrazy (wszyscy poza luteranami) nie uważają nas na ogół za bałwochwalców, rozumieją, że są różne religijne style. Chodzi natomiast o to, żeby czcić ikony z ortodoksyjnym umiarem (prawosławni rozumieją sprawę, katolicy teoretycznie tym bardziej, praktycznie jednak wpadają w „obrazochwalstwo"). Co więcej - żeby rozumieć, iż Bóg jest ze swej istoty Inny, żeby traktować z dystansem wszystkie myślowe obrazy i pojęcia na Jego temat. Agnostycyzm absolutny? Nie, ale szczypta świętego sceptycyzmu.

PS. W dziele Gianfranca Ravasiego ”Piękno Biblii” reprodukcja „Adoracji złotego cielca" pędzla Rafaela i uczniów. Co by było, gdyby nie było Biblii... Banał.

14:17, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
środa, 21 marca 2007
Bóg jest łagodny

Psalm 145

„Pan jest łagodny i miłosierny,
nieskory do gniewu i bardzo łaskawy.
Pan jest dobry dla wszystkich,
a Jego miłosierdzie nad wszystkim, co stworzył.
"

W książce „Wzgardzeni czy wybrani" (Wydawnictwo W Wyłomie, Gorzów Wlkp. 2006) Bogdan Olechnowicz pisze:
”Dramatyczną duchową potrzebą naszych czasów jest zatem próba zrekonstruowania obrazu Boga jako dobrego Ojca.

Kilka lat temu rozmawiałem z pewnym ateistą - przynajmniej tak o sobie mówił - który powiedział mi: - Nie wierzę w Boga, który jest ustawicznie zły, surowy i nieprzejednany. Nie wierzę w Boga, który myśli tylko o tym, by pozbawić nas wszelkich przyjemności, a za odrobinę radości z życia chce nas karać. Moja reakcja była chyba dla niego zaskoczeniem. - To się dobrze składa - odpowiedziałem - bo ja w takiego Boga też nie wierzę. Mój Bóg jest zupełnie inny.”

Mój Bóg też jest inny, o czym pisałem nieraz, powołując się m.in. na Jana Pawła II i Benedykta XVI. Cieszę się, że mam w tej sprawie jednakowe poglądy także z autorem powyższych słów, pastorem Chrześcijańskiej Wspólnoty ”Górna Izba” w Gorzowie.

20:16, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
wtorek, 20 marca 2007
Bezwładni ciałem

Ewangelia Jana 5, 7

„Panie, nie mam człowieka, aby mnie wprowadził do sadzawki, gdy nastąpi poruszenie wody. Gdy ja sam już dochodzę, inny schodzi przede mną".

To słowa jednego ze sparaliżowanych, których Jezus postawił na nogi. A biedak czekał szczęścia przy sadzawce jerozolimskiej zwanej Owczą. Otoczona była pięcioma krużgankami, na których przebywali upośledzeni przez los wielorako: niewidomi, chromi (kulawi) i całkiem sparaliżowani. Uzdrowiony zapewne należał do trzeciej kategorii, bo jak wynika z dalszego tekstu, miał maksymalne trudności z poruszaniem się. By całą opowieść lepiej zrozumieć, trzeba uwzględnić informację, którą „uczeni w Piśmie" uznali za nieautentyczną i przenieśli do przypisów. Dowcip biblistyczny polega mianowicie na tym, że dochowało się do naszych czasów sporo rękopisów oryginału Pisma, ale różnią się one w drobiazgach i bibliści urządzają im głosowanie: gdy większość nie zawiera jakichś słów czy zdań, uczeni uznają je za późniejsze dodatki. Tu mamy takowy: „Anioł bowiem zstępował w stosownym czasie i poruszał wodę. A kto pierwszy wszedł po poruszeniu się wody, doznawał uzdrowienia niezależnie od tego, na jaką cierpiał chorobę". Czyli według owej interpolacji było jak w życiu: kto pierwszy, ten lepszy. Biblia Poznańska dodaje w komentarzu, że „woda tej sadzawki tryskała z podziemnego źródła i posiadała jakieś właściwości lecznicze zwłaszcza wtedy, gdy źródło zaczynało bić i napełniało sadzawkę wodą". To ksiądz Marian Wolniewicz uznaje za fakt empiryczny, opuszczony w tekście fragmencik uznaje natomiast za „prawdopodobnie ludowe tłumaczenie poruszeń wody i jej leczniczych właściwości".

Tyle uczoności, a ja sobie myślę o tych, którym nie zdarzył się cud, ale sami są swoistym cudem. Przykuci do wózka dokonują więcej niż niejeden chodzący. Mamy taką wspaniałą koleżankę w „GW", taki też był Wojciech Chudy, profesor KUL-u, po pół wieku życia niedawno zabrany do nieba. Oboje nie tylko pracowici, też wybitni duchowo.

14:33, jan.turnau
Link Komentarze (15) »
poniedziałek, 19 marca 2007
Ojciec Józef

Ewangelia Mateusza 1, 18-21 i Łukasza 2,41-51.

Naczelny liturgista watykański poleca nam dzisiaj przeczytać jeden z tych dwóch tekstów, a ja radzę przeczytać oba. O dzisiejszym świętym, Józefie z Nazaretu, wiemy niewiele, nigdy więc dosyć lektury Ewangelii, podstawowych źródeł wiedzy o nim (są jeszcze apokryfy). Człowiek to bardzo ważny dla kultury europejskiej. Co prawda, głównie zachodniej: prawosławni, jak pisałem nieraz, przedkładają nań Jana Chrzciciela, zgodnie z Pismem, gdzie tamten ważniejszy. Ale u nas na pierwszym miejscu Józef. Jego święto dzisiejsze nawet według niektórych przerywa post: można uczcić solenizanta zabawą; byle nie huczną, bo Bogu wszystko jedno, ale nie sąsiadom.

Święty małżonek Maryi. Małżonek? No właśnie - tu problem. Nie będę go rozwijał, zastanawiał się, czy małżeństwo „białe" jest małżeństwem. Skojarzenie z Józefem zbyt częste, więc temat niemal nudny, nieaktualny zresztą u protestantów, którzy nie wykluczają, że oboje nazaretanie mieli wspólne dzieci po urodzeniu Jezusa (te siostry i ci Jego bracia wspominani w Ewangeliach).

Ciekawsze jest dla mnie co innego. Przeżycia Józefa nie z powodu seksualnej ascezy, tylko w ogóle dziwności jego sytuacji jako ojca nie naturalnego. Wiemy na ten temat tyle, co prawie nic. Bo jeśli nawet coś napisano, to niejasno. Czytamy w poleconej perykopie tak: „Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie". Tak stoi w tym tłumaczeniu, ale może być również inne: „chciał ją potajemnie opuścić"; czyli oddalić się samemu, po prostu zniknąć. Co mi bardziej pasuje niż oddalenie Marii i danie jej listu rozwodowego, bo jak takie czynności mogły być tajne?

Tak czy inaczej, Józefowi było ciężko. Można to sobie wyobrazić. Można się domyślać, jak mu było ciężko, gdy się dowiedział, że Maria jest w ciąży (jak się dowiedział, Ewangelia milczy). Nawet gdy się przypuszcza, że zeszła tylko chwila między wiadomością, że Maria jest w ciąży, a uspokojeniem go przez anioła, że nie zaszło wiarołomstwo, nawet gdy się zakłada, że rozterka była chwilowa - dziękuję za taką chwilę... Potem pewnie było mu lżej, ale też dziwnie. Dziwne ojcostwo. Nie to, że nie rodzone, w końcu adopcje bywały i wtedy. Ale jak to było?

Dzisiejsza opowieść Łukasza o podróży do Jerozolimy, po której dwunastoletni Jezus ujawnił Rodzicom swoje synostwo Boże, pokazuje, że ojcostwo Józefa już wcześnie było dlań problemem. Oczywiście też dla Marii - to przecież Ona czyni Synowi wyrzuty, nie Józef. Oboje wiedzieli od aniołów dużo, ale widać za mało, by się nie dziwić czasem. Przed zmartwychwstaniem Jezusa nikt przecież nie był w stanie pojąć wielkości Jego misji. Wracam do roli ojcowskiej Józefa. Rodzina nazaretańska była patriarchalna? Nie mogła być inna wtedy? Mogła być, jeśli wychowała Jezusa, rewolucyjnego feministę. Któryś teolog zauważył, że w obu Ewangeliach (także w Mateuszowej, gdzie głównym bohaterem jest Józef, nie Maria) dzisiejszy święty milczy: mówi się o nim, ale nie to, co powiedział. W „Ani z Zielonego Wzgórza" przybrany ojciec bohaterki Mateusz nie odzywa się niepytany. Może taki był też Józef z Nazaretu?

17:49, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
niedziela, 18 marca 2007
Zadanie

2 List do Koryntian 5, 17-21

”Bracia: Jeżeli ktoś pozostaje w Chrystusie, jest nowym stworzeniem. To, co dawne, minęło, a oto wszystko stało się nowe. Wszystko zaś to pochodzi od Boga, który pojednał nas z sobą przez Chrystusa i zlecił nam posługę jednania. Albowiem w Chrystusie Bóg pojednał ze sobą świat, nie poczytując ludziom ich grzechów, nam zaś przekazując słowo pojednania. Tak więc w imieniu Chrystusa spełniamy posłannictwo jakby Boga samego, który przez nas udziela napomnień. W imię Chrystusa prosimy: pojednajcie się z Bogiem. On to dla nas grzechem uczynił Tego, który nie znał grzechu, abyśmy się stali w Nim sprawiedliwością Bożą.”

Ileż tu myśli odświeżających nasze pojęcia o doktrynie katolickiej, w ogóle chrześcijańskiej. Wszystko, co dawne, minęło, wszystko stało się nowe. Jezus z Nazaretu grubą kreską oddzielił, co było przed Nim, od rzeczywistości, którą stworzył swoim życiem, śmiercią i zmartwychwstaniem. Zostaliśmy pojednani z Bogiem my, świat (słowo ma tu sens neutralny, oznacza w ogóle ludzkość, a nie to, co w niej paskudne, jak w Ewangelii Jana), ale my z kolei mamy zadanie jednać się między sobą. I udzielać sobie napomnień. W imieniu Boga, ale bez megalomanii, bo Chrystus został uczyniony grzechem, choć nie znał grzechu, a my akurat na odwrót.

12:32, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
Grzecznicy

17 marca 2007

Ewangelia Łukasza 18, 9-14

Przypowieść o faryzeuszu i celniku. O moralnie czystych i o zbrukanych. O „grzecznikach" i grzesznikach. O ascetach i wygodnisiach. O niezłomnych i złamanych. O tym, że tym pierwszym okropnie łatwo wpaść w samozadowolenie, które staje się grzechem.

Lustracja. Bóg nie obdarzył mnie łaską późnego urodzenia, ale czymś podobnym: bezpieczniak odczepił się ode mnie nagle i niespodziewanie, więc nie byłem wodzony na pokuszenie. Nie wiem co prawda, co mi wpisał na doczesną rzeczy pamiątkę, mam jednak myśl ogólniejszą, teologiczną. Szał lustracyjny przypomina mi niedawną katolicką obsesję seksualną, kiedy to „seksowne" przykazanie uważane było za pierwsze i najważniejsze. Każdą myśl nieprzyzwoitą uważano za grzech ciężki. Otóż to jakby wróciło. Mogłeś być wzorowym mężem i ojcem, uczciwym pracownikiem, dzielnym społecznikiem, ale podpadłeś czymś służbie niebezpieczeństwa, wzięli cię na spytki, dałeś się pociągnąć za język - i teraz tylko to się liczy. Przynajmniej u niektórych czystych jak woda sodowa, która im uderza do sumienia.

12:32, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
piątek, 16 marca 2007
Sedno sprawy

Ewangelia Marka 12, 30-31

„Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą. Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego". Jezus powiada dalej, że „nie ma innego przykazania większego od tych".

Jak tę syntezę etyki judeochrześcijańskiej czy w ogóle religijnej przełożyć na język moralności laickiej? Jestem w tej kwestii w innym sensie laikiem, myślę sobie jednak coś. Jeśli w preambule naszej konstytucji swoistym odpowiednikiem Boga czy też wartości wynikających z Jego istnienia są „wartości uniwersalne wywodzone z innych źródeł", to można chyba pierwsze przykazanie wysłowić następująco: służ najwierniej, jak możesz, wartościom duchowym, które uważasz za najważniejsze, za ogólnoludzkie. A innym ludziom służ tak, jak służysz sobie.

Fajko 2, co Ty na to, można tak powiedzieć?

18:52, jan.turnau
Link Komentarze (29) »
czwartek, 15 marca 2007
Twarde karki

Księga Jeremiasza 7, 23-28

„Uczynili twardym swój kark, stali się gorszymi niż ich przodkowie".

Biblia napisana przez Żydów jest najdalsza od narodowej megalomanii. Chwilami wydaje się, że pisze ją jakiś antysemita... Tu prorok (czyli nie tyle przepowiadacz przeszłości, ile oskarżyciel teraźniejszości) wkłada w usta Boga strasznie ostre słowa o swoich ziomkach. Bo też oni tacy są, byli i będą. Nie są ludem lepszym od innych, broń Boże! Ich wielkość nie jest natury po prostu etycznej. Nad owym twardym karkiem mają głowy pełne swoistego geniuszu.

W wiadomości o nowych władzach Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów, którą podałem w niedzielę, zabrakło informacji, że inicjatorem tej instytucji był Stanisław Krajewski, od początku jej współprzewodniczący ze strony żydowskiej.

15:11, jan.turnau
Link Komentarze (15) »
środa, 14 marca 2007
Lud mądry

Księga Powtórzonego Prawa 4, 1.5-9

Mojżesz zachwala prawa dane Izraelowi. Cytuję kawałeczek dzisiejszego tekstu: Strzeżcie ich i wypełnijcie je, bo one są waszą mądrością i umiejętnością w oczach narodów, które usłyszawszy o tych prawach powiedzą: - Z pewnością ten wielki naród to lud mądry i rozumny.

Tak, to lud mądry i rozumny. Nawet ci, co go nie cierpią, przyznają, że nie brak mu mądrości, choć według nich to w istocie chytrość. Gdyby nie Żydzi, nie byłoby dodatkowo dwóch religii i to olbrzymich (chrześcijaństwo, islam), nie byłoby tylu dzieł nauki i kultury. Naród genialny.

A może wstyd mówić takie banały?

17:03, jan.turnau
Link Komentarze (15) »
wtorek, 13 marca 2007
77

Ewangelia Łukasza 18, 21-22


Piotr zbliżył się do Jezusa i zapytał: - Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat wykroczy przeciwko mnie? Czy aż siedem razy? Jezus mu odrzekł: - Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy.

Biblia Poznańska: „W mniemaniu Piotra liczba siedem oznaczała bardzo wielką wyrozumiałość, zwłaszcza że rabini uczyli, iż Bóg daruje winy do trzech razy. Piotr usłyszał w odpowiedzi, że ma przebaczyć aż siedemdziesiąt siedem razy albo też siedemdziesiąt siedem razy siedem. Tekst grecki dopuszcza jedno i drugie tłumaczenie. W jednym i drugim wypadku nie o liczby chodzi, ale o to, by przebaczyć bliźniemu «bez końca, stale i zawsze» (Jan Chryzostom)".

Do tych słów mojego imiennika dodam, że trzeba przebaczać radykalnie. Chodzi mi o sprawę psychologiczną głównie, ale też trochę etyczną: żeby zapomnieć. Oczywiście pamięć nie sługa, nie sposób całkiem opanować kłębiących się myśli, ale troszkę można. Można starać się wyplenić ze swej świadomości taką niechęć do bliźniego swego, która go na przykład dyskredytuje intelektualnie: facet (babka) naraził(a) mi się, dyskwalifikując mój artykuł, więc ja - trochę podświadomie, ale nie całkiem - patrzę teraz krytycznie na każdy jej tekst.

16:46, jan.turnau
Link Komentarze (17) »
poniedziałek, 12 marca 2007
Jak łania?

Psalm 42

Jak łania pragnie wody ze strumieni,
tak dusza moja pragnie Ciebie, Boże.
Dusza moja Boga pragnie, Boga żywego,
kiedyż więc przyjdę i ujrzę oblicze Boże?

Łażę trochę po lasach w Karkonoszach, żona widziała tam łanię, zawołała mnie, ale zanim dobiegłem, znikła. Boga też nigdy nie widziałem, mistyk ze mnie żaden. Czy naprawdę pragnę Boga? Oto jest pytanie.

14:15, jan.turnau
Link Komentarze (26) »
niedziela, 11 marca 2007
Jest

Księga Wyjścia 3, 1-8a. 13-15

Znów streszczę i skomentuję odsyłając do samego tekstu. Otóż tekst jest fundamentalny. Bóg objawia się Mojżeszowi, a poprzez niego całej ludzkości. Sceneria - góra Horeb (Synaj), krzew płonący wiecznym ogniem, nakaz zdjęcia sandałów (jak w meczecie) - mało ważna. Ważna jest obietnica ziemi miodem i mlekiem płynącej, ale jeszcze ważniejsza autodefinicja: Bóg ujawnia swoje imię. Biblia Poznańska podaje, że „patriarchom objawił się Bóg pod imieniem «El Szaddaj» = Bóg Wszechmogący (Księga Rodzaju 17,1). Teraz - poproszony przez Mojżesza - podaje drugie imię, którym odtąd mają posługiwać się Izraelici". Brzmi ono zagadkowo: daje się najlepiej przetłumaczyć jako „Jestem, który jestem". Można to rozumieć jako wręcz odmowę odpowiedzi, bo Bóg jest dla człowieka niepojęty, zatem i „nienazywalny". Może też chodziło o przeciwstawienie Boga bożkom pogańskim, którzy nie istnieją. Albo o coś więcej: o istnienie, które jest opieką nad Narodem Wybranym (w istocie nad całym rodzajem ludzkim). I wreszcie interpretacja filozoficzna, ontologiczna: Bóg istnieje ze swej istoty, w przeciwieństwie do bytów przygodnych, mogących nie istnieć. Jest Bytem Koniecznym. Chyba słuszne są wszystkie cztery egzegezy razem wzięte. Chodzi „tylko" o to, żeby uwierzyć, że - tytuł książki Hanny Święcickiej - „Jest Ktoś". Bytu nie stanowi przypadek, jest Sens. Książka Leszka Kołakowskiego „Jeśli Boga nie ma" nie udowadnia, że On jest, bo jakiż to może być dowód, ale tłumaczy, że bez tej hipotezy wali się wszystko.

PS. Od Biblii, dzieła Żydów (z wyjątkiem dwóch ksiąg Hellena Łukasza), blisko do Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów. W czwartek odbyły się tam wybory zarządu. Współprzewodniczącymi zostali: po raz któryś ze strony żydowskiej filozof z Uniwersytetu Warszawskiego profesor Stanisław Krajewski, po raz pierwszy ze strony chrześcijańskiej redaktor naczelny miesięcznika katolickiego „Więź" Zbigniew Nosowski. Ten drugi zastąpił ks. Michała Czajkowskiego, który ustąpił w znanych okolicznościach. W skład zarządu wszedł nie po raz pierwszy ks. Roman Indrzejczyk, wielorako ekumeniczny, obecnie kapelan prezydenta Rzeczypospolitej.

16:01, jan.turnau
Link Komentarze (24) »
sobota, 10 marca 2007
Synowie
Ewangelia Łukasza 15

Opowieść o synu marnotrawnym. Mają rację niektórzy komentatorzy: raczej o miłosiernym ojcu, figurze Boga Ojca. No i o zazdrośniku, synu niemarnotrawnym, którego zabolało bardzo, że ojciec uczcił rodzinnym świętem powrót jego brata, podczas gdy jego samego nigdy tak nie nagrodził za wytrwałą cnotę. Przesłanie ewangeliczne oczywiste: nie tylko, że trzeba się radować z każdej odnalezionej owcy, ale też że między grzesznikami i „grzecznikami" nie ma przepastnej różnicy, ci drudzy nie są „automatycznie" święci.

Ta opowieść ewangelijna (tylko Łukaszowa) współtworzyła kulturę europejską. Ciekawie, erudycyjnie, pisze o tym ks. Gianfranco Ravasi w książce „Piękno Biblii", którą polecałem w poniedziałek: Rembrandt, ale i André Gide, który przedstawił marnotrawcę jako bohatera pozytywnego. Ja natomiast wracam do „pisanki" wczorajszej, do sprawy skłóconych synów. Problem pedagogiczny rodziców polega też na tym, żeby dzieci żyły w zgodzie. Trudna to sztuka, wiem to z własnego doświadczenia, jako brat i ojciec. No i skojarzenie literackie: dziecięciem będąc przeczytałem powieść pt. „Za głosem dumy". Jest dwóch braci, Feliks i Szczęsny. Nie daje się tego samego imienia („felix" to szczęśliwy) synom, więc Szczęsny coś podejrzewa. Rodzice są cieplejsi wobec Felka, więc tworzy teorię, że Felek jest synem naturalnym, a on adoptowanym. I nawet prawie ma rację, tyle że jest na odwrót. Albowiem takie jest prawo psychologiczne, że czasem przesadza się w uczuciach okazywanych komuś, kto tych uczuć miał przedtem mało. Tu też jestem problemu znawcą.
00:02, jan.turnau
Link Komentarze (12) »
Józef, nasz brat
Dziś Kościół rzymskokatolicki proponuje lekturę opowieści o pewnym konflikcie w rodzinie. No cóż, właściwie zwyczajnym. „Bo rodzina, bądźcie pewni, także ludzie, chociaż krewni" - ironizował ciepło Aleksander Fredro. Małżeństwa się rozwodzą, zazdrość, motor przeróżnych dramatów, dzieli też synów i córki.

U początków Narodu Wybranego mamy dwunastu synów Jakuba, zwanego od nocnej walki z Bogiem Izraelem. Najmłodszy, Józef, budzi potężną zazdrość starszych: „Tak go znienawidzili, że nie mogli zdobyć się na to, aby przyjaźnie z nim porozmawiać". Trochę im się nie dziwię: synek postępował, delikatnie mówiąc, głupio. Nie dość, że kiedyś doniósł ojcu, że jego bracia mają złą opinię, to jeszcze sprowokował ich nienawiść zwierzając się ze swego autopromocyjnego snu. Śniło mu się mianowicie coś proroczego, ale - póki co - brzmiącego potwornie samochwalczo: był w tym nocnym obrazie królem, któremu rodzina bije pokłony. Nic zatem dziwnego, że starsi synowie Jakuba, w końcu ludzie dzicy (potomkowie Kaina), postanowili wysłać go do Szeolu. Na szczęście jednak nie wszyscy byli skłonni do bratobójstwa: Ruben i Juda kolejno ratują brata od śmierci.

Tę historię, chwilami niezbyt spoistą (trochę to składanka dwóch tradycji tworzących Pięcioksiąg: kapłańskiej i jahwistycznej), streściłem licząc na to, że Czytelniczki i Czytelnicy zajrzą do oryginału. Pisząc zachwycałem się walorami literackimi: nic dziwnego, że Tomasz Mann zrobił z tego piękną powieść. Zaznaczam, że „czytanka" dzisiejsza kończy się na sprzedaniu brata kupcom, którzy prowadzeni ręką Opatrzności zawiozą go do Egiptu: potem jest jeszcze ciekawiej.

Wspominam Manna, ale również Jana XXIII, czyli Anioła Józefa Roncallego. Witając w Watykanie delegację żydowską przełomowy papież przedstawił się spontanicznie jak jego starożytny imiennik: „Jestem Józef, wasz brat". I nic mi nie wiadomo, jakoby osiągnął efekt przeciwny do zamierzonego: goście żydowscy papieża mogli się obrazić, bo w tamtej biblijnej scenie bracia Józefa są skruszonymi grzesznikami. Anioł Józef wiedział, co komu powiedzieć.
00:01, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
piątek, 09 marca 2007
8 marca

Księga Jeremiasza 17,5.7

„To mówi Pan Bóg: - Przeklęty mąż, który pokłada nadzieję w człowieku (...), a od Pana odwraca swe serce (...) Błogosławiony mąż, który pokłada ufność w Panu i Pan jest jego nadzieją."

Słowo „przeklęty" to typowa biblijna przesada, ale zwykłe ludzkie doświadczenie uczy, że ludzie są zawodni. A Bóg? Żebyśmy tylko nie grzeszyli antropomorfizmem i nie liczyli na Niego jak na człowieka. Ufność Bogu jest nadzieją, że w rachunku ostatecznym, również historycznym, konto świętych jest pełne, a zbrodniarzy przepastnie puste. Tylko tyle? Aż tyle.

14:44, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
Etyka języka

7 marca 2007

Księga Jeremiasza 18,18

„Chodźcie, uderzmy go językiem, nie zważajmy wcale na jego słowa". Bijemy tym organem, aż miło. Gdy mamy dostęp do tzw. przestrzeni publicznej, nasze uderzenia mają spore echo. A analiza wystąpień przeciwnika, doszukiwanie się właściwego sensu jego słów to tylko zabiegi chorobliwych skrupulatów. Co piszę smutny...

14:43, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2
Archiwum