Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
wtorek, 31 grudnia 2013
Antychryst. Dezintegracja episkopalna dziwna

1 List Jana 2,18
„Dzieci, jest już ostatnia godzina i  – jak słyszeliście ­  antychryst przychodzi. Pojawiło się nawet wielu antychrystów i po tym poznajemy, że jest to ostatnia godzina.”
Jest ciekawa różnica zdań między Biblią księży paulistów (tłumaczenie jej właśnie wyżej)  a Poznańską. Ta pierwsza komentuje w przypisie, że określenie „ostatnia godzina” „nie dotyczy końca świata. Chodzi natomiast o konieczność dokonywania wyboru pomiędzy dobrem a złem w każdym momencie życia”. Otóż Poznanianka jest jednak zdania, że „to czas poprzedzający bezpośrednio przyjście Pana”. Owszem, „autor nie określa jednak czasu trwania tej godziny. Data bowiem powtórnego przyjścia Chrystusa jest tajemnicą. Ostatnia godzina oznacza ostatnią fazę historii zbawienia, która rozciąga się od pierwszego przyjścia Pana aż do Jego paruzji. Znakiem ostatniej godziny jest przyjście antychrysta. Chrystus i apostołowie za znak końca świata uważali ukazanie się przeciwnika, któremu nadawali różne imiona. Jan nazywa go antychrystem, czyli przeciwnym Chrystusowi, antytezą Chrystusa”.

Dalsza lektura przypisu Poznanianki dostarcza jednak innego jeszcze problemu: „Porównując ten tekst z Pawłem (1 Tes 2,3­12) i Apokalipsą (11,7, 13,1­10, 16,13, 17,8, 2,1­3), trzeba stwierdzić, że antychryst oznacza zbiorowość, a nie jednostkę.” Teza ciekawa: w takim razie owym swoistym uosobieniem zła (choć nie samym Złym) byłby nie tyle Stalin, Hitler, Mao czy każdy z kolejnych północnokoreańskich Kimów, ale system, który ich zrodził. Bo też pewnie trzeba sięgać głębiej niż do samej jaźni zbrodniarzy.

Aktualium: już wiem na pewno, że autorem pierwszej, strasznej wersji listu biskupów o genderze jest ks. Dariusz Oko, szaleńczy wróg homoseksualistów i wszystkiego, co niekościelne, zresztą chętnie zapraszany do TVN, bo wyrazisty. Słusznie powiedział mój przyjaciel Czarek Gawryś, że w ten sposób twarzą Kościoła katolickiego w Polsce są księża Rydzyk i Oko.

Sytuacja mojego polskiego Kościoła jest tym gorsza, że na jego szczytach panuje jakaś przedziwna dezorganizacja, którą kapitalnie opisał naczelny ”Więzi” Zbyszek Nosowski na swoim blogu, co ”Gazeta Wyborcza ” dziś chwalebnie przedrukowała. Mamy bowiem trzy, jeśli  nie cztery wersje tego dokumentu: pierwotną, poprawioną, skróconą bez poprawek drugiej oraz  własną biskupa Ryczana, podobno najzacieklejszą. Różne też było w różnych diecezjach wykorzystanie listu: w niektórych diecezjach był on, decyzją biskupa, przeznaczony tylko ”do wykorzystania duszpasterskiego” (na przykład w lewobrzeżnej Warszawie kardynała Nycza), czyli raczej nie do czytania. Jak to jest możliwe ­ pyta Nosowski ­ żeby zyskał status oficjalnego stanowiska całego episkopatu tekst, do którego wielu biskupów wyraziło zastrzeżenia, jak to ujawnił był kanclerz kurii włocławskiej. Myślę, że po prostu listu nie czytali, zaufali przewodniczącemu, arcybiskupowi Michalikowi, nie wiedzieli, że wybrał księdza Oko. Co na to nuncjusz, czy powiadomi o tak dramatycznej w skutkach sytuacji polskiej Watykan?  Bo różnice zdań w Kościele to zawsze normalka, ale nie taki przedziwny bałagan!

20:14, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 30 grudnia 2013
O świecie i szatanie

1 List Jana 2,12­17
Mamy dzisiaj do przemyślenia passus, w którym padają słowa „Zły” i „świat”. ”Piszę wam, młodzieńcy, że zwyciężyliście Złego” (...). Nie kochajcie świata ani tego, co w świecie. Jeśli ktoś kocha świat, nie ma w nim miłości Ojca”.
Ekumeniczny Przekład Przyjaciół.

O diable mówi często papież Franciszek, o złym świecie też, jest jednak kwestia rozumienia tych terminów. Wokół nas nie widać diabła? Oczywiście, że widać. Choćby w zajadłości, z jaką zwalczają się partyjni politycy i to nie tylko z partii sobie przeciwnych, ale i z tych samych.
Liderzy nie wytrzymują wokół siebie żadnych większych indywidualności albo po prostu ludzi odważniejszych, niebojących się narazić wodzowi, który każe bezwzględnie taką czy inną odstawką.

Są to postawy zaprawdę diabelskie, choć nie tak szatańskie, jak te ludzi deifikowanych w ustrojach totalitarnych. Otóż ja w tym widzę Złego bardziej niż bluźnierczych konwulsjach jakiejś nieszczęśliwej dziewczyny. Pewnie, że jej męka to też dzieło diabła, jeśli jednak lubi on występować tam, gdzie jest najmniej widoczny, to chyba nie w tamtych zachowaniach psychicznych przeraźliwych.

Co zaś do pozakościelnego świata, jest on oczywiście okropny, owszem. Autor biblijnego listu kojarzy z nim trzy pożądliwości: ciała, oczu i – jak się dawniej tłumaczyło – „pychę żywota” albo „nadętą pychę życia” (EPP). Chodzi zapewne o brud seksualny, chciwość i ostre zarozumialstwo.

Tego na zewnątrz Kościoła oczywiście nie brak, zauważmy jednak bez trudu, że Franciszek tematu seksualnego raczej unika, żeby zdejmować z Kościoła odium obsesji, pasjonowania się tylko jednym tematem, a o chciwości i pysze mówi całkiem często, ale również wtedy, gdy widzi je także w swoich kościelnych szeregach.

14:31, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
niedziela, 29 grudnia 2013
Matrymonialna dobra demokracja

List do Kolosan 3,18­19
”Żony, bądźcie poddane mężom, jak przystało w Panu. Mężowie, miłujcie żony i nie bądźcie dla nich przykrymi.”
Dzisiaj rzymskokatolicka uroczystość Świętej Rodziny, oczywiście tej z Nazaretu. W tekście powyższym patriarchalizm widać z daleka tylu wieków. I chociaż w Liście do Efezjan Paweł (jego uczeń?) poleca małżonkom, ”by byli sobie posłuszni nawzajem”, to jednak nie ma co upierać się, że czas nie popłynął, przynosząc nowe, lepsze. I aby się umacniało, muszą się starać także biskupi, księża, publicyści katoliccy. Zamiast walczyć do upadłego z feminizmem, z ”genderem” dzisiejszy przedziwny, choć co nieco poprawiony list Episkopatu), trzeba wyłuskiwać z tych świeckich idei ewangeliczną prawdę, żeśmy sobie równi we wszystkim.

10:06, jan.turnau
Link Komentarze (32) »
sobota, 28 grudnia 2013
Narodzeni, nienarodzeni, ważni jedni i drudzy

Ewangelia Mateusza 2,16
Herod ”posławszy [żołnierzy], zgładził wszystkich chłopców dwuletnich i młodszych w Betlejem i całej jego okolicy, odpowiednio do czasu, o którym dowiedział się od mędrców”.
Ekumeniczny Przekład Przyjaciół.

Dziś takie słowa z ewangelii, jako że dzisiaj w moim Kościele święto świętych Młodzianków, męczenników. Jest u nas skłonność do kojarzenia tego liturgicznego wspomnienia z aborcją. Nie miałoby sensu polemizować z tym mówiąc, że były to przecież dzieci już urodzone, ale nie przesadzajmy też w drugą stronę, martwiąc się głównie nienarodzonymi: los parolatków bywa również z różnych powodów ponury i słaba jest troska o nich tak kościelna, jak i świecka społeczna. Słów w bród, czynów skąpo: na przykład przedszkoli wszelakich za mało. Rodzina w ogóle wciąż w Polsce samotna.

22:15, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
piątek, 27 grudnia 2013
Ten Jan, czyli dojrzewanie

Ewangelia Jana 20,2­8
Dzisiaj opowieść o apostole i ewangeliście Janie, bo dziś jego dzień w moim Kościele. Ewangelia mu przypisywana opowiada, jak z Szymonem Piotrem pobiegł do grobu Jezusa, bo Magdalena zaalarmowała, że ktoś Go stamtąd zabrał. Istotnie znaleźli tam tylko całun i chustę, co Jan opisuje dokładnie, jakby naprawdę to widział (bibliści zawsze sceptyczni). I mówi tylko o sobie, już nie o Piotrze, że uwierzył. Mówi o sobie, bo ”inny uczeń” to przecież on, choć bibliści i tu niepewni.

Nowy Testament kreśli jakby mimochodem Janową biografię: ewolucję jego widzimy. Najpierw (według ewangelii Mateusza i Marka) dopomina się on u Jezusa nachalnie o awans w Królestwie Niebieskim oraz proponuje, by spalić piorunem wieś samarytańską, która nie chciała Go przyjąć, bo szedł do paskudnego Jeruzalem. Potem jednak właśnie uwierzył w Zmartwychwstanie wcześniej niż Piotr, a  w pierwszym liście też mu przypisywanym wygląda już jak w Dziejach Apostolskich i w całej późniejszej tradycji ­ jako święty nauczyciel, doktor Kościoła, Jan Teolog, jak go nazywa chrześcijański Wschód.

Z Jezusem według jego ewangelii łączy go więź szczególna: podczas ostatniej wieczerzy spoczywał na Jego piersi, jemu Jezus powierzył swoją matkę. Czy jednak był Jego kochankiem?
Nie przesadzajmy w dopatrywaniu się takich związków wszędzie. W książce, o której niżej, o Jezusie takiej tezy nie ma, ale jest już o Dawidzie i Jonatanie, o Rut i Naomi, o Danielu...       

Niemniej to książka, którą trzeba nagłaśniać. Autor: ksiądz katolicki polski, jednak działający w USA, nazywa się Daniel A. Helminiak, tytuł pracy: „Co Biblia naprawdę mówi o homoseksualności”, tłumaczył z angielskiego Jerzy Jaworski, Wydawnictwo URAEUS, Gdynia 2002. Teza: w Piśmie Świętym nie widać moralnego potępienia stosunków homoseksualnych. Nie widać takiej oceny w Księdze Rodzaju: tam chodzi tylko o niegościnność. W Liście do Rzymian też nie ma mowy o działaniu (nie)moralnym, tylko o nieczystości rytualnej. W żadnej innej księdze Biblii nie można dopatrzyć się oceny moralnej homoseksualizmu w sensie ścisłym, w każdym razie gdy się tekst przetłumaczy właściwie.

Nie jestem pewien, czy autor zawsze ma rację, choć w udowadnianie swoich opinii wkłada wiele wysiłku, dokonuje subtelnych analiz filologicznych, czasem nawet mnie nieco nużących. Nie są jego wywody do wyrobienia sobie poglądu na tę sprawę konieczne: po prostu nie uważam, by każda szczegółowa ocena moralna Biblii, nawet i Nowego Testamentu, była bezwzględnie słuszna; tak jest na przykład również z oceną ustroju niewolniczego, który tam z kolei przecież potępiony nie jest. Autorzy biblijni byli ludźmi, czyli należeli do określonej kultury, a ta nie jest nigdy tym samym, co Ewangelia. Tak więc nie jest również Ewangelią raczej kulturowy niż etyczny sprzeciw wobec gejów i lesbijek dzisiejszy: religijny i całkiem świecki (”pedały” to termin niekościelny zgoła).

21:14, jan.turnau
Link Komentarze (19) »
czwartek, 26 grudnia 2013
Diakon, czyli tylko sługa. Ewolucje urzędu

Dzieje Apostolskie 26,60
„A gdy osunął się na kolana, zawołał głośno: ­ Panie, nie poczytaj im tego grzechu. Po tych słowach skonał.” A my nawet maleńkiego kamyczka do naszego ogródka nie wpuścimy bez mocnego odszczeknięcia się.

Tak umierał ukamienowany dzisiejszy święty, Szczepan, czyli po prostu Stefan, pierwszy z siedmiu uczniów  z diaspory powołanych do pracy charytatywnej, nazwanych później diakonami, czyli po prostu sługami. Uczony i bardzo sympatyczny ks. Ryszard Kurek opracował dla Wydawnictwa WAM ciekawy „Leksykon świętych i sławnych diakonów”. Jest w tym dziele owych sług bardzo licznych (ok. 280) wykaz encyklopedyczny obszerny: najważniejszy z nich poza Szczepanem (o którym mamy w leksykonie informacje apokryficzne) to Franciszek z Asyżu, postać oczywiście kolosalna. Jest również w książce naturalnie wstęp.


Mamy w nim fajną opowieść, jak pod przewodnictwem autora klerycy modlili się litanią do świętych diakonów, wśród których był niemal imiennik ks. Kurka, święty Kurkodom, ale też trochę wiadomości historycznych dawniejszych. Autor wypomina lekko św. Piotrowi, że jako szef Dwunastu uznał może rozdawanie jałmużny za zajęcie mało zaszczytne (sługa był tylko sługą), którym apostołowie nie muszą się parać.


Niemniej aż do IV wieku prezbiterzy nie mieli precedencji przed diakonami, ci byli bardzo ważni, choć pierwotnie nie mieli żadnych funkcji liturgicznych, tylko charytatywne, potem także liturgiczne niektóre (m.in. chrzty). Bywało ich przy biskupach przeszło stu. Były diakonise o uprawnieniach tych samych, co diakoni (chrzciły kobiety). Diakon najważniejszy, archidiakon, stał się z czasem na Zachodzie kimś w rodzaju biskupa pomocniczego czy raczej wikariusza generalnego, zaczął przyjmować święcenia prezbiteratu (kapłańskie). Przejął opiekę nad wykształceniem niższego kleru oraz nadzór nad materialnym i moralnym stanem diecezjalnego duchowieństwa. Zarazem zanikł urząd diakona jako funkcja stała, przekształcił się w stopień do prezbiteratu.


Po Soborze Watykańskim II są w Kościele rzymskokatolickim diakonów rodzaje dwa: tacy, co zostają wnet prezbiterami, i diakoni „stali”, na całe życie,  z żonami, by o dzieciach nie wspomnieć. Nie sprawują Eucharystii ani nie spowiadają, ale kazać mogą (nie mogli w dawnych wiekach). W prawosławiu i tu po staremu, jak w starożytności.

11:16, jan.turnau
Link Komentarze (15) »
środa, 25 grudnia 2013
Słowo Boże w namiocie

Ewangelia Jana 1,14
„I Słowo ciałem się stało,
i rozbiło namiot wśród nas.”
Ekumeniczny Przekład Przyjaciół.

Przetłumaczyliśmy dosłownie: słychać w oryginale echo życia koczowniczego, a może i późniejszej turystyki, gdy rzadka była sieć hotelowych gospód. A obraz Słowa w namiocie bardzo mi się podoba: Syn Boży nie w pałacu zgoła, oddzielony od nas tylko cienką ścianką skóry albo tkaniny jakiejś. Nasz brat. Takie jest podstawowe przesłanie święta Narodzenia.

12:33, jan.turnau
Link Komentarze (17) »
wtorek, 24 grudnia 2013
Jutrzenka pokoju

Ewangelia Łukasza 1,78-79
„Nawiedzi nas Światłość Poranna z wysokości, by zajaśnieć tym, którzy są w ciemności i siedzą w cieniu śmierci, aby nawrócić stopy nasze na drogę pokoju”
Ekumeniczny Przekład Przyjaciół.
Tekst z mszy wigilijnej (nie mylić z Pasterką o północy). Może ta Światłość to po prostu Jutrzenka, obraz znany nam jako symboliczny z polskiej poezji: ”Witaj, jutrzenko swobody, zbawienia za tobą słońce”. A tu w Ewangelii Jutrzenka świeci po to, żebyśmy wyzbyli się uczuć wojennych, których w naszych myślach nie brak: niech zastąpi je ewangeliczny pokój.
Lektura niewątpliwie pokojowa: „Więź”, zima 2013. Najpierw „Tadeusz Mazowiecki in memoriam. Nieznane dokumenty, fotografie i wspomnienia”. Wśród tekstów samego założyciela pisma i jego redakcyjnych kolegów największe wrażenie zrobił na mnie przeczytany po latach wiersz samego Mazowieckiego pod tytułem „Modlitwa o dojrzałość”. Polecam.
Jest też o innej postaci. Arcybiskup Victor Manuel Fernandez, rektor Papieskiego Katolickiego Uniwersytetu Argentyny, odpowiada na pytania franciszkanina polskiego ks. Kaspra Kapronia.
Kaproń: ”Ksiądz Arcybiskup dobrze zna papieża. Niektórzy twierdzą, że jako biskup Rzymu stał się on bliższy ludziom niż był w Buenos Aires: więcej się uśmiecha, ma większą zdolność nawiązywania kontaktów itp. Czy zdaniem Księdza Arcybiskupa to trafny opis rzeczywistości? Czy papież Franciszek jest tą samą osobą, jaką był w Buenos Aires? Czy zmienił się w ciągu tych ostatnich miesięcy?
Fernandez: Nigdy nie był «księciem». W ostatnich kilku latach po prostu wycofywał się, wolał pozostawać w cieniu. Ponadto trzeba wspomnieć o ostrej krytyce, jaka go spotykała ze strony środowisk konserwatywnych. Myślę, że to go bardzo niepokoiło. Obecnie, wraz z powierzoną mu nową funkcją i z nowym charyzmatem Ducha Świętego, może swobodnie i bez lęków być w pełni sobą, dać innym z siebie to, co jest w nim najlepsze i najpiękniejsze. Wróciły do niego z nową siłą entuzjazm, energia.”
Coś podobnego mówi dziennikarz amerykański John L. Allen Jr. ”Gdy pyta się ludzi znających Jorge Maria Bergoglia w Buenos Aires, zazwyczaj mówią o swobodzie, z jaką występuje publicznie. Bergoglio jako arcybiskup znany był z niechęci do mediów i unikał stawania w świetle reflektorów. Wielbiciele uznawali to za pokorę, natomiast krytycy nazywali go «nudnym» i «szarym», niemniej był to trwały styl jego zachowania. Przyzwyczajenie do takiej postawy sprawia, że gdy teraz podbija świat jak burza — nawet najdawniejsi znajomi papieża i członkowie rodziny odbierają to jak objawienie. - Był blisko ludzi tutaj, w Argentynie, ale dziś wydaje się, że jest jeszcze bliżej i potrafi lepiej wyrażać swoje uczucia, w czym, jak przypuszczam, pomaga mu Duch Święty” – powiedziała (...) Maria Elena Bergoglio, ostatnia żyjąca z rodzeństwa papieża.”
Taki rozwój osobowy jest – jak mówi teologia – łaską stanu. Albo właśnie działaniem Ducha! I widziałem Go u Franciszkowego poprzednika. Jan Paweł II nie był już przecież tylko Karolem Wojtyłą!

07:58, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
niedziela, 15 grudnia 2013
Jan największy, ale najmniejszy

Ewangelia Mateusza 11,2-11
Jezus o Janie Chrzcicielu. Perykopa zaczyna się od niespokojnego pytania mojego patrona, czy Jezus naprawdę jest Mesjaszem. On sam pewnie nie miał wątpliwości zasadniczych, chciał jednak wzmocnić wiarę swych uczniów, ale i jego męczyło w więzieniu pytanie, czemu jego krewniak nie rozprawia się Bożą siłą z przeciwnikami, nie używa zapowiedzianego nad Jordanem „wiejadła”. Jezus odpowiada przedstawiając swoją dobroczynną działalność: „Niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą ...”, ale kończy słowami: „Błogosławiony [dosłownie - szczęśliwy] jest ten, który we mnie nie zwątpi”, czyli zaznacza, że są tacy, co chcą od Niego więcej. I dalej wychwala Jana powiadając, że „między narodzonymi z niewiasty nie powstał większy od Jana Chrzciciela”, ale dodaje słowa po prorocku mocne: „Lecz najmniejszy w królestwie niebieskim większy jest niż on”, czyli ogranicza Jana myślenie starotestamentalne o Mesjaszu po ludzku zwycięskim. Może redaktorzy ewangelii dodali tę krytykę w polemice z ówczesnymi „joannitami”, dalej działającymi uczniami Chrzciciela, o których mowa w Dziejach Apostolskich 18,4 i 19,1-7?
PS. Zawieszam „blogowanie” na dni kilka: muszę wykonać większą robotę.

13:18, jan.turnau
Link Komentarze (26) »
sobota, 14 grudnia 2013
Modlitwa na temat prawicy. Nie wszystkiemu winni Żydzi

Psalm 80,18
„Niech Twoja ręka spocznie na stojącym po Twojej prawicy” (Przekład Ekumeniczny 11 Kościołów). Nie mogę powstrzymać się przed kalamburem politycznym, przed taką modlitwą: Niech Twoja ręka potrząśnie mocno polskimi prawicowcami, niech przestaną wreszcie zgrywać świętoszków, podlizywać się kościelnej władzy... A że są wśród nich ”judeosceptycy”, więc będzie pewnie pasowała taka moja informacja książkowa.
„Nowy Testament a judaizm” to nowa książka na temat Biblii ks. Michała Czajkowskiego. Wydał ją TUM – Wydawnictwo Wrocławskiej Księgarni Archidiecezjalnej, z przedmową emerytowanego metropolity wrocławskiego Mariana Gołębiewskiego, przewodniczącego Sekcji Biblijnej Komisji Nauki Wiary Episkopatu Polski. Rzecz niewielka, niecałe sto stron: autor bardzo zwięźle traktuje problem, czy w chrześcijańskiej części Biblii mamy teksty antysemickie. I odpowiada, że na pewno nie.
Jak zatem zinterpretować krytyczne wypowiedzi na temat Żydów zawarte we wszystkich czterech ewangeliach, szczególnie w dziełach Mateusza i Jana? Teza Czajkowskiego, zgodna z obecnym nauczaniem watykańskim, jest taka, że na ostateczny kształt Nowego Testamentu wpłynął konflikt Kościoła pierwotnego z Synagogą, znacznie większy niż za życia Jezusa. Czyli że redaktorzy tych ksiąg ”wyostrzali” relacje o wydarzeniach, a nawet i same wypowiedzi Jezusa o Żydach. Ale na teksty te wpłynęła także troska dyplomatyczna ówczesnych chrześcijan. Powszechna opinia dzisiejszych biblistów jest taka, że ewangeliści świadomie próbują zdjąć winę za śmierć Jezusa z Rzymian, obciążając odpowiedzialnością za nią religijnych przywódców Izraela. Pokazywanie przez chrześcijan, że Mistrz został skazany przez wysokiego urzędnika rzymskiego oskarżony o bunt przeciwko Rzymowi, mogło być dla chrześcijan niebezpieczne, a także utrudniać im głoszenie Ewangelii. Dbali więc o swoją lojalność.
Niemniej żadnego krytycznego sądu o Żydach w tekstach nowotestamentalnych nie interpretuje Czajkowski nie tylko jako przejawu antysemityzm, ale nawet jako antyjudaizmu. Gdy zatem na przykład ewangelia Jana wielokrotnie przedstawia Żydów jako przeciwników Jezusa, ma na myśli nie cały lud Izraela, do którego przecież autor tekstu należy, ale jego przywódców. I to nie wszystkich: przecież Nikodem czy Józef z Arymatei według tej ewangelii Jezusowi sprzyjali.
Mój komentarz laika: podziwiam śmiałość biblistów, również przecież chrześcijańskich. Nie boją się podważyć wiary swoich współwyznawców, sugerując przecież, że autorzy (redaktorzy) ksiąg świętych byli w swoim pisaniu jednak co nieco tendencyjni. Wiem i pisałem sto razy, że reportażowa dokładność relacji była ówczesnym pisarzom absolutnie obca - ale taka ”koloryzacja” to jednak coś, czego się zwyczajny chrześcijanin po Piśmie Świętym nie spodziewa. Co jednak do owego wybielania Rzymian kosztem Żydów, mam swoją małą, ale niepokonalną wątpliwość. Dobrze, iż Michał Czajkowski stwierdza w imieniu biblistów: ”Mimo to nie mamy wątpliwości, iż wina niektórych przywódców ludu [żydowskiego] jest raczej bezsporna”. I na szczęście też taka informacja: ”Żydowski teolog Pinchas Lapide twierdził, że fałszywe jest nie tylko uogólniające oskarżenie, że Żydzi spowodowali śmierć Jezusa, ale także twierdzenie, że żaden Żyd nie miał nic innego z Jego śmiercią”. Otóż to! Nie przesadzajmy. Obraz rozdartego wewnętrznie Piłata w ewangelii Jana jest mi laikowi dziwnie bliski prawdy. Mam zresztą pytanie: czemu Żydzi na ogół tak bronią tych niektórych swoich przodków? Grecy zmusili do samobójstwa świętego Sokratesa i nie przychodzi im dziś do głowy relatywizowanie winy ówczesnych Ateńczyków. Oczywiście zarzut bogobójstwa nie był niegdyś w Europie tym samym, co pretensja o uśmiercenie ojca europejskiej filozofii, ale w dzisiejszej zlaicyzowanej kulturze to bardzo podobne sprawy: niedoli dwóch największych herosów Europy. W końcu która władza hołubi proroków?

17:27, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
piątek, 13 grudnia 2013
Pokój jak rzeka. Radiowa Dwójka nagrodzona!

Księga Izajasza 48,18
„O gdybyś zważał na me przykazania, stałby się twój pokój jak rzeka, a sprawiedliwość twoja jak morskie fale.” Pokój hebrajski to szalom, szczęście w ogóle, a sprawiedliwość to też nic, co rywalizuje z miłosierdziem, to etyczna sumienność. A te porównania to poezja wielka, prawda?
Gdy jesteśmy przy sztuce, załączam moją laudację Programu Drugiego Polskiego Radia, którą wygłosiłem w środę, gdy wręczano nagrody im. św. Brata Alberta.
Za co nagradzamy II Program Polskiego Radia? Za jego dokonania artystyczne i ekumeniczne.
Czy jest drugi taki program w Polsce, który by zrobił tyle dla kształcenia kultury muzycznej swoich słuchaczy? Jest Radio Klasyk, oczywiście, też w tej mierze bardzo zasłużone, tam jednak muzyka jest – by tak rzec – lekarstwem na nerwy raczej niż tematem lekcyjnym. Niż muzycznym kształceniem.
Dokonania ekumeniczne? Czy jest druga taka rozgłośnia w Polsce, która by tydzień w tydzień emitowała niedzielne nabożeństwa innych niż rzymskokatolickie wyznań? Te inne wyznania wyciąga się w ten sposób z medialnego niebytu.
Dokonania artystyczno-ekumeniczne: nazwę w ten sposób specyficzny „format” naszego Laureata, polegający na jakiejś zupełnie szczególnej kulturze ogólnej wszystkiego, co i jak się w tym programie mówi. Spokojny ton, wzorowa troska o wyważanie ocen, przewaga informacji nad „formacją”, wiadomości nad komentarzem – oto, co mi się bardzo podoba. Podobają mi się w szczególności ranne przeglądy prasy krajowej, których słucham codziennie z nieustającą sympatią: panią Joannę Szwedowską, panów Jerzego Kisielewskiego, Wacława Tkaczuka, Piotra Żbikowskiego... Czasem również – choć to już pora dla mnie mniej korzystna – słucham równie znakomitych popołudniowych przeglądów prasy zagranicznej.
Drodzy Państwo, Wasz program jest moim. Bóg wam zapłać! Abonenci również! Jan Turnau

13:49, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
czwartek, 12 grudnia 2013
Pokorni, ale potężni

Ewangelia Mateusza 11,12
„A od czasu Jana Chrzciela aż dotąd królestwo niebieskie doznaje gwałtu i ludzie gwałtowni zdobywają je".
To wersja Tysiąclatki, podtrzymująca tradycję „gwałtowników” Wujkową i protestanckiej Biblii Warszawskiej, można jednak przekładać inaczej: Poznańska ma zamiast gwałtu wielki wysiłek i ludzi silnych, a EPP trud i trudzących się. Ale to nic: Biblia Poznańska podaje, że „możliwe jest jeszcze takie tłumaczenie: królestwo Boże doznaje prześladowań, a ludzie gwałtowni i prześladowcy, jak faryzeusze i nauczyciele Prawa, starają się przeszkodzić tym, którzy chcą do niego wejść, porywają je im”. Czyli sens słowa ”gwałtownicy” byłby dokładnie przeciwny. Mnie jednak bliższe sercem jest tłumaczenie najpierwsze: chrześcijanie muszą być „cisi i pokornego serca”, bez przewracającego innych tupetu, ale i potężni duchem: nie wolno nam płynąć z żadnym wartkim prądem. Musimy ”gwałtować”.

14:01, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
środa, 11 grudnia 2013
Błogosławione brzemię

Ewangelia Mateusza 11,28-30
„Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a ja was pokrzepię. Weźmijcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode mnie, bo jestem łagodny i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie.”
Oto podstawowe przesłanie wszystkich czterech ewangelii, całego Nowego Testamentu: przyjdźcie do Jezusa, idźcie Jego śladem. Zaufajcie Mu, nie bójcie się Go: jest łagodny, wręcz pokorny, zbawia, nie potępia. Ale mówi wyraźnie, żeby obciążyć się, ujarzmić, tak jak On to zrobił; twierdzi nawet, że to Jego brzemię jest lekkie, a jarzmo słodkie (może jednak łagodne, jak to myśmy przetłumaczyli). Skądinąd wiadomo, że tym brzemieniem był krzyż i że Jezus nie przyjął go ochoczo, całkiem nie radośnie – ale zmartwychwstał w chwale i na tym polega owa słodycz. W tym życiu jej na ogół nie za wiele. Choć to jednak rzecz względna: zapytajmy o ocenę ludzi świętych.

12:56, jan.turnau
Link Komentarze (16) »
wtorek, 10 grudnia 2013
Całkiem inna przypowieść o owcy

Ewangelia Mateusza 18,12-14
Przypowieść o zaginionej owcy. Martwiłem się, że nie mam pomysłu, jak to skomentować nie powtarzając się: pisałem już o tej perykopie tysiąc razy. Otóż chyba jednak ani razu, bo komentowałem dotąd tamtą z ewangelii Łukasza, a ta Mateuszowa ma całkiem inny sens. Tam owcą jest grzesznik, tu „maluczki”, czyli jak podpowiada Biblia Poznańska – „człowiek nie odgrywający wielkiej roli w życiu wspólnoty wierzących (por. 18,6.10)”. Tak też jest na przykład ze słowami Jezusa o Jonaszu: u Mateusza Chrystus odwołuje się do innego wydarzenia z życia tego proroka, niż to zapisano w ewangelii Łukasza.
A komentarz do dzisiejszego tekstu? No cóż, takich owiec w każdej społeczności niemało. To są w ogóle ci wszyscy, którym tu na ziemi nie poszczęściło się zupełnie.

12:32, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 09 grudnia 2013
Radość spieczonej ziemi. Sędziowie z Samsonem na czele. Moralność w Księdze Jozuego

Księga Izajasza 35,1-10
Adwent to także czas podziwiania pisarstwa Izajasza. Mówiąc ściślej, dzieła pisarzy trzech, jak podzielili tę księgę uczeni w Piśmie dzisiejsi. Powtarzam moją myśl dawną: trzej najwięksi pisarze europejscy to – jak mnie kiedyś uczono – Homer, Dante i Szekspir, ale można by dodać czwartego, owego biblijnego. Stylista on kapitalny: zamyślam się, wyobrażając go sobie z piórem czy raczej rylcem w dłoni, przeżywającego wizję wiecznej szczęśliwości. „Niech się rozweseli pustynia i spieczona ziemia, niech się raduje step i niech rozkwitnie! Niech wyda kwiaty jak lilie polne, niech się rozraduje także skacząc i wykrzykując z uciechy. (...) Bo trysną zdroje wód na pustyni i strumienie na stepie; spieczona ziemia zmieni się w staw, spragniony kraj w krynice wód, badyle w kryjówkach, gdzie legały szakale, na trzcinę z sitowiem. Przytoczyłem tylko obrazy przyrody kraju ogólnie bardzo suchego, gdzie deszcz dobrodziejstwem wielkim.

Teraz trochę lektury biblistycznej. W Krakowie mamy miesięcznik bardzo ciekawie poświęcony Pismu: nazywa się „Biblia Krok po Kroku”. Świeccy katolicy z Wydawnictwa „List” redagują nie tylko ten bardzo sensowny miesięcznik, także od pewnego czasu tamten bardziej specjalistyczny, ilustrowany równie przepięknie. Numer listopadowy (już w ogóle 43.) poświęcili Samsonowi, ogólniej Księdze Sędziów 1,1-17,6. Samson, postać szczególnie barwna, niezwykłe są przygody tego osiłka, który spokojnie „rozdarł lwa, jakby to było zwykłe koźlę”, ale stracił swoją siłę obezwładniony podstępnie przez żonę Filistynkę; po czym jednak odzyskał moc wraz z odrostem czupryny, zabijając siebie, jak też Filistynów wielu.
W numerze tekst o owych Filistynach oraz o owych sędziach. Że to nie byli funkcjonariusze prawa podobni do tych dzisiejszych, raczej przywódcy, których można by nazwać z arabska lokalnymi szejkami. Lokalnymi – pisze bowiem Maciej Münnich z KUL-u - ”w okresie sędziów nie można jeszcze mówić o narodzie izraelskim. Mamy dopiero zlepek różnych plemion o nieustalonej liczbie, jak na to wskazuje Pieśń Debory (por. Sdz 5), wymieniająca tylko dziesięć plemion. Miały one z pewnością różne pochodzenie. Historycy wskazują na wiele możliwości: zubożała ludność dawnych miast kananejskich, która po ich upadku zaczęła nowe życie w górach [bo Palestyna to nie Mazowsze albo i najwyżej Sandomierszczyzna, jak mi się widziało dzieckiem będąc – to już raczej Podhale], uciekinierzy spod filistyńskiego jarzma; potomkowie dawnych Habiru, wzmiankowanych w źródłach z okresu późnego brązu jako włóczędzy i rabusie; wreszcie nowo przybyli osadnicy zza Jordanu, zapewne o półkoczowniczych korzeniach, wśród których była także stosunkowo nieliczna grupa uciekinierów z Egiptu. Ona właśnie zdominuje patrzenie na początki Izraela i nada mu wyjątkowe cechy”. Obraz bardzo różny od tego w biblijnym tekście: tak to jest we współczesnej nauce historycznej, tworzonej także przez ludzi wierzących religijnie. Dla nich Pismo Święte jest prawdziwe jako wieloodsłonowy obraz dialogu człowieka z Bogiem, będący jednak raczej swoistą beletrystyką służącą teologii niż dzisiejszym reportażem historycznym. Acz w biblistycznym miesięczniku krakowskim wyczytać też można, że są naukowe poszlaki, iż takowy Samson naprawdę istniał.
Tyle o Księdze Sędziów. Przed nią jest Księga Jozuego, a w niej problemy moralne. Bardzo dzielnie stawia je dominikanin Dominik Jarczewski w dominikańskim miesięczniku „W drodze” (nr 12/484) księdzu profesorowi Waldemarowi Chrostowskiemu. Oto ciekawy fragment ich rozmowy.
”W jakim celu zatem autor Księgi Jozuego skoncentrował się na opisie podboju militarnego?
Chciał podkreślić, że wejście do Ziemi Obiecanej było skuteczne i w ten sposób spełniły się obietnice dane niegdyś patriarchom, a później Mojżeszowi, oraz że dar ziemi jest jednym z niezbywalnych fundamentów Przymierza, które Bóg zawarł z Izraelem jako ludem swojego wybrania.
Ceną tego daru ziemi jest zagłada jej dotychczasowych mieszkańców. Prawo klątwy nakazywało wymordować wszystkich mężczyzn, ale też kobiety i dzieci, a dobytek zniszczyć. Nie szokuje to księdza?
Pod tym względem przekaz Księgi Jozuego daleko odbiega od wrażliwości chrześcijańskiej. Nasze zakłopotanie czy wręcz oburzenie, dowodzi, że w chrześcijaństwie dokonało się znaczące przesunięcie kategorii moralnych i etycznych. Co więcej, chrześcijaństwo wniosło zasadniczo nową jakość do religii Starego Testamentu, a także do spojrzenia, które wciąż jest obecne w wielu nurtach judaizmu pobiblijnego. Jeśli chodzi o spojrzenie starotestamentalne, jedna sprawa jest niezwykle istotna: Biblia eksponuje przewrotność i wiarołomstwo, a także złość i perwersję moralną i religijną pierwotnych mieszkańców Kanaanu. Są oni przedstawiani jako śmiertelne zagrożenie dla religijnej i moralnej tożsamości Izraela. Autor biblijny chce powiedzieć, że z radykalnym złem nie ma pertraktacji. Nie ma drogi pośredniej. Na radykalne zło trzeba odpowiedzieć radykalnie.
To znaczy, że w imię mojej świętości mam prawo kogoś zabić? Innymi słowy: czy Biblia usprawiedliwia przemoc?
Odpowiedź zależy od tego, czy patrzymy w kategoriach moralności chrześcijańskiej, opartej na Ewangelii i nią karmionej, czy raczej moralności starotestamentalnej, która też nie poszła całkowicie w zapomnienie, lecz ma swoich zwolenników. Przecież i dzisiaj w wielu rejonach świata obowiązuje moralność, która z chrześcijaństwem nie ma nic wspólnego. Nadal mają miejsce niszczycielskie konflikty i wojny. Pod hasłem walki z terroryzmem usprawiedliwia się krwawe rozprawy z ludźmi. Przemoc, o której mowa w Księdze Jozuego, wcale nie należy do przeszłości. Jeśli chodzi o skalę ludobójstwa i popełnionych zbrodni, to wiek XX z ludobójstwem komunistycznym i narodowosocjalistycznym znacznie przerósł wszystko, co było wcześniej. Gorszymy się skalą eksterminacji popełnionej ponad trzy tysiące lat temu, natomiast przechodzimy do porządku dziennego nad tym, co się działo nie tak dawno.”
Wszystko to pewnie prawda, tamtejszy tekst biblijny opowiada jednak nie tylko o eksterminacjach dokonywanych przez Lud Wybrany bez żadnej świadomości zbrodni. Wojownicy są do nich zobowiązani przez samego Boga! On im wręcz nakazuje mordować kobiety i dzieci. Nie można tego nie zauważać, a odpowiedź może być tylko jedna: jest to zapis ówczesnej mentalności religijnej, takiego wyobrażenia Boga. Stamtąd droga do Jezusowej śmierci na krzyżu zaprawdę długa!
Żeby zakończyć mniej dramatycznie, wracam do „Biblii Krok po Kroku” i z rozmowy z dr. Andrzejem Mrozkiem wybieram informację, że Dawid obiecał swojej przyszłej żonie złożyć w ofierze pewną liczbę filistyńskich napletków (1 Księga Samuela 18,25-27). Takie były czasy, miejsca, obyczaje...

PS. Obejrzałem kolejny odcinek telewizyjnej „Marii z Nazaretu”. Matka Jezusa wygląda tak samo, jak trzydzieści lat wcześniej, ale grunt, że nie traci uroku, natomiast rola Jezusa przedziwnie fatalna. Aktor gra jakoś bardzo beznamiętnie, ot, takiego spokojnego, miłego blondynka. Co jeszcze dziwniejsze, wkłada się Jezusowi w usta słowa, że miłość do Niego jest ważniejsza niż ta do matki, w sytuacji, w której oznaczają one przedziwną impertynencję wobec niej. Jezus potem jakby ją przeprasza z zażenowaniem, ale jeśli to ma być „uczłowieczenie” Chrystusa, to ja jestem teologiczny beton.

14:36, jan.turnau
Link Komentarze (13) »
niedziela, 08 grudnia 2013
Talent szczególny Marii z Nazaretu

Ewangelia Łukasza 1,26-38
Dziś perykopa o zwiastowaniu, bo dzisiaj uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Nie dziewiczego poczęcia Jezusa, choć w dzisiejszym tekście Maria z Nazaretu dowiaduje się, że Go pocznie i porodzi bez udziału mężczyzny: chodzi dziś o to, że ona sama została poczęta niepokalanie, czyli bez grzechu pierworodnego. Bez takiej moralnej skazy, jakiejś wrodzonej skłonności do zła, jaką dziedziczą zwykli śmiertelnicy. Została jej dana szczególna moc duchowa dla spełnienia szczególnego zadania, jaką było urodzenie i wychowanie Syna Bożego. Geny oraz pedagogia. Jeśli jednak ona być mogła wolna od tego ciężaru, duchowego kalectwa, to czemu nie ludzkość cała? O ile świat byłby wtedy lepszy. Znów tu zaglądamy Bogu do rękawa, ale przecież mamy do tego jakieś ludzkie prawo. Jego decyzji nigdy na tym świecie nie poznamy w pełni, ale pomyśleć trochę można, a nawet trzeba.

Otóż może coś tu daje przypowieść o talentach. Maryi dano jakiś maksymalny talent duchowy, ale przecież mogła nie wykorzystać go w pełni. Dar ten nie polegał na wolności od pokus: przecież miał je także jej Syn. Jej dola człowiecza wymagała także moralnego wysiłku, jej życie nie było bezkonfliktowe - wybierała zawsze dobro, ale nie była przecież moralnym automatem. No i chyba ów megatalent może się zdarzać częściej: istniało kiedyś przypuszczenie, że miał go także Jan Chrzciciel. To hipoteza raczej chrześcijaństwa wschodniego, gdzie też mój patron jest czczony niemal na równi z Maryją, ale jest starodawna, z czasów przed rozłamem. Są poza tym ludzie niemal idealnie dobrzy także nawet i teraz całkiem blisko nas.

Świętujemy dzisiaj szczególnie Marię z Nazaretu, choć inaczej było dawniej: kiedy to jej święto spotykało się z niedzielą, ”zwyciężała” ta uroczystość tak częsta, ale wielka: tamta maryjna przypadała innego dnia. W tym roku bardzo czczący Maryję i postulujący kościelną decentralizację papież pozwolił lokalnym episkopatom wybierać ”treść” dzisiejszego dnia i nasi biskupi wybrali akcent maryjny. To nie żadna chęć ”deifikacji” Marii z Nazaretu! Byleby tylko wyjaśniać ów dogmat po dzisiejszemu. Na przykład nie po feudalnemu: iż ”nie wypadało”, żeby matka Syna Bożego była skalana jakimkolwiek grzechem. Nazywano to poczęcie niepokalane przywilejem, kiedy to przecież nie żaden przywilej, ale mówiąc po biblijnemu, dar. Talent bardzo wielki, wykorzystany maksymalnie.

08:51, jan.turnau
Link Komentarze (22) »
sobota, 07 grudnia 2013
Ty też dawaj darmo

Ewangelia Mateusza 10,6-8
„Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie”.

To odnosimy do księży, bo Jezus powiedział tak do Dwunastu, a biskupi są w jakimś sensie ich następcami. Ale byli oni przecież przede wszystkim Jego uczniami, a my też! My też powinniśmy co jakiś czas dawać darmo. My biznesmeni, my dziennikarze... My też mamy służyć Bogu, nie mamonie. A mamy jej nieraz tyle, że starczyłoby również na co nieco dla bliźniego naszego.

08:23, jan.turnau
Link Komentarze (14) »
piątek, 06 grudnia 2013
Nabrać odwagi, brać przykład z Franciszka

Psalm 27,14
„Oczekuj Pana, bądź mężny, nabierz odwagi i oczekuj Pana.”

Odwaga męczenników: sprawa oczywista teoretycznie, błogosławieni wszyscy, co się nie załamują, nie załamywali się w rozmowach z esbecją. Tyle że żelazny charakter nie dany każdemu, zagrożenia różnią się wielkością (Katonów nigdy nie brak, szczególnie pośród obdarzonych późnym urodzeniem). Jest też jednak cnota, której na imię odwaga cywilna. Potrzebna wszędzie, w Kościołach również. Papież Franciszek dokonuje tu sporej rewolucji: pozwala sobie na krytykę innych biskupów, co w końcu jakiejś odwagi dowodzi, choć on na szczycie niemal niedosiężnym. Daje tu pewien przykład ogółowi wiernych, bo przecież nie jest tak, że co wolno księciu, nie tobie, prosięciu. Szacunek dla władzy oczywiście, ale przecież nie „ruki po szwach”, Kościół nie wojsko, a już na pewno nie sowieckie. Co zatem będzie z księdzem Lemańskim? Jest on w swoim stylu bliski papieżowi, ale jeżeli ten chce w Kościele decentralizacji władzy, żeby biskupi lokalni sami decydowali w różnych sprawach, to czy ujmie się za czupurnym, ale wzorowym duszpastersko duchownym (gdyby było inaczej, nie byłby tak kochany)? Jedno jest pewne, że z tym papieżem nic nie wiadomo.

Natomiast wiem, co ze mną: ile we mnie, jak nie za wiele tej właśnie cywilnej odwagi.

18:32, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
czwartek, 05 grudnia 2013
Układy, kariery...

Psalm 118,8-9
„Lepiej się uciec do Pana,
niż pokładać ufność w człowieku.
Lepiej się uciec do Pana,
Niż pokładać ufność w książętach.”

A ta ufność w możnych tego świata to też właśnie owe układy i układziki, mniej lub bardziej wątpliwe prawnie i moralnie. Gdy widać ją w samym Kościele, jest już bardzo źle. Bo on ma być ”miastem na górze przykładem światu świecącym”. Z książki Piotra Żyłki ”Alfabet Franciszka” cytuję głośną myśl papieską: ”To się zdarza także we wspólnotach chrześcijańskich. Czyż nie ma w nich takich karierowiczów, którzy szukają własnej korzyści. I świadomie bądź nieświadomie udają, że wchodzą; ale są złodziejami i rozbójnikami. Dlaczego? Bo okradają z chwały Jezusa, chcą własnej chwały”. Przekład trochę szorstki, ale tekst zadziwiający w swoim języku wyzbytym kościelnej dyplomacji. Dawno nie krytykowano tak w Kościele jego dostojników, biskupów - bo gdzie indziej papież mówi wyraźnie o hierarchach.
Ale uderzmy się, my, świeccy, też we własne piersi. Jako działający w otaczającym Kościół świecie i w samym Kościele. Przypominam odpowiedź Matki Teresy na pytanie, od czego zacząć jego reformę.

13:22, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
środa, 04 grudnia 2013
O moich lękach. O ”genderyzmie”

Psalm 23,4
„Chociażbym przechodził przez ciemną dolinę, zła się nie ulęknę. Bo Ty jesteś ze mną.”

Lękam się ciągle. Najgorsze to, że owo zło to dla mnie raczej niepowodzenia „fizyczne” niż moralne. Wciąż mam sumienie nie dość wrażliwe. I nie dość we mnie wiary w Bożą opatrzność, w to, że pisze On prosto po liniach niewątpliwie krzywych, że jest ze mną stale. A przecież mógłbym pamiętać na przykład o tylu podszeptach Ducha Świętego, także tych, dzięki którym nie palnąłem jakiegoś całkiem sporego głupstwa...

Co może mi się szczególnie łatwo zdarzyć i ze skutkiem niewąskim, bo wypowiadam się ciągle publicznie tu i tam. A jest o czym. Gender... Konik w moim Kościele, na którym jadą niektórzy, jak na łysej kobyle. W związku z powyższym zapytałem wybitnego psychiatrę i psychoterapeutę polskiego, ks. Jacka Prusaka, skądinąd jezuitę, o to, czy można wybrać dowolnie płeć - albowiem gdzieś wyczytałem, że owo wychowanie ”feministyczne” od przedszkola zaburza w dzieciach niebezpiecznie równowagę psychiczną w tym zakresie. Ekspert mój odpowiedział, że jest to sprawa zdeterminowana biologicznie i tyle. Czym innym jest sprawa poważnych zaburzeń prowadzących do zmiany płci, ale ich się przez żadne przebieranki nie spowoduje. Którą to opinią dzielę się tutaj z Czytelnikami z przyjemnością. Na koniec moja myśl własna: pewnie jest w ”genderyzmie” jakaś przesada, ale usprawiedliwiam ją łatwo kompleksami psychicznymi, które ma część ludzkości tyle wieków maltretowana.

14:17, jan.turnau
Link Komentarze (19) »
wtorek, 03 grudnia 2013
Kim jest właściwie Bóg Ojciec? Ósmy sakrament według papieża Franciszka

Ewangelia Łukasza 10,22
„Ojciec mój przekazał mi wszystko. Nikt też nie wie, kim jest Syn, tylko Ojciec, ani kim jest Ojciec, tylko Syn i ten komu Syn chce objawić.”
To stwierdzenie tego, co zostało potem nazwane „współistotnością” Jezusa Chrystusa? U Mateusza (11,27) i u Łukasza mamy taki werset, u Jana podobnych stwierdzeń jest więcej, wiara rozwija się stopniowo. Rozwija się teologia i stale potrzebuje rozwoju, bo ”bogoczłowieczeństwo” niełatwo wyjaśnić, nigdy nie przestanie być dla nas na ziemi tajemnicą. A chyba dzisiaj trzeba przede wszystkim głosić, że Syn jest obrazem Ojca. Jako ten, który nie zawahał się przed pójściem na krzyż. Taki jest w ogóle Bóg: miłosierny bez granic. Franciszek powtarza to uparcie, zamazując obraz strasznego Sędziego, który wypłoszył z Kościoła tylu ludzi.
Nowiutka książka Wydawnictwa WAM ”Alfabet Franciszka”: Piotr Żyłka zrobił pod tym tytułem wybór cytatów z wystąpień papieża podczas trzech pierwszych miesięcy jego pontyfikatu. Oto hasło ”Ósmy sakrament”: ”Popatrzcie na tę dziewczynę, która miała odwagę donosić dziecko i nie dokonać aborcji: co zastaje? Drzwi zamknięte. A to przydarza się wielu jej podobnym. To nie jest dobra gorliwość duszpasterska. (...). I podczas gdy Jezus ustanowił siedem sakramentów, my przez taką postawę ustanawiamy ósmy, sakrament duszpasterskiego urzędu celnego”.

14:26, jan.turnau
Link Komentarze (25) »
poniedziałek, 02 grudnia 2013
Nikt z nas nie jest godzien: Józefa Puciłowskiego felieton fundamentalny. Film ”Maria z Nazaretu"


Ewangelia Mateusza 8,5-11
Czytamy dziś opowieść o oficerze rzymskim, który prosi Jezusa o uzdrowienie swego sługi, ale mówi, że nie jest godzien, by go On w tym celu odwiedził. Paradygmatyczna perykopa na temat pokory: słowa setnika powtarzamy przed przyjęciem Komunii.
Skojarzyło to mi się z krótkim a mocnym i bardzo mądrym tekstem mego przyjaciela od wieków, dominikanina Józefa Puciłowskiego. W ostatnim „Tygodniku Powszechnym”, w rubryce „Słuchajcie Franciszka” był najpierw tekścik tego papieża, potem tego prezbitera. Oto oba, pozwalam sobie je przepisać w całości.
”Służba, którą pełni kapłan jako szafarz z Bożego upoważnienia, aby przebaczać grzechy, jest bardzo delikatna i wymaga, aby jego serce było napełnione pokojem, by nie traktował wiernych źle, ale żeby był łagodny, łaskawy i miłosierny, aby umiał zasiewać w sercu nadzieję. A nade wszystko, by zdawał sobie sprawę, że brat lub siostra, którzy przychodzą do sakramentu pojednania, szukają przebaczenia i czynią to tak, jak przychodziło do Jezusa wiele osób, żeby je uzdrowił. Lepiej, aby kapłan, który nie ma takiego nastawienia ducha, do czasu, kiedy się nie poprawi, nie udzielał tego sakramentu - mówił papież 20 listopada podczas audiencji ogólnej.”
A teraz ks. Puciłowski: ”Dla mnie - jako dla spowiadającego dwa, trzy razy tygodniowo w konfesjonale (nie licząc naszych braci studentów w celi i świeckich w rozmównicy klasztornej) - dwie kwestie są najistotniejsze: świadomość własnej grzeszności, wraz z bezradnością wobec bólu drugiego i jego kłopotów, oraz konieczność modlitwy za penitentów. Przed i po wyspowiadaniu ich. Są to kwestie komplementarne. Bo słuchając czyichś grzechów, człek musi widzieć swoje odbicie... Jeśli nie widzi, to znaczy, że jest pyszałkiem i zarozumialcem, skłonnym do ochrzaniania ludzi. «Spojrzyj człeku - kapłanie –wpierw w siebie, może będziesz pokorniejszy w sądzeniu innych» - te lub podobne słowa muszę często powtarzać. A modlitwa za spowiadanych jest czymś naturalnym, niezbędnym, by nie czuć się «panem», «właścicielem» sakramentu świętego (świętego - świętością Boga; jakże daleko mi do Niego, choć codziennie trzymam Go w ręku). A poczucie grzeszności ma się - przynajmniej ja tak mam - głównie w dwóch przypadkach. Pierwszy, kiedy spowiadam księdza, i jeśli myślę sobie: -O, jak dobrze, że ja czegoś takiego nie popełniłem. Wówczas za chwilę łapię się i mówię sobie: - Ale z ciebie stary dureń.... To jest zdrowy odruch, bo przecież i ja mogę się znaleźć w podobnej sytuacji, i to niedługo. Drugi, gdy się słucha spowiedzi ludzi - świeckich, zakonnic, kapłanów – nieprzychodzących do konfesjonału z grzechami ciężkimi, którzy szukają pogłębienia swej wiary. A człek niekiedy jest pusty, bezradny. I boi się - ja się boję - pleść banały. Po spowiedziach takich osób człek pokornieje i... winien Bogu dziękować za takich penitentów.”
Józiu kochany, brawo! Bis!
Po takiej prasówce poniedziałkowej wracam do Biblii. Pojawiła się ona bowiem w TVP 1, w tamtejszej opowieści o Marii z Nazaretu. W kolejne piątki poleciały już dwa odcinki tego filmowego serialu włosko-niemieckiego. Dobre to? Zgadzam się z czyjąś opinią, że arcydzieło to nie jest. Ani artystyczne, ani teologiczne. A przecież ta Matka Boża mnie wzięła: urocza dziewczyna, ujmująca nie tylko dziewczęcym urokiem, ale i spokojną ludzką mądrością. Były kiedyś przedstawienia zwane żywymi obrazami: to coś w tym guście, tekst ewangelijny opowiadany wiernie. „Biblia pauperum”? Można by nawet tak powiedzieć – popularyzacja dobrze służąca ewangelizacji.
Gdy jestem przy tym głównym programie telewizyjnym, melduję również, że obejrzałem także film Krzysztofa Żurowskiego o Światowych Dniach Młodzieży w Rio de Janeiro. Nadano go 3 listopada przed godz. 7 rano, gdy moja rodzina jeszcze spała, ale zobaczyłem go w sobotę w internecie i bardzo mi się spodobał. Pokazał, ile takie zjazdy mogą dać młodzieży. Naprawdę nie chodzi o dewocję: o etykę ogólnoludzką, efekt wychowawczy. Szkoda, że film nie został wyemitowany w porze bardziej dziennej: to niestety w przypadku dzieł religijnych praktyka nierzadka.

12:07, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
niedziela, 01 grudnia 2013
Na adwent

Księga Izajasza 2,4
„Wtedy swe miecze przekują na lemiesze.”
Przekuć na lemiesze własne nienawiści, nielubienia, pogardy – program na czas adwentu, przygotowania do Wigilii.

09:00, jan.turnau
Link Komentarze (20) »
Archiwum