Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
czwartek, 20 grudnia 2012
Niedola panny z dzieckiem

Księga Izajasza 7,10-14
Ewangelia Łukasza 1,26-38
W tekście Izajasza zasadnicze dla chrześcijan proroctwo: „Oto Panna pocznie i porodzi Syna, i nazwie Go imieniem Emmanuel”. Podobnie jak to jest dzisiaj z różnymi starotestamentalnymi przepowiedniami, mamy wśród biblistów spór, czy piszący te słowa miał na myśli jakąś postać niezwykłą w dalekiej przyszłości, czy też kogoś mu współczesnego, który miał się właśnie narodzić. W trzeciej części swojej biblistycznej trylogii traktuje ten problem Benedykt XVI, a raczej właśnie teolog Ratzinger (papież podkreśla prywatność swego dzieła). Powołując się na innych uczonych powiada, że nie pasuje tu żadna z naturalistycznych hipotez. Za wielki to problem na moją wciąż niedouczoną głowę, nie wypowiadam się na ten temat, przypomnę tylko, że o ile w oryginale hebrajskim owa panna mogła być także młodą mężatką, o tyle w Septuagincie jest już bezdyskusyjnie dziewicą. Przeczucie cudu? Czy raczej idea podchwycona przez pierwotny Kościół, który dopisuje do dwóch ewangelii taki właśnie początek? Znów nie zabieram głosu, tylko zauważę, że już w najstarszym dziele Markowym 6,3 jest jakby jakiś ślad wiary w dziewicze poczęcie: Jezus jest tu synem Marii, o Józefie ani słowa, zresztą w całym tym utworze.

Dzisiejszy tekst ewangelijny opowiada o Zwiastowaniu: słowa ”Duch Święty zstąpi na ciebie i moc najwyższego osłoni cię”. To osłanianie to tutaj samo Boże spowodowanie poczęcia, ale pomyślałem sobie, że mogłoby też oznaczać osłonę przed językami sąsiadów. a przecież musiały podejrzliwie młócić… I może ten niezwykły sposób Wcielenia był także po to, żeby los Jezusa i Jego matki był w pełni człowieczą dolą.

Jeszcze przed końcem świata będzie koniec moich wpisów w tym roku: następny 2 stycznia 2013. Należy mi się odpoczynek, Komentatorkom i Komentatorom tym bardziej. Najlepsze, bardzo serdeczne życzenia na święto Narodzenia i na nowy rok.

14:22, jan.turnau
Link Komentarze (104) »
środa, 19 grudnia 2012
Prorok paradoks

Księga Sędziów 13,2-7,24-25a
Ewangelia Łukasza 1,5-25
Bohaterem liturgii w moim Kościele jest teraz Jan Chrzciciel jako Jezusowy herold. W Księdze Sędziów oczywiście nie ma o nim mowy, ale ma on tam swego poniekąd odpowiednika, o którym dzisiaj, mianowicie Samsona. To też był potężny charyzmatyk, z Janem łączy go jednak głównie niezwykłe poczęcie, albowiem był to poza tym nie prorok , ale „sędzia”, człowiek walki zgoła nie tylko duchowej, a opowieści biblijne o nim są bardzo fantastyczne.

Dzisiejszy tekst ewangelijny opowiada o przygodzie już nie tak barwnej Janowego ojca , Zachariasza. Zdarza mu się cud poczęcia syna na starość jego i jego żony, ale – rzecz ciekawa – jest to w życiu Chrzciciela cud właściwie jedyny. On sam cudotwórcą nie był. Zauważa to jego imiennik i uczeń, apostoł i ewangelista (J 10,41). Miał autorytet tak wielki, że jakby takich znaków wcale nie potrzebował. Może zdobył go sw0im pobytem na pustyni? W każdym razie widzę tu jedną z licznych paradoksalności jego postaci. Był wielki: nic dziwnego, że miał uczniów długo po swej śmierci, że był wśród nich nawet uczony Apollos (Dz 18,24-25).Niemniej nie on stał się Mesjaszem chrześcijan.

14:45, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
Paradygmat spolegliwego opiekuństwa

Wpis na wtorek 18 grudnia 2012
Ewangelia Mateusza 1,18-24
Dziś opowieść o miesiącach przed Narodzeniem przeżywanych przez Józefa w Nazarecie. Przez Józefa, nie Marię, bo „patriarchalistyczny” bardziej niż Łukasz Mateusz zajmuje się raczej mężczyzną. Mimo że jego udział biologiczny został w obu ewangeliach zanegowany: autor pierwszej w kanonie zastanawia się jednak przytomnie, co w tej sytuacji czuł i myślał człowiek tak przedziwnie, by nie rzec: nielitościwie odsunięty, pozbawiony swoich praw - wydawałoby się absolutnie naturalnych, „praw człowieka”.

Relacja Mateuszowa nie jest w szczegółach jasna. Bibliści nie za bardzo sobie z tym radzą. Czasem zresztą stwarzają problem tam, gdzie go chyba nie ma. W ważnym skądinąd tomie Wydawnictwa „Jedność” pt. „Wierzę” (ileż tam Biblii! - dla kogoś religijnego prezent pod choinkę znakomity) teolog hiszpański, zatem wieloimienny Paredes powiada, że są dwie możliwości: „Józef nie znał przyczyny odmiennego stanu Maryi” albo też jednak „zdawał sobie sprawę z tego, co się zdarzyło”, że to „było sprawą samego Boga”. Nie rozumiem: przecież gdyby to wiedział, nie byłoby Józefowego dylematu!

Może jednak czepiam się niesłusznie: może problem był tak czy tak, w każdym przypadku nie było to jego dziecko, czyli mogło paść podejrzenie seksu pozamałżeńskiego. Józef nie mógł w żaden sposób zrobić tego, co zamierzał, usunąć się nie zgłaszając pretensji, anulować zawarty już formalnie związek. Nie wystarczyłoby to wcale. Tak czy inaczej Maryja byłaby „panną z dzieckiem”. Chyba o to chodzi Paredesowi.

Ale to myśli raczej marginesowe. Refleksja moja dzisiejsza główna jest taka: Józef jest symbolem wielkim - używając języka spoza Kościoła, bo Tadeusza Kotarbińskiego - spolegliwego opiekuna.

14:43, jan.turnau
Link Komentarze (16) »
poniedziałek, 17 grudnia 2012
Trochę teologii politycznej

Księga Rodzaju 49,2.8-10
”Jakub zwołał swoich synów i powiedział do nich: - Zbierzcie się i słuchajcie, synowie Jakuba, słuchajcie Izraela, ojca waszego! Judo, ciebie sławić będą twoi bracia, twoja bowiem ręka na karku twych wrogów! Synowie twego ojca będą ci oddawać pokłon! Judo, młody   lwie, na zdobyczy róść będziesz, mój synu: jak lew czai się, gotuje do skoku, do lwicy podobny, któż się ośmieli go drażnić? Nie zostanie odjęte berło od Judy ani laska pasterska spośród jego kolan, aż przyjdzie Ten, do którego ono należy, i zdobędzie posłuch u narodów!".

Psalm 72,1-4.7-8.17
”Boże, przekaż Twój sąd Królowi,
a Twoją sprawiedliwość synowi królewskiemu.
Aby Twoim ludem rządził sprawiedliwie
i ubogimi według prawa.
Niech góry przyniosą pokój ludowi,
a   wzgórza sprawiedliwość.
Otoczy opieką ubogich z ludu,
będzie ratował dzieci biedaków.
Za dni Jego zakwitnie sprawiedliwość
i   wielki pokój, aż księżyc nie zgaśnie.
Będzie panował od morza do morza,
od   Rzeki aż po krańce ziemi.
Niech Jego imię trwa na wieki,
jak   długo świeci słońce, niech trwa Jego imię.
Niech Jego imieniem wzajemnie się błogosławią
niech wszystkie narody ziemi życzą Mu szczęścia.”

Materiał do rozmyślań teologiczno-politycznych. Hipoteza: ”socjaldemokratyczne” skłonności religii.Nie będę uogólniał na tamte Dalekiego Wschodu, szczególnie na te indyjskie, bo mi stosownej wiedzy brak, ale w tych, co wyszły z Bliskiego, jakaś szczególna troska o ubogich wydaje się autentyczna. Oczywiście w teorii, nie zamierzam „ściemniać”, żeśmy byli zawsze i wszyscy Braćmi Albertami!

To tutaj jedno, a drugie i najważniejsze w dzisiejszym doborze tekstów, gdzie jest też Mateuszowy rodowód Jezusa - to owo królowanie Judy. Czwarty dopiero syn Jakuba zajmuje wśród dwunastu braci czy raczej ich potomstwa miejsce szczególne. Co prawda, lud żydowski nie tylko Judzie zawdzięcza swe imię, bo zwany jest Izraelem od ojca owego tuzina, Jakuba, który z czasem tak przemianowany został (Rdz 32,28 i 25,10), i państwo północne tak się nazywało - niemniej królowanie Dawida a potem Salomona awansowało Judę w sposób szczególny.

W psalmie jednak królewskość owa mniej bitewnie niż w Księdze Rodzaju jakoś się objawia. Bo też zgódźmy się z komentatorem Poznanianki, że nie chodzi tu o konkretnego monarchę, ale o jakiś idealny jego wizerunek. „ Elementy historyczne rozrastają się tu do wymiarów mesjańskich. Toteż tradycja, zarówno żydowska, jak i chrześcijańska, odnosi treść psalmu do Mesjasza i jego królestwa.” Doszedłem w ten sposób do zasadniczej różnicy między dwiema religiami w pojmowaniu roli owego Namaszczonego: Żydzi wciąż czekają na władcę docześnie skutecznego, którym Jezus z Nazaretu jakoby nie był. Próbuje się oba wyobrażenia pogodzić anegdotą eschatologiczną, którą pierwszy raz słyszałem w samym państwie Izrael z ust Jerzego Turowicza, który tam z nami na wycieczkę KIK-u warszawskiego pojechał. Chyba na spotkaniu z ojcem Danielem Rufeisenem opowiedział mianowicie, że jest koniec świata, przychodzi ponownie Chrystus, ale właśnie któryś dziennikarz pyta: - To pierwsze przyjście czy drugie? Na co On: - No comment.

Co można rozumieć jako jakieś przekroczenie międzyreligijnego sporu, ale mnie przyszło do głowy co innego, mniej tajemniczego. Pytam mianowicie, czy pierwsze przyjście było rzeczywiście całkiem nieskuteczne. Owszem, reżymy totalitarne wciąż trwają, coraz bardziej jednak lubią upadać. Upowszechnia się jednak mimo wszystko przekonanie, że wszędzie powinno być demokratycznie. Że też wojna rzecz obrzydliwa, mordowanie własnych obywateli tym bardziej. Że prawa człowieka są świętością. Czyli tu moja nienowa skądinąd teza, iż demokracja liberalna jest chrześcijaństwa dzieckiem nie całkiem i nie od razu chcianym, niemniej w istocie rodzonym.

16:15, jan.turnau
Link Komentarze (42) »
niedziela, 16 grudnia 2012
Zwyczajność chrześcijaństwa

Ewangelia Łukasza 3,10-13
”Gdy Jan nauczał nad Jordanem, pytały go tłumy: - Cóż mamy czynić? On im odpowiadał: - Kto ma dwie suknie, niech jedną da temu, który nie ma. A kto ma żywność, niech tak samo czyni”. I dalej instrukcje etyczne dla celników oraz żołnierzy w raczej podobnym stylu. Zawsze mnie one dziwiły, bo przecież mój patron kojarzy się z ostrą ascezą (ta szarańcza i miód leśny...), a tu zwyczajna miłość bliźniego. Ale do niej przecież - tu Jan Chrzciciel myślał tak samo jak Jezus - sprowadzają się Prawo i Prorocy. Co niby oczywiste, ale my wciąż kochamy jakąś nadzwyczajność.

13:19, jan.turnau
Link Komentarze (32) »
sobota, 15 grudnia 2012
Prośby, obietnice...

Psalm 80, 2-3.19
„Usłysz, Pasterzu Izraela,
Ty, który zasiadasz nad cherubinami.
Zbudź swą potęgę
i przyjdź nam z pomocą.
Już więcej nie odwrócimy się od Ciebie,
daj nam nowe życie, a będziemy Cię chwalili”.
Tak się na ogół modlimy. Prosimy, obiecujemy - a co dalej, dobrze wiadomo.

14:02, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
Cóż to jest szczęście właściwie?

Wpis na piątek 14 grudnia 2012
Psalm 1,1-3
„Szczęśliwy, kto nie słucha rady bezbożnych, nie wstępuje na drogę grzeszników i nie zasiada w gronie szyderców, lecz upodobał sobie w Prawie PANA, nad Jego Prawem rozmyśla dniem i nocą. On jest jak drzewo zasadzone nad strumieniami wód, które przynosi owoc w swoim czasie. Jego liście nie więdną i wszystko, co robi, jest udane”.

Tłumaczenie Paulistki. Dobre, bo zdecydowało się na „szczęśliwego”, nie „błogosławionego”, zgodnie z hebrajskim oryginałem, który - podobnie jak greka - ma dwa różne terminy. Acz obraz życia bohatera tej poezji pasuje może bardziej do określenia „błogosławiony”, które jest raczej „ocenne”, czyli szczęście to sublimuje etycznie. Kiedy rozumie się przez nie życie zgodne z kodeksem religijno-etycznym, łatwiej zrozumieć powiedzenie, że udane jest wszystko, co ów szczęściarz czyni. Można jednak powiedzieć być może, że w każdym sensie było udane życie na przykład księdza Popiełuszki, nawet jeżeli wątpi się w istnienie sądu Bożego. Sąd ludzi nad nim na ogół jest bowiem taki, jaki jest w jego Kościele - choć wciąż niektórzy robią zeń zwykłego polityka.

14:01, jan.turnau
Link Komentarze (16) »
czwartek, 13 grudnia 2012
Nie bój się robaczku...

Księga Izajasza 41,14-15
„Nie bój się, robaczku Jakubie, nieboraku, o Izraelu! Ja cię wspomagam, mówi Pan, odkupiciel twój, Święty Izraela. Oto ja przemieniam cię w młocarskie sanie, nowe, o podwójnym rzędzie zębów: Ty zmłócisz i wykruszysz góry, zmienisz pagórki w drobną sieczkę. Ty je przewiejesz, a wicher je porwie i trąba powietrzna rozmiecie”.

Konkret na konkrecie, skomentuję rymując. Co Izrael wymłócił, jakie wykruszył góry? Raczej sam był młócony. Można jednak powiedzieć, że wykruszył góry politeizmu, obrazów Boga okropnych (Baala, Molocha) - by doprowadzić do chrześcijaństwa, które głosi, że Bożą ikoną jest Jezus, co dał się ukrzyżować, żebyśmy krzyżować przestali.

Wydawnictwo kieleckie „Jedność” zdobyło się na publikację wartą posiadania i ofiarowania komuś pod choinkę. Tom pięćsetstronicowy pt. „Wierzę” stanowi komentarz do wyznania wiary, które starsze pokolenie katolików zna na pamięć: do Składu Apostolskiego. Redaktorem dzieła naukowym jest ojciec Jacek Salij, on też napisał rozdział wstępny: „Ojciec, Stwórca nieba i ziemi. Wierzę w Boga, Ojca wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi”. Dalsze rozdziały to tłumaczenia z włoskiego autorów francuskich, hiszpańskich i włoskich.

Rzecz nie jest rewolucyjna, ale daleka od formuł, które mamy jeszcze (my, starsi) w uszach. Zresztą warto wiedzieć, co myśli główny peleton teologów katolickich, choć awangarda też ciekawa.

13:38, jan.turnau
Link Komentarze (64) »
Pocieszać, pokrzepiać, nie „podkręcać”

Wpis na  środę 12 grudnia 2012
Ewangelia Mateusza 11, 28-30
”Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a ja was pokrzepię. Weźmijcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode mnie, bo jestem łagodny i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie”.

Komentarz homilijny może być różny. Z akcentem na jarzmo albo na jego słodycz. Nigdy bez zaznaczenia owej słodyczy, jednak bez podkreślenia, że Jezus obiecuje pokrzepienie oraz że jest „cichy i pokornego serca”, jak tłumaczą inni. Czyli nie jest skłonny do nieustannego moralnego „mobbingu”, bo nie lubi się kaznodziejsko wywyższać swymi nieznośnymi morałami. Inaczej mówiąc, można pokrzepiać mocniej albo słabiej, a u nas wciąż za dużo „podkręcania”, za mało pokrzepiania. Stosując łacinę - za dużo imperatywu etycznego, za mało indykatywu zbawczego (nauczył mnie owej terminologii, ale i teologii ks. Michał Czajkowski). Szczególnie ci, co przychodzą co niedziela do kościoła, naprawdę są czasem prawie święci, więc nie ma co ich molestować etycznie, trzeba pokrzepiać, pocieszać wręcz. Słodycz Jezusowego jarzma czasem niełatwo wysmakować, dominuje gorycz codziennych kłopotów. Dlatego tak ważna jest radość, jaką czuję na przykład na coniedzielnych mszach świętych dla małych dzieci, które w mojej parafii warszawskiej przy ulicy Chełmskiej wolę na przykład od przedziwnych gromów na wieczornej mszy dla młodzieży.

13:37, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
wtorek, 11 grudnia 2012
Wariacje na temat zabłąkanej owcy

Ewangelia Mateusza 18, 12-14
Przypowieść o jednej zabłąkanej owcy, która ważniejsza jest dla bacy niż dziewięćdziesiąt dziewięć, które się nie zgubiły. Bardzo ważna przypowieść, można ją zrozumieć jako programową. Jako zawierającą program samego Chrystusa, a przez to jako pouczenie dla Jego Kościoła.
Owszem, można odczytać przypowieść jako tylko analizę psychologiczną. Każdemu zdarza się coś zgubić i choćby to była drobnostka, martwił się będzie tym brakiem, szukał nerwowo, bo go uwiera jak kamyczek w bucie. I będzie cieszył się bardzo, gdy ją w końcu znajdzie.
Przypowieść pojąć można również tak: zgubiona owca jest jakąś znaną postacią daleką od Kościoła. Nawrócenie jej jest zatem wielkim sukcesem, rozgłaszanym szeroko: popatrzcie, nawet ona przyznała nam rację!

Sens Jezusowego obrazu jest jednak w moim odczuciu inny. Zabłąkana owieczka symbolizuje tych wszystkich, których On wolał od tamtych poprawnych Żydów, zadzierających nosa aż do samego nieba. W tym Jezusowym guście kryło się może zalążkowo coś, co potem zabłysło w Pawłowej rewolucji: w szerokim otwarciu na świat pogański. W korzystaniu z jego mądrości.
Zabłąkanej owcy szuka się w przekonaniu, że ma ona wartość szczególną. Że błąka się, bo utarta droga jej nie wystarcza, bo widzi ona jej braki, których nie dostrzegają myślowi rutyniarze. Bo bez jej błądzenia wspólnota byłaby o wiele uboższa.

Tytuł książki francuskiego filozofa Jeana Lacroix: „Sens i wartość współczesnego ateizmu”. Oczyszczający sens różnych kontestacji. Gdyby ich nie było, stagnacja mogłaby doprowadzić Kościół do zupełnego uwiądu. Katolicyzm zwany otwartym jest dla Kościoła ratunkiem. Owszem, przez otwarte wrota może wejść każdy, również wariat albo bluźnierca. Ale przeciąg jest lepszy niż duchota, bo od niego można się tylko przeziębić, a duchota grozi zawałem.
Jeśli nawet wszystko to moja nadinterpretacja, ”nadegzegeza”, to jedno jest pewne, co tu napisałem już nieraz, że nie można nikogo szukać skutecznie, wołając: gdzie się, świntucho, podziałaś? Jeszcze nikt nikogo nie nawrócił wymyślaniem.

13:52, jan.turnau
Link Komentarze (43) »
poniedziałek, 10 grudnia 2012
Izajasz pisarz olbrzymi. Ksiądz i książka - więź niemocna, rozmowa o tym w „Odrze”

Księga Izajasza 35, 1-10
”Niech się rozweseli pustynia i spieczona ziemia, niech się raduje step i niech rozkwitnie! Niech wyda kwiaty jak lilie polne, niech się raduje także skacząc i wykrzykując z uciechy. Chwałą Libanu ją obdarzono, ozdobą Karmelu i Saronu. Oni zobaczą chwałę Pana, wspaniałość naszego Boga. Pokrzepcie ręce osłabłe, wzmocnijcie kolana omdlałe! Powiedzcie małodusznym: - Odwagi! Nie bójcie się! Oto wasz Bóg, oto pomsta; przychodzi Boża odpłata; On sam przychodzi, aby was zbawić. Wtedy przejrzą oczy niewidomych i uszy głuchych się otworzą. Wtedy chromy wyskoczy jak jeleń i język niemych wesoło krzyknie. Bo trysną zdroje wód na pustyni i strumienie na stepie; spieczona ziemia zmieni się w staw, spragniony kraj w krynice wód, badyle w kryjówkach, gdzie legały szakale, na trzcinę z sitowiem. Będzie tam droga czysta, którą nazwą Drogą Świętą. Nie przejdzie nią nieczysty, gdy odbywa podróż, i głupi nie będą się tam wałęsać. Nie będzie tam lwa ni zwierz najdzikszy nie wstąpi na nią ani się nie znajdzie, ale tamtędy pójdą wyzwoleni i odkupieni przez Pana powrócą. Przybędą na Syjon z radosnym śpiewem, ze szczęściem wiecznym na twarzach. Osiągną radość i szczęście, ustąpi smutek i wzdychanie.”

Jeszcze jeden przykład Izajaszowego stylu, świetności pisarstwa literackiego arcymistrza, równego Homerowi, Dantemu, Szekspirowi... Oczywiście mam pewne problemy z przyjęciem niektórych pojęć: z ową pomstą, odpłatą. Czy to jest myślenie ewangeliczne? Ale Paulistka ma słowa trochę subtelniejsze: zamiast pomsty odpłata, zamiast odpłaty nagroda. Chyba nie mamy tu wręcz nienawiści do wrogów, samo oczekiwanie Bożej sprawiedliwości to jeszcze nie tamto uczucie. Do takiego rozumienia tekstu skłania mnie ogólny duch tej księgi, nazywanej przedświtem Ewangelii, będącej przecież swoistą trylogią: Protoizajasz, Deutero..., Tryto ..., gdzie w części drugiej są cztery pieśni o cierpiącym słudze Jahwe, poddającym się wrogom w sposób zapowiadający Krzyż.

Wydarzenia. Zbiegły się czasowo dwie uroczystości bliskie sobie „merytorycznie”. Dziesięć dni temu zmarł Jacek Woźniakowski, przedwczoraj odbył się jego pogrzeb w Laskach, sto lat temu urodził się Jerzy Turowicz. Woźniakowski był osiem lat młodszy, niemniej obaj należeli do jednego pokolenia, które kształtowało coś, co się nazywa dzisiaj katolicyzmem otwartym. Co oczywiście nie wzięło się z niczego, co ma swoją przeszłość, swoje korzenie sięgające głęboko, aż do początków chrześcijaństwa, do rewolucji Pawłowej – ale w powojennej Polsce przybrało formy instytucjonalne o wielkim znaczeniu społecznym. Turowicz założył i do końca życia stał na czele głównego przedsięwzięcia, „Tygodnika Powszechnego”, Woźniakowski zaczynał w tym piśmie, związał się jednak później z miesięcznikiem „Znak”, był jednym z jego kolejnych redaktorów naczelnych, a potem z całym wydawnictwem tego imienia, którego był inicjatorem i wieloletnim szefem.

Instytucje te mają swoją przeszłość, na szczęście jednak również teraźniejszość i przyszłość mimo kłopotów „bytowych” (to głównie „Tygodnik”). Dzielnie trwają, mimo że do telewizji „Trwam” im bardzo duchowo daleko, a społeczność katolicka w Polsce wydaje się mieć swój główny sztandar w postaci instytucjonalnej ojca Rydzyka. Na szczęście są najprawdziwszym Kościołem dla „Gazety Wyborczej”, która nie szczędzi im reklamy.

Turowicz i Woźniakowski to katolicy świeccy całkowicie, a zarazem intelektualiści niewątpliwi. Co mi kojarzy się z książką tego drugiego, małą a doniosłą, pod tytułem „Świeccy” właśnie. Jest tam mianowicie wspomnienie czasów średniowiecznych, gdy intelektualistami byli duchowni, a świeccy wręcz analfabetami (na przykład Karol Wielki!). Stąd termin „laik” i laikat. Otóż napisało mi się dzisiaj w „Metrze”, że mamy obecnie jakby sytuację odwrotną. Ksiądz i książka to teraz, w każdym razie w Polsce, pojęcia mimo wspólnego rdzenia, zgoła różne. Duchowni za mało czytają! Oczywiście są pośród nich Wojtyłowie i Tischnerzy, Bonieccy i Czajkowscy, są całe środowiska kontynuujące średniowieczne tradycje w powyższym sensie, ale przeciętna jest niedobra. Oczywiście Turowicz i Woźniakowski to nie przeciętni świeccy polscy, którzy nie czytają często nic, ja porównuję tylko księży, czyli inteligentów duchownych, z inteligencją świecką. Owszem, na przykład poziom umysłowy naszych dzisiejszych nauczycieli pozostawia wiele do życzenia, ale myślę, że z przeciętnym „klerem” jest jeszcze gorzej. Za symboliczną uważam odpowiedź sławnego felietonisty „Tygodnika Powszechnego”, Kisiela, na pytanie, co sądzi o biskupie Bolesławie Kominku (było to po pierwszej rozmowie z nim w r. 1956). Otóż Stefan Kisielewski odpowiedział krótko i węzłowato: - Jak na biskupa, to bardzo inteligentny... Niestety, nie tylko zresztą w Polsce, drogi Kościoła i inteligencji twórczej rozeszły się w epoce nowożytnej boleśnie.

Teraz w związku z powyższym lektura. Miesięcznik intelektualny wrocławski „Odra” zamieścił w grudniowym numerze rozmowę z ks. Mirosławem Malińskim, wrocławskim duszpasterzem akademickim (nie mylić z pisarzem, Malińskim Mieczysławem). Stanisław Lejda pyta go m.in. tak: „Nawet naukowcy głęboko religijni, chodzący na niedzielne msze św. (...) nie tylko nie odnoszą wielkiego pożytku z kazań, a czasem nawet wręcz przeciwnie, widzą niekiedy ich prymitywny poziom. W ich oczach Kościół się kompromituje. Mój ojciec, który był człowiekiem o bardzo wysokiej kulturze i wykształceniu technicznym, zawsze mówił, że w Kościele brak księży dla inteligencji. Od tamtych czasów niewiele się zmieniło. Jest to jakaś niewypełniona misja Kościoła wobec ważnej części jego członków. Ksiądz się z tą opinią nie zgadza?” Maliński raczej nie przeczy, ale twierdzi, że jeszcze gorzej jest z duszpasterstwem ludzi niewykształconych, bo oni w ogóle do kościoła nie chodzą.

Tak czy inaczej, słuszna jest chyba moja teza z „Metra”, że seminaria duchowne muszą bardziej rozwijać intelektualnie swoich przyszłych absolwentów. Tracąc elity tracimy przecież ważnego pośrednika do mas.

17:35, jan.turnau
Link Komentarze (23) »
niedziela, 09 grudnia 2012
Prawda psalmu, prawda oktologu

Psalm 126, 5-6
„Ci, którzy we łzach sieją,
Żąć będą w radości.
Idą i płaczą niosąc ziarno na zasiew,
lecz powrócą z radością niosąc swoje snopy”.

„Błogosławieni (szczęśliwi), którzy płaczą, albowiem będą pocieszeni” – to w zasadzie ta sama nadzieja, co w dzisiejszym psalmie. Nadzieja, że los się kiedyś odwróci. O ile jednak w ewangelijnym „oktologu” mamy ogólne przesłanie etyczne, że sprawiedliwi zwyciężą, o tyle tutaj widać pocieszenie bardziej jednostkowe, dotyczące tylko jednego ludu. Wybranego, szczególnego, któremu Bóg obiecał szczęśliwość, chodzi tu jednak tylko o jego odmiany losu.

Komentarz? Czy powstanie ponowne państwa żydowskiego to „przypadek”, czyli żadne tam ziszczenie się Bożej obietnicy ani nawet działanie ogólnej zasady oktologu? Na pewno trzeba interpretować historię bardzo ostrożnie, łatwo wpaść w pułapkę naiwności. Dotykamy tu oczywiście sprawy fundamentalnej: rządzi światem ślepa Fortuna czy raczej wszechwidząca Opatrzność. W każdym razie radosne żniwa z psalmu, jeżeli są, to nieraz dopiero za grobem. Tak to nadzieja bez wiary religijnej to - pomijając dobrą pamięć potomnych - tylko wiktoria moralna. Tylko? Chrześcijaninowi tak mówić nie wolno, bo przecież to zwycięstwo największe! A nagroda w niebie to też sukces zasadniczo różny od jakiegokolwiek na doczesnym świecie.

16:13, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
sobota, 08 grudnia 2012
Był kiedyś człowiek dobry niebywale

Ewangelia Łukasza 1,26-38
Dzisiaj uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Wyłącznie rzymskokatolicka: nawet tak przecież serdecznie czczący Bogarodzicę prawosławni nie zdecydowali się na wprowadzenie u siebie takiego święta. Choć raczej tylko z ogólnej niechęci do mnożenia dogmatów, bo myśl o ludziach idealnie dobrych nie jest im wcale obca, mocniejsza jest tam przecież niż w moim Kościele hipoteza, że tak bardzo święty był również Jan Chrzciciel.

Podstawa biblijna dogmatu jest cienka. Przepisano nam na dzisiaj opowieść o Zwiastowaniu, w której powiedziano, że Maria z Nazaretu jest „kecharitomene”, czyli dosłownie jakby „przełaszczona”, co się tłumaczy w Tysiąclatce jako „pełna łaski”, w przekładzie 11 Kościołów ”obdarowana łaską”. Otóż Biblia stosuje to określenie nie tylko do Maryi. Moja własna myśl na dzisiaj jest jednak taka, że Wcielenie było jakoś przygotowane genetycznie przez niezwykłą czystość moralną Matki Zbawiciela. Czystość niemożliwa w ludzkim rodzaju? Oj, chyba możliwa: znam ludzi dobrych nad podziw, nawet niejedną taką Marię dzisiejszą, mógł zdarzyć się kiedyś człowiek jeszcze lepszy.

09:06, jan.turnau
Link Komentarze (37) »
Myśląc o cudzie

Wpis na piątek 7 grudnia 2012
Księga Izajasza 29,18
„W ów dzień głusi usłyszą słowa księgi, a oczy niewidomych, wolne od mroku i od ciemności, będą widzieć”.
Ewangelia Mateusza 9, 27-30a
Gdy Jezus przechodził, szli za Nim dwaj niewidomi, którzy głośno wołali: - Ulituj się nad nami, Synu Dawida! Gdy wszedł do domu, niewidomi przystąpili do Niego, a Jezus ich zapytał: - Wierzycie, że mogę to uczynić? Oni odpowiedzieli: - Tak, Panie. Wtedy dotknął ich oczu, mówiąc: - Według wiary waszej niech się wam stanie. I otworzyły się ich oczy”.

Ukazuje się nam tutaj chyba troszkę mechanizm cudu. Potrzebna jest do niego wiara zainteresowanych: otwiera ona organizm psychofizyczny na bodziec z zewnątrz, który potem poprzez psychikę działa na „somatykę”, bo przecież są jednością.

09:05, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
czwartek, 06 grudnia 2012
Kościół nazbyt obmurowany. Roncalli stary ramol...

Księga Izajasza 26, 1-6
”W ów dzień śpiewać będą tę pieśń w ziemi judzkiej: - Miasto mamy potężne; On jako środek ocalenia sprawił mury i przedmurze. Otwórzcie bramy! Niech wejdzie naród sprawiedliwy, dochowujący wierności; jego charakter stateczny Ty kształtujesz w pokoju, w pokoju, bo Tobie zaufał. Złóżcie nadzieję w Panu na zawsze, bo Pan jest wiekuistą Skałą! Bo On poniżył przebywających na szczytach, upokorzył miasto niedostępne, upokorzył je aż do ziemi, sprawił, że w proch runęło. Podepcą je nogi, nogi biednych i stopy ubogich.

Szukam wyjaśnień w Biblii księży paulistów (znów nazywał ją będę krócej: Paulistką). Dowiaduję się, że „miasto potężne” , Jerozolima, przeciwstawione jest tutaj innemu grodowi, temu z wieżą Babel, „zniszczonemu w wyniku sprawiedliwego sądu Boga”. Jest skutecznie obmurowane, ale otwiera się na tych, co w tamtym mieście zadzierali nosa do samego nieba.
Aktualizuję, „polonizuję”: Kościół rzymskokatolicki w Polsce naprawdę jest dostatecznie odporny na rzeczywiste błędy religijne, by musiał zamykać się w twierdzy rzekomo oblężonej? A może wpuścił już do swego wnętrza błąd najgorszy, jakim jest właśnie pycha: jedynego posiadacza prawdy?

Lektury? Dopiero w drugiej połowie stycznia przyszłego roku ukaże się pasjonująca książka francuskiego dziennikarza Bernarda Lecomte’a „Nowe tajemnice Watykanu”, ale wydawnictwo „Znak” przysłało mi egzemplarz próbny i przepiszę zeń kapitalną opowieść o przyszłym papieżu Janie XXIII, uważanym przed wyborem za starego ramola.
”Pius XII jest wściekły. Nuncjusz nie powinien być zależny od skutków przemian politycznych w kraju, w którym pracuje. Monsinior Valeri służył we Francji za Frontu Ludowego, służył za rewolucji narodowej i będzie służył także w czasie powrotu do Republiki! Papież poleca Tardiniemu, by ten dał znać do Paryża, iż decyzja o odesłaniu nuncjusza zostanie uznana za «niepożądany precedens» oraz «akt nieprzyjaźni» w stosunku do Stolicy Świętej. I że bynajmniej nie ułatwi oficjalnego uznania rządu de Gaulle’a przez papieża. Generał jednak jest nieprzejednany. Choć jest katolikiem, przede wszystkim jest mężem stanu, który nie waha się w kwestii zasad. Próba nakłonienia go do zmiany zdania nie ma sensu. 4 listopada Tardini telegraficznie informuje Valeriego, że będzie musiał wrócić do Rzymu.
Ostatnia deska ratunku Valeriego nazywa się Eug è ne Tisserant. 7 listopada francuski kardynał przybywa do Paryża «prywatnie», z «rodzinną» wizytą. Nikt w to nie wierzy. W dobrze poinformowanych kręgach wiadomo, że bliski Tisserantowi generał de Gaulle za jednym zamachem poprosił o odesłanie nuncjusza i dymisję niektórych biskupów. Któż by uwierzył, że kardynał, stary gaullista, przybywa w innym celu niż po to, by przejednać dawnego szefa Wolnej Francji i skłonić go do zmiany tego twardego wyroku?
Rzeczywiście, 15 listopada Tisserant odbywa długą rozmowę z de Gaulle`em. I faktycznie wstawia się za nuncjuszem. Udaje mu się nawet doprowadzić do nieco kulawego kompromisu: zatrzymanie monsiniora Valeriego po krótkim pobycie w Rzymie w zamian za natychmiastowe uznanie rządu tymczasowego przez Stolicę Świętą. Jednak papież, nieufny, nie zgadza się. Telegramem z 29 listopada 1944 roku Valeri zostanie ostatecznie odwołany do Watykanu. Aby złagodzić gniew Stolicy Świętej, de Gaulle osobiście przyjmuje nuncjusza przed jego wyjazdem, wręczając mu Wielki Krzyż Legii Honorowej. Marna pociecha.
Wśród powodów, które skłoniły Piusa XII do tego, by ustąpić de Gaulle`owi, jest jeden, o którym nigdy oficjalnie nie mówiono. Otóż zgodnie z tradycją 1 stycznia korpus dyplomatyczny powinien złożyć życzenia nowemu rządowi Francji. Zgodnie zaś z protokołem w wypadku   nieobecności nuncjusza członkiem korpusu dyplomatycznego byłby... Jego Ekscelencja Aleksander Bogomołow, ambasador ZSRR. Głos Kremla miałby w Paryżu zastąpić głos Watykanu! Do tego papież nie może dopuścić. Trzeba więc pilnie wyznaczyć nowego przedstawiciela w Paryżu.
2 grudnia nuncjatura w Buenos Aires otrzymuje zaszyfrowaną depeszę ze Stolicy Świętej. Monsinior Tardini informuje monsiniora Fiettę, przedstawiciela papieża w Argentynie, że został przydzielony do Francji i powinien jak najprędzej się spakować i wsiadać do samolotu. Giuseppe Fietta, sześćdziesięciodwulatek, robił karierę na Kostaryce, w Republice Dominikany i na Haiti. Powojenne ustalenia w Europie są dla niego rzeczywistością tak odległą, że będzie umiał podejść do rzeczy z niezbędnym dystansem. Ale... jest chory na serce, lekarze zabraniają mu latania samolotem, nie zdąży więc do Paryża na słynne wystąpienie 1 stycznia. 4 grudnia wysyła oficjalny telegram, w którym odmawia objęcia stanowiska «z przyczyn zdrowotnych».
Trzeba działać szybko. Pius XII proponuje Roncallego, delegata apostolskiego w Turcji. Tardini aż podskakuje: przecież Roncalli nie jest na poziomie. W oczach sekretarza stanu ten kardynał to «poczciwy grubasek», «gaduła», «plotkarz», który nie jest odpowiednim kandydatem na stanowisko tak prestiżowe jak paryska nuncjatura. Pius XII naciska. Papież życzy sobie, by go słuchano. Roncalli jako człowiek niedoświadczony tym bardziej będzie posłuszny. Tardini zaś proszony jest o podporządkowanie się. Nikt, naprawdę nikt nie wyobraża sobie, że ten «poczciwy grubasek» pewnego dnia zostanie wybrany na papieża, który przyjmie imię Jan XXIII. Gdy dziennikarz Max Berg è re z Agence France Presse zasięgnął języka u znajomego prałata, usłyszał:
- Roncalli? To stary ramol!”

Errare ecclesiale est... A książkę naprawdę warto przeczytać.

14:18, jan.turnau
Link Komentarze (18) »
środa, 05 grudnia 2012
I przyjdzie kiedyś na nas szczęście. Sowa ptak bardzo cwany

Księga Izajasza 25, 6-10a
”W owym dniu Pan Zastępów przygotuje dla wszystkich ludów na tej górze ucztę z tłustego mięsa, ucztę z wybornych win, z najpożywniejszego mięsa, z najwyborniejszych win. Zedrze On na tej górze zasłonę zapuszczoną na twarzy wszystkich ludów, i całun, który okrywał wszystkie narody. Raz na zawsze zniszczy śmierć. Wtedy Pan Bóg otrze łzy z każdego oblicza, odejmie hańbę swego ludu po całej ziemi, bo Pan przyrzekł. I powiedzą w owym dniu: Oto nasz Bóg, Ten, któremuśmy zaufali, że nas wybawi; oto Pan, w którym złożyliśmy naszą ufność: cieszmy się i radujmy z Jego zbawienia. Albowiem ręka Pana spocznie na tej górze.”

Obraz wieloraki. Oto informacja o jadłospisie eschatologicznym, gdzie wiadomość o jakości wina została podkreślona przez powtórzenie i stopień najwyższy w powtórce. Nie dziwmy się: wino było przecież napojem szczególnym: odpowiednikiem naszej kawy lub herbaty, a najlepszy gatunek może szampana. Oto i mięso dobre, bo tłuste: to tak jak za Bugiem, nie u nas. Potem jeszcze ten całun, który według Biblii księży paulistów jest „metaforą smutku, cierpienia i żałoby, a także duchowej ślepoty i grzechów". I wreszcie mowa o czymś z innego porządku: o śmierci. A Pan zetrze łzy z każdego oblicza: jak i przedtem mowa jest o wszelkich ludach i narodach, bo choć góra konkretna, Syjon w Jerozolimie, to Bóg oczywiście uniwersalny. Jest bowiem nadzieja każdego człowieka na jakiś w końcu znośniejszy los - ta nadzieja, która umiera ostatnia.

Lektury: w grudniowym miesięczniku dominikańskim „W drodze" przeczytałem dwa teksty pasjonujące. Najpierw wpadła mi w oczy opowieść Piotra Świątkowskiego o księdzu Ryszardzie Ostaszu z Zamojszczyzny, proboszczu zgoła nadzwyczajnym. Ofiarnym, że aż trudno uwierzyć, iż tekst nie jest wychwalaniem Kościoła na jego zamówienie; świadczą jednak o czym innym szczegóły biograficzne mówiące mało pochlebnie o niektórych eklezjalnych prominentach. Przestudiowałem następnie rozmowę Agnieszki Rybak z ks. Kazimierzem Sową, szefem religii.tv, zupełnie niepodobnej do telewizji „Trwam", może dlatego walczącej o przetrwanie. Ale chyba nie całkiem zginie, bo Sowa ptak bardzo chytry...

15:29, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
wtorek, 04 grudnia 2012
Marzenie o lepszym świecie

Księga Izajasza 11, 6-8
„Wtedy wilk zamieszka wraz z barankiem, pantera z koźlęciem razem leżeć będą, cielę i lew paść się będą społem i mały chłopiec będzie je poganiał. Krowa i niedźwiedzica przestawać będą przyjaźnie, młode ich razem będą legały. Lew też jak wół będzie jadał słomę. Niemowlę igrać będzie na norze kobry, dziecko włoży swą rękę do kryjówki żmii.”

To Biblia Tysiąclecia, tłumaczenie średnie. Wolę tu tak zwaną Biblię Warszawską, powojenny przekład protestancki spełniający w Kościołach ewangelickich rolę podobną jak Tysiąclatka u nas. Nie ma tam owego „legania”, które zostało z Wujka i dziwaczy w dzisiejszej polszczyźnie. Oto te same wersety w Warszawiance: „I będzie wilk gościem jagnięcia, a lampart będzie leżał obok koźlęcia. Cielę i lwiątko, i tuczne bydło będą razem, a mały chłopiec je poprowadzi. Krowa będzie się pasła z niedźwiedzicą, ich młode będą leżeć razem, a lew będzie karmił się słomą jak wół. Niemowlę bawić się będzie nad jamą żmii, a do nory węża wyciągnie dziecię swoją rączkę.”

Ta eschatologia zoologiczna wątpliwa, nie wiadomo zresztą, czy autor naprawdę wierzył w podobną rewolucję pośród gatunków, czy nie był tu po prostu poetą. W każdym razie miał nadzieję, że kiedyś świat stanie się mniej potworny, w co jakoś przecież wierzymy prawie wszyscy, teiści, ateiści i agnostycy, starając się go ulepszać, ile się tylko da.

Dla AWI 3 wiadomości 3: że dziękuję za nieustanną życzliwość, że życzę zdrowia teraz i zawsze, na wieki wieków, że prawosławni mają Apokalipsę w swoim kanonie, mimo że nie w liturgii (mamy, wszyscy chrześcijanie, Nowy Testament na szczęście ten samiuteńki)!

Lektury. No i mamy również dzięki Znakowi już trzecią część trylogii papieża o Jezusie z Nazaretu, rzecz o Jego dzieciństwie. Papieża, który tu jakby nie jest papieżem, co podkreśla nowatorska formuła autorstwa: „Joseph Ratzinger Benedykt XVI”. Nowatorska, bo nie stosował jej nawet Jan Paweł II, który też przecież pisał po prostu książki, nie tylko teksty urzędowe. I były to przecież publikacje o ciężarze doktrynalnym znacznie mniejszym niż dzieło na temat historyczności ewangelii, które jednak jego następca uznał za swoją wypowiedź osobistą. Rzecz ściśle teologiczna, dotycząca spraw tak dla wierzących ważnych, jak to, czy Jezus narodził się w Betlejem, czy przybyli tam jacyś mędrcy z daleka, ba, czy narodził się rzeczywiście z dziewicy.

Na tego rodzaju pytania papież odpowiada twierdząco. Przynajmniej na dwa pierwsze można było spodziewać się wątpliwości. Biblistyka, również katolicka, dzisiaj w ogóle bardzo krytyczna wobec narracji ewangelijnej, temat trzeciego tomu traktuje szczególnie sceptycznie. Nie jest to żaden sceptycyzm agnostyczny czy tym mniej ateistyczny: bibliści podkreślają , tylko, że Pismo Święte nie jest podręcznikiem paleontologii ani nawet historii. Nie są to reportaże historyczne, bo nikt ich w tamtych czasach i miejscach nie pisał, każde dzieło zawierało jakieś przesłanie ideowe, realizm faktograficzny to pomysł dopiero nowożytny. Pokłon uczonych ze Wschodu może być spokojnie jakąś beletrystyką, bo w Biblii naprawdę ważny jest „ wydźwięk” niejednej opowieści, a nie jej historyczna prawdziwość.

Owszem, teolog Ratzinger obstaje przy historyczności. Argumentuje w różny sposób, astronomicznie i biblistycznie, zawsze jednak naukowo. Nigdy nie powołuje się na autorytet głowy Kościoła, „ namiestnika Chrystusa”, na swoją urzędową nieomylność. Owszem, czasem nie wytrzymuje sugerując, że podejrzliwość niektórych uczonych kościelnych jest wręcz nienaukowa. Niemniej w sumie dyskutuje z nimi jak równy z równym i to wydaje mi się swoistą rewolucją.

Główny spór wewnętrzny w moim Kościele dotyczy bowiem wolności myśli w jego szeregach. Kościół mój znalazł się na rozdrożu, stoi przed nim olbrzymie zadanie ewangelizacyjne, trafiania do ludzi całkiem innych kultur, także do tej dzisiejszej europejskiej. Nie dokonamy tego inaczej jak mieszając w tyglu różnych opinii. Benedykt XVI w swojej nowej książce nie całkiem mnie przekonał, ale zaimponował płaszczyzną dyskusji. Pół wieku temu mało o takim papieżu marzył.

Barbarom wszelakim życzeń dobrych moc; także i to, by wciąż pamiętały, że tylko one są w naszym hymnie narodowym!

16:20, jan.turnau
Link Komentarze (20) »
poniedziałek, 03 grudnia 2012
Lemiesze, nie miecze, sierpy, nie włócznie

Księga Izajasza 2,4
„On będzie rozjemcą pomiędzy ludami i wyda wyroki dla licznych narodów. Wtedy swe miecze przekują na lemiesze, a swoje włócznie na sierpy. Naród przeciw narodowi nie podniesie miecza, nie będą się więcej zaprawiać do wojny.”
Mowa tu o Bogu Jakuba, ale chrześcijanie sądzą, że to także ich Bóg. Co więcej, mój wciąż niepoprawny, choć już słabnący optymizm każe mi te słowa skojarzyć z pacyfizmem całkiem realnym już teraźniejszym. Myślę o Unii Europejskiej, laureatce Nagrody Nobla, która to instytucja zrobiła dużo, by narzędzia walki zastąpić czymś bardziej twórczym. Bo też która inna instytucja kontynent tylu wojen i to ostatnio światowych przekształciła w mimo wszystko nieźle zintegrowaną wspólnotę? Widzę wszystkie jej wady, rosnący egoizm jej przywódców, bardzo kosztowną biurokrację, widzę w niej także narastającą tendencję do narzucania krajom członkowskim własnych niechrześcijańskich pomysłów, ale to wszystko nie przesłania mi dobra, które się jednak dokonało. No i zanotuję swoje następne myśli też dla niektórych pewnie kontrowersyjne: owe dwanaście gwiazd w herbie to symbol inspiracji początkowej niewątpliwie chrześcijańskiej: tak to mimo wszystkich moralnych okropności „ przybliża się Królestwo Boże”. Każdy, kto przekuwa swe miecze na lemiesze i włócznie na sierpy, służy temu przybliżaniu zaprawdę wspaniale.

17:48, jan.turnau
Link Komentarze (17) »
niedziela, 02 grudnia 2012
Koniec wszystkiego i koniec epoki. Radość podwójna adwentu

Ewangelia Łukasza 21,25-28.34-36
”Będą znaki na słońcu, księżycu i gwiazdach, a na ziemi trwoga narodów bezradnych wobec szumu morza i jego nawałnicy. Ludzie mdleć będą ze strachu, w oczekiwaniu wydarzeń zagrażających ziemi. Albowiem moce niebios zostaną wstrząśnięte. Wtedy ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego na obłoku z wielką mocą i chwałą. A gdy się to dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie. Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych, żeby ten dzień nie przypadł na was znienacka, jak potrzask. Przyjdzie on bowiem na wszystkich, którzy mieszkają na całej ziemi. Czuwajcie więc i módlcie się w każdym czasie, abyście mogli uniknąć tego wszystkiego, co ma nastąpić, i stanąć przed Synem Człowieczym".

Jeden z ewangelijnych obrazów apokaliptycznych, które teraz polecono w Watykanie. Czy to wizja końca tego świata, czy tylko obraz końca pewnej epoki, jakim było zburzenie Jerozolimy ze Świątynią na czele? Bibliści powiadają, że w Piśmie Świętym oba obrazy przeplatają się, tu jednak wyraźnie mowa o „przyjściu Syna Człowieczego". 

A od wczorajszych nieszporów już adwent. To nie całkiem czas pokuty, postu, „ umartwień”. Nie mamy się martwić, ale cieszyć! Radować się wspomnieniem narodzenia Jezusa, który uczył, jak świat ulepszać, oraz nadzieją Jego powrotu. Przyjdzie znów, żeby te nasze starania uwieńczyć w końcu zwycięstwem.

08:48, jan.turnau
Link Komentarze (29) »
sobota, 01 grudnia 2012
Strażnikiem Biblii być

Księga Apokalipsy 22,7
„Błogosławiony, kto strzeże słów proroctwa tej księgi”
Strzec mądrego jej rozumienia - oto zapewne główne zadanie wszystkich zajmujących się jej tekstem. Staram się.

10:40, jan.turnau
Link Komentarze (23) »
Archiwum