Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
niedziela, 31 grudnia 2006
Dojrzewanie

Ewangelia Łukasza 2, 41-52

Opowieść o wspólnej podróży Marii, Józefa i dwunastoletniego już Jezusa do Jerozolimy, przeznaczona na dzisiejszą niedzielę Świętej Rodziny. Rodzina na pewno była święta, acz zdarzyło się nieporozumienie. Jezus nie uzgodnił z rodzicami swojego pozostania w mieście: nie widzieli, że dyskutuje w Świątyni z „uczonymi w Piśmie". Na ich wyrzut, że go szukali zdenerwowani, odpowiedział: „Czemuście mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?"

Można zastanawiać się, czy Jezus nie był trochę winien, bo mógł powiedzieć, że zostaje. Można Go trochę usprawiedliwiać na przykład tak, że przecież w ogóle już był samodzielny, chodził własnymi drogami: rodzice uszli dzień drogi, zanim spostrzegli się, że Go nie ma wśród pątników, czyli uważali za oczywiste, że nie chodzi wszędzie z nimi. Ale sam Ewangelista jakby rozumie, że Jezus mógł postąpić lepiej (pewnie zapomniał ich uprzedzić, że jeszcze nie wraca), jeśli pisze dalej, że potem „był im poddany". Najważniejsze jest jednak samo przesłanie Ewangelii: oto między misją Jezusa a Jego życiem rodzinnym jest jakieś przeciwieństwo, w którym misja jest ważniejsza. A Maria i Józef dopiero powoli dojrzewali do zrozumienia, że to całkiem niezwyczajny chłopiec: bo wtedy jeszcze ”nie zrozumieli tego, co im powiedział" - czytamy w Ewangelii.

Oni dojrzewali i On dojrzewał: ”Jezus czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi” (bardzo podobna informacja jest wcześniej - Łk 2,40). W mądrości - bo przecież nie miał od razu pełnej świadomości swego ponadludzkiego powołania.

00:23, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
piątek, 29 grudnia 2006
Wyzwolenie Jerozolimy

30 grudnia 2006

Ewangelia Łukasza 2, 36-40

W Świątyni Maria i Józef spotkali też prorokinię Annę (to po hebrajsku łaska), która potem „sławiła Boga i mówiła o Nim wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jerozolimy". Nie wyzwolił w tym sensie, w którym tego oczekiwali; wiemy, co było dalej.

18:36, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
Znak sprzeciwu

Ewangelia Łukasza 2, 22-35

Łukasz odnotowuje wizytę Świętej Rodziny w Świątyni, rytualne ofiarowanie tam Syna. I wtedy prorok Symeon (Szymon) przepowiedział: „Oto ten przeznaczony jest na upadek i powstanie wielu w Izraelu i na znak któremu sprzeciwiać się będą".

Znak sprzeciwu - temat rekolekcji kardynała Karola Wojtyły dla Kurii Rzymskiej, wygłaszanych niedługo przed konklawe. Chrześcijanin ma być wzorem Chrystusa znakiem sprzeciwu. Ale to może znaczyć tak czysty protest moralny, oburzenie naprawdę święte, jak i na przykład gorszenie się tym, że ktoś pyta, co jest w teczce biskupa. Mówiąc inaczej, chrześcijanin, katolik musi tyle wymagać od swego Kościoła, ile od świata. A nawet więcej od Kościoła, bo on ma być dla świata sprzeciwem, ale przede wszystkim przez własny dobry przykład.

18:30, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
czwartek, 28 grudnia 2006
Dzieciobójstwo

Ewangelia Mateusza 2, 13-18

”Gdy Mędrcy odjechali, oto anioł Pański ukazał się Józefowi we śnie i rzekł: - Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i uchodź do Egiptu; pozostań tam, aż ci powiem; bo Herod będzie szukał Dziecięcia, aby Je zgładzić. On wstał, wziął w nocy Dziecię i Jego Matkę i udał się do Egiptu; tam pozostał aż do śmierci Heroda. Tak miało się spełnić słowo, które Pan powiedział przez Proroka: „Z Egiptu wezwałem Syna mego". Wtedy Herod, widząc, że go Mędrcy zawiedli, wpadł w straszny gniew. Posłał oprawców do Betlejem i całej okolicy i kazał pozabijać wszystkich chłopców w wieku do lat dwóch, stosownie do czasu, o którym się dowiedział od Mędrców. Wtedy spełniły się słowa proroka Jeremiasza: „Krzyk usłyszano w Rama, płacz i jęk wielki. Rachel opłakuje swe dzieci i nie chce utulić się w żalu, bo ich już nie ma".

Dziś święto owych niemowląt zwanych młodziankami. Im ktoś młodszy, tym zabójstwo wydaje się straszniejsze. Rozumowanie jest takie, że im kto młodszy, tym większej opieki wymaga. Dlatego aborcja jawi się niektórym tak groźnie i choć poświęcenie się matki dla nienarodzonego nie może być oczywiście nakazane prawem, bo to heroizm - ale heroizm właśnie w imię idei spolegliwego opiekuna.

Ale z tego, co napisałem, nie wynika, że popieram okropne pomysły ministra Giertycha i inne szaleństwa w tym stylu.

14:27, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
Jan drugi

27 grudnia 2006

Ewangelia Jana 20, 2-8

”Pierwszego dnia po szabacie Maria Magdalena pobiegła i przybyła do Szymona Piotra i do drugiego ucznia, którego Jezus kochał, rzekła do nich: - Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono. Wyszedł więc Piotr i ów drugi uczeń i szli do grobu. Biegli oni obydwaj razem, lecz ów drugi uczeń wyprzedził Piotra i przybył pierwszy do grobu. A kiedy się nachylił, zobaczył leżące płótna, jednakże nie wszedł do środka. Nadszedł potem także Szymon Piotr, idący za nim. Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu. Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu. Ujrzał i uwierzył.”


Watykańska władza liturgiczno-biblijna przeznacza na dzisiaj fragment Ewangelii przypisywanej apostołowi Janowi, w której występuje jako „drugi uczeń" ktoś, kogo tradycja uważa też za tego Jana. W jednym zdaniu powiedziałem o dwóch wątpliwościach: ale taka już jest współczesna biblistyka, dzieląca na czworo włos dawniejszej pewności. Nie całkiem pewne jest też autorstwo Janowe trzech listów i Apokalipsy, nie wiadomo na pewno nawet, czy wymieniony parę razy w czwartej Ewangelii „uczeń, którego Jezus miłował" (13, 23; 19, 26; 20, 2; 21, 7.20-24) to święty dzisiejszy, ale ja myślę, że tak: po prostu autor nie lubił się chwalić. A było czym: Jezus miał do niego uczucia ojcowskie, o czym świadczy przytulenie go podczas ostatniej wieczerzy (zakładam, że ów uczeń to Jan) oraz oddanie mu pod opiekę Marii jako jej synowi pod krzyżem. Owszem, ten stosunek ojcowski jest przez obsesjonatów interpretowany seksualnie, ale na takie coś nie ma rady.

Co nie znaczy, że przedtem Jan nie miał ambicji i to niezbyt pięknych: według Mateusza jego matka a według Marka on sam z bratem Jakubem proszą o poczesne miejsce w królestwie niebieskim, co słusznie oburzyło pozostałych uczniów. Niemniej obu braci Jezus wyróżniał wyraźnie, zabierając tylko ich i Piotra na górę, gdzie się przemienił, czy do ogrodu oliwnego, gdzie przeżył wizję męki. Szymon Piotr z bratem Andrzejem i synowie Zebedeusza to czteroosobowe grono szczególnie wybranych, gdzie Jan jest jakby na drugim miejscu.

Był apostołem być może bardziej wykształconym niż choćby Piotr: Marek wspomina, że łowił ryby wraz z najemnikami (3, 17), czyli może był „bogaty z domu", więc z większymi możliwościami pracy umysłowej. Oczywiście takie ”może” nie jest pewnością, faktem jest jednak, że przypisywane Janowi teksty zawierają teologię szczególną, gdzie zbawienie jest nie tyle oczyszczeniem z grzechu, ile „przebóstwieniem": termin ukuty na podstawie pism Janowych przez pisarzy wschodnich, którzy zwą go Teologiem.

14:24, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 26 grudnia 2006
Szczepan i inni

Ewangelia Mateusza 10, 17-22

”Jezus powiedział do swoich Apostołów: - Miejcie się na baczności przed ludźmi. Będą was wydawać sądom i w swych synagogach będą was biczować. Nawet przed namiestników i królów będą was wodzić z mego powodu, na świadectwo im i poganom. Kiedy was wydadzą, nie martwcie się o to, jak ani co macie mówić. W owej bowiem godzinie będzie wam poddane, co macie mówić. Gdyż nie wy będziecie mówili, lecz Duch Ojca waszego będzie mówił przez was. Brat wyda brata na śmierć i ojciec syna; dzieci powstaną przeciw rodzicom i o śmierć ich przyprawią. Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony".

Dziś świętego Szczepana (Stefana: Wujek spolszczył i zostało takie odróżnienie owego diakona od króla węgierskiego; a Szaweł to Saul!). Radość betlejemska zaraz skontrapunktowana męczeństwem. Jego opis do czytania dzisiaj w Dziejach Apostolskich 6, a w Ewangelii o męczeństwie innych.

Także tych maltretowanych przez „bezpieczników". Mamy Boże Narodzenie z wierzchołkiem lustracji kościelnej: sprawa biskupa Wielgusa... Nie byłoby jej, gdyby zrezygnowano z awansowania tylko już wcześniej awansowanych: czemu nie mianowano na stolicę warszawską jakiegoś duchownego jeszcze nie „fioletowego"? Owszem, taki „nuworysz" nie miałby biskupiego doświadczenia administracyjnego, ale miałby zapał młodości i cenny brak rutyny. Oczywiście nie każdy ksiądz nadaje się na biskupa, ale ilu jest świetnych duszpasterzy poza grupą episkopalną? A taki czterdziestolatek byłby czysty „teczkowo".

W Ewangelii mowa o tych niezłomnych i bardzo roztropnych, co się nie załamali czy tylko nie wygadali niechcący, myśląc, że rozmówca po prostu rozmawia, a nie przesłuchuje. Duch jednak wieje, kędy chce i kiedy chce, często nie wiadomo, czemu spóźnił się z zawianiem.

„Fajka" pyta, czemu Bóg nie stworzył samych idealnych: czy ja wiem? Jednego jestem pewien: Boży eksperyment z „homo sapiens" dałby dobry wynik tylko wtedy, gdyby cena wolnej woli nie była za wielka, gdyby nadużywający jej nie lądowali w piekle na wieki wieków. Gdyby nadzieja powszechnego zbawienia, głoszona cudownie przez ks. Wacława Hryniewicza, nie była matką głupich. A chyba nie jest: dojrzewa do niej chrześcijaństwo (już dawniej prawosławni, dziś także protestanci, nie tylko „papiści"). Głosił ją kardynał Hans Urs von Bathasar, coraz bliżsi są jej papieże: miłosierny JP II oraz B XVI,  który jako Ratzinger wymyślił dla niej ciekawe uzasadnienie. Jezus zbawił WSZYSTKICH!

14:30, jan.turnau
Link Komentarze (13) »
poniedziałek, 25 grudnia 2006
Ludzie dobrej woli?

Ewangelia Łukasza 2, 1-4


Opowieść tej Ewangelii o narodzeniu Jezusa kończy się słowami śpiewanymi przez „zastępy anielskie": „Chwała Bogu na wysokości, a na ziemi pokój ludziom, w których ma upodobanie".


Przywykliśmy do tłumaczenia Wulgaty, która ma tu - a za nią Wujek - „ludzi dobrej woli". To brzmi pięknie, na pozór szeroko, obejmując wszystkich ludzi porządnych, uczciwych, ale formuła oryginalna jest w istocie bardziej uniwersalistyczna. Albowiem kto ma właściwie decydować o zakwalifikowaniu Kowalskiego do tych „pozytywnych"? Ludzie? Dziękuję - wiemy, jak to wygląda: przypisujemy dobrą wolę głównie sobie i tym, którzy nam odpowiadają poglądami czy zachowaniem. Kryterium niebezpiecznie subiektywne! Tylko Ten, co zna „serce i nerki człowieka", jego prawdziwe intencje, może wyrokować, kto dobry a kto zły. Brzmi formuła oryginału religijnie, ale jest bardzo szeroka, nie jest ekskluzywistyczna; jeśli tylko nie uważamy, że Bogu podobają się wyłącznie katolicy (i to nie wszyscy...).


Czytelnik przysłał mi taką kolędę.

Gdy przyszedł na świat Chrystus Pan
W ubóstwie, nie w szkarłatach,
To pierwsi u Betlejem bram
Stanęli władcy świata.
I każdy błagał: „Chryste, spraw,
bym szczęścia miał najwięcej !"
I każdy puszył się jak paw,
I berło trzymał w ręce.
A dalej stał służalców dwór
w krzykliwą masę zbity.
Żądali wszyscy złotych gór,
Skamleli o zaszczyty.
Czoło Jezusa okrył mrok,
Pan długo trwał w milczeniu.
A potem nagle zwrócił wzrok,
gdzie ktoś stał cicho w cieniu.
Polak to chyba jakiś był
z dalekiej bardzo strony,
bo go okrywał szary pył
i srodze był zmęczony.
Wezwał go Jezus i bez słów
przełamał kromkę chleba -
„To moje ciało. Jedz i mów
o troskach swych i biedach !"
A na to chłopak: „Jezu mój,
milionów spełń błaganie:
o łaskę Twoją, o dar Twój -
robotę wróć nam Panie !!!".
Otarł łzy Jezus i wzniósł dłoń
„Pochwalon, kogo boli!!!"
I błogosławił, otarł skroń
„łże elit" i „roboli"...
Gall Anonimus

12:42, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
niedziela, 24 grudnia 2006
W góry

Ewangelia Łukasza 1, 39


„W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w pokoleniu Judy" - czytamy w tekście przeznaczonym na IV niedzielę adwentu, która w tym roku zbiega się z Wigilią.


Czytałem dawniej i słyszałem w kościele to zdanie nie zastanawiając się, czemu była to podróż w góry! Ziemia Święta jest w ogóle krajem wielce górzystym: to coś na kształt naszego Podhala (odsyłam do mojej pisanki w „Gazecie Turystycznej"), a Judea sięga prawie 800 metrów.

Tak wysoko znajdują się tam Jerozolima, Betlejem i to „pewne miasto", czyli zapewne Ain Karim. Gdy też weźmiemy pod uwagę, że Maria szła być może nie przez Samarię, tylko doliną Jordanu, czyli podchodziła do owej miejscowości z depresji geologicznej, pokonując wysokość prawie tysiąca metrów, będziemy podziwiali jej poświęcenie. Przecież była w ciąży. Może już wtedy podróżowała z Józefem, jak potem do Betlejem; może jechała na osiołku, którego Józef prowadził (a nie sam się rozsiadł, a ona prowadziła, jak to bywało w tamtejszej obyczajowości) - w każdym razie odbyła podróż bardzo męczącą, by odwiedzić swoją krewną (ciotkę?) Elżbietę, która też spodziewała się niezwykłego syna.

04:08, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
sobota, 23 grudnia 2006
Jan pierwszy

Ewangelia Łukasza 1, 59-63


„Ósmego dnia przyszli, aby obrzezać dziecię, i chcieli mu dać imię ojca jego, Zachariasza. Jednakże matka jego odpowiedziała: - Nie, lecz ma otrzymać imię Jan. Odrzekli jej: - Nie ma nikogo w twoim rodzie, kto by nosił to imię. Pytali się więc znakami jego ojca, jak by go chciał nazwać. On zażądał tabliczki i napisał: - Jan będzie mu na imię".


Przypominam, że Zachariasz zaniemówił, bo nie chciał uwierzyć, że mimo starości jego i żony będzie miał syna. Zresztą nie tylko zaniemówił: także ogłuchł - dlatego pytali go znakami.


Myślę nad imieniem Jan. Trzeba wiedzieć, że jest ono w świecie hebrajskim właściwie tożsame z imieniem Jonasz: dlatego tak podpisuję w „GW" felietony, które nazywam głośnym myśleniem. Nic nie poradzę na to, że tak podpisuje się też niejaki Roman Kotliński, redaktor naczelny obrzydliwych „Faktów i Mitów", tygodnika niewiele sympatyczniejszego od „Nie". Nie wiem, czy nie poszedł w tym moim śladem, bo jako Jonasz występowałem już dawno temu i długo w „Gościu Niedzielnym" - w każdym razie nie idzie moim śladem uprawiając ordynarną propagandę antykościelną.


A imię Jan stało się w chrześcijaństwie niezmiernie popularne: najwięcej Janów wśród papieży oraz świętych (tylko Marii więcej w kalendarzu).

01:10, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
piątek, 22 grudnia 2006
Magnificat

Ewangelia Łukasza 1,46-56


Dziś czytamy hymn wyśpiewany przez Marię z Nazaretu w domu jej krewnej Elżbiety; zwany jest on na chrześcijańskim Zachodzie „Magnificat", bo tak zaczyna się w tłumaczeniu łacińskim: „Magnificat anima mea Dominum" - „Wielbi dusza moja Pana".

Maria raduje się wielkim wyróżnieniem, które ją spotkało: „Bo wejrzał na uniżenie swojej służebnicy, oto bowiem odtąd błogosławić mnie będą wszystkie pokolenia". I dalej czytamy, że Bóg „okazał moc swego ramienia, rozproszył pyszniących się zamysłami serc swoich. Strącił władców z tronu, a wywyższył pokornych. Głodnych nasycił dobrami, a bogatych z niczym odprawił. Ujął się za swoim sługą Izraelem, pomny na swe miłosierdzie. Jak obiecał naszym ojcom, Abrahamowi i jego potomstwu na wieki."


Biblia Poznańska komentuje podając biblistyczną oczywistość, że „Magnificat nie jest stenograficznym zapisem słów Maryi, ale hymnem wdzięczności ułożonym później przez nieznanego autora. Magnificat to utwór poetycki. Zastosowano w nim budowę metryczną. Prawie w całości składa się ze zwrotów, określeń, słów zaczerpniętych ze Starego Testamentu." Ale „pomimo wyraźnego wpływu Psalmów i kantyku Anny, matki Samuela (1 Sm 2,1-10), utwór jest kompozycją oryginalną i samodzielną". Wyraża się w nim chrześcijańskie przekonanie, że Bóg jest po stronie biedaków, nie bogaczy. Oczywiście nie jest to rewolucyjność komunistyczna, co więcej, chodzi tu nie tyle o ekonomię, ile o etykę, o pokorę i pychę. Jest nadzieja Izraela, że Bóg odmieni jego los. Co też się stało, ale po dwóch tysiącach lat.

00:08, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
czwartek, 21 grudnia 2006
Jeszcze o Janie

Ewangelia Łukasza 1,44


„Gdy Elżbieta słyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę."


Dzieciątko to Jan Chrzciciel. Z tym jego poruszeniem się przed urodzeniem trzeba skojarzyć wcześniejszą wiadomość Łukaszową (1,15), że Jan już w łonie matki został napełniony Duchem Świętym. Na tej podstawie ten krewniak Jezusa uważany był przez niektórych teologów od bardzo dawna - wcześniej niż Maria - za wolnego od dziedzictwa grzechu pierworodnego; rozumowano wręcz w ten sposób, że jeśli Jan, to i Maria. Teoria ta nie doczekała się potwierdzenia w nauce Kościoła katolickiego, niemniej zasługuje na uwagę. Trzeba też wiedzieć, że ten Jan jest na Wschodzie czczony bardziej niż u nas. Ma w kalendarzu liturgicznym pięć świąt, nie dwa jak w Kościele katolickim, poświęcony mu jest też każdy wtorek. Któryś z teologów prawosławnych (bodaj Bułgakow) umieszczał go w hierarchii świętych ponad matką Jezusa. W naszym Kościele liturgicznie (teologicznie) Jan Chrzciciel jest postacią ważniejszą niż Józef , ale „socjoreligijne" Józef góruje: jest świętym niezwykle popularnym.

13:45, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
środa, 20 grudnia 2006
Fiat

Ewangelia Łukasza 1,26-38


Scena Zwiastowania. Inspiracja dla iluż malarzy... Także przedmiot pewnego dowcipu. Maria odpowiada aniołowi: „Niech mi się stanie według słowa Twego", co starożytna Vulgata przetłumaczyła: „Fiat voluntas tua". Słowo „fiat" urosło do rangi symbolu posłuszeństwa woli Bożej, ale nadszedł też czas, gdy zaczęło oznaczać firmę samochodową. Co według owego dowcipu nie dawało spać innej firmie, mianowicie Fordowi, więc zaproponowała Watykanowi sporą sumę za niewielką zmianę tekstu...


Ale ja przez długie lata też czegoś nie rozumiałem: czemu uważa się owo „fiat" za objaw wielkiego poddania się woli Bożej? Przecież to było olbrzymie wyróżnienie - być matką Mesjasza! Aż kiedyś przeczytałem w piśmie zielonoświątkowców „Chrześcijanin", że przecież Maria musiała rozumieć, co Ją czeka: opinia cudzołożnicy, a takie kamienowano. Przecież musiała przewidywać choćby straszną rozterkę Józefa, który oczywiście posądzi Ją o niewierność - i tak się stało. Nie wiedziała, że anioł wytłumaczy Józefowi, że „poczęła z Ducha Świętego". Może też przewidywała wątpliwości wścibskich plotkarzy, czy to aby na pewno to jego syn, bo taki niepodobny... „Fiat" oznaczało zgodę nie tyle na olbrzymi przywilej, ile na ogromne zadanie. Pomijając już tamte obawy - stanęła przecież przed problemem, jak wychowywać kogoś, kto „będzie wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Bóg da mu tron jego ojca Dawida...".

14:37, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
wtorek, 19 grudnia 2006
Bezpłodność

Księga Sędziów 13, Ewangelia Łukasza 1,5-25


Czytamy dziś w Starym Testamencie i w Nowym o tęsknym oczekiwaniu dziecka i cudach leczących bezpłodność: przypadki matek Samsona i Jana Chrzciciela. Obaj synowie byli ludźmi niezwykłymi: Samson dzielnym wojownikiem a Jan nauczycielem moralności, ale w tamtych czasach każde dziecko, każdy syn szczególnie, dowodził opieki Bożej, nawet gdy nie był jedynakiem. Dziś zupełnie inaczej (mówię oczywiście o naszym kręgu cywilizacyjnym): powiadamy tylko żartem, że ród Iksińskich może zaginąć, bo nie jest to dla nas nieszczęście numer 1. Dla starożytnych Żydów i nie  tylko Żydów jednostka była mniej ważna niż wspólnota, bo ta druga decydowała o wszystkim, nawet w tym sensie, że człowiek stawał się nieśmiertelny dzięki potomstwu (wiara w zmartwychwstanie dojrzewała w Narodzie Wybranym powoli, a Szeol nie był na pewno Niebem). A potomstwo podlegało śmierci o wiele częściej niż teraz, gdy medycyna czyni cuda. Nie cieszymy się dziećmi tak jak ówcześni rodzice też dlatego, że to dziś naprawdę o wiele większy kłopot niż kiedyś: wtedy nikt nie przejmował się tak bardzo na przykład wykształceniem potomstwa. Wówczas dziecko było częścią dobytku: ważniejszą niż owce i krowy, ale nikt nie dmuchał nań i chuchał, żeby się nie przeziębiło... Kobiety siedziały w domu - jako też część owego dobytku, potrzebna głównie dla potomstwa.


Napisałem to dla tych, co gorszą się „mentalnością aborcyjną" ludzi współczesnych. Jest pewnie coś takiego, na pewno aborcja jest zabójstwem - ale w tamtych czasach takiej mentalności nie było, bo owe czasy były całkiem inne. Zatem morał? Żeby moralizować, ale mądrze.

13:28, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 18 grudnia 2006
Józef wielkiej wiary

Ewangelia Mateusza 1, 18-24


”Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego. Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem prawym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie. Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: - Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów.


A stało się to wszystko, aby się wypełniło słowo Pańskie powiedziane przez proroka: Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel, to znaczy »Bóg z nami«. Zbudziwszy się ze snu Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański: wziął swoją Małżonkę do siebie”.


Opowieści o dzieciństwie Jezusa dwóch Ewangelistów różnią się głównym bohaterem. W obu nie jest nim z natury rzeczy niemowlę Jezus: tylko pod koniec Ewangelii według Łukasza, w opowieści o Jego pozostaniu w Świątyni, On jest podmiotem akcji. U Łukasza dominuje Maria, u Mateusza Józef. W powyższej perykopie przedstawiony został jako człowiek wielkiej wiary: uwierzył w coś niebywałego. Jest jakiś złoty środek między naiwnością a zagorzałym sceptycyzmem, wykluczającym wszelką nadzwyczajność. Józef musiał zresztą uwierzyć nie tylko w to, że wydarzył się cud, ale i że wybranką Boga jest zwykła dziewczyna: gdyby jeszcze jakaś córka arcykapłańska... Przypomina mi się niedola siostry Faustyny: zakonnice nie były w stanie uwierzyć, że Chrystus ukazuje się takiej biednej dziewczynie, bez posagu i wykształcenia.

14:07, jan.turnau
Link Komentarze (12) »
niedziela, 17 grudnia 2006
Jan pokorny

Ewangelia Łukasza 3, 16


„Idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązywać rzemyka u sandałów".


Tak Jan zwany Chrzcicielem przedstawiał wzajemną relację (proporcję) Jezusa i swojej osoby. Ten duchowy mocarz zachował  się w sposób niebywały. Popatrzmy na niego zwyczajnie, po ludzku: niezwykle silna indywidualność. Wie, czego chce. Skupia wokół siebie ludzi: są wśród jego uczniów początkowo tacy apostołowie, jak Jan, Andrzej i może nawet Piotr. Z Dziejów Apostolskich wiemy, że Jego nauka dotarła aż do Efezu, a inne źródło podaje, że również do Aleksandrii. Liczy się z nim nawet Herod. I ten człowiek działa tylko po to, by przygotować drogę innemu. Powiedział o sobie: „On ma wzrastać, ja zaś umniejszać się". Niesłychane.

12:44, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
sobota, 16 grudnia 2006
Jan, czyli Eliasz

Ewangelia Mateusza 17, 10-13


”Kiedy schodzili z góry, uczniowie zapytali Jezusa: - Czemu uczeni w Piśmie twierdzą, że najpierw musi przyjść Eliasz? On odparł: Eliasz istotnie przyjdzie i naprawi wszystko. Lecz powiadam wam: Eliasz już przyszedł, a nie poznali go i postąpili z nim tak, jak chcieli. Tak i Syn Człowieczy będzie od nich cierpiał. Wtedy uczniowie zrozumieli, że mówił im o Janie Chrzcicielu.”


Trzeba wiedzieć, że Jezus powiedział to po przemienieniu. Ktoś, kto trochę zna Ewangelie, wie, że pewnego dnia Chrystus zabrał trzech najważniejszych apostołów, Piotra, Jakuba i Jana, i zaprowadził ich na wysoką górę (Tabor albo Hermon). Góry są w różnych religiach miejscami „teofanii", ukazywania się Boga; na owej górze Jezus objawił się uczniom jako Syn Boży: odezwał się głos z obłoku „To jest Syn mój ukochany, upodobałem Go sobie, Jego słuchajcie". „Kontekst personalny" tej teofanii był taki, że Chrystus znalazł się w otoczeniu Mojżesza i Eliasza, czyli dwóch największych postaci Starego Testamentu, co dodatkowo potwierdzało Jego misję mesjańską. Tylko mesjańską? Dotknąłem tu niechcący problemu Mesjasza: ten oczekiwany przez Izrael zbawiciel miał być kimś zupełnie niezwykłym; „współistotnym Bogu"? Nie aż tak, jego ponadludzkość nie mieściła się w głowach żydowskich, nawet nie od razu mieściła się w głowach też Żydów, ale oczarowanych Jezusem z Nazaretu, czyli chrześcijan; oni nie od razu zrozumieli, że jest On Bogiem i człowiekiem w jednej osobie.


Trzeba wiedzieć również, że oczekiwanie Mesjasza łączyło się w świadomości Izraela z nadzieją na powrót Eliasza, który miałby przygotować przyjście postaci niezwykłej. Stąd pytanie uczniów o tego proroka i odpowiedź Jezusa, że Eliaszem jest Jan, że postąpili z nim, jak chcieli (vide mój wpis przedwczorajszy), i że podobny będzie los Syna Człowieczego.


Syn Człowieczy to tutaj ten jeden człowiek niezwykły, ale w jakimś sensie też każdy, kto idzie śladem tego jednego.

00:11, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
piątek, 15 grudnia 2006
Chrzciciel i Chrystus

Ewangelia Mateusza 11, 18-19


„Przyszedł bowiem Jan: nie jadł i nie pił, a oni mówią: - Zły duch go opętał. Przyszedł Syn Człowieczy: je i pije, a oni mówią: - Oto żarłok i pijak, przyjaciel celników i grzeszników".


Tak mówi Jezus o sobie i swym poprzedniku. Jak się kogoś w ogóle nie znosi, odrzuca, to jego konkretne zachowanie jest niemal obojętne. Jan Chrzciciel podpadł elicie żydowskiej i Jezus też, bo obaj ją krytykowali. Jan również. Mateusz opowiada: „A gdy [Jan] widział, że przychodziło do chrztu wielu spośród faryzeuszów i saduceuszów, mówił im: - Plemię żmijowe, kto wam pokazał, jak uciec przed nadchodzącym gniewem. Wydajcie więc godny owoc nawrócenia, a nie myślcie, że możecie sobie mówić: - Abrahama mamy za ojca, bo powiadam wam, że z tych kamieni może Bóg wzbudzić dzieci Abrahamowi" (3, 7-9). Mocno powiedziane. Jezus też mówił mocno, językiem proroka. Zarzuty wobec obydwu były różne, jeden był krytykowany za coś przeciwnego niż drugi, bo styl proroka nie był ważny.


Obaj ponieśli śmierć; co prawda, Jana kazał ściąć Herod, bo jemu Chrzciciel podpadł osobiście (jeszcze bardziej Herodiadzie), ale nic nam nie wiadomo, jakoby elita żydowska go broniła. Która władza kocha proroków...

01:05, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
czwartek, 14 grudnia 2006
Gwałtownicy

Ewangelia Mateusza 11, 12


„Od czasu Jana Chrzciciela aż dotąd królestwo niebieskie doznaje gwałtu, a zdobywają je ludzie gwałtowni".


Termin grecki „biastai"  można różnie tłumaczyć: „ludzie gwałtowni", „gwałtownicy", ale również całkiem inaczej. Biblia Poznańska daje taką wersję: „królestwo niebieskie zdobywa się wielkim wysiłkiem i [tylko] ludzie silni je zagarniają", a przekład trzech biblistów trzech wyznań i trochę mój proponuje: „królestwo niebios zdobywa się w trudzie i ci, którzy się trudzą, zdobywają je". Jedno jest pewne: ci gwałtownicy czy też ludzie silni często sami są ofiarami gwałtu, siły większej niż ich własna. Bo też tu chodzi o takich, co stosują tylko siłę duchową, bez przemocy. Jak Jan Chrzciciel, jak Jezus, jak poczet proroków Starego, Nowego i tego najnowszego Testamentu wynikającego z tamtych dwóch, obejmującego ludzi, którzy za dobrą sprawę gotowi są oddać życie.

00:34, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
środa, 13 grudnia 2006
W stanie wojennym

Ewangelia Mateusza 11,28


„Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a ja was pokrzepię"


25. rocznica ogłoszenia stanu wojennego. Nastał wtedy czas, kiedy Kościół rzymskokatolicki był duchowym oparciem dla opozycji z różnych parafii ideowych. W świątyniach odbywały się imprezy kulturalne, zrozpaczeni ludzie, którzy normalnie nie zaglądają do „obiektów kultu", przychodzili wypłakać się przed ołtarze.


Stan wojenny został zniesiony, z czasem udało nam się znieść także całą władzę, która go ogłosiła - i nagle okazało się, że wraz ze wspólnym wrogiem znikła nasza wspólnota. Nie tu miejsce, by osądzać, kto winien, ludzie Kościoła czy laickiej opozycji demokratycznej: chyba, jak zwykle bywa, wina po obu stronach.


PS. Nie byłem na „czarnej liście" SB, więc stan wojenny nie wpłynął zasadniczo na mój los. Owszem, pismo, w którym pracowałem, miesięcznik katolicki „Więź", był ”zawieszony", czyli nie mógł się ukazywać, ale dzięki temu miałem więcej czasu na sprawy mniej bieżące. Wtedy właśnie wraz z moim przyjacielem pastorem Mieczysławem Kwietniem wpadliśmy na pomysł wspólnego tłumaczenia Biblii, który zaowocował przekładem czterech Ewangelii i kilku innych ksiąg Nowego Testamentu.

14:19, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
wtorek, 12 grudnia 2006
Jedna owca

Ewangelia Mateusza 18,1-13


„Jezus powiedział do swoich uczniów: - Jak wam się zdaje? Jeśli ktoś posiada sto owiec i zabłąka się jedna z nich: czy nie zostawi dziewięćdziesięciu dziewięciu na górach i nie pójdzie szukać tej, która się zabłąkała? A jeśli mu się uda ją odnaleźć, zaprawdę powiadam wam: cieszy się nią bardziej niż dziewięćdziesięcioma dziewięcioma tymi, które się nie zabłąkały".


U Mateusza jest tylko owca, u Łukasza w rozdziale 15 mamy także znaną przypowieść o drachmie z tym samym wydźwiękiem. Zgubionej drachmie: Biblioteka „Więzi" wydała w tym roku zbiór rozmów ks. Janusza Stanisława Pasierba z pięcioma polskimi pisarzami pod takim właśnie tytułem. Temat: stosunek tych raczej dalekich od Kościoła intelektualistów do wiary chrześcijańskiej; Brandys, Gombrowicz, Herbert, Jastrun, Kijowski. Pasierb,    nieżyjący już niestety znakomity polski intelektualista i duszpasterz mówił z kolei w rozmowie z dziennikarzem Tomaszem Królakiem, która też weszła do tej książki: „Proszę sobie wyobrazić, że ma pan do czynienia tylko z jednym człowiekiem, a nie z tysiącem ludzi, proszę pomyśleć o kimś jednym, kto może stoi najdalej pod chórem i waha się. Na tym polega osobliwa metodologia Ewangelii, że trzeba 99 wiernych owiec pozostawić, żeby szukać jednej, która zginęła. Owca zagubiona to owca trudna, owca, która nie słuchała, bo gdyby słuchała, to nie zeszłaby na manowce... Tak samo ze zgubioną drachmą, po którą trzeba wejść pod mebel i odszukać ją w jakimś zakurzonym kącie wśród śmieci, paprochów... Myśmy trochę o tym zapomnieli, dla nas zawsze było ważne 99 procent. - Zgubiona owca? Polazła gdzieś! Sama sobie winna!"


Kościołowi katolickiemu w Polsce brakuje czegoś takiego, co trzeba nazwać duchem misyjnym: troska dotyczy głównie trzonu Kościoła, stuprocentowo wiernych. Nie chodzi mi tylko o brak słów skierowanych bezpośrednio do ludzi spoza formalnych struktur kościelnych: chodzi mi o to, żeby też główne przesłanie kościelne brało pod uwagę tych różnych odmieńców, żeby ich nie zraziło swoją wojowniczością, swoją - przepraszam za wyrażenie - ciasnotą, swoją niechęcią do wszystkiego, co inne. Do wszystkiego, co inne nie tylko od doktryny katolickiej: także od tradycyjnego modelu Polaka-katolika, który króluje w Radiu Maryja.

13:45, jan.turnau
Link Komentarze (16) »
poniedziałek, 11 grudnia 2006
Będzie lepiej

Księga Izajasza 35,1-10


”Niech się rozweseli pustynia i spieczona ziemia, niech  się raduje step i niech rozkwitnie! Niech wyda kwiaty jak lilie polne, niech się rozraduje także skacząc i wykrzykując z uciechy. Chwałą Libanu ją obdarzono, ozdobą Karmelu i Saronu. Oni zobaczą chwałę Pana, wspaniałość naszego Boga. Pokrzepcie ręce osłabłe, wzmocnijcie kolana omdlałe! Powiedzcie małodusznym: - Odwagi! Nie bójcie się! Oto wasz Bóg, oto pomsta; przychodzi Boża odpłata; On sam przychodzi, aby was zbawić. Wtedy przejrzą oczy niewidomych i uszy głuchych się otworzą. Wtedy chromy wyskoczy jak jeleń i język niemych wesoło krzyknie. Bo trysną zdroje wód na pustyni i strumienie na stepie; spieczona ziemia zmieni się w staw, spragniony kraj w krynice wód, badyle w kryjówkach, gdzie legały szakale, na trzcinę z sitowiem. Będzie tam droga czysta, którą nazwą Drogą Świętą. Nie przejdzie nią nieczysty, gdy odbywa podróż, i głupi nie będą się tam wałęsać. Nie będzie tam lwa ni zwierz najdzikszy nie wstąpi na nią ani się nie znajdzie, ale tamtędy pójdą wyzwoleni i odkupieni przez Pana powrócą. Przybędą na Syjon z radosnym śpiewem, ze szczęściem wiecznym na twarzach. Osiągną radość i szczęście, ustąpi smutek i wzdychanie.”


Jest taki dowcip: - Kiedy będzie lepiej? Już było... Otóż nadzieja biblijna odrzuca taki pesymizm, choć jest futurologią bez żadnych konkretów. A Izajasz  pisarzem genialnym.

20:03, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
niedziela, 10 grudnia 2006
Na pustyni

Ewangelia Łukasza 3,4


„Głos wołającego na pustyni: - Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego".


Początkowe słowa o moim patronie, Janie zwanym Chrzcicielem, są częścią naszego języka. Tylko w innej wersji: gdy chcemy powiedzieć, że ktoś woła nadaremno, mówimy: głos wołającego na puszczy. Czemu ta różnica? Ano temu, że gdy ksiądz Wujek dokonywał swego tłumaczenia, w Polsce terenami niezamieszkałymi nie były oczywiście rozległe piaski, lecz ogromne lasy: to radykalnie pojęta metoda przekładu „idiom na idiom".

Skądinąd zresztą wiadomo, że pustynia w Ziemi Świętej to nie piasek a skała; dlatego należałoby używać słowa „pustkowie" (tak postąpiliśmy w Ewangelii Marka; gdy doszliśmy do Łukasza, byliśmy już mniej odważni i zwyciężyła pustynia, jak i potem przy Mateuszu).


Ale czy Jan wołał nadaremnie? Nie wszyscy jego słuchacze nawrócili się, czyli zmienili swoje życie, niemniej niektórzy pewnie wyszlachetnieli. Na pewno zaś zostali jakoś przygotowani na przesłanie Jezusa. A że nie było ono  tożsame z Janowym, który jedną nogą tkwił w Starym Testamencie, to inna sprawa. O czym już innym razem.

00:16, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
sobota, 09 grudnia 2006
Księżyska

Ewangelia Mateusza 10,8-10


„Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie. Nie zdobywajcie złota ani srebra, ani miedzi do swych trzosów. Nie bierzcie w drogę torby ani dwóch sukien, ani sandałów, ani laski. Wart jest bowiem robotnik swojej strawy".


Watykańscy decydenci liturgiczni źle zrobili wycinając przeznaczony na dzisiaj tekst w ten sposób, że kończy się słowami „Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie". Bo potem są słowa, że jednak apostołom należy się „strawa". Zdanie o darmowości głoszenia Ewangelii oczywiście kojarzy się z nieśmiertelną sprawą bogactwa „kleru". Nieśmiertelną, bo ciągle żywą w świadomości świeckich katolików, bulwersującą ich w sposób wyjątkowo mocny.


Parę lat temu przeprowadzono w Polsce ważną ankietę. Specjalni wybrani przez biskupów księża ocenili kondycję swoich kolegów w kapłaństwie. Otóż uznali, że największe wady polskich duchownych rzymskokatolickich to materializm - brak ducha wyrzeczenia i ofiary, wygodnictwo oraz konsumpcjonizm, czyli przedkładanie wartości finansowych nad duchowe (korzystam z tekstu, który napisał o tej ankiecie mój kolega z „Gazety" Dominik Wójcicki). Ale właśnie tak myślą nie tylko księża o księżach: również owieczki o swoich pasterzach. Myśleli także za dawnych lat: matka powiedziała mi kiedyś, że na wsi ludzie swemu proboszczowi wiele wybaczą, np. łamanie celibatu („chłop musi mieć kobitę, a ksiądz też człowiek"), ale zdzierstwa nie znoszą.


Oczywiście nie wszyscy proboszczowie zdzierają. „Zaliczyłem" już w długim życiu sporo parafii i nie mam złych doświadczeń, raczej właśnie dobre: np. dużych oporów proboszczów przed proszeniem o pieniądze. Może jednak mam szczęście; dzisiejsza moja parafia i poprzednia to placówki zakonne, a zakonnicy ślubują ubóstwo (zwykli księża nie!), więc mają wrażliwsze sumienia. Niemniej wiem, że „są księża i księżyska" (bp Pieronek).

17:14, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
piątek, 08 grudnia 2006
Najlepsza z nas

Ewangelia Łukasza 1,26-38


Dziś katolicka uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Wiara ta nie wynika wprost, literalnie z Biblii. Ale o co w ogóle tu chodzi?

Ciekaw jestem, ilu Polaków-katolików wie, co to znaczy „Niepokalane Poczęcie". Podejrzewam, że lwia część naszego narodu mniema, iż chodzi tu o dziewicze poczęcie Jezusa przez Maryję. Trochę nas usprawiedliwia zbieżność terminologiczna, niemniej szczególna cześć dla Matki Jezusa, jaką podobno żywimy, zobowiązuje do lepszej znajomości rzeczy.
Nie wiedząc, jaki jest prawdziwy sens owego dogmatu, nie zastanawiamy się też na ogół nad jego wymową w całości doktryny. A przecież jest to sprawa niełatwa. Idea Niepokalanego Poczęcia, żywa w świadomości Ludu Bożego od bardzo dawna, otrzymała ostateczne potwierdzenie władzy kościelnej dopiero w wieku XIX, jako że wzbudzała opory wielu wybitnych teologów, łącznie z Tomaszem Wielkim (z Akwinu).


Obecnie również spotkać można wątpliwości, nawet wśród „najlepszych" katolików. Co prawda chyba nie te, które żywił Tomasz czy Bonawentura, a dziś np. Paul Evdokimov w swoim dziele ”Prawosławie”. Teologowie ci obawiali się sugestii, iż Matka Chrystusa nie potrzebowała zbawienia. Odpowiedź wydaje się dzisiaj dość prosta: owszem, również potrzebowała, a Jej przyjście na świat bez grzechu pierworodnego jest właśnie wynikiem zbawienia -- jako faktu działającego również „wstecz", bo w ogóle ponad czasem. Przecież zbawienie objęło również ludzkość z czasów Starego Przymierza.


Opory budzi dziś raczej co innego. „Jeśli było możliwe -- powiedział mi ktoś -- by jeden człowiek przyszedł na świat bez owego moralnego kalectwa, jakim jest grzech pierworodny, to dlaczego Pan Bóg nie uchronił odeń nas wszystkich?"
Otóż myślę, że wiele światła na tę sprawę rzuca przypowieść o talentach. Przede wszystkim samo to, że Bóg rozdziela je nie według zasady: każdemu po równo. Jeden z nas otrzymuje więcej, drugi -- mniej. Dotyczy to talentów artystycznych, intelektualnych czy sportowych, no i właśnie -- duchowych. Przecież Jan XXIII i Jan Paweł II mieli inny start moralny niż Hitler i Stalin. Widzimy naokoło siebie ludzi gorszych lub lepszych „z natury"; skłonni nawet czasem jesteśmy powątpiewać w różnicę ich rzeczywistych zasług, ich naprawdę własnych sukcesów duchowych -- tak ogromną rolę zdają się odgrywać dziedziczne czy środowiskowe uwarunkowania. Powinniśmy wierzyć, że nie determinują nas całkowicie, że działając na nas poprzez te uwarunkowania i w każdy inny sposób, Bóg pozostawia nam jakieś miejsce dla wolnego wyboru -- niemniej mamy różne możliwości rozwoju.
Jeśli zatem owa różnica startu duchowego jest zjawiskiem ogólniejszym, nie powinniśmy bardzo się dziwić kościelnej teorii na temat Marii z Nazaretu.


Moglibyśmy się owej teorii dziwić, gdyby ją rozumieć w ten sposób, jakoby Maria dzięki swemu maksymalnemu talentowi duchowemu zwolniona była od konieczności moralnego wysiłku, jakoby Jej świętość była niejako automatyczna. „Dola człowiecza" Marii z Nazaretu byłaby wtedy istotnie różna od naszej. I tu jednak należy zastosować przypowieść o talentach:
przecież wynika z niej, że trzeba je własnym wysiłkiem pomnażać. Bardzo nam trudno wyobrazić sobie życie osoby tak świętej, jak Maria -- ale nie było ono przecież bezkonfliktowe. Jeśli nawet Chrystus był kuszony, to tym bardziej i Jego Matka nie była wolna od jakichś rozterek moralnych. Wrodzona czystość moralna, bezgrzeszność sprawiała „tylko" to, że wybierała zawsze dobro.
Dogmat Niepokalanego Poczęcia uzasadniano w sposób feudalny: Bóg nie mógł urodzić się ze „zwykłej" kobiety, „wypadało", żeby Maria nie była skalana żadnym grzechem. Dar ów nazywano przywilejem -- gdy tymczasem zgodnie z duchem Biblii należałoby mówić raczej o powołaniu. Matce Jezusa została dana szczególna moc duchowa dla spełnienia szczególnego zadania. Jezus, jak każdy człowiek, otrzymał przecież wiele od innych ludzi, a szczególnie od swej Matki, tak przez dziedziczenie, jak i wychowanie. Opatrzność zapewne i tu działała w sposób zwyczajny, poprzez przyczyny „wtóre".


Oto zatem w dialogu Boga z ludzkością zdarzyło się, że przyszedł na świat ktoś bardzo, bardzo dobry, wręcz pozbawiony pychy, egoizmu i innych podłości. Człowiek ten był kobietą. Miała Ona syna. W Nim dialog Boga z ludzkością osiągnął swój szczyt: Bóstwo połączyło się z człowieczeństwem w jednej osobie. Fakt ten ma znaczenie absolutne, nieporównywalne z żadnym innym wydarzeniem duchowym. Niemniej był jakoś przygotowany przez całą uprzednią historię ludzkości, przez dzieje Izraela, a przede wszystkim przez przyjście na świat Marii z Nazaretu, człowieka takiego jak my, ale lepszego od nas wszystkich.

13:42, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
czwartek, 07 grudnia 2006
Żyć po ludzku

Ewangelia Mateusza 7,21


„Nie każdy, kto mi mówi: - Panie, Panie, wejdzie do Królestwa Niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie".


Mowa tu o takich, co deklarują swoją wiarę religijną, ale z owocami jej gorzej: nic z niej praktycznie (etycznie) nie wynika. W sprawach religijnych, jak we wszystkich innych, samo gadanie diabła warte. A ja tu myślę obsesyjnie o owych, co deklarują niewiarę w rzeczywistość „trans-empiryczną", ale można stwierdzić całkiem empirycznie, że żyją po Bożemu, czyli naprawdę po ludzku. Obsesyjnie odsyłam do tejże Ewangelii Mateusza, rozdział 25.

16:51, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2
Archiwum