Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
środa, 30 listopada 2016
Andrzej, apostoł ważny

Księga Izajasza 49,6 albo List do Rzymian 10,12
Ewangelia Mateusza 4,18-20
Czemu do wyboru dwie, mówiąc po dawnemu, lekcje? Ponieważ dzisiaj świętujemy jednego z Dwunastu, Andrzeja. Uchodzi on mianowicie za apostoła Greków czy wręcz różnych ówczesnych pogan, czyli pasuje do niego Izajaszowe: „Uczynię cię światłością dla pogan” oraz Pawłowe: „Nie ma różnicy między Żydem a Grekiem”. Na jego bliższą znajomość z Grekami wskazuje Janowa wzmianka 12,20-22, jest też tradycja, że poniósł śmierć na krzyżu ( w kształcie litery X) w Achai. Poza tym podobno nauczał w Scytii, w ogóle zaszedł może na Północ bardzo daleko, może przez dzisiejszą Polskę aż do Szkocji, która ma go za swego patrona. Za patrona ma go jednak przede wszystkim Bizancjum, Konstantynopol, w tym sensie, co Rzym Piotra, czyli poniekąd całe prawosławie.
Wspominamy dziś apostoła zatem ważnego, według Jana powołanego jeszcze przed jego bratem Piotrem (J,35-41). Wymieniany jest na listach Dwunastu na drugim miejscu u Mateusza i Łukasza, choć u Marka i w Dziejach dopiero na czwartym: tam ustąpił miejsca braciom Jakubowi i Janowi. Jezus nie wziął go też na górę Przemienienia, ale tamtych dwóch. Gdybym był pisarzem i brał na warsztat postacie biblijne, napisałbym może o Andrzeju i jego rywalizacji z Jakubem i Janem.
Greckie imię Andreas znaczy „męski” albo „mężny”. Przymiotniki te pasują nie tylko do tego apostoła, niechaj także drugi pasuje do solenizantów wszystkich!

13:18, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
wtorek, 29 listopada 2016
Ubodzy, ubodzy, ubodzy... I biskup poglądów własnych

Psalm 72,1b-2
„Boże, przekaż Twój sąd królowi, a Twoją sprawiedliwość synowi królewskiemu, abyTwoim ludem rządził sprawiedliwie i ubogimi według prawa.”
Ubodzy to temat w Biblii naprawdę częsty. Podaję tłumaczenie Tysiąclatki, Przekład Ekumeniczny jedenastu Kościołów ma w tym miejscu „uciśnionych”, ale chodzi o tychsamych ludzi, gnębionych przez jakichś ciemięzców, tamtych, którym powiodło się lepiej, mających nad innymi ciężką dla nich władzę. Walcząc w obronie wszystkich „maluczkich”, Jezus miał się na kogo powoływać: Biblia jest po swojemu lewoskrętna”.
PS. Czytam teraz znakomitą księgę: pomocniczego biskupa krakowskiego Grzegorza Rysia, zatytułowaną: „ Jeden, święty, powszechny, apostolski. Spotkania z historią Kościoła”.
Maciej Müller zebrał różne publikacje profesora historii Kościoła w tom potężny, przeszło 600 stron (Znak). Na wstępie mamy rozmowę z nim tegoż Müllera, a tam zaraz wspomnienie takowe. Pytanie: „Czy spotkał się Ksiądz Biskup z negatywną reakcją przełożonych i hierarchii kościelnej na swoje publikacje?”. Odpowiedź: „Zdarzało się. Trudne momenty przeżyłem w czasie pisania habilitacji o Janie Husie. Kilku biskupów w takich słowach odniosło się do moich badań, że przez trzy dni nie byłem w stanie napisać ani słowa. Już zamierzałem tym wszystkim rzucić, kiedy odwiedził mnie starszy brat. (...) Spytał wtedy: «A czy ty masz jakieś poglądy? Bo jeżeli tak, to nie możesz się wszystkim podobać».” Były to pewnie jeszcze czasy przed rzymskokatolicką rehabilitacją Husa, tą profesora Swieżawskiego, Jana Pawła II. A biskup Grzegorz ma poglądy, oj, ma, może nawet dlatego nie zostanie arcybiskupem metropolitą krakowskim...

23:15, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 28 listopada 2016
Żołdak z wrogiego narodu

Ewangelia Mateusza 8,5-11
„Panie, nie jestem godzien” – przed przyjęciem Komunii nieczęsto przypominamy sobie, że są to słowa oficera okupacyjnego armii rzymskiej, a nie jakiegoś pobożnego Żyda.
Tym człowiekiem bardzo pokornym, uważającym się za niegodnego, by Jezus wszedł do jego domu, był jakiś „obcy”. Przecież wystarczyłoby jedno słowo Mocarza duchowego, by sługa setnika odzyskał zdrowie. Nic dziwnego, że Chrystus skomentował tę pokorę krytykując jak zawsze swój naród: „Amen, mówię wam, u nikogo w Izraelu takiej wiary nie znalazłem. A mówię wam, że wielu ze wschodu i z zachodu przyjdzie i spocznie z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem w Królestwie Niebios”. Tu polecony na dzisiaj tekst biblijny się kończy, ale dalej jest jeszcze mocniej: „A synowie Królestwa wyrzuceni będą do ciemności zewnętrznej. Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów” (Ekumeniczny Przekład Przyjaciół). Czyli do wiecznej męki piekielnej? Wieczność, czyli nieskończoność czasowa piekła to – pisałem to nieraz – inny problem dyskusyjny dzisiaj, ale nawet i „ta ciemność zewnętrzna” mogła oznaczać tylko – spotkałem takie wyjaśnienie – nieoświetloną w nocy przestrzeń poza miejscem uczty. Co prawda, może tylko tam, gdzie o uczcie mowa. Tak czy inaczej mamy oto opowieść ewangelijną tchnącą „ksenofilią”, ważną szczególnie tu i teraz, gdy coraz więcej u nas ordynarnej ksenofobii.

21:00, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
niedziela, 27 listopada 2016
Te lemiesze i sierpy już są...


Księga Izajasza 2,4
„Wtedy przekują swe miecze na lemiesze, a swoje włócznie na sierpy”. Bóg ma to sprawić na końcu świata, tak głęboko uspokoić duchowo narody, ale przecież to już zaczęło się dzisiaj. Stała się Unia Europejska. Zaprawdę cud Boski, nie masoński. Mimo wszystko.

11:18, jan.turnau
Link Komentarze (16) »
sobota, 26 listopada 2016
„Uważajcie na siebie...

Ewangelia Łukasza 21,34-35...
aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych, aby ten dzień nie spadł na was znienacka jak potrzask”. Żaden dzień.

18:57, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
piątek, 25 listopada 2016
Kolejna zagadka biblijna

Ewangelia Łukasza 21,29-33
W tekstach biblijnych dzisiejszych dni ponure wizje końca świata. W dusz, czyli umysłów pasterstwie także polskim pojawia się egzegeza optymistyczna tych eschatologicznych tekstów. Słusznie. Bo jeżeli w ogóle Ewangelia jest Dobrą Nowiną, a nie okropną, to dotyczy to szczególnie tego, co nas czeka nie tylko zaraz, nie „docześnie”, ale jak już, to potężnie, jako puenta Wszystkiego. Nie będzie to zatem przyjście arcygroźnego Sędziego, Mściciela, ale arcymiłosiernego Zbawiciela.
Tylko jest spory problem biblistyczny. Stało się tak, że u ewangelistów (trzech pierwszych, synoptykami zwanych) przepowiednie eschatologiczne Chrystusa zostały przedstawione w ten sposób, że nie wiadomo, czy nie mówi On w danym miejscu o końcu świata tylko bardzo względnym, dla starożytnych Żydów jedynie, czyli o zburzeniu Jeruzalem ze Świątynią na czele. Ustalić to biblistom bardzo trudno, są różne hipotezy, materiał wydaje się bardzo wymieszany.
Mamy dzisiaj u Łukasza powiedziane, że są znaki nadejścia Królestwa Bożego równie oczywiste jak te, które zwiastują nadejście lata. Oznaczałoby to wcześniej opisane straszności astronomiczne, głód i zaraza, silne trzęsienia ziemi, a przedtem jeszcze prześladowanie wierzących, pojawienie się fałszywych proroków, powstanie narodu przeciw narodowi, a królestwa przeciw królestwu. Jezus przepowiada również wydarzenia oczywiście historyczne: zburzenie Świątyni, przedtem otoczenie Jerozolimy przez obce wojska - ale też eschatologiczne: nadejście Syna Człowieczego, w obłoku, z wielką mocą i chwałą.
Powiedziano zaraz dalej, że nadejdzie On właśnie jako „nasze odkupienie”. Kiedy? Jezus powiada w dzisiejszym tekście, że jeszcze w tym pokoleniu, ale trudno powiedzieć właśnie, o który koniec świata Mu chodzi. „Niebo i ziemia przeminą, ale słowa moje nie przeminą”- kończy się w każdym razie perykopa dzisiejsza takim zdaniem osobnym. Jedno jest pewne, że wróci i ofiaruje nam świat daleko lepszy. Starajmy się przygotowywać go po trochu.

23:41, jan.turnau
Link Komentarze (18) »
czwartek, 24 listopada 2016
O Babilonie, czyli Rzymie prześladującym

Księga Apokalipsy 18,1-2.21-23;19,1-3.9a
Ciekawe, że w liturgii prawosławnej tej księgi się nie czyta. Pewnie dlatego, że za dużo by trzeba było tłumaczyć. Ta lektura przedziwna, mieniąca się makabrycznymi obrazami, to jednak oczywiście narracja kostiumowa, konieczna, kiedy policja czyha. Babilon to oczywiście Rzym. Narrator Jan (ewangelista lub ktoś z jego kręgu) spisuje swoje wizje na wyspie Patmos, skazany na wygnanie pod koniec bardzo ostrych  prześladowań chrześcijan za cesarza Domicjana (lata 81-96). Ale w Apokalipsie dominuje ton nadziei. Także we fragmencie dzisiejszym: Bóg Wielką Nierządnicę osądzi, Babilon poniesie klęskę. I tak się stało, nadszedł inny cesarz i czasy wręcz przeciwne. Choć nie dla wszystkich chrześcijan: może pisze się gdzieś dzisiaj księgę trochę podobną.

18:26, jan.turnau
Link Komentarze (49) »
środa, 23 listopada 2016
Włos nam z głowy nie spadnie

Ewangelia Łukasza 21,12-19
„Będą was prześladować” - słowa te spełniały się i zapewne będą spełniać się dalej. Nienawiść ideologiczna trwa. Co prawda, jakoś pod wpływem chrześcijaństwa powstało w Europie i rozprzestrzeniło się dość szeroko pojęcie tolerancji i stosuje się ją w tym kręgu kulturowym z zadziwiającą konsekwencją. Mimo niebagatelnych wyjątków: tak zwana poprawność polityczna lubi na przykład wariować, a fundamentalizm laicki również.
Niemniej mamy na naszym globie bastiony nienawiści antychrześcijańskiej, a innych zaślepień religijnych też nie brakuje.
Jezus mówi jednak dalej: „Wydadzą was do synagog i do więzień oraz z powodu mojego imienia wlec was będą przed królów i namiestników. Będzie do dla was sposobność do składania świadectwa. Postanówcie sobie w sercu nie obmyślać naprzód swej obrony. Ja bowiem dam wam wymowę i mądrość, której żaden z waszych prześladowców nie będzie mógł się oprzeć ani sprzeciwić. (...) Włos wam z głowy nie spadnie. Przez swoją wytrwałość ocalicie wasze życie.” Zawsze tak się zdarza? Lecą nie tylko włosy z głowy, same głowy też przecież.
Tych właśnie wytrwałych, nieugiętych.
Zapytany o sens tych słów, ksiądz Michał Czajkowski opowiedział mi o pewnej dziewczynie walczącej z totalitarnym reżymem w Brazylii. Przed przesłuchaniem przeczytała te słowa Jezusowe i natchnęły ją taką ufnością Bogu, że wytrzymała wszystko. Można na to powiedzieć, że mogła przecież nie załamać się, ale nie ocaleć fizycznie, jak zdarza się milionom męczenników. Pamiętajmy jednak o innych słowach Ewangelii również jakby „nadoptymistycznych”: „Proście, a otrzymacie, szukajcie, a znajdziecie, kołaczcie, a otworzą wam.” To też jest mowa prorocka, której nie można traktować dosłownie. Żaden słuchacz Jezusa ani pierwotny czytelnik ewangelii chyba nie rozumiał tak owych słów.

15:25, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
wtorek, 22 listopada 2016
Chrystus naszym królem? Żyd królem Polski...

Psalm 96,10
„Głoście wśród ludów,
że Pan jest królem.”
Dla katolików „rzymskich” jest królem Wszechświata, ale ci katolicy polscy od dawna w różny sposób akcentują Jego królowanie w naszym narodzie.
Bardzo dobrze, że są w ogóle rozmaite starania, żeby nasz katolicyzm był bardziej chrystocentryczny. Żeby Chrystus był w centrum naszej wiary. Mimo wszystko jednak nie Jego Matka, ale On sam. Również na przykład nawet nie Dekalog: chrześcijaństwo to także etyka, owszem, ale to moralność wynikająca z najgłębszego z Nim duchowego związku. O który czasem (mnie na przykład) jakby trudniej niż o przestrzeganie przykazań. Bardzo
dobrze zatem, że bywają mistycy, widzący Go i słyszący „ponadempirycznie”, jak ta Polka, od której pomysł Jezusowego królowanie głównie pochodzi. Tylko właśnie po co dzisiaj ta terminologia monarchistyczna: król Polski? Może już raczej „prezes Polski”, jak sobie zażartował „Tygodnik Powszechny”... W „Magazynie Świątecznym” z kolei ja napisałem, że można by sobie żartować, iż wrócił w Polsce staropolski problem wolnej elekcji, czyli wyboru króla. No cóż, niektórzy moi współwyznawcy uważają, że jedynym ratunkiem dla
skołatanej ojczyzny jest ogłoszenie jej królem Jego samego. Pomysł to nie nowy, Episkopat się jednak łamał, bo zapewne rozumie, że zamiast Jezusa „intronizować”, robić z tego akcję brzmiącą wręcz politycznie, a w każdym razie bardzo szumną, trzeba dziś bardziej dbać o faktyczne nawrócenia duchowe. W końcu jednak biskupi przyznali sporo racji zwolennikom tradycyjnego pomysłu i w Krakowie-Łagiewnikach dokonał się „ogólnopolski akt przyjęcia królowania Chrystusa i poddania się pod Jego Boską władzę”. Niemniej bez określenia „intronizacja”.
Nie mogę nie przypomnieć tutaj ironii ks. Michała Czajkowskiego: „Chrystus królem Polski? Nie życzę sobie Żyda na piastowskim tronie!” Można poza tym pytać właśnie o to, czy nadal najlepszym określeniem władzy jest królowanie: monarchowie odeszli już przecież w polityczny cień. Oby Chrystus nie był od dzisiaj po staremu kimś podobnym do królowej angielskiej: czczonej, zgadza się, ale co z tego realnie wynika? Przypomnę tylko jedno: że był to człowiek, który według Ewangelii dał się zamordować, choć miał do swojej dyspozycji władzę zgoła nadludzką. Walczy się o obecność krzyża wszędzie, tak jakby zapominając, że
jest to symbol wymagający straszliwie.
Chrystus ma być też naszym Panem. Rodowód językowy tego określenia jest grecki: „Kyrios”, ale głębiej hebrajski, bo tak pierwsi żydowscy tłumacze Biblii na język grecki, czyli autorzy tak zwanej Septuaginty, oddali tetrogram JHWH. Otóż słowo „Pan” też mi brzmi dzisiaj dziwnie. Mniejsza, że jednak trochę jak pan Kowalski, gorzej, że jak pan niewolników. A Chrystus jest naszym Bogiem, ale takim, który dla nas dał się ukrzyżować, czyli Przyjacielem, przez P absolutnie największe.

17:07, jan.turnau
Link Komentarze (21) »
poniedziałek, 21 listopada 2016
Mamona miara marna. O KIK-u i Haliku

Ewangelia Łukasza 21,4
Opowieść o ubogiej wdowie hojniejszej niż bogacze: do skarbony świątynnej wrzuciła tylko dwa drobne pieniążki. Jezus widząc to komentuje: „Ta uboga wdowa wrzuciła więcej niż wszyscy inni. Wszyscy bowiem wrzucali na ofiarę Bogu z tego, co im zbywało; ta zaś z niedostatku swego wrzuciła wszystko, co miała na utrzymanie.”
Zainteresowała mnie ta skarbona. O owej hojnej wdowie czytamy też w Ewangelii Marka (12,41-44), przy czym  z przypisu do tej perykopy w znakomitej skądinąd Biblii Poznańskiej mogłoby wynikać, że było to urządzenie tylko do zbiórki jałmużny, czyli pomagania ubogim.
Otóż tak dobrze nie było: składano tam w ogóle ofiary do dyspozycji arcykapłana, który je  zużywał na cele różne, wewnątrzświątynne albo właśnie charytatywne - wyjaśnił mi to mój  przyjaciel biblista pastor Mieczysław Kwiecień. Tak czy inaczej były to zawsze ofiary  dawane Bogu, ponieważ jest On w ubogich, choć także w inny sposób w budowlach Mu  poświęconych oraz liturgicznym.
Co zaś do przesłania perykopy dzisiejszej, wartość ofiar należy mierzyć nie tyle zgodnie z ekonomią, ile oczywiście z Ewangelią. Mamona ma wartość w ogóle względną, czego jej  niektórzy posiadacze pojąć nie są w stanie. To nam wykłada dzisiaj ogólnie Ewangelia Łukasza, najbardziej losem różnych biedaków przejęta.
Dołączam tekścik, który dziś w wersji papierowej „GW” uległ skrótom potężnym. 
Nagroda Klubu Inteligencji Katolickiej
Ks. Tomasz Halik budowniczym mostów
Warszawski Klub Inteligencji Katolickiej ma już 60 lat. Każde swoje urodziny postanowił z czasem łączyć z wyróżnianiem ludzi, którzy głoszą idee mu bliskie. Ustanowił nagrodę PONTIFICI, co z łaciny tłumaczy się „Budowniczemu mostów”. Poprzednio nagradzani byli Polacy, duchowni i świeccy, niewiasty i mężczyźni, katolicy i ewangelik reformowany, w sobotę wręczyliśmy nasze wyróżnienie sławnemu myślicielowi czeskiemu, rzymskokatolickiemu księdzu Tomaszowi Halikowi.
W laudacji dominikanin Tomasz Dostatni powiedział o nim: „Jest człowiekiem dialogu w wielu obszarach. Nauki i religii, dialogu ekumenicznego i dialogu międzyreligijnego. Także dialogu społecznego. Dialogu między wiarą i niewiarą. Budowanie mostów i pokonywanie sztucznie tworzonych podziałów jest jego życiową pasją i posłaniem, które odczytuje jako swoje zadanie życiowe i intelektualne. Tomasz Halik jest tej samej grupy krwi, co ludzie, którzy tworzyli Kub Inteligencji Katolickiej przez ostatnie 60 lat.”
Z przemówienia Laureata: „Kościół ma stawać się szpitalem polowym na arenie dzisiejszego świata - powiedział papież Franciszek, wielki prorok i prawdziwy pontifeks naszych czasów.
Ważnym oddziałem tego szpitala jest ten, na którym leczy się z poczucia strachu i frustracji, z czego rodzi się agresja i nienawiść, które są z kolei podporą demagogów. Ważnym przesłaniem takich instytucji jak Klub Inteligencji Katolickiej lub Czeska Chrześcijańska Akademia, którą kieruję już ponad ćwierć wieku, jest budowanie mostów porozumienia i zaufania, przerzuconych ponad rowami, które wykopali ci, którzy szerzą strach, przesądy, kłamstwa i nienawiść”.
Zacytowałem dostatecznie dużo, aby wyżej wymienione pokrewieństwo nasze ukazało się w pełnym blasku obustronnych zapewnień.

21:48, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
niedziela, 20 listopada 2016
Chrystus naprawdę naszym królem?

Ewangelia Łukasza 23,35-43
Dziś w całym Kościele rzymskokatolickim uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata, a wczoraj Episkopat Polski ogłosił Go królem Polski. Pomysł nienowy, ale dziwny obecnie, choćby dlatego, że monarchowie są teraz na ogół w cieniu, królowa angielska żadnej władzy nie ma. Czytamy poza tym dzisiaj w Biblii, że „Był także nad Nim napis w języku greckim, łacińskim i hebrajskim: «To jest król żydowski»”.Pamiętajmy zawsze, że był to napis na krzyżu: Jezus Chrystus jest Bogiem chrześcijan, czyli ukrzyżowanym. Boska Jego potęga to absolutnie inna jakość niż to, co się za potęgę uważa i urzeczywistnia niemal wszędzie, z Kościołami, a jakże, również.

19:57, jan.turnau
Link Komentarze (35) »
sobota, 19 listopada 2016
Saduceuszy zawsze dosyć

Ewangelia Łukasza 20,27-40
Znowu dyskusja z saduceuszami, czytana i komentowana przeze mnie niedawno. Nie wierzyli w zmartwychwstanie i mają ciągle swoich duchowych potomków. Niełatwo pokonać „empiriokrytycyzm”, przekonanie, że rzeczywistość to tylko, co widać i słychać, kiedy głosy z tamtego świata zupełnie innej są akustyki, a wizje optyki.

16:57, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
piątek, 18 listopada 2016
Słodycz, potem gorycz

Księga Apokalipsy 10,8-11
Dzisiaj perykopa o połykaniu Księgi, jedna z tych bardzo dziwnych teraz, bo czytamy Apokalipsę. Znowu mamy problem, co tu jest tą księgą (raczej zwojem), który narrator Jan ma spożyć. A była to taka, że w ustach smakowała mu jak miód, ale połknięta napełniła wnętrzności goryczą. Tym razem chodzi tu chyba też o ambiwalencję ludzkiej doli/niedoli, w której oba smaki na przemian czujemy.

22:55, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
czwartek, 17 listopada 2016
Otworzyć Księgę

Księga Apokalipsy 5,1-10
Od poniedziałku czytamy w Nowym Testamencie teksty tak swoim językiem różne od wszystkich poprzednich. Dzisiaj autor i narrator w jednej osobie, jakiś Jan, tożsamy z ewangelistą albo w każdym razie ktoś z jego kręgu, płacze, że Księga zamknięta jest na siedem pieczęci i nie ma nikogo, kto byłby godny nie tylko ją otworzyć, nawet na nią patrzeć.
Ale okazało się, że jest ktoś taki: Baranek. Jest tego godzien, „bo został zabity i krwią swoją nabył dla Boga ludzi z każdego pokolenia, języka, ludu i narodu, i uczynił ich Bogu naszemu królestwem i kapłanami, a będą królować na ziemi.” Baranek Jezus może otworzyć Księgę, bo nadał taki właśnie sens jej narracji. Zwycięstwo poprzez klęskę.
PS. Zapomniałem wyjaśnić, cóż to jest ta Księga tutaj. Biblia Tysiąclecia wyjaśnia króciutko w przypisie: „Symbol wyroków Bożych w sprawie losów świata”. Ale też: „Inni widzą w niej księgi Starego Testamentu”. Ks. Michał Czajkowski uważa, że to pierwsze, i mnie się też tak widzi. Muszę jeszcze do tego problemu wrócić.

16:19, jan.turnau
Link Komentarze (29) »
środa, 16 listopada 2016
Arytmetyka dziwna taka

Ewangelia Łukasza 19,26
„Każdemu, kto ma, będzie dodane, a temu, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma”. Tylko pedant jakiś zobaczy tu błąd logiczny, bo nie można nikomu zabrać coś, czego on nie ma. W tej formule paradoksalnej, powtarzającej się nieraz w ewangeliach, mamy po prostu chrześcijański radykalizm. Przeniknięty jednak – teraz to już wreszcie rozumiemy – Bożym oraz naszym miłosierdziem dla tych, którzy sobie ze swoimi obowiązkami nie radzą.

12:49, jan.turnau
Link Komentarze (19) »
Zacheusza, supercelnika bronię

Wpis na wtorek 15 listopada

Ewangelia Łukasza 19,1-10
Pamiętamy (jak nie, to przeczytajmy): bardzo bogaty, a wzrostu niskiego zwierzchnik celników Zacheusz tak pragnie zobaczyć Jezusa pośród tłumu, że włazi na drzewo (sykomorę, czyli rodzaj figi). Spostrzegłszy go, Jezus oznajmia, że musi zatrzymać się w jego domu,
czym oczywiście wywołuje zgorszenie. Celnik już jako kolaborant z okupantem był grzesznikiem oczywistym, także jednak dlatego, że okradał rodaków ustalając sam wysokość podatku z pokaźną nadwyżką przeznaczoną do własnej kieszeni. Zacheusz tłumaczy się
jednak Jezusowi, że połowę swego majątku daje ubogim, a jeśli kogoś w czymś skrzywdził, zwraca poczwórnie (z Biblii Poznańskiej wiem, że Prawo nakazywało tylko zwrot należnej faktycznie sumy z nadwyżką w wysokości jednej piątej). Zwracam na tę deklarację o faktach, nie tylko obietnicach uwagę, bo ewangelia cytuje ją, tak jakby była prawdziwa, bez żadnego powątpiewania, i Zacheusz wypada w tekście biblijnym znacznie lepiej niż na przykład w homilii kaznodziei skądinąd znakomitego, którą słyszałem, gdy parę tygodni temu tekst był przeznaczony do czytania w niedzielę. Zawód miał wątpliwy moralnie, ale wykonywał go wyjątkowo uczciwie. Jest przykładem nie tyle nawróconego grzesznika, ile człowieka uznawanego za takiego niesłusznie.

09:13, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
Wiara, cuda i Jego moc

Wpis na poniedziałek 14 listopada.

Ewangelia Łukasza 18,35-43
Żebrak niewidomy prosi Jezusa z Nazaretu, żeby przejrzał, Jezus powiada: „Przejrzyj, wiara twoja cię uzdrowiła” i tak się staje. Drobne tutaj różnice między ewangelistami: według Mateusza niewidomych było dwóch i nie żebrali, według Marka uzdrowiony miał na imię Bartymeusz. Autorzy ci byli ewangelistami, nie historykami dzisiejszymi, co każdy, nawet drobny fakt traktują z atencją. No i Mateusz nie cytuje słów Jezusa, że uzdrowiła wiara: to już sprawa ważna teologicznie, ale i pierwszy w kanonie ewangelista nie myślał inaczej. Między wiarą   a   uzdrowieniem   też   stwierdził   związek   przyczynowy   (Mt   9,22).   U   Marka   (6,5) wyczytać poza tym można, że w swoim rodzinnym Nazarecie Chrystus nie mógł uczynić żadnego cudu, do tego trzeba było wiary w Jego moc. Miał tę wiarę ów żebrak, prosząc o zmiłowanie „Jezusa, Syna Dawida”, czyli oczekiwanego Mesjasza. Nadzwyczajne moce Syna Bożego to na pewno dla nas ludzi rzeczywistość nie do pojęcia: w tejże ewangelii Łukaszowej, choć tylko w niej, Jezus upiera się, że ktoś Go dotknął, bo poczuł moc z Niego wychodzącą (8,45) – czyli mogłaby się wyczerpać? Tyle moich komentarzy na dzisiaj.

09:07, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
niedziela, 13 listopada 2016
Praca nad sobą, aby pracować. Książki Benedykta XVI i ks. Jana Kaczkowskiego

2 List do Tesaloniczan 3,1-12
„Kto nie chce pracować, niech też nie je”.
Paweł irytuje się nieróbstwem adresatów, podaje siebie za przykład pracowitości, gani mocno tych, co „wcale nie pracują, lecz zajmują się rzeczami niepotrzebnymi”. Albowiem „kto nie chce pracować, niech też nie je”. Biblia Jerozolimska: „To złota reguła pracy chrześcijańskiej”.
Co zrobić z leniami? Na podstawie długiego doświadczenia życiowego zabłysnę może banałem zresztą, że aby polubić pracę, trzeba nad sobą pracować. Wyrobić w sobie taki nałóg niemal. Byłem sporo lat leniem, teraz wpadam w tak zwany pracoholizm (pewnie „ergoholizm” raczej), bo w ogóle – pochwalę się brzydko – nad sobą od dawna pracuję. I wznoszę hasło: „By nam nie czyniono ujmy, to nad sobą wciąż pracujmy”. Amen! Oraz sobie czytajmy. Oto dwie moje do tego zachęty, teksty do „GW”.
Z papieżem jak równy z równym
Benedykt XVI i Peter Seewald: „Ostatnie rozmowy”. Tłumaczenie : Jacek Jurczyński SDP (salezjanin). Dom Wydawniczy „Rafael”, Kraków 2016. Joseph Ratzinger: „Głód Boga. Kazania z Pentling”. Przekład: Paweł Kaźmierczak, wprowadzenie: ks. Robert J. Woźniak, przedmowa: Benedykt XVI, posłowie: ks. Jerzy Szymik. Wydawnictwo WAM. Kraków 2016.
Drukowane rozmowy z papieżem przestały być jakąkolwiek sensacją. Książkowe, prasowe. Także książkowe z Benedyktem XVI, ale kolejna z nim Seewalda stanowi sporą nowość. Jest to rzecz o Josephie Ratzingerze. O nim samym. O tamtych wielkich sprawach również, ale też o samym arcydostojniku wyniosłego przecież Kościoła. A wyznania osobiste wyniosłość likwidują.
Ot, choćby taka odpowiedź na pytanie, „czy Papa Emeritus boi się śmierci, a przynajmniej umierania?” – „W pewnej mierze tak. Po pierwsze, chodzi o obawę, że będzie się ciężarem dla ludzi, spowodowanym dłuższym czasem upośledzenia (...) Z drugiej strony, przy całej ufności, jaką żywię, że dobry Bóg mnie nie odrzuci, im bliżej jestem Jego oblicza, tym bardziej zdaję sobie sprawę, jak wiele popełniłem błędów. Tym samym rzygniata mnie ciężar winy, chociaż nie tracę fundamentalnej nadziei. (....) Nie zawsze traktowało się człowieka odpowiednio, nie zawsze sprawiedliwie.”
Pancerza ani śladu, tego, którym okrywa się siebie stojąc na cokole. Seewald nie omija spraw, za które kardynał Ratzinger, potem BXVI był krytykowany albo prowokowały pytania, jak na przykład ta o przejściu na emeryturę. Emeritus nie zachowuje się, jak penitent w konfesjonale, raczej broni się niż bije w piersi, odpowiada nieraz dyplomatycznie. Seewaldteż nie atakuje, bo rozmówcę poważa niezwykle, ale i tak to normalna rozmowa równego z równym. Naprawdę, jak napisano natychmiast, to kościelna sensacja.
Jak ktoś po tej lekturze go polubił lub lubił zawsze, zajrzy może do innej jego książki. Niemcy wydali mu jego homilie wygłaszane w wiejskim kościele tego kraju, już gdy był szefem watykańskiego urzędu do spraw doktryny. Nie jest to, rzecz jasna, jakaś awangarda teologiczna ani Franciszkowa duszpasterska prostota i śmiałość, to ten kardynał, jakiego znamy z tylu lat na kościelnym wierzchołku, pożyteczne tamtych ważnych myśli przypomnienie. Przy tym język zawsze zwyczajny, mówca gorszy niż JPII, ale pisarz lepszy.
Czyta się to poza tym inaczej dzisiaj, po tym, jak zajaśniał szczególną pokorą. Przecież nie wiedział, kto przyjdzie po nim, czy nie ktoś innych poglądów. Kardynała Bergoglia nie spodziewał się, wyznaje nawet: „Kiedy usłyszałem imię, czułem z początku niepewność. Ale potem, gdy zobaczyłem, jak rozmawia z Bogiem i ludźmi, ucieszyłem się i poczułem szczęśliwy”. Dalej dużo jeszcze o powodach tego zadowolenia: „Nowy powiew w Kościele, nowa radość, nowy charyzmat przemawiający do ludzi - to wszystko cieszy”. Mnie cieszy dodatkowo ta radość Emeryta. Głośne myślenie Masturbacja, antykoncepcja itp.
Jonasz
Takie coś nazywa się dzieło pośmiertne. Praca jeszcze za życia, publikacja już potem. Joanna Podsadecka zdążyła jeszcze zrobić z ks. Kaczkowskim następną książkową rozmowę. Bardzo ciekawą, bo seksu dotyczącą. Niech księża o nich mówią, mimo że w celibacie żyją, byleby nie byli za bardzo pewni swego. Niech nie milczą, jeżeli zdobyli sobie autorytet znakomitą pomocą ludziom: ciekawe, co myślą „de sexto”, jak mówiło się po łacinie, o przykazaniu przez przypadek właśnie szóstym.
Ksiądz Kaczkowski uważa. Na pytania własne autorki i liczne z portalu „Deon” odpowiada ostrożnie. Sugeruje, że masturbacja może być grzechem ciężkim, jeśli popełniana jest z premedytacją, ale przecież „nasze ciało nas nie słuchało, choć sumienie mówiło: nie”. Ja dodam jeszcze, że w każdym razie lepszy tak zwany samogwałt niż gwałt drugiej osoby, co i w małżeństwie się zdarza. Aby tylko nie wpaść w nałóg.
Antykoncepcja. Tu też autor nie mówi, że to nie zawsze grzech ciężki, bo czasem „naturalne” metody zawodzą, ale ja również tutaj byłbym mniej ostrożny. Wraz z wybitnymi teologami katolickimi aborcję od antykoncepcji odróżniam fundamentalnie. Nauczmy się od prawosławnych, żeby – jak powiedział patriarcha Konstantynopola Atenagoras – do małżeńskiej sypialni nie wchodzić.
„Rozwodnicy”. Joanna Podsadecka pyta: „Myślisz, że Kościół stanie się bardziej miłosierny dla osób żyjących w związkach niesakramentalnych?” Ksiądz odpowiada w książce wydanej w październiku br., że nie sądzi, „ponieważ byłaby to fundamentalna zmiana nauki”.
Podsadecka: „Ale skoro tak żywa jest dyskusja na temat komunii dla ludzi rozwiedzionych...” Kaczkowski: „Musimy czekać cierpliwie. Zobaczymy. Nie spodziewałbym się rewolucji, bo to pociągnęłoby presję na inne zmiany.” Ten argument jednak bardzo jest ostrożniacki: doktryna nie jest wieżą zbudowaną z cegieł, kiedy jedną się wyjmie, budowla nie runie. A zresztą w adhortacji „Amoris laetitia” Franciszek przecież właśnie zaryzykował furtkę miłosierną, oczywiście budząc bunt (odsyłam do felietonu z 5 listopada).Homoseksualiści: w tym rozdzialiku na końcu wyznanie z „Deonu” geja będącego w związku z rówieśnikiem. Chłopak napisał, że zawsze był blisko Boga, czasem też blisko Kościoła, ale czuje się przez ludzi Kościoła odrzucony, choć aprawdę nie chce niszczyć niczyjej rodziny. Nie chce rezygnować z uczestnictwa w życiu Kościoła. Na co ksiądz: „To niezwykła odwaga z Pana strony, że tak jasno postawił Pan swój czy też wasz [rówieśnika] problem. Jest mi niezręcznie oceniać mój Kościół, to byłoby bardzo niestosowne. Mam nadzieję, że poradzą sobie Panowie w naszym wspólnym Kościele i że jakoś to wszystko ułożycie w zgodnie z własnym sumieniem i nauką Kościoła.” Ładnie powiedziane, niech moją puentą będzie.
Ks. Jan Kaczkowski, Joanna Podsadecka: „Dasz radę. Ostatnia rozmowa”. Wydawnictwo WAM, Kraków 2016.

12:11, jan.turnau
Link Komentarze (21) »
sobota, 12 listopada 2016
O szczęściu, szczęściu...

Psalm 112,1b
„Szczęśliwy, kto się boi Pana i kocha Jego przykazania”
To tłumaczenie 11 Kościołów, Tysiąclatka, którą zawsze cytuję, ma „błogosławionego”; pisałem tu nieraz, że są to w obu językach biblijnych terminy jakoś bliskoznaczne. Niemniej należy kłaść akcent na szczęściu, nie na „błogosławieństwie”, bo to brzmi jak jakaś ocena etyczna. Tylko że tak czy inaczej niełatwo uwierzyć psalmiście. Choćby się wiedziało, że bojaźń Boża to żaden lęk przyziemny, a przykazania to nie pęta nałożone przez pedagogów kija. Trzeba nam do tego szczęścia sumień bardzo wrażliwych (choć raczej nie skrupulanckich), a w ogóle najlepiej wiary religijnej gorącej. Jedno i drugie to dary Boże, nie każdemu tak samo dawane.

19:34, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
piątek, 11 listopada 2016
Abyśmy...

2 List Jana 1,5
„A teraz proszę Cię, Pani, abyśmy się wzajemnie miłowali”. Ta Pani to któraś ze wspólnotkościelnych znana dobrze autorowi, Janowi ewangeliście albo jego uczniowi. Miłujmy się – ale jak to zrobić? A polubić bliźniego dodatkowo w sensie niezależnych od woli emocji czasem jeszcze trudniej.

12:19, jan.turnau
Link Komentarze (23) »
czwartek, 10 listopada 2016
Co na to ten Filemon?

List do Filemona 17-20
Najkrótszy z listów Pawłowych, list dosłownie, w jednej sprawie tak zwanej konkretnej. Napisany do właściciela zbiegłego niewolnika, żeby go przyjął z powrotem i to bardzo serdecznie, „jako brata umiłowanego”. Mogła to być wręcz propozycja wyzwolenia go. Sprawa szczegółowa, ale ogólna zarazem, potraktowania społecznego problemu, który musiał boleć bardziej wrażliwych chrześcijan. Nie wiemy, co zrobił Filemon, jego ewentualna odpowiedź nie zachowała się, pewnie nikt o to nie zadbał, zresztą nie musiała być chyba pisemna. Ważniejszy jest tekst apostoła i mamy go na szczęście, ale ciekawe, jaki odniósł skutek. Otóż biblista, który napisał wstęp do tej księgi w naszym EPP, pastor Mieczysław Kwiecień, zapewnił mnie, że Filemon Pawła posłuchał. Był przecież jego przyjacielem, przezeń nawróconym, bardzo religijnie zaangażowanym, przewodniczącym wspólnoty chrześcijańskiej w Kolosach, a niewolnik Onezym też już chrześcijaninem. Był to już układ personalny całkiem inny niż te normalne w ustroju niewolniczym.

21:21, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
W świątyni i zaraz obok

Wpis na środę 9 listopada 2016 r.

1 List do Koryntian 3,16-17
Liturgiczna rocznica matki świątyń rzymskokatolickich, czyli poświęcenia tej starożytnej bazyliki św. Jana na Lateranie. Papieżowi renesansowemu nie było jej dosyć, budował dodatkową, tę świętego Piotra kosztem potężnym, ponieważ między innymi na to szły pieniądze zbierane ze sprzedaży odpustów. Nazywam tak tamtą akcję, bo była skandaliczna, kompromitująca sama doktrynę o owych odpustach. Można wierzyć, że nie ma alternatywy: niebo czy piekło, jest jeszcze trzecia możliwość, czyli czyściec. Nie jesteśmy nieraz po śmierci gotowi do wejścia do nieba, musimy się jeszcze duchowo oczyścić, mogą nam w tym pomóc modlitwy za nas „ziemian”, a może i czynione w tym celu ich dobre uczynki, czyli na przykład wspieranie jakichś dobrych dzieł. Ale zrobienie z podobnej teologii uzasadnienia dla czegoś takiego, co sprowokowało Marcina Lutra, to było jakieś świętokradztwo. Kosztowało rozłam.
Wracam do liturgicznego tematu dnia. Z Ewangelii św. Jana wybrano nam do czytania opowieść o oczyszczeniu świątyni jerozolimskiej z odbywającego się handlu. Jezusa zbulwersowało coś podobnego trochę do tamtej pseudosakralnej przedsiębiorczości XVIwiecznej.
Można jednak bezcześcić świątynię jeszcze inaczej. Z listu Pawłowego wybrałem takie słowa: „Czyż nie wiecie, żeście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was? Jeżeli ktoś zniszczy świątynię Boga, tego zniszczy Bóg. Świątynia Boża jest święta, a wy nią jesteście.” Otóż te słowa skojarzyły mi się z opowieścią o księdzu Ziei, którą przypomniał Janusz Poniewierski w „Tygodniku Powszechnym” w 25. rocznicę jego śmierci. A była to opowieść Michała Czajkowskiego w mojej książkowej rozmowie z nim pt. „Nie wstydzę się Ewangelii”. Miał Zieja rekolekcje dla studiujących na KUL-u księży na początku roku akademickiego. „Wszedł na ambonę kościoła akademickiego, żeby wygłosić pierwszą naukę, ale nie szło mu, widać było, że myśli o czymś innym. Wreszcie przerwał mówiąc: - My tu nie możemy zajmować się Panem Bogiem, kiedy tam siedzi kobieta z dzieckiem i marznie. I wyszedł, a myśmy skonsternowani siedzieli i czekali. Wrócił po dobrym kwadransie i spokojnie kontynuował”. I już więcej nie widzieli tej młodej kobiety żebrzącej od kościołem – dodaje Czajkowski, a ja dodaję, że także ona oczywiście była (jest dalej) świątynią Boga.

21:18, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
środa, 09 listopada 2016
Starzec jestem stateczny, ale...

Wpis na wtorek 8 listopada

List do Tytusa 2,1
„Starcy winni być ludźmi trzeźwymi, statecznymi, roztropnymi, odznaczającymi się zdrowąwiarą, miłością, cierpliwością .”
Może faktycznie zrobiłem się taki na starość, podejrzewam,że aż za bardzo, za mało we mnie młodego ducha. A co do zdrowej wiary, miłości,cierpliwości, ile ich we mnie? Oczywiście za mało.

13:04, jan.turnau
Link Komentarze (20) »
poniedziałek, 07 listopada 2016
Przebaczać co chwileczka

Ewangelia Łukasza 17,3-4
„Jeśli brat twój zawini, upomnij go i jeśli będzie żałował, przebacz mu. I jeśli siedem razy na dzień zawinił przeciw tobie i siedem razy zwrócił się do ciebie mówiąc: - Żałuję tego, przebacz mu.”
Papież Franciszek powtarza, że Bóg nigdy nie nudzi się przebaczaniem, bierzmy z Niego przykład. Co do mnie, powinienem na przykład cierpliwie znosić powtarzanie po pięć razy tego samego przez naszego wychowanka schizofrenika, choć to trochę wynika ze zwyczajnego gadulstwa, nad którym mógłby co nieco zapanować. Przeprasza zresztą, a w ogóle wyanielił się zupełnie od czasów pierwszej młodości, kiedy zachowywał się wręcz bandycko.

19:26, jan.turnau
Link Komentarze (39) »
niedziela, 06 listopada 2016
„Totaliter aliter”

Ewangelia Łukasza 20,27-38
Dyskusja z saduceuszami na temat zmartwychwstania, w które ci w przeciwieństwie do faryzeuszy nie wierzą. Pytają Jezusa: którego żoną będzie po zmartwychwstaniu wdowa po siedmiu kolejnych mężach? Odpowiedział im, że na tamtym świecie takich problemów nie będzie, bo i małżeństw nie będzie. To jest jakaś wskazówka na temat „realiów” życia przyszłego, ale chcielibyśmy wiedzieć więcej... Otóż istnieje taka średniowieczna legenda, że komuś przyśnił się zmarły przyjaciel. Tamten zapytał go, jak tam jest, na co otrzymał odpowiedź: totaliter aliter, czyli całkiem inaczej. Wpis mini, więc taki załącznik, tekst napisany do dwumiesięcznika „Bunt Młodych Duchem”.
Notatnik zwariowanego ekumenisty
Wielki prekursor katolickiej odnowy
EKUMENISTA ZE WSI OSSE
Gdzie i kiedy mogłem go po raz pierwszy usłyszeć? Chyba było to wnet po moim sprowadzeniu się do Warszawy, czyli na samym początku lat 60., w kościele sióstr wizytek. Biruta była już chyba moją żoną, a Mimka naszą wspólną przyjaciółką. Chyba moja matka namówiła nas, abyśmy choć raz posłuchali przesławnego duchownego. Otóż mój entuzjazm na temat księdza Ziei nie od razu się zaczął. Któreś z nas młodych pozwoliło sobie na kalambur, że nomen omen, on właśnie zieje. Jego patos kaznodziejski niespecjalnie nam się podobał, a treść nie zafrapowała jakoś swoim ewangelicznym radykalizmem. Był w tym sposobie oratorskim jednak dosyć staroświecki.
Szabat dla człowieka
Tyle tylko, zaznaczę coś zupełnie oczywistego, że ział zawsze najbardziej autentyczną miłością, nie nienawiścią, którą słyszę czasem z naszych ambon. Troską o każdego bliźniego, szczególnie tego najmniej hołubionego przez los. Teraz wspomnienie nieco późniejsze. Było to już w „oazie na Kopernika”, tam, gdzie wtedy mieścił się Klub Inteligencji Katolickiej, chyba w pokoju zwanym jego czytelnią.
Ksiądz Jan komentował fundamentalne powiedzenie Jezusa, że szabat jest dla człowieka, nie człowiek dla szabatu. Podstawowe, bo wynika zeń także głębsze pojmowanie etyki chrześcijańskiej. Spotkanie było może już o prawach człowieka, choć dyskusja na ten temat kontrowersyjny politycznie zaczęła się później. Nie, pewnie okazją domocnych słów o szabacie był rozpoczynający się właśnie rewolucyjny Sobór Watykański II. Ściągnięto z Krakowa jego stałego obserwatora w „Tygodniku Powszechnym”, księdza Andrzeja Bardeckiego, i paru innych ekspertów, aby watykańskie arcywydarzenie rozgłaszać na polskiej ziemi. I zabrał głos następnie Tadeusz Mazowiecki.
Zapamiętałem, że zaczął słowami: - Trudno przemawiać po ojcu Ziei. Trudno było szczególnie jemu, znanemu z braku oratorskich talentów. A nazywaliśmy wielkiego duchownego ojcem, choć żadnym zakonnikiem nie był, bo w sposób oczywisty przekraczał duchowo swoją środowiskową przeciętność. W ogóle zresztą przeciętność człowieka.
Przekonał mnie do ikon
Widywałem go też obok KIK-u, w „Więzi”. Pisywał u nas od trzeciego numeru (1958), w którym z modlitewnika „Z Chrystusem w drogę życia”, wydanego konspiracyjnie w roku 1943, przedrukowaliśmy modlitwę „Ojcze nasz, pracujących społecznie”. Poznałem go osobiście może dopiero wtedy, kiedy przyszedł do redakcji zapytać, kto to jest ten Turian, który skrytykował kult obrazów. Wydrukowali mi mianowicie koledzy felieton pod dekalogowym tytułem „Nie uczynisz sobie obrazu rytego”, „protestantyzowałem” wtedy bowiem młodzieńczo. Otóż ojciec Jan był otwarty raczej na prawosławie i tego sposobu wyrażania sacrum zaczął przede mną bronić. Tak skutecznie, że od tamtej rozmowy cytuję opinię Lutra, iż ten problem nie należy do chrześcijańskiej wiary. Można zatem – uważam – ikony uwielbiać religijnie, adorować je nawet zamiast Hostii w monstrancji, jak to czynią prawosławni.
Albo - przeciwnie - strzec się nawet „pasyjki” na krzyżu. Co do luteranów, to bywa u nich różnie: w jednej świątyni warszawskiej, w tej przy pl. Małachowskiego, obraz i krucyfiks, w tamtej przy pl. Unii Lubelskiej tylko krzyż bez żadnej rzeźby. Pluralizm raczej zdrowy. Patriarchy prawosławia krytyka Zieja interesował się dialogiem z prawosławnymi bardzo. W 1972 r. opublikował w naszej „Więzi” swoje tłumaczenie pięciu fragmentów książki francuskiego teologa tego Kościoła Oliviera Clémenta. Ów konwertyta na prawosławie przeprowadził bardzo śmiałe rozmowy z patriarchą ekumenicznym Konstantynopola Atenagorasem I. Naprawdę ekumenicznym: to nie tylko tytuł przyznany kiedyś drugiemu Rzymowi, by zrównoważyć autorytet pierwszego, ale również określenie postawy umysłowej i duchowej. Która oznacza także kościelny samokrytycyzm. Cytuję.„Wygnaliśmy Go nawet z tego miejsca, gdzie nam się daje w zupełności, z Kielicha. Kościół podzielony rozdziera swego Pana, podczas gdy cały powinien być żywym kielichem, z którego przeobficie wylewają się boskie moce dla wszystkich ludzi.” „Ludziom Kościoła najbardziej brakuje Ducha Chrystusowego, pokory, wyrzeczenia się siebie, bezinteresowności, zdolności do dojrzenia w bliźnim czegoś lepszego. Boimy się, chcemy zatrzymać to, co jest skazane na zagładę, bośmy do tego się przyzwyczaili; chcemy, by racja była przy nas, a nie przy innych; pod mianem stereotypowej pokory pielęgnujemy w sobie ducha pychy i władczości.”
„Żeby Kościół i chrześcijaństwo znów się zjednoczyły, trzeba najpierw, żeby Kościół stał się pokorny i ubogi w postaci, w jakiej ukazuje się światu. (...) Papież i niektórzy biskupi katoliccy mogą nas wiele w tej dziedzinie nauczyć.”
„Chrystianizm to życie w Chrystusie. A Chrystus nigdy nie pozostaje na negacji, na odmowie. To my obciążyliśmy człowieka tyloma brzemionami. Jezus nigdy nie mówi: - Nie będziesz czynił, nie wolno. Chrześcijaństwo nie stworzyło zakazów: jest życiem, ogniem, tworzeniem, oświeceniem. Przez ufność odmienia się serce. I tak, powoli, powoli życie Zmartwychwstałego wlewa się w nas (...) I co myśmy zrobili z  chrześcijaństwa? Religię prawa i zadowolenia z siebie samego! Niech pan pomyśli na przykład o tym lęku przed kobietą i miłością, który stał się charakterystyczny dla psychologii chrześcijańskiej.”To „wyimki” z numerów 1/1972, 4/1972. Teraz coś z numeru 3/1972, specyficznego, bo tłumacz podpisał się tylko „J. Z.”. Miał problem dyplomatyczno-etyczny, bo ten Clément zapytał patriarchę o sprawę delikatną: „Co mamy myśleć o encyklice «Humanae vitae”», o której tyle się mówi w tej chwili?”.
„Do izby małżeńskiej nie chodzę” Otóż drugi Rzym najpierw pobronił pierwszego, Atenagoras I Pawła VI, ale nie do końca. Najpierw była (rozumiem ją) jakaś między hierarchiczna solidarność. „Papież nie mógł mówić inaczej. Nie mógł działać inaczej. Nie mógł. Co do tego problemu jest tradycja Watykanu, jest język Watykanu. Papież nie mógł tego zlekceważyć, z tym zerwać. Trzeba zrozumieć, co chciał powiedzieć tym językiem, który nie jest całkowicie jego językiem, trzeba zrozumieć wartości, których chciał bronić: świętość miłości człowieczej; tajemnica narodzin dziecka; radość, o jakiej mówi Ewangelia, że «człowiek się na świat narodził»; charakter rozkładowy przyjemności zmysłowej, jeżeli damy jej autonomię, jeżeli nie wzniesiemy się ponad nią, jeżeli nie uświęcimy jej uczuciem osobistym, jeżeli nie będzie otwarta ku całej niezmienności życia i miłości z całą jej płodnością... Papież chciał też bronić praw rodziny przed nowym totalitaryzmem, zagrażającym w niektórych krajach Trzeciego Świata, przed totalitaryzmem chemicznym, biologicznym...” I dalej słowa patriarchy o milionach katolików, którzy chcą ścisłych rozwiązań i jeżeli nie przedstawi się im rozwiązań tradycyjnych, będą mieli wrażenie, że zaleca się im coś całkiem przeciwnego.
Ale – powiedział Atenagoras - „My, na szczęście, nie mamy takich trudności. Zostawiamy to sumieniu każdego człowieka, jego stosunkom ze spowiednikiem, ojcem duchownym. To nie znaczy, że nie mamy tu nic do powiedzenia, wcale nie! Zwłaszcza w tej dziedzinie powinniśmy pomóc człowiekowi, by stał się osobą odpowiedzialną (...) A jeżeli już nią jest – mogę ją tylko otaczać czcią. Jej izba małżeńska jest dla mnie miejscem świętym. Nie chodzę tam.”
Następnie słowa patriarchy o księżach żonatych. „Celibat kościelny może mieć wielką wartość apostolską, może oznaczać całkowitą ofiarę z siebie samego”, ale powinien być dobrowolny. I tak rozmówcy doszli do sprawy rozwodów, które Kościół prawosławny toleruje w drodze wyjątku i „ekonomii” miłosierdzia, „nie odrzucając tych, co idą po omacku, niekiedy błąkając się” (to słowa Clémenta).To praktyka znana, ale ciekawe, że patriarcha jest za jeszcze większym miłosierdziem w sprawach małżeńskich: „Wyświęcamy na kapłana człowieka żonatego, ale kapłanowi żyjącemu dotąd w celibacie zabraniamy związku małżeńskiego”.Clément przypomina wtedy, że w Kościele pierwotnym nawet biskupi mogli się żenić, a Atenagoras pyta, czemu dzisiaj, we epoce bardziej podobnej do tamtej niż do tej późniejszej z Kościołem cesarskim, kapłani żonaci, nawet wybitni, nie mogą zostać biskupami. Dyskusja tak swobodna wydała się ojcu Ziei niebezpieczna nawet dla tłumacza: takie to były czasy... Nic dziwnego jednak, że miał ochotę przestawiać takie myśli polskim katolikom: były mu niezmiernie bliskie. Gdy patriarcha zmarł 7 lipca 1972 r., napisał o nim oczywiście w „Więzi”. Wydrukowaliśmy jego tekst zaraz na wstępie numeru, potem kalendarium biograficzne oraz kolejny przedruk z tamtej książki, tym razem fragment o samym zmarłym.
Sojusz dwóch Rzymów
Zieja przypomniał, że to Atenagoras I wystąpił do Pawła VI z historyczną inicjatywą cofnięcia wzajemnych ekskomunik, rzuconych w roku 1054. Według polskiego ekumenisty było to nie tylko uznanie obu Kościołów za siostrzane (bratnie), ale za jeden Kościół. Tylko że sam  autor tych słów widział jeszcze wiele oznak rozdarcia i one nie znikły dotąd, a sama teza o jednym Kościele była pewnie akceptowana przez tamtego patriarchę, ale nie przez jego wspólnotę kościelną, nie mówiąc o innych prawosławnych. Trzeba wiedzieć, że chrześcijańskiemu otwarciu Atenagorasa odpowiadało wtedy podobne po stronie rzymskokatolickiej: Paweł VI nie tylko współdokonał anulowania anatem: chcieli podobno nawet wspólnie sprawować Eucharystię, ale nie zgodziła się na to watykańska kuria, choć może również jej odpowiednik patriarchalny. Sam ten biskup Rzymu zdobył się jednak na gest niebywały: przed przedstawicielem następnego patriarchy ekumenicznego, Dimitriosa, metropolitą Melitonem, wręcz padł na kolana i ucałował jego stopy. Ale nawet w scentralizowanym Kościele papieskim pewne decyzje dojrzewać muszą bardzo powoli, cóż dopiero w mających strukturę synodalną Cerkwiach. Co zaś właśnie do struktur, to tamto eseistycznie wspomnienie Ziei kończy się taką grą obrazów: Niebotyczna papieska iglica 
„A opoka Piotrowa, na której Chrystus buduje swój Kościół, coraz bardziej daje się poznać światu nie jako samotna niebotyczna iglica skalista, na której zaledwie jeden człowiek oprzeć może swe stopy, ale jako miejsce przestronne, na którym wszyscy, których Duch Święty postawił, aby rządzili Kościołem Bożym, schodzą się razem w prawdzie i miłości, jako znaki widzialne jednego niepodzielnego Ciała Chrystusowego”. Czyli właśnie owa decentralizacja, kolegialność. Nieraz przeszkadza w rozwoju, hamuje zmiany, jak to było właśnie podobno wtedy w obu Rzymach, ale w ogóle jest eklezjalną koniecznością.
Clément wspomniał, że jego książkowy rozmówca powiedział kiedyś do niego: „Przystąpi pan jutro do Komunii. Jest pan o wiele godniejszy niż ja, ma pan szansę, że nie będzie patriarchą”. Czyli wybiera się na ten urząd nie zawsze najlepszych Niemniej następni konstantynopolscy zwierzchnicy podtrzymują tradycję otwarcia, a obecny, Bartłomiej I, przyjaźni się z Franciszkiem wyjątkowo serdecznie. Kiedy dojdzie do wspólnego Łamania Chleba, jednak nie wiemy, trzeba na to o wiele większej jedności w całym samym prawosławiu, gdzie stosunki Drugiego Rzymu z Trzecim są wyjątkowo chłodne. Długo oczekiwany Sobór Wszechprawosławny odbył się przecież bez Moskwy i paru innych patriarchatów, Bartłomiej musi się teraz bardzo hamować. Szczególnie że agresywny konserwatyzm prawosławny, grecki, rosyjski, przeraża.O „rozwodnikach” zupełnie jak Franciszek Tyle o ojcu Ziei jako rzeczniku jedności chrześcijaństwa, głównie o samej tej kwestii, ale to przecież notatnik tej sprawie poświęcony. Wrócę teraz do innej międzyludzkiej sprawy: rozłamów małżeńskich. W „Buncie Młodych Duchem” ukazały się w numerach 36- 41 po raz pierwszy w druku myśli ojca Ziei na różne tematy pastoralne, między innymi i tamtej tak dzisiaj dyskutowanej, szczególnie po adhortacji Franciszkowej „Amoris laetitia”. Otóż wiele lat temu, w sierpniu 1975 r. prorok polski myślał i czuł podobnie jak teraz papież. Napisał: „Tych, którzy na tę drogę [ślubów tylko cywilnych] wstępują, uważa się za publicznych grzeszników, nie dopuszcza się ich do Komunii świętej, choćby oni tego szczerze pragnęli, uznając swoją słabość, winę i grzeszność. Tak jest dziś. Czy może być inaczej? Na pewno nie, jeśli chodzi o samą zasadę nierozerwalności małżeństwa, ta bowiem jest z woli Bożej. I na pewno nie, jeżeli chodzi o samą zasadę prawa kościelnego. Ale może i powinien ulec zmianie stosunek sądów kościelnych i duszpasterzy do tych «publicznych grzeszników»”. Dalej parę przykładów sytuacji mogących być podstawą do stwierdzenia nieważności małżeństwa, a potem jeszcze coś znacznie więcej. „Duszpasterze zaś i spowiednicy nigdy nie powinni traktować konfesjonału jako organ wykonawczy sądów kościelnych, ale jako znak Miłosierdzia Bożego nad słabym, grzeszącym i nawracającym się człowiekiem. Nie ma grzechu, którego Bóg nie chciałby czy nie mógł przebaczyć, gdy grzesznik skruszony o to prosi. Nie ma sytuacji, w której by wobec Boga, ale po ludzku naprawić się nie dało. Niemożliwe wobec litery prawa może być możliwe wobec nieskończonego Miłosierdzia Bożego. A pokuty i zadośćuczynienia wobec Boga i ludzi może i trzeba dopełniać zawsze w ludzki sposób.” Toż to dokładnie rozumowanie Franciszkowe – oraz prawosławne. Prawo to jeszcze nie wszystko! A księża żonaci, gdy zabraknie celibatariuszy, według Ziei też możliwi. Mamony też ziemiańskiej nie znosił Był poza tym arcyodważny w trosce o ubogich. Tak jak Franciszek walczył o Kościół niehandlowy. Nie napiszę o tym wiele, bo to sprawa szeroko znana: jego potępianie księżego zdzierstwa jest niemal legendarne. Nie spotkałem natomiast nigdzie informacji o jego rekolekcjach dla ziemian. Moja matka  powiedziała mi o nich kiedyś, że były bardzo mocne: poruszał sumienia „obszarników”, moich rodziców na przykład. Mamusia notowała je, zostawiła mi w spadku zeszyt z takim dokumentem historycznym, niestety fatalnie zaginął.
Została mi natomiast informacja rodzinna, jak postąpił mój ojciec, gdy przyszedł na wsi kryzys, towary rolne staniały, tak że nie było czym płacić pracownikom w „gotówce”, poza samą przydzielaną żywnością. Niektórzy ziemianie czuli się w tym wyzysku usprawiedliwieni, ojciec jednak podjął pracę w jakiejś spółce w niedalekim Ostrowcu Świętokrzyskim, by ludziom dalej uczciwie płacić.
Po prostu prorok...
Teraz jeszcze dwa nietypowe wspomnienia. Franciszkanka służenica Krzyża, siostra Rafaela Nałęcz opowiadała w KIK-u, że została wysłana przez jego kolegów z KOR-u, bo trzymał ich kasę, po jakąś z niej wypłatę. Wróciła z niczym: nauczony konspiracyjnej podejrzliwości, uznał ją za przebraną służebnicę SB. Wbrew pozorom świętą naiwnością nie grzeszył, raz się nawet pomylił. Chyba jednak prorokiem był, choć nie jasnowidzem. I taki obrazek jako puenta. Odwiedziłem go w klasztorze sióstr urszulanek szarych na Powiślu któregoś dnia letniego. Pokoik malutki, upał potężny, gospodarz ze wspaniałą siwą brodą, ale w krótkich spodniach. Myślę, że była w tym jakaś stała niezależność myślowa tego człowieka: konwencje ubraniowe nie są najważniejsze. Styl życiowy proroka...
Jan Turnau
Autor jest publicystą „Gazety Wyborczej”

20:13, jan.turnau
Link Komentarze (13) »
 
1 , 2
Archiwum