Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
poniedziałek, 30 listopada 2015
Święty, co świeci innym, ale przedtem adwent

Księga Izajasza 49,1.6
„Wyspy, posłuchajcie mnie! Ludy najdalsze, uważajcie!(...)I rzekł mi: To zbyt mało, że jesteś mi sługą dla podźwignięcia pokoleń Jakuba i sprowadzenia ocalałych z Izraela. Ustanowię cię światłością dla pogan, aby moje zbawienie dotarło aż do krańców ziemi.” (Biblia Tysiąclecia)
To czytanie ze Starego Testamentu wybrano na dzisiaj, bo nadeszło - po wczorajszym początku adwentu, także u luteran - święto apostoła Andrzeja. Dano do wyboru z powyższym Izajaszowym fragment Listu Pawła do Rzymian 10,9-18, w którym czytamy: Wszak mówi Pismo: «Żaden kto wierzy w Niego, nie będzie zawstydzony». Nie ma różnicy między Żydem a Grekiem. Jeden jest bowiem Pan wszystkich.” Oraz Mateuszową (4,18-22) opowieść o powołaniu dwóch rybaków, Szymona zwanego Piotrem i brata jego Andrzeja, którym powiedział Jezus, że uczyni ich rybakami ludzi.
Takimi rybołówcami byli wszyscy Dwunastu, potem i inni apostołowie: Paweł, Barnaba, także Jakub, brat Pański. On chyba nie z Dwunastu, nie syn Alfeusza, a miał misję lokalną, przypisuje mu się zwierzchnictwo nad Jerozolimą i w ogóle ziemią żydowską, prekursorstwo tzw. judeochrześcijaństwa, które dzisiaj ma jakieś przedłużenie w państwie Izrael. Niektórzy inni wyszli misyjnie daleko w ówczesny świat. O Piotrze wiadomo z różnych źródeł, że dotarł aż do Rzymu, gdzie obaj z Pawłem tworzyli Kościół, który dzisiaj papieża ma za biskupa. Jan udał się pewnie do Azji Mniejszej, poza tym inna tradycja przypisuje mu napisanie księgi Apokalipsy na wyspie Rodos, a niektórzy bibliści sugerują jakieś jego związki z Samarytanami, na co wskazywałaby ewangelijna perykopa o niewieście z tamtego narodu. Marek poszedł do Aleksandrii, Tomasz aż do Indii? Wszystko jest możliwe. Podróżowano wtedy nieraz, choć pociągi nie chodziły, a dzisiejszy patron mógł zawędrować daleko na północ, „światło dla pogan” niosąc, od Greków zaczynając.
Skąd jednak w ogóle przypuszczenia, że był misjonarsko wszędobylski? Co wiemy o nim z samej Biblii? Najpierw to, że – jeśli Piotr, to i on – był synem Jony (czyli Jonasza) lub też Jana, bo ze względu na podobieństwo obu tych imion (pierwsze było swoistym skrótem drugiego) Ewangelie Mateusza i Jana nieco inne przypisują im „otczestwo”. Pochodził Andrzej z Betsaidy, mieszkał w Kafarnaum, gdy został właśnie „ludziołówcą”. Był uczniem Jana Chrzciciela, poszedł za Jezusem usłyszawszy Janowe „Oto Baranek Boży”. Znalazł też wtedy Piotra i przyprowadził go do Jezusa mówiąc: „Znaleźliśmy Mesjasza”. Taki opis okoliczności powołania obu jest oczywiście różny od tego u synoptyków – ale nie jedyna to między nimi różnica. W sprawie Andrzeja nawet i synoptycy nie są całkiem zgodni: u Mateusza i Łukasza na liście apostołów Andrzej jest drugi zaraz po Piotrze, u Marka dopiero czwarty po Jakubie i Janie, tak jest też w Dziejach Apostolskich. Przypadek? Chyba tam taki szczegół nie był bez znaczenia, choć dziwne jest, że Łukasz, autor także Dziejów, ma u siebie różną kolejność. Synoptycy są natomiast zgodni w swoistym dezawansowaniu Andrzeja, gdy opisują scenę Przemienienia: występuje On tam tylko z Piotrem i tamtą parą synów Zebedeusza. Tak jest u Mateusza i Marka, Łukasz nie wymienia tych uczniów po imieniu. Może jestem nudziarzem, pedantem, ale daje przecież do myślenia fakt, że „filarami Kościoła” są według Pawła Piotr i Jan, nawet na pierwszym miejscu brat Pański Jakub spoza Dwunastu (awans neofity kolosalny), a nie Andrzej, którego nie bez racji nazywa prawosławie pierwszym powołanym.
Dość jednak hierarchizacji, wracam do Andrzejowej swoistej grecyzacji. U Jana (12,20-22) czytamy, że jacyś Grecy chcieli zobaczyć Jezusa, więc o kontakt z Nim poprosili Filipa, ten zabrał Andrzeja i dopiero z nim (jako bliższym Jezusowi?) idzie do ich Mistrza. Nieekscytująca jest to biblijna, oparta jednak na przekazach pozabiblijnych, podstawa do późniejszego przekonania, że Andrzej ruszył na północ. Taka jest hipoteza prawosławna, która go czyni założycielem kościelnej stolicy konstantynopolskiej, a arcybiskup Jeremiasz przedstawił kiedyś w „Wyborczej” (17 marca 2001) jego przypuszczalną drogę przez przyszłą Polskę aż do Szkocji nawet. Niech zatem wszyscy dzisiejsi Andrzejowie chrześcijanie staną się nosicielami Ewangelii, zawsze oczywiście z krzyżem, nigdy z żadnym mieczem, amen.

15:14, jan.turnau
Link Komentarze (16) »
niedziela, 29 listopada 2015
Chodzić Jego ścieżkami

Psalm 25,4
„Daj mi poznać Twoje drogi, Panie,
naucz mnie chodzić Twoimi ścieżkami.”
W tej nauce staram się stosować metodę - by użyć terminologii marszowej - kolejnych małych kroków w kierunku etycznego ideału, oczywiście bez nadziei, że go kiedyś życiu osiągnę. A oto myśl etyczna arcybiskupa Stanisława Gądeckiego z jego przemówienia podczas spotkania z przewodniczącym episkopatu niemieckiego kardynałem Reinhardem Marxem na Jasnej Górze:
„Kościół współczesny nie może czynić z siebie trybunału, który osądza poprzednie pokolenia. Kościół nie może i nie powinien przyjmować dzisiaj postawy aroganckiej pewności siebie, czuć się wolnym od grzechu i wskazywać jako źródło zła jedynie grzechy innych, grzechy przeszłości. Wyznanie tych grzechów nie zwalnia z obowiązku uznania grzechów teraźniejszości. Ono ma służyć obudzeniu własnego sumienia i ma otwierać nam wszystkim drogę do nawrócenia.”
Słowa budujące. Trzeba wiedzieć, że padły po okresie niechęci wzajemnej, jaka wynikła z zupełnie innych stanowisk biskupów obu krajów na watykańskim synodzie o rodzinie.

21:50, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
sobota, 28 listopada 2015
Co znaczy dla agnostyka Boga błogosławienie? Radykalizm Matki Teresy

Księga Daniela 3,83-87.56
„Niech lud Boży błogosławi Pana,
niech Go chwali i wywyższa na wieki.
Błogosławcie Pana, kapłani Pańscy,
błogosławcie Pana, słudzy Pańscy.
Błogosławcie Pana, duchy i dusze sprawiedliwych,
błogosławcie Pana, święci i pokornego serca.
Błogosławiony jesteś, Panie, na sklepieniu nieba,
chwalebny i wywyższony na wieki.”
Tak modlili się w piecu rozpalonym towarzysze proroka Daniela Ananiasz, Azariasz i Miszael (on sam trafia potem - jak napisałem w czwartek - do jaskini lwów). Zamiast wyjaśniać różne szczegóły tego biblijnego tekstu napiszę tylko, że wywyższanie Boga znaczy tutaj oczywiście uznawanie Go za Najwyższego. I zaraz pomyślę, co podobna modlitwa oznacza dla agnostyka. Ano na przykład laudację wszystkich tych, co własne „ja” umieją jakby do kieszeni schować, bliźniego swego na miejscu tamtego moralnie umiejscowić. Amen, czyli zaprawdę albo niech się tak stanie, niech dzieje się najczęściej i na wieki wieków!
PS. Miałem na myśli na przykład oczywiście Matkę Teresę z Kalkuty. I okazało się, że mogę tę myśl rozwinąć, meldując, że ukazała się właśnie książka na jej temat: Charlotte Grossetĕte: „Pragnienie Boga. Opowieść Matce Teresie”. Przekład Agnieszka Kuryś. PROMIC, W-wa 2015. To opowieść zbeletryzowana, zdążyłem ją trochę przekartkować. Wypatrzyłem dwa epizody, z których wynika zasad tej wspaniałej Albanki superradykalizm: w potworny upał tamtejszy nie wolno siostrom używać klimatyzacji, bo mają żyć jak otaczający ich biedacy, także rękawic medycznych, gdy opatrują trędowatych, bo jak można bać się dotknięcia ciała samego Chrystusa. Słyszałem także, że w wybudowanym dla nich w Polsce budynku Matka wyrywała krany w pokoikach sypialnych, bo to przecież luksus. Czy to nie przesada, nie wiem, zależy, co, w każdym razie skrajne przeciwieństwo zakonnego wygodnictwa, które się na pewno zdarza.

18:35, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
piątek, 27 listopada 2015
Modlitwa całego stworzenia

Księga Daniela 3,77-82
„Błogosławcie Pana, źródła,
chwalcie i wywyższajcie Go na wieki.
Błogosławcie Pana, morza i rzeki,
błogosławcie Pana, wieloryby i morskie stworzenia,
błogosławcie Pana, wszystkie ptaki powietrzne,
błogosławcie Pana, trzody i dzikie zwierzęta.
Błogosławcie Pana, wszyscy ludzie,
chwalcie i wywyższajcie Go na wieki.”
„Laudato si”- encyklika...

20:51, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
czwartek, 26 listopada 2015
Opowieść z cudownym zakończeniem. Opatrzność?

Księga Daniela 6,12-28
Pod nową władzą prorok jest dalej na szczycie, ale wzbudza to zazdrość innych urzędników, już tymczasem perskich. Znaleźli go modlącego się do Boga w sposób antypaństwowy, bo nie do samego króla Dariusza, i donieśli mu o tym, a była za to śmierć w jaskini lwów. Król chciał go uratować, ale tamci omotali go tak, że był bezsilny, mógł tylko ufać, że Bóg Daniela uratuje swojego czciciela. Ufał, ale nie całkiem. Nie spał z obawy całą noc, ale nie zawiódł się, lwy Daniela nie zjadły, natomiast donosicieli, bo oni się za karę w tej jaskini znaleźli. A Dariusz kazał, by w całym jego królestwie „odczuwano lęk i drżenie przed Bogiem Daniela”. Lubię takie opowieści, choć wiem naturalnie, że władcy państwowi rzadko tak delikatni bywają.
Teraz o przypadkach, nie przypadkach, chociaż słowo cud nie pasuje na pewno. Wysiadł mi komputer w redakcji, zaczęła szaleć klawiatura, żeby mi założono nową, czekałem bardzo długo, albowiem takie czasy, że głowa i długopis nie starczą. Czas wolny wypełniałem zaglądaniem do książek, których mam pełne biurko. Poczytałem sobie rzecz niedużą, łatwą w lekturze, bo druk wyjątkowo duży: Paweł Krupa OP, czyli dominikanin, „Jutro ma na imię Bóg. O modlitwie bardzo osobiście” (Wydawnictwo WAM). Owszem, osobiście, bez wzniosłości, bez przynudzania. Nie żałuję czekania, opłaciło się przypadkiem. Na pewno jednak był to „czysty” przypadek?
Jest tam między innymi opowieść autora o jego wuju, którego zupełny przypadek uratował od śmiertelnego porażenia prądem. Zrobiło to na nim takie wrażenie, że uznał to za znak od Boga, zaczął chodzić na mszę regularnie co niedziela. Mój przypadek z lekturą tej książki oczywiście innej rangi, ale też jakiś zbieg okoliczności. Nie wróciłem do praktyk religijnych, bo od nich nie odszedłem, ale zadumałem się nad problemem starym jak religia albo i ludzkość nawet: kto rządzi naszym losem? Bezmyślna bogini Fortuna czy absolutnie rozumny Bóg? Mówiąc językiem dzisiejszym, naszym życiem, w ogóle wszechświatem rządzi Sens czy bezsens? Co do mnie, wybrałem optymizm. Oczywiście jednak udowodnić tej opcji jakkolwiek żadną miarą się nie da.
Lektura moja: „Czarna księga prześladowań chrześcijan w świecie”. Zebrał Samuel Lieven. Dom Wydawniczy „Rebis”. Poznań 2015. Dzieło zaprawdę potężne: blisko 900 stron formatu A4, dzieło 70 specjalistów. Naprawdę znawców tematu, niekoniecznie wyznawców Chrystusa. Podkreślam to mocno, żeby nikt nie pomyślał, iż to jest tylko głos chrześcijańskiej solidarności. To jest głos solidarności ogólnoludzkiej.
Owszem, wstęp do wydania polskiego napisał biskup polski Krzysztof Zadarko, a do francuskiego hierarcha z tamtego kraju Jean-Michel di Falco, ale żaden z nich nie robi wrażenia takiego, co by rozczulał się nad niedolą swoich, a nie pamiętał, jacy byli nietolerancyjni dawniej, a także uważał, że to nie ma żadnego wpływu na obecną wrogość wobec byłych kolonizatorów. Jeszcze lepiej przekonuje John L. Allen JR, autor ogólnego tekstu merytorycznego, watykanista amerykański niepracujący w jakiejkolwiek instytucji katolickiej. Analizując przyczyny niedostatecznego rozgłosu podobnego łamania praw człowieka, napisał na przykład tak: „Przypomina to negatywny klimat, z jakim zetknęły się liczne ofiary pedofilii w Kościołach chrześcijańskich, kiedy zaczęły mówić: nawet ci, którzy wierzyli tym osobom, z trudem potrafili zaakceptować myśl, że problem ma rozległy zasięg”. To słowa kogoś, komu nie przychodzą do głowy apologetyczne wykręty w sprawie molestujących dzieci duchownych. W Polsce słychać poza tym, że prześladowania chrześcijan są również w Europie – otóż w tym dziele o swoim kraju napisał Henri Tincq zgoła inaczej: „Nieprawdą byłoby stwierdzenie, że Francja stała się krajem obojętnym na »fakt chrześcijański« czy też wręcz krajem »antychrześcijańskim«, jak uważają niektóre integrystyczne grupki. Można natomiast powiedzieć, że powszechna staje się percepcja chrześcijaństwa jako czynnika równowagi w świecie zagrożonym napięciami religijnymi i barbarzyństwem”.
W sobotę (nie dzisiaj, jak napisałem dziś mylnie w „GW”) w Krakowie zaczyna się międzynarodowy kongres w tej sprawie: księga służy jej znakomicie.

19:44, jan.turnau
Link Komentarze (34) »
środa, 25 listopada 2015
Uczta Baltazara: proroka Daniela dla pogan życzliwość. O „Śmierci i dziewczynie” moje dwa grosze

Księga Daniela 5,1-6.13-14.16-17. 23-28
Perykopa przesławna, w Polsce zareklamowana powieścią Tadeusza Brezy pod powyższym tytułem. A według księgi biblijnej było tak, że kolejny władca babiloński Baltazar wydał ucztę na tysiąc osób. Użył do niej naczyń srebrnych i złotych, które jego poprzednik Nabuchodonozor zabrał ze świątyni jerozolimskiej. Co gorsza, podczas imprezy wychwalano „bożków złotych i srebrnych, miedzianych i żelaznych, drewnianych i kamiennych”, czyli oczywiście posągi (antypogańska ironia). I oto na ścianie królewskiego pałacu ukazuje się ręka pisząca słowa zapowiadające katastrofę, upadek państwa, które podbije król Medów i Persów. Co znaczą te słowa, wyjaśnia Baltazarowi oczywiście prorok Daniel, mówiąc, że to kara za świętokradcze posługiwanie się sakralnymi naczyniami. Choć nie była to dobra nowina, został mianowany trzecią osobą w państwie. Według księgi nie trwa ono długo, tej nocy Baltazara zamordowano.
Morał z opowieści jest oczywisty, Biblia Poznańska zauważa jednak rzecz ciekawą, że w żadnym z opowiadań tej księgi władcy babilońscy nie są przedstawieni jako prześladowcy Żydów, wręcz przeciwnie, choć to państwo przecież najechało królestwo judzkie i zniewoliło jego mieszkańców. Autor księgi patrzy na świat pogański wyjątkowo przychylnie. Z Biblii Paulińskiej wiem, że Baltazar nie był królem, tylko regentem swego ojca Nabonida, z Poznanianki, że wbrew księdze nie był ostatnim władcą babilońskim, nie został zamordowany. Radzę w ogóle zajrzeć do poznańskiego przekładu, kiedy ktoś go ma: w przypisie tam sporo informacji dodatkowych, imiona królów inne niż w tradycji (Baltazar to Belszazar) itp.
Spektakl teatralny „Śmierć i dziewczyna”? Profesora Glińskiego zobaczyłem parę lat temu na Zjeździe Gnieźnieńskim, gdzie martwił się publicznie, że nie zaproszono tam Radia Maryja; dowiedziałem się potem, że zaproszono, ale nie skorzystało. Mam raczej inne zmartwienia, ten ewenement wrocławski też nie skłoniłby mnie do żadnej interwencji, swoją drogą jednak reklamowanie się pokazywaniem pornosów nie wydaje mi się najbardziej gustowne.

19:25, jan.turnau
Link Komentarze (53) »
wtorek, 24 listopada 2015
Daniel tłumaczy królowi sen

Księga Daniela 2,31-45.
Opowieść kolejna o Danielowych nadzwyczajnych zdolnościach, o sławnym królewskim śnie na temat posągu ze złota, srebra, miedzi, żelaza i gliny. Prorok wyjaśnia monarsze jego sen dziejami jego państwa tak przekonująco, imponuje mu do tego stopnia, że – czytamy w wersecie 46 już poza tekstem dzisiejszym – Nabuchodonozor pada przed nim na twarz i ofiarowuje mu wielkie dary. Biblia Poznańska w przypisie komentuje, że czci w ten sposób nie tyle proroka, ile Boga, który go taką mądrością obdarzył. Księga Daniela to rzecz jasna nie tyle opis wydarzeń historycznych, ile opowieści budujące, ku pokrzepieniu serc znękanych babilońską niewolą. My już wolność mamy od jakiegoś czasu, choć też szczegółową kwestię  polityczną, do dzisiaj raczej czy dopiero od dzisiaj. Niech nas jednak cieszy wspólna chyba świadomość, że najgorsze polityczne minęło jak sen jakiś czarny. A Daniel jasnowidzący bardzo by się przydał, aby różne ciemnowidztwa nam z głowy wybijać. Na przykład owo przedziwne swoiście kościelne, iż Franciszek arcyfatalnym papieżem jest, jeżeli w ogóle legalnie wybrany został: czytaj w ostatnim „Plusie Minusie” i uśmiechnij się albo też zapłacz raczej.

15:13, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
Niezłomność nie gubi, sukcesy przynosi

Wpis na poniedziałek 23 listopada 2015 r.

Księga Daniela 1.1-6.8-20
Bohaterami w podwójnym sensie są w dzisiejszym tekście starotestamentalnym obok proroka Daniela Chananiasz, Miszael i Azariasz. Młodzieńcy ci „bez jakiejkolwiek skazy, o pięknym wyglądzie, obeznani z wszelką mądrością, posiadający wiedzę i obdarzeni rozumem”, zyskali sobie łaski króla babilońskiego Nabuchodonozora. Mają otrzymywać potrawy królewskie i pite przez niego wino, ale Daniel uznał, że nie powinni się nimi kalać. Oczywiście mogli się tym władcy narazić, jednak dzieje się inaczej. Mimo dziesięciodniowej diety o jarzynach i wodzie wyglądają jeszcze zdrowiej, przedstawieni królowi nie tylko nie wzbudzają jego podejrzeń, ale oczarowują go swoją mądrością, dziesięciokrotnie większą niż tę, którą posiadają „wszyscy wykładacze snów i wróżbici w całym jego królestwie”. Niezłomność zostaje zatem przez Boga nagrodzona. Biblia Poznańska widzi tu „przekonanie, że Bóg nagradza wierność prawu religijnemu już tu na ziemi”, właściwe - jak tu pisałem nieraz - większości pism starotestamentalnych. Bywa czasem i tak, ale oczywiście nie zawsze, częstsze jest raczej za grobem zwycięstwo. Nadzieja nieśmiertelności pośmiertnej rodzi się jednak w żydowskiej myśli starożytnej powoli, choć można ją dostrzec już w tej księdze w wersecie 12,2: „wielu śpiących w prochu ziemi obudzi się: jedni do życia wiecznego, inni ku hańbie i wiekuistej zgrozie”.

15:12, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
niedziela, 22 listopada 2015
Nie z tego świata

Ewangelia Jana 18,33b-37
Piłat pyta Jezusa, czy jest królem żydowskim, On odpowiada, że Jego królestwo nie jest z tego świata. Co tak trudno zrozumieć niektórym Polakom: wydaje się im, że wystarczy mianować Go królem i zaraz będzie na tej ziemi niebo. To trochę tak, jak z krzyżem w sejmie: to nie amulet, w ogóle nie działa wtedy, gdy go powieszono nielegalnie. 

09:41, jan.turnau
Link Komentarze (43) »
sobota, 21 listopada 2015
Władza miewa wyrzuty sumienia

1 Księga Machabejska 6,1-13
Prześladujący Żydów król Antioch Epifanes po paru klęskach militarnych doznał ożywczej duchowo depresji, zaczął rozumieć, że nie powinien był obrabować świątyni jerozolimskiej. Dyktatorzy doznają czasem opamiętania, niestety nie wszyscy.

14:58, jan.turnau
Link Komentarze (32) »
Dom modlitwy, nie polityki

Wpis na piątek 20 listopada 2015
Ewangelia Łukasza 19,45-48
„Napisane jest: «Mój dom będzie domem modlitwy» , a wy uczyniliście z niego jaskinię zbójców” – powiedział Chrystus wyganiając ze Świątyni sprzedawców. Jaskinia takowa naszemu duszpasterstwu nie grozi, ale propaganda partyjna – owszem. Nie tylko przed wyborami.

14:56, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
czwartek, 19 listopada 2015
Chodziło o pokój, owszem. Muzułmanin musi mordować?

Ewangelia 19,41-44
Zbliżając się do Jerozolimy Jezus płacze nad losem tego miasta nad miastami: „O gdybyś i ty poznało w ten dzień to, co służy pokojowi”. To jednak zostało zakryte przed jego oczami (strona bierna nie oznacza, że wina nie jego), oblegną go wrogowie i nie zostawią kamienia na kamieniu. A to dlatego, że „nie rozpoznało czasu swojego nawiedzenia”.
Jak to rozumieć? „Nawiedzenie” to oczywiście przyjście na świat Jezusa, a Jego odrzucenie spowodowało taki los. Można jednak taką egzegezę rozumieć niezbyt sympatycznie: Bóg tak boleśnie ukaże Izrael za zamordowanie Jego Syna – a przecież jest Miłosierdziem. Ale jest tu mowa także o służbie pokojowi, więc może chodzi o to, że ta tragiczna wojna została sprowokowana zbrojnym powstaniem okupowanego kraju, czyli nie tą służbą? Wyjaśnienie wyczytałem w Biblii Jerozolimskiej: „Chodzi o pokój mesjański: Izajaszowa wizja wilka mieszkającego z barankiem itd. (11,6+). Takiemu światu nie służyła żadna wojowniczość, także ta, która doprowadziła do Krzyża.
A propos pokoju - byłem wczoraj w KIK-u warszawskim na odczycie prof. Agaty Skowron-Nalborczyk o sytuacji w Syrii w ostatnich latach. Arabistka, skądinąd współprzewodnicząca ze strony katolickiej Polskiej Rady Katolików i Muzułmanów, opowiadała ciekawie o tamtejszej historii najnowszej. O wyznaczanych przez Anglię i Francję całkiem sztucznych bliskowschodnich granicach, o syryjskich rządach prezydenta Asada, opartych o gałąź islamu alawicką, bliską szyitom, rządów tolerancyjnych wobec mozaiki religijnej, ale poza tym bezwzględnie totalitarnych. Wywołało to rewolucję, w której faktyczną siłą sprawczą są islamiści, a obie strony mordują także bronią chemiczną. Zadowoleni z z wygody pod władzą Asada chrześcijanie są wobec niego lojalni, nawet walczą po jego stronie. A należą do mieszkańców bogatszych, gdy zatem zaczęło się uchodźstwo, łatwiej im niż muzułmanom opłacić transport w ucieczce. Uciekło 11 milionów ludzi, ćwierć miliona zginęło.
Zapytałem, co Koran mówi o tolerancji: otóż obejmuje ona w zasadzie chrześcijan, ale europejscy to przecież faktycznie ateiści. Dżihad to walka obronna, ale przecież Amerykanie napadli na Irak, a nie odwrotnie. Zatem mordowanie konieczne.

19:47, jan.turnau
Link Komentarze (23) »
środa, 18 listopada 2015
Praca wzbogaca

Ewangelia Łukasza 19,11-28
„Każdemu, kto ma, będzie dodane, a temu, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma.” (Biblia Tysiąclecia)
Taka zasada Jezusowa wyrwana z kontekstu brzmi niemal bez sensu, bo jak można komukolwiek zabrać to, czego nie ma. A w każdym razie wydaje się sprzeczna z całym nauczaniem Chrystusa twardo broniącym ubogich. Jest to jednak tylko jedno zdanie z Łukaszowej przypowieści o minach (Mateusz mówi w tym miejscu o talentach), o człowieku, który Pański majątek zapobiegliwie pomnażał, i innym, który to samo zadanie zupełnie zlekceważył. Biblia Poznańska rzecz tłumaczy w ten sposób, że pracowity zarobi wiele, a leniwy straci nawet to, co początkowo miał, a w nowszym wydaniu interpretuje jeszcze lepiej, ponieważ odsyła do wersetu w Łk 18,8, w którym tekst Ewangelii jest jaśniejszy, bo temu innemu tylko „wydaje się, że ma”. Bywa w życiu rozmaicie, na ogół jednak praca wzbogaca.

14:12, jan.turnau
Link Komentarze (17) »
wtorek, 17 listopada 2015
Ilu mam naprawdę wrogów?

Psalm 3,2
„Panie, jak liczni są moi prześladowcy”.
Nie chodzi mi o prawdziwość słów podmiotu lirycznego, w ogóle jednak myślę sobie, że moralne zboczenie polega także na mnożeniu liczby swoich nieprzyjaciół. Czasem taka podejrzliwość daje skutki straszne, mordercze (przypadek Stalina), często jednak czyni z człowieka owładniętego taką manią nieszczęśnika bardzo źle znoszącego jakąkolwiek krytykę.

19:57, jan.turnau
Link Komentarze (71) »
poniedziałek, 16 listopada 2015
Na to nigdy nie za późno. Ksiądz Boniecki o zmarłych

Ewangelia Łukasza 18,35-43
Uzdrowienie niewidomego. Jezus zadaje mu pytanie raczej retoryczne: „Co chcesz, abym ci uczynił?” i on odpowiada: „Panie, żebym przejrzał”. Te słowa stały się ciałem, a ja sobie pomyślałem, że niektórzy doznają takiego przejrzenia dopiero pod sam koniec życia. Światło duchowe przebija się wtedy przez przesłony potężnego egocentryzmu. Oczywiście jednak lepiej późno niż wcale.
Lektura niedawna: ks. Adam Boniecki MIC: „Abonent chwilowo nieosiągalny”. Wyd. WAM, „Tygodnik Powszechny”. Kraków 2015.
Tę wręcz reklamową informację o książce piszę ryzykując posądzenie o kumoterstwo. Mam bowiem przecież dla takiej pochwały racje pozamerytoryczne: koleżeńskie oraz – by tak rzec – ideowe. Znam się z Adamem przeszło pół wieku, łączy mnie z nim poza tym troska o kształt polskiego katolicyzmu. Obaj staramy się też swoim pisaniem trafiać do ludzi dalekich od Kościoła, pokazując niezagniewaną na nich jego twarz. Ksiądz Adam ma tutaj zasługi kolosalne, nie sposób zrozumieć, czemu zupełnie pomijane w jego mariańskim zakonie.
Ale ja zachwycam się tą jego książką już dlatego samego, że jest napisana znakomicie. Czterdziestu ośmiu ludzi, od Marka Edelmana do ks. Józefa Tischnera, zostało w niej przedstawionych pośmiertnie piórem zaprawdę świetnym. Oczywiście nie łamiąc zasady, że „de mortuis nihil nisi bene”, czyli bez skrupulatnego wypominania grzechów, jednak też bez hagiograficznego patosu. Ale to byłoby mało: te Adamowe wspomnienia to wręcz literatura. Kapitalna literatura faktu: dowiadujemy się o zmarłych bardzo dużo, oprócz tego, co można przeczytać już w odredakcyjnych notach, którymi wydawcy poprzedzili każdy tekst autora. Bywa on również mistrzowski na przykład w charakterystykach psychologicznych.
Czterdziesty dziewiąty tekst to poruszające rozważania o tym, jak zmienia autora śmierć ludzi bliskich. A tekst pięćdziesiąty dotyczy samego Bonieckiego, napisała to redaktor książki Joanna Podsadecka. Zakończyła tak: „Boniecki zachęca, by odpowiedzi na trudne pytania szukać w Kościele, a nie poza nim. W swoim «Notesie» zapisuje: «Naprawdę z przekonaniem mogę powiedzieć tylko jedno: nie odchodźcie łatwo» ”. Bo też nie odstrasza on atakiem, przyciąga delikatnością. Duszpasterz bardzo mądry.

20:12, jan.turnau
Link Komentarze (49) »
niedziela, 15 listopada 2015
Ucisk, jakiego nie było...

Księga Daniela 12,1-3
Ewangelia Marka 13,24-32
Mamy na dzisiaj do czytania wizje apokaliptyczne z Księgi Daniela i Ewangelii Marka. W tradycji religijnej tak żydowskiej, jak i chrześcijańskiej historia nie rządzi się prawem cyklu jak w świadomości Greków starożytnych. ale jest jakimś rozwojem, dążeniem do jakiegoś końca. Końca świata tego, nadejścia sprawiedliwości, zwycięstwa ludzi dobrych. Będą jednak przedtem kosmiczne zjawiska niesamowite, słońce się zaćmi, księżyc zblednie, gwiazdy będą spadać, a jeszcze przedtem zjawiska zgoła ziemskie, ucisk spadnie na ludzi, jakiego jeszcze nie było. Czytając takie teksty biblijne trzeba pamiętać o ich gatunku literackim, rozumienie ich dosłowne nie ma zupełnie sensu. Tak jak i doszukiwanie się w nich jakiejś konkretnej daty: w dzisiejszej perykopie ewangelijnej czytamy w ostatnim zdaniu: „Lecz o owym dniu lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec.”. Nawet i Syn – jako człowiek, tym bardziej zwykli ludzie chcący wiedzieć za dużo. Dodam jeszcze, że w tekstach nowotestamentalnych, także w tym dzisiejszym, nakładają się na siebie opisy końca świata ogólnoludzkiego z tym, którym było dla starożytnych Żydów, także chrześcijan z tego narodu zburzenie jerozolimskiej Świątyni. Ale na sam koniec coś nie całkiem biblijnego: ucisk apokaliptyczny kojarzy się chrześcijanom z prześladowaniem ich dzisiejszym w wielu krajach. Otóż nie ulega kwestii, że jest to zjawisko masowe, a tę masowość dokumentuje szczególnie ogromne zbiorowe dzieło książkowe pt. „Czarna księga prześladowań chrześcijan w świecie”, które ukazało się ostatnio także po polsku w Domu Wydawniczym „REBIS”. Nie wszędzie są oni prześladowani, nie w Polsce ani nawet nie w laickiej Francji, czego się w tej księdze oczywiście nie twierdzi (choć w Polsce takie twierdzenia słychać), ale w wielu miejscach globu oczywiście wróciło ich niegdysiejsze męczeństwo.

00:30, jan.turnau
Link Komentarze (16) »
Wiara i historia

Wpis na 14 listopada

Ewangelia Łukasza 18,7-8
„A Bóg czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie? Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę. Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?" (Biblia Tysiąclecia)
Najpierw pytanie o sprawiedliwość Bożą: autor księgi wierzył, że powtórne przyjście, paruzja, nastąpi wnet. Stało się inaczej. A teraz kwestia stanu duchowego ludzkości w on czas: przyszłość jest przed nami zakryta, tym bardziej tamta ostateczna, na końcu naszego świata, ale dzisiejsza teologia sugeruje chyba raczej, że do tego końca jakoś dojrzewamy stale i to w ten sposób, że „nową ziemię” budujemy po trosze sami. W każdym razie mam nadzieję, że kiedy On przyjdzie, będzie to właśnie owej wiary ostateczne rozpowszechnienie. Niemniej im więcej na ten temat słów, tym więcej możliwości błędu: powtarzam do znudzenia, że wszelka nadprzyrodzoność to „totaliter aliter”, całkiem inaczej. Trzeba o tym mocno pamiętać, czytając tekst Ewangelii Marka jutrzejszy.

00:27, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
piątek, 13 listopada 2015
Ludzie głupi z natury

Księga Mądrości 13,1-9
„Głupi już z natury są wszyscy ludzie, którzy nie poznali Boga: z dóbr widzialnych nie zdołali poznać Tego, który jest, patrząc na dzieła nie poznali Twórcy, lecz ogień, wiatr, powietrze chyże, gwiazdy dokoła, wodę burzliwą lub światła niebieskie uznali za bóstwa, które rządzą światem. Jeśli urzeczeni ich pięknem wzięli je za bóstwa, winni byli poznać, o ile wspanialszy jest ich Władca, stworzył je bowiem twórca piękności; a jeśli ich moc i działanie wprawiły ich w podziw, winni byli w nich poznać, o ile jest potężniejszy Ten, kto je uczynił. Bo z wielkości i piękna stworzeń poznaje się przez podobieństwo ich Stwórcę. Ci jednak na mniejszą zasługują naganę, bo wprawdzie błądzą, ale Boga szukają i pragną Go znaleźć. Obracają się wśród Jego dzieł, badają i ulegają pozorom, bo piękne to, na co patrzą. Ale i oni nie są bez winy: jeśli się bowiem zdobyli na tyle wiedzy, by móc ogarnąć wszechświat, jakże nie mogli rychlej znaleźć jego Pana?" (Biblia Tysiąclecia).
Znowu znak mijania czasu: dwadzieścia jeden wieków temu tylko nieliczni filozofowie dopuszczali myśl, że Boga w ogóle nie ma. Mędrzec żydowski przesiąknięty kulturą helleńską mógł nie brać pod uwagę takiej możliwości. Za błędny uważał tylko kult sił przyrody, a także dzieł rąk ludzkich oraz zwierząt, o których to wierzeniach mówi się w wersecie 10, uważając je za jeszcze głupsze, ten pierwszy błąd bowiem „na mniejszą zasługuje naganę”. Dla człowieka dzisiejszej agnostycznej kultury europejskiej jakakolwiek teistyczna pewność błędna jest oczywiście, ja jednak upieram się przy poglądzie, że istnieje jakiś Władca wszechświata, „Twórca tych piękności”. Jako laik w kwestiach filozoficznych myślę sobie nieśmiało, że drogą myślową teistów powinien być jakiś teizm negatywny, analogiczny do teologii negatywnej, który pojęcie Boga oczyszcza dalej z wyobrażeń nazbyt konkretnych („totaliter aliter”), nie popadając jednak w twardy agnostycyzm czy jakiś rodzaj panteizmu. Bóg jest, jest Kimś, Osobą, choć już to drugie pojęcie pasuje do Niego tylko – jak mówią tomiści – analogicznie. No i Bóg stał się człowiekiem, przez co wiemy o Nim nieporównanie więcej, bo do Jego obrazu dochodzi Krzyż. A przedtem to, że jest Wspólnotą Trzech absolutnie doskonałą w swojej wzajemnej miłości.

14:58, jan.turnau
Link Komentarze (127) »
czwartek, 12 listopada 2015
Mądrość, ach mądrość cudowna

Księga Mądrości 7,22-18,1
„Jest bowiem w Mądrości duch rozumny, święty, jedyny, wieloraki, subtelny, rączy, przenikliwy, nieskalany, jasny, niecierpiętliwy, miłujący dobro, bystry, niepowstrzymany, dobroczynny, ludzki, trwały, niezawodny, beztroski, wszechmogący i wszystko widzący, przenikający wszelkie duchy rozumne, czyste i najsubtelniejsze. Mądrość bowiem jest ruchliwsza od wszelkiego ruchu i przez wszystko przechodzi i przenika dzięki swej czystości. Jest bowiem tchnieniem mocy Bożej i przeczystym wypływem chwały Wszechmocnego, dlatego nic skażonego do niej nie przylgnie. Jest odblaskiem wieczystej światłości, zwierciadłem bez skazy działania Boga, obrazem Jego dobroci. Jedna jest, a wszystko może, pozostając sobą, wszystko odnawia, a przez pokolenia zstępując w dusze święte, wzbudza przyjaciół Bożych i proroków. Bóg bowiem miłuje tylko tego, kto przebywa z Mądrością. Bo ona piękniejsza niż słońce i wszelki gwiazdozbiór. Porównana ze światłością, uzyska pierwszeństwo, po tamtej bowiem nastaje noc, a Mądrości zło nie przemoże. Sięga potężnie od krańca do krańca i włada wszystkim z dobrocią." (Biblia Tysiąclecia)
Piękny bardzo tekst, choć dziś nam stylowo daleki. Teologicznie chyba również: pewnie właśnie dlatego, że króluje dzisiaj teologia negatywna: o Bogu o wiele więcej nie wiemy, niż wiemy. Jest „totaliter aliter”, absolutnie inny. Dwa tysiące lat z hakiem zrobiło swoje. Lektura jednak tym bardziej ciekawa.

16:11, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
środa, 11 listopada 2015
Gdzie było tamtych dziewięciu, czyli nieswój bywa najsympatyczniejszy

Ewangelia Łukasza 17,11-19
Perykopa o uzdrowieniu dziesięciu trędowatych, z których tylko jeden Jezusowi podziękował, a był to Samarytanin. Można popsychologizować, tłumaczyć to szczególną wdzięcznością cudzoziemca, bo jako człowiek z innego narodu, do tego skonfliktowanego z żydowskim, mógł być szczególnie mile zaskoczony. Ale Łukasz nie pisał powieści psychologicznej ani historycznej, tylko ewangelię, dzieło teologiczne. Chciał powiedzieć, że swoi nie zawsze lepsi. Prowokuje to wszelkich nacjonalistów, ale w „Panu Tadeuszu” najsympatyczniejszą postacią jest właściwie – jak ktoś przenikliwie napisał – oficer carski. Co na Święto Niepodległości Czytelniczkom i Czytelnikom pozwalam sobie dosyć śmiało napisać.

12:47, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
wtorek, 10 listopada 2015
Nieśmiertelność

Księga Mądrości 2,23
„Dla nieśmiertelności Bóg stworzył człowieka, uczynił go obrazem swej własnej wieczności.” (BT)
Jak napisałem tydzień temu, to w Biblii nadzieja nowa, bo też to księga Starego Testamentu najmłodsza, z drugiej połowy I wieku przed Chrystusem. Tak, jesteśmy nieśmiertelni, choć tamten świat niewyobrażalny jest, rzec można, że tak absolutnie, jak absolutem jest Bóg. Żadnemu filozofowi nic podobnego nie śniło się i nie przyśni.

11:40, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 09 listopada 2015
Być Bożą świątynią

List do Koryntian 3.16-17
„Czyż nie wiecie, żeście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was? Jeżeli ktoś zniszczy świątynię Boga, tego zniszczy Bóg. Świątynia Boga jest święta, a wy nią jesteście.” (Biblia Tysiąclecia)
Dziś w Kościele rzymskokatolickim rocznica poświęcenia starożytnej Bazylika Laterańskiej, najczcigodniejszej jego świątyni. Ciekawe, że wbrew plotce ta pod wezwaniem Jana Chrzciciela, nie tamta św. Piotra, jest formalnie najważniejszą; nie jest tak, że jedna jest papieża jako biskupa Rzymu, druga jako papieża, czyli „biskupa powszechnego”. Co najwyżej, ta Piotrowa jako już nowożytna kojarzy się o wiele bardziej z władzą pozarzymską papieża, bo już wtedy Kościół katolicki był scentralizowany o wiele bardziej. W każdym razie dlatego dzisiaj mamy do czytania teksty „sanktuariologiczne” (u adwentystów jest taka dziedzina teologii). A stwierdzenie, że człowiek jest Bożą świątynią, awansuje go oczywiście ogromnie, mniej więcej tak jak tamto, że jest Jego obrazem. Z czego wniosek, że musimy dorastać do tej roli, ale i ten właśnie, że zamach na ludzkie życie czy godność jest niemal bogobójstwem. Człowiek to naprawdę brzmi dumnie, Maksym Gorki się nie pomylił.

14:56, jan.turnau
Link Komentarze (17) »
niedziela, 08 listopada 2015
Święta cnota hojności

Ewangelia Marka 12,43
„Ta uboga wdowa wrzuciła najwięcej ze wszystkich, którzy kładli do skarbony.” (Tysiąclatka) Bardzo wiele rzeczy jest względnych, hojność na przykład. Miliarder nieczęsto wygrywa w te klocki ze skromnym, ale wrażliwym na cudze emerytem.

16:13, jan.turnau
Link Komentarze (25) »
sobota, 07 listopada 2015
Mamona mami, oj, mami

Ewangelia Łukasza 16,13
„Nie możecie służyć Bogu i mamonie.” (BT)
Błysnąć choćby zegarkiem za trzydzieści tysięcy. Infantylne to, komiczny jest taki dorosły ze srebrną zabawką na rączce, ale równie niemądry jest każdy człowiek, który buduje swoje szczęście na towarach przecież przelotnych.

09:52, jan.turnau
Link Komentarze (52) »
piątek, 06 listopada 2015
Pawłowe językowe skrupuły. Język duszpasterzy naszych

List do Rzymian 15,15
Biblia Tysiąclecia tłumaczy ten werset: „A może niekiedy w tym liście zbyt śmiało się wyraziłem”, podobnie przekłada Biblia Poznańska, gdy natomiast moi bibliści z EPP złagodzili: „trochę odważniej”. Przekład Ekumeniczny 11 Kościołów zachowuje się również ostrożnie: „nieco odważnie”. Mnie laikowi wydaje się jednak, że Paweł zdolny był tutaj do samokrytycyzmu. I to w sprawie bardzo ważnej: Ewangelia każe uważać z każdym językiem, także tym duszpasterskim. Raczej marchewka niż kij.
Czym sobie zjednuje Franciszek ludzi zewsząd niemal? Odpowiedź jest oczywista: swoim językiem. Nie o wszystkich mówi łagodnie: tych, co są na różnych szczytach, osobliwie na szczytach kościelnych, traktuje chłodno, karci nieraz ostro, ale zwyczajnych zjadaczy chleba przekonuje marchewką, nie kijem.
W „Znaku” październikowym naczelna miesięcznika Dominika Kozłowska traktuje ten temat analizując strategię niektórych naszych biskupów. Powiada tak: „Jeśli, jak podkreśla papież, miłosierdzie ma pierwszeństwo przed karą, to również język miłosierdzia powinien brać górę nad językiem kary i uprzedmiotawiającej dyscypliny. Chrześcijaństwo uczy, że podejmowanie wewnętrznej pracy, duchowy rygor mogą prowadzić do głębszego upodmiotowienia i poszerzenia pola wolności. Taka samodyscyplina nie ma jednak wiele wspólnego z karcącym tonem oficjalnych wypowiedzi niektórych hierarchów. W reakcji na nie coraz częściej podnoszą się głosy, że być może u podstaw tych wypowiedzi nie leży duszpasterska troska, ale chęć oczyszczenia Kościoła z katolików nieposłusznych, wątpiących, stawiających pytania.” Przykład: nieśmiertelna sprawa in vitro. Niektórzy księża, a pewnie i biskupi rozumieją, że trzeba o niej mówić z ewangeliczną delikatnością. Gdy jednak - przypomina Kozłowska - ks. Andrzej Draguła tłumaczył w Radiu TOK FM, że nie można mówić o dziecku zaistniałym dzięki stosowaniu tej metody w sposób uwłaczający jego godności, używając na przykład terminu „produkt”, musiał potem się z tego tłumaczyć.

21:09, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2
Archiwum