Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
sobota, 30 listopada 2013
Święty Andrzej od Inności

List do Rzymian 10,12
„Nie ma już różnicy między Żydem a Grekiem”.
Czytamy to dzisiaj, w święto apostoła Andrzeja, nie bez powodu. Miał on bowiem imię greckie, a przypisana mu jest szczególna rola w ewangelizacji ludów jeszcze dalszych niż Grecy od chrześcijańskiej kolebki. Miałby Andrzej poprzez Bizancjum, dzisiejszą Ukrainę, może i dzisiejszą Polskę ruszyć na ziemie dziś słowiańskie, dotrzeć wręcz aż do Szkocji... Żeby nieść Dobrą Nowinę naprawdę szeroko, trzeba się samemu otworzyć na inność, która wydaje się nam całkowicie obca myślowo. Paweł umiał, Andrzej może też. A ta myśl ulubiona Pawła o braku różnicy między narodami kojarzy mi się też z konferencją polsko-rosyjską, czyli katolicko-prawosławną, która zakończy się dzisiaj na warszawskim UKSW: nie ma Lacha ni Moskala!

09:48, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
piątek, 29 listopada 2013
Błogosław Go, Wszechświecie

Księga Daniela 3,77-82
„Błogosławcie Pana, źródła,
chwalcie i wywyższajcie Go na wieki.
Błogosławcie Pana, morza i rzeki,
Błogosławcie Pana, wieloryby i morskie stworzenia.
Błogosławcie Pana, wszystkie ptaki powietrzne,
Błogosławcie Pana, trzody i dzikie zwierzęta.
Błogosławcie Pana, wszyscy ludzie,
chwalcie i wywyższajcie Go na wieki.”
Dziś kolejny fragment wielkiego hymnu, jaki wygłosili według Księgi Daniela trzej młodzieńcy ocaleni cudownie od śmierci w ognistym piecu. Gdy spotka nas wielkie szczęście, czasem sławimy Boga na różne sposoby. Łatwiej nam wtedy dostrzec Go także w przyrodzie, która na co dzień wydaje nam się zgoła bezbożna, dzika, obojętna na dobro i zło. Może łatwiej nam wtedy uwierzyć, że Kosmosem rządzi jednak Chrystus jako Król Wszechświata.

13:42, jan.turnau
Link Komentarze (18) »
czwartek, 28 listopada 2013
Żyjemy w epoce trzeciej

Ewangelia Łukasza 21,20-28
Nawiązuję do wpisu wtorkowego: dziś mamy wyraźnie słowa o tamtym końcu względnym. Napisano: „A kiedy zobaczycie Jeruzalem otoczone przez wojska...” Jerozolima została odbudowana, religia Mojżeszowa trwa w nowej formie, na szczęście już jakby w formie, wręcz w epoce poniekąd trzeciej: takiej, gdy bracia starsi z młodszymi spotykają się już bez gniewu.

19:20, jan.turnau
Link Komentarze (15) »
środa, 27 listopada 2013
Jezu, ufam Tobie...

Ewangelia Łukasza 21,12-19
„Ale przed tym wszystkim podniosą na was ręce i będą was prześladować. Tak – to się wciąż powtarza. Minęło prześladowanie różnych chrześcijan wzajemne, mamy teraz krwawą nienawiść do nas muzułmanów, hindusów, komunistów azjatyckich... „A włos z głowy waszej nie zginie. Wytrwałością waszą zyskacie dusze wasze.”
Jednak jeśli spadają nie tylko włosy, wręcz całe głowy, tym bardziej bądźmy pewni, że Jezus lustruje według wizji mistycznych św. Faustyny, a nie politycznych Katonów dzisiejszych. Nie ściga straszną karą niewytrwałych.
Podaję tu od wczoraj Ekumeniczny Przekład Przyjaciół, jeszcze trudniejsza do pojęcia jest wersja Tysiąclatki: „ocalicie wasze życie”: przecież nie to doczesne. Ale właśnie Bóg jest taki, jak Go maluje papież Franciszek: przebaczający bez żadnego końca, zapewniający każdemu życie wspanialsze, bo wieczne.

07:38, jan.turnau
Link Komentarze (16) »
wtorek, 26 listopada 2013
Koniec Wszechświata i ten też niesłychany

Ewangelia Łukasza 21,5-11
„Trzeba bowiem, aby to się stało najpierw, ale nie zaraz koniec.” Może najważniejsze praktycznie są tu słowa „nie zaraz!” Abyśmy nie brali każdej kosmicznej anomalii albo i historycznej straszności za nadejście Końca. „Podniesie się naród przeciw narodowi i królestwo przeciw królestwu”: czyż to nie jest obraz wojen światowych, a jednak minęły i nawet nie widać, by wnet była trzecia?
Egzegeci mają problem z odróżnieniem słów o końcu ostatecznym od tych dotyczących końca pierwszej epoki w rozwoju religii żydowskiej. Takim doczesnym końcem stało się zburzenie Świątyni. Zresztą było to przecież wydarzenie olbrzymie: judaizm świątynny od synagogalnego różni się ogromnie. Już sam brak krwawych ofiar to nie była dla tamtych Żydów jakaś obyczajowa fraszka.

14:43, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 25 listopada 2013
Różne sprawy pieniężne. Ks. Konrad Rudnicki

Ewangelia Łukasza 21, 1-4
„I podniósłszy wzrok, zobaczył bogaczy wrzucających swe dary do skarbnicy.
Zobaczył też biedną wdowę, wrzucającą tam dwa grosiki.
I powiedział: - Zaprawdę mówię wam, że ta biedna wdowa więcej od wszystkich wrzuciła.
Wszyscy ci bowiem ze swego nadmiaru dorzucili do darów, a ta ze swego niedostatku wrzuciła wszystko, co miała na życie.”
Ekumeniczny Przekład Przyjaciół.
Najpierw o uświęconym tradycją nie tylko ściśle biblijną słowie „zaprawdę”. Otóż u Marka, Mateusza i Jana jest to tłumaczenie hebrajskiego terminu „amen”, tak nam skądinąd znanego, zatem umyśliliśmy w ogóle go nie tłumaczyć: będzie oryginalnie, też w sensie idealnej zgodności z oryginałem. Jednak u Łukasza mamy w oryginale inny termin: ewangelista ów, jeden jedyny Grek wśród autorów biblijnych, hebrajski termin na swój język przetłumaczył „alethos”, więc i my go na nasz przełożyliśmy, piękne „zaprawdę” po staremu, gdzie trzeba, wpisując.
Tyle o pomysłowości, teraz o hojności. Oczywiście biedna wdowa okazała się hojniejsza od bogatych panów. W prawie różnie bywa, w etyce to, że liczą się intencje, zakrawa na aksjomat. No i ja socjaldemokratą wciąż po trosze jestem. Stratyfikacja społeczna, podobno w Polsce wyjątkowo potężna, martwi mnie dość mocno. Podatek liniowy? Chyba to jednak nie ideał. W każdym razie moim idolem jest i tutaj papież Franciszek, płomienny obrońca biedaków, jakby socjaldemokrata również, chociaż (raczej dlatego że!) prawdziwy chrześcijanin.
Ale ekonomia to moja antyspecjalność, chyba że dotyczy spraw kościelnych. Choć i tutaj nie czuję się mocno, jedna myśl moja jednak wydała mi się słuszna. Niedawny sondaż socjologiczny wykazał, że Polacy mają do księży najczęstsze pretensje wcale nie o pedofilię: o pieniądze. Co uznano za rewelację, a dla mnie to zupełny banał. Matka mówiła mi sto lat temu, że ludzie ze wsi wybaczą księdzu wszystko poza zdzierstwem.
Wniosek stąd dla mnie taki: proboszcz nie może być prywatnym przedsiębiorcą. Powinno być u nas jak we Francji: wszyściutkie pieniądze idą do kurii, ta wypłaca księżom pensje (i chyba daje na inne cele parafialne). Proboszczowie nie muszą się martwić, że parafii grozi bankructwo, to też nie zdzierają. W każdym razie mają w tej dziedzinie mniejszą pokusę.
A oczywiście jeść muszą, więc i ofiarność parafian jakaś musi być.

Teraz takie moje ekumeniczne wspomnienie (zanim ukaże się w ”Gazecie Stołecznej”).
Ks. Konrad Maria Paweł Rudnicki 1926 - 2013
Zmarł 12 listopada w Krakowie w wieku 87 lat. Był duchownym mariawickim, teologiem, ekumenistą, astronomem, autorem ponad 300 publikacji naukowych i podręczników szkolnych.
Urodził się w 1926 r. w Warszawie w rodzinie o lewicowych poglądach. Jego matka Maria należała do PPS-u, zaś ojciec Lucjan, znany pisarz i publicysta, autor głośnej kiedyś książki ”Stare i nowe”, był działaczem ruchu robotniczego, współzałożycielem Komunistycznej Partii Robotniczej Polski. Młody Konrad również związał się z lewicą - na przełomie 1943/1944 walczył w partyzantce Gwardii Ludowej aż do rozwiązania oddziału w 1945 r. W czasie okupacji w Piotrkowie Trybunalskim wraz z matką udzielił schronienia grupie Żydów, m.in. rodzinie Weintraubów, za co w 1996 r. otrzymał tytuł "Sprawiedliwy wśród Narodów Świata" oraz honorowe obywatelstwo państwa Izrael.
Po wojnie studiował na Uniwersytecie Warszawskim, w 1949 obronił magisterium z filozofii, w 1952 doktorat z nauk matematyczno-przyrodniczych. W latach 1957-59 studiował w mariawickim Seminarium Duchownym w Płocku. Studia teologiczne łączył z badaniami naukowymi - habilitował się z nauk matematyczno-fizycznych na UW, a w 1975 r. otrzymał tytuł profesora astronomii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Specjalizował się w astronomii gwiazdowej, pozagalaktycznej, kosmologii, metodologii nauk, teologii mistycznej. W 1965 jako pierwszy Polak po II wojnie światowej odkrył w USA nową kometę nazwaną od jego nazwiska C/1966 T1 Rudnicki.
W 1959 r. otrzymał w Płocku święcenia w Kościele Starokatolickim Mariawitów. Pełnił posługę w Polsce (krótko również w Warszawie), USA i Szwajcarii, w 1979 r. został wybrany ministrem generalnym Zgromadzenia Mariawitów (instytucji niepokrywającej się ze strukturami Kościoła), którym był do śmierci. Od 1989 r. był profesorem teologii dogmatycznej i mistycznej w Mariawickim Seminarium Duchownym w Płocku oraz administratorem filii w Krakowie. Od 1996 r. był redaktorem wykonawczym czasopisma "Praca nad sobą", współpracował z periodykiem "Wolnomularz Polski". Od 1997 r. był członkiem Komisji ds. Dialogu Teologicznego między Kościołem Rzymskokatolickim a Kościołem Starokatolickim Mariawitów. Często brał udział we wspólnych nabożeństwach w ramach Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan. Miał także inne zainteresowania - był członkiem Powszechnego Towarzystwa Antropozoficznego. Wśród ulubionych lektur wymieniał Pismo Święte, Ojców Kościoła.
Tyle wiadomości, które znalazłem w serwisie Katolickiej Agencji Informacyjnej, troszkę je tylko uzupełniając. Dodam swoje wspomnienie.
Księdza profesora Rudnickiego poznałem w połowie lat 60. przez Krystynę Zonnową, żonę znanego astronoma, z którą się bardzo przyjaźniłem. Pamiętam spotkanie we trójkę w ich domu przy Alejach Ujazdowskich. Astronomia nie była moją specjalnością, ale ekumenia pasjonowała mnie już wówczas ogromnie. Wybitny filozof, a skądinąd gorący ekumenista Andrzej Grzegorczyk opublikował w ”Więzi” artykuł pod tytułem ”Nasi bracia mariawici”, tekst przełomowy, dokonujący przewrotu wręcz kopernikańskiego w rzymskokatolickim myśleniu o tym wyznaniu, więc chciałem, by w piśmie, w którym wtedy pracowałem, zabrał głos po tekście Grzegorczyka także mariawicki duchowny, człowiek wybitny i o tak nietypowej biografii. Tak się też stało, w numerze z maja 1966 r. ukazał się jego tekst prezentujący interesująco jego Kościół. Potem nasz kontakt był bardzo rzadki, ale nie urwał się całkiem: pamiętam, że przeczytałem przynajmniej jeden numer ”Pracy nad sobą” i znalazłem tam cenną wskazówkę psychologiczno-duszpasterską.
Na koniec takie moje ”głośne myślenie”. Wybierając wśród wyznań chrześcijańskich jako środowisko dla siebie Kościół Starokatolicki Mariawitów, tak przecież bardzo wtedy szkalowany, młody Konrad Rudnicki okazał, że lubi chodzić własnym drogami. Co ja, skądinąd ”rzymski” katolik, mam mu to za dobre.

PS. Polecam wspomnienie o ks. Rudnickim, które w ”Tygodniku Powszechnym” z 24 listopada napisał zaprzyjaźniony z nim sławny kosmolog ks. Michał Heller.

16:22, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
niedziela, 24 listopada 2013
Chrystus i Kosmos

Ewangelia Łukasza 23,38
„Był także nad Nim napis w języku greckim, łacińskim i hebrajskim: »To jest król żydowski«”.
To tłumaczenie Biblii Tysiąclecia, zawierająca wersję dłuższą, uznaną przez znawców rękopisów biblijnych za mniej poprawną niż ta pomijająca sprawę języków napisu: taką mamy w innych tłumaczeniach polskich dzisiejszych. O czym informuję, choć to oczywiście szczegół biblistyczny, drobiazg, ważniejsze oczywiście co innego. Albowiem dzisiaj katolicka uroczystość Jezusa Chrystusa, Króla Wszechświata: okazja do refleksji na temat Kosmosu, nieubłaganych praw nim rządzących, tajfunów różnych wciąż potwornych. Na czym polega Chrystusowe nad nimi królowanie? Bóg stwarzając wszechświat takowy pisał prosto po liniach niepojęcie krzywych, ot, może takich równoległych, schodzących się jakoś jednak w przestrzeni nieskończonej...

18:54, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
sobota, 23 listopada 2013
Pytania o tamten świat

Ewangelia Łukasza 20,27-40
Tematem dzisiejsze perykopy jest dyskusja Jezusa z saduceuszami. Nieczęsta to w relacjach ewangelijnych sytuacja: Jego przeciwnikami są tam raczej faryzeusze. Wygląda to po trosze na paradoks: przecież to stronnictwo bliższe było mimo wszystko przesłaniu Ewangelii niż tamto saducejskie. Tak w każdym razie można by wnioskować z niezbyt jasnych o saduceuszach informacji historycznych. Wyglądają w nich na niezbyt religijnych, już jakby zhellenizowanych, o czym świadczy ich niewiara w zmartwychwstanie, w dzisiejszej perykopie swoiście przedstawiona. Bibliści dzisiejsi sugerują jednak, że gdy ewangelie były redagowane, po zburzeniu Świątyni, przeciwnikami tworzącego się Kościoła byli już raczej faryzeusze: to oni dominowali w tworzącym się wówczas judaizmie synagogalnym.
Tak czy inaczej, saduceusze kwestionują tutaj wiarę w zmartwychwstanie zakładając, że na tamtym świecie będzie jak na tym: przetrwają związki małżeńskie. A jeśli tak, to czyją żoną będzie kobieta, która zgodnie z prawem lewiratu poślubiona była kolejno siedmiu braciom, którzy też kolejno umierali? Jezus odpowiada, że na tamtym świecie nie będzie w ogóle małżeństwa: ludzie będą jak aniołowie. I że jeżeli Jahwe jest Bogiem Abrahama, Izaaka i Jakuba, to znaczy, że oni dalej żyją, czyli zmartwychwstanie następować musi.
A mnie się wydaje, że o tamtym świecie wiemy głównie to, że on jest: pytanie podobne do tamtych saducejskich to czyste spekulacje.

14:04, jan.turnau
Link Komentarze (18) »
piątek, 22 listopada 2013
Sacrum i handel. Ksiądz Lemański i kuria, papież i Kuria Rzymska, unici i prawosławni

Ewangelia Łukasza 19,45-48
Jezus oczyszcza Świątynię ze sprzedających: zarzuca jej gospodarzom, że uczynili z niej jaskinię zbójców (my przetłumaczyliśmy: „spelunkę bandytów”). Czego się nie godzi czynić w przestrzeni sakralnej? Pokaz mody nie pasuje? Zgorszył bowiem niektórych w kościele na warszawskich Nowolipkach. Owszem, nie pasuje, ale nie było to wręcz zbezczeszczenie miejsca, nie przesadzajmy. Grunt, żeby nie było pośród sacrum nienawiści, dzielenia ludzi, handlu najgorszego, bo samymi szczytnymi ideami.

Wracam do sprawy ks. Lemańskiego: napisałem o spotkaniu w Jasienicy, potem było podobne w Otwocku. Pewna pani przyjechała aż z Łodzi i opowiadała, że w sześciu konfesjonałach podczas spowiedzi pytała księży "Czy popieranie księdza Lemańskiego to grzech?".
Oto co usłyszała:  
1 ksiądz: "o księdzu Lemańskim nie dyskutujemy"
2 ksiądz: "Ksiądz Lemański nie popełnił żadnych doktrynalnych przewinień i wszyscy o tym wiemy"
A pozostałych czterech powiedziało, że myśli dokładnie tak samo jak ksiądz Lemański.
Można się zdziwić sondażem socjologicznym podczas spowiedzi i w ogóle taką informację zlekceważyć, ale zadaję sobie pytanie, ilu księży polskich (i oczywiście biskupów) rozumie, że przykład Jasienicy daje do myślenia. W czasie, gdy słychać tyle narzekania na duchownych, jest mimo to parafia, w której proboszcz ma taki autorytet. Skąd się on bierze? Może ks. Lemański jest jednak po prostu duszpasterzem nietuzinkowym, wartym raczej naśladowania niż prześladowania... To drugie słowo wielkie, za wielkie, ale zawziętość kurialna mała zaprawdę nie jest. Co zdecyduje Kuria Rzymska? Gdyby nie to, że papieżem jest Franciszek, byłbym całkiem pewny, że uzna autonomię lokalnego biskupa, czyli ksiądz Wojciech pozostanie emerytem. Może jednak biskup rzymski znajdzie jakieś wyjście kompromisowe.
Gdy jestem przy Franciszku: najwyraźniej jego śmiałość bulwersuje dwór. Myślę o zdezawuowaniu tamtego bardzo odważnego wywiadu dla pisma liberalnego: o zdjęciu tekstu ze strony internetowej Urzędu (kapitalny komentarz Marka Zająca w jego diabelskim felietonie w najnowszym ”Tygodniku Powszechnym”!) Ale nie był to jedyny sygnał, że papież już nie jest monarchą absolutnym, musi się liczyć ze swoimi urzędnikami, ulegać im trochę: tak zrozumiałem niedawną homilię Franciszka o niebezpieczeństwie nadmiernego progresizmu. Oczywiście żadna przesada nie jest dobra i w dialogu z liberalnym światem nie należy przyklaskiwać każdej nowince, ale w moim Kościele panuje wciąż przekonanie, że racja jest tylko po naszej stronie, świat laicki wyłącznie błądzi, a samokrytyka kościelna to strategiczny błąd.
Na szczęście jest się czym cieszyć. Radość sprawiła mi książka Igora Hałagidy ”Między Moskwą, Warszawą i Watykanem Dzieje Kościoła greckokatolickiego w Polsce w latach 1944-1970".

21:35, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
czwartek, 21 listopada 2013
Nie przesadzajmy

Ewangelia Łukasza 19,41-44
Przepowiednia zburzenia świętego miasta. Gdy tę ewangelię redagowano, Jerozolima była już zburzona, sceptyk zapyta może zatem, cóż to za proroctwo: włożono Mu w usta takie słowa i tyle. Otóż ja odpowiem, że Jezus mógł widzieć przyszłość. Przecież trafianie się podobnego charyzmatu także dzisiaj jest faktem niewątpliwym. Nie przesadzajmy: negowanie podobnych ludzkich możliwości to scjentystyczny dogmatyzm. Uznajmy taką możliwość, nawet jeśli kwestionujemy Jego Boże synostwo.

16:54, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
środa, 20 listopada 2013
Miny nasze marnowane. O mnie jako ”gospodarzu” bloga tego

Ewangelia Łukasza 19,11-28
Przypowieść o minach, odpowiednik Mateuszowej o talentach (25,14-30). W obu sługa zapobiegliwy otrzymuje nawet i to, co miał ów opieszały, albowiem „każdemu, kto ma, będzie dodane, a temu, kto nie ma, zabiorą nawet i to, co ma”. Oczywiście nie jest to zasada do zastosowania w realnych stosunkach międzyludzkich, bo to jakby kapitalizm najdzikszy: przypowieść biblijna to przecież rodzaj literatury pięknej, widzimy tu zresztą przesadę prorocką. Owszem, bywa tak w życiu, że czyjeś sukcesy są jak kula śniegowa, szczęście goni szczęście, a inny ma coraz mniej, ale Boża sprawiedliwość to zupełnie inna sprawa, choć też niepojęta, bo pisze On prosto po liniach krzywych przeraźliwie.

A teraz o tym moim blogu, o mojej roli jego gospodarza. Otóż mam swoje lata, nie czuję się na siłach spełniać funkcji cenzora, zresztą nie jest to zupełnie w moim stylu. Pozostaje mi więc tylko jeszcze raz zaapelować o komentatorską kulturę; nie muszę chyba napisać, o co
tu chodzi, bo zakładam, że każdy z autorów ma trochę sumienia i tylko czasem (często) puszczają mu nerwy. Nie mogę również komentować każdego komentarza, bo blogowanie stałoby się wtedy robotą dziesięć razy większą. Tylko bardzo rzadko zatem włączam się do dyskusji, dużo częściej mam poruszane problemy ”z tyłu głowy” i podejmuję je w dalszych wpisach.

12:36, jan.turnau
Link Komentarze (78) »
wtorek, 19 listopada 2013
Kościelny punkt widokowy. Laikat także Kościół

Ewangelia Łukasza 19,1-10
Opowieść o Zacheuszu, bardzo bogatym zwierzchniku celników, co aż wlazł na drzewo, by zobaczyć Jezusa, bo był kurduplem. By Go zobaczyć w dzisiejszym Kościele, nie wdrapujemy się na punkt widokowy, nie używamy lunety albo mikroskopu. Ale Bóg zsyła nam papieża Franciszka, abyśmy przejrzeli, zobaczyli w Kościele Jezusa. Niektórym zaś wystarcza przykład odwagi u różnych polskich księży: Adama Bonieckiego, Jacka Prusaka, Wojciecha Lemańskiego...
Coś na temat trzeciego z nich. Opowiada Ania: parafia w Jasienicy, sala przepełniona, połączona serdecznością dla (byłego?) proboszcza. A po tej promocji książkowego wywiadu z nim („Z krwi, kości i wiary. Ks. Wojciech Lemański w rozmowie z Anną Wacławik-Orpik”, Agora 2013) osobista rozmowa z jedną z parafianek o tym, że ten proboszcz z parafianami naprawdę JEST. Uczestniczy w ich niedolach.
Bo też taki wydaje się w tej książce. Czytelniczka po lekturze: to Boży człowiek. To znaczy naprawdę przejęty ludźmi. Ślą listy w jego obronie do Watykanu, także bezpośrednio do papieża Franciszka, przetłumaczone na włoski, a jakże (odsyłam do artykułu w dzisiejszej ”Gazecie Wyborczej”).
Ania powiedziała, że nie wolno mu odchodzić z Kościoła. Zgadzam się: ze względu na Kościół. W nim bez takich ludzi ani rusz. Bywają zarozumiali, nieznośni, jak ziarnko piasku w bucie, ale bez nich byłoby o wiele za wygodnie. Albo inaczej: w moim Kościele musi być więcej demokracji: opinia większości parafian musi się liczyć. Głos ludu jest głosem Boga, czyli świeccy, laikat także Kościół.

15:12, jan.turnau
Link Komentarze (53) »
poniedziałek, 18 listopada 2013
Przejrzenia: poznaj siebie! „Charaktery”, „Medytacja”, „Adoracja i Eucharystia”

Ewangelia Łukasza 18,35-43
Opowieść o niewidomym, który przebił się przez brak litości „tych, którzy szli przodem”, i dopuszczony do Jezusa, został uzdrowiony: „przejrzał”. Można zainteresować się dokładnością Ekumenicznego Przekładu Przyjaciół: przetłumaczyliśmy jego prośbę „Panie, żebym znowu widział, i stwierdzenie stanu ponownego: „przejrzał znowu”, ale to żaden cymes, pedanteria nie grzeszna, ale i nie cnotliwa. Problemów ważniejszych w bród.
„Twoja wiara zbawiła cię”: zatem czynnik subiektywny, akcentowany w ewangeliach nieraz. Jednak to pewnie nie warunek konieczny, jeśli Jezus ucisza burzę na morzu, nie mówiąc o wskrzeszeniach. Przejrzenie jako pojęcie psychomoralne: zobaczyć na nowo nie tylko świat zewnętrzny oczami ciała, ale i siebie samego tak zwanymi oczami duszy. Metanoja. Zrobić sobie błyskawiczny rachunek sumienia i doznać olśnienia: otom nie taki dobry, cierpię niekoniecznie z winy bliźnich, oto oni nie tacy paskudni duchem. Ale czasem też bywają przejrzenia światopoglądowe: zobaczyć świat jakoś głębiej, jakby dotrzeć do jakiegoś Dna. Sięgnąć myślą poza empirię: zobaczyć w tym Wszystkim jakiś Sens, nawet wręcz Kogoś.
Napisał ks. Jacek Prusak, jezuita, psychoterapeuta równie uczony, jak mądry, w „Charakterach” listopadowych: „Odkrywanie prawdy o sobie, jakie proponują poradniki, służy rozwiązaniu konkretnego problemu. Poznanie siebie z perspektywy duchowej służy temu, aby stać się tym, kim się naprawdę jest. Pojawia się paradoks – samo poznanie nie jest możliwe bez zanegowania samego poznania. »Obal Ja, aby odnaleźć siebie« - powtarzają mistycy. Ani testy, ani skanowanie mózgu nie uchwycą tego, co dostępne jest dzięki wglądowi w siebie w medytacji. Kiedy obserwator staje się obserwowanym, ujawnia się nasza najgłębsza tożsamość. Zacznijmy od stwierdzenia »nie wiem« i nie dajmy się zniechęcić strategiom umysłu dyskursywnego. To jest »uczona niewiedza« mistyków.”
Przypomniała mi się Etty Hillesum, mistyczka „z samej siebie”, ze swojej ani żydowskiej, ani chrześcijańskiej duszy. Czy ja sam nie jestem choć trochę mistykiem? A moje sumienie, dość chyba wrażliwe, to nie On?
W każdym razie zacytuję takie słowa ks. Wacława Hryniewicza OMI (oblata Maryi Niepokalanej) w kwietniowym miesięczniku „Medytacja”: „Kocham uczoną niewiedzę, bo w naszych dociekaniach o przyszłych losach ludzkości i świata powinna znajdować wyraz mądra niedookreśloność (...) Jako ludzie wierzący nie wahajmy się wyznawać swoją niewiedzę!” Może takie myślenie to znakomita „apologetyka”, lepsza niż twarda pewność (raczej pewność siebie niż religijnego „meritum”) myślących tradycyjnie, ale płyciutko obrońców świętej wiary. To dlatego tak bierze różnych ludzi wątpiących na przykład Tomasz Halik!
A kardynał francuski Philippe Barbarin w swojej książeczce „Adoracja i Eucharystia” (PROMIC, tłum. Lilla Danilecka) napisał: „Nawet jeśli dojrzały człowiek zdobył jakąś wiedzę czy doświadczenie w dziedzinie modlitwy, wiary, miłości bliźniego, trwania w pokoju serca, łagodności czy radości, to tak naprawdę wcale nie oznacza to, że jest w tym lepszy od niedojrzałego czternastolatka. Pierwsze Błogosławieństwo [»błogosławieni ubodzy w duchu«] stanowi zaproszenie do tego, by codziennie stawać przed Bogiem z pustymi rękami i bez końca prosić Go o to, czego nam potrzeba na naszą powszednią drogę.” Według autora grecki termin „ptochos” to nie tylko ubogi, to wręcz żebrak. Miejmy postawę pokornego żebraka także w sprawach wiary.
Jeszcze raz cytat z listopadowych „Charakterów”. Dorota Krzemionka pyta psychiatrę i psychoterapeutę prof. dr hab. Bogdana de Barbaro: „»Po owocach ich poznacie« - widzę przejawy zła w uczynkach różnych osób, z różnych powodów. Trudno mi jednak uwierzyć w szatana w postaci osobowej.” „Ja też mam z tym problem” – odpowiada profesor. „Skłonny jestem dostrzegać działanie »złego ducha« nie tam, gdzie ktoś jest biedny, młody i ma poczucie opętania przez szatana, tylko w działaniach całkiem perfidnych, dokonywanych z zimną krwią. Takich, o których ksiądz by nie pomyślał, że to spektakularne opętanie. Możliwe, że to opętanie, do którego podchodzą egzorcyści, jest tak kuszące przez swoją niezwykłość, malowniczość i dramaturgię. Do dziś pamiętam, jak silne wrażenie wywołało we mnie spotkanie z osobą w stanie opętania. To przemawia do wyobraźni, może budzić grozę. Ale moim zdaniem to za mało, by traktować te objawy jako dowód działania szatana. Myślę, że szatan jest bardziej perfidny.”
Czy szatan jest osobą, to sprawa osobna, inna niż ta, o której profesor mówi dalej, w której zgadzam się z nim w stu procentach. Jeśli – jak powiadają egzorcyści i nie tylko oni – diabeł się ukrywa, działa tam, gdzie nikt się go nie spodziewa, to dlaczego miałby manifestować się w zjawiskach spektakularnych? Owszem, zgadzam się, panoszy się on wszędzie, ale raczej tam, gdzie po prostu jest człowiek człowiekowi wilkiem, co przecież zdarza się często. Powtarzam tu i tam: opętany był Hitler (podobno tak go rozpoznawał Pius XII), Stalin, są również diabelscy pojawiający się ciągle opętani władzą zbrodniarze, wyrządzający innym ludziom straszliwie dużo nieszczęścia. Natomiast dziewczyna bluźniąca potwornie może przemawiać głosem szatana, ale czy to nie świadczy raczej, że myli on pogonie, że jest zupełnie gdzie indziej. Na szczęście nasz episkopat zdecydował się przyhamować szalonych poszukiwaczy szatana: między innymi wypowiedział się w tym duchu arcybiskup Michalik.

14:27, jan.turnau
Link Komentarze (26) »
niedziela, 17 listopada 2013
Ale gdy nie ma pracy...

2 List do Tesaloniczan 3,9b
„Kto nie chce pracować, niech też nie je.”

Towarzysz Lenin zacytował nieściśle: „kto nie pracuje....” Do bumelantów zaliczył, wiadomo, wszystkich przeciwników bolszewizmu. Dzisiaj natomiast problem mamy nie tylko z lenistwem rozmaitych pijaczków, ale i z bezrobociem – ciężką chorobą kapitalizmu, cholerą czasów naszych.

19:12, jan.turnau
Link Komentarze (30) »
sobota, 16 listopada 2013
Słowo Wcielone jak krzyż, nie miecz

Księga Mądrości 18,14-16
„Gdy głęboka cisza zalegała wszystko, a noc w swoim biegu dosięgała połowy, wszechmocne Twe Słowo z nieba, z królewskiej stolicy, jak miecz ostry niosąc Twój nieodwołalny rozkaz, jak srogi wojownik runęło w pośrodek zatraconej ziemi, i stanąwszy napełniło wszystko śmiercią: nieba sięgało i rozchodziło się po ziemi.”

Tekst kojarzy z Bożym Narodzeniem, podkreślę jednak różnice fundamentalne: Słowo Wcielone walnęło jak krzyż, nie miecz, przyniosło życie, nie śmierć. Amen!

11:01, jan.turnau
Link Komentarze (63) »
piątek, 15 listopada 2013
Życie, nie dusza – to, co porusza... Tęcza spalona jak pomnik wstydu

Ewangelia Łukasza 17,33
„Kto by starał się duszę swoją zachować dla siebie, utraci ją, kto by zaś ją utracił, żywą zachowa.”
Ekumeniczny Przekład Przyjaciół.

Mamy dziś logion przewijający się przez wszystkie ewangelie, jedna z głównych myśli ich paradoksalnego przesłania. Chyba jednak przetłumaczyliśmy nienajlepiej: w oryginale jest tu „psyche”, które istotnie oznacza duszę, ale w sensie biblijnym, jako pierwiastek życia, nie według dualistycznej antropologii platońskiej – jako duchowa część osoby. Chodzi tu bowiem o ”zwyczajną” utratę życia – tak mają wszystkie ważniejsze przykłady wbrew Wujkowi. O utratę życia doczesnego, które nie jest wartością najwyższą, choć bohaterszczyzna niekoniecznie ojczyzna.

PS. Dla niektórych ojczyzna to obowiązek nienawiści, walki ze wszystkim, co odstaje od ich ciaśniutkiego światka. Nie mieści im się w głowach możliwość poszerzenie katalogu tego, co dozwolone moralnie. Zgadzam się z Waldemarem Kumórem, kolegą moim redakcyjnym miłym, że Tęczy nie trzeba odnawiać: niech stoi jak pomnik wstydu. Niech ten obraz wściekłego barbarzyństwa przypomina widzom, co jest możliwe w Polsce dzisiejszej. Podobnie jak poraniony krucyfiks w kościele św. Marcina na Piwnej upamiętnia hitlerowską barbarię.

20:07, jan.turnau
Link Komentarze (57) »
czwartek, 14 listopada 2013
Hymn o Mądrości

Księga Mądrości 7,22-8,1
”Jest bowiem w Mądrości duch rozumny, święty, jedyny, wieloraki, subtelny, rączy, przenikliwy, nieskalany, jasny, niecierpiętliwy, miłujący dobro, bystry, niepowstrzymany, dobroczynny, ludzki, trwały, niezawodny, beztroski, wszechmogący i wszystko widzący, przenikający wszelkie duchy rozumne czyste i najsubtelniejsze. Mądrość bowiem jest ruchliwsza od wszelkiego ruchu i przez wszystko przechodzi i przenika dzięki swej czystości. Jest bowiem tchnieniem mocy Bożej i przeczystym wypływem chwały Wszechmocnego, dlatego nic skażonego do niej nie przylgnie. Jest odblaskiem wieczystej światłości, zwierciadłem bez skazy działania Boga, obrazem Jego dobroci. Jedna jest, a wszystko może, pozostając sobą, wszystko odnawia, a przez pokolenia zstępując w dusze święte, wzbudza przyjaciół Bożych i proroków. Bóg bowiem miłuje tylko tego, kto przebywa z Mądrością. Bo ona piękniejsza niż słońce i wszelki gwiazdozbiór. Porównana ze światłością, uzyska pierwszeństwo, po tamtej bowiem nastaje noc, a Mądrości zło nie przemoże. Sięga potężnie od krańca do krańca i włada wszystkim z dobrocią.”

Tekst równie piękny literacko, jak zadziwiający treścią tak różną od naszej mentalności. Mądrość nie jest dzisiejszym hasłem, a cóż dopiero uosobiona i stanowiąca przymiot kogoś, kto jest upersonifikowaną podstawą bytu. Mamy w Pierwszym Testamencie zapowiedzi nowotestamentalnej wiary w Trójcę, przy czym trudno powiedzieć, czyim odpowiednikiem jest Mądrość: Ducha Świętego czy Słowa. W liście do Kolosan 1,15 i do Hebrajczyków 1,3 mówi się o Synu Bożym bardzo podobnie, jak tu w wersecie 26.

To Księga napisana po grecku, więc nie należy do kanonu żydowskiego, bardzo późna, może nawet z I wieku przed Chrystusem; można ją uważać za pomost między Testamentem Starym i Nowym.

20:39, jan.turnau
Link Komentarze (103) »
Biblijna opcja na rzecz maluczkich: tęcza

Wpis na 13 listopada 2013
Księga Mądrości 6,2-8
„Nakłońcie ucha, wy, co nad wieloma panujecie i chlubicie się mnogością narodów, bo od Pana otrzymaliście władzę, od Najwyższego panowanie: On zbada uczynki wasze i zamysły wasze rozsądzi. Będąc bowiem sługami Jego królestwa, nie sądziliście uczciwie aniście prawa nie przestrzegali, aniście nie poszli za wolą Boga, przeto groźnie i rychło natrze On na was, będzie bowiem sąd surowy nad panującymi. Najmniejszy znajdzie litościwe przebaczenie, ale mocnych czeka mocna kara. Władca wszechrzeczy nie ulęknie się osoby ani nie będzie zważał na wielkość. On bowiem stworzył małego i wielkiego i jednakowo o wszystkich się troszczy, ale możnym grozi surowe badanie.”

Biblia cała broni „maluczkich”: to jej ogólne nastawienie. Państwo powinno z urzędu chronić mniejszości: etniczne, religijne, seksualne... Najtrudniej z tymi trzecimi: tęcza wzbudza wściekłość. Nacjonalistyczna krzepa nienawidzi odmienności. Żydzi są już pod ochroną, doświadczenie Zagłady jest zbyt potężne, inaczej bywa czasem z innymi mniejszościami religijnymi, mają też jednak doświadczonych obrońców. Sprawa gejów i lesbijek jest natomiast u nas w powijakach.

Zachwaliłem tu tydzień temu książkę Biblioteki „Więzi” „Wyzywająca miłość. Chrześcijanie a homoseksualizm”: Katarzyna Jabłońska i Cezary Gawryś skomponowali rzecz znakomitą!

20:38, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
wtorek, 12 listopada 2013
Chwalipięctwo, czyli bez Boga guzik. Mistyczka przedziwna Etty Hillesum. Historyk Kościoła sprzed 17 wieków

Ewangelia Łukasza 17,10
„Tak mówcie i wy, gdy uczynicie wszystko, co wam polecono: - Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy wszystko, co powinniśmy wykonać.”

Jest w nas naturalna potrzeba dodawania sobie animuszu przez utwierdzanie się w przekonaniu, żeśmy warci wiele, że mamy wiele zasług. Potrzeba ta wynika poniekąd z instynktu samozachowawczego: człowiekowi, który nagle zobaczył się zerem, może zawalić się dokładnie wszystko, pozostaje mu tylko popełnić samobójstwo. Jakaś „autoakceptacja” jest nam do życia potrzebna jak woda. Niemniej nadmiar wody jest oczywiście niebezpieczny, czasem wręcz na imię mu powódź. A powódź wody sodowej to już moralna klęska.

Chrześcijaństwo jest w tej sprawie niemal nadpodejrzliwe. Osobliwie nurt protestancki, ewangelicki, który patrzy na człowieka w ogóle bardziej pesymistycznie niż katolicki (i chyba prawosławny). Marcin Luter – w co znającym go z antyreformacyjnej plotki trudno uwierzyć – miał się sam za strasznego grzesznika i sądząc podług siebie tak sformułował swoją doktrynę. Mówiąc, że nasze uczynki nic nie warte, upraszcza się jednak potwornie doktrynę protestancką. Upraszczało się już za życia Lutra, musiał się tłumaczyć, iż nie pozwala na łamanie przykazań. Chodziło mu tylko (?) o to, że bez Boga nic nie możemy. Owszem, to my dobrze czynimy, a nie Pan, Bóg (przecinek konieczny, bo tu są dwa różne Jego określenia, a takie słowa zwykło się rozdzielać znakiem interpunkcyjnym), ale czynimy dlatego, że otwieramy się na Niego, na Jego propozycję. Od niej się cała etyka zaczyna!

Dlatego też „słudzy nieużyteczni jesteśmy”. Dobre postępowanie to zupełna „normalka”, nienormalny jest natomiast grzech. Bo gdy Bóg wyciąga do nas rękę, nie ma się czym chwalić, gdy zgadzamy się łaskawie podać naszą. To Jego łaska, nie nasza. A ta „nieużyteczność”? Tak, to już pewna przesada. Prorocka może właśnie. Bogu się raczej nie przydajemy, bliźnim a jakże.

Gdy jesteśmy przy Panu, Bogu, przy którym zresztą prawie zawsze w tym blogu bywamy, to chcę tu zaanonsować dwie publikacje jezuickiego krakowskiego Wydawnictwa WAM. Pierwsze to dzieło zaprawdę niezwykłe: Etty Hillesum „Przerwane życie. Pamiętnik 1941-1943”. Rzecz bardzo sławna, Polakom katolikom w ich języku ojczystym udostępniona przez Iwonę Piotrowską, wydanie już trzecie. Katolików wymieniłem nie bez przyczyny, czyli tak zwanej kozery (franc. „cause”, powinno się mówić „kozy”, ale to zoologizm nadmierny). Otóż już na samej okładce Wydawnictwo wyjaśnia, reklamuje książkę: „Jedna z największych mistyczek XX wieku”, co powinno nasz naród pobożny do nabycia i lektury zachęcić, ale jest problem pewien. Otóż ja sam, katolik niewątpliwy polski, słysząc o tamtej postaci tragicznej (Żydówka, życie przerwane Zagładą), wyobrażałem sobie autorkę niemal jak świętą Tereskę, dziewczątko niewinne, bardzo pobożne. Tamtej wiek starszy, choć właściwie niewiele, Etty zaczyna pisać mając lat 27, a Tereska zmarła, gdy miała 24 – ale co innego różni je całkiem sporo. Tamta Holenderka ma doświadczeń erotycznych sporo: główną postacią pamiętnika jest jej kochanek. Nie jestem jednak pruderyjny, zauważam od razu jej miłość inną: Boga. Ma do niego stosunek mistyczny właśnie, nie z doktryny jakiejkolwiek, sama Osoba. Pamiętnikarka zatem bardzo po-bożna również, choć trochę niż tamta francuska inaczej. Ale On przecież ten sam.

A drugie dzieło ogromne, wagi także fizycznej: równe 800 stron mszalnego formatu, mocno oprawione. Autor Euzebiusz z Cezarei, „Historia kościelna”, tekst grecki i polski. Tłumaczenie Agnieszki Caby na podstawie tłumaczenia ks. Arkadiusza Lisieckiego, opracowanie ks. Henryk Pietras SJ. Czas powstania tekstu lata 303-324. Lektura dla każdego, kto się chrześcijaństwem interesuje. Bardzo ważna, ciekawa. Choć to było tak dawno, siedemnaście wieków temu... Zaczyna się nie od historii, od teologii, wręcz biblistyki rzec można, ale lepiej powiedzieć, że to apologetyka. I raczej nie dzisiejsza. Tamtoczesny autor odnosi bowiem bezapelacyjnie do Chrystusa Psalm 2, gdzie mowa o Pomazańcu i to jako Synu Bożym: dzisiaj nie jest to dla biblistów takie proste. A jeżeli już, to jest tu mowa o Mesjaszu, czyli faktycznie Pomazańcu, ale odnoszenie tego personalnie do Jezusa nie daje się uzasadnić naukowo, choć tak czyni na przykład List do Hebrajczyków 1,3-5 i 5,5. Euzebiusz z Cezarei kojarzy też z Jezusem wodza hebrajskiego Jozuego, ale choć imię w istocie to samo, sam człowiek duchowo nie ten. Prorok z Nazaretu walczył zgoła inaczej.

Zacząłem od krytyki oraz biblistyki, bo taką już mam czepialską duszę i takie zainteresowania, ale te drugie kazały mi też przeczytać na przykład, co o ewangelistach napisał Euzebiusz, ktoś bliższy im nieporównanie niż my dwudziestopierwszowieczni. Napisał także o innych księgach Nowego Testamentu: o tych, które mu współcześni i dawniejsi znawcy uważają za autentyczne, i o tych, które mają za nieautentyczne. Do tych pierwszych zalicza cztery ewangelie, Dzieje, 13 listów Pawła, pierwszy Piotra, pierwszy Jana, ewentualnie także Apokalipsę Jana. Do wątpliwych – resztę ksiąg kanonicznych, do nieautentycznych te, które dziś uważa się za apokryfy. Dziś mamy dodatkową kategorię: autentyczne, kanoniczne, ale niekoniecznie tego właśnie znanego autora. Ciekawy etap dziejów myśli kościelnej, ciekawy tego czasu dokument.

14:06, jan.turnau
Link Komentarze (173) »
poniedziałek, 11 listopada 2013
O zgorszeniu maluczkich

Ewangelia Łukasza 17,1-2
„Powiedział do swoich uczniów: - Niemożliwe, by nie przyszły zgorszenia, lecz biada temu, przez kogo przychodzą. Lepiej by mu było, gdyby mu kamień młyński nałożono na szyję i wrzucono go do morza, niż gdyby zgorszył jednego z tych maluczkich.”
Ekumeniczny Przekład Przyjaciół.

Skojarzenia kościelne oczywiste. Nie tylko księżom zdarzają się takie zgorszenia, ale przecież duchowny powinien być szczególnie uduchowiony, czyli zwycięsko walczący z popędami swego ciała. Powinien świecić przykładem, nie ma rady: ”noblesse oblige”, szlachectwo zobowiązuje. A maluczkich to właśnie nie tylko trauma, ale i zgorszenie pewnie nieraz, w sensie - stanie się gorszym: jeśli ktoś taki sobie pozwala, to znaczy, że każdemu wolno.

10:13, jan.turnau
Link Komentarze (72) »
niedziela, 10 listopada 2013
Żeby mój Kościół...

Psalm 17,1
„Rozważ, Panie, moją słuszną sprawę,
usłysz moje wołanie,
wysłuchaj modlitwy
moich warg nieobłudnych.”

Modlę się w sprawie słusznej i przecież nieobłudnie, bo naprawdę mi na tym zależy: żeby mój Kościół cały stał się taki, jak jego przywódca Franciszek. Żeby w szczególności odnawiała się radykalnie jego polska gałąź. Żeby była jak ten papież pokornego serca.

15:28, jan.turnau
Link Komentarze (26) »
sobota, 09 listopada 2013
Gwałtownictwo Jezusa Chrystusa. Rzymianie niechcący Bożym narzędziem

Ewangelia Jana 2,14-15
„W świątyni napotkał tych, którzy sprzedawali woły, baranki i gołębie oraz siedzących za stołami bankierów. Wówczas sporządziwszy sobie bicz ze sznurków, powypędzał wszystkich ze świątyni, także baranki i woły, porozrzucał monety bankierów, a stoły powyrzucał.”

Jezus podobno nauczyciel niestosowania przemocy, a tak rozrabia: ktoś mnie kiedyś tak prowokował w swoim komentarzu. Proponuję nie przesadzać: gwałt to niewielki w tamtych mało delikatnych czasach. Mam natomiast tutaj myśl zgoła inną: na temat świątyni jako nie tylko targowiska, ale i rzeźni. Jak to dobrze, że Rzymianie zburzyli owo sanktuarium, Żydzi mieliby teraz z obrońcami zwierząt wojnę na 24 fajerki. Nota bene polscy Ormianie katoliccy na szczęście zrezygnowali z rytualnego publicznego mordowania baranka na cześć wizytującego wspólnotę biskupa: też mieliby potężny kłopot.

10:44, jan.turnau
Link Komentarze (38) »
piątek, 08 listopada 2013
Przykładna samokrytyka apostoła Pawła?

List do Rzymian 15,15
Czytam dzisiaj w miesięczniku biblijno-liturgicznym „Oremus”, gdzie są publikowane teksty Pisma przeznaczone katolikom na każdy dzień, w tłumaczeniu Biblii Tysiąclecia takie słowa Pawłowe: „A może niekiedy w liście tym zbyt śmiało się wyraziłem jako ten, który stara się przypomnieć wam pewne sprawy na mocy danej mi przez Boga łaski”. Cóż w tym wersecie wydało mi się ciekawe? Ano to wyrażenie „zbyt śmiało”: rzadka na szczytach kościelnych samokrytyka. Tyle tylko, że zajrzałem do Ekumenicznego Przekładu Przyjaciół i tam mamy co innego: zwrot bez mea culpa: „trochę odważniej”. Gdy natrafiam na podobną rozbieżność, zaglądam do przekładu uchodzącego za wierny niezwykle, czyli do francuskiej Biblii Jerozolimskiej, i widzę tam również „assez hardiment”, czyli „dość śmiało”, a więc nie za bardzo. Ale z kolei Biblia Poznańska ma „zbyt odważnie”. Domyślam się nawet, skąd te różnice: w oryginale greckim jest imiesłów, który w przekładzie filologicznym ks. Remigiusza Popowskiego i Michała Wojciechowskiego przetłumaczono jako „nadtoprzypominający” – „nadto”.

Nie robię problemu z zupełnego drobiazgu? Nie, jeżeli pokora jest cnotą ogromną: przywódcy Kościoła muszą nią świecić najjaśniej, jak się da. Dał temu nieśmiały wyraz Benedykt XVI, gdy w swej encyklice „Deus caritas est” napisał, iż „dzisiaj nierzadko zarzuca się chrześcijaństwu, że w przeszłości było przeciwnikiem cielesności; faktycznie, tendencje w tym sensie zawsze istniały”. Za słaba to jednak samokrytyka eklezjalna: św. Augustyn ulegał manicheizmowi niewąsko i jego wstręt do seksu zatruwał Kościół przez bardzo liczne wieki, aż do czasów dzisiejszych właściwie. Lepszy jednak rydz niż nic (by tylko grzybiego rzeczownika nie zdrobniać...), Franciszek budzi także „w tym temacie” potężną nadzieję. No i wolałbym tutaj Tysiąclatkę niż biblistycznych translatorów moich, choć oczywiście dokładność tłumaczenia rzecz przenajświętsza.

12:53, jan.turnau
Link Komentarze (19) »
czwartek, 07 listopada 2013
Sprawiedliwi są niesprawiedliwi

Ewangelia Łukasza, 15,7
„W niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia.”

Czemu tak jest? Czy tylko po prostu z powodu tego, że normalność nie ekscytuje, że smucą albo radują tylko nadzwyczajności? Pamiętajmy stale przypowieść o faryzeuszu i celniku: sprawiedliwi to w Jezusowej optyce ludzie narażeni bardzo na samozadowalenie, które jest grzechem niemniejszym niż tamte oczywiste. Jeżeli nie większym.

22:37, jan.turnau
Link Komentarze (55) »
środa, 06 listopada 2013
Prawo i Miłość, przykazania i wartości

List do Rzymian 13,8-10
„Nikomu nie bądźcie nic dłużni poza wzajemną miłością. Kto bowiem miłuje bliźniego, wypełnił Prawo. Albowiem przykazania: »Nie cudzołóż, nie zabijaj, nie kradnij, nie pożądaj« i wszystkie inne streszczają się w tym nakazie: »Miłuj bliźniego swego jak siebie samego«. Miłość nie wyrządza zła bliźniemu. Przeto miłość jest doskonałym wypełnieniem Prawa.”

Albowiem przykazania regulują zachowania, ale są czynnikiem rangi nieporównanie niższej niż Miłość. Są znakami drogowymi, ale nie one przecież w istocie wyznaczają drogę, tylko chęć podróżnika, by osiągnąć cel. Mówiąc inaczej, nieporównanie ważniejsze od przykazań są wartości. Dlatego możliwe są różnice poglądów etycznych: można na przykład pytać, czy relacje erotyczne między dwoma ludźmi dorosłymi i niezwiązanymi wiernością wobec kogoś trzeciego są etyczne, są cudzołożeniem czy też nie.

12:24, jan.turnau
Link Komentarze (104) »
 
1 , 2
Archiwum