Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
piątek, 30 listopada 2007
Nasz najważniejszy

Ewangelia Mateusza 4,18-22

Dziś święto apostoła Andrzeja.

Zacznę od przypomnienia, że na temat Dwunastu jest książeczka mała, ale treści pełna. To troszkę samochwalstwo, bo to poniekąd moje dzieło. Mianowicie Adam Michnik poleci mi wydrukować w „Arce Noego" biogramy owego sztabu Jezusa. Wydusiłem od autorów (aż siedmiu biskupów - trzech wyznań!) teksty, które potem poprawione, ukazały się w Wydawnictwie „Znak". Otóż arcybiskup-biblista prawosławny Jeremiasz napisał bardzo ciekawy, erudycyjny esej na temat św. Andrzeja. To apostoł bardzo prawosławny, bo jest patronem Konstantynopola, czyli stolicy tam najczcigodniejszej. Abp. Jeremiasz uzasadnia szeroko hipotezę, że przy podziale pola apostolskiego Andrzejowi przypadła północ: południowe i północne wybrzeże Morzy Czarnego, Kaukaz - i kraje o wiele dalsze! Po prostu dzisiejsza Ukraina i zachodnia Rosja, ale też ogromna trasa od dzisiejszego Nowogrodu aż do Rzymu. Apostoł mógł skorzystać ze szlaku bursztynowego, który prowadził od ujęcia Niemna do ujścia Wisły i dalej na południe, do rzymskiej twierdzy Karnunt nad Dunajem. Jeśli tak było, to przechodził przez tereny dzisiejszej Polski!
Byłby zatem ogólnie apostołem ówczesnych barbarzyńców. Jeremiasz przedstawia go w ogóle, także analizując dane biblijne, jako symbol apostolskiego pośrednictwa, docierania do społeczności spoza dotychczasowego zasięgu Dobrej Nowiny. Tytuł eseju: „Apostoł innego świata".

W dzisiejszej ewangelii zostaje powołany razem z Szymonem Piotrem, tak też rzecz przedstawia Marek. Jan awansuje Andrzeja: w jego przekazie Andrzej jest pierwszym powołanym (tytuł dany mu w prawosławiu). To pierwszeństwo czasowe, też jakoś symboliczne. Ze spisów apostołów u synoptyków i w Dziejach Apostolskich wynika z kolei, że był jednym z czterech najważniejszych, Marek i Dzieje umieszczają go na czwartym miejscu, Mateusz i Łukasz już na drugim, zaraz po Piotrze. Dla nas nad Wisłą jest może najważniejszy...

Wszystkim Solenizantom dzisiejszym życzę wiele pomocy Bożej i ludzkiej dzisiaj i na wieki wieków - amen!

20:20, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
czwartek, 29 listopada 2007
Przed grobem zwycięstwo

Księga Daniela 6, 12-28

W dzisiejszej lekcji mamy dalszy ciąg opowieści o bohaterskim wizjonerze Danielu. Tym razem naraża się on królowi Medów i Persów Dariuszowi, mianowicie tym, że modli się do innego boga niż ów ubóstwiony Dariusz. Wymagający kultu swojej osoby władca bardzo ceni Daniela, chce go wręcz zrobić zarządcą całego królestwa, więc bardzo się martwi, że musi zastosować się do własnego prawa. Może byłby mniej legalistyczny, ale działa normalny motor dziejów: niecnota zazdrości. Inni podwładni króla zazdroszczą Danielowi tak mocnej pozycji na dworze, od nich właśnie Dariusz dowiaduje się o religijnym nieposłuszeństwie młodego Żyda i to oni nalegają na króla, by prawa nie złamał. Ale wpadli we własne sidła. Daniel wrzucony do jaskini lwów ocalał, co więcej ten cud przekonał króla do prawdziwej religii; ogłosił to „wszystkim narodom, ludom i językom", nakazując „lęk i drżenie przed Bogiem Daniela". A donosicieli z żonami i dziećmi kazał rzucić na pożarcie lwom.

W polskim wydaniu Biblii Jerozolimskiej wyczytałem, że dokładność historyczna księgi jest zgoła niewielka. Na przykład właśnie „Dariusz Med nie jest znany historykom i nie ma dlań miejsca między ostatnim królem chaldejskim a Cyrusem Persem, który pokonał Medów". Nawet istnienie mędrca Daniela w takim czasie (II wieku przed Chrystusem) nie jest potwierdzone w pozabiblijnych źródłach. Zatem  bajka? Raczej po prostu beletrystyka, jakiej było, jest i będzie wiele. Było też, są i będzie wielu takich Danielów, bohaterów twardych zasad. I niektórych czeka przed grobem zwycięstwo.

13:37, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
środa, 28 listopada 2007
Groza

Ewangelia Łukasza 21,16

”A wydawać was będą nawet rodzice i bracia, krewni i przyjaciele, i niektórych z was o śmierć przyprawią.”

o kilkudziesięciu latach okazało się, że kolega ze studiów donosił na własną matkę. Został złamany. Ale Bóg nieskończenie nie tylko miłosierny, także sprawiedliwy, wie najlepiej, ile są winni łamacze.

11:16, jan.turnau
Link Komentarze (13) »
wtorek, 27 listopada 2007
Cuda się dzieją, ale...

Ewangelia Łukasza 21, 5-11
Księga Daniela 2, 31-45

W dzisiejszej ewangelii mamy trochę o prorokowaniu, a w ”lekcji” (miła dawna terminologia liturgiczna) dużo. Jezus przestrzega przed takimi, co wiedzą, kiedy będzie koniec świata (siebie przedstawiając jako Mesjasza), Daniel jednak naprawdę widzi przyszłość, mianowicie sromotny upadek króla Nabuchodonozora. Z przepowiadaniem tego, co przyjdzie, jest tak, jak z każdą czynnością cudotwórczą: zdarzają się takie niezwykłości, choć sprawa jest skomplikowana. Problem polega chyba między innymi na tym, że rzeczywistość empiryczna nas otaczająca jest wbrew pozorom bardzo mało znana. Nieznany jest mianowicie świat energii. Oczywiście jest wielu nowoczesnych znachorów, co zobaczą bakterię w brzuchu bliźniego z odległości 300 kilometrów, niemniej naprawdę niektórzy ludzie wiedzą, gdzie kopać studnie.

Haris też nie był bynajmniej szarlatanem; ciekawe, że mógł uzdrawiać tylko tych, co mieli z nim wrodzoną łączność energetyczną - mego syna wręcz „kopnął", a ja przeszedłem obok niego, jakby go nie było.
A Jezus jak uzdrawiał? Może miał energię tego rodzaju, tylko o wiele większą. Zatem cuda to lipa na kółkach? Broń Boże! - tylko dlaczego mamy uważać, że cud musi być pogwałceniem „praw natury". Może Bóg stworzył taką naturę, że nie trzeba jej gwałcić, aby wyszło coś nadzwyczajnego. Zaś istotą cudu w teologii niegdysiejszej i najnowszej jest nie tyle niezgodność z ową naturą, bo dziś nie bardzo wiemy, co jest „naturalne", a co nie - tylko nasza interpretacja danego zjawiska niezwykłego. Jak udowodnił w swojej uroczej książce pt. „Cud ojca Malachiasza" Bruce Marshall, nawet natychmiastowa translokacja restauracji na drugą stronę jeziora może zostać zinterpretowana jako coś w istocie normalnego.

A co będzie, gdy nadejdzie dzień, że wszystko będzie jasne? Po pierwsze - czy nadejdzie, po drugie - jak nadejdzie, to co? Jezus źle się czuł w roli cudotwórcy, złościł się na Żydów, że żądają znaku. Albowiem najznaczniejszym znakiem, największym cudem jest czyn najdalej przekraczający to prawo natury, że jest bezwzględna walka o byt. Ojciec Kolbe przeniósł restaurację aż za ocean.

Wracając do przepowiedni, sprawa objawień Maryjnych w Medjugorie jest trochę mętna, niemniej pamiętam, że dziwiłem się, że„Gospa" (Maryja) opowiada jakieś dziwności, iż tam w Jugosławii będzie jakaś wojna. Ale nadeszła.

12:35, jan.turnau
Link Komentarze (12) »
poniedziałek, 26 listopada 2007
Arytmetyka, etyka, honor

Ewangelia Łukasza 21, 1-4

Przysłowiowa przypowieść o wdowim groszu, więcej wartym niż sumy wrzucone do skarbony przez bogaczy. Dwa pieniążki dane przez biedaczkę trzeba podnieść do ogromnej potęgi, bo to był jej cały majątek. Można też zabawić się w liczenie inaczej: wartość materialna daru jest odwrotnie proporcjonalna do mienia darczyńcy (grałem właśnie z wnukami w scrabble arytmetyczne, stąd ten język).

Tak czy inaczej to morał banalny, tak zwana moralina, więc spróbuję rzecz trochę uoryginalnić. Otóż owi nadziani pieniędzmi „dawali z tego, co im zbywało".. Można by to zinterpretować tak, że owym bogaczom owe sumy wręcz skapywały z nosa, nie były w ogóle potrzebne, nie wiedzieli, co z nimi zrobić. Taka hojność wygląda czasem podobnie, jak u pewnej damy, która zapytała założyciela „Arki" Jeana Vaniera, czy jego podopiecznym przydałby się zepsuty telewizor. Odpowiedział: - Jeśli pani się nie przyda, to i nam też... Dama zachowała się idiotycznie, ale trzeba poza tym pamiętać, że biedacy mają czasem nadwrażliwe poczucie honoru, więc trzeba z nimi uważać bardziej niż z równie zamożnymi.

Na koniec minimum biblistyczne: ta przypowieść jest też u Marka, nie ma jej u Mateusza. U Łukasza musiała być, bo jego ewangelia jest „ubogolubna", biedni są jej częstym tematem (np. w tej ewangelii są  ''błogosławieni ubodzy" zamiast mniej konkretnego wyrażenia „ubodzy duchem" u Mateusza).

22:04, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
niedziela, 25 listopada 2007
Chrystus Król?

Ewangelia Łukasza 23, 35-43

Jutro w Kościele rzymskokatolickim uroczystość Jezusa Chrystusa, Króla Wszechświata.

Jakoś mi słowo ”król” szczególnie nie pasuje do Jezusa z Nazaretu. Nie tylko dlatego, że dzisiaj władcy zwą się na ogół inaczej, niektórzy nawet niby to skromnie - sekretarzami, choć rządzą jak cesarze. Jezus miał, owszem, koronę, ale cierniową. Mam nadzieję,  że nikt się nie zgorszy, gdy napiszę, że pasuje mi już tu raczej określenie ”królik”: symbol łagodności, zaprzeczenie wszelkiej potęgi. A jeśli Jezus jednak jest królem, to przecież powiedział Piłatowi,  że Jego królestwo nie jest z tego świata. Na tamtym też na pewno nie nosi korony. Chyba że wieniec z dwunastu gwiazd, ale nawet i to niepewne, odkąd ten symbol biblijny (Apokalipsa 12,1) bluźnierczo bruka Bruksela...

Chrześcijanie długie wieki kochali korony, biskup Rzymu nosił nawet potrójną - tiarę. Papież Paweł VI pozbył się jej na szczęście w roku Pańskim 1964, być może patrząc na krucyfiks.

16:19, jan.turnau
Link Komentarze (16) »
sobota, 24 listopada 2007
Przedśmiertne wyrzuty sumienia

1 Księga Machabejska 6, 1-13

Prześladowca Żydów król Antioch IV przegrywa najpierw z Persami, u których miał zamiar się obłowić złotem i srebrem, po czym dowiaduje się (o czym już wiemy z lekcji wczorajszej), że jego wódz Lizjasz został pobity przez Żydów. Wpada w rozpacz, rozchorowuje się i doznaje skruchy: ”Teraz jednak przypominam sobie całe zło, którego dopuściłem się w Jerozolimie. Zabrałem wszystkie srebrne i złote naczynia, które się tam znajdowały, i bez przyczyny wydałem rozkaz, aby wytępić wszystkich mieszkańców ziemi. Wiem, że dlatego właśnie spotkało mnie to nieszczęście, i oto od wielkiego smutku ginę na obcej ziemi.” Na ziemi obcej, bo przedtem napisano, że po przegranej z Persami udał się do Babilonu.

Komentarz: koniec tego skruszonego monarchy o wiele mniej tragiczny niż na przykład Heroda Agryppy I (Dzieje Apostolskie 12), tego, co kazał  zabić apostoła Andrzeja i tp. (nie mylić z Herodem Wielkim, co chciał zabić Dzieciątko Jezus, Herodem Antypasem, co kazał zabić Jana Chrzciciela, i Herodem Agryppą II, co był łaskaw rozmawiać z Pawłem).  Według Biblii ”poraził go anioł Pański, ponieważ nie powiedział prawdy. Wyzionął ducha i stoczyło go robactwo.” Biblia Poznańska tłumaczy, że Bóg go skarał za niepowiedzenie prawdy, polegające mianowicie na tym, że nie zdementował bluźnierczego okrzyku ludu, iż przemawiał był jak bóg, nie człowiek.

11:18, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
piątek, 23 listopada 2007
Póki co, zwycięstwo

1 Księga Machabejska 4, 36-37, 52-59

Juda Machabeusz pokonuje wojska pogańskiego wodza Lizjasza i oczyszcza Świątynię przez zastępowanie splugawionych kamieni nowymi. Panuje wielka radość. Niemniej nie ostateczna: znamy na tyle historię Izraela, by wiedzieć, że potęga państwa Dawida i Salomona to już bezpowrotna przeszłość.

A może jednak powrotna - gdy spojrzymy na to, co się dzieje w Ziemi Obiecanej po 22 wiekach? Znowu potęga - i znów jakoś usprawiedliwiony obroną konieczną duch wojowniczy; bez oglądania się na świętość szabatu - bo też i państwo już zlaicyzowane, choć zdominowane przez ortodoksów.

12:27, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
czwartek, 22 listopada 2007
Szabat dla człowieka

1 Księga Machabejska 2, 15-19

Relacja między Pierwszą Księgą Machabejską a Drugą nie jest bynajmniej taka, że Druga kontynuuje opowieść Pierwszej. Częściowo jest wobec niej równoległa, ale obejmuje mniejszy kawałek historii. Żeby opowiedzieć o walce zbrojnej, którą w pewnej chwili podjęli Żydzi, watykański liturgista-biblista sięga do Pierwszej. Dowiadujemy się mianowicie, że wysłańcy królewscy zaczęli z kolei agitować przywódcę żydowskiego Matatiasza: znów miraże królewskiej przyjaźni a także bogactwa. Ale Matiatiasz nie tylko odmawia. Gdy zobaczył, że jakiś Judejczyk przystąpił do ołtarza, by złożyć ofiarę, „zapłonął gorliwością i zadrżały mu nerki, i zawrzały gniewem, który był słuszny”. Zabił oportunistę, jak też urzędnika królewskiego, który zmuszał do pogańskich ofiar, ołtarz zaś rozwalił. Następnie wezwał do buntu i uciekł wraz ze swymi synami w góry, pozostawiając w mieście dobytek. A wielu sprawiedliwych uciekło wraz z dobytkiem na pustynię.

Na tym kończy się fragment dzisiejszy, ale dopowiem, co napisano dalej, bo to ważne. Otóż ci uciekinierzy na pustynię nie chcieli walczyć z wojskami królewskimi, które ich dopadły, ponieważ zostali zaatakowani w szabat, czyli w czasie wolnym od wszelkiego działania. Nie bronili się rzucając kamieniami, nawet nie zatarasowali swoich kryjówek. Ale Matatiasz ze swymi przyjaciółmi uznali ten pryncypializm za przesadny, bo grożący całkowitym wyginięciem, i walczyli nawet w szabat. Tak zaczęło się sławne powstanie Machabeuszy, zwane od imienia syna Matatiasza, Judy Machabeusza. Komentarz: szabat jest dla człowieka, nie na odwrót.

14:21, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
środa, 21 listopada 2007
Wartości i władza

2 Księga Machabejska 7, 1.20-31

Dalszy ciąg opowieści o prześladowaniu religijnym Żydów przez króla Antiocha IV Epifanesa.
Syryjsko-grecki władca - informuje Biblia Poznańska - „nie tylko wprowadzał kulturę helleńską, lecz także pogańską religię” (1 Księga Machabejska 1, 46-50). Pierwszym krokiem w tym kierunku było poświęcenie świątyni jerozolimskiej Zeusowi Olimpijskiemu, świątyni zaś Samarytan na górze Garizim - Zeusowi Kseniosowi (Gościnnemu). Następnym krokiem był zakaz zachowywania przepisów Zakonu i wprowadzenie przepisów pogańskich przeciwnych Prawu”. Dynastia Seleucydów pragnęła „zmusić Żydów, by zjadali nawet wieprzowe mięso ofiarne".

Dzisiejsza perykopa opowiada o matce, która patrzyła mężnie na śmierć męczeńską siedmiu synów. Gdy najmłodszy żył jeszcze, król namawiał go wszelkimi sposobami (obiecywał swoją przyjaźń i wysoki urząd), by złamał Zakon. Nawet przekonywał matkę, by doradziła synowi uległość wobec monarchy. Niby to zgodziła się, ale naprawdę namówiła go do pójścia w ślady braci.

W tekście biblijnym jest wzmianka, że Antioch był przekonany, iż nim gardzono. I nie mylił się w tym  sensie, że prześladowani za ważniejsze od niego uważali wartości religijne. Władza a wartości. Przeciwieństwo częste także w Kościołach i innych strukturach religijnych. I tam też nieczęsto króluje wolność myśli. W niedzielę został beatyfikowany człowiek, którego dzieło znalazło się kiedyś na indeksie ksiąg zakazanych

Nazywał się Antonio Rosmini, żył w latach 1797-1855, był Włochem. Będąc w samym sercu katolicyzmu, chciał go zreformować tak, by papież mógł zawrzeć sojusz z ówczesną włoską rewolucją liberalną, ze współczesnym demokratyzującym się światem. Latem 1848 r. przybył do Rzymu jako wysłannik państewek Italii z Piemontem na czele, pragnących zjednoczyć się pod wodzą papieża. Pius IX zatrzymał go przy sobie, polecił opracować konstytucję państwa kościelnego, chciał go mianować kardynałem i włączyć się w dzieło zjednoczenia. Jednak historia potoczyła się przeciwnie: papież przestraszył się narastającego radykalizmu (jakiś fanatyk zabił mu wprowadzającego umiarkowane reformy premiera), z sympatyka stał się wrogiem liberalizmu. W słynnym "Syllabusie" potępił jego idee, a Rosmini z papieskiego przybocznego, prawie już kardynała - zdążył nabyć sobie nawet odpowiedni strój - rzekomym heretykiem. Kuria Rzymska, zapewne zresztą za zgodą papieża, wpisała na indeks (listę) ksiąg zakazanych jego dwie książki reformatorskie, co ksiądz przyjął ze stosowną pokorą. Zostały co prawda parę lat później skreślone z owej czarnej listy i Pius IX wstrzymał jego proces o herezję, jednak sporo lat po śmierci Rosminiego, już za następnego papieża, wrócono do sprawy, potępiając 40 tez pochodzących rzekomo z jego myśli. Rzekomo: dziś Watykan tłumaczy, że nie wiadomo, czy sam Rosmini przyjąłby niektóre interpretacje jego poglądów.

Tak czy inaczej, postać ta kojarzyła się bardzo długo z błędem i odstępstwem od wiary - a to właśnie okazało się błędem. Naprawił go już Jan Paweł II w 1998 r.: w encyklice "Fides et ratio" wymienił Rosminiego wśród wybitnych filozofów chrześcijańskich naszych czasów. Co prawda ich listę opatrzył zastrzeżeniem, że "nie zamierza bynajmniej wyrazić aprobaty dla całokształtu ich poglądów", ale to nic dziwnego: są tam myśliciele rozmaici, także kilku prawosławnych.

Rosmini miał śmiałe poglądy (i nie ukrywał ich) na różne sprawy: na filozofię, porządek społeczny, na kształt Kościoła. W pierwszej sprawie podpadł następcy Piusa IX, Leonowi XIII, skądinąd reformatorowi ogromnej odwagi, który jednak tak się zachwycił XIII-wieczną myślą św. Tomasza z Akwinu, że narzucił tomizm Kościołowi jako "filozofię katolicką"; dziś nawet niektórzy tomiści, np. prof. Stefan Swieżawski, uważają to za fatalne. A Rosmini tomistą nie był - choć broniąc się, usiłował tego dowieść. W sprawach społecznych opowiadał się za liberalną demokracją, co było trochę podejrzane niemal do naszych czasów. Wreszcie (w swym dziele pt. "Pięć ran Kościoła") Kościół widział tak, jak go zobaczył oficjalnie dopiero Sobór Watykański II (1962-65): z aktywnym laikatem, bez łaciny w liturgii, bez sojuszu ołtarza z tronem, bez bogactw. Wyprzedził czas kościelny.

W jego rodzimej diecezji Rovereto od 1994 r. trwał jego proces beatyfikacyjny. Za grobem odniósł zwycięstwo.

12:56, jan.turnau
Link Komentarze (13) »
wtorek, 20 listopada 2007
Nie chodzi o wieprzowinę

2 Księga Machabejska 6, 18-31

Historia narodu żydowskiego ma swoje karty męczeńskie także w starożytności. Za króla syrohelleńskiego Antiocha „Elezar, jeden z pierwszych uczonych w Piśmie, mąż już w podeszłym wieku, szlachetnego oblicza, był zmuszony do otwarcia ust i jedzenia wieprzowiny". Inni „wyznaczeni do tej bezbożnej ofiarnej uczty" namawiali go, by tylko udawał, że je, bo to wystarczy do ocalenia. Ale on odparł, że nie chce gorszyć młodzieży i ochotnie dał się „posłać do Hadesu".

Morał na dziś jest oczywiście etyczny, nie gastronomiczny: nie o wieprzowinę chodzi, nawet nie o niejedzenie mięsa podczas uczty na cześć bożków, ale o zgodność z głosem sumienia. Woła ono czasem o męczeństwo. Uwarunkowane wielorako, trzymające się zasad obiektywnie wątpliwych, jest jednak głosem najgłębiej humanistycznym, bo zasady moralne to coś, co wyróżnia homo sapiens.

09:11, jan.turnau
Link Komentarze (26) »
poniedziałek, 19 listopada 2007
Abym przejrzał

Ewangelia Łukasza 18, 35-42

„Panie - abym przejrzał" - odpowiedział niewidomy na pytanie Jezusa, co chce, aby mu uczynił. Sprawa dotyczyła ślepoty „okulistycznej", ale potraktowanie rzeczy metaforyczne nasuwa się samo, chyba niezależnie od tego, co nazywamy świato-poglądem. Nikt przytomny nie zaprzeczy, że miewamy „łuski" na oczach, nie widzimy czegoś, co kiedyś nagle wyda nam się oczy-wiste.

Na ogół jednak takie „przeglądanie" jest powolne, ewolucyjne, wtedy ma miejsce coś, co nazywamy rozwojem: umysłowym, duchowym. Rozwinęła się przyroda od bakterii do człowieka, rozwija się każdy homo sapiens. A jeżeli nie wszystek ludzki gatunek, to w każdym razie niektóre jego osobniki. Na przykład niektórzy teologowie katoliccy zmieniają swój stosunek do ludu Biblii.

W Bibliotece „Więzi" wydano książkę profesora Stanisława Krajewskiego pt. „Tajemnica Izraela a tajemnice Kościoła" . Jest to zbiór esejów znanego żydowskiego intelektualisty, głównego polskiego „dialoganta" z tamtej strony w Polskiej Radzie Chrześcijan i Żydów, jej współprzewodniczącego od początku. Autor opowiada między innymi o kolejnym współprzewodniczącym ze strony chrześcijańskiej, ks. Michale Czajkowskim. Dziś już byłym: zrzekł się tej funkcji po oskarżeniu go o współpracę z SB. Krajewski pisze o własnym stosunku do katolickiego przyjaciela. Nie uprawia totalnej apologii, nie przechodzi obojętnie nad sprawą owej współpracy (sprawą właśnie: wolę tu ostrożniejsze słowo „kontakty"), ale Michał jest dla niego kimś nieporównanie większym niż byłym TW Jankowskim. Pisze tak: „Ksiądz Michał Czajkowski jest dla mnie nauczycielem w pewnej rzadkiej dziedzinie. (...) Chodzi o pokorę. O skromność, pokorę, skruchę, jest trudno zawsze, ale najtrudniej jest (...) w teologii. Pokora jest bowiem początkiem i końcem myślenia religijnego, tajnym probierzem wiary. W dziedzinie religii a jeszcze bardziej w sferze dialogu religijnego dominuje postawa obronna lub wręcz apologetyczna. U ks. Czajkowskiego jest ona nieobecna". Uwaga moja: ”apologetyczna” znaczy zamknięta - twarda polemika zamiast sprawdzania, czy przeciwnik nie ma trochę racji. Analizując „judeologię" katolickiego biblisty, Krajewski cytuje również jego słowa: „Muszę wyznać, że był czas, iż i ja w swoich wykładach uniwersyteckich, kiedy przerabiałem ewangelie synoptyczne, starałem się pokazywać piękno tego, co nowe, kosztem tego, co stare.

Oczywiście, teraz tego żałuję i publicznie mój grzech wyznaję". „Na antysemityzm uczulałem się powoli" - powiada wyraźnie gdzie indziej.

Trudno takich wyznań nie skomentować cierpką uwagą, że lepiej powoli niż wcale... Antysemityzm jest już także w Polsce niepoprawny kościelnie, więc nie wypada go manifestować otwarcie, ale przejrzyste aluzje w niektórych katolickich mediach świadczą o nim widomie. Niestety sporo polskich duchownych i świeckich jeszcze nie przejrzało.

16:10, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
niedziela, 18 listopada 2007
Kto nie chce pracować...

2 List do Tesaloniczan 3,7-12

”Sami wiecie, jak należy nas naśladować, bo nie wzbudzaliśmy wśród was niepokoju ani u nikogo nie jedliśmy za darmo chleba, ale pracowaliśmy w trudzie i zmęczeniu, we dnie i w nocy, aby dla nikogo z was nie być ciężarem. Nie jakobyśmy nie mieli do tego prawa, lecz po to, aby dać wam samych siebie za przykład do naśladowania. Albowiem gdy byliśmy u was, nakazywaliśmy wam tak: kto nie chce pracować, niech też nie je. Słyszymy bowiem, że niektórzy wśród was postępują wbrew porządkowi: wcale nie pracują, lecz zajmują się rzeczami niepotrzebnymi. Tym przeto nakazujemy i napominamy ich w Panu Jezusie Chrystusie, aby pracując ze spokojem, własny chleb jedli.”

Trzeba pracować, nie ma lekko... Komunistyczną zasadę: „Czy się stoi, czy się leży, dwa tysiące się należy" obaliła historia, przynosząc nam tzw. kapitalizm, wolny rynek także pracy. Przyniosła również bezrobocie, wyścig szczurów za mamoną, całodzienny ciężki trud tych, co się „załapali" na miejsce pośród wygranych. Kapitalizm to nie raj na ziemi, Jan Paweł II zaraz po upadku komunizmu dokonał krytyki nowego porządku, jakby nawet rehabilitując stary (w sławnym wywiadzie dla Jasia Gawrońskiego). Myślę jednak, że o kapitalizmie można powiedzieć mniej więcej to, co o demokracji: że jest to ustrój fatalny, ale nikt nie wymyślił lepszego. Ma nad komunizmem tę wyższość, że daje się reformować.

17:07, jan.turnau
Link Komentarze (12) »
sobota, 17 listopada 2007
Mniejsze zło

Księga Mądrości 18,14-16, 19,6-9

”Gdy głęboka cisza zalegała wszystko, a noc w swoim biegu dosięgała połowy, wszechmocne Twe Słowo z nieba, z królewskiej stolicy, jak miecz ostry niosąc Twój nieodwołalny rozkaz, jak srogi wojownik runęło w pośrodek zatraconej ziemi. I stanąwszy, napełniło wszystko śmiercią: nieba sięgało i rozchodziło się po ziemi. Całe stworzenie znów zostało przekształcone w swej naturze, powolne Twoim rozkazom, by dzieci Twe zachować bez szkody(...)Droga otwarta z Morza Czerwonego i pole zielone z burzliwej głębiny. Przeszli tędy wszyscy, których chroniła Twa ręka, ujrzawszy cuda godne podziwu. Byli jak konie na pastwisku i jak baranki brykali, wielbiąc Ciebie, Panie, któryś ich wybawił.”

Bardzo piękny literacko tekst. Odnosi się oczywiście do żydowskiej nocy paschalnej, kiedy to „Boże Słowo z nieba jak miecz ostry runęło", by wyzwolić Naród Wybrany z niewoli egipskiej. Dla Żydów ta noc jest jedyna w swoim rodzaju, pamięć o niej czczona jest największym świętem. Gdy jednak czytam o niej tutaj i w Księdze Wyjścia, porównuję tę Paschę z chrześcijańską, której istotą było odrzucenie przemocy. I myślę sobie, że czasem trzeba użyć siły, ale nigdy nie wolno uważać takiej decyzji za neutralną moralnie: to zawsze jest mniejsze zło. Dzisiaj w „Arce Noego" omawiam krótko książkę Basila Korskiego, Tomasza Kyci i Roberta Żurka na temat orędzia biskupów polskich do niemieckich (obszerniej napiszę o tej pasjonującej publikacji w dwumiesięczniku „Bunt Młodych Duchem"). Twierdzę, że powojenne wysiedlenie Niemców z przyznanych nam ziem zachodnich było nieuniknione, ale było złem, choć mniejszym złem. Za to biskupi polscy przeprosili naród niemiecki słowami: „Przebaczymy i prosimy o przebaczenie", sami jakby nie zdając sobie sprawy z pokory tego drugiego zdania.

18:17, jan.turnau
Link Komentarze (14) »
piątek, 16 listopada 2007
Szukajcie, a znajdziecie?

Księga Mądrości 13,1-9

”Głupi już z natury są wszyscy ludzie, którzy nie poznali Boga: z dóbr widzialnych nie zdołali poznać Tego, który jest, patrząc na dzieła nie poznali Twórcy, lecz ogień, wiatr, powietrze chyże, gwiazdy dokoła, wodę burzliwą lub światła niebieskie uznali za bóstwa, które rządzą światem. Jeśli urzeczeni ich pięknem wzięli je za bóstwa, winni byli poznać, o ile wspanialszy jest ich Władca, stworzył je bowiem Twórca piękności; a jeśli ich moc i działanie wprawiły ich w podziw, winni byli z nich poznać, o ile jest potężniejszy Ten, kto je uczynił. Bo z wielkości i piękna stworzeń poznaje się przez podobieństwo ich Stwórcę. Ci jednak na mniejszą zasługują naganę, bo wprawdzie błądzą, ale Boga szukają i pragną Go znaleźć. Obracają się wśród Jego dzieł, badają i ulegają pozorom, bo piękne to, na co patrzą. Ale i oni nie są bez winy: jeśli się bowiem zdobyli na tyle wiedzy, by móc ogarnąć wszechświat, jakże nie mogli rychlej znaleźć jego Pana?”

Twarde słowa. Potępienie politeistów, czcicieli sił natury rozumiemy, bo kult bożków to dla nas „obciach". Ale księga biblijna gani także tych, co z piękna i mocy stworzeń nie wyciągnęli wniosku, że istnieje ich stworzyciel. Tak można było pisać spokojnie dwadzieścia jeden wieków temu, ale dzisiaj widzimy, że to zgoła nieproste. Już Tomasz z Akwinu na pytanie o istnienie Boga nie odpowiada bynajmniej, że to oczywistość i kropka.

Na szczęście w dzisiejszym tekście biblijnym jest życzliwe powiedzenie o tych, co Boga szukają i pragną Go odnaleźć. Można się tego uczyć i wspomagając się dokumentami Vaticanum II okazać życzliwe zrozumienie dzielnym poszukiwaczom Boga.

I tym, co się w tym poszukiwaniu gubią. Timothy Radcliffe OP w książce przetłumaczonej pt. „Po co być chrześcijaninem" (Wyd. Salwator, Kraków 2007) cytuje rabina Hugona Gryna. Teolog żydowski opowiada, że gdy przybył do Auschwitz, wejście do obozu było zaśmiecone odrzuconymi filakteriami (pudełeczkami z tekstami Tory). To były gesty ludzi, którzy tu w obozie uznali, że nie warto się już modlić. Bo gdzie był wtedy Bóg...

Jest On sensem wszystkiego, bez Niego wali się nie tylko moralność, także ludzkie poznanie - ale ileż wydarzeń ów sens stawia pod rozpaczliwym znakiem zapytania.

17:41, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
czwartek, 15 listopada 2007
Mądrość nad mądrościami

Księga Mądrości 7, 22 - 8, 1

”Jest bowiem w Mądrości duch rozumny, święty, jedyny, wieloraki, subtelny, rączy, przenikliwy, nieskalany, jasny, niecierpiętliwy, miłujący dobro, bystry, niepowstrzymany, dobroczynny, ludzki, trwały, niezawodny, beztroski, wszechmogący i wszystko widzący, przenikający wszelkie duchy rozumne, czyste i najsubtelniejsze. Mądrość bowiem jest ruchliwsza od wszelkiego ruchu i przez wszystko przechodzi i przenika dzięki swej czystości. Jest bowiem tchnieniem mocy Bożej i przeczystym wypływem chwały i Wszechmocnego, dlatego nic skażonego do niej nie przylgnie. Jest odblaskiem wieczystej światłości, zwierciadłem bez skazy działania Boga, obrazem Jego dobroci. Jedna jest, a wszystko może, pozostając sobą, wszystko odnawia, a przez pokolenia zstępując w dusze święte, wzbudza przyjaciół Bożych i proroków. Bóg bowiem miłuje tylko tego, kto przebywa z Mądrością. Bo ona piękniejsza niż słońce i wszelki gwiazdozbiór. Porównana ze światłością, uzyska pierwszeństwo, po tamtej bowiem nastaje noc, a Mądrości zło nie przemoże. Sięga potężnie od krańca do krańca i włada wszystkim z dobrocią.”

Od takiej przepięknej personifikacji Bożej mądrości blisko już było w Starym (Pierwszym) Testamencie do pojęcia osobnej osoby Bożej, którą w Nowym mamy jako Słowo. Było blisko, choć wysoki próg doktrynalny nie został przekroczony. „Encyklopedia biblijna" podaje, że ewangelie synoptyczne przedstawiają Jezusa jako mądrego nauczyciela, rabiego. Wiele przypisywanych Mu powiedzeń zostało ujętych w aforystycznym stylu mędrców. Mądrość Jezusa przewyższa mądrość Salomona (Łk 11,31). W dwóch miejscach (Mt 11, 2-19 i Łk 7, 18-35) Jezusa nazywa się wprost mądrością. Pewne pojęcia przekraczają dziejowe cezury, choć ich treść ulega istotnym zmianom.

12:37, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
środa, 14 listopada 2007
Biblijna etyka polityczna

Księga Mądrości 6, 1-11

”Słuchajcie, królowie i zrozumiejcie, nauczcie się, sędziowie ziemskich rubieży. Nakłońcie ucha, wy, co nad wieloma panujecie i chlubicie się mnogością narodów, bo od Pana otrzymaliście władzę, od Najwyższego panowanie: On zbada uczynki wasze i zamysły wasze rozsądzi. Będąc bowiem sługami Jego królestwa, nie sądziliście uczciwie aniście prawa nie przestrzegali, aniście poszli za wolą Boga, przeto groźnie i rychło natrze On na was, będzie bowiem sąd surowy nad panującymi. Najmniejszy znajdzie litościwe przebaczenie, ale mocnych czeka mocna kara. Władca wszechrzeczy nie ulęknie się osoby ani nie będzie zważał na wielkość. On bowiem stworzył małego i wielkiego i jednakowo o wszystkich się troszczy, ale możnym grozi surowe badanie. Do was więc zwracam się, władcy, byście się nauczyli mądrości i nie upadli. Bo ci, co świętości święcie przestrzegają, dostąpią uświęcenia, a którzy się tego nauczyli, ci znajdą słowa obrony. Pożądajcie więc słów moich, pragnijcie, a znajdziecie naukę.”

Nic dodać, nic ująć... Także po dwudziestu paru wiekach, w RP III lub IV.

15:12, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
wtorek, 13 listopada 2007
Cierpienia doczesne

Księga Mądrości 2, 23 - 3, 9

„Dla nieśmiertelności Bóg stworzył człowieka, uczynił go obrazem własnej wieczności".

Tak się zaczyna dzisiejszy tekst starotestamentalny. Mamy dalej zdania:

”A śmierć weszła na świat przez zawiść diabła i doświadczają jej ci, którzy do niego należą. A dusze sprawiedliwych są w ręku Boga i nie dosięgnie ich męka. Zdało się oczom głupich, że pomarli, zejście ich poczytano za nieszczęście i odejście od nas za unicestwienie, a oni trwają w pokoju. Choć nawet w ludzkim rozumieniu doznali kaźni, nadzieja ich pełna jest nieśmiertelności. Po nieznacznym skarceniu dostąpią dóbr wielkich, Bóg ich bowiem doświadczył i uznał ich za godnych siebie. Doświadczył ich jak złoto w tyglu i przyjął ich jak całopalną ofiarę. W dzień nawiedzenia swego zajaśnieją i rozbiegną się jak iskry po ściernisku. Będą sądzić ludy, zapanują nad narodami, a Pan królować będzie nad nimi na wieki. Ci, którzy Mu zaufali, zrozumieją prawdę, wierni w miłości będą przy Nim trwali: łaska bowiem i miłosierdzie dla Jego wybranych.”

Zatem przeciwstawienie ludziom złym tych, co są sprawiedliwi. Te „nieznaczne skarcenia" (w Biblii Poznańskiej „drobne utrapienia") to nie są słowa o czyśćcu (biblijna wskazówka na ten temat tylko w 2 Księdze Machabejskiej 12, 43-46), to mowa o cierpieniach doczesnych. Autor je jakby lekceważy, akcentuje zwycięstwo za grobem.

Temat zagrobny ciekawie przedstawiony w dominikańskim miesięczniku „W drodze" (numer listopadowy) . Mamy tam m.in. dwugłos o apokatastazie, nadziei powszechnego zbawienia. Głosuje za nią teolog świecki Marcin Cielecki, wątpliwości zgłasza dominikanin Piotr Napiwodzki. Cielecki referuje myśl teologa prawosławnego Mikołaja Bierdiajewa. Sedno jego rozumowania sprowadzę do pytania o nasz stosunek do pośmiertnego dramatu bliźnich. „Jeśli ktoś mówił o wieczności piekła, to przez Bierdiajewa było to interpretowane jako tworzenie stanu potępienia, jako »posłanie« tam kogoś (...). »Dobrzy« będą musieli odpowiedzieć przed Bogiem za dopuszczenie do istnienia piekła, a więc za to, że nie dołożyli wszelkich starań, aby »złym« dać nadzieję, oraz za to, że swoimi sądami popchnęli ich na drogę zagłady". Nie można zbawić się w pojedynkę.

Argumentacja przeciwna ks. Piwowodzkiego dotyka m.in. właśnie sprawy naszego stosunku do bliźniego. „Zadać sobie można pytanie, czy mógłbym być szczęśliwy w wieczności bez tej czy tamtej osoby - to pytanie jest sztandarowym argumentem za teorią pustego piekła. Ale równie dobrze można nieco przewrotnie zapytać, czy rzeczywiście chcę gdzieś »po drugiej stronie« spotkać się ze wszystkimi, takimi, jakimi ich znałem na ziemi? Czy nie przeszkodziłoby to w wizji wiecznej szczęśliwości?" Otóż mnie nie przeszkodziłoby, bo wierzę w czyściec, czyli że zastanę tam Hitlera i Stalina już wypranych z diabelstwa. No i wierzę w Boga tak wszechmocnego, że potrafi każdemu wyperswadować jego podłe postawy i poglądy.

14:26, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 12 listopada 2007
Boży rentgen

Psalm 139

„Przenikasz i znasz mnie, Panie,
Z daleka spostrzegasz moje myśli"
.

Gdzie indziej Biblia powiada, że „Bóg zna nerki i serce człowieka". To jest wiara, że istnieje ktoś, kto prześwietla nas na wylot, przed kim nic się nie ukryje. Można taki rentgen uważać za potworność: taka kamera filmowa zawsze i wszędzie. Ale reaguje się w ten sposób wtedy, gdy się Boga pojmuje jako sędziego śledczego: On idzie w ślad za mną, by mieć kompletny materiał prokuratorski. Bardzo podobało mi się opowiadanie bodaj Marka Twaina, w którym na Sądzie Ostatecznym Bóg zaskakuje bohatera znajomością jakiegoś jego strasznie wstydliwego grzeszku. Tak, Bóg nas przenika jak żaden rentgen - ale pytanie, czy to na pewno źle. Jeśli mamy potrzebę sprawiedliwości, to powinniśmy się cieszyć, że jest ktoś tak obiektywny. Szczególnie, jeśli patrzy ktoś zarazem nieskończenie miłosierny.

Dobrze wiedzieć, że poznanie konkretnego człowieka dla kogoś nie ma granic. Nauka: psychologia, socjologia, historia stają zawsze przed zagadkami, poznają procesy ogólne, ale poszczególny człowiek pozostaje tajemnicą, często dla siebie samego. Napisałem to po przeczytaniu „Hańby domowej" Jacka Trznadla. Z bardzo wstydliwym, bo dwudziestoletnim opóźnieniem przeczytałem w całości sławne rozmowy z pisarzami polskimi na temat tego, czemu dali się opętać komunizmowi. Ile w tym było winy czynników obiektywnych: okropności rządów przedwojennych, potem okupacji, komunistycznego prania mózgów, pedagogii kija i marchewki, wabienia i straszenia, a ile chęci druku za wszelką cenę, ważniejszej dla pisarza niż jego sumienie. Jak to się stało, że inteligentni i wartościowi duchowo ludzie zaczynali nagle pleść podłe androny? Amok? Pada to słowo i pasuje, jak ulał - jednak raczej tłumaczy niż usprawiedliwia. Bo wśród rozmówców Trznadla są przecież tacy, którzy nie oszaleli: Zbigniew Herbert, Jan Józef Lipski, Jan Józef Szczepański.

Zresztą - podkreślam to mocno - owi niegdysiejsi szaleńcy też wcale nie twierdzą, że są niewinni. Ale właśnie jest problem, ile w nich winy. I to wie jeden Bóg.

Ja zaś mam na swoim koncie mało słów wstydliwych, niemniej na Sądzie Ostatecznym też nie okażę się sterylny.

14:46, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
niedziela, 11 listopada 2007
Śmierć - coś dla każdego
Ewangelia Łukasza 20,27-38

Co po śmierci? Zaczepili Jezusa saduceusze, stronnictwo żydowskie niewierzące w zmartwychwstanie (różniące się tym od faryzeuszy, którzy nie tylko w tej sprawie byli bliżsi Chrystusowi). Postawili pytanie podchwytliwe: co będzie po zmartwychwstaniu z braćmi, którzy kolejno poślubiają żonę swego brata i też po kolei umierają? Gdy spotkają się po śmierci z ową kobietą, którego żoną będzie? By zrozumieć taką kwestię, trzeba znać izraelskie prawo lewiratu, nakazujące obdarowanie potomkiem zmarłego brata: troska dla nas przedziwna o przedłużenie rodu bliźniego swego, wbrew prawom biologii przecież. Otóż Jezus odpowiada po prostu, że w nowej rzeczywistości nie będzie czegoś takiego, jak małżeństwo: zmartwychwstali będą „równi aniołom".

Ta perykopa o życiu przyszłym skojarzyła mi się z książką-wywiadem z ojcem Joachimem Badenim, którą właśnie wydał krakowski „Rafael". Tytuł: „Śmierć? Każdemu polecam!" , wywiadowczynią jest współredaktorka KAI Alina Petrowa-Wasilewicz.

95-letni dominikanin ojciec Joachim jest postacią niezwykłą. Z rodu wielce arystokratycznego, blisko spokrewniony z Habsburgami, wieloletni duszpasterz akademicki jest pełen życiowej mądrości nazbieranej w długim życiu. Mówi śmiało; nie tyle w kwestiach z pogranicza biologii i etyki, bo tu jest tradycjonalistą, ile w sprawach ściśle duszpasterskich. Krytykuje styl swoich konfratrów jako spowiedników, „kolędników", odprawiających mszę. Nie wątpię, że sam był duszpasterzem znakomitym: napisałem „był", bo już np. od lat nie spowiada, pewnie z racji głuchoty.

Najciekawsze jest jednak to, co mówi o śmierci, której jest już blisko.

„Franciszkanie obchodzą «przejście» św. Franciszka. To bardzo dobre podejście. Śmierć to coś bardzo ciekawego. Czekanie na nią to jak nudzenie się w Krakowie, gdy czeka nas podróż na Hawaje. Człowiek nudzi się w mieście i niecierpliwi się, kiedy wreszcie wyruszy w podróż (...) To coś całkiem nowego, przejście do samego życia. Powinno ono napawać radością i szczęściem. Myślę, że czarny PR śmierci wziął się z braku wiary i dlatego powinniśmy się ciągle o nią modlić. Gdy nieraz się gorzej poczuję, co zdarza się 95-latkowi, wówczas myślę o śmierci z radością.

- I nie czuje Ojciec żadnego lęku?

- Może kiedyś zacznę się bać, na razie tak nie jest."

Albowiem ojciec Joachim wierzy głęboko. Pozazdrościć.
12:42, jan.turnau
Link Komentarze (20) »
sobota, 10 listopada 2007
Mamienie mamony

Ewangelia Łukasza 16,13

"Nie możecie służyć Bogu i mamonie".

Na początku jest kompleks. Ciekawe, że ludzie przekonani o własnej wartości, bo pochodzący z wielkich rodów, na ogół mało dbają o elegancki strój i tym podobne oznaki, że są nie byle kim. Pewnie dlatego kardynał Sapieha nie przejmował się podobnymi drobiazgami: nie imponowały mu. Nawet nie zależało mu na tym, by został po pierwszej wojnie arcybiskupem metropolitą: Kraków tak awansował wcale nie z jego inicjatywy, on był wręcz przeciw. Tak samo krewny Habsburgów dominikanin ojciec Joachim Badeni wcale się nie martwi, że przestał być właścicielem trzech wsi. Ale do takiej świętej abnegacji trzeba też wiary w Boga. Nie w mamonę.

19:22, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
piątek, 09 listopada 2007
Sacrum et pecunia

Ewangelia Jana 2,13-22

Rocznica poświęcenia bazyliki laterańskiej; wręcz święto, bo to świątynia szczególna. Co prawda nie jest jasne, czy najważniejsza w Kościele rzymskokatolickim, bo w Rymie króluje również bazylika Piotrowa. Chyba podział ról jest taki, że ta druga jest świątynią papieską, a ta pierwsza - tegoż papieża jako biskupa Rzymu. Ale sprawa jest w ogóle skomplikowana, bo w końcu papież jest papieżem właśnie jako biskup rzymski. W każdym razie bazylika laterańska, pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela, przoduje starością: konsekrował ją w IV wieku papież Sylwester I, jako pierwszą w ogóle katedrę. Tu potem obradowało pięć soborów powszechnych, nie mówiąc o synodach rzymskich.

Dzisiejsze teksty biblijne dotyczą tak czy inaczej świątyni, a Ewangelia Jana opowiada, jak Jezus oczyszczał przybytek jerozolimski z przekupniów. Puentą jest Jego powiedzenie: „Zburzcie tę świątynię, a ja ją w trzy dni odbuduję", które wywołało oczywiście niechętne zdziwienie słuchaczy, zwanych przez Jana też niechętnie a ogólnie Żydami. Ewangelia daje dalej wyjaśnienie, że Jezus miał na myśli świątynię swego ciała, zmartwychwstałego na trzeci dzień. We fragmencie 1 Listu do Koryntian3,9-11, 16-17 czytamy z kolei, że jesteśmy świątynią Boga. Paweł zaznacza też: „Kto zniszczy świątynię Boga, tego zniszczy Bóg" - humanizm chrześcijański.

„Agenda liturgiczna Maryi Niepokolanej" , z której czerpię teksty biblijne i okolicznościowe informacje, komentuje te pierwsze niemal antyklerykalnie, kojarząc temat świątynny z obyczajem zamykania kościołów (przed złodziejami). Paulin ojciec Paweł Przygodzki pisze: „Denerwujemy się, kiedy młody człowiek mówi, że do spotkania z Bogiem nie potrzebuje Kościoła, że Bóg jest wszędzie... ale być może ten sam młody człowiek już wielokrotnie pocałował klamkę swojej parafialnej świątyni. Kościół to nie muzeum, lecz miejsce uzdrowienia, oaza pokoju". Problem nie jest prosty praktycznie; zostawianie tylko otwartego przedsionka nie całkiem rozwiązuje sprawę, bo lepiej się modlić przed samym ołtarzem - ale faktem jest również, że świętokradcy nie śpią.

No i na koniec moje skojarzenie dzisiejszej perykopy ewangelicznej ze sprawą pieniędzy kościelnych. Nie ma rady, od tego są rady ekonomiczne, konieczne w każdej parafii, żeby nie było plotek o proboszczowym zdzierstwie.

15:13, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
czwartek, 08 listopada 2007
Znaleźć drachmę, czyli o laicy

Ewangelia Łukasza 15,1-10

Sławna (za mało) przypowieść dowartościowująca grzeszników, czyli o zgubionej owcy i takiejże drachmie.

Pierwsze moje skojarzenie to książka Biblioteki „Więzi" „Zgubiona drachma", czyli zbiór rozmów świętej pamięci ks. Janusza Pasierba z pisarzami. Kazimierz Brandys, Witold Gombrowicz, Zbigniew Herbert, Mieczysław Jastrun, Andrzej Kijowski... Do tych dialogów dodano wywiad, który z samym księdzem Januszem Stanisławem zrobił wiceszef KAI, dziennikarz biegły Tomasz Królak. Przedmowę napisał był Stefan Frankiewicz, mój kolega z „Więzi", były jej naczelny, jak też były ambasador RP przy Stolicy Apostolskiej. Pisałem tu już ongiś o tym tomiku, ale pochwalę go ponownie, bo warto.

Zaznaczyłem, że przypowieść o zgubach jest za mało sławna. Co znaczy, że za mało inspiruje czytelników, dla których Biblia jest lekturą obowiązkową, mianowicie tzw. kler. Szczególnie Kościół rzymskokatolicki w Polsce za mało bierze sobie do serca morał przypowieści: obowiązek specjalnego zainteresowania tymi, którzy się zgubili, czyli są poza zasięgiem kościelnego oddziaływania. Mój Kościół, uspokojony tłokiem w świątyniach, nie ma skłonności misyjnych, czyli rzadko wychodzi poza swój obecny teren. Co gorsze, uważa tych, co się zgubili, za wrogów, zraża ich swoją niechęcią zamiast przyhołubiać. Mamy tu właśnie mentalność Radia Maryja, które traktuje Kościół jako oblężoną twierdzę i strzela do oblegających potępiającym słowem. A już najgorsze jest, że celuje w ludzi, którzy się szczególnie liczą, bo są „opiniotwórczy", czyli mają rząd dusz, są czwartą władzą, słychać ich i widać w mediach. Niektórzy mogliby być wręcz mediatorami między duchowieństwem a swoimi odbiorcami, często przecież antyklerykalnymi spontanicznie; nie dlatego, że coś wyczytali w laickiej prasie i usłyszeli w telewizorze - choć ich te czytanki i „słuchanki" nieraz w krytyce Kościoła utwierdzają. Ale właśnie - żeby nie utwierdzały, trzeba potencjalnych mediatorów obłaskawiać.

Czas robi swoje - Kościół zmienia się z wolna, arcybiskup Życiński dogaduje się nieźle z „laicą" bo sam medialnego ducha, a arcybiskup Nycz rozumie, że trzeba sięgać, gdzie się nie sięga (patrz wywiad w pojutrzejszej „Arce Noego"). Może będzie kiedyś mniej radiomaryjnie. Amen!

16:06, jan.turnau
Link Komentarze (18) »
środa, 07 listopada 2007
Wystarczy miłość

List do Rzymian 13,8-10

”Nikomu nie będziecie nic dłużni poza wzajemną miłością. Kto bowiem miłuje bliźniego, wypełnił Prawo. Albowiem przykazania: «Nie cudzołóż, nie zabijaj, nie kradnij, nie pożądaj» i wszystkie inne streszczają się w tym nakazie: «Miłuj bliźniego swego jak siebie samego». Miłość nie wyrządza zła bliźniemu. Przeto miłość jest doskonałym wypełnieniem Prawa”.

Miłość jako synteza moralności. Jako ostateczna ocena wszystkich czynów ludzkich.

No, ale w przepisanym też na dzisiaj fragmencie Ewangelii Łukasza (14,25-33) mamy nakaz nienawiści: „Jeśli ktoś przychodzi do mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem." Sprzeczność daje się dość łatwo usunąć, gdy się pamięta o „przesadyzmie" wschodnim, języku skłonnym do wyrażeń skrajnych. Owszem, Łukasz pisał po grecku, ale był „Syrogrekiem", Grekiem (szerzej: Hellenem) z Syrii, pewnie z małżeństwa mieszanego. Poza tym zapewne korzystał z materiału aramejskiego i tłumacząc nie pozbywał się stylu tekstów pierwotnych. Ciekawe tylko, że u Mateusza (10,37), Żyda przecież, jest umiarkowane „kto kocha bardziej niż". Dodam spostrzeżenie Biblii Jerozolimskiej, że Łukasz do grona rodzinnego, które trzeba nienawidzić, dodaje żonę, w czym - twierdzi komentator - ”należy widzieć tendencję ascetyczną”.

To wyjaśnienie filologiczne. A teologiczno-psychologiczne jest takie, że Jezus nie mógł hierarchizować miłości: głosić, że miłość do Niego jest ważniejsza niż do bliźniego. Przecież zindentyfikował te dwie miłości w rozdziale 25 Ewangelii Mateusza, mówiąc „cokolwiek uczyniliście jednemu z moich braci najmniejszych, mnieście uczynili". Mądra miłość bliźniego nie może być sprzeczna z miłością Boga. Przykład z życia publicznego: kumoterskie obsadzanie stanowisk własną rodziną wynika z miłości rodzinnej głupio pojętej, bo prowadzącej do nadużyć w służbie publicznej.

Wracam do Pawłowego sprowadzenia przykazań dekalogu do miłości. Miłość jako zasada interpretacyjna każe czasem rozumieć nakaz lub zakaz w sposób względny. Zakaz pracy w niedzielę nie może być ważniejszy niż niektóre obowiązki zawodowe, zakaz kradzieży - niż obowiązek ratowania podopiecznych od śmierci głodowej. Zakaz cudzołóstwa? Sprzeciw wobec rozwodów jest tak czy inaczej relatywizowany przez prawa wyznaniowe (stwierdzenie nieważności małżeństwa też widzi mi się pewną formą rozwodu).
Na koniec pytanie retoryczne: czy również w polityce miłość zakazuje płacenia pięknym za nadobne? Piję do Platformy Obywatelskiej: powinna mimo wcześniejszych zagrań PiS-u poprzeć kandydaturę Zbigniewa Romaszewskiego . Nadstawić policzek.

14:01, jan.turnau
Link Komentarze (28) »
wtorek, 06 listopada 2007
Kobieta, istota niepojęta

Ewangelia Łukasza 14, 20

Przypowieść o uczcie i zaproszonych migających się. O jednym takim, co migał się argumentem, że „pojął żonę". Komentarz mego kolegi z „Więzi" Stefana Bakinowskiego: facet wkurzył gospodarza nie wykręcaniem się od uczestnictwa w uczcie, tylko kłamstwem, że pojął żonę, albowiem to niemożliwe... Żart? Najgłębsza prawda psychologiczna, że płci różnią się mentalnością. Czy rozumieją to feministki? W każdym razie muszą pojąć mężowie.

10:18, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
 
1 , 2
Archiwum