Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
czwartek, 30 listopada 2006
Apostoł Andrzej

Ewangelia Mateusza 4,18-20


„Gdy Jezus przechodził obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał dwóch braci: Szymona zwanego Piotrem i brata jego Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich: - Pójdźcie za mną, a uczynię was rybakami ludzi. Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim."


Dziś święto apostoła Andrzeja. Według Ewangelii Jana był on pierwszym uczniem powołanym przez Jezusa; dopiero od niego dowiedział się jego brat Szymon Piotr o Chrystusie. Arcybiskup prawosławny Jeremiasz w „Gazecie Wyborczej" a potem w książeczce Znaku „Dwunastu apostołów" ciekawie charakteryzuje Andrzeja jako w ogóle pośrednika. Tak przedstawia go dalej Ewangelia Jana: w opisie nakarmienia tłumów w rozdziale 6 i w spotkaniu z Grekami w rozdziale 12 też on kontaktuje ludzi z Jezusem. Zdaniem prawosławnego biblisty zgadza się to z obrazem Andrzeja w biblijnej tradycji. Tu skazani jesteśmy na hipotezy, ale urzekające, a według Jeremiasza uprawniona jest taka, że w podziale terenów misyjnych przypadła Andrzejowi szeroko pojęta północ. Zatem Bizancjum, czyli Konstantynopol, który czci tego apostoła jako swego patrona, potem Kijów - i w drodze do Rzymu podróż przez szlak bursztynowy, czyli tereny dzisiejszej Polski. Arcybiskup podsumowuje tak: „Apostoł przekracza granice świata wiary własnego narodu oraz świata religii, kultury i polityki Greków i Rzymian. (...) Jest apostołem przede wszystkim tych narodów, które znajdują się poza horyzontem myślowym religijnego, kulturalnego, chyba nawet społecznego i politycznego establishmentu; jest z nimi symbolicznie w każdym czasie i w każdym miejscu. Jest to rola apostoła, który w Kościele Prawosławnym otrzymał tytuł Pierwszego Powołanego". A ja myślę, o następcy Piotra, który podróżuje właśnie do grodu Andrzeja...

14:23, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
środa, 29 listopada 2006
Prześladowanie

Ewangelia Łukasza 21,12-19


„Jezus powiedział do swoich uczniów: - Podniosą na was ręce i będą was prześladować. Wydadzą was do synagog i do więzień oraz z powodu mojego imienia wlec was będą przed królów i namiestników. Będzie to dla was sposobność do składania świadectwa. Postanówcie sobie w sercu nie obmyślać naprzód swej obrony. Ja bowiem dam wam wymowę i mądrość, której żaden z waszych prześladowców nie będzie się mógł oprzeć ani  się  sprzeciwić.  A  wydawać  was będą nawet rodzice i bracia, krewni i przyjaciele i niektórych z was o śmierć przyprawią, l z powodu mojego imienia będziecie w nienawiści u wszystkich. Ale włos z głowy wam nie zginie. Przez swoja wytrwałość ocalicie wasze życie".


Prześladowania trwają. Czytałem dwie książki o działalności katolików w Związku Sowieckim. Paweł Wołowski i Katarzyna Korzeniewska zapisali rozmowy z twórcami „Kroniki Kościoła Katolickiego na Litwie", „podziemnym" wydawnictwie przedstawiającym niedolę litewską. Swoją książkę zatytułowali „Jak służąc Panu Bogu przechytrzyć KGB" (Wydawnictwo Rhetos, Biblioteka „Przeglądu Powszechnego"). Lubelskie Norbertinum wydało natomiast „wspomnienia kapłana z Sołówek", czyli ks. Wincentego Ilgina, z podtytułem „Jak to było w raju  bolszewickim". Tamta książka przedstawiała czasy powojenne, w tej jest o losach księdza w dwudziestoleciu międzywojennym. Obie opowiadają o ludziach, którym Bóg pomagał stawać godnie przed wrogiem. Nie wszyscy jednak zachowywali się z godnością, niektórzy załamywali się, zdradzali. Inni, jakże liczni, tracili życie doczesne, nie ocaleli z apokalipsy Kołymy i właśnie Sołówek (zespół klasztorny będący miejscem pierwszego łagru). Czy Bóg im nie pomagał? Cóż mogę napisać poza odwiecznym stwierdzeniem, że niezbadane są wyroki Boże.

12:34, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
wtorek, 28 listopada 2006
Koniec złudzenia

Ewangelia Łukasza 21,10-11


„Wtedy mówił do nich: - Powstanie naród przeciw narodowi i królestwo przeciw królestwu. Będą silne trzęsienia ziemi, a miejscami głód i zaraza; ukażą się straszne zjawiska i wielkie znaki na niebie."


Nie jest to zapowiedź końca tego świata: Jezus mówił wcześniej, że on nie zaraz nastąpi. I jeszcze nie nastąpił. Można natomiast powiedzieć co innego: że następuje koniec pewnego złudzenia. Płonnej nadziei, że możemy poradzić sobie ze wszystkim. Nie opanowaliśmy Kosmosu, ziemia trzęsie się, jak się trzęsła, i nie opanowaliśmy samych siebie : wciąż zabijamy się nawzajem.

23:28, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 27 listopada 2006
Baranek

Apokalipsa Jana 14,1


„Ja, Jan, ujrzałem: a oto Baranek stojący na górze Syjon, a z Nim sto czterdzieści cztery tysiące, mających imię Jego i imię Jego Ojca na czołach swoich wypisane."


144000 to zbawieni, w liczbie symbolicznej (12x12) i wielkiej (pociecha dla potomnych). Baranek to Chrystus, symbol stosowany także w Ewangelii według Jana.


W ofierze krzyżowej Chrystusa-Baranka mieszczą się wszystkie niewinne ofiary, także te spoza ludzkiego gatunku, wszystkie zwierzęta mordowane przez nas w sposób potwornie okrutny. Przypominają mi się zające, zaganiane na śmierć przez psy i konnych jeźdźców, nie rozumiejących, że są mordercami.

15:24, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
niedziela, 26 listopada 2006
Królestwo nie z tej ziemi

Apokalipsa Jana 1,5


„Jezus Chrystus jest Świadkiem wiernym, Pierworodnym umarłych i Władcą królów ziemi".


Dziś rzymskokatolicka uroczystość Chrystusa Króla Wszechświata. Jakie to królowanie, wyjaśnia sam Król w przeznaczonym na dzisiaj „odcinku" Ewangelii Jana (rozmowie z Piłatem): „Królestwo moje nie jest z tego świata. Gdyby królestwo moje było z tego świata, słudzy moi biliby się, abym został wydany Żydom. Teraz zaś królestwo moje nie jest stąd".


Mamy tutaj w pigułce całą ”politologię”  chrześcijańską: Chrystus rządzi światem, wszechświatem nawet, ale w sposób antytotalitarny: nie chce „chrystokracji", zostawia władcom wolną rękę. Owszem, niejeden powołuje się na Niego, ale nie tędy droga. Owszem, jest „władcą królów ziemi", ale teraz Jego „arcykrólowanie" nie działa. Dopiero na nowej ziemi, wspominanej w Biblii jako rzeczywistość innego świata, nikt nie będzie rządził po swojemu. Póki co, Chrystus ma koronę tylko cierniową.

11:53, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
sobota, 25 listopada 2006
Bestia?

Apokalipsa Jana 11,4-12


”Mnie, Janowi, powiedziano: - Oto dwaj moi Świadkowie; oni są dwoma drzewami oliwnymi i dwoma świecznikami, co stają przed Panem ziemi. A jeśli kto chce ich skrzywdzić, ogień wychodzi z ich ust i pożera ich wrogów. I jeśliby zechciał ktokolwiek ich skrzywdzić, w ten sposób musi być zabity. Mają oni władzę zamknąć niebo, by deszcz nie zraszał dni ich prorokowania, i mają władzę nad wodami, by w krew je przemienić, i wszelką plagą uderzyć ziemię, ilekroć zechcą. A gdy dopełnią swojego świadectwa, Bestia, która wychodzi z Czeluści, wyda im wojnę, zwycięży ich i zabije. A zwłoki ich leżeć będą na placu wielkiego miasta, które duchowo zwie się:  Sodoma i Egipt, gdzie  także ukrzyżowano ich Pana. I spośród ludów, szczepów, języków i narodów przez trzy i pół dnia oglądają ich zwłoki, a zwłok ich nie zezwalają złożyć do grobu. Wobec nich mieszkańcy ziemi cieszą się i radują; i dary sobie nawzajem będą przesyłali, bo ci dwaj prorocy mieszkańcom ziemi zadali katuszy. A po trzech i pół l dniach duch życia z Boga w nich wstąpił i stanęli na nogi. A wielki strach padł na tych, co ich oglądali. I posłyszeli donośny głos z nieba do nich mówiący: - Wstąpcie tutaj. I w obłoku wstąpili do nieba, a ich wrogowie zobaczyli ich.”


Dziwne słowa, jakich w tej tajemniczej księdze legion. A tajemniczość wynikła między innymi z potrzeb konspiracyjnych: reżym rzymski nie był potworny, przecież europejski legalizm wziął się właśnie z owej Romy (prawo rzymskie to chyba wciąż przedmiot naszych studiów prawniczych), niemniej można było oberwać. Otóż Bestia to „symbol kierowanej przez moce demoniczne potęgi wrogiej Bogu i Jego Kościołowi. Jej wcieleniem, współczesnym autorowi, było rzymskie imperium z jego kultem boskim cezarów i wynikającymi stąd prześladowaniami chrześcijan" (Biblia Poznańska). A Sodoma i Egipt to Jerozolima: tu mój imiennik dowalił starszyźnie żydowskiej jasno. Sodoma, wiadomo, ”mężołożnicy, jak ich nazwał tłumacząc dosłownie z greki Wujek, a Egipt to symboliczny wróg Izraela, odkąd go gnębił i nie chciał wypuścić.

01:45, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
piątek, 24 listopada 2006
Spożyć Księgę

Apokalipsa Jana 10, 8-11


„Ja, Jan, znów usłyszałem głos z nieba, jak zwracał się do mnie w słowach: - Idź, weź księgę otwartą w ręce anioła stojącego na morzu i na ziemi. Poszedłem więc do anioła, mówiąc mu, by mi dał książeczkę. I rzecze mi: - Weź i połknij ją, a napełni wnętrzności twe goryczą, lecz w ustach twych będzie słodka jak miód. I wziąłem książeczkę z ręki anioła i połknąłem ją, a w ustach moich stała się słodka jak miód, a gdy ją spożyłem, goryczą napełniły się moje wnętrzności. I mówią mi: - Trzeba ci znów prorokować o ludach, narodach, językach i o wielu królach".
Autor Apokalipsy imieniem Jan (nie wiadomo, czy tożsamy z apostołem i ewangelistą) nie ma na myśli lektury Pisma Świętego.

Podobnie jak w Księdze Ezechiela (rozdział 2 i 3) chodzi o treść Bożego przesłania, które prorok (apostoł) ma nieść ludziom. Są to wiadomości tak słodkie (radosne), jak i gorzkie (ponure), ale książeczka (zwój papirusu) tylko w sensie przenośnym. Język ostatniej części Biblii łatwy nie jest...

Mamy jednak tradycję rozumienia tej konsumpcji właśnie jako lektury Księgi nad księgami. Tradycję oczywiście bardzo mi bliską, bo jak widać, konsumuję - i komentuję. Czy mam z tej lektury więcej słodyczy, czy goryczy? Jeśli goryczy, to tylko w dwóch znaczeniach: gorzka jest świadomość, że nie dorastam intelektualnie (są fragmenty trudne nawet dla biblistów bardziej uczonych niż ja), i jeszcze gorsza, że prawię morały, alem sam mały - by tak sobie rymnąć. Pocieszam się tylko tym, że inni komentatorzy Księgi (kaznodzieje) też nie są bezgrzeszni. A słodyczy mam mnóstwo, bo Biblia to moja pasja i pisanie - też.

01:01, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
czwartek, 23 listopada 2006
Tylko płacz

Ewangelia Łukasza 19,41-44


„Gdy Jezus był już blisko Jerozolimy, na widok miasta zapłakał nad nim i rzekł: „O gdybyś i ty poznało w ten dzień to, co służy pokojowi. Ale teraz zostało to zakryte przed twoimi oczami. Bo przyjdą na ciebie dni, gdy twoi nieprzyjaciele otoczą cię wałem, oblegną cię i ścisną zewsząd. Powalą na ziemię ciebie i twoje dzieci z tobą i nie zostawią w tobie kamienia na kamieniu za to, żeś nie rozpoznało czasu twojego nawiedzenia."


Ks. Marek Kruszewski w „Agendzie Liturgicznej Maryi Niepokalanej" komentuje to tak: „Pan Jezus zapłakał nad Jerozolimą. W tym miejscu na skale na Górze Oliwnej postawiono mały kościółek o nazwie: Dominus flevit - Jezus zapłakał. Na miejscu wzgardzonej miłości. Bo ukochana Izrael nie rozpoznała swego Oblubieńca. Popatrzyła na Niego i powiedziała: to nie ten, tego nie chcę, na krzyż z Nim. Kiedyś student rzucony przez dziewczynę rozpłakał się przed księdzem. A ksiądz bez złośliwości, ze współczuciem powiedział zaskakująco: dobrze ci tak. Kiedy ktoś pokocha, jest winien sam sobie. Dobrze Ci tak, Panie Jezu, jak byś nie kochał, to byś nie płakał."


Komentarz do komentarza: z tym odrzuceniem Jezusa przez Izrael to nie takie proste. Sobór Watykański II powiedział wyraźnie, że za śmierć Jezusa nie odpowiadają „wszyscy bez różnicy Żydzi wówczas żyjący" - tylko ówczesne władze wraz ze swymi zwolennikami. Nikt zresztą nie jest prorokiem we własnym kraju: buddyzm opanował Azję, ale nie rodzinne Indie.


Mógłbym ten temat ciągnąć, wolę jednak rozwinąć puentę ks. Kruszewskiego. Tak, Jezus płakał, tylko płakał. A mógł zrobić więcej:  nie dać się zamordować, użyć boskiej siły, odpowiedzieć przemocą na przemoc. Po drugie, mogło być zupełnie inaczej: Bóg w Trójcy Jedyny mógł stworzyć człowieka bezgrzesznego, bez wolnej woli, wtedy nie byłoby tego wszystkiego. Widać jednak uważał, że tak będzie lepiej. Chrystus płaczący, solidarny z każdym ludzkim cierpieniem aż do Krzyża to jedyna odpowiedź na pytanie o sens nieszczęść (także być może niezawinionych przez ludzi, jak straszny wypadek w naszej kopalni). No i nadzieja powszechnego zbawienia, czyli że wolna wola nikogo nie zamknie w piekle na wieki wieków.

01:18, jan.turnau
Link Komentarze (13) »
środa, 22 listopada 2006
Chwalmy Boga

Psalm 150


„Chwalcie Boga w Jego świątyni,
chwalcie na ogromnym Jego nieboskłonie.
Chwalcie Go za potężne Jego dzieła,
chwalcie za niezmierzoną Jego wielkość".


Mamy chwalić Boga muzyką: czytamy dalej o rogu, harfie, cytrze, bębnie, flecie, cymbałach, a także o tańcu. Jest taki dowcip (szmonces?), że każdy Żyd, który przyjeżdża do Izraela, by się tam osiedlić, przywozi ze sobą instrument, na którym zwykł grać; chyba że jest to fortepian... Naród szczególnie muzykalny.


A psalmy nie są do czytania, tylko do śpiewania: gdy są głośno czytane, to prawie tak, jakby ktoś  podczas jakiejś uroczystości narodowej recytował „Jeszcze Polska...". Jan Paweł II przypomniał kiedyś słowa św. Augustyna: „Kto śpiewa, podwójnie się modli". Za mało muzyki, naprawdę zbiorowego śpiewania w naszych świątyniach: niech byśmy nawet trochę fałszowali: ten fałsz to nie grzech. Módlmy się głośno, śpiewem, całym sobą.


Chwalmy Boga, myśląc o wszystkich dobrych ludziach, uczciwych na przekór fałszu, który ich otacza: przecież w każdym z nich jest trochę Dobra Absolutnego.

16:57, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 21 listopada 2006
Nie być letni

Apokalipsa 3, 16


”A tak skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię z mych ust wyrzucić.”


Logion niemal jak przysłowie, zasada moralna, święta prawda - ale sprawa nieprosta. Bo pewnie, że obłość duchowa nie jest cnotą, że nie wolno się wymigiwać od zajęcia stanowiska, że tacy, co mają, owszem, własne zdanie, ale się z nim nie zgadzają, są śmiechu warci. Tyle tylko, że między świętym gwałtownictwem a rozrabiactwem jest różnica cienka, że może potrzebni są i mili oportuniści (byle nie podli), i nieznośni bohaterowie. W każdym razie musi być miejsce dla takich, co nie znoszą awantur, zawsze godzą, nie judzą.

17:17, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 20 listopada 2006
Wiara czyniąca cuda

Ewangelia Łukasza 18,35-43


Jezus uzdrawia niewidomego żebraka. Ten go prosi: - Panie, abym przejrzał, Jezus spełnia jego prośbę, mówiąc - Przejrzyj, twoja wiara cię uzdrowiła.


Tak jest, bez wiary nie ma cudu. Tyle tylko, że może to być modlitwa kogoś bliskiego. Odsyłam do dodatku „Cuda naszego papieża"; choć on bardzo zdenerwował w czwartek dziennik „Rzeczpospolita". Trudno,  jeszcze się taki nie narodził...

13:41, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
niedziela, 19 listopada 2006
Gwiazdy spadać będą

Ewangelia Marka 13,24-32


”Jezus powiedział do swoich uczniów: - W owe dni, po wielkim ucisku słońce się zaćmi i księżyc nie da swego blasku. Gwiazdy będą padać z nieba i moce na niebie zostaną wstrząśnięte. Wówczas ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w obłokach z wielką mocą i chwałą. Wtedy pośle On aniołów i zbierze swoich wybranych z czterech stron świata, od krańca ziemi aż do szczytu nieba. A od drzewa figowego uczcie się przez podobieństwo. Kiedy już jego gałąź nabiera soków i wypuszcza liście, poznajecie, że blisko jest lato. Tak i wy, gdy ujrzycie, że to się dzieje, wiedzcie, że blisko jest, we drzwiach. Zaprawdę powiadam wam: nie przeminie to pokolenie, aż się to wszystko stanie. Niebo i ziemia przeminą, ale moje słowa nie przeminą. Lecz o dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec".


Końcem świata podniecały się liczne pokolenia, szczególnie gdy minęło pierwsze tysiąclecie (interpretowano po swojemu Apokalipsę) . Sześć lat temu na szczęście było spokojniej. W ogóle jest spokojniej, świadkowie Jehowy już nie wyznaczają dokładnych terminów. Nie brak chrześcijan natomiast innych wyznań, którzy tę sprawę akcentują bardziej niż my, katolicy. Myślę, że powinniśmy ją akcentować uwzględniając całe skomplikowanie zagadnienia. Przyszłość jest przed nami zakryta, jeszcze bardziej wszystko, co dotyczy tamtego świata. Czy jest zakryta przed Synem, jak się to ma do równości osób w Trójcy? Jest też problem egzegetyczny, co miał na myśli Ewangelista (oraz jego redaktor) wkładając te słowa w usta Chrystusa: absolutny koniec świata doczesnego czy tylko koniec części historii, jakim było zburzenie Jerozolimy. A może w ogóle utożsamiał oba wydarzenia, przedstawiając je tak apokaliptycznie, jak je sobie wyobrażał? Proponuję zostawić to wszystko egzegetom, niech się martwią, a my martwmy się tylko tym, że Chrystus na pewno już blisko jest. Przepraszam, tym się raczej cieszmy - tylko nie grzeszmy! Amen!

12:46, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
sobota, 18 listopada 2006
Co to jest wiara?

Ewangelia Łukasza 18, 8


„Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?"


Pamiętam, że to pytanie zadał sobie z wstrząsającym niepokojem Jan Paweł II, kończąc jedno ze swoich przemówień. Mowa tu o powtórnym przyjściu Chrystusa, końcu historii, Sądzie Ostatecznym. Trudny to teologicznie problem, jak zresztą wszystko, co dotyczy tamtego niewyobrażalnego świata. Wrócę jutro do tego tematu, a dziś tylko zapytam, co znaczy słowo „wiara".


Jeszcze niedawno uważaliśmy, że koniec świata dokona się, gdy wszyscy ludzie na ziemi usłyszą przesłanie Jezusa z Nazaretu, a jego przyjęcie będzie zależało tylko od nich. Sprawa była zatem prosta: jeśli tylko słyszał, jeśli tylko nie jest głuchy albo kompletny debil, może się nawrócić, nie ma usprawiedliwienia. Dziś, po rewolucyjnym Soborze i posoborowych przemyśleniach teologów, często bardzo radykalnych, rozumiemy, że przyjmowaniu Chrystusa stoją na przeszkodzie przede wszystkim sami chrześcijanie, którzy do niedawna jeszcze uprawiali bardzo często antyewangelizację. Ale to nie wszystko. Przecież ludzie są głęboko uwarunkowani kulturowo: buddysta może szanować, podziwiać przesłanie Ewangelii, ale on się urodził buddystą, z całym bagażem myślowym tej wspaniałej religii, strukturami pojęciowymi itp. itd. Dlaczego miałby to wszystko porzucać: przecież to jest część jego jestestwa. Myślę, że gdy Chrystus wróci na ziemię, będzie myślał o ziemianach tak jak za pierwszym razem: kryteria Jego sądu będą etyczne, nie dogmatyczne. Zresztą zapowiedział to wyraźnie w relacji Ewangelii Mateusza (rozdział 25):  „Cokolwiek uczyniliście jednemu z moich braci najmniejszych, mnieście uczynili". Może zatem sprawa jest prosta, ale inaczej?


P.S. Wydarzenie biblistyczne ogromne: ukazała się po polsku ogromnie fachowa francuska Biblia Jerozolimska, dzieło wiekopomne uczonych związanych z Ecole Biblique w Jerozolimie. Rzecz co prawda w tym, że przetłumaczone zostały z języka francuskiego tylko przypisy, wprowadzenia do tekstów i tzw. marginalia, a samo tłumaczenie jest po prostu przekładem Biblii Tysiąclecia. Zamiast jednak wyzłośliwiać się na przykład w ten sposób, że ta nasza Biblia jest Jerozolimska w tym stopniu, co Aleje Jerozolimskie, lepiej przyjąć do wiadomości, że takie rozwiązanie przyjęto np. w Niemczech i Włoszech. Oczywiście przekłady „Tysiąclatki" i Jerozolimskiej nie różnią się tylko językiem, tłumaczenie tekstu sprzed dwóch tysięcy lat jest nieraz interpretacją jedną z możliwych (oryginał nie miał np. kropek ani przecinków!). Niemniej tłumaczenie z francuskiego zawsze byłoby przecież przekładem nie z oryginału, byłoby wielce pracochłonne a nigdy nie idealnie dokładne. Poza tym nie wiadomo, czy bardzo potrzebne niefachowcom, którym natomiast przydadzą się owe elementy zewnętrzne tekstu. Oczywiście jeśli on sam ich naprawdę interesuje. Cena 98 zlotych - tylko: to tom olbrzymi!

15:26, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
piątek, 17 listopada 2006
Streszczenie Ewangelii

Ewangelia Łukasza 17,33


„Kto będzie starał się zachować swoje życie, straci je; a kto je straci, zachowa je".


Pewien Francuz wymyślił najkrótsze opowiadanie o życiu rodzaju ludzkiego: „Ils naquirent, ils souffrirent, ils mourirent", co bezrymowo tłumaczy się tak: „Urodzili się, cierpieli, umierali". Powyższe słowa Ewangelii stanowią natomiast najkrótsze streszczenie przesłania wszystkich czterech opowiadań o nauczaniu i życiu Jezusa z Nazaretu.


Termin grecki „psiche" oznacza i życie, i duszę, stąd różne tłumaczenia. Nie chodzi tu ani o duszę w sensie osobnej części duchowej człowieka, która zostaje po śmierci, bo Biblia nie zna takiego podziału „homo sapiens", ani o życie w sensie naszego bytowania doczesnego. Sens zdania (mówiąc fachowo: „logionu") jest oczywiście taki: kto pilnuje wyłącznie swoich interesów, nigdy nie wychodzi na tym dobrze. O czym uczy tak katechizm, jak i zupełnie świecka historia.

13:59, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
czwartek, 16 listopada 2006
Niewolnictwo

List do Filemona 10-18


”Proszę cię za moim dzieckiem, które zrodziłem w okowach, Onezynem. (...) Jego odesłałem ci, tego, który jest moim umiłowaniem. Chciałem zatrzymać go przy sobie, aby zamiast ciebie służył mi w moich okowach dla Ewangelii. Nie chciałem jednak niczego uczynić bez twojej wiedzy, aby dobroć twoja nie była z przymusu, lecz z dobrej woli. Może bowiem dlatego oddalił się od ciebie na krótko, abyś go na wieki odzyskał, już nie jako niewolnika, lecz jako kogoś więcej niż niewolnika, jako brata umiłowanego, szczególnie dla mnie, ale o wiele bardziej dla ciebie, tak według ciała, jak i w Panu. Jeśli więc masz mnie za przyjaciela, przyjmij go jak mnie. Jeśli zaś w czymkolwiek szkodę ci wyrządził lub jeśli ci coś winien, obciąż tym mnie.”


List Pawła pisany podczas jednego z pobytów w więzieniu. W porównaniu z innymi jego listami  - szczególny. Po pierwsze - krótki, 25 wersetów, zaledwie jeden rozdział. Po drugie, niemal prywatny, bo dotyczy tylko jednego człowieka. Człowiekiem jest niewolnik, sprawą jest jego los, niepewny, bo Onezym uciekł od swego właściciela, a może nawet okradł go przedtem (aluzja o szkodzie czy długu).


Napisałem jednak: „niemal prywatny", bo w istocie stanowi nauczanie Apostoła na temat niewolnictwa. Paweł zabiera głos w tej sprawie moralnej kilka razy i jego stanowisko jest w sumie takie: niech niewolnicy będą posłuszni swoim panom, a oni sprawiedliwi wobec swych poddanych. Paweł nie czyni zamachu na ustrój, nie jest rewolucjonistą ani twórcą nowatorskiej doktryny społecznej, ale w ramach istniejącego porządku wzywa do wzajemnej dobroci w imię Chrystusa. Albowiem - powiada w Liście do Galatów - ”Nie ma Żyda ani Hellena, niewolnika ani wolnego...”. Zauważmy jednak w Liście do Filemona dowartościowanie niewolnika szczególne: Filemon ma przyjąć Onezyma jako brata umiłowanego!

Tłumaczenie trzech biblistów trzech wyznań i troszkę moje, publikowane w ”Tygodniku Powszechnym” z 27 stycznia 2002.

15:15, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
środa, 15 listopada 2006
Ksiądz Tranda i inni

Ewangelia Łukasza 17, 11-19


Opowieść, która w Nowym Testamencie nie powinna nikogo dziwić: Jezus uzdrawia dziesięciu trędowatych, ale tyko jeden podziękował - a był to Samarytanin. Morał oczywisty: przekonanie o wyższości duchowej Żydów nad Samarytanami jest wątpliwe. To przesłanie, przebijające się w Starym Testamencie, w Nowym uderza całą mocą Ducha. W końcu przecież Biblia chrześcijańska głosi otwarcie olbrzymie: na wszystkie inne narody, na pogardzanych pogan (określanych terminem „etnoi", co narody oznacza). Tym bardziej na Samarytan, będących rodzajem heretyków wobec judaizmu.


I przyszedł mi do głowy morał dla katolików XXI-wiecznych: inni chrześcijanie nie są gorsi duchowo od nas. Głosi się to już oficjalnie nawet w naszym tradycyjnym Kościele polskim, ale czy zbłądziło pod strzechy? W każdym razie powinienem tu zareklamować książkę księdza Bogdana Trandy, zmarłego przed dziesięcioma laty duchownego Kościoła ewangelicko-reformowanego (zwanego nieściśle kalwińskim), będącej zbiorem kazań. Rzecz zwie się „Postylla", co pochodzi od wyrazów łacińskich „post illa verba": po tych słowach. Są to mianowicie przemówienia kościelne lub radiowe, teksty mówione, ale napisane albo też nagrane, zwane dziś po katolicku homiliami, czyli mające za teologiczną podstawę jakieś słowa Biblii. Tematyka rozmaita: rok kościelny, podobny do katolickiego, oraz takie sprawy religijne, jak wiara i zwątpienie, pokusa i grzech, praca i odpoczynek, reformacja i ekumenizm, sakramenty i inne obrzędy religijne, rocznice historyczne i święta narodowe.

 
Ksiądz Bogdan Tranda był postacią całkiem nietuzinkową: łączył śmiałość myślenia i mówienia, zapał polemiczny z otwieraniem się na inne myślenie i wiarę, w szczególności rzymskokatolicką. Między innymi to on właśnie sprawił, że ten malutki liczbowo Kościół (cztery tysiące wyznawców rozproszonych po Polsce) okazał się odważnie solidarny z rzymskokatolickim w jego oporze wobec komunizmu. Wprowadzenie do książki napisał katolicki arcybiskup opolski Alfons Nossol, wydał „Semper" (ul. Bednarska 20A). Stron 416, cena 50 złotych.

18:05, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 14 listopada 2006
Samochwalstwo

Ewangelia Łukasza 17,10


„Słudzy nieużyteczni jesteśmy - wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać."
Jezus tak każe nam się przedstawiać. Tu etyka ewangeliczna nie kontrastuje z potocznym poczuciem tego, co wypada, a co nie: samochwalstwo uchodzi za śmieszność. Z jednym wyjątkiem: polityków. Ci mają zakodowane głęboko przekonanie, że pokora nie przystoi; jak się sami nie pochwalimy, to nikt nie zauważy naszych sukcesów.


A może jednak ta autoreklama nie bardzo popłaca: może skromność, nawet jakieś „mea culpa" wzruszyłoby bardziej wyborców? Kto się odważy spróbować?

14:17, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 13 listopada 2006
Zgorszenie

Ewangelia Łukasza 17, 1-2


„Jezus powiedział do swoich uczniów: - Niepodobna, żeby nie przyszły zgorszenia; lecz biada temu, przez którego przychodzą. Byłoby lepiej dla niego, gdyby kamień młyński zawieszono mu u szyi i wrzucono go w morze, niż żeby miał być powodem grzechu jednego z tych małych".


Zacznę od sprawy językowej: starsze pokolenie pamięta wyrażenie „maluczkich" - staroświeckie, więc Biblia Tysiąclecia i Ekumeniczna zmieniła je na „małych".  Słusznie czy niesłusznie, kwestia gustu: ja na starość coraz bardziej gustuję w antykach, ale nie każdy musi. Jedno jest pewne: chodzi o gorszenie nieletnich. I skojarzenie współczesne: ”misterium iniquitatis”, tajemnica nieprawości - tak Jan Paweł II nazwał molestowanie seksualne dzieci uprawiane przez duchownych. Siła instynktu i groza jego kierowania w stronę najsłabszych.

10:55, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
niedziela, 12 listopada 2006
Wdowi kodrant

Ewangelia Marka 12, 41-44


„Potem usiadł naprzeciw skarbony i przypatrywał się, jak tłum wrzuca do niej drobne pieniądze. Wielu bogatych wrzucało dużo, A jedna uboga wdowa wrzuciła dwa drobne pieniążki, czyli kodrant. I przywołał swoich uczniów, i powiedział im: - Zaprawdę powiadam wam, ta uboga wdowa wrzuciła do skarbony więcej niż wszyscy wrzucający. Bo wszyscy wrzucili z tego, co im zbywało, a ona przy swoim ubóstwie wrzuciła wszystko, co miała na życie".
Przepisałem wyjątkowo z Biblii Poznańskiej, nie z „Tysiąclatki", bo Poznańska ma ów „kodrant" zamiast tradycyjnego grosza. Nie wiedziałbym, co to za dziwna miara pieniężna, bo bibliści znad Warty wzięli swoją wodę w usta, ale zajrzałem do Biblii Ekumenicznej i dowiedziałem się, że chodzi o rzymską monetę (w sensie jednostki płatniczej, nie jednego kawałka metalu) o wartości 1/4 asa i 1/64 denara, czyli przeciętnego dziennego wynagrodzenia. Ta ćwiartka zaś nazywa się po łacinie ”quadrans” a po grecku ”kodrantes”.  Tyle erudycji  - a etyka? Morał oczywisty.

16:44, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
sobota, 11 listopada 2006
Mamona

Ewangelia Łukasza 16, 9-15

”Jezus powiedział do swoich uczniów: Pozyskujcie sobie przyjaciół niegodziwą mamoną, aby gdy wszystko się skończy, przyjęto was do wiecznych przybytków. Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny; a kto w drobnej rzeczy jest nieuczciwy, ten i w wielkiej nieuczciwy będzie. Jeśli więc w zarządzie niegodziwą mamoną nie okazaliście się wierni, prawdziwe dobra kto wam powierzy? Jeśli w zarządzie cudzym dobrem nie okazaliście się wierni, kto wam da wasze? Żaden sługa nie może dwom panom służyć. Gdyż albo jednego będzie nienawidził, a drugiego miłował; albo z tamtym będzie trzymał, a tym wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i mamonie. Słuchali tego wszystkiego chciwi na grosz faryzeusze i podrwiwali sobie z Niego. Powiedział więc do nich: - To wy właśnie wobec ludzi udajecie sprawiedliwych, ale Bóg zna wasze serca. To bowiem, co za wielkie uchodzi między ludźmi, obrzydliwością jest w oczach Bożych".


Nie całkiem to jednak jasne: ważna jest wskazówka ks. Michała Czajkowskiego, żeby nie zakładać spójności poszczególnych zdań. Myśli tego fragmentu nie całkiem pasują do siebie ani do tekstu przeznaczonego na wczoraj. Ważne jest we fragmencie dzisiejszym przesłanie ogólne, żeby z mamony nie robić bożka.


Słowo „mamona" przeszło do języka potocznego (w każdym razie do języka starszego pokolenia). „Encyklopedia biblijna” poucza, że „mamon” to po aramejsku bogaty, symbol nadmiernej troski o bogactwo materialne. Ten nadmiar tekst Ewangelii przypisuje faryzeuszom, a my myślimy o politykach, którym nie wystarcza władza, jako taka, muszą mieć jeszcze „kasę". Dziś Święto Niepodległości: naiwnym wydawało się, że ona wystarczy, by było po Bożemu - a jest, jak jest. Rządziła partia, teraz - jak na kapitalizm przystało - rządzi pieniądz, z pewną pomocą paru partii i nie wiadomo, która gorsza.

Przepraszam: nie jest tak źle. Za „komuny" też rządzili ludzie kochający władzę wraz z mamoną i nie było sposobu, żeby ich zdemaskować: media są, jakie są, piszą więcej o grzechu niż o cnotach, ale grzechy ujawniają. Tym trochę samochwalczym akcentem kończę.


PS. Są specjalne teksty  biblijne na Mszę za Ojczyznę, ale ten fragment Ewangelii bardziej mi pasuje.

15:57, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
piątek, 10 listopada 2006
Pochwała cwaniactwa

Ewangelia Łukasza 16, 1-8


”Jezus powiedział do swoich uczniów: - Pewien bogaty człowiek miał rządcę, którego oskarżono przed nim, że trwoni jego majątek. Przywołał go do siebie i rzekł mu: Cóż to słyszę o tobie? Zdaj sprawę z twego zarządu, bo już nie będziesz mógł być rządcą. Na to rządca rzekł sam do siebie: Co ja pocznę, skoro mój pan pozbawia mnie zarządu? Kopać nie mogę, żebrać się wstydzę. Wiem, co uczynię, żeby mnie ludzie przyjęli do swoich domów, gdy będę usunięty z zarządu. Przywołał więc do siebie każdego z dłużników swego pana i zapytał pierwszego: Ile jesteś winien mojemu panu? Ten odpowiedział: Sto beczek oliwy. On mu rzekł: Weź swoje zobowiązanie, siadaj prędko i napisz: pięćdziesiąt. Następnie pytał drugiego: A ty ile jesteś winien? Ten odrzekł: Sto korców pszenicy. Mówi mu: Weź swoje zobowiązanie i napisz: osiemdziesiąt. Pan pochwalił nieuczciwego rządcę, że roztropnie postąpił. Bo synowie tego świata roztropniejsi są w stosunkach z ludźmi podobnymi sobie niż synowie światła".


Prawdę rzekłszy, miałem z tą przypowieścią bardzo długo problem. Nawet niedawno, choć trochę przez przekorę, powiedziałem moim trzem biblistom trzech wyznań, że przesłanie Ewangelii nie jest tu jasne. Zakrzyczeli mnie - i pewnie mieli rację. Taki już jest gatunek literacki przypowieści, że są jak powieści, czyli to nie wykład -  a jak przykład, to też nie całkiem pozytywny. W tej przypowieści o cwaniaku uprawiającym księgowość radykalnie kreatywną ważna jest główna myśl: nie bądźmy lekkomyślni! Myślmy o swojej przyszłości! Tylko w tym sensie ów rządca jest dla nas wzorem.

11:02, jan.turnau
Link Komentarze (14) »
czwartek, 09 listopada 2006
Chrystus z biczem

Ewangelia Jana 2, 13-16


„Zbliżała się pora Paschy żydowskiej i Jezus udał się do Jerozolimy. W świątyni napotkał tych, którzy sprzedawali woły, baranki i gołębie, oraz siedzących za stołami bankierów. Wówczas sporządziwszy sobie bicz ze sznurków, powypędzał wszystkich ze świątyni, także baranki i woły, porozrzucał monety bankierów, a stoły powywracał. Do tych zaś, którzy sprzedawali gołębie, rzekł: - Weźcie to stąd, a nie róbcie z domu mego Ojca targowiska".


Obraz znany, wielce wymowny, obrosły skojarzeniami i komentarzami. Taki fragment Ewangelii przeznacza mój Kościół na świętowaną dziś rocznicę poświęcenia bazyliki laterańskiej, rzymskokatolickiej świątyni naczelnej. Czego nie można robić w świątyni? Handlować, także politykować... Przed nami wybory samorządowe, ciekaw jestem, ile będzie w naszych kościołach partyjnej agitacji.


No i myślę sobie: jak rzadko widzimy w Ewangeliach Jezusa tak rozgniewanego, że gromi nie tylko słowem, także czynem. Otóż chwycił za bicz właśnie wtedy, gdy zobaczył skalanie tego, co najświętsze (inni ewangeliści mają zamiast targowiska wręcz „jaskinię zbójców"). Szanujmy sacrum.

00:08, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
środa, 08 listopada 2006
Kumoterstwo

Ewangelia Łukasza 14, 26


„Jeśli ktoś przychodzi do mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem".


Nienawiść? Przecież to słowo absolutnie antyewangeliczne! Chodzi jednak o to, jak się je rozumie. Mamy tu oczywiście wschodnią przesadę, trzeba to zdanie rozumieć: kto swoją najbliższą rodzinę kocha bardziej niż Chrystusa... Tak zresztą tłumaczy Biblia Poznańska i inni „translatorzy". Niemniej coś tu dalej zgrzyta: czy miłość bliźniego może być konkurencyjna wobec miłości Boga? Przecież wciąż upieram się, że przenigdy, że jakby jedna równa się drugiej. Mam jednak i na to odpowiedź: można troszczyć się o własną rodzinę tak zapobiegliwie, że owa miłość bliźniego zamienia się w to, co nazywa się kumoterstwem. Względy dla najbliższych bywając tak wielkie, że różni „dalsi" przegrywają z nimi w staraniach np. o jakąś intratną posadę, choć przewyższają naszych krewnych kwalifikacjami zawodowymi.


Co prawda była taka definicja kumoterstwa, że to ostatnie ludzkie uczucie na drodze do socjalizmu... Ktoś powie, że i w obecnych, też dla niektórych ciężkich czasach można w miejsce socjalizmu wstawić kapitalizm - niemniej jest coś takiego, jak sprawiedliwość, troska o dobro wspólne, publiczne itp. Za taką to mianowicie troską ukrywa się Chrystus, stoi Bóg, który „nie ma względu na osoby", jak uczy gdzie indziej Pismo Święte.

15:50, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 07 listopada 2006
Pojąć żonę

Ewangelia Łukasza 14,20

„Poślubiłem żonę i dlatego nie mogę przyjść".

Cytat z przypowieści o wielkiej uczcie. Wyprawił ją pewien człowiek - i miał niespodziewane kłopoty, mianowicie z frekwencją. Zaproszeni goście wymawiali się od przyjęcia tego zaszczytu. Podawali powody wynikające z pomnożenia dobytku, którym przecież trzeba się zająć. Jeden kupił pole, drugi pięć par wołów, trzeci - poślubił żonę. Finał z morałem jest taki, że rozgniewany gościnny pan kazał wobec  tego słudze zapraszać ludzi z ulic i zaułków: ubogich, ułomnych, niewidomych i chorych. O dziwo, jeszcze było miejsce, więc padło polecenie wręcz przymuszania do wejścia - i komentarz Jezusa: „Żaden z owych ludzi, którzy byli zaproszeni, nie skosztuje mojej uczty".


Ci odmawiający to oczywiście tacy, co uważają się za „pozytywnych", czyli Żydzi, przyjmujący zaproszenie to poganie. Ostry morał, który łatwo dostosować do naszych okoliczności: miary „dobrych katolików" też nie są najlepsze, więcej warci są różni „innowiercy" albo wręcz niewierzący, bo choć nie są w stanie uwierzyć, zachowują się lepiej od niby to wiernych.


Mam jednak nieodpartą ochotę nie skończyć na tym i opowiedzieć dowcip mego nieżyjącego już kolegi z „Więzi" Stefana Bakinowskiego. Pamiętał on dawną (Wujkową) wersję wymówki trzeciego z zaproszonych: „żonę pojąłem" i komentował: Pan Jezus zezłościł się na niego nie dlatego, że się wykręcał, tylko że kręcił, kłamał. Albowiem żony nie można pojąć! Dowcip, ale jak trafiający w sedno sprawy małżeńskiej. Nie ocalimy jedności tego najtrudniejszego związku, jeśli nie zrozumiemy, że kobieta to kobieta, czyli ktoś inaczej myślący, bo inaczej czujący niż chłop. Oczywiście to „z wicewersą", czyli niech też żony rozumieją, żeśmy fundamentalnie inni. Amen.

16:56, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 06 listopada 2006
Jestem niższy

List do Filipian 2,3


„Nie czyńcie niczego dla niezdrowego współzawodnictwa czy pustej chwały, lecz w pokorze stawiajcie innych wyżej od siebie."

Czyli po prostu pokora. Okropnie trudna cnota, bo nasze „ja" chce być coraz wyżej i wyżej, zakochane jest w sobie,  własna chwała wydaje mu się pełna, a jakże. Dziś w warszawskiej świątyni luterańskiej na Mokotowie (Puławska 2a) o godz. 19 comiesięczne nabożeństwo ekumeniczne: te słowa apostoła Pawła pasują jak ulał. Chodzi o to, żebyśmy przyznawali, że chrześcijanie innych wyznań są w czymś lepsi od nas. Że np. polscy luteranie przewyższają katolików w sprawach politycznych: swoim powstrzymywaniem się od partyjniactwa.

14:53, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2
Archiwum