Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
czwartek, 28 lutego 2013
Nadzieje płonących krzewów. Matka Polka Bronka Strojnowska

Księga Jeremiasza 17,5.7
”Przeklęty mąż, który pokłada nadzieję w człowieku (...), a od Pana odwraca swe serce. Błogosławiony mąż, który pokłada ufność w Panu i Pan jest jego nadzieją.”
Człowiek jakby przeciwstawiony tu Bogu, ale nie jest to żadną miarą jakiekolwiek zakwestionowanie humanizmu. Bóg jest osobą, różną od innych, ale jest Dobrem Absolutnym, syntezą wszystkiego, co dobre. Jeremiaszowi chodziło tu zapewne o przymierze króla Joakima z Egiptem, które miało mu zastępować posłuszeństwo Bożym przykazaniom. Nie można w ogóle pokładać w człowieku takiej nadziei, jaką tylko Bóg zapewnić może.

Oto film Agnieszki Holland pod tytułem ”Gorejący krzew”, który wchodzi do polskich kin. W biblijnej Księdze Wyjścia jest słynna scena spotkania Mojżesza z Bogiem przemawiającym z krzaka, który płonie i nie spala się. Jahwe przedstawia się jako TEN, KTÓRY JEST. Zwrot ten oznacza czynną obecność Boga w dziejach Ludu Wybranego, a dla chrześcijan – w historii całej ludzkości. Student czeski Jan Palach, a przedtem Polak Ryszard Siwiec spalili się na znak protestu przeciw komunizmowi. Naśladowali w ten sposób mnichów buddyjskich, którzy walczą w ten sposób z podobną władzą polityczną. Chrześcijaństwo jest przeciwne samobójstwu jako zamachowi na życie ludzkie. Czy gorszyć się zatem, potępiać? Czy akcje powstańcze, w których idzie się na bardzo prawdopodobną śmierć, są czymś z gruntu innym? Czy nie przydaliby się bardziej społeczeństwu bohaterowie żywi? To są pytania odwieczne, ale jest pewne, że przed każdym herosem staje się na baczność. A Bóg, niezawodny opiekun ludzi, przyjmuje go po śmierci do siebie, by odegnać od niego wszelkie straszne ognie. Jego nadzieje spełniają się także na tej biednej ziemi: nadzieje płonących pochodni spełniły się również. A film podobał mi się także przez swoje szerokie spojrzenie na ludzi dramatycznie uwikłanych w historię. Wzruszyła mnie szczególnie postać sympatycznego majora milicji, rozdartego między zadaniami służbowymi a zwykłą ludzką życzliwością. Dla nich także miłosierny jest On.

24 lutego zmarła moja serdeczna przyjaciółka Bronka Strojnowska. Była człowiekiem bardzo dzielnym: urodziła i wychowała dziewięcioro dzieci. Matka Polka? A jakże! Tyle że zupełnie bez kojarzących się z tym hasłem ideologii. Studentka psychologii na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, rozsądnej tamtejszej nauce o człowieku, zdobyła wiedzę, którą potem upowszechniała pracując niemal całe życie w katolickim poradnictwie rodzinnym i doradzając wielu ludziom indywidualnie. Pracował w poradnictwie katolickim, czyli nieznośnie konserwatywnym? Każdemu życzę takiej smacznej konserwy. Bronka była po prostu bardzo mądrym człowiekiem.

14:47, jan.turnau
Link Komentarze (28) »
środa, 27 lutego 2013
Nie szpanować postem – ”Rekolekcje” biskupa Rysia

Ewangelia Mateusza 20, 26-27
„Lecz kto by między wami chciał stać się wielkim, niech będzie waszym sługą. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie waszym niewolnikiem.”

Tak jak wczoraj – o służbie jako na sposobie na prawdziwą wielkość. Można ze wszystkiego zrobić sobie powód do pychy. Także z postu. Biskup Grzegorz Ryś w swoim nowym tomie rekolekcji, już co najmniej czwartym (Znak), opowiada, jak z tym było u Ojców Pustyni, świętych na ogół ludzi. Zdarzały się wśród nich przypadki zgorszenia mnichem, który jadł trzy razy dziennie: „Przecież to jest totalny upadek w życiu mnicha – rozumuje inny asceta – ja jem tylko raz dziennie. Ja ascetycznie zachowuję milczenie, a ten gada.” Tak pości się dla siebie, nie dla Boga. Ze swojej ascezy robi się broń przeciw bliźniemu. Nie tylko u pustelników.

15:43, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
wtorek, 26 lutego 2013
Słudzy sług

Ewangelia Mateusza 23,11
„A największy z was niech będzie sługą waszym.”
Papież nazywa się sługą sług Bożych. Powoli to określenie przestaje być pustosłowiem.
Mało kto pamięta, że papież Paweł VI błysnął pokorą niesamowitą. Przyjechał do niego jeszcze nie sam patriarcha Konstantynopola, tylko jego przedstawiciel, metropolita Meliton (poźniejszy patriarcha Dimitrios I), i biskup Rzymu, przed którym klękają kardynałowie, padł mu do stóp. Zapomniany gest niesłychany, przepraszający potężnie za wszystko złe, które chrześcijański Zachód uczynił Wschodowi. Wydarzenie, prawdę mówiąc, większe nawet niż tamte wspaniałe gesty Jana Pawła II.

A teraz ta abdykacja. W piśmie archidiecezji fryburskiej (tej z Fryburgiem niemieckim, nie szwajcarskim) „Konradsblatt” taki rysunek: fotel papieski pusty, Benedykt XVI właśnie wstał i oddala się pochylony wiekiem, na ścianie krzyż, z którego Chrystus mówi: „Już wszystko w porządku, dziękuję ci”, a podpis pod obrazkiem: „Sługa odchodzi”.

13:22, jan.turnau
Link Komentarze (19) »
poniedziałek, 25 lutego 2013
Sędziowie samozwańcy. Co sądzi o mnie ksiądz Tadeusz Maślak...

Ewangelia Łukasza 6,37-38a
„Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni, nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni, odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone, dawajcie, a będzie wam dane.”
To rozwinięcie rady nieco wcześniejszej (6,31): „Postępujcie z ludźmi, tak jak byście chcieli, żeby oni z wami postępowali”. U Mateusza jest też ta maksyma (komentowałem ją w ubiegły czwartek), ale z dodatkiem: „albowiem na tym polega Prawo i Prorocy”, który w ewangelii dla Hellenów byłby słabo zrozumiały, bo nie wychowali się na Biblii.
Zasadę moralną „nie sądźcie” kojarzę ze sprawą Katarzyny W. i tylu innych ludzi, którym samozwańczy sędziowie wydali wyroki, zanim zrobili to powołani przez legalną władzę.

Poniedziałkowy przegląd prasy. Jest w ”Gazecie Wyborczej” zwyczaj robienia koleżankom lub kolegom świętującym jakąś okoliczność jednoegzemplarzowej gazetki z tekstami na ich temat. O mnie napisali tak zabawnie, że pozwolę sobie zamieścić ich ”pisanki” tutaj.

1.
Jarosław Kurski
Na stos, Jubilacie!
Z okazji osiemdziesiątej rocznicy urodzin redaktora Jana Turnaua napływają masowo do „Gazety” listy od prawdziwych Polaków, prawdziwych katolików i słuchaczy Radia Maryja. Są to listy pełne troski o osobę naszego Jubilata. Obok obelg i przekleństw są i prośby, by z wyroku Świętego Oficjum wreszcie spłonął na stosie. Zacytuję tylko jeden z tych miłosiernych manifestów. Oryginał wysłano do Watykanu, na ręce przyszłego papieża. My otrzymaliśmy kopię.
Wasza Świątobliwość,
wiedziony chrześcijańską troską o przyszłość Kościoła, matki naszej, pragnę donieść o zgorszeniu, jakie rozsiewa od lat red. Turnau Jan, zwany Jubilatem.
Otóż ten etnicznie niepewny i podejrzany moralnie katolik reformator na co dzień chodzi po redakcji oczadzony zielem, które nazywa „duchem Soboru Watykańskiego II”. Chodzi ostentacyjnie w sandałach, chcąc wywołać fałszywe wrażenie, że żyje w ubóstwie i w zgodzie z regułą św. Franciszka. Tymczasem jest u niego tyle miłości do zwierząt, ile w kotlecie mielonym z mięsa wieprzowego, którym zajada się w każdy piątek w stołówce. W ogóle Turnau Jan, zwany Jubilatem, obżera się niemiłosiernie, a im więcej je, tym chudszy jest, co w jego procesie o czary bezwzględnie wyjaśnić będzie musiało Święte Oficjum.
Jego prostoduszność to tylko przykrywka przebiegłego gracza. Niczym kardynał Richelieu wprowadził swego syna do zarządu Agory i dziś trzęsie całą firmą.
Co więcej, lubieżny ten człowiek prowadza się po redakcji z niejaką Wiśniewską, która mogłaby – gdyby się tylko postarał – być jego wnuczką. Każdy dzień zaczynają od szemrania w kącie, jakie by tu świństwo zrobić polskiemu Kościołowi. Turnau zbałamucił młodą pannę i dlatego jej też trzeba będzie zrobić proces o czary.
Jubilat jest człowiekiem leniwym. Pisze mało i krótko – dwa zdania najwyżej. Raz napisał pięć, ale zaraz potem przez tydzień nie było go w pracy. Właściwie obecność Jubilata w redakcji sprowadza się do opowiadania sprośnych dowcipów o hierarchach świętego Kościoła katolickiego. Obściskuje się za to miłośnie z prawosławnymi, protestantami i muzułmanami. Wstyd to wyznać, ale ponoć widziano go też w synagodze.
Ostatnio głosi jawną herezję. Upiera się, że Matka Boska, królowa Polski, była Żydówką, podobnie jak Chrystus i wszyscy apostołowie. To już nie szaleństwo – to jawne świętokradztwo!
Wasza Świątobliwość,
ten służalec polskojęzycznej i judeomasońskiej Gwiazdy Śmierci z ulicy Czerskiej to człowiek niebezpieczny i niezmiernie wpływowy, o czym na własnej skórze przekonał się zmuszony przez niego do abdykacji poprzednik Waszej Świątobliwości – panzerkardinal Benedykt XVI.
Tak dłużej być nie może. W osiemdziesiątą rocznicę Jubilata błagam, by pierwszą decyzją nowego papieża było zwołanie Świętej Kongregacji Rzymskiej i Powszechnej Inkwizycji w sprawie red. Turnaua Jana.
Uniżony sługa Waszej Świątobliwości
Ojciec Tadeusz Maślak*
PS Janku kochany,
ad multos annos od całej Redakcji!
*Raczej Maślaczek: bo nie Rydz, a Rydzyk!

2.
Janowi Turnauowi na 80. urodziny
Czyta biskup, pleban czyta, goj przeczyta i Semita,
Broker, diler i profesor, prokurator i asesor,
I murarze, tramwajarze, kolejarze i włókniarze,
Lefebrysta, modernista... Bo to przecież radość czysta
Głośnego myślenia zdroje wlać z pożytkiem w uszy swoje,
Gdy nauki swe zaczyna Jonasz, laik, kum rabina,
Miłośnik cerkwi i zboru, watykańskiego soboru
I papieża Roncallego oraz dowcipu zgrabnego.
By w kraju naszym szalała i fanatyzm rozsiewała
Fundamentalistów orda, nie pozwoli. Sursum corda!
By przesądów runął mur, dzień i noc pracuje Turnau Jan.
Przyjmij, drogi Janie, rymowane to posłanie.
Makuszyński był nam wzorem. Przyjmij, Janku, je z humorem.
Tyś nasz mistrz, przewodnik, brat. Zostań z nami 200 lat!
Przyjaciele z „Gazety” (osobliwie Jan Cywiński)

3.
Nasz papież Jan
Katarzyna Wiśniewska
Habemus papam! W Watykanie bezkrólewie (sedes vacans), a my już Go mamy, i to od lat.
Papież Jan rezyduje w Stolicy Agorowskiej od 1 sierpnia 1990 r. Warto przybliżyć przewielebny życiorys Głowy naszego Kościoła: z urodzenia ziemianin z Wlonic koło Sandomierza. Studiował we Wrocławiu na polonistyce. Pracę dziennikarską zaczął w PAX-owskim „Słowie Powszechnym”. Potem od 1959 r. przez 31 lat był redaktorem działu religijnego miesięcznika „Więź”. Z jego felietonów czerpali wówczas natchnienie polscy hierarchowie. Ze źródeł zbliżonych do Watykanu wiemy, że czytywał go także (pierwszy) Papież Polak. Dziś biskupi chłoną papieską mądrość z łamów „Gazety”, choć czynią to raczej w ukryciu.
Jan ekskomunikowałby mnie, gdybym nie wspomniała, że zainicjował comiesięczne nabożeństwa międzywyznaniowe w Warszawie oraz – pierwszy w Polsce (1982 r.) – przekład ekumeniczny Biblii dokonywany przez trzech biblistów trzech wyznań: rzymskokatolickiego, prawosławnego i protestanckiego.
W „Gazecie” ma rubrykę „Głośne myślenie”, gdzie występował od lat jako Jonasz. Skąd się wziął Jonasz? Przede wszystkim dlatego, że to skrócona hebrajska wersja imienia Jan. Biblijny Jonasz nie odpowiada jednak „Gazetowemu” Jonaszowi ideologicznie, gdyż – jak z właściwą sobie subtelnością określa Janek – był on „żydowskim nacjonalistą”. Tymczasem Jan bez ogródek mówi o sobie: „Internacjonalista i ksenofil”.
Nie samą Biblią papież żyje: Jan nie wyobraża sobie życia bez coca-coli, a także zabawy pt. „Gra półsłówek” wraz z klasycznym zawołaniem „Domki w Słupsku”.
Jest też Jan skarbnicą wiedzy o polskim Kościele. Tylko od niego wierni wyznawcy mogą się dowiedzieć, który biskup powiedział niegdyś do swojego kolegi po fachu: „Jesteś głupi i masz wszy”.
Mimo swych rozlicznych zasług dla świata Jan nie przepada, gdy nazywa się go „Ojcem Świętym”, i porzucił tiarę na rzecz skromniejszego nakrycia głowy. Jeśli więc zobaczysz, Drogi Czytelniku, wysoką i szczupłą postać (daleko mu do hierarszych gabarytów) w czarnym berecie przemierzającą ulicę Chełmską w stronę Czerskiej, wiedz, że to właśnie on – nasz papież.

14:49, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
niedziela, 24 lutego 2013
Potomstwo

Księga Rodzaju 15,18
”Pan zawarł przymierze z Abramem, mówiąc: - Potomstwu twemu daję ten kraj od Rzeki Egipskiej aż do wielkiej rzeki Eufrat.”
Wbrew nieugiętej opinii, że Żydzi rządzą światem, nie w ten sposób urzeczywistnia się owa obietnica. Można natomiast interpretować ją duchowo: potomkami religijnymi Abrahama są poniekąd poza Żydami chrześcijanie i muzułmanie, a oni przecież stanowią znaczną część mieszkańców ziemi. Ale potomstwo jak potomstwo: wspólny przodek łączy nie za wiele.

08:55, jan.turnau
Link Komentarze (18) »
sobota, 23 lutego 2013
Mury nienawiści

Ewangelia Mateusza 5,43-44
”Słyszeliście, że powiedziano: «Będziesz miłował bliźniego swego, a nie przyjaciela swego będziesz nienawidził». A ja wam powiadam: miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują.”
Nie powiedziano tak na szczęście w Biblii ani w pismach rabinicznych, jedynie w pismach qumrańskich. Ale też odpowiednik komentarza Jezusa z trudem daje się odnaleźć w Starym Testamencie: chyba najwyżej w Księdze Wyjścia 23,4-5. Musiał przyjść Chrystus.

”Przyjdzie czas, ubeckie śmiecie, że się stąd wyniesiecie. Śmierć wrogom ojczyzny!” Napis takowy uskuteczniono wielkimi literami na niedawno odmalowanym murze w okolicy warszawskiej ulicy Chełmskiej. Mur ów oddziela Gimnazjum nr 3 od osiedla domków jednorodzinnych przy ul. Jazgarzewskiej. W sekretariacie szkoły powiedziano mi, że należy do niej tylko mur od jej strony, a napis jest od przeciwnej, czyli to problem tamtejszej wspólnoty mieszkaniowej i ona czuje się odpowiedzialna za jego zmazanie. Czas mijał i litery straszyły, w końcu jednak zamalował jeden z owych mieszkańców. Przejęło mnie nie tyle długie trwanie napisu, ile autorstwo i adres. O kogo tu chodzi, kto są ci ubecy? Może nie chodzi o nikogo z okolicy, a miejsce tej wypowiedzi wybrano ze względu na długość muru i jego piękną biel - albo też jednak to aluzja lokalna. W szkole nie usłyszałem żadnych przypuszczeń. Sam zresztą mieszkam kawałek dalej, może i ja jestem adresatem? A może cała okolica, która z uwagi na swoją względną eksluzywność podpadła jakiemuś lustratorowi? Tak czy inaczej natrudził się, ponieważ czcionka była potężna. Niedawno wracając z pracy zobaczyłem w tym miejscu parę ludzi w średnim wieku wyglądających niebogato, jakich sporo w całej naszej dzielnicy. Kobieta skomentowała: - Zamalowali, bo prawda w oczy kole. Tak to lustracyjność skojarzyła się ze społecznym konfliktem.

08:25, jan.turnau
Link Komentarze (17) »
piątek, 22 lutego 2013
Benedykt znaczy błogosławiony

Ewangelia Mateusza 16, 18
”I ja ci mówię, że jesteś Piotrem, i na tej skale zbuduję Kościół mój i bramy Hadesu nie przemogą go”.
Ekumeniczny Przekład Przyjaciół. Na ”Skałosza” nie zdecydowaliśmy się, niemniej chyba jesteśmy dosyć oryginalni też w tym sensie, że zgodni z oryginałem: tak, jest tam helleński Hades. A te słowa na dzisiaj dlatego, że w moim Kościele święto katedry Piotrowej. Myślę o jego następcy jeszcze tydzień urzędującym: słusznie nazwał się Benedyktem, czyli błogosławionym, albowiem dokonał gestu błogosławionego. Mało który prominent tego świata oddaje władzę nieproszony. A przecież papieska władza obrosła deifikacyjną legendą.

11:27, jan.turnau
Link Komentarze (28) »
czwartek, 21 lutego 2013
Metal na ogół gorszy

Ewangelia Mateusza 7,12
”Wszystko więc, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie. Albowiem na tym polega Prawo i Prorocy.”
Podobno reguła ta zwie się złotą. Ma swój faktyczny odpowiednik w pozabiblijnym powiedzeniu: ”nie rób drugiemu, co tobie niemiłe”. Obie wersje przedstawiają zasadę życia zbiorowego równie wspaniałą, jak swoiście utopijną. Albowiem niemal każdy homo sapiens mniema, że należy mu się najwięcej. Maksymilianów Kolbe zawsze malusieńko. Zamiast złota na ogół metal mniej szlachetny.

18:37, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
środa, 20 lutego 2013
Posłuchać proroka Jonasza. Jakość życia. Kto po Benedykcie?

Księga Jonasza 3,1-10
Ewangelia Łukasza 11,29-32
Mamy dzisiaj do refleksji fragment uroczej noweli biblijnej, swoistej tamtejszej beletrystyki (bo to raczej nie kronika przecież). Jonasz idzie w końcu do Niniwy, choć uciekał od tego zadania na kraj świata, bo brzydził się owych pogan potwornie. Straszy groźnie, że ”jeszcze 40 dni, a Niniwa będzie zburzona”, jeśli się nie nawróci. Sprawa dochodzi do jej króla, który przejmuje się bardzo, obleka się w wór, siada na popiele, oraz zarządza ostrą pokutę całej ludności (łącznie z bydłem!): post nawet od wody, modlitwa o przebaczenie i zmiana moralnego postępowania. Poskutkowało, Bóg przebaczył, nie ukarał. Jonasz się zmartwił tym miłosierdziem dla paskudników, ale to już do czytania nie na dzisiaj.

Jezus daje Niniwitów za przykład swoim rodakom. Przy czym znakiem Jonasza nie jest tutaj jego pobyt w brzuchu wielkiej ryby, jak u mamy u Mateusza. Czytelnicy ewangelii Łukasza nie znają tak dobrze Biblii, znakiem tego proroka jest w tym tekście dla Hellenów sama jego działalność prorocza: ”Ludzie z Niniwy powstaną przeciw temu plemieniu i potępią je, ponieważ oni dzięki nawoływaniu Jonasza się nawrócili, a oto jest coś więcej niż Jonasz” . Słowa po proroczemu przekonujące: poganie osądzają prawowiernych! Podstawmy się zamiast tamtejszej elity żydowskiej: nie żeby Jezusa znienawidzić jak ona, ale aby Go posłuchać skutecznie.

Lektura: w poniedziałkowej „Gazecie” komentarz Jacka Żakowskiego z ciekawą myślą. Taką, że dwaj ostatni papieże posunęli naprzód refleksję ich Kościoła na temat czegoś, co się nazywa jakością życia. Benedykt XVI przez to, że abdykował, czyli pokazał, że „praca, a nawet służba innym lub najwyżej cenionym ideom nie jest jedyną formą sensownego istnienia. Że człowiek nie jest maszyną, która ma się kręcić, aż się kompletnie zużyje”. Otóż coś w tym jest, ale nie było to głównym motywem decyzji BXVI. Powiedział przecież wyraźnie, że po prostu nie da rady, nie nadaje się już, że rządzenie obecnym Kościołem katolickim przekracza jego fizyczne i psychiczne możliwości. To trochę co innego niż w pełni słuszna chęć odpoczynku.

Moje wątpliwości budzi też teza Żakowskiego co do Jana Pawła II. Że przez swoją chęć szybszego odejścia na tamten świat, uniknięcia cierpienia stworzył faktycznie jakąś furtkę w doktrynie – ”od aborcji (przynajmniej w jakichś okolicznościach) po wartość związków homoseksualnych”. Związek zagadnień jest tu jednak nieco wątpliwy. W każdym razie mój Kościół odróżnia intensywną terapię od eutanazji. Akceptuje pierwszą jako możliwość naturalnego dojścia do bliskiego i nieuchronnego końca, odrzuca natomiast drugą jako przerwanie życia bardzo trudnego, ale dalekiego od finału. Różnica jest cienka, ale nie wydaje mi się tylko ilościowa. Problem jakości życia w ogóle istnieje, jakichś etycznych granic samozaparcia, ale owa furtka doktrynalna widzi mi się znikoma. Może jednak się czepiam.

Kościół w sytuacji wielkiej abdykacji... Polecam nowy ”Tygodnik Powszechny”, szczególnie artykuł Józefa Majewskiego, autora równie śmiałego w krytyce, jak kompetentnego w informacji (znów rym). Tam teza, że Benedykt był mniej nowatorski (czy raczej wcale) niż Jan Paweł II; tak też twierdził Dominik Zdort w ostatnim ”Plusie Minusie”, tyle że on woli BXVI. Też szaro (purpurowo) gęsienie się Kurii Rzymskiej, konieczność decentralizacji i większej powszechności kościelnego kierownictwa: europeizacja tej władzy wciąż wielka, Kościoły na innych kontynentach traktowane jak dzieci. Potrzeba nowego soboru, czyli - to już moje uzasadnienie - posłuchania głosu biskupów bez purpury, zatem może odważniejszych.

Kogo wybiorą kardynałowie mianowani przez dwóch ostatnich papieży (gdy Jan Paweł ulegał drugiemu albo w ogóle Kurii), zatem raczej zachowawczy? Przydałby się ktoś otwarty myślowo, a zarazem twardy w działaniu, niedający się wodzić za nos urzędnikom? Ravasi wygląda na człowieka, który nie boi się laickiego świata, ale czy umie rządzić?

14:47, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
wtorek, 19 lutego 2013
Gadulstwo

Ewangelia Mateusza 6,7-8
Wezwanie do modlitwy oszczędzającej słów: ”Nie bądźcie gadatliwi jak poganie (...), albowiem wie Ojciec wasz, czego wam potrzeba”. Czy modlitwy chrześcijańskie są rozgadane? Pewnie za dużo prosimy, za mało dziękujemy, za mało wielbimy wszelkie dobro, które ma swoją syntezę w Bogu.

15:33, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 18 lutego 2013
Papabil tłumaczy. Wszystkie przykazania tej samej wagi? Czego oczekuję od Jana XXIV?

Psalm 19,8-10
„Tora Jahwe jest doskonała, pokrzepia duszę,
świadectwo Jahwe jest prawdziwe, daje mądrość umysłowi.
Nakazy Jahwe są słuszne, oświecają oczy.
Słowo Jahwe jest czyste, trwa na wieki,
sądy Jahwe wszystkie są wierne i sprawiedliwe.”

To tłumaczenie mało w Polsce znane: zacytowałem je z dzieła dziś kardynała, Gianfranca Ravasiego, pt. „Psalmy” (Wyd. „Salvator”, Kraków 2007). Napisał książkę oczywiście nie po polsku, jego własny przekład tłumacząc rzecz całą spolszczyła Patrycja Mikulska. Zajrzałem do tej publikacji, bo autor jest według niektórych mediów „papabilem”. W Kurii Rzymskiej szefuje tamtejszej Radzie Kultury, czy rozumie kulturę dzisiejszą, nie tylko tę sprzed tysięcy lat? Czy nie jest głęboko zniesmaczony współczesnym światem, wręcz nań obrażony, jak to bywa nader często w moim Kościele na różnych jego poziomach? Przejrzałem tę książkę o psalmach oraz inną tegoż autora pt. „Piękno Biblii” (też Salwator, Kraków 2006, tłum. Barbara Żurowska, nie mylić z Marią, inną tłumaczką dzieł religijnych). Myślę, że kardynał Ravasi kulturę pozakościelną lubi: cytuje wciąż autorów tamtejszych (erudyta zeń błyskotliwy) i jeżeli im czasem przygada, to zawsze subtelnie, szat nie rozdzierając. Poza tym jest w biblistyce uczniem świętej pamięci kardynała Martiniego, owego Karola, co papieżem nie został (a szkoda, bo świat ów rozumiał i uczył się odeń), biblisty skądinąd bardzo wybitnego, który do tej książki o psalmach przedmowę życzliwą napisał.

Co zaś do psalmu dzisiejszego, to uczony autor podejmuje przede wszystkim problem podwójności tematycznej utworu. Dzieli się on wyraźnie na dwie różne tematyczne części: hymn do Stwórcy (wersety 2-7) oraz również hymn, ale do Tory (8-15). Między biblistami jest dyskusja, czy nie są to w istocie dwa autonomiczne, z czasem dopiero połączone utwory. Ravasi jest tego drugiego zdania, choć wskazuje na podobieństwa treściowe. Na przykład takie, że Tora jest również przedstawiona przez „słoneczne” atrybuty: „Nakazy Jahwe jaśnieją, oświecają oczy”. Cytuje również dzisiejszy kardynał powiedzenie Edmunda Husserla (tak, tego twórcy fenomenologii) o dwóch w tym psalmie słońcach. Zatem „pokusa uznania Ps 19 za jeden hymn była wielka”, ale pokusy należy zwalczać...

Wrócę do kardynalskiej wersji tekstu. Mamy zatem w niej Torę zamiast Prawa, bo – tłumaczy translator – Tora to w ogóle nauczanie. I mamy w wersecie 10 zamiast bojaźni Pana czy też Jahwe – Jego Słowo. Spora to odmienność translacyjna: owa bojaźń to pojęcie tak w myśli judeochrześcijańskiej ważne, słowo Boże też. Hebraista pastor Mieczysław Kwiecień podał mi jednak, że w pewnym niemieckim tłumaczeniu uwspółcześnionym mamy tam tak samo ”słowo”: „das Wort”. Powiedział mi też mój przyjaciel, że obaj tłumacze, włoski i niemiecki, korzystali raczej z innej wersji hebrajskiej, a nie inaczej przetłumaczyli ten sam termin tamtego języka. Skądinąd jednak u tegoż Ravasiego wyczytałem, że biblijny język hebrajski posiada i używa tylko 5750 słów, podczas gdy na przykład język włoski sto pięćdziesiąt tysięcy, a angielski być może nawet pół miliona: to by też chyba mogło tłumaczyć, skąd taka różnica w przekładzie jednego słowa na dwa zgoła różne.

Na koniec świeża wiadomość z Radia Watykańskiego, że kardynał Ravasi będzie prowadził rekolekcje na temat psalmów dla papieża i całej Kurii Rzymskiej. Ale się wstrzeliłem!

No i wreszcie moja myśl nietranslacyjna: trzeba jednak trochę uważać z przykazaniami Tory, których jest jak wiadomo kilkaset: jakoś je hierarchizować, bo jednak rytualne mniej istotne niż Dekalog. Choć na przykład rabin Schudrich powiedział mi kiedyś, że wszystkie są równie ważne. Może cokolwiek żartował...

Natomiast do „Metra” z 22 bm. napisało już mi się na aktualny temat tak oto.
Czego oczekuję od Jana XXIV?
Skąd wiem, że tak się nazwie nowy papież? Ależ ja nie wiem nawet, kto nim będzie? Ktoś spośród wymienianych „papabili” czy jakiś kardynał, którego się nikt nie spodziewał? Dawniej bywało różnie: wybierano jakiegoś „pewniaka” albo robiono ciekawą niespodziankę. Taką był niemal 55 lat temu Anioł Józef Roncalli, który przyjął imię Jana XXIII i od którego zaczęła się współczesna reforma Kościoła. Otóż chciałbym mieć za parę tygodni w Watykanie kogoś takiego, jak tamten nawet już formalnie błogosławiony papież.

Nie musi być to dla mnie wybitny intelektualista ani nawet wybitny teolog. Kardynał Roncalli nie był jednym ani drugim. Teolog to uczony, a papież, biskup w ogóle to ktoś, kto radzi się uczonych różnych poglądów, ale sam jest jakoś ponad nimi. Owszem, dwaj ostatni papieże byli wybitnymi teologami, ale jeżeli ich cenię i to bardzo, to raczej nie za teologiczne poglądy, ale za czyny. Za gesty wyrażające to, co w chrześcijaństwie najważniejsze. Jana Pawła II przede wszystkim za przeogromny przełom ekumeniczny, Benedykta XVI za abdykację, czyli potężny akt najgłębiej chrześcijańskiej pokory. Oczekuję także podobnych czynów od Jana XXIV.

Co do poglądów, to tyle ich dzisiaj w moim Kościele, tyle rozmaitych, sprzecznych. Celibat obowiązkowy, antykoncepcja, aborcja w prawie państwowym, homoseksualizm, kapłaństwo kobiet... Marzę o papieżu, który je podda pod szeroką dyskusję. Pod debatę teologów, ale też zwyczajnych świeckich, którzy na przykład w sprawie antykoncepcji mają wiele do powiedzenia. Jeśli tak, to może potrzebny jest nowy sobór, Vaticanum III? Czemu nie, choć to byłaby impreza „statystycznie” kolosalna, samych biskupów mamy dzisiaj legion. Ale przecież „vox populi, vox Dei”: głos ludu Bożego jest głosem Boga!

14:46, jan.turnau
Link Komentarze (18) »
niedziela, 17 lutego 2013
Kto się w opiekę...

Psalm 91,1-2.10-15
”Kto się w opiekę poda Panu swemu,
A całem prawie sercem ufa Jemu,
Śmiele rzec może: mam obrońcę Boga.
Nie będzie u nie żadna straszna trwoga.
Aniołom swoim każe cię pilnować,
Gdziekolwiek stąpisz, którzy cię piastować
Na ręku będą, abyś idąc drogą
Na ostry kamień nie ugodził nogą.
Będziesz po żmijach bezpiecznie gniewliwych
I po padalcach deptał niecierpliwych;
Na lwa srogiego bez obrazy wsiędziesz
I na ogromnym smoku jeździć będziesz.
Słuchaj, co mówi Pan: iż mię miłuje,
A przeciwko mnie szczerze postępuje,
Ja go też także w jego każdą trwogę
Nie zapamiętam i owszem wspomogę.
Głos jego u mnie nie będzie wzgardzony,
Ja z nim w przygodzie, odemnie obrony
Niech pewien będzie, pewien i zacności,
I lat sędziwych, i mej życzliwości.”
Parafraza Jana Kochanowskiego (Biblioteka Poetów Polskich 1906, Jan Kochanowski: Dzieła. Tom I. Księgarnia Wydawnicza Polska, Berlin).

Przytaczam tę wersję z lubością, przypomina mi ona dzieciństwo, kiedy to nauczyłem się tego wiersza jak i tylu innych na pamięć. Oraz czas studiów polonistycznych, kiedy to tak głupi byłem, że gdy profesor Mikulski zadał nam na seminarium zadanie wakacyjne, wybrałem Psałterz Dawidów i nic nie napisałem, piękna tego tekstu zgoła nie zobaczywszy.

A komentarz teologiczny? Byleby tylko zrozumieć, że pisze On nieraz po liniach krzywych przeraźliwie.

08:45, jan.turnau
Link Komentarze (21) »
sobota, 16 lutego 2013
Rozkosz szabatu

Księga Izajasza 58,13-14
”Jeśli w szabat powstrzymasz swe kroki,
aby w mój święty dzień swych spraw nie załatwiać,
jeśli nazwiesz szabat rozkoszą
i święty dzień PANA chwalebnym;
jeśli uczcisz go rezygnując z podróży,
załatwiania spraw swoich,
ubijania interesów,
wtedy znajdziesz swoją rozkosz w PANU”.
Paulistka lekko wygładzona.

No właśnie, polubić szabat, nie-dzielę... Odpocząć po biegu, na trochę odmienić swój żywot, popatrzyć nieco głębiej.

10:55, jan.turnau
Link Komentarze (21) »
piątek, 15 lutego 2013
Połamać wszelkie jarzmo

Księga Izajasza 58, 6-7
”Lecz taki jest post, którego pragnę:
zdjąć kajdany bezprawia, rozwiązać więzy jarzma,
wyzwolić uciemiężonych, połamać wszelkie jarzmo;
z głodnym dzielić się chlebem,
przyjąć do domu biednych i bezdomnych,
przyodziać nagiego, którego zobaczysz,
i nie odwracać się od swoich bliskich”.
Tłumaczenie z Biblii księży paulistów.

Nic dodać, nic ująć: teologia wyzwolenia jak się patrzy. Polityczna? Także, owszem. Aby tylko wykorzystywać doświadczenia wielkich rewolucji dotychczasowych: nie zamieniać jednego terroru na drugi. Nam, Polakom udało się to pod hasłem ”solidarność”. Potem jest już gorzej, ale póki co, nie leje się krew, jak to było w II RP.

16:47, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
czwartek, 14 lutego 2013
Gdzie drwa robią... Paweł przewraca się w grobie

Dzieje Apostolskie 13,46
„Paweł jednak i Barnaba śmiało rzekli: - To wam najpierw należało głosić Słowo Boże. Ale ponieważ odrzucacie je i uznajecie siebie za niegodnych życia wiecznego, zwracamy się oto do pogan.”
Mocne słowa (te i następne w Ekumenicznym Przekładzie Przyjaciół). Ale warto wiedzieć, co napisano w dwóch wersetach wcześniejszych.
„A gdy nastał szabat, prawie całe miasto zebrało się, aby słuchać Słowa Pana.
Żydzi zaś widząc tłumy zapałali zazdrością i bluźniąc sprzeciwiali się temu, co mówił Paweł.” Otóż wygłosił całą mowę spuentowaną właściwym mu deprecjonowaniem Prawa: „Zwiastuję wam odpuszczenie grzechów [i ] wszystkiego, z czego nie mogliście być usprawiedliwieni przez Prawo Mojżesza” oraz ostrzeżeniem jeszcze mniej uprzejmym o marnym losie (żydowskich) szyderców. Czyli spór a raczej kłótnia na całego. Paweł barankiem nie był, zachowywał się dosyć prowokująco. Przeznaczona na dzisiaj wypowiedź nie oznacza jednak oczywiście piekła wiecznego dla tych, których nie przekonał, ani tego, że Barnaba i on byli antysemitami. Po prostu, gdzie drwa rąbią, tam lecą wióry, a rąbane były przez Pawła przekonania starotestamentalne wielowiekowe.
Jeszcze trochę o abdykacji, o dwóch wielkich papieżach, o tym, czemu Jan Paweł nie abdykował. Chyba także dlatego, że mój Kościół reformuje się stopniowo. Od Jana XXIII widać wciąż jakieś zmiany. Benedykt dołożył swoją ogromną po mocnym zmieniaczu Janie Pawle. Od kolejnego biskupa Rzymu oczekuję na przykład, że debiutuje skasowaniem zwyczaju uroczystego hołdowania kardynałów swojemu nowemu szefowi. Okropnie to nieewangeliczne, Paweł, który kiedyś ochrzanił spokojnie Piotra, w grobie się teraz na ten widok przewraca. A papież Ratzinger będzie miał za chwilę cholernie dużo z głowy. Na pewno dobrze się wtedy poczuje – podobnie jak jego wielbiciel arcybiskup Nossol, gdy też przechodził na emeryturę. Wyznał mi wówczas, że naprawdę bardzo się cieszy.

20:22, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
środa, 13 lutego 2013
Przygotowanie do Paschy

Księga Joela 2,12-13
„Tak mówi Pan: - Nawróćcie się do mnie całym sercem, przez post i płacz, i lament. Rozdzierajcie jednak wasze serca, a nie szaty.”

Dziś Środa Popielcowa. W Kościołach zachodnich początek przygotowania duchowego do najważniejszego chrześcijańskiego święta, jakim jest Pascha, zwana popularnie Wielkanocą. Żydowskiej nazwy nie wstydzę się zgoła: ani to „zażydzenie”, ani plagiat – nie jedyny to ślad Starego Testamentu w Nowym. Co zaś do owej środy, to nie dość powtarzać, że rozpoczynający się dzisiaj Wielki Post ma być wielki nie tyle formą gastronomiczną, ile treścią duchową. Osobliwie zmianą nastawienia do innych osób. Rozdzierajcie raczej serca...

12:04, jan.turnau
Link Komentarze (31) »
wtorek, 12 lutego 2013
Niedziela jest dla człowieka...

Księga Rodzaju 2,2-3
„A gdy Bóg ukończył w dniu szóstym swe dzieło, nad którym pracował, odpoczął dnia siódmego po całym swym trudzie, jaki podjął. Wtedy pobłogosławił ów siódmy dzień i uczynił go świętym, w tym bowiem dniu odpoczął po całej swej pracy, którą wykonał stwarzając.”

Odpoczynek jest równie konieczny jak praca, oczywiście taka, która rozwija, nie zabija. Szabat kojarzy się z rytualną „piłą”, tysiącem absurdalnych nakazów i zakazów, ale trzeba nań spojrzeć raczej jako na święto, czyli radość już jakby nieziemską. Tak samo jest z niedzielą. Pracocholik (raczej chyba „ergoholik”) jest po prostu niemądry, jeśli nawet nie jest w swoim wariactwie mało pobożny. Tyle tylko, że dorosłym ludziom nie należy prawie nic regulować na siłę. Niedziela jest dla człowieka, nie człowiek dla niedzieli. A jeżeli już, to walczmy z supermarketami pod hasłem obrony pracowników i niech to robią przede wszystkim związki zawodowe, nie Kościoły. Żeby nie mówiono, że te drugie robią o tę wolną niedzielę szum tylko po to, żeby swoich wiernych jeszcze mocniej pocisnąć.

Lektury: „Więź” nr 1 (651). Nowy zeszyt warszawskiego miesięcznika jest sam przez się dobrą nowiną: pismo ocalało z kryzysu periodyków „ papierowych”! Co prawda, stało się kwartalnikiem, lepszy jednak rydz niż nic, przedtem już zresztą wychodziło osiem razy w roku, a teraz spotężniało jakoś. Zeszyt znacznie grubszy, a w nim treści sporo.

Każdy ma swojego konika, moim jest po staremu JP II. Cezary Gawryś wpadł na świetny pomysł, żeby przepytywać o papieża byłego ambasadora Polski przy Stolicy Apostolskiej, Stefana Frankiewicza. Rozmowa wydała mi się dla katolików polskich wzorcowa. Mądrze unika obu skrajności: papofobii i papolatrii. Tej drugiej również, a jakże.

Obaj byli naczelni „Więzi” krytykują mocno watykańską deklarację „Dominus Iesus”. Dokument dotyczył tak innych religii, z tezą akcentującą wyższość Jezusa nad innymi wielkimi postaciami religijnymi, ale i, co gorsza, innych wyznań chrześcijańskich: odmówił protestantom prawa do nazywania swych wspólnot Kościołami. Tekst podpisał, co prawda, nie sam Jan Paweł II, tylko kardynał Ratzinger, ale papież go formalnie zatwierdził. „W ięziowi” rozmówcy nie mogą pojąć, czemu Papież nie powstrzymał swego, jak by nie było, podwładnego. Wziął go zresztą potem w obronę twierdząc, że ta sama pasja ekumeniczna znajduje się u podstaw jego własnej o wiele sympatyczniejszej encykliki „ Un unum sint” i tamtej Ratzingerowej deklaracji.

Co do mnie, sądzę, że nic w tym dziwnego. Jan Paweł II oczywiście nieomylny nie był, poza tym w teologii nie czuł się w gruncie rzeczy najmocniej (sam był raczej filozofem) i polegał na Ratzingerze, a w ogóle awangardowy był nie tyle myślowo, ile duchowo. Nie tyle w poglądach, ile w gestach. Frankiewicz z Gawrysiem oczywiście owe gesty doceniają, jak też tak liczne słowne a mocne prośby o przebaczenie. Papofobami naturalnie nie są.

14:01, jan.turnau
Link Komentarze (32) »
poniedziałek, 11 lutego 2013
Gady i płazy, Jahwe i Darwin. Heller i Życiński. Antykoncepcja. Benedykt Wielki

Księga Rodzaju 1,20-2,4a
Mamy poczytać o Początku. Najpierw, jak tu często, sprawy translatorskie. Jest problem z płazami. Polega on tu na tym, że autor pierwszej księgi Biblii nie posiadał dzisiejszej wiedzy zoologicznej i nie odróżniał tych zwierzątek od gadów. Nic to dziwnego, dzisiaj też nie każdy wie, do których z nich należy salamandra, trzeba jednak jakoś tekst hebrajski przetłumaczyć. Tradycyjnie, Wujkowo i w Biblii Gdańskiej, były tu płazy, zapewne z powodu ich płaskiego poruszania się (Gadem natomiast był któryś syn Jakuba), ale któreś wydanie Biblii Tysiąclecia, w periodyku „Oremus” podawane, wpadło na pomysł, by je różnicować, obie zoologiczne gromady w stosownych miejscach wymieniając. Co mi się wydaje zbyteczną precyzją, Biblia nie traktat naukowy, już tysiąc razy bardziej literatura piękna, a o tym opisie bibliści twierdzą, że to wręcz hymn na cześć Stwórcy. Słusznie więc wydanie Tysiąclatki kolejne, w polskiej edycji Biblii Jerozolimskiej wykorzystane, mówi o zwierzętach pełzających po ziemi. Podobnie rozwiązało również problem tłumaczenie rabina Sachy Pecarica.
Na szczęście jajka są mądrzejsze od kury, dzięki czemu jest postęp kultury wraz z jej integralną częścią, jaką jest biblistyka. Z czasem zaprzestano nam kłaść do głowy, że Pan Bóg stworzył świat w niecały tydzień, co jeszcze głoszą niektórzy chrześcijanie ewangelikalni, a i niektórzy katolicy są temu bliscy, albowiem teoria ewolucji jawi im się bardzo podejrzanie. Preferują oni razem z tamtymi protestantami teorię tak zwanego inteligentnego projektu, którą podważał subtelnie świętej pamięci arcybiskup Życiński (minęła właśnie druga rocznica jego śmierci). Jak rozumiem, nie chodzi o to, żeby nie widzieć w tym wszystkim ręki Boskiej a raczej Jego Rozumu (Logosa!), ale żeby nie zwalczać tym samym rozumem Darwina, a poza tym nie zachwycać się cudownym funkcjonowaniem Kosmosu, jak naiwnie zwolennicy projektu dowodzą. Niektórzy mają nadmierną skłonność do myślowych uproszczeń, a to tendencja niebezpieczna szczególnie, gdy objawia się w myśleniu o rzeczach tak skomplikowanych, jak dzisiejsze nauki przyrodnicze, kiedy się je do tego z teologią skrzyżuje. Ta bowiem z natury rzeczy subtelności umysłu wymaga, jako że JHWH nie na darmo nie chciał, byśmy nie brali Jego Imienia nadaremno. Kogo bowiem imieniem nazwiemy, za znajomego jakoś mamy, a On ze swej istoty słabo poznawalny jest.

Teraz poniedziałkowy prasy przegląd. „Tygodnik Powszechny” ciekawy jeszcze bardziej niż zwykle, a nigdy przecież nie dyktuje mu linii Tomasz Terlikowski. Na okładce i na przodku numeru taniec. Polecam osobliwie edytorial ks. Bonieckiego, który najeździł się po świecie i napatrzył modlitw rozmaitych. Napisało mu się między innymi tak: „ Może u nas nie byłoby to tak piękne, jak u gibkich Afrykanów. Jesteśmy w gestach wstrzemięźliwi, na znak pokoju wystarcza nam kiwnięcie głową lub uprzejme podanie ręki [to drugie rzadziej]. Pewnie posłom niekiedy będzie trudno znaleźć odpowiedni taneczny gest dla adekwatnego wyrażenia swoich idei [a posłankom?]. Ale spróbujmy. Tańcząca w zgodnym rytmie zbiorowość wyzwala od złości. Człowiek, kiedy przemawia tańcem, zawsze się uśmiecha.” Przypomniała mi się, co prawda, Salome, która swoim tańcem niechcący spowodowała śmierć mego patrona, ale oczywiście mało kto tańczy ze złości. Nawet i nie śpiewa w stanie wręcz przeciwnym, wyjąwszy moich rodaków, którzy chyba nie z dobroci „ ...racz nam, wrócić, Panie”, twardo nadal gromko zawodzą.
W numerze również (za) obszerny, ale cenny esej Macieja Zięby OP o dwóch postawach katolików: tej Franciszka z Asyżu i tamtej inkwizytora Torquemady, o tym, że obie ciągle się trafiają. O związkach partnerskich natomiast krytycznie piszą Hennelowa i Hall, warto poczytać, choć niekoniecznie się zgodzić. Jak również warty jest lektury kolejny felieton demonologiczny Marka Zająca: znalazł bardzo fajną formę dla komentowania polskich „ bieżączek” kościelnych, o których pisanie bez jakiegokolwiek „ kostiumu” może się wydawać ciągłym gadaniem dziada do biskupiego portretu.
Ks. Michał Heller powiedział natomiast ”Tygodnikowi” o arcybiskupie Życińskim coś, co mi stale powtarzał inny uczony katolik: że trochę za szybko mu się pisało. W rozmowie sławnego kosmologa z Arturem Sporniakiem wyczytałem taki subtelny przytyk: „ Oczywiście były między nami różnice charakterologiczne. Choć obaj mieliśmy pewien rodzaj wewnętrznej niecierpliwości i łatwo przechodziliśmy nad szczegółami, żeby osiągnąć cel. Szybko zmierzaliśmy do konkluzji, mimo że wiele jeszcze trzeba było kroków rozpracować. Pod tym względem Życiński mnie trochę wyprzedzał i być może dlatego trudno nam było pracować nad wspólnym tekstem...” Wielokropek wymowny, ale taka była arcybiskupa „ uroda”. Może pisał eseje albo i wręcz felietony pod pozorem cięższego gatunku, ale, po pierwsze, nie każdy lubi uczone traktaty, po drugie - inni hierarchowie polscy pisują kazania pod pozorem felietonów, a to też błąd w sztuce. By nie wspomnieć o błędach merytorycznych.
Na koniec etyka. Arkadiusz Stempin z Berlina opisuje przypadek zgwałconej w Kolonii dziewczyny, której w dwóch kolejnych klinikach katolickich odmówiono przyjęcia, tłumacząc, że badanie ginekologiczne obejmuje również rozmowę o „ pigułce po” wraz z wydaniem na nią recepty. Odpowiedzialny za to ultrakonserwatywny arcybiskup Kolonii Joachim Meisner powiedział w dyskusji, która wynikła bardzo burzliwie po tym incydencie, że przeprasza za ten incydent, to było nieporozumienie, można było dziewczynę przyjąć, rozmowa o pigułce wcale nie była konieczna. Wyjaśnił też jednak, że można podać zgwałconej kobiecie tabletki uniemożliwiające zapłodnienie, ale już nie zagnieżdżenie się zarodka, czyli jego unicestwienie. Myślę, że jak na tego hierarchę, to i tak sporo. Oby mój Kościół przestał wreszcie zwalczać antykoncepcję.
A o kościelnej bombie wodorowej napisałem w ”GW” tak.
Każdą sensację można minimalizować. Pół wieku temu nikt nie wyobrażał sobie, że może być jednocześnie trzech prymasów Polski, jak było półtora roku do śmierci kardynała Glempa: jeden aktualny, Józef Kowalczyk, i dwóch byłych, Józef Glemp i Henryk Muszyński. Do wprowadzonej w roku 1970 przez papieża Pawła VI emerytury dla biskupów - po 75. roku życia - każdy hierarcha rządził do śmierci. Teraz już tak nie jest, a papież też jest biskupem i też się starzeje, bo biologia nie sługa. Możliwość jego abdykacji też została prawnie uregulowana. A przecież jest to bomba wodorowa.
Dla mnie to zaskoczenie tym większe, że jeżeli posądzałem kogoś o zdolność do takiej decyzji, to raczej Jana Pawła II; Benedykt XVI nie gustował w gestach. Wydawał mi się poza tym po prostu mniej pokorny. Chyba go krzywdziłem, okazał klasę duchową niebywałą. Mimo wszystko.
Bo też można powiedzieć, że nic dziwnego się nie stało. Ma lat prawie 86, wie, że podlega prawom biologii jak każdy śmiertelnik. Ma przecież poczucie odpowiedzialności, a widzi teraz, że jego Kościół jest w sytuacji nieporównanie gorszej niż wydawał się za jego poprzednika. Oto kompromitacja moralna duchowieństwa: pedofilia. Oto wysocy urzędnicy Kurii Rzymskiej pokłóceni jak dzieci w piaskownicy.
Oto też osobiste skłonności abdykującego papieża, co najbardziej lubi być teologiem: woli pisać niż rozmawiać z ludźmi i nimi rządzić.
A przecież taka decyzja musiała być potwornie trudna. Zdarzyła się dopiero drugi raz w dwutysiącletniej historii rzymskiego Kościoła. Wejdzie on w ten sposób w nowy okres swoich dziejów. Co będzie po 28 lutego, nie wiemy i Benedykt też nie jest jasnowidzem. Zaryzykował dużo. Pancerny Joseph Ratzinger przejdzie do historii jako papież wielki.

18:56, jan.turnau
Link Komentarze (23) »
niedziela, 10 lutego 2013
A ja?

Księga Izajasza 6,1-2a.3-8
1 List do Koryntian 15,1-11
Ewangelia Łukasza 5,1-11

Teksty o powołaniu: proroka Izajasza, apostoła Pawła, apostoła Piotra. Każdy z nich czuł się niegodny tej roli: Izajasz, bo miał wargi nieczyste, Piotr, bo poczuł się potwornie słaby zobaczywszy Jezusową moc czynienia cudów. Może najmniej Paweł. Choć pisze o sobie: ”nie jestem godzien zwać się apostołem, bo prześladowałem Kościół Boży”, to jednak chwali się, że pracował więcej „od nich wszystkich”, czyli od Kefasa, Jakuba, Dwunastu. Zaznacza, co prawda, że pracował nie sam, ale Łaska Boża z nim, ale można się doń trochę przyczepić. Byle nie za bardzo: w końcu faktycznie był tytanem nie tylko myśli. Może po prostu mówił, co myślał, nie krygował się - a miał rację tak w samokrytyce, jak i w samoocenie dużo lepszej.

A ja? Apostołuję tu przecież po swojemu od lat sześciu, a pisuję w tym duchu o sprawach religijnych już dobre pół wieku. Czuję do tego powołanie, ale jak je spełniam? Chyba jest to pytanie nie do mnie przede wszystkim. Oceny na mój temat są jednak tak różne...

Jedno wydaje mi się pewne: mam do tego warunki znakomite. Felietony w największym dzienniku polskim, również w największym piśmie dla młodzieży, w blogu też nie całkiem kameralnym, w jednym miesięczniku, dwumiesięczniku... Takie szanse łatwo marnować.

10:33, jan.turnau
Link Komentarze (19) »
sobota, 09 lutego 2013
Pasterz wielki, bowiem mały

List do Hebrajczyków 13,20-21
 „Bóg zaś pokoju, który na mocy krwi przymierza wiecznego wywiódł z pomiędzy zmarłych Wielkiego Pasterza owiec, Pana naszego Jezusa, niech was uzdolni do wszelkiego dobra, byście czynili Jego wolę, sprawując w was, co miłe jest w oczach Jego, przez Jezusa Chrystusa, któremu chwała na wieki wieków, amen.”

Do zawiłych słów listu będącego raczej traktatem watykański liturgista dopasował na dzisiaj poetycki obraz sławnego Psalmu 23: „Pan jest moim pasterzem, nie brak mi niczego”. A także fragment ewangelii Marka 6,30-34, w którym Jezus lituje się nad tłumem słuchaczy i zaczyna ich nauczać. Jak to czyni?

Znane jest tutaj przeciwstawienie pasterza pastuchowi: różnica polega oczywiście na sposobie traktowania owiec. Czy jak stado baranów, czyli głupków, co gorsza, nieznośnych, nieposłusznych, skaczących wciąż do boju z potężnymi rogami, czy też osobników będących osobami, czyli mającymi swój rozum i poczucie własnej godności. Każdej społeczności grozi pastuchowanie, kościelnej też, szczególnie że jej zwierzchnicy mają legitymację władzy religijną, więc szczególnie autorytatywną duchowo. Chrześcijaństwo jednak wyobraża sobie swojego Arcypasterza jako złączonego z owcami więzią przelanej krwi: jesteśmy Chrystusowymi krewniakami. Co więcej, Chrystus dał nam przykład uniżenia niesłychanego: Jego wielkość polega na tym, że stał się najmniejszy. Mamy też uniżać się, co nie znaczy jednak, że nie podnosić głosu, gdy widzimy, że dzieje się źle. W końca „arcyteologiem” chrześcijaństwa był Paweł z Tarsu, który cichutki jako żywo nie był.

08:24, jan.turnau
Link Komentarze (28) »
piątek, 08 lutego 2013
Pamiętajcie o niepokornych

List do Hebrajczyków 13,3
„Pamiętajcie o więźniach, jak byście byli współuwięzieni, i poniewieranych, bo i sami w ciele jesteście.”
Ekumeniczny Przekład Przyjaciół. ”Ciało” to tu oczywiście człowiecza doczesność. Nasze ”poniewieranych” pasuje bardziej niż Tysiąclatkowe do owych więźniów, bo tam mamy ogólnie ”tych, co cierpią” (przekład 11 Kościołów ma „krzywdzonych”), ale teraz nasze ”współuwięzieni” brzmią mi jednak trochę dziwnie: napisałbym po prostu ”współwięźniami” . Ludziom w wieku podeszłym przypominają się głodówki w obronie uwięzionych, organizowane w kościołach w zamierzchłych latach osiemdziesiątych przez zdaniem niektórych dzisiaj podejrzanie „lewicowy” KOR. Ewangelia Marka (6,14-29) opowiada dzisiaj o uwięzieniu Jana Chrzciciela i wyroku na nań, bo podpadł Herodiadzie (Marek zrzuca winę na nią, Herod bowiem jego zdaniem „czuł lęk przed Janem, znając go jako męża prawego i świętego, i brał go w obronę”). W „Encyklopedii biblijnej” wyczytać można, iż ”także historyk żydowski Józef Flawiusz stwierdza, chociaż podaje nieco inne szczegóły, że Jan został stracony na rozkaz Heroda w twierdzy Macheront, położonej niedaleko Morza Martwego”. Więzienia służyły i służą dalej do uciszania „niepokornych”. Będzie kiedyś inaczej?

Lubię tu odnotowywać święta, choćby nawet pomniejsze, więc zacznę od wiadomości, że wspominamy dziś gdzie niegdzie Najświętsze Oblicze Jezusa (informację znalazłem tylko w kalendarzyku księży werbistów).

Jak On wyglądał? Może całkiem zwyczajnie. Wielcy ludzie nieraz nie różnią się na zewnątrz niczym od niewielkich. Postura u nich zwyczajna, nawet i twarz niemal tuzinkowa. Niemniej bije od nich jakiś majestat, chyba nie tylko z oblicza. Ówczesny król rumuński czekał na wizytę Piłsudskiego dość lekceważąco, ale gdy Marszałek wszedł, monarcha odruchowo stanął na baczność. Myślę, że podobnie było z Jezusem. Gdy aresztującym Go w Ogrójcu przedstawił się ”Ja jestem”, wręcz padli na twarze, była to sytuacja i słowa specjalne (imię ”Boga”), ale chyba zawsze było coś w Jego wyglądzie szczególnego.

Lubię też odnotowywać książki. Ukazała się w zeszłym roku w wydawnictwie jezuitów WAM następna rzecz o Całunie Turyńskim. Dzieło włoskiej uczonej Barbary Frale zwie się po polsku „Całun Jezusa Nazarejczyka” i traktuje ów temat bardzo obszernie, ale równie ciekawie. Główna sprawa tam to ledwie widoczny napis na relikwii, który daje się odczytać jako właśnie „ Jezus Nazareński”. Pasjonatów syndologów namawiam na tę lekturę (dobre tłumaczenie bardzo ją ułatwia), a sam sobie myślę, czy gdybym spojrzał na ów szczególny wizerunek (według pani Frale oczywiście prawdziwy) w samym oryginale, nie ma którąś reprodukcję, miałbym uczucie jakiegoś z Nim kontaktu.

16:08, jan.turnau
Link Komentarze (32) »
czwartek, 07 lutego 2013
Ewangelia Marka 6,8-9

Z laską czy bez?...
„I polecił im, by niczego nie brali na drogę prócz laski: chleba ani torby, ani grosza w trzos.
Włóżcie sandały, lecz nie wdziewajcie dwóch szat.”
Ekumeniczny Przekład Przyjaciół.

Zapamiętana z wczesnej młodości różnica między synoptykami: według Marka Jezus pozwala na pójście z laską, Mateusz i Łukasz zakazują jej brać. Oczywiście nic z tej różnicy nie wynika, poza tym, że ówcześni pisarze lekceważyli takie sprawy: ważny był sens słów Jezusa, że apostoł ma być lekki jak skoczek narciarski. A mnie samemu „ problem” skojarzył się z własnym dowcipem, że na wywiady prasowe chodzę z laską: Bogu dzięki wystarczają mi jeszcze dwie nogi, a laska to młoda i urocza koleżanka z „ Gazety” Katarzyna Wiśniewska...

14:02, jan.turnau
Link Komentarze (31) »
środa, 06 lutego 2013
Maryjność ewangelii Marka

Ewangelia Marka 6,3
„Czyż to nie ten cieśla, syn Marii, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona?”
Ekumeniczny Przekład Przyjaciół.
„Komentarz praktyczny do Nowego Testamentu” powiada: „Faktu, że została tu wspomniana jedynie Matka Jezusa, nie należy uważać za dowód biblijny na dziewicze poczęcie Syna Bożego. Józef nie jest wymieniony prawdopodobnie dlatego, że już wtedy nie żył.” Zajrzałem do Biblii Poznańskiej i Paulistów: brak tam w tej sprawie komentarza. Nie chcę być bardziej maryjny niż autorytety naukowe mego Kościoła, ale nie daje mi spokoju pytanie, skąd to milczenie Markowe. Przecież w ewangeliach późniejszych, Mateusza i Łukasza, osoba przybranego ojca Jezusa wymieniona jest nie tylko w rozdziałach początkowych, opisujących pierwsze lata Jego życia. U Mateusza mowa jest o „synu cieśli” (13,55), Łukasz wymienia Józefa z imienia (3,23 i 4,22). Obaj ewangeliści powstrzymują się od nazwania go ojcem Jezusa: Mateusz tylko cytuje opinię rodaków, Łukasz dystansuje się wyrażeniem „jak sądzono”, ale żaden z nich nie milczy o Józefie, tylko Marek.
Najwcześniejsza ewangelia mówi poza tym o Maryi w takim wieloznacznym passusie (3,20-22): „Potem idzie do domu, gdzie tłum znów gęstnieje, tak że nie mogli nawet wziąć do ust kawałka chleba.
Gdy to doszło do Jego rodziny, przyszli, aby Go ubezwłasnowolnić, mówiono bowiem: - Zwariował.
A znawcy Ksiąg, którzy zstąpili z Jerozolimy, twierdzili: - Jest opętany przez Belzebuba.” Ciekawe, kto to mówił? Rodzina czy obcy? Być może ci drudzy, trochę podobni do owych starotestamentalnych biblistów, którzy oceniali Go jeszcze gorzej. Jeśli mówiła to interweniująca rodzina, to była chyba wśród niej Jego Matka, ponieważ zaraz potem (3,31) napisano, że była wśród Jego braci, gdy przyszli do domu, w którym On przebywał. Nie można zatem wykluczyć, że Marek sugeruje tutaj jakieś bardzo znaczne matczyne niezrozumienie postępowania Syna. Tym ciekawsze byłoby jednak w takim razie tamto określenie Go jako syna Marii, nie Józefa w dziele tak wobec niej chłodnym. Może świtała już wtedy wiara, że biologicznie był wyłącznie jej dzieckiem.

15:21, jan.turnau
Link Komentarze (33) »
wtorek, 05 lutego 2013
Dowcip Jezusa z Nazaretu

Ewangelia Marka 5,38-40a
„Przychodzą pod dom starszego [synagogi], Jezus spostrzega zamieszanie, słyszy płacze i głośne zawodzenia. Wszedłszy do środka, woła
- Czemu robicie zamieszanie i płaczecie? Dziecko nie umarło, lecz śpi.
Wyśmiewali się z Niego.”
Ekumeniczny Przekład Przyjaciół. (Zwyczajem ewangelickim każdy werset to u nas osobny akapit).

Mógł przewidywać taką reakcję: Jego odezwanie brzmiało mocno naiwnie. Jak już tu kiedyś napisałem, myślę, że zażartował. Był przecież Żydem, należał do najdowcipniejszego narodu świata, zresztą w ogóle humor „humanum est”. Przewidywał też na pewno, że zobaczywszy cud, wyśmiewacze „osłupieją wprost ze zdumienia”. A zaskakiwał swoje otoczenie pewnie niemal od urodzenia.

11:47, jan.turnau
Link Komentarze (37) »
poniedziałek, 04 lutego 2013
Męczeństwo - stała ludzkiej historii

List do Hebrajczyków 11,32-40
”I co jeszcze mam powiedzieć? Nie wystarczyłoby mi bowiem czasu na opowiadanie o Geodenie, Baraku, Samsonie, Jeftem, Dawidzie, Samuelu i o prorokach, którzy przez wiarę pokonali królestwa, dokonali czynów sprawiedliwych, otrzymali obietnicę, zamknęli paszcze lwom, przygasili żar ognia, uniknęli ostrza miecza i wyleczyli się z niemocy, stali się bohaterami w wojnie i do ucieczki zmusili nieprzyjacielskie szyki. Dzięki dokonanym przez nich wskrzeszeniom niewiasty otrzymały swoich zmarłych. Jedni ponieśli katusze, nie przyjąwszy uwolnienia, aby otrzymać lepsze zmartwychwstanie. Inni zaś doznali zelżywości i biczowania, a nadto kajdan i więzienia. Kamienowano ich, przerzynano piłą, kuszono, przebijano mieczem: tułali się w skórach owczych, kozich, w nędzy, w utrapieniu, w ucisku - świat nie był ich wart - i błąkali się po pustyniach i górach, po jaskiniach i rozpadlinach ziemi. A ci wszyscy, choć ze względu na swą wiarę stali się godni pochwały, nie otrzymali przyrzeczonej obietnicy, gdyż Bóg, który nam lepszy los zgotował, nie chciał, aby oni doszli do doskonałości bez nas.”

Ten list jest całkiem niewiadomego autorstwa. Bibliści w ogóle, jak to uczeni, bywają w tego rodzaju sprawach bardzo krytyczni. Nawet i ewangelie - laikowi pobożnemu trudno to przyjąć - podlegają takiej fachowej problematyce: najmniej chyba ewangelia Łukasza, ale i tu jest pytanie, czy Łukasza na pewno. Kwestionuje się autorstwo Pawłowe sześciu listów dawniej mu przypisywanych: miałyby powstać pod jakimś jego wpływem, ale pod piórem któregoś z jego uczniów. Przede wszystkim tych do Tymoteusza i Tytusa, ale też często Drugiego do Tesaloniczan, do Efezjan, Kolosan. Zaś List do Hebrajczyków na pewno nie jest Pawłowy, choć jak niemal wszystko w ówczesnej diasporze powstał w kręgu potężnej osoby apostoła świata helleńskiego. Kto go napisał? Trudna zagadka. Może ów uczony Apollos, najpierw ”joannita”, potem wielki autorytet w Koryncie.

Druga specyfika tekstu to jego forma: widać gołym okiem, że nie jest to list, epistoła, ale traktat teologiczny raczej. W tamtych listach zawsze było imię Pawłowe, to brak nawet takiego znaku. To traktat - i wobec tego rzecz uczona, mało porywająca. Są jednak właśnie takie passusy, jak ten dzisiejszy. Końcówka jest teologiczna: ci starotestamentalni nie doczekali (pierwszego) przyjścia Chrystusa. Jest to oczywiste, co jednak znaczy stwierdzenie, że doszli do doskonałości nie bez nas, czyli z nami? Zobaczyli Chrystusa naszymi oczami, obcowali z Nim jakoś przez nas (czyli współczesnych autorowi oczywiście, nie nas dwadzieścia wieków potem), ale pomogli im w rozwoju moralnym? Chyba w jakimś sensie specjalnym, który łatwo odczytać jako megalomanię. Najważniejszy jest jednak dla mnie ów opis męczeństwa, które trwa. Mordowało i morduje się ludzi, ponieważ wierzą nie tak, jak trzeba.

Chrześcijanie tu „przodują”. Nie jest megalomanią twierdzenie, że stanowią najbardziej prześladowaną religię naszego globu. Niegdyś panowali na wszystkich kontynentach poza Azją, dziś w Azji i Afryce są wypierani prze islam ogniem i mieczem, w Indiach dodatkowo prześladowani przez hinduizm, bardzo źle jest w azjatyckich krajach komunistycznych z potworną Koreą Północną na czele. Istnieje specjalna organizacja wspierająca ich w tej niedoli, nazywa się Open Door (Otwarte Drzwi), ma swojego przedstawiciela w Polsce, Tomasza Korczyńskiego, który także w parafiach ewangelickich opowiada o owych prześladowaniach. Nie wyłącza czasem z tego zjawiska Europy, co wydaje mi się swoistym brakiem myślowej równowagi, bo szaleństwa tak zwanej poprawności politycznej, agresja ateistycznego fundamentalizmu to jednak nie prześladowania. Za wielkie słowo. Tak czy inaczej przeszłość odbija się czkawką: niegdysiejsza nietolerancja, kolonializm nie zachodzi litościwą mgłą, mści się tragicznie. Co jednak nie jest żadnym usprawiedliwieniem bierności krajów Zachodu, które zostawiają swoich braci samych.

12:34, jan.turnau
Link Komentarze (31) »
 
1 , 2
Archiwum